STANOWISKO ZG SDP: Dla tej ekipy rządowej uchwalenie ustawy medialnej w takim kształcie sankcjonuje bezprawie

Negatywną opinię w sprawie projektu ustawy medialnej przedstawił Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Mija termin odpowiedzi na przedstawiony przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego projekt nowelizacji regulacji prawnych o radiofonii i telewizji. ZG SDP oświadczył stanowczo, że nie poprze projektu. Wśród wielu powodów przedstawionych w stanowisku dominuje polityczny charakter ustawy pisanej, zdaniem władz SDP, na polityczne zamówienie obecnego rządu.

Fragment pisma przewodniego Zarządu Głównego SDP: „w nawiązaniu do Państwa wiadomości e-mail z dnia 11 grudnia 2025 r. przekazujemy stanowisko Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dotyczące nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji”.

Stanowisko uchwalono 22 stycznia 2026 roku.

Stanowisko ZG SDP ws. nowelizacji Ustawy o radiofonii i telewizji

Ustawa o radiofonii i telewizji to jedna z dwóch obok Prawa prasowego najważniejszych ustaw regulujących polski system medialny. 5 grudnia ub. roku Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego skierowała do konsultacji publicznych projekt nowelizacji tej ustawy. Jako uzasadnienie tej zmiany wskazano wdrożenie postanowień rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z dnia 11 kwietnia 2024 r. na temat tzw. europejskie aktu o wolności mediów (EMFA). Termin na zgłaszanie uwag do tego projektu mija 23 stycznia 2026 r.

W związku z tym Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przedstawia swoje stanowisko na temat projektu. Jest ono krytyczne w stosunku do zaproponowanych rozwiązań. Projekt zawiera zmiany wprowadzające chaos, destabilizację i polityczną kontrolę polskiego systemu medialnego, zarówno w odniesieniu do mediów publicznych, koncesjonowanych nadawców prywatnych, jak i wszystkich, który tworzą treści w Internecie. Część tych zmian jest wyjątkowo kontrowersyjna, zamiast wzmacniać pluralizm i wolność mediów uzależnia je od bieżących interesów politycznych aktualnie sprawujących władzę partii. Świadczy o tym skala i charakter proponowanych zmian w prawie mediów.

Sprzeciw oraz szczególny niepokój budzą przepisy dotyczące finansowania i powoływania władz mediów publicznych, zmiana sposobu powoływania członków KRRiT i funkcjonowania tej instytucji oraz sposób implementacji przepisów zawartych w EMFA, który świadczy o pozornej chęci rządzących do ich wprowadzenia do porządku prawnego RP. Projekt pomija bowiem część koniecznych rozwiązań wynikających z tego rozporządzenia.

SDP krytycznie ocenia przede wszystkim następujące obszary tematyczne zaproponowanych zmian w Ustawie o radiofonii i telewizji:

 

  • Media publiczne:

 

Likwidacja opłaty abonamentowej bez przedstawienia realnego i niezależnego od rządu mechanizmu finansowania mediów publicznych; proponowane finansowanie bezpośrednio uzależnia media publiczne od decyzji politycznych ugrupowań mających w danym czasie większość w Sejmie i Senacie; projekt zakłada zastąpienie abonamentu dotacją budżetową, ustalaną corocznie przez ministra finansów określoną w projekcie ustawy jako „nie mniej niż 2,5 mld zł” rocznie, co oznacza w praktyce uzależnienie nadawców publicznych od decyzji rządu. Jest to sprzeczne z przepisami EMFA, w których wyraźnie zaznaczono, iż wymaga się skutecznych gwarancji niezależności mediów publicznych od władzy wykonawczej.

 

  • Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji

 

Zmiana sposobu wyłaniania członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i likwidacja Rady Mediów Narodowych; projekt nowelizacji zakłada powiększenie składu KRRiT z 5 do 9 osób, co nie jest uzasadnione merytorycznie i co nie wynika z EMFA; oznacza to także znaczny wzrost kosztów funkcjonowania KRRiT oraz komplikację i wydłużenie procesów decyzyjnych Rady np. przy przyznawaniu nowych koncesji. Zaproponowane rozwiązania powoływania członków KRRiT (co 2 lata wybór 1/3 składu KRRiT) są skomplikowane i  w praktyce paraliżują skuteczność funkcjonowania Rady, a kryteria wyboru wymagane wobec kandydatów do władz mediów publicznych oraz KRRiT mają znamiona dyskryminacji, ściśle określone są np. kierunki studiów i doświadczenia zawodowe.

Nowelizacja obniża rangę jedynego konstytucyjnego organu regulacyjnego dla środków masowej komunikacji w Polsce, jakim jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji poprzez sprowadzenie jej roli jedynie do kontroli procedur zamiast usankcjonowania jej pozycji jako realnego regulatora rynku medialnego w Polsce

 

  • Europejski Akt o Wolności Mediów

 

EMFA jest jedynie pretekstem do zmiany przepisów, a tym samym do zmiany ładu medialnego w Polsce, w/w projekt nowelizacji zawiera rozwiązania, które mogą utrudnić, a nawet zahamować transformację cyfrową i funkcjonowanie mediów internetowych w naszym kraju np. przez rozbudowany system sprawozdań. Twórcy programów internetowych wg projektu będą obarczeni uciążliwym obowiązkiem sprawozdawczym, który wykracza nawet poza obowiązki nakładane na ustawodawcę przez rozporządzenie EMFA. Nakładanie na małe podmioty administracyjnych obowiązków, jakie przewiduje nowelizacja Ustawy  o radiofonii i telewizji w ocenie SDP może doprowadzić do ograniczenia ich liczby i nadmiernej ich kontroli ze strony organów władzy państwowej.

 

Komentarz dodatkowy

 

Ten projekt jest wyjątkowo kontrowersyjny i bulwersujący, bo jest sprzeczny ze wszystkim zapowiedziami i politycznymi deklaracjami obecnej koalicji rządzącej na temat mediów publicznych, z jakimi tworzące ten rząd partie polityczne – Platforma Obywatelska i jej koalicjanci, czyli PSL, Polska 2050 i Lewica – szły do wyborów w 2023 roku. Konieczność odpolitycznienia mediów publicznych była na ustach wszystkich, nie trafiały do tych polityków ani ich zaplecza medialnego żadne racjonalne argumenty, ani wyjaśnienia. Media publiczne były wg nich tylko tępą propagandą, bezwolną marionetką w rękach rządzącej prawicy. Potępiane były zaproponowane rozwiązania prawne typu powołanie Rady Mediów Narodowych i potępiany był program TVP 1 czy TVP Info i pozostałych anten. Dziennikarze i prezesi tych mediów byli nie fachowi i nie dostatecznie wykształceni, a ich pomysły programowe nie zasługiwały na jakąkolwiek pozytywną ocenę. Powszechnie krytykowano sposób powoływania rad nadzorczych i prezesów tych mediów oraz model ich finansowania, czyli abonament i rekompensowanie z budżetu zwolnionych z jego płacenia np. ludzi starszych i inwalidów czy rencistów.

Można było oczekiwać, że gdy tylko Koalicja Obywatelska dojdzie do władzy to pokaże wszystkim jak bardzo niezależne od władzy, czyli od niej będą media publiczne i że opracuje bardzo racjonalny, ekonomiczny model ich funkcjonowania

I co proponują nam dzisiaj politycy rządzącej koalicji w stosunku do mediów publicznych?  Przede wszystkim projekt nowelizacji pogłębia uzależnienie tych mediów bezpośrednio od polityków. W rządowym projekcie zmian w ustawie o radiofonii i telewizji zakłada się likwidację abonamentu i finansowanie ich wprost z budżetu państwa kwotą „nie mniejszą niż dwa i pół miliarda złotych”.  Takie finansowanie to jest jednoznaczne jeszcze większe upolitycznienie tych mediów niż to, które obserwujemy obecnie. Łatwo domyślić się, jak bardzo każdy prezes TVP i Polskiego Radia będzie wdzięczny tym politykom, którzy uchwalą korzystny dla niego budżet i jak bardzo będzie chciał się im odwdzięczać odpowiednimi programami i audycjami. Projekt zakłada także likwidację Rady Mediów Narodowych i powrót do powoływania władz mediów publicznych przez Krajowa Radę Radiofonii i Telewizji. Ona sama zresztą ma zmienić swój skład, ma ponownie liczyć 9 osób, ale co dwa lata 1/3 składu tej Rady ma być tak jak w przeszłości wybierana na nowo. Ten model już się nie sprawdził w przeszłości i koniecznie trzeba przypominać tę kontrowersyjną praktykę z lat 90-tych, gdy Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zajmowała się przede wszystkim sama sobą, bo praktycznie bez przerwy trwały targi i rozmowy, kto po kim obejmie w niej stanowisko i kogo we władzach mediów publicznych trzeba wyrzucić z pracy, by zrobił miejsce dla kolegów czy koleżanek tych, którzy będą powoływać nowego „swojego” człowieka w mediach. To w tamtym czasie „Krajowa Rada tego i owego” jak złośliwie zwali ją dziennikarze nie interweniowała, gdy prywatne stacje telewizyjne łamały przepisy i nadawały programy niezgodnie z koncesją, gdy informacja stała się towarem i liczyła się tylko oglądalność czy słuchalność, a przy czynnym udziale największych telewizji niszczono niewygodnych polityków, ich wizerunek i życie np. takich osób jak choćby Romuald Szeremietiew czy Andrzej Kern. Powrót do tego modelu jest jak koszmar z dawno nieoglądanego filmu grozy. Dla rządzącej koalicji, która przejęła media publiczne siłowo i bezprawnie po objęciu rządów i która postawiła je w stan pozornej likwidacji trwającej już dwa lata, dla tej ekipy uchwalenie ustawy w proponowanym przez nich kształcie sankcjonuje bezprawie, jakiego się dopuścili wobec mediów publicznych i wobec nas wszystkich, bo osłabiając je naruszają prawo każdego z nas do wolności słowa i wolności w dostępie do informacji.

