HUBERT BEKRYCHT: Niewielka Brytania kilku prędkości informacji, czyli: „Zamieszki? Jakie zamieszki?”

Trwają protesty uliczne w Wielkiej Brytanii po wybuchu zamieszek będących skutkiem ataku nożownika w Southport. Zginęły trzy dziewczynki. Ludzie na ulicach żądają restrykcyjnej polityki przyjmowania imigrantów. Media liberalne i lewicowe tłumaczą, że to „prawicowe grupy” sieją zamęt, bo uwierzyły w dezinformację o tym, iż morderca to niedawno przybyły do WB wyznawca islamu. Właśnie ten fake news służby porządkowe podają jako zarzewie konfliktu. A co robią brytyjskie media, z jednej strony ikoniczna dla wielu dziennikarzy na kontynencie państwowa BBC i legendarne ze swej stronniczości i nierzetelności tabloidy?

Nie wiem jakie może mieć to znaczenie czy bandyta jest na brytyjskiej ziemi od urodzenia, bo tak jest w istocie, czy jest tu od niedawna. Zdaniem protestujących to właśnie liberalna polityka migracyjna Zjednoczonego Królestwa spowodowała tragedie w Southport i może być przyczyną kolejnych zbrodni popełnionych przez przybyszy z krajów o innej kulturze.

I tak nic nie wiadomo

Media często wskazuje się jako źródło informacji zachęcające do określonych działań. A jest jednak na świecie tęsknota, aby środki masowego przekazu zajmowały się czystą wiadomością, którą trzeba podać w odpowiedniej oprawie. W dobie wielu światowych i lokalnych kryzysów to właśnie media ponoszą odpowiedzialność za skutki swoich newsów i „newsów”. W Wielkiej Brytanii – moim zdaniem – to w jaki sposób i czym zajmują się telewizje, rozgłośnie, prasa i portale internetowe może nie mieć wpływu na sam proces zainteresowania zjawiskiem, bo od lat w Zjednoczonym Królestwie massmedia są podzielone na przekazy różnych prędkości.

Czy można nie usłyszeć o ostatnich zamieszkach będąc Brytyjczykiem? Można. Po pierwsze ludzie – nie tylko na Wyspach – bardziej się izolują. Po drugie, rozmaite media sprzedają mieszkańcom Królestwa, produkty informacyjnopodobne dostosowane do ich pozycji, systemu nerwowego i nastroju.

BBC – By Było Cudnie

Kiedy zaczynałem przygodę z dziennikarstwem na początku lat 90. ubiegłego wieku wzorcem były zachowania medialne z BBC, państwowego brytyjskiego koncernu, który latami obrastał w tłuszcz i brytyjską butę, bo przecież „my to wiemy najlepiej”. Był jednak najpierw niepisany a potem nieudolnie przetłumaczony na polski zbiór zasad, który zawierał coś w rodzaju rad dla reporterów bardziej telewizyjnych i radiowych niż prasowych. Dziennikarze naszej młodej wówczas postkomunistycznej demokracji przyjęli te zalecenia jako pewnik nie bacząc, że systemy prasowe w Polsce i Wielkiej Brytanii są tak różne jak kryminały Agaty Christie i powieści sensacyjne Joe Alexa (Macieja Słomczyńskiego). I to dobre i to dobre, ale dla kogoś innego napisane. Przez te prawie 35 lat dziejów polskich mediów, BBC już nie było piękną panną na wydaniu i zdążyło kilka razy stracić dobrą reputację. Zresztą byli ludzie, którzy już pół wieku temu włączali BBC do systemu medialnego wszystkich odmian wyspiarskiego przekazu i podkreślali, że mimo formalnego braku cenzury, można robić wszystko, tylko Broń Boże nie wolno obrażać ówczesnej Królowej Elżbiety II, teraz Króla Karola III. Czasy się zmieniły i w BBC coraz częściej zdarza się krytyka monarchii.

BBC podczas ostatniego kryzysu zachowuje się właśnie jak medium dostojne formą, ale różnej prędkości treści. Co to oznacza? Brytyjczycy, w zależności jakich mediów są odbiorcami dostają papkę dostosowaną do swojej diety – tłusto mają odbiorcy tabloidów, a inną bardziej wegańską i droższą „żywność” przekazu dostają miłośnicy mediów opiniotwórczych, w tym tzw. publicznych, państwowych. Oba sposoby odżywiania naszego zmysłu informacji nie są dobre, prowadzą nawet do różnych chorób cywilizacyjnych.

Obserwacja brytyjskich internetowych odbić różnych mediów w poniedziałkowe popołudnie 5 sierpnia 2024 roku zdaje się to potwierdzać, ale winę za poniższą ocenę ponosi wyłącznie autor.

BBC dla wszystkich – chude mleko

BBC po angielsku jest podobne do potrawy bez pieprzu i soli a nawet kminku lub czegoś ostrzejszego (papryka), co dla Brytyjczyków jest torturą, niemniej oglądają. Nie ma w czołówce tego serwisu bezpośrednich relacji z buntu, który dosłownie rozlał się na cały kraj i są to zamieszki nie notowane przez policję od kilkunastu lat. Odbiorca znajdzie za to relacje z protestu w Bangladeszu i jeśli przypomni sobie, że to kiedyś były Indie i część Imperium Brytyjskiego, to będzie mniej więcej wiedział, gdzie leży ten mały kraj. Nic więcej.

BBC dla Brytyjczyków – pudding z rybami na mleku z orzechami nerkowca

Jeśli jeszcze możecie czytać, to właściwie to samo, co owa potrawa i też w języku angielskim. Ten serwis BBC też nie jest zbyt szybki i dociekliwy. Za to analiz z giełdy całe mnóstwo, w końcu londyńskie City musi działać – to ostatnie to posolony nerkowiec.

BBC UK – trochę ostrego sosu

Ta internetowa strona internetowa ma już w czołówce dramatyczną fotografię z zamieszek. Nie ma jednak niczego, co – oprócz zdjęcia – dawałoby wiedzę o wydarzeniach. Plastyczny, ale ostrożny opis całej prawdy nie czyni.

 

BBC po rosyjsku – prawie wszystko ruskie

Na pierwszym obrazku zdjęcie w bardzo ciasnym planie – tak jak język rosyjski, którym posługuje się strona brak kontekstu, czyli cenzura. Mężczyzna w średnim wieku z flagą Anglii i policjant, który stoi na ministrowie Tuska podczas powitania przed posiedzeniem rządu.

Nuda i cyrylica.

 

BBC po arabsku – nie ma najważniejszego

Nie jestem w stanie odczytać strony BBC po arabsku, ale nie ma (nie było 5 sierpnia) tu nic o zamieszkach w Wielkiej Brytanii a przecież, podobno, miały wybuchnąć przez fake newsa związanego ze światem arabskim, z islamem…

BBC po chińsku – pięć smaków i nic 

Także nie odczytałem nic w BBC China chociaż mówiono mi, że to chiński uproszczony. Trochę sportu, gospodarki i coś o zdrowiu. Chyba. Potrawy z Państwa Środka też mogą być niestrawne. Aha, na pierwszych miejscach poniedziałkowej strony nic o zamieszkach.

BBC Spain – paella z kurczakiem bez ryżu, warzyw i bez kurczaka

BBC po hiszpańsku, aby nie utrwalać w społecznościach latynoamerykańskich schematów buntu też nie proponuje się w czołówce nic o brytyjskich zamieszkach. Astronomia, sport, hakerzy – żadnych przypraw. I mięsa.

 

IRN – komercyjna papka

Independent Radio News – medium komercyjne. Strona internetowa radia z kapitałem brytyjskim i niemieckim. Notatka z zamieszek otwiera serwis, ale poza tym, że nie mówi się tu o tym „kto zabił Laurę Palmer”, to autorzy pewnie też nie słyszeli o serialu „Twin Peaks”.

Sky news – zawodowcy bez pistoletów

Komercyjny internetowy serwis telewizji Sky – jak to mówi teraz młodzież – daje radę. Poza profesjonalizmem tytułów dominuje jednak letnia temperatura. Bez fajerwerków, ale czytając tę stronę przynajmniej wiem, co się dzieje w kraju Harrego Kane’a – obecnie imigrant zarobkowy w Niemczech.

Independent – sucho jak na pustyni, słowa ostre jak kaktus

W Independent musi pracować wielu dziennikarzy po masowych zwolnieniach z BBC. W sieci to medium jest puste, jak oskarżenia posła Treli podczas obrad komisji śledczej, zapomniałem w jakiej sprawie. Informacje nie przekraczają poziomem niczego, co dotąd przeczytałem. Dziwne zdjęcie porządków po zamieszkach tak skadrowane, jakby ochroniarze sprzątali po dyskotece w małym angielskim mieście. Infografika może jednak zainteresować, bo słowami, chyba, inteligencji brytyjskiej, znajduje się tam przekaz o tym, że Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej jest w kryzysie.

Huffington Post – Nikt się nie naje pieniędzmi

Kiedy coś ważnego się dzieje nie lubię, kiedy dziennikarze zamiast ekspertów pytają o doniosłe bądź dramatyczne wydarzenia bogaczy. HuffPost taki błąd popełnił 5 sierpnia 2024 r. Kiedy, być może – tak można założyć na potrzeby tego mojego eksperymentu – Wielka Brytania płonie, znane medium bawi się w analizowanie słów Elona Muska. „Wojna domowa jest nieunikniona” – cytuje cybernetycznego nababa HuffPost. No i co? Podsycanie konfliktu przez faceta, który w każdym momencie może ci zablokować „X” nie jest poważne. Tak jak redakcja podająca tego rodzaju „newsy”.

The Guardian – jesteśmy w Zjednoczonym Królestwie

Strona mającego tradycje dziennika osadza wreszcie zamieszki w odpowiednim kontekście. Nie tylko „prawicowi” buntownicy z jednej strony i obrońcy „ładu prawnego” z drugiej. Masz tu Czytelniku wszystko, co można mieć, aby swoim autem nie wjechać w zamieszki. Przy okazji wyimki z przemówienia premiera, bo przecież sam polityk tych słów, chyba nie przeczytał.

Brytyjskie tabloidy – krwisty befsztyk, a nawet surowe mięso

Co tu kryć, brytyjskie bulwarówki zasłużenie cieszą się opinią najgorszych na świecie. Ale za to jak się sprzedają!

