WALTER ALTERMANN: Lewarek czyli hazardowanie ojczyzną

Śniadanie Rymanowskiego w Polsat News, 5 lutego 2023 r., jeden z gości, poseł Radosław Fogiel mówi: „Lewarujemy Polskę w jej znaczeniu w świecie”. Zamarłem z przerażenia, bo lewarowanie ma dwa znaczenia: 1. w technice – podnoszenie ciężaru za pomocą lewara lub lewarka; 2. w ekonomii – inwestowanie przy użyciu dźwignie finansowej tj. kredytu lub pożyczki

W ekonomii lewarowanie to możliwość zajęcia pozycji w kontrakcie terminowym lub innym instrumencie finansowym o wartości większej od zainwestowanego kapitału. Im większe lewarowanie pozycji, tym większe potencjalne zyski lub straty. Lewarowanie est instrumentem bardzo często wykorzystywanym na giełdzie czy na rynku Forex.

Lewarowanie finansowe na rynku to mechanizm, który używa dźwigni finansowej. Polega na tym, że dany podmiot wpłaca część wartości np. Kontraktu, może to być zaledwie kilkanaście procent. Resztę kapitału pozyskuje się z zewnątrz, od inwestorów. Łatwo tu zauważyć różnicę między lewarowaniem a tradycyjnym inwestowaniem, gdzie jest wymagane posiadanie całej potrzebnej sumy. Dzięki dźwigni finansowej można osiągnąć dużo większe zyski przy małym wkładzie początkowym. Inwestor wpłaca tzw. depozyt (czyli tę niewielką część), a dźwignia działa jak mnożnik – pokazuje, ile pieniędzy można uzyskać od brokera.

Czyżby zatem nasz Sejm grał naszym losem na giełdzie lub u brokerów pozagiełdowych? Nie sądzę, ale ciekawe, że jeszcze dwóch uczestników audycji zaczęło mówić o lewarowaniu. Znaczyłoby to tyle, że trzech, z pięciu panów, doskonale zna reguły rynków finansowych! Na sali sejmowej i w telewizji mówią górnie o Polsce i Polakach, o historii, o naszym losie, a po cichu grają na rynku przy pomocy lewarowania. Zresztą lewarowanie jest w istocie hazardem, bo łatwiej przy pomocy lewarowania stracić, niż zyskać!

W gruncie rzeczy panu Foglowi chodziło o to, że dzięki mądrym działaniom rządu rośnie pozycja Polski w świecie. Nie będę się o tę pozycję spierał, bo interesuje mnie tylko język naszych polityków. Można było oczywiście powiedzieć, że w ostatnich latach znaczenie Polski rośnie, że idzie do góry… No tak, ale to nie byłoby nowocześnie i dynamicznie. A to, że większość widzów tego programu niczego nie rozumie? Trudno, muszą się podlewarować w języku prawie-polskim.

Tak naprawdę, kiedy słyszę o lewarowaniu, to mam przed oczyma taki filmik – lato, upał, na poboczu gminnej drogi pięciu uczestników Śniadania Rymanowskiego, plus prowadzący audycję – mocują się z wymianą koła w ciężarówce star 25. A koła ciężarówki duże, a oni raczej słabi w rękach, więc pot się z ich leje i omdlewają… Bo to nie tak łatwo przy pomocy lewarka unieść autobus, żeby wymienić koło.

W każdym razie tego im życzę, za dręczenie naszej polszczyzny.

Bergson na bramce

Słyszę w różnych stacjach telewizyjnych, że „bramkarz odbił piłkę intuicyjnie”. A jak miał zagrać, panowie sprawozdawcy? Po głębokim namyśle? Po solennym rozważeniu sytuacji? Po zrobieniu rachunku ryzyka? Jeszcze rozumiałem, gdy sprawozdawcy mawiali, że piłkarz „odbił piłkę automatycznie”, ale intuicyjnie?

A co znaczyć ma ów intuicjonizm? Intuicjonizm to prąd epistemologiczny w filozofii współczesnej przyjmujący intuicję za podstawę poznania. Jego głównym twórcą jest Henri Bergson. W jego pojęciu intuicja ma naturę organiczną, równą rzeczom poznawanym, a jej przedmiotem jest rzeczywistość wewnętrzna.

A może sięgnijmy do podstaw i zastanówmy się czym jest intuicja? Intuicja (z łaciny intuitio – wejrzenie) – sądy oraz przekonania pojawiające się bezpośrednio, niebędące świadomym operowaniem przesłankami, rozumowanie bez uświadamiania procesu dochodzenia do rozwiązania problemu. Objawia się w postaci nagłego przebłysku myślowego, w którym dostrzega się myśl, obraz, rozwiązanie problemu lub odpowiedź na nurtujące pytanie.

A więc ani intuicjonizm, ani intuicja nie pasują do prostych czynności bramkarza. Tym bardziej, że chyba niewielu z nich słyszało o Bergsonie, nie mówiąc o czytaniu jego dzieł… Proponowałbym do piłki nożnej, ręcznej i siatkowej nie mieszać żadnego z filozofów, ani też sięgać do „operowania przesłankami”. Po prostu – odbił szybko, błyskawicznie piłkę. Dlaczego? Bo ma do tego talent i jest dobrze wytrenowany.

Nawiązka czy zalążek

Sprawozdawca tenisowego meczu mówi: „I oto mamy nawiązkę tego, co będzie się działo”.

Czym jest nawiązka? Nawiązka to środek karny, który polega na obowiązku zapłacenia określonej kwoty pieniężnej poszkodowanemu. Najczęściej nawiązka jest zasądzana od sprawcy, obok kary zasadniczej. Nawiązka sądowa, jak sama nazwa wskazuje, zasądzana jest przez sąd w ramach wyroku, w którym sąd wskazuje wysokość kwoty nawiązki dla poszkodowanego.

Sprawozdawcy zapewne chodziło o zalążek tego co się dopiero rozwinie w meczu, o początek zapowiadający styl gry. Generalna zasada jest taka, żeby nie używać słów, których znaczenia nie jesteśmy pewni. Czyli – można było stwierdzić – bez nawiązki i zalążka, że mamy zapowiedź tego co będzie się działo.

Nawiasem mówiąc, co do zalążka – jest to żeński organ rozmnażania, występujący u roślin nasiennych, w którym rozwija się komórka jajowa i po jej zapłodnieniu – zarodek. Z zalążka zaś powstaje nasiono. Czyli… jest poważne pole walki naszych feministek, bo niby dlaczego żeński organ roślinny ma męską formę językową? A może się mylę, bo to z kolei może odpowiadać innych grupom postępowców?

