HUBERT BEKRYCHT: Newsshit, czyli zaoczny wyrok na księdza i urzędniczki

Kloaczne wpisy zawodowych hejterów nie są tak dotkliwe dla uwolnionych z aresztu księdza Michała Olszewskiego i dwóch urzędniczek jak skandaliczne tytuły w mediach rządowych. Są one specjalnie eksponowane, aby upokorzyć więźniów politycznych Donalda Tuska i Adama Bodnara.

Mediami rządowymi nazywam nie tylko nielegalnie przejęte przez rząd media publiczne w grudniu 2023 r., kiedy to bezprawnie wprowadzono marionetkowe władze w TVP, PR i PAP, ale i media przychylne od lat obecnej koalicji liberałów, ludowców i lewicy. To one w czasie 7-miesięcznego aresztu księdza i urzędniczek już ich osądziły. Do upokorzeń i tortur, które zastosowali bodnarowcy doszły jeszcze razy rozdawane przez rozgrzanych „dziennikarzy” wychwalających rząd 13 grudnia i nowego ministra resortu „sprawiedliwości”. Przyjęto za pewnik, że ksiądz i dwie urzędniczki są przestępcami. Jakie przestępstwo im się zarzuca? Nie do końca wiadomo, bo prokuratorzy, tuż przed końcem terminu tymczasowego aresztowania dodawali jeszcze kolejne zarzuty… Aż do 25 października 2024 roku.

Newsshit

Pewne jest jedno, w prawie polskim, nazywanym nawet teraz cywilizowanym, obowiązuje zasada, że to sąd orzeka o ewentualnej winie. Nie prokuratorzy. Nie usłużne obecnej władzy media. Nie ludzie na forach internetowych wspomaganych przez niektórych koalicyjnych polityków. Prawdziwą jednak porażką demokracji jest to, że argumenty obrony w mediach prorządowych nie istnieją.

Skandalem absolutnym – pominę emocjonalne określenia cisnące się na usta – są ataki na aresztowanych i kpiny z księdza oraz dwóch kobiet. Nie ma takiego systemu etycznego usprawiedliwiającego to, co napisał na platformie X tygodnik Newsweek, który na internetowym profilu poprzedził swój artykuł o wyjściu z aresztu księdza określeniem: „Ks. Olszewski opuścił areszt. Na głowie brak śladów po cierniowej koronie”. I tak to tu zostawię prosząc wszystkich o zapamiętanie tego wpisu, być może kiedyś odważnie ujawni się autor schowany za logo tygodnika.

…i inni

W Polskim Radiu 24 europoseł Michał Szczerba z KO powiedział, że ciekaw jest, skąd wpłacający kaucję mają tyle pieniędzy. „Może jest to łapówka za milczenie tego księdza” – błysnął Szczerba. Oczywiście dziennikarka prowadząca rozmowę nie zapytała skąd takie sugestie naczelnego śledczego formacji rządzącej.

Lewicowy portal Oko press nie bawi się w „subtelności” cytatów politycznych. Umieszcza grafikę z paskiem na oczach księdza Olszewskiego i obok niego publikuje zdjęcie Zbigniewa Ziobro. Myślimy teraz obrazkiem, zatem Oko press – zdaniem wielu odbiorców – chce przekazać, że obaj są przestępcami.

Rzeczpospolita ma najwięcej błota na rękach, bo jej redaktorzy sugerują, że kaucja za księdza i urzędniczki przepadnie…Znowu sugestia winy. Szanowany niegdyś tytuł sięga dna. I to nie tylko dziennikarskiego dna, ale Atradycyjnie ktoś puka od spodu. To Gazeta Wyborcza. W „artykule” o wyjściu na wolność księdza Michała Olszewskiego, Urszuli Dobejko i Karoliny Kucharskiej, GW napisała, że duchowny był witany „grupę osób wspierających go mimo zarzutów, które na nim ciążą”.

Zapamiętajmy te tytuły i te słowa.

 

Wcześniej, 13 października 2024 r. podczas Zjazdu delegatów Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, przyjęto uchwałę ws. księdza Olszewskiego i dwóch urzędniczek a nowa prezes SDP dr Jolanta Hajdasz napisała do więzionego jeszcze wówczas duchownego list z poparciem naszego środowiska.

List Jolanty Hajdasz prezes SDP do księdza Michała Olszewskiego

 

HUBERT BEKRYCHT: Dziennikarska głupota, czyli ćwierć sztucznej inteligencji

Wiele szczegółowo napisano o SI i o skutkach wprowadzania do mediów takich wynalazków. Nie zamierzam pogłębiać tej psychozy. Zachęcam jednak, aby prześledzić jak ową sztuczną inteligencją zabawiają w Polskim Radiu Kraków członkowie nielegalnie wybranych władz rozgłośni na 10 miesięcy po bezprawnym przejęciu mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska. Czyli, dyletanci w natarciu.

Przy pomocy SI zakpiono sobie z inteligencji słuchaczy – odbiorców, którzy płacą podatki na te „eksperymenty”. „Wywiad” ze zmarłą dawno temu noblistką i kontekst przekazu „rozmowy” z Wisławą Szymborską poraża. Otóż odpowiedzialni za to „redaktorzy” nie opatrzyli tego jakimś dającym się uzasadnić powodem, narracją, tłumaczeniem. Przymykają tylko oko „wyjaśniając”, że nasza pisarka miała poczucie humoru i pewnie też śmiałaby się z „zabawnego eksperymentu”. Na to dowodów nie ma, a SI to ponoć produkt nauk ścisłych.

Rechot

Uśmiechają się jednak włodarze mediów publicznych. Głośny śmiech słychać nawet w Brukseli. W innych polskich rozgłośniach regionalnych pośpieszono co prawda z odsieczą i mnożą się tam na stronach internetowych „dowcipy” ze sztucznej inteligencji w radio. A to robot za mikrofonem, a to jakiś radiowy mikser przemawia do ludzi… Smutne to bardzo. Żarty w mediach mogą skończyć się po prostu źle. O ile są tak mało wysublimowane jak „żarciki” redaktorów z publicznej rozgłośni w Krakowie.

Nie ma sensu nawet straszyć tym, że po masowym zastępowaniu ludzi w mediach ich miejsce wejdzie sztuczna inteligencja, bo w przypadku krakowskich szefów radia mogłaby zastąpić nawet ćwierćinteligencka namiastka SI. I to na pół etatu.

Banda

Dobra zabawa szefów PRK skończy się jak do rozgłośni, mającej obecnie przesadne ambicje zrobienia audycji w rodzaju „Wojny światów”, zapukają kiedyś ludzie prawdziwi, dziennikarze, którzy zrobią po prostu program o Wisławie Szymborskiej, czy powtórzą wywiad z Andrzejem Wajdą poprzedzając go dyskusją o twórczości reżysera.

Większością mediów w Polsce zawładnęła teraz nie tyle nawet polityka, co banda ludzi niekompetentnych, słabo znających się na wszystkim i używających potwornej odmiany języka polskiego – dialektu urzędniczego pomieszanego z mową popkultury w sosie angielskim. Tu już nie pomoże żadna inteligencja. Bo głupota nie jest sztuczna.

HUBERT BEKRYCHT: Rozpacz mainstreamu, czyli kto się boi Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich?

Będą nas krytykować, atakować i pomawiać. Będą kłamać, oczerniać, dezinformować. Już to robią. Coraz częściej. Takie działania wobec SDP po wyborze nowych władz nasilają się. Oznaczają, że „dziennikarze” wspierający medialny zamach stanu w Polsce ze strachu tracą rozum. Są słabi, chociaż mają za sobą wpływowych teraz polityków.

Krytykom Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich jest bardzo smutno, bo na zjeździe w Kazimierzu Dolnym delegaci demokratycznie wybrali nowe władze największej w Polsce organizacji dziennikarskiej. Nowym prezesem SDP została Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy, która zapowiedziała m.in. kontynuację walki o wolność słowa i wzmocnienie obrony dziennikarzy podczas pełzającego, bezprawnego przejęcia mediów publicznych w Polsce i bezprecedensowej próby wyłączenia z debaty społecznej konserwatywnych dziennikarzy w niezależnych redakcjach zwalczanych przez rząd Donalda Tuska.

A jednak…

Tym smutniej jest naszym krytykom, bo w większości nowy zarząd tworzą ci sami konserwatywnie myślący dziennikarze, z wieloletnim szefem SDP Krzysztofem Skowrońskim. Co więcej, jest we władzach kilkoro nowych przedstawicieli, i to także z mediów konserwatywnych. To spowodowało rozpacz liberalnego i lewicowego mainstreamu, który krzyczy, że tylko ich informacje i ich publicystyka (sic!) są prawdziwe. Czyli, SDP – zdaniem dziennikarskich pomocników rządowych specjalistów do spraw ujarzmienia niezależności mediów – jest złe… Wolno im, ale nie poprzez pozaprawne metody, a takich przypadków jest niestety od nocy z 19 na 20 grudnia 2023 roku coraz więcej. 10 miesięcy temu siłowo i wbrew przepisom spacyfikowano media publiczne lokując na stanowiskach szefów TVP, PR i PAP marionetkowe władze powołane nielegalnie przez rząd.

Panika maistreamu

„Jak to możliwe, że po takich atakach was wybrano?” – zapytał mnie w poniedziałkowy poranek emerytowany już dziennikarz, jeden z moich znajomych. Odpowiedziałem, że ludzie patrzący normalnie na SDP robią po prostu swoje.

