HUBERT BEKRYCHT: Reset 19.30, czyli złodziej woła „łapać złodzieja”

Wiele mnie już nie zdziwi w TVP po jej nielegalnym przejęciu przez PO. Oto, po ataku bezprawnie wybranego likwidatora TVP na zwolnioną dyscyplinarnie Agnieszkę Romaszewską, liderzy podprogowego przekazu rządu 13 grudnia zaczynają tzw. rozliczenia serialu „Reset”, który ukazał uległość tej ekipy wobec Rosji.

Medialna polityka czystej wody zapowiedziana przez prezentera Czyża jeszcze w ub. roku, tuż po kradzieży polskich mediów publicznych przez ekipę rządową powołaną 13 grudnia ub. roku, zaczyna płynąć w stronę, w którą chce ją skierować ekipa Tuska, Kosiniaka-Kamysza, Hołowni i Czarzastego. Bez zasłony dymów na powierzchni rzeki nieprawości.

„Teraz to panie chamówa”

Nie ma sensu przypominać, że, delikatnie mówiąc, nie zawsze programy informacyjne TVP podczas rządów PiS, cieszyły się uznaniem widowni konserwatywnej. Tysiąc raz jednak należy podkreślać, że b. prezes Jacek Kurski, jakakolwiek oceniać jego pracę, miał przede wszystkim przywrócić TVP wszystkim chcącym i mogącym odbierać sygnał narodowego nadawcy. Czy był to pluralizm, do czego w części się przychylam, czy była to tępa propaganda  –  też czasami nie wytrzymywałem – jedno trzeba wyraźnie powiedzieć: Kurski zrobił z papki, podanej na imieninach u liberalnej ciotki, mocną instytucję państwową, telewizję podlegającą rządowi radzącą sobie bardzo dobrze na medialnym rynku, konkurującą z telewizjami komercyjnymi nie zawsze preferującymi polski kapitał.

W porównaniu z informacją „czystej wody” z cyrkowego programu 19:30, telewizja Kurskiego była lepsza o kilka długości. I jak mawia o TVP mój sąsiad, który na pewno nie głosował na PiS ani nawet na Konfederację: „Teraz to panie chamówa”. Forma niezbyt urodziwa, ale myśl przeczysta.

Reset mózgu w TVP AD 2024

Na początku tygodnia 19:30 zaczęła analizować i syntetyzować jednocześnie wydatki, jakie w ub. roku poniosła „pisowska” TVP na serial Michała Rachonia i Sławomira Cenckiewicza „Reset” o tym, jak Federacja Rosyjska w latach 2008 – 2015, podporządkowała sobie służby państwowe, w tym specjalne, w Polsce i kto z polskiej administracji pomagał Moskwie w tej ekspansji. A wówczas rządzili ci, którzy do władzy wrócili 13 grudnia ub. r., czyli akolici PO.

I oto, w programie dezinformacyjnym TVP o 19:30, mają rozliczać film, który zbudowano na faktach a nie „czystej wodzie” już nawet nie tyle propagandowej, co kłamliwej polityki ekipy Tuska. Pomijam czynnik moralny, ale warsztat tych bzdur przypomina mi kilka początkujących osiedlowych telewizji w Polsce lat 90. Chociaż nie wiem, czy nie obrażam tych mediów, za co z góry przepraszam.

A już liczenie honorariów autorów „Resetu” przypomina sowieckie i komusze wytykanie, ile zarobili nieistniejący „kułacy” na tym, że niczego nie ma sklepach. W tym przypadku to „nic” jest prawdą o w pół do ósmej wieczorem w TVP 1.

 

Hubert Bekrycht

(także FB i X)

HUBERT BEKRYCHT: Złe pytania, źli pytający, czyli dziennikarstwo po koalicyjnemu

13 grudnia 2023 r. rozpoczęły się w Polsce porządki, które mają na celu doprowadzenie do bałaganu. W nocy z 19 na 20 grudnia zagrano sygnał do likwidacji mediów publicznych. Ten sygnał nie dotycz zresztą tylko TVP, PR i PAP, ale i szeroko rozumianych mediów konserwatywnych a nawet tych, które po prostu mają inne zdanie niż ekipa premiera Donalda Tuska. Wśród tych skandalicznych zjawisk już w ubiegłym roku wzmogły się przypadki – jak mówią w USA i Wielkiej Brytanii – cancel culture – tyle, że dotyczą likwidacji dziennikarstwa, takiego jakim ono jest… Koalicja PO, TD i NL zakazała najpierw pytań o sprawy dla niej, delikatnie mówiąc, niewygodne.

Jeszcze przed objęciem władzy, w kampanii parlamentarnej 2023 roku, ekipa Donalda Tuska uciekała przed kłopotliwymi kwestiami, które w mediach miały zły odbiór dla PO. „Uciekała” to niezbyt adekwatne określenie. Tusk nie znosi po prostu krytyki a wszystkich, dosłownie wszystkich dziennikarzy traktuje jak zło konieczne. Może dlatego, że kiedyś premier próbował być dziennikarzem…

Demokratura

Liczne przykłady lekceważenia i lizolowania dziennikarzy kompromitują nieustanie obecną ekipę rządową Tuska, że właściwie nic gorszego polskim mediom nie może się już przytrafić. Chyba, żeby Tusk wprowadził dyktaturę. „Demokratura” wobec dziennikarzy już w Polsce jest – tak powiedziała Agnieszka Romaszewska, zwolniona dyscyplinarnie z TVP twórczyni TV Biełsat. Wobec legendarnej opozycjonistki z NZS wytoczono najcięższe armaty, używając totalitarnych metod kierownictwo dawnego pracodawcy najpierw rzuciło sfabrykowane oskarżenia, potem dopiero dowiadywała się o tym z mediów. Trudno się z Romaszewską nie zgodzić, że metod walki z dziennikarzami mającymi inne zdanie ekipa Tuska uczy się chyba na podstawie doświadczeń komunistycznej bezpieki. Metod „usuwania” dziennikarskich problemów nowa władza ma bez liku, ale kilka powiela chętnie jak nowoczesna drukarka plakat z podobizną Tuska.

Metoda „na pijanego”

W samym szczycie kampanii parlamentarnej, latem 2023 roku, podczas wizyty Tuska, dziennikarz TVP3 Łódź Michał Solarz, na prośbę TVP Info, miał zapytać lidera PO o jego zdanie na temat serialu TVP „Reset” Michała Rachonia i Sławomira Cenckiewicza.

Redaktor Solarz z operatorem, najpierw byli przepychani przez ochronę a potem po dosłownie wykrzyczanym przez dziennikarza z kilkunastu metrów pytaniu, sam Tusk popisał się znakomitym węchem. Zamiast powiedzieć lub nie powiedzieć czegoś o „Resecie”, oświadczył, że wyczuł alkohol od zadającego pytającego w imieniu TVP Info. Oczywiście reporter natychmiast poszedł na komisariat policji i poddał się badaniu. U Solarza nie wykryto alkoholu. Tuska po kolejnym pytaniu TVP na ten sam temat zapytano jeszcze o to, czy przeprosi pomówionego? Na to obecny premier mówił jakieś nie związane z tematem bzdury i stwarzał wrażenie poważnie zdenerwowanego. Pytania nie było, bo żaden z dziennikarzy będących na spotkaniu z Tuskiem nie podjął tematu. Tematu nie było, bo nie przebił się do mediów komercyjnych. Skutek bandyckie metody propagandowe są skuteczne. Zwłaszcza, kiedy korzysta z nich ekipa Tuska.

Kilka miesięcy później red. Michała Solarza pozbyła się z TVP3 Łódź nowa neodyrektor. Dziennikarz pracuje w lokalnej rozgłośni radiowej. W łódzkiej telewizji publicznej nikt nie zadaje trudnych pytań politykom.

