TADEUSZ PŁUŻAŃSKI przypomina, jak straszono ks. Niedzielaka: „Skończysz jak Popiełuszko”

1 września 1914 r. w Podolszycach koło Płocka urodził się Stefan Niedzielak. Już w czasie wojny, w czerwcu 1940 r., przyjął święcenia kapłańskie, jednocześnie angażując się w walkę o wolną Polskę. Będzie ją prowadził do końca życia, domagając się szczególnie prawdy o ludobójstwie katyńskim. Niezłomny kapłan zapłacił za to życiem.

Już jako ksiądz Stefan Niedzielak wstąpił do Narodowej Organizacji Wojskowej (potem był zwolennikiem scalenia NOW z Armią Krajową). Pracę duszpasterską prowadził na terenie okręgu łódzkiego. Był również kurierem Delegatury Rządu na Kraj, a jego głównym zadaniem była wymiana informacji między władzami Polskiego Państwa Podziemnego a arcybiskupem krakowskim Adamem Sapiehą.

Z tego tytułu wcześnie poznał raporty dotyczące zbrodni katyńskiej i tą wiedzą dzielił się również z wiernymi. Zapewne już wówczas stwierdził, że jego celem będzie upamiętnienie ofiar strasznego mordu. Latem 1944 r. przywiózł do Krakowa część dowodów zebranych w dołach katyńskich. W Powstaniu Warszawskim ks. Niedzielak pełnił posługę jako kapelan.

Po zakończeniu II wojny światowej niezłomny kapłan nie miał złudzeń co do zamiarów Sowietów w stosunku do Polski. Dalsze jego działania były konsekwencją obranej wcześniej drogi. Ks. Niedzielak został kapelanem Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Za tę niepodległościową działalność został aresztowany i spędził kilka miesięcy w więzieniu. Od tej pory był już na celowniku komunistycznej bezpieki.

Po wyjściu na wolność zaangażował się w odbudowę warszawskich kościołów. W 1956 r. został rektorem kościoła św. Karola Boromeusza na Powązkach i dyrektorem Cmentarza Powązkowskiego, którą to posługę pełnił z przerwami do końca życia.

W latach 80., pamiętając o zbrodniach sowieckiego totalitaryzmu, razem z Wojciechem Ziembińskim i przyjaciółmi stworzył na warszawskich Powązkach dzieło swojego życia – Sanktuarium Poległych i Pomordowanych na Wschodzie. To było jedyne w Warszawie miejsce, gdzie Polacy mogli oddawać hołd ofiarom sowieckiego ludobójstwa. Jak wyglądało upamiętnienie? Przetrwało w niemal niezmienionym stanie do dziś. W ścianę kościoła św. Karola Boromeusza wmurowano krzyż z napisem „Poległym na Wschodzie” oraz ok. tysiąc tabliczek z nazwiskami ofiar. W 1988 r. w mieszkaniu księdza na plebanii powstało warszawskie koło Rodzin Katyńskich. Stefan Niedzielak regularnie organizował również msze za ojczyznę. Był inicjatorem wzniesienia na stołecznych Powązkach Wojskowych Krzyża Katyńskiego, który to pomnik stanął ostatecznie 31 lipca 1981 r., a jeszcze tej samej nocy został usunięty przez SB.

Te wszystkie fakty wpłynęły na wydanie przez komunistów wyroku śmierci na księdza. Wcześniej otrzymywał pogróżki, także tej najbardziej drastycznej treści: „Skończysz jak Popiełuszko”.

Rano 21 stycznia 1989 r. ciało księdza odnalazł w jego mieszkaniu wikariusz parafii. Drzwi były otwarte. Na głowie i twarzy kapłana widać było liczne rany. Lekarz medycyny sądowej stwierdził także złamanie kręgosłupa w odcinku szyjnym, co sugerowałoby cios – np. karate. W raporcie nie podano przyczyny śmierci, nie wykluczając jednak morderstwa. Oficjalnym powodem śmierci miał być upadek z fotela podczas oglądania telewizji.

Dziewięć dni później zginął ks. Stanisław Suchowolec, kapelan podlaskiej Solidarności. Początkowo był wikarym w Suchowoli, rodzinnej miejscowości ks. Jerzego Popiełuszki. Mimo różnicy wieku (ks. Jerzy był starszy od niego o 11 lat) zaprzyjaźnili się. Dla „nieznanych sprawców” ten fakt miał niebagatelne znaczenie. Miesiąc po mszy w suchowolskim kościele, którą odprawiał ksiądz Suchowolec, a homilię głosił ks. Popiełuszko, ten ostatni został zamordowany. Był rok 1984. Stanisławowi Suchowolcowi dane było żyć jeszcze przez niecałe 6 lat.

