Nigdy nie chcę robić tej listy a ciąglę ją robię… – HUBERT BEKRYCHT: Odeszli

Publikuję, jak zawsze niepełną listę dziennikarzy, oczywiście nie tylko z SDP, którzy odeszli od listopada 2022 r. do października 2023 r. Odeszli, co nie oznacza, że nie powrócą. Najpierw jednak  my się z nimi spotkamy. Może mnie ochrzanią, że czegoś o nich nie napisałem lub napisałem za dużo, może wytkną mi, że kogoś nieświadomie pominąłem. Proszę Was Świętej Pamięci Koleżnki i Koledzy z Tamtej Strony – litości, przecież wiecie jaka to trudna robota… A żyjących proszę o wyrozumiałość…

 6 listopada 2022 r. członkowie Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich uczestniczyli we mszy św. we wrocławskim kościele pw. św. Maurycego.  W Liturgii Eucharystycznej sprawowanej przez członka stowarzyszenia ks. prof. Tomasza Błaszczyka  modlono się za zmarłych we wcześniejszych latach dziennikarzy i pracowników mediów dolnośląskich: Brunona Brożyniaka, Romualda   Adama Lazarowicza, Lothara Helmuta Herbsta, Antoniego Gucwińskiego  oraz zmarłych w 2022 r.: Moniki Jaworskiej, Krzysztofa Kucharskiego, Łukasza Owsianego, Dawida Palucha.

7 listopada 2022 r. zmarła Urszula Staniszewska (ur. 1980) –  dziennikarka, portalu TOK FM.

17 listopada 2022 r. zmarł Grzegorz Chmielewski ( ur. 1946)  – dziennikarz zajmujący się głównie sportem motoryzacyjnym, radiowiec – m.in. Polskie Radio od 1976 r. do 1990 r. w latach 90. ub. w. pracował w RMF FM.

Fot. ze strony portalu WCN

26 listopada 2022 r. zmarł Jan Marek Owsiński (ur. 1944 r.) – radiowiec, działacz „Solidarności”, uczestnik Marca ’68. W latach 1974–1982  pracownik Komitetu ds. Radia i Telewizji, od jesieni 1980 r. w „Solidarności”, był w redakcji Radia „Solidarność” Regionu Mazowsze, internowany w stanie wojennym, w latach 1991–1993 zastępca przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji oraz kierownik Polskiego Radia. W 1992 roku został pierwszym prezesem Polskiego Radia. Od 1994r. przez 3 lata redaktor naczelny i prezes Radia Eska.

6 grudnia 2022 r. zmarł Jarosław Kawecki (ur. 1955)  – dziennikarz Polskiego Radia, przez 30 lat m.in. redagował serwisy „Radia kierowców”. W 2019 r. Jarosław Kawecki został uhonorowany Złotym Mikrofonem Polskiego Radia.

13 grudnia 2022 r. zmarł Mariusz Walter – dziennikarz radiowy i telewizyjny, dokumentalista, w l. 70. ub. w. stworzył w Telewizji Polskiej Studio 2. Był założycielem i przez wiele lat kierował telewizją TVN.

Ze wspomnień red. Stefana Truszczyńskiego: „Zwrócił na siebie uwagę władzy, decydentów medialnych. Oczywiście wiadomo skąd oni pochodzili. Na pewno nie u ojców Pijarów pobierali nauki. Studio 2 to było wówczas coś nowego, próba otwarcia i zmiany. Przyjęte zostało entuzjastycznie” –pisał w sdp.pl w grudniu 2022 r. Truszczyński.

9 stycznia 2023 r. zmarł Andrzej Kociuba (73 l.) – wieloletni dyrektor Domu Pracy Twórczej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Kazimierzu Dolnym.

Fot. S. Truszczyński,zdj. A. Kociuby z archiwum S.Truszczyńskiego

Kolejne wspomnienie  Stefan Truszczyński o zmarłym Andrzeju w publikacji na portalu sdp.pl : „Na takich jak on mówią – dobry człowiek. Rzeczywiście patrzył, słuchał i starał się pomagać gdzie tylko mógł. Dowodem, że większość załogi pracuje w DPT bardzo długo. Nawet po 20 – 30 lat. „Kazimierz” przebrnął przez lata chorobowej pandemii i mamy nadzieję będzie kontynuował dobre tradycje, które wdrożył jego długoletni dyrektor Andrzej Kociuba” – napisał Stefan Truszczyński.

15 stycznia 2023 r. zmarł Marek Gaszyński ( ur.1939)  – dziennikarz muzyczny, autor tekstów ponad 150 piosenek (m.in. „Sen o Warszawie”) i książek o tematyce muzycznej. Od 1962 r. był związany z Polskim Radiem.

16 stycznia zmarł 2023 r. Paweł Sobczak (ur. 1969) – dziennikarz ekonomiczny, m.in. Redakcji Ekonomicznej Polskiej Agencji Prasowej Biznes oraz polskiej redakcji Agencji Reuters a także Interii Biznes.

2 lutego 2023 r. Tadeusz Zagoździński ( ur.1937) – fotograf prasowy i fotoreporter, m.in. z Centralnej Agencji Fotograficznej, oddziałem tygodnika „Time” w Warszawie i Agencji Interpress.

21 lutego 2023 r. zmarła Joanna Jureczko-Wilk ( ur. 1969)  –  dziennikarka „Gościa Niedzielnego”.

10 marca 2023 r. odszedł Janusz Weiss (ur. 1949) – dziennikarz radiowy i telewizyjny. Razem z Andrzejem Woyciechowskim założył Radia Zet.

Fot.: Wikipedia

13 marca 2023 r. zmarł Maciej Rosalak ( ur. 1947) – dziennikarz i publicysta, specjalizujący się w tematyce historycznej.  Pracował w „Rzeczpospolitej. Był redaktorem naczelnym miesięcznika „Historia Do Rzeczy”.

Fot.: arch. domena publiczna/ sdp.pl

12 kwietnia 2023 r. zmarł Piotr Wesołowski ur. (1964) – dziennikarz i wieloletni z-ca redaktora naczelnego łódzkiego oddziału „Gazety Wyborczej”, gdzie pracował od jej utworzenia (1989 r.) oraz lokalnej telewizji TV Toya.

25 kwietnia 2023 r. odszedł od nas Ryszard Dobek (ur. 1934 r.) z  Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie.

Ryszard zaczynał w połowie lat 70. ub. w. od artykułów w „Naszej Wsi”. W latach 1995-1997 w „Dzienniku Pojezierza” publikował cotygodniowy cykl felietonów „Wokół ambony” dotyczący zagadnień łowieckich. W 1996 roku założył kwartalnik „Myśliwiec Warmińsko-Mazurski” i był jego redaktorem naczelnym do 1999 roku. Współpracował z „Tygodnikiem Warmińskim”, „Tygodnikiem Pojezierza”, „Bracią Łowiecką” i „Nowym Życiem Olsztyna”.

Fot.: arch. ze zbiorów WM oddziału SDP w Olszytnie

25 kwietnia 2023 r. zmarła Elżbieta Misiak-Bremer ( ur.1939–2023) – dziennikarka, działaczka opozycji demokratycznej w latach 80.ub. w., związana z pismami drugiego obiegu, m.in. z „Tygodnikiem Mazowsze”, „Tygodnikiem Wojennym” i „Przeglądem Wiadomości Agencyjnych” oraz „Wyzwoleniem”.  Pracowała późnij m.in. w „Ładzie”, „Tygodniku Solidarność”, „Konfrontacjach” i „Wprost”. Od 1999 r. do 2005 r. była Zarządzie Głównym SDP.

2 maja 2023 r. zmarł Paweł Piotr Smoleński ( ur.1959) – dziennikarz, od 1989r. pracował w „Gazecie Wyborczej”.

15 czerwca 2023 r. zmarł Bohdan Urbankowski (ur.1943)  – poeta, dramatopisarz, doktor nauk humanistycznych, filozof, działacz podziemia niepodległościowego, neoromantyk, piłsudczyk, dziennikarz. Należał do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, był członkiem Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP, bywał na comiesięcznych spotkaniach tego Klubu, a kilkakrotnie był jego głównym gościem. Laureat najważniejszej nagrody dziennikarskiej – Lauru Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (2014).

Fot.: arch; ze wspomnień T.Kaczorowskiej na sdp.pl

Ten znakomity pisarz i filozof dokonał w Gnieździe polskim przeglądu wielkich polskich osiągnięć w dziedzinie sztuki i historii myśli, akcentując mocno wkład Polaków w rozwój cywilizacji łacińskiej, a przede wszystkim – w rozwój idei wolności” – fragment tekstu Teresy Kaczorowskiej na portalu sdp.pl

 

15 czerwca 2023 r. odszedł do Pana  ks. prof. Michał Drożdż (ur. 1958)  – dziennikarz, teolog, medioznawca, naukowiec. Był jednym z założycieli kierunku dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie, a także inicjatorem organizowanej co roku na UPJPII Międzynarodowej Konferencji Etyki Mediów. Ksiądz Michał był członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – pełnił funkcję przewodniczącego Naczelnego Sądu Dziennikarskiego SDP.

Fot. archiwum/ Niedziela

26 sierpnia 2023 r. zmarł Stanisław Papież (ur. 1965) –  dziennikarz i polityk konserwatywny-  poseł LPR IV i V kadencji. Publikował m.in. w „Naszym Dzienniku”. Członek Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

9 września 2023 r. odszedł Jacek Kisielewski (ur. 1970) –  dziennikarz radiowy i telewizyjny, wydawca PR3. Reporter w Studiu Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia oraz w Informacyjnej Agencji Radiowej. Współpracował z TVP.

Zdj. z ekranu TVP INFO

 

16 września 2023 r. zmarł Dariusz Szewczyk (ur. 1956r.) – wieloletni prezes Polskiego Radia Łódź.

Fot.: Polskie Radio Łódź/ Sebastian Szwajkowski

 

W Polskim Radiu Łódź pracował od 1991 roku. Był m.in. inżynierem a następnie potem dyrektorem ds. technicznych. Szefem regionalnej rozgłośni Polskiego Radia w Łodzi był dwukrotnie: w latach 2006-10 i w latach 2016-21.

