CEZARY KRYSZTOPA: O tym jest cicho. A powinno być głośno

Znowu „młodzież miała być stracona”. I znowu nie jest. Mówi się, że „młodość ma swoje prawa”, że „musi się wyszumieć”. Pewnie, niech szumi, byle szkody nie były nieodwracalne. Innym prawem młodości jest prawo do buntu. Naturalnego procesu budowania własnej tożsamości poprzez kwestionowanie zastanych autorytetów. Pod warunkiem, że naturalnego, bo mam wrażenie, że kiedy my się buntowaliśmy, to ze wszystkimi głupotami naszego buntu, byliśmy jednak w tym autentyczni i dość samodzielni. Teraz kolorowe automaty z gotowym „buntem” stoją na każdym rogu. Można sobie z nich wybrać „bunty” poprawne politycznie i zatwierdzone przez wszechmogącą, często obrzydliwie bogatą „radę starszych”, ładnie opakowane i pozwalające żyć przekonaniem o byciu „buntownikiem”, będąc jednocześnie bateryjką we wszechogarniającym Matriksie.

Kiedyś powtarzanym do wyświechtania truizmem było „bądź sobą”. Wydawało się, że to zawołanie, z całą swoją jałowością, będzie już z nami do chwili pochłonięcia Ziemi przez umierające Słońce. A jednak dzisiaj największą ambicją młodych ludzi zdaje się być „bądź kimkolwiek, byle nie sobą, wykastruj się, przemaluj, udawaj kogoś innego”. Szybko poszło. Nic dziwnego, że oglądając tłumy bezmyślnych „julek” podczas Strajku Kobiet i przewijające się przez sieć obrazy chłopaków „zdradzających tajniki makijażu”, można popaść w depresje, zadać sobie pytanie „kto tym dzieciakom to zrobił?”, lub nawet dojść do wniosku, że mamy całe stracone pokolenie.

To nieprawda

Tyle, że to nieprawda. A przynajmniej tak twierdzi niemiecka Konrad Adenauer Stiftung (Fundacja Konrada Adenauera), która przeprowadziła w tym zakresie ciekawe badania. A trudno ją uznać za „element pisowskiej, prawackiej, czy polackiej propagandy”.

We wnioskach z przeprowadzonego badania napisano, że młodzi Polacy (18-30 lat) nie definiują swojej tożsamości politycznej na osi lewica-prawica. Zupełnie mnie to nie dziwi, a wręcz wydaje się zupełnie naturalne. Nawet łatwość „przeskakiwania” z elektoratu Razem do elektoratu Konfederacji, o której mówią eksperci, mnie nie dziwi, to oczywiste, że w wieku, w którym decydujemy o kształcie naszych światopoglądów, te są jeszcze amorficzne i często wewnętrznie sprzeczne. Inne dane natomiast powodują opad szczęki.

Otóż według danych niemieckiej fundacji 59,8% młodych Polaków nie zgadza się z postulatem liberalizacji prawa aborcyjnego. Pośród młodych Polek ten odsetek jest jeszcze wyższy i wynosi 63,3%! Prawie dwie trzecie młodych Polek rozumie, że aborcja nie jest „prawem człowieka” tylko zabijaniem człowieka. Jesteście w szoku? Bo ja tak? Dziesiątki lat propagandy jak krew w piach.

Słuchajcie dalej – 82,6 % młodych Polaków, według niemieckiej fundacji, wyraża sprzeciw wobec propozycji przystąpienia Polski do strefy euro. Miażdżąca większość. Ręka do góry kto się tego spodziewał. Mało? To jeszcze dorzucę, że 85,9 % młodych Polaków pozytywnie ocenia postulat zwiększenia wydatków na obronność. 64 % popiera program 500+.

Proszę ja Was, jeśli te badania nie są elementem jakiegoś tajnego spisku, to mamy bardzo rozsądne młode pokolenie.

Żeby nie było za słodko

Żeby nie było za słodko, warto dodać, że to samo młode pokolenie w 59,7 % popiera finansowanie z budżetu państwa in vitro i antykoncepcji, a w 79,3 % zgadza się ze stwierdzeniem, że rząd powinien podjąć zdecydowane kroki w walce z kryzysem klimatycznym (tak jakby już dotychczasowe nie były gospodarczym samobójstwem). Ale jakoś tak mi się zdaje, że są to kwestie, w których młodzi Polacy nie otrzymują atrakcyjnej kontroferty. Np. trudno im się dziwić, że nie rozumieją, że in vitro to nie jest „leczenie bezpłodności”, bo nikt po tym „leczeniu” nie staje się płodny, ale zawiera element dehumanizacyjny i wiąże się z „wyrzucaniem do śmieci” ludzkich zarodków. Ta kwestia nie jest tak eksploatowana w debacie publicznej jak np. kwestia aborcji, gdzie młodzi ludzie, trochę „poza systemem”, ale otrzymują szeroką kontrpropozycję ideową. Trudno im się też dziwić, że słuchają zawodzenia klimatycznego mzimu, skoro w zasadzie brakuje światopoglądowej alternatywy.

Gratulacje

Tak czy siak, muszę Wam powiedzieć, że po zapoznaniu się z tymi danymi jestem w szoku. Mnie również wydawało się, że „julkizm” jest zaraźliwy i nieuleczalny. Jeśli jednak te informacje są prawdziwe, prawdopodobnie jak wielu, uległem złudzeniu wywołanemu przez krzykliwą, ale chyba mniejszość. W tej sytuacji ważne, żeby środowiska konserwatywne nie wpadły w samozadowolenie, bo to jest zapewne przyczyna porażki środowisk progresywnych, tylko doszły do wniosku, że mozolna praca u podstaw ma sens. Trzeba starać się zrozumieć język młodych ludzi i trzeba usiłować mówić do nich językiem przez nich zrozumiałem o ważnych sprawach. Pracy jest na lata, na dziesiątki lat.

I taka ciekawostka na koniec. Konrad Adenauer Stiftung finansuje Campus Polska Rafała Trzaskowskiego i Platformy Obywatelskiej. Campus Polska, który, jeśli dobrze rozumiem ideę, ma kształtować postawy światopoglądowe młodych ludzi. No i jeżeli tak ukształtował, to ja chciałbym z tego miejsca serdecznie pogratulować.

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosyjska propaganda wieszczy koniec Unii Europejskiej

Jednym z tematów, który chętnie „nakręcają” rosyjscy propagandyści jest rychły rozpad Unii Europejskiej.

Jakieś czas temu serwis bukmacherski OddsChecker podzielił się przewidywaniami, który kraj jako pierwszy w niedalekiej przyszłości pójdzie w ślady Wielkiej Brytanii i oficjalnie opuści Unię Europejską. Według tych danych, których autentyczności trudno oczywiście potwierdzić, największe szanse na wyjście z UE mają Włochy, a następnie Grecja. Na trzecim miejscu bukmacherzy postawili na… Polskę. Jak zauważają krymskie media, „szanse Warszawy na wyjście z Unii Europejskiej ocenia się na siedem do jednego, czyli około 14 proc. Bruksela wielokrotnie krytykowała Warszawę za tłumienie wolności słowa i praw mniejszości seksualnych, a rola regionalnego lidera w kryzysie ukraińskim sprawiła, że ​​polskie władze stały się bardziej agresywne w stosunkach z urzędnikami UE”.

Co kryje się za tym faktem? Rosja nieustannie przeprowadza w Europie swoje operacje dezinformacyjne. Jest kilka tematów, które nieustannie „nakręca”, choć powszechnie wiadomo, że mają one niewiele wspólnego z prawdą. Jeden z nich to określanie NATO jako bloku agresywnego, ale bezsilnego, który tak naprawdę nie jest w stanie nikogo obronić. Drugim tematem jest upadek Unii Europejskiej. Rosyjscy propagandyści wyszukują lub sami inicjują najdrobniejsze przejawy eurosceptycyzmu i nadmuchują je do wielkiej skali. Wykorzystują do tego różne publikacje, refleksje, czy analizy w mediach, które są następnie przekazywane jako dominujące stanowisko polityczne.

