Wielu twierdzi, że dziennikarze nie nadążają za sztuczną inteligencją, technologią, która zmienia samą istotę ich misji, ale chcę wszystkich uspokoić, nie boimy się AI i na pewno ona nie zniszczy naszego zawodu – powiedziała dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich podczas dyskusji panelowej otwierającej III Ogólnopolską Konferencję „Media w ekonomii, ekonomia w mediach MEEM’25” na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach . SDP było w tym roku po raz pierwszy patronem merytorycznym konferencji.
Konferencja, która odbyła się ona w dniach 3-4 grudnia b.r. miała charakter interdyscyplinarny. Poświęcona była wyzwaniom wynikającym z relacji świata ekonomii i mediów. W tym roku wzięło w niej udział blisko 50 panelistów z uczelni polskich i zagranicznych. Głównym organizatorem konferencji jest Wydział Informatyki i Komunikacji Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach kierowany przez prof. dr hab. Jerzego Gołuchowskiego. Tłem do rozważań nad synergią mediów i ekonomii są przemiany polityczne, społeczne i cywilizacyjne, w tym transformacja cyfrowa, zagrożenia w cyberprzestrzeni, infodemia, dezinformacja i manipulacja w sferze mediów i komunikacji społecznej.
Najwiecej emocji i zainteresowania budziły dyskusje związane z wpływem sztucznej inteligencji na media i procesy komunikowania masowego. Emocjonalny był już pierwszy panel dyskusyjny pt. Media w czasach AI: Aspekty technologiczne, etyczne, prawne i ekonomiczne, który otwierał konferencję. Zaproszenie do udziału w dyskusji przyjęli (kolejność alfabetyczna) : Rafał Czechowski (Imago PR), prof. dr hab. Tomasz Goban- Klas (Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie) , dr Jolanta Hajdasz (Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich) ► prof. dr hab. Stanisław Jędrzejewski (Akademia Leona Koźmińskiego) , Ewelina Kosałka- Passia (Radio Katowice), prof. dr hab. Jan Kreft (Politechnika Gdańska), Rafał Kurowski (TVP Katowice) oraz Kamil Nowak (content miners), moderatorem dyskusji był dr hab. Krzysztof Kowalik (Uniwersytet Warszawski). Dr Jolanta Hajdasz zwróciła uwagę na swoistą „klauzulę sumienia” w dziennikarstwie, czyli postawę dziennikarza „nie będę korzystać z AI i nikt mnie do tego nie zmusi” . To postawa chyba już praktycznie niefunkcjonująca, w redakcjach już chyba wszyscy wykorzystują narzędzia AI do tworzenia bieżących materiałów dziennikarskich. Nie da się nie korzystać z tak mimo wszystko dobrego narzędzia, dostępnego na wyciągnięcie ręki dla każdego – mówiła Jolanta Hajdasz. Pytanie gdzie jest granica, gdy trzeba powiedzieć stop, by to wszystko nie zaszło za daleko. W firmach takich jak Ringier Axel Springer Polska proces adopcji narzędzi poszedł tak daleko, że naturalnym oczekiwaniem jest wręcz korzystanie z nich, a wymagania w tej kwestii idą prosto z zagranicznej centrali. Szefowa np. Onetu przyznała to publicznie wprost, nawiązując do słów Mathiasa Döpfnera, gobalnego prezesa firmy. – Jesteśmy na etapie, w którym pracownik raczej powinien tłumaczyć, dlaczego NIE użył AI. AI przestała być opcją, a stała się elementem warsztatu, tak samo jak wyszukiwarka, telefony czy system CMS. Potwierdza to np. Wirtualna Polska: nawet 40% tekstów ma jakiś element wygenerowany przez AI, ale podobno póki co, każdy przechodzi pełną weryfikację. Oczywiście wg mnie funkcjonuje nadal wielu dziennikarzy , który korzystają z AI sporadycznie, a traktują tę sztuczną inteligencję jak narzędzie wspomagające w pracy, takiego nowoczesnego reaserchera – mówiła Jolanta Hajdasz.
Dziennikarstwo klasyczne, wasz zawód, już praktycznie nie istnieje, w zderzeniu ze sztuczną inteligencją staje się coraz bardziej niepotrzebny w obliczu prób zastępowania ludzi przez AI. Przyglądając się tym trendom można sądzić, że pojawią się nowi, nie-ludzcy liderzy opinii i oni już aspirują do tej roli, gdy pośredniczą w dostępie do dziennikarstwa dobrej jakości – stwierdził prof. dr hab. Jan Kreft z Politechniki Gdańskiej, były dziennikarz i menedżer zarządzajacy w firmach mediów i nowych technologii wywołując burzliwą dyskusję miedzy dziennikarzami – praktykami, a naukowcami. Sztuczna inteligencja oferuje doskonałość bez wysiłku ludzie przez to stają się leniwi i obojętni, ale co będzie gdy AI otrzyma świadomość i będzie chciała nami manipulować ? – pytał retorycznie prof. Kreft. AI obiecuje wiele, destabilizuje wszystko , trzeba więc się do intensywnie przygotowywać do tego, co z pewnością pojawi się w przestrzeni medialnej w najbliższym czasie. AI zmienia styla pracy dziennikarzy i sposoby odbioru mediów. W USA już dziś można zauważyć pustynie informacyjne , gdzie ludzie są gorzej poinformowani, bo nie ma na ich terenie ani jednego radia, ani jednej tradycyjnej gazety. Badania wykazują, że po wejściu w życie różnego rodzaju aplikacji AI blisko 59 % kliknięć nie odsyła już do linków źródłowych, zamiera więc sam internet – udowadniał profesor Kreft ilustrując swój wykład wymowną grafiką z ilustracją nagrobka z sarkastycznym napisem The World Wide Web 1989 -2025.
Naukowcy w swoich wstąpieniach analizowali m.in. dostępne już teraz w Polsce narzędzia AI do pisania prac naukowych, do ożywiania zmarłych osób (np. poprzez prowadzenie po ich śmierci ich profili w mediach społecznościowych, nagrywania filmów z ich udziałem itd), do rekrutacji w firmach i zakładach pracy i do prowadzenia np. portali poradnikowych.
Rezultaty naukowych badań i referaty ukażą się w wydawnictwie po konferencyjnym .
Fotorelacja z konferencji : mgr Ilona Ptak, członek katowickiego oddziału SDP i pracownik naukowy UE w Katowicach.
Czy media w czasach rozwoju sztucznej inteligencji są rzetelne i bezpieczne? Jak AI wpływa na pracę dziennikarzy? Czym jest dezinformacja w erze AI i jakie są zagrożenia komunikowania w świecie platform, algorytmów i chatbotów. To tematy, które będą omawiane podczas konferencji „Media w ekonomii – ekonomia w mediach”. Rozpoczyna się ona w środę na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Jest ona objęta patronatem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
3 i 4 grudnia 2025 r. na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach odbędzie się konferencja naukowa MEEM 25, poświęcona mediom i ekonomii oraz zmianom, jakie czekają nas wraz z rozwojem sztucznej inteligencji. To już trzecia edycja konferencji „Media w ekonomii – ekonomia w mediach”, tym razem po raz pierwszy wśród jej patronów jest Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Konferencję otwiera panel dyskusyjny na temat przyszłości mediów w czasach AI w Polsce z udziałem przedstawicieli mediów, przedsiębiorstw, stowarzyszeń dziennikarskich oraz naukowców, specjalistów nauk o mediach i komunikacji społecznej, technologii informacyjnych oraz ekonomii. Do udziału w tej dyskusji została zaproszona także dr Jolanta Hajdasz, prezes SDP. W dyskusji wezmą także udział ( kolejność alfabetyczna) Rafał Czechowski z firmy Imago PR), prof. dr hab. Tomasz Goban- Klas z Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, prof. dr hab. Stanisław Jędrzejewski z Akademii Leona Koźmińskiego oraz Ewelina Kosałka- Passia z Radio Katowice , prof. dr hab. Jan Kreft z Politechniki Gdańskiej, Rafał Kurowski z TVP3 Katowice i Kamil Nowak z firmy Content miners.
W czasie konferencji odbędzie się także wernisaż wystawy fotograficznej „eMOCje w kadrze”, autorstwa studentów Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. To także manifestacja własnych emocji młodych ludzi w świecie, w którym coraz częściej ich brakuje – czytamy w materiałach promocyjnych konferencji. Kuratorką wystawy jest Barbara Jendrzejczyk, fotografka, dziennikarka telewizyjna i naukowiec w Katedrze Projektowania i Analizy Komunikacji, prowadząca przedmioty związane z social mediami i fotografią na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach.
Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa oraz JM Rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, prof. dr hab. inż. Celina M. Olszak. Organizatorem konferencji jest Katedra Projektowania i Analizy Komunikacji Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Patronat nad konferencją objęli także: Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, Polskie Towarzystwo Komunikacji Społecznej, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Patronat medialni konferencji to TVP3 Katowice, Polskie Radio Katowice, Europerspektywy, Dziennik Zachodni, Nasze Miasto, TVP Info, AS Radio.
Red. Ryszard Tański, redaktor naczelny dwutygodnika Puls Powiatu Pyrzyckiego wygrał w Sądzie Apelacyjnym w Szczecinie ! Rozprawa odbyła się 19 listopada b.r. Sąd uniewinnił go od zarzutu zniesławienia z art. 212 kk. Mariusza Szymkowicza jako radnego gminy Pyrzyce oraz wicewójta Bielic. Sąd uznał argumenty oskarżonego oraz stanowisko Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, iż skazanie red.Tańskiego stanowiłoby naruszenie krajowych i międzynarodowych standardów praw człowieka w zakresie wolności słowa i wolności prasy. Uniewinnienie dziennikarza jest konieczne dla zapewnienia, że dziennikarze w Polsce mogą wykonywać swoją misję publicznego strażnika demokracji bez obawy przed represjami karnymi za krytykę polityków i innych osób publicznych – czytamy w przesłanej do Sądu opinii amicus curie CMWP SDP.
Pan Ryszard Tański jest redaktorem naczelnym dwutygodnika Puls Powiatu Pyrzyckiego. W czerwcu b.r. został skazany nieprawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego Szczecin-Centrum w Szczecinie z dnia 17 czerwca 2025 r. za popełnienie przestępstwa zniesławienia z art. 212 § 2 Kodeksu karnego. Przedmiotem oskarżenia był artykuł prasowy zatytułowany „Szymkowicz, Wujek Dobra Rada”, opublikowany 4 lipca 2023 roku oraz zamieszczony w sieci. Artykuł stanowił komentarz dziennikarski do publicznej wypowiedzi pokrzywdzonego Mariusza Szymkowicza, zamieszczonej przez niego na portalu społecznościowym Facebook. Komentarz dotyczył projektu uchwały Rady Miejskiej w Pyrzycach w sprawie wyemitowania papierów wartościowych w celu pozyskania środków na zadania inwestycyjne gminy. W swoim komentarzu skrytykował on władze gminy Pyrzyce, zarzucając im złe planowanie wydatków na inwestycje oraz narażenie gminy na zadłużenie.
Artykuł prasowy autorstwa Ryszarda Tańskiego stanowił odpowiedź na publiczny komentarz Mariusza Szymkowicza. W materiale prasowym dziennikarz przedstawił kontekst wypowiedzi polityka i wyjaśnił przyczyny wzrostu kosztów realizacji inwestycji samorządowych wynikające z inflacji i sytuacji geopolitycznej (epidemia COVID-19, wojna na Ukrainie). Sąd Rejonowy w Szczecinie uznał, iż Ryszard Tański dopuścił się zniesławienia Mariusza Szymkowicza, ale od tego wyroku obrońca osk. Ryszarda Tańskiego wywiódł apelację. CMWP SDP w swoim stanowisku starało się wykazać, iż dziennikarz działał w dobrej wierze oraz w interesie publicznym, a pan Mariusz Szymkowicz jako aktywny polityk powinien tolerować szerszą krytykę niż osoba prywatna, zgodnie z orzecznictwem ETPC. Ponadto sporny artykuł prasowy stanowił głos w debacie publicznej dotyczącej spraw istotnych dla społeczności lokalnej (gospodarowanie finansami publicznymi, realizacja inwestycji samorządowych), zainicjowanej przez samego pokrzywdzonego.
