O językowych wandalach pisze WALTER ALTERMANN: Dziwactwa językowe w Polsce zanglizowanej

Różne grupy polityczne na całym świecie podjęły teraz hasło „No war!”, które się tłumaczy: „Wojnie nie”. Hasło zaistniało po raz pierwszy w USA, w czasie wojny z Wietnamem. Było ono zawołaniem młodzieży, artystów i intelektualistów, którzy protestowali przeciw działaniom militarnym USA. I wtedy miało sens, bo tamta wojna była kontynuacją wojen kolonialnych. I naprawdę znaczyło zupełnie co innego, gdyż głosili je obywatele kraju zaangażowanego w wojnę.

 

Jednak w przypadku dzisiejszej wojny na Ukrainie hasło to robi wodę z mózgu publice politycznej świata. Gdyby dzisiaj wrażliwi ludzie świata głosili hasło „Rosja Stop”, miałoby to sens, bo w istocie mamy do czynienia z agresją Rosji na Ukrainę. I gdyby „No war!” pojawiało się na nielicznych manifestacjach Rosjan w Moskwie, też zrozumiałbym sens użycia go.

No war!

Wielu z przywódców różnych państw, mówi głośno lub dyskretnie sugeruje, że Ukraina nie powinna się bronić, bo to może zaburzyć światowy handel i spowodować recesję. Niestety w tej grupie głoszącej „spokój za cenę wolności Ukrainy” są także państwa NATO.

Nie ma więc co dziwić się grupie 18 niemieckich polityków, zwanych intelektualistami, że oczekują od Ukraińców poddania się, co w istocie mogłoby oznaczać koniec wojny. W grupie są politycy, pisarze, malarze i muzycy, którzy 23 kwietnia br. wystosowali otwarty apel do kanclerza Olafa Scholza, Unii Europejskiej i NATO o wstrzymanie dostaw broni do Ukrainy. Główną ideą listu jest to, że Ukraina nadal będzie przegrywać, więc należy ją zmusić do kapitulacji.

Jak podaje „Berliner Zeitung”, grupę tworzą m.in.: Daniela Dahn – znana niemiecka pisarka, dziennikarka i eseistka, krytyczna wobec procesu zjednoczenia Niemiec; Jürgen Grässlin – nauczyciel, dziennikarz i działacz pokojowy, odrzucający stosowanie przemocy; Luc Jochimsen – niemiecka socjolog, dziennikarka telewizyjna i polityk partii Die Linke; Norman Paech – emerytowany niemiecki profesor i członek partii politycznej Die Linke; Hans Christoph Graf von Sponeck, były asystent sekretarza generalnego ONZ; Antje Vollmer – polityk Sojuszu 90/Zieloni, która w latach 1994-2005 była jednym z wiceprzewodniczących Bundestagu; Konstantin Wecker – autor tekstów piosenek, kompozytor i aktor. Są to w sumie politycy niemieckiej partii Die Linke, znanej ze swego skrajnego lewicowego doktrynerstwa. I tylko niektórzy z nich są intelektualistami.

Przy okazji – w XX wieku niemiecka lewica w całości przeżyła straszliwe przypadki. I to by tłumaczyło jej dzisiejsze „zakręcenie”. Myślę też, że do przywódców partii Die Linke chyba jeszcze nie dotarło, że ZSRR i Federacja Rosyjska to zupełnie inne byty.

Propozycja tej grupy dla Ukrainy zrównuje napadającego z napadniętym. Sugeruje też, że gdyby napadnięci nie bronili się, to nie byłoby ofiar. Stosując tę logikę można by powiedzieć, że Niemcy odpowiadają jedynie za część ofiar II wojny światowej, bo gdyby narody się przed nimi nie broniły i zgodziły się popaść w niemiecką niewolę, to śmierć nie zebrałaby tak strasznego żniwa.

Widzę przyczynę i skutek pomiędzy jasłem „No war!”, a pokrętnym zdaniem niemieckich lewicowych intelektualistów. Bo najpierw pojawiło się to bałamutne hasło, a później usłyszeliśmy głęboko niemoralny głos niemieckich tych intelektualistów, który zrównuje – w imię spokoju i dobrego biznesu – agresora z ofiarą agresji.

                                                            Wystąpienie wojny

„Mołdawianie najbardziej zaniepokojeni są ryzykiem wystąpienia wojny” – pisze portal naTemat.

Rzecz w tym że wystąpić to może: rzeka ze swego koryta. Mogą wystąpić przypadki zachorowań, żołnierze z szeregu a przede wszystkim zjawiska pogodowe jak – burze, opady śniegu czy gołoledź. Wystąpić może artysta na scenie, estradzie, w radio czy w  telewizji. Wystąpić może również polityk z oświadczeniem, rezolucją lub tylko inwektywami.

Wystąpienie wojny – jest kuriozum językowym,  bo zakłada jakąś przypadkowość losu. Tymczasem nigdy w historii żadna wojna nie występowała. Zawsze była skutkiem chęci i zamiarów – przynajmniej jednej ze stron. A zatem była to działalność celowa i ktoś zawsze podejmował decyzję o agresji.

W przypadku omawianego zdania mamy jeszcze jedną przypadłość, bo autor pisze o „ryzyku wystąpienia wojny”. Długo starałem się zrozumieć pełny sens tego zdania i nie pojąłem. Wyszło mi tylko, że Mołdawianie obawiają się rosyjskiej agresji i wojny. Ale „ryzyko wystąpienia wojny” nijak się nie wpisuje w żadną logikę.

                                                            Śmiech kompulsywny

Dziennikarz mówi, że ktoś po usłyszeniu jego anegdoty, wybuchł „kompulsywnym śmiechem”. Sprawdźmy o co mogło mu chodzić.

Termin kompulsywny, który pojawia się w polszczyźnie coraz częściej, pochodzi z angielskiego  compulsive i oznacza przymusowy, pozostający poza kontrolą. Pochodzi od kompulsje i oznacza czynności natrętne lub natręctwa ruchowe. Jest to objaw psychopatologiczny polegający na występowaniu powtarzających się czynności, które są jako niechciane i nie dające się opanować. Pacjenci najczęściej opisują owe czynności jako bezsensowne i irracjonalne, jednak ich próby powstrzymania się od wykonywania czynności natrętnych zwykle powodują kumulowanie się napięcia emocjonalnego (np. poczucia zagrożenia – nieraz o dużej intensywności), co niejako zmusza ich do powtarzania kompulsji. Kompulsje mogą mieć postać prostych czynności (np. skubanie, pocieranie ubrania) po czynności natrętne złożone – wieloetapowe, skomplikowane i nieraz czasochłonne zachowania.

Zatem dziennikarz nie miał z pewnością na myśli, że ktoś śmiał się, bo jest chory. Stawiam na to, że chciał powiedzieć modnie i nowocześnie. Stare i znane określenia śmiechu wydały mu się nieatrakcyjne, więc sięgnął po nowe. A przecież mógł powiedzieć, że ktoś – po wysłuchaniu anegdoty: 1. Roześmiał się i długo nie mógł powstrzymać śmiechu; 2. Śmiał się jak szalony; 3. Dostał ataku śmiechu; 4. Wybuchnął śmiechem.

Ale sugerować, że każdy kto się żywiołowo śmieje, jest psychopatą? Nie uchodzi.

                                             Niekonkluzywne, czyli nic nowego

„Putin wygłosił na Placu Czerwonym 8 maja przemówienie niekonkluzywne” – napisał tygodnik DoRzeczy w internetowym wydaniu.

O co chodzi gazecie? Żeby to choć w części zrozumieć, musimy zagłębić się w niebezpieczne wiry i odmęty poważnej nauki.

