Nowe „Forum Dziennikarzy” o kryzysie zawodu i nie tylko

W najnowszym numerze „Forum Dziennikarzy” Elżbieta Królikowska- Avis, w tekście „Kryzys dziennikarstwa?”, oraz Jaromir Kwiatkowski w materiale „Jak uzdrowić dziennikarstwo regionalne”, uświadamiają na czym polega kryzys naszego zawodu i radzą jak uzdrowić sytuację.

 

Jacek Karolonek w tekście „Nagrody z dedykacją dla białoruskich dziennikarzy” wspomina rozdanie prestiżowych wyróżnień i nagród dziennikarskich podczas corocznej gali organizowanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

 

„Norwid 2021 przeciw zwątpieniu” to tekst Aliny Bosak będący hołdem dla jednego z największych twórców polskich w roku dedykowanemu Norwidowi.

 

„Święty na ten czas” to tekst będący pokłosiem ostatniej wizyty Marii Giedz w Libanie, opowiadający o św. Charbelu i miejscach z nim związanych.

 

O prasie dawnego Stanisławowa pisze Jarosław Krasnodębski w tekście „Polski organ kresowy”

 

O Antonim Chrościelewskim, sybiraku, żołnierzu 2 Korpusu Polskiego gen. Andersa, jednym z najwybitniejszych Polaków i działaczy na uchodźctwie opowiada Teresa Kaczorowska w tekście „Filar nowojorskiej Polonii”.

 

Michal Lebduśka, praski dziennikarz i analityk debiutuje w „Forum Dziennikarzy” bardzo ciekawym tekstem „ Jak Czesi widzą Polaków”.

 

Jak zwykle w najbliższym numerze czytelnicy znajdą jeszcze wiele innych, niezwykle interesujących tekstów.

 

Życzę miłej lektury

 

Andrzej Klimczak

Redaktor naczelny „Forum Dziennikarzy”

 

Numer 3(142)/2021 do pobrania

 

 Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

ŁUKASZ WARZECHA: O Frasyniuku, Kajdanowiczu i koncesjach

Występ Władysława Frasyniuka w TVN24, w programie prowadzonym przez Grzegorza Kajdanowicza, to z pewnością jeden z najciekawszych medialnych casusów tego roku. Są tu dwa wątki z sobą powiązane: sama wypowiedź gościa i brak reakcji prowadzącego oraz pojawiające się opinie, że miałby to być powód dla odebrania lub nieprzedłużenia koncesji stacji.

 

Nie będę się zajmował oceną słów pana Frasyniuka, bo za nie odpowiada – i być może odpowie przed sądem – on sam. Były opozycjonista skorzystał z wolności słowa, co jednak może oznaczać, w razie przekroczenia granic tejże (ocena należy ostatecznie do sądu), konieczność poniesienia konsekwencji.

 

Dla dziennikarza ważniejsze jest jednak pytanie, jak powinien się w tej sytuacji zachować prowadzący. Nie da się go oddzielić od oceny formy wypowiedzi Władysława Frasyniuka.

 

Co do zasady, prowadzący nie są od tego, żeby cenzurować słowa gości. Można wręcz powiedzieć, że – ze względu na to, iż media grają w swoich politycznych drużynach – takie skłonności pojawiają się zdecydowanie zbyt często w postaci przerywania, stawiania pytań z tezą lub wręcz wchodzenia przez prowadzącego w polemikę z gościem – co absolutnie nie jest jego zadaniem, chyba że mamy do czynienia z autorskim programem publicystycznym, w którym prowadzący jest postacią równorzędną wobec gościa i ma pełne prawo prezentować swoje poglądy. Lecz to inna kategoria i program w TVN24 do niej nie należał.

 

Bywają jednak wyjątkowe okoliczności, w których prowadzący ma obowiązek interweniować. Nie da się ich określić w jednoznaczny sposób, bo to jednak w dużej mierze sprawa wyczucia, lecz to właśnie wyczucie każdy prowadzący mieć powinien na tyle, żeby zauważyć i zareagować w chwili, gdy zaproszony gość przekracza bądź granice dobrego smaku, bądź zaczyna wypowiadać się w obelżywy dla kogoś sposób. To prawda, że język debaty podupadł dramatycznie – wystarczy zauważyć, że wulgaryzm stał się głównym hasłem jednego z ruchów politycznych, a po drugiej stronie także zdarzały się obelgi czy pokazywanie środkowego palca – to jednak nie oznacza, że dziennikarze są zwolnieni z obowiązku reakcji w takich przypadkach. A przynajmniej zwolnieni być nie powinni, szczególnie w tak opiniotwórczej stacji jak TVN24.

 

Wypowiedź Władysława Frasyniuka, pomijając jej merytoryczną ocenę, była nie tyle krytyką postępowania żołnierzy – z czym można by się nie zgodzić, ale co byłoby całkowicie akceptowalne – co po prostu rzucaniem pod ich adresem obelg. W tej sytuacji i już tylko z tego powodu, a więc ze względu na sam język, redaktor Kajdanowicz powinien był zareagować, prosząc rozmówcę o powstrzymanie się od takich wypowiedzi i tym samym zaznaczając, że jego stacja nie utożsamia się z tego typu sposobami ekspresji. Nie ma to nic wspólnego z popieraniem lub zwalczaniem takich czy innych poglądów.

 

Niektórzy dziennikarze, analizując tę sytuację, usprawiedliwiali Kajdanowicza tym, że rzecz miała miejsce w programie na żywo, gdy czasami trudno właściwie zareagować. Te usprawiedliwienia uważam za naciągane. Sformułowanie takie jak „wataha psów”, opisujące żołnierzy Wojska Polskiego, powinny wywołać reakcję z automatu. To było po prostu jaskrawe naruszenie norm.

 

Przeprosiny, które stacja opublikowała na jednym ze swoich twitterowych profili również wydają się niewystarczające. Powinny bowiem pojawić się w tym samym miejscu ramówki, w którym wcześniej miała miejsce rozmowa z panem Frasyniukiem.

 

Drugi wątek to apele o odebranie koncesji TVN24 z powodu tej właśnie rozmowy. Takie sugestie pojawiły się na twitterowym profilu Wojciecha Muchy, redaktora naczelnego należącej do Orlenu „Gazety Krakowskiej”, czy w wypowiedziach posła PiS Jana Mosińskiego. Ten postulat jest całkowicie niedorzeczny – gdyby stacjom telewizyjnym miano odbierać koncesję za pojedynczy incydent, a już w szczególności za wypowiedź zaproszonego gościa, nawet przy braku reakcji prowadzącego, powodowałoby to efekt mrożący o ogromnym natężeniu. Właściwie niemożliwe stałoby się zapraszanie kogokolwiek o krytycznych wobec władzy poglądach, bo zawsze istniałoby zagrożenie, że powie coś, co może zostać zinterpretowane jako powód do odebrania koncesji.

