KOMENTARZ HUBERTA BEKRYCHTA: Redaktorze Stankiewicz, też wyjdź – wstydu sobie oszczędź

Andrzej Stankiewicz nie jest już od dawna dziennikarzem, który „udaje obiektywnego”. Nie wiem, czy robi to specjalnie, czy nie umie udawać. To dobrze i źle. Dobrze, że nie ukrywa, źle, bo poszedł w bardzo złym kierunku. W sumie zamiast wyznawać jakiś polityczne poprawny „obiektywizm” dziennikarz ma być rzetelny! Tyle i tylko tyle. Nie ma prawa jednak wyrzucać nikogo ze studia za poglądy. A to zrobił A. Stankiewicz w Radiu Zet.

Dziennikarz ma być wyrazisty. Powiedzmy, że Stankiewicz jest, chociaż uważam, że ta jego statyczne zachowanie i nerwowe wyczekiwanie na jakąkolwiek wpadkę polityków koalicji rządowej przypomina postawę pelikana. Niby dostojnie wygląda, to jednak, kiedy osiągnie cel i coś złapie, jego wyraz dzioba zdradza po prostu zachłanność.

Ale to w świecie ptaków jest normalne. W dziennikarstwie nie można hiptnotyzować, a potem rzucać się na polityka, jak zimorodek na rybę. Gdzie tam jednak Stankiewiczowi do winnego zimorodka. Redaktór ów jest w roli zimorodka niezdarny, bardziej przypomina pijaną surykatkę.

I tak też było w niedzielę 6 marca 2022 r. w programie 7. Dzień Tygodnia w Radiu Zet, podczas którego z-ca red. nacz. Onetu Andrzej Stankiewicz wyrzucił z programu posła Solidarnej Polski (ZP) Janusza Kowalskiego.

Parlalmentarzysta napisał o tym na TT: „Zostałem wyproszony ze studia po sprostowaniu oczywistego kłamstwa red. Andrzeja Stankiewicza, że Tusk sądził się z Gazpromem. Pozew przeciwko Gazpromowi o ceny gazu został złożony w lutym 2016 r. przez PGNiG (,kiedy rządziła już ZP – red. sdp.pl) ” – podkreślił poseł Kowalski.

I chociaż to komentarz, oddam głos Stankiewiczowi, a właściwie, bo to nie on przecież pisze, komuś z Radia Zet, który na twitterowym profilu 7. Dnia Tygodnia napisał: „Stankiewicz: Niestety @JKowalski_posel nie jest w stanie porozmawiać o sytuacji na Ukrainie, bo wszędzie widzi Tuska, a nie Putina…” oraz: „Poseł Kowalski zapomniał ze studia notatek. Z takimi tezami przychodzi do programu @JKowalski_posel, żeby rozmawiać o ataku Putina na Ukrainę, ponad milionie uchodźców i zagrożeniach dla Polski”.

I na TT 7.Dnia Tygodnia Radia Zet pokazano te notatki…

I to jest skandal nawet bardziej gorszący od wyrzucenia z programu posła. To już po prostu działanie na szkodę państwa polskiego, rządu i… I właściciwie patetycznymi wyrażeniami mógłby tutaj zanudzać Państwa, jak Stankiewicz w swoich onetowych upławach. Ale nie chcę nudzić.

Zatem, Redaktorze Stankiewicz – kończ człowieku, wstydu sobie oszczędź! Nie obrażasz przecież ani posła ani Słuchaczy, Widzów, czy Internautów, obrażasz siebie. A przecież siebie kochasz – skończ gadać te głupoty. Kłócąc się na antenie z politykami nie przypominasz zimorodka atakującego z jakimś planem! Oszczędzę już Ci porównania z pijaną surykatką, ale Ty po prostu atakujesz, jak ten politk, którego bronisz (D.Tusk). Brzydko bronisz.

Hubert Bekrycht (6 marca 2022 r, godz.11.49)

Polska dziennikarka Monika Andruszewska uratowała ok. 20 rodzin w Irpieniu

O tym, czego dokonała polska korespondentka wojenna Monika Andruszewska  poinformował  ekspert ds. tematyki wschodniej politolog z Uniwersytetu Warszawskiego Nedim Useinow. „Dzielna Polka, moja przyjaciółka Monika Andruszewska, świetna dziennikarka i reporterka wojenna, ale przede wszystkim Człowiek” – napisał.

„Według świadectwa ukraińskich żołnierzy na zdj. (chyba ochotników) uratowała ok. 20 rodzin pod zbombardowanym przez Rosjan mostem w Irpieniu k. Kijowa” – poinformował Useinow. „Kiedy zagraniczni dziennikarze kręcili materiał dla swoich stacji, ona odstawiła kamerę i rzuciła się na pomoc ludziom. Brawo! Po prostu chapeau bas” – podkreślił.

https://www.facebook.com/nedimuseinov/posts/7129155203824624

Informacje na ten temat na antenie Radia Wnet przekazywał w poniedziałek korespondent tej stacji na Ukrainie Paweł Bobołowicz.

 KOMENTARZ Huberta Bekrychta:

Czasem zastanawiam się, co ja zrobiłbym w takiej sytuacji, w jakiej znalazła się Monika Andruszewska? Nie wiem, czy takie rozważania mają sens, kiedy w takim położeniu nie byłem, ale wiem co radziłbym innym dziennikarzom.

  1. Dbaj o siebie, bo martwy nie pomożesz nikomu;
  2. Kiedy możesz pomóc, pomagaj – materiał „sam się zrobi”, masz jeszcze czas na dziennikarskie nagrody;
  3. Kiedy widzisz zło, reaguj, ale pamiętaj o punkcie 1.

Redaktor Monika już dawno to zrozumiała. Dziennikarz jest bezstronny w czasie pokoju. Podczas wojny wszystko się zmienia. Reporter, jak napisał, Useinow, to przede wszystkim Człowiek. W sytuacjach ostatecznych, zero-jedynkowych musi zachowywać się tak, jak każdy, komu bliskie są najważniejsze wartości. Tu, nie ma dyskusji.

