Donald Tusk przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi w sporze o okładkę Gazety Polskiej – monitoring CMWP SDP

Porozumienie w tej sprawie byłoby „fajnym rozwiązaniem”  na zewnątrz, widzę że jest szansa na porozumienie stron – powiedział sędzia Rafał Sebastian Wagner  podczas kolejnej rozprawy w procesie cywilnym, jaki Donald Tusk wytoczył Tomaszowi Sakiewiczowi, redaktorowi naczelnemu tygodnika „Gazeta Polska” oraz jego wydawcy Niezależnemu Wydawnictwu Polskiemu. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej zarzuca redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” naruszenie dóbr osobistych, domaga się od niego publikacji wielokrotnych przeprosin na łamach mediów tradycyjnych i społecznościowych oraz po 100 tysięcy złotych odszkodowania zarówno od red. Sakiewicza, jak i pozwanego wydawnictwa z powodu okładki tygodnika „Gazeta Polska” z jego wizerunkiem z podpisem „Gott mit uns”.  Rozprawa odbyła się 29 listopada przed Sądem Okręgowym w Warszawie . Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP.

Sprawa dotyczy okładki tygodnika z 20 lipca 2022 r.  na której zdaniem pozwanego opublikowano jego wizerunek „w sposób bezpodstawnie sugerujący wrogą, nawiązującą do neonazistowskiej propagandy”. Ukazany na niej lider PO ma zaciśniętą pięść i jest opatrzony napisem Gott mit uns. Poniżej znajduje się dopisek: Słowa Donalda Tuska: „Wierzysz w Boga, nie głosujesz na PiS” to odpowiednik pruskiego „Gott mit uns”, obecnego na klamrach niemieckich pasów. Padły, gdy polski rząd wspiera Ukrainę w walce pod innym starym hasłem: „W imię Boga za wolność naszą i waszą”.

Nie jestem prawnikiem, nie znam praktyki, nie chcę oceniać, czy 100 tys. zł to za dużo, czy za mało. Nie ukrywam, że wolałbym mieć wewnętrzne przekonanie, że ten pozew będzie miał jakiś skutek, przynajmniej pobudzenia do refleksji .  Okładka, która przedstawia mój wizerunek, który został w ten sposób spreparowany, była w mojej ocenie przekroczeniem granicy akceptowalnej krytyki w debacie publicznej — mówił Donald Tusk. Nie byłem zaskoczony, że Donald Tusk wytacza mi proces, byłem zaskoczony, że wytacza za tę okładkę. Świadczy to o wysokiej nie powadze urzędu, który teraz sprawuje. On nie rozumie, że premier nie może pozywać za satyrę, nie dlatego, że polityk powinien mieć grubą skórę, nie dlatego, że narusza wolność słowa, tylko dlatego, że kompromituje państwo polskie. Robiąc taki proces, wiedząc, że idzie po władzę, ośmiesza państwo polskie – powiedział podczas tzw.wolnego wystąpienia w sądzie redaktor naczelny „Gazety Polskiej’, Tomasz Sakiewicz.

Stało się coś bardzo złego w życiu publicznym po wypowiedzi premiera tej dotyczącej katolików  „jeśli jesteś chrześcijaninem, nie głosujesz na PiS” Okładka tygodnika była odpowiedzią na to głoszone przez Donalda Tuska zdanie. Stało się coś naprawdę złego – odebraliśmy tysiące, smsów, maili, telefonów, ludzi oburzonych, którym było po prostu przykro, że ktoś, kto w swoim programie politycznym ma bardzo wiele ostrzy skierowanych przeciwko ideologii chrześcijańskiej, filozofii, temu, co głos kościół, nagle pozbawia prawa bycia osobą wierzącą, katolickim, tym, którzy akurat się przywiązują do tych wartości – mówił Tomasz Sakiewicz. – Można było na to zareagować stanowczym protestem, wykazywać niestosowność tych stwierdzeń, absurdalność, kłamstwo. Postanowiliśmy zareagować humorem, wyśmiać to. Wyśmiać tak, jak wszystkie pokraczne postaci w historii, które przypisywały sobie prawo do dysponowania Panem Bogiem. Panem Bogiem dysponuje tylko Pan Bóg, bez znaczenia, jakie są poglądy osób uczestniczących w sporze. Postanowiliśmy to wyśmiać, zrobiliśmy z tego zwykłą satyrę. Ta okładka to kompilacja różnych cech, które można spotkać, poprzez obserwację sprzecznych ze sobą ideologii, a już najmniej w nazistowskiej. Tak się tworzy satyrę, doprowadza się coś do absurdu, to ma wywołać uśmiech, rozładować emocje – mówił Tomasz Sakiewicz.

Po wysłuchaniu obu stron sędzia prowadzący sprawę zaproponował, aby Donald Tusk i Tomasz Sakiewicz wraz ze swoimi pełnomocnikami spróbowali wypracować ugodę w tej sprawie i zakończyć spór. Strona powodowa jest otwarta na rozwiązania ugodowe, jeśli padnie słowo przepraszam – powiedział mecenas reprezentujący Donalda Tuska. Tak widzę możliwość ugody, wyciągam dłoń do Premiera, szczególnie że zbliża się okres świąteczny. Mieliśmy na celu satyrę, chcieliśmy wyśmiać jego poglądy na temat tego, na kogo może głosować wierzący człowiek. Satyra nie kłamie, satyra wyolbrzymia tylko niektóre cechy – powiedział Tomasz Sakiewicz.  Obie strony przystały na propozycję sędziego. Jeśli dojdzie do ugody, zostanie ona zawarta przed sądem 19 grudnia br. Jeśli strony nie dojdą do porozumienia, tego samego dnia sąd wysłucha mów końcowych i wyda wyrok.

Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP od marca 2023 r.

CMWP SDP obejmuje monitoringiem sprawę z powództwa Donalda Tuska przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi

WALTER ALTERMANN: „Zwizualizowana” rzeczywistość skrzeczy, czyli mędrców literatury przepowiadanie

Zwizualizował sobie położenie kul i zauważył dobrą bilę… – mówi o snookerzyście (snukerzyście -wygląda to źle, zatem napisałem z angielska) sprawozdawca meczu bilardowego. A chodzi mu (sprawozdawcy) o to, że zawodnik dokonał przeglądu pola i dostrzegł, zauważył, że jest szansa na dobre zagranie.

Wizualizacja robi ostatnimi laty zawrotną karierę. W znaczeniu podstawowym znaczy tyle, że mamy do czynienia z rysunkowym, graficznym przedstawieniem danych, z makietą projektu budowlanego, rysunkowymi planami jakiegoś obiektu, który ma dopiero powstać. Bywa też wizualizacja przez wyświetlenie na monitorze komputera lub na ekranie, z pomocą rzutnika. Tak może być.

Natomiast okropnością jest zastępowanie dobrych, starych słów nowoczesną wizualizacją. Te stare słowa to zobaczyć, obejrzeć, dostrzec, zauważyć. Marnie to o nas świadczy, że rzucamy się z dygotem na nowe obce słówka. Niestety dla wielu z nas wszystko co obce jest lepsze. A pisał Słowacki o Polsce: „Pawiem narodów byłaś i papugą”. A że wieszczem był, to miał rację i przewidywał nam marną przyszłość.

Innowanie

Czytam w Internecie, w tytule reklamy pewnego kosmetyku; „Innowuj z nami”. I mamy koszmarek językowy, biorący się zapewne z okropnego tłumaczenia polskiej angielszczyzny. Może nawet przez sztuczną inteligencję.

Mamy w języku polskim przyswojony rzeczownik innowacja. Mamy także utworzony od innowacji przymiotnik innowacyjny. Tak to poszło. Jednakże nie mamy urobionego jeszcze (na szczęście) od innowacji czasownika. Zatem nie można powiedzieć, że można innowować, bo język polski takich operacji nie znosi. Tradycją języka polskiego jest bowiem opisowość i cechuje go dwu-wyrazowość w takich przypadkach. Zatem trzeba było napisać: bądź z nami innowacyjny, bądź innowacyjny.

Żeby dobitniej to wytłumaczyć. Mamy rzeczownik samolot i mamy lataj samolotem, ale nie mamy samolotuj. Mamy rzeczownik tramwaj i czasownik jedź tramwajem, ale nie mamy tramwajuj. Mamy rowery i jedź rowerem, ale nie mamy roweruj.

Kiedyś było pięknie, bo na określenie tego, co dzisiaj nazywa się innowacją, było nowatorstwo. Co jest dobrym tłumaczeniem. I komu to przeszkadzało?

Z czym nie może się pogodzić minister

Nie może się państwo pogodzić na to… – powiedział na konferencji prasowej Tadeusz Siemoniak, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji. Konferencja odbyła się 15 XI 2024 roku, a była poświęcona zmianom w prawie drogowym.

