WALTER ALTERMANN: Sufrażystki jako memento

Powiedzmy od razu i wprost – nie wszystkie nowości w sferze społecznej są godne potępienia. Bywają i takie nowe pomysły społeczne, które przynoszą bardzo dobre skutki. Ale człowiecza natura każe nam się buntować przeciw wszystkiemu co nieznane. Może z ostrożności i przykrych doświadczeń?

Nie jestem konserwatystą, więc mnie nie wszystkie przejawy, zapowiadające nowe porządki, denerwują. Żeby zrozumieć w czym rzecz, przyjrzyjmy się problemowi z przełomu XIX i XX wieku, który wtedy rozpalał – głównie mężczyzn – do białości.

Sufrażystki

Sufrażyzm pochodzi od łacińskiego suffragium – głos wyborczy. Ruch sufrażystek pojawił się w Europie pod koniec XIX wieku, na początku w Wielkiej Brytanii i USA. Najsilniejszy był tuż przed rozpoczęciem I wojny światowej. Hasłem głównym zbuntowanych kobiet była walka o równe prawa wyborcze. Sufrażystkami nazywano w szczególności członkinie założonej w roku 1903 w Wielkiej Brytanii organizacji Women’s Social and Political Union.

Większość sufrażystek odwoływała się do metod nieposłuszeństwa obywatelskiego. Organizowały więc protesty, pisały petycje, dążyły do przemian świadomościowych. Wyodrębniło się również skrzydło radykalne, zwane sufrażetkami, które stosowało ostre formy protestu i przemoc. Uciekały się one do takich działań jak przykuwanie się łańcuchami do ogrodzeń, przerywanie wystąpień przeciwników politycznych czy akty przemocy, m.in. podpalenia skrzynek pocztowych i pustych budynków lub wybijanie szyb w oknach wystawowych. Ruch sufrażystek miał także swoje intelektualne oblicze, w Anglii bardzo mocno wspierał go sam John Stuart Mill.

Jedną z bohaterek ruchu była Emily Davison, która zmarła w wyniku obrażeń głowy doznanych po wpadnięciu pod konia, należącego do króla Jerzego V, podczas gonitwy Derby w roku 1913. Po tym wydarzeniu wiele aktywistek ruchu zostało aresztowanych i następnie uwięzionych, a gdy w ramach protestu podjęły strajk głodowy, poddano je przymusowemu odżywianiu.

W obronie tego, jak jest

Tu warto zauważyć, że tak naprawdę przeciwnikami sufrażystek byli mężczyźni rządzący ówczesną Europą i USA, przekonani, że jest dobrze, jak jest. Ówcześnie każda kobieta kończąca studia była traktowana jak wynaturzenie, dziwactwo i rozwydrzenie obyczajowe. Niektórych konserwatystów kobiety z dyplomami uniwersyteckimi rozpalały wręcz do białego. I nie była to gorączka pożądań. Na dowód wystarczy przeczytać życiorys Marii Skłodowskiej-Curie.

Wynikiem tej akcji sufrażystek było wprowadzenie w Wielkiej Brytanii prawa, które zezwalało na czasowe zwolnienie więźnia ze względu na stan zdrowia – policja mogła jednak w każdej chwili doprowadzić go do więzienia dla odbycia reszty wyroku, gdy tylko uznała, że stan zdrowia czasowo zwolnionego więźnia uległ poprawie. Celem takiego prawa było przeciwdziałanie akcjom strajków głodowych prowadzonych przez sufrażystki, co zdobywało im sympatię społeczną.

Sufrażystki ponadklasowe 

Z początku ruch tzw. kobiet wyzwolonych był bardzo zróżnicowany – tak pod względem środowisk, z których wywodziły się sufrażystki, jak i poglądów, które głosiły. Niemniej z czasem górę w nim wzięły tendencje lewicowe. Choćby z tego powodu, że państwa wyraźnie dzieliły sufrażystki na panie i robotnice.

W październiku 1909 roku Lady Constance Lytton, arystokratka i sufrażystka, została aresztowana i wysłana do więzienia w Newcastle. Kiedy policja odkryła, że jest córką Lorda Lyttona, byłego wicekróla Indii, po dwóch dniach nakazano jej zwolnienie.

W więzieniu Lytton prowadziła strajk głodowy w proteście przeciwko aresztowaniu i dalszemu odmawianiu kobietom prawa do głosowania. Jednak jej zdrowie bardzo się już wówczas pogorszyło, a władze obawiały się, że śmierć uczyni z niej męczennicę sufrażystek. Między innymi z tego względu postanowiono ją zwolnić. Lytton głosiła jednak, że tak naprawdę zawdzięcza wolność przynależności klasowej i statusowi społecznemu – że to dlatego potraktowano ją inaczej, a policjanci odnosili się do niej z większą uprzejmością i delikatnością niż do innych bojowniczek z ruchu.

Na kolejnej manifestacji pod więzieniem Lady Lutton pojawiła się przebrana za służącą. Została aresztowana i ponownie rozpoczęła strajk głodowy. Tym razem jednak nie tylko nie została zwolniona, ale ośmiokrotnie poddano ją karmieniu na siłę.

Zdj. Lady Constance Lytton w 1910 r. Fot. ze strony Suffragette Stories

Karmienie na siłę było powszechną, brutalną formą tortur stosowanych przeciwko emancypantkom. Polegało na wlewaniu unieruchomionym kobietom jedzenia do gardła lub przez rurkę wprowadzoną do nosa. Istnieją dowody na to, że kobiety były także karmione doodbytniczo. Fatalny stan zdrowia Lytton był oczywisty w chwili jej aresztowania, ale ponieważ była w przebraniu służącej zakładano, że kobieta pochodzi z niższej klasy i nikogo to szczególnie nie przejęło.

Zamiarem Lytton było wyciągnięcie na światło dzienne postępowania policji wobec robotnic. Chciała pokazać, że o ile zamożnym emancypantkom oszczędzano brutalnego traktowania, policjanci nie mieli oporów przed torturowaniem biedniejszych działaczek. Jedna z nich Anne Kenney, pisała o Lytton, że jej „pasja i poświęcenie dla kobiet z klasy robotniczej były wyjątkowe”. Z takich aktów solidarności wyłania się obraz ruchu emancypacyjnego jako ponadklasowego aktywizmu, w którym członkinie elity stały ramię w ramię z kobietami z klasy robotniczej i wspólnie walczyły przeciwko zinstytucjonalizowanej mizoginii.

Jak I wojna światowa zmieniła sytuację kobiet

W sukurs walczącym kobietom przyszła, o dziwo, I wojna światowa, która spowodowała, że zaczęło brakować rąk do pracy w fabrykach. I przy maszynach musiały stanąć kobiety. Zmieniło to społeczny punkt widzenia na możliwości kobiet.

W Wielkiej Brytanii ruch na rzecz przyznania kobietom prawa do głosowania przybierał stopniowo na sile w ciągu całej wojny i w roku 1918 brytyjski parlament przyznał prawo głosu kobietom w wieku od 30 lat, które prowadziły gospodarstwo domowe, żonom mężczyzn, którzy prowadzili gospodarstwo, właścicielkom dóbr, które przynosiły roczny dochód w wysokości co najmniej 5 funtów, absolwentkom brytyjskich wyższych uczelni. W Stanach Zjednoczonych prawo głosu zagwarantowała kobietom 19 poprawka do Konstytucji wprowadzona w roku 1920. W Wielkiej Brytanii prawa kobiet do głosu zostały zrównane z prawami mężczyzn w roku 1928.

Należy przy tym pamiętać, że status polityczny kobiet w Wielkiej Brytanii już przed 1918 rokiem stopniowo się podnosił. W latach 70. i 80. XIX wieku zostały dopuszczone do studiów na głównych uniwersytetach w kraju. W tym samym czasie zagwarantowano im również prawo do gospodarowania własnymi zarobkami po zawarciu małżeństwa i do posiadania konta bankowego.

Sufrażystki w Polsce

Sytuacja polskich sufrażystek była specyficzna, ponieważ Polacy nie mieli swojego państwa. Brytyjskie czy amerykańskie sufrażystki wywierały presję na rząd, domagając się równych praw. Polskie działaczki były rozproszone w trzech zaborach, a w każdym z nich panowało inne ustawodawstwo, mniejsza lub większa swoboda polityczna i różne strategie walki, ale też współpracy z zaborcą.

Dostęp do edukacji – był na szczycie listy postulatów wysuwanych przez polskie emancypantki. Wykształcenie dawało kobietom zawód, niezależność finansową, szansę na rozwijanie talentów i pasji. Natomiast możliwość głosowania i kandydowania w wyborach dawało realny wpływ na prawo i politykę, a dzięki temu współtworzenie państwa.

