W ramionach przyjaciół – MYKOŁA SEMENA o książce Jurija Szczerbaka

W Kijowie odbyła się prezentacja książki „Ukraina w ramionach Polski. Rzeczywistość i proroctwa” autorstwa ukraińskiego dyplomaty, analityka, pisarza i dziennikarza Jurija Szerbaka. Wydana na koszt Ministerstwa Kultury Ukrainy publikacja jest rozprowadzana bezpłatnie na terenie całego kraju.

Jak zauważył w swoim przemówieniu Jurij Szczerbak, książka jest wyrazem wdzięczności narodu ukraińskiego wobec narodu polskiego za przyjęcie milionów uchodźców oraz udzielenie schronienia ukraińskim kobietom i dzieciom, którzy uciekali przed rosyjskimi czołgami, artylerią, bombami i rakietami. Ukraińcy w Polsce czuli, że są w bezpiecznych ramionach przyjaciół.

Jurij Szczerbak był ambasadorem Ukrainy w USA, Izraelu, Meksyku i Kanadzie, ale to Polskę uważa za swoją drugą ojczyznę. Ożenił się z Marią Milon, Polką pochodzącą z Katowic, która studiowała na Uniwersytecie Kijowskim. Przeżyli razem ponad 60 lat. Szczerbak często odwiedzał Polskę, pracował tutaj, znał postacie polskiej opozycji antykomunistycznej, w szczególności Lecha Wałęsę. Wraz z żoną brali udział w wydarzeniach „Solidarności”, przyczyniali się do rozwoju ukraińsko-polskiej przyjaźni i współpracy.

Jako motto swojej książki Jurij Szczerbak wziął słowa z orędzia Papieża Polaka Jana Pawła II z okazji 60. rocznicy tragedii wołyńskiej: „Nowe tysiąclecie żąda, aby Ukraińcy i Polacy nie pozostawali więźniami smutnych wspomnień z przeszłości, ale przemyśleli na nowo bieżące wydarzenia w nowym duchu, spojrzeli na siebie z powiewem jedności, zobowiązując się do budowania lepszej przyszłości dla wszystkich”.

Autor książki, zwracając się do czytelników, stwierdza, że „nasze wspólne jutro, nasza jedność, jako mur ochronny przed agresją Moskwy, jest podyktowana żywotną koniecznością samego istnienia naszych państw i narodów. Bo nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy. I odwrotnie”.

Książka zawiera wiele znanych dzieł publicystycznych Jurija Szczerbaka, pełnych przeczuć nadchodzącej wojny. Znajdziemy w niej też  publikacje Jurija Szczerbaka, które ukazywały się w polskich mediach, w szczególności w „Gazecie Polskiej”, „Nowym Państwie”, na portalu niezalezna.pl  poświęcone przyjaźni i wzajemnej pomocy Ukraińców i Polaków.

Jedno ze zdjęć w książce – Jurij Szczerbak w czasie spotkania w Warszawie z prezesem SDP Krzysztofem Skowrońskim i wiceprezesem Jolantą Hajdasz.

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Szpiegostwo według Szymborskiej i Mrożka

8 lutego 1953 r. opublikowano rezolucję członków krakowskiego oddziału Związku Literatów Polskich, która potępiała księży krakowskiej kurii oskarżonych przez władze komunistyczne o szpiegostwo. Pod kłamliwymi, zbrodniczymi tezami podpisało się 53 sygnatariuszy, wśród nich Jan Błoński, Sławomir Mrożek i Wisława Szymborska.

„Działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali – za amerykańskie pieniądze – szpiegostwo i dywersję” – brzmiała haniebna rezolucja. A haniebny, pokazowy proces księży kurii krakowskiej zakończył się 27 stycznia 1953 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Krakowie. Zapadły wyroki śmierci i długoletniego więzienia.

„Agentów Watykanu i USA” oskarżał naczelny prokurator wojskowy, kat Polaków Stanisław Zarako-Zarakowski. „Sądzili” kolejni mordercy: Mieczysław Widaj, Roman Waląg i Bazyli Mielnik. Oskarżonych – Edwarda Chachlicę, Michała Kowalika i księdza Józefa Lelitę, skazali na śmierć. Ks. Franciszka Szymonka na dożywocie, ks. Wita Brzyckiego na 15 lat, ks. Jana Pochopienia na 8 lat, Stefanię Rospond na 6 lat więzienia.

Rada Państwa złagodziła wyroki. Ten bezprawny spektakl poprzedziły brutalne przesłuchania. W III RP jednemu z funkcjonariuszy – Janowi Łukaszewskiemu IPN zarzucił tortury fizyczne i psychiczne: „znieważanie wulgarnymi słowami, wielogodzinne nocne przesłuchania w pozycji stojącej oraz grożenie pozbawieniem życia i długotrwałym pozbawieniem wolności”. Nieosądzony Łukaszewski do końca życia pobierał wysoką emeryturę.

Jedną z ofiar bolszewickich metod był ks. Józef Fudali. Ostatecznie staliniści nie włączyli go do procesu kurii krakowskiej i był sądzony osobno. Krakowski WSR 20 maja 1953 r. skazał go na 13 lat więzienia. Podczas rozprawy ksiądz odwoływał swoje zeznania ze śledztwa, podkreślając, że jest niewinny. Stefania Rospond, doprowadzona na rozprawę jako świadek, wspominała, iż „zeznawał, trzęsąc się, ledwie stojąc na nogach. Mówił niewyraźnie, bo wybili mu zęby. Nagle zaczął odwoływać swoje zeznania. Sędzia zwrócił mu uwagę, że przecież podczas śledztwa przyznał się do winy. Wtedy on zaczął tak strasznie krzyczeć, że go w śledztwie bili żelaznym drągiem, że miażdżyli mu przyrodzenie. Obronę oskarżonego uznał Sąd za wykrętną i kłamliwą”.

O co chodziło w śledztwie i procesie kurii krakowskiej? Po krwawej rozprawie z polskim podziemiem politycznym i zbrojnym komuniści przystąpili do „ostatecznego rozwiązania kwestii Kościoła katolickiego” – jedynej siły, która realnie przeciwstawiała się jeszcze sowietyzacji kraju. Na przełomie lat 1952/1953 aresztowano około tysiąca kapłanów, razem z prymasem Stefanem Wyszyńskim. Czystki dotknęły m.in. Katowice, skąd wygnani zostali biskupi: Stanisław Adamski, Herbert Bednorz i Juliusz Bieniek. We wrześniu 1953 r., po ciężkim śledztwie i pokazowym procesie, czerwoni faszyści skazali na 12 lat więzienia ordynariusza kieleckiego Czesława Kaczmarka. Główną twierdzę oporu – kurię krakowską – rozbiła centrala bezpieki, przy gorliwym (patrz na wstępie) wsparciu literatów.

