Non omnis moriar. Pamięć o zmarłych dziennikarzach

Trwając w atmosferze uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego  członkowie Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich uczestniczyli 6 listopada br. we Mszy św.  we wrocławskim kościele pw. św. Maurycego.  W Liturgii Eucharystycznej sprawowanej przez członka stowarzyszenia ks. prof. Tomasza Błaszczyka  modlono się za zmarłych we wcześniejszych latach dziennikarzy i pracowników mediów dolnośląskich: Brunona Brożyniaka, Romualda   Adama Lazarowicza, Lothara Helmuta Herbsta, Antoniego Gucwińskiego  oraz zmarłych w bieżącym roku: Moniki Jaworskiej, Krzysztofa Kucharskiego, Łukasza Owsianego, Dawida Palucha.

W kazaniu celebrans skoncentrował uwagę na triadzie prawd eschatologii chrześcijańskiej wyrażonych w  „Credo”  i  odnoszących się do egzystencji każdego człowieka:  śmierci, zmartwychwstania i życia wiecznego. Te prawdy podniesione w przekazie biblijnym Starego i Nowego Testamentu znalazły swój dowodny wyraz w osobie i życiu  Jezusa Chrystusa –  co jako chrześcijanie  przyjmujemy i z wiarą wyznajemy.

Podkreślenie jednak wyjątkowego znaczenia i ponadczasowej doniosłości  rozstania z  życiem doczesnym oraz konsekwencji tego aktu  z perspektywy chrześcijańskiej poprzedzone zostało analizą śmierci  – jako zagadnienia podjętego przez myślicieli ujmujących ją zarówno  z perspektywy pesymistycznej, jak i optymistycznej.  W przypadku pierwszej  koncepcji  – odwołano się   do  poglądów głoszonych przez: Voltaireʹa, Martina Heideggera, Jeana Paula Sartreʾa – ze stwierdzeniem, że „absurdem jest, że narodziliśmy się i absurdem, że umieramy”.      W odniesieniu  zaś do koncepcji optymistycznych zbliżonych do chrześcijaństwa  kaznodzieja przywołał m.in. tezy filozofii platońskiej, neoplatońskiej i stoickiej – zwieńczonej przemyśleniami Seneki Młodszego  uznającego śmierć za „radosne przejście do życia wiecznego”, – „przejście ze świata cierpień i różnych ograniczeń do świata szczęśliwego”.

Zarówno udział we Mszy św.,  jak i rozmowy jej uczestników po zakończeniu liturgii uświadomiły nam konieczność pielęgnowania  pamięci o tych, którzy odeszli.  Szacunek dla nich kształtuje bowiem tożsamość środowiska dziennikarskiego, czyni je bardziej zintegrowanym i dojrzałym oraz odpowiedzialnym za przetrwanie chlubnej tradycji dziennikarskiego etosu.

 

Wsparcie CMWP SDP dla red. Dariusza Dopierały z „Gońca Bartoszyckiego”

W związku z otrzymanym zgłoszeniem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP  informuje, iż objęło czynności urzędowe Burmistrza i Urzędu Miasta w Bartoszycach w woj. warmińsko-mazurskim monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka oraz innych przepisów prawa w zakresie wolności słowa i prasy. Według oceny CMWP zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Dariusza Dopierały,  dziennikarza „Gońca Bartoszyckiego”. Jak bowiem ustalono, czynności podejmowane wobec red. Dariusza Dopierały  przez Urząd Miasta w Bartoszycach budzą poważne wątpliwości co do ich zgodności z przepisami prawa. W ocenie CMWP SDP  w niektórych przypadkach miało miejsce naruszenie  przepisów dotyczących mediów , przede wszystkim ustawy o dostępie do informacji publicznej i ustawy Prawo prasowe. 

Nie ulega wątpliwości, iż Urząd Miasta  generalnie nie udzielał odpowiedzi na składane przez dziennikarza  wnioski o udostępnienie informacji publicznej, przesyłane drogą elektroniczną. Taka praktyka jest niezgodna z przepisami ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. W orzecznictwie sądów administracyjnych, a także w piśmiennictwie prawniczym wielokrotnie wskazywano, że wniosek o udostępnienie informacji publicznej może zostać złożony za pomocą e-maila. Kwestia ta jest bezsporna. Na tak zadane pytanie Urząd jest zobowiązany udzielić odpowiedzi, a to nie miało i nadal nie ma miejsca.

Burmistrz Bartoszyc Piotr Petrykowski i nikt z Urzędu Miasta w Bartoszycach od 26 stycznia 2021 roku nie odpowiadał na wnioski  dziennikarza o udostępnienie informacji publicznej przesyłane  pocztą elektroniczną. Lakonicznej odpowiedzi udzielono dziennikarzowi dopiero po złożeniu skargi  do WSA w Olsztynie i korzystnej dla dziennikarza decyzji Sądu. Niestety, sytuacja nie poprawiła się, poza nielicznymi wyjątkami, dziennikarz nie otrzymuje nadal  żadnej informacji w formie ustnej.  Dariusz Dopierała wielokrotnie wysyłał do Urzędu Miasta w Bartoszycach prośby o komentarz do wypowiedzi, przygotowanych lub publikowanych artykułów prasowych. Nie otrzymuje jednak żadnego komentarza do przesłanej tematyki. Odpowiedzi udzielana jest wyłącznie wtedy, gdy składana jest w formie wniosku o udostępnienie informacji publicznej, co znacznie utrudnia, a w niektórych przypadkach wręcz uniemożliwia przygotowanie publikacji dostosowane do cyklu wydawniczego gazety.