Jak „pójdę” dalej. Gdybym kiedyś znalazł się na takiej wojnie, jak ta brutalna rosyjska inwazja na niepodległą Ukrainę, a moje informacje, nie daj Boże, na niewiele by się zdały, postąpiłbym tak:

Nie przyglądałbym się biernie, jak giną ludzie, nasi sąsiedzi – strzelałbym do najeźdźców, bo teraz Ukraina, a potem Polska…

 

MIECZYSŁAW KUŹMICKI wspomina Odessę: Kto wieczorem płacze, ten śmiać się będzie rankiem

 

Ukraińskie przysłowie: „Kto wieczorem płacze, ten śmiać się będzie rankiem” przyszło mi na myśl. Wiadomo dlaczego. Wiosną 2001 roku podróżowaliśmy samochodem przez Lwów na południe, w kierunku Mołdawii. Wtedy zobaczyłem obrazki dziwne, dla mnie egzotyczne. Stojące wzdłuż dróg samochody osobowe i ludzi uprawiających działki, niewielkie poletka. Najczęściej kopali ziemię szpadlami, przerzucali łopatami, ale też widziałem scenę, kiedy kilka osób, wśród nich kobiety, ciągnęło pług prowadzony przez oracza. Wtedy uwierzyłem, że niepodległa Ukraina wytrzyma, że zbuduje swoją niezależność, że determinacja i pracowitość ludzi stanie się podwalinami silnego, zamożnego państwa.

Mam świadomość, że ci pracujący ludzie robili to wyłącznie dla siebie, po prostu starali się brać sprawy w swoje ręce. Ich wysiłek może przekładał się na promil narodowego bogactwa, a może i nie. Ale nie chcieli czekać, nie liczyli na nikogo, tylko na siebie. Wtedy chyba poczułem wielką do nich sympatię, może nawet coś więcej. A potem tak się moje życie potoczyło, że przez trzynaście kolejnych lat jeździłem do Odessy na święto miasta. Bo jest miastem partnerskim Łodzi, a ja pracując w Muzeum Kinematografii organizowałem część tzw. atrakcji artystycznych, jakie nasze miasto dawało w prezencie. To zawsze były pokazy wybranych polskich filmów. Nowych, ale i archiwalnych a także dokumentów, animacji i krótkich fabuł. Z reguły nieznanych tamtejszej widowni. Filmom towarzyszyły też wystawy, często plakatów filmowych, choć nie tylko. Zwykle staraliśmy się pokazać coś ważnego dla nas, często z odwołaniami do najnowszej historii, oczywiście każdego roku odrębnego.

Początkowo jeździliśmy samochodem, bo tak łatwiej było przewieźć filmy i wystawy. Filmy wtedy jeszcze pokazywane były z taśmy 35 mm, a to znaczy, że jeden tytuł mieścił się w skrzyni ważącej ok. 20-25 kg. A ponieważ najczęściej pokazywaliśmy 5-6 tytułów plus często kilka krótkich metraży oraz jakąś wystawę – plakatów, fotografii, dokumentów – zbierało się tego sporo. Odpowiednie auto z kierowcą oraz kierowniczką wyprawy dawał Urząd Miasta Łodzi, muzeum przygotowywało filmy, a jak trzeba to i tłumaczenia oraz wystawy.

Najczęściej ja konstruowałem program pokazów i potem każdego wieczoru przedstawiałem je publiczności. Poznałem w ten sposób kilka odeskich kin (niektóre już nie istnieją!) i odeską wytwórnię filmową. Mówiono, że żaden reżyser rosyjski filmowy nie mógł uważać się za profesjonalistę, jeśli nie miał przynajmniej 3 dni zdjęciowych w Odessie. Nie muszę dodawać, jaki mogłem czuć się popularny i ilu znajomych miałem w Odessie. Nie było problemu, żeby dostać bilety do opery albo na koncert – wystarczyło wspomnieć, że jest się z miasta partnerskiego.

A spotkania na ulicach, swobodne rozmowy przy piwie albo czymś bardziej męskim, jak określali to przygodni często znajomi: „Piwo eto dla dietiej, nam nużen spirt masłogriejnyj!” – o ile dobrze cytuję. I poczucie przynależności do jednej rodziny – ludzi wolnych, mogących decydować o swoim losie.

Wtedy poznałem miasto tak, że mógłbym oprowadzać po nim wycieczki. Co zresztą zdarzyło mi się kilka razy, kiedy przyjeżdżali nowi członkowie polskiej delegacji. Zobaczyłem też, jak bardzo wszyscy mieszkańcy miasta, nazywający siebie często „odesitami”, cenią swoją odrębność. Odrębność swojego młodego, założonego dopiero w 1794 roku miasta, od wszystkiego na świecie, z Rosją na czele. Bo mimo, iż w Odessie mówi się po rosyjsku, to w żadnym razie nie dostrzegłem tam prorosyjskich postaw. O czym przekonali się też ci, którzy w 2014 roku chcieli w mieście sprowokować antyukraińskie wystąpienia. To w Odessie usłyszałem, że słowo „kacap” znaczy u nich to samo, co u nas. A także i to, że określenie „odesit” oznaczało dawnej kogoś tak przebiegłego w interesach, że mógł sprzedać śledziowe główki po rublu za sztukę, chociaż za kilogram całych śledzi na rynku płaciło się pięćdziesiąt kopiejek!

Wspominam Odessę, jaką poznałem. Krzyżujące się pod kątem prostym ulice, liczne tablice pamiątkowe poświęcone także postaciom fikcyjnym, choć jest też na budynku, w którym mieszkał Adam Mickiewicz. Krótko mieszkał – dokładnie dziewięć miesięcy – będąc zesłany do Rosji, szukał tu pracy w renomowanym podówczas liceum założonym przez mera miasta Armanda Richelieu. Stąd, z Odessy, podróżował lądem do Akermanu i morzem na Krym. W 210 rocznicę od założenia miasta odsłonięto pomnik naszego wieszcza, a wśród gości wydarzenia był ówczesny minister kultury Waldemar Dąbrowski oraz Grażyna Szapołowska i Olgierd Łukaszewicz. Oboje czytali wtedy wiersze Mickiewicza. Autorem odlanej w brązie rzeźby przedstawiającej młodego poetę w dynamicznej pozie, jakby w marszu, jest ukraiński artysta Aleksandr Kniazyk.

Uczestniczyłem również w odsłonięciu tablicy i nadaniu imienia ulicy Lecha Kaczyńskiego – taki jest tam bowiem zwyczaj, że nowe tablice i pomniki odsłaniane są najczęściej w czasie święta miasta. Pomników w Odessie jest zresztą mnóstwo. Dwa ma Aleksander Puszkin, mają marynarze z pancernika Potiomkin, ale też lotnik – marzyciel Siergiej Utoczkin, gwiazda niemego kina Wiera Chołodna, aktor Leonid Utiosow (znany z filmu „Świat się śmieje”), zaś Ostap Bender, bohater powieści „12 krzeseł” Ilfa i Pietrowa, ma plac swojego imienia, a na nim pomnik krzesła. Jednego z tych słynnych dwunastu.