 

WALTER ALTERMANN: Przegląd błędów politycznych. Językowych…

Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka i sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy dała się poznać jako osoba mówiąca wiele, choć nie zawsze sensownie. Kolejny popis pani wiceminister dała w „Kawie na ławę”, 4 lutego 2024 roku, TVN. Stwierdziła bowiem, że: „Pan Prezydent się szamota”. I popełniła okropny błąd, tym bardziej przykry, że jest wiceministrem „w resorcie kultury”. A od osób pracujących „w kulturze i dziedzictwie” musimy wymagać więcej.

Błąd pani Scheuring-Wielgus polega na tym, że powinna powiedzieć: „Pan Prezydent się szamoce”.  bo taka jest prawidłowa odmiana „szamotać się”.  Przy okazji – istnieją też dwa wyrazy mające coś wspólnego z szamotaniem się, ale tylko fonetycznie.

  1. Polskie szamot pochodzi z niemieckiego die Schamotte. Szamot powstaje na bazie gliny lub łupków ogniotrwałych, które się wypala oraz mieli. Do produkcji cegły szamotowej wykorzystywany jest sproszkowany szamot oraz uzupełniacze takie jak gruboziarniste drobiny kwarcu, grafit lub koks.
  2. Dawniej „szamotem” określano też o też człowieka upartego, nieskorego do rozumienia nowości, czyli niezbyt lotnego.

Oczywiście szamot nie ma nic wspólnego z szamotaniem. Piszę o tej oczywistości, bo Bóg jeden wie, co jeszcze przyjdzie do głowy pani wiceminister.

Co z CPK zrobią nowe władze

W tej samej „Kawie na ławę” w TVN, wystąpił też pan Marcin Horała, który – podobnie jak pani Joanna Scheuring -Wielgus, nie ustrzegł się przykrej wpadki językowych. Otóż oświadczył on, że: „Nowe władze zaorają projekt CPK”.

Piękne staropolskie słowo – orać! Ileż w nim symboliki, ileż miłości do rodzimej ziemi, do trudu i misji dziejowej polskiego chłopa… I wszystko to szlag trafia, bo pan Horała nie wie jak się to słowo odmienia. Więc przypominam: ja – orzę, on – orze, my orzemy, oni orzą.

Dwie różne opcje polityczne, skrajnie odległe partie, a jednak mają z sobą coś wspólnego. A jest to wspólnota okropnego języka. Może „na tej bazie”, dałoby się dogadać jak Polak z Polakiem?

Na Sejmie

Zawsze mi się zdawało, że na polskim Sejmie wyłącznie dumnie łopocze narodowa flaga. Ale nie… Coraz częściej bowiem można usłyszeć z ust polityków, że: „Ta sprawa stanie na Sejmie”. Albo temat: „trafi na rząd”, czy też: „stanie na rządzie”.

Hadko słuchać. Niestety nasi wybrańcy nazbyt sobie upraszczają polską mowę i zamiast mówić: „Ta sprawa będzie tematem posiedzenia Sejmu”, „trafi pod obrady Sejmu”, ”trafi na posiedzenie rządu”, „Zajmie się nią rząd” – mówią slangiem politycznym. Ja rozumiem, że posłowie, ministrowie mówią tak między sobą, ale żeby tak mówić do ludzi? A za jakie to grzechy mam wysłuchiwać takiego bełkotu?

Ja wiem, że ludzie robiący kariery w polityce nie mają czasu na czytanie polskiej klasyki… rozumiem, ale nie wybaczam. Tym bardziej, że jest w parlamencie naszym kilka osób doskonale sobie z ojczystą mową radzących. Tu pochwalę posłów: Adriana Zandberga, Włodzimierza  Czarzastego, Marcina Bosaka oraz Michała Dworczyka. Czyli, można!

Na zaś

W ostatnich dniach wielką karierę w polityce zrobił zwrot „na zaś”. Chodzi oczywiście o wybranych ciut, ciut za wcześnie, przez poprzednio rządzących, troje członków Trybunału Konstytucyjnego. Nie wiem kto pierwszy powiedział, że tych troje zostało wybranych „na zaś”, ale się przyjęło.

Na zaś – jest zwrotem gwarowym z małopolski. Lud tamte rejony zamieszkujący od wieków zwrotem „na zaś” określał coś co będzie zadatkiem na przyszłość, coś co będzie przydatne w niedalekiej przyszłości. W naszym języku literackim rzeczone „na zaś” funkcjonowało jedynie jako dowcip językowy, określający oszczędną naturę Krakusów.

I nagle ten zwrot zrobił się popularny w całej Polsce, we wszystkich stacjach radiowych i telewizyjnych, ale dzisiaj nie ma już w tym żadnego dowcipu. Jest natomiast brak kultury językowej.

Oto trzy dobre przykłady prawidłowego użycia „na zaś”:

 

„Rzadko bywała na mszach, we wsi to się nie podobało, ale zawsze znalazł się ktoś ze starszych, kto powiedział: „Tyle lat księżom służyła, pewnie na zaś ma odpuszczone!” źródło: Narodowy Korpus Języka Polskiego: Grażyna Plebanek: Przystupa 2007

 

„Codziennie też Lilka, która się stała wielką ziół amatorką, szła w najgorsze krzaczyska, w które się normalny człowiek za nic nie zapuści, i za każdym razem znosiła do domu ze dwie garści świeżych pokrzyw, by z nich wywar cudowny zaparzyć lub pozostawić je do wyschnięcia na zaś. żródło: NKJP: Sławomir Shuty: Ruchy, 2008

 

Wszystko potrafiła matka Maślakowa zawekować, zasuszyć, zakopać na zaś. Być może zakopywanie i chomikowanie rzeczy zastępowało jej chęć własnego zniknięcia pod ziemią, gdy po raz kolejny dostawała po głowie od pijanego Maślaka, obwiniającego ją o śmierć synów. źródło: NKJP: Joanna Bator: Piaskowa Góra, 2009

 

 

CEZARY KRYSZTOPA: Tusk zrobi wszystko, żeby zaorać CPK

Jakże Polakami się czasem łatwo rozczarować. I jakże się czasem łatwo zachwycić. Polacy w ostatnich wyborach parlamentarnych wybrali głupio. Nie to żebym komuś odbierał prawo wyboru, absolutnie nie. Natomiast, biorąc pod uwagę to, że wbrew temu co się wydaje Tuskowi, Platforma nie wygrała wyborów.

O tym kto rządzi zdecydowali ci, którzy nie szukali Platformy, a wybrali nomen omen – Trzecią Drogę. Wybrali Trzecią Drogę, a i tak dostali Platformę i to w wersji ze snu pijanego idioty. Uważam to za głupie, ponieważ od zawsze wiadomo było, że tak będzie, a alternatywa jest pozorna. Dlatego doskonale rozumiem tych, którzy są swoimi współziomkami rozczarowani.

