JADWIGA CHMIELOWSKA: Hieny roku 2021

Jeszcze rok 2021 na dobre nie zagościł, a już 13.02 Zespół Redakcyjny portalu Zarządu Oddziału Warszawskiego dał popis manipulacji i dezinformacji. Trudno zarzucić tak znamienitym kolegom brak dziennikarskiego profesjonalizmu. Podana w ich tekście informacja ma się do rzeczywistości prawie tak, jak w dowcipach o Radiu Erewań.

 

Ja w każdym razie mam świetną kandydaturę do nagrody „Hiena Roku”. Ta „Hiena …” będzie nagrodą zbiorową. W ostatnich dniach do hieniej sfory doszlusowała Krystyna Mokrosińska. Jest to dla mnie pewne zaskoczenie, bo trudno podejrzewać ją o brak profesjonalizmu, a jednak. To, że ktoś żyje w bańce informacyjnej, nie usprawiedliwia wypisywania bzdur. Dziennikarz, zanim poda informacje, musi je sprawdzić. W przeciwnym przypadku jest zwykłą plotkarą rozpowszechniającą maglowe newsy.

 

W tekście publikowanym na łamach PRESS, dotyczącym Zarządu Głównego SDP, czytamy taki komentarz byłej prezeski SDP Krystyny Mokrosińskiej: „Tym razem chodzi o brak pomocy socjalnej dla członków stowarzyszenia. Tam powinien być zrobiony niezależny audyt”. Tekst, powtarzający dawno wyjaśnione fake newsy upowszechniane przez Stefana TruszczyńskiegoZbigniewa Rytela, kończy kolejna insynuacja Krystyny Mokrosińskiej, prezeski SDP w latach 2001-2011, obecnie honorowej prezeski Stowarzyszenia: „Mnie jest po prostu przykro, że tam się tak dzieje. Przed zjazdem powinien powstać niezależny audyt. My zamówiliśmy profesjonalny audyt firmy zewnętrznej, kiedy ja przekazywałam stery”.

 

Otóż Krystyno: audyt został przeprowadzony przed Zjazdem planowanym na listopad 2020 r. Koszt audytu to przeszło 20 tys. zł. Jest epidemia covid-19 i nie można się dziwić, że drastycznie spadły dochody i (nawet na zapomogi) wydatki SDP. Może powiesz, co masz na myśli, pisząc „Mnie jest po prostu przykro, że tam się tak dzieje”. To znaczy jak i gdzie? Oczekuję odpowiedzi! Chyba, że chodzi ci o wsparcie rozwalania Stowarzyszenia przez dwóch kolegów z Warszawy. Czyżbyś do nich dołączyła? Mam jednak nadzieję, że to tylko twoja chwilowa „pomroczność jasna”.

 

W tekście „Jedynowładztwo na Foksal” autorzy relacjonują ponoć przebieg i decyzje podjęte na Zebraniu Zarządu Głównego 9. lutego 2021. W posiedzeniu ZG brał udział Zbigniew Rytel, Prezes Oddziału Warszawskiego oraz Stefan Truszczyński, członek ZG z Warszawy. Najprawdopodobniej nad tekstem pracowała też Dorota Bogucka, redagująca portal oddziału warszawskiego. Artykuł podpisany jest ogólnikowo: REDAKCJA.

 

Większość stawianych zarzutów została wyjaśniona przez Komisję Rewizyjną i okazała się jedynym możliwym racjonalnym działaniem i sukcesem, a nie błędami zarządu. Stefan Truszczyński, zarzucający całkowicie bezpodstawnie, czterem koleżankom z Zarządu „łapownictwo”, doczekał się pisma przedprocesowego (chodziło o obniżkę stawki czynszu dla zamkniętej w pandemii restauracji). Inne składniki comiesięcznych płatności pozostały bez zmian. Wystawiane niższe faktury pozwalały na utrzymanie płynności finansowej, uniknięcie narastania zobowiązań podatkowych i nieściągalnych długów. Niestety, podstawowe pojęcia z dziedziny ekonomii, prawa, księgowości i prawa podatkowego okazały się być poza zasięgiem intelektualnym dwóch kolegów i koleżanki z Warszawy.

 

Przypuszczam jednak, że w pełni świadomie uprawiają mobbing. Chodzi im o to, aby zaszczuć członków Zarządu Głównego i zniechęcić do kandydowania w przyszłej kadencji.

 

To chyba nie przypadek, że najintensywniejsze działanie „warszawskiej hieniej trójki” rozpoczęło się podczas realizacji przez SDP grantowych projektów w tym wsparcia dziennikarzy białoruskich.

 

Jadwiga Chmielowska

Dziennikarka TUT.by Kaciaryna Barysewicz skazana na pół roku kolonii karnej

Represje wobec dziennikarzy na Białorusi nie słabną. We wtorek 2 marca 2021 na karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności oraz grzywnę w wysokości 100 stawek bazowych (2900 rubli biłoruskich, tj. około 4000 zł) skazana została dziennikarka TUT.by Kaciaryna Barysewicz. Drugim oskarżonym w procesie był lekarz Artem Sorokin – skazany został na dwa lata więzienia z rocznym odroczeniem i grzywnę w wysokości 50 stawek bazowych.  Wyrok w sądzie okręgowym w Mińsku wydała sędzia Swietłana Bondarenko, oskarżycielem była  Ludmiła Iwanienko.

 

Kaciaryna Barysewicz i Artem Sorokin zostali zatrzymani i oskarżeni o ujawnienie tajemnicy lekarskiej w związku ze sprawą Ramana Bandarenki – młodego mężczyzny zamordowanego w Mińsku 11 listopada 2020, najprawdopodobniej przez funkcjonariuszy białoruskich służb. Próbując uciszyć protesty, jakie miały miejsce po jego śmierci, władze w tym sam Aleksandr Łukaszenka, przekonywały  że Raman Bandarenka był pijany i zginął w wyniku sąsiedzkiej kłótni. 13 listopada 2020 roku dziennikarka opublikowała informację, że we krwi zamordowanego nie było alkoholu. Powołała się na dokumentację medyczną, którą udostępnił jej lekarz pogotowia ratunkowego. Dwa dni później trafiła do aresztu.

 

Kaciaryna Barysewicz ma 37 lat, od 15 lat pracuje w zawodzie, jest laureatką wielu nagród. Specjalizuje się w tematyce sądowniczej, pisze o głośnych sprawach karnych.