Niestety minister, który obiecuje lepsze prawo, sam mówi marnie. A zakładam, że ktoś kto umie mówić poprawnie, ten również zaproponuje poprawne (przynajmniej) prawo.

Rzecz w tym, że stałym związkiem syntaktycznym języka polskiego jest „zgodzić się na to”, a zwrot „pogodzić się na to” jest błędem. Owszem, mamy zwrot „pogodzić się z tym”. Jednak figlarne łączenie tych dwu zwrotów jest niedopuszczalną figlarnością.

Mędrcy nieczytani

Mędrców, a mamy takich w naszej historii, czcimy nadając ich nazwiska szkołom, instytutom naukowym, ulicom i placom. Uczciwszy w ten sposób – powiedzmy pisarza – uważamy, że my też jesteśmy wspaniali, skoro mędrzec był naszym rodakiem. Niektórzy z nas sądzą nawet, że skoro Żeromski, Sienkiewicz i Prus chadzali tymi samymi ulicami, którymi teraz my spacerujemy, to coś z tych wielkich ludzi jest również w nas samych, z czego mamy – tak niektórzy myślą – oczywisty powód do dumy. A duma to niebezpieczne pojęcie, zakłada bowiem, że skoro ktoś jest z czegoś, lub z kogoś dumny, to żyją też na świecie osoby i narody, które nie mają powodów do dumy. Ergo, oni są gorsi.

Oczywiście można być dumnym z naszych XIX wiecznych walk niepodległościowych, z wojny rosyjsko-polskiej, z wrześniowych walk 1939 roku, z całego udziału Polaków w II wojnie światowej i oczywiście z powstańców warszawskich 1944 roku.

W dalszym ciągu jednak uważam, że indywidualne osiągnięcia naszych rodaków, są przede wszystkim osiągnięciami ich samych. Bo kto z naszych przodków, a rówieśników wyżej wymienionych Wielkich Polaków, pomógł im w osiągnięciu ich wielkości, kto z ich współczesnych w czymkolwiek im pomógł?

Tu pozwolę sobie na krztynę zjadliwość i powiem, że owszem, że to nasi przodkowie swymi okropnymi charakterami i postawami dawali Żeromskiemu, Prusowi i Sienkiewiczowi gotowe portrety do opisania i potępienia. Mówię tu o całej twórczości Prusa i Żeromskiego, oraz o juveniliach, czyli o dziełach młodości, Sienkiewicza.

Lewicowa młodość Henryka Sienkiewicza

W spuściźnie Sienkiewicza, z lat jego młodości pisarskiej, jest dzieło, które zaliczam do najbardziej odważnych, bezlitosnych, wręcz okrutnych obrazów polskiego społeczeństwa. Mówię o „Szkicach węglem”. Opisując polską wieś po Powstaniu Styczniowym, Sienkiewicz przedstawia panujące tam   stosunki i relacje, jakby opisywał życie dzikich zwierząt, w którym słaby jest zagryzany, gdzie nie ma nawet grama litości i współczucia. Tą wsią rządzi jedynie chęć zysku i pogarda dla bliźniego.

Oczywiście Sienkiewicz potem wykonał dużą woltę w prawo i zaczął nas historycznie chwalić, co większości ze współczesnych mu rodaków bardzo przypadło do gustu i pokrzepiało ich serca. Zresztą nam, żyjącym teraz też bardzo się podoba jak byliśmy dzielni i wspaniali – jako caluśki naród.

Choć z prawdziwą historią Polski dzieje opisane w Trylogii nie miały wiele wspólnego. Bo o licznych Polakach, będących zdrajcami w czasie szwedzkiego potopu, którzy przeszli na stronę wroga, Sienkiewicz pisze jedynie półgębkiem. Co prawda maluje Radziwiłłów w najciemniejszych barwach, ale oni byli jednak Litwinami. Stworzył też postać Kuklinowskiego, ostatniego łajdaka, który służył Szwedom dla pieniędzy, czyli z najniższych pobudek. Rzeczywistość owych czasów była bardziej skomplikowana, skoro na początku wojny sam hetman Jan III Sobieski był po stronie Szwedów.

Czytajmy naszych mędrców

Wracając do naszych wielkich artystów – oczywiście czcimy ich, ale czy jednocześnie czytamy ich dzieła? Obawiam, się że po łebkach i jedynie pod szkolnym przymusem. A po ukończeniu szkół nie sięgamy już po polską wielką klasykę. A szkoda. Bo mądrość przecież nie się starzeje!

Na dowód mały cytat z „Lalki” Bolesława Prusa, ze sceny, w której Wokulski zastanawia się nad tym, gdzie żyje…

„Oto miniatura kraju – myślał – w którym wszystko dąży do spodlenia i wytępienia rasy. Jedni giną z niedostatku, drudzy z rozpusty. Praca odejmuje sobie od ust, ażeby karmić niedołęgów; miłosierdzie hoduje bezczelnych próżniaków, a ubóstwo niemogące zdobyć się na sprzęty otacza się wiecznie głodnymi dziećmi, których największą zaletą jest wczesna śmierć. Tu nie poradzi jednostka z inicjatywą, bo wszystko sprzysięgło się, ażeby ją spętać i zużyć w pustej walce – o nic.”

I czyż nie jest to diagnoza także współczesna? Dodam jeszcze, że ani Prus, ani Żeromski socjalistami, lewakami i komunistami nie byli.

 

Nowy film dokumentalny Anity Gargas pt. Stan likwidacji ! Premiera w czwartek o 20.00 na YouTube

Niespotykane siły policyjne, fizyczne przepychanki z posłami, kochanka agenta GRU i „Grupa Wejście” – czyli kulisy przejęcia mediów publicznych w najnowszym filmie Anity Gargas i Mateusza Teski „Stan likwidacji”. Już w czwartek 28 listopada na kanale #MagazynAnityGargas na Youtube . Obejrzyj koniecznie !

 To nie jest tylko film, który opisuje siłowe przejęcie mediów publicznych, to jest opowieść o wstępie do likwidacji państwa polskiego, bo media publiczne były pierwsze – mówi autorka scenariusza i jednocześnie reżyserka filmu Anita Gargas, wielokrotnie nagradzana przez SDP dziennikarka śledcza. „Stan likwidacji” to film, który wstrząśnie widzami – zapowiadają jego autorzy. Chcą w nim pokazać, jak daleko może posunąć się władza, gdy prawo przestaje mieć dla niej znaczenie. Dziennikarze „Magazynu Anity Gargas”opisują operację przejmowania mediów publicznych, jaka miała miejsce w grudniu ub. roku .  Codziennie byli na miejscu, dzięki czemu możemy  teraz  obejrzeć sytuacje i wydarzenia, których nie zarejestrowali inni. Siły policyjne, funkcjonariusze ochrony, kochanka szpiega GRU i „Grupa Wejście”; zbierane na gorąco wypowiedzi dziennikarzy, polityków i prawników – to wszystko w filmie, który jest głosem sprzeciwu wobec bezprawia „Koalicji 13 Grudnia”. Gorąco polecamy do oglądania . Premiera w czwartek , 28 listopada na kanale YouTube Anity Gargas .  i oczywiście prosimy o podanie dalej tej informacji !

Link do zwiastuna : https://x.com/Magazyngargas/status/1861470259737194626

Kanał Anity Gargas na YouTube : https://www.youtube.com/@magazynanitygargas

„Stan likwidacji” Anity Gargas i Mateusza Teski już 28 listopada 2024 roku o 20.00! Tylko na Youtube w Magazynie Anity Gargas! 

Prosimy o podanie dalej!

WIKTOR ŚWIETLIK: Kto raz został…, zawsze będzie autocenzorem. Znikająca sprawa Gajewskich

Kisiel pisał, że najgorsza niewola to ta, której nikt już nie dostrzega. Stan ten dobrze oddaje wulgarna metafora o ludziach, którzy nie tylko znaleźli się w czterech literach, ale zdołali się w nich urządzić. Czasem równie dużym problemem jest jednak to, że ludzie nie widzą kiedy zaczynają się w nich znajdować. Moim zdaniem w polskich mediach w ostatnim tygodniu wydarzył się pewien przełom, który jest poważnym krokiem w tym kierunki.

Niby nic nowego. Przecież niejedną publikację do tej pory przemilczano, niejedno śledztwo, niejedno ujawnienie. Ale jednak stopień w jakim duże, establiszmentowe media,  jak jeden mąż zdecydowały się przemilczeć kolejne odsłony sagi rodziny Gajewskich ujawnianej przez m.in. Marcina Dobskiego,  z Republiki i „Gazety Polskiej” to krok dalej ( Autorami publikacji są Marcin Dobski, Joanna Grabarczyk i Grzegorz Wierzchołowski – red.).