„Daily Expres” – sięgnąć ideału

Fotografia młodego mężczyzny w kapturze rzucającego olbrzymi, wyrwany z ulicy kamień brukowy, przeraża tak, że gdybym był Brytyjczykiem na dłużej zostałbym teraz w Polsce. Mimo wszystko…

„The Mirror” – trudno stłuc, ale próbować trzeba

Politycy i ogień na jednym z protestów. Wszystko wymieszane z prognozą pogody i sportem. I konkurs na najlepiej reagującego na zamieszki dzielnicowego. Czytelnicy „Mirror” po tej lekturze muszą bardzo wspierać brytyjską akcyzę.

 

„The Sun” – gimnastyka umysłu?

Ten tabloid na stronie internetowej umieszcza na początku dramat kontuzjowanej gimnastyczki. Na dole strony premier Keir Starmer krzyczy do uczestników zamieszek: „Będziecie ukarani”. Panie Premierze, nie przestraszą się…

Taka dawka wiedzy na temat brytyjskich mediów spowodowała, że zatęskniłem za naszymi kochanymi telewizjami, rozgłośniami i polskimi portalami prasowymi. Nic więcej o brytyjskich zamieszkach nie napiszą, ale chociaż po polsku. I z polskimi potrawami w tle.

 

Hubert Bekrycht (także FB i X)

 

 

O „dziennikarzu” witanym przez Putina pisze HUBERT BEKRYCHT: Medialni obrońcy szpiega w Polsce i UE

Od wielu, wielu miesięcy wiadomo było powszechnie, że zatrzymany przez polskie służby w lutym 2022 po rosyjskiej inwazji na Ukrainę Pablo Gonzalez alias Pawel Rubcov, którego polityczne poprawne media nazywały hiszpańskim „dziennikarzem”, to nie tylko szpieg, ale i agent Kremla, najprawdopodobniej GRU. Putin powitał wymienionego po zakończeniu dokonanej wymiany innych rosyjskich szpiegów lub sympatyków Kremla na amerykańskich obywateli i obywateli państw – sojuszników USA.

Mniejsza o to, że w Polsce jeszcze kilkanaście dni temu atakowano administrację PiS (nie rządzi już pół roku), bo bez sądu przetrzymywała Gonazaleza-Rubcowa pod zarzutami szpiegostwa na rzecz Moskwy. Nota bene, nikt z politycznie poprawnych mediów nie pytał, dlaczego od grudnia ub. r., kiedy rządzi Donald Tusk nie wypuszczono Gonazaleza?

Kabel, dwa nazwiska i ETA

Po wymianie Bart Staszewski z GW wyraził zdziwienie (sic!), że „dziennikarz” z Hiszpanii 1 sierpnia, po uwolnieniu w Turcji był witany przez Putina i że jest szpiegiem. O słodka naiwności?

Profil X Bart Staszewski

 

No nie. Staszewski powinien wiedzieć, że dla mediów lewicowych i liberalnych w Polsce Gonzalez był najlepszym przekaźnikiem (synonim kabla), kiedy „złowrogi reżim PiS łamał prawo i porządek demokratyczny”.

Profil X mec. Bartosza Lewandowskiego

Przekaźnikiem, bo Rubcow, poza zapewnie innymi obowiązkami agenturalnymi raportował o sytuacji w Polsce rządzącej przez konserwatystów na Zachód, oczywiście jako „dziennikarz”.

Zdj. ze strony EFJ

Oprócz kilku mediów hiszpańskich i europejskich, z którymi podobno współpracował Goznalez-Rubcow, jego relacje bądź ich omówienia dziwnie często znajdowały dobre miejsce w zachodnich mediach.

Tekst z hiszpańskiego portalu 20minutos z 3 sierpnia 2024 r. Tytuł: „Zwolniony Pablo González żartuje z rodziną i czeka na wyniki badań lekarskich, aby wrócić do Hiszpanii”. Pod „selfie” opis wskazujący, że zdjęcie zostało zrobione w Dnieprze 2 lutego 2022 r.

Najlepszym dowodem głupoty polskich liberałów medialnych były doniesienia o aresztowaniu hiszpańskiego „reportera” tuż po napaści Moskwy na Ukrainę. Pewien politycznie poprawny dziennikarz w polskim medium dziwił się, że służby zatrzymujące Gonzaleza-Rubcowa jednym z powodów zatrzymania uczyniły posiadanie przez niego podwójnego obywatelstwa: hiszpańskiego i rosyjskiego i posiadanie dwóch paszportów. Ano uczyniły, bo w paszportach były różne imiona i nazwiska podejrzanego „hiszpańskiego” dziennikarza. Spróbujcie pojawić się na granicy Rosji, Białorusi, Indii a nawet USA, Wielkiej Brytanii lub Francji czy Niemiec z dwoma paszportami z waszym zdjęciem, ale w jednym macie napisane „Szmidt” a w drugim „Kowalski”? Oczywiście potem częściej w nawet w GW czy TVN24 zaczęto przypuszczać, że to nie jedyny powód przetrzymywania Hiszpana i Rosjanina w jednej osobie w polskim więzieniu. Ależ instynkt dziennikarski.

Środowiska liberalne nie zająknęły się, a teraz to chyba wymazują to ze swych stron internetowych (na szczęście Internet nie płonie), że Goznalez-Rubcow pojawiał się w punktach zapalnych polskiego życia społecznego i polityki podczas rządów Zjednoczonej Prawicy. Co więcej, całkiem leganie przekazywał stronnicze jak cholera relacje z „końca demokracji w Polsce”, bo „w tym kraju rządzi skrajna nacjonalistyczna prawica”.

Na początku „afery” szokujący był dialog dwóch betonowych, politycznie poprawnych, dziennikarzy mediów liberalnych na portalu społecznościowym. Jeden z nich przekonywał, że skoro Gonzalez-Rubcow jest Baskiem i mieszka w tym kraju autonomicznym Hiszpanii, to przecież… I tu osoby z chorobami serca proszone są o zaprzestania czytania tego felietonu. Otóż padł tam „argument”, że przecież możemy spodziewać się odwetu ETA. Nie przypomniano w owym dialogu, że terroryści z baskijskiej ETA, jeśli nie dogorywają w więzieniach, to na pewno grają w szachy – jeśli umieją – w jakimś baskijskim domu starców, przepraszam opieki społecznej…

Dlaczego nie wymieniono szpiega na polskiego dziennikarza Poczobuta, więźnia reżimów Łukaszenki i Putina?

 I na tym można byłoby skończyć żenujące przykłady obrony przez część tzw. mainstreamowych polskich mediów ewidentnego ruskiego „szpiona” a może nawet jeden z ważniejszych elementów moskiewskiej agentury w naszym kraju. Można by, gdyby nie istotne pytanie do rządu Tuska. Skoro już nie uwierzyliście Państwo w bzdury przekazywane przez wasze media, że Goznalez-Rubcow jest zwyczajnym dziennikarzem, to dlaczego jako aliant USA Polska nie mogła uwolnić z białoruskiego więzienia Andrzeja Poczobuta?

 

 

Kiedy Gonzalez-Rubcow był witany przez poszukiwanego listem gończym zbrodniarza wojennego Putina, z mediów hiszpańskich i zachodnich oraz z portali międzynarodowych organizacji dziennikarskich nie zniknęły – nawet nie przesunięto ich na „koniec Internetu” – uchwały, protesty i rezolucje w obronie Gonzaleza-Rubcowa „dziennikarza” uwięzionego w Polsce – teraz już to wiadomo – rosyjskiego szpiega. Dlaczego? Powód jest prosty, w przypadku mediów działających w UE to głupota połączona z butą i kompletnym nie przyjmowaniem do wiadomości faktów.

„80 procent dziennikarzy to lewicowcy” lub lewacy i liberałowie

Podczas kongresów European Federation of Journalists (EFJ) w Izmirze (2022), Hadze (2023) i Prisztinie (2024), tylko Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, organizacje  z Ukrainy oraz z krajów bałtyckich i jeszcze kilka związków krajowych przekonywały, że Gonzalez-Rubcow nie jest żadnym dziennikarzem, tylko, w najlepszym razie, współpracownikiem kremlowskich służb, a według wszelkich dostępnych informacji, po prostu szpiegiem, który mógł przyczynić się do wielu nieszczęść, nie tylko wojennych, spowodowanych przez rosyjski reżim.

Zdj. ze strony IFJ

I co? I nic. Zachód nie wierzy(ł) w nic, co mówiono w kręgach zbliżonych do NATO i w krajach o realistycznym stosunku do Moskwy. EFJ i jej starsza siostra International Federation of Journalists (IFJ) oraz wszystkie pięć afiliowanych przy EFJ organizacji i związków zawodowych w Hiszpanii i wielu innych krajach,  do końca szło w zaparte, do 1 sierpnia i pamiętnych zdjęć Putina w towarzystwie m.in. Gonzaleza-Rubcowa. Zresztą kilka z tych organizacji do tej pory nie wierzy, że hiszpańsko-baskijski „dziennikarz” jest szpiegiem i agentem Federacji Rosyjskiej. Nie wierzą nawet w słowa rzecznika Kremla Pieskowa, że wśród wymienionych w Turcji i przekazanych Rosji ludzi jest agent GRU a „tajna” charakterystyka podana przez urzędnika Putina zadziwiająco pasuje do Gonzaleza-Rubcowa.

Ze strony organizacji hiszpańskich dziennikarzy ELA
Ze strony organizacji hiszpańskich dziennikarzy CCOO

Taki stan rzeczy najlepiej określał mój nieżyjących już kolega dziennikarz, który wyjechał po stanie wojennym a na tzw. Zachodzie spędził prawie całe swoje zawodowe życie. „80 procent dziennikarzy na świecie to lewicowcy” – mawiał.

„Pokój” i „Świat”

Niektóre media hiszpańskie i wydawane w UE nie będące związane z międzynarodowymi organizacjami dziennikarskimi też nie rozumieją swojej kompromitacji i nadal powtarzają, że „nie jest jasne”, czy „reporter” Gonzalez-Rubcow jest szpiegiem i agentem Putina, czy po prostu „ma z Rosją powiązania rodzinne” bo „jego ojciec mieszka w Moskwie”.