 

Europejska Federacja Dziennikarzy ostro skrytykowała wyrok sądu, zwracając uwagę że godzi zarówno w zasadę wolności słowa, jak i prawo dostępu do informacji. Amnesty International uznało dziennikarkę za więźnia sumienia, z kolei organizacje praw człowieka na Białorusi przyznały jej status więźnia politycznego.

 

Kara pozbawienia wolności dla Kaciaryny Barysewicz to kolejny skandaliczny wyrok na dziennikarza na Białorusi. W połowie lutego na dwa lata skazane zostały dziennikarki Biełsatu: Kaciaryna AndriejewaDaria Czulcowa – zostały zatrzymane 15 listopada 2020 w związku z relacjonowaniem protestów po śmierci Ramana Bandarenki.

 

Ricardo Gutiérrez, Sekretarz Generalny Europejskiej Federacji Dziennikarzy, wezwał do nałożenia sankcji na sędzię i prokuratora: – „wszyscy, którzy łamią prawo powinni być pociągnięci do odpowiedzialności. Wzywamy Unie Europejską, Radę Europy i OBWE do podjęcia działań przeciwko dyktatorowi i jego poplecznikom. Przyzwolenie na barbarzyńskie represje w Europie to skandal.”

 

Zdjęcie: Kaciaryna Barysewicz i Artem Sorokin w sądzie 19 lutego 2021/ TUT.by

Ukazał się nowy numer „Forum Dziennikarzy”

Już jest dostępne, pierwsze w 2021 roku „Forum Dziennikarzy”. Tym razem numer poświęcony został w dużej części udogodnieniom i zagrożeniom jakie niosą ze sobą  cyfrowe technologie. Cykl ten rozpoczyna Maria Giedz tekstem „Internet-błogosławieństw o czy przekleństwo”.

 

O tym jak w internecie manipuluje się materiałami dziennikarskimi i opinią publiczną pisze Elżbieta Królikowska-Avis w materiale „Wstydliwe sekrety imperiów”.

 

Jak można przeciwdziałać złym tendencjom w internecie z Michałem Dydyczem radzi Alina Bosak.

 

O zaletach i wadach mediów społecznościowych pisze Jaromir Kwiatkowski.

 

Jurij Banachewycz w rozmowie z Beatą Berońską-Lach, dyrektorem Festiwalu Filmów Ukraińskich w Polsce, pokazuje coraz bardziej rozpoznawalną w Europie kinomatografię naszych wschodnich sąsiadów.

 

Miłosz Kluba wprowadzi czytelników w świat zaskakujących i zarazem zachwycających murali, które zdobią Kraków.

 

Jolantą Danak-Gajdą ruszymy w podróż po jezuickich misjach na pograniczu Paragwaju i Argentyny.

 

Teresa Kaczorowska przybliży nam niezwykłą postać Jerzego Nowickiego, artysty plastyka, żołnierza Armii Krajowej prześladowanego w czasach PRL.

 

Tekst Stefana Truszczyńskiego „Deutschland…uber” wspomina niemiecką agresję II wojny światowej w Gdańsku i współczesne próby podporządkowania wielu przestrzeni życia miejskiego niemieckiej narracji.

 

Oprócz wymienionych materiałów, jak zwykle, nasi czytelnicy znajdą w „Forum Dziennikarzy” jeszcze wiele innych interesujących tekstów.

 

Przyjemnej lektury życzy redaktor naczelny

 

Andrzej Klimczak

 

Numer 1 (140)/2021 do pobrania

 

 Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

MAGDALENA KAWALEC-SEGOND: Dziennikarska transplantacja

Gdzie leży przyczyna (poza dołem edukacyjnym: „nie lubię matmy, fizy i biologii, to nie muszę się ich uczyć), że humanistom w Polsce transplantacje nie kojarzą się dziś z ratowaniem życia, tylko z ludożerstwem, a nauka jest pełna zła i złych ludzi?

 

„Niepokoi nas fakt, że treści podważające ideę transplantacji i negujące wiedzę medyczną w zakresie rozpoznawania śmierci mózgu pojawiają się w mediach internetowych, jak również w telewizji publicznej” – napisali transplantolodzy w opublikowanym 15 lutego 2021 liście otwartym< – o czym doniósł portal Wirtualnemedia.pl za PAP następnego dnia.

 

O co chodzi? Chodzi o ten dokument: https://p-t-t.org/index.php/lekarze/aktualnosci/list_otwarty_transplantologow. We współczesnych polskich mediach jednak – nawet mediach dla dziennikarzy – polityka redakcyjna jest taka, aby NIGDY nie „linkować” do materiałów zewnętrznych, nieprawdaż? Mógłby to być zatem tekst o tej właśnie GŁUPOCIE, że w polskich mediach internetowych nie sposób trafić z tekstu do jego źródeł. Co moim zdaniem jest skandalem, a w kwestii materiałów w jakikolwiek sposób dotykających nauki – jest szkodliwe. Wyguglanie tego dokumentu zajęło mi 15 sekund. Naprawdę nie warto przeczytać oryginału, jak się o czymś pisze? A jak w PAPie ktoś się machnął, pomylił?

 

No dobra, po co drążyć temat, skoro ta polityka bierze się z tyranii klikbajtów, wiec mamy „prawo” dostarczać kliknięć tylko sobie, ale przenigdy innym. I tak powstają intelektualne masakry, niknie zaufanie do mediów, zanika warsztat, a i pseudonaukowym hochsztaplerom dobrze to robi, że źródło już nie jest wymagane. A propos: ten „List otwarty transplantologów”  był adresowany „do mediów” już w tytule, ale to się w czołówce tekstu Wirtualnych Mediów już nie zmieściło. Czytelnicy tego leadu, którzy nie poszli dalej, odnieśli wrażenie, że oto transplantolodzy coś od nich chcą, a owi lekarze chcą czegoś od mediów, a nie bogu ducha winnych ich odbiorców.

 

Znacznie mniejszą – czyli żadną – popularność w mediach zdobył z kolei list otwarty osób istotnie zainteresowanych tematem, czyli ludzi po przeszczepach. Można się z nim zapoznać tu: http://www.przeszczep.pl/artykuly_1889_list_otwarty_w_sprawie_sporow_medialnych_o_transplantologii.htm, a jest sygnowany przez: Stowarzyszenie „Życie po przeszczepie” ze Szczecina, Stowarzyszenie Transplantacji Serca (Koło Warszawa), Stowarzyszenie Transplantacji Serca (Koło Zabrze) i Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom Liver, (Kraków). Jest to list o kilka tygodni wcześniejszy od tego lekarskiego (napisany jeszcze przed Dniem Transplantacji, a ten przypada w Polsce 26 stycznia, jako upamiętnienie pierwszego udanego przeszczepu nerki w 1966 roku w I Klinice Chirurgicznej Akademii Medycznej w Warszawie). Choć, nie ma on w nazwie „mediów” jako adresata, wrócę jeszcze do jego treści na końcu, bo wydaje mi się kluczowa. A nóż moi tu czytelnicy nie zajrzą sami do źródła, a to jest kluczowe dla zrozumienia całości zagadnienia.