O Odessie można w nieskończoność mówić, pisać, wspominać. A to przecież tylko jedno z ukraińskich miast; każde z pozostałych ma odrębną historię, legendę, mitologię.  Mielibyśmy przestać o nich pamiętać?

Szcze ne wmerła Ukraina!

 

 

HUBERT BEKRYCHT: Nie chodzi już tylko o Ukrainę i o nas, ale o katastrofę, która może zniszczyć Europę

Jeśli statek może utonąć, jakkolwiek smutno to brzmi, najpierw ratuje się kobiety i dzieci oraz osoby w podeszłym wieku. „Podczas wojny na Ukrainie Polska zachowuje się jak humanitarne supermocarstwo” – pisze wicenaczelny Spectatora Freddy Gray. „Część brytyjskich mediów jednak woli po prostu pisać o rasizmie, bo razem z ukraińskimi kobietami i dziećmi ze Wschodu do Polski próbują się przedostać głównie młodzi mężczyźni z Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy jesienią zostali oszukani przez Moskwę oraz Mińsk i użyci do destabilizacji polsko-białoruskiej granicy” – podkreśla brytyjski dziennikarz.

Powoli, ale skutecznie opinia publiczna na świecie dowiaduje się, że kraje Europy środkowo-wschodniej nie są dzikimi państwami przyjętym do UE i NATO tylko dlatego, ża Zachód miał wyrzuty sumienia, bo po II wojnie światowej zostawił nas w sowieckich łapach.

Czy musiało dojść do kolejnej wojny, aby w Waszyngtonie, Paryżu, Londynie na to wpadli? Chciałbym odpowiedzieć, że nie. Chciałbym, ale nie mogę. Atrykuł Graya nie jest dla mnie żądną satysfakcją, ale stanowi symptom – moim zdaniem – nieodwracalnych zmian w mentalności Zachodu po bandyckiej inwacji Kremla na Ukrainę.

„Jeśli Putin naprawdę zamierza wypędzić najbiedniejszych migrantów świata na Ukrainę i sprawić, że Zachód będzie coraz bardziej szalał z powodu polityki tożsamości, to wydaje się, że plan już działa” – zwraca uwagę Gray.

„Polska zachowuje się jak humanitarne supermocarstwo” Freddy Gray – The Spectator

Dziennikarz zarzuca też brytyjskiej prasie, że wykorzystuje wojnę i kryzys do podsycania nastrojów antypolskich, o co zresztą chodzi rosyjskiemu dyktatorowi. Putin próbuje dzielić państwa UE i NATO destabilizując dezinformacją.

Nie możemy naiwnie przypuszczać, że wszystko kręci się wokół Polski. A niektórzy u nas tak mają. I nie tylko u nas, ale to żadna pociecha. Na Boga, ludzie, przecież tragedia jest tam, na Ukrainie,  nie u nas, czy na Zachodzie. Jeszcze. Otrząśnijcie się z tego amoku! Nawet zachodnie media, powoli zacynają to rozumieć. Teraz nie chodzi już tylko o Ukrainę, o nas, o państwa naszej części Europy, ale o katastrofę, która może zmieść z powierchni ziemi Stary Kontynent i znaczną część świata! Warto się zastanowić Koleżanko i  Kolego Redaktorzy, co piszecie i jak to robicie. I choć Spectator nie jest z mojej bajki, uczmy się wszyscy od Graya!

Hubert Bekrycht

O rosyjsko-białoruskiej inwazji na Ukrainie, bezinteresownej pomocy Polaków dla walczącego z Moskwą kraju i kryzysie uchodźczym na ukraińsko-polskiej granicy napisał zastępca redaktora naczelnego The Spectator Freddy Gray – link w felietonie.

(Skróty i tłumaczenia – od autora)

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Worthy of NATO!

After many statements  (March 4,  2022) by world politicians regarding the lack of NATO involvement in military aid to Ukraine during the Russian invasion of this country, we would like to remind you of the column by Stefan Truszczyński of February 27, 2022 (eglish version).

W związku z wieloma wypowiedziami światowych polityków (z 4 marca 2022 r.) dotyczących braku zaangażowania NATO w pomoc militarną Ukrainie podczas rosyjskiej inwazji na ten kraj, przypominamy felieton Stefana Truszczyńskiego z 27 lutego 2022 r. Najpierw tłumaczenie felietonu na angielski.

  ***

Who is worthy of being a NATO member? Poland is just proving to be. Citizens rush to help, authorities speak out clearly. Nobody had believed the bandit would go so far. Although the attack could have been expected, till the very last moment, till 5 o’clock on Thursday morning, we had all been deluding ourselves into thinking that it would not happen.

But the criminal attack did happen, and it took the crimes committed to make people realize how dangerous and naïve their faith in the law, agreements and international organizations was. There is still faith in our defensive alliance, belief that NATO is very powerful… Well, it will be powerful only when it responds. Deterrence alone is not enough.

There are 600.000 members of the International Federation of Journalists, which is several times more than the headcount of the Polish armed forces. Let’s use this potential, let’s cooperate.

The conscience of many naïve idiots and plain morons is being awakened now, however, way too slow. These days, everybody has access to instant means of communication and everyone can hear and see what is happening in a split second. Yet, lengthy and hollow discussions continue, including regarding the most vital question: how to defend an invaded country and its people who are being murdered as we speak. How long will Ukrainian soldiers, so heroic and effective in combat, have to prove that they are worthy of being a member of an organization which prides itself of being the defender of the civilized world?

The proof of the soldier is in the fight. Lazy and affluent Europe may remain such only if it has true defenders. We have seen before – for example in Srebrenica – what soldiers from European wealthy states are worth when Serbian murderers massacred the Muslim population.

There is nothing to consider or contemplate! What are we waiting for? Ukraine is a European democratic state and now it is wrecked with agonizing pain… and waiting. Supplying arms
is not enough. Hordes released by the bloodthirsty madman can be stopped only with brute force. 50 thousand Russian troops attacked Ukraine. 100 thousand more are waiting for the order to invade. It slowly dawns on those hapless, unaware young Russian soldiers that they will die. Those boys do not understand what they are fighting for. Their officers have been brainwashed. Their generals have been intimidated. Individuals who do not deserve to be called journalists were bribed.

What is NATO waiting for? Why are we hiding in trenches? NATO will understand their mistake only when it gets hit by a Russian missile. First nuclear threats have already been made. Everybody has seen exploding fuel storage tanks, targeted pipelines, bombed cities.
What is NATO waiting for? The grandfathers of today’s decision-makers did exactly the same: they met and deliberated as the invaders’ tanks wreaked havoc in Poland.