Pobieżny tylko przegląd prasy po wyborach do władz SDP wskazuje, że spodziewano się klęski dotychczasowego nurtu w naszym stowarzyszeniu. Przeliczono się, bo zaledwie kilkanaście na blisko 150 uprawnionych delegatów było przeciwnych wyborowi Prezesa i Zarządu Głównego SDP w obecnym składzie.

Łka zatem Press – biuletyn medialnych celebrytów i producentów bezrobocia na „wydziałach” dziennikarstwa wielu polskich uczelni – pisząc o „reakcjach” na wybór Jolanty Hajdasz na szefową SDP – ale były to tylko słowa krytyki kierownictwa portalu będącego powierzchnią promocyjną dla medialnego mainstreamu. „Nie ma już ratunku dla SDP. Pozostanie na poziomie ideologicznej wspólnoty garstki ludzi związanych niekiedy luźno z mediami” – rozpacza Press milcząc ciągle o tym, dlaczego stracili status periodyku rozdającego niegdyś ważne w środowisku nagrody dziennikarskie…

Kto potrzebuje ratunku?

Nie ma ratunku dla SDP? Tak, ale nie ma ratunku dla tego SDP sprzed 2011 roku, czyli sprzed pierwszej kadencji Krzysztofa Skowrońskiego. Nie ma ratunku dla wzdychających do SDP sprzed 13 lat, kiedy stowarzyszenie było miałkim forum ludzi żyjących w medialnym świecie równoległym, w którym często „taktycznie” nie zauważano zwalnianych bezprawnie dziennikarzy i postępującej degradacji zawodu.

Nie ma ratunku dla ludzi, którzy nie zauważają, że media się zmieniają, że nie ma i nigdy nie było mediów apolitycznych i dziennikarzy bez poglądów. Nie ma ratunku dla ludzi opowiadających bzdury o obiektywizmie biorącym górę nad rzetelnością przekazu. Nie ma też ratunku dla dziennikarzy, który próbują balansować gdzieś pomiędzy.

SDP walczy o wolność słowa, o wolność dziennikarską i dosłownie o wolność a nie więzienie dla ludzi mediów sprzeciwiającym się obecnym władzom. Możemy rozmawiać ze wszystkimi dziennikarzami nie podzielającymi poglądów większości członków SDP. Rozmawiać, nie odpowiadać na głupie zaczepki. Nie będziemy stowarzyszeniem do bicia. Oddamy. Ale nie w maglu. Oddamy honorowo. Nie w publicznej kłótni, tylko w prawdziwej debacie.

HUBERT BEKRYCHT: Gra na konflikt i próba podziału SDP

Zawsze przed zjazdami wyborczymi Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich odżywają spory i dyskusje. Jak granat w błocie wybucha debata o „przyszłości SDP”, którą od kilku kadencji prowadzą „zatroskani”. Kogo obryzga błoto? Wszystkich.

Niechaj nie śmieją się szyderczo, ci którzy próbują znowu grać na konflikt, ci którym marzy się podział SDP na dwie albo na trzy organizacje. Najbliższy zjazd wyborczy w Kazimierzu (11 – 13 października br.) będzie jednak grą o przetrwanie Stowarzyszenia jako organizacji dziennikarskiej.

Trudności to nasza specjalność

Najpierw pandemia, potem kryzys związany z rosyjską inwazją na Ukrainę i pomoc uciekającym przed wojną, m.in. dzieciom z Mariupola, które znalazły schronienie w Domu Pracy Twórczej SDP w Kazimierzu nad Wisłą. Potem podwyżki energii i gazu, remonty i znowu podwyżki tym razem rosnące koszty tzw. dzierżawy Domu Dziennikarza na Foksal fundowane przez warszawski ratusz. To proza życia a właściwie działalności władz naszego stowarzyszenia mijającej kadencji. Zarząd Główny starał sobie z tym radzić. Chyba nie najgorzej. SDP wszak jest organizacją społeczną, zatem wiele zależy od ludzi cieszących się zaufaniem ludzi zrzeszonych w SDP.

Statut i ambicje kilku osób z OW

Stowarzyszenie trzeba powoli profesjonalizować, aby walczyć z kłopotami wolnego rynku i razami wymierzanymi SDP przez liberalne i lewicowe środowiska polityczne oraz tzw. elitę dziennikarstwa głównego nurtu. Widać to wyraźnie po niecałym roku sprawowania władzy przez nowy rząd.

Narzędzia w walce z plagami finansowymi i przekleństwem nacisku politycznego ma nam dać nowy Statut. Uchwaliliśmy go po kilku latach pracy w sporym gronie. Awantura wywołana na tegorocznym marcowym zjeździe statutowym przez kilka, no może kilkanaście osób ze stołecznego oddziału SDP pokazała tylko jak wybujałe są ambicje wąskiego grona „aktywistów” oddziału warszawskiego plus kilku wielbicieli zadymy z terenu. Protesty, szykanowanie obecnych władz, przecieki do tzw. prasy branżowej a nade wszystko brak pomysłu na SDP poczyniło nie mniejsze szkody w stowarzyszeniu niż kampania oszczerstw sprzed 3 lat przeciwko prezesowi SDP Krzysztofowi Skowrońskiemu i wiceprezes, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Jolancie Hajdasz. I gdzie teraz jesteście, o wy zapowiadający zarzuty prokuratorskie i pomawiający o przestępstwa? No gdzie? Napisałbym, ale to jednak publiczny głos w dyskusji i nie wypada używać takich słów…

Obrona mediów przed dyktaturą „demokracji”

Gorzej, że krytycy nie chcą krytykować, tylko rozliczać. I to koniecznie Zarząd Główny i jego zwolenników, czyli większość członków SDP. Sami „krytycy” się z niczego nie rozliczają. Czy naprawdę nikt w oddziale warszawskim nie zapytał, dlaczego dwóch członków jego zarządu było przeciwnych protestowi ws. brutalnego i bezprawnego niszczenia mediów publicznych w grudniu 2023r? Czy to oznacza, że owi dwaj członkowie zarządu stołecznego SDP są zwolennikami nowych metod rządu i przynoszenia „wolności” mediów siłowymi metodami prywatnych firm ochroniarskich? Nie chodzi o prawo do sprzeciwu ws. protestu OW SDP, ale, na Boga, w dokumencie była mowa o metodach przejęcia mediów publicznych. A były to metody rodem ze stanu wojennego. I ci dwaj panowie mimo wszystko tego nie podpisali… Ja tego nie rozumiem, bo taka postawa rzutuje na cały oddział. No i ciekawy jestem, czy panowie ci będą kandydować w kolejnych wyborach do zarządu OW lub władz centralnych?

CMWP i walka o godność dziennikarską

A właśnie to członkowie i władze SDP (z wyjątkiem tych nieszczęsnych dwóch panów, którym może nie przeszkadzała pacyfikacja przez służby TVP, PR i PAP), tak w oddziałach stowarzyszenia, jak i na Foksal, mocno piętnowały brutalne nielegalne metody likwidacji mediów publicznych.

Protestowaliśmy wszyscy w SDP przeciwko represjom jakim zostali poddani przez rząd Donalda Tuska dziennikarze z mediów publicznych. I odbiorcy, którym wyłączono na długo sygnał telewizyjny będący strategicznym kanałem komunikacji w przypadku zagrożenia państwa. Bezprawnie, wbrew zapisom wszystkich kodeksów, zwalniani byli dziennikarze i szefowie oraz kierownicy poszczególnych jednostek TVP, PR i PAP. Dyscyplinarnie z TVP zwolniono twórczynię Biełsatu Agnieszkę Romaszewską-Guzy, pracę straciła Maria Przełomiec prowadząca program Studio Wschód. W TVP dyscyplinarkę dostali także m.in. Michał Adamczyk, Marcin Tulicki, Piotr Gursztyn i Samuel Pereira. Setki osób straciło pracę i należne im pieniądze tylko dlatego, że pracowali w mediach publicznych. Mediach dla picu likwidowanych, aby łatwiej było władzy zwalniać niewygodnych… Także i ja zostałem zwolniony dyscyplinarnie z PAP, bo jako sekretarz generalny SDP protestowałem w tej sprawie i w sdp.pl opisywałem to barbarzyństwo; w Europie tylko w Polsce i na Bałkanach zwalnia się z mediów działaczy organizacji dziennikarskich.

Nie było chyba w minionej kadencji aktywniejszej instytucji SDP niż Centrum Monitoringu Prasy SDP. Jego dyrektor Jolanta Hajdasz alarmowała wszędzie o dziejącym się medialnych bezprawiu nie tylko w TVP, PR i PAP, ale także – o zgrozo – w mediach lokalnych, gdzie i przed dojściem do władzy tego rządu dziennikarzy nie miał często kto bronić.

Za to wszystko szefową CMWP spotkała ostatnio „nagroda”. Stekiem kłamstw obrzucono Jolantę Hajdasz na stronie OW SDP… To po prostu niegodziwość i warto o tym wszystkim pamiętać w obliczu kolejnej przedwyborczej batalii w SDP.

     ***

I tu miało być zakończenie. Sam je jednak wykreśliłem. Było ostre i nie dające nic oprócz naiwnej wiary, że taka metoda jest skuteczna. Nie jest.

Wykreśliłem te słowa nie ze strachu, bo boję się tylko Boga i żony, ale dla dobra SDP. Właśnie dlatego po raz pierwszy w życiu się „ocenzurowałem”. Wszystkim delegatkom i delegatom życzę tylko takiej, nie wymuszonej przez nikogo, „cenzury”. I aby dzieliły nas wyłącznie merytoryczne spory o dziennikarstwo a nie wyniszczające kłótnie.

