Prezes SDP po deklaracji premiera o obronie Polsatu i TVN: To wątpliwe z punktu widzenia wolności gospodarczej i wolności słowa

W środę premier Donald Tusk zadeklarował, że przy pomocy rozporządzenia, będzie bronił przed sprzedażą i przejęciem dwóch dużych telewizji komercyjnych Polsat i TVN. „Jeżeli prawdą jest co mówił premier Donald Tusk, wówczas nie będzie można bez zgody rządu sprzedać ani przejąć tych stacji, to jest to decyzja bardzo zaskakująca i kontrowersyjna” – powiedziała portalowi sdp.pl prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP dr Jolanta Hajdasz.

„To wyraźna ingerencja w sferę mediów i to w sferę mediów komercyjnych, które podlegają mechanizmom wolnego rynku i na pewno powinny działać w sposób niezależny od polityków” – oświadczyła szefowa SDP. „Jeszcze kilka lat temu organizowano w Polsce manifestacje w obronie TVN, aby nikt z zewnątrz tej firmy – myślę o instytucjach państwowych – nie ingerował w jej ustrój gospodarczy” – przypomniała. Wówczas wskazywano na niezgodność struktury właścicielskiej TVN z traktatami obowiązującymi w Unii Europejskiej. Pan premier sam sobie przeczy tą decyzją, przeczy temu, co głosił na temat wolności słowa jeszcze kilka miesięcy temu” – zazanaczyła Hajdasz

„Dla mnie sprawa jest dosyć oczywista. W sytuacji, w której pojawiły się realne informacje o tym, że TVN może kupić ktoś nie związany z obozem politycznym Donalda Tuska, to natychmiast premier chcę tę transakcję zablokować, nie wahając się przed użyciem wszelkich dostępnych instrumentów, jakimi byłyby ochrona Polsatu i TVN ze 'względów bezpieczeństwa’ wprowadzona rozporządzeniem”- powiedziała szefowa SDP.

„Jest to na pewno wątpliwe z punktu widzenia zarówno wolności gospodarczej, jak i zasady  wolności słowa i niezależności mediów” – skomentowała.

not. red – sdp.pl

WIKTOR ŚWIETLIK: Monika Olejnik i ruscy terroryści

Obejrzałem TVN, a tam wiecznie żywa Monika Olejnik z członkami nieszczęsnej komisji pegasusowej, państwem Zembaczyńskim i Sroką. Jednym z głównych tematów były związki kandydata Nawrockiego z zatrzymanym niejakim Olgierdem L. Całość rozmowy powinna zaprowadzić tę trójkę prosto przed sąd, gdzie należałoby zapłacić solidne kwoty za serię pomówień i zniesławień.

Schemat wygląda zawsze tak samo. Pani prowadząca stwierdza, że Karol Nawrocki ma straszne powiązania z jeszcze straszniejszymi gangsterami, czego dowodem ma być zupełnie przypadkowe przymknięcie jednego z nich przez prokuraturę. Potem pani Sroka, jako była policjantka z Trójmiasta, relacjonuje, że związki kandydata z półświatkiem były „powszechnie znane”. Muszę przyznać Witoldowi Zembaczyńskiemu, że lepiej od koleżanki zdaje sobie sprawę z konsekwencji prawnych swoich słów, bo zabezpiecza się, zwracając uwagę, że to, o czym mówi, opiera się na jakimś dokumencie, który wytworzyła, a może po części spreparowała pisowska konkurencja Nawrockiego. Ale prowadząca nie traci animuszu. Sprawa przenosi się w obszar powiązań kandydata z międzynarodowym terroryzmem i rosyjską agenturą.

Najważniejsza manipulacja dziennikarzy prowadzących program, o ile Monikę Olejnik można wciąż nazywać dziennikarką, polega na ustawieniu pewnych tematów a priori. Polega na uznaniu ryzykownych tez, hipotez czy wręcz pomówień za punkt wyjścia, a potem budowaniu na ich bazie piętrowego zniesławienia. Tego rodzaju manipulacji narracyjnej, albo świadomego popełniania błędu, po łacinie zwanego petitio principii, nie trzeba uczyć się na kursach ani od rodziców esbeków. Uczciwie mówiąc, byle kretyn to potrafi zrobić, a większość z nas czasami w ten sposób manipuluje. Jest to dość powszechne w programach telewizyjnych, a „wzorcowe” BBC i CNN osiągnęły w tym mistrzostwo. Nie rozmawiano na przykład przed rokiem o tym, czy faktycznie w Polsce łamane są praworządność albo prawa mniejszości, ale o tym, jak temu zaradzić, przy założeniu, że problem jest oczywisty i jednoznaczny. Prawdziwy problem pojawia się wtedy, kiedy w programie brakuje nawet jednej osoby, która by tę narzuconą tezę podważyła.

A da się inaczej. Potem przełączyłem na rozmowę Katarzyny Hejke w „Republice” na ten sam temat z kilkorgiem polityków. Hejke także w pytaniach stawia tezy – zresztą wiadomo, że ma wyraziste poglądy. Jednak w jej programie pojawia się odniesienie do różnych możliwości i wątpliwości. Jest dyskusja o samym Nawrockim i jego znajomych, o tym, czy niejakiego Olgierda L. na pewno przypadkowo zatrzymano tuż przed wyborami, oraz o brutalności kampanii wyborczej. Wśród gości znalazł się zarówno przedstawiciel Platformy, jak i ktoś z Razem. Toczy się rzeczywista dyskusja.