Rosja pokazuje eurosceptycyzm jako większościowy nurt polityczny w krajach Unii Europejskiej. Uważa, że nad wyjściem z Unii Europejskiej, poza trzema wymienionymi wcześniej krajami, zastanawiają się Francja, Austria, Czechy, Słowenia, Chorwacja i inne.

Rosyjscy propagandyści piszą: „Eurosceptycyzm szybko zyskuje popularność w polityce europejskiej. Brexit może okazać się puszką Pandory dla Unii Europejskiej, ponieważ coraz więcej partii politycznych poważnie rozważa możliwość opuszczenia UE”. Jest to jawne oszustwo. Być może rosyjskim propagandystom udało się za pomocą pieniędzy lub innych świadczeń zainicjować takie myślenie w jednej lub dwóch marginalnych i mało wpływowych partiach, ale to wcale nie oznacza, że taki jest główny nurt polityczny Europy.

Oczywiście istnieją różne problemy i trudności we współpracy krajów europejskich, ale nie mają one charakteru katastroficznego, jak piszą o tym Rosjanie. Głosili oni na przykład następującą tezę: „Wiara wielu państw europejskich w konieczność Unii Europejskiej została ostatnio zachwiana w wyniku serii kryzysów gospodarczych, utraty kontroli legislacyjnej i problemów z imigracją. Z wielu europejskich stolic coraz częściej dochodzą głosy, że Bruksela nadużywa swoich uprawnień, a niektórzy oskarżają nawet UE o korupcję”.

Tak, istnieją takie problemy, ale nic nie wskazuje, aby miałyby one doprowadzić do rozpadu Unii Europejskiej. Poza tym to drobiazgi, w porównaniu z problemami, sprzecznościami i katastrofalnymi perspektywami, które są w Rosji. Ten kraj ma największą na świecie korupcję, masę różnych kryzysów gospodarczych, masę problemów demograficznych, a ich skala jest wielokrotnie większa niż europejskich trudności. Lepiej byłoby więc, aby Rosja patrzyła na siebie, a nie zerkała zza europejski płot.

Unia Europejska jest oczywiście dużą i złożoną strukturą, która ma zarówno zalety, jak i wady. Ale tych pierwszych jest z pewnością więcej, dlatego wciąż są kraje, które starają się o dołączenie do wspólnoty.

 

Pielgrzymi na motocyklach – relacja TERESY KACZOROWSKIEJ z jubileuszowego zlotu na Jasnej Górze

Radośnie, widowiskowo, w słońcu i z modlitwą rozpoczęli motocykliści swój nowy sezon. Do Częstochowy w pierwszy powielkanocny weekend, 15-16 kwietnia 2023 r., zjechało ok. 40 tys. motocyklistów, nie tylko z Polski. Był to jubileuszowy XX Motocyklowy Zlot Gwiaździsty im. ks. Zdzisława Peszkowskiego.

Organizatorem Zlotów na Jasnej Górze jest Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński. Pierwszy Zlot odbył się w 2004 r., z inicjatywy komandora śp. Wiktora Węgrzyna. Chciał on podziękować patronce Polski za uratowanie życia w groźnym wypadku motocyklowym.

– Złożył wtedy Matce Boskiej Częstochowskiej wotum wdzięczności, w towarzystwie 60 motocyklistów. Potem Zloty rozwinęły się błyskawicznie. Dziś na jubileuszowy XX Zlot przybyło ponad 40 tys. motocyklistów, osiągnęliśmy więc wynik lepszy niż przed pandemią – opowiada na Jasnej Górze wiceprezes Stowarzyszenia Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński Mirosław Wenglorz, motocyklista z Cieszyna.

Inicjatorem Wiktor Węgrzyn

Wiktor Węgrzyn to pomysłodawca Międzynarodowych Motocyklowych Rajdach Katyńskich, które trwają od 2001 r. W latach 70. wyemigrował on z Warszawy do Stanów Zjednoczonych i po obaleniu komunizmu zapragnął w ciekawy sposób przypomnieć zbrodnię katyńską, do dziś bez sądu i kary. W młodości był pasjonatem jazdy motocyklem, pomyślał więc, że pielgrzymi na stalowych rumach mogą to zrobić widowiskowo. Kupił więc motocykl (hondę shadow 750) i razem z Jackiem Kawczyńskim, przyjacielem z Chicago, który też kupił identyczną hondę, rozkręcili motocyklowe patriotyczne eskapady. Do tego stopnia, że kilka lat później, Wiktor Węgrzyn nabył mieszkanie na Krzywym Kole w Warszawie, założył Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński i razem z kapelanem Rodzin Katyńskich ks. Zdzisławem Peszkowskim, przy pomocy polskich motocyklistów, zaczęli z Warszawy organizować pokojowe wyprawy na Wschód.

Na pierwszy start spod Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie zgłosiło się w sierpniu 2001 r. ponad 40 motocyklistów. Jako pionierzy odwiedzili wówczas świeżo oddane w 2000 r., polskie cmentarze wojenne w Katyniu i Miednoje. Byli pierwszą grupą pielgrzymów na motocyklach, która przejechała kresowe terytoria dawnej Rzeczypospolitej. Kolejne Rajdy tym szlakiem, kierowane przez Wiktora Węgrzyna, prowadziły nieco innymi trasami, ale zawsze szlakiem polskiego oręża, naszych zwycięstw i klęsk. Polscy rycerze na stalowych rumakach zawsze spotykali się z Polakami na Wschodzie, z dyplomatami, oddawali hołd ofiarom zbrodni komunistycznych, zesłańcom powstań narodowych, pochylali głowy nad grobami najwybitniejszych przedstawicieli narodu polskiego, odwiedzając miejsca nierozerwalnie związane z historią naszej Ojczyny. Składali wieńce, stawiali pomniki – np. w 2015 r. aż pięć: trzy pomniki Jana Pawła II oraz św. Faustyny i św. Rafała Kalinowskiego: trzy w Tobolsku na Syberii oraz dwa na Litwie.

Co roku motocykliści znad Wisły pomagali też podnosić się z ruin świątyniom polskim na Wschodzie. Wszędzie zapalali ognie pamięci, nie tylko na grobach Polaków, ale i innych narodów z byłego terenu ZSRS. Zawsze i wszędzie byli entuzjastycznie przyjmowani, szczególnie przez żyjących na wschodnich rubieżach Polaków, którzy co roku na nich oczekują. Pielgrzymi na motocyklach przywożą im dary, książki, umacniają duchowo, krzepią ich serca. „Przywozicie nam kawałek Ojczyzny, patriotyzm, co daje nam potem siłę na cały rok” – mówili motocyklistom wzruszeni rodacy z dawnych Kresach polskich – jako reporterka byłam dwukrotnie na tych niezwykłych Rajdach-Pielgrzymkach: w 2004 i w 2015 r., co zaowocowało dwiema albumowo-reporterskimi książkami: „Zapalają ognie pamięci” (Warszawa 2005) oraz „Od Warszawy do Tobolska” (Warszawa 2015).

Bogaty program XX Zlotu Gwiaździstego

Większość motocyklistów przyjechała do Częstochowy na XX Zlot Gwiaździsty w sobotę, 15 kwietnia 2023 r. Najpierw oddali hołd Żołnierzom Niezłomnym przed pomnikiem kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca” w Częstochowie. Inaugurację na Jasnej Górze rozpoczęli po południu odśpiewaniem „Roty”. Potem uczestniczyli w dwóch spotkaniach: z twórcą słynnej firmy Opitimus Romanem Kluską (opowiadał o swoich doświadczeniach w biznesie) i dr. Teresą Kaczorowską (wygłosiła prelekcję o Obławie Augustowskiej). Patriotyczne pieśni motocyklistów, z ich hymnem, śpiewała „wnuczka katyńska” Maria Lamers z Krakowa. Ideą Zlotów Motocyklowych na Jasnej Górze jest przesłanie ks. Peszkowskiego: „Kocham Polskę i ty ja kochaj”. Pierwszy dzień Zlotu motocykliści zakończyli szerokim udziałem w Apelu Jasnogórskim w kaplicy NMP.