W końcu, w Polsce stało się tak, że prawa wyborcze uzyskały kobiety 28 listopada 1918 roku, gdy Józef Piłsudski podpisał Dekret Naczelnika Państwa o ordynacji wyborczej. Wielki wpływ na jego decyzję miały kobiety z politycznego otoczenia Naczelnika, te które brały udział w działalności konspiracyjnej PPS, Organizacji Bojowej, Polskiej Organizacji Wojskowej i Legionach.

Wnioski i przestrogi 

Jeżeli przypominam dziś historię sufrażystek, to jako naukę i przestrogę dla nas współczesnych. Społeczeństwa są z natury konserwatywne, nie licząc małych grupek „rewolucjonistów z urodzenia”. Ów przemożny konserwatyzm prowadzi jednak do odrzucania a priori, jeszcze przed dogłębnym zrozumieniem nowych idei, każdej nowej myśli. Bo tak jest spokojniej i bezpiecznej.

Zdj. Taj Mahal – tutaj niewiele kobiet słyszało o sufrażystkach, chociaż, o ile mają pieniądze lub rodzina zapłaci mogą się uczyć Mają też prawa wyborcze. Czy kobiety w Indiachi, w jakiejś części są emancypantkami? Wyzwolenie kobiet w Indiach w rozumieniu Zachodu? Nierealne? Można powiedzieć tylko, że ciężko to idzie… Fot. HB – Agra, 9 marca 2023 r.

Jednakże rozwój społeczny, tak jak techniczny, następuje właśnie dzięki rewolucjonistom i nowatorom. Pierwsza kolej przyjmowana była jako wynalazek szatana. Podobnie jak światło elektryczne, nie wspominając już o pierwszych balonach czy aeroplanach. Wszystko to wydawało się ludzkim masom przeciwne naturze i miało prowadzić do końca ludzkiego gatunku. Przeciwnicy zmian zawsze też powoływali się na Boga.

Dziś również ostro gotuje się w społecznym kotle, pojawiają się nowe pomysły na urządzenie świętych jeszcze instytucji. I jakbym słyszał z przeszłości potężne chóry konserwatystów, którzy wtedy w kształceniu kobiet, w ich prawach wyborczych widzieli jedynie upadek moralności, rozwydrzenie i rozpasanie seksualne.

Dlatego zalecałbym więcej spokoju, panowie. I więcej rozwagi. Trzeba nauczyć się rozdzielać ziarno od plew, bo w każdym nowym ruchu są dobre i złe pomysly.

 

 

 

SDP wsparło apel „Razem przeciwko SLAPP”

Jolanta Hajdasz, prezes SDP i dyrektor CMWP SDP wsparła Apel „Razem przeciwko SLAPP”, jaki 12 listopada b.r. opublikowały organizacje pozarządowe  zajmujące się procesami tego typu. Wśród sygnatariuszy Apelu jest m.in.  Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Izba Wydawców Prasy, Stowarzyszenie Amnesty International, Stowarzyszenie Gazet Lokalnych, czy Press Club Polska. Nie ma wśród nich organizacji o charakterze prawicowym, czy konserwatywnym, mimo iż procesy typu SLAPP często dotyczą dziennikarzy mediów o takim właśnie charakterze i są szczególnie bulwersującymi przykładami procesów tego typu. 
W mailu wysłanym na adres autorów Apelu Jolanta Hajdasz  napisała, iż w imieniu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP prosi  o dopisanie tych instytucji pod Apelem „Razem przeciwko SLAPP”. Deklaruję także chęć współpracy z Państwem podczas  implementacji unijnej  Dyrektywy anty-SLAPPowej w naszym kraju,  która będzie procedowana w najbliższych dwóch latach. Proszę o włączenie CMWP SDP do Polskiej Grupy Roboczej przeciw SLAPPom w celu wsparcia prac legislacyjnych nad regulacjami anty-SLAPP – czytamy w piśmie SDP.
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, najwieksza i najstarsza organizacja dziennikarzy w Polsce,  od wielu lat wspiera ich w procesach wytaczanych im z powodu pracy zawodowej, a  które diagnozuje jako  SLAPP- y. czyli procesy sadowe, których celem jest nękanie i zastraszenie dziennikarza, a nie dążenie do prawdy.  W 1996 r. SDP powołało i finansuje  do dzisiaj Centrum Monitoringu Wolności Prasy, instytucję, która w praktyce, jako wyspecjalizowana jednostka SDP, broni wolności słowa zgodnie z art. 19 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, a szczególnie swobody dziennikarza w docieraniu do źródeł informacji, umacniania wolności prasy i mediów elektronicznych i stania na straży wykorzystania wolności słowa. W ostatnich latach CMWP SDP wielokrotnie protestowało przeciwko wykorzystywaniu wymiaru sprawiedliwości w tłumieniu wolności słowa m.in. poprzez prowadzenie procesów typu SLAPP przeciwko dziennikarzom.  W latach 2018-2024 CMWP SDP objęło swoim  monitoringiem  około 80 spraw tego typu. W  większości z nich w imieniu CMWP SDP została wysłana do Sądu  opinia Amicus Curiae , jej celem jest zawsze wsparcie dziennikarzy i mediów w tych procesach.
treść Apelu :
RAZEM PRZECIWKO SLAPP – apel społeczeństwa obywatelskiego

W kwietniu 2024 roku weszła w życie unijna Dyrektywa anty-SLAPPowa, która jest odpowiedzią na zjawisko pozywania dziennikarzy, aktywistów czy naukowców za krytykę osób wpływowych czy nagłaśnianie nadużyć władzy.

Kraje członkowskie, w tym Polska, mają obecnie dwa lata na jej implementację do swoich systemów prawnych. Jednak samo wdrożenie dyrektywy do polskiego prawodawstwa nie wystarczy. My, dziennikarze, wydawcy, przedstawiciele i przedstawicielki organizacji pozarządowych, grup aktywistycznych, środowiska akademickiego i naukowego podkreślamy, że do efektywnego zajęcia się problemem SLAPPów potrzebna jest gruntowna rewizja polskiego prawa i przyjęcie ambitnych rozwiązań, które wykraczają poza minimalne wytyczne Dyrektywy.

SLAPPy, strategiczne działania prawne zmierzające do stłumienia debaty publicznej, to sprawy inicjowane w celu pognębienia osoby bądź organizacji wypowiadającej się na tematy istotne publicznie. Inicjator SLAPPu dysponuje zazwyczaj znacząco większą władzą ekonomiczną lub polityczną od osoby pozywanej lub oskarżonej.

Z uznaniem przyjmujemy publiczne wypowiedzi Ministra Sprawiedliwości Adama Bodnara o zagrożeniu, jakie SLAPPy stanowią dla wolności słowa. Biorąc pod uwagę najwyższe poszanowanie dla unijnych wymogów ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości oraz zbliżającą się polską prezydencję w Radzie UE, żywimy uzasadnioną nadzieję, że nasz kraj zdecyduje się dać przykład jako pionier europejskiej legislacji anty-SLAPPowej. W celu wsparcia prac legislacyjnych nad regulacjami anty-SLAPP, Polska Grupa Robocza przeciw SLAPPom, w tym HFPC wraz z ARTICLE 19 i Siecią Obywatelską Watchdog Polska przestawiają dokument Propozycje zmian prawnych w celu wdrożenia dyrektywy w sprawie ochrony osób, które angażują się w debatę publiczną, przed ewidentnie bezpodstawnymi lub stanowiącymi nadużycie postępowaniami sądowymi („strategiczne powództwa zmierzające do stłumienia debaty publicznej” tzw. SLAPP).

Propozycja zmian została sformułowana w oparciu o pogłębioną analizę Dyrektywy anty-SLAPPowej, prawa polskiego, międzynarodowych standardów wolności słowa, wywiadów grupowych z obrońcami, pełnomocnikami, sędziami i prokuratorami.

My, niżej podpisani, postulujemy następujące kierunki dla anty-SLAPPowych zmian prawnych w Polsce:

1| GWARANCJE OCHRONY PRZED SLAPPAMI NIE MOGĄ BYĆ OGRANICZONE TYLKO DO POSTĘPOWAŃ CYWILNYCH, W SZCZEGÓLNOŚCI KONIECZNE JEST UWZGLĘDNIENIE PRAWA KARNEGO.

2| WPROWADZENIE ODPOWIEDNIO OBSZERNEGO KATALOGU PRZESŁANEK WSKAZUJĄCYCH, ŻE CELEM POSTĘPOWANIA JEST TŁUMIENIE DEBATY PUBLICZNEJ.

