Po co Orlenowi prasa? – analiza ZBIGNIEWA BRZEZIŃSKIEGO

Czy inwestycje PKN Orlen na rynku prasy i jej dystrybucji są logiczne biznesowo i wpisują się w strategię rozwoju spółki? Jakie mogą mieć konsekwencje dla rodzimego rynku mediów? Czy koncentracja to (tylko) polski problem?

 

„Orlen 2030” i dywersyfikacja dochodów

 

Zgodnie z planem na najbliższą dekadę Orlen pozostanie koncernem paliwowym, zmierzającym w kierunku dywersyfikacji źródeł dochodu, uwzględniając przy tym trendy konsumenckie. W strategii „Orlen 2030”, w części poświęconej rozwojowi sprzedaży detalicznej możemy wyczytać m.in.: na bazie sieci Ruch, Koncern rozwinie formaty sklepowo-gastronomiczne poza stacjami paliw, rozbuduje własną sieć punktów odbioru paczek i ofertę e-commerce[1].

 

Zakup Ruchu, który od ponad roku dostarcza prasę na stacje paliw Orlenu, jest zatem działaniem, które biznesowo się broni. Zapowiedzi samego koncernu mówią o wykorzystaniu punktów sprzedaży, znajdujących się niejednokrotnie w atrakcyjnych lokalizacjach, do silnego włączenia się w rynek usług kurierskich i dystrybucji paczek mają przy tym sens, z czym w 2020 roku trudno polemizować. Wystarczy spojrzeć na dowolne trendy konsumenckie i rozwój e-commerce[2]. Z tego punktu widzenia zapowiadana sprzedaż hot-dogów znanych ze stacji paliw to już wizjonerstwo i optymizm.

 

Czy jednak ma uzasadnienie zakup Grupy Polska Press[3]? Od godziny piętnastej z minutami (początek wystąpienia prezesa Orlenu) 7 grudnia przez Internet przetoczyło się szereg opinii, w części bardzo emocjonalnych, a nawet oderwanych od rzeczywistości, jak sugestia, że na transakcję mogła mieć wpływ kanclerz Angela Merkel[4]. Na łamach sdp.pl Łukasz Warzecha zauważył m.in., i nie bez racji, że jeśli ma to być „kombinowanie” obozu władzy, zmierzające w stronę wykorzystywania mediów regionalnych jako tuby propagandowej rządu, to może przynieść na tym polu korzyści tylko czasowe – do momentu przegranych wyborów, po których okaże się, że te media przejmuje w nadzór kolejna władza[5]. Zadowolenie z powodu transakcji wyraził Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zwracając przy tym uwagę na dotychczasową dominację kapitału zagranicznego w tym sektorze rynku medialnego i zwracając się z apelem do Orlenu o stworzenie przejrzystych mechanizmów gwarantujących respektowanie zasady wolności słowa, pluralizmu poglądów i niezależności dziennikarskiej[6].

 

W opinii ekspertów

 

To bez wątpienia news dnia – mówi dr Bartłomiej Zapała, politolog i ekspert w kwestiach europejskich. – Sprawa jest poważna w wielu wymiarach. Już na początku trzeba podkreślić, że rozmowy udało się utrzymać w tajemnicy, a sam Orlen konsekwentnie zaprzeczał, że w ogóle są prowadzone. Oczywiście nie ma jeszcze decyzji UOKiK, ale ponieważ kupiono Grupę, której powstanie nie budziło wątpliwości tego Urzędu, nie spodziewałbym się jakichś perturbacji na tym polu. Tym bardziej, że udział koncernu paliwowego na rynku prasy wynosi dotychczas 0%. Czy to się broni biznesowo? We wczorajszej (07.12.2020 r. – przyp. autora) wypowiedzi prezesa Daniela Obajtka uderzyło mnie to, że ani razu nie użył słowa: czytelnicy. Mówił o klientach, o konsumentach. Zwracał uwagę przede wszystkim na kontekst marketingowy i dostęp do danych ważnych ze sprzedażowego punktu widzenia. Na przykład do wiedzy o tym, czego szukają użytkownicy portali internetowych zawiadywanych przez Polska Press i w jakie reklamy klikają. Chodziłoby więc o kupno bazy przyzwyczajeń użytkowników, niewątpliwie wartościowej. Wszystko to jednak jest oderwane od pracy dziennikarzy i zwiększenia wpływów ze sprzedaży prasy w ogóle. Nie sądzę też, by studia telewizyjne regionalnych redakcji podołały wymogom produkcji komercyjnej i okazały się tańsze od oferty wolnorynkowej.

 

Wątpliwości co do celowości tej inwestycji Orlenu wyraża medioznawcza dr Tomasz Chrząstek, odnosząc się do kondycji finansowej niemieckiej firmy i ogólnej sytuacji na rynku: Czy zakup gazet regionalnych wraz z ich wersjami internetowymi to dobry interes? Odpowiem krótko. Tak, bardzo dobry, ale dla Verlagsgruppe Passau! Znaleźć kupca na upadający interes łatwo nie jest, a w tym przypadku kupiec sam zabiegał o domknięcie transakcji. Statystyki sprzedaży prasy są nieubłagane. Jak pokazują wyniki ZKDP, pandemia jeszcze ten proces przyspieszyła. Rachunek ekonomiczny nie idzie w parze z wyrachowaniem politycznym.

 

Czysty interes?

 

Dr Bartłomiej Zapała zwraca uwagę, że Orlen nie uwzględnia w swojej strategii rozwoju segmentu prasy jako istotnego elementu dywersyfikacji zysków. Wyraża w związku z tym następującą wątpliwość:

Im głośniej zapewniamy, że coś jest biznesem, być może ważniejsze jest to, o czym nie wspominamy. Prezes Obajtek wszedł do świata biznesu na drodze nominacji politycznej, wcześniej pracując w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jeśli ma to być więc element gry politycznej, to nie będzie neutralne dla demokracji. W wielu regionach, np. w kujawsko-pomorskim, małopolskim, czy świętokrzyskim, wziąwszy pod uwagę obecność na tym terenie mediów narodowych, może powstać sytuacja quasi monopolistyczna. A monopol nie jest dobry też dla władzy. Sięgając do historii, to w czasie jednostronnego przekazu epoki gierkowskiej zaczęły rozwijać się niezależne pisma drugiego obiegu, teraz możliwości jest nieporównanie więcej, co nie zmienia faktu, że sytuacja jest dla społeczeństwa niebezpieczna – zauważa dr Zapała.

 

Na glinianych nogach, ale czy kolos?

 

Verlagsgruppe Passau jawi się w Polskich mediach jako gigant, który dzierży w swoim ręku 20 z 24 dzienników regionalnych. Grupa informuje na swojej stronie WWW, że na rynku prasy ma nakłady sięgające 4 900 000 i ponad 9 000 000 czytelników, z czego pół miliona we wschodniej Bawarii. Składa się ona z dwóch głównych elementów: Passauer Neue Presse GmbH i Polska Press[7]. Patrząc na mapę zasięgu prasy wydawanej przez firmę, którą zarządza rodzina Dikmannów, widać, że bez Polski ogranicza się on do północnowschodnich Niemiec[8]. Na początku roku firma wyzbyła się serwisu Gratka.pl. Już kilka lat temu wycofała się z Czech, sprzedając w 2015 roku Vltawa-Labe-Press[9] kontrowersyjnemu funduszowi inwestycyjnemu Penta Investments. Na marginesie – zakupienie w 2014 roku przez tego samego inwestora słowackiego dziennika „Sme”[10] spowodowało odejście kilkudziesięciu dziennikarzy, w tym, redaktora naczelnego. Matúš Kostolný uzasadnił swoją decyzję tym, że Panta Investment, zamieszany w aferę podsłuchową z 2012 roku (ang. Gorilla scandal)[11], chce kupić ich reputację i że odchodzą, obawiając się utraty wiarygodności w oczach odbiorców. Sprawę opisywał m.in. „The Economist”[12]. Informacje o ewentualnym (jeszcze nie ma zgody UOKIK) zakupie Grupy Polska Press przez Orlen nie wywołała tak radykalnych gestów.

 

Od inwestycji do sprzedaży

 

Oficjalna historia Verlagsgruppe Passau urywa się na ich stronie internetowej gwałtownie na 2014 roku[13]. Od tamtej pory firma się kurczy. Trudno nie odnieść wrażenia, że krajowe dyskusje o ewentualnej repolonizacji mediów, które wróciły po ostatnich wyborach prezydenckich, były firmie na rękę. Zwłaszcza, że wyrażano w ich trakcie opinię, że prasa regionalna to łakomy kąsek, a nawet pokazywano ewentualnego inwestora – Orlen. Pojawiało się tylko pytanie: czy ktoś chce sprzedać? Jak się okazuje tak.