„A nadzieja zawieźć nie może. Gdzie młody człowiek może szukać drogowskazów w niestabilnym świecie” – to tytuł debaty, jaką odbyła się w Bydgoszczy w ramach organizowanego już po raz 44. Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej. Na zaproszenie organizatorów w dyskusji wzięła udział Jolanta Hajdasz, prezes SDP i dyrektor CMWP SDP. W spotkaniu uczestniczył także biskup Krzysztof Włodarczyk.
Jako motto tegorocznych obchodów 44 TKCH przyjęto przesłanie św. Jana Pawła II „abyśmy byli zdolni do odważnego składania świadectwa wiary” skierowane przez Niego do młodzieży w homilii wygłoszonej w dniu 2.06.1997 roku w Gorzowie Wlkp. Dramatem współczesnej kultury jest brak życia duchowego – przypominają słowa Jana Pawła II organizatorzy TKCH odbywajacwgo się raz do roku od lat 44 . Dzisiaj, kiedy jesteśmy świadkami próby dekonstrukcji kultury przez środowiska liberalne i lewicujące, wybieramy tą myśl, jako motto tegorocznego Tygodnia, mając w pamięci również wypowiedź św. Papieża w UNESCO, że człowiek żyje prawdziwie ludzkim życiem dzięki kulturze – przypominał Aleksander Grzybek, główny organizator spotkań. Od lat Misją Tygodni Kultury Chrześcijańskiej jest ukazanie w tej perspektywie chrześcijaństwa, jako źródła, z którego czerpie inspirację cywilizacja życia i miłości. Polska odgrywa w tym procesie szczególną rolę, a wkład św. Jana Pawła II nie ma sobie równych. Trzeba o tym nieustannie przypominać, zwłaszcza dzisiaj, kiedy tak wielu usiłuje zniszczyć to, co dobre, prawdziwe i piękne – mówi Aleksander Grzybek.
W tym roku specjalną ofertą dla młodzieży było spotkanie z ks. biskupem dr. Krzysztofem Włodarczykiem oraz z dr Jolantą Hajdasz, prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich poświęcone refleksji nad wyzwaniami, jakie stawia współczesność. Odbyło się 12 listopada w Pałacu Młodzieży w Bydgoszczy. Sala była wypełniona uczniami i nauczycielami.Wobec zagrożeń postmodernistycznej kultury nie można pozostawać biernym, dlatego tak ważne jest ostrzeżenie zawarte w tytule debaty: „…a nadzieja zawieść nie może. Gdzie młody człowiek może szukać drogowskazów w niestabilnym świecie”. Konfrontacja postaw, świadomość powołania i jego wyboru, siła argumentów za czy przeciwko chrześcijańskim wartościom – to motyw przewodni tej debaty.
Jak zawsze w Tygodniu Kultury Chrześcijańskiej nie zabraknie odniesienia do ważnych rocznic, a zwłaszcza do 107. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. 11 listopada będziemy modlić się o pomyślność i bezpieczeństwo naszej Ojczyzny podczas Mszy św. celebrowanej przez Ordynariusza Diecezji Bydgoskiej. Zapraszamy do udziału w tych wydarzeniach. Niech nasza obecność będzie świadectwem wyboru, a zarazem obrony wartości, dla których nie ma bardziej życzliwych wobec człowieka alternatyw. 3 listopada (poniedziałek) „Msza św. Requiem w rycie trydenckim. Słowo o istocie i znaczeniu tradycji w Kościele na przykładzie Mszy Św. Requiem”. Muzyka organowa w wykonaniu Michała Kołodzieja. Fragmenty utworów towarzyszących liturgii – godz. 19.00, par. Najświętszego Serca Pana Jezusa, pl. Piastowski 8 listopada (sobota) Inauguracja XLIV Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej Msza św. pod przewodnictwem JE Ks. dr. Krzysztofa Włodarczyka. Koncert artystów: prof. Renaty Marzec – wiolonczela i prof. Radosława Marca – organy. Wręczenie statuetek „Za twórczy wkład w kulturę chrześcijańską – 2025” – godz. 18.00, Katedra Bydgoska 10 listopada (poniedziałek) Wigilia Święta Niepodległości: koncert piosenki okresu międzywojennego w wykonaniu Justyny Gęsickiej i Krzysztofa Zimnego. Prelekcja historyczna – godz. 17.00, Kujawsko Pomorskie Centrum Kultury w Bydgoszczy, pl. Kościeleckich 6 „Królestwo Niepodległej”. Uroczyste nabożeństwo i capstrzyk z udziałem harcerzy i żołnierzy dla uczczenia Święta Niepodległości w roku jubileuszu 1000-lecia koronacji Bolesława Chrobrego, pierwszego króla Polski. Koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu żołnierzy i harcerzy ZHR. Oprawa muzyczna Marcin Wątorski. Capstrzyk – prezentacja dawnych formacji i przemarsz w ordynku – godz. 19.30, Parafia Wojskowa MB Królowej Pokoju, ul. Bernardyńska 2 11 listopada (wtorek) 107. rocznica odzyskania niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej
Podczas areopagu zaprezentowano sondę uliczna z głównym pytaniem – czym jest dla ciebie nadzieja. Bardzo mi się podobała odpowiedź jednego z młodych ludzi, który powiedział, że życie bez nadziei nie miałoby zakończenia. I jakoś mnie to mocno przekonało, że bez nadziei bylibyśmy „urwani” w połowie zdania. Umieramy i… tyle. Bóg daje nam to zakończenie, którym jest wieczność – powiedział ks. Łukasz Krzewiński, który moderował całe spotkanie. – Warto odwołać się do Sokratesa, który widział w młodzieży nadzieję, jak i do myśli św. Jana Pawła II oraz papieża Franciszka. Oni wciąż powtarzali, że młodzież jest przyszłością i nadzieją – dodał ks. Łukasz Krzewiński, wspominając Rok Święty, ukierunkowany na nadzieję.
W dyskusji wzięła udział dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, która powiedziała, że nie wyobraża sobie życia bez nadziei. – Nadzieja jest dla każdego z nas bardzo ważnym elementem codzienności. Nawet jeśli na co dzień sobie tego nie uświadamiamy. Jak człowieka spotykają jakieś nieszczęścia, a przecież i z nich składa się codzienność – na przykład, jak ktoś traci pracę, ktoś bliski odchodzi, a przeżyłam śmierć ojca mając cztery lata – nadzieja daje siłę. To jest coś pierwszego, na czym po jakimś trudnym momencie, można zacząć budować – dodała. Doktor Jolanta Hajdasz zachęciła młodych, by codzienność budowali na Bogu. – W moim przypadku, czego nigdy nie ukrywam, swoje życie opieram na wartościach chrześcijańskich, Dekalogu. Na takiej zwykłej, codziennej wierze, bo wyrosłam w domu katolickim. Wiara zawsze pozwalała mieć nadzieję – powiedziała.W rozmowie z ks. Łukaszem Krzewińskim oraz dr Jolantą Hajdasz uczestniczył także Maciej Malicki. Uczeń bydgoskiego Technikum Kolejowego, ceremoniarz, słuchacz studium organistowskiego, dał za przykład św. Augustyna i jego definicję nadziei, odwołując się również do takich zagadnień, jak gniew czy odwaga. – Te spotkania są po to, by w młodych ludziach rozwijać wiarę. Tym razem poznajemy nadzieję z perspektywy ludzi doświadczonych, ale i moich rówieśników, którzy są do tego, tak jak ja, zaproszeni. Rówieśników, którzy opowiadają o nadziei w sposób przystępny, zrozumiały. Ja bardzo często szukam tej nadziei w Panu Bogu i właśnie w Nim ją odnajduję – podsumował Maciej Malicki.
opracowanie na podstawie relacji na diecezja.bydgoszcz.pl (https://diecezja.bydgoszcz.pl/2025/11/13/areopag-mlodych-o-nadziei/) ; autor; M. Jarzembowski
SDP nadal stanowczo protestuje przeciwko zagrożeniom i ograniczeniom wolności słowa, jakie dostrzegamy w projekcie ustawy wdrażającej Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), przedstawiony przez Ministerstwo Cyfryzacji – powiedziała Jolanta Hajdasz, prezes SDP w czasie publicznego wysłuchania w sprawie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw. Odbyło się ono podczas posiedzenia komisji sejmowej we wtorek 4 listopada b.r. Wzięło w nim udział ponad 40 organizacji pozarządowych. Publikujemy pełną treść wystąpienia Prezes SDP. Wypowiedzi uczestników posiedzenia zostały ograniczone do 2 minut, podczas obrad nie było możliwości zaprezentowania stanowiska SDP w pełnym kształcie.
Wystąpienie Prezes Jolanty Hajdasz podczas wysłuchania publicznego:
Szanowny Panie Przewodniczący, szanowni członkowie Komisji, szanowni Państwo
SDP nadal stanowczo protestuje przeciwko zagrożeniom i ograniczeniom wolności słowa jakie dostrzegamy w projekcie ustawy wdrażającej Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), przedstawiony przez Ministerstwo Cyfryzacji W dalszym ciągu mimo zmian w projekcie, jakie zaszły od stycznia b.r., które odnotowujemy z satysfakcją , iż społeczna presja ma sens podtrzymujemy swoje negatywne stanowisko wobec przedstawionego projektu.
W ocenie SDP jest to pośredni sposób wprowadzenia cenzury w internecie na terenie Polski oraz umożliwienie rządzącym politykom ingerowania w publikowane w sieci treści przy wykorzystaniu struktury administracji państwowej. Zdanie nasze wynika z analizy zapisów tego projektu a także z monitorowania praktyki procesu komunikowania masowego w Polsce, w tym procesów dziennikarzy mediów konserwatywnych i prawicowych oraz blokowania na różne sposoby dystrybucji treści konserwatywnych i prawicowych , przy wykorzystaniu zaplecza medialnego i zagranicznego finansowania mediów i organizacji o charakterze liberalnym i lewicowym. To wszystko są to zjawiska które umykają czynnikom oficjalnym, oficjalnym raportom i którymi nie zajmują się w swoich analizach międzynarodowe organizacje pozarządowe Obawiamy się że do problemów jakie dziś mamy z wielkimi platformami mediów społecznościowych dojdą problemy blokowania treści w internecie przez rządzących w danym czasie polityków, bo widzimy , iż obecnie rządzący chcą postawić się na miejscu wielkich platform internetowych.
W rażący sposób narusza to gwarantowaną w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zasadę wolności słowa wyrażaną w art. 54, który jednoznacznie zakazuje cenzury prewencyjnej. Ta ustawa w proponowanym kształcie to nadregulacja, nadinterpretacja rozwiązań unijnych, do wprowadzenia których zobowiązuje nas rozporządzenie. Polska chce iść dalej niż UE w blokowaniu treści, to wyjątkowo kontrowersyjne i zadziwiające.