CMWP SDP potwierdza, iż były  także przypadki nieudzielania odpowiedzi przez Burmistrza na wystosowaną przez  red. Dariusza Dopierałę krytykę prasową. Ponadto Urząd Miasta (reprezentowany przez burmistrza) przesłał pismo do przełożonego  red. Dopierały w „Gazecie Olsztyńskiej”, podważając kwalifikacje i oskarżając dziennikarza o nierzetelność dziennikarską oraz żądając wyciągnięcia wobec niego  konsekwencji zawodowych.Jest to praktyka nieakceptowalna. Równocześnie w treści inkryminowanego pisma Burmistrz wprost wskazał, że informacje, komentarze i wyjaśnienia będą przekazywane redaktorom „Gazety Olsztyńskiej”, ale nie „Gońca Bartoszyckiego”. Zważywszy na wolnościową funkcję prasy wynikającą z Konstytucji RP oraz uregulowania Prawa prasowego, a zwłaszcza art. 6 ust. 4 pr. pras. (Nie wolno utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych ani w inny sposób tłumić krytyki), należy stwierdzić, że tego rodzaju działania są niedopuszczalne i nie mają oparcia w obowiązujących przepisach prawa, gdyż są nakierowane na stłumienie krytyki prasowej. Ponadto treść  niektórych pism w ocenie CMWP SDP   może stanowić naruszenie dóbr osobistych red. Dariusza Dopierały, które podlegają ochronie prawnej (art. 23 i 24 k.c.).

Należy również podkreślić, że praktyka polegająca na tym, iż urząd administracji publicznej uzurpuje sobie możliwość decydowania o tym, z którymi dziennikarzami będzie współpracował, a którym tego prawa odmawia, nie mieści się w europejskich standardach wolności słowa.  W zależności od okoliczności sprawy, Centrum Monitoringu Wolności Prasy będzie analizować sytuację
i rozważy zastosowanie adekwatnych środków pozostających w dyspozycji Centrum. Na tym etapie do Urzędu Miasta w Bartoszycach zostało  wysłane  zawiadomienie o objęciu działań Urzędu monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka w zakresie wolności słowa i prasy.

CMWP podjął monitoring zgodnie z przepisami prawa, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. Monitoring będzie obejmował całokształt czynności urzędowych Burmistrza i Urzędu Miasta w Bartoszycach odnoszących się do w/w kwestii, ze szczególnym uwzględnieniem:

  • przestrzegania przepisów ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej w zakresie udzielania informacji publicznej dla dziennikarzy
  • obowiązku udzielania informacji prasie przez kierowników jednostek organizacyjnych (art. 11 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe)
  • obowiązku umożliwienia dziennikarzom nawiązania kontaktu z pracownikami oraz swobodnego zbierania wśród nich informacji i opinii (art. 11 ust. 3 pr. pras.)
  • udzielania odpowiedzi na otrzymaną krytykę prasową (art. 6 ust. 3 pr. pras.)
  • niepodejmowania czynów mogących wypełniać znamiona utrudniania lub tłumienia krytyki prasowej, w tym naruszania zakazu utrudniania prasie zbierania materiałów krytycznych lub tłumienia krytyki w inny sposób (art. 6 ust. 4 i art. 44 ust. 1 pr. pras.)
  • niepodejmowania działań nakierowanych na zmuszenie dziennikarza do zaniechania interwencji prasowych (art. 43 pr. pras.)

Podjęcie monitoringu oznacza, że jako organizacja pozarządowa będziemy gromadzić jawne informacje na temat działań Burmistrza i Urzędu Miasta Bartoszyce w zakreślonych wyżej
obszarach, z zachowaniem obowiązujących przepisów prawa oraz celów funkcjonowania CMWP, jak również poddawać je analizie pod kątem przestrzegania obowiązujących przepisów prawa w zakresie wolności słowa i prasy. Należy bowiem podkreślić, że praktyka polegająca na tym, iż urząd administracji publicznej uzurpuje sobie możliwość decydowania o tym, z którymi dziennikarzami będzie współpracował, a którym tego prawa odmawia, nie mieści się w europejskich standardach wolności słowa.

CMWP SDP apeluje do Burmistrza Miasta Bartoszyce o przestrzeganie i poszanowanie prawa, w tym przepisów prawa mediów oraz o nawiązanie realnej i opartej na rzeczowości i profesjonalizmie relacji z red. Dariuszem Dopierałą.

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

Warszawa 28 października 2022 r.

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Czy w Polsce skończył się komunizm?

28 października 1989 r., Joanna Szczepkowska w „Dzienniku Telewizyjnym” TVP stwierdziła: „Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm!”. Tylko, czy na pewno?

Czy w tym przypadku racji nie ma jeden z towarzyszy? Konkretnie tow. Włodzimierz Czarzasty: „Wyście się z nami, k…wa, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 roku do-ga-da-li!”. Ten sam Czarzasty, który w 2019 r. na konwencji komunistów w Katowicach wychwalał PRL i dziękował okupacyjnej armii bolszewickiej za „wyzwolenie”. Wyzwolili was – komunistów, Polaków zniewolili.

Czym jest zatem 1989 rok? To pseudo-święto wynikające z kontraktu pseudo-elit, dogadania się ówczesnych komunistów z byłymi komunistami przy Okrągłym Stole. Dlatego trudno się dziwić, że ci uzurpatorzy całkowite odrzucili dorobek II Rzeczypospolitej, wyrzucili do kosza rząd londyński i konstytucję kwietniową.

Okrągłostołowe „elity”, zamiast odwołania się do legalnej, obowiązującej niezmiennie konstytucji kwietniowej, wybrały kontynuowanie konstytucji, na której osobiście poprawki nanosił Józef Stalin. Bo dzisiejsza konstytucja tzw. III RP – tak zażarcie broniona przez ludzi chorujących wciąż na homo sovieticus – jest kontynuacją stalinowskiej ustawy z 1952 r.