 

Firma Polską zainteresowała się już w 1992 roku. Dwa lata później kupiła od francuskiej Hersant Group dziewięć polskich tytułów regionalnych. W 2007 roku zainwestowano w nowoczesną drukarnię w Katowicach. W 2013 roku kupiono Grupę Mediów Regionalnych, a w kolejnym roku Express Media aktywne w Bydgoszczy i Toruniu. W 2009 roku Axel Diekmann podzielił swoje małe księstwo medialne między dzieci: córkę – Simone Tucci-Diekmann i syna – Alexander Diekmann, który odtąd odpowiadał za Polskę. Ten ostatni tłumaczy decyzję o sprzedaży tym, że strategicznie firma chce się rozwijać w Niemczech[14].

 

Element strategii?

 

Prezes Orlenu Daniel Obajtek uzasadnia zakup strategią „Orlen 2030”[15]. Niestety nie powołując się przy tym na stosowny fragment. O czym więc mówimy? O współpracy z lokalnymi producentami i trosce o społeczności lokalne wpisanymi w założenia zrównoważonego rozwoju? Czy może o recyklingu? Prezes skupił się na potencjale marketingowym tytułów prasowych wydawanych przez Polska Press[16], ich znajomości preferencji konsumenckich, czy wyposażeniu redakcji we własne studia telewizyjne, które mogłyby poszerzyć ofertę domu mediowego Sigma Bis (współwłasność z PZU)[17]. De facto jednak w upublicznionej strategii „Orlen 2030” nie ma wejścia na rynek prasy jako istotnego elementu biznesowej układanki.

 

Ciemna strona koncentracji

 

Zaniepokojenie negatywnym wpływem koncentracji mediów na pluralizm wyraził Parlamentu Europejskiego w rezolucji z dnia 25 listopada 2020 r. w sprawie wzmocnienia wolności mediów (ochrona dziennikarzy w Europie, nawoływanie do nienawiści, dezinformacja i rola platform):

 

16.(Parlament Europejski) podkreśla, że nadmierna koncentracja własności w sektorach produkcji i dystrybucji treści może zagrażać dostępowi obywateli do szerokiego przekroju treści; podkreśla, że pluralizm mediów, który zależy od występowania zróżnicowanej struktury własności mediów i treści, a także niezależnego dziennikarstwa, ma kluczowe znaczenie dla powstrzymania rozprzestrzeniania się dezinformacji oraz dla zapewnienia, by obywatele UE byli dobrze poinformowani; przypomina, że według monitora pluralizmu mediów za 2020 r. koncentracja własności mediów pozostaje jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla pluralizmu mediów i jest uznawana za barierę dla różnorodności informacji (…)[18].

 

W przypadku mediów koncentracja może być opłacalna biznesowo, ale zdecydowanie nieopłacalna dla zachowania pluralizmu. Tymczasem, jak zauważył prof. Tomasz Mielczarek, etapy rozwoju rynku mediów w III RP przebiegały według schematu: monopol – pluralizm – koncentracja[19]. Dziś zmienia się tylko własność już skoncentrowanych podmiotów. Czy to jednak jakiś szczególny Polski problem? Podczas dorocznej ogólnopolskiej konferencji „Polski system medialny w procesie zmian” (Uniwersytet Jana Kochanowskiego 1 grudnia 2020 r.) nie poświęcono tej kwestii nawet jednego referatu. Wygląda więc na to, że w opinii medioznawców jednak nie[20].

 

 

[1] https://www.orlen.pl/PL/BiuroPrasowe/Strony/ORLEN2030-droga-do-nowego,-zr%C3%B3wnowa%C5%BConego-biznesu.aspx – dostęp 08.12.2020 r.

[2] Zapowiedzi np. tu: https://businessinsider.com.pl/firmy/orlen-przejmuje-ruch-do-punktow-trafia-hot-dogi-znane-ze-stacji/h4rd55d – dostęp 08.12.2020 r.

[3] https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/orlen-kupuje-polska-press-cena-opinie – dostęp 07.12.2020 r.

[4] https://wyborcza.pl/7,75399,26584247,niemcy-kolejny-raz-sprzedaja-autokratom-wolne-media-to-skaza.html – dostęp 09.12.2020 r.

[5] https://sdp.pl/lukasz-warzecha-to-nie-jest-wariant-wegierski/ – dostęp 07.12.2020 r.

[6] https://sdp.pl/uchwala-zg-sdp-w-sprawie-zakupu-wydawnictwa-polska-press-przez-pkn-orlen/ – dostęp 09.12.2020 r.

[7] https://www.vgp.de/en-uk/verlagsgruppe/company-structure/company-structure/ – dostęp 07.12.2020 r.

[8] https://www.vgp.de/en-uk/business-units/press/ – dostęp 07.12.2020 r.

[9] Obecnie https://www.vlmedia.cz/ – dostęp 07.12.2020 r.

[10] https://www.sme.sk/ – strona główna obecnej wersji „Sme” – dostęp 08.12.2020 r.

[11] https://studium.uw.edu.pl/slowacy-wyszli-na-ulice-protestujac-przeciw-aferze-korupcyjnej/ – dostęp 08.12.2020 r.

[12] https://www.economist.com/eastern-approaches/2014/10/15/how-to-buy-a-good-reputation – dostęp 07.12.2020 r.

[13] https://www.vgp.de/en-uk/verlagsgruppe/history/ – dostęp 07.12.2020 r.

[14]. https://sdp.pl/verlagsgruppe-passau-sprzedaz-polska-press-ze-wzgledow-strategicznych/ – dostęp 09.12.2020 r.

[15] https://www.orlen.pl/PL/OFirmie/Strategia/Strony/default.aspx – półgodzinna prezentacja strategii. Dostęp 08.12.2020 r.

[16] Pełna lista: https://polskapress.pl/en – dostęp: 08.12.2020 r.

[17] https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/orlen-kupuje-polska-press-wydawnictwo – dostęp 08.12.2020 r.

[18] https://www.europarl.europa.eu/doceo/document/TA-9-2020-0320_PL.html – dostęp 08.12.2020 r.

[19] T. Mielczarek, Monopol- pluralizm – koncentracja. Środki komunikowania masowego w Polsce w latach 1989-2006, Warszawa 2007.

[20] https://kdiks.ujk.edu.pl/konferencja2020/ – dostęp 09.12.2020 r.

Uchwała ZG SDP  w sprawie zakupu wydawnictwa Polska Press przez PKN Orlen 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wielokrotnie wskazywało niebezpieczeństwa związane z nadmierną obecnością kapitału zagranicznego na polskim rynku medialnym, w tym praktycznie z monopolistyczną pozycją na rynku prasy regionalnej wydawnictwa Polska Press. Na to zjawisko zwróciliśmy uwagę już podczas Nadzwyczajnego Zjazdu Delegatów SDP w kwietniu 2015 r. Stwierdziliśmy wówczas, iż  media regionalne  po 26 latach od czasu transformacji ustrojowej znalazły się w bardzo trudnej, a pod niektórymi względami wręcz katastrofalnej sytuacji. Świadczyła o tym systematycznie malejąca liczba tytułów, zmniejszająca się liczba ich odbiorców oraz coraz bardziej marginalne znaczenie tych mediów w publicznym życiu polskich regionów i województw. SDP zaapelowało wówczas  o przywrócenie mediom regionalnym ich właściwej pozycji w lokalnych społecznościach, przeciwdziałanie monopolizacji mediów regionalnych oraz o wspieranie podmiotów polskich działających na rynku mediów regionalnych i lokalnych

 

Dlatego obecnie SDP z nadzieją przyjmuje decyzje PKN Orlen o zakupie spółki Polska Press od medialnego koncernu Verlagsgruppe Passau. Widzimy w tym szansę na przełamanie dominacji  wydawnictw zagranicznych na rynku regionalnej prasy drukowanej i regionalnych portali w Polsce. Jednocześnie ZG SDP apeluje do PKN Orlen o stworzenie przejrzystych mechanizmów gwarantujących respektowanie zasady wolności słowa, pluralizmu poglądów i niezależności dziennikarskiej.

