W tegorocznym orędziu o stanie Unii wygłoszonym 15 września w Parlamencie Europejskim, Ursula von der Leyen zwróciła uwagę na sytuację mediów i dziennikarzy:
„Panie Posłanki, Panowie Posłowie!
Przyjrzyjmy się na koniec tej, która daje głos wszystkim pozostałym wolnościom – czyli wolności mediów.
Dziennikarze są atakowani tylko dlatego, że wykonują swoją pracę.
Niektórzy są celem gróźb czy pobić, niektórzy giną w tragicznych okolicznościach. To dzieje się tu, w Unii Europejskiej. Chciałbym tu wymienić kilka nazwisk: Daphne Caruana Galizia, Ján Kuciak. Peter de Vries.
Ich historie może się nieco różnią. Ale jedno je łączy: walczyli o nasze prawo do informacji. I oddali za nie życie.”
ODCINEK 8. Z Edwardem Bolcem, pisarzem, poetą rozmawia Jolanta Danak-Gajda.
„SDP Cafe – podaj dalej…” to organizowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl spotkań z dziennikarzami-twórcami kultury, w których gość w następnych odcinkach może stać się gospodarzem i zaprosić na rozmowę kolejną osobę.
W niedzielę 12 września beatyfikacja ks. Stefana kard. Wyszyńskiego i s. Elżbiety Czackiej była jednym z głównych tematów telewizji informacyjnych. Tematem, rzecz jasna, potraktowanym w różny sposób w zależności od profilu stacji. Jedno nie ulegało wątpliwości: uroczystość beatyfikacyjna była na tyle istotna, żeby została pokazana we wszystkich najważniejszych programach, przemeblowując ich ramówki.
Tak się składa, że właśnie na tę niedzielę miałem zaproszenie do „Loży Prasowej” w TVN24, która wyjątkowo – ze względu na nabożeństwo beatyfikacyjne – miała emisję na żywo nie jak zwykle około 11.50, ale o 21. Stosowna, całkowicie neutralna informacja o tej zmianie pojawiła się w ciągu dnia na twitterowym profilu stacji. O porze emisji wiedziałem oczywiście już wcześniej i nie widziałem w tym nic szczególnego – telewizja informacyjna postanowiła transmitować wydarzenie obiektywnie rzecz biorąc szczególnie istotne, więc stałe audycje musiały zostać przesunięte.
Zaskoczyła mnie natomiast zapiekłość, z jaką TVN24 zostało za tę decyzję zaatakowane w mediach społecznościowych przez swoich – jak można sądzić – stałych widzów. Deklaracje o tym, że kończą ze stacją, należały do najłagodniejszych. Generalnie przekaz był taki, że TVN24 stał się za sprawą tej jednej decyzji praktycznie kanałem wyznaniowym, klękającym przed biskupami broniącymi pedofilów (albo samemu będącymi pedofilami – to stały motyw w antyklerykalnych komentarzach) i że nie takie są oczekiwania wobec stacji. Rzecz jasna – twitterowa opinia nie jest w żaden sposób reprezentatywna. Ciekawe jest jednak, jakie są oczekiwania przynajmniej części widowni wobec telewizji, którą, jak można zakładać, uznawali za „swoją”.
Przypomina mi się sytuacja, gdy kilka lat temu „Polityka” zaprosiła mnie do napisania gościnnego tekstu o sytuacji politycznej, dając mi całkowitą swobodę ujęcia tematu. Natychmiast po tej publikacji jakaś część czytelników lewicowego tygodnika dała wyraz swojemu oburzeniu, a nawet zaczęła deklarować rezygnację z prenumeraty. Podobnie komentowane były przez czytelników „Gazety Wyborczej” wywiady Grzegorza Sroczyńskiego z osobami spoza gazetowowyborczego kręgu. Tego typu komentarze pojawiają się również po „Lożach Prasowych”, w których mam przyjemność brać udział i gdzie wyrażam zdanie odrębne od dominującego w programie.
Wszystko to daje wgląd w sposób widzenia mediów przez niektórych ich odbiorców – tym razem spośród tych po antyrządowej stronie barykady. Po drugiej jest oczywiście dokładnie to samo – wystarczy poczytać komentarze pod umieszczanymi na YT odcinkami „Saloniku Politycznego” Rafała Ziemkiewicza, gdzie wyrażane są opinie krytyczne wobec obecnej władzy. Otóż ogromna część odbiorców wcale nie oczekuje wychodzenia poza własną bańkę – przeciwnie, chce być jedynie utwierdzana w przekonaniu, że najbardziej ortodoksyjne poglądy w danym obozie politycznym są słuszne i jedynie możliwe.