Potrzeba wizji

Natomiast nie afiszuję się z tym uczuciem i nie rozbudowuję go w sobie, ponieważ uważam je za kompletnie jałowe i bezproduktywne. Wolę skupić się na myśleniu o tym, co z tym fantem zrobić. Nie ogłaszać „końca Polski”, nie opuszczać rąk i nie mówić, że „nic nie ma już sensu”. Nie mogę sobie na to pozwolić, mam dzieci, muszę zostawić im lepszy świat. Wolę się skupić na analizie przyczyn tego stanu rzeczy i pomysłach na wyjście z trudnej sytuacji. Co najwyżej powyzłośliwiam się w ramach rysunku. A nie jestem partią polityczną, mnie wolno, partii politycznej nie. Partia polityczna obrażona na potencjalny elektorat, to raczej partia pozbawiona widoków na przyszłość.

Za to od iluś miesięcy, a może już i lat, mówię i piszę o potrzebie wielkiej wizji, która porwałaby Polaków zniechęconych wyjałowionym do cna mechanizmem starcia dwóch wielkich bloków politycznych. Nie to żebym był zwolennikiem poszukiwania mitycznego „centrum”, co to to nie, inaczej, uważam, że polityczną pulę zgarnie ktoś, kto roztoczy przed wygłodniałymi sukcesu Polakami, wielką wizję rozwoju Polski, która łączyłaby różne elektoraty. Wydawało mi się, że tematy i główne osie narzucają się, wobec potencjałów i stojących przed Polską zagrożeń, same.  Jednak, powiem szczerze, czułem się w jałowości tych nawoływań, coraz bardziej zgorzkniały.

#TakDlaCPK

Okazało się jednak, że w zamyśle Pana Boga, była to tylko rozgrzewka przed zachwytem, w jaki wpadłem nad Polakami w ostatnim czasie. Oto dzięki uporowi i waleczności grupy młodych ekspertów, takich jak Andrzej Banucha, Marian Baczal, Maciej Wilk, Szymon Janus i inni (niech mi wybaczą, że wszystkich nie wymieniłem), rozwinął się ruch #TakDlaCPK. Samo CPK jest tu raczej symbolem wszystkich prorozwojowych inwestycji strategicznych, zapoczątkowanych przez poprzedni rząd, a, jak wszystko na to wskazuje, przeznczonych przez nowy, zdający się bardziej pilnować interesów niemieckich niż polskich, do zamknięcia. Pomimo wytężonych wysiłków propagandy, która usiłuje wcisnąć koncepcje rozwoju Polski na najbliższe lata w „pisowskie buty”, co ma „ułatwić ich pacyfikację”, powyższe idee zaczęły łączyć ludzi absolutnie różnych środowisk. Począwszy od narodowców, poprzez pisowców, zwolenników Hołowni, a skończywszy na najbardziej zajadłych zwolennikach Platformy i Donalda Tuska (z ruchem „Ośmiu Gwiazd” włącznie).

Czy to rozwiązuje problemy między nami? No jasne, że nie. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy w to, że stanę się zwolennikiem aborcji, czy ideologii LGBT, z inną zwolenniczką #TakDlaCPK, poseł Partii Razem Pauliną Matysiak, dzieli mnie prawie wszystko. Ale jeśli jesteśmy w stanie zgodzić się w kwestii istotnych gospodarczych i geopolitycznych interesów kraju, w którym mieszkamy, to w jakimś sensie zdajemy obywatelski egzamin. Być może nie jesteśmy tylko tłuszczą przeznaczoną do zmielenia i spożycia przez zbiorowo mądrzejszych od nas, ale dajemy sobie prawo do zbiorowego poczucia ambicji i prawo do przyszłości. Być może nie musimy prowadzić ani zimnej, ani gorącej wojny domowej, co dla naszych wrogów, nie jest najlepszą wiadomością.

Tusk zaorze CPK

Przy czym, choć bardzo chciałbym się mylić, to myślę, że niestety Donald Tusk zaorze CPK i inne wielkie projekty. Takie ma zadanie, a jego suwerenem, jak objaśnił przecież nowy szef rady nadzorczej Orlenu prof. Popiołek „nie są wyborcy”, a przynajmniej nie polscy. W nosie będzie miał ruchy społeczne. Co najwyżej powie, że „nie zaorze”, a potem będzie tak „budował” jak „budował” gazoport i tak „negocjował” jak „negocjował” amerykańską terczę antyrakietową. Winni będą wszyscy, PiS, Koreańczycy, Amerykanie. Tylko projektów nie będzie, „nie z jego winy przecież”.

To będzie bolało, bardzo. Ale tego poczucia wspólnoty wspólnych interesów, już nam nie odbierze. I wrócimy do tematu.

WALTER ALTERMANN: Lud dzisiejszy, czyli ostatni dzień wolności

Implant mózgowy Neuralink został po raz pierwszy wszczepiony do ludzkiego mózgu – poinformował Elon Musk w ubiegłym tygodniu. Firma neurotechnologiczna miliardera w zeszłym roku otrzymała zgodę amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (FDA) na rozpoczęcie testów na ludziach. Pierwszy wszczepiony produkt nosi nazwę Telepathy i urządzenie to umożliwia sterowanie telefonem lub komputerem. Implant wszczepiony człowiekowi choremu na Alzheimera

Informację o tym podano 1 lutego 2024 roku. Warto tę datę zapamiętać, bo może to być pierwszy dzień pierwsze tragicznego kroku ludzkości do samozagłady. To może być początek końca naszej cywilizacji, której wolność była najwyższym celem, tak jednostek, jak i społeczeństw. A sam Elon Musk, celebryta goniący za pieniędzmi i sławą, światowy komik biznesu zrobi wszystko, by zaistnieć i zarobić.

Błogosławiony wiek XIX

Jakże lepiej zachowywali się kapitaliści XIX wieku. Chcieli tylko zarabiać, sławę i poklask zostawiając artystom i politykom. Owszem, zdarzało się im kupować (w USA) kolejnych prezydentów tego mocarstwa, ale po cichu, bez rozgłosu. Wychodzono wtedy z założenia, że pieniądz lubi ciszę, jak pieczarki ciemność. W XIX wieku kradziono na potęgę, bezwzględnie niszczono konkurentów, z robotników wysysano ostatnie krople krwi, ale w ciszy, dyskretnie.

Owszem afiszowano się pałacami, zbytkami, ale jedynie wśród swoich, bo przecież plebsu na salony się nie wpuszczało. Kapitaliści z przeszłości mieli rozum i pamiętali, że od czasu do czasu lud traci cierpliwość, a konstrukcja gilotyny nie jest znowu tak skomplikowana, żeby znowu takiej machiny nie udało się zmontować, nawet tkaczom, pospołu z metalowcami.

