HUBERT BEKRYCHT: Czego i sobie (nie) życzę…

Nadszedł wreszcie, ale nic się w nim nie zmieni, jeśli my się nie zmienimy. Czy rok 2023 ma jakąś cudowną moc, która przepędzi zło całego świata? Nie, po prostu rok 2022 był pod wieloma względami szczególnie zły.

Należy jednak oddzielić sytuację międzynarodową spowodowaną rosyjską napaścią na Ukrainę oraz kryzys gospodarczy od tego, co nam się zdarzyło w życiu. Nie mamy jeszcze wojny, nie przymieramy głodem, jest prąd, w domach ciepło… Trudny czas na świecie powoduje, jak w mijających miesiącach, bezprzykładną międzyludzką Solidarność. Tak było w minionym roku.

W mediach było w 2022 roku różnie – histerycznie, jak w polityce; patriotycznie, jak w życiu społecznym; wróżbiarsko, jak w gospodarce; specjalistycznie i ekspercko, jak w piłce nożnej.

Ten rok, 2023, może być dla mediów wolnego, demokratycznego świata przełomowy. Trzeba jednak podwyższyć poziom komunikowania się z odbiorcą. Nie można posługiwać się, jak od kilku lat, fake newsami, które kilka dni po publikacji będą powoli wycofywane, a „winę” zrzuca się na inne publikatory. Ludzie, być może, to jeszcze kupią, ale za kilka lat nikt już nie uwierzy w redakcyjne słowo pisane i mówione.

W mediach społecznościowych, zamiast wierzyć lub nie wierzyć miliarderom trzeba w końcu przestać nurzać się w pogłoskach i na nie odpowiadać. Same internetowe enuncjacje nie zmieniają świata. Robią to potwierdzone informacje.

Zrezygnujmy w mediach z przedstawiania świata poprzez okulary prasy bulwarowej. Plotkarskie portale nie zastąpią rzetelnych wiadomości. Powtórzyć należy, że tabloidyzacja rzeczywistości w końcu wzbudzi lęk odbiorców i media publikujące półprawdy w końcu upadną, tylko koszt społeczny tego procesu będzie ogromny.

Nie wstydźmy się swoich poglądów. Dziennikarz powinien je mieć i – poza czystą informacją – powinien używać mózgu i swoich zasad a nie tylko algorytmów popularności mediów, dla których pracuje.

I chyba najważniejsze, przestańmy w końcu ciągle zajmować się innymi mediami. Nie bądźmy społecznymi kanibalami, bo w końcu zjemy siebie i nasz dorobek.

Czego w Nowym Roku 2023 dziennikarzom, pracownikom redakcji, właścicielom mediów, politykom i sobie życzę.

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosja chce stworzyć „nową cywilizację”

Przewodniczący krymskiego parlamentu okupacyjnego stwierdził, że trzeba wypracować nową ideologię, która byłaby podstawą „cywilizacji rosyjskiej”. Może to oznaczać powrót do stalinizmu.

W czasie, gdy moskiewscy politycy twierdzą, że Rosja kocha Ukraińców (którzy według Putina nie istnieją), że szukają dla nich tylko dobra, ​​nie planują w Ukrainie zmiany rządu i nie dążą do zdobycia tego kraju, krymski urzędnik, przewodniczący krymskiego parlamentu okupacyjnego Wołodymyr Konstantynow powiedział podczas konferencji prasowej:

„Do końca przyszłego roku (2023 – przyp. autora) zdobędziemy Odessę, Mikołajów, Charków i na tym tle rozstrzygną się losy Ukrainy. Do końca przyszłego roku ukraiński rząd zacznie energicznie wybiegać z propozycją pokoju, starając się obronić przynajmniej Kijów – na co w żaden sposób nie powinniśmy się zgodzić. W 2024 roku musimy zniszczyć tę formację, ten rakowy guz. Oto moje przypuszczenie: rok 2024 to rok zdobycia Kijowa, a reszta terytoriów już nas nie interesuje…”

Dodał też, że „będziemy ciężko pracować na nowo zdobytych terenach, szkoła będzie kształcić nowe pokolenie dzieci. Minie 10 lat – i dorosną zupełnie inni ludzie, z tradycyjnymi rosyjskimi wartościami…”

Jak widać, rosyjski reżim dyktatorski knuje intrygi i promując myśli o pokoju i negocjacjach, w rzeczywistości ma zupełnie inne plany całkowitego zniszczenia Ukrainy jako państwa, a nawet jej nazwy. Chce, aby ani taki kraj, ani taki naród nie istniały na Ziemi.

Wołodymyr Konstantynow kontynuował: „Powrót na Ukrainę. W granicach, w jakich istnieje teraz, tego państwa na pewno już nie będzie. Być może zniknie zupełnie, bo pojawiło się sztucznie, zniknie razem z reżimem Zełenskiego. Być może sama nazwa >Ukraina< zniknie, bo będzie postrzegana jako zbyt toksyczna i sami ludzie zaczną szukać innej nazwy dla terytorium, na którym żyją. Toponim >Ukraina< jest obecnie ściśle kojarzony z nazizmem. To już powoduje pewien kompleks niższości u rozsądnych Ukraińców. Rosja musi zbudować własną ideologię, która powinna wyjść od prezydenta…”

Wbrew zdrowemu rozsądkowi Wołodymyr Konstantynow nazywa Rosję, której służy, „odrębną, niezależną cywilizacją”. Obserwując, jak rosyjscy żołnierze świadomie i bez emocji zabijają Ukraińców, tworzą dla nich obozy koncentracyjne i filtracyjne, jak lekceważą prawa człowieka i prawne zwyczaje wojenne, jak rabują ukraińskie muzea, galerie sztuki, fabryki i magazyny, stal i chleb, warzywa i AGD można powiedzieć, że to nie cywilizacja, a kompletne barbarzyństwo. Dlatego wojna Rosji na Ukrainie nie jest „zderzeniem cywilizacji”, jak to przedstawiają rosyjscy propagandyści, ale wojną barbarzyńców z całą cywilizacją światową.