W El Pais publicysta Óscar López-Fonsecaco napisał co prawda, że: „Hiszpański informator przetrzymywany w Polsce od prawie dwóch i pół roku, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Kremla, został przeniesiony do Moskwy”. Należy zwrócić uwagę na określenie „informator”, wobec Gonzaleza-Rubcowa, chociaż pewnie ktoś zaraz zarzuci mi, że to złe tłumaczenie z języka hiszpańskiego… W tym samym artykule El Pais zaznacza: „Prezydent Rosji Władimir Putin osobiście powitał Gonzaleza i resztę zwolnionych przez Zachód podczas ceremonii przyjęcia na moskiewskim lotnisku. Jak wynika z notatki udostępnionej przez jego otoczenie, z Ankary (Turcja), gdzie miała miejsce wymiana, dziennikarz został „na razie” przeniesiony do Rosji, kraju jego urodzenia” – napisano w El Pais. Nic wprost, ale i tak to kolosalny postęp, kiedy to hiszpańska prasa broniła Gonzaleza-Rubcowa.

Jednak w jednym z akapitów hiszpański dziennik zwraca uwagę na relacje otoczenia „dziennikarza”: „Władze rosyjskie wykazały realne zainteresowanie znalezieniem rozwiązania tej sytuacji, podczas gdy inne skupiły się głównie na kryminalizacji Pabla Gonzáleza, zamiast go bronić i chronić jego prawa jako dziennikarza” – tak El Pais cytuje, tzw. otoczenie, czyli obrońców Gonzaleza-Rubcowa. Te inne władze, przeciwstawiane wspaniałym rosyjskim, to oczywiście władze w Warszawie i to zarówno z PiS jaki i przez ostatnie ponad pół roku z ekipy Tuska.

Najuczciwiej chyba sprawę podejrzanego o szpiegostwo Gonzaleza-Rubcowa potraktował hiszpański El Mundo.

El Mundo

Oto fragment opublikowany w dzienniku po wymianie w Turcji (tłum. z hiszp., na podstawie części wygenerowanej elektronicznie, df)

„Pieskow, bez podawania nazwisk, nawiązał do faktu, że kolejnym ze zwolnionych był agent wywiadu wojskowego (GRU). „Amerykanie próbowali wywrzeć nacisk na tego agenta GRU (…) Znaleźli tu ojca. Odbyła się rozmowa telefoniczna. Ojciec, wbrew oczekiwaniom, powiedział synowi, że wszystko u niego dobrze” – powiedział Pieskow . Pablo González ma ojca właśnie w Moskwie. Kreml unikał jednak wyjaśnienia, czy był to González. Odmówił też wyjaśnienia powodu umieszczenia na liście handlujących obywatela Hiszpanii pochodzenia rosyjskiego. „Powód umieszczenia i te szczegóły nie mogą być przedmiotem publicznej dyskusji” – odpowiedział rzecznik prezydenta na pytanie Efe dotyczące Pabla Gonzáleza” – napisał w sobotę w El Mundo korespondent z Rygi Xavier Colás.

 

Miało tu być jakieś podsumowanie gigantycznej manipulacji liberalnych i lewicowych mediów z Polski i terenu UE na temat agenta Kremla „dziennikarza” z Hiszpanii Pabla Gonzaleza alias Pawla Rubcova.

Miało być podsumowanie, ale wobec tego, co sami obrońcy Goznaleza-Rubcowa wypisyswali publicznie, po prostu nie warto…

 

(edit – po zredagowaniu zasadniczej części felietonu)

Tymczasem w Moskwie i Madrycie trwają festiwale ku czci Gonzaleza-Rubcowa. Propagandowa rosyjska stacja namiawiająca do nienawiści wobec Ukraińców wystawia szpiegowi świadectwo moralności [z X Helena Villar]:

 

https://x.com/HelenaVillarRT/status/1819395077963203034

 

Hubert Bekrycht (FB i X)

 

W poniedziałek 5 sierpnia nasz artykuł opublikował portal wPolityce.pl

https://wpolityce.pl/swiat/701382-hubert-bekrycht-medialni-obroncy-szpiega-w-polsce-i-ue 

PRZEMYSŁAW BABIARZ zawieszony za słowa – „Świat bez nieba, narodów i religii. To jest wizja komunizmu, niestety”. Będzie protest SDP

Przemysław Babiarz został zawieszony w prowadzeniu transmisji IO Paryż 2024, bo skomentował część ceremonii otwarcia, kiedy realizator miksował obrazy, jakie „wymalowali” egzaltowani „artyści” zrywający nie tylko konwencje, ale i zrywający zwykłe poczucie przyzwoitości. Red. Babiarz został skarcony, bo powiedział to, co myślał; większość obecnych pracowników TVP  boi się coś takiego zrobić zapominając, że tchórze nigdy nie będą dziennikarzami. Dotyczy to wszystkich redakcji.

Kiedy decyzje producentów telewizyjnych, aby podczas transmisji sportowych pokazywać częściej sportowców o innych niż biały kolorach skóry przestały dziwić, na otwarciu Igrzysk XXXIII Olimpiady w Paryżu ekipa realizacyjna wypracowała nowy, jeszcze bardziej politycznie poprawny przekaz.

Kiedy trwałą prezentacja parady barek i statków, którymi Sekwaną płynęły narodowe reprezentacje, kamery kierowano na ni to pokaz mody ni to performance, gdzie głównie zwracano uwagę na panów ubranych jak panie a panie ubrane jak nikt, kto chce uchodzić nawet za awangardę. Pokazywano też skandaliczne zachowanie osób artystycznych parodiujących Ostatnią Wieczerzę. Na marginesie, chciałbym zobaczyć tych samych „artystów” parodiujących ucieczkę proroka Mahometa z Mekki. Ciekawe, czy osoby twórcze zdecydowałyby się na taki krok. Nie sądzę.

Podczas transmisji zastanawiałem się, co jeszcze wśród komentatorów TVP robi red. Babiarz, znany z zamiłowania do kwiecistego języka polskiego , człowiek wielu talentów, dziennikarz i aktor, lubiany przez widzów, znany z tego, że nie ukrywa swojej wiary w Boga. Pomyślałem sobie, że ze swoimi poglądami, nawet kiedy zachowa umiar, będzie miał kłopoty. Wykrakałem, przepraszam.

I oto, kiedy rozległy się dźwięki „Imagine” autorstwa Johna Lennona a „artyści” lewitowali w pozach przypominających sceny z innych programów niż otwarcie IO w Paryżu, Przemysław Babiarz powiedział, co myśli. Powiedział to niejako w rytm wyginających się pod flagą Unii Europejskiej tancerzy:

„Świat bez nieba, narodów i religii. To jest wizja pokoju, który ma wszystkich ogarnąć. To jest wizja komunizmu, niestety”  – podkreślił w TVP Przemysław Babiarz.

Tak powiedział. I już. Moglibyśmy to tylko odnotować, bo w żadnym z poważniejszych kanałów sportowych na świecie nie byłoby takiej reakcji jeszcze podczas IO. Reakcji, czyli zawieszenia przez TVP dziennikarza i wydania zakazu komentowania konkurencji sportowych w Paryżu. Nawiasem mówiąc, kto lepiej niż Babiarz skomentuje zawody lekkoatletyczne? Zbigniew Boniek, Cezary Kucharski i wielu innych celebrytów, działaczy i byłych sportowców, którzy rzucili się w bezrozumnym ataku na Babiarza na portalach społecznościowych? Próbowali zrobić z pana Przemysława „pisiora”, „pisuara”, czy, w najlepszym razie, zwolennika PiS. Robili to, podpuszczając wielu hejterów. Może nieświadomie a może w ogóle o swoich słowach Kucharski i Boniek nie myśleli. Nikt z krytyków komentatora nie rozważa, co powiedział Babiarz, jak bardzo powiedział to w imieniu wielu nie wiedzących jeszcze nawet o tym widzów TVP.

Nie muszę lubić jakiegoś komentatora sportowego, aby go szanować za profesjonalizm, ale o tym zdaje się zapomnieli szefowie TVP Sport i neowładze Telewizji Polskiej. To jest niestety bardzo przykre, ale jeszcze bardziej żałosny jest oficjalny komentarz TVP. Nie wymieniono nazwiska autora poniższych słów:

„Wzajemne zrozumienie, tolerancja, pojednanie – to nie tylko podstawowe idee olimpijskie, to także fundament standardów, którymi kieruje się nowa Telewizja Polska. Nie ma zgody na ich łamanie. Informujemy, że po wczorajszych skandalicznych słowach Przemysława Babiarza, został on zawieszony w obowiązkach służbowych i nie będzie komentował zmagań podczas Igrzysk Olimpijskich” — napisano w komunikacie TVP.

Nie ma właściwie odpowiedzi na taki żenujący komentarz TVP. Komentarz za nasze pieniądze i z abonamentu i z podatków. Bardzo butni są przedstawiciele bezprawnie, wybranych w grudniu ub. r. władz Telewizji Polskiej przekształceni potem w likwidatorów TVP. Tak samo jak wszystkie media publiczne w Polsce, oprócz TVP, to także Polskie Radio i Polska Agencja Prasowa. Kierujący tymi instytucjami nie mają pojęcia o swojej robocie. Na pewno nie mają pojęcia o tym, co powiedział red. Babiarz. A powiedział prawdę.

Sław z oświadczenia TVP, czyli „zrozumienie, tolerancja, pojednanie” – to pewnie, zdaniem władz TVP, siłowe wejścia m.in. do siedzib Telewizji Polskiej i Polskiej Agencji Prasowej brutalnych „firm ochroniarskich” i zajęcie infrastruktury technicznej tych mediów. Na pewno nie powinny być to „standardy, którymi kieruje się nowa Telewizja Polska”, bo „nowa” TVP nie kieruje się żadnymi standardami.

Panie Przemysławie, szacunek za Pańskie słowa podczas otwarcie IO w Paryżu! Nich się Pan trzyma.

 

Hubert Bekrycht (FB i X)

 

Na wniosek członków Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przygotowywany jest tekst protestu ZG SDP przeciwko zawieszeniu przez TVP red. Przemysława Babiarza za słowa wypowiedziane podczas transmisji otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu 26 lipca 2024 roku.