24 września 2023 r. zmarł Tadeusz Olszański (ur. 1929) –  dziennikarz sportowy, sprawozdawca z sześciu igrzysk olimpijskich, publicysta i tłumacz, specjalizujący się w tematyce sportowej i węgierskiej. Pracował m.in. w  „Sztandarze Młodych”, „Sportowcu”, Telewizji Polskiej i  Krajowej Agencji Wydawniczej. Od 1990 r. do 1994 r. Olszański był korespondentem Polskiego Radia i TVP na Węgrzech i na terenie b.Jugosławii. Współpracował z tygodnikiem „Polityka”.

26 września 2023 zmarła Halszka Szczerska (ur. 1948 r.) – dziennikarka „Gazety Wrocławskiej”. Zajmowała się problematyką zdrowotną. Pisała także o życiu Kościoła.

Fot. arch. ze wspomnienia na sdp.pl

Na portalu sdp.pl dziennikarka Anna Fastnacht-Stupnicka tak wspominała Koleżankę: „Mój syn na wieść o jej śmierci powiedział: ‘Pani Halszka to był dziwny ptak’. To bardzo trafne określenie. Bo była jak wielobarwny, rzadko spotykany, nieuchwytny ptak. Żyła na swoich prawach i na swoich prawach odeszła. Z pewnością ma zasłużone miejsce tam, gdzie jest tylko dobro i Boża miłość.

9 października 2023 r. odszedł Andrzej Stawiarski (ur.1956)  –  działacz opozycji niepodległościowej, fotograf i dziennikarz, wieloletni prezes oddziału krakowskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, członek Zarządu Głównego SDP oraz  wieloletni redaktor naczelny portalu sdp.pl.

Andrzej pracował w „Czasie Solidarności” i „Gazecie Wyborczej”, był redaktorem naczelnym i wydawcą „Miesięcznika Kapitałowego” i „Naszego Rynku Kapitałowego”. Współtworzył duże wystawy fotograficzne, m.in. Papieski Kraków, „Kraków – portret miasta”. Był pomysłodawcą Krakowskiej Witryny Fotograficznej – cyklu spotkań krakowskich fotografów prasowych oraz nauczycielem akademickim w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II.

Fot.: Agnieszka Masłowska IPN

W ramach działalności w SDP w latach 2010 – 17 prowadził badania, które skutkowały m.in.  opublikowaniem raportów opisujących sytuację zawodową dziennikarzy w Polsce.

Fot.: FB Andrzeja Stawiarskiego

„Andrzej był człowiekiem niezwykłej dobroci, dziennikarzem starej daty, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Don Kichotem, walczącym przez ostatnie dwie dekady o ratowanie prestiżu tego zawodu. Znakomity fotoreporter, redaktor i ekspert ekonomiczny. Świetny kompan, odważny, gdy  jeszcze nie było to modne. A przy tym obdarzony niezwykłym poczuciem humoru. Bardzo, bardzo nam będzie Go brakować. R.I.P.” – napisał we wspomnieniu na Facebooku dziennikarz i dyrektor – redaktor naczelny TVP Historia Piotr Legutko.

22 października 2023 roku odeszła Barbara Petrozolin-Skowrońska (ur.1937r.)  – historyk, dziennikarka, redaktorka, autorka artykułów, książek i scenariuszy słuchowisk radiowych. Od wielu lat była związana ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich.

Interesowała się m.in. losami polskiej inteligencji, historią prasy i dziejami Warszawy. Współpracowała z ,,Kulturą”, ,,Literaturą”, ,,Mówią wieki”, ,,Nowymi Książkami”. Pisała scenariusze słuchowisk dla Polskiego Radia. Była autorką książek, m.in. „Przed tą nocą”,  „Król Tatr z Mokotowskiej 8. Portret doktora Tytusa Chałubińskiego”. W latach 1990 – 1998 pełniła funkcję redaktorki naczelnej Encyklopedii PWN, wydała m.in. wyróżnioną licznymi nagrodami Encyklopedię Warszawy.

Fot.: z FB Józefa Skowrońskiego

Współpracowała z Pracownią Dziejów Warszawy i Pracownią Dziejów Inteligencji Instytutu Historycznego PAN. Przez 10 lat była przewodniczącą Komisji Historycznej w Towarzystwie Przyjaciół Warszawy.

Archiwum HB

Od wielu lat działała w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, była inicjatorką wielu wydarzeń, publikowała swoje teksty na portalu sdp.pl.” Zawsze uczynna, koleżeńska, skora do działania, zaangażowana i pełna oddania” – napisali o Pani Basi Przyjaciele.

 

***************************

Korzystałem z wielu not biograficznych, opublikowanych m.in. przez portal sdp.pl, Niedzielę, Wszystko Co Najważniejsze, Wikipedię, Encyklopedię Solidarności, Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy, PAP, Polskie Radio, TVP, wPolityce, Reuters, AFP, DPA, Gazetę Polską, wSieci, Do Rzeczy – bardzo przepraszam jeśli kogoś nie wymieniłem, proszę o kontakt – uzupełnię.

 

Hubert Bekrycht, sekretarz gen. SDP, redaktor nacz. sdp.pl

 

 

 

 

 

A może król Władysław – proponuje STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Wygibasy powyborcze

Gdyby Jarosław Kaczyński był przebiegły, jak jest mądry i wytrwały, zaproponowałby Władysławowi Kosiniak-Kamyszowi (po cichu)  przyszłą prezydenturę kraju. Najpierw jednak premierostwo z PiS-em a nie z Platformą.

 Doktor nie musiałby na ten zaszczyt zbyt długo czekać. Prezydent Andrzej Duda kolejny raz już nie wystartuje. Kolejnego kandydata konserwatywnego – na razie – m nie widać. Nie słychać też, by koalicja nienawiści wobec PiS-u miała uzgodniony program. Nic dziwnego, bo startowali przecież oddzielnie i dopiero po godzinie trzeciej nad ranem 16 października zlali się w jedno ciało.

Ciągle się dogadują. Gadu-gadu a tu trawa nie rośnie.

Pisał Tuwim: :

„Trawo, trawo do kolan

podnieś mi się do czoła

Żeby myślom nie było

Ani mnie, ani pola”

Ale kto by tam słuchał poetów. Sztucznie wywołane, rozpalające zmysły dyskusje, np. o aborcji, zagłuszają rzeczowa rozmowę o przyszłości rolnictwa, na temat energii atomowej i naszego lotniczego miejsca w świecie.

Panie Władysławie, potraktuj pan dotychczasowe rozmowy jako „przenośnię”, która daleko by pana nie przeniosła. I gdy Prezes Kaczyński rzeknie o czym jest na wstępie tego felietonu – ani chwili się pan nie wahaj. Bo to se nevrati. Tylko raz w życiu się trafia. Żona zostałaby prezydentową, dzieciaki… No śmiało proszę pomarzyć i czynić krok we właściwym kierunku. Co było a nie jest – nie pisze się w rejestr. Tuskowi postaw pan piwo, najlepiej niemieckie, nie za mocne. Nie przejmuj się pan pomarszczoną coraz bardziej, srogą twarzą pana Donalda. Srogość to albo rzeczownik abstrakcyjny.

W pańskim gabinecie, a właściwie na ścianie sekretariatu obejrzałem piękny portret Wincentego Witosa. Wie pan zapewne, jak potraktowano tego prawdziwego obrońcę Polski w 1920 roku, który zwołał aż 70 procent naszego wojska. Zamknięto go w Berezie Kartuskiej. Dziś prawdziwy przywódca chłopski (40 procent ówczesnej ludności kraju) ma piękny pomnik przy Placu 3 Krzyży w Warszawie.

Jest pan dużo bardziej wyedukowany, ale czy ma pan odwagę i serce do walki. Zobaczymy. A więc najpierw gmach w Alejach Ujazdowskich i wejście, którego pilnuje postument Jana Olszewskiego. A później pałac prezydencki określany przezwiskiem nieładnym jako namiestnikowski.

Przepuści pan możliwość takiego wyboru? Wystarczy teraz jeden właściwy krok. „Jeden krok” jak śpiewał bard Andrzej Dąbrowski – jak każe maszerować też Dąbrowski, tylko generał. Na pańskich długich nogach to łatwe.

Wprawdzie Donald Tusk wyrwie sobie resztki włosów a Czarzasty będzie wyglądał jak nabzdyczony indor. Hołownię zostawmy, dzieci i ryby głosu nie mają. Potem zagospodaruje pan Bosaka, który chodzi w bardzo eleganckich bucikach i mamy rząd z wicepremierem Morawieckim, Sawickim (rolnictwo), Błaszczakiem i dalej wg. uzgodnienia z prezesem. Oczywiście Kaczyńskim.

Platformersi polecą na Tempelhoff, jeśli tam jeszcze przyjmują. Co taki rząd potem zrobi? Na pewno nie zredukuje armii, będzie budował CPK i elektrownie atomowe. I będzie po prostu rządził tu i teraz z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, nie z uroczego kanclerskiego żółtego domu na przeciwko Wyspy Muzeów w Berlinie.

Ciekawe, że propaganda PO w ostatnich dniach unika pańskiego nazwiska panie Kosiniak. Ani jedno „k” ani drugie nie padają np. w ostatnich numerach Gazety Wyborczej. Proszę sprawdzić. Najwidoczniej boją się pytać pana o sprawy aborcyjne, o krówki i świnki. Ufa im pan? Przecież Warszawka gardzi i kpi z pana i kolegów z PSL-u. Tak naprawdę to śmierdzą im gnojem co w swoim czasie zauważyła bezkompromisowa, wyłączona z obiegu Renata Beger.

Panie Władku, żeby nie było jak u Wyspiańskiego: „Został ci się jeno sznur”. Szansa prezydentury polskiej jest przed panem. Rzeczywista. W PO to pan kariery nie zrobi. Proszę popatrzeć na pańskiego kolegę Jarosława Kalinowskiego, obecnie europosła, który ładnie śpiewał, tańczył w ludowym zespole a nawet orał zręcznie traktorem własne pole. Teraz waży ok. 120 kg i już nie chodzi po salonach ani Brukseli a tym bardziej na Wiejskiej. Bo i po co.

