JAN TESPISKI: Na co zmarł Wyspiański i inne sytuacje (14)

Profesor filologii polskiej Jan Durr-Durski (ur. 1902 – zm. 1969) prowadził wykłady z literatury staropolskiej na Uniwersytecie Łódzkim. Jednakże będąc także wybitnym znawcą twórczości Stanisława Wyspiańskiego, bardzo często robił wycieczki od Szymona Szymonowica ku Wyspiańskiemu i Młodej Polsce.

Niekiedy te wycieczki były znacznie obszerniejsze niż temat główny. Pewnego dnia, ni z tego, ni z owego, będąc akurat przy Danielu Naborowskim i jego artystycznym świntuszeniu, Profesor powiedział:

– A co do Wyspiańskiego… Odkryłem, że nie jest prawdą jakoby zmarł na syfilis, którym rzekomo zaraził się w czasie swego drugiego pobytu w Paryżu, od modelki Paula Gauguin’a. Prawda jest taka, że to w ogóle nie był syfilis, tylko coś znacznie gorszego. A zaraził się tym paskudztwem w Krakowie, od jednej praczki przy Floriańskiej 6, z bramy, w piwnicy. A co to było opowiem przy następnym wykładzie. Do zobaczenia za dwa tygodnie.

Za dwa tygodnie sala wykładowa filologii Uniwersytetu Łódzkiego była pełna. Szczególnie tłumnie – co zastanawiające – przybyły cnotliwe studentki pierwszych lat. Czekano dość długo, w końcu pojawił się asystent profesora i oznajmił, że profesor Durr-Durski zmarł właśnie wieczorem dnia poprzedniego w Warszawie.

Rozeszliśmy się głęboko zawiedzeni. Profesor wielką tajemnicę Czwartego Wieszcza zabrał ze sobą do grobu.

Przerwane Dziady

Powiada się w teatrach, że teatr musi grać za każdą cenę. Liczne są też przykłady aktorów, którzy mimo rodzinnych tragedii, karnie stawiali się na spektakle. Bo odwołanie spektaklu jest dla nich największą, niewyobrażalną tragedią. Nie mnie osądzać, czy nie ma w tym przesady, ale obowiązkowość aktorów jest naprawdę wielka. Jest tak wielka, że nawet ministerialnym urzędnikom w połowie nie przychodzi coś takiego do głów. Ale ta „wierna służba teatrowi” przybiera niekiedy wymiary tragikomiczne. Jak każda przesada.

Wiadomo, że każde wystawienie „Dziadów” jest dla teatru wielkim wysiłkiem i wielkim świętem zarazem. W roku 1984 w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza, wyreżyserował je Maciej Prus. Spektakl był wydarzeniem artystycznym.

Dla poniższej anegdoty ważne jest, by opowiedzieć początek tej inscenizacji. Zatem zaczynało się tak… Scena wznosiła się lekko ku horyzontowi i cała była zasypana ziemią. Były to trociny ufarbowane na brązowo. Gdy wznosiła się kurtyna, widzowie widzieli słabo oświetloną grupę Chóru z przodownikiem Guślarzem. Wśród tej kilkunastoosobowej gromadki był także muzyk z wielkim bębnem, w który miarowo uderzał. Wszystko to dawało to naprawdę nastrój niesamowity i poważny. I słynny tekst miał wspaniałą oprawę:

CHÓR

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

GUŚLARZ

Zamknijcie drzwi od kaplicy

I stańcie dokoła truny;

Żadnej lampy, żadnej świécy,

W oknach zawieście całuny…

Tak pięknie było do czasu, gdy teatr został zaproszony na festiwal w Opolu. Gmach opolskiego teatru jest – w porównaniu z budynkiem Teatru Jaracza – ogromny, a sama scena kilkukrotnie większa.

Próby przed konkursowym przedstawieniem na festiwalu poszły dobrze. Wieczorem kurtyna wzniosła się… i zaczęli grać. Jednakże jeden z Chóru, starszy już wiekiem Włodzimierz Kwaskowski, zagubił się przepastnych przestrzeniach opolskiego teatru i nie zdążył… Początek – bez niego?! Cóż jednak znaczy obowiązkowość starszego pokolenia. Kwaskowski padł na podłogę i zaczął się czołgać ku środkowi sceny. Żeby jednak nie być widocznym – jak pomyślał – zaczął obrzucać się trocinami, dla niepoznaki, dla ukrycia swego czołgania.

