KRRiT apeluje o rzetelne informowanie o powodzi. „Niedopuszczalne jest też jakiekolwiek dzielenie mediów”

W związku z tragedią powodzi, która dotknęła część Polski, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zaapelowała do mediów o rzetelne i wiarygodne informowanie o tym wydarzeniu. Skrytykowała też niewpuszczenie dziennikarzy Telewizji Republika na konferencję premiera oraz posiedzenie sztabu kryzysowego na terenie kataklizmu i złożyła w tej sprawie wniosek do prokuratury.  

W apelu podpisanym przez przewodniczącego KRRiT Maciej Świrskiego wezwano do rzetelnego i obiektywnego przekazywania informacji, gdyż tylko wówczas spełniać one będą zadania związane z niesieniem skutecznej pomocy i jej koordynowaniem przez właściwe służby państwowe. Podkreślono też, że media są istotnym elementem propagowania działań i poleceń sztabów antykryzysowych.

„Z tego też względu absolutnie niedopuszczalne jest też jakiekolwiek dzielenie mediów na lepsze i gorsze. Przykładem jest kolejne już niewpuszczenie ekipy dziennikarskiej z Telewizji Republika na dzisiejszą konferencję prasową Prezesa Rady Ministrów oraz posiedzenie sztabu kryzysowego na terenie kataklizmu co w obecnej sytuacji zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców terenów dotkniętych powodzią, ma wymiar  szczególny i spełnia kryteria sprowadzenia powszechnego zagrożenia dla zdrowia i życia obywateli mogących się nie dowiedzieć o zagrożeniach czy np. konieczności ewakuacji, czyli art. 165 § 1 pkt 5 KK („Kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach, działając w inny sposób w okolicznościach szczególnie niebezpiecznych, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”) w zw. z art. 231 § 1 KK w zw. z art. 43 i art. 44 ust. 1 ustawy – prawo prasowe. Informuję, że w tej sprawie składam wniosek do prokuratury o ściganie osób odpowiedzialnych za sprowadzenie takiego zagrożenia” – czytamy w apelu Macieja Świrskiego.

Dalej zapewniono, iż KRRiT „doskonale rozumie, że w obecnej sytuacji wielu nadawców, spełniając dodatkowe obowiązki informacyjne, musiało zawiesić realizację niektórych warunków programowych i dostosować swoje programy do bieżących wyzwań”. Te okoliczności będą uwzględnione w procesie oceny realizacji zobowiązań koncesyjnych oraz programowych. Rada ma także wystąpić do Poczty Polskiej o przedłużenie procesu ściągania należności abonamentowych, jak również rozpatrzyć wnioski poszkodowanych powodzią odbiorców o umorzenie opłat abonamentowych.

opr. jka, źródło: KRRiT

 

Manipulacje portalu gazeta.pl na temat zbiórki CMWP SDP dla red. Sebastiana Morynia

11 września br. na portalu gazeta.pl ukazał się artykuł pt. „Sąd go skazał, a TV Republika zwolniła. Trwa zbiórka: „Jest jedynym żywicielem”, w którym napisano, iż  cyt. Telewizja Republika zwolniła wicenaczelnego Sebastiana Morynia, który w 2019 roku opublikował na stronie stacji artykuły zniesławiające ruch Obywateli RP”. 

Jest to nieprawda. Redaktor Sebastian Moryń pracuje w TV Republika,  a materiały jego autorstwa ukazują się na portalu tej stacji praktycznie  codziennie. Specjalne oświadczenie w tej sprawie ukazało się na portalu tvrepublika.pl , w przesłanym do CMWP SDP stanowisku potwierdził to także red. Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny TV Republika , a także osobiście red. Sebastian Moryń.  Prowadzona przez CMWP SDP zbiórka pieniędzy na wsparcie dla red. Sebastiana Morynia i jego rodziny została już zakończona, bo udało się zebrać zakładaną kwotę – 69 999 zł.  Zgodnie z opublikowaną 31 sierpnia informacją CMWP SDP potwierdzamy także, iż  na portalu zrzutka.pl udało się zebrać ponad 40 tys. zł. W dniu publikacji komunikatu, na trzy dni przed końcem zbiórki było to dokładnie 40 015 zł, w dniu zakończenia zbiórki (5 września 2024) była to kwota 40 425 zł.  Jak poinformowaliśmy, pozostałą część ( 30 tys. zł) przekazał anonimowo jeden darczyńca bezpośrednio Sebastianowi Moryniowi i jego rodzinie. Potwierdzam, iż tym anonimowym darczyńcą jest Fundacja Niezależne Media. Wszystkie zebrane środki i ich szczegółowe rozliczenie zostaną przekazane red. Sebastianowi Moryniowi 17 września podczas konferencji CMWP SDP pt. „W obronie dziennikarzy i wolności słowa „, co wspólnie zostało przez nas  zaplanowane kilka  tygodni temu.

Przed opublikowaniem artykułu ” Sąd go skazał, a TV Republika zwolniła” nikt z redakcji portalu gazeta.pl nie kontaktował się z CMWP SDP, ani z red. Sebastianem  Moryniem, ani z kierownictwem TV Republika.

Link do oświadczenia TV Republika TUTAJ.

Informacje CMWP SDP o zbiórce dla red. Sebastiana Morynia TUTAJ.

Bardzo smutny felieton CEZAREGO KRYSZTOPY: Kuleba postawił kropkę nad i

Robiłem co mogłem, w ramach swoich skromnych możliwości i podczas Pomarańczowej Rewolucji i podczas Majdanu, grafiki, teksty, demonstracje. Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, jak wielu innych Polaków, udostępniliśmy uciekającym przed wojną Ukrainkom mieszkanie po Babci.

Pamiętam jak płakały kiedy powiedziałem im po rosyjsku, ukraińskiego nie znam – Nie ispugajties, wy doma – sam się prawie popłakałem. Pamiętam jak jeździliśmy z Synami po warszawskich dworcach karmiąc uchodźców z Ukrainy. I wiecie co? Wcale tego nie żałuję, zrobiłbym to jeszcze raz.