Nadal SDP uważa, iż Prezes UKE, a także prezes UOKiK-u nie mają żadnego doświadczenia w rozstrzyganiu sporów z zakresu wolności słowa, ochrony dóbr osobistych, czy przeciwdziałania dyskryminacji. Ponadto, co jest bardzo ważną okolicznością, prezesów tych powołuje Sejm zwykłą większością głosów na wniosek Prezesa Rady Ministrów, decyduje więc o tym wyborze dominująca w danym czasie opcja polityczna. Stwarza to dogodną dla polityków okazję do wykorzystywania w/w uprawnień do blokowania w sieci np. krytycznych opinii wobec siebie. Narusza to podstawowe prawa człowieka, do jakich należy w demokratycznym państwie prawo swobody wypowiedzi. Wyjątkowo kontrowersyjna jest także arbitralność decyzji Prezesa UKE. Zaskarżyć je będzie można do sądu powszechnego, ale jego procedura jest kosztowna przewlekła i sama perspektywa znalezienia się na ławie oskarżonych z powodu opublikowanych treści działa mrożąco na nadawców treści. W Polsce procesy karne dot. zdarzeń z zakresu komunikowania masowego są często tajne, a zarzuty bywają absurdalne, tymczasem nawet w oczywistych sprawach procedura sądowa trwa 2-3, a nawet 5 lat. To zupełnie wypacza sens publikowania, bo aktualność i szybkość reakcji staje się dziś nadrzędną cechą wszystkiego, co komunikujemy. W ten sposób po wprowadzenia DSA w proponowanym kształcie zgodnie z prawem można wyeliminować wszystkie treści, które nie odpowiadają rządzącym.
Ponadto nie do końca jest jasny status wymienionych w projekcie „zaufanych podmiotów sygnalizujących”. Kto będzie miał status podmiotu sygnalizującego, komu dziś rządzący przyznają na to środki finansowe – myślę, że każdy z Państwa jest w stanie wymienić to z głowy. Chyba wszyscy na tej sali wiemy także, komu taki status nie będzie przyznany przez obecną koalicję, kto nie otrzyma na swoją działalność ani złotówki. W ten sposób można zmarginalizować każdą organizacją pozarządową, która nie odpowiada rządzącym politykom, a to one będą zgłaszać co im się nie podoba w sieci.
W ocenie ZG SDP zaproponowane zapisy naruszają niezależność mediów i niezależność twórców, w tym dziennikarzy. Przy fikcyjnym nadzorze sądowym i przy braku gwarancji prowadzenia jasnej i skutecznej procedury odwoławczej jest to wprowadzenie do polskiego systemu medialnego mechanizmu cenzury zabronionego w demokratycznym państwie prawa. ZG SDP apeluje do rządzących o ponowną analizę proponowanych zapisów i uwzględnienie w projekcie zasady wolności słowa, tak by uszanować konstytucyjne prawa obywateli do jakich należy wolność wypowiedzi. Konieczne jest co najmniej zmiana procedury wyboru Prezesa UKE i UOKiK-u i oraz szczegółowe opisanie procedury odwoławczej od blokad treści w internecie.
Anna Popek:Jeden z czołowych operatorów TVN-u. Największe produkcje: Taniec z Gwiazdami, You Can Dance, Na Wspólnej, Dzień Dobry TVN. To te flagowe, wielkie produkcje wychodziły spod ręki mojego gościa Kamila Różalskiego.
Kamil Różalski: To prawda, 23 lata spędziłem w TVN-ie jako operator kamery i operator obrazu przy ramówkowych programach stacji.
AP:Czyli był Pan człowiekiem zaufanym, ulubionym i fachowcem, skoro oddawano takie duże produkcje w Pana ręce.
KR: Zaufanym w kontekście stacji to brzmi źle. Wolałbym jednak inne słowo. Byłem profesjonalistą. Przez pierwsze pięć lat pracowałem w Faktach, nie było produkcji, więc już tam miałem czołową pozycję zawodową. Nawet podczas pielgrzymek Ojca Świętego do Polski byłem jednym z 18 dziennikarzy z całego świata, którzy byli najbliżej Ojca Świętego.
AP: Co się wydarzyło, że wszedł Pan na ścieżkę wojenną z TVN-em?
KR: Otóż ważną rzeczą budującą kontekst jest to, że w TVN-ie pracowało się ciężko i naprawdę po wiele godzin. Ja byłem trochę wyjęty informacyjnie z tego, co się dzieje wręcz w Polsce, jakby absurdalnie to nie zabrzmiało. Plan na Wspólnej na przykład, to jest przynajmniej 12 godzin plus dojazd z miejsca na miejsce. To powodowało, że tak naprawdę, w domu ja tylko sypiałem. Przy dużych produkcjach bywało, że plan trwał 16 godzin. Mówię o okresie, kiedy już nie miałem etatu, bo kiedy miałem etat, to rzeczywiście na ogół było przestrzegane prawo pracy.
W 2012 roku dyrektor produkcji Jarosław Potasz, pewnie to wypikacie albo nie, ja się nie boję tego mówić, wpadł na genialny pomysł, żeby zlikwidować etaty. Mówiąc kolokwialnie, w dziale realizacji i w dziale produkcji. Ja byłem jedną z osób, które ten etat posiadały od początku stacji. Był to też taki mój warunek przyjścia do TVN-u.
I jako ostatnia osoba byłem zaproszony na rozmowę z dyrektorem Potaszem i z moim bezpośrednim przełożonym Jerzym Kluczewskim, w celu poinformowania mnie na jakich warunkach ma nastąpić rozwiązanie umowy o pracę. Skoro byłem ostatnią osobą, to wiedziałem, jak te rozmowy przebiegają, więc się do tego przygotowałem. Dyrektor powiedział, że umowy mają być rozwiązane za porozumieniem stron, co oznacza, że nie działa ochrona kredytowa, ubezpieczenie kredytów, nie ma odprawy, która każdemu pracownikowi przysługuje i nie ma też zagwarantowanej pracy.
Na moje pytanie, co będzie, jeżeli się nie zgodzę na taką formę rozwiązania umowy i będę oczekiwał zwolnienia mnie z pracy, dowiedziałem się, że nigdzie nie znajdę pracy. Uległem temu szantażowi, bo to był szantaż, a nieliczne wcześniejsze przykłady, które znałem, potwierdzały, że szantaż nie jest bezpodstawny. Do tego od 1 stycznia 2013 roku przez pierwszy tydzień, za karę, pauzowałem. Za karę bo o dzień za późno rozwiązałem moją umowę o pracę.
Zaczęło się „przedszkole”, zaczęły się przepychanki, zaczęło się ograniczanie pracy na grafiku, straszenie, poniżanie, lżenie, że dziesięciu na moje miejsce czeka, że jak mi nie pasuje, to mogę iść do Biedronki na kasę. I w pewnym momencie, nawet nie wiem, kiedy to się stało, moje emocje, moja psychika nie wytrzymała. Trwało to przez lata i miało charakter klasycznego mobbingu.
Byłem na grafiku. Okazywało się następnego dnia, że jednak nie pojadę za dwa dni na zdjęcia. Tak to działało. W efekcie zaczęła się mi pojawiać depresja i oznaki takie pomobbingowe. A ja mimo wszystko cały czas mówiłem o tym, że jest łamane prawo pracy, że jesteśmy ofiarami mobbingu. Przez to za karę byłem spychany do coraz gorszych produkcji. Oni liczyli, że ja odejdę z pracy sam.
A ja konsekwentnie uważałem, że skoro jestem w porządku i prawa nie łamię, to z pracy powinni odejść ci, którzy je nie łamią. Takie trochę naiwne, ale jestem idealistą i to jest moim problemem czasami w normalnym życiu. Za karę więc byłem spychany do coraz gorszych produkcji. W końcu przyszedł taki dzień, kiedy pojawiła się procedura zgłaszania nieprawidłowości zgodnie z narzuconym przez amerykańskiego właściciela Discovery Kodeksu Etyki. Ta procedura nie tylko pozwalała, ale też nakazywała zgłaszać nieprawidłowości.
AP: I to można było robić anonimowo?
KR: Tak. Ja założyłem, mówiąc kolokwialnie, grupę sygnalistów i jako grupa wysłaliśmy do Działu Compliance w Stanach Zjednoczonych zawiadomienie o przykładach łamania prawa przez TVN, o mobbingu, o współczesnym niewolnictwie, bo współczesne niewolnictwo mieści się w definicji nie zapłacenia komuś za jego wykonaną pracę. Powtórzę: jeżeli my wykonywaliśmy jakąś pracę i nie mieliśmy za to zapłacone, to się mieściło w definicji współczesnego niewolnictwa. Tak samo nepotyzm, który zgodnie z Kodeksem Etyki powinien być bardzo napiętnowany w stacji, aż kół w oczy.
Amerykanie sprzedali nasze dane do Warszawy, do TVN-u i w konsekwencji po kolei pozwalniano nas z pracy. Mnie pierwszego, bo z mojej skrzynki mailowej został wysłany mail zgłaszający nieprawidłowości. Powstała komisja, która była fikcją, ponieważ składała się z dwóch osób pracujących w TVN i prawnika z kancelarii, która TVN reprezentowała w sporach z pracownikami. Mieliśmy zeznawać w siedzibie kancelarii, żeby nas jeszcze nastraszyć, bez prawa nagrywania naszych zeznań z naszej strony, bez protokołu, który miał nie powstać, żeby łatwiej było tuszować te nieprawidłowości.
W związku z tym nie zgodziliśmy się zeznawać i wyszliśmy z tej komisji. Dalej komisja obradowała swoim trybem i według swoich abstrakcyjnych scenariuszy.
AP:Dziwi mnie, że oddział amerykańskiej stacji, gdzie takie rzeczy są dość poważnie traktowane, dlaczego się nie bali?
KR: Zgodnie z przypadkami, do których ja dotarłem, nie byliśmy jednymi osobami zwolnionymi z pracy, w ramach odwetu, za zgłoszenie nieprawidłowości. To zgłoszenie nieprawidłowości służy tylko do wyłapywania takich osób jak my i pozbywania się ich ze struktury firmy, czyli osób, które nie godzą się na machloje, na nieuczciwości, na postępowanie niezgodne z kodeksem etyki. To jest jedna wielka fikcja.
AP:Czyli wpadł pan w pułapkę, można powiedzieć. To była chyba celowo zarzucona przynęta.
KR: Można tak to zinterpretować. Gdybym wiedział, że temu to służy, to z pewnością bym się nieco inaczej przygotował do tego zgłoszenia i nieco inaczej dokonał tego. Natomiast my cały czas próbujemy znaleźć kancelarię prawną w Stanach. Mamy tutaj naruszenie anonimowości sygnalistów, co jest dużym problemem. Niestety bariera językowa i odległość powodują, że taką kancelarię jest nam niezmiernie trudno znaleźć. Człowiekowi, który od niedawna zajmuje się pomocą i mieszka w Stanach Zjednoczonych już dwukrotnie włamano się do komputera i telefonu. Mnie także włamano się do telefonu jakieś dwa, trzy tygodnie temu. Mniej więcej w tym samym okresie co do człowieka, który nam pomaga.
AP: Jest pan bardzo niebezpieczny…
KR: Nie. Jestem niebezpieczny dla złych ludzi.
AP:To może z panią Hanną Radziejowską trzeba by było porozmawiać. Ona też miała podobne przypadki z minister kultury, która kulturalnie zwolniła ją po tym, jak zasygnalizowała nieprawidłowości. Może jakaś kancelaria już się nauczyła jak tego rodzaju sprawy rozwiązywać. Ale wróćmy do pana historii. Czyli pan nie miał pracy w ogóle?
KR: Od pięciu lat nie pracuję i nie zarabiam pieniędzy.
AP:A co na to, te wszystkie osoby, te gwiazdy TVN-u, celebryci, którzy pewnie znali pana? Znaliście się i byliście pewnie w dobrych relacjach. Przypominam sobie moje relacje z kolegami w Telewizji Polskiej, które były bardzo serdeczne.