Później Konstantynow rzeczywiście przyznał, że ta jego „cywilizacja” wciąż nie ma podstaw ideologicznych, i zaproponował: „Trzeba stworzyć grupę roboczą, aby wypracować nową ideologię i jasno określić tam nasze cywilizacyjne parametry i priorytety. Nasza cywilizacja musi być konkurencyjna. Musimy wyglądać atrakcyjnie we wszystkim, wtedy projekt o nazwie >cywilizacja rosyjska< będzie miał prawo dalej istnieć…” Urzędnik właściwie nie wie, o czym mówi. Przecież wypracowanie „ideologii” opartej na rosyjskiej praktyce jest albo w ogóle niemożliwe, albo będzie to… nowy stalinizm, czyli rosyjski faszyzm. Dlatego Konstantynow powiedział, że „przywrócenie portretu Stalina na dawne miejsce na dworcu kolejowym (w Symferopolu – przyp. autora) byłoby bardziej sprawiedliwe. Jest jednym z filarów zwycięstwa, ludzie szli na śmierć ze słowami >Ojczyzna< i jego imieniem na ustach. Cały kraj dosłownie płakał, kiedy umierał…”

Nawiasem mówiąc, Wołodymyr Konstantynow najwyraźniej uważa, że ​​wpadł w ogólny rosyjski trend dotyczący Stalina. Na przykład kilka dni temu prawnuk Józefa Stalina, artysta Selim Bensaad, jak donosi NEWS.RU, napisał list do prezydenta Władimira Putina, w którym prosił o pośmiertną rehabilitację jego pradziadka Józefa Stalina i oficjalny zakaz nazywania go „dyktatorem” i „tyranem”. Selim Bensaad urodził się w 1971 roku w rodzinie córki najstarszego syna Stalina, Jakowa Dżugaszwilego Galiny. Jego ojcem był student z Algierii, Hossin Bensaada. Selim Bensaad jest artystą mieszkającym w Moskwie.

Wystąpienie do prezydenta zbiegło się w czasie z urodzinami Stalina, które obchodzone są 21 grudnia. W liście Bensaada czytamy, że on i historyk Lana Parshina przeprowadzili śledztwo w sprawie przyczyn śmierci przywódcy ZSRR i znaleźli ślady „elementu przestępczego”. Prawnuk jest przekonany, że pradziad został zdradzony i otruty przez ludzi z jego bliskiego otoczenia, których uważał za współpracowników. W związku z tym Bensaad zwraca się do Putina o wydanie zezwolenia na ekshumację zwłok Stalina w celu potwierdzenia wersji o gwałtownej śmierci przywódcy narodów. Komunistyczna Partia Rosji poparła „logiczne” inicjatywy Bensaada, z wyjątkiem ekshumacji i badań. Oni chyba wiedzą na pewno kto otruł wtedy „przywódcę wszystkich narodów” i boją się prawdy.

Wołodymyr Konstantynow nie tylko poparł renowację portretów Stalina, ale także przystał na propozycję nadania centralnej bibliotece w Symferopolu imienia teoretyka rosyjskiego faszyzmu Mykoły Danylewskiego. Główne idee Danylewskiego znajdują odzwierciedlenie w pracy „Rosja i Europa” z lat 1864–68. Gdzie przedstawił swoją rozwiniętą teorię typów kulturowo-historycznych. „Przewidział”, że „w przyszłości Słowianie pod wodzą Rosji zajmą miejsce schyłku typu germańsko-romańskiego na scenie historycznej. Zgodnie z przewidywaniami Danylewskiego Europę powinna zastąpić Rosja. Świętowanie słowianizmu oznaczałoby „zachód słońca” Europy. Ale do tego, według Danylewskiego, Rosja potrzebuje silnego rządu i ścisłej centralizacji. Ale jak się później okazało, Danylewski ukradł te idee niemieckiemu filozofowi Rickertowi, przerobił je na swój rosyjski styl i przedstawił jako własne. A teraz najwyraźniej stał się przewodnikiem dla rosyjskich okupantów na Krymie, którzy chcą jego słowa wcielić w życie.

SDP CAFE. Edycja 2. JACEK RAGINIS-KRÓLIKIEWICZ

ODCINEK 15. Z Jackiem Raginisem-Królikiewiczem, reżyserem, scenarzystą i producentem filmowym, rozmawia Andrzej Klimczak.      

Druga edycja „SDP Cafe” to przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl 15 rozmów z twórcami kultury. Dziennikarze odwiedzają ich z kamerą w domach, pracowniach w różnych miejscach Polski lub zapraszają do „kawiarenki” zaaranżowanej w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal w Warszawie.

Więcej informacji o spotkaniu TUTAJ.

Więcej informacji o „SDP Cafe” TUTAJ.

Projekt dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Funduszu Promocji Kultury oraz Narodowego Centrum Kultury.