Polska pomoc, ukraińska niewdzięczność

Dopiero ostatnio dowiadujemy się więcej na temat skali pomocy Ukrainie ze strony państwa polskiego, od ekspertów słyszę, że mogliśmy oddać nawet 40% własnego uzbrojenia. A pieniądze, generatory, starlinki, zapewnienie logistyki i wiele, wiele innych rzeczy? Być może ktoś to kiedyś policzy, a być może już się nie da. Podobnie jak wielu innych uważam, ze to trzeba było zrobić, nie dla Ukrainy nawet, tylko dla Polski. Inna sprawa czy nie przekroczyliśmy krytycznego uszczuplenia własnych zasobów. A jeszcze inna to to, że z niezrozumiałych dla mnie powodów, rząd Morawieckiego nie brał pokwitowań za to co w naszym imieniu na Ukrainę wysyłał.

W efekcie, kiedy tylko Polsce skończyły się pieniądze i czołgi do oddania, na arenę powróciły Niemcy, które jeszcze niedawno, jako „sojusznik strategiczny” Ukrainy uważały, że „nie warto jej pomagać”. No, ale skoro ich wielikij drug Władimir nie dał rady Ukrainy zatłuc, to trzeba się było odnaleźć w nowej sytuacji. A żaden Polak nie da Ukraińcowi tyle, ile Niemiec obieca. No więc Zełenski kopnął Polaków w tyłek wykorzystując jako pretekst obronę polskiego rolnictwa i poleciał w te pędy do Berlina, przy okazji mocno przyczyniając się do upadku rządu PiS, który tyle mu bez pokwitowania dał. Razem z Ukrainą (nie w formie państwa, to była bzdura na kółkach, w formie jakiegoś sojuszu) mogliśmy stanowić jakiś w miarę samodzielny środek ciężkości w Europie środkowej i wschodniej. Ukraińcy oddali to za paciorki. Teraz, po ofensywie kurskiej, obrażeni Niemcy zapowiadają zatrzymanie nawet dostaw paciorków.

Kuleba na parteitagu

I po tym wszystkim do Polski przyjeżdża ukraiński MSZ Dmytro Kułeba, który na partyjnym, jebaćpisowym parteitagu nowej, proniemieckiej partii rządzącej, zestawia Rzeź Wołyńską z Akcję Wisła, czyli brutalne zarżnięcie stu tysięcy niewinnych Polaków z dokonanymi przez komunistów wysiedleniami Ukraińców po wojnie. Mało tego, twierdzi, że „zostali wysiedleni z terenów ukraińskich”, a tak w ogóle, to „po co wracać do przeszłości”.

Można powiedzieć, że Dmytro Kuleba na Campusie Polska pokazał, że nie chodzi na nim o „je.anie PiS”, to taka bardziej lekkostrawna wersja light, na finansowanym z niemieckich pieniędzy Campusie Polska chodzi o „je.anie Polski”.

A zwracając się już bezpośrednio do ukraińskiego MSZ, jeśli Polska po latach wspomagania Ukrainy daleko idącym własnym kosztem, ciągle na ekshumacje brutalnie zamordowanych przez Ukraińców Polaków „nie zasłużyła”, niemieckie obietnice ciągle Was bawią, a Pan nie umie uszanować pamięci stu tysięcy polskich ofiar, to Ukraińców i Pana wybór, a także obciążenie Waszych sumień. Ale korzystając z estetyki imprezy, na której było Panu tak dobrze, proszę „czym prędzej opuścić terytorium Polski”, nie wracać, a po MIGi, o których wspominał Pana pryncypał, udać się do Niemiec.

CEZARY KRYSZTOPA: „Silni razem” zrobili swoje, „Silni razem” mogą odejść

Ci, którzy są aktywni w sieci, szczególnie na platformie „X” (wcześniej „Twitter”) zauważyli na pewno spadek aktywności tzw. „Silnych razem”. Internetowej bojówki znanej z ataków nie tylko, a nawet nie głównie na politycznych przeciwników, ale przede wszystkim na tych, którzy ośmielili się wystąpić choćby na centymetr przeciwko doktrynie, której strażnikiem uczyniono Romana Giertycha.

Dziś mało kto się do ojcostwa i matkostwa „Silnych razem” przyznaje, ale choć pamięć mam słabą, to wujek Gugiel podpowiada mi zdjęcia posła Platformy Obywatelskiej Arkadiusza Myrchy, czy posła Platformy Obywatelskiej Krzysztofa Brejzy reklamujących się na tle furgonetki oklejonej hasztagiem #SilniRazem. Podpowiada zdjęcie Pana kiepsko wykształconego posła Koalicji Obywatelskiej Mieszkowskiego, który uczestniczył w akcji wspierającej „Silnych Razem” bodaj we Wrocławiu. A więcej nie chce mi się szukać. Koalicja Obywatelska reklamowała nawet telefon, pod który trzeba było dzwonić jeśli chciało się zostać „Silnym razem”, ciągle można go znaleźć w sieci.

Kilka teorii

No dobrze, ale dlaczego od kilku tygodni, tak wcześniej aktywni i skuteczni w promowaniu hasztagów na „X” „Silni razem” nie są zauważalni w trendach? Otóż jest kilka teorii.

Jedna głosi, że to cisza przed burzą. Są wakacje, czas flauty, ale internetowe bojówki Romana Giertycha przygotowują się do akcji na początku jesieni. To wtedy może się zdecydować sprawa ewentualnego pozbawienia Prawa i Sprawiedliwości państwowej dotacji przez PKW. A właściwie, podobno, sprawa jest już zdecydowana i bonzowie PKW oczekują tylko od Rympałków Tuska dającej im jakie takie poczucie bezpieczeństwa, podkładki. Osłona ogłoszenia tak kuriozalnej decyzji może się wtedy rzeczywiście w mediach społecznościowych przydać.

Inna teoria głosi, że „Silni razem” nie tylko nie są już z całym swoim szurstwem potrzebni, ale wręcz szkodzą „rewolucji” (znany mechanizm „zjadania dzieci”). A to zaszczekają na „zaprzyjaźnionych dziennikarzy”, a to nawet Nitrasa poszarpią… A tutaj za pasem wybory prezydenckie, które działają zupełnie inaczej niż parlamentarne. Tu trzeba różne środowiska łączyć, do różnych się odwoływać, „politykę miłości” znowu prowadzić. Polaryzacyjną wściekliznę „Silnych razem” trudno tu uznać za wartość dodaną. Być może dlatego właśnie sepsowy zapiewajło dał sygnał do pozostawienia twitterowych berserkerów na polu bitwy.