Na msze za ojczyznę do Suchowoli – podobnie jak do kościoła św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu – zaczęły ściągać tłumy wiernych. Dwa lata później ks. Suchowolec przeniósł się do Białegostoku do parafii w dzielnicy Dojlidy. SB jednak czuwała. Mimo powtarzających się coraz częściej gróźb, tożsamych z tymi kierowanymi do ks. Niedzielaka: „zdechniesz jak Popiełuszko” – nie zrezygnował z działalności patriotycznej. Nadal, z jeszcze większym zaangażowaniem, odprawiał msze za ojczyznę. Chciał kontynuować dzieło ks. Jerzego i kultywować pamięć o zamordowanym kapelanie Solidarności.

Kres przyszedł pod koniec stycznia 1989 r. Oficjalnym powodem śmierci Stanisława Suchowolca było… zatrucie się tlenkiem węgla, które miało być spowodowane pożarem wywołanym awarią termowentylatora. Prokurator PRL-owski stwierdził, że był to nieszczęśliwy wypadek. Tyle że owego tragicznego dnia w mieszkaniu ks. Suchowolca był widziany krótko ostrzyżony nieznajomy mężczyzna w wieku ok. 40 lat. Rysopis napastnika został dokładnie odtworzony. Mimo to – podobnie jak w wypadku ks. Niedzielaka – do dziś sprawcy mordu pozostają poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości III RP.

Śledztwo w sprawie śmierci ks. Stefana Niedzielaka zostało umorzone w październiku 1990 r. I choć w kolejnym roku wznowiono je (na wniosek mecenasa Jana Olszewskiego), nie dało żadnego rezultatu. Podobnie stało się z dochodzeniem Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie zaginięcia dowodów zbrodni: zostało w 2009 roku umorzone z powodu braku dostatecznych danych uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa.

W 2008 roku prezydent Lech Kaczyński odznaczył ks. Stefana Niedzielaka „za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, za osiągnięcia w pracy zawodowej i społecznej” Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Podczas obrad Okrągłego Stołu mecenas Władysław Siła-Nowicki poprosił o uczczenie zamordowanych kapłanów: Stefana Niedzielaka i Stanisława Suchowolca minutą ciszy. Komunistyczna Telewizja Polska nie wyemitowała tego fragmentu.

Morderstwo dokonane na księdzu Stefanie Niedzielaku miało też aktualny wymiar polityczny. W tym samym dniu (20 stycznia 1989 r.) obradowała w Gdańsku Krajowa Komisja Wykonawcza NSZZ „Solidarność”, za kilka dni miało się odbyć spotkanie w Magdalence przygotowujące Okrągły Stół. Opinię publiczną trzeba było zastraszyć.

 

Szef SDP w Łodzi ZBIGNIEW NATKAŃSKI odznaczony MEDALEM ODRODZONEJ NIEPODLEGŁOŚCI

Prezydent RP Andrzej Duda przyznał Medale Stulecia Odzyskanej Niepodległości 50. łódzkim działaczom solidarnościowej opozycji niepodległościowej. Szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk odznaczył we wtorek tym medalem między innymi prezesa łódzkiego oddziału Stowarzyszenia Dzennikarzy Polskich Zbigniewa Natkańskiego.

Zbigniew Natkański jest absolwentem historii Uniwersytetu Łódzkiego. W czasach komunistycznych brał udział w studenckich strajkach zimą 1981 roku i po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku. Był działaczem opozycji niepodległościowej objętym inwigilacją komunistycznej bezpieki. Natkański jest dziennikarzem od ponad 30 lat. Po 1992 r. pracował w TVP, współpracował z Polskim Radiem, ogólnopolską i regionalną, łódzką prasą.

Czwartą kadencję jest prezesem oddziału SDP w Łodzi, obecnie jest też wiceprzewodniczącej Komisji Rewizyjnej SDP.

Zbigniew Natkański specjalizuje się w tematyce historycznej i społeczno – politycznej. Jest autorem i współautorem kilkudziesięciu filmów dokumentalnych i kilkunastu audycji radiowych oraz kilku tysięcy publikacji prasowych.

W imieniu redacji portalu Zbyszkowi serdecznie gratulujemy!

„Wizjoner” – felieton CEZAREGO KRYSZTOPY

„Jestem przekonany, że za pięćdziesiąt lat ludzie nie będą już myśleli w kategoriach ojczyzn. Będą myśleli w kategoriach kontynentów i umysły Europejczyków będą zajmowały całkiem inne, możliwe że znacznie większe zagadnienia” – czy ktoś wie kto to powiedział? Czyżby to był jakiś wielki europejski myśliciel? Ideolog wspólnego wielkiego europejskiego państwa?

Z pewnością był to ideolog wspólnego europejskiego państwa, nawiasem mówiąc całkiem bliski urzeczywistnienia swojej wielkiej idei. Wraz z towarzyszami bardzo skutecznie łamali opór kierujących się partykularnymi interesami zacofanych twardogłowych reakcjonistów. Ostatecznie nie może być tak, by realizację idei wielkich umysłów wetowały umysły mniejsze o ograniczonych horyzontach.