Metody na chaos i na „funkcjonariusza”

Także w ostatniej parlamentarnej kampanii wyborczej, były minister sprawiedliwości w rządzie Tuska i były szef NIK, który bronił się wówczas przed zarzutami prokuratury Krzysztof Kwiatkowski, senator, teraz znów PO wykorzystywał swoje niezwykłe umiejętności hipnotyzowania mediów. Niektórych. A wiedzieć należy, że Kwiatkowski świetnie korzysta kontaktów z dziennikarzami z czasów, kiedy był mężem jednej z dziennikarek TVP. Zresztą, wśród polityków często się tym chwalił. Teraz już nie. Dziennikarka się z nim rozwiodła. Kwiatkowskiemu wydaje się jednak nadal, że wiedza na temat dziennikarzy to nauka ścisła i można się jej nauczyć jak nudne i wypowiedziane (od prawie 30 lat) nieprzygotowanym, nudnym głosem odpowiedzi na trudne pytania. To, moim zdaniem, dowód na to, że ludzie nie słuchają tego, co widzą…

Piszący te słowa jako dziennikarz PAP zadał latem ub. r. Kwiatkowskiemu pytanie o to, czy stanie przed powstającą w końcówce rządów PiS komisją ds. Wpływów rosyjskich. Senator nie spodziewał się takiego pytania, bo nie widział mnie na początku konferencji i myślał, że – jak zwykle – sam spróbuje narzucić reporterom swoje tematy. Kwiatkowski wybuchł, że treść pytania zachęca go do „przestępstwa”, bo komisja będzie nielegalna a w ogóle, to skoro wcześniej byłem „funkcjonariuszem” PiS, bo w latach 2016 – 2018 byłem dyrektorem, redaktorem naczelnym TVP3 Łódź za prezesury w TVP Jacka Kurskiego, to muszą one być (moje pytania) – jak w „Rejsie” tendencyjne. Bardziej wkurzył się jeszcze Kwiatkowski innym pytaniem, ale to już zupełnie inna historia.

Skutek metody Kwiatkowskiego: chaos podczas konferencji, kłótnia po niej. Senator jednak zapomniał, że jestem dziennikarzem już 3 dekady. Opis, najpierw konferencji, potem awantury, którą wszczął Kwiatkowski a ja – przyznaję – uczestniczyłem w niej, ukazał się jednak i w mojej ówczesnej redakcji – PAP i – na zamówienie polityczne w jednym z dużych portali informacyjnych napędzanych zachodnim kapitałem. Po 10 miesiącach od tamtych wydarzeń Kwiatkowski jest nadal senatorem, już nie niezależnym, ale z nakazu Tuska, z znów PO a ja… No cóż. Moja pamięć dziennikarska, wypowiedzi, artykuły w innych niż PAP mediach, działalność w SDP, nie spodobały się likwidatorowi PAP w likwidacji i był uprzejmy zwolnić mnie niedawno dyscyplinarnie. Ale o tym sza, sza. Ciąg dalszy moich losów jako dziennikarza mediów ogólnopolskich nastąpi…

Metoda na brak akredytacji

Jeno z najczęstszych świństw jakie robi ekipa Tuska dziennikarzom, których premier nie chce na konferencjach i spotkaniach. Jeśli jakimś cudem, przecisną się – a są na to legalne i zgodne z zasadami bezpieczeństwa sposoby – tacy reporterzy są narażeni na wiele nieprzyjemności. Są przepychani przez agencje ochroniarskie zatrudniające Neandertalczyków. No i są obiektem nienawiści dla elektoratu koalicji miłości i uśmiechu; dosłownie opluwani oraz obdarzani wulgarnymi epitetami.

Metoda „na niepamięć”  – wykluczenie sądowe

Najbardziej niebezpieczne dla demokracji ze wszystkich wkluczeń, jakie stosuje PO. Po prostu można kogoś wyciszyć sądownie. U nas to jest artykuł 212 na całym świecie SLAPP, czyli uciążliwe i długotrwałe sądowe wykluczenie dziennikarzy, które stosuje władza. Zarówno w USA, Francji, Chorwacji, Wenezueli (tak niezwykle nieudolnie) no i w Polsce Donalda Tuska, Adama Bodnara i innych sympatyzujących z porządkiem demokratycznym, takim jaki on jest…

Ostatnio ofiarą takich represji padł Mateusz Teska z Magazynu Reporterów Anity Gargas (jeszcze ponad pół roku temu na antenie TVP). Teska dosłał niedawno jedną z nagród SDP. Jego sprawę monitoringiem objęła dr Jolanta Hajdasz – dyrektor CMWP SDP.

Poniżej informacja na ten temat:

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu dziennikarza z Magazynu Anity Gargas za zadanie pytania

 

I w sumie można byłoby zakończyć na opisie kłopotów młodego reportera z metodami wykluczania niewygodnych dla władzy PO, TD i NL dziennikarzy. Można byłoby, ale, niestety, przewiduję, że takie represje obejmą innych i to nie tylko z konserwatywnych mediów. Co robić w tej sprawie? Oczywiście należy protestować, pomagać zwolnionym i nosić wysoko podniesioną głowę. Ale najbardziej ekipę Tuska wkurzy, to, że będziemy robili swoje. Wszystkich nas przecież nie wykluczą i nie posadzą… Chyba.

 

Hubert Bekrycht

(także na FB i X)

 

 

 

 

O furii ulubionego dziennikarza Jaruzelskiego pisze HUBERT BEKRYCHT: Lis na śmietniku?

Rzadko krytykuję personalnie nielubianych przez siebie dziennikarzy, ale właśnie Tomasz Lis przekroczył kolejne granice. I nie chodzi tu tylko o wulgaryzmy wobec Tomasza Sakiewicza, Dawida Willdsteina oraz Jacka i Michała Karnowskich, którzy bronili Szymona Jadczaka, dziennikarza o zupełnie innych niż oni poglądach. Lis, ulubiony publicysta komunistycznego dyktatora, autora stanu wojennego Wojciecha Jaruzelskiego przypuszcza ostatnio atak na wszystkich, którzy mają inne zdanie niż on.  Teraz jednak Lis wypalił furiacko a jego słowa mają cechy nagonki. Prawdziwej. Zresztą, może u Lisa to nie furia tylko norma.

Muszę to zacytować: „K…. k….. łba nie urwie” – tak na portalu X skomentował Lis uwagi dziennikarzy (m.in. Sakiewicza, Wildsteina, i braci Karnowskich) w obronie atakowanego przez hejterów Szymona Jadczaka, który jeszcze niedawno krytykował prawicę.

Na rympał

Tomasz Lis zapomniał, a może nigdy nie widział – tylko udawał – że jest w dziennikarstwie prawdziwym formacja etyczna, co prawda w zaniku, ale jest. Znany z emocji w sprawach telewizyjnej grafiki komputerowej dziennikarz, ostatnio chory i bardzo agresywny, nie bierze jeńców.

Gdyby chodziło o ewidentną krytykę poglądów, spraw dzielących Lisa od konserwatywnych dziennikarzy, napisałbym „trudno demokracja” albo jakoś tak. Niestety, chorobą nie da się wytłumaczyć ewidentnej prowokacji wobec czołowych polskich publicystów pracujących dla prawicowych mediów. Nie chodzi o kierunek polityczny i intelektualny, ale o to, że Tomasz Lis zachęca – moim zdaniem – innych dziennikarzy z poglądami zbliżonymi do b. szefa Newsweeka do podobnych ataków. Oczywiście ataków na „pisowców” i „pisowskich publicystów”.