Panie Kosiniak – śmiało! Struzik, Sawicki – pomogą. „Tygrysek” – jak nazywa Pana mądra i reprezentacyjna małżonka – czy aby to na pewno dobra ksywa. Mieliśmy już lwy, pora na zdecydowanego drapieżnika z prawdziwymi kłami. Bo i pogonić za Odrę trzeba wielu. Miłośnicy Niemiec wkrótce się przekonają i wybiorą swoje miejsce. Wolna droga, co mówię – wolne autostrady.

* * *

Jeszcze drepczą trochę w lewo, ciut, ciut w prawo. Robią śmieszne ważne miny. Uważajcie chłopaki by w krowi placek nie wdepnąć – chociaż to na szczęście.

Kaczyński stoi na wysokim wzgórzu i patrzy jak Napoleon na to tragiczno-śmieszne pole bitwy. Płakać czy się śmiać? Ale to przecież nasza ojczyzna. Prezes czeka. Niech harcownicy wybiegają się, zmęczą i przyjdą na poważne rozmowy. Lepiej poczekajmy jeszcze, lepiej się nie spieszmy. W Warszawie mamy już jeden wał – Miedzeszyński. I wystarczy.

 

 

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosja walczy z terroryzmem, który sama stworzyła

Po napaści Putina na Ukrainę, w Rosji zwiększyła się liczba przypadków kwalifikujących się jako „terroryzm”.

Rosjanie po raz pierwszy usłyszeli o terroryzmie podczas dwóch wojen rosyjsko-czeczeńskich. Moskwa uznała czeczeńskich patriotów za „terrorystów”. Zostali oni bezlitośnie eksterminowani, nie wyjaśniono społeczeństwu różnicy między terrorystami a ruchami wyzwolenia narodowego. W ten sposób wszyscy czeczeńscy patrioci, którzy walczyli o niepodległość i wolność Czeczenii, polegli pod rosyjskimi bombami z przyklejoną łatką „terrorystów”.

Jeszcze dziesięć lat temu na Krymie też nikt nie słyszał o terroryzmie, bo w okresie ukraińskim go tam nie było. Pierwszymi ofiarami „terroryzmu krymskiego” byli uczniowie i nauczyciele Politechniki w Kerczu 17 października 2018 r. Jeden ze studentów otworzył wówczas ogień do innych uczniów i nauczycieli. W wyniku strzelaniny rannych zostało ponad 60 osób, zginęło 20 uczniów. Sam „terrorysta” popełnił samobójstwo w szkolnej sali bibliotecznej. Wielu analityków uważa, że ​​student po prostu stał się ofiarą operacji specjalnej rosyjskich służb specjalnych. Po tym incydencie władze okupacyjne rozszerzyły kontrolę na wszystkie placówki oświatowe na Krymie, wprowadzając tam swoich „strażników”. Tym samym „terroryzm” przybył na Krym wraz z rosyjską okupacją. Co więcej, władza okupacyjna zaczęła udawać, że ze wszystkich sił walczy z „terroryzmem”, dlatego wprowadzono do ustawodawstwa odpowiednie artykuły i utworzono specjalne struktury.

Później do statystyk „terroryzmu” dodano zbrojny napad na lekarzy pogotowia ratunkowego, podczas którego napastnik zastrzelił z karabinu kilku medyków, a także przypadki porwania kilkorga dzieci.

Jak donosi kanał „Możemy wyjaśnić” na Telegramie, liczba obywateli skazanych za akty terrorystyczne w Rosji wzrosła ośmiokrotnie tylko w ciągu ostatniego roku! Skąd wzięło się tylu terrorystów?

Naukowcy zbadali statystyki Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej za pierwszą połowę roku. Od stycznia do czerwca 2023 r. z artykułu o akcie terrorystycznym skazano 39 osób, a w tym samym okresie ubiegłego roku 5 osób. Jak widać, większość przypadków kwalifikujących się jako „terroryzm” miało miejsce po zakrojonym na szeroką skalę ataku Rosji na Ukrainę. Oznacza to, że rozpętana przez Putina wojna sprowadziła „terroryzm” do rosyjskich miast.

Według badaczy wzrost ten związany jest głównie z falą podpaleń komisariatów wojskowych po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę na pełną skalę i ogłoszeniu mobilizacji w Rosji. Początkowo podpalaczy klasyfikowano jako niszczenie mienia i chuligaństwo. Następnie Sztab Generalny Rosji ogłosił, że przypadki podpaleń dowództw wojskowych będą uznawane za akty terroryzmu, zagrożone karą do 15 lat więzienia.

W Symferopolu odbyła się konferencja prasowa, na której poruszono kwestię bezpieczeństwa w placówkach oświatowych. Eksperci zauważyli, że po tragedii w Kerczu stworzono dokumenty, zgodnie z którymi w placówkach oświatowych przewidziano ogrodzenia, ochronę, system nadzoru, system ostrzegania, oświetlenie zewnętrzne i zewnętrzne. Jednak w 10 procentach szkół nawet te środki nie zostały wdrożone. Dzieje się tak głównie w szkołach wiejskich.  Tamtejsze władze rozumieją, że ogrodzenie szkół nie zwiększy bezpieczeństwa uczniów. Tym bardziej, że do naruszeń bezpieczeństwa uczniów częściej dochodzi w szkołach miejskich, gdzie wydawałoby się, że z ochrona jest na wyższym poziomie – jest ogrodzenie monitoring, strażnicy, ale ataki na uczniów nadal się zdarzają.

Dlatego władze wzmacniają kontrolę nad uczniami i nauczycielami. Eksperci podkreślają znaczenie „pracy” z dziećmi. Specjaliści są pewni, że nauczyciele i psychologowie powinni monitorować procesy szkołach i zapobiegać„atakom terrorystycznym”. Prorektor jednej z krymskich uczelni, Angelik Łuchynkina zauważa, że „w szkołach wciąż brakuje specjalistów, którzy odpowiadaliby za rozwiązywanie konfliktów międzyludzkich. Dlatego w szkołach Rosja wprowadza nie tylko stanowiska oficerów wojskowych, ale także stanowiska pedagogów specjalnych, których zadaniem jest tworzenie w placówkach oświatowych sieci informatorów podążających za każdym uczniem i nauczycielem.

 

O losie grobu Bohatera pisze po raz kolejny STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Pochowany jak trzeba

Pięć lat temu zbezczeszczono w Chodlu, miasteczku na Lubelszczyźnie, doczesne szczątki żołnierza Karola Chlebickiego, obrońcy Warszawy we wrześniu 39 roku, a potem partyzanta Kedywu AK „Zapory”, awansowanego na dowódcę leśnego oddziału, zabitego przez Niemców w październiku 1943 r.

Przez lata mogiła „Mściwego”, bo taki przyjął pseudonim, była czczona. Towarzysze broni, ludzie pamiętający młodego żołnierza, harcerze, uczniowie składali kwiaty, palili znicze, organizowano apele.

Ale pazerność i brak wstydu jednej osoby z rodziny, która koniecznie chciała w tym grobie spocząć, „bo płaciła cmentarną opłatę”, za zgodą ówczesnych miejscowych władz – „pana (na województwie), wójta i plebana” doprowadziła do zbrodni pamięci. Grabarz, a zarazem miejscowy kościelny, pogłębił grób, wrzucił kości do wora i przykrył warstwą cementu. Zrobił miejsce. Mówił, że tak mu kazano. Władza lokalna, wojewódzka, ministerialna, policyjna, prokuratorska i sądownicza nie reagowała na protesty przez pięć lat.

Opisałem to w listopadzie 2021 roku w reportażu „Dwakroć wyklęty” zamieszczonym w „Kurierze Wnet”. Potem przez dwa lata jeszcze trwała walka o naprawienie niegodziwości prowadzona nieustępliwie przez kuzyna żołnierza Pana Marka Świżka wspomaganego przez uczciwych krewnych i mieszkańców, którzy nigdy nie pogodzili się z dewastacją grobu. Było to przez długi czas walenie głową o mur obojętności i krętactwa. Uczestniczyłem w tym. Mam stertę dokumentów kompromitujących ludzi podłych i tchórzliwych.

Wreszcie 11 października 2023 r. uroczyście pochowano powtórnie żołnierza w tym samym grobie. Licznie przybyli mieszkańcy Chodla, gminy i powiatu.

Patriotyczne miejscowe nauczycielki przygotowały i odbyły ważną lekcję wychowawczą zapewniając obecność kilkudziesięciu uczniów z tutejszych szkół. Była uroczysta msza w przepięknym wielkim miejscowym kościele. Obecni byli dostojnicy Kurii, dowództwo wojskowego garnizonu, przedstawiciele władzy wojewódzkiej i lokalnej, terytorialsi, strażacy i leśnicy.

Odczytany został list od premiera rządu. Były przemówienia ku czci, salwa honorowa oddziału wojska, kwiaty i znicze. Pośmiertnie Karol Chlebicki został odznaczony przez Prezydenta Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski., Odsłonięto nowy pomnik nagrobny. Oprawa muzyczna w kościele i na cmentarzu była na wysokim poziomie.

Zamknięty został niechlubny rozdział, ale nie jestem jednak pewien czy wszyscy w miasteczku i gminie zrozumieli podłość czynu, który miał tu miejsce przed pięciu laty. Może z czasem to nastąpi.

 

WALTERA ALTERMANNA Uciechy wyborcze – część druga i ostatnia

„Uciechy” to po staropolsku „rzeczy zabawne, śmieszne scenki teatralne, krotochwile”. Naprawdę traktuję i od początku traktowałem te wybory bardzo poważnie, aliści nie mogę oprzeć się przedstawienia kilku uciesznych zdarzeń wyborczych, które mnie rozbawiły.

Siłą KO jest dostrzeżenie faktu, że świat się dynamicznie zmienia, że z każdym kolejnym dziesięcioleciem te zmiany przyspieszają.

Koalicja Obywatelska

Są oczywiście i tacy ludzie, którzy wchodzą do wody, żeby masą własnego ciała powstrzymać rwący nurt wezbranej rzeki, ginąc oczywiście bez sensu, ale chlubnie i bohatersko. Koalicja Obywatelska wybrała bardziej współczesną i zrozumiałą politykę. Mówiąc językiem polityki: Donald Tusk i jego partyjni koledzy „podgarnęli” tych, którzy czują się świetnie w świecie nowoczesnych technik i mniej restrykcyjnych obyczajów. I do nich apelowali.