Ich rewolucyjny zapał, kierujący się zasadą „cel uświęca środki”, powodował wprawdzie sporo „nieprzyjemnych” konsekwencji, ale któż by się przejmował konsekwencjami wobec szansy na przejście do historii. Takie czy inne, ale jednak przejście.

Polska na drodze

Nie po raz pierwszy na przestrzeni dziejów na drodze stanęła im kołtuńska Polska, której krótkowzroczne elity polityczne nasz myśliciel określał w sposób charakterystyczny dla odważnych, postępowych intelektualistów – „Bardziej zwierzęta niż ludzie, całkiem tępi, bez wyrazu. (…) Brud Polaków jest wprost niewyobrażalny. Również ich zdolność dokonywania ocen jest równa zeru – Ach dlaczegóż na drodze wielkim umysłom zawsze musi stanąć ktoś taki jak Polacy?!”

Cóż tedy począć z ta krnąbrną Polską i jej nierozumiejącymi swojej roli w strukturze dziejów Polakami? Zastraszyć? Zagłodzić? Zepsuć reputację? A może… Ależ oczywiście! Nikt ich nie będzie żałował, my mamy rząd dusz, a zwycięzców nikt nie sądzi.

Mają wprawdzie Polacy pewną nieprzyjemną cechę. Ile razy by się ich nie zgniotło, zawsze prędzej czy później odrastają jak łeb hydrze, jak chwast pośród płodnego pola, jak jaszczurczy ogon. Ale i na to jest sposób – „nie można dopuścić, aby polska inteligencja miała szanse rozwoju!” – Ot i cała filozofia, pozbawieni autentycznych elit, co najwyżej zarządzani przez odpowiednio ukształtowaną kastę dozorców, niechby i wywodzącą się z lojalnej części lokalnej ludności, Polacy powinni wpasować się w determinowany umysłami wielkich tego świata, bieg dziejów.

Jakiż to był niesamowity „wizjoner” ten dr Joseph Goebbels!

WOŁODYMYR SYDORENKO: Duch Stalina zaczyna straszyć w Rosji

Uczeń donosi na nauczyciela, sąsiad na sąsiada, matka na syna. Agresja na Ukrainę obudziła w Rosji stalinowskie demony.  

Na początek dwa ciekawe przypadki. Sąd Rejonowy rosyjskiego miasta Penza skazał nauczycielkę języka angielskiego Irynę Gen na pięć lat w zawieszeniu za publiczne rozpowszechnianie fałszywych informacji o armii rosyjskiej. Uczniowie donieśli na nauczycielkę. Zarejestrowali na dyktafonie jej słowa o działaniach Rosji na Ukrainie i nagranie przekazali policji. Niektórzy rodzice nie docenili „patriotyzmu” uczniów, ogłosili powrót Pawlika Morozowa, chłopca z czasów stalinowskich, który doniósł na swojego ojca.

Teraz praca nauczyciela w Rosji stała się niebezpieczna. Uczniowie dostali w swoje ręce oręż, który umożliwia zemstę na nauczycielu za złe oceny lub po prostu daje możliwość pozbycia się wymagającego i pryncypialnego pedagoga. Wielu rosyjskich nauczycieli twierdzi, że młodzież zacznie korzystać z tej możliwości. Nie ma nikogo, kto mógłby chronić pracowników szkół.

Są jednak i nauczyciele, którzy wspierają takie „odkrywcze” działania uczniów. Mówią, że cieszą się, że uczniowie szkół średnich mają zdrowy rozsądek, aby zgłaszać incydenty funkcjonariuszom organów ścigania.

Rosyjscy prawnicy i politolodzy przestrzegają, że wszczynanie spraw karnych z powodu fejków na temat rosyjskiej armii zwiększy liczbę donosów i będzie wykorzystywane do osobistych porachunków.

Drugi przypadek jest jeszcze ciekawszy. Jak donosi RIA Novosti, bezrobotny mieszkaniec moskiewskich przedmieść zgłosił się na policję z donosem na.. siebie. Mężczyzna powiedział policji, że pijany namalował na ścianie domu przy autostradzie wołokołamskiej flagą Ukrainy i napisał antywojenne hasło. A kiedy wytrzeźwiał, podobno zdał sobie sprawę ze swojego błędu i zgłosił się na policję z oświadczeniem przeciwko sobie. Poprosił o pociągnięcie do odpowiedzialności za zdyskredytowanie armii rosyjskiej. Policja nie odmówiła mężczyźnie. „Uczciwego obywatela” czeka sąd i najprawdopodobniej grzywna.

To też typowy obraz: po 24 lutego wiele spraw zostało wniesionych z artykułu mówiącego o dyskredytacji wojska właśnie po skargach „czujnych” obywateli. Ludzie zgłaszają na policję swoich sąsiadów, krewnych i znajomych. Poza przypadkiem donosu uczniów na nauczyciela w Penzie znany był przykład, kiedy matka w Moskwie napisała donos na syna za uchylanie się od wojska. A na przedmieściach Moskwy grupa pracowników złożyła skargę na kolegę z policji.