Rachunki przyszły

Nie wykluczając żadnej z powyższych, mam jednak trzecią teorię, którą pozwolę sobie uznać za równie prawdopodobną. Otóż, wierzę głęboko, że istnieje w Polsce niemała grupa ludzi (nie nazywam ich „Polakami”, bo nie wiem czy bym ich nie obraził), którzy są gotowi żyć w biednym i eksploatowanym przez innych kraju, płacić wysokie rachunki, mało zarabiać i oddawać przyszłość swoich dzieci w zamian za poklepywanie po plecach, byle tylko Kaczyńskiemu zrobić na złość. Tak ich zaprogramowano.

Ale nawet oni mają jakieś ludzkie potrzeby, a być może nawet potrafią liczyć. No i właśnie rachunki przyszły, a my jesteśmy świadkami skutków pewnego dysonansu poznawczego.

Zbieramy na apelację dla red. Mateusza Teski skazanego z art. 212 kk! W obronie dziennikarza występowało CMWP SDP

Jeszcze tylko 2 dni!  CMWP SDP wspiera zbiórkę pieniędzy  na apelację dla red. Mateusza Teski, dziennikarza Magazynu Anity Gargas, skazanego w procesie karnym na ograniczenie wolności za zadanie pytania rzecznikowi nt. jednej z sędziów. 

Dziennikarz Magazynu Anity Gargas Mateusz Teska został 18 lipca br. skazany na 2 miesiące ograniczenia wolności, z obowiązkiem nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 40 godzin miesięcznie, przeproszenie oskarżycielki i zwrot kosztów procesu. Skazano go tylko dlatego, że skierował pytania za pośrednictwem rzecznika prasowego do władz jednej z instytucji! Pytania dotyczyły pewnej sędzi w stanie spoczynku. I to właśnie ta sędzia wytoczyła dziennikarzowi proces karny z art. 212 kk.  Wyrażamy głębokie zaniepokojenie skazaniem naszego kolegi za wykonywanie zawodowych obowiązków. Pozyskiwanie informacji z wielu źródeł to fundamentalny element wolności prasy i prawa do informacji. Dziennikarstwo jest bowiem filarem demokratycznego społeczeństwa, gwarantującym obywatelom dostęp do prawdziwych i rzetelnych informacji  – napisała Anita Gargas w imieniu swoim i całego swojego zespołu na ich oficjalnym profilu na platformie X (dawny Twitter) apelując o wpłaty na pokrycie kosztów złożenia apelacji w tym procesie.

Magazyn Anity Gargas to niezależny program dostępny wyłącznie na YouTube. Dziennikarze apelują  o wsparcie kolegi i solidarność w tej sprawie. Wolność prasy jest zagwarantowana nie tylko przez Konstytucję, ale i międzynarodowe konwencje, takie jak Europejska Konwencja Praw Człowieka. Powinniśmy wspólnie dążyć do jej ochrony – pisze Anita Gargas.

Wyrok nie jest prawomocny. Chcemy walczyć dalej i zebrać pieniądze na apelację! Nie możemy się zgodzić z tym, by pozyskiwanie informacji przy pomocy rzecznika prasowego było karalne – czytamy  w opisie zbiórki na portalu zrzutka.pl .

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo i jednoznacznie zaprotestowało  przeciwko skazaniu dziennikarza zaraz po ogłoszeniu wyroku I instancji. Skazanie red. Mateusza Teski w trybie karnym z art. 212 kk jest w ocenie  CMWP SDP naruszeniem zasady wolności słowa demokratycznego państwa, bulwersującym tym bardziej, iż przyczyna skazania stało się skierowanie pytania do rzecznika prasowego jednej z instytucji.  Jest to próba zastraszania dziennikarzy i próba wprowadzenia zakazanej przez Konstytucję RP cenzury prewencyjnej poprzez eliminowanie z przestrzeni publicznej niewygodnych dla niektórych środowisk i osób materiałów  dziennikarskich – napisała Jolanta Hajdasz w proteście CMWP SDP przeciwko temu skazujacemu wyrokowi.  Mateusz Teska to stały współpracownik Magazynu Anity Gargas, wielokrotnie nagradzany w konkursach dziennikarskich SDP oraz Wielkopolskiego i Lubuskiego Oddziału SDP.

Link do zrzutki TUTAJ.

Protest CMWP przeciwko skazaniu red. Mateusza Teski TUTAJ.

Wrześniowe spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP. Gościem Mariusz Pilis

Pierwsze po wakacjach spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP odbędzie się w środę, 4 września 2024 r., o godz. 18.00  jak zwykle w Domu Dziennikarza, przy ulicy Foksal 3/5 w Warszawie. Będzie miało tym razem charakter filmowy, gdyż zaproszenie przyjął znany dziennikarz, reżyser, scenarzysta i producent filmowy Mariusz Arkadiusz Pilis z Krakowa, który zaprezentuje swój najnowszy głośny już film „Historia jednej zbrodni” (2023).

Serdecznie zapraszam na to wydarzenie z niezwykłym twórcą!

Teresa Kaczorowska,

przewodnicząca Klubu Publicystyki Kulturalnej


Mariusz Arkadiusz Pilis – reżyser, scenarzysta filmowy, dziennikarz i korespondent wojenny, autor filmów dokumentalnych oraz dwóch książek: „List z Polski” (współautor – Artur Dmochowski), „Upadek Rzeczypospolitej”. Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (członek ZG SDP).

Urodził się w Zawierciu, gdzie  ukończył Technikum Hutnicze im. St. Staszica (1987). W latach 1987–1992 studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim, angażując się czynnie w działalność opozycji antykomunistycznej – w latach 1987-1989 członek NZS i Komisji Uczelnianej NZS Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Współpracownik kilku telewizji, m.in. TVPTVN, duńskiej TV2, holenderskiej VPRO oraz brytyjskich BBC i Channel 4. Pracował jako korespondent TVP na Ukrainie.