Widownia i koledzy na scenie zobaczyli jednak jakiegoś pełzającego w tumanie kurzu aktora… Opadła kurtyna i po piętnastu minutach – gdy aktorzy wyparskali już swoje rozbawienie i przestali się śmiać – zaczęto raz jeszcze.

Oczywiście pewną winę miał także inspicjent. Ale Włodzierz Kwaskowski nigdy nie uznał swojego wypadku za śmieszny. Może dlatego, że był aktorem komediowym?

A przyjemność?

A skoro już wspomnieliśmy postać wspaniałego reżysera Macieja Prusa… Miał on dość pouczającą przygodę na początku swej drogi reżyserskiej.

Jako młody reżyser wystawiał w jednym z warszawskich teatrów sztukę, z Janem Świderskim w roli głównej. Próby szły dobrze, ale – czym bliżej premiery – Świderski „rozwijał się”, To znaczy grał coraz bardziej grubo, grubo przesadzając. To znaczy kasłał, prychał, wzdychał, mlaskał i cmokał. W czasie przerwy po pierwszym akcie, w czasie pierwszej generalnej, ktoś z przyjaciół zwrócił Maciejowi Prusowi uwagę, że Świderski gra „za dużo”

Prus jako człowiek subtelny, trochę się obawiał mistrza. W końcu jednak wziął na odwagę, poszedł do garderoby Świderskiego i powiedział:

– Bardzo bym prosił, panie Janie, żeby grał pan trochę mniej…

Świderski nie powiedział nic. Jednak drugi i trzeci akt zagrał już normalnie, bez „dodatków charakterystycznych”. Gdy próba się skończyła Prus poszedł znowu do garderoby mistrza:

– Chciałem podziękować – powiedział do Świderskiego. – Właśnie o to mi chodziło.

– Panu o to chodziło, ja wiem… Ja mogę tak grać – powiedział Świderski. – Ale gdzie przyjemność?

Operetka w Słupsku

I jeszcze raz Maciej Prus.

Gdy za Gierka zwiększono liczbę województw do 49, okazało się, że władze nowych województw nie są pozbawione ambicji. W takim Słupsku postanowiono mieć dobry teatr, a konkretnie operetkę. Taki był gust decydentów. Jakoś tak się złożyło, że do władz Słupska dotarło, że jest dobry reżyser, który wprost marzy o operetce właśnie. Nawiązano kontakt i powołano Maciej Prusa na dyrektora nowego teatru.

Jakież jednak było zdziwienie władzy, gdy na premierze zobaczyła, że ich teatr – owszem – gra operetkę, ale „Operetkę” Gombrowicza.

I tak to przygoda z teatrem słupskim trwała dla Macieja Prusa ledwie rok, bo był dyrektorem tego teatru zaledwie w sezonie 1977 – 1978.

Ale swoje marzenie spełnił i „Operetkę” wystawił.

 

 

 

 

Maciej Świrski został przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji

Na pierwszym posiedzeniu nowych członków Krajowej Rady Radiofonii I Telewizji, które odbyło się w poniedziałek, 10 października, na przewodniczącego tego organu wybrano Macieja Świrskiego.

Zastępcą przewodniczącego KRRiT została  Agnieszkę Glapiak.

Maciej Świrski ostatnio pełnił funkcję przewodniczącego rady nadzorczej Polskiej Agencji Prasowej. Wcześniej w swojej karierze zawodowej był m.in. członkiem zarządu PAP i wiceprezesem Polskiej Fundacji Narodowej. Jest działaczem społecznym, publicystą, blogerem.  Założył Redutę Dobrego Imienia, która za cel stawia sobie ochronę dobrego imienia Polski na drodze prawnej i informacyjnej. Do KRRIT został wybrany przez Sejm, tak samo jak Agnieszka Glapiak. W nowym składzie rady są jeszcze, wskazani przez prezydenta, Marzena Paczuska-Tętnik i Hanna Karp oraz powołany przez Senat Tadeusz Kowalski.

