Odeszli od nas – lista nieobecności dziennikarskiej…

Publikujemy listę zmarłych pod koniec 2023 r. w 2024 r. dziennikarzy. Nie jesteśmy w stanie opublikować not o wszystkich Koleżankach i Kolegach, którzy przenieśli się do wielkiej wspólnej redakcji. Prosimy o modlitwę w intencji zmarłych lub refleksję – wspomnienie tych, którzy odeszli z naszego ziemskiego środowiska.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

11 listopada 2023r w wieku 61 lat odszedł Dariusz Klincewicz związany m.in. z TVP3 Poznań.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

14 listopada 2023 r. zmarł Adam Gocel wieloletni dziennikarz TVP i PR.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

8 grudnia w wieku 87 lat zmarła prezenterka pogody w TVP Elżbieta Sommer. Popularna „Chmurka” przyszła do Telewizji Polskiej w 1957 roku z administracji wojsk lotniczych.

Od 1963 Sommer pracowała m.in. z Czesławem Nowickim „Wicherkiem”, z którym na przemian prezentowała pogodę. Była też związana z IMiGW.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

14 grudnia 2023 r. odeszła Ewa Wanat dziennikarka, redaktor naczelna Radia Tok FM i Polskiego Radia RDC.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

 14 grudnia 2023 r. w wieku 82 lat zmarł ks. Wiesław Aleksander Niewęgłowski, wieloletni duszpasterz środowisk twórczych. Wykładał w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW, był również dyrektorem programów katolickich w Warszawskim Ośrodku Telewizyjnym.

Ksiądz Wiesław Aleksander Niewęgłowski urodził się 11 lipca 1941 roku w Zbuczynie w diecezji siedleckiej. Święcenia kapłańskie przyjął 24 maja 1970 roku z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego w bazylice archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie.

W latach 1978 – 2012 ks. Niewęgłowski pełnił funkcję Krajowego Duszpasterza Środowisk Twórczych. Był inicjatorem budowy kościoła środowisk twórczych przy pl. Teatralnym w Warszawie, pod wezwaniem św. Brata Alberta – patrona twórców i św. Andrzeja Apostoła – patrona dawnego kościoła stojącego w tym miejscu. Od konsekracji świątyni w 1999 do 2012 pełnił funkcję jej rektora.

Ks. Niewęgłowski był dziennikarzem, kierował Zakładem Dziennikarstwa Telewizyjnego w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.  Był również dyrektorem redakcji programów katolickich Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego.

opr. jka, źródło: Archidiecezja Warszawska

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

19 grudnia 2023 r. zmarł Jan Matuszyński dziennikarz, lektor i dydaktyk Przez lata był związany z TVP Katowice. Jan Matuszyński był prezesem katowickiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Urodził się w 1954 roku w Rudzie Śląskiej. Współpracował z dziennikiem „Sport”, był redaktorem naczelnym tyskiego „Tygodnika Echo” i dyrektorem tyskiego oddziału „Dziennika Zachodniego”. Od 1998 roku pracował w TVP3 Katowice. Był autorem cyklu programów „Pod górę”. Był twórcą wielu reportaży i filmów dokumentalnych. Jego bogate doświadczenie dziennikarskie uzupełniają pozycje książkowe, których był autorem i współautorem. Drugą pasją Jana były góry – szczególnie kochał Tatry.

opr. jka/ TVP3 Katowice

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

26 grudnia 2023 r. w wieku 88 lat zmarł Maciej Iłowiecki, dziennikarz, publicysta, wieloletni członek, a w latach 1990 – 1993, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Maciej Iłowiecki urodził się 28 lutego 1935 roku w Piekarach Śląskich. W 1989 roku został ekspertem do spraw mediów podczas rozmów Okrągłego Stołu  jako przedstawiciel „Solidarności”. od kwietnia 1993 do września 1994 roku zajmował stanowisko zastępcy przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

W latach 1990–1993 pełnił funkcję prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Był redaktorem naczelnym tygodnika „Spotkania”. Zajmował się publicystyką, był autorem artykułów i książek m.in. medioznawczych. Regularnie uczestniczył w programie „Bumerang” w telewizji Polsat prowadzonym przez Marka Markiewicza.

opr. jka/

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

1 stycznia 2024 r. zmarła Iwona Śledzińska-Katarasińska, dziennikarka i polityk, związana z SDP.