Natomiast jeśli prowadząca program, który – czy tego chcemy, czy nie – jest dość wpływowy, wychodzi od faktycznego pomówienia wobec kandydata prezydenckiego, a potem dwóch rozmówców o takich samych poglądach bije pianę, to mamy do czynienia z upadkiem. Szczęśliwie w przypadku Moniki Olejnik nie ma już jak upaść niżej, więc BHP dziennikarskie zostało zachowane.

 

Komentarz śmiechem HUBERTA BEKRYCHTA: Kandydat, wyciszony poseł i prezenterka reżimowa

Tyle razy poważnie pisałem o tym, co się wyprawia w nielegalnie przejętych przez rząd mediach publicznych, że postanowiłem to trochę inaczej przedstawić.

A naprawdę bezprawnie powołane marionetkowe władze TVP, PR i PAP prześcigają się w nadskakiwaniu rządowi Tuska i krytykowaniu opozycji.I tak, media publiczne krytykują, co za przypadek, akurat teraz np. Karola Nawrockiego, bezpartyjnego kandydata na prezydenta popieranego przez PiS.

Napisałem krytykują? Nie, raczej wyciszają, ale posła PiS Michała Wosia podczas transmisji wypowiedzi Nawrockiego. A Woś zachęcał do zadawania pytań kandydatowi. Prezenterka TVP Info mimo, że widzowie spostrzegli manipulację, powiedziała, że dziennikarze nie mieli możliwości… zadawania pytań… Potem przepraszała.

 

WYCISZENIE POSŁA – sztuka poważna a przez to ucieszna bardzo, gdzie TVP Info wycisza i nagłaśnia jednocześnie – podobieństwo do wydarzeń ze środy 28 listopada zupełnie przypadkowe

Obsada:

Poseł wyciszony,

Kandydat.

Dziennikarz reżimowy.

Dziennikarz,

Prezenterka reżimowa.

 

Akt I a zarazem ostatni

 

KANDYDAT: (kończy wypowiedź w sprawie braku pomocy rządu dla przedsiębiorców  a chodzi o przywrócenie osłon finansowych na opłaty energetyczne) Widzicie Państwo jak jest… (szumy, zakłócenia w TVP Info)… koalicja nie robi w tej sprawie nic (krystaliczny obraz i dźwięk w mediach konserwatywnych).

WYCISZONY POSEŁ: Niech Państwo pytają, bardzo proszę (z taśmy TVP Info słychać przemówienie Tuska do Kopciuszka, Wilka i babci Kasi)

PPREZENTERKA REŻIMOWA: (siedzi obok pulpitu z nogami upiętymi jak sprawa dla reporterki) Widzieli i słyszeli Państwo, jak poseł Woś, wyciszył wystąpienie premiera Tuska na dożynkach w Pacanowie. I w ogóle pytać nie wolno. Chyba, że grzecznie.

DZIENNIKRZ (do Kandydata): Czy podoba się Panu wyciszanie posłów?

KANDYDAT: tak…ale tylko koalicji! Oczywiście to żart, proszę państwa…

DZIENNIKARZ albo DZIENNIKARKA REŻIMOWI: ( widać, że są problemy w identyfikacji ich płci; mają w klapie znaczki PO i mówią jednocześnie): To skandal, jak można sobie tak żartować z ciężko pracującego rządu i koalicji (oboje w ogólnym proteście zdejmują kostiumy reporterów i okazuje się, że to duże żyrafy wypatrujące lepszej przeszłości). Idźmy ku sawannie Tuska, tam muszą być jacyś kulturalni i nie zadający pytań dziennikarze.

PREZENTERKA REŻIMOWA: (płacze) I za co ja mam przepraszać? Przecież sobie honorem poplamiłam kostium…

 

KURTYNA – w tle instrumentalna muzyka z Ojca Chrzestnego.

 

 

 

 

Wychowywać do życia. SDP na jubileuszu szkół Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców

Dziennikarze z Wielkopolskiego Oddziału SDP wzięli udział w uroczystości podwójnego jubileuszu dwóch poznańskich szkół prowadzonych przez Katolickie Stowarzyszenie Wychowawców. Były to XX-lecie Publicznej Szkoły Podstawowej im. Natalii Tułasiewicz oraz V-lecie Publicznego Liceum Ogólnokształcącego im. Kardynała Augusta Hlonda.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich objęło jubileusz patronatem medialnym. Podczas uroczystości odczytany został list gratulacyjny, skierowany do społeczności szkolnej przez Jolantę Hajdasz, prezes SDP, w którym czytamy:

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich z radością objęło swoim patronatem te uroczystości. Problematyka spraw dotyczących wychowania młodego pokolenia w kontekście zmian prawnych i programowych w edukacji szkolnej planowanych w najbliższym czasie jest nam szczególnie bliska, więc z pełnym przekonaniem postaramy się wesprzeć nie tylko tak zacny Jubileusz, ale i Państwa działania w tej materii.

Całej społeczności szkolnej życzę dalszych sukcesów w kolejnych latach. Ufam, że postacie patronów i przesłanie ich życia znacząco wpłynie na młodzież szkolną, a w konsekwencji na całe społeczeństwo.

Dyrektorem obu szkół, obchodzących swój jubileusz, jest red. Barbara Ziółkowska, która dziennikarską misję służenia prawdzie wzbogaciła misją wychowania młodych ludzi w prawdzie. Warto dodać, że mimo licznych obowiązków zawodowych, bardzo aktywnie pracuje i wspiera SDP zarówno na szczeblu władz Stowarzyszenia jak i Oddziału.

Obchody rozpoczęła, msza św. z udziałem młodzieży, a następnie sesja naukowa poświęcona wyzwaniom polskiego szkolnictwa w europejskim obszarze edukacji oraz postawie patronów szkół: Kardynała Augusta Hlonda i bł. Natalii Tułasiewicz wobec młodzieży i procesu nauczania.