Przez cały wiek XIX działali też, coraz aktywniej i jawniej, przywódcy ruchów związkowych, lewicowych i anarchistycznych, którzy nie kryli się z abominacją wobec kapitalistów. Napisałem „abominacją”, żeby to jakoś ładnie wyglądało, ale w gruncie rzeczy XIX-wieczni „burzyciele ładu” czuli do kapitalistów obrzydzenie, wstręt i wieszczyli krwawą rewolucję.

W XIX wieku kapitał miał nazwiska, miał też kraj pochodzenia. Dlatego władze państwowe mogły zmusić, wymusić, wyszarpać od kapitalistów pieniądze na cele społeczne. Jak choćby kanclerz Otto von Bismarck od niemieckich kapitalistów na emerytury i lecznictwo. Dzisiaj kapitał jest bezimienny i bezpaństwowy.

W XIX wieku państwa miały swoich kapitalistów, dzisiaj to oni mają państwa. Oczywiście anonimowo. Jednak Elon Musk otworzył nową erę – stał się znanym celebrytą, bryluje w mediach i chwali się swym majątkiem. Widać uważa, że pora już przestać być fałszywie skromnym.

Lud dzisiejszy

Jakże łatwiej, w porównaniu z przeszłością, jest być kapitalistą dzisiaj. Dzisiejszy lud bowiem kocha swych ciemiężycieli. Pasjonuje się plotkami na temat możnych tego świata, przyklaskuje ich ekstrawagancjom i podziwia ich fortuny.

Lud dzisiejszy czuje jakiś metafizyczny związek z tymi, którzy żyją jego kosztem. A wszystko to dzięki temu („dzięki” z punktu widzenia możnych). że telewizja i internet uczyniły z nas wszystkich jedną globalną wioskę. Lud dzisiejszy czuje się częścią wielkiej medialnej rodziny, a kapitalistów traktuje jak bliskich kuzynów. Skoro bowiem możemy obcować z wielkimi tego świata na co dzień, we własnym domu, we własnym laptopie i komórce, znika bariera czasowo-przestrzenna. I król Karol, Elon Muski czy pan Solorz są dziś członkiem wielkiej światowej rodziny. Są bliscy, więc niegroźni.

Samowola wielkich

W takiej atmosferze przyzwolenia Elon Musk może robić wszystko. Nawet otwierać szanse na wszczepianie w nasze mózgi mikro odbiorników, przez które ludzkość może być sterowana zdalnie.

Jeżeli teraz ludzkość zgodzi się na implanty, mające ratować życie jednostek, to jutro zgodzi się na implanty, które „ułatwią nam wszystkim życie”. I popłyną rozkazy wprost do naszych mózgów: idź i kup samochód Tesla, produkcji Elona Muska. Albo: idź i walcz. Albo też: domagaj się obniżki emerytury, lub zrezygnuj z połowy pensji.

Czyli wejdziemy dyskretnie w erę powszechnego niewolnictwa. Takie zdalne niewolnictwo być może będzie wyzwoleniem dla jednostek słabszych, z których zdejmie się ciężar dokonywania codziennych i rzadszych wyborów, ale będzie ono katastrofą dla cywilizacji.

Wygląda na to, że Elon Musk już może mieć konkurencję. Chińskie Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych (MIT) opublikowało dokument, w którym ujawnia swoje ambitne plany. MIT oświadczył, że chce osiągnąć przełomy w „setkach technologii”, tworząc „kultowe produkty”, w tym interfejsy mózg-komputer, takie jak implant Neuralink Elona Muska.

Oczywiście jako pierwsze śladem Elona Muska pójdą Ludowe Chiny, a właściwie już idą. Potem po implanty sięgnie Rosja, potem kraje Azji i kraje muzułmańskie, Afryka, Ameryka Południowa, a w końcu zachodnia Europa i USA. I zapanuje powszechne szczęście w ogólnym ogłupieniu.

Co prawda już teraz jesteśmy sterowani przy pomocy telewizji i internetu, ale mamy jednak jakiś wybór, poprzez wyłączenie internetu i telewizora. Jednak z chwilą wszczepienia nam wszystkim sterowników, ta malutka szansa, ten minimalny przejaw wolności zniknie.

Veto

Leczenie chorób to tylko pretekst. I nikomu nie wolno „grzebać” w naszych mózgach, choćby to grzebanie miało przynieść ukojenie jednostkom. Proszę też pamiętać, że ja byłem przeciw – że strawestuję tu wielkiego Antoniego Słonimskiego.

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Hołownia – husarz, rokoszanin, który szybko poległ

Czytajcie profesora Andrzeja Nowaka. Czytajcie Nowaka! Ja czytam. „Dzieje Polski” – tom V str. 306: Rok 1607 rokosz Zebrzydowskiego przeciwko królowi Zygmuntowi III.

Cytuję profesora:

Talenty militarne na miarę znakomitych wodzów rzymskiego antyku były akurat przy królu. Zygmunt III miał u swego boku litewskiego hetmana Jana Karola Chodkiewicza i koronnego – Zółkiewskiego, których uzupełniał również doświadczony żołnierz, generał ziem podolskich Jan Potocki.

Rokoszanie zebrali ponad 10 tysięcy wojska. Dowodzili nim Mikołaj Zebrzydowski, Janusz Radziwiłł i Jan Szczęsny Herburt. Mierzyli się nie tylko z lepiej wyszkolonym i dowodzonym, ale również liczniejszym przeciwnikiem. „Regaliści” mieli ponad 12 tysięcy ludzi w swych chorągwiach. Co prawda, nie bardzo rwali się do walki z rodakami, ale próby pertraktacji zawiodły. Oba wojska starły się na początku lipca pod Guzowem, nieopodal Radomia. Radziwiłł natarł z wielką energią na dowodzone przez Chodkiewicza prawe skrzydło wojsk królewskich przebijając się aż do husarii, która bezpośrednio chroniła króla. – Gdzie ten Szwed? – wołał husarz Radziwiłła, właśnie Jerzy Hołownia, gdy już dojeżdżał samego Zygmunta. Ten wykazał się stoickim spokojem i nie cofnął się nawet na krok. Śmiałek Hołownia zginął a cały atak rokoszan został zniweczony przez skuteczne uderzenie lewego skrzydła wojsk królewskich pod wodzą Żółkiewskiego. Przywódcy rokoszu uciekli w największym popłochu a na polu między Guzowem i Orońskiem zostało 200 ofiar. Jak na walne starcie armii liczących łącznie 20 tysięcy zbrojnych była to liczba bardzo niska (wystarczy porównać ilość zabitych Szwedów pod Kircholmem czy Kozaków pod Kumejkami). Świadczy ona o niechęci uczestników, a zwłaszcza zwycięzców, do bratobójczej walki.

