Taki tytuł musiał się teraz pojawić w felietonach CEZAREGO KRYSZTOPY: Suwerenność

Stoimy dziś wobec zagrożenia istnienia państwa polskiego, o skali z jaką nie spotkaliśmy się od kilkudziesięciu lat. To oczywiste. Ale prawie tak samo oczywiste było również przed wyborami.

Wbrew wrażeniu jakie daje kolorowa sieczka, która dzięki ciężkiej pracy mediów w sporej części wypełnia nam mózgi, sytuacja jest absolutnie poważna. Z jednej strony mamy prawdopodobną porażkę Ukrainy w wojnie z Rosją. Nie porażkę na zasadzie zniknięcia kraju, dzięki dzielności Ukraińców i pomocy Zachodu, Ukraina jeszcze stoi, ale w powietrzu unosi się smród Resetu 2.0, zgniłego kompromisu, do jakiego Ukraina zostanie najprawdopodobniej, kosztem koncesji wobec Rosji, zmuszona. Czy to nas dotyczy?

Zagrożenie ze wschodu

Tak, to nas bardzo dotyczy, ponieważ „pokój”, który nastąpi, będzie okresem odbudowy potencjału Rosji, który z udziałem Niemiec (dziwaczne gwałtowne wzrosty obrotów handlowych Niemiec z azjatyckimi satelitami Rosji, czy kupowana przez Niemcy tzw. „kazachska ropa”, podejrzewana o to, że w istocie jest rosyjską) w zasadzie już się zaczął odbudowywać. Jednym z błędów, które Rosja popełniła w czasie inwazji na Ukrainę, było zlekceważenie roli Polski. Drugi raz postara się tego błędu nie popełnić, nawet Biden mówi, że „następna może być Polska”.

W tym czasie u nas będą już prawdopodobnie rządzili ludzie, którzy uważają, że „Polsce duża armia niepotrzebna, a jakby co to Bundeswehra nas obroni”. Tak, już widzę jak broni. Ale nawet zostawiając na boku moją podobno germanofobię, to ta Bundeswehra jest dziś cieniem samej siebie, a obietnice zwiększenia nakładów Olafa Scholza, okazały się tyle samo warte, co jego kolegi Donalda Tuska. Tymczasem eksperci szacują okres odbudowy rosyjskiego potencjału na kilka lat, inni znów twierdzą, że w zasadzie mamy już do czynienia z wojną światową.

Zagrożenie z zachodu

Z drugiej strony, ci sami którzy do tej katastrofalnej sytuacji na świecie walnie się przyczynili, a to niespodzianka, znowu Niemcy, usiłują ją wykorzystać, by przywrócić swoją imperialną pozycję w Europie, centralizując Unię Europejską w sposób, który pozbawi sterowności wszystkie państwa oprócz niemieckiego. Z ich punktu widzenia, wobec katastrofy ich koncepcji „wspólnej przestrzeni od Władywostoku po Lizbonę” i „uzależnienia Europy od rosyjskiego gazu kolportowanego przez Niemcy”, a także rozczarowań w Chinach, które chyba nie bardzo chcą być dla Niemiec „nową Rosją”, potrzebują desperacko rynków zbytu i rezerwuaru taniej siły roboczej, jesteśmy idealnym materiałem na wewnątrzeuropejską kolonię.

Oczywiście pod warunkiem, że nie powtórzy się więcej takie zagrożenie dla stabilności niemieckich interesów jak PiS, czy coś podobnego. W tym celu trzeba strukturę państw narodowych złamać, tak żeby nawet jeśli któraś kolonia „zwariuje”, nie miało to już większego znaczenia.

Nie dziwmy się więc, że miejscowi niemieccy lokaje nie widzą potrzeby realizacji prorozwojowych projektów infrastrukturalnych takich ja CPK, elektrownie jądrowe, porty, czy silna armia. Nie widzą również potrzeby istnienia takich, porządkujących strukturę społeczna na różnych poziomach, instytucji jak IPN czy CBA. To untermenschom niepotrzebne. Szkoła podstawowa, jak za Hitlera, powinna im wystarczyć i ew. umiejętność obsługi sprzętu do zbioru szparagów.

Być może brzmi to nieco zabawnie, ale życie w tak diabolicznej alternatywie zabawne raczej nie będzie. Możemy być pozbawieni wpływu na własny los. Kto inny może zdecydować, czy Polskę lepiej na wszelki wypadek zaorać czołgami, czy jednak pozwolić żyć niewolnikom, którzy mogą się jeszcze do czegoś przydać. I dotknie to pospołu nadwiślańskich konserwatystów, lewaków, a nawet, mających zapewne nadzieję na pozycję „wiceniemców” – libków.

Suwerenność

I dlatego jest jednocześnie ideą, która może wszystkich połączyć. Ideą zwaną wyśmiewanym mianem – suwerenności. To jest też moim zdaniem prawdziwy klucz do niezdecydowanego „elektoratu środka”, odwołanie się do wspólnego interesu, a nie, jak chcieliby niektórzy odwracający uwagę od własnych wyrzutów sumienia desperaci, schlebianie najniższemu instynktowi pt. „chcemy móc bez wyrzutów sumienia zabijać dzieci, żeby się r….ć bez zobowiązań”.

Jako jedyną wystarczająco dużą by wprowadzić to do politycznej agendy siłą, widzę Prawo i Sprawiedliwość z największym klubem parlamentarnym, bliskim Prezydentem i wpływem na liczne instytucje. Dalibóg, nie mam pojęcia, dlaczego nie zrobiło tego przed wyborami. To znaczy zrobiło częściowo, podnosząc hasło bezpieczeństwa opartego na rozbudowie armii. Ale przed wyborami sprawa zagrożenia centralizacją UE przecież nie była szczególnie zauważana, no może przez Jacka Saryusz-Wolskiego czy Suwerenną Polskę. Po wyborach nagle zrobiło się głośno, ale przed wyborami oficjalnie obowiązywała jeszcze polityka „kompromisu z Unią Europejską”, która owszem, spowodowała utratę cnoty, ale rubelka nie przyniosła. Mało tego, również pozytywne hasło „bezpieczeństwa” na ostatniej prostej zastąpione zostało przez głupkowate „tuskowanie”, co w mojej ocenie, było jedną z przyczyn pyrrusowej natury „zwycięstwa wyborczego” PiS.

Od kilku lat pisałem, że PiS nie potrafi porwać wizją, która sięgałaby formatu „Polski solidarnej”, czy „Dobrej Zmiany”. Kwestia suwerenności, szczególnie wobec zagrożeń przed jakimi stoją Polska i Polacy, mogłaby być jądrem takiej nowej wizji. Wizji łączącej różne środowiska. Wizji porywającej emocjonalnie, do której można aspirować. I jednocześnie bardzo konkretnej, opartej na rozumianych bardzo praktycznie interesach. Wprawdzie twarze firmujące politykę „kompromisu z Brukselą” by się tu niespecjalnie przydały, ale wydaje mi się, że mamy teraz większe zmartwienia, a Polska możliwości decydowania o samej sobie, wręcz desperacko potrzebuje.

ALEKSANDRA KUCZYŃSKA-ZONIK: Cyberbezpieczeństwo w państwach bałtyckich w obliczu wojny rosyjsko-ukraińskiej

W większości przypadków źródłem cyberzagrożeń w państwach bałtyckich jest Rosja. Odmowa dostępu czy ataki DDoS przeprowadzane przez haktywistów wspierających agresywny reżim Władimira Putina w ostatnim czasie stały się bardziej intensywne.

Wojna rosyjsko-ukraińska boleśnie pokazała, że cyberbezpieczeństwo jest jednym z kluczowych aspektów zapewniania bezpieczeństwa narodowego. Wrogie działania w cyberprzestrzeni ze strony Rosji mają miejsce nie tylko przeciwko Ukrainie, ale także państwom niezaangażowanym w konflikt, choć militarnie, finansowo i humanitarnie wspierającym Ukrainę, w tym przeciwko Litwie, Łotwie i Estonii. Nie bez przyczyny rok 2022 można  uznać za jeden z najbardziej intensywnych pod względem cyberataków przeciwko państwom bałtyckim.

Skala zagrożeń w cyberprzestrzeni

Państwa bałtyckie utrzymują wysoki poziom czujności ze względu na liczbę i charakter wykrywanych incydentów, które wykazały ciągłą aktywność i różnorodne środki stosowane  w cyberprzestrzeni. W 2022 r. litewskie instytucje odnotowały łącznie 4080 incydentów cybernetycznych, czyli o 8 incydentów mniej niż w roku poprzednim. Z ogólnej liczby zdarzeń zarejestrowanych w 2022 r. 33 należały do kategorii średniej i były związane z atakami DDoS. W porównaniu do 2021 r. liczba zdarzeń średniej kategorii w 2022 r. spadła o 35 proc.
(2021 r. – 93 incydenty). W 2022 r. większość incydentów związana była z rozprzestrzenianiem się złośliwego oprogramowania (phishing, rozprzestrzenianie niechcianych informacji, próby włamań). Pod koniec czerwca 2022 r. litewski CERT zespół powołany do reagowania na zdarzenia naruszające bezpieczeństwo w sieci odnotował ogromną falę ataków DDoS na publiczne strony internetowe i sektor prywatny. Do ataku przyznała się rosyjska grupa hakerska. Ataki nie uszkodziły systemów informatycznych firm, ale paradoksalnie miały pozytywne skutki bowiem administratorzy systemów informatycznych podjęli dodatkowe wysiłki i inwestycje mające na celu poprawę cyberbezpieczeństwa. Z kolei w pierwszym kwartale 2023 r. odnotowano 573 incydenty cybernetyczne, czyli 1,8 razy mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W szczególności, do ataków doszło w pierwszej połowie lipca ze względu na przygotowania do szczytu NATO w Wilnie, i w jego trakcie. Litewskie Narodowe Centrum Bezpieczeństwa Cybernetycznego odnotowało szereg incydentów cybernetycznych w tym czasie. W regionalnej stacji radiowej i w centrum handlowym wyemitowano propagandowe hasła po włamaniu do usługi strumieniowego przesyłania muzyki. Ich treść miała na celu zdyskredytowanie  NATO i zaprzestanie dostaw broni na Ukrainę. Oba zdarzenia zostały szybko wykryte, a nielegalne transmisje przerwano. Ataki DDoS dotknęły także niektóre strony internetowe i aplikację transportową w Wilnie (m.Ticket i GoVilnius.lt) z których korzystali goście przybyli na szczyt NATO w Wilnie. Tego typu ataki zdarzały się już wcześniej, m.in. w 2022 r. do serii rozproszonych ataków typu DDoS przyznała się rosyjska grupa hakerska Killnet. Dodatkowo, już po zakończeniu szczytu doszło do cyberataku, w którym hakerzy podający się za grupę „Z pozdrowieniami z Rosji”, uzyskali dostęp do danych uczestników szczytu NATO. Dokumenty zawierające wrażliwe informacje na temat organizacji szczytu, w tym nazwisk osób odpowiedzialnych za utrzymanie bezpieczeństwa, tras przemieszczania się delegacji, a także protokoły posiedzeń grup bezpieczeństwa w okresie poprzedzającym szczyt, wyciekły do mediów społecznościowych Telegramu. Służby litewskie informowały, że wyciek nie miał dużego znaczenia dla bezpieczeństwa. Do kilku cyberataków doszło także, kiedy włamano się na konta w mediach społecznościowych litewskich ekspertów wojskowych oraz urzędników komentujących wojnę na Ukrainie. Hakerzy opublikowali tam zdjęcia terrorystów i dziecięcą pornografię. Tego typu próby przejęcia kont mają prawdopodobnie związek z komentowaną przez ich właścicieli wojną na Ukrainie, a atak ten był przeprowadzony przez rosyjskie służby specjalne, mające na celu osłabienie litewskich instytucji publicznych.