„Zniknięty” temat

Niestety na to nakłada się jeszcze sprawa ostrej konkurencji na rynku tak zwanych mediów prawicowych, co sprawiło, że „shadow ban”, jak to się mawia dziś o cenzurze, był jeszcze bardziej wszechogarniający.

Historia Gajewskiego seniora, jego biznesów, udziału w tuszowaniu zbrodni, w końcu darowizny domu, w którym dziś ma swoje gniazdo wiceminister sprawiedliwości to trochę za dużo. Za dużo dla państwa. To po prostu potężna afera, która mogłaby zmieść niejeden rząd. Spodziewałem się owszem wszystkich Dziubków i Wielińskich i wstępniaka Bogusława Chraboty, że sprawę trzeba zbadać, że tekst źle napisany, że dzieci nie odpowiadają, że Myrcha nie wiedział, że PiS ma swojego Mejzę, że premier i tak jest kochany, a walka o praworządność ma swoją cenę. Ale nie, że temat zostanie po prostu zniknięty.

Zamordyzm i milczenie

Szczególnie, że to rzecz mocna pod kątem komercyjnym. Zasięgowa. A zasięgi to kasa, więc i logika działania przedsiębiorstwa komercyjnego, jakim jest w końcu redakcja, nakazywałaby się tym pożywić. Mimo tego nikt nie zdecydował się sprawy podjąć, włącznie z dużymi mediami uchodzącymi za symetryzujące. Zbyt długo się tym zajmuję, by uwierzyć, że nikt nie chciał, uznał sam z siebie, że mu się nie opłaca albo że nie wierzy Dobskiemu, Grabarczyk i Wierzchołowskiemu. Ktoś musiał się przejść po tych mediach, zapewne ich właścicielach i przekonać… I raczej nie był to ksiądz dobrodziej tylko ktoś, kto zagroził cofnięciem ogłoszeń ze spółek państwowych albo represjami. Sprawa musiała być rozegrana na wysokim szczeblu. Tak to działa. I wszyscy milczą.

Problem w tym, że apetyt na zamordyzm rośnie w miarę jedzenia, a jak stwierdził klasyk Orwell, kto raz został…, będzie nią na zawsze. Dobra to wiadomość niestety dla reżimu rządowego. Wkrótce kolejne tematy będą znikać, potem media, w końcu może i ludzie. Ale zawsze zostanie usłużny Wieliński i gromada rzekomych symetrystów przekonujących, że publikacja pewnych treści i zajmowanie się pewnymi tematami jest po prostu niewłaściwe z profesjonalnego punktu widzenia.

 

Grudniowe spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP. Wspomnienie o Barbarze Petrozolin-Skowrońskiej

Ostatnie w 2024 roku spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP będzie poświęcone Barbarze Petrozolin-Skowrońskiej (1937-2023) – historyczce, dziennikarce (współpracowała m.in. z „Kulturą”, „Literaturą”, „Mówią Wieki”, „Nowymi Książkami”), należącej przez wiele lat do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, animatorce i działaczce kultury. Należała do Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP, zawsze zaangażowana zabierała głos w dyskusjach, imponując wiedzą historyczną i kulturoznawczą, ciekawymi pomysłami oraz chęcią do działania, i to do końca swoich dni. Zmarła w niedzielę, 22 października 2023 r. w wieku 86 lat. Spoczęła w rodzinnym grobie na Powązkach, 6 listopada 2023 r.

W środę, 4 grudnia 2024 r., o godz. 17.00, w Domu Dziennikarza, przy ulicy Foksal 3/5 w Warszawie, będziemy wspominać Jej postać i dokonania. Zapraszam serdecznie Jej przyjaciół, rodzinę, znajomych, aby podzielić się wspomnieniami o Niej dokładnie w dniu Jej imienin, w Barbórkę, w pierwszą rocznicę Jej śmierci… Można przygotować zdjęcia czy wspomnienia o Barbarze – moje jest poniżej.

 dr Teresa Kaczorowska, przewodnicząca Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP


 Barbara Petrozolin-Skowrońska (ur. 24 lipca 1937 r. w Warszawie, zm. 22 października 2023 r. w Warszawie) – historyczka (absolwentka studiów magisterskich i doktoranckich na Wydziale Historii w Uniwersytecie Warszawskim), encyklopedystka (m.in. w latach 1966-1990 red. nacz. Encyklopedii PWN, autorka wielu haseł), varsavianistka, dziennikarka, animatorka i działaczka kultury. Należała do wielu organizacji, ale też od lat, do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – była jednym z filarów Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP. Na comiesięcznych spotkaniach Klubu była zawsze zaangażowana, zabierała głos w dyskusjach, imponując wiedzą historyczną i kulturoznawczą, ciekawymi pomysłami oraz chęcią do działania, i to do końca swoich dni.

Przyjaźniłyśmy się z Barbarą od października 2005 r., kiedy poznałyśmy się w Stella Plage, na francuskim wybrzeżu Atlantyku, podczas VIII Międzynarodowego Sympozjum Biografistyki Polonijnej we Francji i V Salonu Książki Polonijnej. Ta autorka licznych publikacji, artykułów, scenariuszy słuchowisk radiowych oraz książek: Król Tatr z Mokotowskiej 8. Portret doktora Tytusa Chałubińskiego” (Iskry, Warszawa 2005, wydanie drugie jubileuszowe, Iskry, Warszawa 2020) i pozycji najbardziej znanej – Przed tą nocą” (Warszawa 1988, 2007); po raz trzeci wydanej jako „Przed nocą styczniową” Warszawa  2013) – była bowiem osobą niezwykle aktywną i ciekawą świata.

Pracowała, działała głównie w Warszawie, ale też często wyjeżdżała, w tym na płn. Mazowsze. Uczestniczyła u nas w imprezach literacko-kulturalnych: na Wiosnach Literatury w Gołotczyźnie, na Ciechanowskich Jesieniach Poezji w Ciechanowie i Opinogórze, na Festiwalach Macieja Kazimierza Sarbiewskiego – w Płońsku i Sarbiewie, w 2019 r. była też z nami na wyprawie studyjnej śladami Sarbiewskiego w Wilnie. Odbywała spotkania autorskie w szkołach i muzeach płn. Mazowsza, wygłaszała prelekcje, publikowała w periodyku „Ciechanowskie Zeszyty Literackie”. Zawsze była zachwycona bogatą kulturą, tradycją oraz kultywowaniem ich na Ziemi Ciechanowskiej. „Mieszkasz w niezwykłym, ciekawym zakątku naszego kraju” – mawiała, dodając, że na Saskiej Kępie jej tego brakuje.

Od jesieni 2012 r., kiedy zostałam przewodniczącą Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP, spotykałyśmy się regularnie – w Domu Dziennikarza, przy ul. Foksal 3/5, na comiesięcznych spotkaniach Klubu. Zawsze znalazłyśmy czas na pogawędkę, czasem chodziłyśmy do Lwowskiej na kolacyjki, niekiedy nocowałam u niej na Saskiej Kępie. Była niezwykle ciepłą osobą, uśmiechniętą, nie zważającą na dolegliwości, które ją ostatnio dopadały. Nigdy jednak nie biadoliła, nie narzekała, nie utyskiwała. Zawsze oddana synowi i rodzinie – śledziła karierę Krzysztofa, rozwój i kształcenie jego latorośli, ciesząc się z ich sukcesów.

Śmierć Barbary Petrozolin-Skowrońskiej to strata nie tylko dla jej najbliższych, ale dla kultury polskiej. Odeszła bowiem osoba aktywna, z dużym dorobkiem twórczym i społecznym, pracowita, prawa. Zasłużona dla Polski, zawsze zatroskana o jej los. Jej mądrości i kultury bardzo mi dziś brakuje. Wciąż jestem przepełniona żalem po Jej odejściu, ubolewam, że nie możemy widywać się w pierwsze środy miesiąca, że nie mogę na Nią wyglądać w Domu Dziennikarza, ani zatelefonować… Na ostatnim spotkaniu Klubu, 4 października 2023 r., nie była już obecna, ale wieczorem napisała do mnie smsa: „Teresko kochana, przegapiłam Twoje spotkanie, może dodałoby mi sił…żałuję…”.

Odeszła 18 dni później. Pozostanie jednak na zawsze w moim sercu jako serdeczna, miła, uczynna koleżanka.

 

WALTER ALTERMANN: Małżeństwa międzygatunkowe i inne aberracje postępu

Ostatnio w Internecie oraz w kilu stacjach radiowych i telewizyjnych a także w prasie, pojawił się nowy temat – małżeństw międzygatunkowych. O co chodzi? O zalegalizowanie, usankcjonowanie i potwierdzenie ustawowe, że ludzie mający psa czy kota mogą taki fakt legalizować jako, małżeństwa (?), związki czy rodziny… Międzygatunkowe.