Do rzezi nie doszło – czytamy dalej u prof. Andrzeja Nowaka. (Gorycz pozostawała). Na gorąco wylewał ją w swych wierszach Daniel Naborowski, nadworny poeta księcia Janusza, w kilku utworach poświęconych guzowskiej bitwie i poległych w niej towarzyszom (w tym wspomnianym husarzowi Hołowni). (…) Brat na brata, zapomniawszy cnoty, / Składali na się nie ułomne groty / Ociec przeciwko własnemu synowi / Stał jako przeciw nieprzyjacielowi; / Tam od synowca stryj padł między trupy (…) Lecz wrychle zdarzy Bóg niezwyciężony, / Że między trupy będzie policzony / Pan wiarołomny, którego doznały / Ojczymem dzieci (…)”.

Ta poetycka hiperbola – czyli jednak pewna przesada – zawarta w „Awizyjach domowych żałośnych po bitwie”, ostatnim swoim, gwałtownie antykrólewskim akcentem zapowiadała, że część rokoszan z panowaniem Zygmunta nigdy się nie pogodzi. O kontynuacji bezsensownej walki zbrojnej już jednak mowy nie było.

Chodkiewicz chciał co prawda rozbić do końca resztki rokoszan, ale król i hetman Żółkiewski parli raczej do jak najszybszego uspokojenia i zgody. Larum grają – Chodkiewicz, Żółkiewski wstawajcie Panowie. Już pora. Rycerzu z Giewontu – dość wylegiwania się. Kaszubi, rybacy przecież na burtach łodzi macie tabliczki „Bóg z nami”. Siadajcie do kutrów. Górnicy, przestańcie się kłócić. Niech powstanie w końcu jeden związek tych ludzi ciężkiej, czarnej pracy. Hutnicy, niech wielkie piece przestaną być indyjskie a znowu niech będą polskie.

Ministrowie, chyba nie chcecie być dokarmiani nosem, torturowani? „Nasi” wielcy „przyjaciele” Niemcy i Rosjanie, jeszcze poczekajcie, jeszcze się nie spieszcie.

Charakteropatyczny zespół pourazowy pana Donalda się rozwija. Jeszcze nie odreagował poprzedniej klęski wyborczej. Gdy zamknięty zostanie ostatni Obajtek będzie można opuścić „ten kraj”. Przecież„tego kraju” się nie lubi, bo to siermiężne i bogoojczyźniane. To widzieliśmy z przemówienia pod gdańskim żurawiem przy Motławie.

Teoria wojowania przewiduje czas obrony, ale po przetrwaniu jest czas ataku. Nazywać to można nawet obroną konieczną, a jej klasyfikowanie prawne jest łagodniejsze.

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Świat wciąż jest pełen rosyjskich szpiegów

Dla Rosji jednym ze „skutków ubocznych” inwazji na Ukrainę było osłabienie jej siatki szpiegowskiej w Europie. Nie oznacza to jednak, że uwolniliśmy się od moskiewskiej agentury.

Luty 2024 roku rozpoczął się od skandalu w niemieckim Bundestagu: okazało się, że asystent posła Eugena Schmidta („Alternatywa dla Niemiec”) może być powiązany z rosyjskimi służbami specjalnymi. Magazyn „Der Spiegel” i portal The Insider we wspólnym śledztwie twierdzą, że Vladimir Siergienko utrzymywał kontakt z funkcjonariuszem FSB. Latem ubiegłego roku Spiegel opublikował artykuł o powiązaniach Siergienki z kimś w Moskwie, z którym rzekomo omawiał spowolnienie dostaw niemieckich czołgów na Ukrainę. Dziennikarze The Insider przyjęli, że osobą kontaktową był pułkownik FSB Ilja Wiechtomow, pracownik Służby Informacji Operacyjnej i Stosunków Międzynarodowych rosyjskiej FSB. W ramach tej służby istnieje wydział pełniący funkcje zagranicznego wywiadu, o czym pisał wcześniej portal Meduza.

Siergienko od dawna znajduje się pod obserwacją zachodnich służb specjalnych. Regularnie odwiedzał Moskwę, brał udział w talk show w rosyjskiej telewizji. W kwietniu 2023 r. po powrocie z Rosji niemieccy celnicy znaleźli przy nim 9 tys. euro i rosyjski paszport. Według Spiegla Departament Spraw Wewnętrznych Senatu Berlina zabiega o odebranie Sergience obywatelstwa niemieckiego, które otrzymał w listopadzie 2022 roku. Obecnie administracja Bundestagu sprawdza pracę asystenta posła.

Ukraińska gazeta „Slovo i Dilo” twierdzi, że „Inwazja na Ukrainę na pełną skalę ma dla Rosji jeszcze jeden nieoczekiwany ‘skutek uboczny’ – najbardziej znaczące osłabienie siatki szpiegowskiej w Europie od zakończenia zimnej wojny. Jak niedawno napisał „The Washington Post”, w ubiegłym roku amerykańskie i europejskie służby bezpieczeństwa przeprowadziły zakrojoną na szeroką skalę kampanię mającą na celu identyfikację szpiegów, co zaskoczyło Federację Rosyjską.

W marcu 2022 roku ukraiński wywiad ujawnił tożsamość 620 rosyjskich szpiegów w krajach europejskich. Opublikował listę agentów będących pracownikami rosyjskiej FSB. W kwietniu 2022 r. z wydalono z Niemiec 40 rosyjskich dyplomatów i 35 z Francji. Francuskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych stwierdziło, że działalność tych pracowników placówek dyplomatycznych jest „sprzeczna z interesami bezpieczeństwa kraju”. Jednocześnie w marcu 2022 r. Polska podjęła decyzję o wydaleniu 45 rosyjskich dyplomatów – czyli około połowy personelu ambasady – za udział w szpiegostwie. Jak stwierdził wówczas szef MSW, osoby te „podszywały się pod dyplomatów”. Ukraińskie służby podały, że ​​od początku wojny w ich kraju zdemaskowano ponad 600 rosyjskich agentów i szpiegów.

Według Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy (stan na kwiecień 2022 r.), w ciągu kilku miesięcy wojny na pełną skalę, z krajów europejskich wydalono 423 rosyjskich dyplomatów, którzy prawdopodobnie byli funkcjonariuszami wywiadu, z Austrii – 4, Bułgarii – 10, Belgii – 21, Grecji – 12, Danii – 15, Estonii – 17, Irlandii – 4, Hiszpanii – 25, Włoch – 30, Łotwy – 16, Litwy – 5, Luksemburga – 1, Holandii – 17, Norwegii – 3, Macedonii Północnej – 5, Polski – 45, Portugali – 10, Rumunii – 10, Słowacji – 38, Słowenii – 33, Niemiec – 40, Francji – 35, Czech – 1, Czarnogóry – 4, Szwecji – 3, aparatu UE – 19.

