Czy jest możliwa „Polska Stasiaka”? Spotkanie autorskie Wiktora Świetlika

25 listopada w Instytucie Europejskim w Łodzi, ul. Piotrkowska 262/264, o godz. 18.30 odbędzie się spotkanie autorskie Wiktora Świetlika poświęcone jego najnowszej książce „Polska Stasiaka”.

„Nie ma Rzeczypospolitej bez obywateli, ale nie będzie ona także mieć się dobrze, kiedy nie pracują dla niej dobrzy urzędnicy. Tacy, którzy rozumieją – jak ujął to mistrz Wincenty – iż >Rzeczpospolita jest jakby podopieczną<. Taką, która wymaga służby: wiernej, kompetentnej, nieoglądającej się za nagrodami ani korzyściami własnymi, ale za dobrem wspólnym. W tej książce zobaczyć można portret człowieka, który w ten właśnie sposób Rzeczpospolitą traktował, I dziwił się i ubolewał, kiedy widział, że inni tego nie robią. Ale nie upadał na duchu, nie wyklinał, tylko zachęcał, przekonywał – że dobrze jest pracować dla Polski – napisał we wstępie do „Polski Stasiaka” prof. Andrzej Nowak.

Ale książka Wiktora Świetlika  to nie tylko opowieść o wybitnym polskim urzędniku państwowym, który zginał tragicznie w katastrofie smoleńskiej, ale także próba refleksji nad polityką. Czy w obecnych czasach jest możliwy do zrealizowania ideał „Polski Stasiaka”? – na ten temat autor książki będzie chciał m.in. porozmawiać podczas spotkania w Łodzi.

Wiktor Świetlik to dziennikarz, publicysta i nauczyciel akademicki. Były dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i radiowej Trójki. Współzałożyciel Instytutu Staszica. Autor książki „Bronisław Komorowski. Pierwsza niezależna biografia”.

opr. jka

 

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Drony na Morzu Czarnym wygrywają z okrętami

Drony i baterie rakiet nadbrzeżnych, mogą pokonać rosyjską marynarkę wojenną z jej dużymi, drogimi, ale przestarzałymi okrętami wojennymi.

Pod koniec października br., po tym jak kilka miesięcy wcześniej pociski Neptun trafiły flagowy okręt Floty Czarnomorskiej, krążownik Moskwa, Ukraina po raz kolejny zademonstrowała Rosji swoje możliwości bojowe na Morzu Czarnym. Drony nawodne unieruchomiły kilka fregat, które wciąż nie mogą brać udziału w działaniach wojennych. Z wielkim zaskoczeniem rosyjskie dowództwo odkryło, że jest katastrofalnie w tyle nie tylko z krajami NATO, ale także za Ukrainą, nie tylko w taktyce, nie tylko w skuteczności czołgów i artylerii, ale także w produkcji dronów, zwłaszcza marynarki wojennej.

„Ukraińskie statki bezzałogowe wygrywają wojnę morską na Morzu Czarnym” – pisze amerykański magazyn Forbes. – „Uderzenie ukraińskich dronów w pobliżu Noworosyjska, sto mil od okupowanego przez Rosję Krymu w południowej Rosji, powinno wywołać alarm w Sewastopolu… Bezzałogowe statki nawodne sygnalizują zmianę strategii morskiej Ukrainy. Bayraktary i  Neptuny zapowiedziały pojawienie się nowego typu floty – bez dużych statków, ale z dużą liczbą dronów i pocisków. Bayraktar i bateria Neptun  zatopili w kwietniu flagowy okręt Floty Czarnomorskiej – krążownik Moskwa.  Bayraktary i wyrzutnie rakiet skierowały następnie swoją uwagę na okupowaną przez Rosję Wyspę Węży na zachodnim Morzu Czarnym, wysadzając rosyjski sprzęt na wyspie oraz topiąc łodzie i statki pomocnicze, próbujące uzupełnić zaopatrzenie garnizonu wyspy. Po szturmie na Sewastopola flota ukraińska stała się znacznie odważniejsza w korzystaniu z nowych bezzałogowców (…). Flota bezzałogowa, wraz z bateriami rakiet nabrzeżnych, przewyższa możliwości rosyjskiej marynarki wojennej z jej dużymi, drogimi i przestarzałymi okrętami wojennymi…”

Zadanie opracowania broni bezzałogowej zostało niedawno omówione przez ekspertów w Kijowie na konferencji „Wojna na Morzu Czarnym: imperatywy geopolityczne i strategiczne”. „Operacja wojskowa, którą Ukraina przeprowadziła 29 października przeciwko okrętom rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu, zostanie po wojnie szczegółowo zbadana przez ekspertów z innych krajów” – mówi Wołodymyr Zabłocki, kapitan I stopnia, ekspert marynarki, felietonista. magazynu Defense Express.

Zauważa, że ​​„taka operacja wojskowa to nowy rozdział w historii złożonych ataków na chronione bazy morskie. Wywołało to panikę na najwyższym poziomie w Rosji. Rozwój dronów to bardzo udany kierunek, jesteśmy światowym liderem i nie było to nawet teraz, ale jeszcze przed wojną. Współpracowaliśmy i współpracujemy z kilkoma krajami” – powiedział Wołodymyr Zabłocki.

Ukraina tworzy pierwszą na świecie flotę dronów morskich. To unikatowe urządzenia ukraińskiego rozwoju. Prezydent Ukrainy zapowiedział zbiórkę pieniędzy na sto dronów. Według koordynatora platformy, na której jest ona prowadzona, Yaroslavy Gres, na dzień 17 listopada zebrano już pieniądze na 25 dronów. Zdaniem ukraińskich ekspertów korzystanie ze stosunkowo tanich i niepozornych dronów to właściwa strategia dla asymetrycznych działań na morzu.