Konkluzja to termin z logiki i filozofii, który znaczy: „W każdym rozumowaniu odnaleźć można następujące elementy: racja i następstwo. Zdanie „A” jest racją zdania „B”, zaś zdanie „B” jest następstwem zdania „A”, wtedy gdy prawdziwość zdania „A” jest gwarancją prawdziwości zdania „B”. Zdanie stanowiące podstawę do uznania (wprowadzenia) innego zdania nazywa się przesłanką rozumowania, a zdanie uznane (wprowadzone)  na podstawie przesłanki rozumowania nazywa się konkluzją (wnioskiem) rozumowania (wprowadzenia)”.

Konkluzywny zaś to – dający wnioski, rozstrzygnięcia.

Niekonkluzywny natomiast to – nie dający wniosków i rozstrzygnięć.

W sumie dziennikarzom chodziło o to, że Putin nie powiedział niczego nowego. I to rozumiem, ale żeby zaraz zaciągać do walki z samowładcą Rosji logikę i filozofię? Putin przeminie a filozofia zostanie. To tak jakby strzelać do kuropatwy z haubicy 120 mm!

Dziwne to słowo. I myślę, że przytłaczająca większość czytelników niczego z tej niekonkluzywności nie pojmą! Ja wiem, że osoba używająca takich słów jak „konkluzja”  budzi szacunek, a nawet obawy i strach kolegów z redakcji. Bo jak ktoś zna takie słowa, to może przecież zrobić rzeczy gorsze.

                           Urzędowy język ma służyć obywatelom?  Niekoniecznie

Na stronach internetowych  samorządów, a także w lokalnych gazetach możemy przeczytać informacje o różnych „działaniach” urzędów. Mamy zatem takie tytuły:

  • Zlot food trucków;
  • Najciekawsze wakacyjne destynacje;
  • Mapa letnich aktywności.

Po lekturze artykułów i odpowiadających im informacji urzędowych, trochę się wyjaśnia, ale nie do końca.

  • Zlot food tracków okazuje się być przyjazdem kilku barów samochodowych, z okazji jakiegoś lokalnego święta. Bar w samochodzie nie zabrzmi Polakowi miło, choć znany jest jeszcze z PRL-u. Natomiast bułka nadziana kiełbasą, bułka z mielonym lub frytki pachną już szerokim światem. A Polak głodny nie tyle na bułkę, co na bycie światowcem.
  • Najciekawsze wakacyjne destynacje – ten tytuł zapowiada podpowiadanie, gdzie najlepiej wyjechać na wakacje. Destynacja to miejsce przeznaczenia, cel podróży. Słowo jest mało znane, ale jednak słychać w nim szeroki, lepszy świat. Zupełnie tak jak z muszlami, które jako dziecko przykładałem do ucha, by usłyszeć szum morza.
  • Mapa aktywności letnich to z kolei wykaz propozycji na lato w mieście dla jego mieszkańców. A te „letnie aktywności” organizują władze samorządowe. Przy czym, żeby nie było niedomówień, są to. w większości, propozycje różnych występów artystycznych, w czasie których widz-mieszkaniec będzie jednak nieaktywnym widzem.

                                            Drastyczne wnioski i propozycje

Wszystkie urzędy mają obowiązek publicznie zamieszczać swoje ogłoszenia, żeby każdy mógł się z nimi poznać. Ale już niekoniecznie każdy jest je w stanie zrozumieć. Potrzebna jest zatem nowelizacja prawa! Trzeba rozszerzyć ustawę o ochronie języka polskiego, która jest w obecnej formie martwa i nikt się nią nie przejmuje. Może jedynie importerzy zagranicznych towarów powszechnego użytku, którzy zamieszczają na opakowaniach naklejkę w języku polskim, ale tak małą i tak drobnym drukiem, że nawet pod lupą trudno ją odczytać. Poza tym – kto chodzi do sklepu z lupą?

Jak długo językowi wandale i chuligani pozostaną bezkarni?  Koniec z biernym przyglądaniem się dewastowaniu tego, co mamy najcenniejsze – naszego języka! Kary za mordowanie języka powinny być! I to wysokie. Szaleniec, który zetnie zabytkowy dąb idzie siedzieć. A szaleni języka mordercy „Swobodnie chodzą po wolności” – jak mówił jeden młody poseł celebryta.

No i ta dominacja niezrozumiałej dla większości Polaków angielszczyzny… Na razie narody angielskojęzyczne podbiły nas językowo. Może jednak przyjść czas, że tak nas pokochają, iż  zaproponują nam przesiedlenie się do nich. Wtedy ja wybiorę Australię. Klimat i terytorium mało przyjemne, głównie upały i pustynia… Ale przynajmniej daleko do Europy. Groźnych sąsiadów brak, historia krótka i niezbyt obciążająca.  

Wszystkim zanglizowanym urzędnikom i dziennikarzom polecam przeczytanie słynnego niegdyś wiersza Edwarda Słońskiego (1874 – 1926). Wiersz jest nawet w internecie w całości, ma tytuł OJCZYZNA, i zaczyna się tak:

Przehandlowaliśmy na nic swój znak i graniczne kopce

I dziś dla nas nie ma granic, i swoim jest wszystko obce.

Jak Polacy, Ukraińcy i Tatarzy Krymscy spalili Moskwę

Według ukraińskiej agencji informacyjnej UNIAN, w przejściowo zajętym mieście obwodu donieckiego Mangusz, rosyjscy okupanci zburzyli pomnik hetmana Piotra Konaszewicza- Sahajdacznego. „Dzisiaj w Manguszu okupanci zburzyli pomnik Hetmana Sahajdacznego i ku czci naszych obrońców. Zamiast historii świata i historii Ukrainy, w Mariupolu wprowadza się historię Rosji. Wszystko to dzieje się pod flagami sowieckimi. Okupanci chcą zlikwidować wszystko, co związane z Ukrainą – język, historię, kulturę – powiedział doradca burmistrza Mariupola Petro Andruszczenko.

 Flota hetmana Piotra Sahajdacznego

To już drugi raz, kiedy ucierpiał pomnik słynnego hetmana. Po raz pierwszy rosyjscy okupanci rozebrali monument Piotra Sahajdacznego w Sewastopolu w 2014 roku po zdobyciu Krymu. Ukraina nie zgodziła się wówczas na rozbiórkę pomnika i wywiozła go w celu zainstalowania w innym miejscu. Gniew Rosjan na słynnego hetmana tłumaczy się tym, że nie faworyt Katarzyny II, książę Grigorij Potiomkin, jak twierdzi fałszywa historia Rosji, był założycielem pierwszej floty na Morzu Czarnym, a właśnie kozacki hetman zaporoski Piotr Sahajdaczny.

I tak było. Wędrówki po Morzu Czarnym dla Kozaków z Zaporoża od dawna były na porządku dziennym. Takie podróże w XVI – XVII wieku odbywały się niemal co roku. Tak więc wiosną 1616 r., na przełomie kwietnia i maja, Kozacy pod dowództwem hetmana Wasyla Strilkowskiego pomaszerowali na miasta tureckie. Zdobyli Warnę i Missouri, a wysłana za nimi turecka flota została pokonana u ujścia Dunaju.

Piotra Sahajdacznego ogłoszono hetmanem armii zaporoskiej w czerwcu lub na początku lipca 1616 r. Wkrótce zaczął przygotowywać kampanię do niezdobytej tureckiej twierdzy Kafa (współczesna Teodozja). Kafa było dużym i bogatym miastem, liczącym od 70 000 do 100 000 mieszkańców. Twierdza posiadała silne umocnienia obronne: 13-metrowe mury zewnętrzne o długości ponad 5 kilometrów. Garnizon miejski składał się z 3 armii janczarów. Dowódca twierdzy miał do dyspozycji ok. 300 żołnierzy, kolejnych 200 żołnierzy pod dowództwem Kapudana – dowódcy marynarki wojennej.

W lipcu 1616 Sahajdaczny wraz z sześcioma tysiącami Kozaków na 120-150 okrętach udał się w podróż morską. Przy wyjściu z Dniepru, w ujściu Dniepr-Bug, Kozacy spotkali eskadrę galer osmańskich. Pokonali flotyllę turecką i zdobyli około połowy jej statków.