Nieudana misja polityczna czy kompleksy?

Lis, w opinii większości środowiska medialnego, stara się zrównać „pisowców” z wulgarnym określeniem przytoczonym na początku tego tekstu. Nie będę się zastanawiał, czy to wynika z zielonogórskich kompleksów b. szefa Faktów TVN, czy też ze stanu emocjonalnego człowieka, który zaczął tracić wpływy w kręgach ludzi z rządu Donalda Tuska. A przecież dwie dekady temu Lis miał ambicje polityczne sięgające – w jego przypadku – Pałacu Namiestnikowskiego.

Znam wiele osób z mniejszych miast niż Lis i znakomita większość nie jest znerwicowana z tego powodu (słowa te pisze człowiek urodzony w małym mieście Głownie niedaleko Łodzi), a Lis zachowuje się jak prowincjusz z filmów Feliksa Falka, tylko nie potrafi tak grać jak śp. Jerzy Stuhr w „Wodzireju”. Jeśli Lis idzie na całość i nie hamuje go już nic, to znaczy, że koalicja Tuska ma poważne kłopoty a jej medialni akolici mają wizję lądowania na śmietniku historii dziennikarstwa. I nie tylko.

Hubert Bekrycht

(FB i X)

HUBERT BEKRYCHT: Jakich prawników ma rząd, czyli śmiech słychać z kosmosu

Ludzie polecieli ponad pół wieku temu na Księżyc a nie zauważyli, że świat się zmienił. A właściwie nieustannie się zmienia. Na przykład dziennikarze poszukując prawdy, dobra i piękna tak zmienili rzeczywistość, że niektórzy z nich tropią sami siebie.

Wszystkie media głównego nurtu, szczególnie te prywatne oczarowane koalicją 13 grudnia i udające bezstronność a w istocie tropiące prawicowe „przekręty” media publiczne wpadły we własne sidła. Pokazywały oto w tym tygodniu zatrzymanie, wyjście i zachęty do ponownego zatrzymania b. wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego posła klubu PiS (Suwerenna Polska). Wiadomo jak to „kumpel Ziobry” to trzeba go zamknąć na lata . A potem na resocjalizację do Chobielina, aby drogi tam budował, bo dużo ludzi tam przyjeżdża ze świata Polskę podziwiać.

Komplikacje w narracji

Nieoczekiwanie dla rządu Romanowski wyszedł. Dzięki wiedzy i refleksowi adwokata, ale i dlatego, że władza tak się spieszyła, iż popełniła istotne błędy w mistyfikacji. Zaczęły się zatem sabaty z udziałem tropicieli trylionów złotych, które „wyciekły” z Funduszu Sprawiedliwości pomagającym finansowo m.in. ofiarom przestępstw i beneficjentom programów resocjalizacyjnych.

FS trzeba było promować, zatem powrócono do listy mediów, które w tym pomagały, co z kolei tropił lewicowy portal OKO Press ziejący nienawiścią do PiS i do wszystkiego, co na prawo od Adriana Zandberga.

Tylko pogłos

I tu niespodzianka. Na liście mediów, którym „fundusz Ziobry” hojnie dawał miliony, oprócz wielu konserwatywnych portali, na pierwszych miejscach są Wirtualna Polska i Onet.pl – w sumie te dwie instytucje otrzymały kilkanaście milionów złotych z FS.

Prawie spadłem ze śmiechu z trampoliny do kariery, kiedy słuchałem głosów i czytałem teksty liberalnych dziennikarzy, którzy na szkolnej tarczy prymusów mają insygnia rządu Tuska, że „może ten fundusz był potrzebny”… Piękne. Świadczy to dobitnie nie o tym, że ktoś broni FS, ministra Zbigniewa Ziobry i jego kolegów z SP, ale broni po prostu siebie i swojej wiarygodności.

Kosmos hipokryzji

Wiarygodności… W przypadku wielu z tych dziennikarzy, którzy starają się przykryć fakt, że media głównego nurtu wyciągały ręce i dostawały miliony złotych od „złego ministra” Ziobry, wiarygodność brzmi jak poniższa historyjka o lądowaniu 55 lat temu Amerykanów na Księżycu. Astronauta z USA spotyka sowieckiego kosmonautę, który pyta, czy przedstawiciel Stanów Zjednoczonych ma wódkę. Amerykanin zaprzecza. Zrozpaczony kosmonauta z Kraju Rad krzycząc pyta: „To po co w ogóle lecieliście”?

 

Hubert Bekrycht – felieton m.in. z FB i X

HUBERT BEKRYCHT: Polityczka w akcji, czyli – zdaniem TVP – Vance to „amerykański Mastalerek”. Upał na ekranie

Inauguruję nową rubrykę, przepraszam, rubryczkę o zabarwieniu satyrycznym, krytycznym a nawet krytykanckim. Portale społecznościowe pełne są dobrej woli i empatii a media głównego nurtu, szczególnie publiczne a nade wszystko telewizje informacyjne ociekają czystą prawdą i broń Panie Boże, w przeciwieństwie do konserwatywnych i pluralistycznych sprzed 13 grudnia 2023 roku, nie ma tam komentarza sugerującego i manipulacji. Wszyscy pracujący tam dziennikarze, nawet ci, którzy „wysługiwali się PiS”, śpiewają do kamer, że linia Trzech Partii Tworzących Obecny Rząd Tysiąclecia jest najlepsza… Wiecie już czego nie oglądać, ale ja muszę.

Tę rubryczkę sprowokowała Bawołek, właściwie Pani Redaktor Dorota Bawołek, korespondent TVP w Brukseli, ale całkiem jeszcze niedawno pracowała w Polsacie w stolicy Belgii. W Wikipedii w wersji angielskiej, ktoś napisał (może nie wiedział,  że my w Polsce, gorzej niż red. Bawołek, ale jednak znamy jęz. angielski),  że była   prześladowana przez TVP.  Dodano, że bronili jej politycy europejscy, głównie EPP (frakcja PO i PSL), co jest o tyle dziwne, że przecież dziennikarka podkreślała, że jest apolityczna. Czort wie, dlaczego prześladowaną przez „pisowską” TVP red. Bawołek zwolnili z prywatnej telewizji Polsat. Ja nie wierzę, że taki fachowiec, jak ta dziennikarka – jak piszą o niej wraże portale – jest „niesympatyczna”, bo – tu z kolei cytat z angielskiej wersji Wikipedii –  „polski dziennikarz TVP próbował przeszkodzić Bawołek w wywiadzie z Tuskiem i nagrał Bawołek sprzeciwiającą się ich obecności.” Nie wierzę, aby red. Bawołek była nieprzyjemna dla kogokolwiek, to znaczy dla kogokolwiek, kogo lubi. A lubi wszystkich od polityków poprzez operatorów na brukselskich kotach skończywszy.

Zresztą obserwowałem w Brukseli młodą dziennikarkę Dorotę Bawołek ,w pierwszym roku jej pracy dla Polsatu, jesienią 2008 roku. To nieprawda, że z wyższością potraktowała swoją koleżankę, która po kilkunastu latach pracy w ogólnopolskich mediach, przeszła właśnie do Polsat News. Po prostu red. Bawołek tak była przejęta rozmówcą, eurodeputowanym PO – EPP, że na pewno nie poznała koleżanki z redakcji. Zresztą mogła być także przejęta kilkanaście lat później i nie zrozumiała, że TVP nie chce przerywać wywiadu Polsatu z ówczesnym liderem polskiej opozycji Donaldem Tuskiem, a tylko o coś zapytać. Dziennikarze bywają zazdrośni o rozmówców, ale przecież bez przesady. Summa summarum, zły Polsat (teraz już dobry) zrezygnował z usług Bawołek a rok później teraz już dobra TVP (rok temu zła) przyjęła gwiazdę brukselskiego dziennikarstwa przytulając do swego łona i zatrudniając na stanowisku korespondentki.