 

Pojawiały się również głosy prezentujące ogólniejsze podejście i argumentujące, że TVN24 powinno stracić koncesję za „antypolskie nastawienie” w ogóle. To równie niebezpieczny sposób rozumowania, przypominający dyskusję, którą toczyłem również na portalu SDP już wielokrotnie w sprawie zarzuconej na razie (jako pomysł ustawy) koncepcji repolonizacji / dekoncentracji mediów. Tam również w kontekście m.in. wykupionego potem przez Orlen Polska Press pojawiał się argument niemal identyczny: że gazety koncernu prezentowały „antypolskie treści”. Co to jednak w praktyce znaczy? Kto ma definiować, co jest „propolskie”, a co „antypolskie”? Szczególnie w sytuacji, gdy trwa bardzo ostry spór polityczny, w którym tego typu argumentacja pojawia się po obu stronach, bo obie twierdzą, że działania strony przeciwnej mają dla polskiego interesu fatalne skutki. Przedmiotem konfliktu jest zasadniczy kierunek, w którym zmierza państwo, a więc i to, co właśnie mu służy, a co nie.

 

Gdybyśmy uzależnili udzielanie mediom koncesji od tego, czy są „propolskie” czy „antypolskie”, otworzylibyśmy po prostu drogę do całkowicie uznaniowego, a tym samym ściśle upolitycznionego traktowania koncesji. Udzielanych przecież przez KRRiT, której skład jest właśnie polityczny. Mogę sobie doskonale wyobrazić, że w zmienionej sytuacji politycznej przeciwna strona sporu sięgnęłaby po identyczny argument, aby odebrać koncesję na przykład Telewizji Trwam, wskazując, że prezentowane tam treści „szkodzą Polsce”.

 

Wracam tutaj do koncepcji, o której wspominałem już jakiś czas temu: problematyczny jest w ogóle proces koncesjonowania mediów elektronicznych i powierzenie go Krajowej Radzie, wybieranej w czysto politycznym trybie. Nie byłoby problemem przekazanie tej kompetencji Naczelnemu Sądowi Administracyjnemu (jeśli w ogóle koncesje miałyby pozostać), ponieważ nie jest ona zapisana w konstytucji, a jedynie w Ustawie o radiofonii i telewizji.

 

Łukasz Warzecha

Decydują słuchacze – KS. ARTUR STOPKA o kościelnej radiofonii

Pojawiły się sugestie, że może powstać alternatywa dla najbardziej znanej kościelnej radiostacji w Polsce. A wraz z nimi szereg ważnych pytań.

 

W pierwszej połowie sierpnia br. rozeszła się informacja, że Radio Profeto, którego dotychczas można było słuchać w internecie oraz na częstotliwości 92.1 FM w Krakowie i okolicznych gminach, powiększyło swój zasięg naziemny. „Po rozszerzeniu koncesji na częstotliwość 100.3 FM w Limanowej, sercańska rozgłośnia jest słyszalna naziemnie prawie w całej Małopolsce” – donosił serwis limanowa.in.

 

Lokalna witryna internetowa przypomniała, że emitowany od 2014 r. w globalnej sieci program Radia Profeto w ostatnich trzech latach testowo nadawany był w systemie DAB+ dla Tarnowa, Sądecczyzny, Bielska Białej, Wrocławia, Warszawy i Trójmiasta. Odnotowano, że rozgłośnia otrzymała koncesję na cyfrowe nadawanie również w Poznaniu, Tarnowie, Częstochowie, Katowicach, Warszawie, Rzeszowie i Toruniu. „Już niedługo będzie w tych lokalizacjach nadawała regularnie program w technologii cyfrowej” – zapewniono.

 

Branżowy serwis Wirtualnemedia.pl informację o zwiększeniu zasięgu rozgłośni należącej do Fundacji Profeto.pl – Sercańskiego Sekretariatu na rzecz Nowej Ewangelizacji, zaanonsował pytaniem: „Będzie alternatywa dla Radia Maryja?”.

 

Prof. Jerzy Bralczyk wyjaśniał kiedyś, że alternatywa to wybór jednej z dwu możliwości. Zwrócił uwagę, że coraz częściej alternatywą nazywamy też jedną z możliwości wyboru, przeciwstawianą innej, np.: „Alternatywą dla europeizacji jest afrykanizacja”.

 

Na stronie sercańskiej Fundacji można przeczytać: „Dzięki powstaniu Radia Profeto w czerwcu 2014 r., promujemy najlepszą muzykę z kategorii CCM (Contemporary Christian Music), towarzyszymy wam przez cały dzień i tworzymy nowoczesny ewangelizacyjny program. Transmitujemy na żywo Msze Święte i nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie”. Z okazji siedmiolecia rozgłośni prezes Fundacji, ks. Michał Olszewski SCJ, zapewniał, że niezmiennie najważniejsze dla jej twórców pozostaną na antenie: Słowo Boże, chrześcijańska muzyka, poranki na żywo, audycje autorskie oraz transmisje live z wydarzeń ewangelizacyjnych. „Nadal będziemy stronić od newsów oraz polityki, by nasza antena zawsze była tą, która łączy, a nie dzieli” – deklarował.

 

Być może właśnie ta deklaracja skłania niektórych obserwatorów do dopatrywania się w sercańskiej rozgłośni alternatywy dla radia firmowanego przez polskich redemptorystów. Podejście do polityki to najbardziej rzucająca się w oczy różnica między tymi dwoma medialnymi przedsięwzięciami.

 

Jednak zacytowane wyżej pytanie, które postawił poświęcony mediom serwis sieciowy, jest głębsze, niż może się wydawać. Da się w nim dostrzec ni to niepewność, ni to wątpliwość dotyczącą samej kwestii alternatywy dla Radia Maryja. Możliwości jej zaistnienia. A może nawet jej potrzeby.

 

Nie są to wcale zagadnienia wydumane. Toruńska rozgłośnia obchodzi w tym roku trzydziestolecie działalności. Dlaczego przez trzy dekady nie powstała w naszym kraju dla niej równie silna alternatywa? A może ta alternatywa istnieje, tylko jej skala jest na miarę potrzeb? Może grono polskich katolików, którzy chcieliby słuchać inaczej sformatowanej konfesyjnej radiostacji, ma taką liczebność, że wystarczającą odpowiedzią na ich oczekiwania są funkcjonujące w wielu miejscach w Polsce stacje diecezjalne?