W naturze jest tak, że za konkretnym przedmiotem, pojęciem, sytuacją pojawia się nazwa. Nigdy odwrotnie, bo słowo musi mieć desygnat, a skoro go na razie nie ma, to jest niepotrzebne. Jednakże z początkiem obecnego wieku mamy całkiem nową rzeczywistość.

Tego jeszcze nie było

Oto wojownicy globalnego ruchu, który nazywam „Nowe za każdą cenę”, tworzą nowe byty językowe, a potem nerwowo szukają dla nich desygnatów, czyli czegoś, co takie słowo może oznaczać. Tak było z całą rewolucją LGBT+ oraz małżeństwami homoseksualnymi. Metoda ruchu nowoczesnych jest taka, że istniejące od zawsze związki homoseksualne postanawiają nazwać małżeństwami, dając takim tworom nowe słowo i znaczenie. I jednocześnie niszcząc stare znaczenie i stare funkcje klasycznego małżeństwa. Szczególnym przypadkiem, dotychczas w świecie niespotykanym, jest właśnie nowa idea Małżeństw Międzygatunkowych.

A media, szukające jakiś atrakcji, podchwytują taką „innowacyjność” i zaczyna się dyskusja, co jest na rękę, na mózg i serce nowoczesnym, bo przecież się o nich mówi. I o to im, w gruncie rzeczy, chodzi.

Głos blogerki

Trafiłem na tekst blogerki Olgi Kublik, która pisze: „Rodzina międzygatunkowa jest zagadnieniem drażniącym wiele osób. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że Internet nie jest optymalnym miejscem do weryfikowania nastrojów społecznych, jako iż w sieci można zostać zwyzywanym za dosłownie wszystko, jednakowoż lepszego źródła póki co nie mam. Dzisiejszą publikacją dorzucam cegiełkę do dyskusji o rodzinie międzygatunkowej, a także o zjawisku posiadania psa zamiast dziecka i używaniu określeń takich jak psi rodzice, psie dziecko czy też skrótowo psiecko. Uważam, że moja perspektywa jest ciekawa, ponieważ po pierwsze łączy mnie z Rubi wyjątkowa więź – a przynajmniej ja żywię do niej wyjątkowe uczucia – po drugie zaś  nie chcę mieć dzieci [ta fraza odsyła do Wikipedii, hasła „nie chcę mieć dzieci – red.] co może skłaniać do myślenia, iż określam się psią mamą i Rubinę traktuję jako moje psiecko.

Zgodnie z nazwą rodzina międzygatunkowa jest rodziną złożoną ze zwierząt różnych gatunków. Podczas gdy tradycyjnie pojmowana rodzina składa się z przedstawicieli homo sapiens, międzygatunkowa rodzina może obejmować ludzi oraz psy, koty lub zwierzęta innych gatunków. Najczęściej omawianym przykładem są ludzie (para traktowana jako psi rodzice) plus pies (uznawany za psie dziecko).

Rodzina to jednostka stworzona przez ludzi dla ludzi, w stosunku do zwierząt innych gatunków zaś używa się określeń stado, grupa, wataha, rój i podobnych. Rodzina bowiem to znacznie więcej niż wspólna krew – uwzględnia chociażby więzi emocjonalne, zależności genetyczne czy powiązania cywilnoprawne.

Posiadanie psiecka rozumianego jako pies zamiast dziecka przez osoby deklarujące niechęć do płodzenia własnego potomstwa to zjawisko oceniane negatywnie. Większości ludzi trudno przełknąć nawet wizję par bezdzietnych z wyboru (bo co to za chodzenie na łatwiznę i samolubność?!), a co dopiero koncepcję psiego dziecka, czyli psa zamiast dziecka”.

Na końcu p. Kublik oświadcza, że jest przeciwko pojęciu psiecko, ale cały temat uważa za interesujący. Jej artykuł to przykład typowej dla blogerów postawy: piszę cokolwiek, bez opowiadania się po którejś ze stron, bo żyję z tego, że piszę właśnie cokolwiek. Jednakże takie pisanie nie jest obojętne dla życia społecznego, bo nawet takim pisaniem blogerka wysyła sygnał, że temat jest.

A moim zdaniem żadnego tematu „małżeństw międzygatunkowych” nie ma, jest tylko zwykła aberracyjna hucpa.

Ważna rola psów i kotów domowych

Ludzie oswoili wiele zwierząt: psy, koty, konie, owce, krowy a nawet osły. I nie robili tego bezinteresownie, bo oswojone zwierzęta pracowały i pracują dla nas. Koty tępią gryzonie, psy odpędzają lisy i wilki… itd. W miastach koty i psy są zmieniły swe role. Ludziom dają towarzystwo.

Ileż to razy widziałem starsze panie, które długimi monologami strofowały swe pieski. Były to tyrady tak długie i przykre, że człowiek by tego nie wytrzymał. Mam znajomego, który ma niesfornego kundla, a gdy owa psina przerażająco szczeka i ogryza gościom nogawki, mój znajomy klęka przed psem i mówi do niego czułymi słówkami, że tak się nie postępuje, że nie powinien się ten pies tak nieładnie zachowywać… Co na to ów psi łajdak? Nic! Nic nie mówi, nawet się nie łasi i nie przeprasza. Normalne rozwydrzone bydlę. Ale tak być powinno i tak jest dobrze. Bo zwierzęta domowe są ludziom potrzebne.

Czym jest małżeństwo?

Zdaje mi się, że sprawa małżeństw międzygatunkowych jest kolejnym polem konfliktu, wojny, która ma doprowadzić do osłabienia funkcji i znaczenia małżeństwa.

Walka normalsów z nowocześniakami została już wygrana przez tych drugich. Albowiem małżeństwa par homoseksualnych w Europie stały się już normą. I z całą pewnością osłabiły znaczenie klasycznego małżeństwa.

Jestem daleki od powoływania się, w obronie klasyczności, na Boga i religię. Jednakże zwykła logika (a Bóg z pewnością jest logiczny) nakazuje mi stanąć w obronie klasycznych małżeństw. Dlaczego? Bo są instytucją społeczną, mającą zapewnić następstwo pokoleń i wychowanie tych pokoleń w duchu ludzi uspołecznionych, na wzór i podobieństwo swych rodziców. Choć z tym są od zawsze kłopoty, bo rodzice bywają bardzo różni i bardzo dziwni.

Zastanawia mnie też dlaczego pary homoseksualne tak bardzo pragną być małżeństwami? Czyżby, po uznaniu ich związków za małżeństwa, ci małżonkowie z automatu urzędniczego stają się szczęśliwsi, czy mają większe pole do społecznego działania?

Owszem w historii osoby homoseksualne były nieludzko prześladowane, zamykane w więzieniach,  a nawet mordowane. Jednak te złe czasy już minęły. Zatem pytam sam siebie – dlaczego tak bardzo chcą być małżeństwami, dlaczego nie przystają na nazwę „związki”?  Przecież prawdziwymi małżeństwami nigdy nie będą i nigdy nie założą prawdziwej rodziny. A rodzina jest domniemanym i faktycznym celem małżeństwa.

Nowy świat (w budowie)

Zdaje mi się, że na świecie w ostatnich 50-ciu latach objawił się coraz potężniejszy ruch anarchizmu obyczajowego. W XIX wieku anarchiści chcieli obalać państwa, dzisiejsi chcą zniszczyć klasyczne rodziny, klasyczne wychowanie dzieci i klasyczne religie. Im widzi się społeczeństwo świata bezwyznaniowego i bezrodzinnego. Czyli społeczeństwo wolnych, niczym z sobą niezwiązanych ludzkich atomów. Kto by się z takiego świata cieszył najbardziej? Najpewniej pracodawcy przyszłości, bo mieliby do czynienia z ludźmi gotowymi na wszystko, bo nie mającymi żadnych zobowiązań.

A co z następstwem pokoleń? Być może będą się pojawiały na świecie doskonałe, zmodyfikowane genetycznie osobniki. Łagodne i pracowite, bez wad i odporne na choroby – idealni niewolnicy z próbówek. Chińczycy już chyba nad czymś takim pracują.

Nieciekawa to perspektywa. I groźna, bo nowi hunwejbini – może jeszcze nieświadomi swej prawdziwej roli, ale bardzo  bojowi – już atakują wszystko co stare i klasyczne.

Na wzór Mao

W latach 1966-68 w Chinach objawiła się Czerwona Gwardia, zwana też hunwejbinami. Była to komunistyczna organizacja młodzieżowa działająca podczas rewolucji kulturalnej Mao i właśnie pozostawała pod rozkazami przewodniczącego partii. Złożona była ta gwardia z ludzi bardzo młodych. Hunwejbini popiełniali liczne okrucieństwa, torturowali, poniżałali, a niekiedy zabijali osoby uznawane za „wrogów ludu”, do których zaliczano przede wszystkim chińską inteligencję.