 

Zarząd Główny SDP

 

To dopiero wyzwanie – komentarz JERZEGO KŁOSIŃSKIEGO

Orlen idzie jak burza w sferze mediów, w kilkanaście dni po zakupie pakietu większościowego Ruchu S.A., teraz zapowiedział przejęcie monoplisty prasy oraz portali regionalnych i lokalnych, czyli Polska Press, której właścicielem jest niemiecka spółka Verlagspruppe Pasau (VGP). Do Polska Press należy 20 dzienników regionalnych (na 24 istniejące), 120 tygodników lokalnych oraz około 500 witryn internetowych. Można powiedzieć: to potęga medialna. W jakimś sensie tak, ale tylko dlatego, że jest niemal monopolistą w dziennikach regionalnych, w mniejszym stopniu już w tygodnikach lokalnych i witrynach internetowych. Ale jak wykazał niedawno Leszek Sosnowski (w miesięczniku „WPIS” nr 10/2020) Polska Press doprowadziła obecnie do upadku prasy regionalnej i chętnie pozbywa się swojej spółki przynoszącej niewielki zysk, w granicach kilku milionów (przy przychodach za rok 2019 na poziomie około 400 mln, z tego ze sprzedaży prasy tylko nieco więcej niż 1/4, czyli reszta ze sprzedaży powierzchni reklamowej). Rzeczywiście czytelnictwo tych 20 dzienników regionalnych spadło dramatycznie. Na przykład sprzedaż „Gazety Pomorskiej” w 2010 roku wynosiła blisko 70 tys., dziś około 20 tys., „Dziennika Zachodniego” 10 lat temu ponad 80 tys. dziś 16 tys. I takie proporcje spadku sprzedaży obejmują wszystkie te dzienniki. Niemniej uważam, że przejęcie przez Orlen tego mocno osłabionego potencjału mediów regionalno-lokalnych zgrupowanego w Polska Press ma sens, choć znajdujemy się w momencie bardzo trudnym dla tego segmentu prasowego.

 

Miejmy nadzieję, że zmiana właściciela tej spółki będzie krokiem w kierunku przywrócenia tym mediom takiej polityki redakcyjnej, która nie antagonizuje społeczeństwa, a co niestety robiły one przez lata, a od 2015 roku będąc głosem głównie opozycji. Ale też nie może to być polityka podporządkowana tylko promowaniu działalności ośrodków rządowych. Te tytuły powinny dbać o rzetelny przekaz, dlatego zarządzanie tą spółką medialną z centrali jest dużym wyzwaniem i będzie wymagało od osób za to odpowiedzialnych naprawdę wielkiego charakteru i umiejętności fachowych. Bo priorytetem powinno być odbudowanie znaczenia tych mediów (czyli doinwestowanie redakcji, bo te gazety stawały się platformą reklamową, bo taka była strategia niemieckiego właściciela) i sposobów dystrybucji, co ma się przekładać na wzrost ich sprzedaży. Będzie to forma repolonizacji mediów, ale trzeba też pamiętać, że ich siłę buduje także rynek reklamowy. Niemiecki właściciel Polska Press miał dostęp do zamówień z wielu zagranicznych firm i koncernów, stąd brała się zdecydowana większość jej przychodów. Ciekawe, jak zachowają się domy mediowe dotąd obsługujące Polska Press, czy nie będą przerzucać swoich zamówień do konkurencji wobec spółki już orlenowskiej, czyli na przykład dodatków regionalnych Agory lub nowych podmiotów medialnych, tworzonych w celu rywalizacji.

 

Jak można wyczytać z komunikatu Orlenu, ma on własną strategię działania w zakresie mediów i komunikacji aby wspierać swoją podstawową działalność biznesową, stąd zakup Polska Press. To naturalne, że ta największa spółka krajowa z ogromną bazą klientów detalicznych szuką tego typu wsparcia. Ale takie uzasadnienie zakupu Polska Press jest dobre dla akcjonariuszy Orlenu, natomiast wejście w rynek prasy oznacza coś więcej. To jest potężne wyzwanie wymagające ogromnej sztuki zarządzania wielorakim rynkiem mediów, gdzie nie zawsze zysk finansowy ma priorytet a liczy się umiejętność zbudowania opinii o danym tytule prasowym, stworzenia jego wiarygodnego obrazu dla czytelnika. Aby to osiągnąć trzeba przede wszystkim dużych inwestycji i postawić na zdolne, kreatywne zespoły dziennikarskie, nie mówiąc już o tym, że należy mieć długofalową strategię odbudowy polskiej prasy regionalnej. Naprawdę przed zarządem Orlenu dużo pracy do zrobienia.

 

Jerzy Kłosiński

ŁUKASZ WARZECHA: To nie jest wariant węgierski

Stało się zatem: PKN Orlen kupił będące dotąd niemiecką własnością wydawnictwo Polska Press. To bardzo zła wiadomość (choć oczywiście nietrudno znaleźć opinie całkowicie przeciwne, głównie po stronie zwolenników władzy).

 

Nie będę tu powtarzał swojej obszernej argumentacji, dotyczącej tego, co nazywano repolonizacją, potem dekoncentracją, potem znów repolonizacją. Poświęciłem temu wiele tekstów, również na portalu SDP. Moje stanowisko wobec tej koncepcji jest jednoznacznie krytyczne. Najkrócej mówiąc, uważam, że – zwłaszcza w dzisiejszych realiach – byłby to proces służący moim zdaniem głównie utemperowaniu niezależnych od władzy i krytycznych wobec niej mediów.

 

To, co się wydarzyło, jest komentowane jako podejście do węgierskiego wariantu pacyfikacji mediów. To jednak chybiona analogia. W wariancie węgierskim przejmowanie mediów odbywało się głównie przez prywatnych inwestorów, wzbogaconych na rządowych kontraktach i ewentualnie wspomaganych kredytami z banków będących pod kontrolą państwa węgierskiego. Zaletą takiego rozwiązania z punktu widzenia jego projektodawców jest, że kupione w ten sposób media pozostaną w rękach sojuszników Orbána i Fideszu nawet gdyby ten stracił władzę. Co zresztą wydaje się obecnie bardzo mało prawdopodobne.

 

Wariant polski jest gorszy – i to nie tylko z punktu widzenia władzy, ale też generalnie państwa i mediów. Z tym że – aby było jasne – nie znaczy to, że wariant węgierski jest lepszy; jest jedynie odrobinę mniej zły. Otóż w wariancie polskim, zakładając, że zakup Polska Press przez Orlen jest tylko pierwszym krokiem, prywatne media będące w dyspozycji spółek skarbu państwa staną się przechodzącym z rąk do rąk łupem politycznym na tej samej zasadzie co media państwowe. Gdyby więc nawet z dużą łaskawością założyć, że celem jest stworzenie konserwatywnego medialnego frontu, to w strategii Orbána jest to możliwe i rozwiązanie jest trwałe; w strategii PiS zaś jego trwałość jest ograniczona czasem obecnej władzy.

 

W informacjach na temat zakupu Polska Press, zwłaszcza tych przekazywanych przez sam Orlen oraz rządowe lub wspierające rząd media, dużo jest opowieści o korzyściach z takiego rozwiązania. Daniel Obajtek pisze o dostępie do baz danych użytkowników serwisów należących do grupy i o tym, jak pomoże to tworzyć różne synergie i powiązania. To zapewne prawda, podobnie jak wskazywane korzyści związane z siecią dystrybucji (Orlen jest już przecież również właścicielem Ruchu, o czym pisałem na portalu SDP niedawno) i nowymi możliwościami docierania do odbiorców.

 

Tyle że to wszystko w tej sytuacji didaskalia, aczkolwiek może pasjonujące z punktu widzenia technologii wydawania i dystrybuowania prasy. Ważniejsze jest co innego: dlaczego w ogóle SSP, której główną dziedziną jest produkcja i dystrybucja paliw, zajmuje się mediami. To powinno budzić ogromne wątpliwości. Po pierwsze – z czysto gospodarczego punktu widzenia. Natychmiast przychodzą do głowy koreańskie czebole – gigantyczne konglomeraty w rodzaju Samsunga czy swego czasu Daewoo, które w większości albo marnie skończyły, albo zostały zmuszone do ograniczenia swojej działalności, w szczytowym momencie rozciągającej się od produkcji samochodów, poprzez lodówki i mikrofalówki oraz budowę mostów i dróg, na usługach finansowych kończąc. Sens istnienia przedsiębiorstw zajmujących się skrajnie od siebie odległymi dziedzinami gospodarki i biznesu jest co najmniej wątpliwy.

 

Po drugie – idzie za tym natychmiast pytanie, dlaczego firma, w której decydujący głos ma skarb państwa, w ogóle wchodzi w biznes, niebędący dla niej główną sferą działalności. I tu niestety odpowiedź wydaje się oczywista: robi to, ponieważ takie jest polityczne zapotrzebowanie.