22 lipca 1616 r. Sahajdaczny przybył do miasta wraz z 4000 Kozakami. W nocy Kozacy zbliżyli się do bram Kafy. Część z nich odwróciła uwagę strażników, twierdząc, że są jednostką turecką idącą na wojnę z Persją. Tymczasem inni rzucali drabiny na mury twierdzy. Po przekroczeniu muru Kozacy otworzyli bramy, zajęli miejską cytadelę i zaczęli wypuszczać chrześcijańskich niewolników. W wyniku operacji uwolniono kilka tysięcy niewolników i wywieziono je galerami nad Dniepr.

Powrót tylu więźniów służył narodowej chwale Sahajdacznego. Po uwolnieniu tysięcy jeńców Kozacy przekroczyli Morze Czarne i zaatakowali Trebizond i Sinop, szturmowali oba miasta, zatopili trzy statki, a kilka zdobyli. Dowiedziawszy się w drodze powrotnej, że Turcy zablokowali drogę do Dniepru dużą flotą, Kozacy skręcili na północ i przekroczyli Morze Azowskie do Donu, w styczniu drogą lądową wrócili do Zaporoża.

Upadek stolicy Rosji

Miasto Bachczysaraj na Krymie można by nazwać krymskim Kazimierzem. Są tam te same malownicze góry, te same historyczne krajobrazy, te same antyczne zabytki sięgające starożytności, ci sami sympatyczni i pracowici ludzie.

Co zaskakujące, Bakczysaraj, obecnie okupowany przez Rosjan, jest wymieniany w związku z zatopieniem rosyjskiego krążownika „Moskwa”. Nie jest to jednak pierwszy upadek stolicy Rosji. Symbolicznym jest fakt, że Tatarzy krymscy, pochodzący z Bachczysaraju, spalili rosyjską stolicę w 1571 roku, a Ukraińcy podbili ją razem z Polakami w 1618 roku. A teraz, w XXI wieku, Ukraina zatopiła rosyjskiego krążownika „Moskwa”. Okazuje się, że od wieków wszyscy mamy tego samego wroga…

W połowie XVI wieku księstwo moskiewskie rozpoczęło ekspansję na zachód: w latach 1554-1557 w wojnie ze Szwecją, a w 1558 roku wybuchła wojna inflancka. W latach 1556 i 1558 Moskwa zaatakowała ziemie Chanatu Krymskiego – wojska moskiewskie najechały Krym i spaliły wsie i miasta, a wielu Tatarów Krymskich zostało schwytanych lub zabitych.

Wiosną 1571 roku krymski chan Devlet Geray zebrał dużą armię. Kronika podaje jej liczbę – 120 tys. Armia krymska przekroczyła Okę i pomaszerowała na Moskwę. Bez wsparcia, gdy Iwan Groźny uciekł na północ, Khan Devlet Geray zbliżył się do Moskwy. 24 maja Tatarzy Krymscy spalili Moskwę, a Plac Czerwony przez długi czas nosił nazwę „Ogień”. Pożar rozprzestrzenił się także na Kreml, spłonął dwór i pałac carski. W wyniku pogromu moskiewskiego Iwan IV został zmuszony do składania przysięgi wierności chanowi krymskiemu, oddania mu Astrachania i zakładników. Zrzekł się także tytułów króla i dziedzica Konstantynopola.

W 1584 roku zmarł car moskiewski Iwan IV Groźny, ostatni z dynastii Rurykowiczów. Następnie rozpoczął się marsz na Moskwę. W czasie tej kampanii koronne wojska polskie i litewskie oraz Kozacy zaporoscy walczyli o zdobycie przez księcia Władysława korony cara moskiewskiego. W historii Ukrainy wydarzenie to nazwano Marszem Sahajdacznego na Moskwę, ponieważ 80% żołnierzy stanowili Kozacy.

Zgodnie z traktatem z 4 lutego 1610 r. zawartym pod Smoleńskiem między królem Zygmuntem III a poselstwem moskiewskim, jego syn Władysław IV, po przyjęciu prawosławia, miał objąć tron ​​moskiewski. Po obaleniu Wasyla Szujskiego latem 1610 r. rząd moskiewski uznał Władysława za cara, a nawet zaczął bić monety w imieniu Władysława Zygimontowicza. Jednak Władysław nie przyjął prawosławia, nie przybył do Moskwy i nie został koronowany na cara. W październiku 1612 roku w Moskwie obalono rząd, a 21 lutego 1613 roku Michaił Romanow został wybrany przez Sobór Zemski na cara Moskwy. Jednocześnie Władysław nie zrzekł się praw do tronu moskiewskiego. Latem 1616 roku Sejm poparł decyzję o przeprowadzeniu kampanii wojennej przeciwko Moskwie. Dowódcą kampanii został Karol Chodkiewicz.

6 kwietnia 1617 roku Władysław wyruszył z Warszawy na wyprawę do Moskwy w celu uzyskania korony cara moskiewskiego. Pod Smoleńskiem wojska królewskie połączyły się z wojskami Chodkiewicza. Armia polsko-litewska licząca około 8000 żołnierzy zdobyła Dorogobuż, wkrótce Wiazmę, następnie Mieszchowsk, Kozielsk, Serpeysk i Rosławl. Ale bez posiłków nie dało się ruszyć dalej. Aby uratować sytuację, rząd polski zwrócił się o pomoc do Armii Zaporoskiej.

W marcu 1618 r. dwunastu centurionów zaporoskich spotkało się z Władysławem i obiecało sprowadzić mu 20-tysięczną armię. W drugiej połowie czerwca do Moskwy wyjechało 6 pułków 20-tysięcznych wojsk kozackich pod dowództwem hetmana Piotra Sahajdacznego. Kozacy szybko zajęli miasto Liwny, a następnie Jelec, Lebedian, Skopin, Dankov, Riazhsk, Perejasław-Riazański, Pesochnya, Sapożok, Szack i inne.

11 października armia Władysława i Kozacy Piotra Sahajdacznego rozpoczęli ofensywę na Moskwę. Atak trwał kilka godzin od trzeciej w nocy do świtu. Trudna sytuacja militarna zmusiła władze Moskwy do podjęcia rozmów, które po raz pierwszy odbyły się 31 października w pobliżu Bramy Twerskiej. W listopadzie trwały długie negocjacje między ambasadorami Polski i Moskwy. W tym czasie Sahajdaczny oblegał Kaługę. W nocy z 3-4 grudnia 1618 roku wojska rozpoczęły szturm na miasto.

Nalot Sahajdacznego na Kaługę był szokiem dla władz moskiewskich. Oceniając te wydarzenia, Jan III Sobieski zaznaczył, że to z powodu tego najazdu Moskale przerazili się i „namówili swoich komisarzy do jak najszybszych negocjacji”. 11 grudnia 1618 roku zawarto tzw. rozejm z Deulin.

Rozejm w Deulinie był wielkim sukcesem Rzeczypospolitej Obojga Narodów w konfrontacji z państwem moskiewskim. Polska otrzymała ziemie białoruskie i ukraińskie, które wcześniej znajdowały się pod władzą Moskwy – Smoleńsk, Czernihów i Nowgorod-Siersk. Polski król oficjalnie zachował prawo do objęcia tronu moskiewskiego. Z drugiej strony ten rozejm oznaczał koniec 15-letniego okresu toczących się w księstwie moskiewskim wojen. Pod koniec grudnia rada kozacka podjęła decyzję o zaprzestaniu działań wojennych i powrocie na Ukrainę. Po powrocie armia Sahajdacznego stacjonowała w województwie kijowskim. Według ukraińskiego historyka kozackiego Dmytra Jawornickiego Piotr Sahajdaczny po przybyciu do Kijowa przyjął tytuł „hetmana Ukrainy” i zaczął rządzić tą jego częścią, która uznawała się za Kozaków.