Hunwejbini niszczyli też pamiątki z cesarskich czasów, palili rękopisy i obrazy, młotami rozbijali w pył klasyczne rzeźby. A wszystko to imię nowych czasów i nowego człowieka.

Nasi współcześni europejscy hunwejbini wierzą, jak ci chińscy, że światu potrzebni są nowi ludzie – otwarci na wszystko, tolerancyjni i pogodzeni ze wszystkim. Naczelnym ich hasłem jest ekologia, czyli likwidacja produkcji energii z atomu, węgla i ropy naftowej. Potem idą pomniejsze hasła – wolne związki małżeńskie, nawet człowieka z chomikiem i świnką morską oraz wolność od wszystkich religii (każdej z osobna).

Na razie wszyscy dorośli w Europie robią dobrą minę do złej gry i udają, że nic złego się nie dzieje. Ale terror młodych nowocześniaków jest coraz bardziej odczuwalny. Żądali czystej energii już, od jutra – i Niemcy pozamykali swoje elektrownie atomowe. Żądali małżeństw homoseksualnych i dostali je. Teraz żądają małżeństw międzygatunkowych, bo to pojęcie ośmiesza samą ideę małżeństwa… i politycy im to dadzą.

Jedno jest tylko naszą nadzieją, że dzisiejszych hunwejbinów spotka ten sam los co chińskich. A ci chińscy zostali w końcu rozbici w pył, ich przywódcy trafili do więzień, a szeregowi aktywiści na wieś, aby uczyli się „od chłopów”. Naszych widziałbym reedukowanych na Podlasiu. Lud tam cierpliwy, ale bez przesady, głuchy na europejskie nowinki i swoje wie.

Walter Altermann

 

Paweł Gąsiorski triumfował w 5. Mistrzostwach Polski Dziennikarzy w Tenisie Stołowym

Paweł Gąsiorski, prezes Oddziału SDP w Katowicach i członek Zarządu Głównego SDP wygrał 5. Mistrzostwa Polski Dziennikarzy w Tenisie Stołowym.

Impreza odbyła się w dniach 12 – 13 listopada 2024 roku w Tarnobrzegu. Wzięło w niej udział 18 dziennikarzy.  Gąsiorski był najlepszy w kategorii mężczyzn do 45 lat. W kategorii mężczyźni 46 lat i starsi wygrał Roman Błaszczak.

Organizatorami 5. Mistrzostw Polski Dziennikarzy w Tenisie Stołowym byli: KTS Enea Siarkopol Tarnobrzeg, Polski Związek Tenisa Stołowego, Miasto Tarnobrzeg, MOSiR Tarnobrzeg. Partnerem Samorząd Województwa Podkarpackiego, a Patronem Honorowym Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

Poniżej wyniki mistrzostw

Kategoria: Kobiety OPEN

  1. Witas Dorota, TVL Telewizja Lokalna

Kategoria: Mężczyźni do 45 lat

  1. Paweł Gąsiorski, „Magazyn Polski Ping Pong”
  2. Wojciech Kania, Radio Silesia
  3. Marcin Cisowski, komentator telewizyjny
  4. Kamil Robuta, „Tygodnik Nadwiślański”
  5. Rafał Kozieł, www.poinformowani.pl
  6. Łukasz Pado, POZPN

Kategoria: Mężczyźni 46 lat i starsi

  1. Roman Błaszczak, Radio Plus Gorzów
  2. Wojciech Osiński, „Przegląd Sportowy”
  3. Andrzej Adamski, Gostynin24
  4. Jacek Karnowski tygodnik „Sieci”
  5. Tomasz Niesłuchowski, emeryt
  6. Radosław Brzyski, 4 miasta
  7. Kazimierz Marczewski, BOLEC.INFO
  8. Marcin Radzimowski, „Echo Dnia Tarnobrzeg”
  9. Michał Domański, 4 miasta
  10. Klaudiusz Madeja, TVP3 Warszawa
  11. Waldemar Mazgaj, rzecznik prasowy Port Lotniczy Jasionka

red.

WALTER ALTERMANN: Sufrażystki jako memento

Powiedzmy od razu i wprost – nie wszystkie nowości w sferze społecznej są godne potępienia. Bywają i takie nowe pomysły społeczne, które przynoszą bardzo dobre skutki. Ale człowiecza natura każe nam się buntować przeciw wszystkiemu co nieznane. Może z ostrożności i przykrych doświadczeń?

Nie jestem konserwatystą, więc mnie nie wszystkie przejawy, zapowiadające nowe porządki, denerwują. Żeby zrozumieć w czym rzecz, przyjrzyjmy się problemowi z przełomu XIX i XX wieku, który wtedy rozpalał – głównie mężczyzn – do białości.

Sufrażystki

Sufrażyzm pochodzi od łacińskiego suffragium – głos wyborczy. Ruch sufrażystek pojawił się w Europie pod koniec XIX wieku, na początku w Wielkiej Brytanii i USA. Najsilniejszy był tuż przed rozpoczęciem I wojny światowej. Hasłem głównym zbuntowanych kobiet była walka o równe prawa wyborcze. Sufrażystkami nazywano w szczególności członkinie założonej w roku 1903 w Wielkiej Brytanii organizacji Women’s Social and Political Union.

Większość sufrażystek odwoływała się do metod nieposłuszeństwa obywatelskiego. Organizowały więc protesty, pisały petycje, dążyły do przemian świadomościowych. Wyodrębniło się również skrzydło radykalne, zwane sufrażetkami, które stosowało ostre formy protestu i przemoc. Uciekały się one do takich działań jak przykuwanie się łańcuchami do ogrodzeń, przerywanie wystąpień przeciwników politycznych czy akty przemocy, m.in. podpalenia skrzynek pocztowych i pustych budynków lub wybijanie szyb w oknach wystawowych. Ruch sufrażystek miał także swoje intelektualne oblicze, w Anglii bardzo mocno wspierał go sam John Stuart Mill.

Jedną z bohaterek ruchu była Emily Davison, która zmarła w wyniku obrażeń głowy doznanych po wpadnięciu pod konia, należącego do króla Jerzego V, podczas gonitwy Derby w roku 1913. Po tym wydarzeniu wiele aktywistek ruchu zostało aresztowanych i następnie uwięzionych, a gdy w ramach protestu podjęły strajk głodowy, poddano je przymusowemu odżywianiu.

W obronie tego, jak jest

Tu warto zauważyć, że tak naprawdę przeciwnikami sufrażystek byli mężczyźni rządzący ówczesną Europą i USA, przekonani, że jest dobrze, jak jest. Ówcześnie każda kobieta kończąca studia była traktowana jak wynaturzenie, dziwactwo i rozwydrzenie obyczajowe. Niektórych konserwatystów kobiety z dyplomami uniwersyteckimi rozpalały wręcz do białego. I nie była to gorączka pożądań. Na dowód wystarczy przeczytać życiorys Marii Skłodowskiej-Curie.

Wynikiem tej akcji sufrażystek było wprowadzenie w Wielkiej Brytanii prawa, które zezwalało na czasowe zwolnienie więźnia ze względu na stan zdrowia – policja mogła jednak w każdej chwili doprowadzić go do więzienia dla odbycia reszty wyroku, gdy tylko uznała, że stan zdrowia czasowo zwolnionego więźnia uległ poprawie. Celem takiego prawa było przeciwdziałanie akcjom strajków głodowych prowadzonych przez sufrażystki, co zdobywało im sympatię społeczną.

Sufrażystki ponadklasowe 

Z początku ruch tzw. kobiet wyzwolonych był bardzo zróżnicowany – tak pod względem środowisk, z których wywodziły się sufrażystki, jak i poglądów, które głosiły. Niemniej z czasem górę w nim wzięły tendencje lewicowe. Choćby z tego powodu, że państwa wyraźnie dzieliły sufrażystki na panie i robotnice.

W październiku 1909 roku Lady Constance Lytton, arystokratka i sufrażystka, została aresztowana i wysłana do więzienia w Newcastle. Kiedy policja odkryła, że jest córką Lorda Lyttona, byłego wicekróla Indii, po dwóch dniach nakazano jej zwolnienie.

W więzieniu Lytton prowadziła strajk głodowy w proteście przeciwko aresztowaniu i dalszemu odmawianiu kobietom prawa do głosowania. Jednak jej zdrowie bardzo się już wówczas pogorszyło, a władze obawiały się, że śmierć uczyni z niej męczennicę sufrażystek. Między innymi z tego względu postanowiono ją zwolnić. Lytton głosiła jednak, że tak naprawdę zawdzięcza wolność przynależności klasowej i statusowi społecznemu – że to dlatego potraktowano ją inaczej, a policjanci odnosili się do niej z większą uprzejmością i delikatnością niż do innych bojowniczek z ruchu.