Jednak przypadek TVN24 i komentarzy dotyczących zmiany ramówki z powodu beatyfikacji dwojga wybitnych polskich duchownych jest nawet pod tym względem wyjątkowy. Nie mówimy tutaj bowiem o otwarciu się na inne opinie, o dyskusji, o prezentowaniu poglądów wykraczających poza linię programową kanału, lecz o tym, co powinno być esencją działalności każdego kanału informacyjnego: o zaprezentowaniu zdarzenia o obiektywnie wyjątkowo dużej wadze, całkowicie niepowtarzalnego. Nie ma tu żadnego znaczenia, czy jest to wydarzenie świeckie czy kościelne – szczególnie w kraju, gdzie wciąż ogromna część obywateli uważa się za członków Kościoła (a można podejrzewać, że tacy stanowią wciąż większość także wśród widzów TVN24). Jak jednak widać, ideologiczne względy dla części odbiorców powinny decydować o wprowadzeniu swoistej cenzury. Postulujący takie postępowanie (powtarzało się żądanie, aby o beatyfikacji informować jedynie w krótkiej formie w serwisie informacyjnym) uzasadniali, że beatyfikacja ich „nie interesuje”.
Tego typu presji nie powinno ulegać żadne medium. Prowadzi to bowiem do sytuacji, gdy sympatycy opozycji mogliby się domagać, żeby „ich” stacja nie informowała o ważnych wydarzeniach z udziałem członków rządu lub nie transmitowała ich konferencji prasowych, „bo ich to nie interesuje”. Z kolei zwolennicy władzy mogliby żądać, aby nie pokazywać konferencji opozycji (którą to drogą zresztą telewizja państwowa w zasadzie już idzie). Czyli, aby wykoślawiać obraz rzeczywistości już nie tylko poprzez komentarz (co niestety jest normą), ale poprzez sam dobór informacji (co też się oczywiście dzieje, ale wciąż nie w przypadku spraw tak ważnych jak zdarzenie z 12 września).
Redakcje mogą mieć swoje linie programowe – choć, jak wiedzą czytelnicy moich tutejszych felietonów, jestem bardzo krytyczny wobec tzw. mediów tożsamościowych, które są poziom dalej niż media mające po prostu określony profil ideowy. Lecz linia programowa nie może oznaczać filtrowania rzeczywistości poprzez ideologię, to bowiem sprowadza się do jej fałszowania. TVN24 podjęło jedyną słuszną z punktu profesjonalizmu dziennikarskiego decyzję.
Monitoring spraw oraz wzajemna pomoc dziennikarzy są nie mniej ważne jak regulacje prawne. Mogą być skuteczną bronią w walce z przypadkami zagrożenia wolności słowa w Polsce – do takich wniosków doszli uczestnicy konferencji „W obronie dziennikarzy” podsumowującej trzy ostatnie lata działalności Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.
Otwierając spotkanie dyrektor CMWP SDP dr Jolanta Hajdasz przypomniała, że w tym roku przypada 25-lecie powstania tej organizacji powołanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich do obrony wolności słowa i pomocy dziennikarzom. Podczas konferencji przedstawiono przypadki problemów prawnych i sądowych dziennikarzy będące konsekwencją ich pracy zawodowej i często kontrowersyjnym ich traktowaniem przez wymiar sprawiedliwości na przykładzie spraw prowadzonych przez CMWP SDP w latach 2019 – 2021.
Uczestnikami byli dziennikarze, których Centrum wspierało w ich potyczkach z wymieram sprawiedliwości, a także posłowie, przedstawiciele resortu sprawiedliwości oraz instytucji współpracujących z CMWP SDP.
– Zebraliśmy najbardziej charakterystyczne sprawy, które z niewiadomych powód nie są opisywane w mediach ani nie trafiają do raportów o walności mediów instytucji europejskich. Nie mają rezonansu międzynarodowego. Zastanowimy się też jak działać w przyszłości – mówiła dr Jolanta Hajdasz.
Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta przyznał, że uważnie śledzi pracę CMWP SDP. Najbardziej w pamięci utkwiły mu trzy sprawy, które w jego ocenie stanowią zagrożenie dla wolności słowa w Polsce: Wojciecha Biedronia z tygodnika „Sieci” pozwanego przez byłego sędziego Wojciecha Łączewskiego, Tomasza Duklanowskiego z Radia Szczecin, któremu proces wytoczył marszałek Senatu Tomasz Grodzki, oraz Samuela Pereiry, szefa portalu tvp.info pozwanego przez koncern medialny Ringier Axel Springer Polska.