Partnerzy medialni:

Do Rzeczy, Sieci, wPolityce.pl, Radio Wnet, Informator Stolicy, portal Waw4free, Bez wierszówki, Forum Dziennikarzy

 

Zauroczony romantyką morza – MIECZYSŁAW SOKOŁOWSKI wspomina śp. Andrzeja Gołębiowskiego

Zmarł red. Andrzej Gołębiowski, wieloletni dziennikarz mediów na Wybrzeżu Gdańskim. Zauroczony romantyką morza, przyjechał do Trójmiasta z Chełma w woj. lubelskim, z zamiarem zdobycia  jednego z zawodów, o jakich marzą młodzi ludzie mieszkający z dala od brzegów Bałtyku. Podjął więc studia na elitarnym Wydziale Budowy Okrętów Politechniki Gdańskiej.

Jako student, dzięki szerokim  zainteresowaniom  i rozlicznym  talentom nie ograniczał się tylko do tematyki technicznej, ale kierował je także ku innym dziedzinom. Zgłosił się więc na seminarium dziennikarskie organizowane przez redakcję ogólnopolskiego tygodnika uczelni technicznych „Politechnik”. Wkrótce zaczął pisać na jego łamach i stał się członkiem redakcji.  Ta nowa pasja sprawiła, że po kilku latach okrętownictwa  zadecydował o wyborze przyszłego zawodu i ukończył studia na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego.

Pracował w „Głosie Wybrzeża”, „Dzienniku Bałtyckim”, „Tygodniku  Morskim”, „Wybrzeżu”, „Czasie”,  „Budownictwie  Okrętowym i Gospodarce Morskiej”, publikując też w „Polish Maritime News” oraz w „Schiff und Hafen”. Łączył  wiedzę techniczną i znajomość zjawisk gospodarczych i  ekonomicznych z wielką wrażliwością na sprawy społeczne.  Stał się wybitnym znawcą gospodarki morskiej, którą znał i rozumiał.  Prezentował trafne analizy i pogłębione oceny procesów występujących w stoczniach, w portach i w żegludze. Teorię podpierał praktycznymi obserwacjami dokonywanymi podczas kilku rejsów polskimi statkami.  Dawały mu one skalę porównawczą i bazę do odniesień i porównań. Ciekawy świata, lubił podróżować i chętnie wykorzystywał okazje, które w okresie PRL pozwalały dziennikarzom na studyjne wyjazdy. Przywoził z nich interesujące materiały i spostrzeżenia a także fotografie, które wykonywał z wielką pasją i umiejętnością.

Zachowywał niezależność własnych poglądów i jak przyznawał po latach  – potrafił je  zawsze obronić i utrzymać. Z nadzieją witał przemiany zapoczątkowane w sierpniu 1980 roku. Dołączył do zespołu  „Tygodnika Gdańskiego” –  pisma „Solidarności”. Ten ruch związkowy reprezentował później jako  przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Prasie Bałtyckiej (wydawcy Dziennika Bałtyckiego).  Ogromną satysfakcję dawało  mu prowadzenie zajęć na poziomie uczelnianym dla młodych dziennikarzy.

Z natury dobrotliwy, przyjacielski i życzliwy ludziom, potrafił jednak zawsze stanowczo bronić swoich racji. Z niewielkiej emerytury regularnie przesyłał datki na pomoc chorym dzieciom. Jak sam podkreślał, organicznie pozbawiony był dążenia do zaszczytów i stanowisk. W korespondencji podpisywał się – „Lumpenliberał”. Z przekonania demokrata, przeciwny wszelkim formom autorytaryzmu, krytyczny wobec  zmian społecznych i politycznych zachodzących w ostatnich latach w naszym kraju. Nie ukrywał swoich, czasami wyrażanych przekornie,  pesymistycznych  poglądów na temat dalszych losów Polski i świata, co sprawiało, że  wygasały stare przyjaźnie, a on coraz trudniej przeżywał swoją samotność, którą pogłębiały nasilające się codzienne trudności i  problemy zdrowotne.

Nie wykorzystał wszystkich swoich talentów. Pięknie rysował, pisał błyskotliwe felietony, wspaniale i zajmująco opowiadał,  miał lekkie pióro, którym mógł, już po przejściu na emeryturę,  przekazać  swoją wiedzę  i oryginalne, zawsze jednak oparte na zdrowym  rozsądku,  poglądy i oceny.  Zapewne na  przeszkodzie stała tu stale pogarszająca  się i trudna  do uleczenia wada wzroku.

Odszedł Przyjaciel, uczciwy i skromny człowiek o prawym charakterze i encyklopedycznej wiedzy.


Andrzej Gołębiowski. Dziennikarz, publicysta morski, medioznawca.

Ur. 28 lipca 1944 r. w Zamościu. Studiował na Wydziale Budowy Okrętów Politechniki Gdańskiej (1961–1964), absolwent Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego (1982).
Sekretarz gdańskiego oddziału Tygodnika Studenckiego „Politechnik” (1967– 1971); redaktor miesięcznika „Horyzont” (1971); redaktor działu, publicysta działu ekonomiczno-morskiego „Głosu Wybrzeża” (1971–1980); publicysta tygodnika „Czas” (1980–1981); kierownik działu ekonomicznego tygodnika „Wybrzeże” (1982–1983); zastępca redaktora naczelnego miesięcznika „Budownictwo Okrętowe” (1983–1990); publicysta, następnie sekretarz redakcji „Tygodnika Gdańskiego” (1989–1992), publicysta „Dziennika Bałtyckiego”, kierownik Redakcji Analiz Prasowych „Dziennika Bałtyckiego” – Wydawnictwa Prasa Bałtycka (1992–2004). Przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Prasie Bałtyckiej (potem Polska Press).