Polityczka w Brukselce

Ile to się człowiek musi napisać, aby się popisać wiedzą. A chodzi mi po prostu o to, że red. Bawołek miała tzw. reporterskie wejście z Brukseli w TVP Info. A Było to 16 lipca roku Pańskiego 2024, przed godziną 16.00.

Z wypiekami na twarzy owa mistrzyni brukselskich niuansów snuła opowieść o pani Robercie Metsoli, którą ponownie wybrano na stanowisko przewodniczącej Parlamentu Europejskiego. O Metsoli red. Bawołek mówiła „polityczka”. Nie mam nic do tzw. feminatywów, o ile mądre, a większość tych wyrażeń mądra nie jest. Otóż ja się uśmiałem z powodu tej „polityczki”, bo red. Dorota tak pięknie, z godnością popisywała się poprawnością polityczną wymawiając z nienaganną dykcją, podobną prezenterom „Pytania na śniadanie” w TVP, słowo „polityczka”, jakby od tej artykulacji miałyby zależeć: nie tylko przyszłość pani Metsoli, pani red. Bawołek, kochanej naszej jedynej Unii Europejskiej, ale całego świata. Uff…

Tymczasem, dla mnie do końca życia, a mam 55 wiosen, „polityczka” pozostanie małą polityką a nie przewodniczącą PE. Oczywiście w TVP teraz o małej polityce nie mówią, teraz tylko duża POLITYKA, byle robili ją rządowi politycy.

Aha, prowadząca (przepraszam nie znam jeszcze wszystkich nowych neodziennikarek w TVP) jakoś tak poprowadziła narrację, że jasne stało się, że obie panie przestrzegały przed partiami politycznymi o prawicowym charakterze, programie, czy choćby nazwie mieszając wesoło doktryny polityczne z ogólnym znaczeniem nazw ugrupowań.

Jak zawieje Trump, czyli amerykański Mastalerek

Po tych językowych łamańcach ubarwionych skomplikowanym życiorysem heroiny polskiego dziennikarstwa, na ekranie i antenie TVP Info pojawił się mój dobry znajomy, Artur Kasprzycki reprezentujący teraz, jak się dowiedziałem, Redakcję Międzynarodową TVP. „O kurczę” – pomyślałem… „Może to nie on?” – odpowiedziało pytając z nadzieją echo w mojej głowie. Dlaczego tak echo w mojej czaszce się zdziwiło? Otóż, całkiem jeszcze niedawno, Artur pracował w ośrodku TVP Łódź, którego miałem przyjemność i zaszczyt (teraz to nie ironia!) być dyrektorem – redaktorem naczelnym przez prawie trzy lata (2016 – 2018). Oczywiście byłem jak najbardziej „pisowskim” szefem, bo już teraz przecież nie napiszę, że mam konserwatywne poglądy, których zresztą nigdy nie ukrywałem, bo nikt w ten konserwatyzm nie uwierzy. Miliony dziennikarzy w naszym kraju orzekły, że ja i mnie podobni byliśmy „pisowcami” to nie będę się z tym autorytetami kłócił.

Ale, ale, wracając do redaktora Artura. Znałem młodego człowieka, jako dobrego reportera telewizji publicznej, który robił wiele dobrych relacji, od miejskich, poprzez polityczne, aż na interesujących opowieściach o muzyce, a wierzcie mi, to akurat niełatwo zrobić.

Jeszcze niedawno, no w ub. roku, kiedy TVP była „pisowska” a teraz z 80 proc. tych samych dziennikarzy jest już dobra „europejska” i „demokratyczna”, Artur przyjeżdżał pod mój blok, aby nagrać mniej lub bardziej udane wypowiedzi sekretarza generalnego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Huberta Bekrychta, czyli „kubły nieczystości”, które w końcu doprowadziły, chyba, do mojego dyscyplinarnego zwolnienia z Polskiej Agencji Prasowej, ale o tym sza, sza… Mogę tylko ujawnić, że 94 proc. „powodów” dyscyplinarki, jaką zafundowali mi (określenie nieadekwatne, bo raczej pieniędzy pozbawili) neoszefowie i neokierownicy PAP, uznano za bezzasadne, tzn. uznała bardzo zacna i rządowa instytucja. Tyle tajemnic, a to się dziewczyny i chłopaki zdziwią…

Co ja dziś z tymi dygresjami? Otóż, red. Kasprzycki zasiadł za redakcyjnym biurkiem i wraz z panią prowadzącą tworzyli opowieść o wyborach w USA i niedawnym zamachu na 45. Prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

Coś tam Artur wspomniał o kandydacie na wiceprezydenta z Partii Republikańskiej. Istotnie,  J. D. Vance nie jest tytanem dyplomacji i plecie głupoty o Ukrainie. Powtarza, że nie wiadomo, co USA będą miały z 200 mld. dolarów pomocy zbrojeniowej przekazanej Kijowowi. Ot jeszcze jeden polityk z Ohio. I nagle red. prowadząca mówi [edit, wcześniej przypisałem to red. Kasprzyckiemu – przepraszam], że senator Vance to taki „amerykański Marcin Mastalerek”, czyli doradca prezydenta RP Andrzeja Dudy a w ogóle i tak wszystko będzie zależało od Trumpa, bo Vance będzie tylko wiceprezydentem.

„Wiele wskazuje na to, że Trump gra tak, jak wiatr zawieje” – powiedział Artur. Szkoda mi Artura, bo może, jako dziennikarz redakcji międzynarodowej TVP będzie świetnym komentatorem, ale jeszcze nie teraz. Zatem, bez sensu podlizywać się nowej władzy, raczej radziłbym Arturowi więcej tematów dotyczącej polityki albo polityczki europejskiej. Łatwiejsze.

 

Hubert Bekrycht – felieton publikowany na FB i X autora

 

 

 

 

Skandaliczny przekaz mediów liberalnych po zamachu w USA – „eksperci” o „dziwnym zachowaniu” Trumpa po strzałach…

Straszna nocna informacja o zamachu na Donalda Trumpa u normalnego dziennikarza budzi w ułamku sekundy pytanie o zdrowie 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych, który został postrzelony na wiecu wyborczym w Pensylwanii.

Stało się to na dobę przed oficjalną nominacją Republikanów dla Trumpa, który od tej pory będzie formalnie kontrkandydatem obecnego prezydenta Joe Bidena (Demokraci) na najwyższy w USA urząd. Wielu dziennikarzy tak właśnie pomyślało. Najpierw pytania: „czy przeżyje”, „jak ciężko Trump jest ranny”? I dopiero potem „kto strzelał” i „jakie były okoliczności zamachu” oraz „jakie będą polityczne skutki zamachu”. Niestety, zachowaniu nie wszystkich  reporterów i wydawców, przede wszystkim mediów głównego nurtu, nie przyświecała taka kolejność działania podczas relacjonowania okoliczności zamachu na Trumpa.

Fakty

W nocy z 13 na 14 lipca polskiego czasu świat obiegła informacja, że na wiecu wyborczym w Butler w stanie Pensylwania na północ od Chicago 45. prezydent USA Donald Trump (2017 – 2020) został postrzelony podczas próby zamachu. Nie żyje jedna osoba, dwie są ranne. Trump dostał postrzał w prawe ucho, uniknął śmierci dzięki refleksowi ochrony. 20-letniego lub, wg. innych mediów 21-letniego, zamachowca zastrzelono.