Katalog ten powinien uwzględniać najczęstsze typy rzeczywistych abuzywnych praktyk stosowanych przez osoby inicjujące postępowania typu SLAPP. Dlatego katalog przesłanek z dyrektywy powinien zostać rozszerzony o dodatkowe elementy z uwzględnieniem wskaźników obecnych w innych aktach prawa międzynarodowego lub ustawodawstwie innych państw. Szczególne znaczenie mają w tym zakresie Zalecenia Rady Europy, które proponują dziesięciopunktowy katalog przesłanek wskazujących, że dane postępowanie ma cechy SLAPP-u.

3| OBJĘCIE PRAWEM ANTY–SLAPP SPRAW KRAJOWYCH.

Jako że zakres Dyrektywy jest ograniczony do spraw z elementem transgranicznym, polskie anty-SLAPPowe zmiany prawne muszą objąć także sprawy nieposiadające takiego elementu. Stwierdzamy, że aby prawo działało zgodnie ze swoim celem, którym w tym wypadku jest zwalczanie spraw typu SLAPP, na poziomie krajowym konieczne jest rozciągnięcie ochrony na wszystkie tego typu sprawy.

4| KONIECZNOŚĆ ZASTOSOWANIA SZERSZYCH PRZESŁANEK W KONTEKŚCIE MECHANIZMU WCZESNEGO ODDALENIA SPRAW.

Instytucja wczesnego oddalenia postępowania mającego charakter SLAPP-u stanowi kluczowy środek ochrony przed takimi sprawami. Z Dyrektywy wynika obowiązek zapewnienia mechanizmu wczesnego oddalenia roszczenia zmierzającego do stłumienia debaty publicznej ze względu na jego „oczywistą bezzasadność” -ale każde państwo może wprowadzić przepisy ustanawiające skuteczniejsze gwarancje proceduralne. W Polsce będzie to konieczne, ponieważ dotychczasowa krajowa praktyka sądowa pokazuje, że ograniczenie tej instytucji tylko do spraw „oczywiście bezzasadnych” pozbawiłoby ten środek ochrony realnej skuteczności. Sądy w Polsce przyjmują bowiem bardzo restrykcyjną interpretację zbliżonych pojęć.

5| WPROWADZENIE WSZYSTKICH ŚRODKÓW ZARADCZYCH PRZEWIDZIANYCH W DYREKTYWIE

Sąd musi mieć zapewnioną możliwość orzeczenia różnych rodzajów środków zaradczych w przypadku uznania, że postępowanie ma charakter typu SLAPP. Prawo powinno przewidywać możliwość nałożenia sankcji na osobę inicjującą SLAPP, możliwość zasądzania rekompensaty od takiej osoby, możliwość włożenia na daną osobę obowiązku pełnego zwrotu kosztów procesu i możliwość nakazania danej osobie obowiązku publikacji orzeczenia sądowego (podania wyroku do publicznej wiadomości). Tylko odpowiednio szeroka gama możliwych środków pozwoli na dostosowanie sposobu reakcji adekwatnie do okoliczności danej sprawy.

6| WYKLUCZENIE LEGITYMACJI CZYNNEJ SKARBU PAŃSTWA I JEDNOSTEK SAMORZĄDU TERYTORIALNEGO W SPRAWACH O OCHRONĘ DOBREGO IMIENIA.

Należy wprowadzić mechanizm ochrony wolności słowa wynikający ze standardu przedstawionego w wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka OOO Memo przeciwko Rosji z 15 marca 2022 r. (sprawa 2840/10).

7| DEKRYMINALIZACJA ZNIESŁAWIENIA I ZNIEWAŻANIA.

Najważniejszym kierunkiem zmian dla prawa karnego jest zlikwidowanie przepisów stanowiących podstawę wszczynania najbardziej uciążliwych SLAPPów, a tym samym uchylenie art. 212 i 216 k.k. Uchyleniu tych przepisów powinna towarzyszyć odpowiednia reforma procedury cywilnej.

8| SZERSZE ZMIANY W RAMACH PRAWA KARNEGO MATERIALNEGO.

Należy także rozważyć zmianę bądź uchylenie przepisów takich jak art. 133 (publiczne znieważanie narodu polskiego lub Rzeczypospolitej Polskiej), art. 135 § 2 (znieważenie Prezydenta RP), art. 137 (znieważanie lub uszkadzanie flag, godeł i innych znaków), art. 226 (znieważenie funkcjonariusza publicznego lub konstytucyjnego organu RP), art. 261 (znieważenie pomnika) oraz art. 196 (obraza uczuć religijnych) kodeksu karnego.

9| WPROWADZENIE ZMIAN W RAMACH PRAWA KARNEGO PROCESOWEGO.

W zakresie prawa karnego procesowego należy przeprowadzić szereg nowelizacji, które pozwoliłyby na zapewnienie mechanizmów ochrony korespondujących z mechanizmami, które dyrektywa unijna, po adekwatnej implementacji, wprowadzi do prawa cywilnego.

Jako przedstawiciele różnych środowisk, którym zależy na otwartej i transparentnej debacie publicznej, podkreślamy, że SLAPP-y mogą dotknąć każdego, stanowiąc poważne zagrożenie dla demokracji. Dlatego łączymy siły i apelujemyo wprowadzenie szeroko zakrojonych zmian prawnych, które skutecznie ochronią społeczeństwo obywatelskie.

Szybkie wprowadzenie skutecznych zmian anty-SLAPPowych do polskiego prawa jest nie tylko możliwe, ale i konieczne. SLAPPy uderzają nie tylko w media i pojedyncze osoby, lecz także w demokrację.

APEL PODPISALI:

  1. ARTICLE 19
    2. Atlas Nienawiści
    3. Blue Dragon Institute
    4. Fundacja AUTONOMIA
    5. Fundacja Basta
    6. Fundacja ClientEarth
    7. Fundacja „Dom tam gdzie Ty”
    8. Fundacja Frank Bold
    9. Fundacja Jesteśmy Ważni
    10. Fundacja Lasy i Obywatele
    11. Fundacja Media Forum
    12. Fundacja Miasto Obywatelskie Lubartów
    13. Fundacja Moc Partnerstwa
    14. Fundacja Niech Żyją
    15. Fundacja Reporterów
    16. Fundacja Stocznia
    17. Fundacja w Stronę Dialogu
    18. Fundacja Wolności
    19. Fundacja Wolność od Religii
    20. Fundacja Wymiany Kulturowej toTU toTAM
    21. Green REV Institute i European Fem Institute
    22. Helsińska Fundacja Praw Człowieka
    23. Inicjatywa „Nasz Rzecznik”
    24. Izba Wydawców Prasy
    25. Kampania Przeciw Homofobii
    26. Klub Tarcza
    27. NOMADA – Stowarzyszenie na Rzecz Integracji Społeczeństwa Wielokulturowego
    28. OKO.press
    29. Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii
    30. Press Club Polska
    31. Rada Polskich Mediów
    32. Reset Obywatelski
    33. Sieć Obywatelska Watchdog Polska
    34. Stowarzyszenie „Jesteśmy Razem” w Kaliszu Pomorskim
    35. Stowarzyszenie Amnesty International
    36. Stowarzyszenie Gazet Lokalnych
    37. Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego / Krytyka Polityczna
    38. Stowarzyszenie Klon/Jawor
    39. Stowarzyszenie Lambda Warszawa
    40. Stowarzyszenie Mediów Lokalnych
    41. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze
    42. Stowarzyszenie Praktyków Transformacji Cyfrowych
    43. Towarzystwo Dziennikarskie
    44. Towarzystwo na rzecz Ziemi
    45. Związkowa Alternatywa

Pismo SDP do Autorów Apelu : 14.11.24 Pismo do Autorów Apelu Razem przeciwko SLAPP

do pobrania materiały Autorów Apelu „razem przeciwko SLAPP” :

SLAPP-apel-ostateczna-wersja

SLAPP-rekomendacje

Prezes SDP JOLANTA HAJDASZ: Reakcja EFJ na wybór prezydenta USA jest dla mnie trudna do zaakceptowania

Międzynarodowa organizacja Europejska Federacja Dziennikarzy (European Federation of Jounalists) EFJ wydała komunikat, w którym ostro skrytykowała wybranego 47. prezydenta USA Donalda Trumpa i właściciela platformy społecznościowej „X” Elona Muska. Jolanta Hajdasz prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, które jest członkiem EFJ, powiedziała, że reakcja władz tej federacji jest trudna do zaakceptowania.