Wykładowca w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza i Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej w Gdyni.
Laureat I nagrody w ogólnopolskim konkursie na reportaż zagraniczny tygodnika „ITD” (1971) i nagrody publicystycznej ministra żeglugi (1973).
Odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi (1978) i odznaką „Zasłużony Pracownik Morza”.
W Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich  od 1971 roku.

Mieszkał w Gdańsku, zmarł 17 grudnia 2022 r.

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosja militaryzuje krymskie dzieci

Okupacyjny parlament Krymu przyjął „ustawę” „o wychowaniu patriotycznym”, jednak jej głównym celem nie jest studiowanie historii czy geografii swojej ojczyzny, ale rekrutacja dzieci do klas w prymitywnych „szkołach paramilitarnych”.

W placówkach takich uczniowie od pierwszych klas uczą się chodzić w szyku, poznają zasady dyscypliny i statutów wojskowych i zmuszani są do bezwzględnego  wykonywania rozkazów dowódców. Tak naprawdę nie chodzi o naukę umiejętności wojskowych, ale o gotowość „umierania za Rosję”.

Szef ukraińskiej prokuratury Krymu i Sewastopola, która jest częścią struktury Prokuratury Generalnej Ukrainy, Ihor Ponoczewny, stwierdził, że nie chodzi o patriotyzm jako taki, ale o to, że „dzieci na Krymie są wychowywane, aby być żołnierzami od najmłodszych lat”. „Oprócz nielegalnego werbunku do armii rosyjskiej obserwujemy taki kierunek, jak militaryzacja dzieci. To, moim zdaniem, jest bardzo złe, ponieważ edukacja dzieci na Krymie z młodszych klas ma na celu wychowanie ich na żołnierzy bez żadnej alternatywy” – powiedział Ponoczewny. Według niego dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjów poddawane są propagandowej edukacji w stylu „oddać życie za Rosję”. Są również uczeni, jak obchodzić się z bronią, w tym urządzeniami wybuchowymi i różnymi rodzajami broni ciężkiej. Dzieci z młodszych klas werbowane są do tzw. „Uniarmii”, gdzie wymaga się od nich złożenia przysięgi, podkreślając, że jej złamanie będzie karane jako poważne przestępstwo.

Jak informowało niedawno Centrum Edukacji Obywatelskiej „Almenda”, w bieżącym roku szkolnym po raz pierwszy na okupowanym Krymie do klas podchorążych przyjęto pierwszoklasistów. Stało się to w liceum w Symferopolu, gdzie 36 pierwszoklasistów zostało po raz pierwszy przyjętych w szeregi kadetów Komitetu Śledczego, a po raz pierwszy 30 pierwszoklasistów dołączyło do szeregów kadetów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Dodatkowo w różnych szkołach na Krymie istnieje już siedem korpusów kadetów dla dzieci. W sumie, jak donosi „Almenda”, na samym Krymie 25 tys. dzieci z Sewastopola jest członkami rosyjskiej wojskowo-patriotycznej organizacji młodzieżowej „Uzbrojenie” oraz dziecięcego i młodzieżowego ruchu „Wielkie Przemiany”. Ponadto ponad 2000 ukraińskich dzieci z okupowanych terytoriów obwodu chersońskiego i zaporoskiego zostało wywiezionych do obozów dziecięcych na Krymie i w Rosji, gdzie spotykają się już z nimi przedstawiciele rosyjskich wojskowych organizacji młodzieżowych.

Niedawno rosyjski „przywódca Krymu” Serhij Aksjonow ogłosił program wstępnego szkolenia wojskowego w szkołach półwyspu na lata 2022-2023. Tak naprawdę od początku rosyjskiej aneksji Krymu na półwyspie próbuje się formować młodą armię, gotową zabijać i umierać za Rosję. Serhij Aksjonow zatwierdził wstępny plan szkolenia wojskowego na początku listopada. Według rosyjskiego rządu Krymu „edukacja wojskowo-patriotyczna i wstępne szkolenie wojskowe będą prowadzone zarówno w ramach programu szkolnego, jak i edukacji dodatkowej”. Dla uczniów szkół krymskich odbędą się spotkania w bazach jednostek wojskowych, szkolenia strzeleckie, zajęcia z wojskowego szkolenia medycznego oraz ochrony radiologicznej, chemicznej i biologicznej. W planie są imprezy kampanijne, wycieczki edukacyjne i wojskowe zawody sportowe. Kurs przysposobienia wojskowego został wprowadzony równolegle z zajęciami pozalekcyjnymi w „Junarmia” – ogólnorosyjskim ruchu wojskowo-patriotycznym dzieci i młodzieży. Takie klasy zaczęły działać na Krymie po jego aneksji przez Rosję w 2014 roku. Angażują dzieci w zainteresowanie bronią i wojskiem poprzez wojskowe gry sportowe i działania patriotyczne.

Od września szkolenie wojskowe krymskich uczniów jest uzupełniane szkoleniem ideologicznym. W rosyjskim systemie oświaty wprowadzono obowiązkowy kurs „Rozmowy o tym, co ważne”, który odbywa się w każdy poniedziałek jako pierwsza lekcja po podniesieniu flagi i odśpiewaniu rosyjskiego hymnu narodowego. Program lekcji zawiera część dotyczącą „słuszności rosyjskiej inwazji na Ukrainę”. W sieciach społecznościowych regularnie publikowane są relacje z wydarzeń patriotycznych w krymskich szkołach. Odbywają się zarówno w placówkach edukacyjnych w dużych miastach, jak i poza nimi.