 

Czy losy projektu pod nazwą Radio Plus nie są dobitnym sygnałem, że Kościół katolicki w naszej Ojczyźnie po prostu nie potrzebuje drugiej silnej wyznaniowej radiofonii ogarniającej swym zasięgiem cały kraj? Może Radio Maryja pod tym względem spełnia wszystko, czego Kościół w naszym kraju (przynajmniej zdaniem osób podejmujących decyzje w takich kwestiach) potrzebuje? Nie zapominajmy, że dla Kościoła media są narzędziem formacji wiernych. Być może toruńska rozgłośnia jest pod tym względem dla Kościoła w wymiarze ogólnopolskim wystarczająca. Niewykluczone, że na ewentualne inne potrzeby wiernych są w stanie zadowalająco odpowiedzieć radia diecezjalne.

 

Pewną wskazówką dla szukających odpowiedzi na powyższe pytania może być sfera kościelnych i katolickich czasopism w Polsce. Dwa największe tygodniki, które powstały kiedyś jako pisma dla pojedynczych diecezji, a w minionych dekadach podjęły ekspansję na teren całego kraju, rywalizują w ogromnej mierze o tego samego odbiorcę. W rezultacie są do siebie bardzo podobne nie tylko pod względem merytorycznym. Jest coś znamiennego w fakcie, że w swym kazaniu 15 sierpnia br. na Jasnej Górze metropolita częstochowski budzącą sporo emocji krytykę „Imagine” Lennona zacytował słowo w słowo z artykułu opublikowanego nie w wydawanej przez jego archidiecezję „Niedzieli”, ale z – wydawałoby się konkurencyjnego – „Gościa Niedzielnego”, wydawanego w Katowicach. Trzeci liczący się na rynku kościelny tygodnik, poznański „Przewodnik Katolicki” zapewne jest alternatywą dla dwóch pozostałych, ale jego nakład daje do myślenia. Jest znacząco niższy niż nakłady pozostałych dwóch czasopism.

 

Z dostępnych informacji wynika, że twórcy Radia Profeto mają ogólnokrajowe ambicje. Ich atutem jest, że podobnie, jak toruńska rozgłośnia, są własnością zgromadzenia zakonnego, a nie którejś z diecezji. Ten fakt sytuuje sercańskie radio inaczej niż staje podlegające poszczególnym biskupom. Czy w założonym formacie okaże się faktyczną alternatywą dla Radia Maryja czas pokaże. W ostateczności o wszystkim mają szansę zadecydować słuchacze.

 

Artur Stopka

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę red. Michała Adamczyka z TVP pozwanego przez Romana Giertycha

W związku z pozwem wniesionym przez Pana Romana Giertycha przeciwko Redaktorowi Michałowi Adamczykowi oraz postanowieniem Sądu Okręgowego Warszawa – Praga w Warszawie , który nakazał dziennikarzowi usunąć wpis na Twitterze  oraz zakazał mu  na okres 1 roku publikacji na ten temat  ewentualnych defraudacji środków pieniężnych  i przyjęcia  wielomilionowych korzyści finansowych przez Romana Giertycha,  Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zawiadamia o objęciu niniejszej sprawy monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, szczególnie w zakresie wolności słowa i prasy oraz stosowania niedopuszczalnej cenzury prewencyjnej.

 

Sąd Okręgowy Warszawa – Praga na żądanie Pana Romana Giertycha bez wyroku, na niejawnej rozprawie udzielił zabezpieczenia w ten sposób, że nakazał dziennikarzowi natychmiastowo usunąć z jego profilu w portalu społecznościowym Twitter wpis dotyczący postępowania prowadzonego w sprawie Romana Giertycha oraz jednocześnie zakazał dziennikarzowi publikowania informacji o jakiejkolwiek defraudacji środków pieniężnych przez Romana Giertycha (aktualnie sąd rozpatruje zażalenie pełnomocników dziennikarza w tej sprawie).

 

Dziennikarz w jednozdaniowym wpisie odnosił się do szeroko komentowanej sprawy wyprowadzenia i przywłaszczenia ze spółki deweloperskiej ok. 92 mln zł. Nie przesądzał o winie Romana Giertycha, a mimo to Sąd nakazał dziennikarzowi usunięcie wpisu. Decyzja Sądu ma charakter cenzury prewencyjnej, ponieważ Sąd zakazuje publikacji materiałów dziennikarskich na konkretny temat przed ich powstaniem, przed ich redakcją i przed ich ewentualną publikacją. Narusza to podstawowe zasady zagwarantowane w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, m. in. zasadę wolności prasy i innych środków przekazu, wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Zgodnie z art. 54 ust. 2 Konstytucji, cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu jest zakazana. Warto przy tym zauważyć, że specyfika medium społecznościowego, jakim jest Twitter sprawia, iż nie istnieje techniczna możliwość późniejszego przywrócenia usuniętego wpisu po zakończeniu postępowania. Z kolei zakaz publikacji to najbardziej drastyczny wobec dziennikarza środek, jaki może zostać zastosowany przez Sąd, zaprzeczający zasadom wolności słowa i podważający funkcje wolnej prasy w społeczeństwie.

 

W związku z powyższym CMWP rozważy przedstawienie opinii w charakterze amicus curiae (tzw. „opinii przyjaciela sądu”), jako że jest to uzasadnione celami  naszej organizacji oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności.  Na obecnym etapie CMWP prowadzi monitoring sprawy, zgodnie z przepisami prawa oraz wskazanymi wyżej celami i kryteriami.

 

postanowienie Sądu :

 

Źródło dokumentu : https://twitter.com/GiertychRoman/status/1397501240515436548/photo/1

Musica Divina – ŁUKASZ WARZECHA o spychaniu recenzji kulturalnych na margines

Piszę ten tekst w nocy po koncercie rosyjskiego zespołu Uzorika w krakowskim kościele św. Floriana w ramach festiwalu Musica Divina, organizowanego przez Fundację InCanto. Pięć pań, które udało się nadludzkim wysiłkiem i dzięki pomocy wielu dobrych ludzi sprowadzić do Polski z Rosji w epoce covidowych restrykcji, wykonują staroruską muzykę religijną, tak zwany znamiennyj raspiew i śpiew liniowy. Kto nie słyszał czegoś takiego na żywo, ten nie ma pojęcia, jakich przeżyć może dostarczyć muzyka, i to mimo że w tym przypadku mówimy o muzyce budowanej nieco inaczej niż kanony harmoniczne wypracowane na Zachodzie, znane nam najlepiej.