 

Stanowisko ZG SDP w formacie pdf:

TUTAJ

Pismo przewodnie w formacie podf:

TUTAJ

 

W imieniu Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stanowisko przekazała prezes SDP dr Jolanta Hajdasz

 

ZG SDP:

Jolanta Hajdasz prezes SDP

Wanda Nadobnik , wiceprezes SDP

Mariusz Pilis, wiceprezes SDP

Aleksandra Tabaczyńska skarbnik SDP

Hubert Bekrycht sekretarz generalny SDP

Maria Giedz, członek ZG SDP

Anna Popek, członek ZG SDP

Paweł Gąsiorski, członek ZG SDP

Krzysztof Gurba, członek G SDP

Michał Karnowski , członek ZG SDP

Andrzej Klimczak, członek ZG SDP

Krzysztof Skowroński, członek ZG SDP

Janusz Życzkowski, członek ZG SDP

 

 

Film Norymberga z 2025 roku w ocenie HUBERTA BEKRYCHTA: Tam, gdzie nie widzi się prawdziwych skutków wojny, zaczyna się wojna…

Dwóch amerykańskich psychiatrów pobiło się w więzieniu. W roli jednego z nich, doktora Douglasa Kelleya, groteskowo niestety wystąpił Rami Malik. Kinowa bójka psychiatrów była na więziennym korytarzu. Tam, gdzie siedzieli niemieccy zbrodniarze w czasie procesu norymberskiego…To najkrótsza analiza filmu o niezwykłym trybunale.sprzed 80 lat. Moim zdaniem płytki film to najwyżej plajta dla producenta, ale tu jej nie będzie, bo zaangażowano dobrych aktorów. Niepoważny film ze znanymi artystami to jedno, ale rozpuszczanie zbrodni w oparach, nawet artystycznego absurdu to okaleczanie historii. I kina.

„Norymberga” z 2025 roku w reżyserii James’a Vanderbilta to filmowy zakalalec. Tym bardziej niestrawny, bo dotyczy największego ludobójstwa w historii ludzkości. Zbrodni, której dopuścili się Niemcy, przedstawiciele, jak mówili nawet w czasie wojny użyteczni idioci,  „kulturalnego narodu z bogatą historią obrony chrześcijańskiego świata”. Zapomniano wówczas, że tę cywilizację nazywa się do tej pory cywilizacją judeo-chrześcijańską. Niemcy robili wszystko, aby ją zniszczyć. Na szczęście 80 lat temu im się nie udało.

Niewinni Niemcy…

Nie dam nabrać się na sztuczki psychologiczne. Nie dam się nabrać na dobrych Niemców, przystojnych i w gruncie rzeczy porządnych żołnierzy Wehrmachtu a nawet wrażliwych funkcjonariuszy SS. Nie dam się nabrać na wahania moralne wyzwolicieli z USA i Wielkiej Brytanii. Nie wierzę, że ktoś nabiera się jeszcze na to, że zachodni alianci nie widzieli, że to Sowieci umożliwili Niemcom przygotowania do wojny i zagłady milionów ludzlich ustnień. Moskwa i Berlin byli przecież w latach 1939 – 41 sojusznikami… Te kraje razem napadły na Polskę.

Justizpalast, czyli Pałac Sprawidliwości w Norymberdze, gdzie 80 lat temu sądzono niemieckich zbrodniarzy; Wikipedia fot. Magnus Gertkempe

Oskarżam realizatorów filmu Norymberga o to, że dla pieniędzy ze sprzedaży biletów obsadzili Russella Crowe’a w roli zbrodniarza Hermanna Görenga. Czy to głupota, czy świadomy zabieg mający, przepraszam logików, relatywizować zło? Myślę, że wcześniejsze kreakcje artystyczne i permanetna sympatia do powierzchowności Crowe’a nie pomogły w zrozumieniu, kim była ponura postać grana przez tego aktora…

Ciało niemieckiego zdbrodniarza Hermanna Göringa, który po usłyszeniu w Norymberdze wyroku śmierci, przed egzekucją popełnił samobójstwo – zdj. archiwalne, alamy.com

A Malik? No cóż dobry aktor, ale nie umiał zagrać obłąkanego psychiatry, bo sztuczki clowna nie zawsze są dobrą wizją artystyczną. I reżserską.

Może czeka nas to samo…

Pewnie nadal będą produkowane filmy o II wojnie światowej. Niewielu ludzi ją już pamięta z własych brutalnych doświadczeń. Jesteśmy jednak na niebezpiecznej drodze, aby przeżyć taki kataklizm po raz trzeci. Może jeszcze za mojego życia, oby nie, ale niemiecka kinematografia zrobi film o bohaterach III Rzeszy zamordowanych przez zachodnich aliantów w Norymberdze.

W kluczowej scenie więźniowie niemieccy, zbrodniarze odpowiedzialni za śmierć milionów wychodziliby uśmiechnięci i szczęśliwi z więzienia. I Niemcy, twórcy największej zagłady w historii, trzymając się za ręcę z Rosjanami, ich sojusznikami sprzed kilku lat, śpiewaliby „Nessum dorma” z opery „Turandot” Pucciniego…

Przesadzam? Jeśli nie zatrzymamy wymazywania historii i przez Niemców i Rosjan i Amerykanów, z takim filmami jak „Norymberga” z 2025 roku, naprawdę każda powtórka z naszych dziejów jest możliwa. Tam, gdzie nie widzi się prawdziwych skutków wojny, zaczyna się wojna… Miejmy nadzieję, że nie.

Hubert Bekrycht

Norymberga – amerykański film z 2025 roku, reż. James Vanderbilt, w rolach głównych: Russel Crowe, Rami Malik, Leo Woodall,
dystrybucja: Sony Pictures

Wywiad rzeka – rozmowa Krzysztofa ZIEMCA z z prof. Wiktorem MODZELEWSKIM. Po co nam Unia?

Wywiad rzeka z profesorem Witoldem Modzelewskim przeprowadzony przez znanego dziennikarza Krzysztofa Ziemca. Profesor Modzelewski opowiada o historii i współczesności zadziwiająco splatających się na naszych oczach. „Po co nam UniaŚwiat na kursie kolizyjnym” to publikacja wydawnictwa Fronda.

Unia Europejska, do której wstępowaliśmy na naszych oczach przestaje być strefą zjednoczonego wolnego rynku, służąc wyłącznie interesom starych członków, zwłaszcza Republice Federalnej Niemiec. Stany Zjednoczone, które do tej pory twierdziły, że stoją na straży globalnego wolnego handlu, rozpoczęły wojnę z resztą świata za pomocą protekcjonistycznych ceł, by wzmocnić swoją słabnącą hegemonię.

Chiny konsekwentnie uzależniają od siebie dawnych światowych liderów gospodarki, umiejętnie operując łańcuchami dostaw.

Profesor Modzelewski proponuje zapomnieć o poprawnych politycznie tezach i chłodno przyjrzeć się zastanej sytuacji. Musimy rozważyć, co jest korzystne dla naszego kraju i naszej społeczności i za wszelką cenę znaleźć się po stronie zwycięzców. Na końcu i tak zadecyduje ekonomia.

  • Czy w światowej polityce nachodzi era turbulencji?
  • Czy sojusze są dla nas czy my dla sojuszy?
  • Po co nam Unia Europejska?
  • Jaką rolę pełniły w historii Polski unie zrzeszające państwa Europy?
  • Czy średniej wielkości państwu opłaca się grać powyżej swoich możliwości?
  • Po co komu wojna na Ukrainie?
  • Czy pomysły Donalda Trumpa są odkrywcze i nowe?
  • Czy wolna celna mniej boli od tej gorącej w której strzelają armaty i spadają bomby?
  • Dlaczego na wojnie nie ma wygranych – poza tymi najbogatszymi, którzy są w stanie wytrzymać każdą klęskę?

 

(mat. wydawcy)

AI i dziennikarstwo. Podsumowanie konferencji „Media w ekonomii, ekonomia w mediach” na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach

Wielu twierdzi, że dziennikarze nie nadążają za sztuczną inteligencją, technologią, która zmienia samą istotę ich misji, ale chcę wszystkich uspokoić, nie boimy się AI i na pewno ona nie zniszczy naszego zawodu – powiedziała dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich podczas dyskusji panelowej otwierającej III Ogólnopolską Konferencję „Media w ekonomii, ekonomia w mediach MEEM’25”  na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach . SDP było w tym roku po raz pierwszy patronem merytorycznym konferencji. 

Konferencja, która odbyła się ona w dniach 3-4 grudnia b.r. miała charakter interdyscyplinarny. Poświęcona była wyzwaniom wynikającym z relacji świata ekonomii i mediów. W tym roku wzięło w niej udział  blisko 50 panelistów z uczelni polskich i zagranicznych. Głównym organizatorem konferencji jest Wydział Informatyki i Komunikacji Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach kierowany przez prof. dr hab. Jerzego Gołuchowskiego. Tłem do rozważań nad synergią mediów i ekonomii są przemiany polityczne, społeczne i cywilizacyjne, w tym transformacja cyfrowa, zagrożenia w cyberprzestrzeni, infodemia, dezinformacja i manipulacja w sferze mediów i komunikacji społecznej.