Cieniem na porządku prawnym Polski po 1989 r. położyło się również to, że urzędujący na podstawie tej samej konstytucji z 1935 r., legalny prezydent II Rzeczpospolitej na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski nie został pierwszym prezydentem III Rzeczpospolitej.
22 grudnia 1990 r. prezydent Kaczorowski dokonał tylko symbolicznego gestu: przekazał insygnia prawowitej, konstytucyjnej władzy nowo wybranemu prezydentowi Lechowi Wałęsie. Były to: chorągiew RP, pieczęć Kancelarii Prezydenta, oryginał Konstytucji z 1935 r. oraz Order Orła Białego. Wielka uroczystość na Zamku Królewskim w Warszawie. Wielka, ale z biegiem lat coraz bardziej ukrywana. Bo Wałęsie ani reszcie okrągłostołowców nie zależało, aby wracać do jakiejś przedwojennej Polski, jej prawodawstwa i tradycji. Chcieli budować PRL – bis.

A powinno być zupełnie inaczej. Należało najpierw przywrócić obowiązującą niezmiennie od dziesięcioleci konstytucję kwietniową z 1935 r. W miejsce konstytucji stalinowskiej, napisanej w Moskwie i ogłoszonej przez komunistów nigdy nie wybranych przez Polaków w żadnych wyborach. Bo czy nielegalna, uzurpatorska władza może stanowić legalne prawo?

I druga fundamentalna sprawa. Po przywróceniu polskiego – zamiast komunistycznego – prawa automatycznie władzami Polski stawał się Rząd RP na Uchodźstwie i prezydent. Ta władza, która funkcjonowała po 17 września 1939 r. najpierw w Rumunii, potem we Francji, a wreszcie przetrwała dekady w Wielkiej Brytanii, zachowała ciągłość II RP – prawdziwie niepodległego państwa polskiego. W przeciwieństwie do tzw. Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, która była sowiecką kolonią, całkowicie zależną od Moskwy.

A przynajmniej należało Polaków z Londynu: prezydenta, ministrów, przedstawicieli partii politycznych – prawowitych reprezentantów Rzeczpospolitej (w przeciwieństwie do komunistów) – zaprosić do współrządzenia. Niestety, z Polską Piłsudskiego, Dmowskiego, Paderewskiego, Daszyńskiego, a potem Kaczorowskiego, Sabbata, Andersa – wolną Polską wolnych Polaków, przy Okrągłym Stole wygrała Polska „ludowa” funkcjonariuszy, agentów i poddanych Kremla: Bieruta, Gomułki, Jaruzelskiego, Kiszczaka i Urbana. Ten stan w wielu aspektach – przez brak powszechnej dekomunizacji – trwa do dziś.

 

Listopadowe spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP. Gościem poetka Alicja Patey-Grabowska

Listopadowe spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP odbędzie się w środę, 9 listopada 2022 r., o godz. 17.00  – jak zwykle w Domu Dziennikarza, przy ulicy Foksal 3/5 w Warszawie. Gościem będzie Alicja Patey-Grabowska – znana poetka, autorka utworów dla dzieci, sztuk scenicznych, krytyk literacki, tłumaczka.

Serdecznie zapraszam!

Teresa Kaczorowska

przewodnicząca Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP


Alicja Patey-Grabowska jest warszawianką, jako dziecko przeżyła  Powstanie Warszawskie – na Starym Mieście, przy ulicy Podwale 22 (w tej samej kamienicy gdzie mieszkała  Maria Konopnicka, a po Powstaniu był obóz Dulag 121. Pochodzi z rodziny nauczycielskiej, matka Stanisława z domu Stec była matematyczką, ojciec Kazimierz Roman Grabowski – pedagogiem, psychologiem i zginął w  zbrodni katyńskiej. Został powołany w 1939 r. jako 38-letni podporucznik rezerwy, w sześć lat po ślubie, do 21 pułku piechoty płk. Sosabowskiego. Walczył w obronie Warszawy i Siedlec, trafił do obozu jenieckiego dla oficerów polskich w Kozielsku i zginął 3 kwietnia 1940 r. w Katyniu.

Jest autorką 15 zbiorów poezji – ale w swoim bogatym dorobku ma aż 31 pozycji (w tym 10 książek dla najmłodszych, 2 sztuki sceniczne).  Wiele jej utworów znalazło się w antologiach i przetłumaczono na języki obce: angielski, niemiecki, francuski, włoski, grecki, hiszpański, japoński, albański, rosyjski, bułgarski, serbsko-chorwacki. Począwszy od debiutu w 1969 r. ukazywały się o jej utworach na łamach pism literackich liczne recenzje. Krytycy są zgodni, że wobec książek poetyckich Alicji Patey-Grabowskiej nie można przejść obojętnie, że ich autorka to kobieta mądra nie tylko dramatycznym doświadczeniem życiowym, ale i szczególną wrażliwością etyczną. Świadoma siebie, swojej jedności ze światem i z kosmosem, która ma coś naprawdę do powiedzenia. Jej poezja, różnorodna w formie, od bogactwa tropów poetyckich do prostoty w wyrażaniu uczuć i myśli, trafia do serca czytelnika, uruchamia jego wyobraźnię, sięga do podświadomości.  – „Mamy do czynienia z autorką o wyjątkowej intuicji lirycznej” – pisał Maciej Karsowski w „Wiadomościach Literackich” (nr 21, 1997).

Paleta tematyczna wierszy Patey-Grabowskiej jest szeroka. Od liryki począwszy, jak np. kultowy już wiersz „Adam Ewa”, tłumaczony na wiele języków (w tym na j. niemiecki przez Karla Dedeciusa); po ostre satyry i ezopowe bajki w tomiku „Zwierzyniec” i wiersze nawiązujące do historii (tematyka katyńska) oraz do aktualnych spraw nurtujących współczesne społeczeństwo.

Poetka jest laureatką wielu nagród, w tym prestiżowej nagrody Srebrnego Wieńca przyznanej w 1989 r. przez Międzynarodową Akademię Literatury Nauki i Sztuki Di Ponzen w Neapolu. Ma też tytuł Damy Poezji i profesora przyznane przez międzynarodową Akademię Literatury i Sztuki „La Crisalide” we Włoszech  (1996). Otrzymała też Nagrodę Prix Europa, Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki (1997), Nagrodę im. Witolda Hulewicza (2018), I nagrodę za sztukę teatralną „Ściana” przyznaną przez Pałac Pod Baranami w Krakowie (1989).

