O wojnach religijnych i nacjonalizmach pisze WALTER ALTERMAN: Obłędy powszechne

Jeszcze 50 lat temu nikt nie słyszał o małżeństwach jednopłciowych. A teraz są. Niektóre kraje, takie jak nasz, mają z tym problem. Może nie są jeszcze tak postępowe, może nie dorośliśmy jeszcze do pełnej nowoczesności, jak Holendrzy i inni? A może po prostu staramy się zachować minimum zdrowego, prostego rozsądku?

„Nowocześniacy” są bardzo agresywni i gotowi są walczyć o swój postęp, jak inni o niepodległość swych narodów. Są czasy, o czym zaświadcza historia, kiedy całe narody ogarnia mania, wielki szał ideologiczny. A nawet obłęd.

Wojny religijne

Wspomnę o konfliktach religijnych tylko skrótowo, bo temat to rozległy i głęboki, ale przecież były! I są nadal oznaką istnego szaleństwa. W wojnach religijnych ginęły (i nadal giną) setki tysięcy ludzi. Proste założenie, że Bóg jest jeden, a można go czcić i przestrzegać Jego nakazów na różne sposoby i obrządki nie docierało i nadal nie dociera do wielu.

Co zrobić z innowiercą? Zabić. Taka była recepta wszystkich kościołów świata. Czasem można było innowiercę zmusić do wyrzeczenia się wiary i do przyjęcia nowej, czyli wiary silniejszego. Ale i tak „przechrztów” miano na oku, podejrzewano, śledzono i od czasu do czasu palono na stosach. Dla zasady i dla ugruntowania jedynej słusznej wiary.

Trzeba też wspomnieć o wielkiej schizmie wschodniej, czyli o rozłamie w chrześcijaństwie na Kościół wschodni i zachodni. Za symboliczną datę tego wydarzenia przyjmuje się rok 1054. Nie był to jednorazowy akt, lecz proces, który trwał aż do XIII wieku. Winą za jej powstanie obarczały się wzajemnie Rzym i Konstantynopol.

Do wielkich wojen między obiema stronami nie dochodziło, bo od XIII wieku Ruś znalazła się pod zwierzchnictwem ordy mongolskiej. A później Turcy zajęli Bałkany. Niemniej Zachód do dzisiaj uważa „prawowierców” za gorszych, a prawosławni mają jednak głęboki dystans do Zachodu. Śmieszne jest to, że Konstantynopol uważał Kościół rzymski za schizmatyków, a Rzym nazywał prawosławnych również schizmatykami.

O dziwo najbardziej zaciekłe wojny toczyły się między samymi chrześcijanami. Katarzy, albigensi i inni byli wycinani w pień, bo byli zalążkami rewolucji w łonie tego samego kościoła. A już wojna trzydziestoletnia, między zwolennikami starego Kościoła a zwolennikami reform w duchu Marcina Lutra, była jedną wielką rzezią. Luter był pierwszą osobą, która otwarcie wypowiedziała się przeciw złym zwyczajom w Kościele. To on 31 października 1517 roku umieścił na drzwiach kościoła w Wittenberdze 95 swoich tez.

Ten europejski konflikt trwał od 23 maja 1618 do 24 października 1648 pomiędzy protestanckimi  państwami Świętego Cesarstwa Rzymskiego (I Rzeszy) wspieranymi przez inne państwa europejskie – takie jak Szwecja, Dania, Republika Zjednoczonych Prowincji, czyli część Niderlandów oraz Francja, a katolicką dynastią Habsburgów

Dziś dziwmy się islamistom i ich rewolucji, a przecież jakieś trzysta – czterysta lat temu chrześcijanie postępowali podobnie. Szaleństwa religijne, obok nacjonalizmów, są najsilniejszymi i najbardziej groźnymi w skutki obłędami.

Czy są narody lepsze i gorsze?

W Nowym Testamencie nie ma ani słowa o wyższości jakiegoś narodu nad innymi narodami. Owszem, Stary Testament, który również jest częścią Pisma Świętego chrześcijan, wielokrotnie wspomina o Żydach, jako o narodzie wybranym, czyli jednak lepszym. A Bóg obiecuje Abrahamowi: „Będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół. Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia [takiego, jakie jest udziałem] twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu” – wspomina Biblia Tysiąclecia.

Może to dlatego chrześcijaństwo, uznając się za lepszą wersję starożytnej wiary Żydów, przyjęło z początkiem swego istnienia, że niechrześcijanie są po prostu gorsi. Może dlatego Kościół rzymskokatolicki zainicjował Wyzwolenie Ziemi Świętej, czyli kolejne Wyprawy Krzyżowe – w imię lepszej wiary i lepszych narodów.

Nasi krzyżowcy

Polska również, pośrednio, jest ofiarą wypraw krzyżowych. Bo oto po upadku ostatnich warowni Krzyżowców w Ziemi Świętej pozostali w Europie zupełnie bezrobotni bogaci, zbrojni i umiejący walczyć wojownicy. Między innymi w takiej sytuacji znalazł się Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, zwany u nas Krzyżakami. I to właśnie ich sprowadził w 1226 roku na Mazowsze książę Konrad Mazowiecki I, by zapewnić obronę posiadłości piastowskich przed Prusami, nękającymi Mazowsze. Krzyżacy dokonali podboju Prusów i doprowadzili do ich chrystianizacji. Opanowali też obszary późniejszych Prus Wschodnich oraz dzisiejszej Łotwyi Estonii, tworząc z tych ziem państwo.