KR: Relacje były serdeczne, jak trzeba było ładnie pokazać taką osobę. Natomiast wszyscy o mnie i o kolegach zapomnieli w cudowny sposób. Te osoby były uzależnione od dyrektora programowego. Ten dyrektor programowy, w wyniku naszego zgłoszenia stracił pracę w TVN-ie i poszedł do Polsatu. Związki ze związkami nie są przypadkowe tutaj w Polsacie i w TVN-ie. To znaczy nie tyle ze związkami, co z pewnymi instytucjami. I my się tego tak naprawdę zaczęliśmy uczyć od 2019 roku i odrobiliśmy te lekcje. Zaczęliśmy sobie zdawać sprawę z jakich kart i z jakich klocków ten dom jest zbudowany. To jest nieprawdopodobne z jakim kolosem, z jakimi przeciwnościami losu przyszło nam się mierzyć. Proszę sobie wyobrazić, świat jest mały i informacje do nas docierają w różny sposób. Dotarła informacja podana przez kolegę, którego ktoś w rodzinie jest prawnikiem w Warszawie, że poszła fama po mieście, że każdy prawnik, który zaangażuje się w nasz proces po naszej stronie, kariery nie zrobi. To jest na tym poziomie walka.
AP:To z kim wy walczycie tak naprawdę?
KR: Z mafią. My walczymy z mafią.
AP: Jaka to jest mafia?
KR: Bezwzględna, cyniczna, podła.
AP:A kto jest zamieszany w to? Bo to nie tylko telewizja pewnie, ale jeszcze jakieś służby specjalne? Tak się mówiło, że u podwalin TVN-u były służby specjalne.
KR: To już nie jest tajemnicą, że finansowanie TVN-u nie wzięło się przypadkowo ani nie wzięło się z kredytów. Głośno o tym mówiły osoby, łącząc to z dawnym WSI i z obsługą długu zagranicznego. Ja nie mam na to dowodów, natomiast wszystko, co się działo w firmie i w jaki sposób to się działo i kim byli ludzie zarządzający, jak się później okazywało, świadczy o tym, że te oskarżenia nie są przypadkowe i mają potwierdzenie w faktach.
AP:Czy nie byłoby taniej i lepiej dla nich po prostu zapłacić normalne pensje, nie zwalniać etatów, bo od tego to się zaczęło?
KR: Oczywiście. Wyliczyliśmy, że przestrzeganie prawa pracy w obszarze zatrudnienia kosztowałoby ich około 40 mln zł rocznie, gdzie pierwsza dywidenda to była 1,3 mld zł wysłanych za ocean. W zeszłym roku było mniej, chyba około 600-700 mln zł i też musieli rezerwy swoje uruchomić, bo ktoś tam za oceanem musiał dostać premię. Tego typu ruchy księgowe się odbyły.
AP: A czy w związku z wygraną Trumpa może coś się zmienić w TVN?
KR:Nie wiadomo. Już poszła pogłoska w Stanach, że Warner Bros. Discovery może zmienić właściciela, tym razem na prawicowego. W związku z tym może się okazać, że Trumpowi to kompletnie nie na rękę.
AP: Dlaczego?
KR: Dlatego, że i tak przejmie. Może się paradoksalnie okazać przeszkodą, która w jakiś sposób zakłóca porządek biznesowy pewnym ludziom tam.
AP:Tak długo trwa to wszystko. Polacy tak bardzo uwierzyli TVN-owi, a telewizja to obraz. Jaki był sekret tego dobrego przekazu TVN-u?
KR: Nie wiem. Myślę, że socjotechnika była tam bardzo daleko posunięta. Ja mogę się wypowiadać na temat mojej pracy i podam przykład. Pracując jeszcze w newsach, byłem jedyną osobą ze wszystkich operatorów, którzy mieli sfilmowane w całości całe zdarzenie w sali kolumnowej, gdzie przyniesiono Gabriela Janowskiego. Sprawa Polskiego Cukru. Na moich zdjęciach, na moim materiale sfilmowanym przeze mnie było widać, że on został tam przyniesiony. On został tam przyniesiony i postawiony. Od tego momentu, jak zaczyna skakać, we wszystkich mediach poszły obrazki. Cała reszta wcześniejsza trafiła do archiwum.
AP:Czyli gdzieś te zdjęcia jeszcze są?
KR: Jeżeli nie zostały zniszczone, to są. Ja swoją pracę wykonałem jak potrafiłem. Praca była zrobiona, tylko ktoś dalej ją zmanipulował.
AP:Pewnie takich przypadków było więcej. Pan mówił o tym, że ta sytuacja odbiła się bardzo na pana zdrowiu. W jaki sposób?
KR: Depresja jest chorobą. Jest chorobą w moim przypadku zdiagnozowaną. Mam poważną depresję, leczę się, biorę leki, mam lekarza w psychiatrę. Niedawno rozpocząłem terapię, psychoterapię. Wszystkie te dobrodziejstwa spotkały mnie dzięki mojej aktywności na X, bo tam mam profil pod moim imieniem i nazwiskiem. To są ludzie, którzy zgłosili się, żeby mi pomóc i robią to za darmo. To jest ogromny dar z ich strony.
AP:Czyli, psychoterapeuta, psychiatra pracują po prostu za darmo z panem?
KR: Tak, natomiast nie wiem, czy nie jest za późno, ponieważ w moim przypadku brak pracy i brak zarabiania od pięciu lat spowodował, że mam ogromne problemy finansowe. Wkrótce stracę dom prawdopodobnie, bo nie mam ciągle pracy. Byłaby możliwość, żebym spłacał ten dom. Strasznie chaotycznie mówię, ale to są emocje. To jest moja ojcowizna i bardzo by mi zależało na tym, żeby go uchronić. Wygrałem proces z bankiem, to znaczy miałem kredyt w euro i sąd uznał, że umowa jest nieważna. Natomiast muszę oddać kapitał pomniejszony o raty. W efekcie będą to raty, bo sąd może rozłożyć maksymalnie na pięć lat.
Oznacza to, że nieznacznie ponad pięć tysięcy złotych musiałbym płacić co miesiąc przez pięć lat. Ale to nie jest tylko to. Moje problemy to są różne raty, chwilówki, bo jechałem już na chwilówkach. Już nawet nie chcą mi chwilówek dawać, taka jest moja sytuacja. Bez przerwy dzwonią windykacje i teraz naprawdę się zrobiło bardzo trudno. Pewnie mnie po prostu, może nie tyle psychicznie, ale wykończą. Myśli samobójcze już odeszły, bo był taki czas, że naprawdę nie chciałem już żyć. Wyszedłem jednak z założenia w pewnym momencie, że nie ja sobie dawałem życie i nie mam prawa go odbierać, w związku z tym po prostu czekam na to, aż to gruchnie, aż dostanę jakiegoś raka.
AP:Nie, proszę tak nie mówić. Nie zgadzam się.
KR: Ale tak to działa. Przecież stres jest jednym z czynników rakotwórczych.
AP: I to wszystko z powodu tego, że postawił się pan TVN-owi, a właściwie takim nagannym praktykom jak łamanie prawa człowieka, które tam występowało.
KR: Mam pewną satysfakcję, bo normalnie jak ktoś się stawia bandziorom, to go zastrzelą i na drugi dzień go nie ma. Ja już pięć lat nagłaśniam sprawę patologii i przestępstw w ich wykonaniu. Sens był taki, żeby ludzie poznali prawdę na ich temat.
AP:Widzowie oglądają takie uśmiechnięte, gładkie twarze gwiazd TVN-u i te śliczne obrazki, no to myślą sobie, że jest inaczej. Co pan by im teraz powiedział?
KR: Proszę pamiętać, że niektórzy z nich są wnuczkami, czy synami wysokich funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, o czym też się dowiedziałem dopiero wtedy, jak zacząłem z nimi walczyć. Co ja mogę im powiedzieć? Że na ich miejscu bym się wstydził pokazać na wizji? Przecież oni te same wartości przekazują na wizji, które reprezentowali ich rodzice czy dziadkowie. Jeżdżą bez prawa jazdy, bo ich to nie dotyczy. Nie płacą podatków, bo ich to nie dotyczy. Milczą, kiedy ktoś mówi na antenie, że śmierć Polaka to jest taka normalna rzecz, a śmierć Żyda jest czymś ważniejszym, takim metafizycznym. Co ja mam im powiedzieć?
AP:Niech nasi odbiorcy sami pomyślą, co wybierają, jaki kanał. Panu życzymy siły i proszę się nim poddawać. A na iksie szukamy Kamila Różalskiego.
Nieprzerwanie, od szesnastu lat trwa akcja poszukiwania i porządkowania przedwojennych grobów polskich dziennikarzy, literatów i pisarzy na cmentarzach Ukrainy. Akcja rzeszowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich została zainicjowana przez radiową dziennikarkę Jolantę Danak-Gajdę. Odnajdywania, często zapomnianych już grobów, i ich porządkowania nie przerwała nawet pandemia i wybuch pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Działamy nadal.
Jeszcze przed wybuchem pandemii na cmentarze dawnych Kresów jeździło z rzeszowskim SDP ponad 100 dziennikarzy. Dołączali do nich przedstawiciele mediów z innych regionów kraju a czasem nawet zza granicy. Poszukiwania i prace porządkowe wspomagali przedstawiciele rzeszowskiego Instytutu Pamięci Narodowej z Piotrem Szopą na czele i Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich.
W pracach pomagali przedstawiciele placówek dyplomatycznych, wspaniali patrioci: śp. wicekonsul Rafał Kocot oraz Eliza Dzwonkiewicz, była Konsul Generalna ze Lwowa. Zawsze obecni byli dziennikarze polskich mediów na Ukrainie z ekipą „Kuriera Galicyjskiego”, przy którym działa koło lwowskie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Łyczaków 2018 r. zdj. Andrzej Klimczak
Wyprawy na kresowe cmentarze były dla dziennikarzy zawsze niezwykłą lekcją historii. Przy okazji poszukiwań grobów kolegów „po piórze” trafiali na grobowce sławnych i zasłużonych obywateli RP, obrońców ojczyzny, powstańców, naukowców o światowej sławie. Część z nich odnajdywała groby własnych rodzin.
Pracowali na cmentarzu łyczakowskim i janowskim we Lwowie. Odnajdywali groby naszych dziennikarzy i literatów w Kołomyi, Śniatyniu, Winnikach, Czerniowcach, Żytomierzu, Ostrogu, Brzeżanach i Bohorodczanach. Palili znicze i wiązali białoczerwone kokardy na nielicznych, ocalałych pomnikach grobowych cmentarza w Stanisławowie, zniszczonego przez Sowietów i zamienionego na miejski park.
Cmentarz w Kołomyi rok 2021 zdj. Andrzej Klimczak
Na samym cmentarzu łyczakowskim odnaleźli i porządkowali 80 grobów. Na innych cmentarzach odkrywali pojedyncze, często bardzo zniszczone lub zarośnięte bujną roślinnością groby naszych dziennikarzy i pisarzy.
Nastała pandemia. Dwudziestego marca 2020 roku ogłoszono w Polsce stan epidemii. Wprowadzano coraz bardziej rygorystyczne nakazy. Przekraczanie granicy wymagało specjalnych zezwoleń, zaświadczeń i dokumentów potwierdzających badania na obecność covid-19. Ważność takich badań trwała 48 godziny. Przekroczenie tego czasu powodowało przy powrocie do kraju automatyczne skierowanie na przymusową kwarantannę. W tym czasie granicę przekraczał jedynie prezes oddziału rzeszowskiego SDP, organizując we Lwowie ekipę dziennikarzy Kuriera Galicyjskiego i Polaków mieszkających we Lwowie.
Były to skomplikowane wyjazdy, bowiem hotele w większości były zamknięte a te, które działały wymagały od klienta zestawu dokumentów potwierdzających stan jego zdrowia. Restauracje wydawały jedynie posiłki na zewnątrz. Wszędzie obowiązywał wymóg noszenia maseczek. I obowiązkowe badanie we Lwowie w dniu wyjazdu do Polski, którym należało się wylegitymować na granicy jeszcze po ukraińskiej stronie. Potem następowała cała procedura polskiej odprawy granicznej.
Pomimo, że pandemia uniemożliwiła grupowe wyjazdy dziennikarzy na Wschód, powstawały w zaciszu projekty następnych ekspedycji, gdy skończy się już zaraza. W planach była miedzy innymi Winnica i słynny cmentarz Bajkowe w Kijowie. Nikt jednak nie podejrzewał, że plany te nie dojdą do skutku.