 

Skoro zaś – po trzecie – jest to wynik politycznej potrzeby, trzeba niestety założyć, że ta potrzeba zostanie zrealizowana poprzez wpływ nowego właściciela na linię kupionego medium.

 

Można by uznać, że zagrożenie, iż gazety Polska Press staną się po prostu kolejną trybuną rządu, jest względnie małe, gdyby rządzący dowiedli, że powierzone im publiczne media są faktycznie publiczne i spełniają należycie swoją misję. Niestety – w ciągu pięciu lat dowiedli czegoś wprost przeciwnego.

 

Dobrą praktyką w każdym szanującym się wydawnictwie jest postawienie muru, a przynajmniej ogrodzenia pomiędzy właścicielem i wydawcą a redakcją. Oczywiście nie znaczy to, że właściciel i wydawca nie może mieć generalnego wpływu na linię medium. Wykluczone są jednak bezpośrednie interwencje w działania redakcji. I znów: niestety, praktyka traktowania mediów publicznych przez obecnie rządzących każe wątpić w gotowość do przestrzegania takiej zasady. I jest to najdelikatniejsze możliwe określenie.

 

Trzeba teraz z największą uwagą przyglądać się losom dziennikarzy i redakcji gazet należących do Polska Press, choć ja wątpliwości raczej nie mam: bardzo szybko nastąpi sprowadzenie ich do roli trybuny władzy. Zwolnienia, naciski, wyraźne przyjęcie prorządowej linii.

 

Jeżeli ktoś twierdzi, że nie ma nic nagannego w kupowaniu prywatnych mediów przez SSP, to nie rozumie roli mediów. SSP, które w polskich warunkach są obsadzane z klucza stuprocentowo politycznego i poddane są kontroli jednego z ministrów – w tym konkretnym wypadku nawet nie fachowca od biznesu, ale po prostu wykonawcy politycznych zleceń pana wicepremiera Jacka Sasina – powinny z zasady trzymać się jak najdalej od mediów prywatnych, których rolą powinno być kontrolowanie władzy lub jej krytyczne recenzowanie. Nawet jeśli są to media mające linię ideową z tą władzą zbieżną. Wiem, w polskich warunkach brzmi to nieco fantastycznie, ale taki właśnie powinien być stan docelowy. Dziennikarze Fox News wielokrotnie krytykowali Donalda Trumpa, zresztą ku wściekłości odchodzącego prezydenta.

 

Rząd ma do swojej dyspozycji media publiczne, które oczywiście nie powinny wyglądać tak jak wyglądają teraz, ale powinny zarazem zawsze dawać rządzącym możliwość prezentowania ich poglądów, planów, stanowisk. I to wystarczy. Dorobiliśmy się w Polsce szczęśliwie mediów prywatnych, które przedstawiają linię dokładnie lub przynajmniej generalnie zbieżną z linią obozu władzy. Ten stan rzeczy trudno kontestować. Jednak kupno Polska Press przez Orlen to zdecydowanie krok dalej.

 

Warto zauważyć, że w wypowiedziach prezesa Obajtka nie ma ani słowa na temat zagwarantowania niezależności redakcyjnej czy sposobu na odseparowanie dziennikarzy od politycznych nacisków. Nie ma o tym ani słowa, bo prawdopodobnie pan prezes nie widzi takiej potrzeby ani nie ma takich planów. Linia transmisyjna: pan prezes Kaczyński – pan wicepremier Sasin – pan prezes Obajtek – redaktor naczelny – dziennikarze – wydaje się więcej niż oczywista. Rzecz jasna nie codziennie i nie w każdej sprawie. Nie będzie takiej potrzeby.

 

Dramat polskich mediów – a już szczególnie tej ginącej grupy dziennikarzy (do której sam się zaliczam), którzy chcieliby wykonywać swój zawód zgodnie z regułami starej szkoły – polega na tym, że niemal wszyscy uczestnicy politycznej gry widzą media i ich pracowników (których nawet nie wypada w tym przypadku nazywać dziennikarzami) wyłącznie jako narzędzie do osiągania politycznych celów. Nic ponadto.

 

Łukasz Warzecha

CMWP SDP w obronie dziennikarzy pozywanych przez mec. Romana Giertycha z art. 212 kk

CMWP SDP z najwyższym niepokojem obserwuje wzrastającą liczbę pozwów kierowanych przeciwko dziennikarzom przez Romana Giertycha w odpowiedzi na ich publikacje dotyczące jego zatrzymania przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i oświadcza, iż wspiera dziennikarzy w tym sporze. Według przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości Roman Giertych miał działać na szkodę spółki, z którą był związany, a z której miało dojść do wyprowadzenia ponad 90 mln złotych. Adwokat zasłabł podczas zatrzymania i trafił na krótko do szpitala, co było przedmiotem szeregu publikacji medialnych w listopadzie.

 

Roman Giertych oskarża red. Cezarego Gmyza, red. Samuela Pereirę i red. Piotra Nisztora z art. 212 kodeksu karnego o zniesławienie, zapowiedział także skierowanie takiego pozwu przeciwko red. Michałowi Adamczykowi.

 

W ocenie CMWP SDP wnoszone w niniejszej sprawie akty oskarżenia stanowią tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie niezależności dziennikarskiej oraz ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie zarówno red. Cezarego Gmyza, red. Samuela Pereiry, red. Piotra Nisztora i red. Michała Adamczyka, jak i innych dziennikarzy, do podejmowania tematyki zarzutów wobec Romana Giertycha. Powoduje to tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect), wielokrotnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego. Jest to naruszenie niezależności dziennikarzy, którzy w interesie społecznym mają prawo wyrażać publicznie swoje poglądy nawet w trudnych i kontrowersyjnych sprawach, broniąc w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

 

CMWP SDP informuje, iż obejmuje tę sprawy monitoringiem i zapewnia, iż nieodpłatnie udzieli w/w dziennikarzom wszelkiego wsparcia i pomocy prawnej.

 

Dr Jolanta Hajdasz
Dyr. CMWP SDP

 

Warszawa 7 grudnia 2020 r.

 

Fot. zrzut ekranu z portalu tvp.info.pl

MAJA NARBUTT: Nie ma pomysłu na Białoruś

Aleksander Łukaszenka pokazał już, że nie cofnie się przed niczym. Unia Europejska – że skłonna jest przeciwstawić mu niewiele: tradycyjne wyrazy głębokiego zaniepokojenia i wpisanie na czarną listę. Czas kolorowych rewolucji dobiegł końca i wszyscy są tego świadomi.

 

Dla Łukaszenki utrzymanie się przy władzy to kwestia życia i śmierci. Może nie w sensie dosłownym, ale z pewnością dymisja  oznaczałaby dla niego śmierć cywilną, wegetację na wygnaniu w prowincjonalnym rosyjskim mieście. Jest zdeterminowany – i to cecha, która określa jego postępowanie.

 

Unia Europejska takiej determinacji w radzeniu sobie z kryzysem na Białorusi nie ma. Z bardzo prostej przyczyny: z reguły brak jej determinacji w kwestiach związanych z obroną praw człowieka, jeśli wiązałoby się to z wejściem w  konflikt z Rosją. Owszem, jawne sfałszowanie wyborów, aresztowanie politycznych oponentów, torturowanie ich  a nawet zabijanie to bardzo przykre sprawy. Podobnie jak przykrą sprawę było otrucie rosyjskiego opozycjonisty Aleksandra Nawalnego. I dlatego oczywiste było, że przywódcy zachodnich państw wydadzą stosowne oświadczenia, wyrażając głębokie zaniepokojenie. A nawet sięgną po tradycyjne w takich wypadkach sankcje, czyli wpisanie na czarną unijną  listę przedstawicieli białoruskiego reżimu. Nie mogą zrobić nic mniej, zwłaszcza gdy czołowe zachodnia media alarmują, że trzeba pomóc  dzielnym ludziom pacyfikowanym  na ulicach białoruskich miast.

 

Aleksander Łukaszenka otwarcie jednak kpi z takich sankcji. Wypowiadał się na ten temat w białoruskiej telewizji, podkreślając, że jest przyzwyczajony do figurowania na czarnej liście. Zapewne nawet nie jest to dla niego szczególnie przykre, no może poza tym jedynym przypadkiem, kiedy osiem lat temu chciał się udać do Londynu na olimpiadę, a okazało się, że jest tam persona non grata.

 

Zresztą niewątpliwie dla całego establishmentu białoruskiego objęcie unijnymi sankcjami jest mniej bolesne niż dla rosyjskiego. Administracja Łukaszenki, w przeciwieństwie do Rosjan z kręgu Kremla, raczej nie słynie z robienia zakupów w Paryżu czy wysyłania dzieci na studia do Londynu.