Alicja Patey-Grabowska ceni poezję kobiecą. Uważa, że kobiety piszą z większymi emocjami, są bardziej niż mężczyźni wrażliwe na cierpienia człowieka. W poezji kobiet jest też więcej liryzmu, uczuć macierzyńskich i humanitarnych, ale też problemów egzystencjonalnych, jak lęk przed wojną, samotnością, czy starością. Twórczość kobieca jest bardziej interesująca pod względem nie tylko literackim, ale również psychologicznym. Dlatego wydała aż trzy antologie poezji polskich poetek: „Ja i Ty” (wiersze miłosne polskich poetek współczesnych), „W imię miłości” (wiersze polskich poetek od XIX do 1996 r.) oraz „Poetki z Syreniego Grodu” (2021).  Należy do SPP.

WOŁODYMYR SYDORENKO: Czy rosyjska agresja na Ukrainę to „wojna narodowa”?

Rosyjscy urzędnicy chwytają się różnych PR-owych sztuczek, aby spopularyzować wojnę w społeczeństwie.

Jak donosi Radio Svoboda, 22 października, przemawiając na forum liderów klas szkolnych, zastępca szefa administracji prezydenta Rosji Sergey Kiriyenko powiedział, że „Rosja zawsze wygrywała każdą wojnę, gdyby ta wojna stała się wojną narodową. Zawsze tak było. Na pewno wygramy również tę wojnę. Ale do tego konieczne jest, aby była to wojna narodowa, aby każdy człowiek czuł swoje zaangażowanie”.

Z tego stwierdzenia wypływa wiele wniosków, zauważają obserwatorzy. Po pierwsze, stwierdzenie, że Rosja zawsze wygrywała wojny jest dalekie od prawdy. Warto wspomnieć o wojnie krymskiej 1653-56, agresji Rosji na Finlandię, a także wojnie rosyjsko-japońskiej, które Rosja przegrała. Po drugie, agresja Rosji na Ukrainę nie może stać się „wojną narodową”, ponieważ wojny narodowe są wojnami wyzwoleńczymi i toczą się na własnym, a nie cudzym terytorium.

Po trzecie, kilkudziesięciu obywateli, którzy nazwali agresję na Ukrainę wojną, zostało już w Rosji skazanych i ukaranych grzywną bo władze domagały się, aby wszyscy nazywali to „operacją specjalną”. A Kiriyenko jest pierwszym (czyż nie z błogosławieństwem samego Putina?), który nazywa wojnę wojną i nic mu za to nie grozi, mimo że 8 razy powtórzył słowo „wojna”. Jest jasne, że nie ma „narodowych operacji specjalnych”, a reżim Putina próbuje teraz zepchnąć cały naród rosyjski do okopów, więc trzeba uznać, że ta agresja jest nadal wojną.

W komentarzach czytelnicy ukraińskiego serwisu Radia Liberty zauważają, że Kiriyenko wzywa wszystkich, aby czuli „zaangażowanie w wojnę”, podczas gdy „jego syn siedzi z tyłu w ciepłej posadzie w biznesie bliskim rządowi” i to „zaangażowanie” różni się od zaangażowania tych rodzin, których bliscy byli mobilizowani, wysyłani do walki, a niektórzy zginęli.

Co więcej, jeśli Kiriyenko tylko wzywa do uznania wojny za wojnę narodową, to znaczy, że teraz nie jest to wojna narodowa i nie ma poparcia społeczeństwa, a zatem mamy po prostu do czynienia z agresją imperialistyczną.

Jednocześnie Kiriyenko wyraźnie wyraził wątpliwości co do wyników wojny, powiedział: „na pewno ją wygramy, ale pod warunkiem, że stanie się narodowa”. Ale, jak widzimy, szanse na to są mizerne, ponieważ ponad 700 000 mężczyzn w wieku poborowym, po ogłoszeniu mobilizacji, opuściło już Rosję. Co więcej, w Rosji szerzy się ruch matek na rzecz ochrony dzieci wrzuconych do okopów tej wojny, a ruch antywojenny jest coraz silniejszy. Tak więc Kiriyenko faktycznie przewidział: „Rosja nie ma szans na wygranie tej wojny…”

Jak widać, urzędnicy tacy jak Kiriyenko zamierzają spopularyzować wojnę za pomocą sztuczek PR.

Kiriyenko próbował też przekonać nauczycieli, że „ten, który rozpoczął tę wojnę, dążył do wyeliminowania Rosji, jej suwerenności, historii i kultury”. Nawiązał oczywiście do Stanów Zjednoczonych. Ale przecież wszyscy wiedzą, że wojnę tę rozpoczął Putin. Tak więc jeśli dosłownie odczytamy słowa Kiriyenki, okaże się, że Putin rozpoczął tę wojnę, ponieważ miał na celu wyeliminowanie Rosji, „jej suwerenności, historii i kultury”. Być może to prawda. Komentatorzy twierdzą, że Kiriyenko powiedział prawdę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Podczas gdy Kiriyenko wzywa swoich rodaków do wojny, siły zbrojne Ukrainy wykonują swoją pracę. Poinformowano, że ukraińska ofensywa trwa – obwód charkowski został wyzwolony, w obwodzie chersońskim wyzwolono już ponad 90 osiedli. Wojska rosyjskie rozpoczęły ewakuację z Chersonia na lewy brzeg Dniepru, plądrują chersońskie muzea, pakują zrabowane kosztowności, a nawet demontują pomniki rosyjskich generałów Uszakowa i Suworowa i mówią, że wykopią z grobu feldmarszałka Potiomkina i zabiorą jego ciało ze sobą. Tak więc widać, że jest to wojna narodowa, ale dla Ukrainy, a nie dla Rosji.