Cmentarz ubogich Żytomierz, rok 2021 zdj. Andrzej Klimczak
Dwudziestego czwartego lutego 2022 roku wybuchła na Ukrainie pełnoskalowa wojna, którą poprzedziły ataki w Donbasie i aneksja Krymu w roku 2014. Pierwszy dzień wojny rozpoczęło bombardowanie miast na Wołyniu. Wybuchy odnotowano w Kołomyi, Stanisławowie i Drohobyczu. Jednostki pancerne ruskiego agresora ruszyły na Kijów. Mordowano cywilów, rabowano dobytek, niszczono budownictwo mieszkalne. Ruscy zapowiadali, że w kilka dni podbiją cały kraj. Na szczęście tak się nie stało.
Dziesiątki tysięcy uchodźców codziennie przekraczało polską granicę szukając ratunku przed wojną. W pierwszym roku wojny walki koncentrowały się w środkowej i wschodniej części Ukrainy.
Na Ukrainie nie ma teraz bezpiecznych miejsc. Mała wioska pod Złoczowem zdj. Andrzej Klimczak
Ataki na miasta zachodniej części kraju należały do rzadkości. Zagrożenie jednak było nadal duże. W takiej atmosferze, pomimo trwającej wojny, jak zwykle, w ostatni weekend października 2022 roku na cmentarzu Łyczakowskim pojawili się dziennikarze porządkujący groby. Tym razem w skromnym, dwuosobowym składzie: prezes SDP oddziału rzeszowskiego oraz członek koła lwowskiego SDP Karina Wysoczańska. Wspomagała ich niewielka grupa lwowskich Polaków.
Do tej pory alarmy bombowe były we Lwowie ignorowane, a życie toczyło się pozornie normalnie. Do tej pory… Około godziny 11 w mieście rozległ się dźwięk alarmu lotniczego. Syreny wypełniały powietrze przeraźliwym dźwiękiem. Miejscowi nie reagowali jednak na te ostrzeżenia, bowiem wcześniej nie niosły one ze sobą realnych zagrożeń. Aż do tej pory… Rakiety i drony bojowe uderzyły w bazę paliwową w okolicy górnego Łyczakowa, zaatakowały też cele w innych rejonach miasta, w tym cele cywilne.
Łuk triumfalny na Cmentarzu Orląt we Lwowie zdj. Andrzej Klimczak
Po tym niespodziewanym ataku prace na cmentarzu Łyczakowskim wznowiono i kilka grobów dziennikarskich udało się przygotować do zbliżającego się święta Wszystkich Świętych.
Minął rok niespokojny, przerywany nalotami na Lwów i inne miasta zachodniej Ukrainy. I znowu w ostatni weekend października żurnaliści z SDP pojawili się na cmentarzu łyczakowskim. Tym razem we dwóch: prezes oddziału SDP w Rzeszowie i dziennikarz prasowy, Andrzej Plęs. Noc minęła spokojne, chociaż na wschodzie kraju trwały ciężkie walki.
Słoneczna jesień na Łyczakowie ma szczególny urok. Nie zmieniła tego nawet wojna. Wzgórza, które „przytuliły” niezliczone grobowce zwieńczone niezwykłymi rzeźbami, mienią się wszelkimi barwami jesieni. Stare, pochylone drzewa malują krajobraz żółtymi, czerwonymi i bordowymi kolorami. Niżej, między grobami dzikie bluszcze, trawy i dziesiątki nieznanych z nazwy chwastów mienią się wszystkimi kolorami.
Nagrobki i niezwykłe, wzruszające epitafia zmuszają do refleksji. Ale też przypominają, że dziennikarze przyjechali tutaj aby przygotować do zbliżającego się święta chociaż kilka grobów.
Pracę przerywa znowu przeraźliwy dźwięk alarmu lotniczego. Syreny wyją modulowanym dźwiękiem ostrzegając przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Ludzie znikają, chowając się po piwnicach starych kamienic, gdzie przygotowano prowizoryczne schrony zwane tutaj bomboshowyszczmi.
Z cmentarza daleko do jakiegokolwiek schronu, więc dziennikarze zostają na cmentarzu, dochodząc do wniosku, że w razie czego nie ma lepszego miejsca – od razu są tam, gdzie i tak by ich przecież zawieziono po śmierci…
Nadszedł rok 2024, drugi pełnoekranowej wojny, nie należał do najspokojniejszych. Pomimo tego akcja na cmentarzu łyczakowskim trwa nadal. Z prezesem rzeszowskiego SDP jest trójka Lwowian, którzy spontanicznie przyłączyli się do porządkowania dziennikarskich grobów. Od wczoraj trwają we Lwowie ataki dronów i rakiet. Giną cywile w zbombardowanych kamienicach. Tracą życie dzieci z rodzicami przywalone tonami gruzu. Trafiona zostaje szkoła – na szczęście nie było akurat lekcji.
Jesienny Łyczaków zdj. Andrzej Klimczak
Ulice w całym mieście i te wokół cmentarza wypełnione są dźwiękiem pyrkotania agregatów prądotwórczych. Nie ma prądu bo zbombardowano stacje energetyczne. Powietrze wypełnia zapach spalin z agregatów. W zaułkach chowają się przerażone wybuchami i dźwiękiem prądnic koty i psy. Ale to miasto niezłomne żyje jak zwykle własnym, tym razem wojennym rytmem.
Jak co roku dziennikarze odwiedzają Cmentarz Orląt. W roku 1991 jedyną dostępną drogą do tego miejsca była prowizoryczna ścieżka wyłożona nagrobkami dzieci i obrońców Lwowa, zarośnięta wysokimi pokrzywami. Dzisiaj Cmentarz Orląt bieli się z daleka z kamiennymi lwami dumnie czuwającymi pod łukiem triumfalnym.
Nad wszystkim góruje biała kaplica cmentarna. W niej, wokół ołtarza i na ścianach niezliczone dowody pamięci i patriotycznych deklaracji.
Kilka lat temu zachwycało epitafium wypisane na starej maszynie i ofoliowane: mała karteczka z tekstem Kornela Makuszyńskiego, oparta o ołtarz kapliczny:
„…tu leżą uczniowie w mundurach,
Przeto ten cmentarz jest jak szkoła,
Najdziwniejsza szkoła, w której dzieci
jasnowłose i błękitnookie nauczają siwych o tym,
że ze śmierci ofiarnej najbujniejsze wyrasta życie”.
Jak bardzo aktualne są dzisiaj te słowa, chociaż zmieniły się czasy i inny już naród walczy tutaj o przetrwanie. Inny naród, chociaż w jego szeregach walczy i ginie wielu młodych Polaków, potomków tych, którzy pozostali po II wojnie światowej w swoich kresowych domach.
Październik 2025 roku, przeplatany deszczową pogodą przeważnie był słoneczny. Słoneczna była też sobota 25 dnia miesiąca.
Łyczaków, rok 2025. Grób Aleksandra Vogla, redaktora naczelnego Gazety Narodowej, prezesa Syndykatu Dziennikarzy Polskich zdj. Andrzej Klimczak
Cmentarz łyczakowski mienił się wszelkimi kolorami. Złoto klonowych i jesionowych liści stanowi doskonałe tło dla innych barw.
Łyczaków rok 2025. Bruno Franciszek Zaremba Bielawski, dziennikarz Gazety Lwowskiej i Dzwonka zdj. Andrzej Klimczak
Główną bramę cmentarza mija kolumna wolno sunących samochodów. Kondukt pogrzebowy kolejnego młodego żołnierza, który zginął na froncie. Z fotografii umieszczonej na samochodzie patrzy młoda niemal dziecięca twarz żołnierza. Dzisiaj to czwarty taki pogrzeb. Kiedy samochody przejeżdżają obok, wszyscy ludzie na chodnikach klękają i żegnają się znakiem krzyża. To nowy zwyczaj oddawania hołdu zabitym na froncie. Z głośników karawanu słychać smutną pieśń o matce, która po raz ostatni żegna swoje jedyne dziecko…
W tym roku, w ramach corocznej akcji rzeszowskiego SDP, na cmentarzu był jedynie prezes oddziału, chociaż przyjazd na coroczną akcję deklarowało kilka osób. Nikogo nie wolno namawiać do wyjazdu. Na Ukrainie nie ma bezpiecznych miejsc.
2025. Grób Romualda Prawdzic Lewandowskiego, prawnika, dziennikarza i współzałozyciela największej, przedwojennej gazety prawniczej zdj. Andrzej Klimczak
Rozsadek wziął górę – wszyscy chętni wycofali się z deklaracji wyjazdu po jednym z największych ataków rakietowo-dronowych dokonanych przez wroga tydzień wcześniej. Bombardowanie Lwowa trwało cztery godziny. Na szczęście obrona przeciwlotnicza unieszkodliwiła większość wrogich maszyn powietrznych. Nie obyło się jednak bez ofiar i strat.
Tym razem jednoosobowa delegacja SDP odwiedziła kilka dziennikarskich grobów. Niewiele jednak można zdziałać w pojedynkę. Usunięcie opadłych liści z płyt grobowych, wycięcie kilku agresywnie zarastających nagrobki bluszczy i usunięcie kilku suchych gałęzi lecących ze starych drzew cmentarnych – to wszystko co można było zrobić. Pozostało jeszcze tylko zapalenie zniczy i tradycyjna biało-czerwona wstążeczka zawiązana na grobowym krzyżu.
Dwie noce i następujące po nich dni były wyjątkowo spokojne. Ani raz nie ogłoszono alarmu lotniczego. Za to w odległym o 460 kilometrów Kijowie trwało bombardowanie. Informacje z tych terenów podświadomie budziły pytania, kto ze znajomych przeżył a kto nie. Wszak tam nadal jest sporo polskich dziennikarzy, zarówno tych miejscowych, jak i korespondentów, którzy ślą informacje z terenów okupowanych i tych nieustannie atakowanych z powietrza. Trwają tam, aby przesyłać prawdziwe informacje na przekór wrogiej propagandzie i aby ostrzegać, że to co dzieje się na wschód od naszej granicy niebawem może się stać codzienną rzeczywistością reszty Europy.
Dziennikarze. publicyści, pracownicy mediów, wydawcy, reporterzy, operatorzy, technicy, kierowcy, ludzie piszący dla coraz liczniejszych portali inetrnetowych, specjaliści PR, spece od reklamy, którzy zmarli od 1 listopada 2024 roku do 31 października 2025 roku – lista nieobecności.
Taką smutną listę zmarłych Koleżanek i Kolegów najtrudniej zrobić w rygorze redakcyjnym, kiedy świat popędza a terminy gonią, jak wszyscy ludzie wokół. Tak się stało, że tę listę nieobecności piszę od lat w nocy. Wtedy można się zastanowić nad tym, jak to się stało, że tylu dziennikarzy i ludzi mediów odeszło do przygotowanych dla nich w lepszym świecie redakcji. Nocą można się zastanowić na tym, co pozostanie po nas… Poza tym, ktoś listę nieobecności musi napisać, przypomnieć, uporządkować i broń Boże nie pomylić się.
A pomyłki zdarzają się i tu, kiedy rzeczy ostateczne nie wiedzą, że opisanie tych, którzy odeszli, to jednak litery, daty, wydarzenia, osiągnięcia, odznaczenia…
Nie wszystkich znałem, nie o wszystkich dowiedziałem się tego, czego chciałbym. Dziękuję Wandzie Nadobnik, Jolancie Hajdasz, Andzejowi Klimczakowi, Annie Popek i wielu innym Koleżankom i Kolegom za podpowiedzi. Dziękuję niezawodnej Marii Giedz, która opisała smutną jesień w pomorskim środowisku dziennikarskim. Tam Najwyższy chyba przygotowuje jakiś dobry projekt redakcyjny, bo tylko we wrześniu i październiku powołał na najwyższe kolegium spore grono, bo aż dziesięciorga dziennikarzy…
Na liście nie piszemy tylko o dziennikarzach związanych z SDP. Śmierć jest uniwersum, do którego trafi każdy, zatem dodatkowe progi nie są wskazane.