 

Łukaszenka potrafił się zresztą odwinąć i uderzyć w tych, których uznał za „najbardziej uprzedzonych wobec władz Białorusi ”  przedstawicieli państw członkowskich UE i członków Parlamentu Europejskiego. Białoruska czarna lista ma charakter niejawny i ma obowiązywać również w Rosji. Poza tym władze białoruskie zażądały, by swój personel dyplomatyczny ograniczyła Polska i Litwa, czytelnie wskazując, kogo uważają za inicjatorów działań skierowanych przeciw Aleksandrowi Łukaszence.

 

Czy sensowne byłoby wprowadzenie sankcji ekonomicznych skierowanych przeciw reżimowi Łukaszenki ? Ich efekt nie byłby porażający biorąc pod uwagę, że tylko 20 procent eksportu Białoruś kieruje na Zachód, a prawie 50 procent – do Rosji.

 

Przede wszystkim jednak UE nie pali się do sięgnięcia po bardziej drastyczne środki nacisku. Trzeba powiedzieć to bardzo  wyraźnie: Białoruś nie będzie terenem, na którym Zachód zamierza w jakikolwiek sposób konfrontować się z Rosją. Karty zostały rozdane już dawno, pragmatyzm niebezpiecznie blisko graniczy z cynizmem, a przymykanie oczu na łamanie praw człowieka przez  „ostatniego dyktatora  Europy” ‚ ma wieloletnią tradycję.

 

Mogłoby nastąpić nowe rozdanie, gdyby Rosjanie przewrócili stolik i zdecydowali się bezpośrednio ingerować na Białorusi, ale nic nie wskazuje, że mogłoby to nastąpić. Także dlatego, że nie ma już takiej potrzeby. Kiedy trzy miesiące temu pojawiło się wstrząsające  zdjęcie Aleksandra Łukaszenki z uzbrojonym w kałasznikowa piętnastoletnim  synem Kolą jak siedzą w niemal pustej  sali, w której ma obradować  sztab kryzysowy, mogło się wydawać, że dni dyktatora są policzone. Jeśli oczywiście nie pomoże mu Putin. Ale białoruskie struktury siłowe nie opuściły Łukaszenki i dzisiaj widać już, że nie zamierza on ustąpić w najbliższej przyszłości.

 

Możemy dyskutować, co Zachód powinien zrobić dla Białorusi. Bezdyskusyjne natomiast jest, czego absolutnie zrobić nie powinien. Nie powinien rozbudzać nadmiernych nadziei Białorusinów, karmić ich złudzeniami, że możliwa jest integracja ich kraju z Europą i otwarcie w przewidywalnej przyszłości drzwi do UE. Taki morał płynie z gorzkiej ukraińskiej lekcji, którą powinniśmy dobrze zapamiętać.

 

W wypadku Białorusi sprawa jest zresztą  prostsza, bo Białorusini nie mają aspiracji, które niepotrzebnie udało się poprzez Partnerstwo Wschodnie rozbudzić w Ukraińcach. Na białoruskich demonstracjach trzepoczą flagi biało – czerwono – białe, flag unijnych raczej nie ma.  Być może to wyraz realizmu Białorusinów, a może wręcz zapowiedź tego, że ktokolwiek obejmie władzę po Łukaszence nie ma zamiaru odwracać geopolitycznych sojuszy.

 

Musimy więc skupić się na tym, co konkretnie  można  zrobić – i co już się dzieje – czyli na przyspieszeniu procedur wjazdowych dla Białorusinów, którzy padli ofiarą represji reżimu Łukaszenki. Polska musi być dla nich bezpiecznym terytorium, na którym znajdą schronienie .

 

Padły już naszej strony deklaracje, że chętnie przyjmiemy Białorusinów, którzy chcą do nas przenieść swe firmy, także z sektora IT. Byłoby to zresztą korzystne dla Polski. Nie wiadomo jednak, czy Białorusini z tej oferty skorzystają. Trzydzieści kilometrów od białoruskiej granicy jest Wilno i tam  już pojawiło się wielu informatyków, którzy opuścili Białoruś, najwyraźniej jest to dla nich obszar bliższy kulturowo.

 

Najbliższa agenda wydaje się jasna — trzeba pomagać Białorusinom , którzy zdecydują się opuścić swój kraj, otworzyć dla nich swój rynek pracy  a także finansowo wspierać tych, którzy tam pozostaną i są represjonowani. A także wspomagać niezależne media i organizacje pozarządowe.

 

Czy Białorusini mogą jednak liczyć na więcej? Mówi się o nowej wersji planu Marshalla, który miałby objąć Białoruś. Ale oczywiście miałoby to dotyczyć Białorusi, która się demokratyzuje i zaczyna reformować, na co się w najbliższej  przyszłości raczej nie ma co liczyć.

 

A kiedy już opadną emocje, może się też okazać, że wyniszczony ekonomicznie  pandemią Covid-19  Zachód nie bardzo będzie się kwapił dla takiej pomocy.

 

Maja Narbutt

ADAM SOCHA: Jakie pytania powinna była zadać Lubecka Margot

Rozpętało się „piekło” po tym, jak  dziennikarka Radia ZET Beata Lubecka została nominowana do Grand Press za wywiad z Michałem Sz. ps. „Margot”.

 

„Jako organizator konkursu Grand Press 2020 podjąłem decyzję o rezygnacji w tym roku z wręczania nagród w kategorii Wywiad” – czytamy w oświadczeniu Redaktora Naczelnego „Press” Andrzeja Skworza.

 

Do tej nagrody została nominowana dziennikarka Radia ZET Beata Lubecką za wywiad z „osobą niebinarną” Michałem Sz., pseudonim Margot, aktywistą/aktywistką kolektywu LGFBT+ „Stop bzdurom”. Decyzja red. Skworza nastąpiła po wyrazach oburzenia faktem, nominacji Lubeckiej ze strony organizacji i aktywistów LGBT oraz części dziennikarzy.

 

Wywiad został przeprowadzony 2 września, a w sierpniu „Margot” została/został aresztowana/aresztowany na trzy tygodnie po tym, jak zablokowała/zablokował furgonetkę oblepioną homofobicznymi hasłami. Postawiono jej/jemu m.in. zarzuty uszkodzenia mienia i spowodowania u kierowcy rozstroju zdrowia, trwającego nie dłużej niż siedem dni.

 

Kolektyw Stop Bzdurom tak skomentował decyzję o nominacji:

 

„Przypomnijmy, że Lubecka w ciągu kilkunastu minut zdążyła: pomylić nazwę kolektywu, z którego członkinią rozmawia; wypytać Margot o deadname i dane z dowodu; wypytać Margot o relacje, subtelnie pytając o 'partnerki erotyczne’, dociekać o 'cechy płciowe’; pokazać, jaką łaskę robi, nazywając Margot po imieniu i nie misgenderując, totalnie zignorować poważne problemy społeczności LGBTQ, bo bardziej chciała gadać o pokazywaniu faka, zażenować wszystkich słuchających wywiadu (najsilniejsze odpadały po 5 minutach)” – czytamy na Facebooku organizacji.

 

Na znak protestu dziennikarz „Gazety Wyborczej” Stanisław Skarżyński, zrzekł się swojej nagrody. Swój sprzeciw wobec tej nominacji wyraził również aktywista LGBT Bart Staszewski.

 

Skarżyński napisał: „Ten >wywiad< Beaty Lubeckiej, jeśli na coś zasługiwał, to na nominację do nagrody za antydziennikarstwo albo tytuł tępej dulszczyzny roku. W normalnym kraju za coś takiego Lubecka wyleciałaby z hukiem z pracy, a nie dostała nominację. Nie chcę mieć nic wspólnego z nagrodą, która po tej nominacji cuchnie homofobią i transfobią, a nie ustanawia standardy dziennikarskie. Trzeba mieć kompletnie poprzestawiane klepki i zerowe wyczucie elementarnych zasad, żeby ten wywiad nominować do nagrody. Wstydźcie się, tak jak ja się wstydzę, że dostałem tę nagrodę i byłem z tego jakoś tam dumny”.

 

Swoje dołożył Bart Staszewski, który zasłynął na cały świat z akcji fotografowania się pod tablicami z nazwą miast, z napisem  „strefa wolna od LGBT”: „Szydercza, nieprzygotowana i transfobiczna red. Lubecka miałaby dostać Grandpress za >Rozmowę z Margot< z września tego roku? To jakiś żart! Zdążyłem wymazać z pamięci ten żałosny wywiad a tu taka niespodzianka… @PressRedakcja wstyd!”.