HUBERT BEKRYCHT: Nie bać Tuska – koniec państwa, nie Polski

Wrzesień 2025 roku: likwidacja TV Republika i TV wPolsce; aresztowania członków Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich; Rada Mediów Narodowych na uchodźctwie potępia ekstradycję do Rosji członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji; Sakiewicz, Karnowscy, Ziemkiewicz, Romaszewska, Lisicki, Hajdasz, Gmyz, Skowroński, Krysztopa, Jastrzębowski organizują partyzantkę medialną w Bieszczadach.

Tak może być nawet wcześniej niż za rok. Przesadzam? Oby, ale to wszystko, co robi koalicja PO/KO, TD, NL naprawdę wymyka się spod kontroli. Nie tylko z powodu nadzwyczajnego wzmożenia politycznego. W końcu zemsta rządu 13 grudnia na PiS to nie tylko zemsta na politykach tej partii, wyborcach prawicy, ale i zemsta na mediach konserwatywnych. A to prowadzi do cenzury.

Nie media

Teraz Tusk i jego kompania testują jeszcze nielegalne decyzje, m.in. wątpliwą prawnie konstrukcję prawną PKW w sprawie pozbawienia subwencji wyborczej PiS, choć i wcześniej bawili się tak, jak red. Wysocka-Schnepf w młodości na lekcjach matematyki. Wcześniej doszło do najtragiczniejszego po upadku komuny wydarzenia. W nocy z 19 na 20 grudnia 2023 roku nowa władza nielegalnie przejęła media publiczne, pacyfikując przy pomocy podejrzanych firm ochroniarskich, jak w stanie wojennym, ich siedziby, wyłączając strategiczny sygnał telewizyjny, wyrzucając dziennikarzy, namaszczając bezprawnie intronizowanych na stanowiska tzw. szefów TVP, PR i PAP, którzy utworzyli folkową grupę „Wejście”. Pewnie dlatego ją tak nazwali, że zmieniając tylko jedną literę łatwiej im będzie przy dymisji…

 Nie obywatele

Przy ustrojowej przewadze opozycji, bo przecież wywodzący się z PiS prezydent Andrzej Duda, będzie rządził jeszcze blisko rok, Tusk i jego kompania manipuluje prawnie obywatelami. Wszystkimi, bo ci, którzy głosowali na tzw. uśmiechniętą Polskę już ze śmiechu pękają. Wszystkimi, bo rząd usiłuje wmówić Polakom, że może sprawować władzę rozporządzeniami, dekretami, czy co tam jeszcze podpatrzyli u Jaruzelskiego a Prezydent RP odejdzie i nie trzeba będzie wgłębiać się w przepisy tak umiłowanej przez Tuska Konstytucji RP.

To nie jest proste, ale trzeba uznać, że niektórzy z bardziej tchórzliwych obywateli zwrócą uwagę przy kolejnych wyborach, że już nie muszą mówić, że „liberalny rząd Tuska jest wspaniały”. Dlaczego? Bo już nie będą musieli…

Nie dowcipy

Chciałbym, aby wszystko było tak właśnie klarowne jak takie facecje. Ale nie jest. Trudno. Przetrwamy. Czy jako oficjalne media, czy jako podcasty na południowoamerykańskim serwerze? Tego nie wiem, ale wiem, że nie przesadzam. Wystarczy popatrzeć ilu dziennikarzy było szykanowanych w „uśmiechniętych mediach publicznych”. Wiem jedno, są tacy dziennikarze, którzy nie zrezygnują ze swojej misji, nawet jeśli będą musieli za „demokracji” Tuska robić gazetkę ścienną w więzieniu.

 

Hubert Bekrycht (także na X i FB)

HUBERT BEKRYCHT: Ponad 7 milionów dziennikarzy w Polsce

Nie, nie pomyliłem się. Na prawie 37 milionów mieszkańców Polski przypada ponad 7 milionów dziennikarzy. Też Polaków. Chyba. Taką wersję przyjąłem i będę się jej trzymał. A jeżeli ktoś zarzuci mi manipulację, to postraszę sądem. Tak jak ponad 7 milionów dziennikarzy robi codziennie. W sieci.

Skąd wziąłem te liczby? Jeśli każdy dzisiaj może zostać dziennikarzem, to ja mogę, jako dziennikarz – prawie emerytowany – mogę przypuszczać, że mam w Polsce 7 milionów żurnalistów. Skoro, według badania dla Wirtualnych Mediów z końca ubiegłego roku, 25 milionów użytkowników ma w Polsce Facebook, Tik-tok i Instagram razem wzięte to 27 milionów ludzi, X d. Twitter ponad 8 milionów a piąty w tym zestawieniu Pinterest ma ponad 6 milionów internetowych fanów, to wszystko jest możliwe nawet 7 milionów dziennikarzy między Bugiem a Odrą.

Dwója z rachunków

7 milionów dziennikarzy? Tak uważam. Na podstawie obserwacji oraz mojego matematycznego niedouczenia wynikającego z zaufania do statystyk i dużych liczb. Kont w serwisach społecznościowych w Polsce może być ze sto albo lepiej dwieście milionów, tego nikt nie policzy. Dodaję zatem jeszcze 55 milionów, bo mam 55 lat. Zatem 250 milionów polskich kont podzieliłem na 37, czyli orientacyjną liczbę mieszkańców naszego kraju i wychodzi mi 6 milionów 800 tysięcy. Zaokrąglam i średnio wychodzi mi 7 milionów dziennikarzy polskich. A dodam jeszcze, że 7 to moja szczęśliwa liczba…

Niby bzdura w niby prawie

Okrutne te dyrdymały napisałem, aby uzmysłowić niektórym, że jeśli regulacje prawne dotyczące mediów i zawodu dziennikarza, prawo prasowe, prawo autorskie oraz prawa pokrewne nie uregulują podstaw przepisów, to wkrótce może być w Polsce nie tylko 7, ale nawet 10 milionów dziennikarzy. Wynika to po prostu z przeświadczenia niektórych ludzi, że pisząc coś na FB, X czy innych wirtualnych tablicach marzeń, mogą być już dziennikarzami, publicystami i felietonistami. Tak na przykład uważa wielu internetowych trolli, wstawiając sobie „red.” przed imię i nazwisko, często kompensując sobie niedostatki sztuki posługiwania się piórem, czyli klawiaturą i w ogóle niedostatki mózgowia. No, ale jeśli ktoś siedzi przed migotliwym ekranem kilkanaście godzin dziennie to synapsy się wypalają. A prawo medialne w Polsce ciągle bardziej przystaje do rzeczywistości jednego z pustynnych regionów w bardzo źle rozwiniętym państwie afrykańskim.

Prawo jaruzelskie

Władze państwowe i samorządowe od 1989 roku nic nie robią, aby dziennikarstwo wyrwać z komunizmu, bo obecne prawo prasowe, z kosmetycznymi zmianami, pochodzi z roku 1984 roku a pisane było ponoć jeszcze w stanie wojennym. Leżący niesłusznie na Powązkach Jaruzelski, Kiszczak i Urban muszą w piekle naprawdę krztusić się ze śmiechu.

Już nie chodzi o wielkie konstrukcje systemowe dotyczące mediów, rzecz jest pilna, bo dotyczy istoty przekazu i odbiorców. Na Boga, jeśli może być 7 milionów dziennikarzy, bo piszą w Internecie, to może być też codziennie 7 milionów kłamstw. Nie tęsknię za cenzurą, ale prawo musi kontrolować, choćby poprzez czytelny kodeks cywilny, uprawnienia i obowiązki ludzi podających się za dziennikarzy.

Dziennikarz brzmi dum(r)nie

Aha, nie ma w polskich przepisach takiego zawodu jak dziennikarz… Wiem, co piszę, spytajcie agentów. Na początek ubezpieczeniowych. System się kurczy i parcieje, rozwali się za kilka lat, chyba, że lada dzień na konferencję prasową premiera Tuska przyjdzie 7 milionów wkurzonych polskich dziennikarzy, powiedzmy obywatelskich, którzy nie będą mieli akredytacji… I spytają na przykład owi dziennikarze, co dalej z nielegalnie przejętymi mediami publicznymi. Przejętymi przez bezprawnie intronizowane przez rząd władze. Nie każdy lubi takie konferencje prasowe z 7 milionami pytań…

                                                                 ***

Zawód dziennikarza w Polsce formalnie nie istnieje, a mnie, w związku z tym przypomniał się stary dowcip:

 

Rzecz dzieje się za komuny. Milicjant zatrzymał dwóch pijanych facetów.

– Zawód? – pyta stróż „prawa” ubzdryngolonych mężczyzn.

– Krzyżówkowicz – odpowiada z godnością jeden z pijaków,

– Ja ci dam – gniewa się milicjant dobywając pałki.

– Stop! – krzyczy drugi z pijaków – Panie władzo, my – tak jak pan – jesteśmy ofiarami systemu.

– Jak to? – zdziwił się funkcjonariusz.

– Pan nie wierzy, bo pan nie widzi, jak ja mu te kratki dorysowuje…

 

Hubert Bekrycht (X, FB)

 

HUBERT BEKRYCHT: Dziennikarze mogą kłamać? Niektórzy mówią, że tak… jeśli mają dobrych adwokatów

Mam, poza zażenowaniem, ataki śmiechu przeglądając toporne felietony i artykuły krytykujące „dziennikarzy pisowskich” a nawet – zdaniem niektórych autorytetów obecnej tzw. IV władzy –  „pisoskich” – tak (i z błędem i nie) określa się od grudnia 2023 r. media konserwatywne, reporterów i publicystów o nie liberalnych, nie lewicowych i nie lewackich poglądach.