Na uroczystościach Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich: reprezentowali red. Krystyna Różańska-Gorgolewska, wiceprezes Wielkopolskiego Oddziału SDP, red. Grażyna Wrońska, red. Andrzej Karpiński, który zaprojektował, na prośbę dyrektor placówki, tarcze szkolne, a także red. Aleksandra Tabaczyńska, skarbnik SDP.

 

 

Rekordowy wzrost słuchalności Radia Wnet w Warszawie

Średni dobowy udział w czasie słuchania Radia Wnet w Warszawie w okresie od maja do października 2024 roku wyniósł 3 proc. W porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku stacja ta zanotowała bardzo duży wzrost, wówczas jej wynik wyniósł 0,6 proc.

Jak wynika z najnowszych danych Radio Track, Kantar Polska SA, udostępnionych przez Komitet Badań Radiowych, Radio Wnet w stolicy wyprzedziło m.in. takie rozgłośnie jak: Radio Złote Przeboje, Program 3 Polskiego Radia, Radio Maryja, Radio Kolor, Rock Radio, czy Polskie Radio 24.

Najchętniej słuchaną stacją w Warszawie jest Radio ZET, którego udział w czasie słuchania wyniósł 16,5 proc., rok wcześniej było to 15,4 proc.

red., źródło: KBR

Czy medialna śmieszność polityków to już głopota? Pyta HUBERT BEKRYCHT: Poseł PO-leciał: „premiera można pytać o wszystko”

Czy politycy są mało rozgarnięci? Niektórzy może tak, ale nie wierzyłem, że na szczeblu ogólnopolskim w samej miłującej demokrację PO jest poseł, który przyleciał z kosmosu. I po jednym z programów telewizyjnych poleciał tam znowu.

Otóż poseł Maciej Tomczykiewicz z PO – powiedział w Polsacie, że teraz jest normalnie i można premierowi Tuskowi zadać każde pytanie. Nie, nie na imieninach Grzegorza, ale na konferencji prasowej. Sławomir Jastrzębowski z TV Republika, gdzie 18 listopada przypomniano sprawę, przekonuje, że wszystko z posłem jest OK, tylko niedawno Tomaczykiewicza odhibernowano – tłumaczył publicysta.

Ludzie stamtąd i rząd

Sukcesem – jak dodał Jastrzębowski – zakończyła się opracja odmrażania posła. Chociaż… W Polsacie posłeł PO plótł głupoty o tym, że na konferencjach prasowych Tuska każdy może zadać dowolne pytanie, ale to zapewnie efekt hibernacji. Skąd wiem? W programie „Przyjaciele Republiki” Jastrzębowski nie znęcał się nad parlamentarzystą. Przypomniano występ Polsacie i to, że od miesięcy dziennikarze TV Republika nie są przez służby KPRM wpuszczani na spotkania przedstawicieli rządu z reporterami. Tomczykiewicz – jak mówił, chyba nie udając – nic nie słyszał o Agnieszce Rutce z Tygodnika Solidarnośc i Tysola pl, która po pytała premiera o to, jak  – w obliczu wcześniejszych swoich wypowiedzi o tym, że Trump jest rosyjskim agentem – Tusk sobie wyrobraża teraz relacje z USA? Tusk zapewnił, że nic takiego nie mówił. Ale zdania nawet małe dzieci słyszały, a poseł partii rządzącej nie słyszał. Słusznie zatem redaktor Jastrzębowski mniema, że Tomczykiewicz został wyjęty z komory hibernacyjnej w dużym pośpiechu.

Szybkie odmrażanie szkodzi

To pewne. Otóż Hibernatus Tomaczykiwicz nie ma pojęcia, iż Tusk posądził o rosyjską agenturalności 45.  a wkrótce 47. prezydenta USA, zdradę Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Nie wiem, czy premier się dobrze czuje, ale pogoń Tuska w tym kierunku narracji, czyli zaprzeczanie faktom, jest dla niego bardzo niebezpieczne. Dla Polski też.

A premier RP twierdzi, że nie mówił nic złego o Trumpie i co mu, Bracia Amerykanie, zrobicie? Nie mówił, chociaż w Internecie codziennie ogląda to i słucha kilka milionów ludzi na całym świecie. Kto bogatemu i pewnemu siebie Donaldowi Tuskowi zabroni kpić z podatników? Z tego lekceważenia ludzi przez koalicję PO, TD i NL, ich wyborcy zdadzą sobie sprawe wkrótce.

Tomczykiewicz zaś nie zrozumiał i chyba nadal nie rozumie, że redaktor Rutce po konferencji groziła urzędniczka z KPRM, która chce zakończyć współpracę z dziennikarką TS i Tysola.

Sprawdzajcie, bo jesteście sprawdzani

I właściwie możnabyłoby tu skończyć ten felieton. Gdyby „podbić” jego słowa kluczowe, czynniki wpływające na jego powodzenie w sieci skoczyłyby jak Roman Giertych na demostracji KOD. Tyle tylko, że nie warto, bo za nasze pieniądze rządowe służby prasowe – których liczebność przekroczyła stan biura prasowego Urzędu Miasta Łodzi – albo przykryją sprawę albo przekażą że Tusk mówi prawdę o swoich dobrych intencjach wobec Trumpa albo, że Tomaczykiewicz był na lekach lub, co  – jak piszą obserwatorzy polityczni – najbardziej prawdopodobne, zwrócą się do władz Polsatu o usnięcie ze strony stacji programu z wypowiedziami posła PO.

Ja w to nie wierzę. To znaczy nie wierzę, że Polsat to zrobi, ale sprawdzę… I zachowam kopię. Takie to czasy, że bez dużej pojemności mobilnego dysku trwardego praca dziennikarza nie ma sensu.