Jest faktem, że nasze społeczeństwo jest podzielone, i to pod różnymi względami. Są tacy, którzy w nowoczesnych i współczesnych obyczajach widzą jedynie zgorszenie, sodomię i obrazę tradycji narodowej. Ale są i tacy, którym życie bez ślubu, nawet w związkach jednopłciowych nie przeszkadza być porządnymi obywatelami i kochać swój kraj. Są nawet i tacy, którzy sami żyjąc po bożemu nie gorszą się tymi, którzy są mniej tradycyjni.

Starożytni Rzymianie mawiali: „Tempora mutantur et nos mutamur in illis”, co się na polski tłumaczy: „Czasy się zmieniają, a my zmieniamy się wraz z nimi”. Ano świat się zmienia… I tę zmianę dostrzegła partia Donalda Tuska. I to dlatego pewnie on będzie premierem. Choć może być bardzo uciesznie, gdy przyjdzie nam obserwować jak ogon, czyli Kosiniak i Hołownia, będą próbowali trząść psem, czyli Tuskiem.

Ciekawe też jest, czy dawny doktrynalny liberał Tusk wróci do swej dawnej wiary, że w państwie wszystko samo się dzieje, że rząd ma tylko nie przeszkadzać niewidzialnej ręce rynku. Bo w tę rękę nikt na świecie już nie wierzy, poza naszymi, polskimi liberałami. Ano, mamy takie rodzime, bardzo ucieszne dziwactwo. I bardzo też groźne.

Trzecia Droga

Dwóch czołowych polityków tego ugrupowania, pan Hołownia i pan Kosianiak-Kamysz, twierdzą że to oni zwyciężyli, że oni mają największy sukces. Sukces jest bezsprzecznie, ale o zwycięstwie mowy nie ma. Szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę, że nie było było zbornego. Trzecia Droga, w swych wystąpieniach dość natrętnie odwoływała się do metafizyki, czyli do Boga i ziemi. Jeżeli to przyniosło im niemal 15 procent poparcia, to znak widomy, że spora część Polaków bardziej wierzy niż myśli.

Myślenie metafizyczne ma u nas wielką tradycję, szczególnie pod rozbiorami, gdy warstwy przewodzące narodowi nie chciały się przyznać, że owe rozbiory to ich wina – bo co miał w XVIII wieku do gadania chłop i łyk, czyli mieszczuch?

Można zatem powiedzieć, że w swoim programie żadnych, żadniutkich konkretów Trzecia Droga nie przedstawiła, za to jej liderzy byli mocno – jak na mój gust za mocno – uduchowieni. Ale tak to już jest u osób mających problem z precyzyjnym myśleniem, z liczeniem i klasyfikacją  problemów, że działają w mocnym uniesieniu duchowym. Widać liderzy Trzeciej Drogi dobrze wiedzieli, że takich jak oni, jest co najmniej 15 procent. I poszedł swój do swego. I sukces jest, ale zwycięstwa to ja nie widzę?

No i najważniejsze – Trzecia Droga podkreślała cały czas swój katolicki i konserwatywny rodowód… Kłopot ludowcy i hołowniacy mają z tym, że na Trzecią Drogę złożyły się dwie partie i naprawdę nie wiadomo, jak będą dogadywali się między sobą, w parlamencie.

PSL od zawsze reprezentuje twardy chłopski konserwatyzm i równie twardą walkę o dopłaty do ziemi, ciągników, nawozów, a w finale do płodów rolnych. Może już czas, by zacząć uważać PSL za partię postsocjalistyczną? Z kolei partia Hołowni uosabia metafizyczno-klerykalny liberalizm. I jak oni teraz między sobą uzgodnią, że rolnikom należą się stale rosnące dopłaty, skoro liberalizm, dla zasady, zabrania jakiejkolwiek ingerencji państwa w rynek? Oczywiście dogadają się bez wstydu, bo polityka jest pozbawiona wstydu, a PSL dogadywał się już w przeszłości z każdym.

Dogadywanie się wspólników Trzeciej Drogi między sobą, to jedno, ale jak ludzie Hołowni i Kosiniaka-Kamysza – będą funkcjonować, jak współrządzić z Koalicją Obywatelską i Lewicą? Tym bardziej, że już w ciągu dwóch pierwszych dni po wyborach Trzecia Droga kilka razy wyraźnie mówiła przyszłym koalicjantom, że nie zgodzi się na ich program w sprawie liberalizacji prawa do aborcji i twardszego stosunku do kościoła.

Ucieszne zmiany osobowości polityków

Zmiany w postawach ideowych wszystkich partii po wyborach są oczywiste i wcale nieśmieszne. Już w poniedziałek powyborczy niektórzy z posłów PiS zaczęli podobno kaperować posłów z innych ugrupowań, z tych samych ugrupowań, które jeszcze 24 godziny wcześniej były im tak nienawistne.

Bardziej jednak ucieszne są zmiany osobowości polityków. Dosłownie wszyscy pisowscy posłowie, występujący w rozmaitych telewizjach, z dnia na dzień stali się kulturalni i zupełnie nienapastliwi! Cud objawiony! A nie można to było być takimi w czasie kampanii? Może dzisiaj nie byłoby potrzeby układać się z posłami innych partii?

Najzabawniejsze zmiany zaszły jednak w tzw. wizerunku Władysława Kosiniaka-Kamysza. Przed wyborami jawił się przed kamerami jako króliczek–przytulanka, albo – jak mówi o nim jego własna żona – „Tygrysek”. Prezentował się jako milusi, gołębiego serca i nawet trochę ciapowaty człowiek. Ale wystarczył jeden dzień i jakby wrócił od chirurga plastycznego z USA. No, nie ten sam osobnik! I nie mamy już tygryska, mamy groźnego tygrysa szablozębnego z kenozoiku.

Po wejściu jego ugrupowania do parlamentu, od Kosiniaka-Kamysza wieje siłą, mrozem i grozą. Wzrok ma teraz twardy, na twarzy cienia uśmiechu, czoło zmarszczone, słowa waży, mówi krótko i dobitnie. Normalny wódz! Gdyby to tylko było konstytucyjnie możliwe, powinien zostać głównodowodzącym Wojska Polskiego. A najśmieszniejsze, choć i najgroźniejsze zarazem, że pan  Kosiniak-Kamysz prowadzi rozmowy z Koalicją Obywatelską i Lewicą, ale przez różne telewizje. I tam mówi publicznie na co się Trzecia Droga zgodzi, a na co jego zgody nie ma.

Naprawdę, rozkoszny koalicjant, taktowny, skory do ustępstw, otwarty na innych. O takich  mówi stare przysłowie: „Chroń nas Boże od przyjaciół, z wrogami poradzimy sobie sami”. A może Kosiniak-Kamysz przygotowuje sobie medialny grunt na koalicję z PiS-em? Nie wykluczałbym takiego obrotu rzeczy, bo nie takie wolty wykonywał już PSL w przeszłości.

W sumie – po wyborach – jest się z czego pośmiać, oby nie był to jednak śmiech przez łzy.

 

Poszukiwania WALTERA ALTERMANA: Uciech wyborczych część pierwsza

„Uciechy” to po staropolsku „rzeczy zabawne, śmieszne scenki teatralne, krotochwile”. Naprawdę traktuję i od początku traktowałem te wybory bardzo poważnie, aliści nie mogę oprzeć się przedstawienia kilku uciesznych zdarzeń wyborczych, które mnie rozbawiły.

Pierwsza ucieszna historyjka, to fakt, że poza jedną partią wszyscy są zwycięzcami.

Kto wygrał?

Jedyną partią, która przyznaje się do przegranej jest Konfederacja Wolność i Niepodległość. Sławomir Mentzen powiedział to wyraźnie już w niedzielę wyborczą.

Lewica również nie ogłasza zwycięstwa, ale twierdzi że jest zadowolona. Tak naprawdę, jej wynik nie ogłusza i głowy nie urywa. Politycy tej partii mieli nadzieję na wynik w granicach 12 procent, a jest raptem 8,6 procenta.

Zatem zarówno Konfederację, jak Lewicę, czekają długie miesiące rozpatrywań, analiz i hipotez słabych wyników. I ręczę swoim doświadczeniem, że jednej zasadniczej przyczyny nie znajdą, bo zawsze jest ich kilka.

Konfederacja Wolność i Niepodległość

Co prawda już w niedzielę wyborczą Janusz Korwin-Mikke oświadczył, że to wina programu, z którym jego ugrupowanie szło do wyborów, bo zabrakło w nim walki o przywrócenie kary śmierci. I mówił to ze śmiertelną powagą, która zresztą cechuje go przy ogłaszaniu każdego kolejnego horrendum. Pamiętamy przecież jego średniowieczne widzenie roli kobiet w społeczeństwie, które jego zdaniem powinny być głównie w kuchni, rodzić dzieci i służyć mężowi. Korwin-Mikke ma też na koncie mętną i obrzydliwą opinię o pedofilii, w której nie widzi niczego strasznego.

Jeszcze przed wyborami pan Bosak, na pytanie o straszne pomysły Korwin-Mikkego,  stwierdził z uśmiechem, że Korwin-Mikke taki już jest, bo lubi bulwersować. Jak na majestat RP, jak na walkę o Sejm i Senat, to taka dezynwoltura Korwin-Mikkego powinna być tępiona karą, o jaką właśnie sam walczy.

W sumie Konfederacja objawiła się w tych wyborach jak partia liberalno-anarchistyczna. Jak oni godzą programowy demontaż państwa z liberalizmem? Bo kto miałby zapewnić liberałom wolność, jak nie państwo? Program Konfederacji przeraża i zarazem śmieszy.

Lewica

Lewica ma w Polsce jeden, ale za to bardzo duży problem – jest nim przypisywanie Nowej Lewicy i partii Razem wszystkich zbrodni i niegodziwości komuny, w tym tej polskiej, z czasów PRL-u.