Była posłanką nieprzerwanie od 1991 r. od I kadencji Sejmu do 2023 r., czyli IX kadencji, reprezentując Unię Demokratyczna (UD), Unię Wolności (UW) i Platformę Obywatelską (PO). Urodziła się w Komornikach, niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego, 3 stycznia 1941 r. Skończyła filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim. Była dziennikarką. Należała do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Pracowała m.in. w Dzienniku Łódzkim, Głosie Robotniczym i ośrodku Telewizji Polskiej w Łodzi.

Znajomi i przyjaciele opowiadali, że Iwona Śledzińska Katarasińska nie unikała nigdy trudnych tematów, także tych związanych z jej karierą dziennikarską. Cierpliwie odpowiadała na pytania dziennikarzy dotyczące jednego z trudnych epizodów ze swego życia zawodowego. Podczas nagonki antysemickiej w 1968 r. w łódzkiej prasie ukazywały się bardzo napastliwe wobec Żydów i studentów artykuły dziennikarki, wówczas Iwony Śledzińskiej. W 1997 r., kiedy miała zostać ministrem kultury w rządzie Jerzego Buzka, to właśnie jej przeszłość spowodowała, że nie zasiadła w Radzie Ministrów. Po latach wyjaśniła: „nie zrezygnowałam dlatego, że czuję się winna. 30 lat temu ukazywały się artykuły, przyznaję podłe i głupie, sygnowane moim nazwiskiem”- wyznała.

Od początku lat 80. związana z NSZZ Solidarność i środowiskiem opozycji demokratycznej. W stanie wojennym internowana do 16 grudnia 1981 r. (była wówczas w ciąży). W latach 80. zaangażowała się w działalność opozycyjną i społeczno-kulturalną.

W 1989 r. Śledzińska-Katarasińska w łódzkim oddziale Telewizji Polskiej była w ekipie Studia Solidarność. Od 1989 r. zaangażowała się w działalność Komitetu Obywatelskiej Solidarności. Organizowała łódzki dodatek do „Gazety Wyborczej” zostając jego pierwszą redaktor naczelną. Na początku lat 90. ub. w. była wiceprezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

15 października 2023 r. po raz pierwszy od 32 lat nie dostała się do Sejmu. Iwona Śledzińska-Katarasińska zmarła po ciężkiej chorobie 1 stycznia 2024 roku. 3 stycznia br. skończyłaby 83 lata.

(Wykorzystyno fragmety depeszy PAP z 8 stycznia 2024 r. – hub)

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Na początku 2024 r. zmarła redaktor Halina Cenglowa. Tak w sdp.pl pisał o niej Stefan Truszczyński:

„Jedną z bardzo aktywnych w duszpasterstwie warszawskim, negatywnie zweryfikowaną przez komisję ds. selekcji ludzi, orzekającą kto może pracować jako dziennikarz a kto nie – była koleżanka nasza Halina Cenglowa, publicystka i redaktorka prasowa z wieloletnim stażem. Halina zmarła przed tygodniem. Codziennie z Mokotowa na Nowe Miasto jeździła przez kilka lat pomagając oczywiście społecznie jak wszyscy ks. Niewęgłowskiemu.

 

Pełniła rolę dyrektorki biura, sekretarki, opiekunki i pocieszycielki ludzi wymagających pomocy. Organizowała spotkania, ustawicznie telefonowała, informowała, zabiegała o pieniądze i organizowała grupowe wyjazdy na Jasną Górę i zagranicę. Była bardzo lubiana. Przychodziły do niej żony internowanych, koledzy i koleżanki szukający pomocy prawnej, doradztwa zdrowotnego i pocieszenia. Była wśród kilkunastu energicznych pań, kobiet cieszącym się wielkim autorytetem w środowisku. A pomagać trzeba było bardzo wielu rodzinom” – wspominał na portalu SDP redaktor Stefan Truszczyński.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Po ciężkiej chorobie 9 stycznia 2024 r. rano zmarł ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, duchowny katolicki obrządków łacińskiego i ormiańskiego, działacz opozycji antykomunistycznej, duszpasterz osób niepełnosprawnych, prezes Fundacji im. Brata Alberta, pisarz, publicysta.

Urodził się 7 września 1956 roku w Krakowie, w tym też mieście wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego. W czasie studiów w latach 70. XX wieku współredagował podziemne pismo „Krzyż Nowohucki”. Od 1980 roku zaangażował się w działalność NSZZ „Solidarność”. Był represjonowany przez Służę Bezpieczeństwa.