Poprzeczka pionowa

TVP – 24 01 2023. „Trener postawił wysoką poprzeczkę” – tak powiedziano na antenie TVP o nowym trenerze naszej reprezentacji narodowej w piłce nożnej – Fernando Santosie.

Błąd ekspertów od piłki polega na tym, że poprzeczkę „upionowili”, gdy od zawsze, i do teraz jest ona pozioma, to znaczy – leży sobie poziomo na dwóch pionowych podpórkach. Należy zatem powiedzieć, że poprzeczka leży wysoko, że jest wysoko umieszczona lub zawieszona. Jest to ten sam błąd językowy, który lud nasz nagminnie popełniał, gdy mawiał „Sedł se przes copki, bez most”.

Jak to jest ze zwyciężaniem

WP – 23 01 2023. „Magda Linette wygrała już cztery spotkania podczas Australian Open. Nasza tenisistka w Melbourne rywalizuje o 2 mln 975 tysięcy dolarów australijskich (9 mln złotych). Aby zgarnąć główną nagrodę, poznanianka musi jeszcze zwyciężyć trzy mecze”.

Zwycięża się w meczu, lub mecze się wygrywa. Nie można zwyciężyć meczu, natomiast można zwyciężyć, pokonać przeciwnika. Zwyciężyć nie jest więc prostym zamiennikiem wygrać.

Szczyt nieudolności propagandy

W latach 70-tych, przez pewien czas na płocie Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Rakietowych i Artylerii w Toruniu, po dwóch stronach bramy, wisiały dwa propagandowe hasła. Z lewej strony – patrząc na bramę – wielki napis głosił: „Naszym celem socjalizm”. Po prawej zaś stronie wisiało hasło: „Pierwszą rakietą w cel”. Wszyscy widzieli, wszystkich to bawiło, tak oficerów, jak i słuchaczy. Ale nikt nie reagował, bo hasła zatwierdził sam dowódca szkoły. Tak było do czasu wizytacji jakiegoś generała, któremu zwrócił na to uwagę podpułkownik z jego świty.

Czasem ta anegdotka przypomina mi się, gdy obserwuję kampanie wyborcze różnych partii. Wszyscy wiedzą, że ściema, ale nie ma żadnego wizytującego generała, i nie ma też żadnego odpowiedzialnego podpułkownika.

 

 

Pastwiący się nad błędami – WALTER ALTERMANN: Na zmęczeniu spadają nam morale

„Morale nie spadają” – mówi sprawozdawca meczu tenisowego. I mamy kłopot, bo moral w slangu sprawozdawców jest silna postawą psychiczną zawodnika w meczu. Oczywiście ów moral pochodzi od moralności, i jest jakąś kulawą kalką z angielskiego.

Ale po co? Pytam – po jaką cholerę, używać tak dziwacznych określeń? Przecież wystarczy powiedzieć, że zawodnik jest psychicznie silny, odporny na trudności… I jeszcze ta liczba mnoga? Morale? Straszne i głupie.

Wielka Pandora

Otworzył puszkę z wielka Pandorą w środku” – mówi ekspert od Bałkanów w Polsacie, 19.01.2023 r. Martwią mnie tacy eksperci, bo jeżeli nic nie wiedzą o micie Pandory, to co naprawdę wiedzą o Bałkanach? Ja rozumiem wąską specjalizację, ale obok specjalizacji ważne są też rzeczy podstawowe, choć ogólne.

A w puszcze Pandory znajdowały się wszelkie nieszczęścia, które rozeszły się na cały świat. Puszka Pandory to symbol nieszczęść, czegoś, co wywołuje mnóstwo nieprzewidzianych trudności, źródło niekończących się smutków i kłopotów.

Pasażer wozu opancerzonego uciekł

Na portalu Komputer Świat, 18 II 2023, napisano: „Rosyjski wóz pancerny trafiony z najbliższej odległości. Pasażer uciekał w popłochu”.

Doszło tu do dużego błędu. Otóż: Bojowym Wozem Piechoty-1 – bo o taki tu chodzi – można jeździć, ale do podróży to on się nie nadaje. Opancerzone wozy bojowe naprawdę nie są przeznaczone do podróżowania. One jeżdżą! Mają podwieźć załogę i członków desantu na linię frontu, potem wspierać ich ogniem karabinów maszynowych i działek. Tyle.

Skąd ludzie biorą takie zdania? Najpewniej z tłumaczeń komputerowych, z języków obcych na nasz. Ale warunek jest taki – trzeba znać dwa języki: obcy i nasz. Gdyby jeszcze redaktorzy przyzwoicie znali nasz, byliby w stanie poprawić koślawo tłumaczący program komputerowy, ale coś mi się widzi, że albo słabo znają język polski, albo nie mają czasu przeczytać tego, co firmują własnym nazwiskiem.

Z pojęciem podróżowanie sprawa jest prosta. Podróż to droga dalsza, dłuższa wyprawa. I dlatego jeździło się ze wsi do najbliższego miasteczka, ale już z Krakowa do Wiednia, to się podróżowało. Można było podróżować pieszo, konno na oklep, dwukółką, półkoszkiem, powozem i karetą. Teraz podróżuje się samochodem, pociągiem, samolotem, statkiem. Oczywiście można też jeździć samochodami, pociągami, można latać samolotami i pływać statkami.

Jest w świetnym amerykańskim serialu Przyjaciele sytuacja, w której Joey, aktor bez matury, ma napisać do urzędu adopcyjnego list, w którym chce poświadczyć, że jego przyjaciele są dobrymi ludźmi i nadają się na rodziców adopcyjnych. Urząd ocenił, że list pisał 9-cio latek. W tej sytuacji przyjaciele radzą Joey’owi, żeby wzbogacił swoje słownictwo, korzystając z podpowiedzi komputera. W efekcie poprawiony list wygląda tak: „Zaświadczam, że oboje są ludźmi o bardzo rozwiniętych i dobrze funkcjonujących centralnych ośrodkach układu krwionośnego”. A chodziło o to, że mają dobre serca.

To taki zagraniczny żart, dla autorów portali internetowych. W celu podtrzymanie ich na duchu, że w USA też nie jest najlepiej z językiem – wśród ludzi bez matury.

Osławione „Kraby”

Portal Defence24, omawiając wojnę na Ukrainie, pisze: „Nasze osławione Kraby, odniosły w tej wojnie niebywały sukces”.

Być może już o tym pisałem, jeżeli tak to i tak warto przypomnieć, że osławiony oznacza coś, kogoś, który ma złą sławę. Zatem osławiony może być przedwojenny kat Maciejowski, Hitler, Stalin i paru im podobnych. Natomiast Kraby zdobyły na Ukrainę sławę i nią zasłużenie się cieszą.