Przeciwko Rosji konieczne jest użycie ataków „komarów” z powietrza w taki sam sposób, jak robi to ona teraz na terytorium Ukrainy, wystrzeliwując irańskie drony Shahed. „Ukraińska wersja amerykańskiego Switchblade nie jest gorsza. Rozwój drona uderzeniowo-rozpoznawczego z pociskami RK-2V firmy Promin KB nie ustępuje Bayraktorowi. Nie jest on gorszy, ale nawet jeszcze mocniejszy. Ponieważ jednostka bojowa jest znacznie potężniejsza” – powiedział Valentin Badrak, dyrektor Centrum Badań Armii, Konwersji i Rozbrojenia.

„Szczególnie interesujące jest kompleksowe wykorzystanie bezzałogowych statków powietrznych, podwodnych dronów i robotów, które są w stanie działać i oddziaływać na granicy dwóch środowisk – powietrznego i morskiego. To generalnie nowe słowo i chcę powiedzieć, że ukraińscy specjaliści mają pewne doświadczenie w tej dziedzinie” – mówi Wołodymyr Zabłocki, felietonista magazynu Defense Express.

Rosja wciąż stara się dogonić Ukrainę i inne kraje w rozwoju dronów morskich. Dwa tygodnie temu Władimir Putin wyznaczył gubernatorowi Sewastopola Michajło Razwożajewowi zadanie stworzenia bezzałogowych pojazdów podwodnych i nawodnych w bazie w Sewastopolu. Następnie gubernator Sewastopola zauważył na posiedzeniu rządu, że „armia dronów musi zostać stworzona szybciej niż zrobi to Ukraina”.

Jak pisze serwis informacyjny ForPost w Sewastopolu: „Produkcja bezzałogowych dronów morskich stała się tematem spotkania, które odbyło się na Uniwersytecie Państwowym w Sewastopolu. Oprócz przedstawicieli nauki wzięli w nim udział praktycy. >Z oczywistych powodów nie mogę teraz podać szczegółów. Ale myślę, że ważne jest, aby poinformować państwa, że ​​rozpoczęły się prace w tym kierunku, który jest ważny dla nas i dla całego kraju<” – powiedział gubernator Sewastopola Mychajło Razwozhajew na swoim kanale Telegram. Na uczelni powstały już wydziały projektowe rozwój bezzałogowych statków powietrznych i innych, których doświadczenia zostaną wykorzystane do rozwoju bezzałogowych statków powietrznych. Jednak myśl naukowa w tej dziedzinie w Ukrainie, Turcji, Polsce, USA, Niemczech i innych krajach też się nie zatrzymała, a te kraje oczywiście będą starały się nie dopuścić do wyprzedzenia ich w tej dziedzinie przez Rosję.

 

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Zdrajcy z PKWN i bohaterowie z Londynu

W 1944 r. bolszewicy pisali do Stalina, że wkroczenie Armii Czerwonej Polacy uznają za „początek rosyjskiej okupacji”. Wiedzieli, że nie mają poparcia, dlatego władzę przejmowali bezprawnie. Kłamali, że to rząd w Londynie działa na podstawie „nielegalnej” konstytucji kwietniowej z 1935 r. Rządząc przez następne dekady niszczyli i dyskredytowali legalne polskie władze na uchodźstwie.

Bolszewicy kłamali także, że walczą z polskimi „faszystami”. W 1944 r. wkraczającej Armii Czerwonej towarzyszył Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Bolszewicy utworzyli go 22 lipca 1944 r. w Chełmie (faktycznie w Moskwie – tu odbyły się pierwsze trzy posiedzenia), w składzie, m.in.: Edward Osóbka-Morawski, Wanda Wasilewska, Andrzej Witos, Michał Rola-Żymierski, Wincenty Rzymowski. „Doradzał” sowiecki gen. Nikołaj Bułganin, który według Nikity Chruszczowa „miał uprawnienia specjalne, włączając w to władzę nad [polskim] wojskiem”.

Podobnie było w 1920 r. Wtedy, 23 lipca w Smoleńsku (faktycznie w Moskwie), bolszewicy stworzyli Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski, zwany Polrewkomem, jako zalążek przyszłej komunistycznej władzy. Towarzysze – m.in. Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski, Feliks Kon, Józef Unszlicht – przemieszczali się pociągiem pancernym za frontem wkraczającej Armii Czerwonej. „Manifest do polskiego ludu roboczego miast i wsi”, autorstwa Dzierżyńskiego, mówił wprost o likwidacji II Rzeczypospolitej i powstaniu Polskiej Socjalistycznej Republiki Rad. „Doradzał” sowiecki komisarz Iwan Skworcow-Stiepanow.

Na zdobytych terenach Podlasia i części Mazowsza bolszewicy bez powodzenia tworzyli Polską Armię Czerwoną, wydawali w języku polskim „Gońca Czerwonego”, a przede wszystkim, w ramach terroru rewolucyjnego, represjonowali, grabili i mordowali Polaków – np. w Białymstoku rozstrzelali przedstawicieli miejscowej elity, w tym prezydenta miasta. Wobec klęski Armii Czerwonej Polrewkom musiał uciekać z Polski i ostatecznie został rozwiązany.

Odpowiednikiem „Manifestu do polskiego ludu roboczego miast i wsi” był „Manifest PKWN”. Odpowiednikiem Polskiej Armii Czerwonej było ludowe Wojsko Polskie, a „Gońca Czerwonego” „Trybuna Ludu”.