Najwiecej emocji i zainteresowania budziły dyskusje związane z wpływem sztucznej inteligencji na media i procesy komunikowania masowego. Emocjonalny był już pierwszy panel dyskusyjny  pt. Media w czasach AI: Aspekty technologiczne, etyczne, prawne i ekonomiczne, który otwierał konferencję. Zaproszenie do udziału w dyskusji przyjęli (kolejność alfabetyczna) :  Rafał Czechowski (Imago PR), prof. dr hab. Tomasz Goban- Klas (Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie) , dr Jolanta Hajdasz (Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich) ► prof. dr hab. Stanisław Jędrzejewski (Akademia Leona Koźmińskiego) , Ewelina Kosałka- Passia (Radio Katowice),  prof. dr hab. Jan Kreft (Politechnika Gdańska), Rafał Kurowski (TVP Katowice) oraz Kamil Nowak (content miners),  moderatorem dyskusji był dr hab. Krzysztof Kowalik (Uniwersytet Warszawski). Dr Jolanta Hajdasz zwróciła uwagę na swoistą „klauzulę sumienia” w dziennikarstwie, czyli postawę dziennikarza „nie będę korzystać z AI i nikt mnie do tego nie zmusi” . To  postawa chyba już praktycznie niefunkcjonująca, w redakcjach już chyba wszyscy wykorzystują narzędzia AI do tworzenia bieżących materiałów dziennikarskich. Nie da się nie korzystać z tak mimo wszystko dobrego narzędzia, dostępnego na wyciągnięcie ręki dla każdego – mówiła Jolanta Hajdasz.  Pytanie gdzie jest granica, gdy trzeba powiedzieć stop, by to wszystko nie zaszło za daleko. W firmach takich jak Ringier Axel Springer Polska proces adopcji narzędzi poszedł tak daleko, że naturalnym oczekiwaniem jest wręcz korzystanie z nich, a wymagania w tej kwestii idą prosto z zagranicznej centrali. Szefowa np. Onetu przyznała to publicznie wprost, nawiązując do słów Mathiasa Döpfnera, gobalnego prezesa  firmy. – Jesteśmy na etapie, w którym pracownik raczej powinien tłumaczyć, dlaczego NIE użył AI. AI przestała być opcją, a stała się elementem warsztatu, tak samo jak wyszukiwarka, telefony czy system CMS. Potwierdza to np. Wirtualna Polska: nawet 40% tekstów ma jakiś element wygenerowany przez AI, ale podobno póki co, każdy przechodzi pełną weryfikację. Oczywiście wg mnie funkcjonuje nadal wielu dziennikarzy , który korzystają z AI sporadycznie, a traktują tę sztuczną inteligencję jak narzędzie wspomagające w pracy, takiego nowoczesnego reaserchera  – mówiła Jolanta Hajdasz.

Dziennikarstwo klasyczne, wasz zawód,  już praktycznie nie istnieje, w zderzeniu ze sztuczną inteligencją  staje się coraz bardziej niepotrzebny  w obliczu prób zastępowania ludzi przez AI. Przyglądając się tym trendom można sądzić, że pojawią się nowi, nie-ludzcy liderzy opinii i  oni już aspirują do tej roli, gdy pośredniczą w dostępie do dziennikarstwa dobrej jakości – stwierdził prof. dr hab. Jan Kreft z Politechniki Gdańskiej, były dziennikarz i menedżer zarządzajacy w firmach mediów i nowych technologii wywołując burzliwą dyskusję miedzy dziennikarzami – praktykami,  a naukowcami. Sztuczna inteligencja oferuje doskonałość bez wysiłku ludzie przez to stają się leniwi i obojętni, ale co będzie gdy AI otrzyma świadomość i będzie chciała nami manipulować ? – pytał retorycznie prof. Kreft. AI obiecuje wiele, destabilizuje wszystko , trzeba więc się do intensywnie przygotowywać do tego, co z pewnością pojawi się w przestrzeni medialnej w najbliższym czasie.  AI zmienia styla pracy dziennikarzy i sposoby odbioru mediów. W USA już dziś można zauważyć  pustynie informacyjne , gdzie ludzie są gorzej poinformowani,  bo nie ma na ich terenie ani jednego radia, ani jednej tradycyjnej gazety. Badania wykazują, że po wejściu w życie różnego rodzaju aplikacji AI blisko 59 % kliknięć nie odsyła już do linków źródłowych, zamiera więc sam internet – udowadniał profesor Kreft ilustrując swój wykład wymowną grafiką z ilustracją nagrobka z sarkastycznym napisem The World Wide Web 1989 -2025.

Naukowcy w swoich wstąpieniach analizowali m.in. dostępne już teraz w Polsce narzędzia AI do pisania prac naukowych,  do ożywiania zmarłych osób (np. poprzez prowadzenie po ich śmierci ich profili w mediach społecznościowych, nagrywania filmów z ich udziałem itd),  do rekrutacji  w firmach i zakładach pracy i do prowadzenia np. portali poradnikowych.

Rezultaty naukowych badań i referaty ukażą się w wydawnictwie po konferencyjnym .

Fotorelacja z konferencji :  mgr Ilona Ptak, członek katowickiego oddziału SDP i pracownik naukowy UE w Katowicach.

Pełnia lista referatów i wystąpień : PROGRAM-KONFERENCJI-2025

 

Jak AI wpływa na pracę dziennikarzy? Konferencja na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach z udziałem SDP

Czy media w czasach rozwoju sztucznej inteligencji są rzetelne i bezpieczne? Jak AI wpływa na pracę dziennikarzy? Czym jest dezinformacja w erze AI i jakie są zagrożenia komunikowania w świecie platform, algorytmów i chatbotów.  To tematy, które będą omawiane podczas konferencji „Media w ekonomii – ekonomia w mediach”. Rozpoczyna się ona w środę na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Jest ona objęta patronatem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

3 i 4 grudnia 2025 r. na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach odbędzie się konferencja naukowa MEEM 25, poświęcona mediom i ekonomii oraz zmianom, jakie czekają nas wraz z rozwojem sztucznej inteligencji.  To już trzecia edycja konferencji „Media w ekonomii – ekonomia w mediach”, tym razem po raz pierwszy  wśród jej patronów jest  Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.   Konferencję otwiera panel dyskusyjny na temat przyszłości mediów w czasach AI w Polsce z udziałem przedstawicieli mediów, przedsiębiorstw, stowarzyszeń dziennikarskich oraz naukowców, specjalistów nauk o mediach i komunikacji społecznej, technologii informacyjnych oraz  ekonomii.  Do udziału w tej dyskusji została zaproszona także dr Jolanta Hajdasz, prezes SDP. W dyskusji wezmą także udział ( kolejność alfabetyczna)   Rafał Czechowski z firmy Imago PR), prof. dr hab. Tomasz Goban- Klas z Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, prof. dr hab. Stanisław Jędrzejewski z Akademii Leona Koźmińskiego oraz  Ewelina Kosałka- Passia z Radio Katowice , prof. dr hab. Jan Kreft z Politechniki Gdańskiej, Rafał Kurowski z TVP3 Katowice i Kamil Nowak z firmy  Content miners.

W czasie konferencji odbędzie się także  wernisaż wystawy fotograficznej „eMOCje w kadrze”, autorstwa studentów Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.  To także manifestacja własnych emocji młodych ludzi w świecie, w którym coraz częściej ich brakuje – czytamy w materiałach promocyjnych konferencji.   Kuratorką wystawy jest Barbara Jendrzejczyk, fotografka, dziennikarka telewizyjna i naukowiec  w Katedrze Projektowania i Analizy Komunikacji, prowadząca przedmioty związane z social mediami i fotografią na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Prezydent Miasta Katowice Marcin Krupa oraz JM Rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, prof. dr hab. inż. Celina M. Olszak. Organizatorem konferencji jest Katedra Projektowania i Analizy Komunikacji Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Patronat nad konferencją objęli także: Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, Polskie Towarzystwo Komunikacji Społecznej, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Patronat medialni konferencji to TVP3 Katowice, Polskie Radio Katowice, Europerspektywy, Dziennik Zachodni, Nasze Miasto, TVP Info, AS Radio.

Program konferencji jest tu : PROGRAM-KONFERENCJI-2025

Wygrana w Sądzie Apelacyjnym redaktora naczelnego PULSU POWIATU PYRZYCKIEGO –  wsparcie CMWP SDP

Red. Ryszard Tański,  redaktor naczelny dwutygodnika Puls Powiatu Pyrzyckiego wygrał  w Sądzie Apelacyjnym w Szczecinie ! Rozprawa odbyła się 19 listopada b.r. Sąd uniewinnił go od zarzutu zniesławienia z art. 212 kk. Mariusza Szymkowicza jako radnego gminy Pyrzyce oraz wicewójta Bielic. Sąd uznał argumenty  oskarżonego oraz  stanowisko Centrum Monitoringu Wolności  Prasy SDP, iż skazanie red.Tańskiego stanowiłoby naruszenie krajowych i międzynarodowych standardów praw człowieka w zakresie wolności słowa i wolności prasy. Uniewinnienie dziennikarza  jest konieczne dla zapewnienia, że dziennikarze w Polsce mogą wykonywać swoją misję publicznego strażnika demokracji bez obawy przed represjami karnymi za krytykę polityków i innych osób publicznych –  czytamy w przesłanej do Sądu opinii amicus curie CMWP SDP.