W dużej mierze małoznany

Sprawozdawca sportowy mówi: „W dużej mierze zawodnik ten jest małoznany”. Można oszaleć, bo naprawdę nie wiadomo o co temu dziennikarzowi chodzi.

Więc niczego nie rozumiejąc, domyślam się jedynie, że chodziło o to, że „zawodnik ten” jest jeszcze mało znany, lub znany niewielu osobom. A może chodziło o to, że zawodnik jest ciągle mało znany, lub: tego zawodnika zna dotychczas niewiele osób.

Naprawdę nie mówmy językiem „docentów marcowych”, których to docentów – nie tylko marcowych – w ogólne już nie ma. Ale ich język – napuszony, barokowo-socjalistyczny niestety z nami pozostał.

Gramy na zmęczeniu

Przed laty Jan Tadeusz Stanisławski, satyryk i aktor, zakończył jeden ze swych monologów powiedzeniem: „I to by było na tyle”. I co Państwo powiecie? Przyjęło się! I naród tak właśnie zaczął mówić, całkiem serio, i z dużą radością. Kiedyś – widziałem to w telewizji – pewien wysokiej rangi dygnitarz partyjny, tak właśnie zakończył swoje wystąpienie: „I to by było, towarzysze, na tyle”.

Dzisiaj – wzorem „na tyle” szerzy się paranoja nowa. I wszędzie można usłyszeć: „to ciasto zrobiłam tak na szybko”, „nasi graja na zmęczeniu”. Owszem, prawidłowo jest powiedzieć, że wpadło się do znajomych na chwilę, ale nie na zmęczeniu i nie na szybko.

 

Estetyka według WALTERA ALTERMANNA: Prostactwo, czyli nasz przykry język publiczny

Pamiętają Państwo piękną balladę Mickiewicza „Powrót taty”? A czy naprawdę rozumieją Państwo jej przesłanie, dla nas, współczesnych?

Skoro Adam Mickiewicz był wieszczem, to znaczy, że przepowiadał, widział oczyma duszy przyszłość i tymi wizjami z nami się dzielił i dzieli.

Proroctwa Mickiewicza

Oczywiście wieszcz nie mógł pisać wprost. Jak każdy z wielkich wróżów – wliczając w to grono wróżbitę Macieja – musiał w pewien sposób kodować to co przeczuwał i widział duszą swą niezwykłą. Jak każdy prorok nie mógł pisać wprost z datami i nazwiskami, bo inaczej współcześni mu braliby go za osobnika niespełna rozumu, i mógłby skończyć w szpitalu wariatów. A tak, jak pisał kodem zapisywał się do wielkich wróżów, jakich znamy choćby ze Starego Testamentu. Bo wróżenie, wieszczenie to jest dar niebios, dawany nielicznym.

Powrót taty

Rozszyfrujmy zatem, co nam zakodował największy nasz poeta, jakie miał przesłanie dla przyszłych pokoleń. Jaka mamy sytuację w balladzie „Powrót taty”? Otóż jest to czas niespokojny, bo:

                                                           Rozlały rzeki, pełne zwierza bory

I pełno zbójców na drodze

A czyż my nie żyjemy właśnie w niespokojnych czasach? Tak, to nasze czasy, dzisiejsze. Głównymi bohaterami ballady są członkowie dobrej rodziny; ojciec, matka i pobożne dzieci. Czyli to my wszyscy. Ojciec jako kupiec wraca z podróży handlowej, czyli pracy. Niestety są też zbójcy, o których Mickiewicz pisze:

Brody ich długie, kręcone wąsiska,

Wzrok dziki, suknia plugawa;

Noże za pasem, miecz u boku błyska,

W ręku ogromna buława.

Pozornie Mickiewiczowi chodzi o pospolitych złodziei i zbrodniarzy, ale przecież nie do końca… Przyjrzyjmy się bowiem ich charakterystyce. Po pierwsze – twarze zbójców pokryte są zarostem gęstym, kryjącym ich prawdziwe oblicza. Ale zdradzają ich dzikie, wściekłe oczy… Zbójcy są w sposób widoczny podnieceni okazją do zbrodni. A owe suknie plugawe? Nie chodziło wieszczowi przypadkiem o nas współczesnych, bo kiedyż to było w historii tak wielu dziwaków, takich przebierańców jak nie teraz?

Co Mickiewicz przewidział na rok 2023

Największą rewelacją jest ogromna buława w ręku… A czyż nie pisze Mickiewicz – kodem wieszczym – że chodzi o nas zwykłych ludzi i naszych dzisiejszych polityków? Szczególnym dla mnie tropem jest ów wzrok dziki i ta buława.

Jakże często, prawie zawsze, wszelkie dyskusje w salach parlamentu i w rozmaitych telewizjach,  ukazują nam polityków, których wzrok jest dziki, a reszta twarzy też wyraża dziką chęć mordu na przeciwnikach politycznych. Nasi polityczni dyskutanci publiczni prawie nie zwracają uwagi na treści swych ustaw sejmowych i senackich. Oni chcą zmiażdżyć, unicestwić i zakopać jakieś 2 metry pod ziemią każdego, kto się z nimi nie zgadza.

Z ich oczu i oblicz można wyczytać, że są nienasyceni mordem i torturami, i dlatego chcieliby je zafundować oponentom.

Co może nas – prostych ludzi – uchronić przed okropnym widokiem dzisiejszych zbójców? Mickiewicz twierdzi, że jedynie modlitwa. No, ale on nie znał jeszcze prawdziwej siły powszechnych wyborów.

Prostactwo słów, min i gestów

Niestety, ale prostactwo naszych parlamentarnych wybrańców leje się wprost z ekranów telewizorów na podłogi, z czego parkiety bez przerwy trzeba wycierać i suszyć… Ale prostactwo nie ma nic wspólnego z prostotą, z żadną z klas społecznych, wykształceniem i pozycją zawodową. Prostactwo to jest przywarą nędznego ducha. Bo duch w wielu z nas jest marny.

Wystarczy byle dyskusja o pociągnięciu nowej linii tramwajowej w jakimś mieście, o przesunięciu przystanku autobusowego, a już w lokalnych audycjach radiowych i telewizyjnych stają w szranki miejscowi radni. Chyba jednak przesadziłem… bo w szranki stawali przecież rycerze, którzy mieli swój honor, etos i zasady moralne, i były też ścisłe reguły walki w szrankach.

Walka na miny, na pomówienia

Dzisiaj walka odbywa się na wredne spojrzenia, na podłe miny, bez jakiegokolwiek szacunku dla przeciwnika. We wszystkich dyskusjach padają słowa obelżywe, niegodne insynuacje, pomówienia. I jakże często słyszymy wredny śmiech. Walka polityczna w dzisiejszej Polsce nie toczy się na argumenty. Ta walka jest walką z osobami, z konkretną osobą.