EFJ w 46 krajach Starego Kontynentu zrzesza 74 organizacje dziennikarskie i związki zawodowe. Ostatnio, po zjeździe w Prisztinie w maju 2024 r. niektóre organizacji, w tym Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, zgłaszały zastrzeżenia co do kierunku działań EFJ, który – zdaniem niektórych delegatów – sprzęgnięty jest z ogólnymi zasadami poprawności politycznej w UE i kierunkami rozwoju Europy narzucanymi przez liberalne władze Komisji Europejskiej. Wcześniej po kongresach w Izmirze w 2022 r. i w Hadze w 2023 r. podobne zastrzeżenia również zgłaszali przedstawiciele SDP.

W wydanym 7 listopada i przesłanym do SDP po południu tego dnia oświadczeniu EFJ napisano m.in.:

„Antyprasowa retoryka Trumpa skłoniła już wielu jego wielbicieli na całym świecie i w Europie do odwetu na mediach. Z Donaldem J. Trumpem z powrotem w Białym Domu poczują się jeszcze bardziej upoważnieni do nękania prasy. Zwycięstwo pana Trumpa nie tylko rzuca wyzwanie amerykańskiemu dziennikarstwu, ale także dziennikarstwu europejskiemu — powiedział sekretarz generalny EFJ Ricardo Gutiérrez” – poinformowano w komunikacie.

Dla prezes SDP Jolanty Hajdasz zachowanie władz EFJ wobec wyborów w USA jest bardzo dziwne.

Reakcja EFJ na demokratyczny wybór prezydenta USA jest dla mnie zdumiewająca i trudna do zaakceptowania – podkreśliła w rozmowie z portalem sdp.pl Hajdasz

W dokumencie sygnowanym przez władze EFJ znalazły się przykłady, na czym – zdaniem przedstawicieli organizacji ma polegać zagrożenie stwarzane przez Trumpa dla europejskich mediów:

„Donald J. Trump wezwał do uwięzienia i zgwałcenia dziennikarzy za nieujawnianie swoich źródeł. Tydzień temu, na jednym ze swoich wieców, fantazjował o masowej strzelaninie dziennikarzy. A tuż po wyborach, Elon Musk, właściciel portalu społecznościowego X, który był aktywny w amerykańskiej polityce jako głośny i finansowy zwolennik Donalda J. Trumpa, powiedział, że tradycyjne media są martwe, twierdząc, że „większość tradycyjnych mediów bezlitośnie kłamała opinię publiczną””.

Jolanta Hajdasz uważa, że EFJ przesadnie odczytuje intencje prezydenta Trumpa i Elona Muska.

Organizacja przestrzega przed rzekomym zagrożeniem, jakim  dla wolności mediów ma być Donald Trump, na dowód tego cytuje wyrwane z kontekstu jego wypowiedzi oraz opisuje wydarzenia nadinterpretując je i  nadając im nieistniejący kontekst  np. pisząc że „D. Trump chciał strzelać do dziennikarzy mediów masowych” albo wzywał „do masowego uwięzienia dziennikarzy (ang. „he fantasized about a mass shooting of journalists”, „Donald J. Trump has called for journalists to be imprisoned and raped for not revealing their sources”) – wskazała prezes SDP.

„EFJ publikuje swoje oświadczenie „w imieniu wszystkich dziennikarzy „, choć przecież osoby wypowiadające się w naszym imieniu zdają sobie sprawę z tego, iż w każdym kraju są także inni dziennikarze, którzy nie mają tak krytycznych ocen prezydenta Donalda Trumpa i jego współpracowników np. Elona Muska na temat mainstreamowego dziennikarstwa” – dodała.   „Szkoda, że przy okazji tegorocznych wyborów EFJ nie dostrzega manipulacji i błędów, jakie coraz częściej popełniają media tradycyjne, które nie kryją swoich sympatii politycznych i nie potrafią, a raczej nie chcą rzetelnie przedstawiać programów wyborczych osób, które mają inne poglądy niż ich własne” – zwróciła uwagę.

Prezes SDP zwróciła się bezpośrednio do władz EFJ:

„Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich apeluje do koleżanek i kolegów z EFJ o powstrzymanie się od emocjonalnych ocen i bezpodstawnej krytyki nowo wybranego prezydenta USA, szczególnie jeśli robi to w imieniu wszystkich dziennikarzy należących do EFJ.   Gdy odłoży się na bok emocje, łatwiej jest pogodzić się z tym, że demokracja wymaga akceptacji decyzji wyborców także wtedy, gdy wybory wygrywają ci, których nie popieracie i nie rozumiecie” – zaakcentowała Jolanta Hajdasz.

 

Komentarz w sprawie oświadczenia EFJ opublikował sekretarz generalny SDP Hubert Bekrycht – poniżej:

EFJ umiera – walczy z USA zamiast bronić dziennikarzy np. w Polsce – Bekrycht, Hajdasz, Świetlik

Poniżej felieton Wiktora Świetlika na temat działalności EFJ:

O antydziennikarstwie Europejskiej Federacji Dziennikarzy – WIKTOR ŚWIETLIK: Wspólne wartości?

EFJ umiera – walczy z USA zamiast bronić dziennikarzy np. w Polsce

Komentarz sekretarza generalnego SDP Huberta Bekrychta na ataki władz Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ) wymierzone w Donalda Trumpa i Elona Muska

EFJ tuż po ponownym wyborze Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych przypuściła na niego bezprzykładny atak. Wydano nie poparte konkretnymi przykładami, naszpikowane zdaniami wyjętymi z kontekstu oświadczenie EFJ. To deklaracja czysto polityczna, ale nie dyplomatyczną, bowiem władze Federacji okładają Donalda Trumpa i właściciela platformy X Elona Muska prymitywną pałką medialną. W rezolucji EFJ znalazły się sformułowania poniżej jakiejkolwiek formy oficjalnego komunikatu – obraźliwe wyrażenia, manipulacje i kłamstwa. Jak dzieci z piaskownicy obrażają się i tupią nogami włodarze EFJ – dają wyraz frustracji, że Trump i Musk nie mogą być poddani prawodawstwu UE, bo wtedy zbiliby ich grabkami albo szpadelkiem, a najlepiej – tak zrozumiałem deklarację EFJ – aby Europa i media europejskie bojkotowały USA i ich technologie medialne, czyli kiedy prezydentem będzie Trump platforma X powinna być w Europie zakazana. Jak w państwach totalitarnych.

Przedstawiciele EFJ wydali wojnę administracji najpotężniejszego kraju na świecie niezbyt dobrze chyba rozumiejąc co napisali w oświadczeniu. W XIX wieku, ba nawet pod koniec XX wieku takie dokumenty prowadziły do prawdziwych wojen. Takich z realnymi strzałami, czołgami, flotą wojenną, lotnictwem, żołnierzami wyposażonymi w ostrą amunicję i – przede wszystkim – do wojen z realną śmiercią i ludzkim nieszczęściem. Nieodpowiedzialność czy złe tłumaczenie a może jedno i drugie?

Pisali to Chorwatka i Belg, którzy jako podróżujące po Europie władze EFJ wydawałoby się, że dużo lepiej muszą posługiwać się angielszczyzną niż ja, a piszący te słowa ma już swoje lat i wiele z gramatyki angielskiej zapomniał. Nie zapominałem jednak słów. Czasem się mieszają, ale od czego są słowniki. Nie zapomniałem też uniwersalnego języka przekazu – niezależnie od tego czy jest to język polski, angielski, chiński, czy szwedzki, włoski, hebrajski, arabski a nawet język liczącego 7 osób plemienia afrykańskiego, którego nazwy nikt nie pamięta. Przekaz nie może zawierać waty słownej, przekaz powinien być konkretny, przekaz dziennikarski EFJ zaś musi być konkretny do kwadratu a nie wypowiadający powszechnie znane politycznie poprawne bzdury, w które nie wierzą nawet wielbiciele EFJ – politycy Unii Europejskiej. Tym bardziej, że przedstawiciele centrali EFJ są miłośnikami liberalnych polityków Unii Europejskiej, bo EFJ protestuje zawsze chętnie tam, gdzie zagrożone są media, które atakują demokratycznie wybrane, ale konserwatywne władze krajów w UE, zresztą poza UE, jak dowodzi przykład USA, też…

Nie w moim imieniu!