And now billionaires count how much they might lose by not exporting luxury goods to Russia and ordinary people enjoy themselves in cafés or at concerts while terrified Ukrainian children cry in the arms of their helpless mothers.

Women and children, the sick and the weak may stay behind – the rest must go and fight or otherwise soon will cry bitter tears of regret not knowing who to blame. Today the fate of Ukraine is being decided, and most probably the fate of my country and you country, too.
Criminally attacked Ukraine should be protected by NATO, period.

The infamous German offer to provide some old helmets will be remembered as a cynical joke. We could do so much better. NATO is perfectly able to start protecting Ukrainian skies
in a matter of minutes. A fighter jet is a fighter jet only when it fights! Sitting idly in a hangar, it is merely a very expensive toy, a pile of scrap. People trained to defend should defend or else they are only imposters.

The so-called principles of democracy have put civilians in power and given them the final say. History shows, however, that they are the firsts to hide in shelters or run away from the danger. We can see how they rule in the times of peace but we could never see what they are worth when it comes to fight and defend. Only the strongest will win and prevail: the strongest in actions, not words.

***

Godni NATO! Felieton STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO 

Kto jest godny być członkiem NATO? Polska właśnie się sprawdza. Godni są ludzie, którzy spieszą z pomocą. Władza mówi coraz bardziej konkretnie. Nikt nie przypuszczał, że bandyta tak daleko się posunie. Niby można było spodziewać się ataku, ale jednak do ostatniej chwili – do tej piątej rano w czwartek – myśleliśmy, że jednak nie!

Ale zbrodnicza napaść stała się faktem. Tak dopiero zbrodnia uświadamia jak groźne jest wierzenie w skuteczność prawa, umowy, międzynarodowe organizacje. Trwa jeszcze wiara w sojusz obronny. NATO jest potężne. Właściwie dopiero będzie takie gdy zacznie naprawdę działać. Odstraszanie nie wystarcza.

600 tysięcy członków liczy Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy. To kilka razy więcej niż mamy w Polsce wojska. Współdziałajmy.

Budzą się sumienia różnych naiwniaków i głupków. Ale zbyt wolno. Są jednak teraz tak fantastyczne drogi, łącza przekazu, że w ułamku sekundy wszyscy wszystko mogą usłyszeć, zobaczyć. Ale trwają jałowe dyskusje. Również ta najważniejsza, jak bronić napadniętego państwa i mordowanych tam ludzi? Jak długo bohaterscy i skuteczni w walce żołnierze ukraińscy będą musieli udowadniać, że są godni być członkiem organizacji broniącej cywilizowanego świata?

Wartość żołnierzy sprawdza się w boju. Syta Europa taka pozostanie, gdy będzie miała prawdziwych obrońców. Już doświadczyliśmy – na przykład w Srebrenicy – co warci są żołnierze z luksusowego kraju. Zbrodniarze serbscy wybili ludność muzułmańską.

Nad czym tu się zastanawiać? Na co czekać? Ukraina to kraj europejski, demokratyczny. Teraz zwija się z bólu i ciągle czeka. Dostarczenie jej broni to za mało. Hordy uruchomione przez szaleńca mogą być zatrzymane tylko siłą. Rzucono 50 tysięcy. Jeszcze 100 tysięcy czeka na rozkaz. Dociera do nich, do tych nieświadomych młodych żołnierzy, że też będą ginąć. Ci chłopcy nie rozumieją za co walczą. Otumaniono ich. Ogłupiono oficerów. Zastraszono generałów. Pozyskano, przekupiono ludzi, którzy nie zasługują na miano dziennikarzy.

Na co to NATO? Tkwi w okopach. Zrozumie błąd gdy sojusz zostanie trafiony rakietą. Już słychać atomowe groźby. Przecież wszyscy widzą jak wybuchają zbiorniki paliwa, rurociągi, jak rujnowane są miasta. Na co czeka NATO? Dziadowie obecnych decydentów też zbierali się, radzili, nawet gdy żelazne zagony czołgowe ryły już Polskę. Teraz miliarderzy liczą ile stracą na eksporcie luksusowych towarów.

Bardzo blisko od siedzących w kawiarniach i bawiących się na koncertach płaczą przerażone dzieci tulone przez bezradne matki.

Niech kobiety z dziećmi, ludzie chorzy i słabi zostaną. Pozostali muszą iść walczyć. Po to, by potem przez lata nie zawodzić żałobnym płaczem z pretensjami nie wiadomo do kogo. Dziś decyduje się los Ukrainy, ale także mojego i twojego kraju. Napadnięty zbrodniczo kraj powinien być pod obroną NATO.

Oferta starych niemieckich hełmów przejdzie do historii jako cyniczny żart. Wystarczy niewiele minut by zacząć chronić ukraińskie niebo. Samolot wojskowy jest nim, gdy walczy, gdy broni. W hangarze jest tylko drogą zabawką. Kupą żelastwa. Bronić ludzi powinni przysposobieni do tej pracy. Uzurpatorzy tego nie potrafią.

Tak zwane zasady demokracji stawiają cywilów na czele. Oni mają decydować. Jak uczy historia to jednak ci pierwsi włażą do schronów lub uciekają z miejsca zagrożenia. Uczą się. Jak rządzą – widzimy. Jak bronią – możemy już nie zobaczyć. Wygrają i przetrwają najsilniejsi. Ale nie w gadaniu

„Dlaczego milczycie, kiedy nas zabijają?”- pyta biskup ze Lwowa biskupów niemieckich. KOMENTARZ JOLANTY HAJDASZ

Swój komentarz rozpoczynam od wstrząsającego listu biskupa pomocniczego w Archidiecezji Lwowskiej Edwarda Kawy. List ten opublikował w swoim najnowszym numerze Kurier Galicyjski, niezależna gazeta Polaków na Ukrainie. List ten skierowany jest do biskupów i katolików z Rosji Białorusi i Niemiec.

Dlaczego milczycie, kiedy nas zabijają? – pyta biskup Edward Kawa i zwraca się bezpośrednio do swoich „braci w pełni chrystusowego kapłaństwa” czyli do biskupów Niemiec, którzy walczą o prawa mniejszości i upominają się o zmiany klimatyczne, zwraca się do milczących biskupów Rosji i Białorusi oraz do wszystkich katolików z tych krajów i pyta wprost – gdzie jest wasz głos solidarności z ofiarami putinowskiej Rosji, gdzie wasze akty miłości bez których nasza wiara chrześcijańska jest martwa. Niektórzy przywódcy waszych krajów popierają agresję, inni są jej źródłem, a wy milczycie. Czy to jest wasza wersja chrześcijaństwa? – pyta biskup.