Pan Ryszard Tański jest redaktorem naczelnym dwutygodnika Puls Powiatu Pyrzyckiego. W czerwcu b.r.  został skazany nieprawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego Szczecin-Centrum w Szczecinie z dnia 17 czerwca 2025 r. za popełnienie przestępstwa zniesławienia z art. 212 § 2 Kodeksu karnego. Przedmiotem oskarżenia był artykuł prasowy zatytułowany „Szymkowicz, Wujek Dobra Rada”, opublikowany 4 lipca 2023 roku oraz zamieszczony w sieci. Artykuł stanowił komentarz dziennikarski do publicznej wypowiedzi pokrzywdzonego Mariusza Szymkowicza, zamieszczonej przez niego na portalu społecznościowym Facebook. Komentarz dotyczył projektu uchwały Rady Miejskiej w Pyrzycach w sprawie wyemitowania papierów wartościowych w celu pozyskania środków na zadania inwestycyjne gminy. W swoim komentarzu skrytykował on władze gminy Pyrzyce, zarzucając im złe planowanie wydatków na inwestycje oraz narażenie gminy na zadłużenie.

Artykuł prasowy autorstwa Ryszarda Tańskiego stanowił odpowiedź na publiczny komentarz Mariusza Szymkowicza. W materiale prasowym dziennikarz przedstawił kontekst wypowiedzi polityka i wyjaśnił przyczyny wzrostu kosztów realizacji inwestycji samorządowych wynikające z inflacji i sytuacji geopolitycznej (epidemia COVID-19, wojna na Ukrainie). Sąd Rejonowy w Szczecinie uznał, iż Ryszard Tański dopuścił się zniesławienia Mariusza Szymkowicza, ale od tego wyroku obrońca osk. Ryszarda Tańskiego wywiódł apelację. CMWP SDP  w swoim stanowisku starało się wykazać, iż  dziennikarz działał w dobrej wierze oraz w interesie publicznym, a pan Mariusz Szymkowicz jako aktywny polityk powinien tolerować szerszą krytykę niż osoba prywatna, zgodnie z orzecznictwem ETPC.  Ponadto sporny artykuł prasowy stanowił głos w debacie publicznej dotyczącej spraw istotnych dla społeczności lokalnej (gospodarowanie finansami publicznymi, realizacja inwestycji samorządowych), zainicjowanej przez samego pokrzywdzonego.

więcej na ten temat :

PREZES SDP na spotkaniu z MŁODZIEŻĄ w Bydgoszczy

„A nadzieja zawieźć nie może. Gdzie młody człowiek może szukać drogowskazów w niestabilnym świecie” – to tytuł debaty, jaką odbyła się w Bydgoszczy w ramach organizowanego już po raz 44. Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej.  Na zaproszenie organizatorów w dyskusji wzięła udział Jolanta Hajdasz, prezes SDP i dyrektor CMWP SDP. W spotkaniu uczestniczył także biskup Krzysztof Włodarczyk. 

Jako motto tegorocznych obchodów 44 TKCH przyjęto przesłanie św. Jana Pawła II „abyśmy byli zdolni do odważnego składania świadectwa wiary” skierowane przez Niego do młodzieży w homilii wygłoszonej w dniu 2.06.1997 roku w Gorzowie Wlkp. Dramatem współczesnej kultury jest brak życia duchowego – przypominają słowa Jana Pawła II organizatorzy TKCH odbywajacwgo się raz do roku od lat 44 .  Dzisiaj, kiedy jesteśmy świadkami próby dekonstrukcji kultury przez środowiska liberalne i lewicujące, wybieramy tą myśl, jako motto tegorocznego Tygodnia, mając w pamięci również wypowiedź św. Papieża w UNESCO, że człowiek żyje prawdziwie ludzkim życiem dzięki kulturze – przypominał Aleksander Grzybek, główny organizator spotkań.  Od lat Misją Tygodni Kultury Chrześcijańskiej jest ukazanie w tej perspektywie chrześcijaństwa, jako źródła, z którego czerpie inspirację cywilizacja życia i miłości. Polska odgrywa w tym procesie szczególną rolę, a wkład św. Jana Pawła II nie ma sobie równych. Trzeba o tym nieustannie przypominać, zwłaszcza dzisiaj, kiedy tak wielu usiłuje zniszczyć to, co dobre, prawdziwe i piękne – mówi Aleksander Grzybek.

W tym roku specjalną ofertą dla młodzieży  było spotkanie z ks. biskupem dr. Krzysztofem Włodarczykiem oraz z dr Jolantą Hajdasz, prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich poświęcone refleksji nad wyzwaniami, jakie stawia współczesność. Odbyło się 12 listopada w Pałacu Młodzieży w Bydgoszczy.  Sala była wypełniona uczniami i nauczycielami.Wobec zagrożeń postmodernistycznej kultury nie można pozostawać biernym, dlatego tak ważne jest ostrzeżenie zawarte w tytule debaty: „…a nadzieja zawieść nie może. Gdzie młody człowiek może szukać drogowskazów w niestabilnym świecie”. Konfrontacja postaw, świadomość powołania i jego wyboru, siła argumentów za czy przeciwko chrześcijańskim wartościom – to motyw przewodni tej debaty.

Jak zawsze w Tygodniu Kultury Chrześcijańskiej nie zabraknie odniesienia do ważnych rocznic, a zwłaszcza do 107. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. 11 listopada będziemy modlić się o pomyślność i bezpieczeństwo naszej Ojczyzny podczas Mszy św. celebrowanej przez Ordynariusza Diecezji Bydgoskiej. Zapraszamy do udziału w tych wydarzeniach. Niech nasza obecność będzie świadectwem wyboru, a zarazem obrony wartości, dla których nie ma bardziej życzliwych wobec człowieka alternatyw. 3 listopada (poniedziałek) „Msza św. Requiem w rycie trydenckim. Słowo o istocie i znaczeniu tradycji w Kościele na przykładzie Mszy Św. Requiem”. Muzyka organowa w wykonaniu Michała Kołodzieja. Fragmenty utworów towarzyszących liturgii – godz. 19.00, par. Najświętszego Serca Pana Jezusa, pl. Piastowski 8 listopada (sobota) Inauguracja XLIV Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej Msza św. pod przewodnictwem JE Ks. dr. Krzysztofa Włodarczyka. Koncert artystów: prof. Renaty Marzec – wiolonczela i prof. Radosława Marca – organy. Wręczenie statuetek „Za twórczy wkład w kulturę chrześcijańską – 2025” – godz. 18.00, Katedra Bydgoska 10 listopada (poniedziałek) Wigilia Święta Niepodległości: koncert piosenki okresu międzywojennego w wykonaniu Justyny Gęsickiej i Krzysztofa Zimnego. Prelekcja historyczna – godz. 17.00, Kujawsko Pomorskie Centrum Kultury w Bydgoszczy, pl. Kościeleckich 6 „Królestwo Niepodległej”. Uroczyste nabożeństwo i capstrzyk z udziałem harcerzy i żołnierzy dla uczczenia Święta Niepodległości w roku jubileuszu 1000-lecia koronacji Bolesława Chrobrego, pierwszego króla Polski. Koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu żołnierzy i harcerzy ZHR. Oprawa muzyczna Marcin Wątorski. Capstrzyk – prezentacja dawnych formacji i przemarsz w ordynku – godz. 19.30, Parafia Wojskowa MB Królowej Pokoju, ul. Bernardyńska 2 11 listopada (wtorek) 107. rocznica odzyskania niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej

Podczas areopagu zaprezentowano sondę uliczna z głównym pytaniem – czym jest dla ciebie nadzieja. Bardzo mi się podobała odpowiedź jednego z młodych ludzi, który powiedział, że życie bez nadziei  nie miałoby zakończenia. I jakoś mnie to mocno przekonało, że bez nadziei bylibyśmy „urwani” w połowie zdania. Umieramy i… tyle. Bóg daje nam to zakończenie, którym jest wieczność – powiedział ks. Łukasz Krzewiński, który moderował całe spotkanie. – Warto odwołać się do Sokratesa, który widział w młodzieży nadzieję, jak i  do myśli św. Jana Pawła II oraz papieża Franciszka. Oni wciąż powtarzali, że młodzież jest przyszłością i nadzieją – dodał ks. Łukasz Krzewiński, wspominając Rok Święty, ukierunkowany na nadzieję.

W dyskusji wzięła udział dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, która powiedziała, że nie wyobraża sobie życia bez nadziei. – Nadzieja jest dla każdego z nas bardzo ważnym elementem codzienności. Nawet jeśli na co dzień sobie tego nie uświadamiamy. Jak człowieka spotykają jakieś nieszczęścia, a przecież i z nich składa się codzienność – na przykład, jak ktoś traci pracę, ktoś bliski odchodzi, a przeżyłam śmierć ojca mając cztery lata – nadzieja daje siłę. To jest coś pierwszego, na czym po jakimś trudnym momencie, można zacząć budować – dodała. Doktor Jolanta Hajdasz zachęciła młodych, by codzienność budowali na Bogu. – W moim przypadku, czego nigdy nie ukrywam, swoje życie opieram na wartościach chrześcijańskich, Dekalogu. Na takiej zwykłej, codziennej wierze, bo wyrosłam w domu katolickim. Wiara zawsze pozwalała mieć nadzieję – powiedziała.W rozmowie z ks. Łukaszem Krzewińskim oraz dr Jolantą Hajdasz uczestniczył także Maciej Malicki. Uczeń bydgoskiego Technikum Kolejowego, ceremoniarz, słuchacz studium organistowskiego, dał za przykład św. Augustyna i jego definicję nadziei, odwołując się również do takich zagadnień, jak gniew czy odwaga. – Te spotkania są po to, by w młodych ludziach rozwijać wiarę. Tym razem poznajemy nadzieję z perspektywy ludzi doświadczonych, ale i moich rówieśników, którzy są do tego, tak jak ja, zaproszeni. Rówieśników, którzy opowiadają o nadziei w sposób przystępny, zrozumiały. Ja bardzo często szukam tej nadziei w Panu Bogu i właśnie w Nim ją odnajduję – podsumował Maciej Malicki.