Czy media mogą dobrze funkcjonować bez niepodległości? HUBERT BEKRYCHT: Dziennikarstwo niesuwerenne

Dawno, dawno temu – to banał, ale może trzeba o tym przypominać – gazety były redagowane także na obszarach, które nie miały niepodległości lub tej suwerenności, jako państwa, nie odzyskały. Więcej, z postępem techniki media były najlepszym, poza wojną, narzędziem na rzecz odzyskania bytu państwowego. Przykłady można mnożyć, ale wystarczy podać jeden – Polska. Nie będzie to jednak felieton o prasie sprzed 1918 roku…

Niestety, zamiast zagłębiać się w arcyciekawe meandry polskich gazet codziennych i periodyków z okresu odzyskiwania niepodległości Polski, trzeba dzisiaj się zastanowić, czy polskie media działają tak jak powinny funkcjonować w krajach suwerennych? Otóż, moim zdaniem, większość niestety nie działa w ten sposób. Zdecydowanie ponad 75 proc. portali, gazet, rozgłośni i telewizji to działające w Polsce hybrydy udające wolność słowa, tuszujące swoją wewnętrzną cenzurę i manipulujące odbiorcami. Manipulacja w tym przypadku to bardzo eleganckie określenie kłamstwa – kreowane na potrzeby propagandy politycznej poprawności.

Jest tak źle, że może być tylko lepiej?

Nie trzeba chyba przypominać, że większość mediów na świecie – także te w sercu Unii Europejskiej, w Polsce – promują idee liberalne, lewicowe i lewackie, jeśli to w ogóle są idee. Co gorsza, nie ma u nas od końca ubiegłego roku dotychczasowego pluralizmu medialnego. To znaczy, że w głównym nurcie mediów nie można już znaleźć takich rozwiązań jak w latach 2016 – 2023, gdzie konserwatywne były media publiczne i w mniejszym stopniu prywatne, bo rząd któremu podlegają media państwowe był konserwatywny. A dużych prywatnych mediach, sprzyjających opozycyjnym wobec rządu liberałom, lewicowcom i lewakom, dominowały poglądy zupełnie inne, często określane jako właśnie politycznie poprawne.

Bałagan? Nie. Należało tylko wprowadzić zupełnie nowe prawnie nowoczesne regulacje medialne, aby uprościć i uczynić przejrzystym wybór szefów mediów publicznych na styku Rady Mediów Narodowych i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Te instytucje często były wobec siebie dziwne zależne, ale też zupełnie oddzielne. Polityka…

Błędy konserwatywne

Zjednoczona Prawica miała na reformę medialną dwie kadencje. Dzisiaj nie czas na nieustanne okładanie medialną pałką polityków konserwatywnych, choć to oni popełnili w tej materii sporo błędów. Tylko, że trzeba o tych błędach pamiętać, aby nie powtarzać ich w przyszłości a nie ciągle rozdrapywać rany. Przede wszystkim należy wbić do głów polityków nie tylko prawicy, że media publiczne, jeśli mają przetrwać, nie mogą być instrumentalnie wykorzystywane przez partie rządzące. I tu pojawia się pewna sprzeczność. Bowiem rzecz jednak w tym, że media publiczne są państwowe, rządowe, de facto zarządzane przez nominatów Rady Ministrów.

Trudno rozwiązać ten problem, ale naprawdę da się. Wiem coś o tym, bo pracowałem w telewizji publicznej w tamtym czasie. Przyznać jednak należy, że zmiany w mediach publicznych w latach 2016 – 2023 były najkorzystniejsze dla odbiorców od 1989 r. Poprawiono przekaz społeczny i wzmocniono stronę techniczną. Przyjęto do pracy wiele nowych osób, które nie chciały powielać „wzorców” swoich nowych koleżanek i kolegów zatrudnionych jeszcze w PRL. Pojawiło się wiele nowych programów, których już nie ma, ale wkrótce będą się o nie upominać odbiorcy. Także ci, którzy byli niechętni mediom publicznym za rządów konserwatystów. Co zatem się stało, że dzisiejsze tzw. środki masowego przekazu są narażona na całkowitą utratę niepodległości i zwijanie się jako instytucje państwowe?

Medialny zamach stanu 19/20 grudnia 2023 r.

Często słyszę uwagi, że nazywanie wydarzeń rozpoczętych przez rząd Donalda Tuska 19 grudnia 2023 roku medialnym zamachem stanu jest nadużyciem. Wielu dziennikarzy straciło pracę za taką, barwną, nacechowaną publicystyką, interpretację bezprawnego przejęcia przez rząd utworzony 13 grudnia mediów publicznych. Dlaczego? Bo to był medialny zamach stanu i rząd chce to zakrzyczeć bredniami o „zbrodniach PiS”. Bo ten proces zamachu stanu w mediach nadal pełza w postaci fikcyjnej likwidacji TVP, PR i PAP i powołania, także nielegalnie, marionetkowych członków władz tych instytucji.

Czymże jest siłowe przejęcie mediów jak nie zamachem stanu? To jasne, że zwycięska ekipa parlamentarna może decydować o mediach państwowych – publicznych, ale zmiana ich zarządów to nie zmiana koszuli, kurtki lub samochodu. Pozostańmy przy porównaniu motoryzacyjnym – pojazd elektryczny, czyli zawodny, modny w UE liberalny i lewacki napęd mediów publicznych powinien być wprowadzony zgodnie z prawem i obyczajem. A przecież było to bezprawie przypominające w grudniu ub. roku napad na bank. Napad zbirów, którzy chcieli jak najszybciej się wzbogacić. Polityka to nie praca przy układaniu kwietnych dywanów, ale – na Boga – to też nie wbijanie noża w plecy. Nie było odpowiedniego prawa, trzeba było je uchwalić. Rząd 13 grudnia pod wodzą premiera Tuska miał i ma (nie wiadomo jak długo jeszcze) większość parlamentarną i nie umiał tego zrobić? Nie umiał, czyli to nie jest dobra polityczna koalicja.