Biskup, który napisał te słowa, posługuje we Lwowie, usłyszałam o jego liście w Radiu Wnet w środę 2 marca rano. W relacji ze Lwowa w Radiu Wnet znający bp Kawę dziennikarz opisał jak on teraz sam jeździ swoim samochodem i rozwozi potrzebne rzeczy ludziom, pomaga cały czas. Dziennikarz podkreślił, że biskup już cztery razy „leżał na ziemi”, bo także jego samochód kontrolowały ukraińskie chłopaki, którzy, zachowując czujność przed dywersantami sprawdzają wszystkich po kolei. Jak się wyraził dziennikarz, „szczęka im opadła” gdy dowiedzieli się, kogo potraktowali w taki   sposób. Piszę o tym, dlatego, by pokazać jego jednoznaczną postawę, która dzisiaj daje biskupowi moralne prawo do surowej oceny innych i formułowania prostych sądów na temat dobra i zła. To jest wojna, a w niej trzeba słowem i czynem pokazać, po której się jest stronie.

24 lutego 2022 roku Rosja rozpoczęła zbrojną agresję przeciwko Ukrainie. Jak napisaliśmy w naszym oświadczeniu ZG SDP z 25 lutego, wojska rosyjskie naruszyły integralność i suwerenność państwa sąsiadującego z Polską, zagrażając bezpieczeństwu wszystkich narodów mieszkających w naszej części Europy. Wojna oznacza śmierć i tragedie bezbronnych ludzi, paraliż gospodarki, chaos i zniszczenia w stopniu niewyobrażalnym dla nas wszystkich. Myślę, że wszyscy jesteśmy dumni z naszego kraju, który tak dzielnie pomaga Ukrainie, z ogromnym entuzjazmem i zaangażowaniem wspiera ukraińskich uchodźców.  Prawdziwych, a nie takich podstawionych, z jakimi mieliśmy do czynienia jeszcze kilka tygodni temu na granicy polsko białoruskiej. Granicy, którą szczególnie jesienią atakowała rzesza młodych mężczyzn, dziś na granicy z Ukrainą widzimy kobiety i dzieci, mężczyźni nawet jeśli je przywożą, to zaraz wracają bronić swego kraju. Polska jest państwem który już teraz przyjął najwięcej ukraińskich uchodźców, bo przecież wszyscy widzimy ich sytuację i to, że naprawdę potrzebują pomocy. Na szczęście zamilkli ci, którzy tak teatralnie upominali się o otwieranie granic dla pseudo uchodźców i podstawionych emigrantów, oni dziś milczą i nie mają nic do powiedzenia, nie przeproszą nikogo za swoje słowa i obrażanie nas wszystkich epitetami o rasizmie i ksenofobii. To już przeszłość.

Dziś wszyscy mamy do czynienia z bezprzykładnym aktem międzynarodowego bandytyzmu i zbrodni wojennych. Tragedia niewinnych ludzi, jakiej doświadczają dziś Ukraińcy, wymaga od nas, od dziennikarzy, przestrzegania najwyższych standardów etycznych i zawodowych. Ich podstawą jest jednak odróżnienie agresorów od ofiar, tych, którzy napadają, od tych którzy się bronią. Dlatego tak ważne są dziś sankcje i ich bezwzględność, tylko w ten sposób możemy wyrazić naszą solidarność z broniącą swej niepodległości i suwerenności Ukrainą i wyrazić nasz sprzeciw wobec pogwałcenia wszelkich norm prawa międzynarodowego przez reżim Władimira Putina.

W dzisiejszym świecie nie jest to takie proste, mamy przykład z tzw. naszego podwórka, czyli świata mediów. Pisaliśmy już o tym na portalu sdp.pl, ale przypomnę podstawowe fakty.

W odpowiedzi na barbarzyńską agresją Rosji na Ukrainę Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zażądało natychmiastowego usunięcia rosyjskich organizacji ze struktur międzynarodowych organizacji dziennikarskich (IFJ, EFJ). W odpowiedzi na ten apel sekretarz generalny Europejskiej Federacji Dziennikarzy, największej na świecie organizacji dziennikarskiej nazwał to żądanie dosłownie „głupim”, bo przecież są także „dobrzy” Rosjanie, którzy wspierają Ukraińców i starają się im pomagać, na przykład organizują w Moskwie protesty przeciwko wojnie. Tylko, że czas na taki relatywizm już się skończył, obecnie nie ma „dobrych” ani „złych” Rosjan. Są Rosjanie i Rosja, która jest agresorem w barbarzyńskiej wojnie z Ukrainą.

Na Ukrainie codziennie umierają niewinni ludzie. Dlatego sankcje muszą dotyczyć WSZYSTKICH rosyjskich organizacji, biznesu, sportu i każdej innej działalności. Gdy wojna się skończy, skończą się sankcje, ale teraz nie ma miejsca na subtelne oceny, co oznacza plakat w ręce Rosjanina „Stop wojnie”. Oczekujemy teraz sankcji wobec wszystkich rosyjskich banków, wszystkich rosyjskich firm, rosyjskich sportowców czy ludzi kultury.  Tylko w ten sposób można powstrzymać agresora.

Zakończę cytując list biskupa Edwarda Kawy ze Lwowa: Niepodległy demokratyczny kraj w samym centrum Europy „jest zmuszany” do pokoju za pomocą czołgów, rakiet i broni automatycznej na cywilów przez kraj, który odebrał im pokój w 2014 r. Armia Rosyjska przyszła do nich w Donbasie i na Krymie przynosząc śmierć i zniszczenie, represje polityczne i strach. Ale oni starali się ze wszystkich sił zachować spokój. Ukraina nikogo nie zaatakowała. Strzelają do nas na waszych oczach, a wy bracia chrześcijanie co robicie w tym czasie? – pyta biskup.

To pytanie było skierowane do Niemców, Rosjan i Białorusinów. Ale odnoszę je do nas wszystkich. Postępujmy dziś tak, byśmy mogli za kilka dni, czy najwyżej tygodni spojrzeć biskupowi prosto w oczy i odpowiedzieć, w jaki sposób pomogliśmy walczącej bohatersko Ukrainie.