Pełny program 44 TKCH – PROGRAM-TKCH-W-BYDGOSZCZY-2025 (1)

opracowanie na podstawie relacji na  diecezja.bydgoszcz.pl (https://diecezja.bydgoszcz.pl/2025/11/13/areopag-mlodych-o-nadziei/) ; autor; M. Jarzembowski

STOP CENZURZE INTERNETU! Protest SDP przeciwko wdrażaniu Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA) w Sejmie

SDP nadal stanowczo protestuje przeciwko zagrożeniom  i ograniczeniom wolności słowa, jakie  dostrzegamy w projekcie ustawy wdrażającej  Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), przedstawiony przez Ministerstwo Cyfryzacji  – powiedziała Jolanta Hajdasz, prezes SDP w czasie publicznego wysłuchania  w sprawie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw. Odbyło się ono  podczas posiedzenia komisji sejmowej we wtorek 4 listopada b.r. Wzięło w nim udział ponad 40 organizacji pozarządowych. Publikujemy pełną treść wystąpienia Prezes SDP. Wypowiedzi uczestników posiedzenia zostały ograniczone do 2 minut,  podczas obrad nie było możliwości zaprezentowania  stanowiska SDP w pełnym kształcie. 

 

Wystąpienie Prezes Jolanty Hajdasz podczas wysłuchania publicznego: 

Szanowny Panie Przewodniczący,  szanowni członkowie Komisji, szanowni Państwo

SDP nadal stanowczo protestuje przeciwko zagrożeniom  i ograniczeniom wolności słowa jakie  dostrzegamy w projekcie ustawy wdrażającej  Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), przedstawiony przez Ministerstwo Cyfryzacji   W dalszym ciągu mimo zmian w projekcie, jakie zaszły od stycznia b.r., które odnotowujemy z satysfakcją , iż społeczna presja ma sens podtrzymujemy swoje negatywne stanowisko wobec przedstawionego projektu.

W ocenie SDP jest to pośredni sposób wprowadzenia  cenzury w internecie na terenie Polski oraz umożliwienie rządzącym politykom ingerowania w publikowane w sieci treści przy wykorzystaniu struktury administracji państwowej. Zdanie nasze wynika z  analizy zapisów tego projektu a także z  monitorowania praktyki procesu komunikowania masowego w Polsce, w tym procesów dziennikarzy mediów konserwatywnych i prawicowych oraz  blokowania na różne sposoby dystrybucji treści konserwatywnych i prawicowych  , przy  wykorzystaniu  zaplecza medialnego i zagranicznego finansowania  mediów i organizacji o charakterze liberalnym i lewicowym.  To wszystko są to zjawiska które umykają czynnikom oficjalnym, oficjalnym raportom i którymi nie zajmują się w swoich analizach międzynarodowe  organizacje pozarządowe Obawiamy się że do problemów jakie dziś mamy z wielkimi platformami mediów społecznościowych dojdą problemy blokowania treści w internecie przez rządzących w danym czasie polityków, bo widzimy , iż obecnie rządzący chcą  postawić się na miejscu wielkich platform internetowych.

W rażący sposób narusza to gwarantowaną w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zasadę wolności słowa wyrażaną w art. 54, który jednoznacznie zakazuje cenzury prewencyjnej.  Ta ustawa w proponowanym kształcie to nadregulacja, nadinterpretacja rozwiązań unijnych, do wprowadzenia których zobowiązuje nas rozporządzenie. Polska chce iść dalej niż UE w blokowaniu treści, to wyjątkowo kontrowersyjne i zadziwiające.

Nadal SDP uważa, iż Prezes UKE, a także prezes UOKiK-u  nie mają żadnego doświadczenia w rozstrzyganiu sporów z zakresu wolności słowa, ochrony dóbr osobistych, czy przeciwdziałania dyskryminacji.  Ponadto, co jest bardzo ważną okolicznością, prezesów tych  powołuje Sejm zwykłą większością głosów na wniosek Prezesa Rady Ministrów, decyduje więc o tym wyborze dominująca w danym czasie opcja polityczna. Stwarza to dogodną dla polityków okazję do wykorzystywania w/w uprawnień do blokowania w sieci np. krytycznych opinii wobec siebie.  Narusza to podstawowe prawa człowieka, do jakich należy w demokratycznym państwie prawo swobody wypowiedzi. Wyjątkowo kontrowersyjna jest także arbitralność decyzji Prezesa UKE. Zaskarżyć je będzie można do sądu powszechnego, ale jego procedura jest kosztowna przewlekła i sama perspektywa znalezienia się na ławie oskarżonych z powodu opublikowanych treści działa mrożąco na nadawców treści.  W Polsce procesy karne dot. zdarzeń z zakresu komunikowania masowego są często tajne, a zarzuty bywają absurdalne, tymczasem nawet w oczywistych sprawach procedura sądowa trwa 2-3, a nawet 5 lat. To zupełnie wypacza sens publikowania, bo aktualność i szybkość reakcji staje się dziś nadrzędną cechą wszystkiego, co komunikujemy.  W ten sposób po wprowadzenia DSA w proponowanym kształcie zgodnie z prawem można wyeliminować wszystkie treści, które nie odpowiadają rządzącym.

Ponadto nie do końca jest jasny status wymienionych w projekcie „zaufanych podmiotów sygnalizujących”. Kto będzie miał status podmiotu sygnalizującego, komu dziś rządzący przyznają na to środki finansowe – myślę, że każdy z Państwa jest w stanie wymienić to z głowy. Chyba wszyscy na tej sali wiemy także, komu taki status nie będzie przyznany przez obecną koalicję, kto nie otrzyma na swoją działalność ani złotówki. W ten sposób można zmarginalizować każdą organizacją pozarządową, która nie odpowiada rządzącym politykom, a to one będą zgłaszać co im się nie podoba w sieci.

W ocenie ZG SDP zaproponowane zapisy naruszają niezależność mediów i niezależność twórców, w tym dziennikarzy. Przy fikcyjnym nadzorze sądowym i przy braku gwarancji prowadzenia jasnej i skutecznej procedury odwoławczej jest to wprowadzenie do polskiego systemu medialnego mechanizmu cenzury zabronionego w demokratycznym państwie prawa. ZG SDP apeluje do rządzących o ponowną analizę proponowanych zapisów i uwzględnienie w projekcie zasady wolności słowa, tak by uszanować   konstytucyjne prawa obywateli do jakich należy wolność wypowiedzi. Konieczne jest co najmniej zmiana procedury wyboru Prezesa UKE i UOKiK-u  i oraz szczegółowe opisanie procedury odwoławczej od blokad treści w internecie.

                                                                                                     dr Jolanta Hajdasz, prezes SDP,

                                                                                                               dyrektor CMWP SDP 

 

Warszawa, 4 listopada 2025 r.

My walczymy z mafią…. z KAMILEM RÓŻALSKIM b. operatorem kamery TVN walczącym m.in. byłą firmą rozmawiała Anna Popek

Anna Popek: Jeden z czołowych operatorów TVN-u. Największe produkcje: Taniec z Gwiazdami, You Can Dance, Na Wspólnej, Dzień Dobry TVN. To te flagowe, wielkie produkcje wychodziły spod ręki mojego gościa Kamila Różalskiego.

Kamil Różalski: To prawda, 23 lata spędziłem w TVN-ie jako operator kamery i operator obrazu przy ramówkowych programach stacji.

AP: Czyli był Pan człowiekiem zaufanym, ulubionym i fachowcem, skoro oddawano takie duże produkcje w Pana ręce.

KR: Zaufanym w kontekście stacji to brzmi źle. Wolałbym jednak inne słowo. Byłem profesjonalistą. Przez pierwsze pięć lat pracowałem w Faktach, nie było produkcji, więc już tam miałem czołową pozycję zawodową. Nawet podczas pielgrzymek Ojca Świętego do Polski byłem jednym z 18 dziennikarzy z całego świata, którzy byli najbliżej Ojca Świętego.

 AP: Co się wydarzyło, że wszedł Pan na ścieżkę wojenną z TVN-em?

KR: Otóż ważną rzeczą budującą kontekst jest to, że w TVN-ie pracowało się ciężko i naprawdę po wiele godzin. Ja byłem trochę wyjęty informacyjnie z tego, co się dzieje wręcz w Polsce, jakby absurdalnie to nie zabrzmiało. Plan na Wspólnej na przykład, to jest przynajmniej 12 godzin plus dojazd z miejsca na miejsce. To powodowało, że tak naprawdę, w domu ja tylko sypiałem. Przy dużych produkcjach bywało, że plan trwał 16 godzin. Mówię o okresie, kiedy już nie miałem etatu, bo kiedy miałem etat, to rzeczywiście na ogół było przestrzegane prawo pracy.

W 2012 roku dyrektor produkcji Jarosław Potasz, pewnie to wypikacie albo nie, ja się nie boję tego mówić, wpadł na genialny pomysł, żeby zlikwidować etaty. Mówiąc kolokwialnie, w dziale realizacji i w dziale produkcji. Ja byłem jedną z osób, które ten etat posiadały od początku stacji. Był to też taki mój warunek przyjścia do TVN-u.

I jako ostatnia osoba byłem zaproszony na rozmowę z dyrektorem Potaszem i z moim bezpośrednim przełożonym Jerzym Kluczewskim, w celu poinformowania mnie na jakich warunkach ma nastąpić rozwiązanie umowy o pracę. Skoro byłem ostatnią osobą, to wiedziałem, jak te rozmowy przebiegają, więc się do tego przygotowałem. Dyrektor powiedział, że umowy mają być rozwiązane za porozumieniem stron, co oznacza, że nie działa ochrona kredytowa, ubezpieczenie kredytów, nie ma odprawy, która każdemu pracownikowi przysługuje i nie ma też zagwarantowanej pracy.