Zwrócił uwagę, że pozywanie dziennikarzy ma ich zmusić do tego, aby nie zajmowali się danymi tematami.
– Na pewno trzeba o tych sprawach mówić, rozmawiać też o rozwiązaniach legislacyjnych – powiedział wiceminister Kaleta. W jego opinii jednak nawet zmiana przepisów może nie rozwiązać problemu, gdyż sądy często są nieprzychylne mediom.
Mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, mówiąc o współpracy tej instytucji z CMWP SDP, przypomniał że jej największym owocem był projekt rozwiązań prawnych gwarantujących wolność słowa w nowych mediach, w którym zawarte są nowoczesne rozwiązania europejskie.
W swoim wystąpieniu szef Ordo Iuris wspomniał o trzech największych zagrożeniach dla misji wolnych mediów, którą jest poszukiwanie prawdy. – Tym zagrożeniem są fake newsy, cała propaganda fałszu. Z drugiej strony cenzura, ta stara państwowa traci na znaczeniu, ale pojawił się nowy potwór w postaci cenzury korporacyjnej, kapitałowej, politycznej. Potężnym zagrożeniem jest też koncentracja kapitału w mediach. To są zagrożenia, na które staramy się odpowiadać często pracując nad indywidualnymi sprawami – stwierdził Jerzy Kwaśniewski.
Niezbędna pomoc
O problemach trapiących system medialny w Polsce na przykładach swoich spraw opowiadali dziennikarze, których w ich walce o sprawiedliwość wspierało CMWP SDP.
Redaktor Wojciech Biedroń, który przez pięć lat toczył sądowy bój, pozwany przez byłego sędziego Wojciecha Łączewskiego (Sąd Najwyższy uchylił wyrok, ale skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia) zaapelował do polityków o zniesienie art. 212. – Dziennikarze dużych mediów jakoś sobie poradzą, bo stoją za nami tysiące czytelników, firmy, które nas zatrudniają, ale myślę o dziennikarzach lokalnych, którzy walczą z klikami, sitwami i są samotni – zauważył.
Samuel Pereira przypomniał swój proces, który wytoczył mu koncern RASP, za wpisy na mediach społecznościowych krytykujące publikacje pojawiające się w gazetach i portalach tego wydawnictwa.
Kamil Różalski, były operator telewizji TVN, nagłaśniał patologiczny system zatrudnienia w tej stacji. Zmuszanie do rezygnacji z etatów i przechodzenia na tzw. „umowy śmieciowe”. Od przełożonych usłyszał, że jeżeli nie zgodzi się na rozwiązanie umowy za porozumieniem stron i przejście na „śmieciówkę” nigdy nie znajdzie pracy. Do dziś nie ma zatrudnienia. W sprawie nieprawidłowości pisał do amerykańskich właścicieli TVN-u, ZUS-u, Państwowej Inspekcji Pracy, nigdzie nie uzyskał pomocy. – Sprawa dotyczy nie tylko mnie, ale 1800 osób – podkreślał.
Pomoc CMWP SDP niejednokrotnie była skuteczna i uchroniła dziennikarzy od kary grzywny czy nawet więzienia. Hanna Szumińska, została pozwana z art. 212 kk za żartobliwy felieton w lokalnym portalu, w którym opisała jak radny gminy załatwił miejscowemu policjantowi wyjazd zagraniczny, aby było to możliwe musiał zapisać go do Ochotniczej Straży Pożarnej. Sąd pierwszej instancji skazał dziennikarkę na karę grzywny. W apelacji została uniewinniona. – Kluczowa dla decyzji sądu okazała się opinia CMWP SDP – mówiła Szumińska.
Kara więzienia groziła Sławomirowi Matuszowi. Został on skazany za to, że mailach rozsyłanych do instytucji kultury w Sosnowcu wskazywał m.in. na nieprawidłowości w ich statutach, a nie miał pieniędzy na zapłacenie grzywny. W pomoc zaangażowało się CMWP SDP, udało się uzyskać zawieszenie kary ze względu na stan zdrowia.
Goście konferencji podkreślali, że wsparcie takich instytucji jak CMWP SDP jest niezbędne dla funkcjonowania mediów lokalnych. Agnieszka Siewiereniuk, redaktorka lokalnych białostockich portali, pozwana była za publikacje przez Fundację Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. – Redakcja ma dochód od 8 do 12 tys. miesięcznie na wszystkie osoby, jeżeli miałabym wynająć prawników, a jest to w takich sprawach niezbędne, byłoby to niewykonalne – zauważyła.