 

Teraz by wypadało powiedzieć, o co chodziło „na bieżąco” najpierw pacjentom po transplantacjach, a potem ich lekarzom w owych listach otwartych. Otóż w połowie stycznia 2020 roku wszyscy przeżywaliśmy tzw. „historię Polaka z Plymouth”. Jego zgon stwierdzono w lokalnym szpitalu dokładnie w ów dzień przeszczepów (który minął w mediach bez echa), 26 stycznia. Nie będę tej historii opowiadać, media ją sprawozdawały „aż zanadto”. Stwierdzę tylko, że nie ukrywam tego i publicznie wtedy wypowiadałam się, iż jestem wielkim przeciwnikiem głodzenia żywych organizmów – jakichkolwiek. A doprowadzenie człowieka do zgonu na drodze odmówienia mu podstawowej pielęgnacji w szpitalu uważam za skandal. Ale takie są w UK procedury. Ustalone, zaaprobowane i stosowane powszechnie. Nie można zatem mówić o przestępstwie. W Polsce te procedury są inne i są przeze mnie aprobowane.

 

NATOMIAST jako człowiek nauki, ze względów istnienia na ten temat wielu publikacji naukowych i rozwoju metod neurobiologicznych, takich jak EEG (np. technologia zap zip), pozwalających bezinwazyjnie stwierdzać, czy świadomość się w człowieku tli, czy już niekoniecznie, uważam za pseudonaukowe opowieści, że „śmierć mózgu nie istnieje”, nawet jeśli wygłaszają je osoby z tytułami profesorskimi. Co miało miejsce np. w TVP Info: https://www.tvp.info/51994656/polak-w-spiaczce-nie-zyje-ekspert-on-wszystko-rozumial-czul-widzial-reagowal-placzem-i-patrzyl-z-blagalnym-wzrokiem-tvp-info. Otóż dziennikarz powinien był dopytać pana profesora Talara o stwierdzanie śmierci mózgu, o metody elektrofizjologiczne i inne pozwalające określić, czy kora mózgowa pracuje w stopniu pozwalającym uznać, że pacjent jest świadomy lub do świadomości może powrócić – prosto rzekłszy: „czy ktoś tam jest w domu?”.

 

Wymagałoby to, aby stosowny risercz był wcześniej wykonany i by ów dziennikarz posiadał wiedzę w tej materii pozwalającą rozmawiać z uczonym. Lektura owego materiału riserczowego pozwoliłby mu się zorientować po pierwsze, jak działa mózg, co to jest jego pień i za co odpowiada, oraz co to są aktywności korowe i za co odpowiadają. Oraz zrozumieć, że w tej materii trwa naukowa debata (ona dotyczy tak definicji świadomości, jak i jej określania etc – rzeczy zupełnie elementarnych – ale nie dotyczy tego, za co odpowiada pień mózgu, a za co kora oraz że pacjent miesiąc temu reaktywny może być niereaktywny po miesiącu).  To pozwoliłoby owemu dziennikarzowi w ogóle być przydatnym dla widza. Mógłby tyle o ile fachowo dopytać pana profesora Talara o ten „uśmiech” czy „zwracanie oczu”. Inaczej – siedzi tam za „szkłem kontaktowym” bez sensu.

 

Co się dzieje z korą mózgową, która nie ma tlenu przez 45 min? Umiera. Żeby trwała egzystencja fizjologiczna ciała, starczy, aby podkorowo była aktywność. Pacjent tej martwej  kory nie odbuduje u dorosłego człowieka już nigdy. Przynajmniej na tym etapie postępu medycyny, na którym się obecnie znajdujemy. Gdyby risercz ów był stosownie głęboki – a takich tematach powinien być, albo nie robimy takich programów „informacyjnych”, to by tam można było przeczytać, że u zmarłej w 2005 roku w ten sam sposób co „Polak z Plymouth” Teri Shiavo: „W chwili śmierci jej mózg ważył 615 gramów, co odpowiada połowie średniej masy tego narządu u kobiety. Badania sekcyjne ujawniły uszkodzenia wielu ważnych ośrodków. Kora mózgowa Schiavo była prawie całkowicie pozbawiona neuronów. Lekarze stwierdzili, że kiedy znajdowała się w śpiączce, nie mogła porozumiewać się z rodzicami na migi, bo jej ośrodek wzroku był całkowicie zdegenerowany. Medycy uznali, że zawał poczynił tak wielkie szkody w jej mózgu, że żadna rehabilitacja nie mogłaby jej pomóc.” (Za Wikipedią, choć jest oryginalna praca naukowa z tej sekcji zwłok, ale kto czyta oryginalne źródła po angielsku, gdy chodzi o naukę? Nikt w newsroomie). Ona też się uśmiechała do samego końca.

 

Ośmielam się zasugerować, że poza prof. Talarem, skoro i tak działamy przez Internet, warto było zaprosić jakiegoś profesora neurologii, aby powiedział, jak to jest na oddziale, jakie są funkcjonujące w Polsce przepisy dotyczące diagnozy „śmierci mózgu” etc. Jednak media już od tak dawna nie są miejscem kształtowania opinii w oparciu o debatę, ale kształtowania debat w oparciu o opinie. Więc już mi się nie chce po raz n-ty komentować, że „drzewiej bywało inaczej”, że standardy były inne i nie było programów, w których ludzie rzucają się sobie do gardeł, za to dawało się czasem podczas oglądania czy słuchania zrozumieć zjawiska, zwłaszcza te trudne i nowe. „Warto rozmawiać”, ale warto uprzednio zrozumieć temat tej rozmowy.

 

Jak to wszystko, co wyżej się ma do transplantacji? Ano tak, jak opisują w swym liście otwartym do mediów lekarze-transplantolodzy: „Uważamy za niedopuszczalne, aby tak ważny i jasno określony przepisami prawa proces, jak rozpoznawanie śmierci mózgu, był przedmiotem publicznej dyskusji pozbawionej merytorycznej wiedzy i udziału autorytetów. W związku z tym apelujemy do wszystkich mediów o rzetelny przekaz informacji w tych niezwykle wrażliwych społecznie kwestiach i niepublikowanie opinii, wprowadzających w błąd polskie społeczeństwo.”