Kadencja KRRIT trwa sześć lat.

opr. jka, źródło: KRRiT

KGB wpisało Andrzeja Poczobuta na „listę terrorystów”

Andrzej Poczobut, przebywający w areszcie dziennikarz i działacz Związku Polaków na Białorusi, znalazł się wśród pięciu Białorusinów, którzy zostali ostatnio wpisani na „listę terrorystów”. Poinformowało o tym Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”.

Jak wyjaśnia portal belsat.eu, „Lista terrorystów” KGB zawiera nazwiska osób faktycznie zaangażowanych w działalność terrorystyczną, ale reżim Aleksandra Łukaszenki wykorzystuje ją jako narzędzie do zwalczania swoich przeciwników politycznych. Figuruje na niej 179 Białorusinów, w tym liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska.

Andrzej Poczobut został zatrzymany 25 marca 2021 roku. Reżim Łukaszenki zarzuca mu „podżeganie do działań mających na celu szkodę bezpieczeństwa narodowego Republiki Białorusi” oraz „podżeganie do nienawiści”. Wkrótce jego sprawa ma trafić do sądu. Dziennikarz spędził już w areszcie 560 dni.

opr. jka, źródło: belsat.eu

 

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Represje wobec organizacji religijnych na Krymie stają się coraz brutalniejsze

Rosja nasila na Krymie represje wobec organizacji religijnych, które nie podzielają stanowiska Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego (RKP) i wyznają ideologię pacyfizmu lub pokojowego oporu wobec okupacji Ukrainy.

Kilka dni temu, jak donosi rosyjski Komitet Śledczy na Krymie, rosyjski sąd aresztował członkinię organizacji religijnej Świadków Jehowy. A organizacja pozarządowa „Solidarność Krymska” poinformowała, że ​​kontrolowany przez Rosjan Sąd Rejonowy w Symferopolu przedłużył aresztowanie działaczy krymskotatarskich: Wilena Temeryanowa, Envera Krosha, Seityia Abbozova, Murata Mustafayeva, Edema Bekirova i Rinata Alijewa o kolejne trzy miesiące, do 10 stycznia 2023 r. Są oni zaangażowani w sprawę organizacji religijnej Hizb ut-Tahrir.

Faktem jest, że obie te organizacje nie popierają rosyjskiej wojny z Ukrainą.

Według komisji śledczej „od kwietnia 2017 r. do września 2022 r. szef zakazanej w Rosji organizacji religijnej >Świadkowie Jehowy< brał bezpośredni udział w wydarzeniach na terenie okręgu Czerwonej Gwardii, będąc aktywnym zwolennikiem nurtu pacyfistycznego. Aresztowany działacz został oskarżony o przynależność do rzekomo ekstremistycznej organizacji, choć Świadkowie Jehowy są grupą wyznaniową całkowicie pacyfistyczną i nie podzielają ani ideologii, ani praktyki ekstremizmu. Jednak w Rosji członkostwo w Świadkach Jehowy jest przestępstwem ściganym z artykułu 282.2 Kodeksu Karnego.

„Obecnie śledczy przeprowadzili ponad 10 rewizji w miejscu zamieszkania oskarżonych i zwolenników tej organizacji, a także skonfiskowali dokumenty potwierdzające ich działalność oraz literaturę ekstremistyczną. Oskarżony został tymczasowo aresztowany” – poinformował rosyjski Komitet Śledczy.

To aresztowanie to dopiero nowy etap represji wobec Krymu. Wcześniej „Europejskie Stowarzyszenie Świadków Jehowy” poinformowało, że 28 września rosyjskie siły bezpieczeństwa przeprowadziły osiem rewizji członków organizacji religijnej „Świadkowie Jehowy” we wsiach Niżnyohirskie i Czerwonogwardijske, jeden z nich, Serhij Parfenowicz, został zatrzymany.

Według najnowszych informacji Świadków Jehowy rosyjscy stróże prawa na Krymie wszczęli 9 spraw karnych przeciwko 16 lokalnym działaczom Świadków Jehowy. Wyroki przeciwko pięciu z nich weszły już w życie. Zostali skazani na kary pozbawienia wolności od 4 do 6 lat.