„Przy pomocy takich wojskowych lekcji na Krymie szkolą się przyszli rosyjscy żołnierze, którzy od najmłodszych lat są gotowi umrzeć za Rosję” – mówi Iryna Sedova, ekspert krymskiej grupy praw człowieka. Według niej przymusowe szkolenie wojskowe dzieci poniżej 15 roku życia z terenów okupowanych w czasie wojny do służby w armii państwa okupacyjnego, zgodnie ze Statutem Rzymskim, ma znamiona zbrodni wojennej.

„W czasie pełnej inwazji Rosji na Ukrainę prawdopodobieństwo ewentualnego wysłania tych dzieci na wojnę i ich późniejszej śmierci tam wzrasta. Rosyjska machina państwowa uczy dzieci na Krymie, jak zostać >lojalnymi żołnierzami Putina<. Wychowuje ich w przekonaniu, że powinni bezwzględnie wykonywać rozkazy i być tolerancyjni wobec wojska, być gotowi iść do tego wojska, by służyć i umierać za Rosję z bronią w ręku. Kolejnym strategicznym celem takiej edukacji jest wychowanie >patriotów< Rosji, nauczenie krymskich dzieci, że są obywatelami Rosji, aby zapomniały, że urodziły się i żyły na Ukrainie” – mówi Iryna Sedova.

Przebieg wstępnego szkolenia wojskowego wzmacnia i tak już potężną militaryzację szkolnictwa na półwyspie, którą zapewniają różne formacje paramilitarne. W porównaniu z sąsiednią Rosją Krym ma największą liczbę oddziałów organizacji „Junarmia” i najwyższy odsetek dzieci wstępujących w jej szeregi” – mówi Oleg Okhredko, ekspert Centrum Edukacji Obywatelskiej „Almenda”.

„Dlaczego tak się dzieje? To bardzo proste – na okupowanym Krymie władze rosyjskie tworzą paramilitarne oddziały dziecięce w celu utrzymania tego terytorium. Jednym z głównych zadań jest wykorzenienie ukraińskiej mentalności i ukształtowanie obrazu wroga z Ukrainy” – twierdzi.

Kilka tygodni temu rosyjskie siły okupacyjne utworzyły oddział rosyjskiego ruchu „Junarmia”, który nazywają „oddziałami Putina”, w Heniczesku w obwodzie chersońskim. Rosyjscy okupanci utworzyli także oddział „Uzbrojenia” w Melitopolu – poinformował na swoim kanale Telegram ukraiński burmistrz miasta Iwan Fiodorow. Zauważył, że rosyjskie siły okupacyjne „zwiększają presję ideologiczną” na dzieci i młodzież na terenach czasowo okupowanych. Według burmistrza Melitopola „szkoły uczą według rosyjskich podręczników z odpowiednią interpretacją historii, licealiści mają otrzymać podstawowe wykształcenie wojskowe, czyli przygotowywani są do ewentualnego udziału w tzw. batalionie”. Fiodorow dodał też, że w mieście formują się jednostki „Uzbrojenia” – organizacji działającej pod kierownictwem Ministerstwa Obrony Rosji. Nazwał ten proces „militaryzacją dzieci”.

Dmytro Lubinets, Rzecznik Praw Obywatelskich Rady Najwyższej Ukrainy, stwierdził, że „niepokój budzi militaryzacja oświaty i rosyjska propaganda, która jego zdaniem jest „skierowana do ukraińskich dzieci”. Zauważył on, że Rosja takimi działaniami „zaszczepia” w nieletnich nienawiść do Ukrainy i chęć zemsty za wojnę, ale nie na Rosjanach, ale na Ukraińcach. Rzecznik dodał, że celem okupantów jest „pozbawienie dzieci możliwości wyrażania swojej ukraińskiej tożsamości”. Również zdaniem Dmytra Lubinetsa można powiedzieć, że takie działania są „przejawem ludobójstwa” i jedną z form przymusu do dalszej służby w rosyjskich siłach zbrojnych, co wskazuje na kolejną zbrodnię wojenną popełnioną przez Rosjan.

Niedawno ukraińska prokuratura Krymu wraz z krymską Grupą Praw Człowieka skierowała do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze pismo z informacją o militaryzacji dzieci na Krymie. Zostało to zgłoszone, ponieważ zdaniem prokuratorów i obrońców praw człowieka, krymskim dzieciom oprócz nauki posługiwania się bronią „wpajane są rosyjskie tradycji wojskowe do dalszej służby w armii okupanta”.

Przedstawicielstwo prezydenta Ukrainy na Krymie stwierdza, że ​​tylko deokupacja Krymu i innych terytoriów Ukrainy „położy kres brutalnej rosyjskiej propagandzie” i zapewni ukraińskim dzieciom i młodzieży dostęp do normalnej edukacji.

 

WALTER ALTERMANN: Zasługa czy kara – dzikie wibracje językowe

Mam spore zasługi w tropieniu kolejnych dziwactw językowych w wykonaniu naszych dziennikarzy i zwykłego ludu.

Szczerze mówiąc śledzenie i próby naprawy tego, co się wyprawia w mediach i codziennym życiu jest dożywotnią fuchą. Ale też niesie ona dla mnie trudny obowiązek, graniczący z cierpieniem, wsłuchiwania się w te wszystkie okropności.