Na kolejnej manifestacji pod więzieniem Lady Lutton pojawiła się przebrana za służącą. Została aresztowana i ponownie rozpoczęła strajk głodowy. Tym razem jednak nie tylko nie została zwolniona, ale ośmiokrotnie poddano ją karmieniu na siłę.

Zdj. Lady Constance Lytton w 1910 r. Fot. ze strony Suffragette Stories

Karmienie na siłę było powszechną, brutalną formą tortur stosowanych przeciwko emancypantkom. Polegało na wlewaniu unieruchomionym kobietom jedzenia do gardła lub przez rurkę wprowadzoną do nosa. Istnieją dowody na to, że kobiety były także karmione doodbytniczo. Fatalny stan zdrowia Lytton był oczywisty w chwili jej aresztowania, ale ponieważ była w przebraniu służącej zakładano, że kobieta pochodzi z niższej klasy i nikogo to szczególnie nie przejęło.

Zamiarem Lytton było wyciągnięcie na światło dzienne postępowania policji wobec robotnic. Chciała pokazać, że o ile zamożnym emancypantkom oszczędzano brutalnego traktowania, policjanci nie mieli oporów przed torturowaniem biedniejszych działaczek. Jedna z nich Anne Kenney, pisała o Lytton, że jej „pasja i poświęcenie dla kobiet z klasy robotniczej były wyjątkowe”. Z takich aktów solidarności wyłania się obraz ruchu emancypacyjnego jako ponadklasowego aktywizmu, w którym członkinie elity stały ramię w ramię z kobietami z klasy robotniczej i wspólnie walczyły przeciwko zinstytucjonalizowanej mizoginii.

Jak I wojna światowa zmieniła sytuację kobiet

W sukurs walczącym kobietom przyszła, o dziwo, I wojna światowa, która spowodowała, że zaczęło brakować rąk do pracy w fabrykach. I przy maszynach musiały stanąć kobiety. Zmieniło to społeczny punkt widzenia na możliwości kobiet.

W Wielkiej Brytanii ruch na rzecz przyznania kobietom prawa do głosowania przybierał stopniowo na sile w ciągu całej wojny i w roku 1918 brytyjski parlament przyznał prawo głosu kobietom w wieku od 30 lat, które prowadziły gospodarstwo domowe, żonom mężczyzn, którzy prowadzili gospodarstwo, właścicielkom dóbr, które przynosiły roczny dochód w wysokości co najmniej 5 funtów, absolwentkom brytyjskich wyższych uczelni. W Stanach Zjednoczonych prawo głosu zagwarantowała kobietom 19 poprawka do Konstytucji wprowadzona w roku 1920. W Wielkiej Brytanii prawa kobiet do głosu zostały zrównane z prawami mężczyzn w roku 1928.

Należy przy tym pamiętać, że status polityczny kobiet w Wielkiej Brytanii już przed 1918 rokiem stopniowo się podnosił. W latach 70. i 80. XIX wieku zostały dopuszczone do studiów na głównych uniwersytetach w kraju. W tym samym czasie zagwarantowano im również prawo do gospodarowania własnymi zarobkami po zawarciu małżeństwa i do posiadania konta bankowego.

Sufrażystki w Polsce

Sytuacja polskich sufrażystek była specyficzna, ponieważ Polacy nie mieli swojego państwa. Brytyjskie czy amerykańskie sufrażystki wywierały presję na rząd, domagając się równych praw. Polskie działaczki były rozproszone w trzech zaborach, a w każdym z nich panowało inne ustawodawstwo, mniejsza lub większa swoboda polityczna i różne strategie walki, ale też współpracy z zaborcą.

Dostęp do edukacji – był na szczycie listy postulatów wysuwanych przez polskie emancypantki. Wykształcenie dawało kobietom zawód, niezależność finansową, szansę na rozwijanie talentów i pasji. Natomiast możliwość głosowania i kandydowania w wyborach dawało realny wpływ na prawo i politykę, a dzięki temu współtworzenie państwa.

W końcu, w Polsce stało się tak, że prawa wyborcze uzyskały kobiety 28 listopada 1918 roku, gdy Józef Piłsudski podpisał Dekret Naczelnika Państwa o ordynacji wyborczej. Wielki wpływ na jego decyzję miały kobiety z politycznego otoczenia Naczelnika, te które brały udział w działalności konspiracyjnej PPS, Organizacji Bojowej, Polskiej Organizacji Wojskowej i Legionach.

Wnioski i przestrogi 

Jeżeli przypominam dziś historię sufrażystek, to jako naukę i przestrogę dla nas współczesnych. Społeczeństwa są z natury konserwatywne, nie licząc małych grupek „rewolucjonistów z urodzenia”. Ów przemożny konserwatyzm prowadzi jednak do odrzucania a priori, jeszcze przed dogłębnym zrozumieniem nowych idei, każdej nowej myśli. Bo tak jest spokojniej i bezpiecznej.

Zdj. Taj Mahal – tutaj niewiele kobiet słyszało o sufrażystkach, chociaż, o ile mają pieniądze lub rodzina zapłaci mogą się uczyć Mają też prawa wyborcze. Czy kobiety w Indiachi, w jakiejś części są emancypantkami? Wyzwolenie kobiet w Indiach w rozumieniu Zachodu? Nierealne? Można powiedzieć tylko, że ciężko to idzie… Fot. HB – Agra, 9 marca 2023 r.

Jednakże rozwój społeczny, tak jak techniczny, następuje właśnie dzięki rewolucjonistom i nowatorom. Pierwsza kolej przyjmowana była jako wynalazek szatana. Podobnie jak światło elektryczne, nie wspominając już o pierwszych balonach czy aeroplanach. Wszystko to wydawało się ludzkim masom przeciwne naturze i miało prowadzić do końca ludzkiego gatunku. Przeciwnicy zmian zawsze też powoływali się na Boga.

Dziś również ostro gotuje się w społecznym kotle, pojawiają się nowe pomysły na urządzenie świętych jeszcze instytucji. I jakbym słyszał z przeszłości potężne chóry konserwatystów, którzy wtedy w kształceniu kobiet, w ich prawach wyborczych widzieli jedynie upadek moralności, rozwydrzenie i rozpasanie seksualne.

Dlatego zalecałbym więcej spokoju, panowie. I więcej rozwagi. Trzeba nauczyć się rozdzielać ziarno od plew, bo w każdym nowym ruchu są dobre i złe pomysly.

 

 

 

SDP wsparło apel „Razem przeciwko SLAPP”

Jolanta Hajdasz, prezes SDP i dyrektor CMWP SDP wsparła Apel „Razem przeciwko SLAPP”, jaki 12 listopada b.r. opublikowały organizacje pozarządowe  zajmujące się procesami tego typu. Wśród sygnatariuszy Apelu jest m.in.  Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Izba Wydawców Prasy, Stowarzyszenie Amnesty International, Stowarzyszenie Gazet Lokalnych, czy Press Club Polska. Nie ma wśród nich organizacji o charakterze prawicowym, czy konserwatywnym, mimo iż procesy typu SLAPP często dotyczą dziennikarzy mediów o takim właśnie charakterze i są szczególnie bulwersującymi przykładami procesów tego typu. 
W mailu wysłanym na adres autorów Apelu Jolanta Hajdasz  napisała, iż w imieniu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP prosi  o dopisanie tych instytucji pod Apelem „Razem przeciwko SLAPP”. Deklaruję także chęć współpracy z Państwem podczas  implementacji unijnej  Dyrektywy anty-SLAPPowej w naszym kraju,  która będzie procedowana w najbliższych dwóch latach. Proszę o włączenie CMWP SDP do Polskiej Grupy Roboczej przeciw SLAPPom w celu wsparcia prac legislacyjnych nad regulacjami anty-SLAPP – czytamy w piśmie SDP.
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, najwieksza i najstarsza organizacja dziennikarzy w Polsce,  od wielu lat wspiera ich w procesach wytaczanych im z powodu pracy zawodowej, a  które diagnozuje jako  SLAPP- y. czyli procesy sadowe, których celem jest nękanie i zastraszenie dziennikarza, a nie dążenie do prawdy.  W 1996 r. SDP powołało i finansuje  do dzisiaj Centrum Monitoringu Wolności Prasy, instytucję, która w praktyce, jako wyspecjalizowana jednostka SDP, broni wolności słowa zgodnie z art. 19 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, a szczególnie swobody dziennikarza w docieraniu do źródeł informacji, umacniania wolności prasy i mediów elektronicznych i stania na straży wykorzystania wolności słowa. W ostatnich latach CMWP SDP wielokrotnie protestowało przeciwko wykorzystywaniu wymiaru sprawiedliwości w tłumieniu wolności słowa m.in. poprzez prowadzenie procesów typu SLAPP przeciwko dziennikarzom.  W latach 2018-2024 CMWP SDP objęło swoim  monitoringiem  około 80 spraw tego typu. W  większości z nich w imieniu CMWP SDP została wysłana do Sądu  opinia Amicus Curiae , jej celem jest zawsze wsparcie dziennikarzy i mediów w tych procesach.
treść Apelu :
RAZEM PRZECIWKO SLAPP – apel społeczeństwa obywatelskiego

W kwietniu 2024 roku weszła w życie unijna Dyrektywa anty-SLAPPowa, która jest odpowiedzią na zjawisko pozywania dziennikarzy, aktywistów czy naukowców za krytykę osób wpływowych czy nagłaśnianie nadużyć władzy.