Wiodącym środowiskiem jest w tym „piętnowaniu pisiorów” pewne towarzystwo a właściwie towarzycho – to od ohydnego śpiewu żenujących piosenek przy biesiadowaniu, podczas którego dali się nawet nagrać i umieścili to w sieci. Towarzycho to skupia ludzi odklejonych od rzeczywistości, ale to nie może być usprawiedliwienia dla ich niecnych czynów. Grupka liczy, według różnych informacji, od 70 do 110 osób, bo przez kilka lat już kilkakrotnie zdążyli się ze sobą pokłócić i rozpaść na sporo części…

To ci ludzie zamiast zająć się swoimi sprawami lub – jak to określają – „walką o wolne media i niezależne dziennikarstwo” nieustannie torpedują już nie tylko największą w Polsce organizację dziennikarską, czyli Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, ale i innych dziennikarzy nie podzielających ich obłędnych poglądów.

Trutnie

To od lat ci sami członkowie towarzycha podczas corocznych zjazdów innego towarzycha dziennikarskiego, ale z całej Europy, z uporem godnym trutni w ulu pogubionych ludzi, manipulują i kłamią nie tylko bzdurząc o działalności SDP (ich kompleksy da się leczyć), ale na temat sytuacji mediów w Polsce. Nie mają zresztą w tych sabotażowych działaniach polotu, nieprawdziwe informacje są szybko demaskowane, ale przynoszą wiele szkód Polsce, nie tylko dziennikarzom konserwatywnym, ale mediom w ogóle.

Najgorsze jest jednak to, że dla wygody w większości liberalnego a nawet lewackiego towarzycha, współpracując ze sterującą organizacją dziennikarską ze Starego Kontynentu, za jej zgodą, doprowadzają do wrzenia w innych stowarzyszeniach i związkach krajowych, bo przecież manipulacja idzie potem nie tylko w Polskę, ale i w świat. Naśladowców polskiego towarzycha jest wielu.

Dama daje znak

Najbardziej krzykliwa dama towarzycha – wg. stołecznych kryteriów – z prowincji pisze jednak niebezpieczne rzeczy, bo rozsiewa plotki, insynuacje, pogłoski, pomówienia. Słowem podżega do potępiania ciągle nowych osób. Na przednówku doszło to tego, że towarzyszącą towarzychu damę zwolniono, już za nowych władz, z jednego z mediów publicznych. Jeden z jej kolegów określił to dosyć plastycznie we wpisie internetowym: „stopiła się jak ołowiana figurka, bo tak paliła się do dyrektorowania lub prezesowania”.

To, że pisze owa dama o obecnych władzach i ludziach wspierających bezprawnie przejęte przez rząd media nie ma żadnych konsekwencji, bo  jej pół i ćwierć „prawdy” nie robią już na neoprezesach publikatorów rządowych żadnego wrażenia. Przekroczyła  owa dama nawet granice swoich liberalnych koleżanek i kolegów, zaczęła bowiem krytykować mechanizm „naprawy” mediów publicznych po ich nielegalnym przejęciu w nocy z 19 na 20 gruddnia. No, trudno. Kłótnia w rodzinie? Patologia społecznego oddziaływania mediów? Zmęczenie materiału „dziennikarskiego? Ich sprawa.

Zmęczenie materiału rządowego?

Z zadowoleniem jednak powitałem informacje, że powtarzane przez damę kłamstwa o zwalnianych teraz z mediów publicznych dziennikarzach i o dziennikarzach oraz pracownikach, którzy pozostali w owych mediach, będą miały swoje konsekwencje prawne. Wbrew dokumentom, dowodom z tychże dokumentów, nagraniom, słowem faktom, dama brnie w procesowe formy szkalowania wielu konserwatywnych reporterów i publicystów. I to się staje niebezpieczne dla – dotąd jej – towarzycha. Nie dość, że obraża umiłowany rząd powstały 13 grudnia 2023 roku to jeszcze obraża swoich i „swoich”. Głupota jest przecież zawsze, wcześniej czy później, karana. W każdym towarzystwie. Nawet w towarzychu.

Grupy medialne straceńczo podlizujące się gabinetowi Tuska mają, paradoksalnie, zły czas. Nawet otoczenie premiera widzi przecież, że nadskakiwacze i nieudacznicy, teraz akolici PO (KO), TD i Lewicy, przez ostatnie 8 lat, zamiast pracować nad „wizją” propagandy tego rządu, kłócili się między sobą.

Radykałowie rządowego nieładu medialnego zapowiadają, jak w pewnym porzekadle, że w końcu „przyjdzie Zdzicho i rozgoni towarzycho”. Parafrazując pewną zgraniczną piosenkę zapytam: „Zdzicho, Zdzicho, wtf* is Zdzicho?”

* (ang.) włączcie te fantazje

Hubert Bekrycht (X, FB)

 

 

 

HUBERT BEKRYCHT: Od czego gorsza jest nadgorliwość?

Jeden z portali, które opisują media kierując ostrze krytyki wyłącznie w kierunku konserwatywnych dziennikarzy, zwrócił tym razem uwagę na pracownika neo TVP. Ów dziennikarz miał czelność napisać coś złego o koalicyjnym PSL na, uwaga, uwaga prywatnym profilu w mediach społecznościowych.

Bezprawnie przejęta w grudniu 2023 r. Telewizja Polska, potem w likwidacji, była uprzejma zawiesić reportera Panoramy TVP Bartłomieja Bublewicza a sprawę skierować do Komisji Etyki. Chodziło o niezadowolenie owego dziennikarza wyrażone na profilu społecznościowym. Niezadowolenie opisane bardzo emocjonalnie i – chyba – szczerze.

Sami swoi i tylko swoi

„Nie ma miejsca na PSL w koalicji rządzącej. Na miejscu premiera zaryzykowałbym nawet wcześniejsze wybory” – napisał na X Bublewicz sfrustrowany postępowaniem ludowców podczas debaty w sprawie aborcji. Nie mógł? Zdaniem nielegalnych władz TVP w likwidacji nie mógł. Dlaczego? Bo jego wpis wystawia na szwank koalicyjną jedność? Bo nadal PSL domaga się większej liczny „swoich” ludzi w TVP, jak to jeszcze do 2016 roku bywało…

Reporter chciał się pewnie podlizać PO, ale przeszarżował. Powinien przecież wiedzieć, że arytmetyka jest bezlitosna i bez PSL nie ma żadnej koalicji. I nie ma też bezprawnie wybranych po 19 grudnia 2023 roku władz mediów publicznych. Zawieszono go, ale w przeciwieństwie do innych dziennikarzy w TVP, nikt się chyba za nim nie wstawi. Tak się teraz „robi” media.

Trójpodział władzy: media, nasze media i tylko nasze media

Drugi błąd jaki popełnił Bublewicz to komentarz na platformie X dotyczący bezprawnego zatrzymania b. wiceministra sprawiedliwości Michała Romanowskiego. „Kompromitacja to mało powiedziane. Nieprzygotowana prokuratura, wiarygodność działań na zerowym poziomie. Decyzja sądu pokazuje jak ważny jest i powinien być trójpodział władzy dla całej klasy politycznej” – napisał Bublewicz.

W sumie to reporter Panoramy napisał w tej akurat sprawie z sensem, ale znowu przeszarżował. Zapomniał, że jego nielegalnie wybranie szefowie właśnie dlatego są jego nielegalnymi szefami, że taką krytykę mają dusić w zarodku…

Zawieszony wisi teraz jak relikty komunistycznych i postkomunistycznych czystek w TVP i dziwi się pewnie, że za taką krytykę został potraktowany jak prawicowiec. Nie dziw się chłopie, będzie gorzej.

Sztandar Młodych powraca?

Dziwi coś innego. Zwykle wyrozumiały dla liberalnych mediów portal udający specjalistyczne forum o mediach tym razem „obnażył”, „podkreślił”, „uwypuklił”, że takie zachowanie „niezależnych” reporterów „nie licuje”. Zespół dawnego komunistycznego Sztandaru Młodych byłby dumny z takich interpretacji (SM to w PRL takie przedszkole dla obecnego mainstreamu i nowoczesnych neoreporterów). Zresztą, kilkoro dawnych dziennikarzy Sztandaru Młodych jest jeszcze w obiegu dzisiejszych głównych środków masowego przekazu – na przykład na Mokotowie i Wilanowie.

 

Hubert Bekrycht (FB i X)

PROTEST W OBRONIE TV BIEŁSAT PRZED SIEDZIBĄ POLSKIEGO RZĄDU

W czwartek 8 sierpnia w Warszawie przed siedzibą rządu Donalda Tuska odbył się się protest przeciwko likwidacji TV Biełsat.„Białoruska diaspora w Warszawie na czele z Zianonem Paźniakiem zwołała na 8 sierpnia ma 18.30 pikietę w obronie Biełsatu pod Kancelarią Premiera napisała na portalu X była szefowa stacji Agnieszka Romaszewska. Relację z manifestacji przekazała TV Republika.
W demonstracji wzięli udział m.in. przedstawiciele niepodległościowych środowisk białoruskich w Polsce protestujące przeciw próbie liwidacji przez polski rząd i polskie MSZ TV Biełsat, jako osobno nadawanej stacji. Biełsat – co przypominają reprezentanci białoruskiej diaspory – nadaje prawdziwe wiadomości, co bradzo przeszkadza białoruskiemu dyktatorowi Łukaszence i jego mocodawcy zbrodniarzowi wojennemu Putinaowi.