 

Mnie też zaskoczyła ta niepoprawność polityczna PRESS-u, który postrzegałem jako organ liberalno-lewicowy, progresywno-postępowy i nagradzający tylko dziennikarzy z tego nurtu. Dlaczego nie nominowali wywiadu-rzeki z Margot w „Wyborczej”, w której osoba niebinarna opisała swoją traumę życia w heteronormatywnej rodzinie i prześladowania ze strony homofobicznego społeczeństwa? Jak mogło dojść do takiego osłabienia rewolucyjnej czujności?

 

Odnalazłem w sieci ten wywiad, by na własne uszy przekonać się, o co chodzi? Oto pytania, które zadawała Beata Lubecka (jak wyjaśniła w trakcie, te pytania pochodziły od słuchaczy, którzy zadawali je na TT, pod zajawką, iż jej gościem będzie Margot). Lubecka uszanowała wolę Margot i zwracała się do niego w formie żeńskiej:

 

– Co masz zapisane w dowodzie, jaką płeć?

 

– Dlaczego tak ci zależy, żeby zwracać się do Ciebie jako do kobiety?

 

– Czy udawanie kogoś, kim nie jesteś, nie jest Twoim sposobem na życie?

 

– Zrobiło się o Tobie głośno, bo zaatakowałaś działacza Pro life. Dlaczego zaatakowałaś tego człowieka? To jednak jest chuligaństwo, do tego dochodzi niszczenie mienia?

 

– Jest film w internecie, jesteś tam prowodyrem tego zajścia?

 

Margot: Siedzę i wiążę buty.

 

– Ale w pewnym momencie wstajesz, popychasz kierowcę, jesteś prowodyrem zajścia.

 

– Czy walka o własne interesy uzasadnia przemoc?

 

Margot: To była samoobrona

 

– A gdzie szacunek dla prawa?

 

– Zaatakowałaś tego człowieka, on również doznał uszczerbku na zdrowiu

 

– Czym zajmuje się kolektyw Stop bzdurom?

 

– Co to znaczy, że stosujecie „nietuzinkowe metody”? Czy przemoc jest „nietuzinkową metodą”?

 

– Po raz trzeci lojalnie uprzedzam, jeśli jeszcze raz użyjesz wulgarnego słowa, to będę musiała przerwać wywiad. Umawialiśmy się przed rozmową, że pewne formy zachowasz, jesteśmy nadawcą i ciąży na nas pewna odpowiedzialność, pamiętaj o tym, proszę.

 

– Jedna z akcji, która zorganizował wasz kolektyw, a którą zajmuje się prokurator,  była akcja wieszania tęczowych flag na pomnikach, również na figurze Chrystusa z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Zdajesz sobie sprawę, że wiele osób wierzących poczuło się dotkniętych, naruszyłaś ich uczucia religijne?

 

– Dlaczego to musiała być figurą Chrystusa? Czy to nie naruszyło wolności osób wierzących?

 

– A z czego się utrzymujecie w ramach  kolektywu?

 

– Kiedykolwiek pracowałaś regularnie?

 

– W ramach kolektywu działasz Ty i Zuzanna, pseudonim „Łania”. To jest Twoja dziewczyna, koleżanka? Jak to zdefiniować?

 

Margot: Partnerka

 

– Czy to również Twoja partnerka erotyczna (nie musisz na to pytanie odpowiadać, jeśli jest za daleko idące?)

 

– Zorganizowałyście zbiórkę w internecie. Ile zebrałyście?

 

– Czym uzasadniliście zbiórkę, na jaki cel mieli wpłacać ludzie?

Itd, itp.

 

Chyba też jestem homofobem, transfobem, ksenofobem, gdyż w tych pytaniach nie widzę niczego niestosownego, niekulturalnego, nieprzyzwoitego, aroganckiego, tendencyjnego. Przeciwnie, dziennikarka zadaje pytania OCZYWISTE, elementarne. Gdyby ich nie zadała, oznaczałoby to, że Radio Zet oddało do prowadzenia swój flagowy program jakiejś amatorce, która nie ma zielonego pojęcia o warsztacie dziennikarskim. Tylko jedno pytanie bym inaczej sformułował. Zamiast zapytać: „Czy udawanie kogoś, kim nie jesteś, nie jest Twoim sposobem na życie?” zapytałbym: „Wiele osób podejrzewa, że udajesz kogoś, kim nie jesteś, bo to jest Twój sposób na życie?”

 

To, że akurat dziennikarz „Gazety Wyborczej” rwie szaty i odsądza Beatę Lubecką od czci i wiary mnie nie dziwi. Już od wielu, wielu lat gazeta ta jest biuletynem ideologiczno-propagandowym walczącym z faszyzmem, ksenofobią, antysemityzmem, nacjonalizmem, rasizmem, a teraz też z homofobią przy czym o tym, kto jest faszystą, ksenofobem, antysemita, nacjonalistą, rasistą czy homofobem oraz co to jest faszyzm, ksenofobia, antysemityzm, nacjonalizm, rasizm i homofobia decyduje kierownictwo redakcji.

 

Przeraża mnie, że rewolucjoniści z „Wyborczej” i popierane przez nich partie mogą zdobyć władzę i wcielić w życie terror prawomyślności, pozbawiać ludzi środków do życia i wtrącać do więzień za orwellowską zbrodniomyśl. Już zaczęły się procesy dyscyplinarne na uczelniach wobec naukowców mających inne poglądy od ideologów gender. Funkcję prezesa stracił współtwórca Radia Nowy Świat Paweł Jedliński, za używanie formy męskiej wobec Margot.

 

Na Zachodzie, gdzie już politpoprawność święci triumfy wolnomyśliciele, naukowcy, ludzie pióra już jej doświadczają, jak ostatnio autorka Harry Pottera, która ośmieliła się a swoim TT zauważyć, że jednak miesiączki to mają kobiety, a nie mężczyźni.

 

Trzeba się z tym liczyć, że ten walec tęczowej rewolucji w końcu dotrze do Polski. Dlatego, by wspomóc koleżanki dziennikarki  i kolegów dziennikarzy, pokażę, jakie pytania powinna była zadać Beata Lubecka, by nie zostać oskarżoną o homofobię i zasłużyć na nagrodę PRESS.

 

– Jaka traumę przeżywasz, w związku z tym, że  w dowodzie urzędnik homofob wpisał Tobie płeć męską?

 

– Co powinno spotkać homofobów, którzy zwracają się do Ciebie jako do mężczyzny?

 

– Czy nie ponosisz za dużych kosztów poświęcając życie na ołtarzu walki z homofobią?

 

– Co władze powinny  zrobić z homofobiczną, oszczerczą akcją Pro life, której padacie ofiarą?

 

– Daliście przykład jak należy rozprawiać się z homofobami. Czy nie powinniście jednak zastosować więcej nietuzinkowych metod walki z homofobią?

 

– Nie krępuj się, klnij, bo ja sama ledwo się powstrzymuję, by nie wybuchnąć.

 

– Czy nie jesteście zbyt poprawni politycznie, wieszacie tylko tęczowe flagi? W USA burzą pomniki, co prawda figur Chrystusa jeszcze nie, ale polscy LGBTQ chociaż w tym mogliby być pierwsi.

 

– Dlaczego tak mało wpłynęło na wasz apel o zbiórkę środków na walkę z homofobią, tylko 400 tys. złotych? Może zaapelujesz na naszej antenie o większą hojność, wszak walczycie o wyzwolenie nas z wielowiekowych okowów ciemnoty i obskurantyzmu, jesteście prometejami nowego, wspaniałego świata, w którym nie będzie płci, związków heteronormatywnych i religii, które są źródłem faszyzmu i przemocy.

 

Adam Socha

 

 

Patent na sternika …Trójkowego – felieton KRZYSZTOFA PRENDECKIEGO

Co ma Urząd Patentowy do „gadanka” tego i owego redaktora i „puszczanka” muzy takiej i owakiej? Okazuje się, że ma i to nie mało.

 

Zanim do radia, to jeszcze trochę historii zaczerpniętej z prasy. Naczelny tygodnika „Nie” pozwolił sobie na żart, o którym poinformował opinię publiczną, że w odpowiednim urzędzie nabył prawa autorskie do hymnu narodowego. I od tego momentu Kampania Reprezentacyjna Wojska Polskiego, aby mogła odegrać ów hymn, on musi wyrazić na to zgodę. A jeśli nie, oficjele na lotnisku będą witani melodią „Szła dzieweczka do laseczka”.