Zdaje się, że nam już nawet modlitwa nie pomoże. Skoro bowiem nasza klasa polityczna nie rozumie głównej idei chrześcijaństwa, która głosi, że każda osoba ludzka jest tworem Boga, i jako takiej należy się jej – tej OSOBIE LUDZKIEJ – szacunek. Kościół naucza nas od zawsze, że należy potępiać słowa i czyny człowieka, ale nie jego samego.

Kobiety nasze, puch marny

Pisałem w poprzednim felietonie, że w odróżnieniu od mężczyzn nasze kobiety dbają o swój publiczny wygląd, o ubiór. Niestety w polityce nasze panie są znacznie gorsze od mężczyzn.

Może dlatego, że nie czują się jeszcze pewnie w środowisku politycznym, w końcu ledwie 100 lat temu kobiety uzyskały u nas prawa wyborcze. A może chcą być lepsze od mężczyzn? Nie wiem. I w końcu wszystko mi jedno z jakich to powodów panie są bardziej okrutne od mężczyzn.

Socjologowie badający zachowania i struktury grup przestępczych twierdzą, że młodociane bandy, w których są kobiety, cechuje znacznie wyższy stopień okrucieństwa, niż w grupach samych mężczyzn. Może ci młodzi mężczyźni chcą się przed dziewczynami popisać? A i dziewczyny z band są w nich najokrutniejsze.

Obserwując jak zachowują się panie, będące w służbie publicznej, zaskakuje mnie jak łatwo się podniecają awanturami, które same prowokują. Oczy robią się im duże, dłonie drżą, głos więźnie momentami w krtani, chwilami wydobywa się z ich krtani dyszkant, ręce latają w powietrzu jak u ranionego ptaka… Na te dziwne zachowania pań, przypominają mi się sondaże sprzed dwudziestu lat, przeprowadzone na zamówienie największych sieci handlowych w USA. Zleciły one badania na temat: kto i dlaczego kradnie w sklepach samoobsługowych. Okazało się, że w 85 procentach kradną dość zamożne panie, a kradną drobiazgi niewiele warte. Więc o co chodzi? Według badających to zjawisko chodzi o emocje pań, które tym drobnym kradzieżom towarzyszą. A są to emocje spore – na zasadzie złapią, czy nie złapią. I te emocje u pań kradnących da się porównać jedynie z emocjami towarzyszącymi zbliżeniom seksualnym.

Jawi się też pytanie – jeżeli panie zasiadające w Sejmie, Senacie i licznych radach samorządowych, nie mają hamulców i zachowują się publicznie tak nieelegancko, tak prostacko… to jak muszą traktować swe dzieci i mężów, matki i ojców? Przecież nikt w domu ich nie ocenia – ze strachu przed domową furią. I jak bardzo muszą być znerwicowane ich rodziny? I co wyrośnie z ich potomstwa, skoro mamusia publicznie potrafi zachowywać się jak kat zdzierający skórę ze skazańca?

Nie piszę po nazwiskach, nie podaję kto jakie partie reprezentuje w prostactwie. Bo wszystkie nasze partie mają równy udział sprawczy w narastającej fali powszechnego prostactwa.

Prostactwo nasze codzienne

Poszedłem do lekarza, rejestratorka, młoda dziewczyna potraktowała mnie, starszego człowieka jak niedorozwiniętego. Mówiła głośno – jakbym był głuchy. Każde zdanie powtarzała dwa razy – jakbym był dotknięty 100 procentową demencją. W końcu mówię do niej, miłym tonem:

– Bardzo panią przepraszam, ale sam wszedłem na to pierwsze piętro, wiem jeszcze jak się nazywam i nie jestem głuchy, nawet okularów nie używam…

Zrozumiała, przeprosiła i dalej już zachowywała się wobec mnie normalnie. Czyli, można. Ale jak to przekazać naszym wybrańcom z Sejmu, Senatu i rad gminnych?

Co z tym robić?

Mickiewicz zaleca na zbójów modlitwę… A mnie czasem przychodzi na myśl stare powiedzenie, w związku z tym co napisałem powyżej o naszym języku publicznym: „Albo się panie opanuj, albo się chamie pohamuj”.

 

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Statystki pokazują jak okupacyjne władze Krymu zwalczają Ukraińców

Okupacyjne władze rosyjskie przeprowadziły kolejny spis ludności na Krymie. Jak donoszą miejscowe media, jego wyniki pokazały, że liczba osób uważających się za Ukraińców na Krymie zmniejszyła się o połowę w ciągu siedmiu lat okupacji od 2014 do 2021 roku. Jak to się mogło stać? Gdzie podziała się połowa Ukraińców? Jak zmieniła się struktura ludności na półwyspie?

Według opublikowanych wyników spisu w 2021 roku Rosjanie stanowili 72,9 proc. ludności półwyspu, podczas gdy w 2014 roku było ich 65,2 proc., a według ukraińskiego spisu przeprowadzonego przed okupacją – 56 proc. I ta druga liczba jest bardziej prawdopodobna. Na drugim miejscu uplasowali się Tatarzy Krymscy, których teraz jest 14,1 proc., a w 2014 roku było 12,6 proc..

Uderzająca jest dynamika liczby Ukraińców na Krymie. Według rosyjskich spisów powszechnych w 2014 roku 16 proc. respondentów określiło się jako Ukraińcy, a w 2021 roku już tylko 8,2 proc. Rosyjskie statystyki za 2014 r. są manipulacją, bo ukraińskie spisy powszechne wykazały, że na Krymie mieszka co najmniej 25 proc. Ukraińców, którzy szczególnie aktywnie zaludniali półwysep po 1954 r., przyjechali budować Kanał Północnokrymski, fabryki, uczyć dzieci, pracować w szpitalach i w placówkach kulturalnych. A teraz jest ich tylko 8,2 proc.? Jeśli więc wyjdziemy z danych z bardziej prawdopodobnego przedokupacyjnego ukraińskiego spisu powszechnego, teraz liczba Ukraińców na Krymie zmniejszyła się nie o dwa, ale o cztery razy!