Pomysłodawca i pierwszy dyrektor TVP Info. Od stycznia do września 2016 r. był dyrektorem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. W 2017 r. tworzył w PAP jako redaktor naczelny, Redakcję Opinii i Komentarzy. W latach 2018-2019 – współtwórca i lider projektu INFO WILNO – Polskiej Telewizji Lokalnej dla Polaków na Wileńszczyźnie, projektu rządu RP, który przyjął później nazwę TVP WILNO.

Autor kilkudziesięciu filmów dokumentalnych (tworzy je od 1995 r., wiele sam wyprodukował), m.in. o Kaukazie, Rosji, Azji Środkowej i Bliskim Wschodzie, w tym autor filmu dokumentalnego „List z Polski” ukazującego międzynarodowe tło katastrofy smoleńskiej (film powstał na zamówienie holenderskiej telewizji publicznej VPRO, gdzie został wyemitowany w październiku 2010 r.).  Był to pierwszy polski dokument o Katastrofie Smoleńskiej, nigdy nie miał premiery w Polsce, ale za to w Internecie ponad 4 miliony odsłon. Na podstawie wywiadów przeprowadzonych na potrzeby filmu powstała jego książka „List z Polski”.

Innym filmem Pilisa, który nigdy nie doczekał się premiery telewizyjnej w Polsce, a w Internecie miał ponad 1,5 miliona odsłon, jest „Bunt Stadionów”. Powstał on w marcu 2013 r. i opowiada o środowisku kibiców piłkarskich w Polsce i buncie młodego pokolenia oraz jego wpływie na sytuację polityczną i społeczną w kraju. W 2014 r. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich nagrodziło ten film i reżysera I Nagrodą im. Stefana Żeromskiego za najlepszy film dokumentalny o problematyce społecznej].

Mariusz Pilis to laureat wielu innych nagród, m.in. Nagrody im. Janusza Krupskiego na XII Międzynarodowym Festiwalu Filmowym NNW (za film „Sprawiedliwość”, 2020); Głównej Nagrody „Korzenie” V Międzynarodowego Festiwalu Telewizyjnych Filmów i Programów Etnicznych „U siebie – At Home”(za film „Cena prawdy”, 2001); kilku nagród przyznawanych przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, w tym Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP (za film „Sprawiedliwość”, 2020) i ostatnio Nagrody im. Janusza Kurtyki „Historia jednej zbrodni” (2024).

W 2018 r. dokument Pilisa „Teraz i w godzinę śmierci” został nominowany w kategorii „najlepszy film”, do prestiżowej nagrody na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Katolickich „Mirabile Dictu” – nazywanym katolickim Oscarem

Od 2017 r. Mariusz A. Pilis jest członkiem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W 2020 r. został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi.


Filmografia Mariusza Arkadiusza Pilisa:

  • Allah Akbar znaczy Bóg jest wielki (debiut reżyserski) (1995) (Czeczenia) – reżyseria i scenariusz
  • …albo śmierć (1996) (Czeczenia) – reżyseria i scenariusz
  • Pocztówka z Samaszek (1996) (Czeczenia) – reżyseria
  • Cena prawdy (2001) (Kaukaz, Czeczenia) – reżyseria i scenariusz, producent
  • Wesele w kołchozie „Komunizm” (2002) (Tadżykistan) – reżyseria i scenariusz, producent
  • Gruzja – zabić prezydenta (2002) (Gruzja) – reżyseria i scenariusz, producent
  • Barbarzyńcy (2002) (Afganistan, Pakistan, Katar, Azerbejdżan, Gruzja) – reżyseria i scenariusz
  • Gorbaczow w Szwajcarii (2002) (Kirgistan) – reżyseria i scenariusz
  • Urodziny Prezydenta (2002) (Azerbejdżan) – reżyseria i scenariusz
  • Gra w Irak cz.1 i cz.2 (2003) – reżyseria i scenariusz
  • The Smell of Paradise (Zapach raju) (2004) – reżyseria i scenariusz, producent
  • Sen (2004) (Czeczenia) – reżyseria i scenariusz
  • Dzień zwycięstwa (2005) (Czeczenia) – reżyseria i scenariusz, producent
  • Dżihad – cztery odcinki (2005) reżyseria i scenariusz, producent
  • Chechnya – The Dirty War (Czeczenia – brudna wojna) (2005) – reżyseria i scenariusz, producent
  • Exit Afghanistan („Wyjść z Afganistanu”) (2010) – reżyseria i scenariusz, producent
  • Brief uit Polen (Listz Polski) (2010) – reżyseria i scenariusz, producent
  • Futbol i kraty (2012) – reżyseria i scenariusz, producent
  • Bunt stadionów (2013) – reżyseria i scenariusz, producent
  • Teraz i w godzinę śmierci – (2017) – scenariusz i reżyseria, producent
  • Sprawiedliwość (2020) – scenariusz, reżyseria, producent
  • Skrzywdzeni. O Polakach i Żydach (2021) – reżyseria, scenariusz, producent
  • Węgry. Ukryty Płomień (2021) – reżyseria, scenariusz, producent
  • Litwa. W Cieniu Wieży – (2021) – scenariusz, producent
  • Po Co Nam Ten Przekop (2021) – reżyseria, scenariusz, producent
  • Ukraina. Rok Wojny (2022) – scenariusz, reżyseria, producent
  • Biełsat. Misja Wolność – (2023) – reżyseria, scenariusz, produkcja
  • 2021-2023 – seria 36 filmów dokumentalnych „PEŁNY OBRAZ” (tematyka Current Affairs) – producent
  • 2022/23 – Korona Gór Polski – seria telewizyjna

„Historia jednej zbrodni”, reż. Mariusz Pilis – dokumentalny film Mariusza Pilisa to opowieść o bohaterskiej rodzinie Ulmów, ale też przede wszystkim o historii nierozliczonej krzywdy i wypartej pamięci niemieckiej o zbrodniach wojennych.