Zakon zajmował także na długie lata tereny Polski i Litwy. Swoje państwo Krzyżacy nazwali Prusy, od nazwy plemienia, które wymordowali. To te krzyżackie Prusy były przez wieki naszym problemem, aż w końcu to one stały się motorem rozbiorów Polski. I to ich duch, ich mentalność i władze pchnęły zjednoczonych Niemców do militaryzmu i parcia na Wschód. Z myśli i doktryny tych Prusaków zrodziły się także I I II wojna światowa.

„Lecz krzyżackiego gadu nie ugłaszcze

Nikt ni gościną, ni prośbą, ni dary;

Małoż Prusaki i Mazowsza cary,

Ziem, ludzi, złota wepchnęli mu w paszcze?

On wiecznie głodny, choć pożarł tak wiele,

Na resztę naszę rozdziera gardziele”.

 

Tak pisał Adam Mickiewicz w „Grażynie”.

 

Czy Zakon szerzył wiarę? Oczywiście, bo służyła ona podbojowi i ich panowaniu, a także bogaceniu się.

Szaleństwo nacjonalizmów

Skąd się wzięły nacjonalizmy? Z przekonania, że jesteśmy lepsi, bo produkujemy lepsze samochody, jesteśmy lepiej wykształceni i ładniejsi, że zapanujemy nad sąsiadami, a może nad całym światem – jak śpiewano w hymnie Niemiec hitlerowskich.

Czasem współczesny nacjonalizm objawia się też tym, że jakieś państwo chce przewodzić, zaopiekować się słabszymi narodami i pomagać. im. Tyle, że za tę pomoc trzeba sporo płacić. A czym silniejszy opiekun, tym stawka za opiekę jest większa. Jak to u gangsterów.

Nie ma ludzi lepszych i gorszych – są jedynie różni. Nie ma też lepszych państw. I nie ma jedynego wzorca ustrojowego. I wcale nie jest powiedziane, że liberalny kapitalizm jest jedyną możliwą wersją ustrojową. A poszukujących innych ustrojów nie trzeba traktować innych tak jak podczas wojen religijnych.

Nacjonalizm jest mi najwstrętniejszym ze wszystkich obłędów ludzkości. Bo o ile mogę jeszcze jakoś zrozumieć i wybaczyć szaleństwo religijne, to cyniczna, wyrachowana i zimna postawa wszystkich nacjonalistów (tak historycznych, jak obecnych), którzy chcą podbojów „gorszych narodów” jest kwintesencją międzynarodowego bandytyzmu.

 

WALTER ALTERMANN: Nekropolie – hołd Zmarłym, znak historii i świadectwo o nas samych

Spacery po cmentarzach są pouczające – wiele dowiadujemy się oczywiście o zmarłych, ale też o żyjących. Nie mówię, że spaceruję po cmentarzach niejako socjologicznie, nie mniej pewne ogólne, że się tak wyrażę wnioski – same z siebie się nasuwają. Jako łodzianin z urodzenia odwiedzam jedynie łódzkie cmentarze. Poniższa garstka cmentarnych refleksji dotyczy głównie Łodzi, ale nie tylko.

Po pierwsze w ciągu ostatnich 70 lat nasze polskie cmentarze niebywale się zmieniły. Najpierw, w latach 50-tych na cmentarzach były głównie groby ziemne, takie kopczyki. Wiosną, latem i jesienią wyglądały naprawdę pięknie, bo obsadzano je najczęściej – bo bokach – zimozielonym bluszczem. A na środku, na głównej płaszczyźnie grobu sadzono bratki. Te groby miały jedna wadę, trzeba było o nie dbać, a głównie regularnie podlewać. Co bywało dla rodzin zmarłych uciążliwe.

Nasze bogacące się cmentarze

Pod koniec lat sześćdziesiątych pojawiły pierwsze nagrobki z lastryko. Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że lastryko to rodzaj sztucznego kamienia, wykonanego z twardego grysu kamiennego i białego cementu. Można powiedzieć, że rodziny odetchnęły, bo nie trzeba było ciągle grobów podlewać. Jednak lastryko po latach zmieniało swą urodę, beton wypłukiwały deszcze i nagrobki zaczęły straszyć.

Potem, pod koniec lat 70-tych, zaczęły się pojawiać nagrobki z granitu, które, przy minimalnej pielęgnacji, wyglądają porządnie. Tu trzeba powiedzieć, że dzisiaj granitowe nagrobki nie są bardzo drogie i stać na nie bardzo wielu.

Jest jednak faktem, że droga od kopczyków ziemnych do granitowych nagrobków była drogą, ukazującą, że społeczeństwo nasze z wolna, ale stawało się z każdym dziesięcioleciem coraz bardziej zamożne.

Pomniki

Z grobów XIX wiecznych zachowało się na łódzkich cmentarzach kilkadziesiąt pięknych, pełnych poważnego uroku nagrobnych pomników. Najczęściej są to kamienne obeliski, zwieńczone krzyżem. Ale nie brak też kamiennych monumentów w formie nagrobnych sześcianów. I wszystkie one są kamienne.

Jest też wiele nagrobków (już od początków XX wieku), których centralne miejsce zajmują rzeźbione postacie. Niektóre z nich są dłuta przednich mistrzów rzeźbiarstwa. Mają doskonałe proporce, są wykonane z doskonałego kamienia, a przede wszystkim mają „poetyczne dusze”. Zmuszają do oddania się nastrojowi powagi i przemijania.

Z początkiem lat 90-tych minionego wieku pojawiły się też na łódzkich cmentarzach współczesne rzeźby. Kilka jest wielce udanych – te są nagrobkami artystów rzeźby i malarstwa. Niestety jednak, pojawiają się też coraz częściej wielkie monumenty, które ze sztuką nie mają nic wspólnego.