Na Łotwie, całkowita liczba cyberataków w 2022 r. wzrosła o 40%, przy czym sama liczba ataków na organy publiczne wzrosła czterokrotnie. W badaniach Microsoftu na temat cyberataków związanych z rosyjską inwazją na Ukrainę Litwa i Łotwa uplasowane zostały odpowiednio na 4. i 5. miejscu za Stanami Zjednoczonymi, Polską, Wielką Brytanią. Z kolei łotewski CERT podał, że instytucje łotewskie znalazły się na drugim miejscu za Polską pod względem ataków na różne podmioty w UE. Najczęstszymi atakami były te o charakterze DDoS, polegające na zalewaniu witryn internetowych niepotrzebnymi informacjami lub zamieszczaniu wiadomości z groźbami na stronach głównych witryn internetowych w ramach tak zwanych ataków polegających na zniekształceniu danych. Odmowa dostępu do konkretnej witryny internetowej zajmowała średnio 10 godzin, ale zdarzały się również przypadki długotrwałej odmowy dostępu, trwające siedem dni lub nawet dwa miesiące.  Tak wysoka liczba statystyk ataków na Łotwie nie wynika ze słabej infrastruktury bezpieczeństwa IT bowiem dzięki monitoringom i odpowiednim systemom oraz zasobom ludzkim wiele ataków pozostało niezauważonych przez opinię publiczną. Większość incydentów należy wiązać z wydarzeniami politycznymi w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej – z dużą pomocą, jaką wysyła Łotwa Ukrainie. Ataki w cyberprzestrzeni były mocno powiązane m.in. z decyzją łotewskiej Saeimy o uznaniu Rosji za państwo wspierające terroryzm czy zaprzestaniu wydawania wiz wjazdowych obywatelom Rosji. Bowiem, podczas gdy przed pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę większość cyberataków wymierzonych w podmioty łotewskie miała motywy finansowe, obecnie celem prorosyjskich haktywistów są instytucje państwowe, infrastruktura krytyczna i przedsiębiorstwa prywatne. Często jednak ataki te nie były dobrze zorganizowane, a cele wybierane przypadkowo. Na przykład jeden z ataków w 2022 r. dotyczył nieaktywnego lotniska, gdzie obecnie pozostało tylko muzeum. Inny tego typu miał miejsce, kiedy włamano się do łotewskiej agencji odpowiedzialnej za parki i rekreację, myląc ją zapewne z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych. Dodatkowo, grupa FuckNet twierdziła, że włamała się na stronę internetową prezydenta Egilsa Levitsa i ukradła poufne dane, podczas gdy były to publicznie dostępne informacje dotyczące zamówień. W sierpniu 2022 r. prorosyjscy hakerzy z grupy Killnet przeprowadzili atak DDoS na stronę internetową łotewskiego parlamentu wyłączając  witrynę na kilka godzin, ale ostatecznie nie zakłóciło to pracy decydentów. Ponadto, w lipcu fala ataków została wywołana decyzją łotewskiego rządu o zburzeniu prawie 300 sowieckich pomników. Działania hakerów zakłóciły działanie niektórych usług sprzedaży biletów transportu publicznego oraz organizacji charytatywnej Ziedot.lv, która zbierała środki na rozbiórkę pomnika w parku Zwycięstwa w Rydze oraz dla  Ukrainy. Tego rodzaju cyberataki zwykle nie mają poważnych konsekwencji. Istnieją jednak bardziej wyrafinowane operacje cybernetyczne przeprowadzane przez zorganizowane grupy rosyjskich hakerów, powodujące tzw. zaawansowane trwałe zagrożenia (APT), których działalność może być powodem do niepokoju ze strony państwa łotewskiego. Do najczęstszych celów APT należą usługi państwowe, obiekty infrastruktury krytycznej i przedsiębiorstwa współpracujące z rządem.

Także Estonia doświadczyła gwałtownego wzrostu intensywności cyberataków w ostatnich miesiącach. W 2022 r. miały tam miejsce 2672 incydenty cybernetyczne (o około jedną piątą więcej niż w 2021 r.), które dotknęły obywateli, przedsiębiorstwa i sektor usług publicznych. Najczęściej identyfikowane i zgłaszane były działania phishingowe gromadzące dane (1206), przerwy w świadczeniu usług (344) i przejęcia kont (236). Oszustwa zgłoszono 224 razy, a naruszenie bezpieczeństwa danych 164 razy. W wielu przypadkach stanowiły one narzędzie polityki zagranicznej Rosji przeciwko Estonii. Podobnie jak na Łotwie, ataki mające na celu zakłócenie usług zostały zintensyfikowane po decyzji rządu o usunięciu sowieckich pomników z przestrzeni publicznej. W sierpniu 2022 r., kiedy z przedmieścia Narwy przeniesiono pomnik czołgu, przeciwko Estonii przeprowadzono rekordową liczbę 66 ataków typu „odmowa usługi”. Sytuacja taka miała również miejsce, gdy estoński parlament uznał Rosję za państwo terrorystyczne i gdy ukraiński prezydent przemawiał do parlamentarzystów za pośrednictwem platformy wideo. Do kolejnej dużej fali ataków doszło 23 stycznia 2023 r., a ich celem były sektory finansowy i ubezpieczeniowy. Wpływ ataków na organizacje, instytucje i przedsiębiorstwa był jednak marginalny.

Działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni

  1. Współpraca międzynarodowa. Państwa bałtyckie posiadają duże doświadczenie w kierowaniu unijnymi zespołami szybkiego reagowania na incydenty w cyberprzestrzeni. W celu wzmocnienia bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni litewskie Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa współpracuje z organami wywiadu i policją, a także partnerami zagranicznymi. Stała współpraca z Ukrainą, Gruzją i Polską odbywa się za pośrednictwem litewskiego Regionalnego Centrum Obrony Cybernetycznej utworzonego w 2021 r. Ponadto, co najmniej kilka razy w tym roku amerykańskie siły cybernetyczne wsparły Litwę w związku z utrzymującymi się obawami dotyczącymi potencjalnych cyberataków ze strony Rosji. W ramach dwumiesięcznej operacji wraz z litewskimi zespołami cybernetycznymi monitorowały sieć w poszukiwaniu szkodliwej aktywności i potencjalnych luk w zabezpieczeniach sieci litewskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Obawy dotyczące możliwej rosyjskiej aktywności cybernetycznej zintensyfikowały również współpracę między łotewskimi, amerykańskimi i kanadyjskimi instytucjami cybernetycznymi.
  2. Wzmacnianie systemu krajowego. Cyberbezpieczeństwo jest integralną częścią kompleksowej obronności narodowej, a wojna na Ukrainie pokazuje, że aby państwo mogło funkcjonować nawet w najbardziej krytycznych sytuacjach, należy chronić istotne systemy informatyczne, które zapewniają m.in. zaopatrzenie w wodę, zasięg telefonii komórkowej lub ogrzewanie. By przeciwdziałać tym zagrożeniom, na Łotwie działają dwa zespoły CERT – jeden odpowiedzialny za cyberprzestrzeń Łotwy ze szczególnym uwzględnieniem rządowych systemów komputerowych i infrastruktury krytycznej, a drugi za ochronę sieci wojskowych. Obydwa podlegają Ministerstwu Obrony Łotwy. Bezpieczeństwo zasobów teleinformatycznym infrastruktury państwowej i krytycznej jest zapewnione dzięki współpracy szeregu instytucji krajowych. Ponadto, w niektórych przypadkach ataki były możliwe ze względu na luki w zabezpieczeniach instytucji. Dlatego wzmocniono działania na rzecz kontroli istniejących systemów oraz wymaganych inwestycji w tym zakresie. W rezultacie wzrasta znaczenie różnorodnych systemów monitorowania, co w połączeniu ze skoordynowaną polityką bezpieczeństwa IT pozwala stawić czoła nowym wyzwaniom cyberbezpieczeństwa.
  3. Współpraca z sektorem prywatnym. Zdolność współpracy przedsiębiorstw i władz do budowy scentralizowanej infrastruktury komunikacji internetowej odgrywa ważną rolę w zabezpieczaniu cyberprzestrzeni. Według szacunków Banku Litwy, od rozpoczęcia przez Rosję wojny z Ukrainą liczba incydentów cybernetycznych znacząco wzrosła, a celem ich ataków w coraz większym stopniu staje się sektor finansowy. W 2022 r. uczestnicy rynku finansowego zgłosili do Banku Litwy 23 incydenty cybernetyczne (ataki DDoS i ransomware oraz inne szkodliwe działania). Za część z nich odpowiadały ugrupowania prorosyjskie. Prawdopodobieństwo ataków pozostaje wysokie, a z badań wynika, że instytucje finansowe przywiązują coraz większą wagę do tego ryzyka. Co piąty respondent twierdzi ponadto, że w 2022 r. spotkał się z cyberatakami. Dlatego, aby zwiększyć odporność litewskiego sektora bankowego, Bank Litwy, Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa oraz Litewskie Stowarzyszenie Banków rozpoczęły współpracę w celu wzmocnienia bezpieczeństwa w cyberprzetrzeni. Na pilotażowej platformie utworzonej przez Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa uczestnicy rynku finansowego mogą wymieniać informacje na temat różnych aspektów cyberbezpieczeństwa, w tym procedur, ostrzeżeń, narzędzi konfiguracyjnych i danych technicznych dotyczących cyberataków. Informacje te mają być analizowane i wykorzystywane w celu zapobiegania zagrożeniom. Podobnie, w styczniu 2023 r. na Łotwie utworzono Centrum Cyberbezpieczeństwa Operatorów Infrastruktury Energetycznej, które jest ważnym krokiem w kontekście rosnącej liczby incydentów związanych z bezpieczeństwem infrastruktury krytycznej. Jego celem jest wymiana informacji związanych z bezpieczeństwem energetycznym.