I ostatnie argumenty na bandytyzm, nie tylko polityczny, obecnie rządzącej ekipy. Medialny zamach stanu to fakt, bowiem jego cechą zawsze jest wyłączanie nadajników, tak aby dezinformować społeczeństwo, wprowadzać je w błąd albo świadomie podburzać do rozruchów. Najlepiej w Święta Bożego Narodzenia. To nie scenariusz puczu politycznego i medialnego w krajach afrykańskich, południowoamerykańskich, czy azjatyckich. To był scenariusz medialnego zamachu w Polsce.

Uderzono nie tylko w media publiczne zwalniając i zastraszając setki dziennikarzy. Złamano też wszelkie zasady stosując nielegalne metody wobec innych środków przekazu. Represje rządu Tuska dotyczą od prawie roku konserwatywnych mediów. Władze urządziły nagonkę m.in. na: TV Republika, media Gazety Polskiej, Tygodnik Solidarność, Tysol pl., telewizję wPolsce24 i inne media Fratrii oraz Do Rzeczy i Orle Pióro, TV Trwam, czy Radio Maryja lub Radio Wnet – przepraszam, że nie wymieniam wszystkich, ale byłaby to bardzo długa lista.

Utrata niepodległości medialnej

Pomijając żenujący fakt, że prawie prezydent wszystkiego i Warszawy, czyli Rafał Trzaskowski i rząd jego partii PO, szykanują organizatorów i uczestników Marszu Niepodległością, to coraz więcej mediów działających w Polsce traci suwerenność. Dlaczego zestawiam te fakty obok siebie? Bo najpierw odbiera się ludziom wolność zgromadzeń, wolność sława a potem wmawia się im, że mogą z tych wolności korzystać, ale tylko w mediach, które popiera rząd, czyli według prawa, jak je rozumie formacja premiera Tuska.

Nie chcę stygmatyzować Polaków wybierających na przykład TVN, TVP zamiast TV Republika i telewizji wPolsce 24 czy TV Trwam. Nie ma sensu. Należy tylko, o czym ten rząd nie chce pamiętać, dać wszystkim równy dostęp do wszystkich mediów, nie prześladować tych, których dziennikarze mają inne niż rząd poglądy społeczne. I błagam, nie zawracajcie mi proszę uwagi, że dziennikarstwo to „bezwzględny obiektywizm”. Tysiąc raz powtarzałem i powtórzę tysiąc pierwszy raz: nie ma obiektywizmu dziennikarskiego, jest tylko rzetelność. Nie tylko medialna. Poza tym, należy wystrzegać się jak ognia komentarza w programach stricte informacyjnych. No chyba, że serwis podzielono na część z wiadomościami i panel publicystyczny. Poza tym, jeśli się nie łamie prawa, można promować linię redakcji. Jakie regulacje zabezpieczą takie rozwiązania, które na początku lat 90. Były, w większości mediów, obowiązujące bez zapisów prawa? Nie wiem, ale od tego są politycy wszystkich partii. W końcu za to im płacimy. A te zasady dotyczą wszystkich wydawców i tych liberalnych z domieszką lewacką i tych konserwatywnych.

Niepodległość medialna, tak jak ją tutaj nazwałem, to w gruncie rzeczy bardzo prosta droga do demokracji. Niestety demokracja jest w agonii, takoż i niepodległość w mediach całego świata. Bo jest różnica, czy medium nadaje na koniec programu Odę do radości czy Mazurka Dąbrowskiego.

 

NIE CHCE CI SIĘ DUŻO CZYTAĆ, SPRAWDŹ W SKRÓCIE, CO TAM PANIE W SDP.PL?

Internet to doskonałe narzędzie, sdp.pl ma na stronie przynajmniej kilkaset wspaniałych artykułów, felietonów, fotografii i rysunków a także informacji ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Wszystkich nie sposób zmnieścić na głownej stronie, trzeba poszukać, kliknąć po prostu niżej albo w odpowiednią ikonę, link, znak graficzny.

Dla zapracowanych lub odpoczywających mamy niespodziankę, spróbujemy publikować kilka wpisów w jednym. Spróbujcie!

A oto nasz propozycje teraz:

Hubert Bekrycht wyjątkowo nie przynudza. ;-).  O poważnym problemie suwerenności mediów w przystępnej formie:

Czy media mogą dobrze funkcjonować bez niepodległości? HUBERT BEKRYCHT: Dziennikarstwo niesuwerenne

Europejska Federacji Dziennikarzy nie jest, delikatnie to ujmując instytucją idealną. 7 listpada 2024 r. jednak – moim zdaniem – przesadzili. W informacji na stronie EFJ przestrzgli europejskie dziennikarstwo przez zwycięzcą wyboró prezedenckich w USA Donaldem Trumpem i Elonem Muskiem, właścielem X, d. Twitter. Zdanim władz EFJ Trump z Muskiem stłamszą medialną demokrację na Starym Kontynencie. Ciekawe, że EFJ nie upomina się o sytuację po medialnym zamachu stanu w grudniu 2023 r., kiedy to rząd nielegalnie przejął media publiczne i bezprawnie powołał marionetkowe zarządy TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej, trzy instytucje w liwidacji. Rząd zachowuje się też tak jak zły szeryf na Dzikim Zachodzie i sam sobie zadaje pytania na konferencjach prasowych ustami usłużnych dzienniakrzy z neo mediów publicznych i  komercyjnych środków masowego przekazu przyjaznychkoalicji PO, TD i NL. Wyrzuca się z pracy dziennikarzy krytykujących rządzących. Nadto, ludzie Donalda Tuska nie waha się szykanować media konserwatywne. 