Mijając je, zastanawiam się niekiedy, dlaczego fundatorzy tych wielkich, ale nieudanych rzeźb nie wysupłali jeszcze kilku tysięcy złotych na zawodowego rzeźbiarza, który z pewnością stworzyłby dzieło z sensem artystycznym. Ceniąc cech kamieniarzy, uważam jednak, że artysta zawsze się przy rzeźbach przyda.

Popisy cmentarne

Oczywiście, również na naszych cmentarzach króluje staropolskie: „Zastaw się, a postaw się”. Bo o co chodzi w końcu z grobami naszych przodków? Teoretycznie chcemy upamiętnić ich życie, przywołać z pamięci jacy byli dla nas, a my dla nich. Tyle doktryna Kościoła.

Ale w praktyce chodzi też o to, żebyśmy się popisali, żebyśmy pokazali światu, że stać nas, że nie jesteśmy biedakami, jak reszta naszej rodziny, nasi znajomi i sąsiedzi. I tym sposobem również na cmentarzach można widzieć wyścig i popis bogatszych. Dzisiaj ważny jest ten, kto wystawi jak najbardziej okazały pomnik. Pomnik! Nie żaden tam nagrobek.

Sztuka chodnikowa i gust podmiejski

Na cmentarzach można też spotkać niezwykłe monstra nagrobkowe. Nie powiem, żeby cokolwiek na cmentarzach mnie śmieszyło, bo życie i śmierć traktuję bardzo poważnie. Sa jednak – postawione niedawno – nagrobki, które wywołują u mnie szok.

Jeden z takich dziwacznych nagrobków ma upamiętnić młodego człowieka. Nagrobek wygląda tak: dół stanowi wielka granitowa płyta, a u jej końca – patrząc od oglądającego grób – wznosi się wielka szklana i gruba płyta, na której środku jest zdjęcie roześmianego zmarłego. Ta szklana płyta jest podświetlana (prawdopodobnie żarówkami led) i mieni się wieloma kolorami. Czasami też słychać płynącą z tego grobu piosenką. Zapewne był to ulubiony utwór tego, który spoczywa w grobie.

Chwilami zdaje mi się, że forma na cmentarzach przerasta treść. Treścią jest to, że w grobie spoczywa ktoś nam bliski, kochany. Bywa, że jego śmierć była dla rodziny ogromnym wstrząsem, a nawet tragedią. I w tym momencie pojawia się forma, która ma uczcić pamięć zmarłego i oddać nas ból po jego stracie. Być może stąd biorą się takie dziwaczne pomysły, jak ten z podświetlanym i grającym grobem.

Czy zwykły człowiek jest w stanie stworzyć nagrobek, rzeźbę nagrobną, których tematem będzie strata i ból? Myślę, że nie. Oczywiście Jan Kochanowski w swych „Trenach” umiał opisać swą stratę, ból i rozpacz. Michał Anioł stworzył „Pietę”, w której matka trzyma w ramionach zmarłego Chrystusa. Jednak obaj wymienieni artyści byli geniuszami. A przeciętni ludzie nie powinni przecież silić się na formy, które są im obce i nieznane. Skromności na naszych cmentarza nie ma za wiele.

Groby poległych  

Narzekam tu trochę na obyczaje cmentarne, ale jestem jednak pełen uznania dla stowarzyszeń, które rokrocznie ozdabiają groby poległych w obronie ojczyzny, To piękny i szlachetny gest. Dzięki tym oznaczeniom zatrzymuję się przy grobie z biało-czerwoną szarfą i czytam, co głosi epitafium. Okazuje się, że na łódzkich cmentarzach spoczywa bardzo wielu żołnierzy wojny 1920 roku, i wojny, która zaczęła się 1 września 1939 roku. Odnajdujemy, dzięki tym szarfom, groby walczących w Powstaniu Warszawskim z 1944 roku. Są też groby poległych w walce i pomordowanych przez Rosjan uczestników rewolucji 1905 roku.

Warto, także na cmentarzach, dowiedzieć się, że żyli wśród nas ludzie, którzy tworzyli historię. Wtedy opada z nas bieżący egoizm i choćby na minutę dociera do nas myśl, że jesteśmy tylko częścią czegoś większego.

 

WIKTOR ŚWIETLIK: Alibi Intryganta (AI)

Uwzględniając poziom, do jakiego stoczyło się zarówno branżowe medium „Press”, jak i organizowany przez nie konkurs, chciałbym zaproponować wysokiemu jury nową kategorię, tym razem przyznawaną za dorobek menedżerski.

Nagroda dotyczyłaby mistrzowskiego przykrycia, ściemy, zasłony dymnej dla zwalniania ludzi z przyczyn politycznych z rozmaitych redakcji. Mam wrażenie, że to w ogóle dopiero rozwijająca się dyscyplina, a w prace nad jej rozwojem wkładane są większe środki i kreatywność niż w rozwój szczepionek mRNA za oceanem albo wygaszanie krajowego programu atomistyki u nas.
W ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy mieliśmy więc do czynienia z przekształcaniem spółek, potem ich likwidacją. Owe likwidowane, więc zwalniające spółki zgłaszają plany wieloletnie i podpisują umowy biznesowe, co gdzie indziej jest przestępstwem i oszustwem, a u nas nie, bo kto rządzącemu zabroni. Mieliśmy zwolnienie dyscyplinarne za aktywność w organizacjach branżowych, które naszemu koledze Hubertowi ufundował, a jakże, były szef związków w PAP, a dziś prezes, czyli likwidator agencji. Szefową Biełsatu z zapałem godnym ruskiej agentury oskarżono o jakieś straszne malwersacje. Co ciekawe, wcześniej proponowano jej porozumienie rozwiązujące umowę, i gdyby je podpisała, to malwersacji by nie było. Ale, że stanęła okoniem, bo nie chciała pozwolić na destrukcję ważnej dla Polski telewizji, więc okazała się Arsenem Lupinem telewizji publicznej. Zwalnia się za kłopoty emocjonalne. Tomasza Budzyńskiego na przykład, legendę polskiego punka, zwolniono z Radia Poznań, bo za bardzo pokochał Pana Jezusa. Beatę Michniewicz, pracującą od lat w Trójce, zwolniono, bo pracowała za PiS. Co prawda pracowała za wszystkich innych ekip, ale w końcu nawet Marka Sierockiego próbowano wywalić z TVP, bo jak w „Teleexpressie” puszczają U2 albo Metallicę, to pobierający 800 plus ludzie z “Polski be” myślą, że Bono i Hetfield kochają Kaczyńskiego. Jednym słowem, konkurencja w pełni. Ale w tym tygodniu mieliśmy zawyżenie jej, postpeerelowskiego jednak dotychczas, poziomu. Do gry weszła AI.