 

O pewnym polityku pisze WŁADYSŁAW TRZASKA-KOROWAJCZYK: Umyślny do zadań specjalnych

Kiedy z Brukseli powrócił Donald Tusk, z nostalgią spojrzał na puste molo. Gdzież te tłumy, które owacyjnie go kiedyś witały? Gdzież ten drogi gość z Moskwy, z którym tak miło się gwarzyło?  Wtedy nikogo to nie martwiło – nic przecież dziwnego, skoro spotkał się gospodarz Kremla ze swoim człowiekiem w Warszawie, czyli takim Światowidem z licznymi twarzami. Zresztą, Berlin i Bruksela też uważają, że Tusk jest ich namiestnikiem w stolicy Polski.  

Król Europy wciąż zdaje się pytać: „Gdzież ta drużyna, z którą haratało się w gałę? Z kim tu grać?” Ktoś się zmienił, ktoś inny jest celebrytą politycznym, czyli występuje na publicznej scenie teatru opozycyjnej komedii, jeszcze inni powinni robić kółka na spacerniaku. Tylko, że sądy są sądami, a sprawiedliwość jest po stronie Platformy Obywatelskiej.

Gdzież ten alchemik zmieniający bursztyn w aeroplany?  Gdzież ci wierni pretorianie? Pochowali się po kątach. Ale komediantów to się namnożyło. Istny kabaret. A może cyrk bez małpy, osła i reszty bohaterów komiksów Makuszyńskiego za to z politykami kiedyś wspierającymi króla Europy?

Przyczyny krachu

Tusk chyba zastanawia się, co stało się z jego wierną Platformą? Kto go jeszcze popiera a kto jest przeciw? Kto wreszcie uważa byłego premiera za zbędny dla partii balast?  Jak się chce wygrać wybory, to towarzystwo trzeba wziąć za twarzyczki a niepewnych wykopać jak futbolówkę, pozostałych zaś ustawić w szeregu.

Tylko co to za szereg? Po łacińsku krzywy!  Raz kroczy w lewo, innym razem chwieje się na prawo. Pół kroku do przodu, dwa kroki do tyłu. A gdzie program? Może trzeba o to zapytać kogoś wybitnego? Na przykład partyjnej koleżanki, która – w imieniu opozycji – zasiada w prezydium sejmu, a przed laty była rzeczniczką rządu PO-PSL.

Czy będzie odpowiedź?

Nurtuje mnie proste pytanie. Czy Donald Tusk porzucił na własne życzenie stolicę UE, czy został oddelegowany przez Niemców, a może nawet przez Brukselę, jak drzewiej Repnin, do landyzacji kraju między Odrą a Bugiem? Może ktoś powiedział byłemu szefowi Rady Europejskiej: „Coś za bardzo ta Polska podskakuje – może by tak zagłodzić tych niepokornych Polaczków?”

Nienawiść we krwi?

Ruszył były król Europy do walki z Prawem i Sprawiedliwością, z jednym jedynym planem, którym są tylko antyprawicowe, antykonserwatywne hasła. Za nim ruszyli  bezkrytyczni krytycy PiS. Niby wykształceni, z tytułami naukowymi a w istocie o naturze niewolniczej, z kompleksami.

Trudno, takie to są relikty komunistycznej i nazistowskiej przeszłości. Jak nie ZSRS to IV Rzesza Niemiecka – pokłosie Unii Europejskiej.

 

 

O tym, że pisząc warto czytać – pisze MIECZYSŁAW KUŹMICKI: Kto czyta, ten… błądzi

Niestety, w przypadku niektórych tekstów informacyjnych umieszczanych na portalach internetowych, wciąż stosować zasadę ograniczonego zaufania albo przekręcić znane powiedzenie. Kto czyta, ten… błądzi taki, dość nieoczywisty, wniosek można wyciągnąć z pobieżnej nawet lektury niektórych zapowiedzi kolejnej gwiazdy w Alei Gwiazd w Łodzi. Honor ten spotkał Stowarzyszenie Filmowców Polskich – organizację zrzeszającą twórców, realizatorów, aktorów – wielką, największą rzeszę ludzi zaangażowanych i działających na rzecz polskiej kinematografii.

Radość z tego faktu wyraził aktualny i długoletni prezes SFP Jacek Bromski: „To wielkie wyróżnienie, bo nasze Stowarzyszenie jako pierwsze zostało uhonorowane gwiazdą dla instytucji. Uroczystość zakończy symbolicznie obchody 55-lecia SFP, stanowiąc jednocześnie hołd dla wszystkich członków Stowarzyszenia Filmowców Polskich, którzy przez ostatnie pół wieku budowali świetność polskiego kina”.

Z tej okazji jako zapowiedź i zaproszenie na uroczystość, pojawiło się kilka (co najmniej) anonsów, m.in. na oficjalnej stronie SFP, a także w materiałach informacyjnych organizatora uroczystości, czyli Narodowego Centrum Kultury Filmowej w Łodzi. I dobrze, bo może ktoś postronny (spoza środowiska) przeczyta i czegoś się dowie.

Choć akurat w tym wypadku lepiej, żeby nie czytał. Napisane zostały bowiem m.in. takie oto słowa: Stowarzyszenie powstało w 1966 roku…” z dalszym ciągiem o tym, kto był inicjatorem utworzenia SFP i jacy wybitni twórcy działali w jego szeregach i prezesowali. W tym samym akapicie czytamy jednak ciąg dalszy, który zacytuję obszerniej: „Stowarzyszenie Filmowców Polskich powołało do życia najważniejsze instytucje filmowe, takie jak Łódzka Szkoła Filmowa, Przedsiębiorstwo Filmowe Film Polski, Wytwórnie Filmów Fabularnych w Łodzi i Wrocławiu, Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych, Wytwórnia Filmów Oświatowych, Łódzkie Zakłady Kopii Filmowych czy studio filmowe Se-Ma-For, budując tym samym system polskiej edukacji i produkcji filmowej, a więc i siłę polskiej kinematografii.”

Nie trzeba być filmoznawcą ani zawodowym historykiem, żeby wszystkie te „rewelacje” zakwalifikować jako jedną wielką bzdurę! Jeśli bowiem prawdziwe jest (a jest!), iż SFP powstało w 1966 roku, jakimże sposobem mogło powołać do życia wymienione przedsiębiorstwa i instytucje, z których notabene wiele już nie istnieje? Powstanie Szkoły Filmowej to rok 1948, WFF w Łodzi – 1945, Przedsiębiorstwo Państwowe (nie Filmowe!) Film Polski powołane zostało dekretem Krajowej Rady Narodowej 13 listopada 1945 (istniało do 1952), bliska łodzianom, bo nadal istniejąca WFO swoją historię może liczyć podwójnie: jako spadkobierczyni Instytutu Filmowego od 1945, jako WFO – od 1950. I tak dalej…

No i jakim trzeba być laikiem, żeby najprężniej nawet działającej organizacji społecznej dać moc powoływania instytucji państwowych?

Ciesząc się z gwiazdy dla Stowarzyszenia przestrzegam przed bałwochwalczym jego uwielbieniem, jakie pojawiło się w publikowanych materiałach informacyjnych. Przy okazji zadaję sobie pytanie, czy i kto redaguje albo chociaż czyta teksty zamieszczane na oficjalnych stronach instytucji (jak NCKF) i organizacji (SFP).

***

Od redakcji: Na dzień przed uroczystym odsłonięciem gwiazdy SFP – 12 maja 2022 roku, wzmiankowany tekst został poprawiony…

W przypadku Autora powyższej publikacji nadal jednak obowiązuje oryginalne,  nie zmodyfikowane na potrzeby tytułu, hasło – „Kto czyta, nie błądzi”, bowiem artykuł jeszcze przed ukazaniem się spowodował wyeliminowanie błędów na stronach m.in. SFP i NCKF. Jak to możliwe? Film to jednak magia…

A przy okazji, serdeczne gratulacje z okazji umieszczenia gwiazdy w łódzkiej Alei Sławy dla Stowarzyszenia Filmowców Polskich od Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

Fake: Rosja jest kozłem ofiarnym ukraińskiego ludobójstwa 

„Chciałbym zaznaczyć, że ukraińskie służby bezpieczeństwa, z pomocą państw zachodnich, zorganizowały brutalną i krwawą prowokację w Buczy, m.in. po to, by skomplikować proces negocjacji” – powiedział Sergej Ławrow, minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej w wywiadzie dla Agencji Informacyjnej Xinhua (Chiny) z 30 kwietnia 2022 roku.