Nasza szefowa, prezes SDP i dyrektor CMWP dr Jolanta Hajdasz, skrytykowała „wypowiedzienie wojny medialne USA  – ich przyszłemu prezydentowi i wływowemu właścicielowi jednej z największych platform społecznościowych. Była bardzo taktowna – mówiła dyplomatycznie o „zdziwieniu” taką postawą i przypomnieniu, że w Polsce nie myślą wyłącznie kategoriami liberalnymi i lewicowymi, są u nasz także dziennikarze konserwatywni, zatem wypowiedzi EFJ atakujące Trumpa i Muska, należy traktować jako głoś tylko części środowiska EFJ, do której to organizacji należy SDP. W EFJ się chyba obrazili, że prezes SDP przypomniała im o wolności słowa i już tydzień prowadzimy korespondencję z elitą dziennikarskich elit w Europie. 

Odpowiedź prezes EFJ Mai Sever na oświadczenie prezes SDP Jolanty Hajdasz po stanowisku EFJ ws. wyborów w USA

Co byłoby, gdyby ten serial powstał dekadę wcześniej. Nie wiadomo, czy wszyscy winni największych zbrodni w aferze tzw. Łowców skór stanęliby przed sądem? Na pewno jednak nkie byłoby ich tylko pięciu…

ŁOWCY SKÓR: serial, który powstał za późno…

 

Nielegalnie przejęte prawie rok temu przez rząd media publiczne są w poważnym kłopocie:

KRRiT: Media publiczne bez kart powinności; mogą stracić koncesje – likwidacja mediów publicznych wyklucza misję

 

I na koniec…, czyli last not least… czy jakoś tak.

To będzie hit miesiąca, może kwartału, a może nawet roku. Premier z amnezją? Nie. Donald Tusk przyłapany na kłamstwie przez dziennikarkę Tygodnika Solidarność i Tysol pl. Monikę Rutke, czyli o tym dlaczego odradzamy pytać premiera o cokolwiek, nawet o godzinę.

Szczególnie polecamy komentarz Huberta Bekrychta na końcu publikacji.

Donald Tusk przyłapany na kłamstwie przez dziennikarkę Tygodnika Solidarność i Tysol pl.

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Wyklęty przez komunistów – Niezłomny Kukliński

7  listopada 1981 r. Z Polski ewakuowany został wraz z rodziną Ryszard Kukliński, oficer Sztabu Generalnego LWP, który przekazał CIA informacje o planach wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, a także inne tajemnice Układu Warszawskiego. W 1984 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Kuklińskiego – nazywanego pierwszym oficerem Polski w NATO – zaocznie za „dezercję i zdradę” na karę śmierci.

Misja Kuklińskiego to dalszy ciąg walki Polaków z okupantami o wolność waszą i naszą. Kolejna odsłona powstań narodowych, szczególnie wojny 1920 r., walki podjętej 1 i 17 września 1939 r., potem prowadzonej na wszystkich frontach II wojny światowej, w końcu kontynuowanej przez Żołnierzy Wyklętych/Niezłomnych. Kukliński też został przez komunistów wyklęty, a do końca pozostał niezłomny.

Misja pułkownika, dziś generała Kuklińskiego wpisuje się w dalszą wojnę Polaków z Sowietami i ich miejscowymi sługusami. Po stłumieniu ostatniego polskiego powstania: powstania Żołnierzy Wyklętych/Niezłomnych mamy poznański czerwiec 1956 r., rok 1976, wybuch i karnawał Solidarności, przerwany wprowadzeniem stanu wojennego. Nieprzypadkowo płk Kukliński został potem honorowym członkiem Światowego Związku Żołnierzy AK i „Solidarności”.

Walczyli samotnie

Żołnierze Wyklęci/Niezłomni nie uznawali Armii Czerwonej za wyzwolicieli. Walczyli w latach 1944-1954, a właściwie – żeby być precyzyjnym – w latach 1939-1963. Przecież większość z nich poszła na wojnę w tragicznym wrześniu, a ostatni zginął w walce w 1963 r. Szczególnie pod koniec swojej misji walczyli samotnie. Ryzykowali nie tylko życiem własnym, ale i rodzin. I pułkownikowi w odstępie kilku miesięcy czerwoni zabili obu synów. Ale nawet ostatni żołnierz II konspiracji niepodległościowej: Józef Franczak „Lalek” nie jest ostatnim. Kukliński zaczął współpracę z Amerykanami niecałe 10 lat później: w 1972 r. Współpracował kolejne 10 lat – z PRL-u uciekł 7 listopada 1981 r., dokładnie w rocznicę bolszewickiej rewolucji.

Nawet Kukliński nie jest de facto ostatnim polskim Niezłomnym. Bo przecież był jeszcze Jan Paweł II, ks. Popiełuszko i wielu innych. Ktoś powie: nie walczyli z bronią w ręku. Jednak Wyklęci/Niezłomni to nie tylko ci, którzy prowadzili walkę partyzancką – jak „Łupaszka” czy „Zapora”. Witold Pilecki czy Emil Fieldorf nie dowodzili oddziałami. Rotmistrz prowadził działalność polityczną, wywiadowczą. Generał chciał nawet rozpocząć normalne, cywilne życie. Ale tu chodzi o coś innego: nie o formę walki, ale jej o cel. A tym – w każdym wypadku – był antykomunizm i odzyskanie wolności i niepodległości. Niezłomność to postawa.