O tym przekazie zapomnieli jednak obrażający Trumpa i jego miliony wyborców przedstawiciele EFJ przywołujący fakty, które kompromitują także mnie, bo jako członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – organizacji zrzeszonej w EFJ – nie zgadzam się z takim tandetnym wykorzystywaniem polityki przez przedstawicieli stowarzyszeń i zawodowych związków dziennikarskich w Europie. Miejmy inne poglądy, na przykład ci ludzie we władzach EFJ niech mają poglądy bliższe liberalno-lewicowej Komisji Europejskiej, ale pozwólcie nam, którzy doświadczyliśmy już w tej części Europy komunizmu mieć bardziej konserwatywne opinie na tematy społeczne i polityczne. Na tym polega demokracja.

„Wybór Trumpa powinien skłonić Europę do lepszej ochrony dziennikarzy” – to tytuł rezolucji, oświadczenia, stanowiska, informacji, czyli nie wiadomo czego, dokumentu sygnowanego przez władze EFJ. A co z Polską i SDP? Czy nie zasłużyliśmy na odpowiedź EFJ na nasze protesty przeciwko bezprawnemu niszczeniu mediów publicznych przez obecny polski rząd? Jakie macie, Koleżanki i Koledzy, prawo krytykować media w USA, skoro ignorujecie bezprawie medialne, które zgotowała w Polsce obecna administracja państwowa? Czy dlatego ignorujecie zdanie SDP, bo ten polski rząd jest liberalny a jego obecni członkowie, z premierem włącznie, atakowali bezceremonialnie jeszcze niedawno Trumpa? Kiedy władze EFJ zamierzają odpowiedzieć na protesty w sprawie manipulacji z ostatniego kongresu w Prisztinie w maju 2024 roku, kiedy to dosłownie zastąpiono projekt uchwały SDP innym projektem z kłamstwami i oszczerstwami a naszą poprawkę do innego dokumentu Komitet Sterujący EFJ i sekretarz generalny EFJ Ricardo Gutiérrez potraktowali jak cenzorzy. Wykreślono istotną datę dotyczącą bezprawnego zwalniania i szykanowania w Polsce setek dziennikarzy po bezprawnym, siłowym przejęciu mediów publicznych i represjach wobec innych mediów po 19 grudnia 2023 r. Co powiecie zwalnianym dyscyplinarnie przez rząd z mediów ludziom, ktorych nazwiska Wam nic nie mówią, bo to dziennikarze konserwatywni, np. Romaszewska, Przełomiec, Adamczyk, Tulicki, Gursztyn, Pereira i ja oraz wielu, wielu innych? Abyśmy sobie poszli do Trumpa, Muska, czy do diabła?

Tym bardziej, że straszycie nie mając pojęcia, że są ludzie o innych podglądach, na przykłąd konserwatywnych,  a może tych poglądów po prostu nie akceptujecie?

„Żaden dziennikarz nie powinien być obojętny na wybór Donalda J. Trumpa na 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jego związek z dziennikarstwem i podejście do sprawowania władzy będą miały globalne konsekwencje. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, w Europie i wszędzie na świecie, zawód musi stanowczo stanąć w obronie silnej prasy, która może swobodnie relacjonować fakty i bezpiecznie pociągać władzę do odpowiedzialności”. 

Na ironię zakrawa fakt, że domagając się prawdy, ostatnie zdanie tego akapitu oświadczenia  EFJ jest bezczelnym kłamstwem:

„Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ) i jej filie dołączają do wszystkich tych, którzy są zobowiązani do obrony dziennikarstwa jako kamienia węgielnego demokracji”

Które file? Pytam szefową EFJ Maję Sever – bo m.in. jej myśli są przytaczane w oświadczeniu. Czy jesteśmy filią, czy istotną częścią EFJ? SDP to największa polska organizacja dziennikarska licząca ponad 3 tysiące członków SDP. My, włądze SDP, nie podpisaliśmy się pod tym oświadczeniem EFJ. Jak mogliście tak szybko zebrać opinie setek ludzi w ponad 40 krajach Starego Kontynentu? Przecież duża część z nas pracowała relacjonując wybory w USA, nie zdążyliśmy się dobrze wyspać a władze EFJ już mają stanowisko druzgocące Trumpa. Chyba, że napisaliście to stanowisko przed wyborami, a to już byłoby fałszerstwo. Zresztą, najpierw są konsultacje! Pamiętacie Statut EFJ?

Organizacja – jak określa siebie EFJ – walcząca z cenzurą sama ocenzurowała i zdlekceważyłą opinię chociażby SDP. A może jeszcze innych organizacji zrzeszonych w Federacji. Cenzura EFJ polega w tym przypadku na tym, że nie ma jeszcze naszego zdania w sprawie, w której wydaliście oświadczenie powołując się na „filie”.

Przestaliście być dziennikarzami? Bo piszecie bzdury i niesprawdzone informacje nie powołując się zresztą na źródła. Kolejna część oświadczenia:

„Donald J. Trump wezwał do uwięzienia i zgwałcenia dziennikarzy za nieujawnianie swoich źródeł. Tydzień temu, na jednym ze swoich wieców, fantazjował o masowej strzelaninie dziennikarzy. A tuż po wyborach, Elon Musk, właściciel portalu społecznościowego X, który był aktywny w amerykańskiej polityce jako głośny i finansowy zwolennik Donalda J. Trumpa, powiedział, że tradycyjne media są martwe, twierdząc, że „większość tradycyjnych mediów bezlitośnie kłamała opinię publiczną”.

Gdyby, któreś z Was napisało coś takiego jako zwykły dziennikarz, o ile redakcja pozwoliłaby na powielanie takich bzdur, adwokaci Trumpa i Muska zmiażdżyliby Was, bo nic w tych słowach nie polega na prawdzie, w najlepszym razie to nacechowana politykierstwem manipulacja i dezinformacja, o której tyle piszecie i – jak mówicie – demaskujecie każdy jej przejaw.

Kolejne bzdury, jakie piszecie kompromitują nas tylko na świecie. Europa nie jest zaściankiem, nie jest też pępkiem świata. Najwyższy czas się obudzić. Oto kolejne zdania oświadczenia EFJ:

Napisaliście między innymi: „Antyprasowa retoryka Trumpa skłoniła już wielu jego wielbicieli na całym świecie i w Europie do odwetu na mediach. Z Donaldem J. Trumpem z powrotem w Białym Domu poczują się jeszcze bardziej upoważnieni do nękania prasy. Zwycięstwo pana Trumpa nie tylko rzuca wyzwanie amerykańskiemu dziennikarstwu, ale także dziennikarstwu europejskiemu” — powiedział sekretarz generalny EFJ Ricardo Gutiérrez.

Na Boga Ricardo, Ty nie masz w sobie genu samokrytycyzmu? W całej Europie, w trakcie kolejnej kadencji liberalno-lewicowej Komisji Europejskiej, za przyczyną idiotycznych przepisów monopolowych padają w krajach UE redakcje, tysiące dziennikarzy przez ostatnie kilkanaście lat poszło na bruk a Ty, zamiast walczyć o europejskie, w tym polskie, media z Ursulą van den Leyen, podżegasz do konfliktu z medialnym kapitałem USA. Oni mogą zainwestować w umierającej gospodarczo Europie. Europa nie podbije ekonomicznie ani Stanów Zjednoczonych ani żadnego istotnego finansowo kraju.

Dla Was w EFJ istotna jest tylko spiskowa teoria o przejęciu mediów przez Trumpa i Muska, bo piszecie w stanowisku:

„Najbardziej niepokojącym elementem (…) jest zmowa między prezydentem największej potęgi świata a najbogatszym człowiekiem na świecie, Elonem Muskiem, który ma przerażającą zdolność kontrolowania opinii publicznej za pośrednictwem sieci społecznościowych”.

Naprawdę Koleżanki i Koledzy z władz EFJ nie boicie się śmieszności? Walą się systemy medialne w Unii Europejskiej, której rządowi sprzyjacie, bo mają Wasze poglądy, a Wy tego nie zauważacie.?

Proszę Was wyśpijcie się po tej amerykańskiej kampanii i napiszcie inne oświadczenie, bo tego ani ja nie zaakceptuję ani – jak mi się wydaje – władze SDP nie poprą.

 

Hubert Bekrycht  – dziennikarz, sekretarz generalny SDP

Moje poglądy na powyższy temat nie są w żaden sposób związane z oficjalnym stanowiskiem władz SDP

 

Więcej na ten temat w oświadczeniu prezes SDP dr Jolanty Hajdasz – poniżej:

Prezes SDP JOLANTA HAJDASZ: Reakcja EFJ na wybór prezydenta USA jest dla mnie trudna do zaakceptowania

Krytycznie o EFJ pisze poniżej również Wiktor Świetlik:

O antydziennikarstwie Europejskiej Federacji Dziennikarzy – WIKTOR ŚWIETLIK: Wspólne wartości?