O wykwitach wyobraźni dziennikarki w przykrótkiej spódniczce pisze Hubert Bekrycht – Dobroszowanie, czyli GRZANIE NA EKRANIE

Z nazwisk się nie żartuje, zrobię jednak wyjątek, bo widziałem coś, co nie tyle mnie zdziwiło, ile rozśmieszyło warsztatowo. Otóż, słynąca z ekscentrycznych strojów była pracownica Gazety Wyborczej a przedtem i potem gwiazda TVP, teraz nawet wybitna prowadząca politprogramy red. Justyna Dobrosz-Oracz uprawia szczególny typ neodziennikarstwa. Nazwałem to dobroszowanie. Trochę kojarzy się z graniem na ekranie a raczej podgrzewaniem na ekranie – proszę inaczej nie rymować.

Nie chodzi o potrawy, chociaż zawsze dobrze jest zaprosić polityka do programu kulinarnego i dać mu się poparzyć prosząc o wyciągnięcie zapiekanki z mikrofali. Chodzi o program, który czasem wieczorem ubogaca kod kulturowy nowych widzów TVP Info (policzyłem 7 593 widzów – żart oczywisty, jest ich o kilka tysięcy więcej).

Wybory. Gości

Ubogaca bowiem red. Dobrosz-Oracz, tak jak 24 lipca br., nasze podejście do prac komisji śledczej, w której już nie pracuje wybitny historyk, eurodeputowany KO Dariusz Joński, dawniej baron łódzkiego SLD.

Otóż, red. Dobrosz-Oracz w uroczy środowy wieczór zaprosiła rzetelnych dziennikarzy– jak przewodnik po Korei Północnej wydany przez administrację dyktatora Kima Trzeciego juniora – koleżankę z GW i przedstawiciela radia, którego nazwa dziwnie przypomina utopię stanowiącą zaczątek lewactwa. Wspaniała zabawa gwarantowana.

Strach spuszczony z czerwonego paska

Na wielkiej czerwonej planszy prezentowanej podczas rozmowy z można przeczytać:

„D. Joński: Mateuszowi Morawieckiemu i Jarosławowi Kaczyńskiemu grozi 10 lat za wybory kopertowe”

Troje dziennikarzy, prowadząca oraz para reprezentująca właściwie ten sam katalog poglądów co J. Dobrosz-Oracz, stanowią przykład wniebowziętych reprezentantów mediów, które pracują jak myślą owi zgromadzeni w studiu dziennikarze a dziennikarze co myślą, jak media, które powinny wzorcowo popierać rząd 13 grudnia i krytykować PiS.

Grzanie kitu

Gierki takie są znane od dawna, oczywiście także w mediach, które są bardziej konserwatywne niż dzisiejsza TVP. Tyle, że z tezy polityka nie robi się tam twierdzenia wpychanego jak instalacje fotowoltaiczne mieszkańcom domów jednorodzinnych.

Co powiedział Joński? Zawsze, podobnie jak jego koledzy – Szczerba, Budka, Kierwiński, Myrcha i Kwiatkowski – śledczy kopertowy mówi to samo. Zatem, nie jest to ważne. Ważne, że podczas dobroszowania na ekranie rządowej TVP wciska się ludziom, coś, czego nikt z wyjątkiem Jońskiego nie potwierdził, a z polityków opozycji robi się przestępców.

Internet nie płonie

Szczerze pisząc, wolałem już jak zamiast dobroszowania red. Justyna Dobrosz-Oracz wydawała polecenia dziennikarzom w oddziałach TVP, kiedy chciała coś kompromitującego zrobić o opozycji… Nie, nie uwierzycie, też o PiS. Było to w latach 2012 – 2015, wcześniej ponoć też, ale dowody na to rozpływają się w powietrzu jak sprzedawany w sprayu uśmiech Donalda Tuska wzbogacony porannym westchnieniem posłanki Jachiry. Na szczęście historycy dziennikarstwa będą mogli praktycznie od teraz opisywać dorobek zawodowy mistrzyni tańca Balu Dziennikarzy, bo przecież są nagrania programów, notacje, dokumenty.

Na jednym wątku, wypowiedzi wątpliwej rzetelności polityka, robi się teraz programy telewizyjne, które do końca dnia będą cytowane przez inne media przekonujące z kolei, że czołowi politycy PiS idą siedzieć. Oczywiście nic bardziej mylnego, ale w ten sposób, poprzez straszenie dobroszowaniem ekipa rządowa gabinetu 13 grudnia wkłada nam do kieszeni szczoteczkę do zębów. Codziennie.

 

Hubert Bekrycht

(także FB i X)

HUBERT BEKRYCHT: Reset 19.30, czyli złodziej woła „łapać złodzieja”

Wiele mnie już nie zdziwi w TVP po jej nielegalnym przejęciu przez PO. Oto, po ataku bezprawnie wybranego likwidatora TVP na zwolnioną dyscyplinarnie Agnieszkę Romaszewską, liderzy podprogowego przekazu rządu 13 grudnia zaczynają tzw. rozliczenia serialu „Reset”, który ukazał uległość tej ekipy wobec Rosji.

Medialna polityka czystej wody zapowiedziana przez prezentera Czyża jeszcze w ub. roku, tuż po kradzieży polskich mediów publicznych przez ekipę rządową powołaną 13 grudnia ub. roku, zaczyna płynąć w stronę, w którą chce ją skierować ekipa Tuska, Kosiniaka-Kamysza, Hołowni i Czarzastego. Bez zasłony dymów na powierzchni rzeki nieprawości.

„Teraz to panie chamówa”

Nie ma sensu przypominać, że, delikatnie mówiąc, nie zawsze programy informacyjne TVP podczas rządów PiS, cieszyły się uznaniem widowni konserwatywnej. Tysiąc raz jednak należy podkreślać, że b. prezes Jacek Kurski, jakakolwiek oceniać jego pracę, miał przede wszystkim przywrócić TVP wszystkim chcącym i mogącym odbierać sygnał narodowego nadawcy. Czy był to pluralizm, do czego w części się przychylam, czy była to tępa propaganda  –  też czasami nie wytrzymywałem – jedno trzeba wyraźnie powiedzieć: Kurski zrobił z papki, podanej na imieninach u liberalnej ciotki, mocną instytucję państwową, telewizję podlegającą rządowi radzącą sobie bardzo dobrze na medialnym rynku, konkurującą z telewizjami komercyjnymi nie zawsze preferującymi polski kapitał.

W porównaniu z informacją „czystej wody” z cyrkowego programu 19:30, telewizja Kurskiego była lepsza o kilka długości. I jak mawia o TVP mój sąsiad, który na pewno nie głosował na PiS ani nawet na Konfederację: „Teraz to panie chamówa”. Forma niezbyt urodziwa, ale myśl przeczysta.

Reset mózgu w TVP AD 2024

Na początku tygodnia 19:30 zaczęła analizować i syntetyzować jednocześnie wydatki, jakie w ub. roku poniosła „pisowska” TVP na serial Michała Rachonia i Sławomira Cenckiewicza „Reset” o tym, jak Federacja Rosyjska w latach 2008 – 2015, podporządkowała sobie służby państwowe, w tym specjalne, w Polsce i kto z polskiej administracji pomagał Moskwie w tej ekspansji. A wówczas rządzili ci, którzy do władzy wrócili 13 grudnia ub. r., czyli akolici PO.

I oto, w programie dezinformacyjnym TVP o 19:30, mają rozliczać film, który zbudowano na faktach a nie „czystej wodzie” już nawet nie tyle propagandowej, co kłamliwej polityki ekipy Tuska. Pomijam czynnik moralny, ale warsztat tych bzdur przypomina mi kilka początkujących osiedlowych telewizji w Polsce lat 90. Chociaż nie wiem, czy nie obrażam tych mediów, za co z góry przepraszam.

A już liczenie honorariów autorów „Resetu” przypomina sowieckie i komusze wytykanie, ile zarobili nieistniejący „kułacy” na tym, że niczego nie ma sklepach. W tym przypadku to „nic” jest prawdą o w pół do ósmej wieczorem w TVP 1.

 

Hubert Bekrycht

(także FB i X)

HUBERT BEKRYCHT: Złe pytania, źli pytający, czyli dziennikarstwo po koalicyjnemu

13 grudnia 2023 r. rozpoczęły się w Polsce porządki, które mają na celu doprowadzenie do bałaganu. W nocy z 19 na 20 grudnia zagrano sygnał do likwidacji mediów publicznych. Ten sygnał nie dotycz zresztą tylko TVP, PR i PAP, ale i szeroko rozumianych mediów konserwatywnych a nawet tych, które po prostu mają inne zdanie niż ekipa premiera Donalda Tuska. Wśród tych skandalicznych zjawisk już w ubiegłym roku wzmogły się przypadki – jak mówią w USA i Wielkiej Brytanii – cancel culture – tyle, że dotyczą likwidacji dziennikarstwa, takiego jakim ono jest… Koalicja PO, TD i NL zakazała najpierw pytań o sprawy dla niej, delikatnie mówiąc, niewygodne.

Jeszcze przed objęciem władzy, w kampanii parlamentarnej 2023 roku, ekipa Donalda Tuska uciekała przed kłopotliwymi kwestiami, które w mediach miały zły odbiór dla PO. „Uciekała” to niezbyt adekwatne określenie. Tusk nie znosi po prostu krytyki a wszystkich, dosłownie wszystkich dziennikarzy traktuje jak zło konieczne. Może dlatego, że kiedyś premier próbował być dziennikarzem…

Demokratura

Liczne przykłady lekceważenia i lizolowania dziennikarzy kompromitują nieustanie obecną ekipę rządową Tuska, że właściwie nic gorszego polskim mediom nie może się już przytrafić. Chyba, żeby Tusk wprowadził dyktaturę. „Demokratura” wobec dziennikarzy już w Polsce jest – tak powiedziała Agnieszka Romaszewska, zwolniona dyscyplinarnie z TVP twórczyni TV Biełsat. Wobec legendarnej opozycjonistki z NZS wytoczono najcięższe armaty, używając totalitarnych metod kierownictwo dawnego pracodawcy najpierw rzuciło sfabrykowane oskarżenia, potem dopiero dowiadywała się o tym z mediów. Trudno się z Romaszewską nie zgodzić, że metod walki z dziennikarzami mającymi inne zdanie ekipa Tuska uczy się chyba na podstawie doświadczeń komunistycznej bezpieki. Metod „usuwania” dziennikarskich problemów nowa władza ma bez liku, ale kilka powiela chętnie jak nowoczesna drukarka plakat z podobizną Tuska.