Gdy w ostatnich miesiącach 1942 r. Józef i Wiktoria Ulmowie przyjmowali pod swój dach żydowską rodzinę Goldmanów, zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie ściągają na siebie i piątkę swoich dzieci: sześcioletniego Stasia, dwa lata młodszą Basię, trzyletniego Władka, dwuletniego Franka oraz roczną Antosię (do których wkrótce dołączyć miała także najmłodsza Marysia). Już latem 1942 r. na terenie powiatu jarosławskiego, w którym leżała ich rodzinna wieś Markowa, w ramach akcji „Reinhardt” miejscowych Żydów wysyłano do obozów zagłady, a nazistowska doktryna obowiązująca w Generalnej Guberni kazała karać śmiercią tych, którzy ukrywali Żydów. A jednak w Markowej, którą przed wojną zamieszkiwało około 120 polskich Żydów, wielu znalazło schronienie u swoich polskich sąsiadów. Ulmowie byli jednymi ze Sprawiedliwych. Na poddaszu swojego domu stworzyli kryjówkę, w której przez długie miesiące mieszkali Goldmanowie (do piątki mężczyzn z czasem dołączyły także ich trzy krewne). Zadenuncjowani przez miejscowego posterunkowego Józef i Wiktoria zostali zabici przez nazistowskich oprawców 24 marca 1944 r.

Uznani za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata Józef i Wiktoria Ulmowie stali się symbolem bezinteresownej pomocy i dowodem na to, że nawet w piekle wojny można było ocalić swoje człowieczeństwo. Ale historia ich morderstwa to nie tylko opowieść o odwadze i dobru przezwyciężającym lęk, ale także opowieść o bezkarności katów, którzy nigdy nie ponieśli konsekwencji swoich zbrodni.

W dokumentalnej „Historii jednej zbrodni” Mariusz Pilis upomina się właśnie o nich. Jego dokument powstawał kilkanaście lat, a na jego potrzeby reżyser odbywał liczne podróże do Markowej, Izraela i do Niemiec, gdzie wciąż żyją (niczego nieświadomi) potomkowie morderców Ulmów i Goldmanów. W „Historii…” autor pieczołowicie rekonstruuje okoliczności zbrodni w Markowej, sięgając przy tym po materiały zebrane w archiwach IPN. Okoliczności zbrodni z Markowej poznajemy dzięki zeznaniom naocznych świadków: czeskiego żandarma, który był wśród zabójców (i jako jedyny został skazany za swoje czyny), woźnicy, który przywiózł Niemców do Markowej i sąsiadów, którzy zadbali o właściwy pochówek ofiar.

„Historia jednej zbrodni”, Scenariusz i reżyseria: Mariusz Pilis. Zdjęcia: Andrzej Jaskowski, Wojciech Jachymiak, Piotr Zborowski, Mariusz Pilis. Montaż: Marcin Dulemba. Dystrybucja: Stowarzyszenie Rafael.

 

SDP ma nowy Statut! Wpisano go do Krajowego Rejestru Sądowego

Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy, XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego 30 lipca 2024 r. wpisał w KRS nowy Statut Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich uchwalony podczas Nadzwyczajnego Zjazdu Statutowego 16 marca 2024 r. w Kazimierzu Dolnym. 

Tym samym Sąd  Rejestrowy nie uznał skargi , jaki na przebieg Zjazdu  złożyły delegatki z Oddziału Warszawskiego  – prezes honorowa SDP Krystyna Mokrosińska, Lidia Oktaba-Ostatek i  Dorota Bogucka.

Postanowienie Sądu jest prawomocne. Nowy Statut obowiązuje od 30 lipca 2024 r. 

Tekst nowego statutu poniżej:

STATUT_16.03.2024 Rej._KRS

 

 

Ataku na AGNIESZKĘ ROMASZEWSKĄ ciąg dalszy: „Nie wyobrażajcie sobie, ze to białoruska telewizja”…

Na profilu FB zwolnionej dyscyplinarnie z TVP i nękanej nieprawdziwymi sugestiami o „winie” za nieprawidłowe zarządzanie sferą informatyczną,  twórczyni TV Biełsat red. Agnieszki Romaszewskiej ukazało się w sobotę wyjaśnienie, które dziennikarka zatytułowała przewrotnie cytując słowa osoby z kierownictwa TVP: „Nie wyobrażajcie sobie, ze to białoruska telewizja”…
Publikujemy wyjaśnienie Agnieszki Romaszewskiej w całości [zaznaczenia od redakcji]: 
„Ostatnio dziennikarz ważnej gazety zapytał mnie czemu obecne „reformy” Biełsatu przeprowadzane przez TVP i MSZ nie podobają się znacznej części zespołu? No i co ja o tych „reformach” sądzę? I to pytanie jest naprawdę kluczowe. W końcu i TVP i MSZ odpowiadając dziś na pytania dziennikarzy podkreślają, że Biełsat dalej będzie istniał, przecież znak towarowy Biełsatu zostanie zachowany, będzie nadawanie po białorusku, oczywiście będzie pełna niezależność redakcyjna ( jasne…), a że Biełsat ma być tylko jedną z redakcji językowych w większej jednostce produkującej i nadającej programy dla zagranicy, która zostanie utworzona na bazie TVP World, to przecież jakie to ma znaczenie… Czyli o co właściwie tu chodzi?
Otóż problem polega na tym, że ta nowa koncepcja uderza w rzecz podstawową i fundamentalną, jaką była FILOZOFIA utworzenia i funkcjonowania kanalu Biełsat i jego misja niemal po dzień dziesiejszy. [Nowa koncepcja Biełsatu – red.] Uderza w to wszystko, co pozwoliło nam za stosunkowo niewielkie pieniądze, zbudować potężne i bardzo profesjonalne narzędzie polskiej soft power.
Biełsat był utworzony na bazie przekonania, że najcenniejsze w polityce międzynarodowej, a już w szczególności w polityce „miekkiej siły” są te sytuacje, gdzie interesy różnych partnerów się nakładają. I tak jest zasadniczym polskim interesem działanie na rzecz wolności ważnego kraju sąsiedzkiego, jakim jest Białoruś, pozyskiwanie białoruskich elit dla świata zachodniego, wspieranie białoruskiego ruchu niepodległościowego, wspomaganie demokratycznie nastawionej opozycji rosyjskiej – robienie wszystkiego tego co osłabia dyktaturę Łukaszenki i Putina.
Takie same były interesy białoruskich niepodległościowo i wolnościowo nastawionych dziennikarzy, a takze dziennikarzy rosyjskich opowiadających się przeciw wojnie i dyktaturze w Rosji. W imię tego właśnie wspólnego interesu Biełsat był POMOCĄ udzielaną białoruskiej opozycji na wzór pomocy jakiej Polsce udzielano przed 89 r. Dlatego Bielsat był w znacznej mierze tworzony nie tylko DLA Białorusinów ale i PRZEZ Białorusinów, dla wspólnej polsko – białoruskiej sprawy.
Następnie w duchu podobnej filozofii tworzyliśmy część rosyjską. To wszystko wiązało sie ze specyficzną kulturą instytucji inkluzywną, gdzie sami pracownicy utożsamiając się z firmą i z jej misją tworzyli swoje miejsce pracy. To właśnie ta cecha spowodowała, ze byliśmy w stanie zbudować za stosunkowo niewielkie pieniądze medium bardzo sprawne i skuteczne. Bo sami zainteresowani budowali je dla siebie i swoich rodaków.
17 ludzi poszło siedzieć na Białorusi za współpracę ze stacją [TV Biełsat – red.] – to nie była zwyczajna praca redakcji białoruskiej TVP…
Gdy teraz słyszę, że Michal Broniatowski mówi by koledzy „przestali sobie wyobrażać, że to jest białoruska telewizja”, gdy w odpowiedzi na pytania o to czemu kolejne kroki i zmiany nie są w ogóle konsultowane z zespołem, odpowiada że to nie Sejm, a w korporacji regulamin ustala zarząd – to ja już wiem, że to co powstanie, to nie ma być Biełsat.
Nie mam nic przeciwko powołaniu POLSKIEJ TV dla zagranicy w rożnych językach, pod warunkiem,ze będą na to wystarczające środki ( a potrzebne są środki bardzo duże), tak żeby przedsięwzięcie nie wyglądało śmiesznie i kompromitująco na tle innych telewizji dla zagranicy. Niemniej jednak to nie będzie Biełsat.
Żadne sekcje językowe polskiej telewizji dla zagranicy, nie bedą miały w najbliższych latach takiego wpływu i takiego oddziaływania, jakie budowała i jakie mogła zwiększać nasza stacja.
Bardzo proszę o udostępnianie tego wyjaśnienia, bo narazie mam niewiele innych sposobów przekazania swojego stanowiska wobec rozpętywanej obecnie przez Onet kampanii oszczerstw i pomówień wobec mnie i moich współpracowników” – napisała w sobotę na swoim profilu FB Agnieszka Romaszewska.