 

Nie chcę tu jednak pisać o muzyce dawnej, w tym staroruskiej (choć bardzo namawiam do zainteresowania się nią), ale o moim własnym zaskakującym nieco doświadczeniu z mówieniem i pisaniem o kulturze wysokiej. Nie jest to mój główny temat – jak wiedzą wszyscy moi czytelnicy czy widzowie mojego kanału na YouTube. Jestem przede wszystkim publicystą politycznym i ekonomicznym. Owszem, lubię pisać i mówić o sztuce – jako amator oczywiście. Muzyki dawnej słucham od wielu lat, mam dużą kolekcję płyt, ale nie udaję, że jestem zawodowcem. Tym bardziej ucieszyłem się z propozycji napisania tekstu do tegorocznej książki festiwalowej właśnie na Musica Divina. Opisałem w nim własną drogę do muzyki klasycznej.

 

Jestem też wielbicielem muzeów, a że trochę jeżdżę po Polsce, staram się widzom mojego kanału opowiadać o tym, jakie miejsca odwiedzam i co ciekawego można tam zobaczyć. Można by powiedzieć: ars gratia artis, bo przecież ile osób może interesować, że warszawski zespół La Tempesta w szczycie lockdownu w 2020 r. postanowił zarejestrować pierwsze polskie nagranie Handlowskiego „Mesjasza”, że Fundacja InCanto walczyła o pieniądze na festiwal muzyki dawnej w Krakowie (aktualna edycja jest już czwarta) albo że w poznańskim Muzeum Archidiecezjalnym w dawnej Akademii Lubrańskiego można zobaczyć niesamowitą pietę z 1420 r.?

 

I tu można się zdziwić. Liczba wiadomości, komentarzy, reakcji na te właśnie wzmianki o sprawach wysokiej kultury przekroczyła wszelkie moje oczekiwania. Sporo osób wsparło zbiórkę i kupiło płytę z nagraniem „Mesjasza” dzięki informacjom, które znaleźli u mnie – wiem to od ludzi związanych z zespołem La Tempesta. Wiele osób pisało do mnie, że odwiedzili to lub inne miejsce – muzeum, galerię, miejscowość – dzięki mojej rekomendacji. Wiele innych dziękowało za to, że opowiedziałem o miejscu, które jest dla nich ważne albo nad stworzeniem którego pracowali. Każda taka wzmianka, prawdę mówiąc, cieszy mnie bardziej niż dyskusja polityczna w mediach społecznościowych rozpoczęta jakimś moim tekstem.

 

Warto jednak przez moment zastanowić się nad ogólniejszymi wnioskami. Po pierwsze – wnioskuję, że przynajmniej część odbiorców jest spragniona niekoniecznie specjalistycznej recenzji i rekomendacji ze sfery kultury wysokiej. Mam wrażenie, że tego bardzo brakuje.

 

Po drugie – odbiorcom nie przeszkadza połączenie (mowa o wideoblogu) komentarza politycznego ze sprawami kultury. I może ma to związek z wnioskiem pierwszym: recenzje i rekomendacje kulturalne są zepchnięte gdzieś na margines, a już szczególnie jeśli dotyczą dziedzin mniej popularnych. Ja podsuwam je swoim widzom na tym samym poziomie co komentarz polityczny i wiem, że moi odbiorcy są z tego w większości zadowoleni. Piszą, że taki zestaw im się podoba, bo pozwala się na koniec filmu oderwać od polityki. Podoba im się też, że polityczny publicysta staje się dzięki takim tematom bardziej ludzki – ma swoje pasje, zainteresowania niezwiązane z główną dziedziną działalności. To dla mnie dobry sposób na bliższy kontakt z moimi odbiorcami.

 

Po trzecie – czy nie jest przypadkiem tak, że publicystyka kulturalna przeżywa kryzys? Kojarzę fascynujące teksty choćby o muzyce dawnej, ale na bardziej niszowych portalach, takich jak znakomita Teologia Polityczna. Sam pisywałem teksty głównie o kompozytorach, których życie jest kopalnią anegdot, dla Magazynu TVP, potem Magazynu Polsat News i jego następcy – Magazynu Interii. Pisałem o Bachu, Handlu, de Sainte-Colombie, Marais, Gesualdzie, pisałem też o sporach o sztukę nowoczesną i o tym, jak czytać dawne malarstwo. Komentarze czytelników przekonały mnie, że na takie teksty jest popyt i są czytane w miejscach, gdzie wydawałoby się, że sprzedadzą się jedynie tematy z popkultury.

 

Do tego, że mimo potężnych problemów tegoroczny festiwal Musica Divina jednak udało się zorganizować, przyczyniła się rozmowa znanego konserwatywnego vlogera, obserwowanego przez prawie 90 tys. osób, Tomasza Samołyka, z Łukaszem Serwińskim, założycielem Fundacji InCanto i dyrektorem artystycznym Musica Divina. Prawie dwugodzinny wywiad o muzyce dawnej, festiwalu, wyrabianiu sobie gustu muzycznego, obejrzało 20 tys. ludzi. Można powiedzieć, że to niewiele w porównaniu z setkami tysięcy oglądających jakieś paruminutowe bzdury w stylu „facet ściąga gacie w sklepie”, ale proszę sobie uświadomić: 20 tys. ludzi chciało posłuchać o temacie, który w Polsce uznaje się za kompletnie marginalny!

 

Być może więc jakaś część dziennikarzy, na co dzień zajmujących się całkiem innymi sprawami, którzy obawiają się pisania czy mówienia o kulturze wysokiej, bo to nie ich dziedzina, bo przecież są od tego specjaliści, bo nikogo to nie interesuje – przełamie się. Moje doświadczenie każe mi twierdzić, że odbiorców takich treści jest znacznie więcej niż byśmy się spodziewali, a niektórzy mogą nawet nie wiedzieć, że ich to interesuje – bo nigdy na tego typu tematy nie trafili.

 

Kilka razy zdarzyło mi się, że widzowie mojego wideoblogu lub czytelnicy moich tekstów o muzyce pisali, że pod moim wpływem sięgnęli po muzykę dawną albo prosili o pomoc w rozpoczęciu swojej przygody z nią. Zapewniam – taka wiadomość daje gigantyczną satysfakcję.

 

Łukasz Warzecha

Sprawdzą czy to był wypadek – ALEKSANDRA TABACZYŃSKA o śmierci dziennikarki z Chodzieży

Prokuratura Krajowa ma przeanalizować śledztwo w sprawie wypadku, w którym zginęła dziennikarka Anna Karbowniczak. Tuż przed śmiercią kobieta otrzymywała groźby związane z jej pracą.