Przekaz

W naszym świecie nie ma sensu spekulować, kto pierwszy podał tę dramatyczną informację. Najprawdopodobniej kilka (?) minut po strzałach w Butler zrobił to jakiś portal z USA na swoim profilu w jednym z mediów społecznościowych. Większość polskich mediów podała wiadomość o zamachu również bardzo szybko na podstawie Reutersa i innych mediów amerykańskich. Ten przekaz przetłumaczyła PAP właśnie z Reutersa, CNN i AFP między północą a godziną 1.00 w niedzielę. Potem media elektroniczne i portale z nimi związane uruchomiły przekaz bezpośredni z mediów w Stanach Zjednoczonych a potem m.in. portale prasowe zaczęły podawać, oprócz informacji, komentarze i opinie. Spóźniła się TVP Info, chociaż na portalu były wieści z tragicznych wydarzeń w Pensylwanii.

Spekulacje

Jak zwykle kilka godzin po zamachu w Butler pojawiły się prawie we wszystkich mediach spekulacje dotyczące tragicznych wydarzeń podczas wiecu Trumpa. Tak to zwykle bywa, że w 80 proc. przypadków spekulacji są to tzw. bezpieczne rozważania medialne, na przykład dotyczące konsekwencji politycznych próby zamachu. Nie cytuję tutaj bzdur, który wiele polskich mediów internetowych nazywają spekulacjami, bo to zjawiska jednak marginalne a kompromitacja „dziennikarzy” jest tak oczywista jak zdanie: „Donald Trump mógł postrzelić się sam”. Stan umysłu autora lub autorów (skutek tzw. dziennikarstwa obywatelskiego) takich „tez” to chyba beznadziejna paranoja albo nieuleczalna psychoza.

Mitologia liberalna i lewicowa, także lewacka

Oczywiście w nocy z soboty na niedzielę i nad ranem w większości redakcji są tylko tzw. dyżurni i osoby odpowiedzialne za technikę przekazu i łączność. Nie należy oczekiwać cudów, zanim obudzeni zostaną szefowie tych mediów i inni dziennikarze, wystarczy podać rzetelną, a w przypadku zamachu w Butler, dobrze przetłumaczoną informację.

Niestety, niektórzy dziennikarze i „dziennikarze” uznali, że kreacja to też możliwy środek informacyjny. Onet nazwał próbę zamachu na Trumpa „incydentem” a PAP za światowymi agencjami pisała o „eksplozjach” na wiecu wyborczym Partii Republikańskiej.

Najgorzej było nad ranem w niedzielę 14 lipca. Poza mediami konserwatywnymi, niewiele redakcji czekało na potwierdzone informacje niwelujące fake newsy z pierwszych godzin po tragicznych wydarzeniach.

Żenujący byli „eksperci” ze szkół typu Akademia Elegancji i Humoru Politycznego, którzy pletli, co im  ślina na język przyniosła. Prym wiedli „specjaliści” zapraszani przez media publiczne i TVN24. Owi „guru od wszystkiego” podkreślali, jakby wrócili właśnie z Butler, że lider Republikanów miał po zamachu „sceniczne odruchy” i dziwiło ich (sic!) „dziwne zachowanie” Trumpa po strzałach…

Nie strzelano do mnie nigdy, ale podejrzewam, że też zachowywałbym się potem dziwnie, może tak jak Trump, dodawałbym nawet otuchy swoim zwolennikom krzykami. Tylko u mnie byłby to, powiedzmy, szok a u 45. prezydenta USA odwaga.

W przypadku wypowiedzi wspomnianych „ekspertów” niedowład społeczny dotyczy także naukowców i specjalistów od wszystkiego.

Kto zabił Laurę Palmer?

No i na koniec – pozwolę sobie na ironię –  wisienka na medialnym torcie. Program „Woronicza 17” emitowany w TVP Info rano po zamachu prowadzony przez Kamilę Biedrzycką. I europoseł z mojego miasta Łodzi Dariusz Joński – człowiek śledczy (homo investigatus), znający najprawdopodobniej nawet mordercę Laury Palmer z serialu „Twin Peaks”. Tyle ironii…

Ale jednak Joński – jak mówi młodzież – „poleciał” zwracając uwagę na to, że domniemany zamachowiec był zarejestrowany jako wyborca Partii Republikańskiej. Co z tego wynika? Nasz narodowy śledczy, nie wyjaśnił, ale swój cel osiągnął, bo nieliczni już odbiorcy TVP Info, którzy zostali przy tej stacji po zamachu na media publiczne w grudniu 2023 roku, dostali przetworzoną przez europosła informację. W  komentarzach internetowych, nie tylko dotyczących słów polityka, pojawiało się brawurowe pytanie –  „Republikanie próbowali zabić Trumpa?”. Jońskiemu pomogła prowadząca zmieniając temat zauważywszy przenikliwie, że „społeczeństwa są spolaryzowane”.

Hubert Bekrycht (felieton z mojego FB)

 

Na AGNIESZKĘ ROMASZEWSKĄ trwa nagonka – Likwidator TVP likwiduje TV Biełsat i zdrowy rozsądek + OŚWIADCZENIE

„Śledczy” z radia na ostatnią literę alfabetu „odkryli” informację, że likwidator TVP zbiera kolejne haki na zwolnioną dyscyplinarnie w marcu wieloletnią szefową TV Biełsat Agnieszkę Romaszewską. W prokuraturze jest „zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. (…) Wynika z niego, że przez nieprawidłowości, do jakich miałoby dochodzić w Biełsacie, straty Telewizji Polskiej mogły pójść w miliony złotych” – podano. „Jak myślicie? Będą mnie probowali posadzić? Będą coś kombinować, żeby zrobić ze mnie “pisowską kryminalistkę?” – zapytała na FB Romaszewska.

Także na facebooku w sprawie tych absurdalnych zarzutów, które wynikają z niechęci politycznej do legendarnej działaczki NZS, głos zabrał dziennikarz i reportażysta, wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Mariusz Pilis:

„Agnieszka Romaszewska – zdobywczyni Honorowego Lauru SDP, wieloletnia dyrektor, pomysłodawczyni i dobry duch Biełsatu pisze o rzeczach, które jeszcze niedawno budziłyby jedynie uśmiech i bagatelne uwagi. Dzisiaj brzmi ten głos poważnie, choć wciąż nie chce się wierzyć, że odważą się i posuną się do takich rozwiązań” – zwrócił uwagę Pilis. 

„Prute sądowe kasy pancerne, siłowe przejęcia mediów, przejmowanie śledztw, umarzanie swoim, dobijanie mediów to zjawiska, których nie przeżywaliśmy po 1989 roku. Teraz ta neobolszewia podnosi swój łeb. Rękami swoich dzieci i wnuków. Front jest szeroki. Ale nie mam wątpliwości co do ostatecznego wyniku” – napisał wiceprezes SDP na FB. 

I właściwie moża było by to tak zostawić, bo ataki na Romaszewską (na jej Rodziców i jej Męża) były za komuny i obecna władza zdaje sobie z tego sprawę, że kopuje prześladowania komunistycznej bezpieki. Na FB zwolniona dyscyplinarnie Agnieszka Romaszewska napisała:

„(…) MSZ usiłuje z Kijowa 'odwołać’ prawnie urzędującego ambasadora, którym jest mój mąż Jarosław Guzy. No i trwa bezmyślne rozmontowywanie Biełsatu. Mózg staje w poprzek, jak się na to wszystko patrzy. Jak myślicie? Będą mnie probowali posadzić? Będą coś kombinować, żeby zrobić ze mnie 'pisowską kryminalistkę’?Łukaszenkowska propaganda zawsze twierdziła, że kradniemy tam kasę… Czy mają wstarczająco mocnych przyjaciół w Polsce, którzy myślą podobnie?” – pyta Agnieszka Romaszewska

Na „X” Agnieszka Romaszewska dodaje:

„Jak wyglądają „ubeckie metody”? Żeby łatwiej spacyfikować i zastraszyć ludzi w Biełsacie i zemścić się za moją postawę, postanowili ze mnie zrobić złodziejkę. Finalnie pewnie im się nie uda, ale obsmarować g…nie zaszkodzi – podkreśliła twórczyli TV Biełsat”.