 

 

 

Pierwsze posiedzenie Zarządu Głównego SDP kadencji 2024 – 2028; nowe prezydium + zdjęcia

W Warszawie odbyło się w czwartek pierwsze posiedzienie Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich kadencji 2024 – 2028. Powołano wiceprezesów, skarbnika i sekretarza generalnego SDP. Posiedzenie  po raz pierwszy prowadziła nowa prezes SDP dr Jolanta Hajdasz.

Walne Zgromadzenie Delegatów Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich na Zjeździe Sprawozdawczo-Wyborczym obradujące w Kazimierzu Dolnym , 12 października br. wybrało nowe władze. Po raz pierwszy – wg. nowego Statutu SDP – wybrano je na cztery lata: 2024 – 2028. Wybrano nowego prezesa SDP dziennikarkę, publicystkę, wieloletnią wiceprezes ZG SDP i szefową Oddziału Wielkopolskiego SDP  dr Jolantę Hajdasz, od 2017 r. dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy.

Jolanta Hajdasz – prezes SDP, dyrektor CMWP Fot. Tomasz Jastrzębowski

Do Zarządu głównego weszli także (alfabetycznie): Hubert Bekrycht – Oddział Łódzki, Paweł Gąsiorski – Oddział Śląski, Maria Giedz – Oddział Gdański, Krzysztof Gurba – Oddział Krakowski, Jolanta Hajdasz (jako prezes i szefowa Oddziału Wielkoposkiego), Michał Karnowski – Oddział Warszawski, Andrzej Klimczak – Oddział Rzeszowski, Wanda Nadobnik – Oddział Warszawski, Mariusz Pilis Oddział Krakowski, Anna Popek – Oddział Warszawski, Krzysztof Skowroński – Oddział Warszawski, Aleksandra Tabaczyńska – Oddział Wielkopolski, Janusz Życzkowski – Oddział Dolnośląski.

Zarząd Główny wybrał na posiedzieniu 7 listopada prezydium w składzie:

Wanada Nadobnik – wiceprezes SDP, Mariusz Pilis – wiceprezes SDP, Aleksandra Tabaczyńska SDP – skarbnik SDP i Hubert Bekrycht – sekretarz generalny SDP. 

Poza wyborami prezydium władz posiedzenie ZG SDP zdominowały sprawy porządkowe i organizacyjne, przyjęto m.in. Regulamin Obrad ZG SDP, rozmawiano także o planach i zamierzeniach SDP w nowej kadencji 2024 – 2028.

 

W posiedzeniu ZG SDP wziął udział przedstawiciel Głównej Komisji Rewizyjnej jej wiceprezes Zbigniew Natkański.

red. sdp.pl/ ro

O wojnach religijnych i nacjonalizmach pisze WALTER ALTERMAN: Obłędy powszechne

Jeszcze 50 lat temu nikt nie słyszał o małżeństwach jednopłciowych. A teraz są. Niektóre kraje, takie jak nasz, mają z tym problem. Może nie są jeszcze tak postępowe, może nie dorośliśmy jeszcze do pełnej nowoczesności, jak Holendrzy i inni? A może po prostu staramy się zachować minimum zdrowego, prostego rozsądku?

„Nowocześniacy” są bardzo agresywni i gotowi są walczyć o swój postęp, jak inni o niepodległość swych narodów. Są czasy, o czym zaświadcza historia, kiedy całe narody ogarnia mania, wielki szał ideologiczny. A nawet obłęd.

Wojny religijne

Wspomnę o konfliktach religijnych tylko skrótowo, bo temat to rozległy i głęboki, ale przecież były! I są nadal oznaką istnego szaleństwa. W wojnach religijnych ginęły (i nadal giną) setki tysięcy ludzi. Proste założenie, że Bóg jest jeden, a można go czcić i przestrzegać Jego nakazów na różne sposoby i obrządki nie docierało i nadal nie dociera do wielu.

Co zrobić z innowiercą? Zabić. Taka była recepta wszystkich kościołów świata. Czasem można było innowiercę zmusić do wyrzeczenia się wiary i do przyjęcia nowej, czyli wiary silniejszego. Ale i tak „przechrztów” miano na oku, podejrzewano, śledzono i od czasu do czasu palono na stosach. Dla zasady i dla ugruntowania jedynej słusznej wiary.

Trzeba też wspomnieć o wielkiej schizmie wschodniej, czyli o rozłamie w chrześcijaństwie na Kościół wschodni i zachodni. Za symboliczną datę tego wydarzenia przyjmuje się rok 1054. Nie był to jednorazowy akt, lecz proces, który trwał aż do XIII wieku. Winą za jej powstanie obarczały się wzajemnie Rzym i Konstantynopol.

Do wielkich wojen między obiema stronami nie dochodziło, bo od XIII wieku Ruś znalazła się pod zwierzchnictwem ordy mongolskiej. A później Turcy zajęli Bałkany. Niemniej Zachód do dzisiaj uważa „prawowierców” za gorszych, a prawosławni mają jednak głęboki dystans do Zachodu. Śmieszne jest to, że Konstantynopol uważał Kościół rzymski za schizmatyków, a Rzym nazywał prawosławnych również schizmatykami.

O dziwo najbardziej zaciekłe wojny toczyły się między samymi chrześcijanami. Katarzy, albigensi i inni byli wycinani w pień, bo byli zalążkami rewolucji w łonie tego samego kościoła. A już wojna trzydziestoletnia, między zwolennikami starego Kościoła a zwolennikami reform w duchu Marcina Lutra, była jedną wielką rzezią. Luter był pierwszą osobą, która otwarcie wypowiedziała się przeciw złym zwyczajom w Kościele. To on 31 października 1517 roku umieścił na drzwiach kościoła w Wittenberdze 95 swoich tez.

Ten europejski konflikt trwał od 23 maja 1618 do 24 października 1648 pomiędzy protestanckimi  państwami Świętego Cesarstwa Rzymskiego (I Rzeszy) wspieranymi przez inne państwa europejskie – takie jak Szwecja, Dania, Republika Zjednoczonych Prowincji, czyli część Niderlandów oraz Francja, a katolicką dynastią Habsburgów

Dziś dziwmy się islamistom i ich rewolucji, a przecież jakieś trzysta – czterysta lat temu chrześcijanie postępowali podobnie. Szaleństwa religijne, obok nacjonalizmów, są najsilniejszymi i najbardziej groźnymi w skutki obłędami.

Czy są narody lepsze i gorsze?

W Nowym Testamencie nie ma ani słowa o wyższości jakiegoś narodu nad innymi narodami. Owszem, Stary Testament, który również jest częścią Pisma Świętego chrześcijan, wielokrotnie wspomina o Żydach, jako o narodzie wybranym, czyli jednak lepszym. A Bóg obiecuje Abrahamowi: „Będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół. Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia [takiego, jakie jest udziałem] twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu” – wspomina Biblia Tysiąclecia.

Może to dlatego chrześcijaństwo, uznając się za lepszą wersję starożytnej wiary Żydów, przyjęło z początkiem swego istnienia, że niechrześcijanie są po prostu gorsi. Może dlatego Kościół rzymskokatolicki zainicjował Wyzwolenie Ziemi Świętej, czyli kolejne Wyprawy Krzyżowe – w imię lepszej wiary i lepszych narodów.

Nasi krzyżowcy

Polska również, pośrednio, jest ofiarą wypraw krzyżowych. Bo oto po upadku ostatnich warowni Krzyżowców w Ziemi Świętej pozostali w Europie zupełnie bezrobotni bogaci, zbrojni i umiejący walczyć wojownicy. Między innymi w takiej sytuacji znalazł się Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, zwany u nas Krzyżakami. I to właśnie ich sprowadził w 1226 roku na Mazowsze książę Konrad Mazowiecki I, by zapewnić obronę posiadłości piastowskich przed Prusami, nękającymi Mazowsze. Krzyżacy dokonali podboju Prusów i doprowadzili do ich chrystianizacji. Opanowali też obszary późniejszych Prus Wschodnich oraz dzisiejszej Łotwyi Estonii, tworząc z tych ziem państwo.

Zakon zajmował także na długie lata tereny Polski i Litwy. Swoje państwo Krzyżacy nazwali Prusy, od nazwy plemienia, które wymordowali. To te krzyżackie Prusy były przez wieki naszym problemem, aż w końcu to one stały się motorem rozbiorów Polski. I to ich duch, ich mentalność i władze pchnęły zjednoczonych Niemców do militaryzmu i parcia na Wschód. Z myśli i doktryny tych Prusaków zrodziły się także I I II wojna światowa.