W niedzielę, 16 kwietnia 2023 r., na jasnogórskich Błoniach odbyła się msza święta, celebrowana na Szczycie pod przewodnictwem biskupa seniora diecezji drohiczyńskiej Tadeusza Pikusa. Na rozpoczęciu tegorocznego sezonu motocyklowego biskup Pikus wyraził słowa uznania dla motocyklistów za ich troskę o historię i popularyzację prawdy historycznej, za postawę patriotyczną, za pielęgnowanie polskich tradycji, za wierność Ojczyźnie.

– Niechaj wasze drogi prowadzą zawsze do domu rodzinnego, ale też do domu ojczystego, do Polski, którą tak kochacie! – mówił biskup Pikus w swojej homilii, który po mszy św. dokonał poświęcenia pojazdów.

Tradycyjnie Zlot miał charakter patriotyczny i charytatywny: Motocykliści oddawali krew, mogli nabyć książki Teresy Kaczorowskiej (autorki tekstu), płyty Marii Lamers, a także koszulki i pamiątkowe znaczki rajdowe, z których dochód przeznaczony jest na pomoc Polakom z Kresów. Liczni motocykliści przywieźli też ze sobą zabawki dla dzieci, które trafią tam z darami. Ale nader wszystko radowali się swoją obecnością, wspólnymi spotkaniami, końcem pandemii i zimy.

– Nareszcie wsiądziemy na motocykle, ruszymy na rajdy, wycieczki i parady, poczujemy znowu ten wiatr we włosach – mówili, podkreślając, że jednoczy ich Chrystus, Matka Boża i miłość do Polski.

W Zlocie uczestniczyła m.in. Anna Paniszewa dyrektorka represjonowanej polskiej szkoły harcerskiej w Brześciu na Białorusi, więziona w 2021 r., która od dwóch lat jest w Polsce.

– Dziękuję Matce Bożej Częstochowskiej za wolność i proszę o Jej wstawiennictwo za naszego więzionego Andrzeja Poczobuta, który dzisiaj kończy 50 lat – mówiła Paniszewa.

Rajdy trwają

Mimo iż twórca Rajdów i Zlotów, komandor Wiktor Węgrzyn, zmarł 17 stycznia 2017 r. (w wieku 78 lat; spoczywa w świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie) Rajdy Katyńskie trwają – w dniach 12-27 sierpnia 2023 r., trasą Warszawa-Olavinlinna, odbędzie się już XXIII Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński im. Komandora Wiktora Węgrzyna.

– Niestety, w tym roku ze względu na wojnę nie pojedziemy na cmentarze katyńskie w Rosji i Ukrainie. Wybieramy się, i to w kilku naszych rajdach, na północ i południe Europy. Ale i tam szukamy polskości. Niech Bóg ma Was w swojej opiece! Szerokości! – życzył kolegom na nowy sezon Bronisław Biel, prezes Stowarzyszenie Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński.

Fot. Mariusz Jaszczurowski, Marcin Szpądrowski

 

 

WALTER ALTERMANN: Kobiecość współczesna, czyli największe zagrożenia

Beata Tyszkiewicz, w filmie biograficznym mówi: „Ilekroć moja córka Karolina wpada do domu, to od progu pyta – Mama jest? – I tak jest dobrze, że jestem tutaj i jestem dla mojej córki”.

 To wyznanie Beaty wspaniałej aktorki zapadło mi w serce, bo w jednym zdaniu ujęła istotę macierzyństwa. Matka ma być dla dzieci. Nawet – a może tym bardziej – im bardziej są dorosłe.

Macierzyństwo

Podjąłem ten temat, bo dzisiaj w mediach, a także w świadomości społecznej, macierzyństwo kojarzone jest jedynie z ciążą i wychowywaniem noworodków.  Obecnie coraz więcej młodych kobiet żąda praw dla siebie, ale nie jako matek. Dla kobiet ogólnie. I jakoś ucichły żądania praw dla matek. Owszem, pojawiają się głosy o konieczności budowy i organizowania żłobków i przedszkoli, ale dominuje w debacie publicznej głos kobiet pragnących się „samorealizować”. Nie ma w takiej postawie niczego złego, ale pod jednym warunkiem – że owo „samowyzwolenie” niedokona się kosztem dziecka. A z tym jest problem.

Drzewiej inaczej bywało

W kulturze europejskiej przyjęła się dominująca rola kobiety, jako matki, bo to ona przez 9 miesięcy nosi w łonie dziecko. Potem ona je karmi i pielęgnuje. I nie jest to wymysł żadnego z kościołów, to jest „filozofia naturalna”, u której podstaw legła biologia. I te prawa naturalne dotyczą nie tylko ludzi, ale również wszystkich ssaków oraz w mniejszym już stopniu pozostałego stworzenia.

O matce napisano niezliczoną ilość wierszy i prozy, będących dowodem naturalnych związków dzieci z matkami. Najczęściej są to – niestety – utwory słabe, ckliwe i nadmiernie sentymentalne. Ale powstawały z dobroci serca, więc dużego grzechu nie ma, autorom należy się wybaczenie.

W tradycyjnym społeczeństwie miejskim kobiety również pracowały, ale zwykle w domu, w małych warsztatach rzemieślniczych – ulokowanych najczęściej w ich mieszkaniach. Dzieci – tym samym – były pod ręką i na oku, więc kobiety z trudem, ale godziły rolę matki i pracownicy. Zresztą – dzieci w miastach również pracowały, najczęściej pomagając rodzicom. Osobnym tematem była wieś, gdzie pracowało się całymi rodzinami. Praca była ciężka, ale na wsi, w polu również pracowały całe rodziny, bo już małe dzieci wykorzystywano do znojnej pracy.

Inne kobiety

Tradycyjną rodzinę zniszczył XIX-wieczny kapitalizm, który potrzebował coraz więcej rąk do pracy w fabrykach. Z momentem, gdy kobiety zaczęły pracować w fabrykach, zaczęło się podważanie tradycyjnego układu, w którym kobiecie wyznaczano przede wszystkim rolę matki. Praca fabryczna kobiet była niezwykle wyczerpująca, bo była ciężka i wielogodzinna. Właściwie, to ludzie fabryczni wracali do domów jedynie tylko po to, żeby się przespać.

Kto myśli, że zmyślam, niech poczyta choćby Dickensa, Zolę lub Żeromskiego, znajdzie tam porażające dzisiaj obrazy nędzy robotniczej. A za nędzą szła z kolei jej nieodrodna siostra – degeneracja. Bo jest od dawna znanym faktem, że nędza rodzi występek i zbrodnię.

Rychło też okazało się, że nie wszystkie kobiety mają równie rozwinięty instynkt macierzyński. To znaczy – zawsze tak było, że nie dla wszystkich kobiet macierzyństwo było szczytem marzeń i celem podróży, jaką jest życie. Ale też presja społeczna, wywierana na kobiety, była tak ogromna, że te „inne” ani się nie skarżyły ani nawet nie narzekały.

Dziecko – po co?

Poza czynnikami biologicznymi, wytwarzającymi przecież wielkie emocje, rodziny chciały mieć dzieci także z przyczyn ekonomicznych. W kulturze chłopskiej każde kolejne dziecko było kolejnymi rękoma do pracy w polu. To, że w przypadku rodzin wielodzietnych nie było możliwości – już dorosłych dzieci – obdzielić ziemią, jakoś większości chłopów nie obchodziło. Może zdolność przewidywania własnej przyszłości nie była ich silną stroną?