W sierpniu 2022 r. „Europejskie Stowarzyszenie Świadków Jehowy” poinformowało, że w Sewastopolu rosyjskie siły bezpieczeństwa przeszukały domy aktywistów. Viktor Kudinov i Serhiy Zhigalov zostali zatrzymani, a przeciwko nim wszczęto postępowanie karne. We wrześniu 2022 r. prokurator rosyjski wystąpił z wnioskiem o siedem i pół roku więzienia dla Wołodymyra Maładyki, Jewhena Żukowa i Wołodymyra Sakady, zwolenników związku wyznaniowego Świadków Jehowy.

Uznawanie całkowicie pokojowego stowarzyszenia religijnego „Świadkowie Jehowy” za organizację ekstremistyczną w Rosji przeczy zdrowemu rozsądkowi. W rzeczywistości Rosja prześladuje ten trend religijny, ponieważ ich ideologia zakłada pacyfizm i zabrania swoim działaczom i zwolennikom chwytania za broń. W ten sposób Świadkowie Jehowy z natury sprzeciwiają się wojnie Rosji na Ukrainie, a członkowie tej organizacji odmawiają wstąpienia do wojska i zabijania ludzi. Dlatego w 2017 roku rosyjski Sąd Najwyższy uznał organizację religijną „Świadkowie Jehowy” za ekstremistyczną i zakazał jej działalności w Rosji. Również działalność tej organizacji jest zakazana na anektowanym Krymie.

Pracownicy FSB Rosji wielokrotnie przeszukiwali i zatrzymywali podejrzanych z organizacji religijnej „Świadkowie Jehowy” na terenie półwyspu. Według Centrum Praw Człowieka „Memoriał”, w Rosji ścigano już kilkudziesięciu zwolenników tej grupy religijnej. W sierpniu 2018 r. „Memoriał” uznał za więźniów politycznych 29 zwolenników organizacji religijnej „Świadkowie Jehowy”, oskarżonych w Rosji o ekstremizm.

Natomiast, muzułmańska organizacja religijna „Hizb ut-Tahrir” w Rosji jest uznawana za ekstremistyczną ze względu na to, że wyznaje ideologię odrzucania terrorystycznych metod walki i wzywa do pokojowego utworzenia pacyfistycznego „globalnego kalifatu”. Rosyjscy szpiedzy na Krymie potajemnie nagrywają ich rozmowy w domu lub w meczetach, a następnie za pomocą sfałszowanych dowodów i tzw. „tajnych świadków” aresztują i sądzą uczestników tych rozmów, zarzucając im najpoważniejsze przestępstwa, w tym np. próby obalenie rządu w Moskwie. Kilkaset osób zostało już skazanych w Rosji za udział w Hizb ut-Tahrir. Jak wiadomo z poprzednich spraw, z reguły orzeka się im zbyt długie kary pozbawienia wolności – od 10 do 20 lat.

Pewnego dnia na Krymie przedłużono aresztowanie kilku nowych uczestników „sprawy muzułmanów krymskich” z Dzhanki i rejonu Dzhankoy. Jak poinformował prawnik Emil Kurbedinow, „sąd” był zadowolony z formalnych podstaw, które przedstawiły mu przedstawiła FSB i Prokuratury Krymu.

Przypomnijmy, rankiem 11 sierpnia krymskotatarscy aktywiści byli przeszukiwani w krymskiej dzielnicy Dzankoja i Dzhankoya, ich prawnicy nie zostali dopuszczeni do śledztwa, a ich telefony komórkowe zostały na ten czas specjalnie wyłączone. Rosyjskie siły bezpieczeństwa zatrzymały sześciu mężczyzn – Vilen Temeryanowa, Envera Krosha, Seitayę Abbozova, Murata Mustafayeva, Edema Bekirova i Rinata Aliyeva pod zarzutem udziału w zakazanym w Rosji udziale w Hizb ut-Tahrir.

Przedstawiciele międzynarodowej islamskiej organizacji „Hizb ut-Tahrir” przyznają, że celem ich misji jest zjednoczenie wszystkich krajów muzułmańskich w islamskim kalifacie, ale odrzucają metody terrorystyczne, by to osiągnąć. Twierdzą, że są niesłusznie prześladowani w Rosji i na okupowanym przez nią od 2014 roku Krymie. Rosyjski Sąd Najwyższy zakazał działalności Hizb ut-Tahrir w 2003 roku, wymieniając ją jako grupę „terrorystyczną”.