Metoda „na pijanego”

W samym szczycie kampanii parlamentarnej, latem 2023 roku, podczas wizyty Tuska, dziennikarz TVP3 Łódź Michał Solarz, na prośbę TVP Info, miał zapytać lidera PO o jego zdanie na temat serialu TVP „Reset” Michała Rachonia i Sławomira Cenckiewicza.

Redaktor Solarz z operatorem, najpierw byli przepychani przez ochronę a potem po dosłownie wykrzyczanym przez dziennikarza z kilkunastu metrów pytaniu, sam Tusk popisał się znakomitym węchem. Zamiast powiedzieć lub nie powiedzieć czegoś o „Resecie”, oświadczył, że wyczuł alkohol od zadającego pytającego w imieniu TVP Info. Oczywiście reporter natychmiast poszedł na komisariat policji i poddał się badaniu. U Solarza nie wykryto alkoholu. Tuska po kolejnym pytaniu TVP na ten sam temat zapytano jeszcze o to, czy przeprosi pomówionego? Na to obecny premier mówił jakieś nie związane z tematem bzdury i stwarzał wrażenie poważnie zdenerwowanego. Pytania nie było, bo żaden z dziennikarzy będących na spotkaniu z Tuskiem nie podjął tematu. Tematu nie było, bo nie przebił się do mediów komercyjnych. Skutek bandyckie metody propagandowe są skuteczne. Zwłaszcza, kiedy korzysta z nich ekipa Tuska.

Kilka miesięcy później red. Michała Solarza pozbyła się z TVP3 Łódź nowa neodyrektor. Dziennikarz pracuje w lokalnej rozgłośni radiowej. W łódzkiej telewizji publicznej nikt nie zadaje trudnych pytań politykom.

Metody na chaos i na „funkcjonariusza”

Także w ostatniej parlamentarnej kampanii wyborczej, były minister sprawiedliwości w rządzie Tuska i były szef NIK, który bronił się wówczas przed zarzutami prokuratury Krzysztof Kwiatkowski, senator, teraz znów PO wykorzystywał swoje niezwykłe umiejętności hipnotyzowania mediów. Niektórych. A wiedzieć należy, że Kwiatkowski świetnie korzysta kontaktów z dziennikarzami z czasów, kiedy był mężem jednej z dziennikarek TVP. Zresztą, wśród polityków często się tym chwalił. Teraz już nie. Dziennikarka się z nim rozwiodła. Kwiatkowskiemu wydaje się jednak nadal, że wiedza na temat dziennikarzy to nauka ścisła i można się jej nauczyć jak nudne i wypowiedziane (od prawie 30 lat) nieprzygotowanym, nudnym głosem odpowiedzi na trudne pytania. To, moim zdaniem, dowód na to, że ludzie nie słuchają tego, co widzą…

Piszący te słowa jako dziennikarz PAP zadał latem ub. r. Kwiatkowskiemu pytanie o to, czy stanie przed powstającą w końcówce rządów PiS komisją ds. Wpływów rosyjskich. Senator nie spodziewał się takiego pytania, bo nie widział mnie na początku konferencji i myślał, że – jak zwykle – sam spróbuje narzucić reporterom swoje tematy. Kwiatkowski wybuchł, że treść pytania zachęca go do „przestępstwa”, bo komisja będzie nielegalna a w ogóle, to skoro wcześniej byłem „funkcjonariuszem” PiS, bo w latach 2016 – 2018 byłem dyrektorem, redaktorem naczelnym TVP3 Łódź za prezesury w TVP Jacka Kurskiego, to muszą one być (moje pytania) – jak w „Rejsie” tendencyjne. Bardziej wkurzył się jeszcze Kwiatkowski innym pytaniem, ale to już zupełnie inna historia.

Skutek metody Kwiatkowskiego: chaos podczas konferencji, kłótnia po niej. Senator jednak zapomniał, że jestem dziennikarzem już 3 dekady. Opis, najpierw konferencji, potem awantury, którą wszczął Kwiatkowski a ja – przyznaję – uczestniczyłem w niej, ukazał się jednak i w mojej ówczesnej redakcji – PAP i – na zamówienie polityczne w jednym z dużych portali informacyjnych napędzanych zachodnim kapitałem. Po 10 miesiącach od tamtych wydarzeń Kwiatkowski jest nadal senatorem, już nie niezależnym, ale z nakazu Tuska, z znów PO a ja… No cóż. Moja pamięć dziennikarska, wypowiedzi, artykuły w innych niż PAP mediach, działalność w SDP, nie spodobały się likwidatorowi PAP w likwidacji i był uprzejmy zwolnić mnie niedawno dyscyplinarnie. Ale o tym sza, sza. Ciąg dalszy moich losów jako dziennikarza mediów ogólnopolskich nastąpi…

Metoda na brak akredytacji

Jeno z najczęstszych świństw jakie robi ekipa Tuska dziennikarzom, których premier nie chce na konferencjach i spotkaniach. Jeśli jakimś cudem, przecisną się – a są na to legalne i zgodne z zasadami bezpieczeństwa sposoby – tacy reporterzy są narażeni na wiele nieprzyjemności. Są przepychani przez agencje ochroniarskie zatrudniające Neandertalczyków. No i są obiektem nienawiści dla elektoratu koalicji miłości i uśmiechu; dosłownie opluwani oraz obdarzani wulgarnymi epitetami.

Metoda „na niepamięć”  – wykluczenie sądowe

Najbardziej niebezpieczne dla demokracji ze wszystkich wkluczeń, jakie stosuje PO. Po prostu można kogoś wyciszyć sądownie. U nas to jest artykuł 212 na całym świecie SLAPP, czyli uciążliwe i długotrwałe sądowe wykluczenie dziennikarzy, które stosuje władza. Zarówno w USA, Francji, Chorwacji, Wenezueli (tak niezwykle nieudolnie) no i w Polsce Donalda Tuska, Adama Bodnara i innych sympatyzujących z porządkiem demokratycznym, takim jaki on jest…

Ostatnio ofiarą takich represji padł Mateusz Teska z Magazynu Reporterów Anity Gargas (jeszcze ponad pół roku temu na antenie TVP). Teska dosłał niedawno jedną z nagród SDP. Jego sprawę monitoringiem objęła dr Jolanta Hajdasz – dyrektor CMWP SDP.

Poniżej informacja na ten temat:

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu dziennikarza z Magazynu Anity Gargas za zadanie pytania

 

I w sumie można byłoby zakończyć na opisie kłopotów młodego reportera z metodami wykluczania niewygodnych dla władzy PO, TD i NL dziennikarzy. Można byłoby, ale, niestety, przewiduję, że takie represje obejmą innych i to nie tylko z konserwatywnych mediów. Co robić w tej sprawie? Oczywiście należy protestować, pomagać zwolnionym i nosić wysoko podniesioną głowę. Ale najbardziej ekipę Tuska wkurzy, to, że będziemy robili swoje. Wszystkich nas przecież nie wykluczą i nie posadzą… Chyba.

 

Hubert Bekrycht

(także na FB i X)

 

 

 

 

O furii ulubionego dziennikarza Jaruzelskiego pisze HUBERT BEKRYCHT: Lis na śmietniku?

Rzadko krytykuję personalnie nielubianych przez siebie dziennikarzy, ale właśnie Tomasz Lis przekroczył kolejne granice. I nie chodzi tu tylko o wulgaryzmy wobec Tomasza Sakiewicza, Dawida Willdsteina oraz Jacka i Michała Karnowskich, którzy bronili Szymona Jadczaka, dziennikarza o zupełnie innych niż oni poglądach. Lis, ulubiony publicysta komunistycznego dyktatora, autora stanu wojennego Wojciecha Jaruzelskiego przypuszcza ostatnio atak na wszystkich, którzy mają inne zdanie niż on.  Teraz jednak Lis wypalił furiacko a jego słowa mają cechy nagonki. Prawdziwej. Zresztą, może u Lisa to nie furia tylko norma.

Muszę to zacytować: „K…. k….. łba nie urwie” – tak na portalu X skomentował Lis uwagi dziennikarzy (m.in. Sakiewicza, Wildsteina, i braci Karnowskich) w obronie atakowanego przez hejterów Szymona Jadczaka, który jeszcze niedawno krytykował prawicę.

Na rympał

Tomasz Lis zapomniał, a może nigdy nie widział – tylko udawał – że jest w dziennikarstwie prawdziwym formacja etyczna, co prawda w zaniku, ale jest. Znany z emocji w sprawach telewizyjnej grafiki komputerowej dziennikarz, ostatnio chory i bardzo agresywny, nie bierze jeńców.

Gdyby chodziło o ewidentną krytykę poglądów, spraw dzielących Lisa od konserwatywnych dziennikarzy, napisałbym „trudno demokracja” albo jakoś tak. Niestety, chorobą nie da się wytłumaczyć ewidentnej prowokacji wobec czołowych polskich publicystów pracujących dla prawicowych mediów. Nie chodzi o kierunek polityczny i intelektualny, ale o to, że Tomasz Lis zachęca – moim zdaniem – innych dziennikarzy z poglądami zbliżonymi do b. szefa Newsweeka do podobnych ataków. Oczywiście ataków na „pisowców” i „pisowskich publicystów”.

Nieudana misja polityczna czy kompleksy?

Lis, w opinii większości środowiska medialnego, stara się zrównać „pisowców” z wulgarnym określeniem przytoczonym na początku tego tekstu. Nie będę się zastanawiał, czy to wynika z zielonogórskich kompleksów b. szefa Faktów TVN, czy też ze stanu emocjonalnego człowieka, który zaczął tracić wpływy w kręgach ludzi z rządu Donalda Tuska. A przecież dwie dekady temu Lis miał ambicje polityczne sięgające – w jego przypadku – Pałacu Namiestnikowskiego.

Znam wiele osób z mniejszych miast niż Lis i znakomita większość nie jest znerwicowana z tego powodu (słowa te pisze człowiek urodzony w małym mieście Głownie niedaleko Łodzi), a Lis zachowuje się jak prowincjusz z filmów Feliksa Falka, tylko nie potrafi tak grać jak śp. Jerzy Stuhr w „Wodzireju”. Jeśli Lis idzie na całość i nie hamuje go już nic, to znaczy, że koalicja Tuska ma poważne kłopoty a jej medialni akolici mają wizję lądowania na śmietniku historii dziennikarstwa. I nie tylko.