W rodzinach arystokracji i szlachty, w przeciwieństwie do rodzin chłopskich, wielodzietność była okazją do powiększenia majątków – pod warunkiem, że znalazło się odpowiednia partię. Oczywiście pojawiła się filozofia sentymentalna, żeby ukrywać prawdziwe interesy i błękitnokrwiści zaczęli opowiadać o dziedzicach nazwiska, jako o boskich wyrokach.

W rodzinach mieszczańskich, podobnie jak w chłopskich, dzieci od najwcześniejszych lat zaprzęgano do nauki zawodu, najczęściej rzemieślniczego. Władcom księstw i królestw też bardzo zależało na zwiększaniu populacji, bo państwa były silne mnogością ludności. I każdy nowonarodzony mógł w przyszłości zostać żołnierzem. Jednakże w miarę rozwoju technologii wojennych, zapotrzebowanie na „prostego człowieka” malało.

Mity

Zdaje mi się, że pora już najwyższa przestać martwić się malejącą w Europie wielkością populacji. Nie od liczby ludności zależy dzisiaj pomyślność i siła starego kontynentu. Zależy ona od poziomu życia, czyli akceptacji przez ludzi swego materialnego bytu i wytwarzania zdolności do tworzenia nowych technologii.

Sięganie po stare mity o koniecznej wielodzietności rodzin i odnawianie ich, jest zawracaniem Wisły kijem. Kobiety dzisiejsze nie pragną mieć więcej niż dwoje dzieci, bo wiedzą, ile trzeba nadludzkiego wysiłku, żeby wychować nowego człowieka. I dlatego rolą państwa jest ulżyć matkom, stworzyć warunki, żeby znój matek był jak najmniejszy. Może trzeba przeznaczać więcej pieniędzy nie tylko na przedszkola, ale płacić rodzinom, które same zorganizują sobie opiekę nad dzieckiem?

Matka w domu

Widok żłobków, nie jest dla mnie widokiem budującym, bo maluchy jak najdłużej powinny być z matką, a nie z panią ze żłobka. Matka powinna być w domu – jak powiedziała Beata Tyszkiewicz. A moim zdaniem, powinna być jak najdłużej.

Jest też problem z kobietami pragnącymi „się realizować” i nie chcących mieć dzieci, lub mieć jedynie jedno. Nie należy się im dziwić. Uważam to za naturalne. Pora już, żeby nasi politycy, dziennikarze i różni inni „władcy dusz” uświadomili sobie, że ludzki świat naprawdę jest różny. I nie należy dążyć do kształtowania wszystkich na jeden wzór. W wielości bytów jest wolność siła narodów i państw.

 

 

Komentarz CEZAREGO KRYSZTOPY: Platformie spada, ale PiSowi nie rośnie

Niewątpliwie Platforma Obywatelska nie może zaliczyć ostatnich tygodni do udanych. Domniemany medialny start jej kampanii wyborczej, którym miał być zmasowany atak „zaprzyjaźnionych” mediów na pamięć o Janie Pawle II, który zapewne miał być formą odebrania radykalnego elektoratu Lewicy, okazał się falstartem.

Wobec tej niewątpliwej katastrofy, PO postanowiła odwołać się do tradycji, którą chwilę wcześniej usiłowali sponiewierać jej medialni przyjaciele i sparafrazowała symbolikę Poncjusza Piłata, wyjmując karty podczas głosowania w Sejmie uchwały w obronie JPII.

„Nastroje siadły”

Nieoficjalne medialne doniesienia o tym, że w Platformie „nastroje siadły”, za to w Prawie i Sprawiedliwości poszybowały, wydają się tutaj logiczną konsekwencją. Podobnie jak sondaże, które pokazują, że niezależnie od osobistych preferencji politycznych, znacznie wzrosła liczba respondentów przekonanych, że nadchodzące wybory wygra partia rządząca.

Jest jednak zjawisko, które mam wrażenie umyka analitykom. Otóż kiedy przejrzymy ostatnie sondaże, owszem zauważymy, że Platformie spada, owszem zwiększa się dzięki temu przewaga PiS. Jednocześnie jednak, notowania Prawa i Sprawiedliwości… nie rosną. Jeśli już, to nieco chimerycznie, ale rosną notowania Lewicy i Konfederacji. Pierwsza zapewne zyskuje na polaryzacji nastrojów ”papieskich”, co do drugiej teorie są różne.

PiS nie wie, w co wpaść

Wydaje mi się, że PiS znajduje się obecnie w pewnym zawieszeniu nie mogąc się zdecydować na to jak chce być postrzegany. Wizerunkowo dobrze rozegrana obrona pamięci o Janie Pawle II wskazywałaby, że jednak bardziej po stronie wartości tradycyjnych i konserwatywnych. Z kolei daleko wykraczająca poza granice zdrowego rozsądku, ale konsekwentna próba „kompromisu z Brukselą” okupiona zbyt daleko idącymi koncesjami, zdaje się iść w przeciwnym kierunku (czy ktoś wierzy w kolejne zapewnienia, że pieniądze z KPO będą pod koniec wakacji?  Czy ktoś uważa, że za te pieniądze warto poczynić ustępstwa dotykające rdzenia suwerenności, których konsekwencje będą trwały znacznie dłużej niż wystarczy pieniędzy, choćby i były?). Jakaś dziwnie fałszywa nuta w tłumaczeniu przyczyn kryzysu zbożowego, przed którym przecież Jan Krzysztof Ardanowski ostrzegał już dawno, również nie pomaga.

Mam wrażenie, że jeśli coś łączy różne segmenty elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, to jest to potrzeba obrony suwerenności i chęć podnoszenia interesu narodowego. Rozbudowa armii – super, rozwój stosunków transatlantyckich – o ile pozbawiony złudzeń – ekstra. Ale jak się do tego ma to co się dzieje na linii Warszawa – Bruksela?

Pole do popisu

Jedni twierdzą, że Konfederacji rośnie, ponieważ pożywia się na „liberałach” z Platformy, po jej niezręcznym zwrocie w lewo, inni, że rośnie ponieważ pożywia się na konającej „partii protestu” Hołowni. A ja tak sobie myślę, że i PiS pozostawia formacji Mentzena i Bosaka spore pole do – nomen omen – popisu.

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosyjska wojna niszczy przyrodę nie tylko na Ukrainie  

Armia rosyjska już wyrządziło ogromne szkodę środowisku naturalnemu Ukrainy. Ucierpieć może jednak nie tylko ten kraj, ale i natura całej planety.

Szkody wyrządzone wodom Morza Azowskiego, Kaspijskiego i Czarnego rozciągają się na inne kraje i ludność innych regionów. Szkody te mają pośredni wpływ na przyrodę i ludność sąsiednich krajów – Polski, Gruzji, Azerbejdżanu, Turcji, Rumunii, Bułgarii, Litwy, Łotwy i Estonii, Niemiec i innych.

Żołnierze rosyjscy celowo niszczą w Ukrainie chronione obszary naturalne. Szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy Andrij Jermak poinformował ostatnio na swoim kanale Telegram, że rosyjskie wojsko zajęło 20 ukraińskich rezerwatów przyrody. „Są to parki przyrody, w których należy szczególnie chronić rzadkie gatunki zwierząt i roślin. Jednak zamieniają je w tereny łowieckie, kopalnie do wydobywania materiałów budowlanych i wykorzystują do parkowania czołgów i pojazdów wojskowych. Przetrwanie dzikiej przyrody to kolejny ważny powód, dla którego ziemie ukraińskie powinny zostać jak najszybciej uwolnione” – zauważył Andrij Jermak. Wśród obszarów, które zostały zniszczone, znajduje się 10 parków narodowych, 8 rezerwatów przyrody i 2 rezerwaty biosfery. Zagrożone zniszczeniem są akweny o powierzchni około 600 tysięcy hektarów, które są objęte Konwencją Ramsar (chroni obszary wodno-błotne mające znaczenie międzynarodowe, m.in. jako środowisko życia ptactwa – przyp. red.). Szkody wyrządzone tym terenom nie pozostaną bez znaczenia dla środowiska wielu europejskiej krajów.