Ławrow przekonywał w rozmowie z chińską agencją, że na Ukrainie trwa specjalna operacja wojskowa, której celem jest „ochrona ludzi przed ludobójstwem ze strony neonazistów, demilitaryzacja i denazyfikacja Ukrainy”:

– Pragnę podkreślić, że Rosja prowadzi swoje działania (…) na oficjalną prośbę Doniecka i Ługańska, na podstawie artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych o prawie do samoobrony – mówił minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej. Ławrow dowodził również, że „Ukraińskie formacje zbrojne, wykorzystując ludność cywilną jako żywe tarcze, prowadzą barbarzyński ostrzał miast (…). Jednocześnie, z pomocą swoich zachodnich patronów i kontrolowanych przez Zachód mediów, oskarżają armię rosyjską o zbrodnie wojenne. Przerzucają odpowiedzialność, jak u nas się mówi, na kozła ofiarnego (…) Rosyjscy żołnierze robią wszystko, co w ich mocy, by uniknąć ofiar wśród ludności cywilnej. Uderzenia przeprowadzane są z użyciem broni precyzyjnej, przede wszystkim na infrastrukturę wojskową i miejsca koncentracji pojazdów opancerzonych. W przeciwieństwie do armii ukraińskiej i nacjonalistycznych formacji zbrojnych, które wykorzystują ludność jako żywą tarczę, armia rosyjska udziela miejscowej ludności wszelkiego rodzaju pomocy i wsparcia”.

W retoryce szefa rosyjskiej dyplomacji znalazło się także miejsce na zrzucenie odpowiedzialności za krwawe zbrodnie na Ukrainie na państwa NATO:

– Najwyższy czas, by Zachód przestał bez zastrzeżeń „wybielać” i uniewinniać Kijów.  Przeciwnie Waszyngton, Bruksela i inne zachodnie stolice powinny być świadome swojej odpowiedzialności za współudział w krwawych zbrodniach ukraińskich nacjonalistów – przekonywał Sergiej Ławrow dodając, że rozwiązaniem „kryzysu ukraińskiego” nie jest dostarczanie Ukrainie broni, ale pilna pomoc humanitarna, której Zachód nie udziela. Robi to za to Rosja:

– Naród ukraiński nie potrzebuje Stingerów i Javelinów, ale rozwiązania pilnych spraw humanitarnych. Rosja robi to od 2014 r. W tym czasie do Donbasu dostarczono dziesiątki tysięcy ton pomocy humanitarnej (…). Korytarze humanitarne z Charkowa i Mariupola są codziennie otwierane w celu ewakuacji ludzi z niebezpiecznych obszarów, ale reżim kijowski żąda, by „bataliony narodowe” kontrolujące te obszary nie wypuszczały cywilów. Mimo to wielu osobom udaje się wydostać stamtąd za pomocą żołnierzy Rosji, DRL i ŁRL. W czasie trwania specjalnej operacji wojskowej (SOW) na gorącą linię Międzyresortowego Sztabu Koordynacyjnego Federacji Rosyjskiej ds. Reagowania Humanitarnego wpłynęły prośby o pomoc w ewakuacji do Rosji 2,8 mln osób, (…) W podmiotach Federacji Rosyjskiej działa ponad 9,5 tys. tymczasowych ośrodków zakwaterowania wyposażonych we wszystko co jest niezbędne.  Zapewnia się w nich miejsca do odpoczynku i gorące posiłki. Przybywającym uchodźcom udzielana jest wykwalifikowana pomoc medyczna i psychologiczna.

Zacznijmy od najważniejszego kłamstwa Sergieja Ławrowa, czyli dotyczącego Buczy. Rosyjską tezę o ukraińskiej prowokacji podważyli dziennikarze „New York Timesa” udowadniając, że na zdjęciach satelitarnych amerykańskiej firmy Maxar widać ciała leżące na ulicy Jabłuńskiej już 11 i 19 marca. Gdy porówna się te zdjęcia z filmami opublikowanymi po 2 kwietnia, czyli po wkroczeniu do Buczy ukraińskiej armii, okazuje się, że ciała leżą w tych samych miejscach. Zatem nie mogło dojść do prowokacji, bowiem w marcu w mieście stacjonowały wojska Federacji Rosyjskiej i to Rosja odpowiada za mordy na cywilach. Rząd rosyjski nie przedstawił dowodów na rzekome zainscenizowanie ataku.

Powyższe podważa kolejną forsowaną przez Ławrowa tezę, że Rosja chroni Ukraińców przed ludobójstwem ze strony ukraińskiego wojska (co za kuriozalne stwierdzenie), a ostrzał rosyjski jest precyzyjny i chroni ludność cywilną, bowiem atakowane są jedynie obiekty militarne. Zatem Bucza, Irpień, Hostomel to miasta, w których bezsprzecznie doszło do masakry ludności cywilnej rękoma rosyjskich żołnierzy. Jak podaje ukraińska Pravda, w samym obwodzie ługańskim każdego dnia niszczonych jest około 50 domów cywilnych (https://t.me/ukrpravda_news/17381). Ponadto atakowane są również szpitale. Dla przykładu centralny szpital rejonowy w Wołnowasze na wschodzie Ukrainy po raz pierwszy znalazł się pod ostrzałem rosyjskiej artylerii już 27 lutego 2022 roku, później atakowany był kilkukrotnie, najciężej 1 marca. Ataki na obiekty medyczne są uznawane za zbrodnie wojenne i mogą być sądzone przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze. Stanowią naruszenie międzynarodowego prawa humanitarnego.

Kłamstwem jest również, że to Rosja a nie Zachód udziela pomocy humanitarnej ogarniętej wojną Ukrainie. Przede wszystkim Rosja jako „pomoc” udzielaną Ukraińcom traktuje przymusowe przesiedlenia. Zwrócił na to uwagę ambasador USA przy Organizacji ds. Bezpieczeństwa i współpracy w Europie (OBWE) Michael Carpenter mówiąc o co najmniej kilka tysiącach Ukraińców wysłanych do tzw. ośrodków filtracyjnych i dziesiątkach tysięcy kolejnych wywiezionych do Rosji lub na terytorium przez nią kontrolowane:

– Przymusowe wysiedlenie – i zgłoszone przypadki przemocy, z jakimi spotykają się osoby przebywające w tak zwanych centrach filtracyjnych – są równoznaczne ze zbrodniami wojennymi – stwierdził. (https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/2155981,1,boj-o-azowstal-amerykanski-think-tank-ukraina-wygrala-w-charkowie.read)

W sprawie korytarzy humanitarnych Sergiej Ławrow mija się z prawdą w sposób całkowicie jawny. Już nawet papież Franciszek, znany ze swoich powściągliwych oficjalnych wystąpień w spawie wojny na Ukrainie, zabrał głos w sprawie korytarzy humanitarnych.

Papież trzykrotnie prosił Putina o humanitarny korytarz z Mariupola, ale ten odmówił, podała włoska gazeta Il Messaggero, powołując się na źródła. Papież był początkowo gotów wysłać do Mariupola z Polski kardynała Konrada Krajewskiego, który jako specjalny wysłannik wizytował Ukrainę w marcu i kwietniu. Ponadto papież raz trzeci zaproponował ewakuację ludności cywilnej z Azowstalu na statku pływającym pod flagą Stolicy Apostolskiej. Bez odpowiedzi ze strony Federacji Rosyjskiej. (https://t.me/TCH_channel/30016)

HUBERT BEKRYCHT: Zachód, czyli wschód albo o czym tu nie ponarzekam

Od lat dziennikarze prześcigają się w tego rodzaju wstępach. A co, ja gorszy? Piszę to w piątek czekając na weekend, z którego i tak nic dla mnie nie wynika, bo ciągle pracuję.