 

  1. Edukacja. Ważnym kierunkiem działań instytucji państwowych w dziedzinie bezpieczeństawa cybernetycznego w państwach bałtyckich pozostają szkolenia z zakresu cyberbezpieczeństwa dla pracowników sektora publicznego, personelu wojskowego, przedstawicieli firm infrastruktury krytycznej. M.in. w szkoleniu Cyber Shield przeprowadzonym w tym roku przez litewskie Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa wzięło udział 300 organizacji.

Wnioski

W większości przypadków źródłem cyberzagrożeń w państwach bałtyckich jest Rosja. Odmowa dostępu czy ataki DDoS przeprowadzane przez haktywistów wspierających agresywny reżim Władimira Putina w ostatnim czasie stały się bardziej intensywne. Podczas gdy wiele z nich nie miało widocznych konsekwencji i nie były zauważalne dla społeczeństwa, ataki na państwowe systemy informacyjne i infrastrukturę krytyczną są bardziej znaczące i mogą mieć skutki długoterminowe. Ich celem jest pozyskanie informacji mogących zapewnić korzyści polityczne, militarne czy gospodarcze, a także przygotowanie środowiska do realizacji w przyszłości destrukcyjnych operacji cybernetycznych. Rosja w swojej agresywnej wojnie z Ukrainą wyraźnie pokazała próby wykorzystania operacji cybernetycznych nie tylko do gromadzenia informacji, ale także do wspierania operacji wojskowych.

Kontynuowane przez Rosję ataki w cyberprzestrzeni potwierdzają, że nie zrezygnowała ona z wrogich działań wobec państw NATO i UE, niemniej świadomość wyzwań hybrydowych powoduje, że państwa członkowskie są coraz bardziej przygotowane i odporne na tego rodzaju zagrożenia. W obliczu zwiększonych zagrożeń w cyberprzestrzeni UE podjęła działania obejmujące zarówno wsparcie Ukrainy dostarczając jej niezbędny sprzęt i oprogramowanie, ale również prace legislacyjne w obszarze cyberbezpieczeństwa. Ponadto, Litwa, Holandia, Polska, Estonia, Rumunia i Chorwacja aktywowały tzw. zespoły szybkiego reagowania UE w odpowiedzi na wniosek Ministra Spraw Zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleby dotyczący wsparcia w dziedzinie cyberbezpieczeństwa. Opracowano także pilotażowy program szkolenia Sił Zbrojnych Ukrainy, który pozwoli żołnierzom zdobyć cenną wiedzę z dziedziny cyberbezpieczeństwa i wykorzystać ją w praktyce.

Wojna w bliskim sąsiedztwie państw bałtyckich ma także konsekwencje ich bezpieczeństwa w  cyberprzestrzeni. Pomimo licznych ataków, wyciągnęły one cenne lekcje, wzmacniając własne systemy i stając się bardziej odpornymi na zagrożenia. Instytucje publiczne monitorują sytuację w cyberprzestrzeni, reagują na ataki oraz wspólnie z sektorem prywatnym i społeczeństwem zapobiegają zagrożeniom.

Aleksandra Kuczyńska-Zonik

Instytut Europy Środkowej

Artykuł powstał w ramach projektu StopFake PL. Więcej TUTAJ.

 

Czy będzie to gadanie do obrazu? STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Dobre rady

Troskliwy doradca Pana Prezydenta Andrzeja Dudy Pan Waldemar Pawlak radzi: Nie wiesz pan komu powierzyć powołanie rządu – to proszę.Czy zwalić decyzję na sejm, można to zrobić, naprawdę! Ręczą za to moi prawnicy.

Rzeczywiście, trudno zazdrościć Prezydentowi. Wybierze Morawieckiego – podniesie się jazgot narodzonej po 15 października koalicji czworga.

Wybierze Tuska – pęknie polskie serce a potem ludzie naprawdę wyjdą na ulice z biało-czerwonymi flagami i rondlami w ręku. Wróci sierpień 80 roku. Bo nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, a rusek nas straszył.

Pan Prezydent Duda może stracić wszystko co zyskał w ciągu dwóch kadencji. Nie tylko już nie może być wybrany na kolejne pięć lat, ale nawet nie wiadomo gdzie sobie pójdzie. Będzie bardzo biedny, zagubiony, a wkrótce i zapomniany. Nie idź tą drogą Prezydencie.

I znowu będzie o Pawlaku, który uważa tak naprawdę Kosiniaka-Kamysza za gorszego od siebie! Pawlakowe dobre rady to łabędzi śpiew. Pa-de-de. Wiadomo, większość tzw. koalicji obywatelskiej,. nawet gdy obudzą się z letargu konfederaci to przewaga tych, którzy i tak później się nie dogadają. Nie można się skrobać i klęczeć ze złożonymi dłońmi jednocześnie.

 

Nie można kochać Polski i Niemców zarazem. Nie można obronić kraju pomysłami Siemoniaka. Tak jak nie można jej obronić dopuszczając by obcy traktowali nasz kraj jak dziwkę do wynajęcia.
Europo – tyś sztucznym tworem, zakłamanym i skorumpowanym. Pogardzającym ludami za Odrą.

Nie masz wstydu, nie masz sprawnej armii, a nawet kompatybilnego wojska (tragedia w Sarajewie gdzie dowodził holenderski generał). Za chwilę okaże się, że kasa twoja jest pusta a nabotoksowane usta obiecują i nie dotrzymują. Możliwość obrony przed zagładą czerwonych zagonów ze wschodu i czarno-brązowych tłumów od południa i wschodu – ułudna. Obiecanki cacanki 39 roku przypominają trzeźwo myślącym jak było i jak być może. Przypomina się holokaust Żydów – staje znów przed oczami statek z uciekającymi ludźmi brutalnie odepchnięty od amerykańskiego brzegu.

Świetny ponoć Mosad nie uchronił dziesiątków tysięcy już zabitych przed zbrodniczym atakiem. Ludzie giną gdy wybierają złych, nieporadnych, tchórzliwych przywódców. Trwa parada kukiełek. Pacynki i marionetki na proscenium.
Zróbmy sobie zestawienie, nawet na te kilka miesięcy, do czasu gdy pan Donald znowu pojedzie do Brukseli – tym razem już na pełną kadencję. Są dwie możliwości. Albo będą w tym rządzie może i ładno-zdolni ale zupełnie niedoświadczeni albo doświadczeni ale znudzeni i bez pomysłów drzemać będą tak jak prof. Władysław-Bartoszewski na zebraniach rady nadzorczej LOT-u albo jak najwyższy (ale tylko wzrostem). Mikke z przedrostkiem Korwin zagłuszający w sejmie przemówienia kolegów chrapaniem.

 

Pax między chrześcijanami, ateistami i agnostykami. Lepsi są filosemici od filogermanów i rusofilów. Idąc tym tropem nie wiem jak sklasyfikować łysych wobec rudych. Czy zarządzić obowiązkowe golenie głów czy tylko nimi potrzasnąć.
Co więc robić?

Aniele Stróżu naszej prawie 40-milionowej społeczności – powiedz! Tak to już jest, że jak trwoga to do Boga. Listę porad można rozwijać, bo wiele głupoty się zakorzeniło, a jeszcze więcej grozi. Dobre rady pana Pawlaka można by skwitować również dobrą radą dla pana Kosiniaka-Kamysza: nie wierz zbytnio swojemu przewodniczącemu Rady Naczelnej. Pan Pawlak po prostu wynudził się na ugorze i teraz chciałby robić come back. Np. wskoczyć na stołek Orlenu. Ale byśmy mieli wówczas pożar.

Decydent ma problem. PiS wygrał wybory. Człowiek wybranej partii powinien zaproponować koalicję do rządzenia. Jaka ona będzie to przecież ciągle nie wiadomo. Trwają rozmowy. Niby Tuskowi ludzie dogadują się ale jedni drugimi gardzą albo uważają za głupszych. Facet w czerwonym sweterku deklaruje wierność wyrobnikom. Nie może powiedzieć – klasie robotniczej – bo byłoby to jawnie po komunistycznemu. Jako najbardziej tolerancyjny zlał się z tęczowymi a teraz wierci się w tym związku. Porąbane to wszystko i niespójne. Jeśli nawet sklecono by ten domek z kart wyborczych – szybko rozleci się na zimowym wietrze.

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Jak komuniści zniszczyli socjalistów

4 listopada 1948 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie rozpoczął się pokazowy proces kierownictwa podziemnej PPS-WRN (Wolność – Równość – Niepodległość): Kazimierza Pużaka, Tadeusza Szturm de Sztrema, Józefa Dzięgielewskiego, Ludwika Cohna oraz Feliksa Misiorowskiego i Wiktora Krawczyka.

Sądzili: Władysław Stasica (przewodniczący), Roman Różański (skazał na śmierć co najmniej dziewięciu „wrogów ludu” – wszystkie wyroki zostały wykonane; nie mylić z Jackiem Różańskim – Józefem Goldbergiem) i Napoleon Czesnak.

Oskarżali prokuratorzy: płk Stanisław Zarakowski (naczelny prokurator wojskowy, zmarł w Warszawie w 1998 r. – mimo swojej krwawej działalności nigdy nie osądzony) i płk Oskar Karliner (inny „ludowy” oprawca – prezes Najwyższego Sądu Wojskowego).

Kazimierz Pużak, ps. „Bazyli” do winy się nie przyznał i – wbrew wielokrotnym wezwaniom przewodniczącego sądu, odmówił odpowiedzi na pytania. Zamiast samokrytyki, sala sądowa usłyszała: „W chwili, gdy stoję nad grobem, byłoby nie do uwierzenia, gdybym zmienił poglądy”.

W dniu rozprawy poprzednik „Trybuny Ludu” – „Głos Ludu” pisał: „Proces jednoczenia się ruchu robotniczego dokonuje się równolegle do innego procesu – eliminowania z ruchu robotniczego elementów spod znaku prawicy socjalistycznej, która jest agenturą burżuazji”. „Robotnik”, prasowy organ prokomunistycznej PPS, dodawał: „My, socjaliści polscy, oskarżamy Kazimierza Pużaka dodatkowo o to, że przez całą swoją działalność starał się wprząc PPS w rydwan polskiej kontrrewolucji”.

19 listopada 1948 r., mimo braków dowodów winy, Kazimierz Pużak i Tadeusz Szturm de Sztrem zostali skazani na 10 lat więzienia. Pozostali „renegaci” otrzymali niższe wyroki. Wobec wszystkich sąd ogłosił przepadek całego mienia na rzecz skarbu państwa.