Manifest stwierdzał, że jedynym legalnym źródłem władzy w Polsce jest komunistyczna, uzurpatorska Krajowa Rada Narodowa, a powołany przez nią PKWN „legalną tymczasową władzą wykonawczą”. Tymczasem jedyny legalny rząd emigracyjny w Londynie, działający na podstawie przedwojennej konstytucji kwietniowej, owi czerwoni przestępcy określili jako „władzę samozwańczą”. Następował kolejny krwawy etap rozprawy z polskimi niepodległościowcami.

Błędem byłoby twierdzenie, że PKWN to tylko przeszłość, że odszedł razem z klęską komuny. No bo przecież komuna wcale od nas nie odeszła, ona trwała w najlepsze rozkradając nasz kraj. Dzieci i wnukowie owych PKWN-owców, dzięki Okrągłemu Stołowi, do niedawna rządziły Polską.

O tym, że ludzie PKWN nie zniknęli, tylko zachowali, a nawet zwielokrotnili wpływy (także zyski), najlepiej świadczył uroczysty pochówek – w 2014 r. – Wojciecha Jaruzelskiego w miejscu, gdzie nigdy nie miał prawa być pochowany, czyli na warszawskich Powązkach Wojskowych – nekropolii polskich bohaterów. Przywódcę komunistów polskich władze III RP pożegnały z najwyższymi honorami państwowymi, wojskowymi i kościelnymi.

Z drugiej strony – za czasów PO-PSL – zablokowano prace ekshumacyjne polskich bohaterów na cmentarzu na Służewie i na „Łączce” Powązek Wojskowych. W prawdziwie wolnej, niepodległej Rzeczpospolitej taka postawa byłaby niemożliwa, wręcz piętnowana. Tak jak niemożliwe byłoby dalsze trwanie Pałacu Stalina (pod kamuflującą nazwą Pałacu Kultury i Nauki). II RP kazała rozebrać okupacyjnego kolosa – sobór Aleksandra Newskiego na ówczesnym Placu Saskim.

Współczesne pseudoelity rodem z PKWN nie chciały też rozliczać komunistycznej przeszłości. Nie sądziło się oprawców za stosowanie drakońskiego prawa, lecz za jego naruszenia. A zatem całkiem prawomocne i legalne było ściganie, strzelanie do AK-owców i WiN-owców, a jedynie odrobinę nieprawomocne było wyrywanie im paznokci podczas ubeckich śledztw. Takie podejście do stalinowskiej przeszłości powodowało, że w Polsce nie nastąpiła moralna odnowa, odbudowa wartości narodowych. W świetle dzisiejszego prawa i aktywności lobby broniącego oprawców z UB, czy Informacji Wojskowej (później znana pod nazwami WSW i WSI), haniebny proces rotmistrza Witolda Pileckiego był całkiem praworządny. Bo przecież sędziowie w polskich mundurach (nie było istotne, że naprawdę byli przebierańcami, ludźmi sowieckimi) sądzili szpiega i bandytę. A dziś postkomunistyczne media (prym wiedzie tygodnik Polityka) kłamią, że Witold Pilecki poszedł na współpracę z oprawcami z UB.

Przedwojenna Polska została wymordowana przez PKWN-owców. Ci, którzy zdecydowali się wrócić z Londynu – wojskowi, politycy, twórcy – w najlepszym razie byli represjonowani i inwigilowani. Przedwojenne elity Rzeczpospolitej zostały poddane cenzorskiej obróbce i bolszewickiej propagandzie. Komuniści zastosowali wobec wolnych Polaków jeszcze potworniejszy oręż – zapomnienie. Stąd obywatele współczesnej Rzeczpospolitej zdecydowanie bardziej kojarzą takich niegodziwców i zbrodniarzy, jak Jaruzelski, Kiszczak, Urban, Bierut czy Gierek, niż wspaniałych przedstawicieli polskich elit wojskowych i cywilnych, by wymienić tylko Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, gen. Stanisława Sosabowskiego, czy gen. Stanisława Maczka (wyzwoliciel Bredy jest w tym gronie ciut bardziej rozpoznawalny), pisarza Józefa Mackiewicza, Ferdynanda Goetela, Sergiusza Piaseckiego…

Mamy jeszcze smutny aspekt międzynarodowy. Niestety, nasi wojenni sojusznicy uznali (w lipcu 1945 r.) emanację PKWN – Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej za legalną władzę w Polsce, odmawiając poparcia jedynemu legalnemu rządowi w Londynie.

Teraz sprowadziliśmy z Cmentarza Lotników Polskich w Newark w Wielkiej Brytanii i pochowaliśmy w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie prochy trzech prezydentów Najjaśniejszej Rzeczpospolitej na uchodźstwie: Władysława Raczkiewicza, Augusta Zaleskiego i Stanisława Ostrowskiego. To ważna dla Polaków symbolika, bo większość z nas dba o groby. I mam nadzieję, że godne, państwowe uroczystości wywołały refleksję, że ci nasi krajanie, mężowie stanu wrócili do Ojczyzny po latach przymusowego wygnania. A ich nazwiska choć na moment stały się trochę bardziej bliskie.

Ale czy ten uroczysty pochówek najwyższych reprezentantów Polski pociągnie za sobą coś więcej? Restytucję polityczną, prawną i moralną prawdziwie wolnej i niepodległej Ojczyzny, jaką była II RP? Napisanie nowej konstytucji – odwołującej się nie do tej stalinowskiej, z 1952 r., ale kwietniowej z 1935 r.?