Wizyty, wizytowania, rewizyty

W TVN 24, w dniu 9 grudnia 2022, można było usłyszeć, że żona prezydenta Ukrainy Olena Zełeńska „wizytowała angielskiego króla”.

I mamy klops. Bo wizytować to może generał podległy mu pułk wojska. Ale już, gdyby pan prezydent Duda odwiedził jakąś uczelnię, która nie jest wojskowa, to tam „złożyłby wizytę”.

Możemy iść do znajomych z wizytą, później oczekując ich rewizyty – choć ten przykład akurat jest ciut nadęty, bo o wizytach i rewizytach mówimy tylko w dyplomacji. A Kowalscy z Malinowskimi po prostu spotykają się, bywają u siebie na obiadach i kolacjach.

Czyli, poprawnie byłoby powiedzieć, że pani Zełeńska złożyła wizytę królowi albo została przyjęta przez króla.

Naprawdę, czym prościej, tym lepiej.

 Na Berdyczów

„Chciał wysłać przeciwnika na Berdyczów” – mówi sprawozdawca z Mundialu. Chodziło mu o to, że jakiś zawodnik udawał, że jest sfaulowany, żeby przeciwnik dostał czerwoną kartkę i opuścił boisko. Ale skąd sprawozdawca wziął zwrot „wysłać kogoś na Berdyczów”?

U Słowackiego, w poemacie „Beniowski” znajdziemy zwrot „pisz na Berdyczów”, który pada w momencie, gdy Beniowski ucieka z rosyjskiej niewoli i we własnym mniemaniu nie będzie już dla nikogo osiągalny. U Słowackiego pisanie na Berdyczów jest czynnością bez sensu.

Obecnie niektórzy badacze języka twierdzą, że poczta w Berdyczowie działała świetnie, i że wysłane na jej adres listy spokojnie czekały na kupców. Bowiem Berdyczów był znany z dużych targów, na które zjeżdżali z całej Rzeczpospolitej poważni handlowcy. A poczta w Berdyczowie była ich pewną skrzynką kontaktową.

Nie bardzo badaczom ufam, wolę już wierzyć Słowackiemu. Co jednak nic nie zmienia w bezsensie użycia zwrotu o „wysłaniu kogoś na Berdyczów” przez pana sprawozdawcę.

Zasłużył sobie na czerwoną kartkę

Ten zwrot używany był najpierw ironicznie, żartobliwie, potem stał się już niemal powiedzeniem codziennym w piłkarskim świecie. I stracił ten zwrot całą swoją złośliwość.

Zasługa bowiem jest w naszym języku czymś dobrym, godnym uznania. Słownik podpowiada, że zasłużony, to godny docenienia, wartościowy rezultat czyjegoś działania. Ergo – zasłużyć sobie można na dyplom, krzyż, order.

Gdyby sprawozdawca powiedział, że zawodnik doczekał się żółtej kartki byłoby normalnie. Ale gdzie tu jakakolwiek zasługa w kopaniu przeciwnika?

Co trenduje na Tik Toku?

Z czasownikami odrzeczownikowymi zawsze był kłopot. I tak też jest z krążącym obecnie w sieci zwrotem, że coś „trenduje” na Tik Toku. Chociaż rozumiem ludzi, którzy od „trendu” łatwo przechodzą do „trendowania”. Trend to kierunek, głównie w modzie, ale i w zachowaniach. Najpierw musieliśmy przyswoić polszczyźnie, że coś jest „trendy”, czyli cieszy się zainteresowaniem, uznaniem. Jakoś ta operacja przeszła bezboleśnie. Teraz jednak komuś nie chciało się napisać, że na Tik Toku coś tam jest modne, cieszy się dużym zainteresowaniem, uznaniem. W sumie „trendowanie” jest zrozumiałe, choć głupie i dziwaczne. No, ale to jak tam już komu wola…

Estymacja

Zwykła ulotka dostarczyciela żywności, jaką można znaleźć w swojej skrzynce pocztowej. Ale treść nie jest zwykła. Oto jakaś firma poleca swe usługi, anonsując się jednak zaskakująco, bo oto w ulotce znajdujemy wydrukowany taki tekścik:

„Firma… estymuje czas dostarczenia obiadu w ciągu, co najwyżej 20-stu minut.”   

Sięgam do słowników i znajduję taką definicję estymacji: „Estymacja (łac. Aetimatio czyli oszacowanie) to dział wnioskowania statystycznego, będący zbiorem metod pozwalających na uogólnianie wyników badania próby losowej na nieznaną postać i parametry rozkładu zmiennej losowej całej populacji oraz szacowanie błędów wynikających z tego uogólnienia. Wyrażenie nieznana postać jest kluczem do odróżnienia estymacji od drugiego działu wnioskowania statystycznego, jakim jest weryfikacja hipotez statystycznych, w którym najpierw stawiamy przypuszczenia na temat rozkładu, a następnie sprawdzamy ich poprawność. W zależności od szukanej cechy rozkładu można podzielić metody estymacji na dwie grupy: 1. Estymacja parametryczna – metody znajdowania nieznanych wartości parametrów rozkładu; 2. Estymacja nieparametryczna – metody znajdowania postaci rozkładu populacji. W praktyce estymacja nieparametryczna jest zastępowana prostszymi metodami bazującymi na weryfikacji hipotez statystycznych.