Kraje członkowskie, w tym Polska, mają obecnie dwa lata na jej implementację do swoich systemów prawnych. Jednak samo wdrożenie dyrektywy do polskiego prawodawstwa nie wystarczy. My, dziennikarze, wydawcy, przedstawiciele i przedstawicielki organizacji pozarządowych, grup aktywistycznych, środowiska akademickiego i naukowego podkreślamy, że do efektywnego zajęcia się problemem SLAPPów potrzebna jest gruntowna rewizja polskiego prawa i przyjęcie ambitnych rozwiązań, które wykraczają poza minimalne wytyczne Dyrektywy.

SLAPPy, strategiczne działania prawne zmierzające do stłumienia debaty publicznej, to sprawy inicjowane w celu pognębienia osoby bądź organizacji wypowiadającej się na tematy istotne publicznie. Inicjator SLAPPu dysponuje zazwyczaj znacząco większą władzą ekonomiczną lub polityczną od osoby pozywanej lub oskarżonej.

Z uznaniem przyjmujemy publiczne wypowiedzi Ministra Sprawiedliwości Adama Bodnara o zagrożeniu, jakie SLAPPy stanowią dla wolności słowa. Biorąc pod uwagę najwyższe poszanowanie dla unijnych wymogów ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości oraz zbliżającą się polską prezydencję w Radzie UE, żywimy uzasadnioną nadzieję, że nasz kraj zdecyduje się dać przykład jako pionier europejskiej legislacji anty-SLAPPowej. W celu wsparcia prac legislacyjnych nad regulacjami anty-SLAPP, Polska Grupa Robocza przeciw SLAPPom, w tym HFPC wraz z ARTICLE 19 i Siecią Obywatelską Watchdog Polska przestawiają dokument Propozycje zmian prawnych w celu wdrożenia dyrektywy w sprawie ochrony osób, które angażują się w debatę publiczną, przed ewidentnie bezpodstawnymi lub stanowiącymi nadużycie postępowaniami sądowymi („strategiczne powództwa zmierzające do stłumienia debaty publicznej” tzw. SLAPP).

Propozycja zmian została sformułowana w oparciu o pogłębioną analizę Dyrektywy anty-SLAPPowej, prawa polskiego, międzynarodowych standardów wolności słowa, wywiadów grupowych z obrońcami, pełnomocnikami, sędziami i prokuratorami.

My, niżej podpisani, postulujemy następujące kierunki dla anty-SLAPPowych zmian prawnych w Polsce:

1| GWARANCJE OCHRONY PRZED SLAPPAMI NIE MOGĄ BYĆ OGRANICZONE TYLKO DO POSTĘPOWAŃ CYWILNYCH, W SZCZEGÓLNOŚCI KONIECZNE JEST UWZGLĘDNIENIE PRAWA KARNEGO.

2| WPROWADZENIE ODPOWIEDNIO OBSZERNEGO KATALOGU PRZESŁANEK WSKAZUJĄCYCH, ŻE CELEM POSTĘPOWANIA JEST TŁUMIENIE DEBATY PUBLICZNEJ.

Katalog ten powinien uwzględniać najczęstsze typy rzeczywistych abuzywnych praktyk stosowanych przez osoby inicjujące postępowania typu SLAPP. Dlatego katalog przesłanek z dyrektywy powinien zostać rozszerzony o dodatkowe elementy z uwzględnieniem wskaźników obecnych w innych aktach prawa międzynarodowego lub ustawodawstwie innych państw. Szczególne znaczenie mają w tym zakresie Zalecenia Rady Europy, które proponują dziesięciopunktowy katalog przesłanek wskazujących, że dane postępowanie ma cechy SLAPP-u.

3| OBJĘCIE PRAWEM ANTY–SLAPP SPRAW KRAJOWYCH.

Jako że zakres Dyrektywy jest ograniczony do spraw z elementem transgranicznym, polskie anty-SLAPPowe zmiany prawne muszą objąć także sprawy nieposiadające takiego elementu. Stwierdzamy, że aby prawo działało zgodnie ze swoim celem, którym w tym wypadku jest zwalczanie spraw typu SLAPP, na poziomie krajowym konieczne jest rozciągnięcie ochrony na wszystkie tego typu sprawy.

4| KONIECZNOŚĆ ZASTOSOWANIA SZERSZYCH PRZESŁANEK W KONTEKŚCIE MECHANIZMU WCZESNEGO ODDALENIA SPRAW.

Instytucja wczesnego oddalenia postępowania mającego charakter SLAPP-u stanowi kluczowy środek ochrony przed takimi sprawami. Z Dyrektywy wynika obowiązek zapewnienia mechanizmu wczesnego oddalenia roszczenia zmierzającego do stłumienia debaty publicznej ze względu na jego „oczywistą bezzasadność” -ale każde państwo może wprowadzić przepisy ustanawiające skuteczniejsze gwarancje proceduralne. W Polsce będzie to konieczne, ponieważ dotychczasowa krajowa praktyka sądowa pokazuje, że ograniczenie tej instytucji tylko do spraw „oczywiście bezzasadnych” pozbawiłoby ten środek ochrony realnej skuteczności. Sądy w Polsce przyjmują bowiem bardzo restrykcyjną interpretację zbliżonych pojęć.

5| WPROWADZENIE WSZYSTKICH ŚRODKÓW ZARADCZYCH PRZEWIDZIANYCH W DYREKTYWIE

Sąd musi mieć zapewnioną możliwość orzeczenia różnych rodzajów środków zaradczych w przypadku uznania, że postępowanie ma charakter typu SLAPP. Prawo powinno przewidywać możliwość nałożenia sankcji na osobę inicjującą SLAPP, możliwość zasądzania rekompensaty od takiej osoby, możliwość włożenia na daną osobę obowiązku pełnego zwrotu kosztów procesu i możliwość nakazania danej osobie obowiązku publikacji orzeczenia sądowego (podania wyroku do publicznej wiadomości). Tylko odpowiednio szeroka gama możliwych środków pozwoli na dostosowanie sposobu reakcji adekwatnie do okoliczności danej sprawy.

6| WYKLUCZENIE LEGITYMACJI CZYNNEJ SKARBU PAŃSTWA I JEDNOSTEK SAMORZĄDU TERYTORIALNEGO W SPRAWACH O OCHRONĘ DOBREGO IMIENIA.

Należy wprowadzić mechanizm ochrony wolności słowa wynikający ze standardu przedstawionego w wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka OOO Memo przeciwko Rosji z 15 marca 2022 r. (sprawa 2840/10).

7| DEKRYMINALIZACJA ZNIESŁAWIENIA I ZNIEWAŻANIA.

Najważniejszym kierunkiem zmian dla prawa karnego jest zlikwidowanie przepisów stanowiących podstawę wszczynania najbardziej uciążliwych SLAPPów, a tym samym uchylenie art. 212 i 216 k.k. Uchyleniu tych przepisów powinna towarzyszyć odpowiednia reforma procedury cywilnej.

8| SZERSZE ZMIANY W RAMACH PRAWA KARNEGO MATERIALNEGO.

Należy także rozważyć zmianę bądź uchylenie przepisów takich jak art. 133 (publiczne znieważanie narodu polskiego lub Rzeczypospolitej Polskiej), art. 135 § 2 (znieważenie Prezydenta RP), art. 137 (znieważanie lub uszkadzanie flag, godeł i innych znaków), art. 226 (znieważenie funkcjonariusza publicznego lub konstytucyjnego organu RP), art. 261 (znieważenie pomnika) oraz art. 196 (obraza uczuć religijnych) kodeksu karnego.

9| WPROWADZENIE ZMIAN W RAMACH PRAWA KARNEGO PROCESOWEGO.