Krymscy socjologowie, których opinie cytują okupacyjne media, twierdzą, że zmiany te nastąpiły, ponieważ wielu Ukraińców wyjechało z półwyspu na nieokupowane terytorium Ukrainy lub nawet za granicę. Jednak same przepływy migracyjne nie mogą wyjaśnić takich zmian. Zdaniem socjologów, podczas spisu powszechnego z 2021 roku Ukraińcy po prostu bali się nazywać siebie Ukraińcami i wskazywali jakąkolwiek inną narodowość, próbując w ten sposób odwrócić od siebie uwagę służb specjalnych i policji, bo nie jest tajemnicą, że w okupowanym Krymie wszyscy Ukraińcy są rejestrowani w celu zwiększenia kontroli nad ich zachowaniem. Zjawisko to nazywane jest wymuszoną zmianą samoidentyfikacji.

Obecnie, według Instytutu Badań Strategicznych Morza Czarnego, na Krymie mieszka ponad 2 miliony ludzi. W porównaniu z 2014 r. liczba ta znacząco wzrosła z powodu przymusowej migracji Rosjan z odległych regionów tego kraju, z Syberii, Dalekiego Wschodu i regionów północnych. O niekorzystnych warunkach życia na Krymie może świadczyć jednak fakt, że w ostatnich latach obserwuje się tendencję do skracania się tam średniej długości życia. Wynosi ona 65,3 lata dla mężczyzn i 73,9 dla kobiet, czyli mniej niż średnie wskaźniki europejskie.

Drastyczny spadek liczby Ukraińców (o 4 razy!) na Krymie może potwierdzać politykę władz okupacyjnych półwyspu intensywnie zwalczającą tę narodowość. Jeszcze w 2014 roku szef okupacyjnego parlamentu Krymu Wołodymyr Kostiantynow zlecił władzom jak najszybsze pozbycie się wszystkiego co ukraińskie. Na Krymie całą edukację przestawiono na język rosyjski, zlikwidowano ukraińskie gimnazja, zamknięto ukraińskojęzyczne media, zniszczono ukraińskie pomniki. Usunięto nawet oznaczenia drogowe w języku ukraińskim. Życie w takiej sytuacji stało się dla Ukraińców niemożliwe. Dlatego wielu wyjechało.

Wielu zostało zmuszonych do wyjazdu przez ciągłe prześladowania Ukraińców, przeciwko którym wszczęto sprawy karne i uznano ich za terrorystów, sabotażystów i szpiegów. Ukraińcy na Krymie nie mają gdzie porozumieć się w języku ukraińskim. W szkołach zaprzestano nauki języka ukraińskiego, wprowadzono zintensyfikowaną rusyfikację, zwiększono ilość rosyjskiego szkolenia wojskowego.

Zakazanie znacznej części społeczeństwa, liczącego kilkaset tysięcy osób, nauki i używania ich języka jest klasycznym przejawem walki z tym narodem.

Ogólnie rzecz biorąc, historia rosyjskich i sowieckich spisów powszechnych wskazuje, że trudno im ufać, ponieważ są one zawsze politycznie manipulowane. Na przykład dane spisu powszechnego w ZSRR z 1937 r. nie satysfakcjonowały stalinowskiego kierownictwa, gdyż wskazywały, że represje i głód doprowadziły do ​​znacznego ubytku ludności kraju. Dlatego represjonowano nawet niektórych autorów takich statystyk. W 1939 r. przeprowadzono kolejny „poprawny” spis ludności. Pokazał on, że ludność Krymu po raz pierwszy przekroczyła milion osób, choć według spisu z 1937 r. było ich tylko nieco ponad 700 tys.

 

WALTER ALTERMANN: Czy Dyzmowie mogą mieć honor?

Najpiękniejszy napis na polskiej broni białej to Bóg, Honor, Ojczyzna. Ta trójca dla żołnierza dawnych wieków miała być święta. Czy zawsze była? To już inna sprawa, ale tak miało być. I tak być powinno.

Nie jest prawdą, że każda sprawa honorowa kończyła się strzelaniem lub wywijaniem szablami. Najczęściej powoływano sąd honorowy, składający się z osób o nieposzlakowanej opinii. I taki sąd „ważył sprawę”. Osoba pomówiona, obrażona, lub też stająca w obronie czci kobiety, munduru, instytucji odwoływała się właśnie do sądu honorowego.

Sprawa honorowa

Jeżeli ten sąd uznawał, że obraza, złe zachowanie miało miejsce, to obrażający, zniesławiający miał obowiązek przyznać się do winy, wyrazić skruchę i żal oraz przeprosić tego, który czuł się dotknięty lub znieważony.

Dopiero wtedy, gdy sprawca czynu nie chciał przywrócić światu „moralnego porządku”, był wzywany na pojedynek. Jeżeli do pojedynku nie stawał, był kompletnie skończony. Skutkiem tego tracił pracę. Karą było też i to, że nikt z dobrego towarzystwa nigdzie go nie zapraszał i nikt nie podawał mu ręki… No, tak. Ale skąd wziąć dzisiaj dobre, nieposzlakowane towarzystwo?

Tu wyjaśnię, że pewne kategorie osób nie miały tzw. praw honorowych, byli to, m.in.: politycy, nałogowi alkoholicy, hazardziści, artyści i dziennikarze. Mężczyźni z tego kręgu mogli być obrażani, nie mogąc dochodzić przed sądami honorowymi naprawy szkody i przeproszenia. Jeżeli zaś, wyliczeni powyżej, sami obrażali, pomawiali, to można było na to nie zwracać uwagi.

Dyzmowatość nasza

Przekleństwem naszym jest to, że co kilka, co kilkadziesiąt lat pojawiają się w życiu publicznym osobnicy „znikąd”. Tak jak w powieści Dołęgi-Mostowicza znikąd pojawia się Nikodem Dyzma. Ja wiem, że Dyzma to postać fikcyjna, literacka, ale jakże przydatna do moich dalszych rozważań, więc jej użyję.

Szczerze mówiąc kariera Radosława Sikorskiego jest silnym dowodem na marność naszych elit. Tak samo widział przedwojenne elity autor powieści o Dyzmie. Bo jak to jest, że nasze elity kupują takie lisy farbowane, czy koty w worku. Wystarczy, że jegomość jest przystojny i ma niski głos.  Karierę w Polsce może też zapewnić odrobina egzotyczności – tak jak Dyzma miał ponoć pochodzic z Kurlandii, a Sikorski z Oksfordu.

Niewyraźny życiorys – jako mocna strona?

Co łączy powieściowego Dyzmę z Radosławem Sikorskim? Przede wszystkim, to że obaj studiowali w Oksfordzie. Tu muszę podać informację, że Oksford jest miastem nauki. I znajdują się tam liczne szkoły średnie i kilka szkół wyższych, nie licząc sławnego uniwersytetu.