Obrońcy Krymu aresztowani i skazani w „sprawie Hizb ut-Tahrir” uważają, że ich prześladowania są motywowane względami religijnymi. Prawnicy zwracają uwagę, że rosyjskie organy ścigania prześladują głównie Tatarów krymskich, a także praktykujących islam Ukraińców, Rosjan, Tadżyków, Azerbejdżanów i Krymów innego pochodzenia etnicznego. Prawo międzynarodowe zabrania wprowadzania ustawodawstwa państwa okupującego na terytorium okupowanym.

 

Znany jest już skład nowej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji

Prezydent RP Andrzej Duda powołał w poniedziałek, 3 października Marzenę Paczuską-Tętnik oraz dr Hannę Karp do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Wcześniej swoich członków wskazał Sejm i Senat.

Marzena Paczuska-Tętnik to dziennikarka, była m.in. szefową „Wiadomości”, a także członkiem zarządu Telewizji Polskiej.  Dr hab. Hanna Karp jest zaś medioznawcą i wykładowcą toruńskiej Akademii Kultury Społecznej i Medialnej.

KRRiT składa się z pięciu członków powoływanych na sześcioletnią kadencję  po dwóch wyznacza prezydent RP i Sejm, a jednego Senat. Kadencja dotychczasowych członków KRRiT zakończyła się we wrześniu.

W połowie września Sejm wybrał do składu nowej Rady Macieja Świrskiego oraz Agnieszkę Glapiak, wcześniej Senat powołał prof. Tadeusza Kowalskiego.

opr. jka, źródła: pap.pl, KPRP

Zmarł propagandysta stanu wojennego Jerzy Urban

Nie żyje Jerzy Urban, dziennikarz, publicysta, rzecznik prasowy PRL-owskiego rządu. Miał 89 lat.

Informację o śmierci Jerzego Urbana przekazał w mediach społecznościowych tygodnik „Nie”, którego był twórcą i redaktorem naczelnym.

Urban w latach 1981 – 89 pełnił funkcję rzecznika prasowego Rady Ministrów PRL. Był jednym z głównych twórców propagandy i cenzury w tym okresie. Wielu Polaków określało go mianem „Goebbelsa stanu wojennego”. Ustanowił tradycję cotygodniowych konferencji prasowych transmitowanych w Telewizji Polskiej, które były jednym z głównych narzędzi propagandowych rządu Wojciecha Jaruzelskiego.

Jerzy Urban urodził się w 1933 roku w Łodzi w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. W 1939 roku jego rodzina przeniosła się do Lwowa, gdzie przyjęła obywatelstwo radzieckie. Po wojnie, w latach 1951–1954 studiował na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, ale studiów nie ukończył. W tym samym czasie rozpoczynał  karierę dziennikarską w „Nowej Wsi”. W 1955 roku został dziennikarzem tygodnika „Po prostu”.  Po upadku PRL-u, w 1990 roku założył skandalizujący tygodnik „NIE”, którym kierował do śmierci.

opr. jka, źródło: Facebook

TVP Nauka  – 3 października rusza nowy kanał tematyczny Telewizji Polskiej

TVP Nauka, nowy kanał Telewizji Polskiej, ma prezentować treści oparte na faktach i dowodach naukowych. Podzielony będzie na pasma tematyczne emitowane każdego dnia, skierowane do odbiorcy powyżej 14 roku życia. Nadawanie rozpocznie 3 października.

Jak informuje Telewizja Polska, widzowie TVP Nauka będą mogli uczestniczyć w najważniejszych wydarzeniach naukowych, poznawać dorobek polskich i światowych uczonych w naukach ścisłych, przyrodniczych, technicznych, ekologii, medycynie, naukach o ziemi i naukach społecznych. Piękno i zagadki otaczającego świata mają przybliżyć fascynujące filmy dokumentalne i intrygujące programy popularyzujące wiedzę. Na antenie toczyć się będą również wciągające debaty naukowe prezentujące różnorodność opinii i ścierające się poglądy w najważniejszych obszarach badawczych. Przygotowano również teleturniej naukowy, a  w paśmie filmu fabularnego prezentowane będzie ambitne kino SF oraz filmy biograficzne dotyczące ludzi świata nauki.