Według oceny brytyjskiego MI-6 na koniec lipca 2022 roku, po inwazji na Ukrainę, z Europy wydalono około 400 rosyjskich szpiegów (około połowa wszystkich), którzy działali pod przykrywką dyplomatyczną.

We wrześniu 2022 r. „Der Spiegel” opublikował śledztwo w sprawie działalności rosyjskich szpiegów. Według dziennikarzy, Służba Wywiadu Zagranicznego Rosji kieruje pracą około trzech tysięcy szpiegów za granicą, a Główna Dyrekcja Wywiadu – kolejnym tysiącem. Większość agentów przebiera się za dyplomatów.

Zespołowi OSINT Telewizji Toronto w 2023 roku udało się zbadać działalność kilku pracowników FSB i ich wpływ na posłów niemieckiego Bundestagu z prorosyjskiej partii Alternatywa dla Niemiec. To pierwsza część serii śledztw dotyczących działalności wydziału wywiadu operacyjnego 5. służby FSB, który jest bezpośrednio odpowiedzialny za inwazję na Rosję na pełną skalę. Do głównych zadań 5. służby FSB należy oddziaływanie Rosji na byłe republiki radzieckie: Ukrainę, Białoruś, Mołdawię, Gruzję, Armenię, Kazachstan i inne. Wśród rosyjskich szpiegów zespół OSINT Telewizji Toronto wymienia Jurija Wakałowa, pracownika 5. służby. Jego nazwisko, zdjęcie i dane paszportowe pojawiają się na listach opublikowanych przez ukraińskie siły cybernetyczne na początku operacji na pełną skalę.

Niedawno ukraiński „Forbes” opublikował tłumaczenie artykułu z „Der Spiegel”, w którym napisano: „Niemcy, najpotężniejsza gospodarka w Europie, są jednym z głównych celów Moskwy. Niemiecki kontrwywiad przez wiele lat działał nieskutecznie, a przywódcy polityczni kraju dopiero teraz budzą się z dziesięcioletniego snu”.

„Od kampanii ingerencji w wybory po zabójstwa Rosja zamieniła Europę w swój plac zabaw” – powiedział Mark Polimeropoulos, który kierował operacjami CIA w Europie i Eurazji w latach 2017–2019. Jak pokazuje śledztwo „Der Spiegel”, Niemcy są obecnie opanowane przez rosyjskich szpiegów. „Nielegalni” – tak nazywa się rosyjskich szpiegów – to mężczyźni i kobiety, którzy od wielu lat żyją na Zachodzie pod fałszywą tożsamością, przemyślaną w najdrobniejszych szczegółach. W pełni integrują się ze społeczeństwem, które szpiegują. Włamują się do sieci komputerowych, szpiegują polityków, dokonują sabotażu, a nawet zabijają tych, którzy nie zgadzają się z Kremlem.

W ramach transgranicznego dochodzenia zespół dziennikarzy starał się odkryć zakres szpiegostwa w ramach, jak to nazywali, rosyjskiej „wojny cieni” i jej tajnych operacji w krajach Europy Północnej. Reporterzy zidentyfikowali kilkudziesięciu obecnych i byłych funkcjonariuszy rosyjskiego wywiadu, którzy w czasie śledztwa lub wcześniej pracowali jako dyplomaci w ambasadach Danii, Norwegii i Szwecji.

W październiku 2023 r. na stronie internetowej Global Investigative Journalism Network (GIJN) opublikowano wyniki śledztwa, które ujawniło kilkudziesięciu rosyjskich szpiegów w całej Skandynawii. W sumie dziennikarze podają, że zidentyfikowali 38 obecnych i byłych dyplomatów, którzy pracują w ambasadach w krajach skandynawskich i jednocześnie są powiązani z Służbą Wywiadu Zagranicznego Rosji, Głównym Zarządem Wywiadu czy Federalną Służbą Bezpieczeństwa Rosji. Według dziennikarzy, zidentyfikowano także 50 rosyjskich statków działających na wodach północnych z wyłączonym systemem AIS i szpiegujących infrastrukturę krytyczną – m.in. morskie farmy wiatrowe, rurociągi i kable podmorskie. Dziennikarze twierdzili także, że informacje pochodzące z otwartych źródeł oraz przechwycone komunikaty radiowe pozwoliły im prześledzić ruchy trzech rosyjskich statków, które w czerwcu i wrześniu 2022 roku pływały w pobliżu miejsca jednej z eksplozji gazociągu Nord Stream, do której doszło pod koniec września 2022 r.

Z danych tych wynika, że ​​ludzie na całym świecie powinni zachować ostrożność i pamiętać, że są otoczeni przez rosyjskich szpiegów, którzy mogą być wszędzie – w ambasadach, w miastach, na morzu, w powietrzu, w szkołach, w Internecie, w telefonach i komputerach…

 

CEZARY KRYSZTOPA: Coraz bardziej gorące krzesło Donalda Tuska

Donald Tusk się spieszy. A przynajmniej tak sądzę. Nie spieszy się z powodu nagłego przebudzenia Polaków pod wpływem autorytarnej hucpy jego ppłk Rympałków, to może nastąpić, ale procesy dysonansów poznawczych są długie i bolesne, tylko z powodu zniecierpliwienia jego białych Panów.

Nie jestem i nigdy nie byłem jakimś szczególnym fanem sondaży i zawsze doradzam daleko idącą ostrożność w ich odbiorze. Tak i teraz niektóre, co bardziej fantastyczne sondaże wydają się być bardziej tworzone jako „argumenty” przeciwko wcześniejszym wyborom, albo narzędzie do straszenia koalicjantów, niż probierz rzeczywistych poziomów poparcia dla poszczególnych partii. Ale przynajmniej część sondaży potwierdza moją tezę, że chociaż mamy do czynienia z cenną konsolidacją wewnętrzną obozu prawicy, to żeby myśleć o poszerzeniu elektoratu szeroko pojętego obozu niepodległościowego, trzeba mieć szerszą, pozytywną ofertę, a nie tylko „to co PiS robił zawsze, co umie i co się sprawdzało”.