Hubert Bekrycht

(FB i X)

HUBERT BEKRYCHT: Jakich prawników ma rząd, czyli śmiech słychać z kosmosu

Ludzie polecieli ponad pół wieku temu na Księżyc a nie zauważyli, że świat się zmienił. A właściwie nieustannie się zmienia. Na przykład dziennikarze poszukując prawdy, dobra i piękna tak zmienili rzeczywistość, że niektórzy z nich tropią sami siebie.

Wszystkie media głównego nurtu, szczególnie te prywatne oczarowane koalicją 13 grudnia i udające bezstronność a w istocie tropiące prawicowe „przekręty” media publiczne wpadły we własne sidła. Pokazywały oto w tym tygodniu zatrzymanie, wyjście i zachęty do ponownego zatrzymania b. wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego posła klubu PiS (Suwerenna Polska). Wiadomo jak to „kumpel Ziobry” to trzeba go zamknąć na lata . A potem na resocjalizację do Chobielina, aby drogi tam budował, bo dużo ludzi tam przyjeżdża ze świata Polskę podziwiać.

Komplikacje w narracji

Nieoczekiwanie dla rządu Romanowski wyszedł. Dzięki wiedzy i refleksowi adwokata, ale i dlatego, że władza tak się spieszyła, iż popełniła istotne błędy w mistyfikacji. Zaczęły się zatem sabaty z udziałem tropicieli trylionów złotych, które „wyciekły” z Funduszu Sprawiedliwości pomagającym finansowo m.in. ofiarom przestępstw i beneficjentom programów resocjalizacyjnych.

FS trzeba było promować, zatem powrócono do listy mediów, które w tym pomagały, co z kolei tropił lewicowy portal OKO Press ziejący nienawiścią do PiS i do wszystkiego, co na prawo od Adriana Zandberga.

Tylko pogłos

I tu niespodzianka. Na liście mediów, którym „fundusz Ziobry” hojnie dawał miliony, oprócz wielu konserwatywnych portali, na pierwszych miejscach są Wirtualna Polska i Onet.pl – w sumie te dwie instytucje otrzymały kilkanaście milionów złotych z FS.

Prawie spadłem ze śmiechu z trampoliny do kariery, kiedy słuchałem głosów i czytałem teksty liberalnych dziennikarzy, którzy na szkolnej tarczy prymusów mają insygnia rządu Tuska, że „może ten fundusz był potrzebny”… Piękne. Świadczy to dobitnie nie o tym, że ktoś broni FS, ministra Zbigniewa Ziobry i jego kolegów z SP, ale broni po prostu siebie i swojej wiarygodności.

Kosmos hipokryzji

Wiarygodności… W przypadku wielu z tych dziennikarzy, którzy starają się przykryć fakt, że media głównego nurtu wyciągały ręce i dostawały miliony złotych od „złego ministra” Ziobry, wiarygodność brzmi jak poniższa historyjka o lądowaniu 55 lat temu Amerykanów na Księżycu. Astronauta z USA spotyka sowieckiego kosmonautę, który pyta, czy przedstawiciel Stanów Zjednoczonych ma wódkę. Amerykanin zaprzecza. Zrozpaczony kosmonauta z Kraju Rad krzycząc pyta: „To po co w ogóle lecieliście”?

 

Hubert Bekrycht – felieton m.in. z FB i X

HUBERT BEKRYCHT: Polityczka w akcji, czyli – zdaniem TVP – Vance to „amerykański Mastalerek”. Upał na ekranie

Inauguruję nową rubrykę, przepraszam, rubryczkę o zabarwieniu satyrycznym, krytycznym a nawet krytykanckim. Portale społecznościowe pełne są dobrej woli i empatii a media głównego nurtu, szczególnie publiczne a nade wszystko telewizje informacyjne ociekają czystą prawdą i broń Panie Boże, w przeciwieństwie do konserwatywnych i pluralistycznych sprzed 13 grudnia 2023 roku, nie ma tam komentarza sugerującego i manipulacji. Wszyscy pracujący tam dziennikarze, nawet ci, którzy „wysługiwali się PiS”, śpiewają do kamer, że linia Trzech Partii Tworzących Obecny Rząd Tysiąclecia jest najlepsza… Wiecie już czego nie oglądać, ale ja muszę.

Tę rubryczkę sprowokowała Bawołek, właściwie Pani Redaktor Dorota Bawołek, korespondent TVP w Brukseli, ale całkiem jeszcze niedawno pracowała w Polsacie w stolicy Belgii. W Wikipedii w wersji angielskiej, ktoś napisał (może nie wiedział,  że my w Polsce, gorzej niż red. Bawołek, ale jednak znamy jęz. angielski),  że była   prześladowana przez TVP.  Dodano, że bronili jej politycy europejscy, głównie EPP (frakcja PO i PSL), co jest o tyle dziwne, że przecież dziennikarka podkreślała, że jest apolityczna. Czort wie, dlaczego prześladowaną przez „pisowską” TVP red. Bawołek zwolnili z prywatnej telewizji Polsat. Ja nie wierzę, że taki fachowiec, jak ta dziennikarka – jak piszą o niej wraże portale – jest „niesympatyczna”, bo – tu z kolei cytat z angielskiej wersji Wikipedii –  „polski dziennikarz TVP próbował przeszkodzić Bawołek w wywiadzie z Tuskiem i nagrał Bawołek sprzeciwiającą się ich obecności.” Nie wierzę, aby red. Bawołek była nieprzyjemna dla kogokolwiek, to znaczy dla kogokolwiek, kogo lubi. A lubi wszystkich od polityków poprzez operatorów na brukselskich kotach skończywszy.

Zresztą obserwowałem w Brukseli młodą dziennikarkę Dorotę Bawołek ,w pierwszym roku jej pracy dla Polsatu, jesienią 2008 roku. To nieprawda, że z wyższością potraktowała swoją koleżankę, która po kilkunastu latach pracy w ogólnopolskich mediach, przeszła właśnie do Polsat News. Po prostu red. Bawołek tak była przejęta rozmówcą, eurodeputowanym PO – EPP, że na pewno nie poznała koleżanki z redakcji. Zresztą mogła być także przejęta kilkanaście lat później i nie zrozumiała, że TVP nie chce przerywać wywiadu Polsatu z ówczesnym liderem polskiej opozycji Donaldem Tuskiem, a tylko o coś zapytać. Dziennikarze bywają zazdrośni o rozmówców, ale przecież bez przesady. Summa summarum, zły Polsat (teraz już dobry) zrezygnował z usług Bawołek a rok później teraz już dobra TVP (rok temu zła) przyjęła gwiazdę brukselskiego dziennikarstwa przytulając do swego łona i zatrudniając na stanowisku korespondentki.

Polityczka w Brukselce

Ile to się człowiek musi napisać, aby się popisać wiedzą. A chodzi mi po prostu o to, że red. Bawołek miała tzw. reporterskie wejście z Brukseli w TVP Info. A Było to 16 lipca roku Pańskiego 2024, przed godziną 16.00.

Z wypiekami na twarzy owa mistrzyni brukselskich niuansów snuła opowieść o pani Robercie Metsoli, którą ponownie wybrano na stanowisko przewodniczącej Parlamentu Europejskiego. O Metsoli red. Bawołek mówiła „polityczka”. Nie mam nic do tzw. feminatywów, o ile mądre, a większość tych wyrażeń mądra nie jest. Otóż ja się uśmiałem z powodu tej „polityczki”, bo red. Dorota tak pięknie, z godnością popisywała się poprawnością polityczną wymawiając z nienaganną dykcją, podobną prezenterom „Pytania na śniadanie” w TVP, słowo „polityczka”, jakby od tej artykulacji miałyby zależeć: nie tylko przyszłość pani Metsoli, pani red. Bawołek, kochanej naszej jedynej Unii Europejskiej, ale całego świata. Uff…

Tymczasem, dla mnie do końca życia, a mam 55 wiosen, „polityczka” pozostanie małą polityką a nie przewodniczącą PE. Oczywiście w TVP teraz o małej polityce nie mówią, teraz tylko duża POLITYKA, byle robili ją rządowi politycy.

Aha, prowadząca (przepraszam nie znam jeszcze wszystkich nowych neodziennikarek w TVP) jakoś tak poprowadziła narrację, że jasne stało się, że obie panie przestrzegały przed partiami politycznymi o prawicowym charakterze, programie, czy choćby nazwie mieszając wesoło doktryny polityczne z ogólnym znaczeniem nazw ugrupowań.

Jak zawieje Trump, czyli amerykański Mastalerek

Po tych językowych łamańcach ubarwionych skomplikowanym życiorysem heroiny polskiego dziennikarstwa, na ekranie i antenie TVP Info pojawił się mój dobry znajomy, Artur Kasprzycki reprezentujący teraz, jak się dowiedziałem, Redakcję Międzynarodową TVP. „O kurczę” – pomyślałem… „Może to nie on?” – odpowiedziało pytając z nadzieją echo w mojej głowie. Dlaczego tak echo w mojej czaszce się zdziwiło? Otóż, całkiem jeszcze niedawno, Artur pracował w ośrodku TVP Łódź, którego miałem przyjemność i zaszczyt (teraz to nie ironia!) być dyrektorem – redaktorem naczelnym przez prawie trzy lata (2016 – 2018). Oczywiście byłem jak najbardziej „pisowskim” szefem, bo już teraz przecież nie napiszę, że mam konserwatywne poglądy, których zresztą nigdy nie ukrywałem, bo nikt w ten konserwatyzm nie uwierzy. Miliony dziennikarzy w naszym kraju orzekły, że ja i mnie podobni byliśmy „pisowcami” to nie będę się z tym autorytetami kłócił.

Ale, ale, wracając do redaktora Artura. Znałem młodego człowieka, jako dobrego reportera telewizji publicznej, który robił wiele dobrych relacji, od miejskich, poprzez polityczne, aż na interesujących opowieściach o muzyce, a wierzcie mi, to akurat niełatwo zrobić.