„Robotnik” triumfował: „Łagodny wyrok siłą ludowego państwa”.

W rzeczywistości „ludowej władzy” chodziło o wyeliminowanie groźnego przeciwnika politycznego. Nie było już przeszkód, aby prosowiecki PPR mógł się „zjednoczyć” i zmienić nazwę na PZPR, co nastąpiło miesiąc po procesie kierownictwa PPS-WRN. Bez aresztowania i skazania Pużaka nie byłoby to możliwe.

Kazimierz Pużak do końca pozostał wierny swoim ideałom – do Bieruta, agenta Moskwy, nie napisał prośby o ułaskawienie. Według oficjalnej wersji – zmarł 30 kwietnia 1950 r. na zapalenie płuc. Współwięźniowie z Rawicza opowiadają jednak, że Pużak został zepchnięty z metalowych schodów przez strażnika, nazywanego „Grubym Jankiem” (do dziś nie udało się ustalić jego personaliów), a potem – przez ok. dwa tygodnie – nie udzielono mu pomocy lekarskiej. Miał 68 lat.

Kazimierza Pużaka, polskiego socjalistę-niepodległościowca, pochowano 5 maja 1950 r. w nocy na Starych Powązkach w Warszawie. W pogrzebie mogła uczestniczyć tylko najbliższa rodzina pod czujnym nadzorem funkcjonariuszy UB.

 

Co tam Panie u Helwetów? KRZYSZTOF M. ZAŁUSKI: Szwajcaria skręca w prawo

Szwajcarzy wybrali dwuizbowy parlament – Radę Narodu i Radę Kantonów. Zgodnie z przewidywaniami, zwycięzcą po raz szósty z rzędu, okazała się konserwatywna prawica, czyli Szwajcarska Partia Ludowa. Wielkimi przegranymi są natomiast partie lewicowe i proekologiczne. Wybory pokazały, co kolejny europejski naród myśli o swojej suwerenności, o konieczności zwiększenia wydatków na walkę z globalnym ociepleniem, o Unii Europejskiej i otwieraniu granic.

Gdy myślimy o Szwajcarii, najczęściej nasza wyobraźnia podąża ku bajecznym, górskim krajobrazom, czekoladowym smakołykom i luksusowym zegarkom. Jej symbolami są także bernardyny z beczułką rumu i brązowe krowy z dzwonkami pasterskimi na szyi. Jednak tym, co naprawdę wyróżnia tę alpejską krainę, są niezwykły ustrój polityczny, historia i neutralność. Uwagę zwraca także skomplikowana procedura wyborów parlamentarnych i obligatoryjne referenda.

Szwajcaria jest krajem, którego mieszkańcy zdają się rozumieć, że prawdziwa demokracja nie polega tylko na uczestnictwie w wyborach raz na cztery lata, lecz na aktywnym i świadomym udziale obywateli w procesach decyzyjnych. Jest to więc państwo, gdzie „vox populi” jest faktycznie kluczowy, zarówno w parlamencie, jak i podczas referendów. Jest też przykładem pełnej demokracji, a nie jak w wielu tzw. „państwach demokratycznych”, fasadowej pseudodemokracji.

 Europejskość, ale z umiarem

Szwajcaria jest federacją 26 kantonów, będących do połowy XIX wieku samodzielnymi mini-państwami. Dopiero w roku 1848 Helweci z luźnego związku, postanowili przekształcić swoje państwa w federację. Obecnie Konfederacja Szwajcarska ma prawie dziewięć milionów mieszkańców, którzy nadal kultywują swoje odrębne tradycje i używają czterech języków urzędowych: niemieckiego, francuskiego, włoskiego i – w niewielkim stopniu – retoromańskiego.

Państwo to, pomimo położenia w samym sercu Europy, nie należy ani do Unii Europejskiej, ani do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Jego mieszkańcy bowiem, swoją suwerenność traktują z najwyższym szacunkiem. Niepodległość jest tu wartością nadrzędną, co doskonale ilustruje wynik referendum z 2001 roku, w którym Helweci zdecydowanie, bo aż w 77 %, odrzucili koncepcję rozpoczęcia rozmów na temat akcesji do UE. To, co dla wielu państw jest marzeniem, dla Szwajcarów było – i jest nadal – nie do przyjęcia.

Pomimo braku formalnego członkostwa w UE, Szwajcaria utrzymuje jednak specjalne stosunki z Brukselą. Dzięki temu uczestniczy w wybranych (przez siebie) międzynarodowych projektach – jednym z nich jest Układ z Schengen. Szwajcaria angażuje się również finansowo w różne unijne działania – polityczne i gospodarcze np. poprzez partycypowanie w europejskim budżecie. Jest więc najlepszym przykładem tego, że można być poza Unią Europejską i jednocześnie pozostawać integralną częścią europejskiego krajobrazu politycznego – że istnieją sposoby współpracy i osiągania sukcesów, bez konieczności rezygnacji z suwerenności.

Stolicą Szwajcarii jest Berno. To tutaj swoje siedziby ma większość instytucji federalnych i rządowych. Miasto to jest jednak jedynie stolicą funkcjonalną, a nie formalną, jak ma to miejsce w zdecydowanej większości państw świata. Podobnie wyjątkowa jest „stolica” francuskojęzycznej Szwajcarii, nazywana niekiedy „miastem pokoju”. W Genewie działa blisko 240 zagranicznych przedstawicielstw, dziesiątki organizacji międzynarodowych oraz setki organizacji pozarządowych. Swoje siedziby mają tu m.in. agendy ONZ – Rada Praw Człowieka, Światowa Organizacja Zdrowia i Międzynarodowa Organizacja Pracy. Tutaj także mieszczą się centrale Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, Światowej Organizacji Zdrowia, Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych i UNICEF-u.

Atrakcyjność Szwajcarii podnosi jeszcze bardziej fakt, że Genewa, Zurych i Berno są centrami finansowymi Europy. To tu rezydują bankowi giganci: Union des Banques Suisses, Banque Cantonale de Genève, Raiffeisen i, upadły w tym roku, Credit Suisse… Helweci szczycą się również drugim, najwyższym w Europie wskaźnikiem siły nabywczej zarobków na mieszkańca – notabene zaraz po, będącym w unii celnej i monetarnej ze Szwajcarią, Księstwie Liechtenstein.

Nic więc chyba dziwnego, że ta niewielka alpejska republika jawi się światu jako przysłowiowy „raj na ziemi”. I że Szwajcarzy tak bardzo cenią sobie jej odrębność i wszelkie tradycje.

Fenomen demokracji oddolnej

Najważniejszą z tych tradycji jest chyba instytucja referendum – Szwajcarzy udają się do urn wyborczych aż cztery razy w ciągu roku. Podczas głosowania wypowiadają się w sprawach istotnych dla powiatu, kantonu lub całej federacji. Co więcej, wyniki tych ludowych plebiscytów są dla członków parlamentu absolutnie wiążące. Można więc śmiało powiedzieć, że demokracja bezpośrednia jest prawdziwą esencją równości obywateli, i że to właśnie dialog i kompromis pomiędzy ludem a władzą kreują sukcesy państwa.

Na szczycie piramidy szwajcarskiego systemu politycznego stoją parlament i władze kantonalne. Szwajcarski parlament, czyli Zgromadzenie Federalne, to instytucja o długiej tradycji. Składa się ona z dwóch izb: Rady Narodu i Rady Kantonów. Rada Narodu, w której zasiada 200 posłów, zwanymi również „deputowanymi Narodu”, stanowi serce szwajcarskiego ustawodawstwa. To tutaj podejmowane są najważniejsze decyzje dotyczące kraju.

Natomiast izba wyższa, czyli Rada Kantonów, złożona z 46 przedstawicieli, reprezentuje interesy konkretnych kantonów, które są podstawowymi jednostkami administracyjnymi państwa. Ciekawostką jest fakt, że z ogółu 26 kantonów, w sześciu z nich – nazywanych „półkantonami” – obywatele wybierają po jednym reprezentancie, a w pozostałych dwudziestu po dwóch. Ponadto konstytucja Szwajcarii określa czas trwania kadencji tylko posłów do Rady Narodu – wynosi on cztery lata. Co istotne, izba ta nie może zostać rozwiązana przed terminem, co jest gwarancją stabilności i ciągłości procesów ustawodawczych.

Kolejnym szwajcarskim „fenomenem demokracji” jest sam proces podejmowania decyzji politycznych – jest on całkowicie oddolny… W Szwajcarii bowiem, to wola społeczeństwa jest fundamentem, na którym opiera się cały system. Kluczową rolę odgrywa więc wspomniana już demokracja bezpośrednia. To właśnie referenda są przejawem świadomości obywateli i ich odpowiedzialności za dobro wspólne. To one są czynnikiem spajającym ten pozornie niespójny naród.

W szwajcarskim modelu decyzyjnym obowiązuje zasada dialogu, jako źródła kompromisu. Tradycja federalistyczna, stanowiąca integralną część szwajcarskiej tożsamości, nakazuje kantonom zajmować się własnymi problemami. Krytyka działań innych kantonów jest niedopuszczalna. To podejście sprzyja wzajemnemu zrozumieniu różnorodności i pluralizmu, co z kolei jest kluczowe dla tworzenia trwałych rozwiązań systemowych.

 Helweci wybierają tradycję

Wybory do organów legislacyjnych w Szwajcarii odbyły się w niedzielę, 22 października. Aż 90 proc. uprawnionych do głosowania „poszła do urn” już w sobotę – za pośrednictwem internetu. Wyniki ogłoszono w poniedziałek. W środę okazało się jednak, że głosy zostały błędnie policzone.

Z oficjalnego komunikatu Federalnego Urzędu Statystycznego w Neuchâtel wynika, że „święto demokracji” zostało zakłócone przez błąd w oprogramowaniu importującym dane z komisji. Jednocześnie Urząd zapewnił, że nowe wyliczenia nie będą miały wpływu na podział mandatów. I rzeczywiście, po korekcie obliczeń po raz szósty z rzędu wygrała narodowo-konserwatywna Szwajcarska Partia Ludowa.

Ostateczne wyniki wyborów wyglądają następująco: 27,9 proc. uprawnionych do głosowania Helwetów wybrało Szwajcarską Partię Ludową (SVP). Socjaldemokraci (SP) uzyskali 18,3 % głosów, Liberałowie (FDP) 14,3 %, Centrum (DM) 14,1 % głosów, Zieloni 9,8 %, Zieloni Liberałowie (GLP) 7,6 % zaś skrajna lewica w ogóle do parlamentu nie weszła. Frekwencja wyniosła zaledwie 44,6 proc. Czyli mniej niż przed czterema laty, gdy głosowało 45,1 proc. obywateli.