Krym nie jest wyjątkiem. Urzędnicy i współpracownicy okupowanego półwyspu coraz częściej domagają się od Moskwy nasilenia represji wobec tych, którzy nie zgadzają się z rosyjską aneksją Półwyspu Krymskiego i rosyjską agresją militarną na Ukrainę na pełną skalę. Te nastroje i wezwania szczególnie nasiliły się po serii wybuchów w obiektach wojskowych rosyjskich sił zbrojnych na Krymie.

Marszałek rosyjskiego parlamentu Krymu Władimir Konstantinow wezwał do „zwrócenia uwagi na wszystkie >domowe< przejawy ukraińskiego nazizmu” na Krymie i „zatrzymania ich w najsurowszy sposób”. W związku z tym wezwał Moskwę do zbombardowania Kijowa i innych „centrów decyzyjnych”. – Ostatnio upijają się i wykrzykują banderowskie slogany, potem krytykują rząd… Nasza reakcja na takie zachowanie musi być jednoznaczna i bardzo okrutna… Skończyły się żarty – zagroził Konstantinow. Jego zdaniem na Krymie bardziej aktywni stali się ukraińscy agenci, choć tak naprawdę ostatnio widoczne są tam proukraińskie nastroje mieszkańców półwyspu wynikające z niezadowolenia z rosyjskich rządów na tym terenie.

Prorosyjski bloger Eyvaz Umerov uważa, że ​​„walka z „piątą kolumną” powinna być zintensyfikowana i dlatego sugeruje: „Potrzebujemy metod, których kiedyś używał towarzysz Stalin, inaczej nie ma mowy!”. Wyjaśnił: „Rozumiem, że wiele osób trafi do więzień, będą tysiące… Takich ludzi należy karać i karać w ramach uproszczonego systemu… Potrzebne są twarde decyzje i środki… Czas pomyśleć i zacząć sprzątać…”

Według znanego rosyjskiego prawnika Mykoły Połozowa taka reakcję władz i ich prorosyjskich współpracowników to skutek udanych ataków wojsk ukraińskich na obiekty wojskowe na Krymie. „Oczywistym jest, że nerwowość rosyjskich sił bezpieczeństwa i przedstawicieli władz na okupowanym Krymie może spowodować >polowanie na czarownice< i nasilone represje wobec tych, których władze uważają za nielojalnych wobec Rosji jako części ludności Krymu. Tradycyjnie główny cios może być zadany Tatarom krymskim. To nie przypadek, że dosłownie następnego dnia po wydarzeniach w pobliżu Sakami w dzielnicy Dzhankoy przeprowadzono nalot z przeszukaniem domów Tatarów krymskich, a czterech z nich aresztowano. Rosyjskie służby specjalne będą również szukać >terrorystów< i >sabotażystów< na Krymie wśród etnicznych Ukraińców” – powiedział dziennikarzom Mykoła Połozow.

Aktywista krymski Pawło Stiepanczenko uważa, że ​​rosyjska ideologia nazistowska zaczyna się od zakazu wolności słowa i wolności krytyki rządu, od prześladowania opozycji. Dlatego obecne procesy polityczne w Rosji to nic innego jak powrót kraju do stalinowskich praktyk i represji lat 30. XX wieku. Tyle, że Stalin faktycznie odrodził się w Rosji…

 

Nie żyje reporterka i dokumentalistka Irena Morawska

W wieku 68 lat zmarła Irena Morawska, dziennikarka, reporterka, autorka filmów dokumentalnych. O jej śmierci poinformował na Facebooku reportażysta Mariusz Szczygieł.

Irena Morawska karierę dziennikarską rozpoczynała w latach 80. ubiegłego wieku w czasopiśmie „Nowa Wieś”  Od 1990 do 1999 roku pracowała w dziale reportażu „Gazety Wyborczej”, gdzie opisywała m.in. przemiany społeczne jakie zaszły w Polsce po 1989 roku. Od 2000 roku razem z mężem, Jerzym Morawskim, realizowała filmy dokumentalne, taki jak np.  „Serce z węgla” czy „Ballada o lekkim zabarwieniu erotycznym”.