Po 32 latach pracy w Telewizji Polskiej, w tym 17 w Biełsacie, została zwolniona Agnieszka Romaszewska.

 

Agnieszka Romaszewska, dyrektor i założycielka Biełsatu, o zwolnieniu z TVP napisała w marcu br.  na swoim profilu na Facebooku. Zaznaczyła, że pierwotnie zaproponowano jej odejście na własną prośbę i „na niezwykle korzystnych warunkach”.

„Nie zgodziłam się na to. Powiedziano mi też, że budżet stacji ma zostać obcięty o 47% i jest to decyzja MSZ. Stacja ma zostać rozkawałkowana czyli programy rosyjskojęzyczne mają prawdopodobnie przejść docelowo do TVP World . To według mnie wielki błąd i zasadnicze złamanie tworzonej przez lata koncepcji.

Biełsat miał sens i służył Polsce jako stacja skierowana na wschód w obecnej trudnej i wręcz niebezpiecznej sytuacji międzynarodowej” – napisała Agnieszka Romaszewska.

Podkreśliła, że według niej „demolowanie takiego unikalnego dzieła”,  jakim jest Biełsat, „to więcej niż zbrodnia.”

„A co do mnie to nikt mnie nie 'robił’ szefową kanału Bielsat i nikt mnie przekupstwem stamtąd nie wygoni ani nie zamknie mi ust umowami, którymi pozwolę się zakneblować w zamian za ‘złoty spadochron’. Dzieła któremu się poświęciło prawie już 18 lat życia, dobrego dla Polski i jej sąsiadów się nie sprzedaje dla wygody kolejnych jakże przemijających zarządów (?)TVP” – zaznaczyła Agnieszka Romaszewska.

Jak napisano w serwisie internetowym Biełsatu, likwidator TVP Daniel Gorgosz, proponując dyrektor Romaszewskiej rozwiązanie umowy za porozumieniem stron „na bardzo korzystnych warunkach” nie przedstawił zastrzeżeń do jej pracy ani do obecnego funkcjonowania kanału, decyzję uzasadnił potrzebą „nowego otwarcia”.

Budżet Biełsatu ma być obcięty o prawie połowę (TUTAJ),  stanowczy protest w tej sprawie wystosowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP (TUTAJ).

Protest Zarządu Głównego SDP przeciwko zwolnieniu Agnieszki Romaszewskiej TUTAJ.

Komentarz Huberta Bekrychta, redaktora naczelnego portalu sdp.pl TUTAJ.

Ostatecznie w połowie marca br. Romaszewska została zwolniona z TVP dyscyplinarnie.

O pozwie twórczyni Bełsatu przeciwko TVP i jej walce z kierownictwem  telewizji publicznej- poniżej

AGNIESZKA ROMASZEWSKA pozywa Telewizję Polską

Na AGNIESZKĘ ROMASZEWSKĄ trwa nagonka – Likwidator TVP likwiduje TV Biełsat i zdrowy rozsądek + OŚWIADCZENIE

opr. jka, hb/ źródła: Facebook/Agnieszka Romaszewska, belsat.eu

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Powstanie Warszawskie odwetem za zbrodnie

30 lipca 1944 r. z warszawskiego więzienia na Pawiaku wyruszyły ostatnie transporty do niemieckich obozów koncentracyjnych. 1400 więźniów skierowano do KL Gross-Rosen, a 400 osób do Ravensbruck. W pierwszych latach wojny polscy więźniowie – w tym przedstawiciele elity politycznej, intelektualnej i kulturalnej – byli mordowani w Palmirach na obrzeżach Puszczy Kampinoskiej. Takich potajemnych egzekucji między grudniem 1939 r. a lipcem 1941 r. było tam co najmniej 20, pochłonęły ok. 1700 osób. To część zapomnianego Holocaustu Polaków. Holocaustu, na który Polacy odpowiedzieli akcją „Burza” i jej kulminacją, czyli Powstaniem Warszawskim.