Wcześniej pierwszy zastępca szefa Ministerstwa Środowiska i Ochrony Przyrody Ukrainy Rusłan Greczanyk powiedział, że w wyniku wojny na pełną skalę  wyrządzono Ukrainie szkody ekologiczne szacowane na co najmniej dwa biliony hrywien. Teraz zniszczenia te jeszcze wzrosły. Według wiceminister obrony Hanny Malyar rosyjskie wojsko zorganizowało wycinkę lasów w okupowanych częściach Zaporoża, Chersoniu i innych okupowanych regionach Ukrainy.

Na międzynarodowej konferencji we Lwowie minister ochrony środowiska i zasobów naturalnych Ukrainy Rusłan Strelec poinformował, że szkody ekologiczne Ukrainy spowodowane rosyjską agresją na pełną skalę wynoszą już 3 biliony hrywien, a część zasobów naturalnych została bezpowrotnie utracona.

„Rosjanie jak barbarzyńcy niszczą wszystko, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że środowisko nie uznaje granic. Już obliczyliśmy straty: 3 biliony hrywien szkód w środowisku spowodowanych zanieczyszczeniem ziemi, powietrza, spalonych lasów i zniszczonych zasobów naturalnych. Istnieją zasoby naturalne Ukrainy, które zostały utracone na zawsze” – powiedział minister.

Zdaniem ministra najbardziej cierpią plantacje leśne. „Prawie 3 miliony hektarów lasów zostało uszkodzonych – to prawie jedna trzecia leśnych terytoriów Ukrainy, 500 tysięcy hektarów jest obecnie okupowanych lub w strefie działań wojennych. Tym samym w wyniku działań Rosji wyrządzono ogromne szkody 600 gatunkom fauny i 750 gatunkom flory” – zaznaczył.

Jak zauważył ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow, artykuł 55 pierwszego protokołu do konwencji genewskiej zabrania prowadzenia wojny ze środowiskiem naturalnym poprzez jego niszczenie, ale Rosja się tym nie przejmuje. Według Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska od początku inwazji na pełną skalę do Jednolitego Rejestru Szkód wpisano 1042 zdarzenia, które miały miejsce na terytorium Ukrainy w wyniku agresji zbrojnej Rosji i spowodowały szkody w środowisku .

Tymczasem ukraiński ekosystem ma ogromne znaczenie dla Europy. Obejmuje 35 procent różnorodności biologicznej kontynentu, żyje tu ponad 70 tysięcy gatunków biologicznych, 29% terytorium Ukrainy to naturalna roślinność, a także uprawiana roślinność naturalna, 16% terytorium kraju to lasy, przez Ukrainę przepływa prawie 63 tysiące rzek. W Czerwonej Księdze Ukrainy, w najnowszym wydaniu na 2021 rok, zarejestrowanych jest 687 gatunków zwierząt i 857 gatunków roślin, które są zagrożone wyginięciem.

Dniepr jest czwartą najdłuższą rzeką w Europie. Jednak 14 marca, po ostrzelaniu przez rosyjskie wojsko oczyszczalni ścieków, do Dniepru zaczęła napływać nieoczyszczone ścieki z kilku dzielnic Zaporoża. Szkody wyrządzone środowisku Ukrainy wpływają na stan ekologiczny Morza Czarnego. Oprócz zniszczenia dzikiej przyrody w wyniku pożarów lasów spowodowanych ostrzałem, w Morzu Czarnym znaleziono tysiące martwych delfinów, co może być wynikiem zwiększonego hałasu żeglugi i użycia potężnych systemów sonarowych przez marynarkę wojenną.

Jednym z zagrożeń wysokiego ryzyka są uszkodzenia składowisk ciekłych odpadów przemysłowych. W kraju jest ich łącznie 465, w których składują ponad 6 miliardów ton odpadów. Ponad 200 z nich znajduje się we wschodniej Ukrainie, regionie najbardziej dotkniętym wojną. Badanie przeprowadzone przez OBWE w 2019 r. wykazało, że potencjalne zagrożenia związane z uszkodzeniem tych obiektów obejmują ryzyko powodzi, wybuchów oraz zagrożenia chemiczne, środowiskowe i pożarowe. Teraz, trzy lata po opublikowaniu tego raportu, rosyjskie wojsko zaatakowało już ponad 40 obiektów przemysłowych.

Do długotrwałych skutków odczuwanych przez ludność należą choroby płuc i różne rodzaje nowotworów spowodowane wdychaniem metali ciężkich i substancji rakotwórczych zawartych w materiałach wybuchowych i gruzach zbombardowanych budynków. Poważnym problemem jest azbest, wysoce szkodliwa substancja, która dopiero niedawno została zakazana na Ukrainie. Materiał ten, obecny w konstrukcjach budynków zniszczonych przez bombardowania, może powodować szereg chorób, od trudności w oddychaniu po raka płuc, żołądka, narządów rozrodczych i innych.

O szkodach w środowisku naturalnym obwodu chersońskiego mówił Ołeksij Wasiluk, szef organizacji społecznej Ukraińska Grupa Ochrony Środowiska. „Oto Askania Nowa – to wciąż najsłynniejszy rezerwat przyrody w Europie. To miejsce, w którym spotyka się Sywasz, rezerwat Morza Czarnego, wyspa Dżaryłgacz i wszystkie te mokradła na południu obwodu chersońskiego, to miejsce jest jednym z najważniejszych dla ptaków w Europie Środkowej i Północnej. Latem przebywa tu największa kolonia ptaków. Jesienią występuje największe skupisko ptaków na emigracji. Część z nich nie odlatuje, a zimą jest tu największe skupisko zimujących ptaków. Los milionów ptaków od Afryki po Skandynawię zależy od tego, jak zachowane i spokojne jest to terytorium” – powiedział ekolog.

W wyniku odcięcia zasilania czarnobajowskiej fermy drobiu położonej w pobliżu Chersonia, w której na początku wojny hodowano 3 miliony kurczaków, nastąpiła katastrofa biologiczna i ekologiczna na dużą skalę, spowodowana brakiem możliwości ich utylizacji.

Zajęcie i okupacja elektrowni jądrowych stwarza ogromne zagrożenie dla środowiska, ludzi i zwierząt. Rosja kontynuuje nuklearny szantaż świata. Ostrzał lub atak rakietowy na aktywną strefę jednego z 15 reaktorów czterech działających ukraińskich elektrowni jądrowych może doprowadzić do katastrofy nuklearnej na dużą skalę. Ponadto zajęcie przez wojsko rosyjskie terenu nieczynnej czarnobylskiej elektrowni jądrowej niesie ze sobą istotne zagrożenie katastrofą radiacyjną, zarówno w wyniku uszkodzenia znajdujących się tam obiektów, jak i ewentualnego spalenia okolicznych lasów i stepów, które zgromadziły znaczną ilość substancji radioaktywnych. W wyniku ruchu rosyjskich pojazdów opancerzonych przez terytorium strefy zamkniętej usunięto wierzchnią warstwę ziemi na terenie składowania odpadów radioaktywnych, co spowodowało wzrost poziomu tła radiacyjnego do 7,6 razy.

Niszczenie ekosystemów, zanieczyszczanie gleb i obszarów wodnych, zmniejszanie bioróżnorodności, wzrost liczby szkodników w lasach to nie jest pełna lista problemów środowiskowych, z jakimi spotka się Ukraina po zakończeniu wojny. Można przypuszczać, że przyszła katastrofa ekologiczna na Ukrainie będzie miała charakter nie tylko lokalny, ale i regionalny, gdyż zanieczyszczenie ekosystemów wodnych i morskich, wód gruntowych możliwym promieniowaniem, odpadami chemicznymi lub toksycznymi będzie miało transgraniczny wpływ na wiele krajów europejskich.