Radosław Sikorski podaje, że ukończył studia w Oksfordzie. Trochę w tym prawdy, ale nie całej. Bowiem Sikorski ledwie zrobił w Oksfordzie licencjat. Więc w naszym polskim odniesieniu, studiów nie kończył, bo wieńczy je tytuł magistra, którego on nie ma. Dyzma też był bardzo męski i zdecydowany – zupełnie jak Sikorski. Dyzmie rozum zastępowała bezczelność i hucpa. No i bardzo gładko kłamał ten papierowy Dyzma.

Sikorski jest też – podobnie jak Dyzma – mistrzem niedomówień. Na przykład – nigdy nie powiedział co robił w Afganistanie, kluczy, robi miny, nie precyzuje. I skutkiem tego nie wiadomo, czy był tam odważnym dziennikarzem, czy też wnikliwym partyzantem.

Sikorski epatował zdjęciem, na który stoi pośród talibów, mając w rękach karabin. Zatem jest to zachowanie niegodne reportera wojennego. Bo albo się walczy serio, albo jest się tylko dziennikarzem. Najgorsze w tym szpanie jest to, że Sikorski dał niejako powód, żeby walczący mogli bezkarnie mordować reporterów wojennych, bo skoro reporterzy występują czasem z bronią w ręku, więc właściwie są przeciwnikiem…

Radosław Sikorski lubi też wzruszać – jak Dyzma wymyśloną chorobą, nabytą w okopach I wojny światowej. Pamiętam, że przed laty, stojąc na tle własnego pałacyku opowiadał, jak razem z ojcem, tymi rękoma, cegła po cegle odbudowywał pałac, który był wtedy ruiną. I Sikorski – mówiąc to – był bardzo cierpiący nad wysiłkiem własnym i ojca. Nawet poczułem wstyd, że sam nie wziąłem się do restaurowania jakiegoś zabytku.

Nie ma się co obrażać, ale to nasza prawica odkryła Radka jako partyzanta afgańskiego i bohaterskiego reportera. Albo odwrotnie.

Sługa dwóch panów

Czy można być sługą dwóch panów? W komedii jak najbardziej, o czym zaświadcza wielki Carlo Goldoni w swojej komedii pod takim tytułem. Ale w tragedii, w dramacie? Raczej nie. Zatem nie dziwi mnie powszechne zdumienie, że były polski minister, obecny polski eurodeputowany dostawał pieniądze od Emiratów Arabskich, bo Sikorski, odkąd się pojawił na scenie politycznej gra komedię, tyle, że część polityków traktuje te komedyjkę serio. Nawiasem mówiąc – cała publiczna działalność Radosława Sikorskiego to farsa, czyli sporo niżej niż komedia.

Na te zarzuty Radosław Sikorski odpowiada, że dochody ujawniał. Co prawda – nie mówi już – że w Parlamencie Europejskim nie trzeba podawać źródła dochodów, wystarczy podać, ile się brało.

Powiedzmy jedno – nie zawsze to co jest prawnie dopuszczalne, jest moralne. Nie zawsze w zgodzie z prawem, znaczy honorowo. I tego nie rozumie Radosław Sikorski. Niestety, nie rozumieją tego również broniący go politycy z PO. Panowie z PO! Sikorski to nie jednoosobowe Okopy Świętej Trójcy i nie trzeba go bronić do końca. Tym bardziej, że broniąc go tak zajadle sami się mocno upaprzecie panowie, bo sprawa przecież czysta nie jest.

Nie uchodzi

Sikorski ostatnio tłumaczył, że owszem podpisywał jakieś dokumenty o likwidacji WSI, ale na wyraźnie życzenie Antoniego Macierewicz. Panie Radku – chciałoby się powiedzieć – a gdzie pan ma honor? Jeżeli pan podpisał, to odpowiedzialność spada na pana. Pan wtedy był członkiem rządu RP. Czyli z napisu na szabli ma pan już skreślone: honor i ojczyznę. Ojczyznę dlatego, że podobno przyjął Pan kiedyś obywatelstwo brytyjskie. Też niby można, nie jest to zakazane, ale czy to honor dla ministra?

Komisja, czym prędzej

Obecnie nikt, żadna z partii i żaden z wielkich ludzi naszej polityki nie chce się przyznać do wyciągnięcia Sikorskiego z niebytu na polityczne salony. A może to żony naszych polityków – podkochując się w kolejnym Dyzmie – mają decydujący głos w sprawie karier?

To może należałoby powołać Komisję Sejmową do spraw zbadania wpływu żon polityków na ich decyzje? Byłoby naprawdę wesoło. Przy okazji poznalibyśmy małżonki naszych władców, ich język, mentalność i poglądy na świat.

Bo takie wpływy żon na mężów na świecie istnieją! Pamiętam, jak dziekanem jednej z wyższych uczelni teatralnych w Polsce – za czasów PRL-u – został aktor, nie mający matury. Ale za to kochała się w nim – naprawdę platonicznie – żona I sekretarza komitetu wojewódzkiego. I na sztuki, w których grał chodziła po kilka razy. I co miał chłop – znaczy ów sekretarz – zrobić z zakochaną żoną? Więc załatwił żoninemu ulubieńcowi dziekaństwo.

Nie wiem, jak było to z Sikorskim, z jego przejściem z prawicy do liberałów. Z hukiem, z nawoływaniem do dożynania watahy, czyli niedawnych przyjaciół… Oj, nie tylko z honorem ma problemy pan Sikorski. Ze zwykłą przyzwoitością również.

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Dla Rosji sport to także broń hybrydowa

Ukraińscy parlamentarzyści uważają, że ​​dopuszczenie rosyjskich i białoruskich sportowców do międzynarodowych zawodów podczas pełnej agresji na Ukrainę „będzie wsparciem dla tej wojny i próbą uspokojenia agresora”.

Rada Najwyższa Ukrainy podjęła uchwałę, w której zaapelowała do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl), międzynarodowych federacji sportowych, a także parlamentów, narodowych komitetów olimpijskich innych krajów, w której stwierdza, że ​​dopuszczanie rosyjskich i białoruskich sportowców do międzynarodowych zawodów pod neutralną flagą, zgodnie z propozycją MKOl zagrozi bezpieczeństwu sportowców.

Szefowie MKOl chcą, aby sportowcy z Rosji i Białorusi występowali pod flagą olimpijską i publicznie nie popierali wojny, którą Rosja prowadzi z Ukrainą. Parlamentarzyści Ukrainy skrytykowali ten pomysł. Twierdzą, że decyzja ta nie uwzględnia „niezwykle okrutnego i barbarzyńskiego charakteru wojny prowadzonej przez Federację Rosyjską przeciwko Ukrainie”.