 

„Na polecenie Zastępcy Prokuratora Generalnego Krzysztofa Sieraka w Departamencie Postępowania Przygotowawczego przeprowadzona zostanie kompleksowa analiza śledztwa dot. śmierci dziennikarki Anny Karbowniczak oraz prawidłowości wydanych w nim decyzji końcowych.” Czytamy w komunikacie Prokuratury Krajowej zamieszczonej w mediach 28 lipca br. Wygląda na to, że wrzesień w współczesnej historii poznańskich dziennikarzy, zapisze się bardzo boleśnie. 1 września 1992 roku został uprowadzony, a następnie zamordowany red. Jarosław Ziętara. 18 lat później, również we wrześniu, dokładnie w czwartek 3 września 2020 roku straciła życie red. Anna Karbowniczak z „Głosu Wielkopolskiego” i portalu naszemiasto.pl. Dziennikarka została śmiertelnie potrącona przez samochód dostawczy podczas jazdy na kolarzówce na trasie pomiędzy Budzyniem a Wągrowcem. Do wypadku doszło na prostym odcinku drogi. Kierowca nie zatrzymał się by udzielić pomocy kobiecie, zbiegł. Dzień później Ania miała świętować swoje 35. urodziny.

 

W poniedziałek, 16 sierpnia 2021 roku, blisko rok po tragicznej śmierci dziennikarki, w Sądzie Rejonowym w Wągrowcu odbyła się pierwsza rozprawa Macieja N.Oliwii P. Maciej N. to kierowca busa, który miał uderzyć w jadącą na rowerze kobietę, a Oliwia P. siedziała na fotelu pasażera. Oboje nie udzielili pomocy Annie Karbowniczak, po wypadku drogowym, do czego się przyznali i pragną dobrowolnie poddać się karze. Pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego nie zgadza się jednak z decyzją o umorzeniu śledztwa wyjaśniającego okoliczności wypadku z września 2020 roku, sprawie ma się przyjrzeć także Prokuratura Krajowa oraz, decyzją sądu, dostarczone zostaną dodatkowe opinie biegłych. W busie był jeszcze trzeci pasażer Mateusz C., który nie zgodził się na dobrowolne poddanie karze i w związku z tym jego sprawa będzie rozpatrywana osobno.

 

Co się wydarzyło

 

Anna Karbowniczak, fot. Facebook

Według relacji policji, w czwartek, 3 września 2020 roku ok. godziny 14.00, zadzwoniła kobieta, która przejeżdżając trasą Budzyń-Wągrowiec, w okolicy miejscowości Brzekiniec zauważyła leżącą, potrąconą przez samochód rowerzystkę. Następnego dnia, 4 września, przed południem ukazał się poniższy komunikat:

 

„Policjanci z Chodzieży poszukują niebieskiego Renault Trafic lub Opla Vivaro. Kierowca takiego auta w czwartek potrącił śmiertelnie 35 letnią rowerzystkę i uciekł z miejsca wypadku (…)

 

Policjanci na miejscu zabezpieczyli ślady wskazujące na to, że poszukiwany mógł poruszać się samochodem Renault Trafic albo Oplem Vivaro koloru niebieskiego. (…)W związku z tą sprawą prosimy o kontakt wszystkie osoby, które widziały takie auto z uszkodzeniami przedniej, prawdopodobnie prawej strony nadwozia.(…).

 

Dodatkowo „Komendant Powiatowy Policji w Chodzieży wyznaczył specjalną nagrodę finansową dla osoby, która przekaże istotne informacje, przydatne do identyfikacji pojazdu i sprawcy wypadku.”

 

W piątek, ok 18.00 policja ogłosiła, że udało się odnaleźć busa. Kierowcę i samochód namierzono między innymi dzięki zapiskom z monitoringu. Zatrzymano trzech mieszkańców Wągrowca w wieku 25 – 33 lat. Prokuratura wycofała zarzuty wobec brata kierowcy busa i jego znajomego, którzy naprawiali samochód po wypadku oraz zarzuty dotyczące zacierania śladów przez kierowcę i dwoje jego pasażerów. Śledczy, na podstawie opinii biegłego uznali, że to dziennikarka, a nie kierowca, spowodowała wypadek.

 

– Kierowca nie mógł go uniknąć i nie ponosi za to winy. Skoro nie ponosi, to nie mógł zacierać śladów przestępstwa, bo go nie popełnił. Tym samym umorzono wątek zacierania śladów przez pozostałe osoby – powiedział dziennikarzowi portalu Onet.pl, Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

 

Groźby pod adresem red. Anny Karbowniczak

 

Zmarła dziennikarka jeszcze w sierpniu, przed śmiercią spotkała się z poważnymi groźbami, związanymi z jej pracą. Była to wiadomość, w której autor poinformował że posiada informacje o rodzinie dziennikarki, a także o wyglądzie i zainteresowaniach jej samej. Do redakcji wpłynęło też sfałszowane pismo oczerniające kobietę.

 

Anna Karbowniczak relacjonowała dramatyczną historię 2-letniego chłopca, który był ofiarą wielomiesięcznej przemocy domowej i stracił życie uduszony przez 21-letnią matkę. W sierpniu ukazał się kolejny artykuł autorstwa Anny, w którym poinformowała o zbliżającym się akcie oskarżenia wobec matki chłopca i jej partnera. Zwróciła także uwagę, że konsekwencji dyscyplinarnych uniknie odwołany za tę sprawę były komendant policji, gdyż odszedł na własną prośbę na emeryturę. O groźbach pod adresem reporterki została powiadomiona prokuratura. W piątek 4 września 2020 formalnie wszczęto śledztwo dotyczące wspomnianych gróźb i zniesławienia. Rzecznik poznańskiej policji Andrzej Borowiak potwierdził, że śledczy badają ten wątek sprawy. Na ten moment nie łączą jednak obu zagadnień.

Anna Karbowniczak przez wiele lat była dziennikarką „Chodzieżanina”, portalu Chodzież NaszeMiasto.pl i „Głosu Wielkopolskiego”.

 

Aleksandra Tabaczyńska

 

Jarosław Ziętara na amerykańskiej liście dziennikarzy-ofiar zbrodni

Jarosław Ziętara został umieszczony w bazie dziennikarzy-ofiar zbrodni Committee to Protect Journalists (amerykański Komitet Ochrony Dziennikarzy) – poinformował Krzysztof M. Kaźmierczak, który od 1992 roku zajmuje się sprawą porwania i  zabójstwa poznańskiego dziennikarza, jest autorem książki na ten temat oraz pomysłodawcą i współzałożycielem Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary.

 

Committee to Protect Journalists to amerykańska organizacja pozarządowa promująca wolność prasy i broniąca praw dziennikarzy.