Dopiero wtedy będziemy mogli bez wahania powiedzieć, że wybór prezydentów Raczkiewicza, Zaleskiego i Ostrowskiego (a także Edwarda Raczyńskiego – spoczywa w rodowym mauzoleum w Rogalinie, oraz Kazimierza Sabbata – pozostał wolą rodziny na cmentarzu Gunnersbury w Londynie) przyniósł wymierne efekty. Że ci wybitni Polacy wygrali swoją batalię! A skoro oni wrócili, „prezydenta” Bieruta i innych komunistów powinniśmy odesłać tam, gdzie ich miejsce – do Moskwy.

 

28 listopada ma rozpocząć się proces Andrzeja Poczobuta

Po ponad 1,5 roku od zatrzymania, 28 listopada w Grodnie ma rozpocząć się proces Andrzeja Poczobuta, polskiego dziennikarza i działacza Związku Polaków na Białorusi. Grozi mu kara wieloletniego więzienia.

Jak podaje na swoim portalu telewizja Biełsat, proces Poczobuta odbywać się będzie w Sądzie Okręgowym w Grodnie, a sprawę poprowadzi Dzmitryj Bubenczyk.

Andrzeja Poczobuta, polskiego dziennikarza z Grodna i członka zarządu głównego Związku Polaków na Białorusi aresztowano 25 marca 2021 roku. Postawiono mu zarzuty z artykułu 130 Kodeksu karnego – „popełnione przez grupę osób świadome działania mające na celu rozpalanie wrogości na tle narodowym, religijnym, językowym oraz świadomą rehabilitację nazizmu”. Za taki czyn grozi do 12 lat pozbawienia wolności.

W sierpniu tego roku zlikwidowane przez reżim w Mińsku Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy poinformowało, że Poczobut został dodatkowo oskarżony o „wzywanie do działań na szkodę bezpieczeństwa Białorusi”, za co grozi kara od trzech do dziesięciu lat więzienia. Komentatorzy zwracali uwagę, że odpowiedzialność karna za takie działania została wprowadzona jesienią 2021 roku, gdy polski dziennikarz był już w areszcie, ma więc odpowiadał za czyny, które w momencie rzekomego ich popełnienia nie były przestępstwem.

opr. jka, źródło: belsat.eu

 

Mundial w Katarze w Telewizji Polskiej: wszystkie mecze i specjalne programy

Wszystkie mecze Mistrzostw Świata w piłce nożnej, które 20 listopada rozpoczną się w Katarze, pokaże Telewizja Polska. Na futbolowych fanów czekają też poszerzone studia oraz specjalne programy. Na czas mistrzostw zostanie też uruchomiony kanał TVP 4K, całkowicie poświęcony mundialowi.

Dzień przed mistrzostwami TVP Sport wyemituje specjalny program „Halo Katar”, przedstawiający najważniejsze fakty związane z mundialem.

20 listopada o godz. 15.45 w TVP1 oraz TVP Sport rozpocznie się transmisja z ceremonii otwarcia Mistrzostw Świata w Katarze, a tuż po niej studio przedmeczowe oraz transmisja pierwszego spotkania mundialu Katar – Ekwador. Mecz ten skomentują Jacek Laskowski i Robert Podoliński, z kolei ceremonię otwarcia relacjonować będzie Piotr Sobczyński.

Reprezentacja Polski w drodze losowania trafiła do grupy C, w której zagramy z kadrami: Meksyku, Argentyny oraz Arabii Saudyjskiej.

Mecz Polska – Meksyk skomentują Mateusz Borek i Janusz Michallik. Dwa kolejne starcia biało-czerwonych będzie relacjonować Jacek Laskowski. 26 listopada na Education City Stadium w Al-Rajjan podczas spotkania z Arabią Saudyjską zasiądzie obok niego Marcin Żewłakow. Z kolei w środę 30 listopada mecz z Argentyną wraz z Laskowskim skomentuje Robert Podoliński. Pozostałe mecze będą komentować również: Przemysław Pełka, Dariusz Szpakowski, Sławomir Kwiatkowski, Maciej Iwański oraz Sebastian Mila i Jakub Wawrzyniak. Dla Dariusza Szpakowskiego będą to 10 mistrzostwa świata w piłce nożnej z Telewizją Polską.

Na piłkarskich fanów czekają poszerzone studia meczowe w TVP Sport oraz dedykowane katarskiemu mundialowi programy: „Mundial na tak”, „Halo Katar”, „Mundial lajt”, w których występować będą dziennikarze sportowi TVP oraz zaproszeni eksperci: byli lub obecni piłkarze i trenerzy, w tym m.in. były selekcjoner reprezentacji Polski, Jerzy Brzęczek. Studia poprowadzą: Maciej Kurzajewski, Rafał Patyra, Marcin Rams, Mariusz Jankowski, Kacper Tomczyk.

Dodatkowo studia z Kataru przy meczach reprezentacji Polski poprowadzą: Jacek Kurowski (Polska – Meksyk i Polska – Arabia Saudyjska) i Mateusz Borek (Polska – Argentyna).

Wszystkie mecze mistrzostw transmitowane będą w TVP1, TVP2 oraz TVP Sport. W przypadku spotkań rozgrywanych o tej samej porze – jeden będzie w Jedynce, drugi – w Dwójce, będzie można oglądać transmisję łączoną  w TVP Sport. Ponadto, każdy mecz ma być dostępny na stronie TVPSPORT.PL, w aplikacji mobilnej TVP Sport oraz w Smart TV.