Na bardzo ważny problem zwrócił uwagę redaktor Paweł Gąsiorski pozwany przez gminę za jej zniesławienie tekstami o zbyt wysokich opłatach za śmieci.
– Sprawa toczy się za zamkniętymi drzwiami – opowiadał.
Jolanta Hajdasz przyznała, że kwestia wyłączanie jawności, która uniemożliwia relacjonowanie procesu, wymaga pilnego rozwiązania.
Pomoc dziennikarzom w ich konkretnych sprawach to tylko cześć działalności CMWP SDP. Na konferencji wspomniano np. o raporcie, które Centrum przygotowało wspólnie z „Kurierem Wnet” na temat sytuacji w mediach Polska Press przed ich przejęciem przez PKN Orlen.
– Raport był bardzo ważny. Nieraz słucham historii osób, którzy pracowali w tej firmie wiele lat i ich opowieści potwierdzają to co znalazło się w raporcie. Strach, to była metoda, którą posługiwano się w redakcjach – podkreśliła Dorota Kania, członek zarządu Polska Press.
Problem ze zniesieniem art. 212 kk
Do kwestii poruszanych przez dziennikarzy na konferencji odnieśli się zaproszeni politycy. W ich wypowiedziach wyraźna była jednak rezerwa co do możliwości usunięcia art. 212 z kodeksu karnego.
Poseł Piotr Sak, przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach oraz zastępca przewodniczącego podkomisji stałej do spraw nowelizacji prawa karnego, przyznał że przepis ten staje się młotem na dziennikarzy. – Dużym problemem jest jednak to, że nie są to zazwyczaj sprawy zero – jedynkowe, często mamy do czynienia ze zbitką faktów, do tego włącza się ocena sądu, a sędzia też ma swoje poglądy – mówił poseł.
Jego zdaniem pomóc mogłoby przyspieszenie postępowanie, stworzenia drogi do szybszego ustalania prawdy.
Poseł Bartłomiej Wróblewski, przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej ds. deregulacji, podkreślił że w przypadku art. 212 z jednej strony mamy wolność słowa, a z drugiej prawa osób trzech. – Nie jest sprawą prostą znalezienie dobrego rozwiązania, ale trzeba podjąć inicjatywę legislacyjną, aby ograniczyć negatywne skutki tego artykułu dla dziennikarzy – przyznał.
Za zniesieniem art. 212 kk opowiedziała się Agnieszka Borowska, rzeczniczka ministerstwa sprawiedliwości. – Misją dziennikarzy jest mówienie prawdy i patrzenie władzy na ręce, niezależnie jaka ta władza jest. Nie chcę żyć w kraju, w którym ściga się dziennikarzy jak przestępców. Jeżeli ktoś popełnił błąd, to jest od tego prawo cywilne – mówiła.
Zwróciła też uwagę na potrzebę szkolenia sędziów w zakresie spraw dotyczących dziennikarzy. A właśnie na brak zrozumienia specyfiki działania mediów i stronniczość sądów najbardziej narzekali uczestnicy konferencji.
– Gdyby wymiar sprawiedliwości działał dobrze, nie trzeba byłoby wykreślać art. 212 – zauważył mec. Jerzy Kwaśniewski.
Na patologię w sądach zwracał też uwagę Michał Jaszewski, prawnik współpracujący z SDP.
– Sędziowie ewidentnie utożsamiają się ze stroną i zmiana przepisów niewiele tu zmieni – podkreślił
O swoich doświadczeniach w sądach opowiadali również obserwatorzy CMWP SDP, którzy monitorują sprawy wytyczane dziennikarzom: Aleksandra Tabaczyńska. Andrzej Klimczak, Maria Giedz, Agnieszka Kaczorowska.
– Najgorsza sytuacja jest na prowincji, gdzie często funkcjonują układy towarzyskie, między biznesem władzą lokalną, sądowniczą i trudno jest się przez to przebić – mówił Andrzej Klimczak.
Maria Giedz zauważyła zaś, że jeżeli na sali jest obserwator i proces jest monitorowany, to zdarza się że zapada łagodniejszy wyrok.
Monitoring przed regulacją
Podczas dyskusji nad pomysłami na poprawienie sytuacji dziennikarzy w walce z sądami redaktor Ewa Stankiewicz zaproponowała stworzenie centrum monitoringu orzeczeń sądowych z listą spraw i nazwiskami sędziów.
Kamil Różalski zauważył, że ważne jest wzajemnie wspieranie się dziennikarzy, obserwowanie i nagłaśnianie spraw.
Jolanta Hajdasz podsumowała konferencję hasłem: monitoring zamiast regulacji.