Chyba mogę ponarzekać, że narzekanie stało się kwintesencją cywilizacji.  A na co będziemy narzekać, kiedy nasza cywilizacja upadnie? Chyba wiem – na następną cywilizację.

Świat narzekań

Zatem, nie napiszę tutaj o tym, że Niemcy udając Amerykanów postępują jak Rosjanie szczególnie wobec Ukraińców – wobec Polaków zresztą też; nie będzie też o gazie, który niczym powiew Armagedonu dosłownie unosi się nad światem; nie napiszę o inflacji, która jest groźna, nie tylko wówczas, kiedy idioci na całym świecie kupują na zapas; nie zmęczę mojej klawiatury rozważaniami o fatalnym stanie wszystkiego: kultury, polityki, dziennikarstwa, Eurowizji, filmu, dróg, życia społecznego, portali społecznościowych i społeczeństw obywatelskich. Tego tu nie będzie… Żartowałem.

Trudno pisać, kiedy nikt nie czyta, a wszyscy tylko do czytania zachęcają. Trudno pisać o czymś, co jest oczywiste, ale oczywiście nikt tego nie stara się nawet zrozumieć. Trudno pisać, kiedy wszyscy piszą, jak mają trudno.

Galaktyka narzekań

Nie ma sensu pogrążać się w narzekaniach na wszystko. Na pandemię, na kryzys, na żylaki. Nie tylko przecież Polacy są mistrzami narzekania. Mamy na świecie sporą konkurencję. Na przykład, w Berlinie narzekanie na uchodźców z Ukrainy tak weszło w krew uchodźcom z Bliskiego Wschodu i Afryki, że przeniosło się do budynków rządu federalnego Niemiec. We Francji, nawet w kręgach władzy, tak narzekają na Putina, że wychwalają „dobrych” Rosjan, którzy „nie chcą wojny”. Oczywiście to tylko takie austriackie, przepraszam, ruskie gadanie.

Narzekania są twórcze, kiedy coś z nich wynika. I ja jestem dumny z polskiego narzekania! Przez lata narzekań właśnie stworzyliśmy sobie jedyną sportową konkurencję na świecie, w której zawsze mamy pierwsze miejsce. Polacy narzekając inspirują, a inspirując tworzą swego rodzaju poetykę narzekania, która jest literacko unikatowa.

Kolejny przykład. Wszyscy skarżą się na „fatalny styl, zły gust i schlebiania tandecie” podczas konkursu piosenki biesiadno-tańcowanej, czyli Eurowizji. Wszyscy w Europie i Australii, bo tam eurowizyjnie też jest Europa. Niech no tylko jednak jakaś nacja wygra i zorganizuje konkurs. Wtedy Eurowizja staje się koncertem Filharmoników Wiedeńskich, tak jak w 2014 roku, kiedy Austriak Thomas Neuwirth wygrał konkurs w Kopenhadze jako Conchita Wurst.

Sztuka narzekania

Ciągle narzekamy. Na Zachodzie, Wschodzie, Południu i na Północy. Ciągle jednak narzekając i dając z siebie wtedy wszystko dajemy wszystkim znak, że żyjemy, że być może jesteśmy nudni, ale żyjemy. Bez narzekania świat upadnie, aby potem się z narzekania odrodzić.

Kochani, nie narzekajmy, że narzekamy. Narzekajmy! Przecież mamy tysiące powodów. Podaję powód narzekań na ten tydzień: jeśli słońce zachodzi po dobrym dniu, to przecież następny dzień, po następnym wschodzie słońca, może być gorszy od poprzedniego.

Chociaż, podobno amerykańscy naukowcy dowodzą, że może być też lepszy…

Mowę nienawiści opisuje SŁAWOMIR JASTRZĘBOWSKI: Zmyślić, wmówić i niszczyć histerią

Podłość jest rzeczą ludzką i przybiera różne kształty. Tu mowa będzie o bardzo określonej podłości, bazującej na powtarzalnym, często stosowanym mechanizmie.

Mechanizm wygląda tak:

1. Bierze się czyjąś wypowiedź;

2. Totalnie się ją zniekształca kłamliwie przypisując najniższe, plugawe intencje, które autorowi nawet nie przyszły na myśl

3. Wywołuje się histerię i nagonkę nadając zwykłej wyp;owiedzi nieprawdziwy wydźwięk;

4. Przy zmasowanej histerii udaje się zmienić narrację zwykłego komunikatu, na coś, co jest plugawe, a jej Bogu ducha winien autor zaczyna być postrzegany jako człowiek nikczemny;

5. Można odtrąbić sukces, załatwiliśmy gościa.

Teraz realny przykład. Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego będąc w Waszyngtonie w Bibliotece Kongresu zrobił niewinne zdjęcie od tyłu mężczyźnie, który nosił koszulkę Gortata, naszego koszykarza, grającego przez lata w NBA. W sumie fajnie widzieć, że nasz rodak, który zakończył karierę jest pozytywnie pamiętany za wielką wodą. Gliński podpisał zdjęcie „Podczas wizyty w Bibliotece Kongresu spotkaliśmy pewnego znanego sportowca…” i umieścił je na Twitterze. Jakiś rodzaj dumy podany w miły, zabawny sposób, tak by się wydawało, ale…

Zastosowano wyżej opisany przeze mnie mechanizm. Zrobiła to niejaka „Joanna” pisząc na tymże Twitterze: „Lecisz do USA za nasze pieniądze. Wyśmiewasz niepełnosprawnego w Bibliotece Kongresu. Wrzucasz jego zdjęcie do sieci”.

Oto podręcznikowy przykład opisanej przeze mnie, ujętej w karby mechanizmu, podłości. Zadziałało. Zaczęło się. Na ministra posypała się lawina krytykujących go wpisów, biorących za dobrą monetę ewidentnie kłamliwe stwierdzenia jakiejś tam ziejącej zoologiczną nienawiścią pannicy. Ludzie myślący (ci zdaje się są na wymarciu) oczywiście spytaliby, że ale chwileczkę, że ale o co chodzi?

Po pierwsze primo* niby dlaczego „wyśmiewasz”? Co w tym wpisie i zdjęciu wyśmiewającego? Po drugie primo* niby dlaczego „niepełnosprawnego”? Ze zdjęcia nie wynika, żadna niepełnosprawność sfotografowanego mężczyzny, skąd więc ta informacja?

Ale konie-debile*, czyli pewna część twittera już ruszyła, dla niej całkiem oczywiste było, że „wyśmiewa się niepełnosprawnego”, bosze, bosze*, no jak tak można, jak można.

Tu na szczęście dla Glińskiego lawinę przygłupich wpisów zatrzymał sam Marcin Gortat, który napisał po prostu: „1. Nikogo nie wyśmiewa. 2. Nie można stwierdzić, że osoba jest niepełnosprawna 3. Chęć ataku politycznego pani Joanny jest tak duża, że jest w stanie wymyślić każdą bzdurną historię robiąc z siebie kompletnego internetowego trolla. 4. Fajna koszulka z pierwszego sezonu”.

W tym przypadku to właściwie zamknęło sprawę, ale opisany przeze mnie sposób działania niszczący czyjeś dobre imię i reputację szczególnie przez anonimowych internautów jest wykorzystywane często.