O dziwo takie opinie wygłaszają dzisiaj głównie ludzie starsi, którzy zaznali z rąk komuny  takich niegodziwości jak darmowe mieszkania, powszechna i bezpłatna edukacja, opieka  zdrowotna, a nawet – o zgrozo – wczasy pracownicze, nie mówiąc już i talonach na trabanty. Wielu z tych starszych ludzi, w tamtych latach nie protestowało, nie wyrażało – nawet w domowych pieleszach – najmniejszego sprzeciwu wobec reżimu. Gorzej – wielu z nich było w PZPR lub jego przybudówkach, nadzorowanych przez tę partię stowarzyszeniach i związkach zawodowych. Ano, widocznie na tym ma polegać ekspiacja tych dręczonych. I ta postawa byłych beneficjentów rządów komuny jest ucieszna.

Nadzieję jednak lewica ma – świadczy o tym niezłe poparcie wśród ludzi młodych, żyjących dniem dzisiejszym i następnymi.

Dzisiejsza lewica to zupełnie inny twór niż za Leszka Millera, bo wtedy była poniekąd Małą Platformą. A z lewicowości pozostał jej jedynie libertynizm, a i to nie za bardzo ostry. Jeszcze jakieś pięć lat temu marzeniem wielu prominentnych działaczy SLD było zostanie członkiem Platformy, co zresztą wielu się udało, jak byłemu przewodniczącemu SLD, Grzegorzowi Napieralskiemu. I poniekąd samemu Millerowi, który obecnie nie jest, ale przecież jest, mocno związany z partią Donalda Tuska.

Dzisiejsza lewica, głównie dzięki Włodzimierzowi Czarzastemu i Adrianowi Zandbergowi, wraca na klasyczne dla każdej lewicy tory – stała się partią walczącą o los najsłabszych w społeczeństwie, pokrzywdzonych w procesie transformacji ustrojowej. Myślę, że mając na uwadze panujący we wszystkich pozostałych partiach „polski okrutny liberalizm”, jest dobrze, że na naszej scenie politycznej mamy też – dla równowagi – partię lewicową.

Zatem – jak ustaliliśmy – przegranymi są: Konfederacja i Lewica. Ale kto zwyciężył? Po złoty laur zwycięzcy wyciągają się ręce aż trzech partii – Prawa i Sprawiedliwości, Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drogi. Przypatrzmy się tym mniemanym zwycięzcom bliżej.

Prawo i Sprawiedliwość

Ta partia utrzymuje, że została zwycięzcą wyborów. Faktycznie, osiągnęła najlepszy wynik z wszystkich startujących w wyborach, ale prawdziwym zwycięzcą jest przecież to z ugrupowań, które utworzy rząd. Bo wybory parlamentarne polegają tylko na tym, żeby po wyborach rządzić, a nie na zbieraniu procentów.

Jak na razie szanse PiS na trzecią kadencję są słabe, zatem o zwycięstwie mowy być nie może. Taktyka powyborcza PiS, z ogłaszaniem sukcesu, trochę przypomina mi propagandową taktykę ZSRR w sporcie. Pamiętam, że pod koniec lat sześćdziesiątych na którychś mistrzostwach w lekkoatletyce zwyciężyli Polacy, bo zajęli pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej. A do wyłonienia mistrzów cały świat używał właśnie systemu medalowego: złoty, srebrny i brązowy. I taka miła dla nas wiadomość poszła w szeroki świat.

Jednak z wielkim zdziwieniem wyczytałem w „Prawdzie”, że to nie Polacy zwyciężyli, ale   sportowcy ZSRR. I na taką dziwną dla świata okoliczność w Związku Radzieckim – ten jeden jedyny raz – inaczej policzono punkty, bo łącznie z punktami za miejsca nawet dziesiąte. I był kolejny sukces Kraju Rad? Był!

Moim zdaniem w działaniach PiS, podczas ośmioletniej kadencji rządowej, dało się zaobserwować wyraźny brak korelacji między czynami a słowami. Co było bardzo ucieszne i co odbiło się na wyniku. Chodzi o to, że czyny, szczególnie w dziedzinie obronności, gospodarki i socjalnej były dobre. Natomiast towarzysząca im propaganda była nazbyt wojownicza, wpadająca nawet w agresję. I jest faktem, że w tych wyborach twarzami tej partii byli wściekli, bezwzględni i agresywni „młodzieńcy”. A nie wszyscy wyborcy taką wojowniczość lubią, niektórzy nawet się jej boją.

Ale nie ja będę dochodził „dlaczego” z PiS-em jest jak jest. Jedyne co mógłbym radzić, to na przyszłość więcej spokoju, a nawet dobieranie na „medialne twarze partii” ludzi spokojniejszych, grzeczniejszych po prostu – w końcu wszystkie partie są jedynie sługami państwa i narodu. A co to za sługa, który z hukiem stawiając talerz na stole, krzyczy przy tym: „Chyba państwu smakuje. Prawda?!”

Dalsze ucieszne przykłady z wyborów, zamieszczę w następnym felietonie, żebyśmy nie zażartowali się na śmierć.

 

Zbrodnia niewyjaśniona – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI o morderstwie ks. Jerzego Popiełuszki

27 października 1984 r. szef komunistycznego MSW Czesław Kiszczak podał nazwiska funkcjonariuszy SB uczestniczących w porwaniu księdza Jerzego Popiełuszki. Byli oni pracownikami IV Departamentu MSW: Grzegorz Piotrowski, naczelnik jednego z wydziałów, oraz dwaj funkcjonariusze departamentu: Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski.

22 kwietnia 1985 r. komunistyczny Sąd Najwyższy utrzymał w mocy wyroki wobec Piotrowskiego, Pękali i Chmielewskiego, a także ich przełożonego Adama Pietruszki, zastępcy dyrektora IV Departamentu MSW.

Potem kara była wielokrotnie łagodzona tak, że wszyscy mordercy są od dawna na wolności. Trzeba od razu dodać, że to mordercy domniemani. Bo od lat powraca pytanie: kto i kiedy zabił kapelana Solidarności.

Według komunistycznej wersji, przedstawionej podczas procesu toruńskiego i powtarzanej następnie przez lata – nastąpiło to 19 października 1984 r. Tymczasem zwłoki niezłomnego kapłana oprawcy mieli wrzucić do Wisły sześć dni później – 25 października. W tym czasie Piotrowski, Pękala i Chmielewski już od dwóch dni przebywali w areszcie.

Prokurator Andrzej Witkowski mówi, że w sprawie pobicia ze skutkiem śmiertelnym Grzegorza Przemyka rzeczywistymi sprawcami też okazały się inne osoby, niż te, które wskazał komunistyczny resort spraw wewnętrznych. Przypomina, że już w trakcie procesu toruńskiego niemal powszechnie było wiadomo, że ława oskarżonych jest „za krótka”. Że to nie tylko funkcjonariusze Departamentu IV MSW, którzy zajmowali się zwalczaniem Kościoła (w tym najbardziej „zasłużona” w tym dziele komórka D – od słowa „dezintegracja”).
Wykonawców zbrodniczego planu było – zdaniem Witkowskiego – więcej: kto inny porwał księdza, a kto inny go zamordował. Do dziś nie zostali również ujawnieni i osądzeni inspiratorzy zabójstwa. A kto w październiku 1984 r. trzymał ster rządów w państwie? Dwaj towarzysze generałowie – Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak.

Już w 1991 r. Witkowski chciał objąć zarzutami obu czerwonych „gentlemanów” i… został nagle odsunięty od sprawy. Do śledztwa wrócił po 10 latach, w 2002 r. jako prokurator lubelskiego IPN. Po tym, jak ujawnił m.in. notatkę znalezioną w dokumentach Urzędu ds. Wyznań z sierpnia 1984 r., w której Jaruzelski polecił „wzmóc działania wobec ks. Popiełuszki”, Witkowskiego ponownie odsunięto.
Odpowiedzialność Jaruzelskiego i Kiszczaka ma podważać inna notatka, którą lata temu upublicznił historyk, prof. Andrzej Paczkowski, wskazująca jako inspiratora porwania i zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki innego „generała” – Mirosława Milewskiego. Radiu ZET towarzysz Milewski opowiadał: „Mogę absolutnie powiedzieć, bez cienia wątpliwości, że nigdy nikogo nie zabiłem, tym bardziej księdza jakiegoś”.

Wierzymy Milewskiemu? A czy można ufać komuniście? Pamiętajmy też, że winę zrzucali na Milewskiego Jaruzelski i Kiszczak, chcąc odsunąć od siebie jakiekolwiek podejrzenia.

Mecenas Jan Olszewski, który także zgłębił sprawę, nie miał wątpliwości, że mocodawców mordu trzeba szukać jeszcze gdzie indziej: w Moskwie, co ujął kiedyś słowami: „W moim przekonaniu nikt tutaj, zwłaszcza w MSW, nie odważyłby się zrobić czegokolwiek w sprawie ks. Jerzego co najmniej bez konsultacji, jak nie bez zaleceń stamtąd”.

 

CEZARY KRYSZTOPA: Może być nieźle. Albo źle

Dlaczego PiS wygrał, ale przegrał? Z różnych powodów, ale jednym z najbardziej istotnych wydaje mi się to, że się na ostatnim odcinku kampanii splatformizował. I tak jak wcześniej wyśmiewał polityków Platformy Obywatelskiej z Tuskiem na czele, podliczając mu w spotach ile razy podczas konwencji użył słowa „PiS”, tak sam do groteski doprowadził używanie po każdym przecinku, ustami premiera Morawieckiego słowa „Tusk”.

PiS nie miał złej kampanii, może nie jakąś wybitną, ale dobrze skrojoną pod trudne czasy. Bezpieczeństwo, inwestycje, programy socjalne. Ta kampania powodowała wrażenie, że „ci tam na dole się miotają usiłują szarpać pisowskie nogawki, a PiS unosi się pół metra nad nimi i zajmuje się w tym czasie sprawami istotnymi dla Polski i Polaków”. Jeśli dobrze pamiętam, miało to pozytywny wpływ na sondaże. Przynajmniej te publicznie dostępne. I nagle jak nożem uciął, pozytywną kampanię szlag trafił i zaczęło się „Tusk, Tusk, Tusk”, drażniące (pytałem) nawet najtwardszy elektorat, co sprowadziło PiS z tego pół metra, pół metra niżej. Tusk, który nie był szczególnie istotny, nagle zrobił się strasznie ważny. A w tym samym czasie, ci którzy PiS szarpali, no nie, nie to, że zaczęli merytorycznie, ale zadusili PiS miłością i serduszkami.