Po demonstacji, w piątek 9 sierpnia uczestnikom pikiety podziękowałą na swoim profilu FB Agnieszka Romaszewska:

Największą radość sprawiło mi spotkanie na pikiecie w obronie Biełsatu kolegów, którzy rozstali się z Biełsatem jakiś czas temu z różnych przyczyn a niekiedy i nie bez mojego udziału…Aleksiej, Żenia, Siarhiej głęboki ukłon dla Was i szacunek!” – napisała b. szefowa Biełsatu.
W środowej (7.08) porannej audycji Radia Wnet Romaszewska podkreśliła: „Nie ma teraz woli politycznej, żeby wspierać media związane z białoruską opozycją w Polsce, bo ten rząd nie prowadzi własnej polityki wschodniej, nie chce wychodzić przed szereg na tle UE” – zaznaczyła b. red. nacz. Biełsatu.
Na profilu FB zwolnionej dyscyplinarnie z TVP i nękanej nieprawdziwymi sugestiami o „winie” za nieprawidłowe zarządzanie sferą informatyczną, twórczyni TV Biełsat red. Agnieszki Romaszewskiej ukazało się kilka dni temu wyjaśnienie, które dziennikarka zatytułowała przewrotnie cytując słowa osoby z kierownictwa TVP: „Nie wyobrażajcie sobie, ze to białoruska telewizja”…
Publikujemy wyjaśnienie Agnieszki Romaszewskiej w całości [zaznaczenia od redakcji]: 
„Ostatnio dziennikarz ważnej gazety zapytał mnie czemu obecne „reformy” Biełsatu przeprowadzane przez TVP i MSZ nie podobają się znacznej części zespołu? No i co ja o tych „reformach” sądzę? I to pytanie jest naprawdę kluczowe. W końcu i TVP i MSZ odpowiadając dziś na pytania dziennikarzy podkreślają, że Biełsat dalej będzie istniał, przecież znak towarowy Biełsatu zostanie zachowany, będzie nadawanie po białorusku, oczywiście będzie pełna niezależność redakcyjna ( jasne…), a że Biełsat ma być tylko jedną z redakcji językowych w większej jednostce produkującej i nadającej programy dla zagranicy, która zostanie utworzona na bazie TVP World, to przecież jakie to ma znaczenie… Czyli o co właściwie tu chodzi?
Otóż problem polega na tym, że ta nowa koncepcja uderza w rzecz podstawową i fundamentalną, jaką była FILOZOFIA utworzenia i funkcjonowania kanalu Biełsat i jego misja niemal po dzień dziesiejszy. [Nowa koncepcja Biełsatu – red.] Uderza w to wszystko, co pozwoliło nam za stosunkowo niewielkie pieniądze, zbudować potężne i bardzo profesjonalne narzędzie polskiej soft power.
Biełsat był utworzony na bazie przekonania, że najcenniejsze w polityce międzynarodowej, a już w szczególności w polityce „miekkiej siły” są te sytuacje, gdzie interesy różnych partnerów się nakładają. I tak jest zasadniczym polskim interesem działanie na rzecz wolności ważnego kraju sąsiedzkiego, jakim jest Białoruś, pozyskiwanie białoruskich elit dla świata zachodniego, wspieranie białoruskiego ruchu niepodległościowego, wspomaganie demokratycznie nastawionej opozycji rosyjskiej – robienie wszystkiego tego co osłabia dyktaturę Łukaszenki i Putina.
Takie same były interesy białoruskich niepodległościowo i wolnościowo nastawionych dziennikarzy, a takze dziennikarzy rosyjskich opowiadających się przeciw wojnie i dyktaturze w Rosji. W imię tego właśnie wspólnego interesu Biełsat był POMOCĄ udzielaną białoruskiej opozycji na wzór pomocy jakiej Polsce udzielano przed 89 r. Dlatego Bielsat był w znacznej mierze tworzony nie tylko DLA Białorusinów ale i PRZEZ Białorusinów, dla wspólnej polsko – białoruskiej sprawy.
Następnie w duchu podobnej filozofii tworzyliśmy część rosyjską. To wszystko wiązało sie ze specyficzną kulturą instytucji inkluzywną, gdzie sami pracownicy utożsamiając się z firmą i z jej misją tworzyli swoje miejsce pracy. To właśnie ta cecha spowodowała, ze byliśmy w stanie zbudować za stosunkowo niewielkie pieniądze medium bardzo sprawne i skuteczne. Bo sami zainteresowani budowali je dla siebie i swoich rodaków.
17 ludzi poszło siedzieć na Białorusi za współpracę ze stacją [TV Biełsat – red.] – to nie była zwyczajna praca redakcji białoruskiej TVP…
Gdy teraz słyszę, że Michal Broniatowski mówi by koledzy „przestali sobie wyobrażać, że to jest białoruska telewizja”, gdy w odpowiedzi na pytania o to czemu kolejne kroki i zmiany nie są w ogóle konsultowane z zespołem, odpowiada że to nie Sejm, a w korporacji regulamin ustala zarząd – to ja już wiem, że to co powstanie, to nie ma być Biełsat.
Nie mam nic przeciwko powołaniu POLSKIEJ TV dla zagranicy w rożnych językach, pod warunkiem,ze będą na to wystarczające środki ( a potrzebne są środki bardzo duże), tak żeby przedsięwzięcie nie wyglądało śmiesznie i kompromitująco na tle innych telewizji dla zagranicy. Niemniej jednak to nie będzie Biełsat.
Żadne sekcje językowe polskiej telewizji dla zagranicy, nie bedą miały w najbliższych latach takiego wpływu i takiego oddziaływania, jakie budowała i jakie mogła zwiększać nasza stacja.
Bardzo proszę o udostępnianie tego wyjaśnienia, bo narazie mam niewiele innych sposobów przekazania swojego stanowiska wobec rozpętywanej obecnie przez Onet kampanii oszczerstw i pomówień wobec mnie i moich współpracowników” – napisała na swoim profilu FB Agnieszka Romaszewska.

Po 32 latach pracy w Telewizji Polskiej, w tym 17 w Biełsacie, została zwolniona Agnieszka Romaszewska.

Agnieszka Romaszewska, dyrektor i założycielka Biełsatu, o zwolnieniu z TVP napisała w marcu br.  na swoim profilu na Facebooku. Zaznaczyła, że pierwotnie zaproponowano jej odejście na własną prośbę i „na niezwykle korzystnych warunkach”.

„Nie zgodziłam się na to. Powiedziano mi też, że budżet stacji ma zostać obcięty o 47% i jest to decyzja MSZ. Stacja ma zostać rozkawałkowana czyli programy rosyjskojęzyczne mają prawdopodobnie przejść docelowo do TVP World . To według mnie wielki błąd i zasadnicze złamanie tworzonej przez lata koncepcji.

Biełsat miał sens i służył Polsce jako stacja skierowana na wschód w obecnej trudnej i wręcz niebezpiecznej sytuacji międzynarodowej” – napisała Agnieszka Romaszewska.

Podkreśliła, że według niej „demolowanie takiego unikalnego dzieła”,  jakim jest Biełsat, „to więcej niż zbrodnia.”

„A co do mnie to nikt mnie nie 'robił’ szefową kanału Bielsat i nikt mnie przekupstwem stamtąd nie wygoni ani nie zamknie mi ust umowami, którymi pozwolę się zakneblować w zamian za ‘złoty spadochron’. Dzieła któremu się poświęciło prawie już 18 lat życia, dobrego dla Polski i jej sąsiadów się nie sprzedaje dla wygody kolejnych jakże przemijających zarządów (?)TVP” – zaznaczyła Agnieszka Romaszewska.

Jak napisano w serwisie internetowym Biełsatu, likwidator TVP Daniel Gorgosz, proponując dyrektor Romaszewskiej rozwiązanie umowy za porozumieniem stron „na bardzo korzystnych warunkach” nie przedstawił zastrzeżeń do jej pracy ani do obecnego funkcjonowania kanału, decyzję uzasadnił potrzebą „nowego otwarcia”.

Budżet Biełsatu ma być obcięty o prawie połowę (TUTAJ),  stanowczy protest w tej sprawie wystosowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP (TUTAJ).

Protest Zarządu Głównego SDP przeciwko zwolnieniu Agnieszki Romaszewskiej TUTAJ.

Komentarz Huberta Bekrychta, sekretarza generalnego SDP, redaktora naczelnego portalu sdp.pl TUTAJ.

Ostatecznie w połowie marca br. Romaszewska została zwolniona z TVP dyscyplinarnie.

O pozwie twórczyni Bełsatu przeciwko TVP i jej walce z kierownictwem  telewizji publicznej- poniżej

AGNIESZKA ROMASZEWSKA pozywa Telewizję Polską

Na AGNIESZKĘ ROMASZEWSKĄ trwa nagonka – Likwidator TVP likwiduje TV Biełsat i zdrowy rozsądek + OŚWIADCZENIE

HUBERT BEKRYCHT: Szef Kanału Zero udowodnił, to co wielu wiedziało, ale wstydziło się zapytać…

Po prowokacyjnym żarcie Krzysztofa Stanowskiego, wielu nabranych przez niego dziennikarzy i „dziennikarzy” próbuje zaczerpnąć powietrza. Kilku broni się w fortecy swej głupoty i uporu. Co nam mówi bezkrytyczne pozbawione jakiejkolwiek weryfikacji powielanie „sensacyjnej” wiadomości? Przede wszystkim to, że dziennikarstwo to nie zabawa, chociaż 5 sierpnia 2024 r. – paradoksalnie – twierdzenia tego dowiódł właśnie żart szefa Kanału Zero. Fakt, okrutny żart – prowokacja, ale to nie zmienia sytuacji, w której „gwiazdy” polskich mediów nabierają się na to, na co nie nabrałby się niejeden stażysta.