 

„ Amerykański Committee to Protect Journalists (Komitet Ochrony Dziennikarzy) umieścił Jarosława Ziętarę w swojej bazie dziennikarzy – ofiar zbrodni. To bardzo ważne wydarzenie. Tym bardziej ważne, że spóźnione o wiele, wiele lat…” –  napisał Krzysztof M. Kaźmierczak na swoim profilu na Facebooku.

 

Podkreślił, że do tego rejestru zamordowany dziennikarz trafił „dzięki żmudnym, indywidualnym staraniom”.

 

Oprócz umieszczenia w bazie, CPJ zamieściło na swojej stronnie internetowej obszerny materiał opisujący historię Jarosława Ziętary (TUTAJ).

 

„Mam nadzieję, że otworzy to drogę do szerszego zaistnienia sprawy na arenie międzynarodowej i zachowania pamięci o Jarku Ziętarze” – zakończył swój wpis Kaźmierczak.

 

Jarosław Ziętara, 24-letni dziennikarz „Gazety Poznańskiej”, 1 września 1992 roku wyszedł z domu do redakcji i nigdy do niej nie dotarł. Dopiero po wielu latach krakowska prokuratura doszła do wniosku, że został porwany i zamordowany. Dziennikarz interesował się poznańską „szarą strefą”, i miał zagrażać interesom m.in. spółce Elektromis. Zdaniem śledczych, latem 1992 roku do zabójstwa Ziętary podżegał Aleksander Gawronik, a porywaczami byli ochroniarze Elektromisu: Mirosław R. pseudonim Ryba i Dariusz L. pseudonim Lala. W poznańskim Sądzie Okręgowym toczą się dwa odrębne procesy: jeden dotyczy samego Gawronika, a drugi udziału „Lali” i „Ryby”. Oskarżeni nie przyznają się do zarzucanych im czynów. Oba procesy obserwuje i obszernie relacjonuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

red., źródło: Facebook/Krzysztof M. Kaźmierczak

 

ŁUKASZ WARZECHA: Czy jest możliwa alternatywa dla Radia Maryja

W Małopolsce nadawanie zaczęło katolickie, ewangelizacyjne Radio Profeto. KRRiT wydała w tej sprawie decyzję jeszcze we wrześniu ubiegłego roku, a rozgłośnia wkrótce zacznie cyfrowe nadawanie w kolejnych regionach i tym samym zyska zasięg ustępujący jedynie temu, jaki ma Radio Maryja. Ta wiadomość sprawiła, że pomyślałem o dwóch kościelnych projektach, które zostały zmarnowane: Telewizji Puls i Radiu Plus.

 

Tak, dobrze państwo kojarzą: obie te marki nadal istnieją na medialnym rynku, jednak nie mają już nic wspólnego z pierwotnymi planami. Nie będę tutaj opisywał ich skomplikowanej historii, bo każdy ciekawy może ją bez trudu odnaleźć w Internecie. Dość powiedzieć, że jest to historia straconych szans. Jeżeli dzisiaj spojrzeć na nazwiska, jakie brały udział w tworzeniu TV Puls, można się zdziwić, jak to możliwe, że stacja tak błyskawicznie popadła w kłopoty finansowe. Owszem, to były inne czasy i przebicie się na początku lat 2000. z projektem, mającym odtworzyć częściowo poetykę TVP za prezesury Wiesława Walendziaka, było bardzo trudne. Ale ta smutna historia przez długi czas była w środowisku konserwatywnym przytaczana jako memento, do czego może doprowadzić brak finansowej dyscypliny i myślenie kategoriami życzeniowymi, a nie realnymi. Niektórzy wyciągnęli z tego zresztą wnioski. Inni – bynajmniej.

 

Historia Radia Plus jest bardziej skomplikowana, ale jedno jest jasne: z ogólnopolskiej sieci rozgłośni katolickich, która miała stanowić konkurencję dla lewicowych i liberalnych mediów, nie zostało nic. I to już dawno temu.

 

Na rynku medialnym pod kościelnym sztandarem występuje jeden względnie silny gracz, czyli minikoncern o. Tadeusza Rydzyka. Lecz jakkolwiek byśmy nie oceniali jego dokonań i sposobu przekazywania informacji (zaręczam, że wiele osób myślących stereotypowo mogłoby być zaskoczonych profesjonalizmem niektórych programów TV Trwam, w tym tych informacyjnych), jasne jest, że nie do wszystkich ten przekaz jest skierowany i nie wszystkim będzie odpowiadał. Poza tym są na rynku mediów katolickich gracze papierowi oraz radiowi, rozproszeni, okazjonalnie powiązani w sieci i współpracujący, ale trudno tu mówić o większym znaczeniu.

 

Przyczyny wydają się proste: poszczególne diecezje mają różnych gospodarzy, ci gospodarze mają różne ambicje, różnych współpracowników, różne podejście do mediów. Wielu chce mieć własną rozgłośnię lub gazetę tylko po to, żeby powielała jedynie słuszną linię i przekazywała „ogłoszenia parafialne”, a w ten sposób słuchaczy się nie zdobywa. O telewizji w ogóle nie ma co mówić, bo to o wiele za duże przedsięwzięcie i nie ma mowy, żeby zrealizować je na poziomie pojedynczej diecezji.

 

Poza przedsięwzięciem o. Rydzyka polski Kościół nigdy nie był w stanie stworzyć mediów o większym znaczeniu i to jest zapewne jedna z przyczyn jego obecnego kryzysu. Nie chodzi o to, że takie media broniłyby Kościoła per fas et nefas, bo to byłoby działanie nie tylko kontrproduktywne, ale też zwyczajnie moralnie złe. Chodzi o to, żeby istniało znaczące medialnie miejsce, gdzie można by toczyć uczciwą dyskusję o problemach – w tym problemie pedofilii w Kościele – i gdzie można by uczciwie przekazywać, jakie kroki Kościół w tej sprawie podjął. Zwłaszcza z tym ostatnim jest problem, a media państwowe tutaj nie pomagają, ponieważ ich przekaz jest tak skrajnie propagandowy, że staje się niewiarygodny i niemało odbiorców jest skłonnych uznać, że skoro TVP mówi jedno, to na pewno jest dokładnie odwrotnie.

 

Z tym że to oczywiście nieco idealistyczne podejście. Każdy, kto ma do czynienia z mediami oraz jednocześnie zna trochę kościelne struktury od środka, ten wie, że problemy, które mają również inne media – a więc między innymi kwestia niezależności redakcji od właściciela – w przypadków mediów kościelnych należy pomnożyć przynajmniej przez dwa. Mamy tu choćby delikatny problem posłuszeństwa duchownych pracujących w takich redakcjach wobec swoich przełożonych, którzy są jednocześnie tych mediów właścicielami. Właściciele ci, a więc zwierzchnicy diecezji, nie rozumieją z kolei często, że warunkiem wyjścia medium kościelnego poza krąg ściśle „parafialny” jest danie mu daleko idącej swobody działania i komentowania również poczynań samej hierarchii kościelnej. Znam wypadki, obejmujące również kościelne czasopisma, gdy sprawiało to naprawdę duże problemy – szczególnie tym księżom, którzy zmuszeni byli wybierać pomiędzy tożsamością dziennikarską a klerykalną.