Na czas trwania Mistrzostw Świata w piłce nożnej w Katarze zostanie uruchomiony kanał TVP 4K,  na którym będzie można obejrzeć wszystkie mecze mundialu, w tym spotkania reprezentacji Polski, w wysokiej rozdzielczości UHD.

opr. jka, źródło: Telewizja Polska

 

HUBERT BEKRYCHT: AAA – Asnyka nie sprzedam, czyli niepodległość dziennikarska

W przededniu Święta Niepodległości 11 listopada polskie media puchną od porad, jak ów dzień obchodzić, jak trwać w zadumie, kogo wówczas wspominać, kogo nie i – najważniejsze – co robić, aby niepodległość to nie był drętwy monolog Stasia Tarkowskiego z „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza. A, czy my, dziennikarze wiemy co to jest niepodległe dziennikarstwo?

Aby dokonać krótkiej wykładni tego pojęcia posłużę się wierszem „Daremne żale” Adama Asnyka. Utwór napisany 150 lat temu powinien być znany większości Polaków, bo powinien być analizowany w szkołach. Powinien…

 

Daremne żale – próżny trud,

Bezsilne złorzeczenia!

Przeżytych kształtów żaden cud

Nie wróci do istnienia.

 

Dziennikarze współcześni, nawet w przededniu Święta Niepodległości, przeraźliwie nie zdają sobie sprawy z tego, że przywoływanie przeszłości, historii, także tej niedawnej, powinno mieć sens i być osadzone w kontekście teraźniejszym.

Przypominanie dziejów nie musi być oczywiście tylko przyjemne, ale nie może być tylko połajanką dla dzieci. Historia ma uczyć, nie może powodować torsji. Nieważne czy ze strachu, czy ze śmiechu…

 

  Świat wam nie odda, idąc wstecz,

Znikomych mar szeregu –

Nie zdoła ogień ani miecz

Powstrzymać myśli w biegu.

 

W pogoni za tzw. klikalnością dziennikarze ukrywają skwapliwie fakt, że świadomie wypaczają sens słów Asnyka. „Ogień i miecz” nie mogą wyłączać myślenia, ale przecież nikt nie każe mediom odrzucić radykalne metody przekazu, które dotrą do odbiorców.

Urodzony w Kaliszu twórca był także doktorem filozofii, ale nie przewidział, że dzisiejsi kronikarze rzeczywistości będą dążyć do hamowania nowych trendów, aby móc spłacać kredyt. I wykonywać polityczne zlecenia…

 

Trzeba z żywymi naprzód iść,

Po życie sięgać nowe…

A nie w uwiędłych laurów liść

Z uporem stroić głowę.

Z tymi żywymi to – radzę – ostrożnie. Dziennikarz czasem powinien popatrzeć na narodową graciarnię nie wyrzucając starych, ale przydatnych jeszcze sprzętów. I co, jeśli laur jeszcze nie wysechł?

 

Wy nie cofniecie życia fal!

Nic skargi nie pomogą –

Bezsilne gniewy, próżny żal!

Świat pójdzie swoją drogą.

 

Nic nie odwróci koła historii? Technika idzie jednak do przodu i ktoś może wynaleźć, specjalnie dla dziennikarzy, maszynę, która powodować będzie symboliczny powrót pasty do tuby. Media poszły swoją drogą, ale świat może mieć lepszą ścieżkę.

I weźmy pod uwagę, że pod utworem Adama Asnyka widnieje data 1 kwietnia. Co prawda 1877 roku, ale czy prorok nie może zażartować?

 

 

Non omnis moriar. Pamięć o zmarłych dziennikarzach

Trwając w atmosferze uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego  członkowie Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich uczestniczyli 6 listopada br. we Mszy św.  we wrocławskim kościele pw. św. Maurycego.  W Liturgii Eucharystycznej sprawowanej przez członka stowarzyszenia ks. prof. Tomasza Błaszczyka  modlono się za zmarłych we wcześniejszych latach dziennikarzy i pracowników mediów dolnośląskich: Brunona Brożyniaka, Romualda   Adama Lazarowicza, Lothara Helmuta Herbsta, Antoniego Gucwińskiego  oraz zmarłych w bieżącym roku: Moniki Jaworskiej, Krzysztofa Kucharskiego, Łukasza Owsianego, Dawida Palucha.

W kazaniu celebrans skoncentrował uwagę na triadzie prawd eschatologii chrześcijańskiej wyrażonych w  „Credo”  i  odnoszących się do egzystencji każdego człowieka:  śmierci, zmartwychwstania i życia wiecznego. Te prawdy podniesione w przekazie biblijnym Starego i Nowego Testamentu znalazły swój dowodny wyraz w osobie i życiu  Jezusa Chrystusa –  co jako chrześcijanie  przyjmujemy i z wiarą wyznajemy.

Podkreślenie jednak wyjątkowego znaczenia i ponadczasowej doniosłości  rozstania z  życiem doczesnym oraz konsekwencji tego aktu  z perspektywy chrześcijańskiej poprzedzone zostało analizą śmierci  – jako zagadnienia podjętego przez myślicieli ujmujących ją zarówno  z perspektywy pesymistycznej, jak i optymistycznej.  W przypadku pierwszej  koncepcji  – odwołano się   do  poglądów głoszonych przez: Voltaireʹa, Martina Heideggera, Jeana Paula Sartreʾa – ze stwierdzeniem, że „absurdem jest, że narodziliśmy się i absurdem, że umieramy”.      W odniesieniu  zaś do koncepcji optymistycznych zbliżonych do chrześcijaństwa  kaznodzieja przywołał m.in. tezy filozofii platońskiej, neoplatońskiej i stoickiej – zwieńczonej przemyśleniami Seneki Młodszego  uznającego śmierć za „radosne przejście do życia wiecznego”, – „przejście ze świata cierpień i różnych ograniczeń do świata szczęśliwego”.