Na moje pytanie, co będzie, jeżeli się nie zgodzę na taką formę rozwiązania umowy i będę oczekiwał zwolnienia mnie z pracy, dowiedziałem się, że nigdzie nie znajdę pracy. Uległem temu szantażowi, bo to był szantaż, a nieliczne wcześniejsze przykłady, które znałem, potwierdzały, że szantaż nie jest bezpodstawny. Do tego od 1 stycznia 2013 roku przez pierwszy tydzień, za karę, pauzowałem. Za karę bo o dzień za późno rozwiązałem moją umowę o pracę.

Zaczęło się „przedszkole”, zaczęły się przepychanki, zaczęło się ograniczanie pracy na grafiku, straszenie, poniżanie, lżenie, że dziesięciu na moje miejsce czeka, że jak mi nie pasuje, to mogę iść do Biedronki na kasę. I w pewnym momencie, nawet nie wiem, kiedy to się stało, moje emocje, moja psychika nie wytrzymała. Trwało to przez lata i miało charakter klasycznego mobbingu.

Byłem na grafiku. Okazywało się następnego dnia, że jednak nie pojadę za dwa dni na zdjęcia. Tak to działało. W efekcie zaczęła się mi pojawiać depresja i oznaki takie pomobbingowe. A ja mimo wszystko cały czas mówiłem o tym, że jest łamane prawo pracy, że jesteśmy ofiarami mobbingu. Przez to za karę byłem spychany do coraz gorszych produkcji. Oni liczyli, że ja odejdę z pracy sam.

A ja konsekwentnie uważałem, że skoro jestem w porządku i prawa nie łamię, to z pracy powinni odejść ci, którzy je nie łamią. Takie trochę naiwne, ale jestem idealistą i to jest moim problemem czasami w normalnym życiu. Za karę więc byłem spychany do coraz gorszych produkcji. W końcu przyszedł taki dzień, kiedy pojawiła się procedura zgłaszania nieprawidłowości zgodnie z narzuconym przez amerykańskiego właściciela Discovery Kodeksu Etyki. Ta procedura nie tylko pozwalała, ale też nakazywała zgłaszać nieprawidłowości.

AP: I to można było robić anonimowo?

KR: Tak. Ja założyłem, mówiąc kolokwialnie, grupę sygnalistów i jako grupa wysłaliśmy do Działu Compliance w Stanach Zjednoczonych zawiadomienie o przykładach łamania prawa przez TVN, o mobbingu, o współczesnym niewolnictwie, bo współczesne niewolnictwo mieści się w definicji nie zapłacenia komuś za jego wykonaną pracę. Powtórzę: jeżeli my wykonywaliśmy jakąś pracę i nie mieliśmy za to zapłacone, to się mieściło w definicji współczesnego niewolnictwa. Tak samo nepotyzm, który zgodnie z Kodeksem Etyki powinien być bardzo napiętnowany w stacji, aż kół w oczy.

Amerykanie sprzedali nasze dane do Warszawy, do TVN-u i w konsekwencji po kolei pozwalniano nas z pracy. Mnie pierwszego, bo z mojej skrzynki mailowej został wysłany mail zgłaszający nieprawidłowości. Powstała komisja, która była fikcją, ponieważ składała się z dwóch osób pracujących w TVN i prawnika z kancelarii, która TVN reprezentowała w sporach z pracownikami. Mieliśmy zeznawać w siedzibie kancelarii, żeby nas jeszcze nastraszyć, bez prawa nagrywania naszych zeznań z naszej strony, bez protokołu, który miał nie powstać, żeby łatwiej było tuszować te nieprawidłowości.

W związku z tym nie zgodziliśmy się zeznawać i wyszliśmy z tej komisji. Dalej komisja obradowała swoim trybem i według swoich abstrakcyjnych scenariuszy.

AP: Dziwi mnie, że oddział amerykańskiej stacji, gdzie takie rzeczy są dość poważnie traktowane, dlaczego się nie bali?

KR: Zgodnie z przypadkami, do których ja dotarłem, nie byliśmy jednymi osobami zwolnionymi z pracy, w ramach odwetu, za zgłoszenie nieprawidłowości. To zgłoszenie nieprawidłowości służy tylko do wyłapywania takich osób jak my i pozbywania się ich ze struktury firmy, czyli osób, które nie godzą się na machloje, na nieuczciwości, na postępowanie niezgodne z kodeksem etyki. To jest jedna wielka fikcja.

AP: Czyli wpadł pan w pułapkę, można powiedzieć. To była chyba celowo zarzucona przynęta.

KR: Można tak to zinterpretować. Gdybym wiedział, że temu to służy, to z pewnością bym się nieco inaczej przygotował do tego zgłoszenia i nieco inaczej dokonał tego. Natomiast my cały czas próbujemy znaleźć kancelarię prawną w Stanach. Mamy tutaj naruszenie anonimowości sygnalistów, co jest dużym problemem. Niestety bariera językowa i odległość powodują, że taką kancelarię jest nam niezmiernie trudno znaleźć. Człowiekowi, który od niedawna zajmuje się pomocą i mieszka w Stanach Zjednoczonych już dwukrotnie włamano się do komputera i telefonu. Mnie także włamano się do telefonu jakieś dwa, trzy tygodnie temu. Mniej więcej w tym samym okresie co do człowieka, który nam pomaga.

AP: Jest pan bardzo niebezpieczny…

KR: Nie. Jestem niebezpieczny dla złych ludzi.

AP: To może z panią Hanną Radziejowską trzeba by było porozmawiać. Ona też miała podobne przypadki z minister kultury, która kulturalnie zwolniła ją po tym, jak zasygnalizowała nieprawidłowości. Może jakaś kancelaria już się nauczyła jak tego rodzaju sprawy rozwiązywać. Ale wróćmy do pana historii. Czyli pan nie miał pracy w ogóle?

KR: Od pięciu lat nie pracuję i nie zarabiam pieniędzy.

AP: A co na to, te wszystkie osoby, te gwiazdy TVN-u, celebryci, którzy pewnie znali pana? Znaliście się i byliście pewnie w dobrych relacjach. Przypominam sobie moje relacje z kolegami w Telewizji Polskiej, które były bardzo serdeczne.

KR: Relacje były serdeczne, jak trzeba było ładnie pokazać taką osobę. Natomiast wszyscy o mnie i o kolegach zapomnieli w cudowny sposób. Te osoby były uzależnione od dyrektora programowego. Ten dyrektor programowy, w wyniku naszego zgłoszenia stracił pracę w TVN-ie i poszedł do Polsatu. Związki ze związkami nie są przypadkowe tutaj w Polsacie i w TVN-ie. To znaczy nie tyle ze związkami, co z pewnymi instytucjami. I my się tego tak naprawdę zaczęliśmy uczyć od 2019 roku i odrobiliśmy te lekcje. Zaczęliśmy sobie zdawać sprawę z jakich kart i z jakich klocków ten dom jest zbudowany. To jest nieprawdopodobne z jakim kolosem, z jakimi przeciwnościami losu przyszło nam się mierzyć. Proszę sobie wyobrazić, świat jest mały i informacje do nas docierają w różny sposób. Dotarła informacja podana przez kolegę, którego ktoś w rodzinie jest prawnikiem w Warszawie, że poszła fama po mieście, że każdy prawnik, który zaangażuje się w nasz proces po naszej stronie, kariery nie zrobi. To jest na tym poziomie walka.

AP: To z kim wy walczycie tak naprawdę?

KR: Z mafią. My walczymy z mafią.

AP: Jaka to jest mafia?

KR: Bezwzględna, cyniczna, podła.

AP: A kto jest zamieszany w to? Bo to nie tylko telewizja pewnie, ale jeszcze jakieś służby specjalne? Tak się mówiło, że u podwalin TVN-u były służby specjalne.

KR: To już nie jest tajemnicą, że finansowanie TVN-u nie wzięło się przypadkowo ani nie wzięło się z kredytów. Głośno o tym mówiły osoby, łącząc to z dawnym WSI i z obsługą długu zagranicznego. Ja nie mam na to dowodów, natomiast wszystko, co się działo w firmie i w jaki sposób to się działo i kim byli ludzie zarządzający, jak się później okazywało, świadczy o tym, że te oskarżenia nie są przypadkowe i mają potwierdzenie w faktach.

AP: Czy nie byłoby taniej i lepiej dla nich po prostu zapłacić normalne pensje, nie zwalniać etatów, bo od tego to się zaczęło?

KR: Oczywiście. Wyliczyliśmy, że przestrzeganie prawa pracy w obszarze zatrudnienia kosztowałoby ich około 40 mln zł rocznie, gdzie pierwsza dywidenda to była 1,3 mld zł wysłanych za ocean. W zeszłym roku było mniej, chyba około 600-700 mln zł i też musieli rezerwy swoje uruchomić, bo ktoś tam za oceanem musiał dostać premię. Tego typu ruchy księgowe się odbyły.

AP: A czy w związku z wygraną Trumpa może coś się zmienić w TVN?

KR: Nie wiadomo. Już poszła pogłoska w Stanach, że Warner Bros. Discovery może zmienić właściciela, tym razem na prawicowego. W związku z tym może się okazać, że Trumpowi to kompletnie nie na rękę.

AP: Dlaczego?

KR: Dlatego, że i tak przejmie. Może się paradoksalnie okazać przeszkodą, która w jakiś sposób zakłóca porządek biznesowy pewnym ludziom tam.

AP: Tak długo trwa to wszystko. Polacy tak bardzo uwierzyli TVN-owi, a telewizja to obraz. Jaki był sekret tego dobrego przekazu TVN-u?