Mariusz Szczygieł wspominając reporterkę na Facebooku, przytacza słowa Małgorzata Szejnert: „Reportaże Ireny Morawskiej zaświadczają o tym, że ma ona słuch absolutny. Rzadko się zdarza, by reporter tak wyraźnie przenosił nas w świat opisywany. Reporter o słuchu absolutnym dzieli się nim z nami. Czytelnicy jego tekstów, przynajmniej przez jakiś czas, lepiej słyszą i widzą”.

opr. jka, źródło: Facebook

Rzecznik Praw Obywatelskich powołuje się na stanowisko CMWP SDP w sprawie nacisków na „Gazetę Lubuską”

Władze powinny się powstrzymywać się od tłumienia krytyki prasowej, a granice krytyki powinny być szersze wobec osób pełniących funkcje publiczne – napisał rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek w piśmie do marszałek województwa lubuskiego Elżbiety Anny Polak. RPO poprosił o wskazanie podstawy prawnej skierowania do „Gazety Lubuskiej” pisma z prośbą o weryfikację osób w niej pracujących, przeciwko któremu publicznie i stanowczo protestowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.  Rzecznik Praw Obywatelskich   w tej sprawie przywołuje m.in. na stanowisko CMWP SDP.  

8 sierpnia b.r. rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek napisał do marszałek województwa lubuskiego Elżbiety Anny Polak, gdyż kierownictwo „Gazety Lubuskiej” zwróciło się do niego o podjęcie działań zmierzających do zapewnienia poszanowania wolności słowa. Obawy redakcji wywołały działania Urzędu Marszałkowskiego mające – w jej ocenie – na celu wywarcie presji na gazetę. Szczególne wątpliwości wzbudziło pismo rzecznika prasowego Zarządu Województwa  z 14 lipca 2022 r. do redaktora naczelnego o „dokonanie rzetelnej weryfikacji osób”, z którymi pracuje redaktor naczelny oraz przypomnienie podstawowych zasad i norm wynikających z prawa prasowego. W tym piśmie wyrażono także krytyczną ocenę artykułów konkretnego dziennikarza, ze szczególnym uwzględnieniem formy tych tekstów.

Na oficjalnej stronie RPO napisano, iż po zapoznaniu się z pismem marszałek województwa lubuskiego z 14 lipca 2022 r. RPO stwierdził, że nie zawiera ono wniosku o publikację sprostowania w rozumieniu art. 31a ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe.  Przypomniał także, iż pismo to spotkało się z krytyczną reakcją m.in. Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

W swoim piśmie rzecznik podkreślił, że przewidziana w art. 54 Konstytucji RP swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę. Z ochrony korzystają więc również wypowiedzi kontrowersyjne i sformułowane w sposób prowokujący. Wytyczając dopuszczalne granice wypowiedzi krytycznych, w tym również w zakresie odpowiedniej formy, należy uwzględnić, że granice te powinny być zdecydowanie szerzej zakreślone w stosunku do krytyki osób pełniących funkcje publiczne niż w wypadku krytyki osób takich funkcji nie pełniących. Teza, zgodnie z którą osoby pełniące funkcje publiczne muszą w większym stopniu niż osoby niemające tej cechy, tolerować zainteresowanie opinii publicznej, w tym kierowaną pod ich adresem krytykę, ugruntowana jest zarówno w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, jak i Sądu Najwyższego . Ochrony swoich interesów organy władzy publicznej powinny dochodzić, korzystając z przysługujących im środków prawnych, w szczególności wniosku o sprostowanie.  Oceny tego, czy opublikowane materiały prowadzą do naruszenia dóbr prawnie chronionych, powinny zaś dokonywać sądy, a organy władz publicznych powinny powstrzymywać się natomiast od wszelkich działań mogących wywrzeć skutek w postaci tłumienia krytyki prasowej (zob. wyraźny zakaz tłumienia krytyki prasowej zawarty w art. 6 ust. 4 Prawa prasowego) – czytamy w piśmie RPO.

W związku z powyższym Marcin Wiącek poprosił Marszałek Województwa Lubuskiego o stanowisko w sprawie oraz wskazanie podstawy prawnej pisma do „Gazety Lubuskiej”.

Pismo RPO do marszałek Województwa Lubuskiego  z 8 sierpnia 2022 r. TUTAJ

Stanowisko CMWP SDP z 18 lipca 2022 r. TUTAJ.

Tomasz Sakiewicz prawomocnie skazany za okładkę w „Gazecie Polskiej”. CMWP SDP wspierało dziennikarza w tym procesie

11 sierpnia br.  zapadł prawomocny wyrok w sprawie o naruszenie dóbr osobistych, jaką wytoczył aktywista Bartosz Kramek  redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” Tomaszowi Sakiewiczowi . Dziennikarz ma  go przeprosić  i zapłacić mu zadośćuczynienie. W tym procesie CMWP SDP wspierało dziennikarza przesyłając do Sądu opinię amicus curiae. 