W dziewięciu kantonach konieczna będzie druga tura głosowania, która ma się odbyć 12 lub 19 listopada. Mieszkańcy m.in. Genewy, Fryburga, Valais, Ticino, Schaffhausen i Zurychu wyłonią w niej łącznie 13 członków rad. Jednak już teraz można powiedzieć, że zwycięzcami wyborów są partie prawicowe. Świętować może zwłaszcza SVP, której udało się zdobyć 9 dodatkowych mandatów w Radzie Narodu… To przesuniecie w prawo mogło być jeszcze wyraźniejsze, gdyby nie sojusz pomiędzy partiami lewicy. Ich wyborcze porozumienia ocaliły Partię Zielonych i Zielonych Liberałów przed jeszcze drastyczniejszą katastrofą. Pierwsi stracili tylko pięć mandatów zamiast siedmiu, drudzy – sześć zamiast siedmiu. Na powiązaniu list skorzystali również Socjaldemokraci, którzy dzięki nim zdobyli dodatkowe punkty. Co ważne, powiązania wyborcze są obecnie mocno krytykowane. Część ugrupowań opowiada się wręcz za ich likwidacją, ponieważ wyniki tak przeprowadzanych wyborów nie odzwierciedlają rzeczywistej woli elektoratu.

Zwycięstwo Szwajcarskiej Partii Ludowej dla większości politologów było oczywiste. Część badaczy spodziewała się nawet, że SVP osiągnie jeszcze lepszy wynik. Chociażby dlatego, że w czasach międzynarodowych kryzysów potrzeba stabilności wyborców zwykle wzrasta, a chęć na eksperymenty polityczne maleje.

Według badań przedwyborczych, szczególnie istotne dla Helwetów były trzy zagadnienia: wzrost kosztów ubezpieczeń zdrowotnych, relacje z Unią Europejską, zagrożenie ze strony imigrantów oraz zmiany klimatyczne. 22 października Szwajcarzy pokazali, że nie chcą już zwiększania wydatków na walkę z „globalnym ociepleniem”, ani tym bardziej zbliżenia z Unią. Chcą natomiast, aby politycy zajęli się rozwiązywaniem realnych problemów społecznych, a w szczególności nabrzmiewającej kwestii migrantów… Naprzeciwko tym właśnie postulatom wyszli politycy Szwajcarskiej Partii Ludowej.

 SVP jak AfD?

W Polsce szwajcarskie wybory przeszły w zasadzie bez echa. Sukces prawicy nie podobał się jednak wielu politykom europejskim. Zwłaszcza niemieckim. Lewicowo-liberalne media, komentowały to wydarzenie następująco: „Skrajna prawica na fali wzrostu. Szwajcarzy wybrali Szwajcarską Partię Ludową, która jest inspiracją dla Alternatywy dla Niemiec”.

DPA zastanawiała się także nad tym, „dlaczego ten zwrot na prawo nie wzbudza takiego poruszenia, jak wzrost popularności AfD w Niemczech?” I tłumaczyła ten stan mniej więcej tak: „Szwajcarzy doskonale znają swój nietypowy system polityczny. Dlatego zachowują spokój. Nie ma paniki, ‘zapór ogniowych’ ani histerii z powodu wzrostu siły skrajnej prawicy. To, co wywołałoby sensację w innych krajach, tutaj jest częścią systemu”.

Michael Hermann, politolog i dyrektor Instytutu Sotomo, który prowadził przedwyborcze sondaże, uważa że „Szwajcarska Partia Ludowa i Alternative für Deutschland są podobne, choć w niektórych kwestiach SVP jest jeszcze bardziej prawicowa niż AfD”. Zasadnicza różnica między nimi polega jednak na tym, że SVP jest partią rządzącą, a AfD dopiero aspiruje do władzy.

„Politycy SVP w trakcie kampanii wyborczej prezentują twarde stanowiska i atakują przeciwników, jednak jako przedstawiciele rządu zachowują się inaczej”, dodaje Hermann. „Ta podwójna gra jest ugruntowana historycznie i całkowicie przez Szwajcarów akceptowana”.

Ukazujący się w przygranicznej Konstancji „Südkurier” cytuje z kolei niemieckich politologów, którzy stoją na stanowisku, że „SVP i AfD łączą wspólne prawicowo-populistyczne poglądy, najczęściej sprowadzające się do podsycaniu niechęci wobec imigrantów, a zwłaszcza wyznawców islamu”. Oba ugrupowania, twierdzi gazeta, „sprzeciwiają się sankcjom nałożonym na Rosję przez Unię Europejską, a politycy SVP są szczególnie dumni z faktu, że w latach 90-tych skutecznie przeciwdziałali zbliżeniu Szwajcarii z UE”.

Czy rzeczywiście styl polityczny Szwajcarskiej Partii Ludowej i Alternatywy dla Niemiec ma ze sobą coś wspólnego? Takie pytanie stawia historyk z Uniwersytetu we Fryburgu, Damir Skenderovic. Jego analiza wydaje się wskazywać na pewne podobieństwa między oboma partiami. Ekspert charakteryzuje styl obu ugrupowań jako „promujący proste rozwiązania skomplikowanych problemów”. Podsuwa również klucz do zrozumienia ich retoryki – ma nim być „znajdowanie kozła ofiarnego”. Kiedy pojawiają się problemy społeczne, „SVP i AfD wskazują palcem na grupę, którą uważają za winną całej sytuacji. „To klasyczna taktyka, która pozwala im zyskać poparcie i przekonać wyborców, że wskazani winowajcy są źródłem kryzysu”.

„Ale to nie wszystko”, uważa Skenderovic. „Obie te partie, podobnie jak wiele innych prawicowych ugrupowań populistycznych, operują według podobnego schematu myślowego. Zdaniem historyka, jest to zasada „my kontra oni”. „SVP i AfD przedstawiają się jako głos ludu, reprezentujący interesy ‘dołów społecznych’, czyli ‘zwykłych obywateli’, którzy ‘czują się oszukani i zaniedbani przez skorumpowaną elitę’. Jednocześnie politycy obu partii wytykają palcem innych – obcych, przybyszów z zewnątrz, którzy stanowią zagrożenie dla narodu”.

Co powiedzieli nam Helweci?

Analiza Skenderovica nie jest wcale jednoznaczna i bynajmniej nie potwierdza tezy, jakoby SVP i AfD były partiami skrajnie prawicowymi, czy wręcz neofaszystowskimi. Przypomina natomiast antypisowską propagandę, suflowaną Polakom przez liberalną lewicę.

W rzeczywistości Szwajcarska Partia Ludowa ma korzenie ludowe, wręcz chłopskie. Jej historia sięga roku 1917, kiedy to w Zurychu narodziła się Partia Rolników. W krótkim czasie podobne ugrupowania powstały w innych kantonach. Następnie, te luźno powiązane ugrupowania, zawiązały sojusz, który okazał się na tyle silny, że w 1929 roku jeden z jego liderów, Rudolf Minger, zdobył miejsce w rządzie. Choć formalnie partia działa dopiero od roku 1936 jako Partia Rolników, Kupców i Niezależnych, to do tego czasu zdołała już zbudować solidne fundamenty. W 1971 roku SVP połączyła siły z Partiami Demokratycznymi z kantonów Glarus i Gryzonia, tworząc potężną siłę polityczną.

Ideologia SVP to mieszanka narodowego konserwatyzmu, eurosceptycyzmu i izolacjonizmu. Partia ta rzeczywiście sprzeciwia się członkostwu Szwajcarii w międzynarodowych organizacjach, takich jak Unia Europejska czy ONZ. Opowiada się też za surowszymi regulacjami dotyczącymi imigracji, prawa azylowego i kodeksu karnego. W kwestiach gospodarczych wyznaje zasady wolnorynkowe i jest zwolennikiem liberalizmu gospodarczego. Jej kierownictwo popiera m.in. prawo do posiadania broni, utrzymania neutralności państwa i silnej armii, jako narodowej gwardii. W obrębie SVP istnieje różnorodność poglądów – od frakcji centrystyczno-agrarnej po skrzydło narodowe.

Wszystkie społeczeństwa stają przed coraz trudniejszymi pytaniami. I coraz bardziej złożonymi wyzwaniami, bez względu na to, czy są to mieszkańcy bogatej Szwajcarii, czy średnio rozwiniętej Polski… Uczciwym politykom powinno zależeć na udzieleniu suwerenowi uczciwej i zrównoważonej odpowiedzi. Bo przecież decyzja o wyborze przyszłości należy do obywateli, a nie polityków.

Aby zrozumieć prawdziwe intencje sprawujących w naszym imieniu władzę, powinniśmy uważnie przyglądać się innym i temu, jak podejmują polityczne wybory. Na przykład Helwetom, którzy są pod tym względem chyba najbardziej świadomym narodem w Europie… I nie chodzi o to, żeby zamienić Polskę w drugą Szwajcarię. Lecz o to by znaleźć rozwiązania odpowiadające polskiej historii, tradycji, kulturze i tożsamości. Jednym z takich rozwiązań mogłoby być powszechne referenda. Ich wprowadzenie i upowszechnienie, znacząco wzbogaciłoby polską debatę publiczną. Mogłoby także uczynić bardziej transparentnym proces podejmowania decyzji politycznych – zarówno tych na szczeblu centralnym, jak i samorządowym.

Szwajcarska demokracja bezpośrednia, ze wszystkimi jej unikalnymi narzędziami politycznymi, mogłaby też być inspiracją dla tych polityków unijnych, którzy pragną rzeczywistych reform, a nie tylko ich symulowania.

 

Więcej aktualności na temat krajów niemieckojęzycznych na kanale autora: www.youtube.com/@DACHL

 

Kiedy Potrzebujecie, Oszczędzajcie, czyli KPO wg. CEZAREGO KRYSZTOPY: Kość Tuska

Rząd Donalda Tuska jeszcze nie powstał, właściwie nie wiadomo kiedy powstanie, ale w zakresie autokompromitacji odniósł już pierwsze sukcesy.

Takim chyba najbardziej jaskrawym przypadkiem jest tzw. „Dziura Leszczyny”, którą pani polonistka, typowana obecnie na ministra finansów w teoretycznym rządzie Donalda Tuska, dostrzegła wbrew samym unijnym danym, nagle tuż po wyborach, choć jej wiedza na temat finansów publicznych od czasów kampanii wyborczej nawet nie miała okazji się poszerzyć. Za to, co za zbieg okoliczności, dostrzegła akurat wtedy, kiedy była potrzebna jako pretekst do wycofywania się z obietnic wyborczych przez szefa Platformy.