Przychodzą do głowy najgorsze skojarzenia, ale nawet nie metody ataku są najbardziej bulwersujące. Dziwi po prostu cisza wielu „wielkich ludzi” ze środowiska dziennikarskiego obecnie zaprzedanego nowym panom, rządowi i fikcyjnym likwidatorom, którzy zlikwidowali już chyba poczucie wstydu i zdrowy rozsądek.

Hubert Bekrycht (informacja z FB)

 

Publikujemy w całości oświadczenie Agnieszki Romaszewskiej

                                                                                                                OŚWIADCZENIE

Stanowczo protestuję przeciwko rozpowszechnianiu przez władze TVP informacji, które sugerują jakoby w kierowanej przeze mnie Telewizji Biełsat dochodziło do malwersacji i były wystawiane fałszywe faktury na usługi informatyczne. Co więcej podawana jest przez TVP i powtarzana w mediach jakaś absurdalna suma 7 mln., której pochodzenia nie jestem w stanie zidentyfikować. Przypuszczam, że może chodzić o zsumowaną, kilkuletnią kwotę kosztu usług informatycznych za projektowanie, tworzenie, zabezpieczanie i obsługę portali internetowych prowadzonych przez Biełsat TV.

Oświadczam, że te umowy i zamówienia, o których piszę wyżej były opłacane przez Biełsat zgodnie z procedurami obowiązującymi w spółce TVP i decyzje przechodziły zazwyczaj także przez inne jednostki spółki. Środki na obsługę informatyczną nie były ukryte w jakiejś „lewej kasie”, a były corocznie ZAKŁADANE w budżecie kanału, następnie zaś wydatki zatwierdzane były przez Biuro Kontrolingu i Restrukturyzacji. Ponieważ środki na te wydatki pochodziły głownie z MSZ ( choć tu sytuacja może się różnić w różnych latach) to były także uwidoczniane w corocznych sprawozdaniach i fakturach przekazywanych przez Biełsat do Ministerstwa i następnie refundowanych przez MSZ.
System informatyczny w jakim funkcjonują wszystkie prowadzone przez Bielsat strony jest wielką dumą stacji. Zwłaszcza dziś, gdy widzimy, jak serwery TVP padają jak wydmuszka pod naporem ataku DDOS (a może raczej dużej liczby wejść, ze strony kibiców piłkarskich), warto zauważyć,że strony belsat.eu i vottak.tv doświadczają od wielu lat takich ataków praktycznie co tydzień i udało się zachować ciągłość ich działania oraz nie utracić zasobów..

Już wiele lat temu, w związku z tym, że informatyka nie była najmocniejsza stroną spółki TVP, władze TVP zdecydowały, o wyprowadzeniu nieustannie atakowanej struktury informatycznej Biełsatu, na serwery zewnętrzne. Ponieważ zaś Biełsat nigdy nie otrzymał w TVP środków inwestycyjnych pozwalających na wybudowanie własnego systemu, odpornej na ataki infrastruktury informatycznej, byliśmy zmuszeni polegać na usługach zewnętrznych. Mimo to strony belsat.eu, wraz ze swoja mutacją polską belsat.eu/PL oraz Vottak.tv okazały się nadzwyczajnie odporne na próby włamania i ataki. Zbudowano je w specjalnym, autorskim systemie architektury rozproszonej. Warto dodać, że redakcje stron internetowych Biełsatu miały też zapewniony conajmniej 12 godzinny,a często i dużej pracujący help desk czego nie można powiedzieć o innych jednostkach TVP. Jakim cudem można uznać, ze nie ma śladu wykonania usług informatycznych, tak jak to stwierdza komunikat TVP, chociaż w większości usługi te miały konkretny cel, widoczny gołym okiem – pozostaje dla mnie niezrozumiałe.
Domagam się zaprzestania szkalowania mnie i moich wspołpracowników i naruszania mojego dobrego imienia, poprzez podawanie zniesławiających informacji sugerujących BEZ JAKIEJKOLWIEK SĄDOWEJ WERYFIKACJI, że dokonywałam malwersacji w TV Biełsat. Domagam się jednocześnie zamieszczenia odpowiednich przeprosin za naruszenie mojego dobrego imienia, na portalu TVP, w tym samym miejscu, gdzie był komunikat o „złożeniu do prokuratury doniesienia o przestępstwie”

 

 

 

HUBERT BEKRYCHT: Powstają nowe pałace im. Stalina, czyli kasowanie krytyki [felieton z FB]

Wydawać się może, że pół roku w raju zarządzanym przez gabinet utworzony 13 grudnia ub. roku doprowadzi wszystkich do radosnego szaleństwa. I doprowadziło. Czy radosnego? Okaże się, kiedy krytycy powychodzą z więzień i odzyskają pracę. A to może potrwać.

Może się zresztą nic nie okazać, bo twa proces deprecjonowania i obrzydzania niepokornych mediów przez rząd, rozmaite instytucje państwowe i wierne premierowi samorządy. Już 19 grudnia zeszłego roku skasowano media publiczne, choć jeszcze kilkanaście dni broniono TVP, PR i PAP. Wymyślono likwidację bez likwidacji, ale to też nie wystarczy. Zakazano wielu mediów, pojawiają się kłopoty z kolportażem niezależnej prasy i publikacją reklam w portalach piszących prawdę a sygnał TV Republika wyłączono w polskim parlamencie.

I nie będzie niczego…

Zanim jednak inspektor Cluseau polskich mediów, czyli były już minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz pozamiatał w imieniu Donalda Tuska, pojawiły się żądania totalnej czystki wszystkich. Dlaczego nie wyrzucić wszystkich dziennikarzy i innych osób pracujących w TVP, PR i PAP w latach 2016 – 2023? No, oczywiście z wyjątkiem tych, którzy pracowali w mediach publicznych przez dwie kadencje wstrętnych pisiorów, ale nie uśmiechali się odchodząc sprzed kasy z dobrze wypchanym portfelem. Ci dziennikarze wrzeszczący teraz o kasowaniu konserwatystów z mediów publicznych to nawet coś tam kiedyś powiedzieli na korytarzu, ale tak cicho, że najczulsze mikrofony nie wychwyciły i można było odnieść wrażenie, iż czekali na łysych osiłków z ochrony przejmujących media publiczne jak na saperów wysadzających krę na rzece. Nic to, że woda zaleje dom. Ale przecież nie ich, bo to w sumie publiczne media. No i przestanie się mówić o burzeniu Pałacu Kultury i Nauki im. Stalina, bo można już wreszcie odetchnąć pełną piersią i zbudować kilka nowych. Na razie towarzysze wygrywają.

Pogonić lub zastraszyć

Rozumowanie nowych kierowników – likwidatorów jest proste jak ludzik z kreskówki chodzący po linii i nucący „Bajum, bajum”. Każdy kolejny miesiąc to kolejna pensja a idea mediów publicznych jest na końcu owej linii z kreskówki. Niektórzy, ci radiowi – po wyrzuceniu niewygodnych a bardziej postraszeniu tych, którzy początkowo się stawiali – mają narzekać, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie daje kasy z abonamentu i deponuje ją w sądach. Tym można szantażować pracowników. Do telewizji publicznej zrobi się nabór jak na pomocnika geodety na PRL-owskiej wsi a w PAP… Sza, sza! Mnie zwolnili dyscyplinarnie – jak napisali moi Przyjaciele z ZG SDP – z powodów politycznych, m.in. za to, że pisałem o mediach publicznych po 19 grudnia ub. r. i działałem na rzecz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, bo jestem tam sekretarzem generalnym. Cóż to jednak w porównaniu z czystką w TVP, gdzie zwalniano nawet partnerów tych, których uważano za sympatyków PiS, o kobietach w ciąży i osobach wychowujących niepełnosprawne dzieciaki nie wspominając.