„Lecz krzyżackiego gadu nie ugłaszcze

Nikt ni gościną, ni prośbą, ni dary;

Małoż Prusaki i Mazowsza cary,

Ziem, ludzi, złota wepchnęli mu w paszcze?

On wiecznie głodny, choć pożarł tak wiele,

Na resztę naszę rozdziera gardziele”.

 

Tak pisał Adam Mickiewicz w „Grażynie”.

 

Czy Zakon szerzył wiarę? Oczywiście, bo służyła ona podbojowi i ich panowaniu, a także bogaceniu się.

Szaleństwo nacjonalizmów

Skąd się wzięły nacjonalizmy? Z przekonania, że jesteśmy lepsi, bo produkujemy lepsze samochody, jesteśmy lepiej wykształceni i ładniejsi, że zapanujemy nad sąsiadami, a może nad całym światem – jak śpiewano w hymnie Niemiec hitlerowskich.

Czasem współczesny nacjonalizm objawia się też tym, że jakieś państwo chce przewodzić, zaopiekować się słabszymi narodami i pomagać. im. Tyle, że za tę pomoc trzeba sporo płacić. A czym silniejszy opiekun, tym stawka za opiekę jest większa. Jak to u gangsterów.

Nie ma ludzi lepszych i gorszych – są jedynie różni. Nie ma też lepszych państw. I nie ma jedynego wzorca ustrojowego. I wcale nie jest powiedziane, że liberalny kapitalizm jest jedyną możliwą wersją ustrojową. A poszukujących innych ustrojów nie trzeba traktować innych tak jak podczas wojen religijnych.

Nacjonalizm jest mi najwstrętniejszym ze wszystkich obłędów ludzkości. Bo o ile mogę jeszcze jakoś zrozumieć i wybaczyć szaleństwo religijne, to cyniczna, wyrachowana i zimna postawa wszystkich nacjonalistów (tak historycznych, jak obecnych), którzy chcą podbojów „gorszych narodów” jest kwintesencją międzynarodowego bandytyzmu.

 

WALTER ALTERMANN: Nekropolie – hołd Zmarłym, znak historii i świadectwo o nas samych

Spacery po cmentarzach są pouczające – wiele dowiadujemy się oczywiście o zmarłych, ale też o żyjących. Nie mówię, że spaceruję po cmentarzach niejako socjologicznie, nie mniej pewne ogólne, że się tak wyrażę wnioski – same z siebie się nasuwają. Jako łodzianin z urodzenia odwiedzam jedynie łódzkie cmentarze. Poniższa garstka cmentarnych refleksji dotyczy głównie Łodzi, ale nie tylko.

Po pierwsze w ciągu ostatnich 70 lat nasze polskie cmentarze niebywale się zmieniły. Najpierw, w latach 50-tych na cmentarzach były głównie groby ziemne, takie kopczyki. Wiosną, latem i jesienią wyglądały naprawdę pięknie, bo obsadzano je najczęściej – bo bokach – zimozielonym bluszczem. A na środku, na głównej płaszczyźnie grobu sadzono bratki. Te groby miały jedna wadę, trzeba było o nie dbać, a głównie regularnie podlewać. Co bywało dla rodzin zmarłych uciążliwe.

Nasze bogacące się cmentarze

Pod koniec lat sześćdziesiątych pojawiły pierwsze nagrobki z lastryko. Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że lastryko to rodzaj sztucznego kamienia, wykonanego z twardego grysu kamiennego i białego cementu. Można powiedzieć, że rodziny odetchnęły, bo nie trzeba było ciągle grobów podlewać. Jednak lastryko po latach zmieniało swą urodę, beton wypłukiwały deszcze i nagrobki zaczęły straszyć.

Potem, pod koniec lat 70-tych, zaczęły się pojawiać nagrobki z granitu, które, przy minimalnej pielęgnacji, wyglądają porządnie. Tu trzeba powiedzieć, że dzisiaj granitowe nagrobki nie są bardzo drogie i stać na nie bardzo wielu.

Jest jednak faktem, że droga od kopczyków ziemnych do granitowych nagrobków była drogą, ukazującą, że społeczeństwo nasze z wolna, ale stawało się z każdym dziesięcioleciem coraz bardziej zamożne.

Pomniki

Z grobów XIX wiecznych zachowało się na łódzkich cmentarzach kilkadziesiąt pięknych, pełnych poważnego uroku nagrobnych pomników. Najczęściej są to kamienne obeliski, zwieńczone krzyżem. Ale nie brak też kamiennych monumentów w formie nagrobnych sześcianów. I wszystkie one są kamienne.

Jest też wiele nagrobków (już od początków XX wieku), których centralne miejsce zajmują rzeźbione postacie. Niektóre z nich są dłuta przednich mistrzów rzeźbiarstwa. Mają doskonałe proporce, są wykonane z doskonałego kamienia, a przede wszystkim mają „poetyczne dusze”. Zmuszają do oddania się nastrojowi powagi i przemijania.

Z początkiem lat 90-tych minionego wieku pojawiły się też na łódzkich cmentarzach współczesne rzeźby. Kilka jest wielce udanych – te są nagrobkami artystów rzeźby i malarstwa. Niestety jednak, pojawiają się też coraz częściej wielkie monumenty, które ze sztuką nie mają nic wspólnego.

Mijając je, zastanawiam się niekiedy, dlaczego fundatorzy tych wielkich, ale nieudanych rzeźb nie wysupłali jeszcze kilku tysięcy złotych na zawodowego rzeźbiarza, który z pewnością stworzyłby dzieło z sensem artystycznym. Ceniąc cech kamieniarzy, uważam jednak, że artysta zawsze się przy rzeźbach przyda.

Popisy cmentarne

Oczywiście, również na naszych cmentarzach króluje staropolskie: „Zastaw się, a postaw się”. Bo o co chodzi w końcu z grobami naszych przodków? Teoretycznie chcemy upamiętnić ich życie, przywołać z pamięci jacy byli dla nas, a my dla nich. Tyle doktryna Kościoła.

Ale w praktyce chodzi też o to, żebyśmy się popisali, żebyśmy pokazali światu, że stać nas, że nie jesteśmy biedakami, jak reszta naszej rodziny, nasi znajomi i sąsiedzi. I tym sposobem również na cmentarzach można widzieć wyścig i popis bogatszych. Dzisiaj ważny jest ten, kto wystawi jak najbardziej okazały pomnik. Pomnik! Nie żaden tam nagrobek.

Sztuka chodnikowa i gust podmiejski

Na cmentarzach można też spotkać niezwykłe monstra nagrobkowe. Nie powiem, żeby cokolwiek na cmentarzach mnie śmieszyło, bo życie i śmierć traktuję bardzo poważnie. Sa jednak – postawione niedawno – nagrobki, które wywołują u mnie szok.

Jeden z takich dziwacznych nagrobków ma upamiętnić młodego człowieka. Nagrobek wygląda tak: dół stanowi wielka granitowa płyta, a u jej końca – patrząc od oglądającego grób – wznosi się wielka szklana i gruba płyta, na której środku jest zdjęcie roześmianego zmarłego. Ta szklana płyta jest podświetlana (prawdopodobnie żarówkami led) i mieni się wieloma kolorami. Czasami też słychać płynącą z tego grobu piosenką. Zapewne był to ulubiony utwór tego, który spoczywa w grobie.

Chwilami zdaje mi się, że forma na cmentarzach przerasta treść. Treścią jest to, że w grobie spoczywa ktoś nam bliski, kochany. Bywa, że jego śmierć była dla rodziny ogromnym wstrząsem, a nawet tragedią. I w tym momencie pojawia się forma, która ma uczcić pamięć zmarłego i oddać nas ból po jego stracie. Być może stąd biorą się takie dziwaczne pomysły, jak ten z podświetlanym i grającym grobem.

Czy zwykły człowiek jest w stanie stworzyć nagrobek, rzeźbę nagrobną, których tematem będzie strata i ból? Myślę, że nie. Oczywiście Jan Kochanowski w swych „Trenach” umiał opisać swą stratę, ból i rozpacz. Michał Anioł stworzył „Pietę”, w której matka trzyma w ramionach zmarłego Chrystusa. Jednak obaj wymienieni artyści byli geniuszami. A przeciętni ludzie nie powinni przecież silić się na formy, które są im obce i nieznane. Skromności na naszych cmentarza nie ma za wiele.