Zarówno udział we Mszy św.,  jak i rozmowy jej uczestników po zakończeniu liturgii uświadomiły nam konieczność pielęgnowania  pamięci o tych, którzy odeszli.  Szacunek dla nich kształtuje bowiem tożsamość środowiska dziennikarskiego, czyni je bardziej zintegrowanym i dojrzałym oraz odpowiedzialnym za przetrwanie chlubnej tradycji dziennikarskiego etosu.

 

Wsparcie CMWP SDP dla red. Dariusza Dopierały z „Gońca Bartoszyckiego”

W związku z otrzymanym zgłoszeniem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  informuje, iż objęło czynności urzędowe Burmistrza i Urzędu Miasta w Bartoszycach w woj. warmińsko-mazurskim monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka oraz innych przepisów prawa w zakresie wolności słowa i prasy. Według oceny CMWP zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Dariusza Dopierały,  dziennikarza „Gońca Bartoszyckiego”. Jak bowiem ustalono, czynności podejmowane wobec red. Dariusza Dopierały  przez Urząd Miasta w Bartoszycach budzą poważne wątpliwości co do ich zgodności z przepisami prawa. W ocenie CMWP SDP  w niektórych przypadkach miało miejsce naruszenie  przepisów dotyczących mediów , przede wszystkim ustawy o dostępie do informacji publicznej i ustawy Prawo prasowe. 

Nie ulega wątpliwości, iż Urząd Miasta  generalnie nie udzielał odpowiedzi na składane przez dziennikarza  wnioski o udostępnienie informacji publicznej, przesyłane drogą elektroniczną. Taka praktyka jest niezgodna z przepisami ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. W orzecznictwie sądów administracyjnych, a także w piśmiennictwie prawniczym wielokrotnie wskazywano, że wniosek o udostępnienie informacji publicznej może zostać złożony za pomocą e-maila. Kwestia ta jest bezsporna. Na tak zadane pytanie Urząd jest zobowiązany udzielić odpowiedzi, a to nie miało i nadal nie ma miejsca.

Burmistrz Bartoszyc Piotr Petrykowski i nikt z Urzędu Miasta w Bartoszycach od 26 stycznia 2021 roku nie odpowiadał na wnioski  dziennikarza o udostępnienie informacji publicznej przesyłane  pocztą elektroniczną. Lakonicznej odpowiedzi udzielono dziennikarzowi dopiero po złożeniu skargi  do WSA w Olsztynie i korzystnej dla dziennikarza decyzji Sądu. Niestety, sytuacja nie poprawiła się, poza nielicznymi wyjątkami, dziennikarz nie otrzymuje nadal  żadnej informacji w formie ustnej.  Dariusz Dopierała wielokrotnie wysyłał do Urzędu Miasta w Bartoszycach prośby o komentarz do wypowiedzi, przygotowanych lub publikowanych artykułów prasowych. Nie otrzymuje jednak żadnego komentarza do przesłanej tematyki. Odpowiedzi udzielana jest wyłącznie wtedy, gdy składana jest w formie wniosku o udostępnienie informacji publicznej, co znacznie utrudnia, a w niektórych przypadkach wręcz uniemożliwia przygotowanie publikacji dostosowane do cyklu wydawniczego gazety.

CMWP SDP potwierdza, iż były  także przypadki nieudzielania odpowiedzi przez Burmistrza na wystosowaną przez  red. Dariusza Dopierałę krytykę prasową. Ponadto Urząd Miasta (reprezentowany przez burmistrza) przesłał pismo do przełożonego  red. Dopierały w „Gazecie Olsztyńskiej”, podważając kwalifikacje i oskarżając dziennikarza o nierzetelność dziennikarską oraz żądając wyciągnięcia wobec niego  konsekwencji zawodowych.Jest to praktyka nieakceptowalna. Równocześnie w treści inkryminowanego pisma Burmistrz wprost wskazał, że informacje, komentarze i wyjaśnienia będą przekazywane redaktorom „Gazety Olsztyńskiej”, ale nie „Gońca Bartoszyckiego”. Zważywszy na wolnościową funkcję prasy wynikającą z Konstytucji RP oraz uregulowania Prawa prasowego, a zwłaszcza art. 6 ust. 4 pr. pras. (Nie wolno utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych ani w inny sposób tłumić krytyki), należy stwierdzić, że tego rodzaju działania są niedopuszczalne i nie mają oparcia w obowiązujących przepisach prawa, gdyż są nakierowane na stłumienie krytyki prasowej. Ponadto treść  niektórych pism w ocenie CMWP SDP   może stanowić naruszenie dóbr osobistych red. Dariusza Dopierały, które podlegają ochronie prawnej (art. 23 i 24 k.c.).

Należy również podkreślić, że praktyka polegająca na tym, iż urząd administracji publicznej uzurpuje sobie możliwość decydowania o tym, z którymi dziennikarzami będzie współpracował, a którym tego prawa odmawia, nie mieści się w europejskich standardach wolności słowa.  W zależności od okoliczności sprawy, Centrum Monitoringu Wolności Prasy będzie analizować sytuację
i rozważy zastosowanie adekwatnych środków pozostających w dyspozycji Centrum. Na tym etapie do Urzędu Miasta w Bartoszycach zostało  wysłane  zawiadomienie o objęciu działań Urzędu monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka w zakresie wolności słowa i prasy.