Niejaki pan Marcin Pulit, nominat Bartłomieja Sienkiewicza i formalny „likwidator” OFF Radia Kraków, ogłosił, że od teraz dziennikarzy u niego, szczególnie tych kilku, których przy okazji zwalnia, zastąpi sztuczna inteligencja. Boty będą programy w radiu prowadzić. A to wszystko dlatego, że pan Pulit się „bardzo boi AI”, więc musi zgłębić jej zakres, zbadać granice i tym podobne pierdoły. I zaczęła się dysputa o tym, czy to dobrze, że AI teraz będzie prowadzić program. Czy cybernetyczne umysły zastąpią zwykłe, granice etyczne odpowiedzialności algorytmu, co na to by powiedział Einstein, a co papież, a co Steven Spielberg. I nawet ja tekst w ten deseń napisałem dla Interii, bo mnie poniosła wena. Były też – a jakże – memy. Ale śmieszne! Roboty będą prowadzić program w radiu. Transformersy rozkopią Kopiec Kościuszki, jaja jak arbuzy.

A w tle kilka kolejnych niewygodnych, nie dość dyspozycyjnych osób straciło robotę. Na ich miejsce przyjdą znajomi, działacze partyjni, może koledzy lub koleżanki pana likwidatora, który zajmował się między innymi kręceniem filmów kulinarnych z Robertem Makłowiczem dla polityków PO w 2019 roku. W jednym z nich Paweł Kowal namawia widzów, by przyzwyczajali dzieci do świąt bez tradycyjnych potraw w imię nadchodzącej inkluzywności. I myślę, że spora to pociecha dla zwolnionych, że oni przynajmniej normalnie obchodzą święta, choćby i w tym czasie w wyłączonym telewizorze za grube pieniądze redaktor Sznepfowa przeprowadzała demaskatorski, niesymetryczny wywiad z samym Pawłem Rubcowem vel Pablo Gonzalesem lub innym Moralesem.

 

HUBERT BEKRYCHT: Dziennikarska głupota, czyli ćwierć sztucznej inteligencji

Wiele szczegółowo napisano o SI i o skutkach wprowadzania do mediów takich wynalazków. Nie zamierzam pogłębiać tej psychozy. Zachęcam jednak, aby prześledzić jak ową sztuczną inteligencją zabawiają w Polskim Radiu Kraków członkowie nielegalnie wybranych władz rozgłośni na 10 miesięcy po bezprawnym przejęciu mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska. Czyli, dyletanci w natarciu.

Przy pomocy SI zakpiono sobie z inteligencji słuchaczy – odbiorców, którzy płacą podatki na te „eksperymenty”. „Wywiad” ze zmarłą dawno temu noblistką i kontekst przekazu „rozmowy” z Wisławą Szymborską poraża. Otóż odpowiedzialni za to „redaktorzy” nie opatrzyli tego jakimś dającym się uzasadnić powodem, narracją, tłumaczeniem. Przymykają tylko oko „wyjaśniając”, że nasza pisarka miała poczucie humoru i pewnie też śmiałaby się z „zabawnego eksperymentu”. Na to dowodów nie ma, a SI to ponoć produkt nauk ścisłych.

Rechot

Uśmiechają się jednak włodarze mediów publicznych. Głośny śmiech słychać nawet w Brukseli. W innych polskich rozgłośniach regionalnych pośpieszono co prawda z odsieczą i mnożą się tam na stronach internetowych „dowcipy” ze sztucznej inteligencji w radio. A to robot za mikrofonem, a to jakiś radiowy mikser przemawia do ludzi… Smutne to bardzo. Żarty w mediach mogą skończyć się po prostu źle. O ile są tak mało wysublimowane jak „żarciki” redaktorów z publicznej rozgłośni w Krakowie.

Nie ma sensu nawet straszyć tym, że po masowym zastępowaniu ludzi w mediach ich miejsce wejdzie sztuczna inteligencja, bo w przypadku krakowskich szefów radia mogłaby zastąpić nawet ćwierćinteligencka namiastka SI. I to na pół etatu.

Banda

Dobra zabawa szefów PRK skończy się jak do rozgłośni, mającej obecnie przesadne ambicje zrobienia audycji w rodzaju „Wojny światów”, zapukają kiedyś ludzie prawdziwi, dziennikarze, którzy zrobią po prostu program o Wisławie Szymborskiej, czy powtórzą wywiad z Andrzejem Wajdą poprzedzając go dyskusją o twórczości reżysera.

Większością mediów w Polsce zawładnęła teraz nie tyle nawet polityka, co banda ludzi niekompetentnych, słabo znających się na wszystkim i używających potwornej odmiany języka polskiego – dialektu urzędniczego pomieszanego z mową popkultury w sosie angielskim. Tu już nie pomoże żadna inteligencja. Bo głupota nie jest sztuczna.