 

Łukaszenka walczy z „Łupaszką – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI o dewastacji kolejnego polskiego miejsca pamięci na Białorusi

„Nieznani sprawcy” właśnie ukradli na Białorusi – we wsi Worziany w obwodzie grodzieńskim tablicę informującą o walce i miejscu spoczynku żołnierzy 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, dowodzonej przez majora Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka”.

31 stycznia 1944 r. w Worzianach Polacy stoczyli zwycięską bitwę z jednostkami niemieckiego Wehrmachtu i żandarmerii wojskowej. W starciu zginęło jednak 19 partyzantów „Łupaszki”, kilku było rannych, w tym sam komendant Szendzielarz i Lidia Lwow „Lala”. To poległym poświęcono zdewastowaną dziś kwaterę wojenną.

Major Józef Rusak wspominał bitwę pod Worzianami. – Niemcy jakoś się dowiedzieli, że tam stoimy i przyjechali do wsi. Myśmy tych Niemców odpędzili, a oni się wycofali na cmentarz – tam były groby, drzewa, mieli się za czym chować. Gdy Niemcy zostali rozbici, wycofaliśmy się z wioski, ale śledzili nas Rosjanie i z nimi też walczyliśmy, we wsi Radziusze. Pod Worzianami zginęło 63 Niemców.

„Nieznani sprawcy” zaczęli działać na Białorusi 1 lipca br., kiedy nierozpoznani łukaszenkowcy rozebrali polskie groby w Jodkowiczach (powiat berestowski). Potem był 4 lipca i barbarzyństwo w Mikuliszkach (powiat oszmiański). 8 lipca Wołkowysk i 9 lipca Kaczichachy (powiat karelicki). 22 lipca dewastacja cmentarza w Stryjówce pod Grodnem. 25 sierpnia za cel wzięto cmentarz Armii Krajowej w Surkontach (powiat werenowski). W końcu w Piaskowcach zniszczenia tablicy poświęconej Polakom, poległym w walce z wojskami NKWD.

W ostatnich dniach października zniszczono obelisk na zbiorowej mogile żołnierzy Wojska Polskiego poległych we wrześniu 1920 r. podczas Bitwy Niemeńskiej z bolszewikami pod Feliksowem koło Lidy. To kolejny cmentarz zbezczeszczony przez współczesnych bolszewików kołchozowego dyktatora Łukaszenki.

Wróćmy do Mikuliszek. Miejsce cmentarza wybrano nieprzypadkowo, bo partyzanci wileńskiej AK znajdowali tu spoczynek obok powstańców z 1863 r. „Było szaro lub ciemno, gdy już gotowi do wymarszu, na cmentarzu w Mikulaszach żegnaliśmy poległych kolegów. Była salwa honorowa i śpiewaliśmy »Śpij kolego w ciemnym grobie«. Całodzienne przeżycia, zmęczenie i żal spowodowały, że w czasie śpiewania łzy lały mi się po twarzy. Spojrzałem na najbliższych – twarze ich też były mokre. Jakże inaczej brzmiała w tych okolicznościach ta trochę oklepana wojskowa piosenka” – jeden z polskich pochówków wspominał Tadeusz Żuk „Kot”.

W Surkontach z kolei zginął wybitny polski żołnierz mjr Maciej Kalenkiewicz ps. „Kotwicz”. Był polskim inżynierem, podpułkownikiem Wojska Polskiego, żołnierzem Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr Henryka Dobrzańskiego, „Hubala”, pomysłodawcą wykorzystywania w celach dywersyjnych świetnie wyszkolonych skoczków spadochronowych – cichociemnych (sam był jednym z nich), oficerem AK, dowódcą partyzanckim w Okręgu Nowogródek Armii Krajowej.

21 sierpnia 1944 r., pod Surkontami, oddział AK Macieja Kalenkiewicza stoczył bitwę z batalionem NKWD. Było to pierwsze starcie Wojska Polskiego z sowietami od czasu ich agresji na Rzeczpospolitą we wrześniu 1939 r.

Sowieci otoczyli wieś, ale niespodziewanie zostali ostrzelani przez Polaków w trakcie pokonywania podmokłych terenów otaczających Surkonty. Ostrzał zmusił ich do ucieczki, przegrupowania sił i oczekiwania na nadejście posiłków. Major „Kotwicz” pozostał we wsi z ciężko rannymi towarzyszami broni. Pozostali akowcy wycofali się na bezpieczne pozycje.

Po kilku godzinach sowieci ponowili atak, tym razem wsparty nalotem bombowym. Szybko zdobyli wieś, którą następnie spalili i zabili pozostałych przy życiu Polaków. Prócz mjr Macieja Kalenkiewicza po polskiej stronie poległo 36 żołnierzy i kilkunastu cywilów. Po stronie sowieckiej zginęło prawdopodobnie kilkadziesiąt osób.

 

Uparty WALTER ALTERMANN tropi błędy: Dalsze języka dręczenie

Dyskusja w jednej z naszych telewizji. Naraz poseł mówi: „Analizowaliśmy o sprawie zboża ukraińskiego…”. To jedna z częstych, okropnych pomyłek składniowych. Te pomyłki zawsze występują w momencie, gdy człowiek z gruntu prosty próbuje mówić językiem o kilka stopni wyższym od niego. Dlaczego ktoś, kto zaszedł tak wysoko, że już jest posłem, chce by uważano go za jeszcze wyżej postawionego?

 

A Wincenty Witos, był chłopem i mówił językiem prostym, językiem swej warstwy społecznej. I to było w porządku. I mówił poprawnie, bo się nie sadził na pana.  Wyjaśnijmy jednak jak to jest z tą „analizą”. Otóż analizować można coś: problem, zjawisko, dane statystyczne, wyniki prac. Natomiast dyskutować można o czymś: o problemie zbożach, o zjawiskach, o danych statystycznych, o wynikach prac.

Kolejne błędne użycie „o”

5 kwietnia 20223 roku, Prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Kosiniak – Kamysz, formalnie kolejny ze spadkobierców Wincentego Witosa, mówi w swoim wystąpieniu przed kamerami: „Wzywamy wszystkie siły polityczne polskiej wsi o współpracę”. A powinien powiedzieć „… wzywamy do współpracy”. „O współpracę…” natomiast można apelować lub prosić.

Z życiorysu prezesa wynika, że jest absolwentem Liceum w Krakowie, potem skończył studia na Wydziale Lekarskim UJ. Następnie był asystentem w Katedrze Chorób Wewnętrznych i Medycyny Wsi CM UJ. W roku 2010 na macierzystej uczelni uzyskał stopień doktora nauk medycznych.

Wybaczając panu prezesowi ten przykry wypadek, cieszyć jednak może, że obecnie nie praktykuje on już leczenia. Bo wyobraźmy sobie, że mówi do pacjenta: „Wzywam pana o branie przepisanych lekarstw”. Jakby trafił na poważnego krakowskiego inteligenta, mógłby doprowadzić do znacznego pogorszenia stanu zdrowia chorego.

Genesis

„Sami wygenerowaliśmy problem” – mówi w dyskusji, o zalewającym Polskę ukraińskim zbożu, inny poseł. Powinien powiedzieć, stworzyliśmy problem. Ale według posła lepiej powiedzieć – po pańsku – „wygenerowaliśmy”.

Generowanie pochodzi od genezy i oznacza właśnie stworzenie czegoś. Genezą nazywamy przyczyny, które wywołały powstanie czegoś lub doprowadziły do rozwoju czegoś. Określamy tym słowem również sposób powstawania i rozwoju czegoś. Geneza to tyle co źródło, powód, początek. Genesis zaś to jedna z ksiąg biblijnego Pięcioksięgu, co się tłumaczy jako Księga Rodzaju czy Stworzenia.

WP Tech odkrył istnienie podwójnej alternatywy

WT Tech o brytyjskim czołgu Challenger: „Trudno się dziwić – obie alternatywy oznaczały, że globalny prekursor broni pancernej po ponad wieku jej ciągłego rozwoju miałby zrezygnować z produkcji własnych czołgów. Decyzje dotyczące dalszego rozwoju serii człołgów Chelenger oddaliły widmo czołgowego rozbrojenia Wielkiej Brytanii”.