Byłby zdrajcą…

To, co łączy Żołnierzy Wyklętych/Niezłomnych i Kuklińskiego to represje, jakie spadły na niego ze strony imperium zła. Ze względu na istotę jego misji, na to, jak bardzo zaszkodził czerwonym i pokrzyżował ich plany, chcieli go zlikwidować, jak zlikwidowali wcześniej Pileckiego czy Fieldorfa.Ścigany, ostatecznie skazany zaocznie na karę śmierci w 1984 r. Ale też na degradację i konfiskatę mienia – jak inni Wyklęci/Niezłomni.

Ale komuna nie tylko fizycznie ich wyeliminowała. Czerwoni oprawcy dokonali kolejnej zbrodni: zabicia pamięci o nich, czyli właśnie wyklęcia. Jeśli mówiono o nich, to wyłącznie jako o bandytach i zdrajcach. Tak samo jak później o Kuklińskim. I byłby faktycznie zdrajcą, gdyby wiedzy, jaką miał o III wojnie światowej, nie przekazał wolnemu światu.

Kłamstwo

W III RP (PRL-bis) trwało dalsze systemowe dezawuowanie Kuklińskiego. W najlepsze panoszyło się kłamstwo komunistyczno-urbanowe, które przeniosło się głównie na łamy „GW”. Dla tego środowiska Jaruzelski i Kiszczak to autorytety, „ludzie honoru”, a Kukliński – odwrotnie. Jak konkretnie wygląda to kłamstwo ws. płk. Kuklińskiego? Że do Amerykanów nie zgłosił się sam, ale został zwerbowany. Że jego rola jest przeceniana, bo wcale nie miał dostępu do tajemnic (inaczej mówią o nim sami Sowieci, z marszałkiem Wiktorem Kulikowem, głównodowodzącym Układu Warszawskiego na czele). W końcu, że był podwójnym agentem, i że o planach stanu wojennego nie poinformował opozycji.

A co mówił o tym sam Kukliński: „Ujawnienie przeze mnie planów uderzenia nie mogło ich w żadnym stopniu udaremnić lub choćby opóźnić. Mogło je tylko przyśpieszyć”. Kukliński zauważał, że „jeśliby Solidarność uwierzyła w to ostrzeżenie, wówczas niemal na pewno doszłoby do natychmiastowego ogłoszenia strajku generalnego, a w konsekwencji do zorganizowanego oporu w setkach fabryk, zakładów pracy i uczelni. Wiedziałem, że w takiej sytuacji… musiałoby nastąpić uderzenie sił pancernych, przede wszystkim czołgów; że wreszcie przy ewentualnym powszechnym oporze ludności, sił polskich byłoby za mało i na pewno do akcji wkroczyłyby również pozostające w strategicznych rezerwach dywizje radzieckie”.

Efekt kłamstw o Kuklińskim jest taki, że do dziś pierwszy oficer Polski w NATO budzi kontrowersje, nawet w szeroko pojętym obozie niepodległościowym. Wciąż więcej Polaków lepiej ocenia Jaruzelskiego niż Kuklińskiego. Ale III RP to też plusy. 25 maja 1995 r. wyrok na Kuklińskiego został uchylony. Rok później niestety ponownie podjęto śledztwo i rozesłano listy gończe. To pochodna okrągłostołowego klimatu i złego prawa. Ostatecznie śledztwo umorzono dopiero w 1997 r.

 

„Pielgrzymka czy szopka?”

W maju 1998 r. Ryszard Kukliński pierwszy i ostatni raz odwiedził Polskę. To, jak o wizycie pisały media prawicowe i lewicowe, świadczy o podziale w naszym kraju – podziale na homo sovieticus i niepodległościowców. „Gazeta Polska” relacjonowała: „Przyjechał do Polski człowiek wielki, bohater, jakiego nie było od lat, człowiek, który uratował nie tylko Europę, ale i być może świat przed zagładą nuklearną”. A w ówczesnym „Życiu” Jacek Trznadel napisał: „Pokazał, że jako człowiek jest osobowością dużego formatu. Żadnych zbędnych gestów i patetycznych słów, jeśli nie zaliczyć do nich, widocznych dla tłumów, odruchów wzruszenia”.

Inaczej Jarosław Kurski i Paweł Smoleński w tekście w „GW” pod znamiennym tytułem „Pielgrzymka czy szopka?”: „Gdyby zasady traktować dosłownie, bez oglądania się na meandry polskiej historii, pułkownik Kukliński zdradził”.
Tak jak w wypadku innych Wyklętych/Niezłomnych oprawcy – ludzie, którzy tropili Kuklińskiego i skazali go, nie ponieśli żadnej kary. A tym razem była to „elita” PRL-u lat 80-tych: Jaruzelski, Siwicki, Kiszczak. Bo czerwona junta, gdyby tylko mogła, bez wahania wykonałaby wyrok. I to Jaruzelski, a nie Kukliński, złamał przysięgę wojskową. W końcu też wypowiadał słowa: „Przysięgam Narodowi Polskiemu”.

Uhonorowany?

III RP nie chciała go nie tylko uniewinnić, ale też uszanować. Bo gdy w krakowskim parku Jordana powstało popiersie pułkownika, zaczęło być oblewane farbą i obsmarowywane przez „GW”. Z kolei warszawska Izba Pamięci Pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, zagrożona zamknięciem przez prezydent Gronkiewicz-Waltz, została uratowana dzięki sprzeciwowi wielu środowisk patriotycznych. Owszem, powstają ulice, place, ronda jego imienia (najważniejsze są szkoły), ale Ryszard Kukliński zasłużył na pomniki w całej Polsce.