– Ważne, aby mieć wiedzę, czy to dotyczy sadów, czy też innego rodzaju zagrożeń wolności słowa, czy własności mediów, czy blokad w internecie. Jeżeli mamy wiedzę, tworzymy raporty i zestawienia, to może one więcej zrobią dla wolności słowa niż jakieś ścisłe paragrafy czy regulacje – mówiła dyrektor CMWP SDP.
– Jak nie możemy zmienić przepisów róbmy monitoring, pomagajmy sobie nawzajem, aby system nas nie zmielił – dodała.
Jolanta Hajdasz wyraziła nadzieję, że poruszane na konferencji patologie w polskim systemie medialnym trafią do światowych raportów wolności mediów. – Stanowią one przeciwwagę do tych nieraz wydumanych przypadków, które są opisywane z taką skrupulatnością przez te organizacje europejskie, że aż przykro, iż ktoś się daje na to nabierać – powiedziała szefowa CMWP SDP.
ODCINEK 6. Z Jolantą Danak-Gajdą, laureatką prestiżowej Nagrody im. Oskara Kolberga, wieloletnia dziennikarką Radia Rzeszów, rozmawia Andrzej Klimczak.
„SDP Cafe – podaj dalej…” to organizowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl spotkań z dziennikarzami-twórcami kultury, w których gość w następnych odcinkach może stać się gospodarzem i zaprosić na rozmowę kolejną osobę.
ODCINEK 5. Z Andrzejem Klimczakiem, redaktorem naczelnym „Forum Dziennikarzy, rozmawia reżyser Piotr Zarębski.
„SDP Cafe – podaj dalej…” to organizowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl spotkań z dziennikarzami-twórcami kultury, w których gość w następnych odcinkach może stać się gospodarzem i zaprosić na rozmowę kolejną osobę.
Wydawać by się mogło, że wynik niedawnego sondażu CBOS na temat rynku mediów powinien nastrajać optymistycznie. Czy faktycznie jest powód do zadowolenia? Zależy dla kogo.
Polska Agencja Prasowa (a za nią inne media) podała, iż zdaniem 65 proc. Polaków media w Polsce są pluralistyczne. Tak ma wynikać z sierpniowego sondażu CBOS. Przeciwnego zdania jest 17 proc. badanych.
Dużo koncepcji
Z tak sformułowanej wiadomości wieje optymizmem. Problem w tym, że może być ona myląca. Kluczem jest rozumienie przymiotnika „pluralistyczne” w odniesieniu do mediów. Od tego zależy, czy większość badanych ma rację, czy też tkwi w błędzie, a przynajmniej w złudzeniu.
Jak złożony jest problem rozumienia pluralizmu w sferze mediów można się przekonać np. czytając dostępny w internecie artykuł prof. Tadeusza Kowalskiego zatytułowany „Koncepcje pluralizmu mediów i polityki mediowej w warunkach rozwoju platform cyfrowych”. Został on opublikowany w roku 2017 w drugim numerze „Studiów medioznawczych”. Sprawa naprawdę nie jest prosta.
Konieczne wydaje się więc dokonanie pewnego uproszczenia. Spośród licznych koncepcji pluralizmu mediów sięgnijmy tylko po dwie – pluralizmu zewnętrznego i pluralizmu wewnętrznego.
Zewnętrzny i wewnętrzny
Według prof. Kowalskiego idea pluralizmu zewnętrznego (intermediowego) za punkt wyjścia przyjmuje istnienie wielości niezależnych i autonomicznych mediów i ich właścicieli, różniących się oferowaną zawartością (tematami, skupieniem na typie zawartości lub określonym punkcie widzenia). „Kontrola własności, produkcji, wykonawstwa i dystrybucji znajduje się w wielu centrach dyspozycyjnych” – wyjaśnia autor artykułu.
Natomiast pluralizm wewnętrzny (intramediowy) to – jak tłumaczy prof. Kowalski – różnorodność zawartości, usług oraz źródeł ich pochodzenia w ramach danej jednostki mediów, w rezultacie oferującej szerokie spektrum opinii, punktów widzenia, reprezentujących i wartościujących zagadnienia społeczne, etniczne, polityczne i kulturowe. Autor dodaje, że koncepcja pluralizmu wewnętrznego stanowi jeden z istotnych elementów praktycznej realizacji idei mediów publicznych. Można od razu postawić pytanie, czy nie powinna się również odnosić do wszystkich pozostałych mediów. O ile mają być środkiem i miejscem międzyludzkiej komunikacji, a nie narzędziami skutecznej, zwłaszcza ideologicznej, propagandy.