Warto śledzić. Zaczyna się od przypisania nieprawdziwych intencji…

Nie zwyciężymy dyktatora pacyfizmem i ustępstwami

Duża część retoryki tych, którzy stanowczo potępiają oblanie putinowskiego ambasadora farbą opiera się na znanej i chętnie przywoływanej argumentacji „nie drażnić Rosji” i „nic tym nie zyskamy”. Otóż zyskamy. Rosja, Rosjanie i Putin czują się bezkarni. Myślą, że są panami świata. Różne ustępstwa względem Rosji, ignorowanie jej imperialnego apetytu, ignorowanie wojny na wschodzie Ukrainy toczącej się od 2014 roku – to doprowadziło nas do tego, gdzie jesteśmy dziś. Gdyby taką samą politykę stosował Kennedy w 1962 roku, USA miałyby drugi Kaliningrad u własnych wybrzeży. Sprzeciw wobec Rosji nawet w warstwie symbolicznej jest niezbędny.

Ale wróćmy do argumentu „nie drażnić Rosji”. Rosja to wykorzysta, będzie odpowiedź, Rosja wykorzysta to w warstwie propagandowej. Czytają Państwo rosyjskie media? Rosja nie potrzebuje żadnego paliwa dla własnej propagandy, żadnego argumentu do podejmowania akcji. W naszej logice mieści się możliwość przeprowadzenia prowokacji – Rosja tej prowokacji nie potrzebuje. Ot, rzucą oskarżenia i przechodzi do ataku. Uleganie lękowi przed odwetem prowadzi do kolejnych ustępstw na rzecz szowinistycznego imperium.

Mam wrażenie, że częste są dwie postawy, pozornie sprzeczne, ale często idące w parze: bagatelizowanie zagrożenia ze strony Rosji i straszenie rosyjskim odwetem za sprzeciwianie się jej. Rosja takich postaw nie szanuje i traktuje je jako zachętę. Należy rosyjską siłę doceniać i mieć przed nią świadomą obawę, ale nie taką, która paraliżuje, tylko taką, która każe się szykować do obrony. Bo Rosja rozumie wyłącznie język siły, nawet w warstwie symbolicznej.

Rosja, mimo kilkukrotnie podejmowanych wysiłków cywilizacyjnych jest państwem na wskroś odmiennym od kultury łacińskiej, w której wyrosła współczesna zachodnia demokracja. Rosja jest pogrobowcem Złotej Ordy i bękartem Bizancjum. Nabożny stosunek do ociekającej złotem władzy miesza się w niej z mocno zhierarchizowaną strukturą społeczną opartą na brutalnej sile. Określenie pozycji następuje w drodze ustalenia kto kogo bije, a kto jest bity. Stąd też kult militaryzmu czy przestępczości.

Zachód, patrząc przez pryzmat własnych wartości, nie umie postawić się w pozycji siły, jedynej właściwej do dialogu z Rosją. Udawanie, że pada deszcz, gdy plują nam w twarz, nigdy nie da pozytywnych rezultatów, bo bijący bitych nie szanuje, a wręcz nimi gardzi.

Warto przypomnieć sobie performance Mariny Abramović z Neapolu z 1974 roku. Artystka przez kilka godzin stała nieruchomo i bezwolnie przyjmowała wszystko, co robiła jej publiczność przy użyciu siedemdziesięciu dwóch rekwizytów. Po ciele artystki pisano, oblewano ją różnymi substancjami, obcięto jej włosy, przypalano ją i cięto jej skórę. Występ – czy też swoisty eksperyment – przerwano, gdy jeden z widzów postanowił użyć nabitego pistoletu.

Bierność doprowadziła do eskalacji przemocy u zwykłych ludzi. Jak naiwnym jest uważanie, że doprowadzi do czegoś innego w stosunkach z dyktatorem i zmilitaryzowanym ekspansjonistycznym projektem geopolitycznym pod tytułem Rosja? Gwałty, tortury, mordy na ludności cywilnej, grabieże – czy naprawdę odpowiedzią na te instrumenty prowadzenia wojny, bo tym w gruncie rzeczy są – demonstracją siły i ustaleniem hierarchii – może być uległość? Stawia nas to w hierarchii na samym dole. A tych na samym dole, niewolników, można przecież poniżać dalej.

Nie zwyciężymy dyktatora pacyfizmem i ustępstwami. Musimy dawać mu odpór w każdej sferze – wojskowej, kulturowej, informacyjnej, ekonomicznej a nawet symbolicznej. Bo dla Rosji kto nie jest oprawcą, jest ofiarą.

pmb

O unijnym szalonym władcy pisze CEZARY KRYSZTOPA: Brukselski czubek

Historia zna szalonych władców, którzy szkodzili swojemu ludowi. Nawet jeśli Neron, wbrew pogłoskom, nie spalił Rzymu – jedna z wersji głosi, że tylko wykorzystał pożar, żeby zbudować sobie większy pałac – to sprowadził okrutne prześladowania na chrześcijan, usiłując bezpodstawnym oskarżeniem odsunąć od siebie podejrzenia. Z kolei bizantyjski cesarz Justyn II kazał się wozić tronem na kółkach po pałacu, gryząc przy tym dworzan. Dwóch z nich miał nawet zjeść. A król Francji Karol VI miał uważać, że jest ze szkła, więc zabronił się dotykać, pod ubraniem nosił poduszki, by na koniec przestał się myć, przebierać i ostatecznie zapomniał kim jest.

Jednak wyjątkowym przypadkiem szalonego władcy jest oligarchia zasiadła dziś w Brukseli, która ogłosiła się władcą Europy, choć nikt jej na to stanowisko nie wybrał. Wyjątkowym, ponieważ jako pierwszy w historii szalony władca ma nie tylko przemożną chęć szkodzenia „poddanym”, ale ma również w tym zakresie dokładny plan, który z konsekwencją godną zdrowego na umyśle, systematycznie wprowadza w życie.

Fit for 55

Ubolewam nad tym, że mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że tak jak poprzedzający go tzw. „Zielony bezwład” czy też „ład” – oparty prawdopodobnie na założeniach wyskrobanych na ścianach celi opuszczonego ośrodka dla obłąkanych – „Fit for 55” Fransa Timmermansa jest de facto planem masowego podniesienia cen wszystkiego, a co za tym idzie, obniżenia wzrostu gospodarczego i celowego zubożenia mieszkańców Europy. I nie jest to żadna metafora ani przesada, mamy za wszystko płacić więcej, co ma prowadzić do obniżenia konsumpcji i przez to zmniejszenie wydzielania przez nas rozmaitych gazów, co z kolei ma podobno „uratować planetę”.

Załóżmy przez chwilę, że nasz szalony władca chce dla nas dobrze i rzeczywiście chodzi mu o to żebyśmy przeżyli mityczne „wielkie wymieranie”. Problem w tym, że karlejąca od dawna w sensie gospodarczym – i nie tylko – Europa wydala kilkanaście procent „szkodzących planecie gazów” w skali świata (ta proporcja ciągle się zmniejsza, np. dlatego, że Europa coraz bardziej odstaje gospodarczo od centrów współczesnego globu). Większość „wydalają” Chiny, Indie, Stany Zjednoczone, Rosja (a w Europie „zielone” Niemcy, ale nie mówcie nikomu, bo będzie im przykro). I w sporej części przypadków te państwa nie mają zamiaru przestać wydalać. W związku z czym nawet gdyby Europa stała się jutro lodową pustynią, albo niczego niewydalającą dziurą, w ogólnym bilansie niewiele by to zmieniło.

Ktoś by pomyślał – no tak, ale wojna wszystko przeorała – urealnia bezużyteczne ideologie. Nawet Niemcy, trudno powiedzieć na ile szczerze, usiłują odrzucić paradygmat „ekologii opartej na nieekologicznym gazie z Rosji”, a przyjąć paradygmat realnego „bezpieczeństwa energetycznego państwa”. Nie dotyczy to jednak naszego brukselskiego władcy. Ten upiera się, że nawet jeśli na chwilę musielibyśmy powrócić do pewnego energetycznego pragmatyzmu, to on nie zamierza w żadnym wypadku rezygnować ze swoich ambitnych zielonych celów!