   Na złość PiS uszy sobie odmrażają

Najwięcej zła namiestnicy propagandy rządu Tuska zrobili jednak w TVP. Odpowiedzialnych za rozwalenie TV Biełsat i zwolnienie Agnieszki Romaszewskiej oraz wyrzucenie twórców TVP World powinno się kiedyś sądzić. Taka telewizyjna Norymberga mogłaby za to samo objąć także tych Nikoforów* polskiego dziennikarstwa pozwalających zlikwidować Studio Wschód Marii Przełomiec i de facto na likwidację TVP Dokument, TVP Historia i TVP Kultura oraz dyscyplinarki dla m.in. (przepraszam, nie da się wymienić wszytskich) Michała Adamczyka, Marcina Tulickiego, czy Piotra Gursztyna a także Samuela Pereiry.

Dokąd to wszystko prowadzi? Nie wiem, ale widać, że sprawcy medialnego bałaganu się boją. Procesów też, bo to wszystko było bezprawne, ale bardziej boją się Odbiorców. A ci już zrozumieli, że warto mieć dostęp do wielu nurtów przekazu, bo bez tego nikt nie powie, kiedy mamy – nie daj Bóg – iść do schronu.

 

Hubert Bekrycht – felieton z FB

———-

*przepraszam wszystkich miłośników prymitywistów

 

PORTAL SDP: Drugie dno? Kilka uwag o European Federation of Journalists (2)

Było sobie raz w Europie królestwo związków i stowarzyszeń dziennikarskich – European Federation of Journalists (EFJ). Dominuje ono nad resztą podobnych organizacji. I liczebnością i dobrą współpracą z władcami przewodzącymi w UE. EFJ szczyci się apolitycznością, niezależnością i demokracją w swoich szeregach. Władze federacji jednak bardzo źle znoszą krytykę, na przykład krytykę Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Nie orientując się w sytuacji w wielu krajach Komitet Sterujący EFJ orientuje się po prostu na Brukselę i jej wizję dziennikarstwa służącego wyłącznie UE. Czy zatem, jako organizacja różnorodna, powinniśmy być członkiem EFJ? Owszem, bo zmiany w EFJ końcu nadejdą, a SDP będzie walczyć o ich wprowadzenie.

W tym roku Annual Meeting EFJ odbywał się w Prisztinie, położonej wśród pięknych gór stolicy Kosowa – państwa, które wiele krajów nie uznaje. Już tylko to świadczy o braku orientacji władz EFJ w polityce, bo ta lokalizacja wywoływała napięcie. Szkoda tylko pełnych zapału działaczy z Kosowskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, którzy naprawdę się postarali, aby wszyscy delegaci i obserwatorzy – bez względu na to czy popierają niepodległość ich kraju, czy nie – czuli się dobrze Prisztinie.

EFJ – jak podaje organizacja na swojej stronie internetowej – zrzesza ponad 320 tys. Dziennikarzy ze Starego Kontynentu i Turcji. Ma 74 członków w 46 krajach. EFJ jest częścią International Federation of Journalists – IFJ. W europejskiej federacji różnic nie brakuje, sporów też, ale wiele lat radzono sobie z tym lepiej lub gorzej. Teraz po odejściu z IFJ (matki EFJ) federacji skandynawskich, które jednak pozostały w EFJ, napięcia wzrasta. W Prisztinie podczas obrad doszło do sporu między częścią delegacji skandynawskich, m.in. duńskich i norweskich z obecnymi podczas kongresu gośćmi z władz IFJ.

Władze EFJ kompletnie nie panują nad tym i chyba udają niezrozumienie dla faktu, iż wiele organizacji krajowych nie współpracuje ze sobą. Komitet Sterujący EFJ zdominowany przez państwa tzw. starej UE, pod dyktando Włoch, Francji, Niemiec i może jeszcze Hiszpanii, stara się nie zauważać pogarszającej się sytuacji dziennikarzy i mediów w wielu krajach Europy. Dobrym przykładem jest Polska. Mimo apeli i protestów Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, władze EFJ kompletnie lekceważą niszczenie systemu medialnego przez rząd Donalda Tuska po 19 grudnia  2023 roku, kiedy to bezprawnie powołano kierownictwo w mediach publicznych. Potem siłowo, przy użyciu prywatnych firm ochroniarskich, przejęto zarząd nad Telewizją Polską, Polskim Radem i Polską Agencją Prasową a następnie nielegalnie wyłączono sygnały m.in. TVP Info i TVP World.  Czy Komitet Sterujący EFJ o tym wie, czy udaje, że nie wie? A SDP przez ostatnie pięć miesięcy wielokrotnie alarmowało władze EFJ o medialnym zamachu stanu w naszym kraju. M.in. o tym, że zimą tego roku obecny polski rząd doprowadził do zwolnień setek dziennikarzy polskich mediów publicznych stosując praktykę zastraszania i wykluczania dziennikarzy, a co najważniejsze pozbawił wiele milionów Polaków dostępu do pluralistycznych mediów poprzez wyłączenie nadajników.

Ale o tym opowiemy w następnej relacji z kongresu EFJ.

Po zamachu na słowackiego premiera: „To wy – dziennikarze – jesteście tymi, którzy siali tę nienawiść”

Premier Robert Fico ciężko ranny po zamachu w Handlovej w zachodniej części Słowacji. Przetransportowano go do Bańskiej Bystrzycy. Kilka godzin trwała operacja. Do premiera Fico strzelał 71-letni zamachowiec, poeta Juraj Cintula (tożsamość sprawcy podała słowacka telewizja TE3), który – jak piszą słowackie media – był kilka lat temu widziany na wiecu paramilitarnej organizacji. Szef słowackiego MSW Matusz Szutaj Esztok, po zamachu na premiera powiedział: „To wy – dziennikarze – jesteście tymi, którzy siali tę nienawiść”.

Robert Fico po raz trzeci pełni funkcję premiera Słowacji. Polityk był członkiem partii komunistycznej a potem postkomunistyczne a następnie założył SMER, ugrupowanie nazywane na Słowacji nacjonalistyczną lewicą. Fico nie był zwolennikiem pomocy Ukraińcom a niektórzy zarzucają mu sprzyjanie Putinowi i poparcie dla polityki nieprzychylnej

Słowaccy politycy związani z rządem Fico uważają, że za zamach odpowiedzialni są ludzie dzielący społeczeństwo a strzały do premiera to skutek nagonki politycznej, m.in. w mediach i mediach społecznościowych. „Pierwsze informacje mówią o jasnej politycznej motywacji. Stoimy u progu wojny domowej. Proszę, przestańmy – mówił  szef MSW Słowacji Matusz Szutaj Esztok.

„To wy – dziennikarze – jesteście tymi, którzy siali tę nienawiść. Teraz to wy musicie wykorzystać swoje możliwości, by sytuację w kraju uspokoić” – tak w PAP przetłumaczono słowa ministra Esztoka na konferencji prasowej w szpitalu, gdzie operowano rannego premiera Fico.