Bańka dla każdego
Nawet pobieżny rzut oka na funkcjonujące w Polsce media pozwala stwierdzić, że wciąż mamy do czynienia z ich pluralizmem w wersji zewnętrznej. Nadal jest wielu właścicieli i dysponentów mediów, choć zdaniem niektórych następują pod tym względem niekorzystne i niepożądane zmiany. Mamy wielość i różnorodność mediów identyfikowanych i identyfikujących się z rozmaitymi poglądami i ideologiami. Wśród dostępnych na rynku mediów niemal każdy może znaleźć takie, które prezentują bliskie mu treści w preferowany przez niego sposób.
Używając modnego dziś słowa, trzeba stwierdzić, że mamy duży pluralizm komunikacyjnych „baniek”. Tendencja do tworzenia tzw. mediów tożsamościowych tę sytuację petryfikuje. Media utwierdzają swoich odbiorców, że na tym właśnie polega ich pluralizm. Na tym, że każdy może znaleźć „swoje” i ograniczyć się do korzystania jedynie z nich.
Bez możliwości dialogu
Tak pojmowany pluralizm nie służy prawdzie. Nie prowadzi do jej poszukiwania. Nawet nie umożliwia jej szukania. Powoduje, że zamiast jednej, obiektywnej prawdy, pojawia się wiele subiektywnych „prawd”, które tworzone mogą być dowolnie, według aktualnego zapotrzebowania. Tak realizowany pluralizm zamyka poszczególnych odbiorców w konkretnej wizji świata, uniemożliwiając poznanie nie tylko innych spojrzeń, ale przede wszystkim świata rzeczywistego. To pluralizm nie tyle mediów, co pluralizm propagandowych narracji.
Taki pluralizm nie dopuszcza do spotkania ludzi, którzy inaczej postrzegają rzeczywistość. Zmusza do przyjęcia i podporządkowania swojego życia jednej, przedstawianej jako jedynie słuszna i autentyczna, wersji świata. Tak kształtowany pluralizm wyklucza możliwość dialogu międzyludzkiego. Promuje wrogość, pogardę, odczłowieczanie każdego, kto nie znajduje się w tej samej „bańce”. Takie rozumienie pluralizmu w mediach faktycznie nie dopuszcza różnorodności, odmienności, wielości. To pluralizm monopoli ideologicznych, zawłaszczania ludzi, traktowania ich jak towar.
Wymierne korzyści
A co z pluralizmem wewnętrznym? Jeśli jeszcze w niektórych dostępnych Polakom mediach istnieje, to ma charakter szczątkowy. Nie dotyczy poziomu przyjętej w nich narracji. Jeśli dopuszczane są czasami odmienne punkty widzenia, to nie jako równoprawna alternatywa, ale jedynie sposób na umocnienie i podbudowanie własnej wersji „prawdy”.
Problem w tym, że właścicielom i dysponentom mediów na rękę jest jedynie pluralizm zewnętrzny. Są oni zainteresowani wspieraniem go i podejmują wiele działań w tym kierunku. Pluralizm wewnętrzny nie przekłada się na korzyści ani polityczne, ani ekonomiczne. Wręcz przeciwnie, może być dla tych zysków zagrożeniem, ponieważ nie ma gwarancji, że spotkanie z odmiennością, różnorodnością, nie skłoni dotychczasowych odbiorców do zmiany poglądów. Świat pozamykany w „bańkach” przynosi wymierne dochody także właścicielom mediów społecznościowych (choć może się wydawać, że to one właśnie mogłyby być przestrzenią komunikacyjnego spotkania i rozmowy). Więc również tutaj w cenie jest pluralizm zewnętrzny, a nie wewnętrzny. Umacniają go mechanizmy i algorytmy, podsuwając propozycje znajomych o podobnych poglądach i treści, z którymi będzie nam łatwo się utożsamić.
Przytoczony na wstępie wynik sondażu jest powodem raczej do smutku niż do zadowolenia. Oznacza, że Polacy w swej większości już się przyzwyczaili do istnienia niemal wyłącznie pluralizmu zewnętrznego i zadomowili w świecie medialnych „baniek”. Szanse na jakąś poważną rozmowę mimo różnic w tym kontekście wydają się nikłe.
Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ) wezwała rząd Chin do uwolnienia dziennikarki obywatelskiej Zhang Zhan. W związku z długotrwałym strajkiem głodowym prowadzonym w proteście przeciwko bezpodstawnemu uwięzieniu, stan jej zdrowia pogorszył się na tyle, że wymaga opieki lekarskiej poza więzieniem.