11 sierpnia Sąd Apelacyjny wydał wyrok w procesie o naruszenie dóbr osobistych, który toczył się pomiędzy aktywistą Bartoszem Kramkiem (powodem) i red. Tomaszem Sakiewiczem wraz Niezależnym Wydawnictwem Polskim (pozwanymi). Przedmiotem sporu była okładka „Gazety Polskiej” z 16 sierpnia 2017 r., na której zamieszczono fotomontaż przedstawiający m.in. Kramka, biorącego udział w „nowej kampanii wrześniowej”. Bartosz Kramek poczuł się zniesławiony tą okładką i wytoczył red. Sakiewiczowi oraz Niezależnemu Wydawnictwu Polskiemu, wydawcy tygodnika, pozew o naruszenie dóbr osobistych. Naczelny GP od początku sprawy wyjaśniał, że publikacja miała charakter satyryczny. Jej celem było zilustrowanie sposobu działań Bartosza Kramka, który jako aktywista wspiera akcje wymierzone w polski rząd. Bartosz Kramek wielokrotnie osobiście uczestniczył  w kontrowersyjnych działaniach organizowanych przez organizację Obywatele RP i Fundację Otwarty Dialog. Prezesem tej ostatniej jest  Ludmiła Kozłowska, prywatnie żona Bartosza Kramka. Zdaniem wielu polityków i publicystów  aktywności Bartosza Kramka  wpisywały się w politykę prowadzoną przeciwko polskim władzom przez Niemcy i Rosję.   Sąd Apelacyjny w Warszawie prawie w całości oddalił apelację red. Tomasza Sakiewicza i zasadniczo utrzymał w mocy wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie. Jedyna zmiana, jaką postanowił warszawski SA, dotyczy miejsca publikacji przeprosin – te mają znaleźć się nie na okładce „Gazety Polskiej”, lecz na drugiej stronie tygodnika. Pozwany został dodatkowo obciążony kosztami postępowania apelacyjnego. Redaktor Sakiewicz ma opublikować przeprosiny na łamach „Gazety polskiej” oraz  zapłacić blisko 30 tysięcy złotych, na które składa się 15 tysięcy złotych odszkodowania  na rzecz Bartosza Kramka, 10 tysięcy na rzecz fundacji Centrum Praw Kobiet oraz zwrot kosztów procesu w II instancji .

Wyrok sądu II instancji sędzia Edyta Jefimko uzasadniała następująco: Krytyka zniesławiająca, stygmatyzująca poprzez wykorzystanie zdjęcia stworzonego dla celów propagandowych totalitarnego państwa z odwołaniem się do symbolicznej postaci nazistowskiego najeźdźcy, nie może być uznana za rzetelną i rzeczywiście służyć dobru społecznemu – czyli działaniu w interesie społecznym, na które pozwani się powoływali. Prawidłowo zatem Sąd Okręgowy uznał, że doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda w postaci wizerunku, godności i dobrego imienia. Słusznie zatem udzielił ochrony prawnej, stosując majątkowe i niemajątkowe środki takiej ochrony. Redaktor Tomasz Sakiewicz  z oburzeniem przyjął tę decyzję sądu komentują ją dla mediów i PAP .  Mamy tu do czynienia z rażącą nierównością stron – powiedział Tomasz Sakiewicz –  w I instancji w ogóle odmówiono mi prawa głosu, nie wpuszczono mnie na salę, nie dopuszczono mnie do połączenie skype’owego, nie przesłuchano moich świadków, a w II instancji sędzia tylko udawała, że próbuje wyrównać szkody wyrządzone przez I instancję. Doszło do tego, że pan Kramek i jego adwokacji mogli mnie przesłuchiwać, a ja nie mogłem zadać mu żadnego pytania; i to wszystko działo się na jednej sali – jakby miał gorsze prawa. A już sam fakt, że sądzi się za satyrę polityczną świadczy jak najgorzej o sytuacji w naszym kraju. W dodatku sędziowie zarówno z I jak z II instancji to są osoby mocno zaangażowane politycznie: sędzia z I instancji nie ukrywał swoich poglądów i tego, że solidaryzuje się z panem Kramkiem, a sędzia z II instancji podpisywała się pod listami „rozgrzanych” sędziów, którzy wypowiedzieli posłuszeństwo Polsce.

Mec. Andrzej Lew-Mirski, pełnomocnik Sakiewicza, jest rozczarowany postępowaniem wymiaru sprawiedliwości. Komentując dla mediów  tę decyzję Sądu  powiedział iż w jego ocenie Sąd II instancji dokonał jedynie  pewnych kosmetycznych zmian w wyroku, uwzględniając apelację. Nie zmienia to jednak faktu, że zostaliśmy potraktowani jako osoby, które naruszyły dobra osobiste pana Kramka.Zdaniem adwokata orzeczenie sądu jest zastanawiające: Warto się nad nim pochylić nie tylko w kontekście przykładu samego powoda Kramka, ale samego sposobu rozumowania sądu apelacyjnego  – powiedział mec. Lew – Mirski.

Decyzja Sadu jest prawomocna. Na jej podstawie Bartosz Kramek może oczekiwać na zamieszczenie przeprosin i zapłacenie zadośćuczynienia. Przepisy dopuszczają jednak
możliwość wniesienia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego. Skorzystanie z takiego środka prawnego nie wstrzymuje wykonania wyroku sądu II instancji, jednak SN może uchylić takie orzeczenie i zwrócić sprawę do rozpoznania sądowi powszechnemu.  Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” nie wyklucza wniesienia skargi kasacyjnej.