Deputowani przypomnieli zbrodnie wojenne wojsk rosyjskich i zwrócili uwagę na szkody wyrządzone ukraińskiemu sportowi. Rezolucja stwierdza, że ​​podczas rosyjskiej agresji na Ukrainę zginęło już ponad 220 ukraińskich sportowców, ponad 320 obiektów sportowych zostało trafionych bombami i rakietami, z czego 87 uległo całkowitemu zniszczeniu. W sumie straty Ukrainy w wyniku zniszczenia infrastruktury sportowej według stanu na styczeń 2023 roku przekroczyły 250 mln dolarów.

Rezolucja mówi, że „wraz z początkiem rosyjskiej inwazji na pełną skalę 24 lutego 2022 r. hasło >Sport poza polityką< straciło prawo do istnienia. Rosyjscy i białoruscy sportowcy, w tym mistrzowie olimpijscy i medaliści igrzysk olimpijskich, aprobują wojnę z Ukrainą, dopuszczają się przemocy, mordów i ludobójstwa narodu ukraińskiego, otwarcie uczestniczą w paradach z symbolem Z lub po cichu wspierają tę najokrutniejszą wojnę na pełną skalę ”.

Deputowani do ukraińskiego parlamentu twierdzą, że Rosja i Białoruś mogą wykorzystywać swoich sportowców jako broń ideologiczną. Autorzy apelu obawiają się też konsekwencji przebywania razem z nimi ukraińskich sportowców na tych samych boiskach.

„Szczególnie niebezpieczne pod tym względem są walki na torach szermierczych, matach zapaśniczych, na sektorach strzelectwa z broni palnej oraz zawody łucznicze. Doprowadzi to również do napięć, ewentualnych kłótni i bójek wśród sportowców i organizatorów zawodów w wioskach olimpijskich. Poza tym nie sposób sobie wyobrazić umieszczenia ukraińskich sportowców na piedestałach honorowych obok rosyjskich i białoruskich. Niedopuszczalne jest również sędziowanie zawodów z udziałem ukraińskich sportowców przez przedstawicieli Federacji Rosyjskiej lub Białorusi” – stwierdzili deputowani.

Co więcej, zdecydowana większość rosyjskich sportowców to personel wojskowy, posiadający wysokie stopnie oficerskie, specjalności wojskowe, przydzielony do jakiejś jednostki wojskowej.

Rada Najwyższa Ukrainy uważa, że ​​dopuszczenie rosyjskich i białoruskich sportowców do międzynarodowych zawodów podczas pełnej agresji na Ukrainę „będzie wsparciem dla tej wojny i próbą uspokojenia agresora”.

Parlament Ukrainy zaapelował do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego oraz międzynarodowych i narodowych organizacji sportowych o wprowadzenie zakazu udziału przedstawicieli Rosji i Białorusi w międzynarodowych zawodach, w tym igrzyskach olimpijskich, do czasu zakończenia rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Niektórzy rosyjscy sportowcy cieszyli się z decyzji MKOl. Argumentowali, że sportowcy chcą występować w każdym przypadku – muszą kontynuować swoje szybko rozwijające się kariery, dlatego państwo powinno pozwolić im na występy pod neutralną flagą. Ale przedstawiciele władz Rosji stwierdzili, że ich sportowcy „nie mogą być neutralni”.

Stanowisko to poparli „patrioci”. Mówili, że po rozpoczęciu wojny partnerzy na Zachodzie starają się stosować wobec Rosji środki dyskryminujące z powodów narodowych. Twierdzili, że państwo szkoli sportowców, tworzy drużyny narodowe, finansuje, organizuje zawody, dlatego powinni być mu oni wdzięczni i zobowiązani do pokazywania „znaków suwerenności”, takich jak flaga, hymn i barwy. Sportowcy z drużyn narodowych otrzymują pensje właśnie jako reprezentanci swojego kraju, którzy wypowiadają się w jego imieniu. Innymi słowy, sportowcy nie mogą rezygnować ze swoich narodowych barw. Bez tego są po prostu niepotrzebni. Rosyjscy urzędnicy twierdzą też, że wycofanie się Rosji z Komitetu Olimpijskiego będzie oznaczać śmierć całego ruchu olimpijskiego. Są też i krytycy takiego rozumowania, którzy uważają, że wycofanie się Rosji oznaczać będzie tylko jedno – wycofanie się jednego państwa i nic więcej.

Rosyjscy urzędnicy zapominają, że państwo nie korzysta z własnych środków, ale pieniędzy społeczeństwa z podatków, także samych sportowcach. Ale co najważniejsze nie chcą pamiętać, że ruch olimpijski opiera się na zasadach pokoju, odrzuceniu wojny i wrogich stosunków między państwami, dlatego rosyjscy sportowcy są zobowiązani do publicznego potępienia wojny i nie popierania jej.

 

B. euroentuzjasta CEZARY KRYSZTOPA wyznaje: Nie mogę już na te ryje patrzeć

Jeśli dobrze pamiętam w 2003 roku byłem euroentuzjastą. Dlatego w referendum akcesyjnym zagłosowałem za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Od tamtej pory jednak, sporo się zmieniło.

W 2003 roku miałem swoje powody. Koncepcja współpracy europejskich wolnych narodów oparta przez jednego z ojców założycieli zjednoczonej Europy Sługę Bożego Roberta Schumana na chrześcijańskim fundamencie, jest koncepcją wspaniałą. Na dziesiątki lat zapewniła Europie pokój pomiędzy narodami, które wcześniej więcej chyba znały wojen niż pokoju między sobą. Brak ceł, wolność przepływu towarów i usług, na lata zapewniły również narodom Europy prosperity.

„Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych”

 Kiedy jednak my przystąpiliśmy do Unii Europejskiej pełni nadziei na dołączenie do tego wspaniałego procesu, trwał już proces brutalnego rozboju, zaboru dzieła budowanego przez zwolenników Sługi Bożego Roberta Schumana przez hunwejbinów włoskiego komunisty Altiero Spinellego. W wyniku owego procesu elity trzęsące Brukselą zerwały nie tylko z chrześcijańskimi korzeniami projektu, ale wręcz z logiką dbania o dobro wspólne Europejczyków w imię abstrakcyjnych i oderwanych od rzeczywistości ideologii.

Od kilku lat my Polacy doświadczamy skutków owego procesu z wyjątkową brutalnością. Nie to żebym miał jakieś złudzenia co do natury samej polityki, jednak poziom zakłamania i bezwzględności z jaką brukselscy bonzowie odnoszą się do Polski, która wydaje im się przeszkodą w realizacji utopijnych centralistycznych planów budowy Związku Socjalistycznych Republik Europejskich. Przekracza to najbardziej cyniczne wyobrażenie hipokryzji podwójnych standardów jakie gotowi są narzucać silni słabszym, by zaprzęgać ich do swoich kieratów.