Zrobiło mi się bardzo przykro, bo dotarło do mnie, że oto jakiś dobrze wykształcony statystyk, który przez lata badał niezwykle ważne dla nas dziedziny, takie jak: obronność, migracje wewnętrzne, poziom życia, wielkość i małość produkcji narodowej… nagle zostaje zwolniony z pracy. I w rozpaczy ima się gotowania pierogów, smażenia schabowych, siekania kapusty na surówki… oraz dostarczania takiego jedzenia leniwej ludności, której nie chce się gotować, smażyć i piec.

Ileż wielkiej człowieczej rozpaczy niesie z sobą ta ulotka, ileż w niej ukrytych klęsk i zawodów. Na taką tragedię człowieka trzeba by pióra Dostojewskiego.

Złamali carski kod

WP Wiadomości z 25 listopada 2022, przynoszą taki tekst: „Złamali carski kod. Tego obawiał się Karol V. Rozszyfrowano list z 1447 roku, który ujawnił obawy hiszpańskiego króla przed zamachem na jego życie. Zamachu mógł dokonać król Francji Franciszek.”

Wiadomość nie jest najbardziej poruszająca, choć pod jednym względem wymaga zastanowienia, zrozumienia i potępienia.

Otóż – Karol V był cesarzem Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, w skrócie Świętego Cesarstwa Rzymskiego, będąc jednocześnie królem Hiszpanii. Ale w żadnym razie nie był nigdy, w żadnej części swej władzy, carem!

Na Zachodzie Europy byli cesarze, a w Rosji carowie. Niby to samo, ale jednak zupełnie co innego! Jak ktoś piszący, redagujący taką informację może tego nie wiedzieć? I skąd redakcja bierze takich ludzi? Spośród ruskich agentów?

Swoją drogą, gdyby redakcja WP poszukiwałaby kiedyś człowieka odpowiedzialnego za dział naukowy, ze szczególnym uwzględnieniem atomistyki, fizyki kwantowej i innych taki trudnych dziedzin – to ja bym reflektował. Nie mam co prawda bladego pojęcia o fizyce, ale skoro redaktor piszący o historii tak gracko myli carów z cesarzami, to i ja jakoś bym w WP egzystował.

A carowie wzięli się stąd, że po zdobyciu Konstantynopola przez Turków, władcy Rosji uznali, że to oni są spadkobiercami upadłego wschodniego cesarstwa. Czyli są właśnie carami.

Pierwszym carem był Iwan IV Groźny z dynastii Rurykowiczów. Od 4 grudnia 1533 wielki książę moskiewski, car Wszechrusi w latach 1547–1584. Był pierwszym władcą Rosji, który koronował się na cara 16 stycznia 1547. Tytuł ten nie był uznawany w Rzeczypospolitej.

I tak to nasz język wibruje niczym komórka –  hałas i drgania spore, ale sensu niewiele.

 

SDP CAFE. Edycja 2. HELENA LAZAROWICZ

ODCINEK 13. Z Heleną Lazarowicz, działaczką opozycji niepodległościowej, właścicielką wydawnictwa Lena, rozmawiają Tomasz Białaszczyk i Piotr Gaglik.      

Druga edycja „SDP Cafe” to przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl 15 rozmów z twórcami kultury. Dziennikarze odwiedzają ich z kamerą w domach, pracowniach w różnych miejscach Polski lub zapraszają do „kawiarenki” zaaranżowanej w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal w Warszawie.

Więcej informacji o spotkaniu TUTAJ.

Więcej informacji o „SDP Cafe” TUTAJ.

Projekt dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Funduszu Promocji Kultury oraz Narodowego Centrum Kultury.

Partnerzy medialni:

Do Rzeczy, Sieci, wPolityce.pl, Radio Wnet, Informator Stolicy, portal Waw4free, Bez wierszówki, Forum Dziennikarzy

Poznaliśmy laureatów XX edycji konkursu im. Władysława Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych

Damian Diaz, został Dziennikarzem Ekonomicznym 2022 roku, a TVP3 Rzeszów – Redakcją 2022 roku w XX edycji konkursu im. Władysława Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych organizowanego przez Narodowy Bank Polski. Patronem honorowym konkursu było Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, a jednym z członków Kapituły prezes SDP Krzysztof Skowroński.  

W jubileuszowej edycji konkursu NBP nagrodzono dziewięciu dziennikarzy oraz jedną redakcję. Laureaci konkursu zostali docenieni za wyjaśnianie skomplikowanych zagadnień gospodarczych i ekonomicznych w przystępny i zrozumiały sposób.

Dziennikarzem Ekonomicznym 2022 roku w XX Konkursie im. Władysława Grabskiego został Damian Diaz z programu „Wiadomości” TVP. Kapituła Konkursu wyróżniła go za „nielękanie się prawdy, ale także doskonały warsztat dziennikarski, w tym umiejętne przedstawianie w interesujący sposób trudnych kwestii gospodarczych”.

Tytuł „Redakcji 2022 roku” otrzymał zespół TVP3 Rzeszów. Redakcja została nagrodzona za „tworzenie atrakcyjnych programów podejmujących palące problemy społeczne i gospodarcze, za dociekliwość w ich ocenie oraz za dbałość o wartość informacyjną materiałów”.