 

Et voila! Chodzi miedzy innymi o ten materiał: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/536474-walczac-o-zycie-naszego-rodaka-pomowmy-o-transplantologii i materiał https://twitter.com/tvp_info/status/1354098477618372616, omówiony m.in. tu: https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,26724557,prof-maksymowicz-w-tvp-info-o-smierci-polaka-w-plymouth-to.html . Po czym, na podstawie tych materiałów, bez konfrontowania ich z innymi wypowiedziami uczonych powstaje na łamach wPolityce.pl tekst następujący: https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/536474-walczac-o-zycie-naszego-rodaka-pomowmy-o-transplantologii . Tu na wstępie przypominam, że prawdy w nauce, w przeciwieństwie do rozwiązań w polityce, nie ustala się w drodze debaty nawet najbardziej profesorskich głów, a już z pewnością nie na drodze głosowania czy bycia pod wpływem jakichkolwiek ideologii oraz własnych przekonań etycznych.

 

I co my tu mamy? Ano wprost wyrażone oskarżenie, że cała ta śmierć mózgu służy jedynie pobieraniu narządów do przeszczepów. Dowodów na to twierdzenie brak, żadnych faktów, żadnych liczb, żadnych odniesień do obowiązującego prawa i obyczaju, żadnej dokumentacji świadczącej o tym, że ciało „Polaka z Plymouth” zostanie źródłem narządów do przeszczepów. Nic po prostu. Jest jeden głos, jedno zdanie, jeden przekaz. Zero niuansów. I na końcu takie zdanie: A o ile ratowanie czyjegoś życia jest zawsze priorytetem, to nie może odbywać się ono kosztem odebrania tego życia komuś innemu…” Któż by się nie zgodził? No straszni ci lekarze, a już transplantolodzy to rodzaj wampirów, nieprawdaż? Celowo życie odbierają! Lud zaraz złapie osikowe kołki i się z nimi rozprawi.

 

Oczywiście prof. Jan Talar jest specjalistą w tym, co robi: rehabilitacji medycznej i chirurgii. Nie ma specjalizacji z neurologii ani transplantologii i wg pozamedycznych źródeł lub swoich własnych tekstów i oświadczeń (którym nie mam powodów nie wierzyć) „wybudził” ze śpiączki pourazowej 300 osób przez 40 lat swojej praktyki. To jest średnio 7,5 osoby na rok. W 2015 roku w Polsce przeszczepiono 1531 organów pobranych od 594 rzeczywistych dawców [źródło: https://www.medonet.pl/magazyny/transplantologia,transplantologia-w-liczbach,galeria,1721042.html]. Kto to taki „dawca rzeczywisty”? Otóż w Polsce (podobnie jak w Anglii i także już w tych dniach w Szkocji) funkcjonuje tzw. domniemanie zgody na pobranie narządów. Trzeba zatem złożyć w stosownym dokumentem oświadczenie, że sobie nie życzymy być takim dawcą. Ponieważ w Polsce obyczaj jest silniejszy od prawa, zanim dojdzie do pobrania narządów, pyta się rodzinę zmarłego.  I jeśli ta zgody nie wyrazi, to się procedury zaniechuje. Tak zatem wygląda w proporcjach owa liczba uratowanych żyć. Czy można robić takie zestawienia? Jestem przeciw, bo KAŻDE ŻYCIE LUDZKIE JEST CENNE, ale konia z rzędem temu bioetykowi, który wykaże, że życie „Polaka z Plymouth” jest bardziej wartościowe od kogoś, kto po ciężkim COVID-19 potrzebuje przeszczepu płuc, albo po rozległym zawale potrzebuje nowego serca, i kogo szansa na to, że jego życie następnie realnie wróci do normy i zdrowia jest ponad 50 proc.

 

Profesor Talar publicznie twierdzi, że „śmierć mózgu” to pojęcie wymyślone, aby dostarczać organów do przeszczepów (i możemy o tym przeczytać w materiale wPolityce.pl z września 2020 roku, czyli na długo zanim Polak w Plymouth miał swój nieszczęśliwy wypadek [https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/516428-prof-talar-smierc-mozgu-nie-istnieje]) . Gdybym to ja przeprowadzała z nim wywiad, chyba bym zapytała, czy ma na to twierdzenie jakieś dowody – jakieś dokumenty, jakieś oświadczenia, jakąś legislację…. Albo poszłabym skonfrontować to i zebrała wypowiedź jakiegoś transplantologa czy neurologa, żeby choćby „setkę” wrzucić, która pokaże, że może być różnie, kwadratowo i podłużnie. No, ale tu trzeba trochę rozumieć, o czym się mówi. Dopytywać różnych profesorów o różne rzeczy, skoro już z nimi rozmawiamy. Nawet, jeśli prywatnie jesteśmy przekonani, że mają rację, a przekonanie to wynika…. z naszych idei czy ideologii, które „wyznajemy”. No bo jak z wiedzy, to wiemy, o co dopytywać, nie?

 

Mogłabym tak dalej – o ostatnim pseudonaukowym badziewiu, które się rozlało po mediach, gdy pewien prominentny i bardzo mądry nanofizyk zajął się w wolnym czasie w Hamburgu socjologią, detektywistyką oraz wirusologią, polepił 100 stron notatek na temat swoich przemyśleń i to poszło w świat – niezrecenzowane przez nikogo w naukowym świecie, w pierwszych zdaniach abstraktu wyjaśniające, że danych wirusologicznych na manipulacje ludzkie na wirusie SARS-CoV-2 nie ma. Ale i tak wszyscy aż do oślepienia mogliśmy się zapoznawać z materiałami prasowymi, że „niemiecki uczony wykazał”. Czekam, kiedy prof. Krzysztof Pyrć czy prof. Jacek Jemielity napiszą jakiś esej o teorii strun i media w Polsce potraktuje poważnie ich pisaninę na temat granic poznania w fizyce. Widzę, że to się  łacno może zdarzyć ze strony mediów, na szczęście panowie profesorowie są ludźmi poważnymi i skromnymi, wiec raczej się nie doczekam i chwała Bogu.

 

Gdzie leży przyczyna (poza dołem edukacyjnym: „nie lubię matmy, fizy i biologii, to nie muszę się ich uczyć), że humanistom w Polsce transplantacje nie kojarzą się dziś z ratowaniem życia, tylko z ludożerstwem, a nauka jest pełna zła, złych ludzi i „cała ta inżynieria genetyczna to zagrożenie” nie wiem. Nie jestem socjologiem mediów. Tacy istnieją. Może warto ich o to zapytać, skoro są w danym temacie specjalistami i prowadzą badania? Czego nie rozumiem, tego sie lękam… Może to aż tak banalne jest? Nie przesądzam jednak. Bo nie wiem. Wiedzą specjaliści.