Książkę o tytule „Zapomniany Holocaust. Polacy pod okupacją niemiecką 1939-1944” napisał przed laty Richard C. Lukas, amerykański historyk o żydowskich korzeniach. Czytamy w niej: „Gdy 1 września 1939 r. Niemcy hitlerowskie najechały na Polskę, jej mieszkańcy stali się pierwszym narodem w Europie, który doświadczył masowej zagłady”. Za takie słowa Lukas został wyklęty.

Wojna zagłady

Dla myślącego krajana Holokaust Polaków to coś oczywistego, ale tę zagładę zaneguje ktoś, kto nie zna naszej historii bądź ją zna i deprecjonuje (np. J.T. Gross). Tym bardziej że istnieje „Holocaust Industry” („Przedsiębiorstwo Holocaust”), czyli celowe zawyżanie ofiar żydowskiego Holokaustu dla wyciągnięcia dużych pieniędzy od wszystkich, którzy z zagładą Żydów mieli (lub tylko mogli mieć) cokolwiek wspólnego. A ponieważ „Holocaust Industry” zaspokoiło już dawno swoje roszczenia wobec współczesnych Niemiec – spadkobierców III Rzeszy, teraz przeniosło się na inne kraje, w tym Polskę. Dlatego też od lat napiętnuje się mieszkańców niewielkiego miasteczka Jedwabne.
„Dla hitlerowców Polacy byli Untermenschen (podludźmi), a ponadto zajmowali kraj, który stanowił część Lebensraum (przestrzeni życiowej), niezbędnej wyższej rasie Niemców” – napisał Lukas. Historyk przytoczył słowa Hitlera przed najazdem na Polskę: „Naszym podstawowym obowiązkiem jest zniszczenie Polski. Celem jest nie tylko zajęcie kraju, ale unicestwienie każdej żywej istoty… Bądźcie bezlitośni! Bądźcie brutalni… Postępujcie z najwyższą surowością… Ta wojna ma być wojną zagłady”.

Zbrodnicza metodologia

W pierwszych miesiącach okupacji kilkuset mieszkańców Warszawy Niemcy zamordowali na tyłach gmachu Sejmu RP, w tzw. ogrodach sejmowych. Ale tych zbrodni na dłuższą metę nie udało się ukryć, stąd pomysł przeniesienia ich do Puszczy Kampinoskiej.

Na polanę śmierci w Palmirach Polacy byli przewożeni ciężarówkami z warszawskich więzień i aresztów. Więźniowie pierwszych transportów nie wiedzieli, że jadą na śmierć. Niemcy dla odwrócenia uwagi wywozili ich na ogół o świcie, pozwalali zabrać rzeczy osobiste, paczki z żywnością, a nawet więzienny depozyt, czy dodatkowe porcje chleba. Później, gdy wiedza o zbrodni w Palmirach stała się powszechna, skazańcy wyrzucali z ciężarówek kartki ze swoimi imionami i nazwiskami, czy drobiazgi osobiste z nadzieją, że pozwoli to na odnalezienie ich zwłok.

Ciała spadały bezwładnie do wykopanych wcześniej zbiorowych dołów śmierci. Niemcy maskowali miejsca mchem i igliwiem, a potem sadzili tam młode sosny. Rodziny informowano o śmierci krewnego „z przyczyn naturalnych”, na ogół w wyniku ataku serca.

Mimo, iż oprawcy szczelnie zabezpieczali teren egzekucji, masowych zbrodni w Palmirach nie udało się utrzymać w tajemnicy. Miejscowa ludność widziała przejeżdżające ciężarówki, z okolic polany dobiegały strzały i jęki. Z tego powodu, a także, aby eksploatować tanią siłę roboczą Niemcy zaczęli wywozić więźniów Pawiaka i innych katowni do obozów koncentracyjnych.

Plan Pabsta i dekret Goeringa

Przypomnijmy inny element likwidacji Polaków jako podludzi. To wyznaczony przez Adolfa Hitlera niemiecki plan zniszczenia naszej stolicy. Służył temu zaprezentowany pierwszy raz 6 lutego 1940 roku, a potem wielokrotnie modyfikowany plan Pabsta (od 1939 roku naczelnego architekta Warszawy), czyli zburzenie większości zabudowy i zamiana metropolii w prowincjonalne, peryferyjne miasto, będące węzłem komunikacyjnym, ośrodkiem tranzytowym i zbrojeniowym. Po zagładzie mieszkańców w KL Warschau miasto miała zasiedlić niemiecka elita, zarządzająca podbitymi terenami na wschodzie. Plan Pabsta w aspektach zbrodni, zniszczenia i ograbienia niezłomnego miasta Niemcy realizowali w czasie Powstania Warszawskiego i po nim. Zgodnie z decyzją Heinricha Himmlera z 9 października 1944 roku przez trzy i pół miesiąca Niemcy zburzyli około 30 proc. przedwojennej zabudowy, w tym w grudniu 1944 roku Pałac Saski i Pałac Brühla.

I jeszcze niemiecki „akt prawny” uderzający w Polaków w III Rzeszy. W ramach odbierania Polakom podmiotowości dekret Hermanna Goeringa z 27 lutego 1940 roku likwidował polską mniejszość, skupioną głównie w Związku Polaków w Niemczech, przejmując cały ich majątek. Do dziś następcy nazistów nie zwrócili nam zabranych szkół, przedszkoli, bibliotek, czasopism, drukarni. Razem z mieniem prywatnym kwota grabieży sięgała prawie 8,5 mln marek Rzeszy.

Pomagaliśmy

„Gdyby wojna potrwała dłużej – pisze dalej Richard Lukas – Polacy zostaliby całkowicie wymordowani bądź w komorach gazowych – jak Żydzi – bądź w wyniku konsekwentnej polityki hitlerowskiej (…), a składały się na nią egzekucje, przymusowe roboty, głód, ograniczenie przyrostu naturalnego i germanizacja”.
Autor podkreśla również, że Polacy pomagali Żydom, mimo iż tylko u nas Niemcy wymierzali za to karę śmierci, mimo zaangażowania Żydów w komunizm (a głównym celem komunistów z PPR i GL-AL było denuncjowanie i mordowanie Polaków) i mimo tego, że większość z trzech milionów Żydów żyjących w Polsce nie była zasymilowana. Polskie rodziny (np. Ulmowie) i instytucjonalnie Polskie Państwo Podziemne ratowali Żydów, mimo iż sami byliśmy poddani niemieckiemu Holokaustowi.