Wizytówką TVP Nauka, wyróżniającą kanał Telewizji Polskiej wśród innych stacji o charakterze popularnonaukowym, mają być transmisje ważnych wydarzeń naukowych. Już pierwszego dnia pokazane zostanie na żywo ogłoszenie tegorocznych laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny. Studio noblowskie poprowadzą Marta Kielczyk i Michał Juszczakiewicz. W kolejnych dniach widzowie będą mogli uczestniczyć w ogłoszeniu laureatów z chemii, fizyki i ekonomii.

Na antenie TVP Nauka nie zabraknie nowych programów. Codziennie Franek Cofta będzie odkrywał tajemnice zjawisk i przedmiotów, które wszyscy powinniśmy dobrze znać. Zapyta m.in. o to, „ile ważą chmury” czy „komu nie zaśpiewamy 100 lat” w emitowanym każdego dnia programie „Jasne jak słońce”. Bogumił Radajewski zgłębiać będzie tajemnice kosmosu w programie „Astronarium”, a doktor Łukasz Grabarczyk umożliwi widzom uczestniczenie w niezwykłych dokonaniach polskich chirurgów w cyklu dokumentalnym „Tajemnice operacji”. Dariusz Gross, dziennikarz zafascynowany tajnikami przyrody poprowadzi widzów przez polskie parki narodowe, prezentując wyniki żmudnej pracy naukowców chroniących i ratujących polskie dziedzictwo przyrodnicze. Łukasz Nowicki poprowadzi teleturniej „Giganci Nauki” realizowany według oryginalnego formatu Telewizji Polskiej. Cotygodniowy „Raport Naukowy” przybliży widzom najważniejsze, bieżące wydarzenia ze świata nauki.

TVP Nauka pokaże również znane programy i cykle popularnonaukowe zrealizowane przez Telewizję Polską m.in. „Jak to działa?”, „Sonda” i „Sonda 2”, „Przyrodnik na tropie”, „Weterynarze z sercem”, „Operacja zdrowie”.

Nowy kanał wystartuje w poniedziałek, 3 października i będzie dostępny w naziemnej telewizji cyfrowej oraz w ofercie części operatorów kablowych.

opr. jka, źródło: Telewizja Polska

Odeszli dziennikarze: Aleksandra Wesołowska, Sylwia Kurzela i Łukasz Chmiel

W ostatnich dniach zmarło troje dziennikarzy: Aleksandra Wesołowska z „Super Expressu”, Sylwia Kurzela z radia ESKA oraz Łukasz Chmiel z Czwórki Polskiego Radia.

Aleksandra Wesołowska była dziennikarką warszawską „Super Expressu”. Pisała o kulturze i  sprawach stolicy. W ostatnich latach zmagała się z SLA (stwardnienie zanikowe boczne). Zmarła w piątek, 23 września, miała 46 lat.

Sylwia Kurzela, urodzona w Gdańsku, od czasu studiów związana z Łodzią. Tutaj zaczynała swoją dziennikarską karierę. Ponad 20 lat pracowała w radiu ESKA.  „Nikt nie ma wątpliwości, że łódzka ESKA to Sylwia Kurzela” – napisano po jej śmierci na stronie rozgłośni. Zmarła z niedzieli na poniedziałek, przegrała walkę z chorobą nowotworową.

W poniedziałek przyszła informacja o śmierci Łukasza Chmiela, dziennikarza związanego z redakcją Czwórki Polskiego Radia. Był  komentatorem turniejów e-sportowych, prowadzącym eventy gamingowe i przede wszystkim wielkim pasjonatem gier. Odszedł w wieku 33 lat.

Rodzinom i bliskim zmarłych redakcja portalu sdp.pl przekazuje wyrazy głębokiego współczucia.

opr. jka, źródła: se.pl, Eska, Polskie Radio

 

Agnieszka Giełażyn-Sasimowicz nową szefową TVP3 Białystok

Białostocki ośrodek TVP3 ma nowego dyrektora. Została nim Agnieszka Giełażyn-Sasimowicz. Zastąpiła na tym stanowisku Eugeniusza Szpakowskiego, który pełnił tę funkcję od 2016 roku.