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Wojna polsko-bolszewicka trwa, czyli co Putin mówił „Wyborczej”

10 marca 1920 r. głównodowodzący sił zbrojnych Rosji Sowieckiej Siergiej Kamieniew zatwierdził plan uderzenia na Zachód przez Polskę. Bolszewików zatrzymaliśmy 15 sierpnia tamtego roku pod Radzyminem. Dziś z „wyzwolicielami” ze wschodu walczy Ukraina. Ale w naszym kraju wciąż oficjalnie rozbrzmiewa propaganda Moskwy.

1920 rok. Nieprzypadkowo to wielkie zwycięstwo militarne, efekt geniuszu dowódców (marszałka Józefa Piłsudskiego i szefa sztabu gen. Tadeusza Rozwadowskiego), a także pracy polskich kryptologów; i duchowe (interwencja Matki Bożej) zostało uznane za 18. przełomową bitwę w historii świata. Zatrzymaliśmy zalew czerwonej zarazy na Europę, co Polsce pozwoliło cieszyć się niepodległością do września 1939 r.

Niestety, Sowieci wrócili. Od 17 września rozpoczęli okupację ok. połowy Polski, a w latach 1944-1989 okupowali całą, wcielając dodatkowo Kresy do ZSRS. Tymczasem dziś słyszymy, że to było „wyzwolenie i ocalenie Polski”, a np. likwidacja „pomników wdzięczności” szkodzi relacjom z Rosją – tak przeciwko ustawie o likwidacji okupacyjnych, sowieckich monumentów protestował Siergiej Andriejew, ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce.

Wojna polsko-bolszewicka trwa. W lipcu 2017 r. zmarł stalinowski sędzia wojskowy, morderca Żołnierzy Wyklętych Jerzy Klimczyk. Miał katolicki pogrzeb na cmentarzu komunalnym w rodzinnym Sławnie. „Wyrazy głębokiego współczucia Rodzinie z powodu śmierci sędziego w stanie spoczynku Jerzego Klimczyka, prezesa Sądu Rejowego w Sławnie w latach 1986-1994, składają kierownictwo Sądu Okręgowego w Koszalinie, sędziowie i pracownicy” – czytaliśmy w nekrologu, który jest wynikiem braku debolszewizacji Polski.

Wojna polsko-bolszewicka trwa. 15 sierpnia 1920 r. urodził się w Miechowie mój Ojciec Tadeusz Ludwik Płużański. Walczył z okupantem niemieckim, potem sowieckim. Dla Jego pokolenia – pokolenia Kolumbów – było to coś naturalnego. Podzielając opinię swojego dowódcy, rtm. Witolda Pileckiego, że w ubeckiej katowni przy ul. Rakowieckiej było gorzej niż w niemieckim obozie koncentracyjnym, tak pisał o swoich czerwonych oprawcach: „Słabość moralna i polityczna tych ludzi czyniła z nich po prostu szmaty, którymi można było wytrzeć każdą podłogę, nawet najbrudniejszą”. Potem ja broniłem oskarżonego o donosicielstwo por. Wacława Szaconia, „Czarnego”, niezłomnego żołnierza AK-WiN, skazanego przez komunę na czterokrotną karę śmierci, przyjaciela Józefa Franczaka „Lalusia”. Oskarżała Magdalena Zarzycka-Redwan, prezes Stowarzyszenia Dzieci Żołnierzy Wyklętych, ale – jak podał w Polskim Radiu 24 szef Urzędu ds. Kombatantów Jan Kasprzyk – wcześniej pracownica Stowarzyszenia Ordynacka.

Wojna polsko-bolszewicka trwa. Nie trzeba było rosyjskiego ataku propagandowego na Polskę w 100–lecie „Cudu nad Wisłą”, media w Polsce wyręczyły Putina. I tak redakcja „Newsweeka” przypomniała tekst Igora T. Miecika sprzed 11 lat, w którym opisał wojnę bolszewicko-polską z perspektywy… rosyjskich jeńców. Autor twierdził, że byli źle traktowani w „barbarzyńskich łagrach II Rzeczypospolitej”.

Z kolei na czołówce portalu Onet można było znaleźć wspomnienia bolszewickiego lekarza z frontu walk. W „poruszających listach do żony” – jak to określiła redakcja – czytaliśmy: „Tego, co wyprawiają Polacy, nie da się opowiedzieć”. A w tekście „Gazety Wyborczej” inny „michałek”: „Wielkie zwycięstwo odniesione sto lat temu w bitwie warszawskiej, szybko stało się przedmiotem zażartej bitwy politycznej. (…) Efekty tamtej wojny polsko-polskiej są odczuwalne do dzisiaj. Na przykład w sporach historyków o to, czy marszałek Józef Piłsudski tak naprawdę nie zdezerterował i nie uciekł z Warszawy w przeddzień bitwy”. Abstrahując od tego, że ta ostatnia sugestia nie jest prawdziwa, trzeba odnieść się do głównej tezy: to nie była wojna polsko-polska, tylko wojna bolszewicko-polska. I ta wojna trwa do dziś.

Wracając do mordowania bolszewickich jeńców. Kilka lat temu dla rzeczonej „Gazety Wyborczej” wypowiedział się… Władimir Putin. Ówczesny premier Rosji napisał bez ogródek: „tragiczne losy żołnierzy rosyjskich, którzy dostali się do niewoli podczas wojny 1920 roku, powinny się stać symbolem wzajemnego przebaczenia”. Komentowałem wówczas, na czym polegała manipulacja Rosjan. A opierała się ona na tym, że większa część jeńców bolszewickich z 1920 r. nie wróciła do domu. Dlaczego?

Pierwsza kwestia to śmiertelność. Putin i jego propaganda sugerowała, że Polacy dokonali na bolszewikach ludobójstwa. Tymczasem trafili oni do obozów jenieckich, gdzie byli przetrzymywani zgodnie z przepisami prawa międzynarodowego. W tych obozach zmarło około 18 tysięcy jeńców z ogólnej liczby około 60 tysięcy, którzy dostali się do niewoli. Większość wskutek chorób zakaźnych, głównie czerwonki i tyfusu. A co się stało z tymi, którzy przeżyli polską niewolę? Kilkunastu tysiącom jeńców Rzeczpospolita zwróciła wolność i postanowili pozostać w naszym kraju. I znów należy zadać pytanie o powód. Porównując sytuację w Polsce i Rosji, wybrali Polskę, obawiając się ponadto represji od swoich po przegranej wojnie.