 

Ochroniarze Elektromisu uniewinnieni ws. uprowadzenia i pomocnictwa w zabójstwie J. Ziętary

Mirosław R., ps. Ryba, i Dariusz L., ps. Lala, byli ochroniarze w firmie Elektromis zostali uniewinnieni przez Sąd Okręgowy w Poznaniu ws. uprowadzenia i pomocnictwa w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. Dziennikarz został zamordowany w 1992 roku. Proces „ochroniarzy” objęty był monitoringiem CMWP SDP. Jego obserwatorem była Aleksandra Tabaczyńska. Wyrok nie jest prawomocny. 

Proces „ochroniarzy” toczył się od stycznia 2019 roku. Sąd Okręgowy w Poznaniu  uznał, że zarówno Mirosław R., jak i Dariusz L. są niewinni. Zasądził na ich rzecz po 9720 złotych od Skarbu Państwa, który także został  obciążony pozostałymi kosztami procesu. Prokuratura żądała dla oskarżonych 25 lat więzienia. Akt oskarżenia opierał się przede wszystkim za zeznaniach Jerzego U., który miał widzieć moment porwania Jarosława Ziętary, oraz zeznaniach  Macieja B. ps. „Baryła”, poznańskiego gangstera, który według prokuratury miał być naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa dziennikarza. Wiarygodność tych zeznań  sąd uznał za niewielką, bo wg sądu zeznania te są  wewnętrznie sprzeczne i niespójne .

W uzasadnieniu wyroku sędzia Sędzia Sławomir Szymański powiedział także, iż  „nie kwestionuje tego, że Jarosław Ziętara był dobrze zapowiadającym się dziennikarzem (…) natomiast jego dorobek dziennikarski, siłą rzeczy, choćby z uwagi na wiek, był dość ubogi”. Dodał, że „oczywiście zgodzić się należy z podnoszonym przez prokuratora stwierdzeniem, że dziennikarz jest niebezpieczny tą wiedzą, której jeszcze nie opublikował”, ale nie wykazano, by Ziętara rzeczywiście takim materiałem dysponował.”

Nie traktuję tego jako porażki, tylko walczymy dalej  – powiedział prokurator Tomasz Dorosz i zapowiedział  złożenie apelacji od wyroku.

Komentarz Jacek Ziętara, brat zamordowanego

komentarz prokuratora Tomasza Dorosza po wyroku

Komentarz red. nacz. portalu SDP Huberta Bekrychta

Więcej informacji o procesie „ochroniarzy”  TUTAJ.

 

Nowe numery „Forum Dziennikarzy”

Ukazały się dwa numery czasopisma wydawanego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich „Forum Dziennikarzy”.  E-wydania można bezpłatnie pobrać na naszym portalu. Zapraszamy do lektury.

Numer 2(146)/2022 TUTAJ.

Numer 1(145)/2022 TUTAJ.

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Jolanta Hajdasz o współczesnych zagrożeniach medialnych w Radiu Maryja i w TV Trwam

Internet nie zapomina. Można odnaleźć, kto stoi za jakimś wpisem i – jak się będzie chciało – można szybko określić profil danej osoby. Specjaliści mówią, że analiza 100 lajków daje wiedzę o człowieku na poziomie najbliższej osoby, która z tym człowiekiem mieszka – podkreślała dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, mówiąc w  „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam o współczesnych zagrożeniach związanych z mediami. Jednym z nich jest  pozorna anonimowość w sieci. 

W poniedziałek 10 października Jolanta Hajdasz była gościem godzinnej audycji w TV Trwam i  dwugodzinnej w Radiu Maryja w Toruniu.  Obie audycje są emitowane na żywo, a biorą w nich udział także słuchacze, którzy uczestnikom audycji zadają pytania. Gospodarzem obu audycji był o. Grzegorz Woś. Tym razem tematem programu było bezpieczeństwo w mediach – zagadnienia związane z użytkowaniem współczesnych środków masowego komunikowania, szczególnie cyfrowych. Media mogą być źródłem zagrożenia dla odbiorców i nie  chodzi mi tylko o takie zagrożenia, że stykamy się z niewłaściwymi treściami, ale są też zagrożenia o wiele bardziej realne fizycznie i warto o nich rozmawiać, uświadamiać sobie, co to tak naprawdę jest wskazała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Jednym z największych zagrożeń jest np. stopień uzależnienia ludzi od mediów. Przykładowo: smartfon stał się dla wielu nieodłącznym i wszechobecnym narzędziem. Często korzystamy z niego już niemal całkowicie odruchowo. Wielu z nas traktuje telefon komórkowy, smartfona jako atrybut, bez którego prawie się nie ruszy. Myślę, że jak byśmy w domu zarządzili, że dzisiaj do obiadu nie wolno nikomu wyjąć telefonu, jak będziemy wspólnie jeść posiłek, to na pewno któryś z domowników się zbuntuje, powie, że właśnie czeka na coś albo będzie coś sprawdzał, albo jeszcze musi zrobić coś ważnego. Czujemy się nieswojo, kiedy tego nie mamy w ręce. To jest zagrożenie uzależnieniem, jak nałóg, którego być może sobie nie uświadamiamy – mówiła rozmówczyni TV Trwam.

Innym ze współczesnych zagrożeń dotyczących sfery mediów jest phishing, czyli wyłudzanie  pieniędzy poprzez fałszywe SMS-y lub e-maile od oszustów podszywających się np. pod spółki energetyczne. Walka z tego typu przestępstwami i odzyskiwanie utraconych pieniędzy jest bardzo trudne. Jedyne, co możemy robić, to po prostu o tym mówić, by edukować innych i siebie jak bezpiecznie korzystać z mediów i narzędzi medialnych, jakimi są dziś telefony komórkowe – podkreśliła dr Jolanta Hajdasz.