 

Jak powszechnie wiadomo (uwielbiam ten propagandowy zwrot), wiosną mieliśmy całkiem sporą rewolucję w kultowej „Trójce”; odejścia, protesty, zamieszanie. Z ramówki wypadły m.in.: „Lista Przebojów”, „Zapraszamy do Trójki” czy „Sjesta”. Spore grono redaktorów porzuciło stacjonarnego pancernika, który się zasadził na politycznej mieliźnie i przesiadło się na nowe fale internetowych fregat, w postaci Radia Nowy Świat i Radia 357.

 

Następnie dowiedzieliśmy się, iż „Polskie Radio wytacza ciężkie działa przeciwko Markowi Niedźwieckiemu” i chce zastrzec znak towarowy „Muzyka ciszy”. Do tego dorzucono ponad trzydzieści nazw audycji Trójki, takich jak np. „Manniak po ciemku” i wiele opcji z adresowymi numerkami 3/5/7. W sumie można też zawarować program „5 10 15”, bo tam, ten niepokorny redaktor Mann, głos dawał.

 

To bardzo odważne posunięcie, aby Urząd Patentowy zawalić takimi niezwykle ważnymi sprawami. Przecież tam na co dzień, zajmują się doniosłymi wynalazkami, takimi  jak: „rower dwustronny”, „damskie majtki z kalendarzem”, „składacz łóżka”, „metoda rozhuśtania huśtawki”, „rozrywkowy pisuar”, „metody zakrywania łysiny”. Polska jest w ogonie w Europy jeśli chodzi o zgłaszanie patentów, więc spece od rozgłośni radiowej postanowili to nadrobić, dorzucając innowacje ze swojego poletka.

 

Aby było wszystko jasne, we wniosku dopowiedziano: „W przeważającej liczbie przypadków tytuły te zostały zaproponowane przez Polskie Radio S.A. lub osoby działające w jego imieniu, a kojarzone z nimi osoby są jedynie redaktorami prowadzącymi”.

 

A było to tak. Kierownik produkcji czy ktoś jeszcze ważniejszy, zawezwał panów redaktorów Wojciecha i Marka. I mówił słuchajcie, mamy takie audycje. Żeśmy je sobie tutaj w gronie ścisłego kierownictwa wymyślili; „Markomania” i „Radiomann”. Tak się szczęśliwie składa, że Wasze imiona i nazwiska pasują do tych audycji, to je poprowadzicie. Czy może mamy szukać do nich kogoś innego? Kogoś na M czy ma Ma. Słuchajcie, no redaktorze Niedźwiecki, pociągniesz tę łajbę, bo jak wiesz, nocnych Marków nie brakuje, sobie kogoś dobierzemy.  Kolego Mann, nie chcecie do tego „Radiomanniaka”, co żeśmy stworzyli? To też kogoś znajdziemy, mało to radiowych maniaków dookoła?

 

Niech się jednak znani dziennikarze nie przejmują. Znając inteligencje i kreatywność słuchaczy, to wystarczy, że redaktorzy ogłoszą konkursy na nowe audycje wśród słuchaczy. Będzie można się spodziewać wysypu programów pod tytułem: „Manniana popołudniowa”, „Mannierka z songami” czy „Mannewry konsolą”. Zamiast 3/5/7 pojawić się mogą przecież: „Naga broń 3 i 57”, „3 i 5/7 tygodnia” czy „357 Dalmatyńczyków”. Dzieci w przedszkolach będą miały nową zabawę: „Trzecia godzina – niedźwiedź śpi, piąta godzina – niedźwiedź chrapie, siódma godzina – niedźwiedź łapie”. W ogóle to ta Myśliwiecka niedobrze się kojarzy. Z jakimś myśliwym czy co, a tu mamy niedźwiedzia takiego, no wiecie sami.

 

Wystarczy też, bez zbędnego wysiłku intelektualnego sięgnąć po opcję „synonim” w googlach, wordzie czy po prostu w głowie. I gotowe. Już wiadomo, że zamiast „Manniaka po ciemku”, będzie „Manniak po omacku”.

 

Zdaje się, że obecne jedynie słuszne kierownictwo stacji, zapomniało, że to ludzie są najważniejsi. Znani i lubiani. Nawet Robert Makłowicz doczekał się bycia radiowcem i w Newonce.radio puszcza muzykę: „od Bartóka po punk rocka”. Bo jest uwielbiany. Nazwy są drugorzędne. Tak samo jak książki kucharskie świetnie się sprzedają, byle znana z ekranu gwiazda, świeciła swym blaskiem z okładki. Widzowie i słuchacze kochają dziennikarzy pasjonatów, a nie tytuły takie czy owakie. Generalnie, to mogli by pracować za samo uznanie wśród fanów. Red. Tomasz Lis w książce „ABC dziennikarstwa” przytoczył cytat: „Wybieramy dziennikarstwo, bo pozwala nam ono pozostawać dzieciakami po czterdziestce” i zapytał „Czy w ogóle powinno nam się płacić za coś, co bylibyśmy skłonni robić za darmo?”.

 

Czyli że co? Wystarczy: „ku chwale słuchaczy i Ojczyzny”.

 

Oczywiście można biadolić, że: „Trójka to niski poziom muzyczny, fatalny styl publicystyczno-dziennikarski i trzeba ją było uwolnić z rąk ideowych dzieci i wnuków Jaruzelskiego i Kiszczaka” (redaktor-polityk Joanna Lichocka) albo „w Trójce od kilkudziesięciu lat nic się nie zmieniało. Te same osoby prowadziły w ten sam sposób te same audycje. I tak przez 40 lat” (prezes Agnieszka Kamińska).

 

No to od słów do czynów, od narzekań i działania. Trójka ma najniższą słuchalność w swojej historii na poziomie 2,9 proc., a takie RNŚ „tylko” 1 700 000 słuchaczy. Nowe Radio 357 tylko w jeden dzień uzbierało ponad 100 tys. złotych, a Radio Nowy Świat szczyci się sumą powyżej trzech milionów. Zdaje się też, że i „uciekinierzy” nie tyrają nieodpłatnie. I to bez reklam i polityków.

 

 

 

Grudniowe „Forum Dziennikarzy” już do pobrania

Najnowsze „Forum Dziennikarzy” jest już dostępne w wersji elektronicznej. W wersji papierowej – jak zapewnia nas drukarnia – będzie osiągalne 15 grudnia.

 

Tym razem tematykę „Forum Dziennikarzy” zdominowały wydarzenia na Białorusi i niezwykła rola dziennikarzy w informowaniu światowej opinii publicznej o wydarzeniach w kraju graniczącym z Unią Europejską. Tematyce białoruskiej poświęcamy cały blok tematyczny „Solidarni z Białorusią” rozpoczynający się od strony 62. Znajdziecie tam Państwo relacje białoruskich dziennikarzy, więzionych i poddawanych torturom. Opublikowaliśmy też materiały dziennikarzy sugerujące dalszy rozwój wypadków na Białorusi oraz trwające nadal relacje z pozarządowych kontaktów polsko-białoruskich uwieńczone wieloma pożytecznymi społecznie projektami.

 

Nie zabraknie w najnowszym wydaniu „Forum Dziennikarzy” interesujących tekstów odnoszących się do współczesności, tak jak autorstwa Jacka Wegnera, recenzja książki Aleksandra Nalaskowskiego pt.: „Wielkie zatrzymanie”. To ważna pozycja na rynku wydawniczym uświadamiająca współczesne mechanizmy duchowej i umysłowej degeneracji w wyniku ucywilizowania barbarzyństwa.

 

Zbliżające się święta Bożego Narodzenia zainspirowały Marię Giedz do napisania tekstu „Boże Narodzenia w internacie”, w którym działacze antykomunistycznej opozycji wspominają wigilię spędzona w więzieniach i miejscach internowania.

 

Tematyka więzienna gości też w tekście Stefana Truszczyńskiego „Szpalty za kratą” opisującym imponujący rynek wydawniczy jaki istnieje za sprawą więźniów kilku polskich zakładów karnych.

 

W niezwykle interesujący świat filmu i współczesnych wydarzeń historycznych zabiera nas Teresa Kaczorowska w tekście opisującym XII edycję gdyńskiego Festiwalu Filmowego Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci.

 

Również do współczesności odnosi się tekst Aliny Bosak „Własność intelektualna w epoce kopiuj-wklej”. To współczesność, w której bezprawnie zawłaszcza się twórczość ludzi „pióra”. Czy istnieje szansa na powstrzymanie tego procederu? Odpowiedź znajdziecie Państwo w tekście naszej autorki.