Jeszcze niedawno, no w ub. roku, kiedy TVP była „pisowska” a teraz z 80 proc. tych samych dziennikarzy jest już dobra „europejska” i „demokratyczna”, Artur przyjeżdżał pod mój blok, aby nagrać mniej lub bardziej udane wypowiedzi sekretarza generalnego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Huberta Bekrychta, czyli „kubły nieczystości”, które w końcu doprowadziły, chyba, do mojego dyscyplinarnego zwolnienia z Polskiej Agencji Prasowej, ale o tym sza, sza… Mogę tylko ujawnić, że 94 proc. „powodów” dyscyplinarki, jaką zafundowali mi (określenie nieadekwatne, bo raczej pieniędzy pozbawili) neoszefowie i neokierownicy PAP, uznano za bezzasadne, tzn. uznała bardzo zacna i rządowa instytucja. Tyle tajemnic, a to się dziewczyny i chłopaki zdziwią…

Co ja dziś z tymi dygresjami? Otóż, red. Kasprzycki zasiadł za redakcyjnym biurkiem i wraz z panią prowadzącą tworzyli opowieść o wyborach w USA i niedawnym zamachu na 45. Prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

Coś tam Artur wspomniał o kandydacie na wiceprezydenta z Partii Republikańskiej. Istotnie,  J. D. Vance nie jest tytanem dyplomacji i plecie głupoty o Ukrainie. Powtarza, że nie wiadomo, co USA będą miały z 200 mld. dolarów pomocy zbrojeniowej przekazanej Kijowowi. Ot jeszcze jeden polityk z Ohio. I nagle red. prowadząca mówi [edit, wcześniej przypisałem to red. Kasprzyckiemu – przepraszam], że senator Vance to taki „amerykański Marcin Mastalerek”, czyli doradca prezydenta RP Andrzeja Dudy a w ogóle i tak wszystko będzie zależało od Trumpa, bo Vance będzie tylko wiceprezydentem.

„Wiele wskazuje na to, że Trump gra tak, jak wiatr zawieje” – powiedział Artur. Szkoda mi Artura, bo może, jako dziennikarz redakcji międzynarodowej TVP będzie świetnym komentatorem, ale jeszcze nie teraz. Zatem, bez sensu podlizywać się nowej władzy, raczej radziłbym Arturowi więcej tematów dotyczącej polityki albo polityczki europejskiej. Łatwiejsze.

 

Hubert Bekrycht – felieton publikowany na FB i X autora

 

 

 

 

Skandaliczny przekaz mediów liberalnych po zamachu w USA – „eksperci” o „dziwnym zachowaniu” Trumpa po strzałach…

Straszna nocna informacja o zamachu na Donalda Trumpa u normalnego dziennikarza budzi w ułamku sekundy pytanie o zdrowie 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych, który został postrzelony na wiecu wyborczym w Pensylwanii.

Stało się to na dobę przed oficjalną nominacją Republikanów dla Trumpa, który od tej pory będzie formalnie kontrkandydatem obecnego prezydenta Joe Bidena (Demokraci) na najwyższy w USA urząd. Wielu dziennikarzy tak właśnie pomyślało. Najpierw pytania: „czy przeżyje”, „jak ciężko Trump jest ranny”? I dopiero potem „kto strzelał” i „jakie były okoliczności zamachu” oraz „jakie będą polityczne skutki zamachu”. Niestety, zachowaniu nie wszystkich  reporterów i wydawców, przede wszystkim mediów głównego nurtu, nie przyświecała taka kolejność działania podczas relacjonowania okoliczności zamachu na Trumpa.

Fakty

W nocy z 13 na 14 lipca polskiego czasu świat obiegła informacja, że na wiecu wyborczym w Butler w stanie Pensylwania na północ od Chicago 45. prezydent USA Donald Trump (2017 – 2020) został postrzelony podczas próby zamachu. Nie żyje jedna osoba, dwie są ranne. Trump dostał postrzał w prawe ucho, uniknął śmierci dzięki refleksowi ochrony. 20-letniego lub, wg. innych mediów 21-letniego, zamachowca zastrzelono.

Przekaz

W naszym świecie nie ma sensu spekulować, kto pierwszy podał tę dramatyczną informację. Najprawdopodobniej kilka (?) minut po strzałach w Butler zrobił to jakiś portal z USA na swoim profilu w jednym z mediów społecznościowych. Większość polskich mediów podała wiadomość o zamachu również bardzo szybko na podstawie Reutersa i innych mediów amerykańskich. Ten przekaz przetłumaczyła PAP właśnie z Reutersa, CNN i AFP między północą a godziną 1.00 w niedzielę. Potem media elektroniczne i portale z nimi związane uruchomiły przekaz bezpośredni z mediów w Stanach Zjednoczonych a potem m.in. portale prasowe zaczęły podawać, oprócz informacji, komentarze i opinie. Spóźniła się TVP Info, chociaż na portalu były wieści z tragicznych wydarzeń w Pensylwanii.

Spekulacje

Jak zwykle kilka godzin po zamachu w Butler pojawiły się prawie we wszystkich mediach spekulacje dotyczące tragicznych wydarzeń podczas wiecu Trumpa. Tak to zwykle bywa, że w 80 proc. przypadków spekulacji są to tzw. bezpieczne rozważania medialne, na przykład dotyczące konsekwencji politycznych próby zamachu. Nie cytuję tutaj bzdur, który wiele polskich mediów internetowych nazywają spekulacjami, bo to zjawiska jednak marginalne a kompromitacja „dziennikarzy” jest tak oczywista jak zdanie: „Donald Trump mógł postrzelić się sam”. Stan umysłu autora lub autorów (skutek tzw. dziennikarstwa obywatelskiego) takich „tez” to chyba beznadziejna paranoja albo nieuleczalna psychoza.

Mitologia liberalna i lewicowa, także lewacka

Oczywiście w nocy z soboty na niedzielę i nad ranem w większości redakcji są tylko tzw. dyżurni i osoby odpowiedzialne za technikę przekazu i łączność. Nie należy oczekiwać cudów, zanim obudzeni zostaną szefowie tych mediów i inni dziennikarze, wystarczy podać rzetelną, a w przypadku zamachu w Butler, dobrze przetłumaczoną informację.

Niestety, niektórzy dziennikarze i „dziennikarze” uznali, że kreacja to też możliwy środek informacyjny. Onet nazwał próbę zamachu na Trumpa „incydentem” a PAP za światowymi agencjami pisała o „eksplozjach” na wiecu wyborczym Partii Republikańskiej.

Najgorzej było nad ranem w niedzielę 14 lipca. Poza mediami konserwatywnymi, niewiele redakcji czekało na potwierdzone informacje niwelujące fake newsy z pierwszych godzin po tragicznych wydarzeniach.

Żenujący byli „eksperci” ze szkół typu Akademia Elegancji i Humoru Politycznego, którzy pletli, co im  ślina na język przyniosła. Prym wiedli „specjaliści” zapraszani przez media publiczne i TVN24. Owi „guru od wszystkiego” podkreślali, jakby wrócili właśnie z Butler, że lider Republikanów miał po zamachu „sceniczne odruchy” i dziwiło ich (sic!) „dziwne zachowanie” Trumpa po strzałach…

Nie strzelano do mnie nigdy, ale podejrzewam, że też zachowywałbym się potem dziwnie, może tak jak Trump, dodawałbym nawet otuchy swoim zwolennikom krzykami. Tylko u mnie byłby to, powiedzmy, szok a u 45. prezydenta USA odwaga.

W przypadku wypowiedzi wspomnianych „ekspertów” niedowład społeczny dotyczy także naukowców i specjalistów od wszystkiego.

Kto zabił Laurę Palmer?

No i na koniec – pozwolę sobie na ironię –  wisienka na medialnym torcie. Program „Woronicza 17” emitowany w TVP Info rano po zamachu prowadzony przez Kamilę Biedrzycką. I europoseł z mojego miasta Łodzi Dariusz Joński – człowiek śledczy (homo investigatus), znający najprawdopodobniej nawet mordercę Laury Palmer z serialu „Twin Peaks”. Tyle ironii…

Ale jednak Joński – jak mówi młodzież – „poleciał” zwracając uwagę na to, że domniemany zamachowiec był zarejestrowany jako wyborca Partii Republikańskiej. Co z tego wynika? Nasz narodowy śledczy, nie wyjaśnił, ale swój cel osiągnął, bo nieliczni już odbiorcy TVP Info, którzy zostali przy tej stacji po zamachu na media publiczne w grudniu 2023 roku, dostali przetworzoną przez europosła informację. W  komentarzach internetowych, nie tylko dotyczących słów polityka, pojawiało się brawurowe pytanie –  „Republikanie próbowali zabić Trumpa?”. Jońskiemu pomogła prowadząca zmieniając temat zauważywszy przenikliwie, że „społeczeństwa są spolaryzowane”.

Hubert Bekrycht (felieton z mojego FB)

 

Na AGNIESZKĘ ROMASZEWSKĄ trwa nagonka – Likwidator TVP likwiduje TV Biełsat i zdrowy rozsądek + OŚWIADCZENIE

„Śledczy” z radia na ostatnią literę alfabetu „odkryli” informację, że likwidator TVP zbiera kolejne haki na zwolnioną dyscyplinarnie w marcu wieloletnią szefową TV Biełsat Agnieszkę Romaszewską. W prokuraturze jest „zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. (…) Wynika z niego, że przez nieprawidłowości, do jakich miałoby dochodzić w Biełsacie, straty Telewizji Polskiej mogły pójść w miliony złotych” – podano. „Jak myślicie? Będą mnie probowali posadzić? Będą coś kombinować, żeby zrobić ze mnie “pisowską kryminalistkę?” – zapytała na FB Romaszewska.

Także na facebooku w sprawie tych absurdalnych zarzutów, które wynikają z niechęci politycznej do legendarnej działaczki NZS, głos zabrał dziennikarz i reportażysta, wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Mariusz Pilis:

„Agnieszka Romaszewska – zdobywczyni Honorowego Lauru SDP, wieloletnia dyrektor, pomysłodawczyni i dobry duch Biełsatu pisze o rzeczach, które jeszcze niedawno budziłyby jedynie uśmiech i bagatelne uwagi. Dzisiaj brzmi ten głos poważnie, choć wciąż nie chce się wierzyć, że odważą się i posuną się do takich rozwiązań” – zwrócił uwagę Pilis. 

„Prute sądowe kasy pancerne, siłowe przejęcia mediów, przejmowanie śledztw, umarzanie swoim, dobijanie mediów to zjawiska, których nie przeżywaliśmy po 1989 roku. Teraz ta neobolszewia podnosi swój łeb. Rękami swoich dzieci i wnuków. Front jest szeroki. Ale nie mam wątpliwości co do ostatecznego wyniku” – napisał wiceprezes SDP na FB. 