W ubiegłym roku, 28 lipca 2021 r. ,  warszawski Sąd Okręgowy  wydał wyrok, w którym nakazał redaktorowi przeprosić Kramka na okładce „Gazety Polskiej”, a także polecił zapłacić pozwanym solidarnie zadośćuczynienie w kwocie 15 tys. zł na rzecz powoda oraz 10 tys. zł na rzecz fundacji Centrum Praw Kobiet. Redaktor Sakiewicz został także obciążony kosztami procesu. Od tego wyroku sądu I instancji została przez niego złożona apelacja.  CMWP SDP wspierało dziennikarza w tym procesie i 9 czerwca b.r. przesłało do Sądu opinię amicus curiae, w której przedstawiliśmy wątpliwości dotyczące decyzji Sądu I instancji.

Tekst i zdjęcia Anna Maria Szczepaniak

Wcześniejsze informacje na ten temat TUTAJ.

Po roku przerwy powraca Ogólnopolski Konkurs Reportażystów „Melchiory”

Polskie Radio, po przerwie spowodowanej pandemią, ogłosiło start XVII Ogólnopolskiego Konkursu Reportażystów „Melchiory 2022’. Mogą w nim wziąć udział reportażyści radia publicznego oraz współpracownicy – autorzy reportaży, filmów dokumentalnych i reportaży telewizyjnych. Zgłoszenia do 15 września br.

Jak tłumaczy Polskie Radio, ideą konkursu jest odkrywanie i promowanie najlepszych twórców gatunku, jak również uhonorowanie reportażystów innych mediów, których twórczość może być inspiracją dla dziennikarzy radiowych.  „Melchiory” wręczane są od 2005 roku, tylko w ubiegłym roku, z powodu pandemii, konkurs nie odbył się.

W tym roku nagrody zostaną przyznane w trzech kategoriach radiowych:

Reportaż – społeczny, obyczajowy, interwencyjny: dla dziennikarza za reportaż radiowy, który wychodząc od aktualnego wydarzenia, przedstawia zjawiska lub procesy zachodzące zarówno w kraju, jak i za granicą (wyprodukowany lub wyemitowany między styczniem 2021 roku a 15 września br.).

Dokument – reportaż historyczny, biograficzny i artystyczny: dla dziennikarza za reportaż radiowy lub audycję dokumentalną o wybitnych walorach artystycznych i ponadczasowym charakterze (wyprodukowany lub wyemitowany między styczniem 2021 roku a 15 września br.).

Nagroda Specjalna Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia – dla osoby szczególnie zasłużonej dla Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia.

Konkursowi Polskiego Radia towarzyszyć będzie reportażowy konkurs o Grand Prix Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Wręczona zostanie również nagroda ufundowana przez Telewizję Polską.  Inspiracja Roku to wyróżnienie w kategorii telewizyjnej za wybitne dokonania w dziedzinie reportażu lub dokumentu, które mogą stać się inspiracją lub wzorem dla reportażystów radiowych.

W skład jury tegorocznej edycji „Melchiorów” wchodzą: Ewa K. Czaczkowska (historyk, dziennikarka, publicystka); Agnieszka Czyżewska-Jacquemet (Polskie Radio Lublin); Arkadiusz Gołębiewski (reżyser filmowy); Adam Hlebowicz (historyk, dziennikarz), Krzysztof Gottesman – przewodniczący jury (redaktor naczelny Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia); Dorota Boniecka-Górny – sekretarz jury (Studio Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia).

Wyniki ogłoszone zostaną 17 listopada 2022 roku podczas uroczystej gali w Muzycznym Studiu im. Agnieszki Osieckiej, przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 w Warszawie.

Zainteresowani udziałem w XVII Ogólnopolskim Konkursie Reportażystów „Melchiory 2022” mogą nadsyłać prace do 15 września br. W tym roku audycje i karty zgłoszeniowe Studio Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia przyjmuje wyłącznie on-line – szczegóły konkursu, regulamin, karty zgłoszeniowe znajdują się na stronie: www.reportaz.polskieradio.pl.

opr. jka, źródło: Polskie Radio

 

RPO: gazety wydawane przez samorządy utrudniają funkcjonowanie mediów niepublicznych

Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek zwrócił się do wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego o rozważenie zmian prawnych dotyczących wydawania gazet przez jednostki samorządu terytorialnego.

RPO podkreślił, że interweniuje w tej sprawie od 2016 roku. Przypomniał, że 28 września 2017 r. podsekretarz stanu w MKiDN Paweł Lewandowski zapewnił, iż kwestia  zostanie poruszona w dyskusji o zakresie nowelizacji ustawy Prawo prasowe z 1984 r.  Wskazywał wówczas, że godne rozważenia byłoby wprowadzenie nowych regulacji, które wzmocniłyby pozycję prasy lokalnej, niezależnej od jednostek samorządu terytorialnego. Jednak niespełna rok później resort kultury poinformował rzecznika, że sprawy te nie były jeszcze poruszane w ramach prac urzędu i nie znajdują  się one wśród priorytetów legislacyjnych MKiDN.