CMWP podjął monitoring zgodnie z przepisami prawa, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. Monitoring będzie obejmował całokształt czynności urzędowych Burmistrza i Urzędu Miasta w Bartoszycach odnoszących się do w/w kwestii, ze szczególnym uwzględnieniem:

  • przestrzegania przepisów ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej w zakresie udzielania informacji publicznej dla dziennikarzy
  • obowiązku udzielania informacji prasie przez kierowników jednostek organizacyjnych (art. 11 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe)
  • obowiązku umożliwienia dziennikarzom nawiązania kontaktu z pracownikami oraz swobodnego zbierania wśród nich informacji i opinii (art. 11 ust. 3 pr. pras.)
  • udzielania odpowiedzi na otrzymaną krytykę prasową (art. 6 ust. 3 pr. pras.)
  • niepodejmowania czynów mogących wypełniać znamiona utrudniania lub tłumienia krytyki prasowej, w tym naruszania zakazu utrudniania prasie zbierania materiałów krytycznych lub tłumienia krytyki w inny sposób (art. 6 ust. 4 i art. 44 ust. 1 pr. pras.)
  • niepodejmowania działań nakierowanych na zmuszenie dziennikarza do zaniechania interwencji prasowych (art. 43 pr. pras.)

Podjęcie monitoringu oznacza, że jako organizacja pozarządowa będziemy gromadzić jawne informacje na temat działań Burmistrza i Urzędu Miasta Bartoszyce w zakreślonych wyżej
obszarach, z zachowaniem obowiązujących przepisów prawa oraz celów funkcjonowania CMWP, jak również poddawać je analizie pod kątem przestrzegania obowiązujących przepisów prawa w zakresie wolności słowa i prasy. Należy bowiem podkreślić, że praktyka polegająca na tym, iż urząd administracji publicznej uzurpuje sobie możliwość decydowania o tym, z którymi dziennikarzami będzie współpracował, a którym tego prawa odmawia, nie mieści się w europejskich standardach wolności słowa.

CMWP SDP apeluje do Burmistrza Miasta Bartoszyce o przestrzeganie i poszanowanie prawa, w tym przepisów prawa mediów oraz o nawiązanie realnej i opartej na rzeczowości i profesjonalizmie relacji z red. Dariuszem Dopierałą.

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

Warszawa 28 października 2022 r.

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Czy w Polsce skończył się komunizm?

28 października 1989 r., Joanna Szczepkowska w „Dzienniku Telewizyjnym” TVP stwierdziła: „Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm!”. Tylko, czy na pewno?

Czy w tym przypadku racji nie ma jeden z towarzyszy? Konkretnie tow. Włodzimierz Czarzasty: „Wyście się z nami, k…wa, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 roku do-ga-da-li!”. Ten sam Czarzasty, który w 2019 r. na konwencji komunistów w Katowicach wychwalał PRL i dziękował okupacyjnej armii bolszewickiej za „wyzwolenie”. Wyzwolili was – komunistów, Polaków zniewolili.

Czym jest zatem 1989 rok? To pseudo-święto wynikające z kontraktu pseudo-elit, dogadania się ówczesnych komunistów z byłymi komunistami przy Okrągłym Stole. Dlatego trudno się dziwić, że ci uzurpatorzy całkowite odrzucili dorobek II Rzeczypospolitej, wyrzucili do kosza rząd londyński i konstytucję kwietniową.

Okrągłostołowe „elity”, zamiast odwołania się do legalnej, obowiązującej niezmiennie konstytucji kwietniowej, wybrały kontynuowanie konstytucji, na której osobiście poprawki nanosił Józef Stalin. Bo dzisiejsza konstytucja tzw. III RP – tak zażarcie broniona przez ludzi chorujących wciąż na homo sovieticus – jest kontynuacją stalinowskiej ustawy z 1952 r.

Cieniem na porządku prawnym Polski po 1989 r. położyło się również to, że urzędujący na podstawie tej samej konstytucji z 1935 r., legalny prezydent II Rzeczpospolitej na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski nie został pierwszym prezydentem III Rzeczpospolitej.
22 grudnia 1990 r. prezydent Kaczorowski dokonał tylko symbolicznego gestu: przekazał insygnia prawowitej, konstytucyjnej władzy nowo wybranemu prezydentowi Lechowi Wałęsie. Były to: chorągiew RP, pieczęć Kancelarii Prezydenta, oryginał Konstytucji z 1935 r. oraz Order Orła Białego. Wielka uroczystość na Zamku Królewskim w Warszawie. Wielka, ale z biegiem lat coraz bardziej ukrywana. Bo Wałęsie ani reszcie okrągłostołowców nie zależało, aby wracać do jakiejś przedwojennej Polski, jej prawodawstwa i tradycji. Chcieli budować PRL – bis.

A powinno być zupełnie inaczej. Należało najpierw przywrócić obowiązującą niezmiennie od dziesięcioleci konstytucję kwietniową z 1935 r. W miejsce konstytucji stalinowskiej, napisanej w Moskwie i ogłoszonej przez komunistów nigdy nie wybranych przez Polaków w żadnych wyborach. Bo czy nielegalna, uzurpatorska władza może stanowić legalne prawo?

I druga fundamentalna sprawa. Po przywróceniu polskiego – zamiast komunistycznego – prawa automatycznie władzami Polski stawał się Rząd RP na Uchodźstwie i prezydent. Ta władza, która funkcjonowała po 17 września 1939 r. najpierw w Rumunii, potem we Francji, a wreszcie przetrwała dekady w Wielkiej Brytanii, zachowała ciągłość II RP – prawdziwie niepodległego państwa polskiego. W przeciwieństwie do tzw. Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, która była sowiecką kolonią, całkowicie zależną od Moskwy.