 

Na koniec obiecany fragment krótkiego listu otwartego osób po przeszczepach z końcówki stycznia 2021 roku, którym nie zainteresował się pies z kulawą nogą: „Publiczne kłótnie dotyczące transplantacji powodują, że temat ten staje się napiętnowany politycznie, a przez to odrzucany przez znaczną część społeczeństwa. Spadek liczby przeszczepień, który dla innych będzie tylko liczbą wykorzystywaną jako argument w dyskusji dla nas oznacza dziesiątki czy nawet setki ludzi, którzy nie doczekają transplantacji lub będą musieli czekać na nią znacznie dłużej. Mamy nadzieję, że rozumiecie Państwo iż na skutek nierozważnych i niemerytorycznych wypowiedzi ktoś może zostać pozbawiony ostatniej deski ratunku – transplantacji, metody leczenia, która istnieje dzięki akceptacji społecznej.” Ja tu nie mam nic do dodania.

 

Magdalena Kawalec-Segond

 

 

Wybrano najlepsze rysunki prasowe 2020 roku

Poznaliśmy wyniki III Ogólnopolskiego konkursu na rysunek prasowy im. Aleksandra Wołosa organizowanego przez Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

Po obejrzeniu 205 prac nadesłanych przez 44 autorów Kapituła Konkursu przyznała Nagrodę Główną dla Janka Janowskiego za pracę „Partia” opublikowaną w tygodniku „Polityka”.

 

 

Nagrodę Specjalną ufundowaną przez Zamek Reszel Sp. z.o.o otrzymał Marcin Bondarowicz za pracę „Jak mówić, by rządzić” (Polityka).

 

 

Nagrodę Specjalną – 1974 Rocznik Szpilek ufundowany przez Mirosława Wieczyńskiego przyznano Maciejowi M. Michalskiemu za pracę „Jeże” (Tygodnik Solidarność)

 

 

Laureaci Nagród Honorowych

 

Henryk Cebula za pracę „Uczeń bardzo zdalny” (NIE)

 

Andrzej Czyczyło za pracę „Jajko Niespodzianka” (Nowa Trybuna Opolska)

 

Jacek Frąckiewicz za pracę „Tektura Hause” (Facebook JF)

 

Krzysztof Grzondziel za pracę „Policja” (Istagram KG)

 

Izabela Kowalska-Wieczorek za pracę „Prawa kobiet, prawami człowieka” (Facebook IKW)

 

Sławomir Łuczyński za pracę „Zdjęcie z krzyża” (Facebook SŁ)

 

Sławomir Makal za pracę „Pandemic Time” (Forum Akademickie)

 

Dariusz Pietrzak za pracę „Zatrzymanie obywatelskie” (karykatury-animacje.pl)

 

Szczepan Sadurski za pracę „Trójpodział władzy” (Trybuna)

 

Paweł Wakuła za pracę „Trójka” (Angora)

 

Nagrody pozaregulaminowe otrzymali:

 

Nagroda Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego– Ireneusz Szuniewicz za pracę bez tytułu (Gazeta Wyborcza)

 

Nagroda Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury – Mirosław Hajnos za pracę bez tytułu (hajnos.pl)

 

Wszystkie nagrodzone prace można obejrzeć na stronie Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich TUTAJ.

 

Organizatorem konkursu jest Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Patronat Honorowy objęło Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego. Partnerzy projektu: Stowarzyszenie Polskich Artystów Karykatury, Projekt Koszulki, Zamek Reszel sp. z.o.o.

 

Tegoroczne Jury:

 

Elżbieta Laskowska – Dyrektor Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego – przewodnicząca jury,

Artur Galicki – karykaturzysta, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Reszlu – członek jury,

Zbigniew Kołaczek – karykaturzysta, Stowarzyszenie Polskich Artystów Karykatury – członek jury,

Józef Burniewicz – karykaturzysta, medioznawca – członek jury,

Zbigniew Piszczako – sekretarz Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Stowarzyszenie Polskich Artystów Karykatury – sekretarz jury.

 

Wszystkie nagrody i wyróżnienia zostaną wręczone na corocznej Gali Dziennikarzy Warmii i Mazur. Wybrane prace będzie można oglądać na wernisażach pokonkursowych w różnych miejscach w Polsce. Pierwsze zostały zaplanowane już na marzec.

 

Źródło: Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

 

CMWP SDP w europejskim badaniu pluralizmu mediów 2021

Po raz drugi Jolanta Hajdasz, dyr. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  została poproszona o wzięcie udziału w opiniowaniu Monitora Pluralizmu Mediów 2021 (Media  Pluralism Monitor 2021) w ramach Grupy Ekspertów. Pierwszy raz  było to w roku 2020 r.  Udział wiąże się z  zaopiniowaniem odpowiedzi na 16 pytań dotyczących wybranych wskaźników  pluralizmu mediów  w Polsce  poprzez platformę online oraz  krótkie odniesienie się do opisu danego wskaźnika, odpowiedzi zostały przesłane  w pierwszych dniach lutego b.r.

 

Monitor Pluralizmu Mediów stanowi narzędzie w badaniu pluralizmu mediów w krajach członkowskich w Unii Europejskiej. Jego celem jest zdiagnozowanie ryzyka dla pluralizmu mediów w takich obszarach jak pluralizm rynkowy, inkluzja społeczna, niezależność polityczna oraz ochrona wolności słowa, mediów, internetu. W latach 2014 i 2015, Centrum ds. Wolności i Pluralizmu Mediów przy Uniwersytecie Instytutu Europejskiego we Florencji  przeprowadziło pilotażowe zastosowanie narzędzia na grupie wybranych krajów. W 2016 i 2017 roku Centrum na zlecenie Komisji Europejskiej przeprowadziło pełny pomiar w ramach MPM we wszystkich krajach członkowskich EU i wybranych krajach sąsiadujących. W 2019 i 2020 roku narzędzie MPM zostało dostosowanie do zmian zachodzących w dynamicznie rozwijającym się środowisku komunikacyjnym.  Więcej na temat MPM 2020 można znaleźć pod linkiem http://cmpf.eui.eu/mpm-2020/.

 

Informacja na temat badania z roku 2020 i jego rezultatów TUTAJTUTAJ.