 

W najnowszym wydaniu „Forum Dziennikarzy” znajdziecie również inne, ciekawe materiały, które niech będą dla Was świąteczną niespodzianką.

 

Życzę miłej lektury

 

Andrzej Klimczak

Redaktor Naczelny „Forum Dziennikarzy”

 

 

Numer 5 (139)/2020 do pobrania

 

 Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

 

 

ADAM SOCHA: Hołd „dobrej zmiany” dla byłych „Trójkowiczów”

Decydenci Polskiego Radia najwyraźniej wierzą, że kogokolwiek posadzą przed mikrofonem, to wystarczy, że poprowadzi audycję np. „Markomania”, a słuchacze będą przekonani, że słyszą Marka Niedźwieckiego.

 

Polskie Radio chce zastrzec w Urzędzie Patentowym ponad 30 tytułów audycji Trójki – donosi portal Wirtualnemedia.pl

 

Publiczna rozgłośnia wystąpiła o zastrzeżenie takich znaków towarowych jak Wojciecha Manna „Manniak po ciemku”, Jana Młynarskiego „Dancing, salon, ulica”, Jana Ptaszyna Wróblewskiego „Trzy kwadranse jazzu”, Marka Niedźwieckiego „Markomania”, Michała Margańskiego  „AnagrammarganA”, Tomasza Żądy „Trójka Żąda debiutów”, „Magiel Wagli” (Wojciech Waglewski i Bartosz Waglewski), czy Dariusza Rosiaka „Raport o stanie świata”. A także takich nazw jak „Serwis Trójki”, „Trójkowo rockowo”, „Trójka budzi”, „Trójkowo Filmowo”, „Muzyczna poczta UKF”, „Świąteczna poczta UKF”, „Trzy wymiary gitary” czy „Strefa Rock’n’Rolla wolna od Angola”.

 

Trudno o większy wyraz uznania pod adresem twórców i prowadzących tych audycji Wojciecha Manna, Marka Niedźwieckiego, czy Dariusza Rosiaka. A jeszcze niedawno, po tym jak „dobra zmiana” wysadziła „Trójkę” w powietrze, czytaliśmy i słuchaliśmy wypowiedzi posłanki PiS Joanny Lichockiej o dziennikarzach stacji przy Myśliwieckiej 3/5/7, że się „zestarzali, przestali być tak twórczy, jak kiedyś, ale nie przyszło im do głowy, że powodują gigantyczny zjazd słuchalności Trójki. Odwrót słuchaczy był właśnie od tych, co dziś tak głośno krzyczą o rzekomym zamachu na Trójkę, a którzy rok za rokiem robili te same, coraz bardziej nużące programy” – stwierdziła posłanka Lichocka. Według członkini Rady Mediów Narodowych Ernest ZozuńMichał Olszańskisprowadzali antenę do targetu małego radyjka internetowego, jak na przykład Radio Nowy Świat. W mojej ocenie byli w tym nudni i pretensjonalni” – oceniła.

 

I teraz tytuły audycji tych „nudnych i pretensjonalnych” dziennikarzy, których już nikt nie chciał słuchać, poza garstką takich samych dziadersów i złogów po epoce Radiokomitetu, szefostwo Polskiego Radia pobiegło zastrzec, jako cenne dobra narodowe.

 

Jak było do przewiedzenia, ruch szefów Polskiego Radia wywołał rozbawienie byłych dziennikarzy Trójki dzisiaj nadających swoje audycje w Radiu Nowy Świat, jak Wojciech Mann oraz tych, którzy wkrótce uruchomią swoje audycje w Radiu 357, jak Marek Niedźwiecki.

 

Jeżeli Polskie Radio chce tak bardzo stać się właścicielem mojego tytułu „Manniak po ciemku”, to niech nie zapomną o zastrzeżeniu zarówno wersji z jednym 'n’, jak i z dwoma” – mówi Mann w portalu Wirtualnemedia.pl, a kierownictwo RNŚ sprawdza, czy zastrzeżony jest także „Manniak”, a co za tym idzie – imię i nazwisko: Wojciech Mann. „Nie mamy jeszcze pomysłu na to, co zrobimy, gdy okaże się, że i sam Wojciech Mann należy do Polskiego Radia” – ironizują.

 

Niedzielna audycja Wojciecha Manna w Radiu Nowy Świat zmieniła nazwę – zamiast „Bez kolejki” na „Manniak po omacku”.

 

To, co robi Polskie Radio to przejaw żenującej reakcji nacechowanej zemstą wobec wszystkich ludzi, którzy wcześniej wyrzuciło z pracy” – ocenił z kolei Dariusz Rosiak, autor znakomitej, na wysokim poziomie prowadzonej audycji „Raport o stanie świata”.  Nota bene do dzisiaj nie jestem w stanie zrozumieć decyzji nie przedłużenia umowy właśnie z tym publicystą i autorem interesujących, ważnych książek. Jego audycje w żaden sposób nie komentowały poczynań „dobrej zmiany”, czy totalnej opozycji. Była poza i ponad plemiennymi wojnami. Może to po prostu czyjaś zawiść?

 

Kuba Strzyczkowski z Radia 357 mówi, że jego nowe radio nie miało planów wykorzystywania nazw audycji z Trójki. „Wypada jednak podziękować zarządowi za dobrą reklamę. Problem jednak polega na tym, że radio tworzy człowiek – jego sposób narracji, sposób opowiadania o świecie. Tytuł audycji jest wyłącznie etykietą formy, którą wypełnia prowadzący. I owszem, mógłbym założyć koszulkę Maradony, ale zapewniam, że dzięki temu nie będę grał jak Maradona” – oznajmił.

 

Jednak przewodniczący Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański, członkini tego ciała Joanna Lichocka i prezes Zarządu Polskiego Radia S.A. Agnieszka Kamińska najwyraźniej wierzą, że kogokolwiek posadzą przed mikrofonem, to wystarczy, że poprowadzi audycję np. „Markomania”, a słuchacze będą przekonani, że słyszą Marka Niedźwieckiego.

 

To, co w tej historii napawa optymizmem, to fakt, że eks-dziennikarze Trójki byli w stanie w rekordowo szybkim czasie znaleźć słuchaczy, którzy wyłożyli własne pieniądze, by móc nadal słuchać ulubionych prezenterów.  Radio Nowy Świat na stronie Patronite.pl uzbierało już 31 360 patronów, którzy w sumie wyłożyli 5 496 377 zł, po 697 018 zł miesięcznie. Radio 357 Kuby StrzyczkowskiegoMarka Niedźwieckiego ma 14 561 patronów, którzy złożyli się na 667 893 zł, deklarując miesięczne wpłaty 349 562 zł.

 

Sam Dariusz Rosiak zebrał w serwisie Patronite deklaracje miesięczne w kwocie 62 tys. złotych od ponad 4 tys. osób i prowadzi podcast „Raport o stanie świata”, do którego w październiku dołączył „Raport o stanie książek”.

 

A Program 3 dziś już właściwie nie istnieje. Słuchalność zjechała z 8,8 proc. po przejęciu Polskiego Radia przez PiS, do zaledwie 2,9 proc. Obecnie, po wielkiej czystce.

 

No, ale Czabański-Lichocka-Kamińska mają w zanadrzu wunderwaffe. Polskie Radio odpaliło w grudniu kampanię reklamową Programu 3 pod hasłem „Zapraszamy do Trójki”. To był tytuł jednych z najbardziej znanych porannych i popołudniowych audycji, prowadzili je m.in. Łukawski, Mann, Strzyczkowski, Olszański. I właśnie „Zapraszamy do Trójki” zdjął z anteny jej nowy dyrektor Michał Narkiewicz-Jodko.

 

Adam Socha

 

PS. Prezesko Polskiego Radia, nie zapomnijcie zastrzec też „Karpia” – projekt dziennikarzy „Trójki” wspólnego śpiewania świątecznej piosenki. Ta tradycja ma już 20 lat. Tematem wspólnym większości z piosenek jest refren: „Krok po kroku, krok po kroczku, Najpiękniejsze w całym roczku, Idą święta, idą święta”. Teksty do niej pisali m.in. Jakub Strzyczkowski, Artur Andrus, Grzegorz Wasowski, Michał Rusinek, Jacek Poniedzielski, Piotr Bukartyk, Maria Czubaszek, Michał Zabłocki. W tym roku czekamy na tekst tercetu Czabański-Lichocka-Kamińska. Koniecznie ujmijcie ocalenie karpia przez „Piątkę dla zwierząt”. Prezes JK będzie zachwycony!