Zarząd Główny SDP z absolutorium. To była ostatnia kadencja Krzysztofa Skowrońskiego jako prezesa

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich kadencji 2021 – 2024 otrzymał absolutorium. Za jego przyjęciem głosowało 90 delegatów, 13 było przeciwnych, a 5 wstrzymało się od głosu.

Krzysztof Skowroński zapowiedział, że nie będzie kandydował na prezesa SDP w nowej kadencji. Pełnił tę funkcję od 13 lat. Delegaci gorącymi owacjami podziękowali mu za pracę, wręczyli kwiaty i pamiątkowy portret.

 

Ponad 80 stanowisk, ponad 70 procesów dziennikarzy objętych monitoringiem! Sprawozdanie CMWP SDP 2021 – 2024

W najbliższy weekend delegaci Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wybiorą nowego Prezesa i Zarząd Główny, na Zjeździe z pewnością ocenie podlegać będzie także działalność CMWP w tej kadencji, tj. od października 2021 do końca września 2024 . W związku z tym przygotowaliśmy Sprawozdanie CMWP SDP 2021-2024 . Jest to syntetyczne omówienie działalności Centrum w ostatnich trzech latach . W tej kadencji CMWP SDP wydało 83 oświadczenia i stanowiska publiczne (nie licząc oświadczeń i protestów ZG w sprawie siłowego przejęcia mediów publicznych) ,  obejmowaliśmy  pomocą prawną (i inną)  co roku ponad 20 dziennikarzy. Nigdy nie jest tak dobrze żeby nie mogło być lepiej, ale myślę, że CMWP SDP nie ma się czego wstydzić.

To nie była łatwa kadencja, ale przecież nasza praca dziennikarzy nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach do prostych nie należy. Ilość procesów wytaczanych tzw. prawicowym dziennikarzom w bieżącym 2024 roku  przeszła jednak nasze najśmielsze oczekiwania i już widać , że pod względem liczby spraw i wysokości żądanych od dziennikarzy grzywien, nawiązek i kar będzie to rok rekordowy. Zapewniam jednak, że nasz skromny zespół  nikogo nie zostawia bez wsparcia, każdy dziennikarz, który się do nas zwraca z prośbą o pomoc, ją otrzymuje. Czasem tylko trzeba poczekać , bo tych spraw i próśb jest tak wiele, że tworzy się kolejka oczekujących.

Zapewniam, że w CMWP nikogo nie pytamy o poglądy, ani nawet o legitymację SDP, co jest stałym zdziwieniem dla kolegów z dziennikarskich stowarzyszeń z zagranicy. Oni z reguły świadczą pomoc jedynie członkom swoich organizacji.   Nie o wszystkich sprawach informujemy publicznie, część z nich dotyczy bowiem typowych spraw pracowniczych i nie ma związku z działaniem na szkodę wolności słowa, więc nie ma powodu, by je nagłaśniać. Na co dzień jednak staramy się działać transparentnie, szczegóły prowadzonych przez nas spraw publikowane są przede wszystkim na naszej stronie cmwp.sdp.pl.

Wszystkie konferencje organizowane lub współorganizowane przez CMWP SDP są transmitowane w internecie,  archiwalny ich zapis jest powszechnie dostępny. Ze względu na te transmisje oraz wzorem konferencji naukowych zrezygnowaliśmy z udziału publiczności w branżowych konferencjach CMWP . Zawsze można jednak zwrócić się do nas z prośbą o zaproszenie, jeśli chce się uczestniczyć w konferencji, zainteresowanym członkom SDP na pewno nikt nie odmówi udziału w organizowanym przez nas wydarzeniu.

Jedna z najbardziej przykrych dla nas spraw w minionej kadencji to przegrany proces z Ośrodkiem Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Sąd I instancji zarzucił CMWP „nierzetelność” tylko z powodu błędu w określeniu funkcji , jaką pełniła osoba krytykowana przez bronioną przez nas dziennikarkę , w naszym stanowisku napisaliśmy o „prezesie Fundacji”, podczas gdy de facto był to fundator . Po uzyskaniu pisemnego uzasadnienia wyroku podejmiemy decyzję , czy składać apelację, bo użyte przez nas argumenty są aktualne.

I jeszcze jedno – wersję drukowaną Sprawozdania otrzymają delegaci na Zjazd Stowarzyszenia, gdyby ktoś był zainteresowany otrzymaniem tego wydawnictwa, a nie jest w tym roku delegatem  – proszę o kontakt, na pewno prześlemy egzemplarz w wersji tradycyjnej, na papierze.

Serdecznie dziękuję Wszystkim za wsparcie, pomoc i współpracę w ostatnich trzech latach. I z góry dziękuję za życzliwość przy recenzowaniu naszej pracy, wszyscy wykonujemy ją z pełnym przekonaniem, że CMWP SDP jest potrzebne całemu dziennikarskiemu środowisku!  

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 10 października 2024 r.

Sprawozdanie CMWP 2021-24

ALEKSANDRA TABACZYŃSKA: Kłamliwy atak na dyrektor CMWP SDP

Powołując się na Statut, a dokładniej na szacunek dla poglądów wszystkich członków SDP jednocześnie odmawia się tego dyrektorowi Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP dr Jolancie Hajdasz. Ostatnie siedem lat działalności pokazało, że CMWP stało się mocnym, merytorycznym i niezależnym ośrodkiem opiniotwórczym w polskim systemie prasowym. Bez wątpienia jest istotnym partnerem do współpracy dla mediów, licznych instytucji, wydawnictw czy uczelni. Jak się okazuje, rodzi to nieuzasadnione ataki personalne i zawiść, na co nie może być zgody.