Zagrożeniem medialnym może być także spersonalizowany system funkcjonowania mediów społecznościowych. Celowo podsuwają one użytkownikom treści mogące wywołać u nich negatywne emocje, gdyż kontrowersje i konflikty lepiej się sprzedają, na dłużej przyciągają naszą uwagę. Tego typu algorytm sprzyja też polaryzacji, a ta stanowi znaczny problem w dzisiejszej debacie publicznej. Do tego istnieje poważny problem z pozorną anonimowością. Internet nie zapomina. (…) Można odnaleźć, kto stoi za jakimś wpisem i – jak się będzie chciało – można szybko określić profil danej osoby. Specjaliści mówią, że analiza 100 lajków, czyli polubień danych postów, tego, co nam się podoba w internecie, daje wiedzę o człowieku na poziomie najbliższej osoby, takiej która z tym człowiekiem mieszka – zwróciła uwagę dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Z kolei wojna na Ukrainie pokazała, że dzielenie się zbyt dużą liczbą informacji w mediach społecznościowych może być śmiertelnie niebezpieczne. Ukraińskie służby przestrzegały mieszkańców, by ci nie umieszczali w sieci m.in. informacji o ruchach wojsk ukraińskich czy umiejscowieniu infrastruktury krytycznej. Obecnie więcej o sytuacji w danym państwie może bowiem powiedzieć analiza mediów społecznościowych niż tradycyjnie rozumiane działania wywiadowcze. Bezpieczeństwo osobiste, a za chwilę być może także kraju, naszego regionu, zależy od tego, co zamieszczamy w mediach społecznościowych, co będziemy opisywać i co będziemy fotografować. Dobrze zrobione zdjęcie może komuś tak ułatwić atak na dane miejsce, że nawet sobie z tego nie zdajemy sprawy. Bądźmy bardzo przezorni, krytyczni co do tego, jak korzystamy z tych mediów – podkreślała rozmówczyni TV Trwam.

Warto pamiętać też, że za najpopularniejsze serwisy społecznościowe odpowiadają gigantyczne korporacje, których szefowie de facto sprawują władzę nad wszystkimi ich użytkownikami. Jest to władza niemal absolutna, gdyż w przeciwieństwie do np. głów państw, prezesi korporacji w zasadzie przed nikim nie odpowiadają Moim zdaniem jest czymś ogromnie niepokojącym, że przerzucono odpowiedzialność za korzystanie z tych mediów na nas wszystkich. Firmy, które zarządzają mediami społecznościowymi, nic nie muszą, nie mają praktycznie żadnych ograniczeń , żadnych obowiązków wobec nas (…). Natomiast wszystkie negatywne konsekwencje, które za tym stoją, ma ponosić ostatni element długiego łańcucha, jakim jest zwykły użytkownik, bezbronny wobec wielkich korporacji. Każdy z nas niewiele może, podpisując regulamin społeczności, do której wchodzi, bo musi dzisiaj w różnych sytuacjach z tych mediów korzystać. To jest ogromny globalny problem nie do rozwiązania – wskazała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Rozmówczyni TV Trwam zwróciła też uwagę na wszechobecne fake newsy. Szczególnie niebezpiecznym zjawiskiem jest technologia deep fake, która dzięki stosunkowo prostym w obsłudze algorytmom sztucznej inteligencji oraz sprytnemu montażowi jest w stanie dowolnie manipulować obrazem i dźwiękiem. Aby uniknąć fałszywych informacji, należy korzystać ze sprawdzonych, wiarygodnych źródeł wiedzy – apelowała dr Jolanta Hajdasz.

Na UAM w Poznaniu odsłonięto tablicę upamiętniającą zamordowanego dziennikarza Jarosława Ziętarę

W gmachu Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu   odsłonięto tablicę upamiętniającą zamordowanego 30 lat temu poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętarę, absolwenta UAM. W uroczystości  Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich reprezentowała Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP, dyr. CMWP SDP. W swoim wystąpieniu podkreśliła, iż środowisko dziennikarskie nadal czeka na wyjaśnienie wszystkich okoliczności tej zbrodni i na to, by jej sprawcy zostali wskazani, osądzeni i ukarani. 

Fot. CMWP SDP

Tablica poświęcona Jarosławowi Ziętarze  została odsłonięta  10 października. Inicjatorem upamiętnienia Jarosława Ziętary w gmachu jego macierzystej uczelni był Komitet Społeczny im. Jarosława Ziętary , któremu od początku szefuje red. Krzysztof Kaźmierczak.  Na tablicy autorstwa rzeźbiarza Romana Kosmali pojawił się wizerunek dziennikarza, oraz napis „Jarosław Ziętara 1968-1992. Zamordowany dziennikarz. Absolwent wydziału”.

W uroczystości odsłonięcia tablicy głos zabrali m.in.  prof. dr hab. Bogumiła Kaniewska, rektor UAM , Mariusz Wiśniewski, wiceprezydent Poznania,  prof. dr hab. Andrzej Stelmach, dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa i dr Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP, dyr. CMWP SDP. W swoim wystąpieniu podkreśliła, iż środowisko dziennikarskie nadal czeka na wyjaśnienie wszystkich okoliczności tej zbrodni i na to, by jej sprawcy zostali wskazani, osądzeni i ukarani. Przypomniała także o toczących się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu procesach byłego senatora Aleksandra Gawronika  i byłych ochroniarzy firmy Elektromis. Tuż po uroczystości odbyło się spotkanie poświęcone zamordowanemu reporterowi, w którym wzięli udział jego przyjaciele, m.in. Anna Dolska, Piotr Talaga i ówczesny sekretarz redakcji w Gazecie Poznańskiej, Andrzej Niczyperowicz.  Wyświetlono również film o Jarosławie Ziętarze przygotowany przez studentów dziennikarstwa.

Fot. mat. pras.