KR: Nie wiem. Myślę, że socjotechnika była tam bardzo daleko posunięta. Ja mogę się wypowiadać na temat mojej pracy i podam przykład. Pracując jeszcze w newsach, byłem jedyną osobą ze wszystkich operatorów, którzy mieli sfilmowane w całości całe zdarzenie w sali kolumnowej, gdzie przyniesiono Gabriela Janowskiego. Sprawa Polskiego Cukru. Na moich zdjęciach, na moim materiale sfilmowanym przeze mnie było widać, że on został tam przyniesiony. On został tam przyniesiony i postawiony. Od tego momentu, jak zaczyna skakać, we wszystkich mediach poszły obrazki. Cała reszta wcześniejsza trafiła do archiwum.

AP: Czyli gdzieś te zdjęcia jeszcze są?

KR: Jeżeli nie zostały zniszczone, to są. Ja swoją pracę wykonałem jak potrafiłem. Praca była zrobiona, tylko ktoś dalej ją zmanipulował.

AP: Pewnie takich przypadków było więcej. Pan mówił o tym, że ta sytuacja odbiła się bardzo na pana zdrowiu. W jaki sposób?

KR: Depresja jest chorobą. Jest chorobą w moim przypadku zdiagnozowaną. Mam poważną depresję, leczę się, biorę leki, mam lekarza w psychiatrę. Niedawno rozpocząłem terapię, psychoterapię. Wszystkie te dobrodziejstwa spotkały mnie dzięki mojej aktywności na X, bo tam mam profil pod moim imieniem i nazwiskiem. To są ludzie, którzy zgłosili się, żeby mi pomóc i robią to za darmo. To jest ogromny dar z ich strony.

AP: Czyli, psychoterapeuta, psychiatra pracują po prostu za darmo z panem?

KR: Tak, natomiast nie wiem, czy nie jest za późno, ponieważ w moim przypadku brak pracy i brak zarabiania od pięciu lat spowodował, że mam ogromne problemy finansowe. Wkrótce stracę dom prawdopodobnie, bo nie mam ciągle pracy. Byłaby możliwość, żebym spłacał ten dom. Strasznie chaotycznie mówię, ale to są emocje. To jest moja ojcowizna i bardzo by mi zależało na tym, żeby go uchronić. Wygrałem proces z bankiem, to znaczy miałem kredyt w euro i sąd uznał, że umowa jest nieważna. Natomiast muszę oddać kapitał pomniejszony o raty. W efekcie będą to raty, bo sąd może rozłożyć maksymalnie na pięć lat.

Oznacza to, że nieznacznie ponad pięć tysięcy złotych musiałbym płacić co miesiąc przez pięć lat. Ale to nie jest tylko to. Moje problemy to są różne raty, chwilówki, bo jechałem już na chwilówkach. Już nawet nie chcą mi chwilówek dawać, taka jest moja sytuacja. Bez przerwy dzwonią windykacje i teraz naprawdę się zrobiło bardzo trudno. Pewnie mnie po prostu, może nie tyle psychicznie, ale wykończą. Myśli samobójcze już odeszły, bo był taki czas, że naprawdę nie chciałem już żyć. Wyszedłem jednak z założenia w pewnym momencie, że nie ja sobie dawałem życie i nie mam prawa go odbierać, w związku z tym po prostu czekam na to, aż to gruchnie, aż dostanę jakiegoś raka.

AP: Nie, proszę tak nie mówić. Nie zgadzam się.

KR: Ale tak to działa. Przecież stres jest jednym z czynników rakotwórczych.

AP: I to wszystko z powodu tego, że postawił się pan TVN-owi, a właściwie takim nagannym praktykom jak łamanie prawa człowieka, które tam występowało.

KR: Mam pewną satysfakcję, bo normalnie jak ktoś się stawia bandziorom, to go zastrzelą i na drugi dzień go nie ma. Ja już pięć lat nagłaśniam sprawę patologii i przestępstw w ich wykonaniu. Sens był taki, żeby ludzie poznali prawdę na ich temat.

AP: Widzowie oglądają takie uśmiechnięte, gładkie twarze gwiazd TVN-u i te śliczne obrazki, no to myślą sobie, że jest inaczej. Co pan by im teraz powiedział?

KR: Proszę pamiętać, że niektórzy z nich są wnuczkami, czy synami wysokich funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, o czym też się dowiedziałem dopiero wtedy, jak zacząłem z nimi walczyć. Co ja mogę im powiedzieć? Że na ich miejscu bym się wstydził pokazać na wizji? Przecież oni te same wartości przekazują na wizji, które reprezentowali ich rodzice czy dziadkowie. Jeżdżą bez prawa jazdy, bo ich to nie dotyczy. Nie płacą podatków, bo ich to nie dotyczy. Milczą, kiedy ktoś mówi na antenie, że śmierć Polaka to jest taka normalna rzecz, a śmierć Żyda jest czymś ważniejszym, takim metafizycznym. Co ja mam im powiedzieć?

AP: Niech nasi odbiorcy sami pomyślą, co wybierają, jaki kanał. Panu życzymy siły i proszę się nim poddawać. A na iksie szukamy Kamila Różalskiego.

 

ANDRZEJ KLIMCZAK: Zmarłym dziennikarzom z Kresów

Nieprzerwanie, od szesnastu lat trwa akcja poszukiwania i porządkowania przedwojennych grobów polskich dziennikarzy, literatów i pisarzy na cmentarzach Ukrainy. Akcja rzeszowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich została zainicjowana przez radiową dziennikarkę Jolantę Danak-Gajdę. Odnajdywania, często zapomnianych już grobów, i ich porządkowania nie przerwała nawet pandemia i wybuch pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Działamy nadal.

Jeszcze przed wybuchem pandemii na cmentarze dawnych Kresów jeździło z rzeszowskim SDP ponad 100 dziennikarzy. Dołączali do nich przedstawiciele mediów z innych regionów kraju a czasem nawet zza granicy. Poszukiwania i prace porządkowe wspomagali przedstawiciele rzeszowskiego Instytutu Pamięci Narodowej z Piotrem Szopą na czele i Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich.

W pracach pomagali przedstawiciele placówek dyplomatycznych, wspaniali patrioci: śp. wicekonsul Rafał Kocot oraz Eliza Dzwonkiewicz, była Konsul Generalna ze Lwowa. Zawsze obecni byli dziennikarze polskich mediów na Ukrainie z ekipą „Kuriera Galicyjskiego”, przy którym działa koło lwowskie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Łyczaków 2018 r.
zdj. Andrzej Klimczak

Wyprawy na kresowe cmentarze były dla dziennikarzy zawsze niezwykłą lekcją historii. Przy okazji poszukiwań grobów kolegów „po piórze” trafiali na grobowce sławnych i zasłużonych obywateli RP, obrońców ojczyzny, powstańców, naukowców o światowej sławie. Część z nich odnajdywała groby własnych rodzin.

Pracowali na cmentarzu łyczakowskim i janowskim we Lwowie. Odnajdywali groby naszych dziennikarzy i literatów w Kołomyi, Śniatyniu, Winnikach, Czerniowcach, Żytomierzu, Ostrogu, Brzeżanach i Bohorodczanach. Palili znicze i wiązali białoczerwone kokardy na nielicznych, ocalałych pomnikach grobowych cmentarza w Stanisławowie, zniszczonego przez Sowietów i zamienionego na miejski park.

Cmentarz w Kołomyi rok 2021
zdj. Andrzej Klimczak

Na samym cmentarzu łyczakowskim odnaleźli i porządkowali 80 grobów. Na innych cmentarzach odkrywali pojedyncze, często bardzo zniszczone lub zarośnięte bujną roślinnością groby naszych dziennikarzy i pisarzy.

Nastała pandemia. Dwudziestego marca 2020 roku ogłoszono w Polsce stan epidemii. Wprowadzano coraz bardziej rygorystyczne nakazy. Przekraczanie granicy wymagało specjalnych zezwoleń, zaświadczeń i dokumentów potwierdzających badania na obecność covid-19. Ważność takich badań trwała 48 godziny. Przekroczenie tego czasu powodowało przy powrocie do kraju automatyczne skierowanie na przymusową kwarantannę. W tym czasie granicę przekraczał jedynie prezes oddziału rzeszowskiego SDP, organizując we Lwowie ekipę dziennikarzy Kuriera Galicyjskiego i Polaków mieszkających we Lwowie.

Były to skomplikowane wyjazdy, bowiem hotele w większości były zamknięte a te, które działały wymagały od klienta zestawu dokumentów potwierdzających stan jego zdrowia. Restauracje wydawały jedynie posiłki na zewnątrz. Wszędzie obowiązywał wymóg noszenia maseczek. I obowiązkowe badanie we Lwowie w dniu wyjazdu do Polski, którym należało się wylegitymować na granicy jeszcze po ukraińskiej stronie. Potem następowała cała procedura polskiej odprawy granicznej.

Pomimo, że pandemia uniemożliwiła grupowe wyjazdy dziennikarzy na Wschód, powstawały w zaciszu projekty następnych ekspedycji, gdy skończy się już zaraza. W planach była miedzy innymi Winnica i słynny cmentarz Bajkowe w Kijowie. Nikt jednak nie podejrzewał, że plany te nie dojdą do skutku.

Cmentarz ubogich Żytomierz, rok 2021
zdj. Andrzej Klimczak

Dwudziestego czwartego lutego 2022 roku wybuchła na Ukrainie pełnoskalowa wojna, którą poprzedziły ataki w Donbasie i aneksja Krymu w roku 2014. Pierwszy dzień wojny rozpoczęło bombardowanie miast na Wołyniu. Wybuchy odnotowano w Kołomyi, Stanisławowie i Drohobyczu. Jednostki pancerne ruskiego agresora ruszyły na Kijów. Mordowano cywilów, rabowano dobytek, niszczono budownictwo mieszkalne. Ruscy zapowiadali, że w kilka dni podbiją cały kraj. Na szczęście tak się nie stało.