„Tegoroczny konkurs jest jubileuszowy i jest dla nas źródłem dużej satysfakcji. Także ze względu na patrona nagrody, który jest i pozostanie symbolem oddania dla Rzeczypospolitej w szczególnie trudnych chwilach naszej historii. A przecież dziś stajemy przed wyzwaniami, które jeszcze kilka lat temu, ba – kilka miesięcy temu – wydawały się odległe, nierealne. Jednak brutalne realia wkroczyły w nasze życie i musimy stawić czoła problemom, przed którymi nie można się uchylić” – powiedział prof. Adam Glapiński, Prezes Narodowego Banku Polskiego. „Serdecznie gratuluję wszystkim nagrodzonym autorom i życzę wytrwałości. Od Was zależy bardzo wiele, szczególnie w tym trudnym czasie” – podkreślił Prezes NBP.

Poniżej lista laureatów XX edycji Konkursu im. Władysława Grabskiego:

Kategoria: Felieton lub analiza

Natalia Słomkowska, program „Zbliżenia” – TVP3 Bydgoszcz
Nagroda za materiał „Wakacje kredytowe rozpoczęte”.

Anna Rudy, „Tygodnik Zamojski”

Wyróżnienie za artykuł „Największa rewolucja w krótkiej historii rolniczych emerytur”.

Kategoria: Finanse osobiste i edukacja ekonomiczna

Adam Suraj, portal Obserwator Gospodarczy
Nagroda za artykuł „Newsweek Polska pisze o bankructwie, przy okazji kłamiąc”.

Kategoria: Polityka pieniężna i stabilność finansowa

Stanisław Koczot, „Gazeta Bankowa”
Nagroda za artykuł „Koniec balu”.

Kategoria: Polski złoty i niezależność banku centralnego

Krystian Kaźmierczyk, program „Biznes Polska” – Telewizja Republika
Nagroda za materiał „FIT 55 – inflacja a zielona rewolucja”.

Kategoria: Problematyka regionalna

Zbigniew Bartuś, „Dziennik Polski”
Nagroda za artykuł „Krakowski bojkot Ruskich i »Ruskich«. Jak działające pod Wawelem polskie i globalne firmy reagują na inwazję i zbrodnie Rosji w Ukrainie”.

Kategoria: Wpływ wojny w Ukrainie na polską gospodarkę

Magdalena Gębicka, program „Raport” – Polsat News
Nagroda za materiał „Mężczyźni wyjechali”.

Kategoria: Wywiad

Andrzej Stec, Gazeta Giełdy i Inwestorów „Parkiet”
Nagroda za wywiad pt. „Wszyscy bardziej obawiają się o wzrost w 2023 r.”.

Laureatów nagrody wybrała Kapituła pod przewodnictwem prof. Adama Budnikowskiego, w skład której weszli: prof. Grażyna Ancyparowicz, prof. Ireneusz Dąbrowski, Danuta Dunin-Holecka, Krzysztof Skowroński, Wojciech Surmacz, Michał Karnowski oraz prof. Rafał Sura.

Tegoroczny konkurs odbył się pod patronatem honorowym Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Patronat medialny nad wydarzeniem objęli: portal Obserwator Finansowy, Polska Agencja Prasowa oraz portal Wirtualne Media.

opr. jka, źródło: NBP

Blokada konta StopFake.PL na Facebooku cofnięta po interwencji CMWP SDP

Po ponad  24 godzinach blokady i po publicznej interwencji Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP profil  StopFake.PL prowadzony przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich na Facebooku  został przywrócony. Poinformowała o tym koordynatorka projektu StopFake.PL red. Monika Pietraszkiewicz.  Tak jak nie są znane przyczyny blokady konta, tak również nie poinformowano dlaczego konto zostało przywrócone.  Tak było także za poprzednim razem, gdy konto przez 4 miesiące nie mogło  publikować nowych treści, ani edytować tych opublikowanych wcześniej.  Zgłaszanie problemu do „administratorów” FB było nieskuteczne, nie było żadnej odpowiedzi ,ani innej reakcji z ich strony.  Najprawdopodobniej dopiero publiczna interwencja CMWP SDP okazała się skuteczną, bo 2 tygodnie po interwencji i publikacji oświadczenia CMWP SDP w tej sprawie  konto zostało przywrócone wraz z jego pełną funkcjonalnością.

Konto projektu na Facebooku: https://www.facebook.com/StopFakePL

Więcej o blokadach konta StopFake.PL  na facebooku: TUTAJ, TUTAJTUTAJ.

 

Premiera filmu „Atak na Region” w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego

Oddział Warmińsko-Mazurski SDP zaprasza na premierę filmu „Atak na Region”, do którego scenariusz napisał Zenon Złakowski. Emisja odbędzie się 13 grudnia br. o godz. 14 w Urzędzie Wojewódzkim w Olsztynie.

Początek filmu ukazuje scenerię zimową w Olsztynie wieczorem w dniu 12 grudnia 1981 r. Ze względu na napiętą sytuację społeczno-polityczną w kraju tego wieczoru w siedzibie, w której mieści się Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność”, pełnione są dyżury. Początkowo biuro odwiedzają działacze związku i dzielą się swymi wrażeniami. Wraz z nowymi informacjami przekazywanymi przez odwiedzających oraz poprzez telefony i teleks narasta niepokój. Nagle łączność zostaje przerwana. Napięcie wśród dyżurujących sięga zenitu i wtedy następuje szturm milicji i ZOMO na budynek i na biuro „Solidarności”.

Scenariusz do tego filmu napisał Zenon Złakowski w oparciu o swoją książkę „Stało się”. Film reżyserował Maciej Mydlak, zaś zdjęcia i montaż wykonał Mateusz Złakowski. W filmie wystąpili aktorzy olsztyńskich teatrów oraz statyści.