„Cztery nogi dobrze, dwie nogi źle”

 Wydawało nam się, no dobrze, nie wszystkim, więc powiedzmy – mnie się wydawało, że uciekając ze strefy wpływów wcześniej sowietów, a później niewiele mniej obłąkanej Rosji, dostaliśmy się do raju wolności, gdzie każdy ma prawo być sobą. Okazało się i z każdym dniem okazuje się w większym stopniu, że nic bardziej mylnego. Z przerażaniem odkryliśmy – ja odkryłem – że łąki, które wydawały nam się zza płotu bardziej zielone, szybko w przerażająco znajomy dla nas sposób – czerwienieją. A stawiającym świat na głowie lewackim despotyzmem, tym razem wieje do nas… z zachodu. Że znowu powstaje świat, w którym „lud będzie pił szampana ustami swoich przedstawicieli”. Znowu są równi i równiejsi. Podczas gdy zagrożenie ze strony obłąkanej Rosji nie zmalało, a wręcz, jak się okazało rok temu, wróciło z całą mocą.

„Towarzysz Napoleon ma zawsze rację”

 Od jakiegoś czasu zastanawiałem się jak uchwycić uczucie, które towarzyszy mi kiedy spoglądam w zimno uśmiechnięte, zwykle bardzo profesjonalnie fotografowane,  z takim jakimś „anielskim” efektem, twarze unijnych mandarynów. Doszedłem wreszcie do wniosku, że nie widzę tam twarzy, tylko ryje. Korporacyjnie wystudiowane, ale ryje. I ja, tych dwadzieścia lat temu, euroentuzjasta, musze powiedzieć, że w te fałszywe, brukselskie ryje nie mogę już patrzeć.

I nie żebym zniżył się tutaj do taniej obelgi. Jeśli widzę na tych zdjęciach ryje, to dlatego, że ich właściciele kojarzą mi się z bohaterami „Folwarku Zwierzęcego” George’a Orwella, a konkretnie z kastą świń, ze szczególnym uwzględnieniem Towarzysza Napoleona.

„Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim”.

Najczęściej cytowane media w 2022 roku: RMF FM, Wirtualna Polska i „Rzeczpospolita”

W ubiegłym roku polskie media najczęściej powoływały się na informacje podawane przez rozgłośnię RMF FM, którą cytowano 23 103 razy – podaje Instytut Monitorowania Mediów (IMM), autor cyklicznego raportu „Najbardziej opiniotwórcze media w Polsce”. Drugie miejsce zajął portal Wirtualna Polska z wynikiem 22 641 odniesień, a  trzecie dziennik „Rzeczpospolita”, na który powoływano się 22 447 razy.

Wśród tytułów prasowych za „Rzeczpospolitą” znalazły się „Super Express” (15 791 cytowań) i „Gazeta Wyborcza” (14 172 odniesienia).

Pierwsza trójka najczęściej cytowanych w 2022 roku stacji telewizyjnych to: TVN24 (16 288 wzmianek), Polsat News (12 381 odniesień) i TVP Info (11 385 cytowań).

W kategorii rozgłośni radiowych, poza RMF FM, na podium trafiły jeszcze Radio ZET (13 331 odniesień) i Polskie Radio 24 (7862 cytowania).

Wśród portali internetowych zaraz za Wirtualną Polską znalazł się Onet.pl (22 317 odniesień), a trzecie miejsce zajęła Interia.pl (13 707 wzmianek).

Jak wynika z danych IMM, dziennikarze wciąż najczęściej powołują się na tytuły prasowe. W zestawieniu ogólnym rankingu, które tworzy piętnaście najczęściej cytowanych tytułów mediowych 2022 roku, największy udział – 33 proc. – ma prasa. 27 proc. to stacje telewizyjne, zaś po 20 proc. przypada portalom internetowym i rozgłośniom radiowym.

opr. jka, źródło: Instytut Monitorowania Mediów (IMM)

CEZARY KRYSZTOPA: Tuskowe, czyli program społeczny PO. Tylko dla bezpieki?

W dość powszechnej opinii, pomimo oficjalnych deklaracji, Platforma Obywatelska jest wrogiem programów społecznych i w razie dojścia do władzy te programy zlikwiduje. Jak się okazuje jednak, niezupełnie jest to prawdą. Platforma Obywatelska znalazła grupę społeczną, do której jest gotowa skierować taki program. Tą grupą szczęśliwców okazali się byli pracownicy komunistycznych służb, którym nieludzki PiS obniżył emerytury w ramach ustawy dezubekizacyjnej

– (…) nie podoba mi się też pisowski model, który jest ewidentnie odwetem. Jest kompletnie nieracjonalny (…) Krzywdy na pewno zostaną naprawione – mówił Donald Tusk na spotkaniu z wyborcami w Siedlcach odpowiadając na pytanie jednego z wyborców, który czuł się skrzywdzony.

Andrzej Rozenek

Co ciekawe, jak przekazał Donald Tusk, mają pracować nad tym Tomasz Siemoniak i… Andrzej Rozenek, wychowanek Jerzego Urbana, przez wiele lat jego „uczeń” w tygodniku „Nie”, którego był nawet wicenaczelnym. Swego czasu (w 2010 roku) zapraszany na zebranie Klubu Wałdajskiego (obok Adama Michnika), gdzie spotkał się z Władimirem Putinem.

Żeby wiedzieć jaką to krzywdę chce naprawiać Donald Tusk, warto przypomnieć w jaki sposób „krzywdziła” ustawa dezubekizacyjna. Otóż w ramach ustawy zdecydowano, że emerytury funkcjonariuszy byłych komunistycznych służb, nie mogą być wyższe od ŚREDNIEJ emerytury. Średniej.

„Krzywda”

Latami w III Rzeczpospolitej byli funkcjonariusze byłych komunistycznych służb cieszyli się wysokimi emeryturami, podczas gdy ich ofiary często klepały biedę. Ustawa dezubekizacyjna nawet nie obniżała poziomu emerytur ubeków do poziomu najniższego, ale do poziomu średniej emerytury pobieranej przez emerytowanych Polaków. Często nadal wyższej od poziomu emerytur ofiar. Warto dodać, że byli funkcjonariusze byłych komunistycznych służb, nie płacili w PRL składek ZUS, więc na ich emerytury złożyły się również ich ofiary.

I ten średni poziom Donald Tusk uznaje za „krzywdę”, którą chce naprawić. A nad rozwiązaniami pracuje Andrzej Rozenek.

Platforma Obywatelska uważa się za partię o korzeniach solidarnościowych. A może już się nie uważa. Kto ich tam wie.