„Dzień po wyborach”

Innym, choć może jeszcze nie tak konkretnym przykładem, jest usiłowanie realizacji obietnicy Tuska o tym, że „dzień po wyborach pojedzie i odblokuje pieniądze z KPO”. Mija 18 dni od wyborów, a o odblokowaniu blokady  nie słyszałem (oddzielną kwestią jest to czy my tych pieniędzy przeznaczonych na zakup niemieckich wiatraczków, w ogóle potrzebujemy).

Oczywiście pamiętam, że podczas wizyty w Brukseli kilka dni temu, Tusk mówił o tym, że „pierwsze wypłaty są możliwe jeszcze w grudniu” i, że „nie będzie potrzebne zakończenie procesu legislacyjnego”.

Dwie możliwości

Możliwości są dwie. Albo Tusk nie kłamie i tym samym potwierdza, że dotychczasowa blokada środków z KPO, które biorąc pod uwagę, że już je spłacamy, należą nam się jak psu buda, nie miała nic wspólnego z żadną „praworządnością” i żadnymi zmianami legislacyjnymi i była jedynie ceną za jaką „praworządna” i „demokratyczna” Bruksela kupiła sobie nowy rząd w Polsce.

Albo Tusk kłamie, bo zauważcie, że Ursula von der Leyen nie pisnęła na ten temat ani słowa i jedyne co na dziś mamy to słowa szefa Platformy. Pierwsza możliwość stawia nową, teoretyczną większość parlamentarną w świetle brukselsko-berlińskiego klienta, który teraz będzie musiał spłacić dług rezygnacją z realizacji interesów Polski i Polaków. Z kolei druga możliwość stawia ją w świetle, w którym mamy ją okazję oglądać od lat i to z bardzo niekorzystnej strony.

Kość Tuska

Tym bardziej, że najwyraźniej brukselska kasa jest pusta i być może „praworządnościowy” szantaż wobec rządu PiS był tylko wygodnym pretekstem ukrywającym w rzeczywistości fakt, że tych pieniędzy po prostu nie ma. O pustej kasie Brukseli mówiła ostatnio szefowa Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola, Szwecja zaproponowała nawet plan cięć. W dodatku Niemcy, z zazdrością obserwując szybki i mocno kontrastujący z niemiecką mizerią, polski rozwój gospodarczy, są wybitnie „niezainteresowani” tym, żeby Polsce cokolwiek „dawać”.

Jednak najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje mi się, że Tusk dostanie jakąś swoją symboliczną kość, żeby niemieckie media dla Polaków mogły go pochwalić i odtrąbić, że „odblokował”, ale że będzie to kość na tyle symboliczna, że w istocie gospodarczo dla Polski bez większego znaczenia.

Nigdy nie chcę robić tej listy a ciąglę ją robię… – HUBERT BEKRYCHT: Odeszli

Publikuję, jak zawsze niepełną listę dziennikarzy, oczywiście nie tylko z SDP, którzy odeszli od listopada 2022 r. do października 2023 r. Odeszli, co nie oznacza, że nie powrócą. Najpierw jednak  my się z nimi spotkamy. Może mnie ochrzanią, że czegoś o nich nie napisałem lub napisałem za dużo, może wytkną mi, że kogoś nieświadomie pominąłem. Proszę Was Świętej Pamięci Koleżnki i Koledzy z Tamtej Strony – litości, przecież wiecie jaka to trudna robota… A żyjących proszę o wyrozumiałość…

 6 listopada 2022 r. członkowie Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich uczestniczyli we mszy św. we wrocławskim kościele pw. św. Maurycego.  W Liturgii Eucharystycznej sprawowanej przez członka stowarzyszenia ks. prof. Tomasza Błaszczyka  modlono się za zmarłych we wcześniejszych latach dziennikarzy i pracowników mediów dolnośląskich: Brunona Brożyniaka, Romualda   Adama Lazarowicza, Lothara Helmuta Herbsta, Antoniego Gucwińskiego  oraz zmarłych w 2022 r.: Moniki Jaworskiej, Krzysztofa Kucharskiego, Łukasza Owsianego, Dawida Palucha.

7 listopada 2022 r. zmarła Urszula Staniszewska (ur. 1980) –  dziennikarka, portalu TOK FM.

17 listopada 2022 r. zmarł Grzegorz Chmielewski ( ur. 1946)  – dziennikarz zajmujący się głównie sportem motoryzacyjnym, radiowiec – m.in. Polskie Radio od 1976 r. do 1990 r. w latach 90. ub. w. pracował w RMF FM.

Fot. ze strony portalu WCN

26 listopada 2022 r. zmarł Jan Marek Owsiński (ur. 1944 r.) – radiowiec, działacz „Solidarności”, uczestnik Marca ’68. W latach 1974–1982  pracownik Komitetu ds. Radia i Telewizji, od jesieni 1980 r. w „Solidarności”, był w redakcji Radia „Solidarność” Regionu Mazowsze, internowany w stanie wojennym, w latach 1991–1993 zastępca przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji oraz kierownik Polskiego Radia. W 1992 roku został pierwszym prezesem Polskiego Radia. Od 1994r. przez 3 lata redaktor naczelny i prezes Radia Eska.

6 grudnia 2022 r. zmarł Jarosław Kawecki (ur. 1955)  – dziennikarz Polskiego Radia, przez 30 lat m.in. redagował serwisy „Radia kierowców”. W 2019 r. Jarosław Kawecki został uhonorowany Złotym Mikrofonem Polskiego Radia.

13 grudnia 2022 r. zmarł Mariusz Walter – dziennikarz radiowy i telewizyjny, dokumentalista, w l. 70. ub. w. stworzył w Telewizji Polskiej Studio 2. Był założycielem i przez wiele lat kierował telewizją TVN.

Ze wspomnień red. Stefana Truszczyńskiego: „Zwrócił na siebie uwagę władzy, decydentów medialnych. Oczywiście wiadomo skąd oni pochodzili. Na pewno nie u ojców Pijarów pobierali nauki. Studio 2 to było wówczas coś nowego, próba otwarcia i zmiany. Przyjęte zostało entuzjastycznie” –pisał w sdp.pl w grudniu 2022 r. Truszczyński.

9 stycznia 2023 r. zmarł Andrzej Kociuba (73 l.) – wieloletni dyrektor Domu Pracy Twórczej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Kazimierzu Dolnym.

Fot. S. Truszczyński,zdj. A. Kociuby z archiwum S.Truszczyńskiego

Kolejne wspomnienie  Stefan Truszczyński o zmarłym Andrzeju w publikacji na portalu sdp.pl : „Na takich jak on mówią – dobry człowiek. Rzeczywiście patrzył, słuchał i starał się pomagać gdzie tylko mógł. Dowodem, że większość załogi pracuje w DPT bardzo długo. Nawet po 20 – 30 lat. „Kazimierz” przebrnął przez lata chorobowej pandemii i mamy nadzieję będzie kontynuował dobre tradycje, które wdrożył jego długoletni dyrektor Andrzej Kociuba” – napisał Stefan Truszczyński.

15 stycznia 2023 r. zmarł Marek Gaszyński ( ur.1939)  – dziennikarz muzyczny, autor tekstów ponad 150 piosenek (m.in. „Sen o Warszawie”) i książek o tematyce muzycznej. Od 1962 r. był związany z Polskim Radiem.

16 stycznia zmarł 2023 r. Paweł Sobczak (ur. 1969) – dziennikarz ekonomiczny, m.in. Redakcji Ekonomicznej Polskiej Agencji Prasowej Biznes oraz polskiej redakcji Agencji Reuters a także Interii Biznes.

2 lutego 2023 r. Tadeusz Zagoździński ( ur.1937) – fotograf prasowy i fotoreporter, m.in. z Centralnej Agencji Fotograficznej, oddziałem tygodnika „Time” w Warszawie i Agencji Interpress.

21 lutego 2023 r. zmarła Joanna Jureczko-Wilk ( ur. 1969)  –  dziennikarka „Gościa Niedzielnego”.

10 marca 2023 r. odszedł Janusz Weiss (ur. 1949) – dziennikarz radiowy i telewizyjny. Razem z Andrzejem Woyciechowskim założył Radia Zet.

Fot.: Wikipedia

13 marca 2023 r. zmarł Maciej Rosalak ( ur. 1947) – dziennikarz i publicysta, specjalizujący się w tematyce historycznej.  Pracował w „Rzeczpospolitej. Był redaktorem naczelnym miesięcznika „Historia Do Rzeczy”.

Fot.: arch. domena publiczna/ sdp.pl

12 kwietnia 2023 r. zmarł Piotr Wesołowski ur. (1964) – dziennikarz i wieloletni z-ca redaktora naczelnego łódzkiego oddziału „Gazety Wyborczej”, gdzie pracował od jej utworzenia (1989 r.) oraz lokalnej telewizji TV Toya.

25 kwietnia 2023 r. odszedł od nas Ryszard Dobek (ur. 1934 r.) z  Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie.

Ryszard zaczynał w połowie lat 70. ub. w. od artykułów w „Naszej Wsi”. W latach 1995-1997 w „Dzienniku Pojezierza” publikował cotygodniowy cykl felietonów „Wokół ambony” dotyczący zagadnień łowieckich. W 1996 roku założył kwartalnik „Myśliwiec Warmińsko-Mazurski” i był jego redaktorem naczelnym do 1999 roku. Współpracował z „Tygodnikiem Warmińskim”, „Tygodnikiem Pojezierza”, „Bracią Łowiecką” i „Nowym Życiem Olsztyna”.

Fot.: arch. ze zbiorów WM oddziału SDP w Olszytnie

25 kwietnia 2023 r. zmarła Elżbieta Misiak-Bremer ( ur.1939–2023) – dziennikarka, działaczka opozycji demokratycznej w latach 80.ub. w., związana z pismami drugiego obiegu, m.in. z „Tygodnikiem Mazowsze”, „Tygodnikiem Wojennym” i „Przeglądem Wiadomości Agencyjnych” oraz „Wyzwoleniem”.  Pracowała późnij m.in. w „Ładzie”, „Tygodniku Solidarność”, „Konfrontacjach” i „Wprost”. Od 1999 r. do 2005 r. była Zarządzie Głównym SDP.

2 maja 2023 r. zmarł Paweł Piotr Smoleński ( ur.1959) – dziennikarz, od 1989r. pracował w „Gazecie Wyborczej”.

15 czerwca 2023 r. zmarł Bohdan Urbankowski (ur.1943)  – poeta, dramatopisarz, doktor nauk humanistycznych, filozof, działacz podziemia niepodległościowego, neoromantyk, piłsudczyk, dziennikarz. Należał do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, był członkiem Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP, bywał na comiesięcznych spotkaniach tego Klubu, a kilkakrotnie był jego głównym gościem. Laureat najważniejszej nagrody dziennikarskiej – Lauru Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (2014).