I właściwie moża było by to tak zostawić, bo ataki na Romaszewską (na jej Rodziców i jej Męża) były za komuny i obecna władza zdaje sobie z tego sprawę, że kopuje prześladowania komunistycznej bezpieki. Na FB zwolniona dyscyplinarnie Agnieszka Romaszewska napisała:

„(…) MSZ usiłuje z Kijowa 'odwołać’ prawnie urzędującego ambasadora, którym jest mój mąż Jarosław Guzy. No i trwa bezmyślne rozmontowywanie Biełsatu. Mózg staje w poprzek, jak się na to wszystko patrzy. Jak myślicie? Będą mnie probowali posadzić? Będą coś kombinować, żeby zrobić ze mnie 'pisowską kryminalistkę’?Łukaszenkowska propaganda zawsze twierdziła, że kradniemy tam kasę… Czy mają wstarczająco mocnych przyjaciół w Polsce, którzy myślą podobnie?” – pyta Agnieszka Romaszewska

Na „X” Agnieszka Romaszewska dodaje:

„Jak wyglądają „ubeckie metody”? Żeby łatwiej spacyfikować i zastraszyć ludzi w Biełsacie i zemścić się za moją postawę, postanowili ze mnie zrobić złodziejkę. Finalnie pewnie im się nie uda, ale obsmarować g…nie zaszkodzi – podkreśliła twórczyli TV Biełsat”.

Przychodzą do głowy najgorsze skojarzenia, ale nawet nie metody ataku są najbardziej bulwersujące. Dziwi po prostu cisza wielu „wielkich ludzi” ze środowiska dziennikarskiego obecnie zaprzedanego nowym panom, rządowi i fikcyjnym likwidatorom, którzy zlikwidowali już chyba poczucie wstydu i zdrowy rozsądek.

Hubert Bekrycht (informacja z FB)

 

Publikujemy w całości oświadczenie Agnieszki Romaszewskiej

                                                                                                                OŚWIADCZENIE

Stanowczo protestuję przeciwko rozpowszechnianiu przez władze TVP informacji, które sugerują jakoby w kierowanej przeze mnie Telewizji Biełsat dochodziło do malwersacji i były wystawiane fałszywe faktury na usługi informatyczne. Co więcej podawana jest przez TVP i powtarzana w mediach jakaś absurdalna suma 7 mln., której pochodzenia nie jestem w stanie zidentyfikować. Przypuszczam, że może chodzić o zsumowaną, kilkuletnią kwotę kosztu usług informatycznych za projektowanie, tworzenie, zabezpieczanie i obsługę portali internetowych prowadzonych przez Biełsat TV.

Oświadczam, że te umowy i zamówienia, o których piszę wyżej były opłacane przez Biełsat zgodnie z procedurami obowiązującymi w spółce TVP i decyzje przechodziły zazwyczaj także przez inne jednostki spółki. Środki na obsługę informatyczną nie były ukryte w jakiejś „lewej kasie”, a były corocznie ZAKŁADANE w budżecie kanału, następnie zaś wydatki zatwierdzane były przez Biuro Kontrolingu i Restrukturyzacji. Ponieważ środki na te wydatki pochodziły głownie z MSZ ( choć tu sytuacja może się różnić w różnych latach) to były także uwidoczniane w corocznych sprawozdaniach i fakturach przekazywanych przez Biełsat do Ministerstwa i następnie refundowanych przez MSZ.
System informatyczny w jakim funkcjonują wszystkie prowadzone przez Bielsat strony jest wielką dumą stacji. Zwłaszcza dziś, gdy widzimy, jak serwery TVP padają jak wydmuszka pod naporem ataku DDOS (a może raczej dużej liczby wejść, ze strony kibiców piłkarskich), warto zauważyć,że strony belsat.eu i vottak.tv doświadczają od wielu lat takich ataków praktycznie co tydzień i udało się zachować ciągłość ich działania oraz nie utracić zasobów..

Już wiele lat temu, w związku z tym, że informatyka nie była najmocniejsza stroną spółki TVP, władze TVP zdecydowały, o wyprowadzeniu nieustannie atakowanej struktury informatycznej Biełsatu, na serwery zewnętrzne. Ponieważ zaś Biełsat nigdy nie otrzymał w TVP środków inwestycyjnych pozwalających na wybudowanie własnego systemu, odpornej na ataki infrastruktury informatycznej, byliśmy zmuszeni polegać na usługach zewnętrznych. Mimo to strony belsat.eu, wraz ze swoja mutacją polską belsat.eu/PL oraz Vottak.tv okazały się nadzwyczajnie odporne na próby włamania i ataki. Zbudowano je w specjalnym, autorskim systemie architektury rozproszonej. Warto dodać, że redakcje stron internetowych Biełsatu miały też zapewniony conajmniej 12 godzinny,a często i dużej pracujący help desk czego nie można powiedzieć o innych jednostkach TVP. Jakim cudem można uznać, ze nie ma śladu wykonania usług informatycznych, tak jak to stwierdza komunikat TVP, chociaż w większości usługi te miały konkretny cel, widoczny gołym okiem – pozostaje dla mnie niezrozumiałe.
Domagam się zaprzestania szkalowania mnie i moich wspołpracowników i naruszania mojego dobrego imienia, poprzez podawanie zniesławiających informacji sugerujących BEZ JAKIEJKOLWIEK SĄDOWEJ WERYFIKACJI, że dokonywałam malwersacji w TV Biełsat. Domagam się jednocześnie zamieszczenia odpowiednich przeprosin za naruszenie mojego dobrego imienia, na portalu TVP, w tym samym miejscu, gdzie był komunikat o „złożeniu do prokuratury doniesienia o przestępstwie”

 

 

 

HUBERT BEKRYCHT: Powstają nowe pałace im. Stalina, czyli kasowanie krytyki [felieton z FB]

Wydawać się może, że pół roku w raju zarządzanym przez gabinet utworzony 13 grudnia ub. roku doprowadzi wszystkich do radosnego szaleństwa. I doprowadziło. Czy radosnego? Okaże się, kiedy krytycy powychodzą z więzień i odzyskają pracę. A to może potrwać.

Może się zresztą nic nie okazać, bo twa proces deprecjonowania i obrzydzania niepokornych mediów przez rząd, rozmaite instytucje państwowe i wierne premierowi samorządy. Już 19 grudnia zeszłego roku skasowano media publiczne, choć jeszcze kilkanaście dni broniono TVP, PR i PAP. Wymyślono likwidację bez likwidacji, ale to też nie wystarczy. Zakazano wielu mediów, pojawiają się kłopoty z kolportażem niezależnej prasy i publikacją reklam w portalach piszących prawdę a sygnał TV Republika wyłączono w polskim parlamencie.

I nie będzie niczego…

Zanim jednak inspektor Cluseau polskich mediów, czyli były już minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz pozamiatał w imieniu Donalda Tuska, pojawiły się żądania totalnej czystki wszystkich. Dlaczego nie wyrzucić wszystkich dziennikarzy i innych osób pracujących w TVP, PR i PAP w latach 2016 – 2023? No, oczywiście z wyjątkiem tych, którzy pracowali w mediach publicznych przez dwie kadencje wstrętnych pisiorów, ale nie uśmiechali się odchodząc sprzed kasy z dobrze wypchanym portfelem. Ci dziennikarze wrzeszczący teraz o kasowaniu konserwatystów z mediów publicznych to nawet coś tam kiedyś powiedzieli na korytarzu, ale tak cicho, że najczulsze mikrofony nie wychwyciły i można było odnieść wrażenie, iż czekali na łysych osiłków z ochrony przejmujących media publiczne jak na saperów wysadzających krę na rzece. Nic to, że woda zaleje dom. Ale przecież nie ich, bo to w sumie publiczne media. No i przestanie się mówić o burzeniu Pałacu Kultury i Nauki im. Stalina, bo można już wreszcie odetchnąć pełną piersią i zbudować kilka nowych. Na razie towarzysze wygrywają.

Pogonić lub zastraszyć

Rozumowanie nowych kierowników – likwidatorów jest proste jak ludzik z kreskówki chodzący po linii i nucący „Bajum, bajum”. Każdy kolejny miesiąc to kolejna pensja a idea mediów publicznych jest na końcu owej linii z kreskówki. Niektórzy, ci radiowi – po wyrzuceniu niewygodnych a bardziej postraszeniu tych, którzy początkowo się stawiali – mają narzekać, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie daje kasy z abonamentu i deponuje ją w sądach. Tym można szantażować pracowników. Do telewizji publicznej zrobi się nabór jak na pomocnika geodety na PRL-owskiej wsi a w PAP… Sza, sza! Mnie zwolnili dyscyplinarnie – jak napisali moi Przyjaciele z ZG SDP – z powodów politycznych, m.in. za to, że pisałem o mediach publicznych po 19 grudnia ub. r. i działałem na rzecz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, bo jestem tam sekretarzem generalnym. Cóż to jednak w porównaniu z czystką w TVP, gdzie zwalniano nawet partnerów tych, których uważano za sympatyków PiS, o kobietach w ciąży i osobach wychowujących niepełnosprawne dzieciaki nie wspominając.

   Na złość PiS uszy sobie odmrażają

Najwięcej zła namiestnicy propagandy rządu Tuska zrobili jednak w TVP. Odpowiedzialnych za rozwalenie TV Biełsat i zwolnienie Agnieszki Romaszewskiej oraz wyrzucenie twórców TVP World powinno się kiedyś sądzić. Taka telewizyjna Norymberga mogłaby za to samo objąć także tych Nikoforów* polskiego dziennikarstwa pozwalających zlikwidować Studio Wschód Marii Przełomiec i de facto na likwidację TVP Dokument, TVP Historia i TVP Kultura oraz dyscyplinarki dla m.in. (przepraszam, nie da się wymienić wszytskich) Michała Adamczyka, Marcina Tulickiego, czy Piotra Gursztyna a także Samuela Pereiry.

Dokąd to wszystko prowadzi? Nie wiem, ale widać, że sprawcy medialnego bałaganu się boją. Procesów też, bo to wszystko było bezprawne, ale bardziej boją się Odbiorców. A ci już zrozumieli, że warto mieć dostęp do wielu nurtów przekazu, bo bez tego nikt nie powie, kiedy mamy – nie daj Bóg – iść do schronu.

 

Hubert Bekrycht – felieton z FB

———-

*przepraszam wszystkich miłośników prymitywistów