Kanał Zero to bardzo potrzebne medium. Nie wszystko mi się podoba, ale nie tylko dla mnie jest ten projekt. Wiem jednak, że jeśli napiszę coś krytycznego, to ktoś z KZ normalnie odpisze, a jeśli nawet nie, to nie daje mi od razu po głowie i nie rzuca się do gardła. To też nowa jakość u nas. Po prostu ludzie z redakcji Stanowskiego są wierni wielu zasadom dziennikarstwa w większym stopniu niż inni dziennikarze i „dziennikarze”.

Ziarno

Oburzeni tym, co zrobił Stanowski są medialni poszukiwacze zaginionego sensu. Trudno. Chodzi im o to, że jak nie rządzi PiS, to ich artykuły żółkną, głos staje się chropowaty a obraz mętnieje. Nowe projekty, szczególnie w sieci, dość szybko odbierają tradycyjnym mediom, jeśli nie życie, to wielu sympatyków. Krzysztof Stanowski jest szczuty codziennie, ale najcięższy z zarzutów, czyli upolitycznienia redakcji nikt mu nie udowodnił. Szef KZ jest konsekwentny, nawet jak coś już staje się nudne, potrafi z tej nudy wyskoczyć i pojawić się tam, gdzie coś się dzieje.

Plewy

Nerwy i malejące zarobki krytyków Stanowskiego to skutki sytuacji, kiedy się kogoś pomija, kiedy bez żadnego sensu atakuje się przedsięwzięcie, które nawet nie ma roku na rynku. Dziennikarze nabrani na to, że Stonoga zdobył od „zdrajcy” Stanowskiego nagranie kompromitujące szefa KZ, gdzie przyznaje się on do ulegania prawicy, są dowodem na niedojrzałość coraz większej liczby mediów w Polsce. To zadziwiające, skoro nabrani na filmik od szemranego typa, kreują się, szczególnie po powstaniu 13 grudnia ub. r. nowego rządu, na autorytety i to nie tylko w prasie radiu i telewizji a nade wszystko w Internecie.

Po żniwach?

Co wynika z okrutnego żartu Stanowskiego? Odpowiedź tylko na to jedno pytanie będzie nadchodziła falami. Przede wszystkim, niestety, prawie nikt nie zostanie zmieciony z planszy dziennikarskiej. Wyjątki to ludzie, których i tak na tej planszy nie ma. Co dalej? Nabrani przez szefa Kanału Zero długo będą lizać rany, ale – stawiam dolary przeciwko akcjom Gońca – zamiast przyznać się do głupoty już obmyślają „zemstę”. I to może ich tylko pogrążyć, bo dziennikarstwo nie jest dla dziennikarzy. Jest dla Odbiorców naszej pracy.

Nad politykami na razie się nie znęcam… Oni to robią sami sobie. Z wyboru.

Fragment utworu „Autsajder” (1993 r.) wykonywanego przez zespół „Dżem” i niezapomnianego Ryszarda Riedla; słowa i muzyka Ryszard Riedel, Mirosław Bochenek; produkcja Benedykt Otręba:

 

Ale jedno wiem po latach,

Prawdę musisz znać i ty:

Zawsze warto być człowiekiem,

Choć tak łatwo zejść…

Zejść na psy!

 

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,dzem,autsajder.html

 

 

Hubert Bekrycht (FB i X)

HUBERT BEKRYCHT: Niewielka Brytania kilku prędkości informacji, czyli: „Zamieszki? Jakie zamieszki?”

Trwają protesty uliczne w Wielkiej Brytanii po wybuchu zamieszek będących skutkiem ataku nożownika w Southport. Zginęły trzy dziewczynki. Ludzie na ulicach żądają restrykcyjnej polityki przyjmowania imigrantów. Media liberalne i lewicowe tłumaczą, że to „prawicowe grupy” sieją zamęt, bo uwierzyły w dezinformację o tym, iż morderca to niedawno przybyły do WB wyznawca islamu. Właśnie ten fake news służby porządkowe podają jako zarzewie konfliktu. A co robią brytyjskie media, z jednej strony ikoniczna dla wielu dziennikarzy na kontynencie państwowa BBC i legendarne ze swej stronniczości i nierzetelności tabloidy?

Nie wiem jakie może mieć to znaczenie czy bandyta jest na brytyjskiej ziemi od urodzenia, bo tak jest w istocie, czy jest tu od niedawna. Zdaniem protestujących to właśnie liberalna polityka migracyjna Zjednoczonego Królestwa spowodowała tragedie w Southport i może być przyczyną kolejnych zbrodni popełnionych przez przybyszy z krajów o innej kulturze.

I tak nic nie wiadomo

Media często wskazuje się jako źródło informacji zachęcające do określonych działań. A jest jednak na świecie tęsknota, aby środki masowego przekazu zajmowały się czystą wiadomością, którą trzeba podać w odpowiedniej oprawie. W dobie wielu światowych i lokalnych kryzysów to właśnie media ponoszą odpowiedzialność za skutki swoich newsów i „newsów”. W Wielkiej Brytanii – moim zdaniem – to w jaki sposób i czym zajmują się telewizje, rozgłośnie, prasa i portale internetowe może nie mieć wpływu na sam proces zainteresowania zjawiskiem, bo od lat w Zjednoczonym Królestwie massmedia są podzielone na przekazy różnych prędkości.

Czy można nie usłyszeć o ostatnich zamieszkach będąc Brytyjczykiem? Można. Po pierwsze ludzie – nie tylko na Wyspach – bardziej się izolują. Po drugie, rozmaite media sprzedają mieszkańcom Królestwa, produkty informacyjnopodobne dostosowane do ich pozycji, systemu nerwowego i nastroju.

BBC – By Było Cudnie

Kiedy zaczynałem przygodę z dziennikarstwem na początku lat 90. ubiegłego wieku wzorcem były zachowania medialne z BBC, państwowego brytyjskiego koncernu, który latami obrastał w tłuszcz i brytyjską butę, bo przecież „my to wiemy najlepiej”. Był jednak najpierw niepisany a potem nieudolnie przetłumaczony na polski zbiór zasad, który zawierał coś w rodzaju rad dla reporterów bardziej telewizyjnych i radiowych niż prasowych. Dziennikarze naszej młodej wówczas postkomunistycznej demokracji przyjęli te zalecenia jako pewnik nie bacząc, że systemy prasowe w Polsce i Wielkiej Brytanii są tak różne jak kryminały Agaty Christie i powieści sensacyjne Joe Alexa (Macieja Słomczyńskiego). I to dobre i to dobre, ale dla kogoś innego napisane. Przez te prawie 35 lat dziejów polskich mediów, BBC już nie było piękną panną na wydaniu i zdążyło kilka razy stracić dobrą reputację. Zresztą byli ludzie, którzy już pół wieku temu włączali BBC do systemu medialnego wszystkich odmian wyspiarskiego przekazu i podkreślali, że mimo formalnego braku cenzury, można robić wszystko, tylko Broń Boże nie wolno obrażać ówczesnej Królowej Elżbiety II, teraz Króla Karola III. Czasy się zmieniły i w BBC coraz częściej zdarza się krytyka monarchii.

BBC podczas ostatniego kryzysu zachowuje się właśnie jak medium dostojne formą, ale różnej prędkości treści. Co to oznacza? Brytyjczycy, w zależności jakich mediów są odbiorcami dostają papkę dostosowaną do swojej diety – tłusto mają odbiorcy tabloidów, a inną bardziej wegańską i droższą „żywność” przekazu dostają miłośnicy mediów opiniotwórczych, w tym tzw. publicznych, państwowych. Oba sposoby odżywiania naszego zmysłu informacji nie są dobre, prowadzą nawet do różnych chorób cywilizacyjnych.

Obserwacja brytyjskich internetowych odbić różnych mediów w poniedziałkowe popołudnie 5 sierpnia 2024 roku zdaje się to potwierdzać, ale winę za poniższą ocenę ponosi wyłącznie autor.

BBC dla wszystkich – chude mleko

BBC po angielsku jest podobne do potrawy bez pieprzu i soli a nawet kminku lub czegoś ostrzejszego (papryka), co dla Brytyjczyków jest torturą, niemniej oglądają. Nie ma w czołówce tego serwisu bezpośrednich relacji z buntu, który dosłownie rozlał się na cały kraj i są to zamieszki nie notowane przez policję od kilkunastu lat. Odbiorca znajdzie za to relacje z protestu w Bangladeszu i jeśli przypomni sobie, że to kiedyś były Indie i część Imperium Brytyjskiego, to będzie mniej więcej wiedział, gdzie leży ten mały kraj. Nic więcej.

BBC dla Brytyjczyków – pudding z rybami na mleku z orzechami nerkowca

Jeśli jeszcze możecie czytać, to właściwie to samo, co owa potrawa i też w języku angielskim. Ten serwis BBC też nie jest zbyt szybki i dociekliwy. Za to analiz z giełdy całe mnóstwo, w końcu londyńskie City musi działać – to ostatnie to posolony nerkowiec.