W lutym 2020 roku Zhang Zhan zamieściła na YouTube dziesiątki materiałów wideo z objętego ścisłym lockdownem Wuhan. Dziennikarka trafiła do aresztu w maju 2020 roku, a w grudniu skazano ją na cztery lata więzienia za „podżeganie do kłótni i sianie zamętu”.
31 lipca Zhang Zhan, ważąc mniej niż 40 kilogramów, trafiła do szpitala – taką informację zamieściła w mediach społecznościowych jej matka. Władze chińskie poinformowały rodzinę o pogarszającym się stanie zdrowia dziennikarki i wyraziły zgodę na odwiedziny w więzieniu. Po tym jak rodzina dotarła do Szanghaju odwiedziny zostały zamienione na rozmowę przez telefon.
Jane Wang, aktywistka Humanitarian China, poinformowala że szpitale w chińskich więzieniach są na ogół słabo wyposażone. Z kolei przyjaciółka rodziny Zhang powiedziała w wywiadzie dla Radia Free Asia, że uwięziona dziennikarka cierpi na wrzody żołądka i refluksowe zapalenie przełyku. Matka Zhang obawia się, że z powodu niedożywienia funkcjonowanie narządów może ulec zaburzeniu.
„Sprawa Zhang Zhan należy do kategorii spraw niecierpiących zwłoki i wymaga natychmiastowej uwagi rządu chińskiego. IFJ wzywa władze Chin do uwolnienia Zhang, tak by mogła ona korzystać z opieki medycznej i kontynuować bez przeszkód swoją pracę. Mętne i ogólnikowe oskarżenia wobec dziennikarzy w istocie delegitymizują chiński system prawny. Sprawa Zhang Zhan jasno pokazuje, że Chiny powinny pilnie zreformować przepisy dotyczące wolności prasy” – ogłosiła Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy.
Być może klucz do oryginalności i sukcesu leży w formatach, których dziś w telewizjach informacyjno-publicystycznych nie ma, a są w internecie.
Portal wirtualnemedia.pl podsumował, że od września w Polsce będzie aż 10 stacji telewizyjnych o profilu informacyjnym. Tak się stanie po tym, jak ruszył kanał Wydarzenia24, zastępujący skasowaną Superstację, a we wrześniu ma zacząć nadawać News24 Jana Dworaka, oparty na współpracy z samorządami. Eksperci kwestionują możliwość wsparcia przez rynek (a więc reklamy, ewentualnie abonentów) takiej liczby telewizji informacyjnych, nawet jeśli część z nich (te formalnie publiczne) mają innego rodzaju zasilanie. Owszem, nie zawsze ten czynnik decyduje, bo w grze są również innego rodzaju względy (np. rebranding Polsatu) – jednak ta sytuacja, stawiająca polski rynek medialny pod tym względem na drugim miejscu w Europie po Ukrainie (15 kanałów), prowokuje innego rodzaju pytanie: czy jest jeszcze w Polsce luka na jakikolwiek kanał publicystyczno-informacyjny, którą dałoby się wykorzystać i z sukcesem zapełnić? Nawet niekoniecznie w skali największych telewizji, ale w takiej, która zapewniłaby dobre miejsce na rynku i pieniądze.
Nie mając dostępu do dużych narzędzi analizy rynku trudno pokazać coś więcej niż publicystyczną spekulację, a jednak nawet takie rozważania mogą być ciekawe. Pierwsza bowiem myśl, jaka się pojawia, jest taka, że owszem, są może nawet dwie słabo zapełnione luki. Po pierwsze – miejsce, które konfrontowałoby ze sobą naprawdę różne opinie i tym odróżniałoby się od większości kanałów tego typu, gdzie jednak linia polityczna jest wyczuwalna. Mogłoby to być coś takiego jak obecny Salon24 po przejęciu przez Sławomira Jastrzębowskiego, który postawił na generowanie zainteresowania właśnie poprzez maksymalne zróżnicowanie opinii. Mówiąc obrazowo i w uproszczeniu – kanał, w ramach którego swoje autorskie programy mieliby i Jacek Żakowski, i Rafał Ziemkiewicz, a może nawet mieliby program wspólny. Tyle że to czysta teoria, bo w realnej rzeczywistości bardzo głębokich podziałów zgromadzenie w jednym miejscu tak skonfliktowanych osób wydaje się niemożliwe. A tylko to byłoby ciekawe.