Dziesiątki tysięcy uchodźców codziennie przekraczało polską granicę szukając ratunku przed wojną. W pierwszym roku wojny walki koncentrowały się w środkowej i wschodniej części Ukrainy.

Na Ukrainie nie ma teraz bezpiecznych miejsc. Mała wioska pod Złoczowem
zdj. Andrzej Klimczak

Ataki na miasta zachodniej części kraju należały do rzadkości. Zagrożenie jednak było nadal duże. W takiej atmosferze, pomimo trwającej wojny, jak zwykle, w ostatni weekend października 2022 roku na cmentarzu Łyczakowskim pojawili się dziennikarze porządkujący groby. Tym razem w skromnym, dwuosobowym składzie: prezes SDP oddziału rzeszowskiego oraz członek koła lwowskiego SDP Karina Wysoczańska. Wspomagała ich niewielka grupa lwowskich Polaków.

Do tej pory alarmy bombowe były we Lwowie ignorowane, a życie toczyło się pozornie normalnie. Do tej pory… Około godziny 11 w mieście rozległ się dźwięk alarmu lotniczego. Syreny wypełniały powietrze przeraźliwym dźwiękiem. Miejscowi nie reagowali jednak na te ostrzeżenia, bowiem wcześniej nie niosły one ze sobą realnych zagrożeń. Aż do tej pory… Rakiety i drony bojowe uderzyły w bazę paliwową w okolicy górnego Łyczakowa, zaatakowały też cele w innych rejonach miasta, w tym cele cywilne.

Łuk triumfalny na Cmentarzu Orląt we Lwowie
zdj. Andrzej Klimczak

Po tym niespodziewanym ataku prace na cmentarzu Łyczakowskim wznowiono i kilka grobów dziennikarskich udało się przygotować do zbliżającego się święta Wszystkich Świętych.

Minął rok niespokojny, przerywany nalotami na Lwów i inne miasta zachodniej Ukrainy. I znowu w ostatni weekend października żurnaliści z SDP pojawili się na cmentarzu łyczakowskim. Tym razem we dwóch: prezes oddziału SDP w Rzeszowie i dziennikarz prasowy, Andrzej Plęs. Noc minęła spokojne, chociaż na wschodzie kraju trwały ciężkie walki.

Słoneczna jesień na Łyczakowie ma szczególny urok. Nie zmieniła tego nawet wojna. Wzgórza, które „przytuliły” niezliczone grobowce zwieńczone niezwykłymi rzeźbami, mienią się wszelkimi barwami jesieni. Stare, pochylone drzewa malują krajobraz żółtymi, czerwonymi i bordowymi kolorami. Niżej, między grobami dzikie bluszcze, trawy i dziesiątki nieznanych z nazwy chwastów mienią się wszystkimi kolorami.

Nagrobki i niezwykłe, wzruszające epitafia zmuszają do refleksji. Ale też przypominają, że dziennikarze przyjechali tutaj aby przygotować do zbliżającego się święta chociaż kilka grobów.

Pracę przerywa znowu przeraźliwy dźwięk alarmu lotniczego. Syreny wyją modulowanym dźwiękiem ostrzegając przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Ludzie znikają, chowając się po piwnicach starych kamienic, gdzie przygotowano prowizoryczne schrony zwane tutaj bomboshowyszczmi.

Z cmentarza daleko do jakiegokolwiek schronu, więc dziennikarze zostają na cmentarzu, dochodząc do wniosku, że w razie czego nie ma lepszego miejsca – od razu są tam, gdzie i tak by ich przecież zawieziono po śmierci…

Nadszedł rok 2024, drugi pełnoekranowej wojny, nie należał do najspokojniejszych. Pomimo tego akcja na cmentarzu łyczakowskim trwa nadal. Z prezesem rzeszowskiego SDP jest trójka Lwowian, którzy spontanicznie przyłączyli się do porządkowania dziennikarskich grobów. Od wczoraj trwają we Lwowie ataki dronów i rakiet. Giną cywile w zbombardowanych kamienicach. Tracą życie dzieci z rodzicami przywalone tonami gruzu. Trafiona zostaje szkoła – na szczęście nie było akurat lekcji.

Jesienny Łyczaków
zdj. Andrzej Klimczak

Ulice w całym mieście i te wokół cmentarza wypełnione są dźwiękiem pyrkotania agregatów prądotwórczych. Nie ma prądu bo zbombardowano stacje energetyczne. Powietrze wypełnia zapach spalin z agregatów. W zaułkach chowają się przerażone wybuchami i dźwiękiem prądnic koty i psy. Ale to miasto niezłomne żyje jak zwykle własnym, tym razem wojennym rytmem.

Jak co roku dziennikarze odwiedzają Cmentarz Orląt. W roku 1991 jedyną dostępną drogą do tego miejsca była prowizoryczna ścieżka wyłożona nagrobkami dzieci i obrońców Lwowa, zarośnięta wysokimi pokrzywami. Dzisiaj Cmentarz Orląt bieli się z daleka z kamiennymi lwami dumnie czuwającymi pod łukiem triumfalnym.

Nad wszystkim góruje biała kaplica cmentarna. W niej, wokół ołtarza i na ścianach niezliczone dowody pamięci i patriotycznych deklaracji.

Kilka lat temu zachwycało epitafium wypisane na starej maszynie i ofoliowane: mała karteczka z tekstem Kornela Makuszyńskiego, oparta o ołtarz kapliczny:

„…tu leżą uczniowie w mundurach,

Przeto ten cmentarz jest jak szkoła,

Najdziwniejsza szkoła, w której dzieci

jasnowłose i błękitnookie nauczają siwych o tym,

że ze śmierci ofiarnej najbujniejsze wyrasta życie”.

Jak bardzo aktualne są dzisiaj te słowa, chociaż zmieniły się czasy i inny już naród walczy tutaj o przetrwanie. Inny naród, chociaż w jego szeregach walczy i ginie wielu młodych Polaków, potomków tych, którzy pozostali po II wojnie światowej w swoich kresowych domach.

Październik 2025 roku, przeplatany deszczową pogodą przeważnie był słoneczny. Słoneczna była też sobota 25 dnia miesiąca.

Łyczaków, rok 2025. Grób Aleksandra Vogla, redaktora naczelnego Gazety Narodowej, prezesa Syndykatu Dziennikarzy Polskich
zdj. Andrzej Klimczak

Cmentarz łyczakowski mienił się wszelkimi kolorami. Złoto klonowych i jesionowych liści stanowi doskonałe tło dla innych barw.

Łyczaków rok 2025. Bruno Franciszek Zaremba Bielawski, dziennikarz Gazety Lwowskiej i Dzwonka
zdj. Andrzej Klimczak

Główną bramę cmentarza mija kolumna wolno sunących samochodów. Kondukt pogrzebowy kolejnego młodego żołnierza, który zginął na froncie. Z fotografii umieszczonej na samochodzie patrzy młoda niemal dziecięca twarz żołnierza. Dzisiaj to czwarty taki pogrzeb. Kiedy samochody przejeżdżają obok, wszyscy ludzie na chodnikach klękają i żegnają się znakiem krzyża. To nowy zwyczaj oddawania hołdu zabitym na froncie. Z głośników karawanu słychać smutną pieśń o matce, która po raz ostatni żegna swoje jedyne dziecko…

W tym roku, w ramach corocznej akcji rzeszowskiego SDP, na cmentarzu był jedynie prezes oddziału, chociaż przyjazd na coroczną akcję deklarowało kilka osób. Nikogo nie wolno namawiać do wyjazdu. Na Ukrainie nie ma bezpiecznych miejsc.

2025. Grób Romualda Prawdzic Lewandowskiego, prawnika, dziennikarza i współzałozyciela największej, przedwojennej gazety prawniczej
zdj. Andrzej Klimczak

Rozsadek wziął górę – wszyscy chętni wycofali się z deklaracji wyjazdu po jednym z największych ataków rakietowo-dronowych dokonanych przez wroga tydzień wcześniej. Bombardowanie Lwowa trwało cztery godziny. Na szczęście obrona przeciwlotnicza unieszkodliwiła większość wrogich maszyn powietrznych. Nie obyło się jednak bez ofiar i strat.

Tym razem jednoosobowa delegacja SDP odwiedziła kilka dziennikarskich grobów. Niewiele jednak można zdziałać w pojedynkę. Usunięcie opadłych liści z płyt grobowych, wycięcie kilku agresywnie zarastających nagrobki bluszczy i usunięcie kilku suchych gałęzi lecących ze starych drzew cmentarnych – to wszystko co można było zrobić. Pozostało jeszcze tylko zapalenie zniczy i tradycyjna biało-czerwona wstążeczka zawiązana na grobowym krzyżu.

Dwie noce i następujące po nich dni były wyjątkowo spokojne. Ani raz nie ogłoszono alarmu lotniczego. Za to w odległym o 460 kilometrów Kijowie trwało bombardowanie. Informacje z tych terenów podświadomie budziły pytania, kto ze znajomych przeżył a kto nie. Wszak tam nadal jest sporo polskich dziennikarzy, zarówno tych miejscowych, jak i korespondentów, którzy ślą informacje z terenów okupowanych i tych nieustannie atakowanych z powietrza. Trwają tam, aby przesyłać prawdziwe informacje na przekór wrogiej propagandzie i aby ostrzegać, że to co dzieje się na wschód od naszej granicy niebawem może się stać codzienną rzeczywistością reszty Europy.

Tekst i zdjęcia Andrzej Klimczak