Marcin Wiącek uważa, że problem wydawania prasy przez samorządy wciąż jest aktualny, na co wskazywać ma m.in. liczba skarg kierowanych w tej sprawie  przez redaktorów lokalnych tytułów prasowych. W swoim piśmie do wicepremiera Piotra Glińskiego przypomina, „że wydawanie prasy przez jednostki samorządu terytorialnego niesie (…) ryzyko zaburzenia funkcji mediów w społeczeństwie demokratycznym, jaką jest sprawowanie społecznej kontroli nad działaniem władz na szczeblu centralnym i lokalnym. Wiąże się to ze strukturalnym problemem zaburzenia konkurencji na lokalnych rynkach mediów i informacji, który polega na znaczącym utrudnieniu sprawnego funkcjonowania mediów niepublicznych, a w związku z tym ograniczeniu w korzystaniu z wolności prasy i innych środków społecznego przekazu określonej w art. 14 Konstytucji RP.”

RPO zauważa, że prasa wydawana przez jednostki samorządu terytorialnego jest często bezpłatna, a zatem pozbawiona ważnego – standardowego dla prasy prywatnej – źródła finansowania, które jest uzupełniane ze środków publicznych. Niepokojący – z punktu widzenia zasady społecznej gospodarki rynkowej – jest także udział prasy samorządowej w rynku reklamowym, który niejednokrotnie warunkuje funkcjonowanie prywatnej prasy lokalnej.

Wątpliwości budzi również wydawania płatnych gazet samorządowych, może to bowiem być sprzeczne z  art. 61 Konstytucji RP, który przewiduje prawo do informacji o działalności organów władzy publicznej i osób pełniących funkcje publiczne.

RPO przypomina, że wielokrotnie postulował wprowadzenie prawnego zakazu prowadzenia działalności wydawniczej o cechach konstytutywnych dla prasy finansowanej bezpośrednio lub pośrednio przez samorząd terytorialny.

Marcin Wiącek podkreśla, iż „należy ponownie rozważyć wprowadzenie przez ustawodawcę takich rozwiązań, które w jednoznaczny sposób określą zasady wydawania biuletynów informacyjnych przez władze samorządowe wszystkich szczebli. Ich brak prowadzi bowiem do pogłębiania się problemów z zakresu praktycznej realizacji wolności prasy i pluralizmu mediów na rynkach lokalnych”.

opr. jka, źródło: RPO

Dziennikarka TVP skazana na Białorusi na pięć lat pozbawienia wolności

Sąd Obwodowy w Homlu na Białorusi uznał dziennikarkę Telewizji Polskiej Irynę Słaunikawą winną „stworzenia formacji ekstremistycznej” i skazał ją na pięć lat kolonii karnej.

Wyrok w tej sprawie zapadł w środę, 3 sierpnia.  Jak informuje Telewizja Polska, nie wiadomo, co sąd uznał za „formację ekstremistyczną”, ponieważ posiedzenia odbywały się zamkniętymi drzwiami, a adwokata dziennikarki oraz jej rodzinę zobowiązano do zachowania tajemnicy na temat przebiegu procesu.

Słaunikawa została zatrzymana wraz z mężem pod koniec października 2021 roku na lotnisku w Mińsku, gdy wracali do domu z wakacji w Egipcie. Małżonków skazano wówczas na 15 dni aresztu za zamieszczanie „treści ekstremistycznych” na Facebooku. Chodziło o materiały telewizji Biełsat, które pochodziły z czasów, kiedy na Białorusi nie uznawano jeszcze tej stacji i nadawanych przez nią treści za ekstremistyczne. Słaunikawa, w przeszłości dziennikarka Biełsat TV (od ponad 10 lat poza stacją) obecnie jest etatową pracowniczką TVP.

Dziennikarka odbyła przewidzianą w kodeksie wykroczeń karę, ale nie została zwolniona z aresztu. Przedstawiono jej  kolejne zarzuty z art. 342 KK – „Organizacja i przygotowanie akcji rażąco naruszających ład publiczny lub czynny w nich udział” oraz art. 361 kk – „Utworzenie formacji ekstremistycznej lub udział w niej”.

Po skazaniu Słaunikawej zarząd Telewizji Polskiej stanowczo potępił wszelkie próby łamania praw człowieka na Białorusi oraz zaapelował do wspólnoty międzynarodowej o wywarcie presji na białoruski reżim.

Według informacji zdelegalizowanego przez władze Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, obecnie na Białorusi za kratami przebywa 29 pracowników mediów.

opr. jka, źródło: Telewizji Polska