Rząd zgodził się na przyznanie im obywatelstwa. Kilkuset Rosjan wstąpiło później do polskiego wojska, uzyskało stopnie oficerskie i walczyło w wojnie obronnej 1939 r. Około 3 tysiące na stałe wyjechało do Europy Zachodniej. Kłamstwo na temat mordu na jeńcach zostało wymyślone pod koniec lat 80. na polecenie Michaiła Gorbaczowa, który ujawnił wówczas prawdę o Katyniu. Specjalistom od propagandy polecił, aby znaleźli podobną sprawę obciążającą Polskę. Potem to kłamstwo wybrzmiewało w mediach działających w Polsce. Dziś, w obliczu inwazji Putina na Ukrainę, kłamstwo Kremla w Rzeczpospolitej przycichło, ale wróci…

Wojna polsko-bolszewicka trwa. Kto tę wojnę ostatecznie wygra?

 

 

 

KOMENTARZ MARIUSZA PILISA: Sekretarzowi generalnemu EFJ życzę by otrzeźwiał

Koleżanki i Koledzy,

 Zarząd Główny SDP wyszedł z inicjatywą nałożenia sankcji na wszystkie rosyjskie stowarzyszenia dziennikarskie działające w ramach Europejskiego Federacji Dziennikarskiej EFJ i Międzynarodowej Federacji Dziennikarskiej IFJ. Zaapelowaliśmy o to bezpośrednio do sekretarza generalnego EFJ Ricardo Gutierrezowi. Chodzi o konkretnych ludzi i konkretne rosyjskie organizacje, które działają w europejskich strukturach dziennikarskich czy na ich obrzeżach. Ku naszemu zaskoczeniu sekretarz generalny EFJ w swojej odpowiedzi zaproponował abyśmy wyrazili się jaśniej, ponieważ nie rozumie, o co nam chodzi.

 Jedną z rosyjskich organizacji dziennikarskich, wobec której proponujemy sankcje, nazwał dobrą, pożyteczną, działającą przeciwko wojnie i wspierającą Ukrainę. Naszą inicjatywę nazwał „głupią”. Skierowaliśmy do sekretarza generalnego EFJ oficjalną odpowiedź, w której „rozjaśniamy”, jak rozumiemy obecną sytuację, jak rozumiemy potrzebę naszego zachowania się w tej ciężkiej dla Ukrainy sytuacji jako członkowie europejskiej federacji dziennikarskiej, jak rozumiemy wojnę, śmierć niewinnych ludzi i zbrodnie popełniane przez wojska rosyjskie.

Trudno w tej chwili znaleźć odpowiednie słowa na określeni tej zaskakującej dla nas dyskusji i wymiany korespondencji. Mam wrażenie, że spotykamy się z próbami relatywizowania rzeczywistości, działania w myśl zasady: są równi i równiejsi.

Przykładów tego, jak wysocy działacze europejskich i światowych organizacji rozumieją swoją rolę w ostatnich dniach mamy aż nadto. Za wszystkimi stoją jakieś interesy. Mimo to udaje się przymusić ludzi, którzy decydują dzisiaj o sankcjach nakładanych na wszelki przejawy rosyjskiej aktywności w świecie do właściwego rozumienia tego, jak powinniśmy się zachować w tych historycznych chwilach.

 Sekretarzowi generalnemu EFJ życzę by otrzeźwiał i w sposób poważny zmierzył się z tym, co jak się wydaje na razie go przerasta. Prawdziwych liderów poznajemy w trudnych chwilach. Komicy stają się bohaterami, ci których uważaliśmy za liderów stają się komikami. Skrajne wydarzenia jakim jest niewątpliwie wojna weryfikują postawy ludzkie, przewracają ustalone porządki, porządkują świat na nowo. Może to najwyższy czas dla nas, dla SDP, aby aktywnie włączyć się w procesy wyboru reprezentujących nas władz EFJ.

Na razie mamy jednak inny cel. Doprowadzimy do tego, że sankcje zostaną wprowadzone, że pełna izolacja rosyjskich organizacji dziennikarskich i Rosjan działających w europejskich i światowych strukturach zostanie wprowadzona. Nie chcemy dzisiaj podziału na „dobrych” i „złych” Rosjan. Chcemy izolacji dla wszystkich. Bo tego wymaga chwila.

Kolegom i Koleżankom Rosjanom, dziennikarzom, którzy dzielnie stawiają czoła reżimowi Putina i aktywnie protestują przeciwko jego barbarzyństwu i zbrodniom chciałbym przekazać:

„Nie ma w naszej inicjatywie niczego osobistego. Nie ma ślepej furii czy gniewu czy nawet emocji. My musimy się tak zachować. Zachować się jak trzeba. Kiedy skończy się wojna, izolacja się zakończy”.

Wiem, że to zrozumieją, bo wielu z nich znam osobiście.

SŁAWOMIR JASTRZĘBOWSKI: Nigdy więcej Vae victis, czyli piętnowanie głupich słów

To naprawdę nie jest dobry czas, żeby wypominać komuś jakieś słowa, ale niestety jest najlepszy. Lepszego nie będzie. Słowa jak to słowa, Biedroniem wylecą, oby F-35 wróciły. Jeśli znowu coś pomyliłem, to dobrze. Mowa będzie o słowach, ponadosobowych, reprezentujących pewien sposób myślenia, pewnych formacji. Naiwnych słowach, ale że naiwnych, to pal licho. Niebezpiecznych. Dlatego to piszę, by słowami uczulić na słowa.

Całkiem niedawno, w 2020 roku Robert Biedroń kandydując na prezydenta Polski powiedział publicznie: „Gdy pan prezydent (Andrzej Duda – przyp. sj) z panem Macierewiczem bawią się ołowianymi żołnierzykami w armię, ludzie mówią, że prawdziwym niebezpieczeństwem jest susza, pandemia, kryzys gospodarczy. To są dzisiaj prawdziwe problemy Polek i Polaków. Dzisiaj zamiast F-35, o których tutaj rozmawialiśmy… My nie potrzebujemy F-35, bo te F-35 nie ugaszą pożarów w Biebrzy, nie sprawią, że zestrzelimy koronawirusa. My dzisiaj zamiast pseudoarmii Macierewicza, potrzebujemy armii pielęgniarek, które będą dobrze wynagradzane. Dzisiaj potrzebujemy bezpieczeństwa energetycznego, a nie opowiadania bujdy, że węgla nam wystarczy na dwieście lat”.