Zmarł WALDEMAR WIŚNIEWSKI

3 maja w Łodzi zmarł nasz Kolega Waldemar Wiśniewski, od  35 lat dziennikarz, publicysta Telewizji Polskiej, przez wiele lat zasiadał w Zarządzie Głównym i Komisji Rewizyjnej, był I wiceprezesem łódzkiego Zarządu SDP. 

O śmierci Waldka Wiśniewskiego zawiadomiła Rodzinia, której, w imieniu Zarządu Głównego SDP i wszystkich ze Stowarzyszenia oraz w imieniu portalu sdp.pl, składamy najgłębsze wyrazy współczucia.

Waldemar Wiśniewski urodził się 24 kwietnia 1955 roku. Był absolwentem podagogiki Uniwersytetu Łódzkiego uczniem legendarnego profesora Aleksandra Kamińskiego, współtwórcy Szarych Szeregów, który proponował mu pracę asystenta.

„Waldek wybrał  jednak dziennikarstwo. Praca w TVP Łódź to wiele programów i cykli m.  on. Świadkowie Nieznanych Historii, gdzie przypomniał ludzi  i wydarzenia o  których nie chciano pamiętać lub celowo pomijano Dotyczyło to pokolenia II wojny światowej  walki z komunizmem czy pokolenia Solidarności” – tak wspomina zmarłego Kolegę dziennikarz, prezes łódzkiego oddziałau Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Zbigniew Natkański, współpracownik zmarłego z TVP Łódź.

„To był dziennikarz twardy, dążący do celu. Konsekwentny do bólu. Miał wyczucie, umiał rozmawiać z ludźmi i jak to się mówi tematy go się trzymały. Był reportażystą z krwi i kości” – powiedział sekretarz generalny SDP Hubert Bekrycht pracujący ze zmarłym w TVP Łódź.

W jego dorobku jest m.in. napisana przez kilkunastu najlpszych polskich reportażystów książka „Filmówka” pod redakcją Marka Millera o słynnej łódzkiej szkole artystycznej oraz publikacja „Kto tu wpuścił dziennikarzy”o strajku w stoczni gdańskiej wydana w podziemnym wydawnictwie NOWA w 1983 r. i 1985 r.

W latach 70. i 80. pracował w prasie branżowej, m.in. w tygodnikach zajmujących się gospodarką i przemysłem włókienniczym. Od 1989 r. pracował w TVP Łódź. Był reporterem, publicystą, twórcą reportaży, autorem wielu programów, m.in. o tematyce historycznej. Współpracował z Ekspresem Reporterów TVP.

Jednym z programów, który wspótworzył z Romanem Graczykiem (przy współpracy ze Zbigniewem Natkańskim), był często nagradzany cykl dla TV Polonia „Świadkowie Nieznanych Historii”. W TVP był autorem setek reportaży, w tym kilkudziesięciu prezentowanych na antenie ogólnopolskiej. Wielokrotnie wyróżniany nagrodami dziennikarskimi.

W 2022 r. wręczono mu Srebrny Krzyż Zasługi przyznany przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Waldemar Wiśniewski miał 69 lat.

 

Uroczystości pogrzebowe odbyły się 6 maja na cmetarzu w miejscowości Justynów k. Łodzi.

Z mojego FB 6 maja 2024 r.:

 

Pogrzeb Waldka Wiśniewskiego. Mały cmentarz w Justynowie. Wokół las. Cisza. Czy kojąca? Nie wiem. Na pewno nie dla wszystkich…
Nikt nie myśli, że Waldka „nie ma”. Może pojechał gdzieś na zdjęcia do jednego ze swoich reportaży? Może wyszedł pogadać z kimś? Może po prostu przechadza się po tym lesie? W końcu niedaleko mieszkał…
dav
Trudno uwierzyć, że – przynajmniej na razie – nie usłyszymy już od Wiśniaka „No i co tam rybki/robaczki/ czy co tam akurat mu przyszło do głowy.
Rodzina – żona Grażynka, syn Bartek, wnuczka, siostra, wielu innych Bliskich. I my, przyjaciele, znajomi, współpracownicy. Dziennikarze, operatorzy, dźwiękowcy, technicy, fotoreporterzy, Koleżanki i Koledzy z innych redakcji i wielu miejsc… Po prostu ludzie, z którymi Waldek uwielbiał gadać. I tego, tych rozmów z Wiśniakiem będzie mi najbardziej brakowało…
 

 

 

 

Nie mogłem dać Twoich zdjęć przerabiając na sepię, którą tak lubiłeś, czy obraz czarno-biały. Nie byłeś czarno-biały… Zawsze będę Cię wspominać w kolorach…

Tak trudno to wszystko zrozumieć… Do zobaczenia Waldku.

Hubert Bekrycht

O wolności dziennikarskiej podczas bezprawia w mediach pisze HUBERT BEKRYCHT: …bo będzie wstyd

Nadtytuł cyklu tego cyklu felietonów nie jest tylko figurą publicystyczną, jestem na zwolnieniu. Lekarskim. Uspokajam jednak wszystkich – to nie jakaś śmiertelna choroba, ot po prostu dał o sobie znać organizm zmęczony po 32 latach dziennikarskiej pracy, szczególnie zaś zmęczony po ostatnich miesiącach ciężkiej roboty… Choroba i zwolnienie lekarskie nie mogą oznaczać milczenia w sprawach zasadniczych dotyczących naszego zawodu i misji dziennikarstwa. Zatem od czasu do czasu, jeśli tylko zdrowie pozwoli, będę się z Wami społecznie dzielić swoimi obserwacjami. 

Znajomy dominikanin, rekolekcjonista Wojciech Jędrzejewski OP (przy okazji Wojtku, serdeczne życzenia imieninowe) przysyła mi od czasu do czasu swoje refleksje na temat sensu i religii, ale nie tylko. Ostatnio dostałem od zakonnika SMS o treści: “Każdy skrawek odzyskiwanej wolności może stać się naczyniem na miłość”. Myślę, że to bardzo pasuje do obecnej sytuacji dziennikarzy w Polsce. 

Co oznacza wolność dla dziennikarza? Musi oznaczać wszystko, jeśli ktoś chce naprawdę być dziennikarzem. Przedstawiciele naszego zawodu powinni być wolni, aby wykonywać swoje obowiązki. Brzmi jak banał? To jest banał! Ale i prawda. Jedyna, która musi towarzyszyć dziennikarzom przez całe ich zawodowe życie. 

Wolność mimo wszystko 

Krajobraz po przegranej przez prawdziwe dziennikarstwo bitwie o media z 19 grudnia 2023 roku jest poorany podziałami, dramatami zawodowymi i prywatnymi, naznaczony wieloma sporami, które teraz wydają się nie do rozwiązania. Co z tego wyniknie? Nie wiem, ale wiem, że szybko nie dojdziemy do porozumienia wielu sprawach. 

Czy, jeśli wydawca wyda dziennikarzowi polecenie zrobienia czegoś, co jest niezgodne z etyką, przekonaniami żurnalisty a często jest w kolizji z obowiązującym prawem trzeba odmówić. Jeśli chcemy nadal być dziennikarzami nie może tutaj być kompromisu. Bo nie można się godzić ze złymi praktykami zawodu ubranymi często w szaty “autorytetów”, “apolityczności”, czy dobra wspólnego.  

Bez kompromisu 

Trzeba liczyć się z wieloma kłopotami, z utratą pracy włącznie. Trudno. Lepiej być na bezrobociu, mało zarabiać czy zmienić pracę niż pod pozorem “wysokogatunkowego dziennikarstwa” wykonywać polecenia z dziennikarstwem nie mającymi nic wspólnego.  

Nagrody za lata upokorzeń może nie być. Warto jednak, bo zwolnienie z pracy nie oznacza zwolnienia z życia.