Zmartwienia Donalda Tuska

Dlatego wydaje mi się, że na chwilę obecną, Tusk trzymając pewnego rodzaju szantażem wspólnoty przestępczej koalicjantów za buźki, nie musi się martwić o odpływ elektoratu. Ten najbardziej twardy będzie zachwycony bezprawiem dopóki „głowy pisowców będą się toczyły ulicami”, a ten bardziej umiarkowany, czyli elektorat koalicjantów, może jest trochę przestraszony, zszokowany planami likwidacji inwestycji strategicznych, czy zmniejszeniem wydatków na armię, ale i tak nie ma dokąd pójść. Tak więc, przynajmniej póki co, nie wydaje mi się żeby Donald Tusk czuł presje ze strony swojego elektoratu, czy elektoratu koalicjantów.

Natomiast zmartwieniem Donalda Tuska, nie mam wiedzy w tym zakresie, to tylko moja spekulacja, intuicja, nazwijcie to jak chcecie, są jego biali Panowie. Tak, dokładnie ci sami, którzy go z zadaniem wywołania chaosu w Polsce i obniżenia jej konkurencyjności wobec Niemiec, nad Wisłę wysłali. Wydaje się, że to nie tak miało być. Donek miał „załatwić” sprawę brutalnymi metodami podpowiadanymi przez swojego niemieckiego sahiba Klausa Bahmanna, ale jednego wieczora! No dobrze, może kilku dni. Byłoby brzydko, mało demokratycznie, może ktoś by się skrzywił z niesmakiem, ale po Nowym Roku mało kto by już o tym pamiętał.

Zmartwienia białych Panów Donalda Tuska

A tymczasem Tusk ugrzązł ze swoim blitzkriegiem jak Putin pod Kijowem. Podpułkownik Rympałek tak dał ciała na całej linii, że nawet „zaprzyjaźnione” sądy musiały to przyznać. Bodnara trzeba było spalić jako „prawniczego aŁtoryteta” żeby bronić Rympałka. I tylko tym dwóm minister Hennig-Kloska zawdzięcza, że nie jest największym pośmiewiskiem rządu. Podła proweniencja przeróżnych ciemnych typów, wracających do władzy, również nie daje jakiejś wielkiej nadziei na uspokojenie sytuacji w najbliższym czasie.

A biali Panowie Tuska mają eurowybory za kilka miesięcy. Trudne eurowybory, w których środek politycznej ciężkości może się przesunąć w kierunku tych strasznych „populistów”. Wprawdzie zachodnie media ciągle trzymają linię zawodowego optymizmu, ale jak długo uda się utrzymać fikcję? Biali Panowie Tuska zdają sobie sprawę z tego, że pomimo ich medialnej supremacji w krajach zachodniej Europy, coraz więcej ludzi zawsze jakoś dowiaduje się prawdy. A jak wyglądają jako „demokraci” i „obrońcy praworządności” wspierając jednocześnie w Warszawie bandytę, którego ludzie łamią prawo przegryzając ciastko do porannej kawy i wynajmując tępych karków żeby napadali na media?

I w tym sensie wydaje mi się, że krzesło Donalda Tuska przed ogromnym nowym telewizorem w KPRM, może być coraz bardziej gorące.

Oprawcy nie darowali premierowi – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI o Aleksandrze Prystorze i jego małżonce

2 stycznia 1874 r. w Wilnie urodził się Aleksander Prystor, jeden z czołowych polityków obozu piłsudczykowskiego, premier w latach 1931–1933, poseł, senator, w latach 1935–1938 marszałek Senatu.

Zmarł 14 października 1941 r. w szpitalu sowieckiego więzienia na Butyrkach w Moskwie. „Zatrzymanie Prystora (…) NKWD uznało za swój duży sukces. Znany szeroko na Wileńszczyźnie ze swych antysowieckich poglądów Prystor był dla nich niemal synonimem kontrrewolucyjnego wroga. Nie licząc się z jego zaawansowanym wiekiem (przekroczył wówczas 66. rok życia) i ogólnie złym stanem zdrowia, poddano go w więzieniu na Łubiance surowemu śledztwu (…). Prystor pozostał nieugięty (…) i metodami śledztwa nie dał się złamać. Kosztowało go to jednak zupełną niemal utratę zdrowia” – napisał biograf Prystora Jacek Piotrowski.

Oprawcy nie darowali Prystorowi udziału w zwycięskiej bitwie 1920 r. Losu męża szczęśliwie nie podzieliła Janina, choć bolszewicy bez skrupułów mordowali nie tylko mężczyzn, ale także kobiety i dzieci. Janina Prystorowa, urodzona 26 lipca 1881 r. (siedem lat młodsza od Aleksandra), ukończyła gimnazjum w Kownie i Kursy Wyższe dla Kobiet w Krakowie. Z Polską Partią Socjalistyczną, gdzie przyjęła pseudonim „Bogdanowa”, związała się w 1906 r. Za działacza PPS Aleksandra Prystora wyszła za mąż 6 kwietnia tego roku. Brała udział – u boku męża – w słynnej akcji pod Bezdanami 26 września 1908 r., kiedy w ataku na rosyjski pociąg pocztowy grupa Organizacji Bojowej PPS dowodzona przez Józefa Piłsudskiego zdobyła ponad 200 tys. rubli. Po aresztowaniu przez carską Ochranę za działalność niepodległościową w 1912 r. więziona przez rok na Pawiaku i w Cytadeli. Później razem ze skazanym na siedem lat katorgi mężem zesłana w głąb Rosji do Orła nad Oką.

Po powrocie do wolnej już Ojczyzny pracowała w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Prowadziła także działalność charytatywną – m.in. w Towarzystwie Przyjaciół Inwalidów Wojennych i Towarzystwie Opieki nad Wsią Wileńską. Wybrana do sejmiku wileńskiego, potem w latach 1935–1938 posłanka na Sejm, współtwórczyni ustawy o ochronie praw zwierząt. Tak Janina Prystorowa uzasadniała zakaz żydowskiej szechity: „Ubój rytualny jest przeciwny mojej religii, godności narodu, etyce, kulturze i kieszeni”. W 1938 r. Sejm II RP całkowicie zakazał tej metody zabijania zwierząt, ale ustawa nie weszła w życie ze względu na wybuch wojny.

Przedwojenna pisarka Janina Dunin-Wąsowicz pisała, że wprawdzie Prystor „nie był pięknym mężczyzną”, ale pani Prystorowa była stale zazdrosna o męża. „Ledwie któraś z młodych i ładniejszych kobiet zbliżała się do Prystora, czy to w towarzystwie, czy w związku z jakąś akcją społeczną, spotykały ją ze strony Prystorowej duże niegrzeczności i małe zemsty”. Bohaterka niniejszego tekstu zmarła w stołecznym domu opieki Zakonu Sióstr Maryi 3 stycznia 1975 r. w Warszawie i została pochowana na Starych Powązkach w Warszawie.