Fot.: arch; ze wspomnień T.Kaczorowskiej na sdp.pl

Ten znakomity pisarz i filozof dokonał w Gnieździe polskim przeglądu wielkich polskich osiągnięć w dziedzinie sztuki i historii myśli, akcentując mocno wkład Polaków w rozwój cywilizacji łacińskiej, a przede wszystkim – w rozwój idei wolności” – fragment tekstu Teresy Kaczorowskiej na portalu sdp.pl

 

15 czerwca 2023 r. odszedł do Pana  ks. prof. Michał Drożdż (ur. 1958)  – dziennikarz, teolog, medioznawca, naukowiec. Był jednym z założycieli kierunku dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie, a także inicjatorem organizowanej co roku na UPJPII Międzynarodowej Konferencji Etyki Mediów. Ksiądz Michał był członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – pełnił funkcję przewodniczącego Naczelnego Sądu Dziennikarskiego SDP.

Fot. archiwum/ Niedziela

26 sierpnia 2023 r. zmarł Stanisław Papież (ur. 1965) –  dziennikarz i polityk konserwatywny-  poseł LPR IV i V kadencji. Publikował m.in. w „Naszym Dzienniku”. Członek Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

9 września 2023 r. odszedł Jacek Kisielewski (ur. 1970) –  dziennikarz radiowy i telewizyjny, wydawca PR3. Reporter w Studiu Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia oraz w Informacyjnej Agencji Radiowej. Współpracował z TVP.

Zdj. z ekranu TVP INFO

 

16 września 2023 r. zmarł Dariusz Szewczyk (ur. 1956r.) – wieloletni prezes Polskiego Radia Łódź.

Fot.: Polskie Radio Łódź/ Sebastian Szwajkowski

 

W Polskim Radiu Łódź pracował od 1991 roku. Był m.in. inżynierem a następnie potem dyrektorem ds. technicznych. Szefem regionalnej rozgłośni Polskiego Radia w Łodzi był dwukrotnie: w latach 2006-10 i w latach 2016-21.

24 września 2023 r. zmarł Tadeusz Olszański (ur. 1929) –  dziennikarz sportowy, sprawozdawca z sześciu igrzysk olimpijskich, publicysta i tłumacz, specjalizujący się w tematyce sportowej i węgierskiej. Pracował m.in. w  „Sztandarze Młodych”, „Sportowcu”, Telewizji Polskiej i  Krajowej Agencji Wydawniczej. Od 1990 r. do 1994 r. Olszański był korespondentem Polskiego Radia i TVP na Węgrzech i na terenie b.Jugosławii. Współpracował z tygodnikiem „Polityka”.

26 września 2023 zmarła Halszka Szczerska (ur. 1948 r.) – dziennikarka „Gazety Wrocławskiej”. Zajmowała się problematyką zdrowotną. Pisała także o życiu Kościoła.

Fot. arch. ze wspomnienia na sdp.pl

Na portalu sdp.pl dziennikarka Anna Fastnacht-Stupnicka tak wspominała Koleżankę: „Mój syn na wieść o jej śmierci powiedział: ‘Pani Halszka to był dziwny ptak’. To bardzo trafne określenie. Bo była jak wielobarwny, rzadko spotykany, nieuchwytny ptak. Żyła na swoich prawach i na swoich prawach odeszła. Z pewnością ma zasłużone miejsce tam, gdzie jest tylko dobro i Boża miłość.

9 października 2023 r. odszedł Andrzej Stawiarski (ur.1956)  –  działacz opozycji niepodległościowej, fotograf i dziennikarz, wieloletni prezes oddziału krakowskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, członek Zarządu Głównego SDP oraz  wieloletni redaktor naczelny portalu sdp.pl.

Andrzej pracował w „Czasie Solidarności” i „Gazecie Wyborczej”, był redaktorem naczelnym i wydawcą „Miesięcznika Kapitałowego” i „Naszego Rynku Kapitałowego”. Współtworzył duże wystawy fotograficzne, m.in. Papieski Kraków, „Kraków – portret miasta”. Był pomysłodawcą Krakowskiej Witryny Fotograficznej – cyklu spotkań krakowskich fotografów prasowych oraz nauczycielem akademickim w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II.

Fot.: Agnieszka Masłowska IPN

W ramach działalności w SDP w latach 2010 – 17 prowadził badania, które skutkowały m.in.  opublikowaniem raportów opisujących sytuację zawodową dziennikarzy w Polsce.

Fot.: FB Andrzeja Stawiarskiego

„Andrzej był człowiekiem niezwykłej dobroci, dziennikarzem starej daty, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Don Kichotem, walczącym przez ostatnie dwie dekady o ratowanie prestiżu tego zawodu. Znakomity fotoreporter, redaktor i ekspert ekonomiczny. Świetny kompan, odważny, gdy  jeszcze nie było to modne. A przy tym obdarzony niezwykłym poczuciem humoru. Bardzo, bardzo nam będzie Go brakować. R.I.P.” – napisał we wspomnieniu na Facebooku dziennikarz i dyrektor – redaktor naczelny TVP Historia Piotr Legutko.

22 października 2023 roku odeszła Barbara Petrozolin-Skowrońska (ur.1937r.)  – historyk, dziennikarka, redaktorka, autorka artykułów, książek i scenariuszy słuchowisk radiowych. Od wielu lat była związana ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich.

Interesowała się m.in. losami polskiej inteligencji, historią prasy i dziejami Warszawy. Współpracowała z ,,Kulturą”, ,,Literaturą”, ,,Mówią wieki”, ,,Nowymi Książkami”. Pisała scenariusze słuchowisk dla Polskiego Radia. Była autorką książek, m.in. „Przed tą nocą”,  „Król Tatr z Mokotowskiej 8. Portret doktora Tytusa Chałubińskiego”. W latach 1990 – 1998 pełniła funkcję redaktorki naczelnej Encyklopedii PWN, wydała m.in. wyróżnioną licznymi nagrodami Encyklopedię Warszawy.

Fot.: z FB Józefa Skowrońskiego

Współpracowała z Pracownią Dziejów Warszawy i Pracownią Dziejów Inteligencji Instytutu Historycznego PAN. Przez 10 lat była przewodniczącą Komisji Historycznej w Towarzystwie Przyjaciół Warszawy.

Archiwum HB

Od wielu lat działała w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, była inicjatorką wielu wydarzeń, publikowała swoje teksty na portalu sdp.pl.” Zawsze uczynna, koleżeńska, skora do działania, zaangażowana i pełna oddania” – napisali o Pani Basi Przyjaciele.

 

***************************

Korzystałem z wielu not biograficznych, opublikowanych m.in. przez portal sdp.pl, Niedzielę, Wszystko Co Najważniejsze, Wikipedię, Encyklopedię Solidarności, Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy, PAP, Polskie Radio, TVP, wPolityce, Reuters, AFP, DPA, Gazetę Polską, wSieci, Do Rzeczy – bardzo przepraszam jeśli kogoś nie wymieniłem, proszę o kontakt – uzupełnię.

 

Hubert Bekrycht, sekretarz gen. SDP, redaktor nacz. sdp.pl

 

 

 

 

 

A może król Władysław – proponuje STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Wygibasy powyborcze

Gdyby Jarosław Kaczyński był przebiegły, jak jest mądry i wytrwały, zaproponowałby Władysławowi Kosiniak-Kamyszowi (po cichu)  przyszłą prezydenturę kraju. Najpierw jednak premierostwo z PiS-em a nie z Platformą.

 Doktor nie musiałby na ten zaszczyt zbyt długo czekać. Prezydent Andrzej Duda kolejny raz już nie wystartuje. Kolejnego kandydata konserwatywnego – na razie – m nie widać. Nie słychać też, by koalicja nienawiści wobec PiS-u miała uzgodniony program. Nic dziwnego, bo startowali przecież oddzielnie i dopiero po godzinie trzeciej nad ranem 16 października zlali się w jedno ciało.

Ciągle się dogadują. Gadu-gadu a tu trawa nie rośnie.

Pisał Tuwim: :

„Trawo, trawo do kolan

podnieś mi się do czoła

Żeby myślom nie było

Ani mnie, ani pola”

Ale kto by tam słuchał poetów. Sztucznie wywołane, rozpalające zmysły dyskusje, np. o aborcji, zagłuszają rzeczowa rozmowę o przyszłości rolnictwa, na temat energii atomowej i naszego lotniczego miejsca w świecie.

Panie Władysławie, potraktuj pan dotychczasowe rozmowy jako „przenośnię”, która daleko by pana nie przeniosła. I gdy Prezes Kaczyński rzeknie o czym jest na wstępie tego felietonu – ani chwili się pan nie wahaj. Bo to se nevrati. Tylko raz w życiu się trafia. Żona zostałaby prezydentową, dzieciaki… No śmiało proszę pomarzyć i czynić krok we właściwym kierunku. Co było a nie jest – nie pisze się w rejestr. Tuskowi postaw pan piwo, najlepiej niemieckie, nie za mocne. Nie przejmuj się pan pomarszczoną coraz bardziej, srogą twarzą pana Donalda. Srogość to albo rzeczownik abstrakcyjny.

W pańskim gabinecie, a właściwie na ścianie sekretariatu obejrzałem piękny portret Wincentego Witosa. Wie pan zapewne, jak potraktowano tego prawdziwego obrońcę Polski w 1920 roku, który zwołał aż 70 procent naszego wojska. Zamknięto go w Berezie Kartuskiej. Dziś prawdziwy przywódca chłopski (40 procent ówczesnej ludności kraju) ma piękny pomnik przy Placu 3 Krzyży w Warszawie.

Jest pan dużo bardziej wyedukowany, ale czy ma pan odwagę i serce do walki. Zobaczymy. A więc najpierw gmach w Alejach Ujazdowskich i wejście, którego pilnuje postument Jana Olszewskiego. A później pałac prezydencki określany przezwiskiem nieładnym jako namiestnikowski.

Przepuści pan możliwość takiego wyboru? Wystarczy teraz jeden właściwy krok. „Jeden krok” jak śpiewał bard Andrzej Dąbrowski – jak każe maszerować też Dąbrowski, tylko generał. Na pańskich długich nogach to łatwe.

Wprawdzie Donald Tusk wyrwie sobie resztki włosów a Czarzasty będzie wyglądał jak nabzdyczony indor. Hołownię zostawmy, dzieci i ryby głosu nie mają. Potem zagospodaruje pan Bosaka, który chodzi w bardzo eleganckich bucikach i mamy rząd z wicepremierem Morawieckim, Sawickim (rolnictwo), Błaszczakiem i dalej wg. uzgodnienia z prezesem. Oczywiście Kaczyńskim.