Drugie to informacja ekspercka. Na nią zapotrzebowanie jest – nawet jeśli nie bardzo szerokie, to jednak wyraźne. Programy, w których politycy albo publicyści przekrzykują się doskonale już znanymi frazesami może wciąż dobrze się oglądają, ale spora grupa odbiorców jest nimi znudzona. To ci, którzy wciąż nie poddają się postpolitycznej metodzie na robienie polityki na emocjach i oczekują pogłębionej analizy, a jeżeli już ma być konfrontacyjnie, to musi to być konfrontacja dobrze udokumentowanych opinii i twardych faktów. Ci szukają inspiracji na portalach Klubu Jagiellońskiego, Nowej Konfederacji, Biznes Alertu. Nikt dotąd nie spróbował zbudować na takim podejściu kanału publicystyczno-informacyjnego od podstaw, choć częściowo według tej koncepcji funkcjonuje TVN24 Biznes i Świat.
Druga myśl to ta, że sprawa nie jest jednak taka prosta. Stworzenie stacji publicystycznej jest stosunkowo łatwe, publicystyczno-informacyjnej już nie. W obu przypadkach natomiast groźny jest paździerz, czyli wrażenie, że widz nie ma do czynienia z profesjonalnym produktem, ale prymitywnym, robionym po taniości programikiem, gdzie co chwila widać dziury. Czasem dosłownie, jeśli tzw. kluczowanie tła na green boksie jest słabej jakości. O ile łatwiej jest tego wrażenia uniknąć, jeżeli robi się stację opartą na rozmowach i autorskich programach, to już znacznie trudniej, gdy chce się do tego włączyć informacje. Tam trzeba mieć odpowiednią liczbę ekip reporterskich, dostęp do zewnętrznych serwisów i duże zaplecze techniczne. Inna sprawa, że sprzęt pozwalający na rejestrację, a nawet transmisję w przyzwoitej jakości jest dziś względnie dostępny i tani. Wciąż jednak stworzenie stacji publicystycznej z własnymi informacjami, a już szczególnie z własnym poważnym serwisem informacyjnym, jest bardzo trudne i kosztowne.
To, co jest na rynku i co być ma, wciąż wydaje się krążyć wokół idei, można by rzec, stricte telewizyjnej. Nie ma w tym świeżości. Wiadomo, że TVN24, Polsat News i ich bezpośrednie klony będą trwały w tym schemacie i trudno tu oczekiwać czegoś innego. Ale nowi gracze mogliby już spróbować odmiennego podejścia. Być może klucz do oryginalności i sukcesu leży w formatach, których w telewizjach informacyjno-publicystycznych nie ma, a są w internecie. To tam jest miejsce na długie i spokojne rozmowy z ekspertami, by wspomnieć choćby programy z udziałem Jacka Bartosiaka i Bartłomieja Radziejewskiego, rozmowy Rafała Ziemkiewicza na jego kanale z zapraszanymi gośćmi albo prowadzone przeze mnie rozmowy z cyklu „Polska na Serio” na kanale Świat Rolnika. Można spokojnie założyć, że wiele spośród tych programów ma oglądalność większą niż znaczna część bardziej niszowych stacji informacyjnych w niektórych momentach. I to mimo że nie stoi za nimi żadna reklama, a żeby do nich dotrzeć, często trzeba wiedzieć, gdzie szukać, a czasami jeszcze dodatkowo zapłacić. Tam też pojawiają się swoiste fenomeny, jak rozmowy Krzysztofa Stanowskiego na jego Kanale Sportowym w cyklu „Hejt Park”, bynajmniej niezwiązane ze sportem (w każdym razie nie tylko).
Czy takie formaty dałoby się przenieść do „normalnej” telewizji? Pewności nie mam, być może tam straciłyby sporo ze swojej specyfiki. Na pewno oparta na nich telewizja nie mogłaby podlegać klasycznym regułom – na przykład sztywnej ramówce. Ale nie mam wątpliwości, że mogłaby powstać. Tyle że wymagałoby to kilku czynników, które chyba dziś zajść nie mogą. Po pierwsze – niezależnych od władzy inwestorów z przyzwoitymi pieniędzmi; po drugie – całkowitego zerwania z założeniem, że musi to być przedsięwzięcie jakoś umocowane politycznie, choćby gdy idzie o linię; po trzecie – zaangażowania w nie ludzi myślących już w kategoriach innych niż tradycyjna linearna telewizja. A ci być może wolą pozostać tam, gdzie są, czyli przy internecie.
ODCINEK 3. Z Piotrem Zubkiem, wokalistą, dziennikarzem prowadzącym audycję „Słowem, piosenka” w Radiu dla Ciebie, rozmawia Joanna Rawik.
„SDP Cafe – podaj dalej…” to organizowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl spotkań z dziennikarzami-twórcami kultury, w których gość w następnych odcinkach może stać się gospodarzem i zaprosić na rozmowę kolejną osobę.