Z prawdziwym zażenowaniem i ubolewaniem, przeczytałam kłamliwy atak na dr Jolantę Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, opublikowany na stronie Oddziału Warszawskiego SDP, tydzień przed zjazdem sprawozdawczo-wyborczym Stowarzyszenia.  CMWP, w tej formie jaką teraz widzimy, działa już siedem lat. To aż nadto, aby przedstawić swoje ewentualne uwagi czy prosić o wyjaśnienie wątpliwości czy to bezpośrednio z dr Hajdasz, czy choćby za pośrednictwem Zarządu. Wyliczanka rzekomych zarzutów świadczy, że autor albo nie ma rozeznania o czym pisze, albo celowo wprowadza w błąd czytelnika.

Działania dyrektor Centrum i jednocześnie wiceprezes SDP, zawsze miały wsparcie Zarządu Głównego między innymi w postaci uchwał, które o ile pamiętam zatwierdzane były jednogłośnie. Nie mam wątpliwości, że Zarząd Główny w pełni identyfikuje się z aktywnością Jolanty Hajdasz i jest dumny z rangi i renomy jaką wypracowała stojąc na czele CMWP. Podobnie zresztą jak dziennikarze, których konsekwentnie broniło i broni dalej Centrum, bez względu na ich przynależność do Stowarzyszenia.

Efekty merytorycznej pracy szefowej CMWP SDP oraz wdzięczność, którą wielokrotnie wyrażali wspierani dziennikarze można zobaczyć podczas ostatniej konferencji „W obronie dziennikarzy i wolności słowa”, która  w całości, od chwili rozpoczęcia była transmitowana na portalu sdp.pl, a pełny zapis wydarzenia można zobaczyć także do dziś TUTAJ.

Aleksandra Tabaczyńska

Skarbnik SDP

Rusza proces operatora Kamila Różalskiego o mobbing i ustalenie stosunku pracy przeciwko TVN . Sprawa objęta monitoringiem CMWP

W najbliższy wtorek, 8 października ma rozpocząć się proces z powództwa Państwowej Inspekcji Pracy w imieniu Kamila Różalskiego przeciwko TVN S.A. Sprawa jest o ustalenie stosunku pracy oraz o mobbing, toczy się w Wydziale Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy. PIP złożyła ten pozew ponad dwa lata temu,  w kwietniu 2022 r.  Od czerwca 2021 roku CMWP SDP monitoruje tę sprawę. Także teraz stosowne pismo z zawiadomienim o monitoringu CMWP zostało wysłane do Sądu. 

W październiku 2019 r. grupa byłych pracowników stacji TVN złożyła w ZUS zgłoszenie sygnalizujące poważne nieprawidłowości w relacjach z pracodawcą . Jak wyjaśnia p. Kamil Różalski : od początku 2013 roku, gdy zwracałem przełożonym uwagę na niezgodną z prawem formę zatrudnienia oraz na zmuszanie mnie do pracy po kilkanaście godzin dziennie oraz inne patologie, konsekwentnie stawałem się ofiarą mobbingu oraz wykluczenia zawodowego w konsekwencji czego ograniczano mi pracę. (…) Z roku na rok w wyniku działań pracodawcy otrzymywałem coraz mniej pracy mimo posiadania przeze mnie bardzo wysokich kwalifikacji. I tak z operatora pracującego przy najważniejszych programach typu „Mam Talent”,”You Can Dance-Po Prostu Tańcz” czy serialu „Na Wspólnej” zostałem zdegradowany do studia DD TVN  2-3 razy w tygodniu . (…) Stan ten trwał ponad 7 lat: od dnia 1 stycznia 2013 roku do kwietnia, a właściwie września 2020 roku, gdy bez podania przyczyn straż TVN otrzymała polecenie, by nie wpuszczać mnie do siedziby firmy. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że zarówno ja, jak i inne osoby, które rozwiązały swoje umowy o pracę za porozumieniem stron, zostały do tego zmuszone szantażem (…).  Szantaż polegał na tym, że … (imię i nazwisko do wiadomości CMWP SDP) informował osobiście podczas rozmowy, że osoba, która nie rozwiąże swojej umowy za porozumieniem stron, nigdzie nie znajdzie pracy.

Realne działania dotyczące wyjaśnienia tych zarzutów ZUS rozpoczął wiosną 2021 r.  Wg informacji osób, które wystąpiły z wnioskiem o kontrolę  ZUS – u  w spółce TVN S.A.,  w podobnej, jak opisana przez nich sytuacji, było blisko 1800 współpracowników tej telewizji.

W maju 2021 r. w związku z zawiadomieniem o wszczęciu postępowania z urzędu w sprawie podlegania  Kamila Różalskiego, byłego operatora Telewizji TVN,  ubezpieczeniom społecznym u płatnika składek TVN S.A., Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło tę sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw osób ubezpieczonych zatrudnionych u wskazanego wyżej płatnika składek. Mając na uwadze, że działania płatnika składek, jak również opóźnienie czynności ZUS w niniejszej sprawie mogły stwarzać zagrożenie dla konstytucyjnych praw p. Kamila Różalskiego oraz innych osób w zakresie zabezpieczenia społecznego (art. 67 Konstytucji RP), podjęcie monitoringu niniejszej sprawy było i jest  uzasadnione, a także konieczne, gdyż mogło mieć wpływ na realizację zasady wolności słowa, biorąc pod uwagę zatrudnienie powoda w spółce medialnej.