Groby poległych  

Narzekam tu trochę na obyczaje cmentarne, ale jestem jednak pełen uznania dla stowarzyszeń, które rokrocznie ozdabiają groby poległych w obronie ojczyzny, To piękny i szlachetny gest. Dzięki tym oznaczeniom zatrzymuję się przy grobie z biało-czerwoną szarfą i czytam, co głosi epitafium. Okazuje się, że na łódzkich cmentarzach spoczywa bardzo wielu żołnierzy wojny 1920 roku, i wojny, która zaczęła się 1 września 1939 roku. Odnajdujemy, dzięki tym szarfom, groby walczących w Powstaniu Warszawskim z 1944 roku. Są też groby poległych w walce i pomordowanych przez Rosjan uczestników rewolucji 1905 roku.

Warto, także na cmentarzach, dowiedzieć się, że żyli wśród nas ludzie, którzy tworzyli historię. Wtedy opada z nas bieżący egoizm i choćby na minutę dociera do nas myśl, że jesteśmy tylko częścią czegoś większego.

 

WIKTOR ŚWIETLIK: Alibi Intryganta (AI)

Uwzględniając poziom, do jakiego stoczyło się zarówno branżowe medium „Press”, jak i organizowany przez nie konkurs, chciałbym zaproponować wysokiemu jury nową kategorię, tym razem przyznawaną za dorobek menedżerski.

Nagroda dotyczyłaby mistrzowskiego przykrycia, ściemy, zasłony dymnej dla zwalniania ludzi z przyczyn politycznych z rozmaitych redakcji. Mam wrażenie, że to w ogóle dopiero rozwijająca się dyscyplina, a w prace nad jej rozwojem wkładane są większe środki i kreatywność niż w rozwój szczepionek mRNA za oceanem albo wygaszanie krajowego programu atomistyki u nas.
W ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy mieliśmy więc do czynienia z przekształcaniem spółek, potem ich likwidacją. Owe likwidowane, więc zwalniające spółki zgłaszają plany wieloletnie i podpisują umowy biznesowe, co gdzie indziej jest przestępstwem i oszustwem, a u nas nie, bo kto rządzącemu zabroni. Mieliśmy zwolnienie dyscyplinarne za aktywność w organizacjach branżowych, które naszemu koledze Hubertowi ufundował, a jakże, były szef związków w PAP, a dziś prezes, czyli likwidator agencji. Szefową Biełsatu z zapałem godnym ruskiej agentury oskarżono o jakieś straszne malwersacje. Co ciekawe, wcześniej proponowano jej porozumienie rozwiązujące umowę, i gdyby je podpisała, to malwersacji by nie było. Ale, że stanęła okoniem, bo nie chciała pozwolić na destrukcję ważnej dla Polski telewizji, więc okazała się Arsenem Lupinem telewizji publicznej. Zwalnia się za kłopoty emocjonalne. Tomasza Budzyńskiego na przykład, legendę polskiego punka, zwolniono z Radia Poznań, bo za bardzo pokochał Pana Jezusa. Beatę Michniewicz, pracującą od lat w Trójce, zwolniono, bo pracowała za PiS. Co prawda pracowała za wszystkich innych ekip, ale w końcu nawet Marka Sierockiego próbowano wywalić z TVP, bo jak w „Teleexpressie” puszczają U2 albo Metallicę, to pobierający 800 plus ludzie z “Polski be” myślą, że Bono i Hetfield kochają Kaczyńskiego. Jednym słowem, konkurencja w pełni. Ale w tym tygodniu mieliśmy zawyżenie jej, postpeerelowskiego jednak dotychczas, poziomu. Do gry weszła AI.

Niejaki pan Marcin Pulit, nominat Bartłomieja Sienkiewicza i formalny „likwidator” OFF Radia Kraków, ogłosił, że od teraz dziennikarzy u niego, szczególnie tych kilku, których przy okazji zwalnia, zastąpi sztuczna inteligencja. Boty będą programy w radiu prowadzić. A to wszystko dlatego, że pan Pulit się „bardzo boi AI”, więc musi zgłębić jej zakres, zbadać granice i tym podobne pierdoły. I zaczęła się dysputa o tym, czy to dobrze, że AI teraz będzie prowadzić program. Czy cybernetyczne umysły zastąpią zwykłe, granice etyczne odpowiedzialności algorytmu, co na to by powiedział Einstein, a co papież, a co Steven Spielberg. I nawet ja tekst w ten deseń napisałem dla Interii, bo mnie poniosła wena. Były też – a jakże – memy. Ale śmieszne! Roboty będą prowadzić program w radiu. Transformersy rozkopią Kopiec Kościuszki, jaja jak arbuzy.

A w tle kilka kolejnych niewygodnych, nie dość dyspozycyjnych osób straciło robotę. Na ich miejsce przyjdą znajomi, działacze partyjni, może koledzy lub koleżanki pana likwidatora, który zajmował się między innymi kręceniem filmów kulinarnych z Robertem Makłowiczem dla polityków PO w 2019 roku. W jednym z nich Paweł Kowal namawia widzów, by przyzwyczajali dzieci do świąt bez tradycyjnych potraw w imię nadchodzącej inkluzywności. I myślę, że spora to pociecha dla zwolnionych, że oni przynajmniej normalnie obchodzą święta, choćby i w tym czasie w wyłączonym telewizorze za grube pieniądze redaktor Sznepfowa przeprowadzała demaskatorski, niesymetryczny wywiad z samym Pawłem Rubcowem vel Pablo Gonzalesem lub innym Moralesem.

 

HUBERT BEKRYCHT: Dziennikarska głupota, czyli ćwierć sztucznej inteligencji

Wiele szczegółowo napisano o SI i o skutkach wprowadzania do mediów takich wynalazków. Nie zamierzam pogłębiać tej psychozy. Zachęcam jednak, aby prześledzić jak ową sztuczną inteligencją zabawiają w Polskim Radiu Kraków członkowie nielegalnie wybranych władz rozgłośni na 10 miesięcy po bezprawnym przejęciu mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska. Czyli, dyletanci w natarciu.

Przy pomocy SI zakpiono sobie z inteligencji słuchaczy – odbiorców, którzy płacą podatki na te „eksperymenty”. „Wywiad” ze zmarłą dawno temu noblistką i kontekst przekazu „rozmowy” z Wisławą Szymborską poraża. Otóż odpowiedzialni za to „redaktorzy” nie opatrzyli tego jakimś dającym się uzasadnić powodem, narracją, tłumaczeniem. Przymykają tylko oko „wyjaśniając”, że nasza pisarka miała poczucie humoru i pewnie też śmiałaby się z „zabawnego eksperymentu”. Na to dowodów nie ma, a SI to ponoć produkt nauk ścisłych.

Rechot

Uśmiechają się jednak włodarze mediów publicznych. Głośny śmiech słychać nawet w Brukseli. W innych polskich rozgłośniach regionalnych pośpieszono co prawda z odsieczą i mnożą się tam na stronach internetowych „dowcipy” ze sztucznej inteligencji w radio. A to robot za mikrofonem, a to jakiś radiowy mikser przemawia do ludzi… Smutne to bardzo. Żarty w mediach mogą skończyć się po prostu źle. O ile są tak mało wysublimowane jak „żarciki” redaktorów z publicznej rozgłośni w Krakowie.

Nie ma sensu nawet straszyć tym, że po masowym zastępowaniu ludzi w mediach ich miejsce wejdzie sztuczna inteligencja, bo w przypadku krakowskich szefów radia mogłaby zastąpić nawet ćwierćinteligencka namiastka SI. I to na pół etatu.

Banda

Dobra zabawa szefów PRK skończy się jak do rozgłośni, mającej obecnie przesadne ambicje zrobienia audycji w rodzaju „Wojny światów”, zapukają kiedyś ludzie prawdziwi, dziennikarze, którzy zrobią po prostu program o Wisławie Szymborskiej, czy powtórzą wywiad z Andrzejem Wajdą poprzedzając go dyskusją o twórczości reżysera.

Większością mediów w Polsce zawładnęła teraz nie tyle nawet polityka, co banda ludzi niekompetentnych, słabo znających się na wszystkim i używających potwornej odmiany języka polskiego – dialektu urzędniczego pomieszanego z mową popkultury w sosie angielskim. Tu już nie pomoże żadna inteligencja. Bo głupota nie jest sztuczna.

Zarząd Główny SDP z absolutorium. To była ostatnia kadencja Krzysztofa Skowrońskiego jako prezesa

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich kadencji 2021 – 2024 otrzymał absolutorium. Za jego przyjęciem głosowało 90 delegatów, 13 było przeciwnych, a 5 wstrzymało się od głosu.

Krzysztof Skowroński zapowiedział, że nie będzie kandydował na prezesa SDP w nowej kadencji. Pełnił tę funkcję od 13 lat. Delegaci gorącymi owacjami podziękowali mu za pracę, wręczyli kwiaty i pamiątkowy portret.