Skąd oni wzięli te „obie alternatywy”? Przecież alternatywa jest jedna i oznacza wybór jednej z dwu z możliwych – przeciwstawnych sobie – dróg postępowania. Ja wiem, że coraz częściej „alternatywa” oznacza w ogóle wybór, ale bardzo przykro patrzeć, jak na skutek zaniechania nauki łaciny w liceach, zanika jedno z podstawowych źródeł naszej kultury – język antycznych Rzymian i ich kultura.

Problemy z Austrią i Austriakami

I nie mam tu na myśli pokrętnych meandrów jakimi płynie współczesna polityka Austrii. Chodzi o to, że do wielu z nas nie dociera, że nazwę państwa niegdysiejszego naszego zaborcy inaczej się pisze i inaczej się wymawia.

Piszemy „Austria”, ale wymawiamy [„Austrja”]. Piszemy „Austriak”, ale wymawiamy [„Austryjak]”. Tak jest i żadnej taryfy ulgowej tu być nie może. Skąd się wzięła taka wymowa? Z historii, bo tak dawniej mówiono o Austrji i Austryjakach – i tak jest do dzisiaj.

Piszę o tym, bo sprawozdawcy skoków narciarskich cały czas mówili: „Oto na belce siada Austriak”. Przykre, ale prawdziwe.

Czym dysponuje zawodnik?

Sprawozdawca meczu piłki nożnej mówi: „Kowalski nie dysponuje dużym wzrostem”. Już o tym pisałem, ale warto przypomnieć, że dysponować można majątkiem, ale gdy chodzi o wzrost piłkarza, gdy nie jest za duży, należałoby powiedzieć: „Kowalski nie jest za wysoki”. Bo już stwierdzenie, że jest mały, bądź niski, byłoby nieeleganckie, a nawet obraźliwe.

Można powiedzieć do faceta, który ma ponad dwa metry wzrostu: „O, jaki pan wysoki”, ale nie wypada powiedzieć do gościa, mierzącego poniżej 165 centymetrów: „O, jaki pan malutki”. Trzeba mieć takt. Dawniej to się nazywała kindersztuba, a dzisiaj może nawet nazywać się takie dobre wychowanie – alternatywą. Niech tam, byle byłoby stosowane – to dobre wychowanie.

Jak wyposażony jest piłkarz?

W czasie transmisji meczu polskiej ekstraklasy sprawozdawca, chcąc pochwalić walory jednego z zawodników mówi: „To piłkarz z dużym wyposażeniem ofensywnym”. Konkretnie nie wiem o co chodziło dziennikarzowi, ale było grubo przed 23.00 i na pornografię czasu jeszcze nie było.

 

 

WALTER ALTERMANN: Gazeta, czy listy od czytelników?

Wiem z doświadczenia, że są czytelnicy, dla których pisanie do mediów jest najgłębszym sensem istnienia. Wierzą oni bowiem, że mają do przekazania niezwykle ważne treści, że poruszają wielkie sprawy, mające wpływ na dzieje świata, a ich niebagatelne opinie muszą, koniecznie muszą być zamieszczone.

Najczęściej redakcje wyrzucają takie listy czytelników do kosza, lub kasują je w internecie. Jeżeli jednak decydują się już na zamieszczenie głosu czytelnika, to biorą na siebie odpowiedzialność za ich treść. Nawet, jeżeli jedynym celem redakcji było sprowokowanie czytelników do dyskusji. 31 marca 2023 roku Wyborcza.pl zamieściła list poruszonego czytelnika, który przytaczam w całości:

Wstyd, że na mizernych resztkach zaginionej niedawno cywilizacji obecni mieszkańcy chcą mieć parking. Jak ocalić historię miasta? Czytelnik o planach zabudowy na terenie warszawskiego getta.

Przed świętem Paschy zdjęto trochę trawy z wierzchu naszej zbiorowej niepamięci przypadkiem i niechcący odkryto fundamenty żydowskiej ulicy. Zwiedzałem jako dziecko ruiny Pergamonu, Olimpii i Delf, ćwicząc wyobraźnię, by spośród kamieni i zwalonych kolumn wyłowić zapomniane życie sprzed tysięcy lat.

Jednak ulica Gęsia istniała jeszcze za życia mego ojca, teraz tam uwija się archeolog. Wykopki obnażyły ulotność naszych wspomnień, zdziwienie udające szlachetną nostalgię.

Wstyd, że na tych mizernych resztkach zaginionej niedawno cywilizacji obecni mieszkańcy chcą mieć parking dla aut. Szczątki starych domostw, nic niewarte trupy historii i pośmiertny triumf Hitlera, niedający się przepędzić demon wspólnych dziejów.

Przemysław Wiszniewski

 Mówienie o zaginionej cywilizacji – w odwołaniu do ruin piwnic na Gęsiej 33 – jest przesadzone i nader egzaltowane, a już przypominanie niesławnego dzieła Hitlera w sprawie parkingu na resztkach ulicy Gęsiej jest nieprzyzwoite, bo sugeruje, jakieś podobieństwo działań obecnych władz miasta Warszawy do zagłady Żydów.

Zdaje mi się, że w Warszawie, Łodzi i Krakowie pamięć Żydów została i nadal jest czczona w sposób poważny i dostateczny. Nie będę wyliczał muzeów, obchodów, nazw ulic, pomników, tablic pamiątkowych, żydowskich cmentarzy, które są objawem szacunku dla dawnych mieszkańców tych miast. Zresztą w całym naszym kraju czci się dawną obecność i życie Żydów w Polsce.

Autor nie uniknął też śmieszności, bo Gęsia 33 czy łódzkie Bałuty, w swym dawnym architektonicznym kształcie, nie były świadectwami wielkich dzieł sztuki architektonicznej, jak przywoływane Pergamon, Olimp i Delfy. Piszę o śmieszności, bo w tak ważnej sprawie, jak dawna obecność Żydów w Polsce nie może być w najmniejszym stopniu ośmieszana.

Czy Żydzi stworzyli w dawnej Polsce osobną cywilizację, na miarę antycznych Greków i Rzymian? Też wątpię. Owszem, tworzyli swoją, niekiedy odrębną kulturę, ale nie cywilizację. Wnieśli jednak wielki wkład w cywilizację świata, Europy i Polski, to fakt bezsprzeczny i doceniany.

I nie na tym zasadzała się wielkość tamtych Żydów, że budowali piękne i wiekopomne gmachy, ale na tym, że wciągnęli cały świat w obręb kultury Księgi, filozofii, słowa i myśli. A te wartości są w Polsce należycie czczone. Także w każdym polskim kościele, bo każdy chrześcijanin wie czym jest Stary, a czym Nowy Testament, w jakim narodzie przyszedł na świat Chrystus, jakiej narodowości byli Jego apostołowie.

Być może dla autora listu to za mało i chciałby widzieć kolejny pomnik w formie odrestaurowanej kamienicy przy ulicy Gęsiej. Jeżeli tak, to myślę, że p. Wiszniewski nie ma racji, bo oprócz niezbyt imponujących pamiątek materialnych przeszłości w dzisiejszej Warszawie żyją następne pokolenia, którym – o dziwo – potrzebne są także parkingi. I na koniec – w każdej sprawie należy zachować umiar i opanować emocje. I nie przesadzać.

Trzeba też zauważyć, że odkryte fragmenty kamienicy na Gęsiej 33 nie są w żadnym calu wspaniałym zabytkiem architektury. To jedna z wielu przeciętnych budowli warszawskich. A już mieszanie do tego Pergamonu i innych antycznych wspaniałości jest bardzo grubym nieporozumieniem. Naprawdę, ruiny tych piwnic w niczym nie przypominają Wzgórza Świątynnego w Jerozolimie. Niestety, cały list czytelnika tchnie przesadą, graniczącą z histerią i szaloną egzaltacją.