Jarosław Ziętara był dziennikarzem „Gazety Poznańskiej”.  1 września 1992 r. rano wyszedł do pracy w redakcji  i nigdy do niej nie dotarł. Według prokuratury i ustaleń zajmujących się tą sprawą dziennikarzy 24-letni  Jarosław Ziętara został porwany, a porywaczami byli trzej ochroniarze potężnej wówczas firmy Elektromis.  Ciała zamordowanego dziennikarza do tej pory nie udało się odnaleźć. W 1999 r. Jarosław Ziętara został sądownie uznany za zmarłego. O pomoc w zabójstwie oskarżony był także były senator Aleksander Gawronik, ale 24 lutego b.r. poznański Sąd Okręgowy uniewinnił go od oskarżeń . Wyrok jest nieprawomocny, prokurator Piotr Kosmaty złożył od niego apelację. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP. Decyzją prezydenta RP Jarosław Ziętara został pośmiertnie uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla rozwoju niezależnego dziennikarstwa. Odznaczenie odebrał 2 września b.r.  brat dziennikarza Jacek Ziętara.

24 lutego, w dniu rozpoczęcia wojny Rosji w Ukrainie, Sąd Okręgowy w Poznaniu niespodziewanie zakończył ponad sześcioletni proces Aleksandra Gawronika, oskarżonego o podżeganie do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary i nieprawomocnie uniewinnił byłego senatora . 4 kwietnia b.r. Prokuratura Regionalna w Krakowie zaskarżyła w całości wyrok uniewinniający Aleksandra Gawronika odnośnie podżegania do zamordowania Jarosława Ziętary. W złożonej apelacji prokurator Piotr Kosmaty zarzucił sądowi m.in. bezpodstawne uznanie za bezwartościowe zeznań wszystkich kluczowych świadków oraz podważenie opinii biegłych sądowych. Apelację krakowskiej prokuratury poparł w całości oskarżyciel posiłkowy Jacek Zietara, brat zamordowanego dziennikarza. W skierowanym do sądu piśmie wyraził zarazem swoje oburzenie tym, że uniemożliwiono zarówno jemu, jak i prokuratorowi przygotowanie się do mów końcowych. – Wydarzenia z 24 lutego odebrałem osobiście jako brak szacunku do oskarżycieli, a przede wszystkim do pamięci mojego brata – Jarosława Ziętary – napisał Jacek Ziętara.Zażalenie rozpatrzy Sąd Apelacyjny w Poznaniu. Termin posiedzenia w tej sprawie nie jest jeszcze znany. Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela.

W połowie września Sąd Okręgowy w Poznaniu zakończył także proces Mirosława R., ps. Ryba, i Dariusza L., ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Jarosława Ziętary. Według ustaleń prokuratury, we wrześniu 1992 roku, oskarżeni, podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu, przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. Oskarżeni nie przyznają się do winy. Ponad 60-letni obecnie Mirosław R. i ponad 50-letni Dariusz L., byli w pierwszej połowie lat 90. pracownikami poznańskiego holdingu Elektromis, którego działalnością interesował się Ziętara. W toku postępowania śledczy ustalili, że oskarżeni działali wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą.

Mowy końcowe w tej sprawie mają być kontynuowane 19 października. Wtedy też sąd planuje ogłoszenie wyroku.  Także ta sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP. Ich obserwatorami jest red. Aleksandra Tabaczyńska.

JOLANTA HAJDASZ: Nie dla Urbana na Powązkach

Pogrzeb Jerzego Urbana odbędzie się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie –  poinformował wicenaczelny założonego przez niego tygodnika. Co z tego, że w prywatnym grobie swoich rodziców, co z tego, że nie będzie – jak zakomunikowało Ministerstwo Obrony Narodowej – pochowany według wojskowego ceremoniału.

Gdy przeczytałam tę informację, poczułam się tak jak przed laty, w czerwcu 1989 roku, gdy po morderczej dla nas kampanii wyborczej okazało się, że prezydentem ma być Jaruzelski, a premierem Kiszczak…. . To po to siedziałam w stanie wojennym w więzieniu – pytała mnie w tamtym czasie  retorycznie Maria Blimel, przyjaciółka z radiowej grupy przygotowującej materiały wyborcze dla „Solidarności”, w której razem pracowałyśmy po nocach, żeby teraz oni zostali znowu na najważniejszych stanowiskach?

I mam teraz poczucie deja vu . Sytuacja zupełnie inna, okoliczności nie te, ale dominujące uczucie mieszaniny niesmaku, złości i bezsilności jest bardzo podobne. Powązki to symbol chwały polskiego oręża i szlachetnego życia,  tam powinni być pochowani tylko ci, którzy swoim życiem udowodnili, że zasługują na pamięć i szacunek potomnych.  Jerzy Urban z całą pewnością do nich nie należy.

I naprawdę ważne jest, byśmy o tej sprawie, a raczej o tym człowieku rozmawiali teraz, na kilka dni przed jego pogrzebem, nawet łamiąc zasadę „o zmarłych albo dobrze albo wcale”. Potem jak zwykle w mediach temat zostanie przysłonięty innymi bardziej aktualnymi newsami, a spora część opinii publicznej zdąży wyrobić sobie zdanie na podstawie tego co właśnie teraz będą mówić ci , którzy świadomie chcą skorzystać z okazji, by utrwalać w ludzkich głowach i zbiorowej pamięci zmanipulowany  obraz świata i kreować swoich fałszywych bohaterów. W przypadku człowieka, który zmarł w ostatni poniedziałek jest to bardzo realne, proszę więc wybaczyć, że pozwolę sobie na ocenę i przytoczenie podstawowych, niewygodnych dla utrwalaczy pamięci o tym zmarłym,  faktów. Ta ocena może być tylko negatywna, ale takiej oceny domaga się prawda i pamięć o ofiarach komunizmu, z których drwił, a także ofiarach różnych medialnych nagonek z jego udziałem z czasów tzw.  III RP.