 

PRZEMYSŁAW BABIARZ zawieszony za słowa – „Świat bez nieba, narodów i religii. To jest wizja komunizmu, niestety”. Będzie protest SDP

Przemysław Babiarz został zawieszony w prowadzeniu transmisji IO Paryż 2024, bo skomentował część ceremonii otwarcia, kiedy realizator miksował obrazy, jakie „wymalowali” egzaltowani „artyści” zrywający nie tylko konwencje, ale i zrywający zwykłe poczucie przyzwoitości. Red. Babiarz został skarcony, bo powiedział to, co myślał; większość obecnych pracowników TVP  boi się coś takiego zrobić zapominając, że tchórze nigdy nie będą dziennikarzami. Dotyczy to wszystkich redakcji.

Kiedy decyzje producentów telewizyjnych, aby podczas transmisji sportowych pokazywać częściej sportowców o innych niż biały kolorach skóry przestały dziwić, na otwarciu Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu ekipa realizacyjna wypracowała nowy, jeszcze bardziej politycznie poprawny przekaz.

Kiedy trwałą prezentacja parady barek i statków, którymi Sekwaną płynęły narodowe reprezentacje, kamery kierowano na ni to pokaz mody ni to performance, gdzie głównie zwracano uwagę na panów ubranych jak panie a panie ubrane jak nikt, kto chce uchodzić nawet za awangardę. Pokazywano też skandaliczne zachowanie osób artystycznych parodiujących Ostatnią Wieczerzę. Na marginesie, chciałbym zobaczyć tych samych „artystów” parodiujących ucieczkę proroka Mahometa z Mekki. Ciekawe, czy osoby twórcze zdecydowałyby się na taki krok. Nie sądzę.

Podczas transmisji zastanawiałem się, co jeszcze wśród komentatorów TVP robi red. Babiarz, znany z zamiłowania do kwiecistego języka polskiego , człowiek wielu talentów, dziennikarz i aktor, lubiany przez widzów, znany z tego, że nie ukrywa swojej wiary w Boga. Pomyślałem sobie, że ze swoimi poglądami, nawet kiedy zachowa umiar, będzie miał kłopoty. Wykrakałem, przepraszam.

I oto, kiedy rozległy się dźwięki „Imagine” autorstwa Johna Lennona a „artyści” lewitowali w pozach przypominających sceny z innych programów niż otwarcie IO w Paryżu, Przemysław Babiarz powiedział, co myśli. Powiedział to niejako w rytm wyginających się pod flagą Unii Europejskiej tancerzy:

„Świat bez nieba, narodów i religii. To jest wizja pokoju, który ma wszystkich ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety”  – podkreślił w TVP Przemysław Babiarz.

Tak powiedział. I już. Moglibyśmy to tylko odnotować, bo w żadnym z poważniejszych kanałów sportowych na świecie nie byłoby takiej reakcji jeszcze podczas IO. Reakcji, czyli zawieszenia przez TVP dziennikarza i wydania zakazu komentowania konkurencji sportowych w Paryżu. Nawiasem mówiąc, kto lepiej niż Babiarz skomentuje zawody lekkoatletyczne? Zbigniew Boniek, Cezary Kucharski i wielu innych celebrytów, działaczy i byłych sportowców, którzy rzucili się w bezrozumnym ataku na Babiarza na portalach społecznościowych? Próbowali zrobić z pana Przemysława „pisiora”, „pisuara”, czy, w najlepszym razie, zwolennika PiS. Robili to, podpuszczając wielu hejterów. Może nieświadomie a może w ogóle o swoich słowach Kucharski i Boniek nie myśleli. Nikt z krytyków komentatora nie rozważa, co powiedział Babiarz, jak bardzo powiedział to w imieniu wielu nie wiedzących jeszcze nawet o tym widzów TVP.

Nie muszę lubić jakiegoś komentatora sportowego, aby go szanować za profesjonalizm, ale o tym zdaje się zapomnieli szefowie TVP Sport i neowładze Telewizji Polskiej. To jest niestety bardzo przykre, ale jeszcze bardziej żałosny jest oficjalny komentarz TVP. Nie wymieniono nazwiska autora poniższych słów:

„Wzajemne zrozumienie, tolerancja, pojednanie – to nie tylko podstawowe idee olimpijskie, to także fundament standardów, którymi kieruje się nowa Telewizja Polska. Nie ma zgody na ich łamanie. Informujemy, że po wczorajszych skandalicznych słowach Przemysława Babiarza, został on zawieszony w obowiązkach służbowych i nie będzie komentował zmagań podczas Igrzysk Olimpijskich” — napisano w komunikacie TVP.

Nie ma właściwie odpowiedzi na taki żenujący komentarz TVP. Komentarz za nasze pieniądze i z abonamentu i z podatków. Bardzo butni są przedstawiciele bezprawnie, wybranych w grudniu ub. r. władz Telewizji Polskiej przekształceni potem w likwidatorów TVP. Tak samo jak wszystkie media publiczne w Polsce, oprócz TVP, to także Polskie Radio i Polska Agencja Prasowa. Kierujący tymi instytucjami nie mają pojęcia o swojej robocie. Na pewno nie mają pojęcia o tym, co powiedział red. Babiarz. A powiedział prawdę.

Sław z oświadczenia TVP, czyli „zrozumienie, tolerancja, pojednanie” – to pewnie, zdaniem władz TVP, siłowe wejścia m.in. do siedzib Telewizji Polskiej i Polskiej Agencji Prasowej brutalnych „firm ochroniarskich” i zajęcie infrastruktury technicznej tych mediów. Na pewno nie powinny być to „standardy, którymi kieruje się nowa Telewizja Polska”, bo „nowa” TVP nie kieruje się żadnymi standardami.

Panie Przemysławie, szacunek za Pańskie słowa podczas otwarcie IO w Paryżu! Nich się Pan trzyma.

 

Hubert Bekrycht (FB i X)

 

Na wniosek członków Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przygotowywany jest tekst protestu ZG SDP przeciwko zawieszeniu przez TVP red. Przemysława Babiarza za słowa wypowiedziane podczas transmisji otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu 26 lipca 2024 roku.