Platformizacja

Mało tego, PiS wydaje się powtarzać zachowania Platformy również po wyborach. Niektórzy politycy partii ciągle rządzącej sprawiają wrażenie jakby byli na elektorat obrażeni. Głupi wyborcy śmieli zagłosować nie tak jak należało. Może i głupi. Warto to rozważać. Mogą to robić publicyści, blogerzy, wszyscy obywatele. Ale kiedy zaczynają to robić publicznie politycy, jest to forma wyparcia rzeczywistości i niechęć do przyjęcia jej konsekwencji. Politycy muszą sytuację głęboko zanalizować, wyciągnąć konsekwencje, również personalne, po to by jak najszybciej przedstawić wyborcom nową, skuteczną i atrakcyjną ofertę. I to nie schlebiając ich najniższym instynktom, ale ukazując nową wizję, do której ci chcieliby aspirować. Tak było z „Polską solidarną” i „Dobrą Zmianą”.

Przykładem, który uderzył mnie szczególnie, był paskudny powyborczy spin „wszystkiemu winni prolajferzy i orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego”. Może jeszcze nienarodzone dzieci? Można oczywiście rozważać konsekwencje polityczne tej sytuacji, ale wydaje mi się, że warto zauważyć, że jakoś Lewica na tym nie zyskała, nie zyskała nawet blisko związana z Lempart Platforma Obywatelska, która w zasadzie uzyskała słaby wynik. W ogóle założenie, że „PiS popełnił tu błąd” jest obraźliwe dla Trybunału Konstytucyjnego, który PiSem nie jest (postąpił zgodnie z dotychczasową linią orzeczniczą, konstytucją i człowieczeństwem) i w jakimś sensie przyznaje rację świrowni ze Strajku Kobiet. A służyć ma prawdopodobnie odwróceniu uwagi od innych wydarzeń, takich jak błędy w kampanii, będąca katastrofą wizerunkową na wsi „Piątka dla zwierząt”, podpisanie takich potworków jak „mechanizm praworządności”, „Fit for 55”, czy irytująca wielu covidowa propaganda. Pamiętacie jak Strajki Kobiet nagle zwiędły kiedy otwarto galerie handlowe? A przecież orzeczenia TK nie odwoływano. Zresztą, tę wersję potwierdzają również moje nieoficjalne ustalenia, wg. których temat „aborcji”, czy „praw kobiet” nie istniał na agendzie analiz potencjalnych zagrożeń sztabu PiS. Pojawił się nagle po wyborach. Bo akurat był potrzebny, stanowiąc jakby kolejny objaw odmowy akceptacji rzeczywistości, lub jej celowego zafałszowania. Co to może dziś pozytywnego PiS przynieść? Nic. Lewica światopoglądowa nie ruszy szturmem głosować na Prawo i Sprawiedliwość. Jedyną konsekwencją może być zrażenie kolejnej grupy wyborców.

PiS ma czym grać

A wbrew temu co się niektórym wydaje, PiS ma sporo aktywów. Ma „swojego” prezydenta, szefa NBP, instytucje wymiaru sprawiedliwości, które obsadzono za jego kadencji, tysiące sędziów zaszczuwanych dziś przez hunwejbinów „nadzwyczajnej kasty”, przez jakiś czas jeszcze media publiczne. Będzie miał największy klub parlamentarny. I najbardziej zwarty, o ile nie wystąpią jakieś procesy dekompozycyjne. W odróżnieniu od potencjalnej „koalicji”. Tak silne opozycji nikt nie miał od 1989 roku. Nic tylko patrzeć jak gabinet Tuska (wiem, jeszcze go nie ma i nie wiadomo czy na pewno będzie, ale przyznacie, to dość prawdopodobne) kompromituje się nie mogąc spełnić obietnic wyborczych i ośmiesza ustami takich „mężów opatrznościowych” jak Izabela Leszczyna czy Michał Kołodziejczak. Nic tylko punktować, pokazywać „my budowaliśmy CPK, a oni budują trzecie toalety”.

Jest na czym budować. Referendum niestety nie stało się dla decyzji rządzących obligatoryjne, ale na pytania referendalne – „nie” – odpowiadało po ok. 11 milionów biorących udział. To jest potencjał, po który PiS może sięgnąć jeśli potrafi. Ale do tego trzeba by ciężkiej pracy nad przywróceniem wiarygodności, której strategia „w Polsce owijamy się biało-czerwonymi flagami, a do Brukseli jeździmy podpisywać co trzeba” kiepsko się przysłużyła. Mało tego, badania niemieckiej Fundacji Adenauera, tej samej, która finansowała Campus Trzaskowskiego, wskazują, że młodzi ludzie są w większości przeciwni liberalizacji prawa aborcyjnego, przeciwni wprowadzeniu euro, rozumieją potrzebę inwestowania w bezpieczeństwo. Żeby do nich dotrzeć nie trzeba schlebiać julkom, tylko nauczyć się języka, który do nich dotrze, a nie będzie dziaderskim „Tusk, Tusk, Tusk”. Nie wiem czy PiS chce i może to zrobić, nie jestem członkiem partii, ale kto by tego nie robił, taka budowa jest niezbędna z punktu widzenia szansy Polski na przetrwanie jako suwerenne państwo i szansy Polaków na przetrwanie ich ambicji wykraczających poza półgodzinną przerwę przy zbiorze niemieckich szparagów.

Krytyka

Spotykam się z takimi apelami, często bardzo szanowanych osób, żeby „nie krytykować PiS, bo PiS jest dobry”. Ja nie twierdzę, że „niedobry”. Naprawdę doceniam, ze świadomością wszystkich wad i „sukcesów”, choćby to, że przez osiem lat Polska i Polacy mieli szansę choćby rozważać własny interes, a w wielu kwestiach go skutecznie realizować. Nie wiem czy taka sytuacja jeszcze się w najbliższym czasie pojawi, tym bardziej, że rządzić ma nami człowiek, który zapewne podpisze wszystko co podsuną mu Niemcy. Ale to nie oznacza, że PiS ma nie podlegać krytyce. Nawet Kościół podlega. A brak krytyki może powoduje dłuższe okresy samozadowolenia, ale kiepsko wpływa na świadomość sytuacyjną i bywa, że ma opłakane konsekwencje.

Reasumując. W mojej ocenie PiS ma potencjał żeby odwrócić kartę, ale nie w sytuacji kiedy powtórzy błędy Platformy.

 ANDRZEJ SZABACIUK: „Polscy najemnicy” w Ukrainie w propagandzie kremlowskiej

Informacje o zaangażowaniu ochotników z Polski w walki w Ukrainie pojawiały się w kremlowskiej propagandzie wielokrotnie od 2014 r., jednak początek pełnowymiarowej wojny istotnie zwiększył ich liczbę. Kluczowym celem działań kremlowskiej machiny propagandowej w tym aspekcie jest usprawiedliwienie rosyjskich porażek w wojnie przeciwko Ukrainie.

Jedną z kluczowych narracji dotyczących obecności polskich ochotników walczących w Ukrainie są doniesienia o ogromnych stratach ponoszonych przez polskie oddziały w czasie walk w obwodzie charkowskim i chersońskim. 29 lipca 2022 r. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej wydało komunikat o likwidacji obozu „zagranicznych najemników” walczących pod Mikołajowem, w wyniku której zginęła bliżej nieokreślona liczba żołnierzy z Polski. W innym komunikacie z 25 listopada informowano o „likwidacji” ok. 200 „polskich najemników” rozlokowanych trzech punktach pod Charkowem, w okolicach miejscowości Wielkie Chutory. Według artykułu na portalu Lenta.ru z 29 listopada 2022 r., od początku wojny w Ukrainie miało zginąć ok. 1200 „polskich najemników”.

Tego samego dnia Ria Novosti opublikowało wypowiedź oficera tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej Andrieja Maroczko, który twierdził, że „polscy najemnicy” w Ukrainie giną na masową skalę, przez co polskie władze mają problem ze zorganizowaniem im pochówków. Ten sam oficer informował 30 listopada, że między „polskimi najemnikami” i żołnierzami sił zbrojnych Ukrainy stale dochodzi do awantur z powodu przywilejów polskich żołnierzy. W gazecie internetowej „Argumenty i Fakty” 26 października 2022 r. ukazał się artykuł o rzekomym ataku „polskich najemników” na bojowników „Prawego Sektora”. Przyczyną miał być jakoby sprzeciw obcokrajowców, którzy odmówili wykonania rozkazu, obawiając się o swoje życie i argumentując, że na pierwszej linii powinni walczyć żołnierze obrony terytorialnej, a nie oni. W opinii gazety nie jest to pierwszy taki przypadek. „Polscy najemnicy” nie tylko dostają wyższy żołd, rzekomo nawet ponad 1000 dol. dziennie, ale także są lepiej wyposażeni w broń i środki ochrony osobistej przez „zachodnich sponsorów”, a żołnierze ukraińscy sami muszą kupić wszystko za swoje pieniądze. Dodatkowo Polacy mają rzekomo odnosić się do Ukraińców z wyższością, jak do osób gorszej kategorii.

W kolejnych miesiącach wojny ta narracja była kontynuowana i powielane były podobne informacje. Do kwestii strat „polskich najemników” odnosił się m.in. sam Władimir Putin w wypowiedzi z 13 czerwca 2023 r. (Ria Novosti) „Polscy najemnicy naprawdę tam walczą, […] oni ponoszą ciężkie straty. Naprawdę je ukrywają [władze Polski], ale straty są poważne”. Rzekomym potwierdzeniem strat wspominanych przez Putina miał być komunikat Ministerstwa Obrony RF z 25 czerwca 2023 r. o likwidacji 80 „polskich najemników”.

Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej szacowało w grudniu 2022 r., że w Ukrainie walczy ponad 1800 osób z Polski. Według władz tzw. Donieckiej Republiki Ludowej polscy żołnierze obecni byli praktycznie w każdym sztabie ukraińskim, co więcej, jak donosiła „Komsomolskaja Prawda” w artykule z 4 listopada 2022 r., są oni również członkami oddziałów, które strzelają do wycofujących się z pierwszej linii żołnierzy ukraińskich. W opinii gazety przyczyną masowego wstępowania Polaków do Międzynarodowego Legionu Obrony Terytorialnej Ukrainy jest agitacja polskich mediów zachęcających do udziału w walkach.

Warto zauważyć, że z kolejnymi miesiącami i coraz mniej oczywistymi rosyjskimi „sukcesami” na froncie, liczba „polskich najemników” stale rosła, a ich znaczenie z punktu widzenia działań zbrojnych było wręcz kluczowe. W rosyjskiej telewizji Ren 24 sierpnia 2023 r. ukazał się materiał charakteryzujący „polskich najemników” jako najliczniejszych i najbardziej „ideowych” wśród zagranicznych ochotników walczących w Ukrainie. Jak podkreślano, chociaż w Polsce grozi surowa kara za udział w formacjach najemniczych, to nikt nie ma zamiaru prześladować takich osób i plakaty zachęcające do wyjazdu na Ukrainę są rozwieszone m.in. w warszawskim Metrze. W rekrutację mają być rzekomo zaangażowani urzędnicy Ministerstwa Obrony RP. Według przytaczanej w programie wypowiedzi politologa Wadima Truchaczewa z Rosyjskiego Państwowego Uniwersytetu Humanistycznego w Moskwie, działania władz Polski to de facto wojna zastępcza (Proxy war): „Wojna zastępcza już trwa. Zbyt wielu Polaków, dziesiątki tysięcy, już walczy w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy. Polacy masowo, rzeczywiście, boją się Rosji, nie ufają Rosji oraz po prostu jej nienawidzą”. Inny „ekspert” w Dymitr Suchotnik sugerował, że jedną z przyczyn masowych zakupów uzbrojenia przez Polskę jest plan utworzenia przynajmniej polskiej strefy wpływów na Białorusi i Ukrainie. A dodatkowo „Warszawa nie ukrywa zamiaru rozmieszczenia baz wojskowych w pobliżu Charkowa, Zaporoża i Odessy przy wsparciu NATO. Nawet jeśli nie dojdzie do konfliktu między Polską a Rosją, Warszawa, przy wsparciu Sojuszu, będzie stwarzać zagrożenia polityczne i militarne w pobliżu rosyjskich granic”.

Propaganda rosyjska podkreślała rzekomo kluczowe zaangażowanie „najemników z Polski i Gruzji” w obronę Bachmutu. Artykuł o tym ukazał się m.in. w „Izwiestiach” 31 marca 2023 r. Powoływano się w nim na informacje od najemników Grupy Wagnera. Przytoczono m.in. wypowiedź Jewgienija Prigożyna, że pod Bachmutem siły rosyjskie walczą nie tylko z Ukrainą, ale z całym „kolektywnym Zachodem”. Na portalu „Komsomolskiej Prawdy” 14 kwietnia 2023 r. opublikowano film pokazujący „polskich najemników” w Bachmucie, którymi byli ochotnicy sformowanego przez Damiana Dudę zespołu medyków pola walki „W międzyczasie”. Z kolei 28 kwietnia 2023 r. „Rossijskaja Gazieta” opublikowała tekst o rzekomym masowym przerzucaniu przez armię ukraińską „polskich najemników” pod Bachmut. W opinii autora artykułu Michaiła Suchariewa było ich tam ok. 20 tys. (powoływano się na płka Douglasa McGregora[1]) i pełnili kluczową rolę w walkach o miasto, gdyż obsługiwali skomplikowany zachodni sprzęt dostarczony przez państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego. Tekst ukazał się w czasie najcięższych walk o to miasto i zapewne miał uzasadnić trudności armii rosyjskiej z przełamaniem ukraińskiej obrony w tym regionie.

Drużyna „polskich najemników” miała wziąć udział także w głośnym ataku Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego i Legionu „Wolna Rosja” na obwód biełgorodzki 22 maja 2023 r. W artykule w „Komsomolskiej Prawdzie” z 24 maja 2023 r. pt. „Niech Warszawa zabierze swoje trupy”: co polscy najemnicy robią w Rosji” oskarżono Polaków o współudział w ataku oraz o torturowanie, a potem zabicie rosyjskiego rezerwisty. Dodatkowo przywoływany przez gazetę emerytowany oficer armii USA Stanisław Kropiwnik twierdził, że po stronie Ukrainy walczy 10 tys. polskich najemników, byłych żołnierzy, którzy oficjalnie odeszli ze służby. Przy czym w walkach zginęło ich już ponad 3 tys. Sugerował on także, że ciała poległych pod Biełgorodem Polaków należy ułożyć przed ambasadą Polski w Moskwie – „niech zabierają swoje mięso”.

Często pojawiającą się narracją propagandową jest rzekome przechwytywanie przez rosyjskich wojskowych rozmów „zagranicznych najemników”, w tym tych z Polski. Ciekawym przykładem jest również kwestia rzekomego wywieszania przez Polaków „polskiej flagi” na ukraińskich pozycjach, o czym pisała agencja Ria Novosti 2 sierpnia 2023 r. W odpowiedzi siły rosyjskie miały bezzwłocznie ich zlikwidować.

„Pacyfikatorzy”

Kolejna występująca narracja odnosi się do rzekomych zbrodni wojennych, jakich mają dopuszczać się Polacy walczący w Ukrainie wobec ludności prorosyjskiej. 3 grudnia Ria Novosti informowała, że do miasta Marganiec w obwodzie dniepropietrowskim przybyli żołnierze polskich jednostek specjalnych, ubrani w mundury ukraińskie, którzy mieli wyłapywać wśród mieszkańców osoby sprzyjające Rosji. Oddziały te były jakoby bezpośrednio podporządkowane dowództwu Sojuszu Północnoatlantyckiego. 14 października 2022 r. na portalu Life.ru pojawiły się podobne informacje o polskich „pacyfikatorach” (ros. „карателях”)[2], którzy jakoby zaatakowali jednego z mieszkańców wyzwolonej miejscowości w obwodzie charkowskim. Polacy mieli wyklinać, rzucać granatami i strzelać do miejscowych, w tym m.in. postrzelili jednego z mieszkańców uciekającego na motorze, któremu pomocy udzieliły wojska rosyjskie. W tekście na portalu News-Front.info z 3 grudnia 2022 r. padły oskarżenia, że polscy „pacyfikatorzy” są odpowiedzialni za „ludobójstwo narodu ruskiego” w obwodzie charkowskim i chersońskim, co miało miejsce za przyzwoleniem wojsk ukraińskich.

Ria Novosti 5 grudnia 2022 r. zamieściła wypowiedź rzekomego przedstawiciela społeczności rosyjskiej Mikołajowa, który informuje, że miasto ma coraz bardziej „polski” charakter, a „polscy najemnicy” awanturują się, piją i gwałcą miejscowe kobiety. Według słów informatora potwierdzone są informacje o gwałcie dwóch kobiet, które jakoby zwróciły się o pomoc do miejscowej policji, a w odpowiedzi miały usłyszeć, że Polacy są naszymi „obrońcami”, „sojusznikami” i nic z tym zrobić nie możemy. Rzekomo wydano również tajne przypisy, aby przymykać oczy na „polskie ekscesy”.

Satanizm i aneksja zachodniej Ukrainy

 6 grudnia 2022 r. gazeta internetowa „Inguszetia” opublikowała artykuł pt. „Polscy najemnicy w Ukrainie: ścieżką satanizmu do aneksji terytorialnych”. W tekście skomentowano filmik krążący w internecie, na którym polscy ochotnicy walczący w Ukrainie mieli jakoby spalić Pismo Święte. Zdaniem autorów na ten czyn nie zareagowali żołnierze ukraińscy, ponieważ „prawdziwych prawosławnych w szeregach Sił Zbrojnych Ukrainy już nie ma”. W opinii redakcji w Ukrainie od 2014 r. szerzy się satanizm i okultyzm, a samo państwo jest coraz bardziej zależne od Zachodu. Dodatkowo Polacy nie pomagają Ukrainie bezinteresownie, a ich celem są aneksje terytorialne. Jak zauważa przytaczany w tekście prof. Władimir Winokurow z Akademii Dyplomatycznej MSZ Federacji Rosyjskiej, chodzi o cztery „odwiecznie polskie” obwody zachodniej Ukrainy. Instrumentem do tego ma być Trójkąt Lubelski oraz pomysł sformowania „misji pokojowej” w Ukrainie.

Podobnie cel działań Polski tłumaczył „ekspert” prokremlowskich mediów Stanisław Kropiwnik w przytaczanym artykule w „Komsomolskiej Prawdzie” z 24 maja 2023 r. Twierdził, że Polacy przygotowują się do aneksji zachodnich obszarów Ukrainy i czekają tylko na zielone światło od Sojuszu Północnoatlantyckiego. Póki co takiej zgody nie ma, bo politycy na Zachodzie nie chcą ponosić ofiar za „polską awanturę”.

Oskarżenia o planowanie aneksji zachodniej Ukrainy nie są nowe, wielokrotnie powtarzane były przez czołowych rosyjskich polityków na czele z Władimirem Putinem i Siergiejem Ławrowem. Co ciekawe, szef Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej Siergiej Naryszkin – szeroko przytaczany przez rosyjskich propagandzistów – sugerował, że planowana aneksja ma być rzekomo wzorowana na „skutecznych” działaniach rosyjskich. Jak twierdzi Anna Ponomarewa z tzw. Analitycznej Służby Donbasu rzekomo na skutek decyzji prezydenta Andrzeja Dudy polecono odpowiednim urzędom centralnym przygotowanie uzasadnienia polskich roszczeń do tych terytoriów. Co się tyczy postawy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, to zdaniem rosyjskich propagandzistów jest on gotowy, aby stać się „nowym Petlurą”, czyli osobą gotową oddać Polsce zachodnią część Ukrainy, o czym jakoby ma świadczyć jego decyzja o przyznaniu Polakom specjalnego statusu w Ukrainie.