Agnieszka Giełażyn-Sasimowicz jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie oraz zarządzania na Politechnice Białostockiej. Z Telewizją Polską związana jest od 2014 roku. Była reporterką, kierownikiem produkcji i wydawcą m.in. programu rolnego „Tym żyje wieś” i mniejszości narodowych „Tatarskie wieści”. Współpracowała również z redakcją rolną TVP1.

Ostatnio pełniła funkcje rzecznika prasowego oraz kierownika zespołu komunikacji społecznej i edukacji wodnej w Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Białymstoku.

opr. jka, źródło TVP3 Białystok

 

Ważny apel STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO i informacja PORTALU SDP.PL w sprawie rosyjskich propagandystów

To, że dziennikarze popierają aktualnie panującą władzę – nie nowina. Sęk w tym jak to robią. Jedni przekonują, że myślą tak samo jak decydenci i to jest usprawiedliwieniem, które można przyjąć za wiarygodne. Tak przecież może być. To jest do przyjęcia. Tak głosowali i tak teraz piszą. Inni – „bo muszą”: mają do spłacenia raty, człowiek jest wielodzieciaty, pole manewru małe, albo już w kościach skrzypi i zawodu nie da się zmienić. No, można zrozumieć.  Ale są też osobniki bezwstydnie. Klepią co im napisano, piszą wszystko co kazano. Dyskontują to przy kasie.
Póki co, kłamstwa u nas to tylko pyskówka, żenada i manipulowanie otumanioną gawiedzią. Zresztą coraz więcej ludzi w ogóle mediów nie słucha, nie czyta, nie ogląda.
Oto dzienniki regionalne. W aglomeracjach liczących po kilka milionów mieszkańców (np. na Śląsku razem z rejonem częstochowskim i bielsko-bialskim). Nakłady dzienne to zaledwie kilkanaście tysięcy. Pod własnością niemiecką miały ograniczenia publicystyczne przede wszystkim w kwestiach odpowiedzialności za II wojnę światową i w ogóle w krytykowanie naszego pseudo wspólnika w UE. Teraz oczywiście to się zmieniło. Obajtek zarządził odkupienie. I dobrze. Ale to co jest krytyczne, waleczne, dążące do informowania bez manipulacji i ograniczenia krytyki tylko do politycznych przeciwników – pozostawia wiele do życzenia.
W kapitaliźmie ludzie wędrują „za pracą”. U nas przywiązani jesteśmy do „naszej” płaczącej wierzby, a nawet śmierdzącego strumyka.
To samo mają ruskie. Żurnaliści mocarstwa na glinianych nogach tak strasznie kochają swój kraj, że popierają a nawet namawiają do zabijania i męczenia tych, którzy zerwali się z łańcucha. Zabieramy Rosjanom wizy. Zerwijmy również i kontakty dziennikarskie. Jeśli ktoś nawołuje do „nasilenia ataków” na ludność cywilną, do niszczenia miast i infrastruktury, agituje by postępować jeszcze ostrzej, grozi atomowym atakiem – toż to przecież taki sam bandyta jak wykonawcy zbrodni. Tyle, że bezpośredni wykonawca to ogłupiała i chciwa anonimowa masa, a dziennikarze to elita – byli edukowani, długo i drogo. Skreślmy ich! Dawno już powinno to być zrobione. Po co takie międzynarodowe organizacje dziennikarskie.
Lakoniczne oświadczenia i werbalne potępienia już nie wystarczą. Szala zbrodni sięgnęła dna. To już nie kłamstewka, kłamstwa. To działalność, głoszenie poglądów, nawoływanie zbrodnicze. Trzeba wyrzucić rosyjskich dziennikarzy z międzynarodowej federacji europejskiej i światowej. Na nic dziś EFJ i IFJ*. To trupy. A szkoda, bo one zrzeszają ponad 600 tysięcy dziennikarzy .
Ma być zimno. W domach i biurach. Ale już jest obojętnie i zimno wobec męczeństwa torturowanych i zabijanych. Przecież nie tak daleko od nas kremlowscy bandyci w rosyjskich mundurach, Rosjanie, zabili ponad 300 dzieci, ranili 700. Wiąże się ludziom ręce drutem i wpycha do dołu. Nic o tym na ruskim ekranie. W ruskich gazetach. Rzeczniczka władzy, utytułowany profesor, wreszcie „reporterzy” i „publicyści” prześcigają się w dogadzaniu putinowskiej władzy.