Możliwe, że kogoś na tej liście pominąłem, szczerze przepraszam i obiecuję uzupełnić biogramy. Nie wszystkie zdjęcia umiałem przypisać autorom, też to uzupełnię.
sdr
Dużo z nas odeszło na jesieni. Taka pora? Przypadek? Nie, tu nie musimy po reportersku dociekać, zastanawiać się dlaczego? Tutaj potrzebna jest cisza, modlitwa lub po prostu wspomnienie.
+++ +++ +++
Halina Szymura – zmarła w listopadzie 2024 roku
Halina Szymura – dziennikarka, reżyserka i reportażystka przez wiele lat związana z Telewizją Katowice.
Była autorką programu „Nie tylko o muzyce” i prezenterką cyklu „Ni ma jak Lwów”. Realizowała także filmy dokumentalne takie jak „Profesor od serca” poświęcony Zbigniewowi Relidze czy „Muzyka. Wojciech Kilar”.
(TVP3 Katowice)
+++ +++ +++
Adam Lewaszkiewicz – zmarł pod koniec listopada 2024 roku
Dziennikarz i menadżer mediów Adam Lewaszkiewicz był związany z łódzką prasą przez ponad pół wieku.
Pracował w Głosie Robotniczym, później w Expressie Ilustrowanym, gdzie najpierw był zastępcą redaktora naczelnego a od 1981 do 1990 roku był redaktorem naczelnym popularnej lokanej popołudniówki Expressu Ilustrowanego.
Ostatnio był związany się z tygodnikiem Angora. Lewaszkiewicz opisywał swoją długą drogę zawodową w książce pt. „Przez trzy epoki. Wspomnienia łódzkiego dziennikarza”. Opisuje w niej pracę w prasie łódzkiej od lat 60., wspomnienia okupacyjne, aresztowanie przez Urząd Bezpieczeństwa na początku lat 50. i wyrok skazujący wydany przez Wojskowy Sąd Rejonowy.
Adam Lewaszkiewicz miał 89 lat.
+++ +++ +++
Mariusz Woźniak – zmarł 27 grudnia 2024 roku
Był dziennikarzem sportowy, związany m.in. z Radiem Piotrków, portalem Magazynpilkarski.pl i własnym kanałem youtube’owym W Garści.
Mariusz Woźniak miał 37 lat.
+++ +++ +++
Piotr Pytlakowski – zmarł 31 grudnia 2024 roku
Piotr Pytlakowski był dziennikarzem tygodnika „Polityka” (1997–2024), był scenarzystą filmowy.
Pracował także m.in. w „Nowej Wsi”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Gazecie Wyborczej”, „Życiu Warszawy”, „Życiu”.
W Polityce zajmował się dziennikarstwem śledczym i problematyką kryminalną.
Piotr Pytlakowski miał 73 lata.
+++ +++ +++
Wojciech Król – zmarł w styczniu 2025 roku
Wojciech Król był operatorem i realizatorem Telewizji Łódź, drugiego w kraju ośrodka Telewizji Polskiej, który utworzono w 1956 roku. Król był od początku -jak mawiają w TVP Łódź… Przez ponad cztery dekady związany z TVP Łódź.
Wojciech Król miał 86 lat.
Józef Matusz – zmarł 15 stycznia 2025 roku
Józef, Józek, Józiu, nasz Kolega dziennikarz, wieloletni prezes rzeszowskiego oddziału SDP, członek władz centralnych SDP.
Chyba nie ma nikogo, kto znał Józka a tego zimowego dnia pomyślał, że to jakaś kaczka, niestety dziennikarska. Niemożliwe, że Józiu nie żyje, przecież przed świętami… No właśnie, trzy tygodnie. O chorobie Józefa wiedziało niewiele osób…Nie chciał o tym mówić, chociaż przecież rozmawialiśmy…
Józef Matusz
Był prawnikiem. Wybrał jednak dziennikarstwo. Zaczynał w studenckim „Dwukropku” a potem był „Dziennik Obywatelski AZ”. Stanowił podporę rzeszowskich „Nowin” i regionalnej redakcji „Rzeczpospolitej”, był także korespondentem PAP. Zasiadał w Radzie Nadzorczej Radia Rzeszów i Radzie Programowej TVP3 w Rzeszowie. Od 2016 do 2023 roku był dyrektorem rzeszowskiego ośrodka Telewizji Polskiej.
Józef, Józek, Józio… Zawsze z pomysłami, zawsze w ruchu, zawsze pomocny, zawsze pełen werwy i humoru…
Józef Matusz miał 63 lata.
+++ +++ +++
Przemysław Wojciechowski – zmarł 28 stycznia 2025 roku
Dziennikarz śledczy Przemysław Wojciechowski pracował w TVN i TVP, reporter, laureat prestiżowych nagród, m.in nagrody SDP. Wojciechowski zaczynał jako dziennikarz telewizji TVN w 1999 roku. Był reporterem a potem autorem reportaży, związany z redakcją Superwizjera TVN.
15 lat temu przeszedł do telewizji publicznej. W TVP Wojciechowski pracował w latach 2010 – 2018. Był dyrektorem i wicedyrektorem Redakcji Publicystyki w TVP a potem szefem Agencji Produkcji Telewizyjnej TVP.
Przemysława Wojciechowskiego nagradzano m.in. w konkursach Grand Press i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (z Witoldem Gadowskim). Napisał (także z Gadowskim) książkę „Tragarze śmierci” o międzynarodowym terroryzmie. Wojciechowski był również autorem książkowego wywiadu „Spowiedź życia” z oficerem służb specjalnych Piotrem Wrońskim.
Na portalu damiinfo.pl, gdzie poinformowano o śmierci dziennikarza, ukazało wspomnienie o Wojciechowskim. „Przemek pozostawił po sobie trwały ślad w polskim dziennikarstwie śledczym” – napisał Sławomir Zięba.
Przemysław Wojciechowski miał 52 lata.
+++ +++ +++
Janina Karasińska-Frydryszek – zmarła 11 lutego 2025 roku
Janina Karasińska-Frydryszek była związana z poznańską rozgłośnią Polskiego Radia od 1968 roku.
„Aktywnie uczestniczyła w tworzeniu redakcji informacji i polityki informacyjnej radia po zmianach ustrojowych 1989 roku. Czynnie była zaangażowana w odzyskiwanie wolności poprzez udział w audycjach >>Wybiera Solidarność<<” – napisano na stronie Polskiego Radia Poznań.
„Była profesjonalistką w każdym calu. Z wykształcenia była magistrem polonistyki. Dla wielu z nas była niekwestionowanym autorytetem językowym. Jeśli ktoś nie wiedział, jak coś się pisze, szedł do Pani Janki. Dzięki niej początkujący radiowcy zaczynali zwracać uwagę nie tylko na to, co mówią, ale też jak mówią. Uczyli się, jak budować zdania, jak w wypowiedzi rozkładać akcenty. Pani Janka wiedziała nie tylko jak poprawnie coś powiedzieć czy napisać, ale umiała także wytłumaczyć dlaczego” – wspominano Karasińska-Frydryszek.
Janina Karasińska Frydryszek zdj. Polskie Radio Poznań
„W dobie przedinternetowej były to rady nieocenione. Zresztą nie tylko w sprawach językowych miała ogromną wiedzę. Uwielbiała też teatr i operę. Sama aktywnie uczestniczyła w życiu kulturalnym Poznania. W czasach studenckich była aktorsko związana z Teatrem Ósmego Dnia. Jej nazwisko widniało na wielu teatralnych afiszach.
W 2006 roku pani Janka przeszła na emeryturę, ale pozostała z nami, w redakcji informacji do 2012 roku.
Janina Karasińska-Frydryszek miała 80 lat.
+++ +++ +++
Andrzej Galiński – zmarł 21 marca 2025 roku
Śp. Andrzej Galiński – to był wybitny operator filmowy. Wybitny. Twórca o niestandardowym życiorysie, wsławił się w 1971 r. wielkim filmem z prekursorskiej polskiej wyprawy w Himalaje na bardzo trudny wspinaczkowo 7-tysięcznik, gdzie pracował z ciężką kamerą niemal do wierzchołka tej góry [nie był wspinaczem!].
Także postawa śp. Andrzeja Galińskiego, postawa twórcy i przyjaciela w środowisku operatorskim w TVP była wyjątkowa, miał wielki wpływ na kształtowanie postaw twórczych i solidaryzowanie tej grupy zawodowej w TVP.
Dzisiaj, w tej zagrabionej TVP nie spodziewam się, by jakikolwiek film tego twórcy powtórzyli, by o śp. Andrzeju ktokolwiek pisał wspomnienia…szkoda wielka. Unicestwianie wzorcowych, niezwykłych osobowości twórców, którzy życie wiązali z posługą widzom – to tez składowa działań dzisiejszych bolszewickich niszczycieli medium publicznego.
Tak myślę dzisiaj o śp Andrzeju, jako jego koleżanka po fachu, zafascynowana niezwykłymi operatorskimi dokonaniami Andrzeja Galińskiego, wiodącego w grupce starszych twórców filmu dokumentalnego z wysokich gór, byli w tej grupce Szymon Wdowiak, Staszek Jaworski [+w Himalajach], a wczesniej Sergiusz Sprudin.Tak:
…zmarł Andrzej Galiński, wybitny operator filmowy, realizator filmów dokumentalnych, ur. 1937. 09. 06 w Wilnie. Dziś zmarł, 21marca.2025r.
Piszę „zmarł”, ale to słowo jest okrutne w moich myślach, dla mnie – poszedł na wielką wyprawę, był himalaistą, autorem dzieła, nie ot, filmu z wyprawy na Kunyang Chhish w Himalajach Karakorum, 1971 r. Z ciężką kamerą wspinał się z wytrawnymi wspinaczami, na ten trudny 7-tysięcznik. To film Andrzeja przyniósł sławę tej prekursorskiej wyprawie himalajskiej Polaków.
Andrzej Galiński fot. X Marzeny Paczuskiej
Kochał góry, kochał film. To były jego pasje życia. W archiwach TVP zapewne leżą stosy puszek z taśmami autorstwa Andrzeja. Archiwum jak i cala ta machina tvp – juz nie nasza, zawłaszczona. Nasza legenda, Andrzeju, jest w nas samych. W każdym ujęciu fantastycznych filmów jesteś.
Andrzej Galiński dzielił się ze mną sekretami zawodowca, wraz ze Staszkiem Jaworskim śp. operatorem [zginał w Himalajach], przekazywali mi bezcenne rady, kruczki techniczne, gdy szykowałam się na swój pierwszy film z wyprawy wysokogórskiej w Hindukusz 1977/78 r., zimą. Rysowali na serwetkach w bufecie jak mierzyć światło na lodowcu, jak ustawiać kamerę tam wysoko, gdy lód odbija promienie jak płonące lustro…
Andrzej wspierał moje starania o kategorię zawodową operatorską, 1977 r., gdy opór był w komisji zawodowej silny, ot, dziewczyna, z kamera, nie, nie chcieli dopuścić. Przegłosował ich wszystkich „a czy ktoś z Was wie co to kręcenie filmów w rozrzedzonym powietrzu, w ekspozycji???” i zgodzili się.
Andrzeju, byłeś dla mnie cale lata wzorem determinacji twórczej i – życia pełnego marzen i fascynacji górami.
Wieczny odpoczynek tam na niekończącej się wyprawie!