W zakresie prawa karnego procesowego należy przeprowadzić szereg nowelizacji, które pozwoliłyby na zapewnienie mechanizmów ochrony korespondujących z mechanizmami, które dyrektywa unijna, po adekwatnej implementacji, wprowadzi do prawa cywilnego.

Jako przedstawiciele różnych środowisk, którym zależy na otwartej i transparentnej debacie publicznej, podkreślamy, że SLAPP-y mogą dotknąć każdego, stanowiąc poważne zagrożenie dla demokracji. Dlatego łączymy siły i apelujemyo wprowadzenie szeroko zakrojonych zmian prawnych, które skutecznie ochronią społeczeństwo obywatelskie.

Szybkie wprowadzenie skutecznych zmian anty-SLAPPowych do polskiego prawa jest nie tylko możliwe, ale i konieczne. SLAPPy uderzają nie tylko w media i pojedyncze osoby, lecz także w demokrację.

APEL PODPISALI:

  1. ARTICLE 19
    2. Atlas Nienawiści
    3. Blue Dragon Institute
    4. Fundacja AUTONOMIA
    5. Fundacja Basta
    6. Fundacja ClientEarth
    7. Fundacja „Dom tam gdzie Ty”
    8. Fundacja Frank Bold
    9. Fundacja Jesteśmy Ważni
    10. Fundacja Lasy i Obywatele
    11. Fundacja Media Forum
    12. Fundacja Miasto Obywatelskie Lubartów
    13. Fundacja Moc Partnerstwa
    14. Fundacja Niech Żyją
    15. Fundacja Reporterów
    16. Fundacja Stocznia
    17. Fundacja w Stronę Dialogu
    18. Fundacja Wolności
    19. Fundacja Wolność od Religii
    20. Fundacja Wymiany Kulturowej toTU toTAM
    21. Green REV Institute i European Fem Institute
    22. Helsińska Fundacja Praw Człowieka
    23. Inicjatywa „Nasz Rzecznik”
    24. Izba Wydawców Prasy
    25. Kampania Przeciw Homofobii
    26. Klub Tarcza
    27. NOMADA – Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Społeczeństwa Wielokulturowego
    28. OKO.press
    29. Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii
    30. Press Club Polska
    31. Rada Polskich Mediów
    32. Reset Obywatelski
    33. Sieć Obywatelska Watchdog Polska
    34. Stowarzyszenie „Jesteśmy Razem” w Kaliszu Pomorskim
    35. Stowarzyszenie Amnesty International
    36. Stowarzyszenie Gazet Lokalnych
    37. Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego / Krytyka Polityczna
    38. Stowarzyszenie Klon/Jawor
    39. Stowarzyszenie Lambda Warszawa
    40. Stowarzyszenie Mediów Lokalnych
    41. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze
    42. Stowarzyszenie Praktyków Transformacji Cyfrowych
    43. Towarzystwo Dziennikarskie
    44. Towarzystwo na rzecz Ziemi
    45. Związkowa Alternatywa

Pismo SDP do Autorów Apelu : 14.11.24 Pismo do Autorów Apelu Razem przeciwko SLAPP

do pobrania materiały Autorów Apelu „razem przeciwko SLAPP” :

SLAPP-apel-ostateczna-wersja

SLAPP-rekomendacje

Prezes SDP JOLANTA HAJDASZ: Reakcja EFJ na wybór prezydenta USA jest dla mnie trudna do zaakceptowania

Międzynarodowa organizacja Europejska Federacja Dziennikarzy (European Federation of Jounalists) EFJ wydała komunikat, w którym ostro skrytykowała wybranego 47. prezydenta USA Donalda Trumpa i właściciela platformy społecznościowej „X” Elona Muska. Jolanta Hajdasz prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, które jest członkiem EFJ, powiedziała, że reakcja władz tej federacji jest trudna do zaakceptowania.

EFJ w 46 krajach Starego Kontynentu zrzesza 74 organizacje dziennikarskie i związki zawodowe. Ostatnio, po zjeździe w Prisztinie w maju 2024 r. niektóre organizacji, w tym Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, zgłaszały zastrzeżenia co do kierunku działań EFJ, który – zdaniem niektórych delegatów – sprzęgnięty jest z ogólnymi zasadami poprawności politycznej w UE i kierunkami rozwoju Europy narzucanymi przez liberalne władze Komisji Europejskiej. Wcześniej po kongresach w Izmirze w 2022 r. i w Hadze w 2023 r. podobne zastrzeżenia również zgłaszali przedstawiciele SDP.

W wydanym 7 listopada i przesłanym do SDP po południu tego dnia oświadczeniu EFJ napisano m.in.:

„Antyprasowa retoryka Trumpa skłoniła już wielu jego wielbicieli na całym świecie i w Europie do odwetu na mediach. Z Donaldem J. Trumpem z powrotem w Białym Domu poczują się jeszcze bardziej upoważnieni do nękania prasy. Zwycięstwo pana Trumpa nie tylko rzuca wyzwanie amerykańskiemu dziennikarstwu, ale także dziennikarstwu europejskiemu — powiedział sekretarz generalny EFJ Ricardo Gutiérrez” – poinformowano w komunikacie.

Dla prezes SDP Jolanty Hajdasz zachowanie władz EFJ wobec wyborów w USA jest bardzo dziwne.

Reakcja EFJ na demokratyczny wybór prezydenta USA jest dla mnie zdumiewająca i trudna do zaakceptowania – podkreśliła w rozmowie z portalem sdp.pl Hajdasz

W dokumencie sygnowanym przez władze EFJ znalazły się przykłady, na czym – zdaniem przedstawicieli organizacji ma polegać zagrożenie stwarzane przez Trumpa dla europejskich mediów:

„Donald J. Trump wezwał do uwięzienia i zgwałcenia dziennikarzy za nieujawnianie swoich źródeł. Tydzień temu, na jednym ze swoich wieców, fantazjował o masowej strzelaninie dziennikarzy. A tuż po wyborach, Elon Musk, właściciel portalu społecznościowego X, który był aktywny w amerykańskiej polityce jako głośny i finansowy zwolennik Donalda J. Trumpa, powiedział, że tradycyjne media są martwe, twierdząc, że „większość tradycyjnych mediów bezlitośnie kłamała opinię publiczną””.

Jolanta Hajdasz uważa, że EFJ przesadnie odczytuje intencje prezydenta Trumpa i Elona Muska.

Organizacja przestrzega przed rzekomym zagrożeniem, jakim  dla wolności mediów ma być Donald Trump, na dowód tego cytuje wyrwane z kontekstu jego wypowiedzi oraz opisuje wydarzenia nadinterpretując je i  nadając im nieistniejący kontekst  np. pisząc że „D. Trump chciał strzelać do dziennikarzy mediów masowych” albo wzywał „do masowego uwięzienia dziennikarzy (ang. „he fantasized about a mass shooting of journalists”, „Donald J. Trump has called for journalists to be imprisoned and raped for not revealing their sources”) – wskazała prezes SDP.

„EFJ publikuje swoje oświadczenie „w imieniu wszystkich dziennikarzy „, choć przecież osoby wypowiadające się w naszym imieniu zdają sobie sprawę z tego, iż w każdym kraju są także inni dziennikarze, którzy nie mają tak krytycznych ocen prezydenta Donalda Trumpa i jego współpracowników np. Elona Muska na temat mainstreamowego dziennikarstwa” – dodała.   „Szkoda, że przy okazji tegorocznych wyborów EFJ nie dostrzega manipulacji i błędów, jakie coraz częściej popełniają media tradycyjne, które nie kryją swoich sympatii politycznych i nie potrafią, a raczej nie chcą rzetelnie przedstawiać programów wyborczych osób, które mają inne poglądy niż ich własne” – zwróciła uwagę.

Prezes SDP zwróciła się bezpośrednio do władz EFJ:

„Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich apeluje do koleżanek i kolegów z EFJ o powstrzymanie się od emocjonalnych ocen i bezpodstawnej krytyki nowo wybranego prezydenta USA, szczególnie jeśli robi to w imieniu wszystkich dziennikarzy należących do EFJ.   Gdy odłoży się na bok emocje, łatwiej jest pogodzić się z tym, że demokracja wymaga akceptacji decyzji wyborców także wtedy, gdy wybory wygrywają ci, których nie popieracie i nie rozumiecie” – zaakcentowała Jolanta Hajdasz.

 

Komentarz w sprawie oświadczenia EFJ opublikował sekretarz generalny SDP Hubert Bekrycht – poniżej:

EFJ umiera – walczy z USA zamiast bronić dziennikarzy np. w Polsce – Bekrycht, Hajdasz, Świetlik

Poniżej felieton Wiktora Świetlika na temat działalności EFJ:

O antydziennikarstwie Europejskiej Federacji Dziennikarzy – WIKTOR ŚWIETLIK: Wspólne wartości?