 

O apelu Solorza pisze WALTER ALTERMANN: Całe pół prawdy

Założyciel i główny udziałowiec Grupy Polsat Plus Zygmunt Solorz zaapelował do wszystkich nadawców o „obniżenie poziomu emocji debaty publicznej”. Zwrócił się z tym zarówno do kierownictwa swojej stacji, jak i wszystkich pozostałych nadawców.

W naszym życiu publicznym i medialnym taki apel to rzadkość, i dlatego wszystkie nasze media z uwagą takie coś odnotowały. Poniżej zamieszczam tekst tego apelu, ale jego analizą zajmę się jeszcze niżej. Bo zawsze warto czytać między wierszami.

Apel

„W obecnym czasie, w którym tuż za naszą wschodnią granicą od dwóch lat trwa wojna wywołana agresją Rosji na Ukrainę, nadawcy telewizyjni ponoszą szczególną odpowiedzialność w związku ze służebną rolą informacyjną, jaką pełnią w stosunku do całego społeczeństwa i informowaniem go w sposób obiektywny i rzetelny.

Wyzwania wynikające z sytuacji międzynarodowej wymagają od nas – nadawców kanałów informacyjnych – prawdziwego przedstawiania rzeczywistości.

Wyzwania te – o czym mówi się coraz bardziej otwarcie – mogą nieść ze sobą zagrożenia dla Polski jako państwa i naszego społeczeństwa. Przeciwdziałanie tym zagrożeniom jest obecnie najważniejszą kwestią, która powinna być przedmiotem zgody narodowej. W związku z powyższym, dla Polski najważniejsze jest zachowanie spokoju społecznego, ograniczanie wewnętrznych podziałów oraz nietworzenie kolejnych.

Pluralizm mediów jest wielką wartością demokratycznego społeczeństwa, w którym ścierają się odmienne preferencje polityczne i poglądy. W pełni szanuję wolność słowa i dziennikarską niezależność. Wartości te jednak nie mogą stanowić pretekstu do posługiwania się mową nienawiści, podsycania wrogości względem siebie, szerzenia poglądów o charakterze ksenofobicznym, rasistowskim, naruszających godność innego człowieka i prowadzącymi do aktów agresji. Społeczeństwo nie powinno być konfrontowane z treściami tego typu i ma prawo wymagać dziennikarstwa, którego istotą są informacje rzetelne i obiektywne, prezentowane w sposób wyważony i niewywołujący negatywnych emocji.

W interesie wszystkich jest obniżenie poziomu emocji debaty publicznej. Dlatego apeluję zarówno do wszystkich nadawców, tak samo jak i do kierownictwa stacji informacyjnych Telewizji Polsat, aby dla dobra naszych odbiorców i całego społeczeństwa, w audycjach i kanałach informacyjnych dominowały rzetelność, obiektywizm, poszanowanie drugiego człowieka, merytoryczna debata i poszukiwania tego co może nas jako społeczeństwo łączyć, a nie wyłącznie dzielić. Różne poglądy są esencją demokracji i wolności, musimy jednak o nie dbać, tak aby nie były one wykorzystywane w celach antypaństwowych i wywołujących społeczne niepokoje.

Zygmunt Solorz – Założyciel i właściciel Telewizji Polsat

Do kogo?

Najpierw zwróćmy uwagę, że adresatami są: „…wszyscy nadawcy, tak samo jak i kierownictwa stacji informacyjnych Telewizji Polsat”. Czyli, zgodnie z naszym narodowym duchem pan Solorz pisze do wszystkich, czyli do nikogo. Nie wymienia ani jednej ze stacji, poza swoją. W sumie dyskrecja i elegancja. Bo pan Solorz wie, że biznesmen nie powinien z nikim zadzierać, albowiem nigdy nie wiadomo kto może mu się jeszcze przydać.

W czyje piersi bije się pan Solorz?

Jedyną stacją wymienioną z nazwy jest jego własna telewizja. Ale pan Solorz, gdyby ktoś mu coś zarzucał, sugeruje, że jakieś przykre przypadki na jego własnym gruncie mogły wystąpić dlatego, że on „W pełni szanuje wolność słowa i dziennikarską niezależność”. Czyli – on dał swoim ludziom wolność, a ciż tę wolność wykorzystali (ewentualnie) bardzo nieładnie, czyli niecnie.

Oczywiście, gdybym nie oglądał Polsatu, uwierzyłbym pany Solorzowi. Ale oglądam i widzę, że główne programy polityczne tej stacji obsadzane są równoważnie, na przemian, dziennikarzami kochającymi prawicę i kochającymi Platformę Obywatelską lub/i lewicę.

Nie wierzę też, znając ponad pół wieku media, w dziennikarską niezależność. Uwierzę, gdy zobaczę, że TVN potępia Donalda Tuska, a Polsat pana Solorza. Kto płaci, ten jednocześnie kupuje sobie przychylność własnych dziennikarzy. Nie ma w tym nic gorszącego, bo tak było zawsze. Zatem albo pan Solorz nic nie wie o mediach, albo bawi się naszym kosztem. Stawiam na dobrą zabawę miliardera.

Dlaczego dopiero teraz?

Zastanawia też, dlaczego pan Solorz publikuje swój apel dopiero teraz? Przecież najgorętsze, najokrutniejsze momenty walki politycznej w telewizjach były w czasie kampanii wyborczej. Może pan Solorz wolał czekać, jak ci zaciężni czescy rycerze pod Grunwaldem, mający walczyć po naszej stronie? Według Kroniki Czeskiej było tak: „A dzielny nasz rycerz Jan Żiżka czekał pobok pola walki i bacznie patrzył ku komu też przechyli się szala zwycięstwa”.

Apel pana Solorza jest tworem wybitnym, choć abstrakcyjnym na miarę Wasilija Kandinskiego, Pieta Mondriana, Kazimierza Malewicza czy Jacksona Pollocka. Apel bowiem wzbudza zachwyt formalny, bez konieczności rozumienia treści, bo ich tam – z artystycznego założenia – nie ma.

Wystąpienie pana Solorza odbieram jako element jego strategii biznesowej.

Na jakie wypowiedzi pana Solorza czekam?

Ale, skoro jest on już tak wylewny, to może opowiedziałby rodakom coś prawdziwego i bardzo interesującego. Na przykład – jak się dochodzi do bycia miliarderem? Myślę, że byłby to hit hitów, książka rozeszłaby się jak szynka za PRL-u, Polsat też zarobiłby sporo, szczególnie na odcinkowym serialu.

Bo każdy by chciał być bogaty, oczywiście nie tak jak pan Solorz, ale choć w małej części. A Ojczyzna wzrosłaby w siłę, gdybyśmy mieli co najmniej 100 miliarderów. Prosiłbym tylko, żeby opowieść o drodze do miliardów była szczera, bez takich oklepanych formułek jak: talent, upór, pracowitość, elokwencja i tradycja. W skrócie TUPET.