 

Dublowanie przedsięwzięcia o. Rydzyka zapewne nie ma sensu i jest też organizacyjnie niemożliwe, szczególnie że polski Episkopat ma dzisiaj poważniejsze problemy, a i nie jest wystarczająco spójny ideowo, żeby uzgodnić między sobą linię takiego medium. W takim razie pozostaje mieć nadzieję, że rozgłośni w rodzaju Radia Profeto będzie więcej oraz że będą ze sobą przynajmniej umiały współpracować ad hoc, tworząc sieci obejmujące większą część kraju.

 

Kościół nie tylko ma prawo, ale powinien mieć swoje media. Tyle że najpierw jego naczelni pasterze musieliby zmienić swój sposób myślenia o nich, który w zbyt wielu przypadkach pozostaje skrajnie anachroniczny. Być może taka zmiana przyjdzie jako uboczny skutek zmian wymuszonych walką z bardzo trudnymi problemami ukrywanych latami win, które dzisiaj przede wszystkim polskiemu Kościołowi zagrażają.

 

Łukasz Warzecha

Koło ratunkowe dla nadawców – rozmowa z członkiem KRRiT prof. JANUSZEM KAWECKIM

Na stanowisko niektórych członków KRRiT w sprawie przedłużenia koncesji dla TVN24 istotny wpływ będzie miał rezultat prac parlamentarnych nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji – mówi prof. Janusz Kawecki, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

 

Panie profesorze, dlaczego KRRiT tak długo zwleka z wydaniem decyzji w sprawie koncesji dla telewizji TVN24? TVN Grupa Discovery otrzymała licencję dla kanału informacyjnego TVN24 w Holandii. Jeżeli KRRiT nie wyda decyzji o przedłużeniu koncesji dla TVN24 do 26 września, holenderska licencja pozwala TVN24, zgodnie z prawem polskim i unijnym, na nadawanie w Polsce.

 

Wniosek nadawcy, czyli TVN SA w sprawie przyznania koncesji na kolejny okres nadawania programu TVN24 pierwszy raz był podjęty przez KRRiT 8 października 2020 r. Było to prawie rok przed upływem obowiązywania dotychczasowej koncesji. Następnie wniosek rozpatrywano 22 października, ale wobec uwag dotyczących spraw własnościowych nadawcy, zwrócono się o dodatkowe wyjaśnienia. W sumie wniosek był już analizowany na ponad dziesięciu posiedzeniach KRRiT. Podczas kilku ostatnich posiedzeń przeprowadzano głosowania nad uchwałami o przyznanie oraz o odmowie przyznania koncesji. Żadna uchwała nie uzyskała wymaganej większości, jaką są 4 głosy „za”. Jeżeli chodzi o koncesje zagraniczne, właściciel TVN SA, czyli  Grupa Discovery ma 12 koncesji zagranicznych satelitarnych, na podstawie których nadaje w języku polskim. Są to koncesje uzyskane w Holandii i Francji. Ponadto TVN SA ma 9 koncesji satelitarnych, w tym także na program TVN24. Posiadanie zagranicznych koncesji satelitarnych nie jest czymś szczególnym. Przy ich przyznawaniu należy brać pod uwagę wymagania zapisane w art. 1a ustawy o radiofonii i telewizji oraz to, czego w takich sytuacjach wymaga Dyrektywa Parlamentu UE i Rady z 2018 r. Ostatnio uwzględnił te wymagania nasz parlament przy przyjmowaniu zmian w ustawie, które wynikały z implementacji do polskiego prawa wspomnianej Dyrektywy.

 

Co może wpłynąć na decyzję KRRiT o przyznaniu koncesji dla TVN24?

 

Sądząc po dyskusjach, które za każdym razem odbywają się na posiedzeniach, na stanowisko niektórych członków KRRiT istotny wpływ będzie miał rezultat prac parlamentarnych nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji. Te prace zapoczątkowała grupa posłów składając do Sejmu propozycje ujęte w druku nr 1389. W moich wcześniejszych wypowiedziach wyrażałem i uzasadniałem opinię o tym projekcie.

 

Proszę przypomnieć co pan o nim sądzi.

 

Jest on „kołem ratunkowym” dla nadawców, którzy obchodzili wymagania ustawowe dotyczące własności nadawców, zapisane w ustawie od 2004 r.

 

Czy możemy się spodziewać decyzji KRRiT w sprawie TVN do połowy września, jeszcze zanim prawdopodobnie nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji wróci z Senatu do Sejmu? Jeżeli nie wtedy, kiedy może zapaść taka decyzja?

 

Jeśli przed upływem terminu obowiązywania obecnej koncesji na program TVN24 nie zaczną obowiązywać wymagania ujęte w obecnie procedowanej nowelizacji, KRRiT będzie musiała wypowiedzieć się jednoznacznie na temat wniosku nadawcy. Będzie musiała to zrobić bez uwzględnienia przepisów przejściowych zapisanych w projekcie nowelizacji. Może to wpłynąć na stanowisko osoby oddającej głos wstrzymujący się. Ale proszę to traktować tylko jako moją prognozę.

 

Grupa TVN twierdzi, że holenderska koncesja nie rozwiązuje jej wszystkich problemów z nadawaniem. Zdaniem spółki niekodowane kanały są zagrożone, ponieważ KRRiT może wszczynać postępowania o cofnięcie tych koncesji. KRRiT planuje podjęcie takich działań, czy obawy Grupy TVN są przesadzone?

 

TVN SA jest właścicielem koncesji na nadawanie innych programów, także obecnych na multipleksach w Polsce. Jesteśmy w trakcie rozpatrywania wniosku o przyznanie koncesji na kolejny okres dla programu TVN Siedem. Sprawa kontynuowania nadawania przez ten program wymaga dopełnienia warunków określonych w ustawie o radiofonii i telewizji obowiązujących od 2004 r. W odniesieniu do tego programu nie wystarczy uzyskanie koncesji zagranicznej na emisję satelitarną. I z tego zapewne powodu, nadawca wyraża obawy związane z dalszym nadawaniem programu za pomocą multipleksu.

 

Prezes Discovery Jean-Briac Perrette wezwał Stany Zjednoczone i Unię Europejską do interwencji w obronie TVN24. Spółka zapowiada również kroki prawne. Jakich działań możemy się spodziewać?