Jak długo jeszcze będziemy ich nazywać dziennikarzami, czyli naszymi kolegami, jak długo słuchać będziemy ludzi bez sumienia nazywając ich rzecznikami, naukowcami?
Stefan Truszczyński
22 września 2022 r.
                                                                             ***
* Drogi Stefanie,
rozumiem Twoje wzburzenie powszechnym w świecie przyzwoleniem na rosyjską propagandę sławiącą morderstwa, gwałty, rabunki i inne łajdactwa Putina na Ukrainie i nazywaniem tego ścieku dziennikarstwem. Na świecie być może jest to niestety możliwe, ale na pewno nie w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. U nas nie ma na to zgody!
Jesteś publicystą ważnym dla naszego środowiska i nie tylko, zatem, wybacz, ale pozwolę sobie na jedną uwagę.  W Twoim felietonie zabrakło mi tylko informacji, że to właśnie dzień po agresji Moskwy na Ukrainę, jako pierwsza organizacja dziennikarska na świecie, SDP zaapelowało do międzynarodowych stowarzyszeń, m.in IFJ oraz EFJ (International Federation of Journalists, European Federation of Journalists) o wyrzucenie ze struktur rosyjskich stowarzyszeń i związków dziennikarskich. Uznaliśmy bowiem, że nie ma w tej sytuacji „dobrych” Rosjan w kremlowskich mediach.
Nie posłuchano nas. Co prawda w EFJ nie ma już jednej ewidentnie proputinowskiej organizacji rosyjskich dziennikarzy, ale jest druga, której pozostawienie w demokratycznej strukturze budzi moje wątpliwości. Skadaliczne jest natomiast, to że w IFJ pozostawiono to pierwsze prokremlowskie stowarzyszenie…
Masz rację Stefanie, IFJ i tylko w niewiele mniejszym stopniu EFJ to nie są federacje żyjące prawdziwymi problemami dziennikarskiego świata. Dałem temu wyraz w serii publikacji z czerwcowego zjazdu EFJ na sdp.pl. Pisałem, że gdyby nie obecność delegatów z Ukrainy, Polski
i Litwy skończyłoby się na płomiennym oświadczeniu poparcia dla walczącego i spływającego krwią kraju i niebiesko-żółtych wstążeczkach na garderobie dziennikarek, szczególnie tych z Niemiec i Francji.
Na szczęście udało się wypracować ważną uchwałę potępiających rosyjskich propagandystów, nadal niestety powszechnie nazywanych na Zachodzie „dziennikarzami”. Pisałem też, że sporą część obrad zajęło relacjonowanie sytuacji środowisk LGBT w Europie oraz ostatecznej definicji określenia „gender”. Gdyby nie było wojny, nawet takie polityczne poprawne elukubracje (część z nich przedstawiał wraz z krytyką polskiego rządu przedstawiciel Towarzystwa Dziennikarskiego) może znieśliby wszyscy delegaci. Ja jednak, podobnie jak dwoje Ukraińców i Litwin, tego nie zniosłem…
Zatem należy reformować EFJ i IFJ, przypominać zapatrzonej w siebie dziennikarskiej Europie, że nie możemy uznawać ruskiej machiny propagandowej za „środowisko dziennikarskie”. I tu się zgadzam z Tobą Stefanie. Tyle tylko, że my, jako SDP zrobiliśmy to już kilkanaście godzin po zaatakowaniu przez Putina Ukrainy a i wcześniej potępialiśmy ich wielokrotnie. Więcej obwieszczamy to niemal co tydzień. Pod koniec lata nie tylko w ukraińskich mediach głośno było o naszym oświadczeniu z propozycją uznania rosyjskich propagandystów udających dziennikarzy za zbrodniarzy wojennych. I tej aktywności SDP należy często przypominać, co niniejszym czynię prosząc Cię również o to.
Pozdrawiam
Hubert Bekrycht
sekretarz generalny SDP,
red. nacz. portalu sdp.pl
23 września 2022 r.