Kontrola PIP w TVN zakończyła się w listopadzie 2021 roku.  Inspekcja potwierdziła wówczas, że byłemu operatorowi Kamilowi Różalskiemu należała się umowa o pracę, gdyż jego zatrudnienie spełniało wszelkie ku temu warunki. Inspektorzy wystąpili więc do TVN z wnioskiem o zmianę umów, jednak  telewizja  „przedstawiła odmienne stanowisko”.  W późniejszym czasie ujawniono także, iż kontrola PIP wykazała, że TVN od maja do sierpnia 2022 r. zawarł umowy o pracę z grupą 396 osób współpracujących dotychczas na podstawie tzw.umów śmieciowych czyli umów cywilnoprawnych. Wg TVN w tym czasie nastąpiło także  „realne zmniejszenie liczby osób świadczących pracę na podstawie umów cywilnoprawnych”: w lutym 2021 r. były to 1863 osoby, a 1 października – 1096 osoby .

CMWP SDP przedstawiło publicznie sprawę operatora Kamila Różalskiego podczas konferencji  „W obronie dziennikarzy”, jaka obyła się w Domu Dziennikarza w Warszawie we wrześniu 2021 r.

Rozprawa Kamila Różalskiego odbędzie się 8.10.24 o godz. 9.00 w sądzie przy ul. Marszałkowskiej 82 w Warszawie (sala 514) .

Więcej na ten temat TUTAJTUTAJ.

Międzynarodowe organizacje dziennikarskie alarmują w sprawie TV Republika . Był protest CMWP SDP w tej sprawie

Platforma Bezpiecznego Dziennikarstwa ( Safety of Journalists Platform)  publikująca  informacje na temat zagrożeń dotyczących wolności mediów i bezpieczeństwa dziennikarzy w państwach członkowskich Rady Europy opublikowała 26 września alert dotyczący Polski . Powodem alertu jest niewpuszczenie reportera TV Republika  na otwarte dla mediów posiedzenia sztabu kryzysowego z udziałem premiera Donalda Tuska.  Alert zgłosiły trzy międzynarodowe organizacje pozarządowe –   Article 19, IPI (International Press Institute) oraz największe  międzynarodowe organizacje dziennikarskie – EFJ/IFJ czyli Europejska i Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy. W sprawie protestowało wcześniej Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP oraz Rada Konsultacyjna CMWP.

Międzynarodowy  protest dotyczy odmowy wstępu dziennikarza TV Republika Janusza Życzkowskiego na posiedzenia sztabu kryzysowego we Wrocławiu, który zajmuje się powodzią w Polsce.  Jak poinformowane na platformie alertowej „18 września 2024 dziennikarz Janusz Życzkowski został pozbawiony dostępu do szeregu spotkań zarządzania kryzysowego we Wrocławiu dotyczących zagrożenia powodziowego w regionie. Platforma alarmuje , iż  „pomimo okazania legitymacji prasowej, faktu, że spotkania były otwarte dla innych mediów i obejmowały wysokich rangą urzędników, takich jak premier Donald Tusk, Życzkowskiemu odmówiono wstępu do sztabu kryzysowego. Wydarzenia obejmowały konferencję prasową premiera i spotkania sztabu kryzysowego. W informacji o tym przekazano także , iż  Rzecznik Praw Obywatelskich wysłał pismo do organizatora spotkań zarządzania kryzysowego, biura wojewody dolnośląskiego, domagając się wyjaśnień i wyrażając zaniepokojenie tym, co „można uznać za naruszenie konstytucyjnej wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Rzecznik powiedział, że otrzymał liczne skargi dotyczące blokowania dziennikarzom TV Republika dostępu do konferencji prasowych i innych wydarzeń i że zwrócił się już do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego o wyjaśnienia w styczniu 2024 r. Autorzy tego międzynarodowego protestu zaznaczyli , iż źródłem zagrożenia wolności słowa w tym wypadku jest „państwo” , a główny problem to ” nękanie i zastraszanie dziennikarzy”.  Polska powinna oficjalnie odpowiedzieć na ten alert do 26. grudnia 2024 r.

W tej sprawie protestowało także CMWP SDP  oraz Rada Konsultacyjna CMWP SDP. 18 września 2024 r. został opublikowany oficjalny protest CMWP SDP przeciwko niewpuszczaniu reportera TV Republika na posiedzenia sztabu kryzysowego z udziałem Donalda Tuska podpisany przez Jolantę Hajdasz, dyrektora Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP . Pod protestem podpisali się także wszyscy członkowie Rady Konsultacyjnej CMWP SDP  – Michał Karnowski, Janusz Kawecki, Paweł Lisicki, Tomasz Sakiewicz, Krzysztof Skowroński, Leszek Sosnowski i Wojciech Surmacz.

Link do alertu jest TUTAJ.

Protest CMWP SDP TUTAJ.

Walka z wolnością słowa pod pozorem walki z „mową nienawiści” – debata CMWP SDP i Ordo Iuris

Kary więzienia za  tzw. mowę nienawiści mogą doprowadzić do daleko idącego ograniczenia wolności wypowiedzi, zwłaszcza osób o poglądach konserwatywnych  podkreślali uczestniczy debaty zorganizowanej przez Instytut Ordo Iuris i Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Odbyła się ona w Domu Dziennikarza przy ulicy Foksal w Warszawie 20 września b.r. Uczestnikami transmitowanej w sieci dyskusji  byli dr Jolanta Hajdasz – dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Ordo Iuris,  Maria Kądzielska-Koper – publicystka m.in. „Do Rzeczy” , Michał Jaszewski – doradca prawny SDP oraz adw. Rafał Dorosiński, z Zarządu Ordo Iuris,  autor  książki „«Mowa nienawiści» – koń trojański rewolucji kulturowej”.