W podobnym tonie wypowiadał się były amerykański wojskowy Scott Ritter, często goszczący na prokremlowskich portalach, który jak zauważa Lenta.ru w tekście z 2 sierpnia 2023 r. sugerował, że Polska ma obecnie możliwość bezproblemowego zajęcia Zachodniej Ukrainy, gdyż ani władze Ukrainy, ani Stany Zjednoczone nie będą się temu sprzeciwiały. W jego opinii, Ukraina rozważa sojusz z Polską, w tym bierze pod uwagę kwestię stworzenia jednego państwa. W opinii innego kremlowskiego propagandysty Dmitrija Żurawliowa pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich wynika z braku wiary Polski w zwycięstwo Ukrainy, a ochłodzenie relacji pozwoli zmniejszyć wsparcie okazywane Ukrainie.

 Wnioski

Informacje o zaangażowaniu ochotników z Polski w walki w Ukrainie pojawiały się w kremlowskiej propagandzie wielokrotnie od 2014 r., jednak początek pełnowymiarowej wojny istotnie zwiększył ich liczbę. Kluczowym celem działań kremlowskiej machiny propagandowej w tym aspekcie jest usprawiedliwienie rosyjskich porażek w wojnie przeciwko Ukrainie. Łączy się to z jedną z kluczowych narracji propagandy rosyjskiej po 24 lutego 2022 r., zgodnie z którą Rosja jest obecnie w stanie wojny nie tylko z Ukrainą, ale z całym Zachodem. Dostrzegamy ciekawą zależność, im gorzej przedstawiała się sytuacja wojsk rosyjskich w Ukrainie, tym bardziej rosła liczba „polskich najemników” walczących po stronie ukraińskiej i obsługujących natowski sprzęt. Co ważne, zgodnie z tą narracją, Polacy walczący w Ukrainie mają być rzekomo bezpośrednio podporządkowani dowództwu NATO, a nie jak jest w rzeczywistości dowództwu Sił Zbrojnych Ukrainy.

Polacy określani są najczęściej jako „najemnicy”, co sugeruje, że nie walczą bezinteresownie, motywowani są przez potencjalne korzyści materialne. Dodatkowo przedstawiani są jako osoby odnoszące się z pogardą do ludności ukraińskiej, dopuszczające się zbrodni wojennych czy wręcz „ludobójstwa na ludności ruskiej”, zachowujące się jakby byli ponad prawem i miały świadomość swojej bezkarności. Celem takiej narracji jest ewidentnie skłócenie Polaków z Ukraińcami i rozbudzenie w społeczeństwie ukraińskim antypolskich resentymentów.

Rosyjska propaganda prezentuje władze Ukrainy jako całkowicie uległe woli Zachodu i zależne od pomocy z zewnątrz. Armię ukraińską jako bezwładną masę, która opiera się Rosji dzięki pomocy opłaconych przez Zachód wojskowych, pozbawionych moralności i skrupułów. Ukraina rzekomo zmuszona jest do tolerowania aroganckiego zachowania „polskich najemników”, a sam prezydent Wołodymyr Zełenski jakoby pogodził się już z utratą zachodnich obwodów państwa na rzecz Polski, a siły porządkowe różnych szczebli zmuszane są do tolerowania przestępstw, jakich dopuszczają się Polacy w Ukrainie. Forsując taką narrację kremlowska propaganda chce pokazać, że władze Ukrainy nie reprezentują interesów narodu ukraińskiego, który jest upokarzany i krzywdzony przez Zachód. Dodatkowo propagandyści kremlowscy rozpowszechniają narrację, że antyrosyjska część Ukraińców, podobnie jak Polacy, zwalcza chrześcijaństwo i skłania się w stronę ateizmu czy wręcz satanizmu, odcinając się w ten sposób od chrześcijańskich korzeni i wspólnego dziedzictwa prawosławnego.

Andrzej Szabaciuk

Artykuł powstał w ramach projektu StopFake PL. Więcej TUTAJ.

 

[1] Słynący z antypolskich, antyukraińskich i prorosyjskich wypowiedzi amerykański oficer. Weteran walk w Zatoce Perskiej i w Kosowie. Niedoszły ambasador USA w Niemczech, doradca sekretarza obrony Christophera C. Millera od listopada 2020 r. do stycznia 2021 r.

[2] Tym terminem sowiecka propaganda określała oddziały niemieckie pacyfikujące miejscowości Związku Radzieckiego w czasie II wojny światowej. Po 2014 r. rosyjska propaganda określała tak wojska ukraińskie walczące na Donbasie.

Głupota czy sabotaż – zastanawia się HUBERT BEKRYCHT: Nowe karpie w radiowej Trójce

Do większości mieszkańców bliższych i dalszych okolic Turowa, którzy głosowali na partie chcące zamknąć tamtejszą elektrownie i kopalnię odcinając rejon od miejsc pracy i redukując produkcję energii elektrycznej w kraju oraz do młodych, którzy wybrali ugrupowania postulujące odebranie młodzieży przywilejów fiskalnych, dołączył dziennikarz Wojciech Dorosz z radiowej Trójki. Jest on jedynym znanym mi na całym świecie szefem organizacji dziennikarskiej – medialnej i zwiazkowcem postulującym zwolnienia m.in. dziennikarzy w swojej firmie. I właśnie dlatego Dorosz przypomina karpia, który domaga się przyspieszenia świąt Bożego Narodzenia. Karpia – nich mi ryby wybaczą – politycznego.

Karp zresztą kojarzy się z radiową Trójką, z którą W. Dorosz jest związany od 17 lat. Jednak nie chodzi o związek owego redaktora z karpiem z dawnych piosenek III PR. Jest poważniej.

Oto Wirtualnych Mediach Wojciech Dorosz powiedział: „Powiem wprost: wkurzyliśmy się, gdy w mediach pojawiły się konkretne nazwiska. To ludzie znający się na rzeczy, więc nie chodzi o nich, ale o sposób, w jaki to się dzieje. Bez konkursu, bez konsultacji.

Znów czujemy się jak osiem lat temu, gdy przysłano do Polskiego Radia osoby, które miały wprowadzić porządki według politycznego zamówienia. Ten system jest chory i należy go natychmiast zmienić” – mówił Wirtualnym Mediom dziennikarz Programu Trzeciego Wojciech Dorosz, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Dziennikarzy i Pracowników Trójki oraz prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego.

Organizacje te wystosowały oświadczenie dotyczące mediów publicznych. „Media robią dziennikarze. Nie ma powrotu do starego. Media publiczne trzeba zbudować na nowo” – czytamy w oświadczeniu. „Uważamy, że nie powinni nimi kierować ani politycy ani dziennikarze z przeszłością polityczną. I proces zmian w tym duchu trzeba zacząć od zaraz, bez usprawiedliwiania się okresem przejściowym, niezależnie od działań, na jakie zdecyduje się nowy rząd demokratycznej opozycji” – napisano w dokumencie, którego tekst opublikowały także WM.

Wojciech Dorosz ma receptę na takie ewentualne działania KO, TD i Lewicy: „- Z Polskiego Radia powinno odejść kilkadziesiąt osób. Jest tu duża grupa publicystów i komentatorów politycznych o bardzo wyrazistych poglądach i służebnej postawie wobec wciąż rządzącej partii, którzy zdecydowanie nie powinni dłużej pracować w mediach publicznych. Wystarczy być może przeprowadzić z nimi rozmowy i jeśli stwierdzą, że nie będą w stanie pracować w nowych realiach, to pójdą gdzie indziej. Zapewne dojdzie do dużych zwolnień, choć akurat znaczna część tych osób nie jest u nas na etacie. Są zatrudnieni w ramach umów B2B albo cywilno-prawnych. Natomiast nie uważam, by z powodu tych kilkudziesięciu partyjnych funkcjonariuszy kara miała spaść na pozostałych ponad 1200 pracowników Polskiego Radia, często związanych z tą instytucją od wielu lat – uważa nasz rozmówca” – napisały 24 października Wirtualne Media.

Muszę przyznać, że w pierwszym momencie nie uwierzyłem i to nie dlatego, że WM często nie podają  informacji w taki sposób, w jaki ja rozumiem dziennikarstwo. Po prostu pomyślałem, że to głupota, kunktatorstwo lub sabotaż. Oczywiście Dorosz to doświadczony dziennikarz. Zatem, dlaczego mówi takie bzdury o konieczności zwalniania pracowników PR będąc liderem organizacji dziennikarskich i medialnych, także w PR? Nie wiem dlaczego to zrobił, ale może za kilka dni dowiemy się, że nie Dorosz nie autoryzował wypowiedzi albo, że źle go zrozumiano. Przecież nie uwierzę, ze redaktor od prawie 20 lat związany z mediami publicznymi nie pomyślał, że skoro jego niektórzy znajomi z Trójki i Polskiego Radia zaczną uważać go za zdrajcę (albo od dawna uważają), to politycy liberalni i lewicowi wyznaczający po raz kolejny, kto może i powinien pracować w mediach publicznych,mogą wkrótce zrezygnować z Dorosza…

„Nie, nie” – podpowiedziały mi głosy resztek mojego rozsądku. „Redaktor Dorosz taki głupi nie jest” – dodały głosy.

Wobec tego naprawdę nie wiem dlaczego redaktor Trójki i lider organizacji dziennikarskich i medialnych, związkowiec zachował się jak karp, który sam się zabił już w październiku, ale jeszcze wcześniej wypatroszył się i usmażył albo – co tam kto lubi – podał się w galarecie.

Jeszcze jedno, dlaczego Dorosz – jak wielu pracowników Trójki i innych anten PR – nie odszedł z rozgłośni publicznej jak wstrętny PiS likwidował dziennikarzom wolność słowa? Przecież nie uwierzę, że został, aby przygotować grunt politykom KO, TD i Lewicy oraz lepiej poczuć rolę medialnego inkwizytora…

Hubert Bekrycht

sekretarz generalny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, członek ZG SDP

(artykuł jest wynikiem osobistych poglądówi  rozmyślań Autora, bo refleksje to miał ostatnio I. Kant.)

24.10.2023 r.