 

 

ŁUKASZ WARZECHA: Dziennikarze jako polityczni żołnierze

Wiele już razy czytałem, także na portalu SDP, rytualne żale dotyczące rzekomego lub domniemanego naruszania niezależności dziennikarskiej. W najnowszej odsłonie takie tezy w kwestii Polska Press stawia choćby Jerzy Kłosiński (TUTAJ), jak zwykle zresztą – podobnie było w sporze o repolonizację mediów – nie przytaczając żadnych dowodów ani przykładów. Wiadomo jednak, twierdzi Kłosiński, że dotychczasowy zły niemiecki właściciel dziennikarzy traktował instrumentalnie, a media te były „antyprawicowe” (przy czym „prawicowość” jest tu chyba rozumiana jako sprzyjanie obecnemu obozowi władzy – nie wiadomo, dlaczego).

 

Nie chcę tu wchodzić w polemikę z Jerzym Kłosińskim na ten konkretny temat. Swoje obawy, związane z przejęciem Polska Press przez Orlen już kilkakrotnie opisywałem i uzasadniałem w kilku miejscach. Jak będzie – zobaczymy. Problem widzę natomiast szerzej. Dyskusja przy okazji Polska Press, a już szczególnie jej część wybrzmiewająca po stronie mediów bliskich obecnej władzy, zasadza się na niedostrzeganiu słonia w pokoju. Tym słoniem jest całkiem już w wielu przypadkach otwarte traktowanie mediów i dziennikarzy jako narzędzia realizacji nawet już nie politycznych, ale wprost partyjnych interesów. Czasami jeszcze zdarza się, że przy tym, raczej przypadkiem, zostanie zrealizowany jakiś interes publiczny – ale nie zawsze. W każdym razie nie jest to cel główny lub nawet nie jest to cel w ogóle.

 

Trudno zgodzić się z machnięciem ręką: zawsze tak było. Nie, aż tak nie było zawsze. Owszem, bywało, w różnych okresach i w różnym stopniu, z całą jednak pewnością nigdy jeszcze ta zasada nie działała tak otwarcie, tak bezwstydnie i z takim nasileniem, ani też nie dotyczyła tak wielkiej części dziennikarzy. Przynajmniej po 1989 r.

 

Tu znów warto się odwołać do tekstu Kłosińskiego, który gładko utożsamił „antyprawicowość” z nieprzychylnością czy może jedynie krytyką obozu rządzącego. Podobna zresztą była linia sporu, gdy kilkanaście już miesięcy temu polemizowałem z Kłosińskim na temat repolonizacji. Wskazywałem wówczas, że część zwolenników takiej operacji bez mrugnięcia okiem i śladu refleksji utożsamia wspieranie polskiego interesu ze wspieraniem rządu – a zatem, a contrario, krytykę rządu uznają za atakowanie polskiego interesu. To utożsamienie absolutnie niedopuszczalne, ale bardzo częste.

 

Jasne, że nie są to sprawy proste i zero-jedynkowe. Jak bowiem dokładnie odseparować całkowicie przecież normalną linię światopoglądową danej redakcji od wsparcia konkretnej partii? Owszem, w moim przekonaniu da się, ale niektórzy będą tu na siłę szukali szarych stref. Podobnie jak będą przekonywać, że gorliwe poparcie niektórych dziennikarzy dla konkretnej partii to nie wynik nacisków czy podporządkowania medium potrzebom politycznym, ale wyłącznie skutek poglądów danego dziennikarza. A przecież faktycznie dziennikarz takie poglądy może mieć – choć znów, działając w zgodzie z zasadami zawodu, nie powinien ich w ogóle ujawniać będąc dziennikarzem informacyjnym, będąc zaś publicystą czy komentatorem – nie powinien przekraczać granicy między wyrażaniem swojego światopoglądu a wspieraniem konkretnego ugrupowania.

 

Jeżeli ktoś chciałby się w tym tekście dopatrywać natrętnego symetryzowania i twierdzenia, że wina rozkłada się równo na obie strony politycznego sporu, to wyprowadzam z błędu: nie taki jest mój zamiar. Mój zawód i żal koncentrują się głównie na do pewnego przynajmniej momentu bliższej mi światopoglądowo stronie. Na moich kolegach, utożsamianych (moim zdaniem w wielu przypadkach całkowicie błędnie) z konserwatywną stroną medialnej sceny. Dlaczego? Bo co do stanowiska drugiej strony nie miałem złudzeń, tutaj zaś – jak się okazuje: niesłusznie – jednak je miałem. Tak jak sądziłem, że przynajmniej w niektórych sferach możliwa jest po 2015 r. choćby względna naprawa państwa (nie były to wielkie nadzieje, ale jakieś tam były), tak wydawało mi się, że przynajmniej duża część dziennikarzy przed 2015 r. krytycznie nastawionych wobec władzy ten swój krytycyzm będzie w stanie przenieść do nowej sytuacji politycznej, a więc nie zgodzą się na ustawienie ich w pozycji żołnierzy konkretnego politycznego obozu. Ogromnie się zawiodłem.

 

Mamy zatem sytuację, w której na żołnierskie podejście do dziennikarskiej profesji godzą się bez problemu obie strony, coraz bardziej uznając to za normalne, naturalne i niewymagające żadnej dyskusji. I jest niestety jak w tym starym powiedzeniu Kisiela, dotyczącym realnego socjalizmu: największym problemem nie jest to, że jesteśmy w dupie, ale że zaczynamy się w niej urządzać.

 

Łukasz Warzecha

 

TOMASZ NIEŚPIAŁ: Pokazali solidarność z dziennikarzami „Dziennika Wschodniego”

„Dziennik obywatelski a nie deweloperski” – pod takim hasłem odbył się w środę (3 marca) w Lublinie protest przeciwko zwolnieniom dziennikarzy Dziennika Wschodniego i działalności likwidatora spółki wydającej gazetę.

 

To nie jest sprawa lokalna. To jest sprawa całego kraju, całej naszej demokracji – mówił znany aktywista Jan Śpiewak, który przybył do Lublina na manifestację solidarności z dziennikarzami Dziennika Wschodniego.
O konflikcie w Dzienniku Wschodnim pisaliśmy na portalu sdp.pl w poniedziałek (TUTAJ). Sprawa dotyczy sporu między udziałowcami spółki Corner Media, czyli spółki wydającej gazetę. Jego istotą jest podejście do opisywanych przez Dziennik Wschodni spraw dotyczących branży deweloperskiej. Według dziennikarzy, większościowy udziałowiec Corner Media – Tomasz Kalinowski, który jest deweloperem, próbował wpływać na niezależność redakcji. Sam Kalinowski zaprzecza tym oskarżeniom.