Na początku Rafał Dorosiński wyjaśnił, dlaczego nazwał koncepcję tzw. mowy nienawiści „koniem trojańskim” rewolucji kulturowej.  Wskazał, że to pojęcie jest promowane, aby wprowadzać ludzi w błąd, przebiegle i podstępnie ich oszukać, by nie zorientowali się, co tak naprawdę  ono oznacza. Podkreślił także, że za tym pojęciem „kryje się szeroka aktywność kulturowa, przewrót aksjologiczny”. Michał Jaszewski określił  książkę mec. Rafała Dorosińskiego słowami „ciężkie działa”. Wskazuje ona bowiem na szereg zagrożeń, jakie wiążą się z penalizacją tzw. mowy nienawiści oraz w jaki sposób ta koncepcja jest wykorzystywana w wojnie kulturowej. Podkreślił również, że największymi orędownikami walki z „mową nienawiści” po II wojnie światowej byli Sowieci. Mec. Rafał Dorosiński zaznaczył także, że osoby, które sprzeciwiają się zwalczaniu „mowy nienawiści” nie są zwolennikami nienawiści czy pogardy wobec innych ludzi. W rzeczywistości bowiem takie działania mają na celu uniemożliwienie formułowania ocen krytycznych wobec określonych grup społecznych, czyli cenzurę. Dzisiejsze przeciwdziałanie tzw. mowie nienawiści jest skutkiem promowania lewicowych koncepcji takich jak „krytyczna teoria rasy” czy „tolerancja represywna”. Redaktor Maria Kądzielska-Koper zgodziła się z tym, że termin „mowa nienawiści” jest elementem walki kulturowej. Podała też przykłady tego typu działań z Wielkiej Brytanii, w której kiedyś mieszkała. Opowiedziała o procesach, jakie zostały wytoczone m.in. 17-latce, która na Instagramie udostępniła piosenkę ze słowem „nigger” czy pastorowi, który krytycznie wypowiadał się o postulatach ruchu LGBT.

Dr Jolanta Hajdasz odniosła się natomiast do regulacji prawnych, których wprowadzenie zapowiedział polski rząd już w marcu b.r. planując nowelizację kodeksu karnego.  Zmiany te dotyczące tzw. „mowy nienawiści”  miały już wejść w życie od czerwca 2024 r., jednak prace nad nimi nadal trwają. Zapowiadane regulacje mają zmieniać art. 199, 256 i 257 Kodeksu karnego. Penalizują one stosowanie gróźb i przemocy, nawoływanie do nienawiści i publiczne znieważanie ze względu na m.in. rasę, narodowość i wyznanie. Do tych kategorii mają zostać dodane  niepełnosprawność, wiek, płeć, orientacja seksualna oraz tożsamość płciowa. Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy podkreśliła, że o procedowaniu tych niebezpiecznych w swoich skutkach zapisów opinię publiczną poinformował jako pierwszy Instytut Ordo Iuris.

Mecenas Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris  zauważył natomiast, że w przypadku wdrożenia tych regulacji „wszystkim nam grozi więzienie”. Projekt, który został przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości jest projektem, który wprowadza się w Polsce dokładnie tą samą ścieżką, którą wprowadzano tego typu przepisy o „mowie nienawiści” w krajach takich jak Irlandia, Szkocja, Anglia, Hiszpania. Wprowadza również w Polsce dodatkowe przesłanki karalności za publiczne znieważanie osób na podstawie takich cech jak „tożsamość płciowa”. Tutaj się karze nawet za myślenie” – zaznaczył prezes Ordo Iuris i podał przykład kobiety zatrzymanej w Wielkiej Brytanii za modlenie się w myślach przed kliniką aborcyjną. Jerzy Kwaśniewski opowiedział także o planach, jakie są podejmowane w Unii Europejskiej, a dotyczą one prewencyjnego blokowania treści, jakie mogą być uznane za „mowę nienawiści”.

Europejski Panel Obywatelski proponuje wprowadzenie mechanizmów sztucznej inteligencji, które będą wykrywały – w momencie gdy ktoś coś wpisuje na klawiaturze komputera, żeby to zamieścić np. w mediach społecznościowych – że jest to już „mową nienawiści”, zanim zdąży on tę treść opublikować. Sztuczna inteligencja miałaby też natychmiast złożyć donos na kogoś, kto się dopuścił tego aktu – podkreślił prawnik.

Michał Jaszewski mówił również o procesach dziennikarzy, którym Stowarzyszenie udziela pomocy prawnej. Zaznaczył, że w ciągu roku toczy się kilkadziesiąt takich procesów. Szeroko były one omawiane podczas ostatniej konferencji CMWP SDP , która odbyła się 17 września 2024 r. Adw. Kwaśniewski podkreślił również, że przygotowanie w Ministerstwie Sprawiedliwości omawianego projektu ustawy stanowi realizację postulatu radykalnych środowisk lewicowych. Zaznaczył, że wdrożenie tych przepisów może otworzyć drogę do wprowadzenia innych ideologicznych regulacji, umożliwiających np. zawieranie tzw. związków partnerskich przez osoby tej samej płci.

Uczestnicy debaty wskazali na potrzebę sprzeciwu wobec planów Adama Bodnara. Michał Jaszewski zwrócił uwagę na znaczenie kształtowania odpowiednich postaw, szczególnie wśród młodych ludzi.– Konieczna jest tak naprawdę kontrrewolucja, praca organiczna od podstaw. Młode pokolenie nie umie logicznie myśleć, żyją w świecie emocji. Należy promować zdrowe myślenie, a więc powrót do tradycji w każdej dziedzinie, również w sferze religii – wskazał prawnik. Adw. Rafał Dorosiński zaznaczył natomiast, że sami autorzy projektu ustawy muszą widzieć „opór przed taką próbą zakneblowania opinii publicznej”.

Zapis całej dyskusji jest TUTAJ.