Takie histeryczne myśli i stanowiska, powiedzmy to wprost – jakie zawiera ów list – z pewnością nie służą dialogowi i porozumieniu między dwoma narodami. Niczego nie można robić na duś, na siłę i z tupetem. A poważnemu tematowi relacji polsko – żydowskich potrzebne są: wzajemne poszanowanie, rozwaga i delikatność, a tych w liście czytelnika Wyborczej.pl nie znalazłem. Dialog zakłada wysłuchanie obu stron, zrozumienie wzajemne i nie trwanie w uprzedzeniach. A życie bieżące, współcześni warszawiacy też mają swoje prawa.

Może jednak trzeba przyznać rację panu Andrzejowi Mizerze, rzecznikowi wojewódzkiego konserwatora zabytków, który mówił niedawno w mediach, że w pracach archeologicznych na Muranowie bierze udział przedstawiciel Muzeum Getta Warszawskiego. Pytany o to, czy konserwator może zobowiązać inwestora do zachowania i wyeksponowania odkopanych fundamentów, odpowiedział: „Jeżeli tylko mają odpowiednią wartość”.

 

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Źródłem „rusofobii” jest sama Rosja

Sama Rosja doprowadziła do tego, że wiele osób traktuje ją z pogardą, jako kraj, który oszukuje własnych obywateli, a prowadząc imperialistyczną politykę chce oszukać cały świat.

Rosja zarzuca światu „rusofobię”, czyli to, że nie lubi Rosji bez wyraźnego powodu i boi się wszystkiego, co rosyjskie. Czy tak jest? Rosyjscy propagandyści nazywają politykę USA, NATO, krajów Unii Europejskiej i różnych organizacji międzynarodowych, takich jak Międzynarodowy Trybunał Karny czy Europejski Trybunał Praw Człowieka, jako źródło „rusofobii”. Czy tak jest? I ogólnie, czym jest „rusofobia” jako zjawisko?

Można powiedzieć, że „rusofobia” to jedno z największych oszustw XXI wieku, którego źródłem jest sama Rosja, a takie zjawisko istnieje tylko w wyobraźni rosyjskich propagandzistów. Dlaczego?

Rosyjscy politycy, a także nowa koncepcja polityki zagranicznej Rosji, podpisana niedawno przez prezydenta Władimira Putina, głoszą, że zarówno w 2014, jak i w 2022 roku to nie „Rosja zaatakowała Ukrainę”, ale „polityka USA sprowokowała Rosję do obrony” i zmusiła do odpowiedzi. Nowy dokument przedstawia świat jako dwubiegunowy, w którym piękna, pokojowa i szlachetna Rosja przeciwstawia się wszelkiemu złu na całym świecie, a uosobieniem tego zła są USA, Polska i praktycznie cała Europa.

W rzeczywistości rosyjscy politycy nie stworzyli niczego nowego. Po prostu odwrócili dobrze znaną koncepcję George’a Busha „osi zła”, wzdłuż której Rosja prowadzi konserwatywne siły światowe w opozycji do demokracji i sił postępu. Rosyjski uczony Andrij Sacharow, w swoim słynnym dziele „Refleksje o postępie, pokojowym współistnieniu i wolności intelektualnej”, również pisał o tym, że Rosja jako mocarstwo światowe spowalnia światowy ruch ku postępowi. Ale jak zawsze Rosja obwinia innych za zbrodnie, które sama popełnia. W ciągu dwudziestu lat po Bushu, jak zauważa ukraińska gazeta „Dzerkało Tyżnia”, oś zła stała się jeszcze „większa, śmielsza i bardziej zła”. A wiodącą rolę w niej odgrywa obecnie nuklearna Rosja, która myśli, że sprzeciwia się całemu światu.

Aby zdemaskować rosyjskie kłamstwa, wystarczy odpowiedzieć na pytanie: kto jest agresorem? Rosja jako pierwsza grozi innym krajom – toczy wojnę z sąsiednią Ukrainą, zaprzeczając nawet istnieniu narodu ukraińskiego, jego suwerenności i prawu do samostanowienia, grozi całej Europie bronią nuklearną, chce rozmieścić taktyczną broń nuklearną na Białorusi, straszy Finlandię, która niedawno została członkiem NATO. To Rosja bez powodu aresztuje zagranicznych korespondentów, takich jak Amerykanin Evan Hershkovich, fałszuje sprawy przeciwko Tatarom krymskim, sieje tony kłamliwej propagandy przeciwko Polsce, Niemcom, całej Unii Europejskiej, łamie prawo międzynarodowe, nie liczy się z zasadami członkostwa w organizacjach międzynarodowych, co de facto blokuje ich pracę.

Oczywiście takie zachowanie Rosji budzi sprzeciw i krytykę w normalnych krajach demokratycznych. A wtedy Rosja krzyczy: „rusofobia, nikt nas nie lubi”.

I tu pojawia się ważne pytanie: za co wszyscy powinniśmy lubić Rosję? Za pokojową politykę, której ten kraj nie ma? Za przyjazne i partnerskie podejście do sąsiadów, którego nie ma? Za groźby dla całego świata? Za łamanie prawa międzynarodowego i praw człowieka?

Jak możemy lubić Rosję, skoro nie ma ku temu powodów, a wręcz przeciwnie, trzeba domagać się zmian i respektowania przez ten kraj fundamentalnych norm współżycia międzynarodowego. I świat tak robi, a Rosja krzyczy:  „to jest rusofobia!”.

W ostatnich latach, mimo całego zła jakie wyrządził, Władimir Putin zrobił też kilka rzeczy, które przyniosły korzyści światu.

Po pierwsze, sam obalił twierdzenie własnej propagandy, że NATO jest rzekomo agresywnym blokiem militarnym. Rozpoczynając straszliwą pod względem liczby zbrodni, niesprowokowaną wojnę w Ukrainie, Putin pokazał, że to Rosja jest agresorem, a NATO blokiem, który broni pokoju i suwerenności państw. Sprzeciwiał się rozszerzaniu NATO na wschód i zbliżaniu granic NATO do granic Rosji, a swoim postępowaniem doprowadził do czegoś zupełnie odwrotnego – sojusz przyjmuje nowych członków i  jego granica z Rosją zwiększa się.

Po drugie, odmawiając Ukrainie prawa do suwerennego państwa, Władimir Putin zainspirował wiele badań historycznych, które wykazały, że Ukraina, Polska, Mołdawia, Gruzja i wiele krajów azjatyckich, takich jak Kazachstan, są historycznie zarówno starszymi, jak i bardziej cywilizowanymi krajami od Moskwy oraz mają pełne prawo do suwerenności bez udziału Rosji.

Po trzecie, rozpoczynając wojnę na Ukrainie, Władimir Putin pomógł wielu ludziom na świecie zrozumieć przewagę demokratycznego systemu rządów nad autokracją i dyktaturą, jaką jest Rosja. Sprowokowawszy miliony uchodźców z Ukrainy i Gruzji szukających schronienia przed jego wojną w krajach europejskich, a także setki tysięcy uchodźców z samej Rosji uciekających przed mobilizacją, zmusił ich do zobaczenia na własne oczy zalet życia w krajach europejskich i zalet demokracji. To zrodziło miliony zwolenników demokracji, Unii Europejskiej, przekonanych o zaletach NATO oraz europejskich i światowych organizacji międzynarodowych. Jednocześnie milionom ludzi otworzyły się oczy i zobaczyli zacofanie i niecywilizację Rosji. Sama Rosja doprowadziła do tego, że wiele osób traktuje ją z pogardą, jako kraj, który oszukuje własnych obywateli i prowadząc imperialistyczną politykę chce oszukać cały świat. I niech rosyjscy politycy krzyczą – „rusofobia”, a ludzie na świecie i tak już rozumieją, że rusofobiczna jest sama Rosja, która zaprzecza wszelkim wartościom i sama winna jest swoich kłopotów, zacofania i letargu…