I tutaj powstaje pytanie czym się właściwie nasz szalony władca kieruje. No wiadomo, kieruje nim szaleństwo, a jednak jest zdolny do wytworzenia czegoś tak z jednej strony szalonego, ale z drugiej konsekwentnego w swoim szaleństwie, jak „Fit for 55”. Może więc ów władca takim zupełnym idiotą nie jest. Czy można uwierzyć, że nie zdaje sobie sprawy z „ekologicznej” bezcelowości swojego „ambitnego planu”?

Zamiłowania obłąkanego

Być może pewną wskazówką są tutaj inne zamiłowania obłąkanego. Weźmy takie zamiłowanie do zabijania dzieci nienarodzonych, zwane dla niepoznaki aborcją, albo zamiłowanie do zabijania staruszków, zwane dla niepoznaki eutanazją, albo upór w promocji – tak promocji, o efektach świadczą statystyki – powiedzmy niestandardowych zachowań seksualnych, czy też promocji skrajnego egoizmu. Wszystkie te „zamiłowania” mają pewien niepozorny zbiór wspólny. Mają sprawić żebyśmy zabijali więcej dzieci i staruszków, jak najmniej się rozmnażali i żeby nie interesowało nas żadne tam „dobro wspólne” (to mamy zostawić naszemu szalonemu władcy, on się nim zajmie lepiej). Mamy jako ludzie, a jako Polacy to już wyjątkowo, na różnych poziomach podlegać atrofii.

A kiedy już zabijemy wszystkie dzieci i staruszków, przestaniemy się rozmnażać i konsumować, a być może również rozmawiać ze sobą skupieni na „samorealizacji” i smartfonach, wtedy zostaniemy ostatnim wydalającym szkodliwe gazy problemem do usunięcia przed osiągnięciem stanu uznawanego przez naszego szalonego władcę za idealny.

Jak pisałem na wstępie, historia zna wielu szalonych władców, ale tego chyba jeszcze nie…

Dwa miesiące dobranych kłamstw

Rosyjsko-ukraińska wojna charakteryzuje się nie tylko skalą działań bojowych, ale także potężnym wpływem informacyjnym ze strony agresora. Ale tym razem w porównaniu z 2014 rokiem można zaobserwować pewne cechy charakterystyczne.

Dla analizy strategicznych narracji propagandy wybrano RIA „Novosti” – agencję informacyjną, która znajduje się w posiadaniu państwa, co wyklucza możliwość wpływu na treści trzeciej strony.

Analiza treści informacyjnych RIA „Novosti” w okresie 24 lutego – 24 kwietnia 2022 roku pozwala wyodrębnić następujące strategiczne narracje rosyjskiej propagandy:

– Wykorzystanie terminu „specjalna operacja wojskowa” odnośnie wojny w Ukrainie. Łatwo domyślić się, że na Kremlu nie mają odwagi nazwać własnych czynów słowem „wojna”. (Przypominam, że w 2008 roku w Gruzji wykorzystywano frazę „wymuszanie pokoju”).

– Sukcesywne dzielenie przeciwnika na „Siły Zbrojne” i „nacjonalistyczne bataliony” wydaje się być jedną z kluczowych narracji w obecnej sytuacji, podobnie jak teza, że „nacjonaliści trzymają jako zakładników miliony ludzi”. Termin „nacjonalistyczne/nazistowskie” bataliony koreluje z całościową polityką historyczną Kremla.

– Intensywne wykorzystanie zasady odzwierciedlenia, to jest przeniesienia wydarzeń z ukraińskiej przestrzeni informacyjnej do rosyjskiej z dogłębną zmianą kontekstu. Przede wszystkim w takich przypadkach mowa jest o „przestępstwach nacjonalistów”, którym towarzyszą „świadectwa miejscowych mieszkańców”. Wykorzystanie tematu „nacjonalistów” albo „nazistów” ma na celu wyjaśnić obywatelom Federacji Rosyjskiej przyczyny „denazyfikacji” Ukrainy.

– Przeważnie imitacyjne wykorzystanie materiałów wideo przedstawiających ataki helikopterów i samolotów armii rosyjskiej. Są one mocno zmontowane i mają mało wspólnego z rzeczywistością. Warto rozpatrywać je jako informacyjne przeszczepy ze strumienia powiadomień o sukcesach ukraińskich wojskowych, które podparte są amatorskimi wideo samych wojskowych SZU.

– RIA „Novosti” prowadzi aktywną współpracę informacyjną z tak zwanymi „wojenkorami” (korespondentami wojennymi, a tak naprawdę rosyjskimi propagandystami, którzy obsługują informacyjnie tamtejsze służby specjalne”).

– Po rozpoczęciu okupacji szeregu ukraińskich miejscowości RIA „Novosti” naświetla pracę okupacyjnej administracji i działania kolaborantów.

– Oddzielnym kierunkiem informacyjnym zdaje się być opis „zwycięstw” Ramzana Kadyrowa i kadyrowców na terytorium Ukrainy, co świadczy o zwróceniu głównych zasobów propagandy do środka Federacji Rosyjskiej, szczególnie na neutralizację pozostałości opozycji. Wiadomo, że Kadyrow i jego „gwardia” jest jednym z głównych instrumentów zastraszania rosyjskiej opozycji.

– RIA „Novosti” ochoczo szerzy „kajania i zeznania ukraińskich jeńców wojennych”.

– Demonstracja poparcia „ specjalnej operacji wojskowej” w różnych krajach świata (Birma, Wenezuela etc.) w celu zwiększenia „wielkości Rosji” i neutralizacji oburzenia wspólnoty światowej działaniami Kremla.

– Szerzenie spekulacji na temat możliwości stworzenia przez Ukrainę „brudnej bomby atomowej” po zajęciu przez wojska rosyjskie czarnobylskiej i zaporoskiej elektrowni atomowych.

– Napędzanie fejka o „amerykańskich laboratoriach biologicznych na terytorium Ukrainy”, który przed wojną wysuwali przedstawiciele OPZŻ [Opozycyjna Platforma Za Życie – prorosyjska partia polityczna Wiktora Medwedczuka – przyp. tłum.].

– Przesuwanie symboliki „specjalnej operacji wojskowej” do przestrzeni informacyjnej Federacji Rosyjskiej (to nie tylko oczywiste novum w porównaniu z 2008 rokiem, ale także próba odpowiedzi na ruch wolontariacki w Ukrainie i poparcie społeczeństwa dla działań ukraińskich obrońców). W taki sposób rosyjska propaganda realizuje aktywne różnicowanie „swój-obcy”.

– Warto zauważyć zaplecze dezinformacyjne rosyjsko-ukraińskich rozmów o zawieszeniu broni.

– Wszczepiona nienawiść do państw Zachodu, które wprowadziły sankcje przeciw Rosji po początku wojny w Ukrainie.

WNIOSKI:

– Cała potęga rosyjskiej maszyny propagandowej skierowana jest do wewnątrz Federacji Rosyjskiej. Próby dotarcia z informacją do zachodniego odbiorcy urzeczywistniane są przez Russia Today i Sputnik Media z wykorzystaniem innych, dużo bardziej zawoalowanych treści.

– Podstawą formułowania wiadomości propagandowych jest technologia postprawdy, intensywnego tłumaczenia wydarzeń w wygodnym dla siebie świetle.

– Powiadomienia informacyjne o działaniach wojsk rosyjskich na okupowanych terytoriach Ukrainy przypominają przedstawienia działań „ograniczonego kontyngentu radzieckich wojsk” w Afganistanie w latach 80. XX wieku.

– Przesuwanie do przestrzeni informacyjnej Rosji symboli taktycznych :specjalnej operacji wojskowej” V i Z świadczy o porażce blitzkriegu i chęci zabezpieczenia wsparcia informacyjnego armii rosyjskiej w Ukrainie.

– RIA „Novosti” występuje w roli kamertonu rosyjskiej maszyny propagandowej. Po zakończeniu wojny jej kierownictwo, a także kierownictwo innych tub propagandowych muszą ponieść odpowiedzialność.