Platformersi polecą na Tempelhoff, jeśli tam jeszcze przyjmują. Co taki rząd potem zrobi? Na pewno nie zredukuje armii, będzie budował CPK i elektrownie atomowe. I będzie po prostu rządził tu i teraz z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, nie z uroczego kanclerskiego żółtego domu na przeciwko Wyspy Muzeów w Berlinie.

Ciekawe, że propaganda PO w ostatnich dniach unika pańskiego nazwiska panie Kosiniak. Ani jedno „k” ani drugie nie padają np. w ostatnich numerach Gazety Wyborczej. Proszę sprawdzić. Najwidoczniej boją się pytać pana o sprawy aborcyjne, o krówki i świnki. Ufa im pan? Przecież Warszawka gardzi i kpi z pana i kolegów z PSL-u. Tak naprawdę to śmierdzą im gnojem co w swoim czasie zauważyła bezkompromisowa, wyłączona z obiegu Renata Beger.

Panie Władku, żeby nie było jak u Wyspiańskiego: „Został ci się jeno sznur”. Szansa prezydentury polskiej jest przed panem. Rzeczywista. W PO to pan kariery nie zrobi. Proszę popatrzeć na pańskiego kolegę Jarosława Kalinowskiego, obecnie europosła, który ładnie śpiewał, tańczył w ludowym zespole a nawet orał zręcznie traktorem własne pole. Teraz waży ok. 120 kg i już nie chodzi po salonach ani Brukseli a tym bardziej na Wiejskiej. Bo i po co.

Panie Kosiniak – śmiało! Struzik, Sawicki – pomogą. „Tygrysek” – jak nazywa Pana mądra i reprezentacyjna małżonka – czy aby to na pewno dobra ksywa. Mieliśmy już lwy, pora na zdecydowanego drapieżnika z prawdziwymi kłami. Bo i pogonić za Odrę trzeba wielu. Miłośnicy Niemiec wkrótce się przekonają i wybiorą swoje miejsce. Wolna droga, co mówię – wolne autostrady.

* * *

Jeszcze drepczą trochę w lewo, ciut, ciut w prawo. Robią śmieszne ważne miny. Uważajcie chłopaki by w krowi placek nie wdepnąć – chociaż to na szczęście.

Kaczyński stoi na wysokim wzgórzu i patrzy jak Napoleon na to tragiczno-śmieszne pole bitwy. Płakać czy się śmiać? Ale to przecież nasza ojczyzna. Prezes czeka. Niech harcownicy wybiegają się, zmęczą i przyjdą na poważne rozmowy. Lepiej poczekajmy jeszcze, lepiej się nie spieszmy. W Warszawie mamy już jeden wał – Miedzeszyński. I wystarczy.

 

 

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosja walczy z terroryzmem, który sama stworzyła

Po napaści Putina na Ukrainę, w Rosji zwiększyła się liczba przypadków kwalifikujących się jako „terroryzm”.

Rosjanie po raz pierwszy usłyszeli o terroryzmie podczas dwóch wojen rosyjsko-czeczeńskich. Moskwa uznała czeczeńskich patriotów za „terrorystów”. Zostali oni bezlitośnie eksterminowani, nie wyjaśniono społeczeństwu różnicy między terrorystami a ruchami wyzwolenia narodowego. W ten sposób wszyscy czeczeńscy patrioci, którzy walczyli o niepodległość i wolność Czeczenii, polegli pod rosyjskimi bombami z przyklejoną łatką „terrorystów”.

Jeszcze dziesięć lat temu na Krymie też nikt nie słyszał o terroryzmie, bo w okresie ukraińskim go tam nie było. Pierwszymi ofiarami „terroryzmu krymskiego” byli uczniowie i nauczyciele Politechniki w Kerczu 17 października 2018 r. Jeden ze studentów otworzył wówczas ogień do innych uczniów i nauczycieli. W wyniku strzelaniny rannych zostało ponad 60 osób, zginęło 20 uczniów. Sam „terrorysta” popełnił samobójstwo w szkolnej sali bibliotecznej. Wielu analityków uważa, że ​​student po prostu stał się ofiarą operacji specjalnej rosyjskich służb specjalnych. Po tym incydencie władze okupacyjne rozszerzyły kontrolę na wszystkie placówki oświatowe na Krymie, wprowadzając tam swoich „strażników”. Tym samym „terroryzm” przybył na Krym wraz z rosyjską okupacją. Co więcej, władza okupacyjna zaczęła udawać, że ze wszystkich sił walczy z „terroryzmem”, dlatego wprowadzono do ustawodawstwa odpowiednie artykuły i utworzono specjalne struktury.

Później do statystyk „terroryzmu” dodano zbrojny napad na lekarzy pogotowia ratunkowego, podczas którego napastnik zastrzelił z karabinu kilku medyków, a także przypadki porwania kilkorga dzieci.

Jak donosi kanał „Możemy wyjaśnić” na Telegramie, liczba obywateli skazanych za akty terrorystyczne w Rosji wzrosła ośmiokrotnie tylko w ciągu ostatniego roku! Skąd wzięło się tylu terrorystów?

Naukowcy zbadali statystyki Sądu Najwyższego Federacji Rosyjskiej za pierwszą połowę roku. Od stycznia do czerwca 2023 r. z artykułu o akcie terrorystycznym skazano 39 osób, a w tym samym okresie ubiegłego roku 5 osób. Jak widać, większość przypadków kwalifikujących się jako „terroryzm” miało miejsce po zakrojonym na szeroką skalę ataku Rosji na Ukrainę. Oznacza to, że rozpętana przez Putina wojna sprowadziła „terroryzm” do rosyjskich miast.

Według badaczy wzrost ten związany jest głównie z falą podpaleń komisariatów wojskowych po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę na pełną skalę i ogłoszeniu mobilizacji w Rosji. Początkowo podpalaczy klasyfikowano jako niszczenie mienia i chuligaństwo. Następnie Sztab Generalny Rosji ogłosił, że przypadki podpaleń dowództw wojskowych będą uznawane za akty terroryzmu, zagrożone karą do 15 lat więzienia.

W Symferopolu odbyła się konferencja prasowa, na której poruszono kwestię bezpieczeństwa w placówkach oświatowych. Eksperci zauważyli, że po tragedii w Kerczu stworzono dokumenty, zgodnie z którymi w placówkach oświatowych przewidziano ogrodzenia, ochronę, system nadzoru, system ostrzegania, oświetlenie zewnętrzne i zewnętrzne. Jednak w 10 procentach szkół nawet te środki nie zostały wdrożone. Dzieje się tak głównie w szkołach wiejskich.  Tamtejsze władze rozumieją, że ogrodzenie szkół nie zwiększy bezpieczeństwa uczniów. Tym bardziej, że do naruszeń bezpieczeństwa uczniów częściej dochodzi w szkołach miejskich, gdzie wydawałoby się, że z ochrona jest na wyższym poziomie – jest ogrodzenie monitoring, strażnicy, ale ataki na uczniów nadal się zdarzają.

Dlatego władze wzmacniają kontrolę nad uczniami i nauczycielami. Eksperci podkreślają znaczenie „pracy” z dziećmi. Specjaliści są pewni, że nauczyciele i psychologowie powinni monitorować procesy szkołach i zapobiegać„atakom terrorystycznym”. Prorektor jednej z krymskich uczelni, Angelik Łuchynkina zauważa, że „w szkołach wciąż brakuje specjalistów, którzy odpowiadaliby za rozwiązywanie konfliktów międzyludzkich. Dlatego w szkołach Rosja wprowadza nie tylko stanowiska oficerów wojskowych, ale także stanowiska pedagogów specjalnych, których zadaniem jest tworzenie w placówkach oświatowych sieci informatorów podążających za każdym uczniem i nauczycielem.

 

O losie grobu Bohatera pisze po raz kolejny STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Pochowany jak trzeba

Pięć lat temu zbezczeszczono w Chodlu, miasteczku na Lubelszczyźnie, doczesne szczątki żołnierza Karola Chlebickiego, obrońcy Warszawy we wrześniu 39 roku, a potem partyzanta Kedywu AK „Zapory”, awansowanego na dowódcę leśnego oddziału, zabitego przez Niemców w październiku 1943 r.

Przez lata mogiła „Mściwego”, bo taki przyjął pseudonim, była czczona. Towarzysze broni, ludzie pamiętający młodego żołnierza, harcerze, uczniowie składali kwiaty, palili znicze, organizowano apele.

Ale pazerność i brak wstydu jednej osoby z rodziny, która koniecznie chciała w tym grobie spocząć, „bo płaciła cmentarną opłatę”, za zgodą ówczesnych miejscowych władz – „pana (na województwie), wójta i plebana” doprowadziła do zbrodni pamięci. Grabarz, a zarazem miejscowy kościelny, pogłębił grób, wrzucił kości do wora i przykrył warstwą cementu. Zrobił miejsce. Mówił, że tak mu kazano. Władza lokalna, wojewódzka, ministerialna, policyjna, prokuratorska i sądownicza nie reagowała na protesty przez pięć lat.

Opisałem to w listopadzie 2021 roku w reportażu „Dwakroć wyklęty” zamieszczonym w „Kurierze Wnet”. Potem przez dwa lata jeszcze trwała walka o naprawienie niegodziwości prowadzona nieustępliwie przez kuzyna żołnierza Pana Marka Świżka wspomaganego przez uczciwych krewnych i mieszkańców, którzy nigdy nie pogodzili się z dewastacją grobu. Było to przez długi czas walenie głową o mur obojętności i krętactwa. Uczestniczyłem w tym. Mam stertę dokumentów kompromitujących ludzi podłych i tchórzliwych.

Wreszcie 11 października 2023 r. uroczyście pochowano powtórnie żołnierza w tym samym grobie. Licznie przybyli mieszkańcy Chodla, gminy i powiatu.

Patriotyczne miejscowe nauczycielki przygotowały i odbyły ważną lekcję wychowawczą zapewniając obecność kilkudziesięciu uczniów z tutejszych szkół. Była uroczysta msza w przepięknym wielkim miejscowym kościele. Obecni byli dostojnicy Kurii, dowództwo wojskowego garnizonu, przedstawiciele władzy wojewódzkiej i lokalnej, terytorialsi, strażacy i leśnicy.

Odczytany został list od premiera rządu. Były przemówienia ku czci, salwa honorowa oddziału wojska, kwiaty i znicze. Pośmiertnie Karol Chlebicki został odznaczony przez Prezydenta Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski., Odsłonięto nowy pomnik nagrobny. Oprawa muzyczna w kościele i na cmentarzu była na wysokim poziomie.

Zamknięty został niechlubny rozdział, ale nie jestem jednak pewien czy wszyscy w miasteczku i gminie zrozumieli podłość czynu, który miał tu miejsce przed pięciu laty. Może z czasem to nastąpi.