 

Brak nadziei na porozumienie doprowadził do tego, że w lubelskim sądzie toczy się proces o likwidację Corner Media. Jego efektem jest m.in. ustanowienie likwidatora, który przejął władzę nad redakcją Dziennika Wschodniego. Zrobił to, choć pod koniec lutego do sprawy włączyła się Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Zdaniem śledczych postanowienie sądu o likwidacji Corner Media zostało wydane „zdecydowanie przedwcześnie”.

 

Stanowisko prokuratury nie zatrzymało jednak działań likwidatora. Najpierw odwołał wieloletniego redaktora naczelnego Krzysztofa Wiejaka i jego zastępczynię Agnieszkę Mazuś. Pracę straciły też reporterka gazety Agnieszka Antoń-Jucha oraz księgowa i kadrowa Dziennika Wschodniego, która po operacji przebywa na zwolnieniu lekarskim. – Dzisiaj egzekutorzy pana likwidatora odwiedzili ją w domu i wręczyli dyscyplinarne zwolnienie z pracy – ogłosił w czasie protestu Krzysztof Wiejak. – Walczę o koleżanki, które zostały bezprawnie zwolnione z pracy i które były fundamentami tej gazety. W ten sposób deprecjonuje się wartość naszej gazety, która ma zostać wystawiona na sprzedaż. Nie ma na to mojej zgody – dodał.

 

Jako dziennikarka relacjonowałam wiele manifestacji, ale nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek stanę po drugiej stronie. Nie sądziłam też, że w naszej obronie stanie tyle osób – mówiła natomiast Agnieszka Mazuś.
W demonstracji brali udział miejscy aktywiści, lubelscy dziennikarze, przedstawiciele organizacji pozarządowych i mieszkańcy. Cześć z nich trzymało w rękach transparenty z wyrazami poparcia dla zwolnionych pracowników gazety. Wielu uczestników relacjonowało protest w mediach społecznościowych. Robili to także dziennikarze Dziennika Wschodniego.

 

To protest jak każdy inny, więc nie będę zabraniał dziennikarzom jego relacjonowania – mówi Paweł Puzio, redaktor naczelny Dziennika Wschodniego powołany na to stanowisko kilka dni temu przez likwidatora spółki Corner Media.

 

Poza gestami solidarności z dziennikarzami podczas lubelskiej demonstracji padła też propozycja odkupienia udziałów w Dzienniku Wschodnim przez czytelników. – Uruchomiliśmy zbiórkę pieniędzy na ten cel. Chcemy aby Dziennik Wschodni był pierwszą gazetą regionalną, której właścicielem będą mieszkańcy – ogłosił Krzysztof Jakubowski, prezes Fundacji Wolności.

Strona zbiórki jest dostępna już pod adresem www.fundacjawolnosci.org/wolnoscslowa.

 

Jak wyjaśnia Jakubowski w razie sukcesu zbiórki i wykupienia Dziennika Wschodniego, wszyscy wpłacający zostaną jego udziałowcami proporcjonalnie do wpłaconej kwoty. – Zakładamy, że potrzebujemy zebrać ok. 2 mln zł. Dużo, ale pamiętajmy że portal www.dziennikwschodni.pl odwiedza ponad 2,5 mln użytkowników miesięcznie. Wystarczyłoby, aby co setny z nich wpłacił sto złotych – wyjaśnia prezes Fundacji Wolności. I dodaje: – Mamy szansę zrobić Dziennik Wschodni prawdziwie niezależną gazetą, kontrolowaną tylko przez jego czytelników. Chcemy, by dziennikarze mogli w dalszym ciągu patrzeć władzy na ręce.

 

Z kolei Jan Śpiewak przekonywał podczas protestu, że sprawa Dziennika Wschodniego pokazuje, że walka o wolność słowa w Polsce trwa. – I mam nadzieję, że nawet jeśli dzisiaj nie będzie ona wygrana, to jutro wygramy tę walkę – stwierdził znany społecznik.

 

Tomasz Nieśpiał

Fot. Autor

 

 

Apel CMWP SDP o wyjaśnienie zarzutów pracowników i byłych pracowników TVN

CMWP SDP apeluje o wyjaśnienie zarzutów pracowników i byłych pracowników telewizji TVN na temat łamania praw pracowniczych oraz niewłaściwych metod zarządzania stacją skutkujących m.in. działaniami o charakterze cenzury prewencyjnej.   Ze względu na pozycję telewizji TVN na polskim rynku medialnym oraz związane z nią oddziaływanie na społeczeństwo zarzuty te powinny stać się przedmiotem kontroli odpowiednich organów państwa nadzorujących media elektroniczne oraz instytucji zajmujących się przestrzeganiem w Polsce prawa pracy.  

 

1 marca b.r. grupa anonimowych pracowników TVN rozesłała do ponad 140 podmiotów list otwarty, zatytułowany „TVN GRUPA DISCOVERY – DESTRUKCJA.” Pismo to trafiło do redakcji głównych stacji telewizyjnych, radiowych, tytułów prasowych i serwisów internetowych w Polsce, a także do mediów amerykańskich. Wśród adresatów znaleźli się również przewodniczący i wiceprzewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, oraz szefowie największych w Polsce domów mediowych i firm audytorskich.

 

Jak poinformował m.in portal wirtualnemedia.pl  w  10-stronicowym liście opisano domniemane kulisy odejścia kilku osób z zarządu TVN, niedawnych zwolnień innych pracowników oraz okoliczności zaszczepienia się poza kolejnością przeciw koronawirusowi przez nieuprawnione do tego osoby m.in. z kierownictwa stacji, co wywołało w kraju tzw. aferę szczepionkową. W liście w bardzo złym świetle przedstawiono metody zarządzania kierownictwa telewizji, a także skrytykowano globalne władze właściciela telewizji TVN – koncern Discovery za brak reakcji na sygnały o nieprawidłowościach w polskim oddziale koncernu.

 

Równie poważnie brzmią zarzuty, jakie na swoim profilu na Facebooku opisał wobec swojego byłego pracodawcy Kamil Różalski, były operator telewizji TVN, który pracował w niej przez 23 lata. 27 lutego b.r. zarzucił nadawcy poważne naruszenia praw pracowniczych, zwłaszcza wobec grupy osób, które pod presją ze strony firmy musiały przejść z etatów na umowy cywilnoprawne. Według operatora w takiej formie związanych jest z telewizją TVN nawet 1,8 tys. osób, którzy przez nadawcę mają być traktowani jak „ludzie drugiej kategorii”, stając się wręcz ofiarami mobbingu. Biuro prasowe TVN Grupy Discovery odniosło się do zarzutów z w/opisanego listu w oświadczeniu, które pojawiło się na stronach portalu Wirtualnemedia.pl, w którym zapewnia, że „warunki zatrudnienia wszystkich osób wykonujących wolne zawody w ramach współpracy z telewizją TVN, w tym operatorów kamer, są zgodne z prawem”.