Dobrze, że powstał film „Jack Strong”. I tu Kukliński ma przewagę – inni Wyklęci/Niezłomni wciąż czekają na filmy o sobie. Dobrze, że Kukliński został pochowany na Powązkach Wojskowych. Stało się to 19 czerwca 2004 r., kiedy – osobistą decyzją prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego – urna z prochami bohatera Polski i Ameryki spoczęła na samym początku Alei Zasłużonych. I tu rzecz charakterystyczna: na pogrzebie nie było nikogo z najwyższych władz III RP. Ale właściwie jak tu się dziwić, skoro prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, a premierem Marek Belka.
Ryszard Kukliński miał to szczęście, że nie został zakatowany gdzieś w kazamatach UB, Informacji Wojskowej czy NKWD i wrzucony do bezimiennego dołu śmierci. Wtedy – tak jak inni Żołnierze Wyklęci/Niezłomni – nie miałby swojego grobu.

Wygrywa z Jaruzelskim

Spór o pułkownika, dziś generała Kuklińskiego jest sporem o 45 lat naszej historii. O to, czy PRL była państwem polskim, czy niesuwerennym bytem, zależnym od ZSRS, którym rządziła z nadania i w interesie Kremla grupa uzurpatorów? I spór będzie wracał dopóty, dopóki nie doczekamy się jednoznacznej oceny PRL jako narzuconej siłą sowieckiej okupacji i nie rozliczymy winnych tamtych zbrodni. A najpierw nie nazwiemy rzeczy po imieniu. Bo w normalnym państwie to nie zdrajca i namiestnik okupanta byłby honorowany, ale człowiek, który z komuną walczył z narażeniem życia. Szczęśliwie szala przechyla się na stronę Kuklińskiego. On wygrywa walkę z Jaruzelskim. Tak jak Żołnierze Wyklęci/Niezłomni wygrywają ze swoimi oprawcami.

 

WIKTOR ŚWIETLIK: Kołysanka dla Bezosa

To rzecz będąca tajemnicą poliszynela amerykańskich BigTechów rządzących dziś światem, że Jeff Bezos od kilku dni cierpi na bezsenność. Został oskarżony przez “Gazetę Wyborczą” o cenzurę. “Czytelnicy nie wierzą w bezstronność” – krytycznie zamartwia się pismo Adama Michnika, a Bezos przełyka łzy w milczeniu pomny swoich grzechów i wykroczeń przeciwko wolności słowa.

Jeśli nie wierzycie w rozpacz Bezosa zapytajcie Tomasza Piątka, albo niejakiego Rzeczkowskiego lub Boczka, albo zajrzyjcie do branżowego pisma Press. Uwzględniając wiarygodność powyższych i zdolność docierania do tajnych, w ogóle nie wyssanych z palca informacji, na pewno i to potwierdzą.

Płacz i wina twórcy Amazona, jego zbrodnia i kara, są zresztą oczywiste. Bezos dokonał aktu makabrycznej, straszliwej cenzury, która w Polsce nikomu, a szczególnie wydawcy “Gazety Wyborczej”, nigdy nie przyszłaby do głowy. Nie pozwolił naczelnemu należącego do siebie dziennika “Washington Post” pisma na wprowadzanie jawnej i ewidentnej cenzury politycznej wobec swoich dziennikarzy i publicystów we własnej gazecie i zamieniania jej w biuletyn partyjny. Robert Kegan, naczelny gazety, nie może wzorem wielu swoich poprzedników opublikować “odredakcyjnego”, manifestu poparcie dla Kamali Harris, w związku z czym ostentacyjnie się zwolnił. A przecież taki manifest tyle spraw by załatwiał.

Po pierwsze, przykra sprawa, bo wtedy nie trzeba ręcznie nastawiać każdego redaktora, publicysty, reportera. Nie trzeba się głowić, jak tłumaczyć wpadki Harris. I jak z każdego wydarzenia robić wpadkę Trumpa. Nie trzeba także się martwić, jak nawiedzeńcom pełnym wpojonych mitów o “bestronności” i “uczciwości” tłumaczyć, że świat tak nie działa. Dla Roberta Kagana osobiście, sprawa miałaby jeszcze jedno znaczenie. Ostatecznie, popierając, co by nie gadać, dość intelektualnie nienachalną, za to skrajnie lewicową kandydatkę, zamanifestowałby swoją skruchę za dziesiątki lat krzewienia poglądów neokonserwatywnych, także w dziedzinie moralności i tradycji, które miały być siłą Ameryki. Popierając Harris manifestacyjnie, z całym oddaniem, bez refleksji, stałby się na nowo pełnoprawną częścią politycznego, medialnego i naukowego establiszmentu zajętego nieustanną walką z nieistniejącym od 80 lat faszyzmem.

Bezos wszystko to zepsuł, za to w “Washington Post” opublikował swoje wyjaśnienie, z którego wynika, choć napisał to delikatnie, że coraz toporniejsza propganda szkodziła biznesowi: “Chociaż nie promuję własnych interesów, nie pozwolę również, aby ta gazeta pozostała na autopilocie i stopniowo popadała w nieistotność — wyprzedzona przez niebadane podcasty i szpile w mediach społecznościowych — nie bez walki.” Bezos także przypomniał, że w corocznych badaniach opinii publicznej dotyczących zaufania i reputacji dziennikarze i media regularnie plasują się bardzo nisko, często tuż nad Kongresem, jednak w tegorocznej ankiecie Gallupa udało im się spaść poniżej Kongresu.

Bezosa powinni przywieźć do Polski na przeszkolenie. Gdyby zapoznał się z niejaką panią Schnepf-Wysocką i jej twórczością, a także jej dorobkiem rodzinnym zobaczyłby, że można spaść dużo niżej. Nie tylko w ankiecie Gallupa, ale jako gatunek.