BBC UK – trochę ostrego sosu

Ta internetowa strona internetowa ma już w czołówce dramatyczną fotografię z zamieszek. Nie ma jednak niczego, co – oprócz zdjęcia – dawałoby wiedzę o wydarzeniach. Plastyczny, ale ostrożny opis całej prawdy nie czyni.

 

BBC po rosyjsku – prawie wszystko ruskie

Na pierwszym obrazku zdjęcie w bardzo ciasnym planie – tak jak język rosyjski, którym posługuje się strona brak kontekstu, czyli cenzura. Mężczyzna w średnim wieku z flagą Anglii i policjant, który stoi na ministrowie Tuska podczas powitania przed posiedzeniem rządu.

Nuda i cyrylica.

 

BBC po arabsku – nie ma najważniejszego

Nie jestem w stanie odczytać strony BBC po arabsku, ale nie ma (nie było 5 sierpnia) tu nic o zamieszkach w Wielkiej Brytanii a przecież, podobno, miały wybuchnąć przez fake newsa związanego ze światem arabskim, z islamem…

BBC po chińsku – pięć smaków i nic 

Także nie odczytałem nic w BBC China chociaż mówiono mi, że to chiński uproszczony. Trochę sportu, gospodarki i coś o zdrowiu. Chyba. Potrawy z Państwa Środka też mogą być niestrawne. Aha, na pierwszych miejscach poniedziałkowej strony nic o zamieszkach.

BBC Spain – paella z kurczakiem bez ryżu, warzyw i bez kurczaka

BBC po hiszpańsku, aby nie utrwalać w społecznościach latynoamerykańskich schematów buntu też nie proponuje się w czołówce nic o brytyjskich zamieszkach. Astronomia, sport, hakerzy – żadnych przypraw. I mięsa.

 

IRN – komercyjna papka

Independent Radio News – medium komercyjne. Strona internetowa radia z kapitałem brytyjskim i niemieckim. Notatka z zamieszek otwiera serwis, ale poza tym, że nie mówi się tu o tym „kto zabił Laurę Palmer”, to autorzy pewnie też nie słyszeli o serialu „Twin Peaks”.

Sky news – zawodowcy bez pistoletów

Komercyjny internetowy serwis telewizji Sky – jak to mówi teraz młodzież – daje radę. Poza profesjonalizmem tytułów dominuje jednak letnia temperatura. Bez fajerwerków, ale czytając tę stronę przynajmniej wiem, co się dzieje w kraju Harrego Kane’a – obecnie imigrant zarobkowy w Niemczech.

Independent – sucho jak na pustyni, słowa ostre jak kaktus

W Independent musi pracować wielu dziennikarzy po masowych zwolnieniach z BBC. W sieci to medium jest puste, jak oskarżenia posła Treli podczas obrad komisji śledczej, zapomniałem w jakiej sprawie. Informacje nie przekraczają poziomem niczego, co dotąd przeczytałem. Dziwne zdjęcie porządków po zamieszkach tak skadrowane, jakby ochroniarze sprzątali po dyskotece w małym angielskim mieście. Infografika może jednak zainteresować, bo słowami, chyba, inteligencji brytyjskiej, znajduje się tam przekaz o tym, że Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej jest w kryzysie.

Huffington Post – Nikt się nie naje pieniędzmi

Kiedy coś ważnego się dzieje nie lubię, kiedy dziennikarze zamiast ekspertów pytają o doniosłe bądź dramatyczne wydarzenia bogaczy. HuffPost taki błąd popełnił 5 sierpnia 2024 r. Kiedy, być może – tak można założyć na potrzeby tego mojego eksperymentu – Wielka Brytania płonie, znane medium bawi się w analizowanie słów Elona Muska. „Wojna domowa jest nieunikniona” – cytuje cybernetycznego nababa HuffPost. No i co? Podsycanie konfliktu przez faceta, który w każdym momencie może ci zablokować „X” nie jest poważne. Tak jak redakcja podająca tego rodzaju „newsy”.

The Guardian – jesteśmy w Zjednoczonym Królestwie

Strona mającego tradycje dziennika osadza wreszcie zamieszki w odpowiednim kontekście. Nie tylko „prawicowi” buntownicy z jednej strony i obrońcy „ładu prawnego” z drugiej. Masz tu Czytelniku wszystko, co można mieć, aby swoim autem nie wjechać w zamieszki. Przy okazji wyimki z przemówienia premiera, bo przecież sam polityk tych słów, chyba nie przeczytał.

Brytyjskie tabloidy – krwisty befsztyk, a nawet surowe mięso

Co tu kryć, brytyjskie bulwarówki zasłużenie cieszą się opinią najgorszych na świecie. Ale za to jak się sprzedają!

„Daily Expres” – sięgnąć ideału

Fotografia młodego mężczyzny w kapturze rzucającego olbrzymi, wyrwany z ulicy kamień brukowy, przeraża tak, że gdybym był Brytyjczykiem na dłużej zostałbym teraz w Polsce. Mimo wszystko…

„The Mirror” – trudno stłuc, ale próbować trzeba

Politycy i ogień na jednym z protestów. Wszystko wymieszane z prognozą pogody i sportem. I konkurs na najlepiej reagującego na zamieszki dzielnicowego. Czytelnicy „Mirror” po tej lekturze muszą bardzo wspierać brytyjską akcyzę.

 

„The Sun” – gimnastyka umysłu?

Ten tabloid na stronie internetowej umieszcza na początku dramat kontuzjowanej gimnastyczki. Na dole strony premier Keir Starmer krzyczy do uczestników zamieszek: „Będziecie ukarani”. Panie Premierze, nie przestraszą się…

Taka dawka wiedzy na temat brytyjskich mediów spowodowała, że zatęskniłem za naszymi kochanymi telewizjami, rozgłośniami i polskimi portalami prasowymi. Nic więcej o brytyjskich zamieszkach nie napiszą, ale chociaż po polsku. I z polskimi potrawami w tle.

 

Hubert Bekrycht (także FB i X)

 

 

O „dziennikarzu” witanym przez Putina pisze HUBERT BEKRYCHT: Medialni obrońcy szpiega w Polsce i UE

Od wielu, wielu miesięcy wiadomo było powszechnie, że zatrzymany przez polskie służby w lutym 2022 po rosyjskiej inwazji na Ukrainę Pablo Gonzalez alias Pawel Rubcov, którego polityczne poprawne media nazywały hiszpańskim „dziennikarzem”, to nie tylko szpieg, ale i agent Kremla, najprawdopodobniej GRU. Putin powitał wymienionego po zakończeniu dokonanej wymiany innych rosyjskich szpiegów lub sympatyków Kremla na amerykańskich obywateli i obywateli państw – sojuszników USA.

Mniejsza o to, że w Polsce jeszcze kilkanaście dni temu atakowano administrację PiS (nie rządzi już pół roku), bo bez sądu przetrzymywała Gonazaleza-Rubcowa pod zarzutami szpiegostwa na rzecz Moskwy. Nota bene, nikt z politycznie poprawnych mediów nie pytał, dlaczego od grudnia ub. r., kiedy rządzi Donald Tusk nie wypuszczono Gonazaleza?

Kabel, dwa nazwiska i ETA

Po wymianie Bart Staszewski z GW wyraził zdziwienie (sic!), że „dziennikarz” z Hiszpanii 1 sierpnia, po uwolnieniu w Turcji był witany przez Putina i że jest szpiegiem. O słodka naiwności?

Profil X Bart Staszewski

 

No nie. Staszewski powinien wiedzieć, że dla mediów lewicowych i liberalnych w Polsce Gonzalez był najlepszym przekaźnikiem (synonim kabla), kiedy „złowrogi reżim PiS łamał prawo i porządek demokratyczny”.

Profil X mec. Bartosza Lewandowskiego

Przekaźnikiem, bo Rubcow, poza zapewnie innymi obowiązkami agenturalnymi raportował o sytuacji w Polsce rządzącej przez konserwatystów na Zachód, oczywiście jako „dziennikarz”.

Zdj. ze strony EFJ

Oprócz kilku mediów hiszpańskich i europejskich, z którymi podobno współpracował Goznalez-Rubcow, jego relacje bądź ich omówienia dziwnie często znajdowały dobre miejsce w zachodnich mediach.

Tekst z hiszpańskiego portalu 20minutos z 3 sierpnia 2024 r. Tytuł: „Zwolniony Pablo González żartuje z rodziną i czeka na wyniki badań lekarskich, aby wrócić do Hiszpanii”. Pod „selfie” opis wskazujący, że zdjęcie zostało zrobione w Dnieprze 2 lutego 2022 r.

Najlepszym dowodem głupoty polskich liberałów medialnych były doniesienia o aresztowaniu hiszpańskiego „reportera” tuż po napaści Moskwy na Ukrainę. Pewien politycznie poprawny dziennikarz w polskim medium dziwił się, że służby zatrzymujące Gonzaleza-Rubcowa jednym z powodów zatrzymania uczyniły posiadanie przez niego podwójnego obywatelstwa: hiszpańskiego i rosyjskiego i posiadanie dwóch paszportów. Ano uczyniły, bo w paszportach były różne imiona i nazwiska podejrzanego „hiszpańskiego” dziennikarza. Spróbujcie pojawić się na granicy Rosji, Białorusi, Indii a nawet USA, Wielkiej Brytanii lub Francji czy Niemiec z dwoma paszportami z waszym zdjęciem, ale w jednym macie napisane „Szmidt” a w drugim „Kowalski”? Oczywiście potem częściej w nawet w GW czy TVN24 zaczęto przypuszczać, że to nie jedyny powód przetrzymywania Hiszpana i Rosjanina w jednej osobie w polskim więzieniu. Ależ instynkt dziennikarski.