Dla śp Andrzeja napisała A.T. Pietraszek
***
Na swoim profilu X pożegnanie śp. Andrzeja Galińskiego umieściła dawna dziennikarka TVP kierująca m.in. „Wiadomościami” Marzena Paczuska – członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji:
„Andrzej Galiński. Wybitny operator filmowy i telewizyjny. Autor zdjęć do wielu filmów dokumentalnych. Himalaista. Pracował także dla news’ów TVP. Nauczyciel i twardy recenzent. Dobry i mądry człowiek. R.I.P.” – napisała Paczuska
+++ +++ +++
Tomasz Kowalik – zmarł 21 kwietnia 2025 roku
Tomasz Kowalik, reporter – członek „EKOS-u” od początku istnienia Klubu, znakomity dziennikarz, publicysta, także pisarz, gawędziarz, przewodnik turystyczny – redaktor Tomasz Kowalik.
Od lat był uznawany od lat za legendę polskiego dziennikarstwa. Poświęcał się zwłaszcza turystyce i ochronie przyrody.
Tomasz Kowalik
Red. Tomasz Kowalik był członkiem współzałożycielem Klubu Dziennikarzy Turystycznych SDP i Klubu Publicystyki Turystycznej SDRP 1980-1984. Od 1982 r., czyli od początku działania, aż do dnia śmierci, był członkiem Klubu Publicystów Ochrony Środowiska EKOS, afiliowanego przy Zarządzie Głównym Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Tomasz Kowalik miał 85 lat
+++ +++ +++
Maria Leśnikowska-Pietrasik – zmarła w czerwcu 2025 roku
Wirtualne Media tak wspominały zmarłą: „Maria Leśnikowska w latach 1981–1995 pracowała w >>Kurierze Polskim<<, a w latach 1995–1998 w >>Super Expressie<<, m.in. jako szefowa działu krajowego i wicenaczelna. Następnie przez kilka lat pełniła funkcję szefowej działu krajowego >>Życia<<. Była też związana m.in. z Telewizją Polską” – wspominał Leśnikowską-Pietrasik portal WM.
O śmierci Marii Leśnikowskiej na swoim profilu na FB zawiadomił również reżyser Arkadiusz Gołębiewski, który opisywał niezwykłą historię jej zamordowanego przez stalinowców ojca. „Kolejna smutna wiadomość. W 2018 w Pałacu Prezydenta RP, podczas uroczystości wręczenia not identyfikacyjnych, mówiła: <<Zdjęcie Ojca, które dzisiaj widzę, widzę po raz pierwszy. Urodziłam się 4 miesiące po jego śmierci w 1950 roku. Widzę, jak jestem do niego podobna… To dla mnie wielki dzień, że prof. Krzysztof Szwagrzyk ze swoim Zespołem odnaleźli szczątki mojego Taty. Na ten dzień czekałam całe życie>>, mówiła wówczas Pani Maria” – napisał Arkadiusz Gołębiewski operator, reżyser, producent, scenarzysta, dyrektor Festiwalu Filmowego Niepokorni, Niezłomni Wyklęci.
Maria Leśnikowska-Pietrasik
„Dla osób, które znają moje filmy: <<Kwatera Ł>>, <<Dzieci Kwatery Ł>>, zapewne pamiętają sceny, kiedy Pani Maria, opowiada, jak jej mama Apolonia, przekupiła grabarza, który wskazał miejsce potencjalnego pochówku. Potem ze swoimi uczniami z LO, przyniosła krzyż i w krzakach, na wysypisku śmieci cmentarza na Wojskowych Powązkach, ustawiła go w potencjalnym miejscu pochówku” – wspominał reżyser na FB.
„Historia Pani Marii, to również temat mojego filmu dokumentalnego, który tworzę od lat. To również inspiracją do mojej opowieści fabularnej pt. Apolonia, do której zdjęcia rozpocznę jeszcze tego lata. Warto też dodać, że Pani Maria, to żona Śp. Zdzisława Pietrasika, krytyka filmowego, pracującego przez lata dla Tygodnika Polityka” – podkreślił twórca.
Maria Leśnikowska-Pietrasik miała 76 lat.
+++ +++ +++
Jerzy Drzemczewski – zmarł 9 sierpnia 2025 roku
Jerzy Drzemczewski, ur.27 lutego 1941 r. w Gdyni. Publicysta, wydawca, autor książek marynistycznych. Redaktor naczelny miesięcznika „Namiary”. Członek SDP w latach 1979 – 1982, potem SDRP.
Jerzy Drzemczewski miał 84 lata.
(mag)
+++ +++ +++
Katarzyna Stoparczyk – zmarła 5 września 2025 roku
W wypadku samochodowym na Podkarpaciu zginęła Katarzyna Stoparczyk.
Ukończyła studia wokalno-aktorskie Akademii Muzycznej we Wrocławiu; była absolwentką podyplomowych studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Wrocławskim. Przygodę dziennikarską – jak przypominał serwis internetowy PR – rozpoczęła Polskim Radiu Wrocław.
Katarzyna Stoparczyk związana była przede wszystkim z Programem Trzecim Polskiego Radia. W Trójce prowadziła audycje dla dzieci i młodzieży, m.in. „Dzieci wiedzą lepiej” i „Zagadkowa niedziela”, które cieszyły się dużą popularnością zarówno wśród najmłodszych, jak i ich rodziców.
Katarzyna Stoparczyk zdj. Polskie Radio w likwidacji
„Zainicjowała również Radiowy Teatr Dziecięcy Polskiego Radia, w którym dzieci mogły współtworzyć przedstawienia radiowe i uczestniczyć w profesjonalnych warsztatach aktorskich i dykcyjnych” – napisano na portalu Polskiego Radia.
Prowadziła także audycje kulturalne i wywiady. Była współautorką i prowadzącą programu TVP „Duże dzieci”.
Katarzyna Stoparczyk miała 55 lat.
+++ +++ +++
Stanisław Seyfried – zmarł 16 września 2025 roku
Stanisław Seyfried był absolwentem dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, od 1977 roku związany z Radiem Gdańsk, w l. 1991-93 zastępca redaktora naczelnego rozgłośni, korespondent katowickiego „Sportu”, dyrektor stacji TV Orunia, wydawca Głosu Wybrzeża”, wiceprezes zarządu gdańskiego „Wybrzeża”, współtwórca „Gazety Gdańskiej”, wielokrotny mistrz polski dziennikarzy w piłce nożnej.
Stanisław Seyfried miał 72 lata.
(z portalu Wybrzeże 24.pl)
+++ +++ +++
Izabella Dymecka – zmarła 20 września 2025 roku
Izabella Dymecka, ur. 16 kwietnia 1934 r. w Warszawie. Po studiach prawniczych w Warszawie i Gdańsku. Dziennikarka. Publicystka w Dziale Łączności z Czytelnikami „Głosu Wybrzeża”, kierowniczka oddziału redakcji w Gdyni. Zmarła 20 września 2025 roku. Do SDP przynależała w latach 1977 -1982. Od 1983 r. w SDRP.
Izabella Dymecka miała 91 lat.
(mag)
+++ +++ +++
Piotr Piesik – zmarł 21 września 2025 roku
Zginął w wypadku w Portugalii. Pracował w Wiadomościach Elbląskich, był red. naczelnym w Życiu Częstochowy, potem związał się z Dziennikiem Zachodnim, następnie Dziennikiem Bałtyckim a stamtąd przeszedł do tygodnika Zawsze Pomorze. Pracował też w Radiu Malbork.
Piotr Piesik miał 63 lata.
(mag)
+++ +++ +++
Krystyna Bruehl-Sielawa – zmarła w 2025 roku
21 grudnia 1935 r. w Gdańsku. Ukończyła dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim i planowanie przestrzenne na studiach podyplomowych przy SGPiS w Warszawie.Wieloletnia dziennikarka działu depeszowego i działu terenowego „Dziennika Bałtyckiego”. W SDP była w latach 1974-1982. Potem w SDRP.
Krystyna Bruehl-Sielawa miała 89 lat.
(mag)
+++ +++ +++
Jan Jakubowski – zmarł 3 października 2025 roku
Jan Jakubowski – absolwent Politechniki Gdańskiej, dziennikarz, redaktor prasy pomorskiej, m.in. kierownik oddziału Tygodnika POLITECHNIK, zastępca red. naczelnego Tygodnika CZAS, Tygodnika Gdańskiego.
Opozycjonista, negatywnie zweryfikowany w stanie wojennym, pozbawiony pracy w zawodzie. Niezłomny, odważny i aktywny w organizacji podziemia na Wybrzeżu (m.in. wraz z Maciejem Łopińskim, Andrzejem Liberadzkim). Współorganizator, publicysta i redaktor prasy podziemnej „Solidarności”.
W latach 1991-1996 był pierwszym redaktorem naczelnym Dziennika Bałtyckiego tworzonego przez środowisko niezależnych dziennikarzy Prasy Bałtyckiej. Współtwórca nowoczesnych, niezależnych mediów na Pomorzu zabiegający o rozwój dziennikarstwa i utrzymanie miana prasy jako „czwartej władzy”. W wyniku ingerencji niemieckiego właściciela, który przejął Dziennik Bałtycki i systematycznie ograniczał niezależność dziennikarzy oraz redaktorów, Jan Jakubowski został kolejny raz pozbawiony funkcji redaktora i zwolniony z pracy.
Autor wielu książek dotyczących stanu wojennego oraz ołtarzy papieskich. Laureat nagród dziennikarskich (także SDP), odznaczony za działalność wolnościową w mediach, w „Solidarności” oraz – jako „niepokorny” – w Politechnice Gdańskiej.
Był dla wielu dziennikarzy mistrzem zawodu. Niezależny, niepokorny, walczący o wolność słowa. Zasłużony działacz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (od 1976 r.), członek władz naczelnych w latach 1980-82, czyli do delegalizacji SDP przez komunistów. Delegat na Zjazd Stowarzyszenia.
Jan Jakubowski miał 84 lata.
(mag, wit)
+++ +++ +++
Janusz Czerwiński – zmarł 4 października 2025 roku
Janusz Czerwiński, ur. 4 maja 1959 r. w Gdańsku, absolwent I LO w Gdańsku, studiował prawo. Był dziennikarzem i pasjonatem sportów wodnych (kajakarstwo, smocze łodzie). Pracował w Dzienniku Bałtyckim, w Kurierze Gdyńskim był red. naczelnym, w Głosie Wybrzeża sekretarzem redakcji, a następnie red. naczelnym Poznaj Świat.
Janusz Czerwiński miał 66 lat.
(mag)
+++ +++ +++
Barbara Szczepuła – zmarła 9 października 2025 roku
Była znaną gdańską publicystką i reportażystką, dziennikarką m.in. Tygodnika Gdańskiego, Gwiazdy Morza, Telewizji Gdańskiej i Radia Gdańsk.
Barbara Szczepuła Fot. Robert Kwiatek- SDP
(mag)
+++ +++ +++
Mirosław Chojecki – zmarł 10 października 2025 roku
Mirosław Chojecki, działacz polskiej opozycji niepodległościowej, w czasach komunistycznych organizator drugiego obiegu prasy niezależnej. Chojecki był założycielem Niezależnej Oficyny Wydawniczej ,,NOWa’’, współtworzył Komitet Obrony Robotników, a na emigracji był członkiem Biura Zagranicznego „Solidarności”. Był Kawalerem Orderu Orła Białego.
W 1968 roku Mirosław Chojecki był studentem Politechniki Warszawskiej. Uczestniczył w protestach antykomunistycznych. Wyrzucono go z uczelni. Studia ukończył dopiero 6 lat później na Uniwersytecie Warszawskim, był absolwentem Wydziału Chemii, przez dwa lata pracował w Instytucie Badań Jądrowych.
Współtworzył w 1976 roku Komitet Obrony Robotników. Była to odpowiedź środowisk antykomunistycznych na represje wobec protestów m.in. w Radomiu, Ursusie i Płocku.