Jerzy Urban to oczywiście  rzecznik prasowy komunistycznego rządu w latach 1981-1989, założyciel i redaktor naczelny wyjątkowo obrzydliwego pod względem języka i publikowanych treści tygodnika. Nie mogę go nazwać ani dziennikarzem, ani publicystą, choć te słowa zawierają dziś wszystkie jego nekrologi. Sprzeniewierzył się chyba wszystkim zasadom zawodowej etyki dziennikarza.  Jego znakiem rozpoznawczym stał się cynizm i prowokacje oraz chorobliwa, a z perspektywy czasu widać, że wręcz demoniczna niechęć do Kościoła katolickiego oraz osób konsekrowanych, księży  i sióstr zakonnych, a także katolików świeckich. Symbolem ofiar jego działalności jest błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko, do którego śmierci z całą pewnością przyczyniły się jego konferencje prasowe i wypowiedzi. Ale to nie wszystko. Niestety, zaraz po transformacji Jerzy Urban przeszedł gruntowną wizerunkową przemianę, która całkowicie odwracała jego rzeczywistą rolę w schyłkowych latach komunizmu i w całej III RP, dlatego dziś wielu przedstawicieli młodego i średniego pokolenia widzi w nim jedynie dostarczyciela dowcipnych treści internetowych, które im się podobają, bo są ilustrowane przekleństwami i ostrymi zdjęciami  erotycznymi. Imponuje im ktoś, kto ma pseudoodwagę szargać narodowe i katolickie świętości. Jest mnóstwo młodych ludzi, którzy z Urbanem po raz pierwszy zetknęli się na Facebooku, potem kupili promowany w tych wpisach tygodnik i zaczęli go czytać. Sam Urban oczywiście nie prowadził swoich kont w mediach społecznościowych osobiście, wtedy, gdy zaczynał, robiły wpisy w jego imieniu 4 osoby, ale ilu w ostatnich latach wychował sobie naśladowców i współpracowników tego nie wiemy. Ale to oni będę teraz lansować jego wybielony wizerunek. Pomogą im w tym lewicowo liberalne media.

Kilka cytatów z ostatnich dni. Czas wygasza emocje – pisze teraz tygodnik „Polityka”, w którym m.in. Urban pisał swoje paszkwile i pseudomądrości. Niebywale błyskotliwy, przenikliwy dziennikarz, który miał to nieszczęście, że w latach 80. zaplątał się w miejsce, do którego nie należał – to z kolei opinia publicysty „Gazety Wyborczej”.  Dla tego publicysty jest to osoba wybitnie intelektualna i zdecydowanie nieprzeciętna, może gdzieś na pograniczu małego geniuszu – to także cytat z wypowiedzi dziennikarza z GW na temat zmarłego. I kolejna ocena: robił ohydne rzeczy, ale nie jestem pewien, czy to powinno przesłonić całą jego biografię i ją zdominować. Był w pewnym sensie odważny, bo nie bał się kontrowersji. Na pewno był to świetny dziennikarz, tyle że miał okropny charakter – to kolejna o tym człowieku opinia.

Tymczasem w tym przypadku nie powinno być miejsca na psychologiczne dywagacje i relatywizm. W tym wypadku ocena musi być jednoznaczna – i jednoznacznie negatywna. Ten człowiek drwił z polskiej historii i tych, którzy przeciwstawiali się komunistycznym zbrodniarzom, cynicznie korzystał ze wszelkich przywilejów władzy w czasach PRL i szyderczo wyśmiewał tych, którzy walczyli z komunizmem. Stworzony przez niego tygodnik wprowadził do prasy pełną wulgaryzmów rynsztokową polszczyznę, a on sam otoczony był jak wielu aparatczyków swoistym parasolem ochronnym i mógł bez przeszkód po 1989 roku bogacić się na obrażaniu wszystkiego co wartościowe, święte i mądre. Już na początku lat dwutysięcznych jego majątek wyceniano na ponad 100 mln złotych.

Do dziś jest niewyjaśnioną tajemnicą, dlaczego praktycznie nigdy nie ponosił konsekwencji swoich czynów. W latach 90. jako pierwszy opublikował w gazecie zdjęcie pornograficzne. Sprawa w sądzie ciągnęła się latami i była kuriozalna – jako radiowa reporterka miałam wątpliwą przyjemność ją relacjonować.  Za tę publikację z urzędu powinna mu grozić  odpowiedzialność karna za rozpowszechnianie pornografii, ale sąd powoływał kolejnych biegłych, którzy zgodnie z Urbanem udowadniali, iż jest to zdjęcie artystyczne. Była to kpina z wymiaru sprawiedliwości, z prawa, ze zdrowego rozsądku, bo sprawę można było zakończyć szybkim oczywistym wyrokiem i poważnym jego uzasadnieniem, tymczasem pozwolono na tę swoistą zabawę. Potem było tylko gorzej.

W 2002 roku tuż przed pielgrzymką Jana Pawła II do Polski w wyjątkowo podły sposób opisał osobę Papieża  – dopiero na kilka dni przed jego śmiercią w 2005 roku został skazany za obrazę głowy państwa Watykan na grzywnę 20 tysięcy złotych, co przy jego dochodach i majątku było sumą śmieszną. Finansowana przez Georga Sorosa organizacja „Reporterzy bez Granic” protestowała wtedy przeciwko temu wyrokowi widząc w nim formę cenzury, co samo w sobie jest kuriozalne. Gdy w 1992 roku prof. Ryszard Bender nazwał Urbana „Goebbelsem stanu wojennego”, został za to oskarżony i sprawa ciągnęła się aż 13 lat, po to by dopiero Sąd Najwyższy orzekł, że profesor mógł tak powiedzieć.

Dzisiaj liberalne media coraz bardziej wybielają tę postać, jego publicznie manifestowane bezczelność i wulgarność nazywają ekscentrycznością i pomijają jego realne wpływy wśród komunistycznych i postkomunistycznych władz. Ale nam nie wolno o tym wszystkim zapomnieć. Także po jego śmierci i nawet w dniu jego pogrzebu.