 

CMWP SDP zapewnia, że będzie monitorować ten spór między telewizyjnym nadawcą, a jego byłymi pracownikami pod kątem przestrzegania zasady wolności słowa i niezależności dziennikarskiej oraz praw pracowniczych.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 3 marca 2021 r.

 

List  anonimowych pracowników  jest tu:  List anonimowych pracowników TVN

 

Wpis operatora Kamila Różalskiego na FB : https://www.facebook.com/profile.php?id=100019576000947 

 

Informacja na ten temat : https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvn-pracownicy-zarzuty-list-cmwp-oswiadczenie  

 

https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/katarzyna-kieli-do-pracownikow-tvn-anonimowy-list-niesprawiedliwe-nieprawdziwe-ataki-zmiany-sa-czesto-bolesne

JERZY KŁOSIŃSKI: W imię zasad i wolności – głos z Matriksa

Dobrze jest żyć w świecie iluzji, natomiast gdy trzeba z niego wyjść, robi się nieciekawie. Bo pozostaje wtedy albo zmierzyć się z rzeczywistością, albo po prostu zbuntować się wobec niej. Najwyraźniej Paweł Fąfara, członek zarządu Polska Press  i redaktor naczelny wybrał to drugie wyjście i z chwilą przejęcia tej grupy medialnej przez nowego właściciela wydrukował w kilkudziesięciu jemu podległych gazetach tekst de facto od razu ustawiający tego nowego właściciela w roli przeciwnika podstawowych zasad wolności i niezależności dziennikarskiej.

 

To rzeczywiście piękne myślenie, niemiecki właściciel był przez wiele lat gwarantem tych zasad, natomiast polska spółka z większościowym udziałem skarbu państwa z definicji rzekomo doprowadzi do tego, że – zacytuję Pawła Fąfarę – „dociekanie prawdy zostanie zastąpione zwykłym kłamstwem lub subtelniejszą manipulacją„. Pean na rzecz niezależności dziennikarskiej, napisany przez Fąfarę, panującej za rządów bawarskiego właściciela może robi wrażenie na osobach, które nie znają realiów pracy dziennikarskiej w tym koncernie oraz nie mających pojęcia o proflilowaniu treści jego mediów.

 

Niemiecki właściciel za pomocą polskich uległych redaktorów przez lata osiągnął to, co zamierzał: wymianę starszych doświadczonych dziennikarzy na młodych, którzy szybko wstrzeliwali się w oczekiwaną poprawność polityczną. Profil polityczny tych gazet stał się jednakowy, antyprawicowy, który zresztą się nasilił wraz z wyborem prezydenta Andrzeja Dudy i utworzeniem rządu PiS-u. Ale już wcześniej gazety należące do Polska Press zmniejszały objętość treści dziennikarskich, choć nie samych reklam. To niekorzystne zmiany i polityczne sprofilowanie doprowadziło do odejścia wielu czytelników, niektóre tytuły regionalne w ciągu ostatnich 10 lat zmniejszyły sprzedaż ponad 3-krotnie, na przykład „Gazeta Pomorska” z 69 tys. do 21 tys., „Dziennik Zachodni” z 82 tys. do 16 tys., „Dziennik Łódzki” z 38 tys. do 9 tys. I nie jest to wynik wzrostu zainteresowania internetem, bo na przykład niemieckie gazety regionalne nadal są sprzedawane w dużych nakładach jak poprzednio. Ten upadek sprzedaży gazet regionalnych dotyczy przede wszystkim tych 20 dzienników, które były dotąd w posiadaniu Polska Press, a konkretnie: niemieckiego holdingu Verlagsgruppe Passau. Redaktor Paweł Fąfara pisze w swojej odezwie, że portale internetowe stworzone w tym czasie, można powiedzieć, na zasadzie monopolu, należą „do pierwszej piątki największych potęg medialnych w polskim internecie„. To chyba jedyne zdanie, które można uznać za trzymające się znamion prawdy w tym potoku napuszonej obrony redaktorsko-dziennikarskiej w Verlagsgruppe Passau.

 

Jest rzeczą skandaliczną i też żałosną, że część kierownictwa Polska Press z chwilą przejęcia przez nowego nowego właściciela tego koncernu prasowego, z dużą rzeszą dziennikarzy i innych pracowników, wypowiedziało się jakby za nich. Być może jakaś ich część myśli identycznie i niej jest to nic dziwnego, gdy przez 15 lata taki Fąfara i inni jemu podobni nadzorują te redakcje. Być może jest tak, że całe te zespoły pod światłym kierownictwem zarządu Polska Press żyło w ułudzie, że są tylko niezależnymi i bezstronnymi pośrednikami dla lokalnych społeczności. I bez wątpienia znacząca ilość tekstów taka była, ale o profilu gazety decyduje przecież cała jej zwartość.

 

Jednak bez wątpienia przed nowym właścicielem, czyli spółką Orlen, stoi ogromne wyzwanie. Z jednej strony trzeba wytrzymać zmasowaną nagonkę, w którą teraz włączyli się też przedstawiciele zarządu Polska Press i niektórzy redaktorzy naczelni jej gazet, twierdząc że nastąpi przekształcenie tych mediów w tuby propagandowe rządu (dla red. Pawła Fąfary to jednak państwo polskie będzie opresorem, bo napisał – „wraz z nastaniem epoki kontrolowanej przez państwo„), z drugiej rzeczywiście zapewnienie temu koncernowi z kilkusetosobową grupą dziennikarzy warunków uczciwej pracy, zgodnej z kodeksem dziennikarskim, czyli uniknięcie tendencji do ręcznego sterowania redakcjami i zapewnienie niezależności redaktorom naczelnym. Ale równie ważnym zadaniem jest rozwój tych wydawnictw, doinwestowanie, postawienie na tworzenie kreatywnych zespołów dziennikarskich, odbudowa ich znaczenia. Liczyć się będzie umiejętność zbudowania opinii o danym tytule prasowym, stworzenia jego wiarygodnego obrazu dla czytelnika. Na razie, mamy kampanię negatywną zaserwowaną przez przedstawiciela Polska Press i niektórych ich redaktorów, nie umiejących normalnie wyjść z matriksa, w którym przez lata tkwili.

 

Jerzy Kłosiński