A przynajmniej należało Polaków z Londynu: prezydenta, ministrów, przedstawicieli partii politycznych – prawowitych reprezentantów Rzeczpospolitej (w przeciwieństwie do komunistów) – zaprosić do współrządzenia. Niestety, z Polską Piłsudskiego, Dmowskiego, Paderewskiego, Daszyńskiego, a potem Kaczorowskiego, Sabbata, Andersa – wolną Polską wolnych Polaków, przy Okrągłym Stole wygrała Polska „ludowa” funkcjonariuszy, agentów i poddanych Kremla: Bieruta, Gomułki, Jaruzelskiego, Kiszczaka i Urbana. Ten stan w wielu aspektach – przez brak powszechnej dekomunizacji – trwa do dziś.

 

Listopadowe spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP. Gościem poetka Alicja Patey-Grabowska

Listopadowe spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP odbędzie się w środę, 9 listopada 2022 r., o godz. 17.00  – jak zwykle w Domu Dziennikarza, przy ulicy Foksal 3/5 w Warszawie. Gościem będzie Alicja Patey-Grabowska – znana poetka, autorka utworów dla dzieci, sztuk scenicznych, krytyk literacki, tłumaczka.

Serdecznie zapraszam!

Teresa Kaczorowska

przewodnicząca Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP


Alicja Patey-Grabowska jest warszawianką, jako dziecko przeżyła  Powstanie Warszawskie – na Starym Mieście, przy ulicy Podwale 22 (w tej samej kamienicy gdzie mieszkała  Maria Konopnicka, a po Powstaniu był obóz Dulag 121. Pochodzi z rodziny nauczycielskiej, matka Stanisława z domu Stec była matematyczką, ojciec Kazimierz Roman Grabowski – pedagogiem, psychologiem i zginął w  zbrodni katyńskiej. Został powołany w 1939 r. jako 38-letni podporucznik rezerwy, w sześć lat po ślubie, do 21 pułku piechoty płk. Sosabowskiego. Walczył w obronie Warszawy i Siedlec, trafił do obozu jenieckiego dla oficerów polskich w Kozielsku i zginął 3 kwietnia 1940 r. w Katyniu.

Jest autorką 15 zbiorów poezji – ale w swoim bogatym dorobku ma aż 31 pozycji (w tym 10 książek dla najmłodszych, 2 sztuki sceniczne).  Wiele jej utworów znalazło się w antologiach i przetłumaczono na języki obce: angielski, niemiecki, francuski, włoski, grecki, hiszpański, japoński, albański, rosyjski, bułgarski, serbsko-chorwacki. Począwszy od debiutu w 1969 r. ukazywały się o jej utworach na łamach pism literackich liczne recenzje. Krytycy są zgodni, że wobec książek poetyckich Alicji Patey-Grabowskiej nie można przejść obojętnie, że ich autorka to kobieta mądra nie tylko dramatycznym doświadczeniem życiowym, ale i szczególną wrażliwością etyczną. Świadoma siebie, swojej jedności ze światem i z kosmosem, która ma coś naprawdę do powiedzenia. Jej poezja, różnorodna w formie, od bogactwa tropów poetyckich do prostoty w wyrażaniu uczuć i myśli, trafia do serca czytelnika, uruchamia jego wyobraźnię, sięga do podświadomości.  – „Mamy do czynienia z autorką o wyjątkowej intuicji lirycznej” – pisał Maciej Karsowski w „Wiadomościach Literackich” (nr 21, 1997).

Paleta tematyczna wierszy Patey-Grabowskiej jest szeroka. Od liryki począwszy, jak np. kultowy już wiersz „Adam Ewa”, tłumaczony na wiele języków (w tym na j. niemiecki przez Karla Dedeciusa); po ostre satyry i ezopowe bajki w tomiku „Zwierzyniec” i wiersze nawiązujące do historii (tematyka katyńska) oraz do aktualnych spraw nurtujących współczesne społeczeństwo.

Poetka jest laureatką wielu nagród, w tym prestiżowej nagrody Srebrnego Wieńca przyznanej w 1989 r. przez Międzynarodową Akademię Literatury Nauki i Sztuki Di Ponzen w Neapolu. Ma też tytuł Damy Poezji i profesora przyznane przez międzynarodową Akademię Literatury i Sztuki „La Crisalide” we Włoszech  (1996). Otrzymała też Nagrodę Prix Europa, Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki (1997), Nagrodę im. Witolda Hulewicza (2018), I nagrodę za sztukę teatralną „Ściana” przyznaną przez Pałac Pod Baranami w Krakowie (1989).

Alicja Patey-Grabowska ceni poezję kobiecą. Uważa, że kobiety piszą z większymi emocjami, są bardziej niż mężczyźni wrażliwe na cierpienia człowieka. W poezji kobiet jest też więcej liryzmu, uczuć macierzyńskich i humanitarnych, ale też problemów egzystencjonalnych, jak lęk przed wojną, samotnością, czy starością. Twórczość kobieca jest bardziej interesująca pod względem nie tylko literackim, ale również psychologicznym. Dlatego wydała aż trzy antologie poezji polskich poetek: „Ja i Ty” (wiersze miłosne polskich poetek współczesnych), „W imię miłości” (wiersze polskich poetek od XIX do 1996 r.) oraz „Poetki z Syreniego Grodu” (2021).  Należy do SPP.