 

Wzywanie do „interwencji” w odniesieniu do niezależnego regulatora mediów jest kuriozalne i można co najwyżej zaliczyć je do pewnej formy nacisku na niego. Zapewne doszło do nadinterpretacji informacji podczas rozpowszechniania jej przez media. Droga prawna jest ustawowo dopuszczalna i możliwa. Zawsze decyzje podawane w imieniu KRRiT kończą się „pouczeniem strony” o przysługującym jej prawie odwołania do odpowiedniego sądu.

 

Pojawiły się informacje, że władze Stanów Zjednoczonych planują działania, które zmuszą polskie władze do wycofania się z nowelizacji ustawy medialnej. Wśród możliwych działań media wymieniają m.in. zablokowanie sprzedaży Polsce amerykańskich czołgów Abrams, a nawet nałożenie sankcji na prezydenta, premiera czy prezesa PiS. Sądzi pan, że to realne groźby czy jedynie fakty medialne?

 

Proszę wybaczyć, ale nie będę komentował tego rodzaju fake newsów.

 

Panie profesorze, na koniec zmienię temat naszej rozmowy. Katolickie Radio Profeto z Limanowej od września zwiększy zasięg nadawania. Będzie można go słuchać w największych polskich miastach. To konkurencja czy alternatywa dla Radia Maryja?

 

Czy istnienie w Kościele zakonów o różnym charyzmacie traktuje się jako konkurencję? Istnieje przecież zakon redemptorystów, są księża sercanie, są franciszkanie i dominikanie. I to nie jest określane jako konkurencja. Wręcz przeciwnie, jako wielogłos w przepowiadaniu tej samej Ewangelii. Tak, jak bukiet złożony z różnych kwiatów jest piękny przez swą różnorodność wyrażoną w jednym bukiecie. Radio Maryja jest jedyną rozgłośnią katolicką dostępną w wymiarze ogólnopolskim. Uzyskanie koncesji dla tej rozgłośni i jej realizowanie było możliwe dzięki wielkim trudom nadawcy i potencjalnych odbiorców. Na multipleksie Telewizja Trwam znalazła jedno miejsce dzięki kilkuletniej walce Rodziny Radia Maryja. I to są argumenty świadczące o dyskryminowaniu katolików w przestrzeni medialnej. Obecna KRRiT swoimi decyzjami przeciwstawia się takiej dyskryminacji. Jeśli wskazany przez pana kierunek rozwijania się Radia Profeto będzie realizowany, wszyscy, łącznie z odbiorcami programu Radia Maryja będą zadowoleni.

 

Rozmawiał Tomasz Plaskota, fot. gov.pl

 


 

prof. Janusz Kawecki

Rocznik 1943. Absolwent wydziału budownictwa lądowego Politechniki Krakowskiej, inżynier, naukowiec i publicysta. Był autorem audycji w Telewizji Trwam i Radiu Maryja, publicystą „Naszego Dziennika” i tygodnika „Sieci”, komentatorem rozgłośni polonijnych, a także redaktorem czasopism i wydawnictw o charakterze naukowym, technicznym i katolickim. 12 września 2016 r. powołany przez prezydenta RP na członka Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

 

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę kolejnego byłego operatora TVN w Sądzie Pracy

W związku z pozwem wniesionym przez Roberta Wyczałkowskiego, byłego operatora telewizji TVN przeciwko TVN S.A. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zawiadamia o objęciu niniejszej sprawy monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka, w tym praw pracowniczych.

 

Wniesiony pozew dotyczy, co do zasady, ustalenia istnienia stosunku pracy (art. 189 k.p.c.) i zasądzenia odszkodowania za niezgodne z prawem wypowiedzenie umowy o pracę oraz niedozwolone skrócenie okresu wypowiedzenia. Z uzasadnienia pozwu wynika jednak również, że mimo wykonywania przez powoda zadań w okolicznościach typowych dla stosunku pracy, pozwana Spółka zastępowała umowy o pracę umowami cywilnoprawnymi, a także miała stosować wobec powoda szykany. Miało to wpływ na realizację zasady wolności słowa, biorąc pod uwagę zatrudnienie powoda w spółce medialnej. W niniejszej sprawie zachodzi zatem zagrożenie naruszenia praw Pana Roberta Wyczałkowskiego w zakresie praw pracowniczych oraz praw człowieka, gwarantowanych zarówno przez Konstytucję RP, jak i przez prawodawstwo międzynarodowe.

 

W związku z powyższym CMWP rozważy przedstawienie opinii w charakterze amicus curiae (tzw. „opinii przyjaciela sądu”), jako że jest to uzasadnione celami tej organizacji. oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. W przypadku wydania opinii zostanie ona niezwłocznie przekazana Sądowi. Na obecnym etapie CMWP prowadzi monitoring sprawy, zgodnie z przepisami prawa oraz  wskazanymi wyżej celami i kryteriami.

 

Robert Wyczałkowski był zatrudniony w telewizji TVN jako operator kamer, wykonywał pracę na podstawie odnawianych w okresach półrocznych umów o dzieło z przeniesieniem praw autorskich od 2004 do 2021 r.  Wiele okoliczności wskazuje na to, iż mimo formalnie łączącej strony umowy cywilnoprawnej w rzeczywistości  jego zatrudnienie miało charakter pracowniczy.  Jego ostatnia umowa została rozwiązana przez  telewizję TVN 18 marca 2021 z zachowaniem 2-tygodniowego okresu wypowiedzenia.  Wg informacji CMWP SDP rzeczywistą przyczyną zakończenia zatrudnienia operatora było zgłoszenie przez niego rażących nieprawidłowości w traktowaniu niektórych operatorów przez bezpośredniego przełożonego. Mimo zapewnień, iż w związku z tym zgłoszeniem nie spotkają go negatywne konsekwencje, bez podania przyczyny została  wypowiedziana jego umowa. Mimo, iż sygnalizowane  i udokumentowane przez niego nieprawidłowości wskazywały na stosowane przez przełożonego mobbing oraz naruszanie jego dóbr osobistych, pracodawca nie pociągnął do odpowiedzialności za te zachowania sprawcy, tylko po powołaniu komisji do zbadania tej sprawy poinformował Roberta Wyczałkowskiego o zakończeniu postępowania obwiniając o zaistniałą sytuację zespół pracowników i współpracowników tej telewizji. W tej sytuacji wypowiedzenie umowy p. Wyczałkowskiego może być więc traktowane jako działanie odwetowe.

 

Stosowne pismo w tej sprawie zostało wysłane do  Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Rejonowego w Warszawie.

 

zdjęcie : wikipedia