Bardzo szlachetne słowa, nieprawdaż? Po co się zbroić, skoro pieniądze można wydać na służbę zdrowia, szkolnictwo, drogi, zasiłki, zielony ład i tak dalej? Po co na armię? Co komu z tego? Nawet dwa lata nie minęły od tych słów. Niebezpiecznych dla nas słów. Niebezpieczne były i jeszcze są także słowa o rzekomo koniecznym zablokowaniu muru na granicy polsko-białoruskiej. Putin już przejął Białoruś. Łukaszenko mu ją sprzedał za obietnicę życia i pewnie administrowania krajem w pewnym stopniu. Łagodna rewolucja po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi została brutalnie spacyfikowana. Naszym sąsiadem nie tylko od strony Królewca jest teraz w istocie Rosja. Brutalna, agresywna z imperialnymi marzeniami oficera KGB.

Si vis pacem, para bellum – chcesz pokoju, szykuj się na wojnę. Te słowa się nie zestarzeją, tak jak nie zestarzeje się natura człowieka. Przypisuje się je po pewnych przeróbkach rzymskiemu historykowi Tytusowi Liwiuszowi. Jego jest także powiedzenie Vae victis – biada pokonanym.

Jako jedyni zdobyliśmy Moskwę, czego Putin nie może zapomnieć nam tak bardzo, że z daty zdobycia przez nas rosyjskiej stolicy zrobił święto narodowe, ale pokolenia Polaków doświadczyły potwornej biedy pokonani przez Rosjan czy Sowietów. Wystarczy. Wystarczy tej biedy, wystarczy tych słów. Pora poważnie i brutalnie piętnować głupie, naiwne słowa, które może i brzmią szlachetnie, ale przecież ich skutek jest inny. Bezbronność. Nigdy więcej Vae victis.

HUBERT BEKRYCHT: FIFA? Co? A иди на х@й! Warto bojkotować Rosję

Nie sądziłem nigdy, że nie będzie mi zależało na meczach polskiej reprezentacji narodowej. Nie, nie zależy mi na meczach, które mielibyśmy grać z pupilami mordercy, który napadł na Ukraińców, aby polepszyć sobie notowania we własnej mafii. Nie, nie zależy mi na futbolowych mistrzostwach świata, które zostały kupione od FIFA za miliardy petrodolarów i rubli. Nie, nie zależy mi, aby udawać, że Katar to Mekka piłki nożnej, a Rosja to jej kolebka.

Zależy mi na reprezentacji Polski w piłce nożnej, zależy mi na piłkarzach, którzy w naszej drużynie grają z orzełkiem na piersi po to, aby usłyszeć hymn przed meczem i starać się ten mecz wygrać. Zależy mi na reprezentacji, która razem, na szczęście, z prezesem PZPN,  powidziała NIE MORDERCY Putinowi! Jestem z Panów dumny!

Właściwie napisałem już wszystko, ale, z powodu rosyjskiej agresji na Ukrainę, może nie wszyscy wiedzą, co zrobili działacze FIFA w czwartym dniu wojny. W czwartym dniu najazdu jednego z członków federacji Rosji, niedawnego organizatorora Mistrzostw Świata (2018 r.) i współorganizatora Mistrzostw Europy (2020/2021 r.) w piłce nożnej.

Otóż, międzynarodowa mafia piłkarska – FIFA – dała znowu popis bezprecedensowego tchórzostwa i powód do kolejnych podejrzeń o korupcję w związku z faworyzowaniem Rosji, która napadła na niepodległe państwo a wojska dyktatora Putina mordują ludnośc cywilną.

Owa organizacja, jak chwalą się jej członkowie, pozarządowa, ma gdzieś wojnę na Ukrainie i cierpienie niewinnych ludzi. FIFA ma też gdzieś, że znowu się skompromitowała „nakładając” w niedzielę wieczorem na Rosję jakieś symboliczne „kary”, ale nie wykluczając Moskwy z barażowej walki o miejsce na tegorocznych MŚ w Katarze. Skandal? Korupcja? Spisek? Tak. Najgorsze jest jednak to, że FIFA nie przyjęła do wiadomości, że piłkarskie związki narodowe Czech, Polski i Szwecji zbojkotowały baraże w zaproponowanym przez FIFA kształcie i oświadczyły, że z powodu rosyjskiego ludobójstwa na Ukrainie z Rosją grać nie będą!

FIFA to jednak stan umysłu jej działaczy, a właściwie tego, co z nich zostało. Owi przyjaciele Putina, a szczególnie ten Włoch, który jest prezesem tej piłkarskiej mafii, zaproponowali, że – w zależności od wyników poszczególnych spotkań – Czechy, Polska, i Szwecja mogą grać z prowadzącą wojnę zaborczą Rosją na neutralnym terenie. Proponuję Kijów, albo Donieck. 

Byłoby to może zabawne jeszcze przed krwawą wojną na Ukrainie. Wojną, która wyleczyła mnie z bezwzględnej miłości do piłki nożnej, chociaż futbol zamierzam nadal kochać. Tyle, że rozważnie.

Fédération Internationale de Football Association, czyli FIFA po francusku dobrze brzmi i dobrze wygląda, ale nie zmienia to faktu, że zapach dużych  pieniędzy pnad dwustu federacji miesza się z fetorem moralnej zgnilizny. Działacze FIFA to też nie są tanie dranie. To bardzo drogie dranie, a szczególnie ten wspomniany już Włoch – prezes federacji, który udaje księcia a jest kumplem bandyty Władimira Władimirowicza. Ów syn Italii (wybaczcie wszyscy Włosi) jest po prostu skorumpowanym figurantem międzynarodowych koncernów, które utrzymują jego folwark.

Siostrą FIFA jest UEFA, czyli europejski związek federacji narodowych. Wiceprezesem UEFA jest były prezes PZPN a w przeszłości znakomity piłkarz Zbigniew Boniek. Czy to możliwe, że zdobywca III miejsca na hiszpańskim turnieju o mistrzostwo globu sprzed 40 lat nie wiedział, że FIFA szykuje taką ruską niespodziankę Polsce? Możliwe, bo Boniek zaczepiany przez dziennikarzy napisał o tym w niedzielę wieczorem na TT:

„Uważam, ze jest to decyzja skandaliczna i dowiedziałem się o tym tak jak pan (wpis skierowany do Szymona Jadczaka) dwie godziny temu. Nie podpisałbym się pod tym za żadne skarby… proszę mnie nie wciągać w jakieś fifowskie ruchy z którymi nie mam nic wspólnego” – napisał Zbigniew Boniek na TT.

Czyli, wiceprezes europejskiej federacji futbolowej nie wiedział, co robi centrala, czyli będąca „nad” UEFA światowa federacja piłkarska FIFA?

Miłujący futbol Czesi, Szwedzi i Polacy powinni, w imieniu Ukraińców, krzyknąć: FIFA, иди на х@й!