Chojecki organizował, wraz z m.in. Anką Kowalską pomoc dla represjonowanych robotników. Wydawał wtedy pisma KOR „Komunikat” i „Biuletyn”.
zdj. z X Piotra Semki
Wielokrotnie zatrzymywany i prześladowany przez komunistyczną bezpiekę. Był aresztowany wiosną 1980 roku. Chojeckiego uwolniono dopiero m.in. po interwencjach zagranicznych. Rozpracowywany i inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa.
W reportażu Polskiego Radia Urszuli Żółtowskiej-Tomaszewskiej zatytułowanym „Choj, opowieść o Mirosławie Chojeckim” bohater opowiada: „Na Mokotowie był taki strażnik, który odbierał szelki, paski, sznurowadła. No i jak ja stanąłem przed nim, to on mnie zapytał: >>Panie Mirosławie, a teraz to na długo? <<. Bo siedziałem 44 razy w latach 1976-1980. Średnio w ciągu tych pięciu lat siedziałem jeden dzień w tygodniu” – mówił Chojecki.
W sierpniu 1980 roku zaangażował się w druk wydawnictw niezależnych. Był członkiem komisji ds. dostępu „S” do środków masowego przekazu. Kierował też tzw. komórką wydawniczą Regionu Mazowsze NSZZ Solidarność.
Stan wojenny zastał Mirosława Chojeckiego w Paryżu. W latach 1982–1989 był współpracownikiem Biura Koordynacyjnego „S” za Granicą w Brukseli, odpowiedzialnym za wysyłkę do kraju sprzętu poligraficznego. Współpracownik „Bulletin d’Information du Comité Solidarité à Paris”, łącznik z siecią zagranicznych biur „S”. W latach 1982–1990 założyciel i wydawca miesięcznika „Kontakt” w Paryżu, 1983–1990 – założyciel i szef firmy Audio-Kontakt, 1985-1990 – Video-Kontakt.
Po 1989 roku Mirosław Chojecki organizował pracę niezależnych mediów i wydawnictw w Polsce. Był współzałożycielem Nowej Telewizji Warszawa. Od 2003 roku członek Stowarzyszenia Wolnego Słowa, w latach 2003–2008 prezes, od 2008 roku prezes honorowy.
Mirosław Chojecki 1949 – 2025; zdj. IPN
Prezydent RP Andrzej Duda odznaczył Mirosława Chojeckiego w 2022 roku Orderem Orła Białego.
W 2025 roku został członkiem Komitetu Honorowego kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego.
Mirosław Chojecki miał 76 lat.
+++ +++ +++
Jarosław Czajka – zmarł 24 października 2025 roku
Jarosław Czajka, twórca radiowy, realizator, człowiek dźwięku. O śmierci Jarka Czajki poinformowała jego macierzysta stacja – Polskie Radio Łódź. Z tą rozgłośnią był związany od 38 lat. Pochodził z Piotrkowa Trybunalskiego, pracował m.in. w studenckiej rozgłośni Politechniki Łódzkiej – Radiu Żak. Szybko jednak rozpoczęła się jego przygoda w Radiu Łódź.
Był realizatorem. To słowo określające w radiu bardzo wiele zawodów, specjalności. Zarówno technicznych jak i dziennikarskich. „Jarek Czajka był po prostu realizatorem, ale też i człowiekiem dźwięku. Rozumiał dźwięk, specyfikę pracy w radiu. Był zawodowcem. Nigdy nie wychodził z pracy, kiedy nie skończył roboty, zawsze gotowy do przerobienia nagrania >>tak, aby było dobrze<<” – to słowa jednego z radiowców, który pracował ze Zmarłym.
Jarosław Czajka, wraz z Tomaszem Kępskim, prowadził w RŁ na początku lat 90. ub. w. rockową audycję muzyczną. Był tam prezenterem i realizatorem radiowym jednocześnie. Współtworzył radiową listę przebojów Adama Kołacińskiego.
zdj. z FB śp. Jarosława Czajki
Reżyser radiowy Jerzy Hutek przypomniał, że Jarosław Czajka zrealizował dla Polskiego Radia dziesiątki słuchowisk teatralnych i powieści radiowych. „Pracowaliśmy długo razem. Jarek był po prostu odpowiedzialnym artystą” – wspominał Hutek. Publicystka Radia Łódź Agata Zielińska mówi o jeszcze jednej cesze wyróżniającej Czajkę. „Jarek po prostu słuchał, tego co nagrywał. Można było liczyć na jego wskazówki i uwagi” – mówiła Zielińska.
Jarosław Czajka był laureatem wielu nagród, chociaż – co podkreślają współpracownicy – nie chwalił się nimi. Ostatnie chyba wyróżnienie – jak wspominają – to była nagroda Przewodniczącego KRRiT za najlepszą autopromocję kultury i edukacji w radiofonii publicznej – wspominał jeden ze współpracowników Zmarłego.
Jarosław Czajka – jak mówią jego znajomi – miał trzy pasje: Radio, Rodzinę oraz… psy. Był pasjonatem wyścigów psich zaprzęgów. Często przychodził do pracy z którymś ze swoich ulubieńców.
Jarosław Czajka miał 63 lata.
+++ +++ +++
Jacek Mach – zmarł 25 października 2025 roku
Jacek Mach, ur. 29 stycznia 1936 r. w Lublinie. Studiował na Politechnice Gdańskiej. Publikował w gdańskiej prasie codziennej. Specjalizował się w tematyce ekonomicznej. Dziennikarz tygodnika „Bandera”, potem „Głosu Wybrzeża” i Gdańskiego Ośrodka Telewizyjnego (sekretarz programowy TVP 3 Gdańsk; autor reportaży telewizyjnych i filmów dokumentalnych. Zrealizował m.in. reportaż telewizyjny „Tam, gdzie kończy się mapa” relacjonujący założenie polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego.
Członek SDP w latach 1961-1982. W SDRP od 1982 r.
Jacek Mach miał 89 lat.
+++ +++ +++
Janusz Woźniak – zmarł 31 października 2025 roku
Janusz Woźniak, ur. 7 grudnia 1948 r. w Gdańsku, był na pogrzebie Barbary Szczepuły, Zmarł, dzień przed uroczystościami Wszystkich Świętych – śmierć przyszła nagle. Ukończył dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Przez wiele lat pracował w Dzienniku Bałtyckim, był tam kierownikiem działu sportowego.
Janusz Woźniak miał 77 lat.
+++ +++ +++
Jan Turnau – zmarł 31 października 2025 roku
Jan Turnau, pisarz, dziennikarz wieloletni redaktor „Gazety Wyborczej”, m.in. autor „Arki Noego”, rubryki dotyczącej religii i Kościoła.
Ci którzy dwa lata temu bezprawnie przejęli media publiczne, czyli koalicja rządząca i mściwi politycy PO, zamiast krzyczeć „łapać złodzieja” wzywają do odpolitycznienia mediów. Z powodu ironicznego śmiechu, łzy na chwilę przeszkodziły mi w poprawnym widzeniu. Po uspokojeniu spazmów sarkastycznych wybuchów śmiechu, zobaczyłem, że o nowym porządku medialnym mówią minister i wiceminister kultury. I znowu salwa śmiechu.
Pani minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska (partia PL 2050 Szymona Hołowini) i pan wiceminister Maciej Wróbel (dobrze mi znany, bo w telewizji publicznej przepracowałem kilkanaście z 33 lat mojej dziennikarskiej „kariery”) urządzają nam media publiczne. Gdyby wiedzieli czym się naprawdę zajmują, wialiby, gdzie pieprz rośnie.
Głupi projekt polityczny
Biedaczyska, czyli Cienkowska i Wróbel, miesiącami coś tam dłubali w ustawie, kombinowali, konsultowali (tylko w kręgach wybranych przez rząd), a tu kilka dni temu na ich biurkach pojawił się opasły tom (no nie jest to „W poszukiwaniu straconego czasu”). Czyli, niby projekt niby ustawy.
Po pierwsze drugie i trzecie, ten projekt to nie „odpolitycznienie mediów publicznych” – jak śpiewa uroczy duet Cienkowska i Wróbel. Ta ustawa to w istocie atomowa opcja zniszczenia mediów publicznych. To znaczy akt trzeci tego zniszczenia. Bo to jednak w końcu kultura zadecyduje o końcu tego spektaklu zwanego polskie media publiczne.
Projekt ustawy do MKiDN „zrobiono” bez konsultacji z najważniejszymi stowarzyszeniami twórczymi w Polsce. Brak takich konsultacji w gronie obejmującym chociażby Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, to po prostu słaby, bardzo słaby dowcip funkcjonariuszy medialnych Donalda Tuska. Taki żart w stylu pogłosu ministra Kierwińskiego.
Bomba jądrowa w TVP, PR i PAP
Jeśli ktoś myśli, że likwidacja Rady Mediów Narodowych i poszerzenie składu oraz rotacyjność Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji to nie propozycja polityczna, powinien zamiast w Ministerstwie Kultury pracować w Domu Kultury. Z tym, że w wielu ośrodkach kultury w Polsce tacy „specjaliści” nie dostaliby pracy.
Wcale nie jest mi smutno, że ten rząd, który zaczął do dewastacji mediów publicznych poprzez ich bezprawne przejęcie w grudniu 2023 roku, oszukał kolejne środowiska z kulturą bardziej czy mniej związane. To przecież wina tych naiwnych, że przez dwa lata nie zrozumieli w co gra koalicja? Nawet fikcyjna likwidacja TVP, PR, czy PAP teraz nie pomoże.
Tusk chce po prosu rękami pani Cienkowskiej przejąć po raz drugi media publiczne. Przejąć wymieniając skompromitowanych likwidatorów Gorgosza, Syguta, Majchera, Kaszyńskiego i Błońskiego. Przejąć, tym razem, z „ustawą”, która i tak nie wejdzie w życie Tusk liczy, że obecnie niewiele osób przeciwstawi się bublowi prawnemu i kolejnym chamskim zagrywkom w mediach publicznych.
W środowy wieczór, podczas uroczystej gali prezydent Karol Nawrocki otrzymał tytuł Człowieka Wolności Tygodnika Sieci. Prezydent RP na początku swojego przemówienia podziękował za nagrodę i nawiązał do Nowego Testamentu. zacytował list św. Pawła do Galacjan, kiedy apostoł mówi: „>>Przyjaciele, wszyscy jesteście wezwani do życia w wolności<< – my wszyscy od wieków i mam nadzieje, że na wieki jesteśmy wezwani do wolności” – podkreślił prezydent Nawrocki.
Laudację poświęconą Człowiekowi Roku Tygodnika Sieci wygłosił redaktor naczelny tygodnika Sieci Jacek Karnowski. „Karol Nawrocki jest człowiekiem, którego siła wyrasta z miłości do Polski, do polskiej historii, do własnego narodu, do własnej wspólnoty, do rodziny do sportu” – mówił Karnowski.
W swoim wystąpieniu na gali prezydent zacytował list św. Pawła do Galacjan, kiedy apostoł mówi: „>>Przyjaciele, wszyscy jesteście wezwani do życia w wolności<<. My wszyscy, od wieków i mam nadzieje, że na wieki, jesteśmy wezwani do wolności i to udowodniliśmy 1 czerwca 2025 roku (…) i ta wolność jest naszym kapitałem na której możemy budować” – podkreślił prezydent Nawrocki. „Mamy do wygrania wolność i w sieci i w mediach, abyśmy mogli jasno dzielić się swoimi poglądami” – dodał.
„Nikt z nas nie zapisywał się do parapaństwa Unii Europejskiej, my chcemy aby Polska była państwem w ramach Unii Europejskiej” – powiedział prezydent RP.
Człowiek Wolności Tygodnika Sieci przypomniał o dniu, w którym wręczono mu ten laur. „29 października 1611 roku car rosyjski Wasyl IV Szujski oddał hołd ruski królowi Polski Zygmuntowi III Wazie” – przypomniał. „Proszę abyśmy dbali o wolność, o suwerenność” – podsumował prezydent Karol Nawrocki.