Środowiska liberalne nie zająknęły się, a teraz to chyba wymazują to ze swych stron internetowych (na szczęście Internet nie płonie), że Goznalez-Rubcow pojawiał się w punktach zapalnych polskiego życia społecznego i polityki podczas rządów Zjednoczonej Prawicy. Co więcej, całkiem leganie przekazywał stronnicze jak cholera relacje z „końca demokracji w Polsce”, bo „w tym kraju rządzi skrajna nacjonalistyczna prawica”.

Na początku „afery” szokujący był dialog dwóch betonowych, politycznie poprawnych, dziennikarzy mediów liberalnych na portalu społecznościowym. Jeden z nich przekonywał, że skoro Gonzalez-Rubcow jest Baskiem i mieszka w tym kraju autonomicznym Hiszpanii, to przecież… I tu osoby z chorobami serca proszone są o zaprzestania czytania tego felietonu. Otóż padł tam „argument”, że przecież możemy spodziewać się odwetu ETA. Nie przypomniano w owym dialogu, że terroryści z baskijskiej ETA, jeśli nie dogorywają w więzieniach, to na pewno grają w szachy – jeśli umieją – w jakimś baskijskim domu starców, przepraszam opieki społecznej…

Dlaczego nie wymieniono szpiega na polskiego dziennikarza Poczobuta, więźnia reżimów Łukaszenki i Putina?

 I na tym można byłoby skończyć żenujące przykłady obrony przez część tzw. mainstreamowych polskich mediów ewidentnego ruskiego „szpiona” a może nawet jeden z ważniejszych elementów moskiewskiej agentury w naszym kraju. Można by, gdyby nie istotne pytanie do rządu Tuska. Skoro już nie uwierzyliście Państwo w bzdury przekazywane przez wasze media, że Goznalez-Rubcow jest zwyczajnym dziennikarzem, to dlaczego jako aliant USA Polska nie mogła uwolnić z białoruskiego więzienia Andrzeja Poczobuta?

 

 

Kiedy Gonzalez-Rubcow był witany przez poszukiwanego listem gończym zbrodniarza wojennego Putina, z mediów hiszpańskich i zachodnich oraz z portali międzynarodowych organizacji dziennikarskich nie zniknęły – nawet nie przesunięto ich na „koniec Internetu” – uchwały, protesty i rezolucje w obronie Gonzaleza-Rubcowa „dziennikarza” uwięzionego w Polsce – teraz już to wiadomo – rosyjskiego szpiega. Dlaczego? Powód jest prosty, w przypadku mediów działających w UE to głupota połączona z butą i kompletnym nie przyjmowaniem do wiadomości faktów.

„80 procent dziennikarzy to lewicowcy” lub lewacy i liberałowie

Podczas kongresów European Federation of Journalists (EFJ) w Izmirze (2022), Hadze (2023) i Prisztinie (2024), tylko Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, organizacje  z Ukrainy oraz z krajów bałtyckich i jeszcze kilka związków krajowych przekonywały, że Gonzalez-Rubcow nie jest żadnym dziennikarzem, tylko, w najlepszym razie, współpracownikiem kremlowskich służb, a według wszelkich dostępnych informacji, po prostu szpiegiem, który mógł przyczynić się do wielu nieszczęść, nie tylko wojennych, spowodowanych przez rosyjski reżim.

Zdj. ze strony IFJ

I co? I nic. Zachód nie wierzy(ł) w nic, co mówiono w kręgach zbliżonych do NATO i w krajach o realistycznym stosunku do Moskwy. EFJ i jej starsza siostra International Federation of Journalists (IFJ) oraz wszystkie pięć afiliowanych przy EFJ organizacji i związków zawodowych w Hiszpanii i wielu innych krajach,  do końca szło w zaparte, do 1 sierpnia i pamiętnych zdjęć Putina w towarzystwie m.in. Gonzaleza-Rubcowa. Zresztą kilka z tych organizacji do tej pory nie wierzy, że hiszpańsko-baskijski „dziennikarz” jest szpiegiem i agentem Federacji Rosyjskiej. Nie wierzą nawet w słowa rzecznika Kremla Pieskowa, że wśród wymienionych w Turcji i przekazanych Rosji ludzi jest agent GRU a „tajna” charakterystyka podana przez urzędnika Putina zadziwiająco pasuje do Gonzaleza-Rubcowa.

Ze strony organizacji hiszpańskich dziennikarzy ELA
Ze strony organizacji hiszpańskich dziennikarzy CCOO

Taki stan rzeczy najlepiej określał mój nieżyjących już kolega dziennikarz, który wyjechał po stanie wojennym a na tzw. Zachodzie spędził prawie całe swoje zawodowe życie. „80 procent dziennikarzy na świecie to lewicowcy” – mawiał.

„Pokój” i „Świat”

Niektóre media hiszpańskie i wydawane w UE nie będące związane z międzynarodowymi organizacjami dziennikarskimi też nie rozumieją swojej kompromitacji i nadal powtarzają, że „nie jest jasne”, czy „reporter” Gonzalez-Rubcow jest szpiegiem i agentem Putina, czy po prostu „ma z Rosją powiązania rodzinne” bo „jego ojciec mieszka w Moskwie”.

W El Pais publicysta Óscar López-Fonsecaco napisał co prawda, że: „Hiszpański informator przetrzymywany w Polsce od prawie dwóch i pół roku, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Kremla, został przeniesiony do Moskwy”. Należy zwrócić uwagę na określenie „informator”, wobec Gonzaleza-Rubcowa, chociaż pewnie ktoś zaraz zarzuci mi, że to złe tłumaczenie z języka hiszpańskiego… W tym samym artykule El Pais zaznacza: „Prezydent Rosji Władimir Putin osobiście powitał Gonzaleza i resztę zwolnionych przez Zachód podczas ceremonii przyjęcia na moskiewskim lotnisku. Jak wynika z notatki udostępnionej przez jego otoczenie, z Ankary (Turcja), gdzie miała miejsce wymiana, dziennikarz został „na razie” przeniesiony do Rosji, kraju jego urodzenia” – napisano w El Pais. Nic wprost, ale i tak to kolosalny postęp, kiedy to hiszpańska prasa broniła Gonzaleza-Rubcowa.

Jednak w jednym z akapitów hiszpański dziennik zwraca uwagę na relacje otoczenia „dziennikarza”: „Władze rosyjskie wykazały realne zainteresowanie znalezieniem rozwiązania tej sytuacji, podczas gdy inne skupiły się głównie na kryminalizacji Pabla Gonzáleza, zamiast go bronić i chronić jego prawa jako dziennikarza” – tak El Pais cytuje, tzw. otoczenie, czyli obrońców Gonzaleza-Rubcowa. Te inne władze, przeciwstawiane wspaniałym rosyjskim, to oczywiście władze w Warszawie i to zarówno z PiS jaki i przez ostatnie ponad pół roku z ekipy Tuska.

Najuczciwiej chyba sprawę podejrzanego o szpiegostwo Gonzaleza-Rubcowa potraktował hiszpański El Mundo.

El Mundo

Oto fragment opublikowany w dzienniku po wymianie w Turcji (tłum. z hiszp., na podstawie części wygenerowanej elektronicznie, df)

„Pieskow, bez podawania nazwisk, nawiązał do faktu, że kolejnym ze zwolnionych był agent wywiadu wojskowego (GRU). „Amerykanie próbowali wywrzeć nacisk na tego agenta GRU (…) Znaleźli tu ojca. Odbyła się rozmowa telefoniczna. Ojciec, wbrew oczekiwaniom, powiedział synowi, że wszystko u niego dobrze” – powiedział Pieskow . Pablo González ma ojca właśnie w Moskwie. Kreml unikał jednak wyjaśnienia, czy był to González. Odmówił też wyjaśnienia powodu umieszczenia na liście handlujących obywatela Hiszpanii pochodzenia rosyjskiego. „Powód umieszczenia i te szczegóły nie mogą być przedmiotem publicznej dyskusji” – odpowiedział rzecznik prezydenta na pytanie Efe dotyczące Pabla Gonzáleza” – napisał w sobotę w El Mundo korespondent z Rygi Xavier Colás.

 

Miało tu być jakieś podsumowanie gigantycznej manipulacji liberalnych i lewicowych mediów z Polski i terenu UE na temat agenta Kremla „dziennikarza” z Hiszpanii Pabla Gonzaleza alias Pawla Rubcova.

Miało być podsumowanie, ale wobec tego, co sami obrońcy Goznaleza-Rubcowa wypisyswali publicznie, po prostu nie warto…

 

(edit – po zredagowaniu zasadniczej części felietonu)

Tymczasem w Moskwie i Madrycie trwają festiwale ku czci Gonzaleza-Rubcowa. Propagandowa rosyjska stacja namiawiająca do nienawiści wobec Ukraińców wystawia szpiegowi świadectwo moralności [z X Helena Villar]:

 

https://x.com/HelenaVillarRT/status/1819395077963203034

 

Hubert Bekrycht (FB i X)

 

W poniedziałek 5 sierpnia nasz artykuł opublikował portal wPolityce.pl

https://wpolityce.pl/swiat/701382-hubert-bekrycht-medialni-obroncy-szpiega-w-polsce-i-ue