Pod koniec lat 80. został jednym ze współzałożycieli Fundacji im. Brata Alberta, wspierającej osoby z niepełnosprawnością intelektualną.Był zaangażowany w zachowanie pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej.

Napisał głośną książkę „Księża wobec bezpieki. Na przykładzie archidiecezji krakowskiej” poświęconej tematyce inwigilacji duchownych w PRL-u. Był publicystą, współpracował z różnymi mediami, m.in. wPolityce.pl, Prawy.pl, Do Rzeczy, Salon24.pl, Onet, Polsat News, RMF FM, Radiem Wnet.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski wałczył z chorobą nowotworową, zmarł w wieku 67 lat.

sdp.pl

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

13 stycznia 2024 r. zmarł dziennikarz Radia Białystok Jakub Mikołajczuk.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

31 stycznia 2024 r. w wieku 32 lat zmarła dziennikarka Agata Tomasiewicz z magazynu „Teatr”.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

W marcu br. Zmarł Krzysztof Sapała, dziennikarz, członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, autor portalu sdp.pl. Miał 49 lat.

Krzysztof Sapała ukończył Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Politechniki Koszalińskiej oraz Instytut Historii Akademii Pomorskiej w Słupsku. Był dziennikarzem, reporterem, fotoreporterem, dziennikarzem śledczym. Związany z Pomorzem, publikował w mediach regionalnych i ogólnopolskich. Pisał również dla portalu sdp.pl

opr. sdp

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

16 marca 2024 r. w wieku 89 lat zmarł pisarz, poeta, autor tekstów piosenek, dziennikarz i dyplomata Ernest Bryll.

 

Był związany m.in. z redakcją Teatru Telewizji i  „Współczesności”.

Po śmierci twórcy red. Teresa Kaczorowska wspominała Brylla na portalu sdp.pl. Oto fragmenty artykułu „Wieszcz kodu narodowego”:

„Ernest Bryll wywodził się z Mazowsza – jak pisał: „takiego niemrawego, takiego zacnego”, gdzie zawsze jest nieszczęśliwie. Był jednak rodzinnej ziemi wierny i nazywał ją „ojczyzną-płaszczyzną” (w 1967 r. wydał nawet tomik Mazowsze). Urodził się 1 marca 1935 r. w Warszawie, w 1957 r. został absolwentem filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego; ukończył też Studium Filmowe WSF w Łodzi. Mieszkał w Warszawie (przez wiele lat także w Otwocku), wraz z żoną Małgorzatą Goraj, dwiema córkami.

W czasach akademickich Ernest Bryll próbował swoich sił jako dziennikarz w tygodniku „Po Prostu” (1955-1956). Z uwagi na przeszłość ojca w Armii Krajowej, nie mógł jednak wówczas być dziennikarzem. W latach 1957-1960 był jednym z redaktorów w piśmie literackim „Współczesność”, co dało później nazwę całemu Pokoleniu Współczesności, czyli pisarzy urodzonych tuż przed II wojną światową, debiutujących po 1956 r.

Pierwszy tomik wierszy Ernesta Brylla, pt. Wigilie wariata, został opublikowany przez Iskry w rok po ukończeniu studiów – w 1958 r., drugi – Autoportret z bykiem – dwa lata później. Obydwa zbiory Bryll uznawał jednak za juwenilia, zaś za prawdziwy debiut, w którym udało mu się coś „własnym sposobem” powiedzieć, uważał tomy trzeci i czwarty: Twarz nie odsłonięta (1963) i  Sztuka stosowana (1966). Bryll rzucił wtedy czytelników na kolana i wypowiedział się własnym, mocnym głosem. Od tamtej pory często wydawał swoje poetyckie książki, zdarzało się, że po dwa tomy w jednym roku. Pisał do końca swoich dni, w sumie  jego dorobek poetycki liczy ponad 40 zbiorów.

Poezja Ernesta Brylla miała różne nurty – od antyromantycznej do neoromantycznej–wieszczej; od obywatelskiej po liryczną. Zawsze jednak, mimo iż miał w życiu okres lewicujący (w połowie lat 60. został członkiem PZPR, z partii tej wystąpił po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 r.), jego ulubionym tematem była Polska – a w niej chłopskość, mazowieckość – opisana przeważnie językiem mięsistym, dynamicznym, plastycznym i zmysłowym (stąd dla niektórych krytyków poezja Brylla jest plebejska). Zawsze była to też poezja – jak całe pisarstwo Brylla – niebanalna, emocjonalna, zaangażowana etycznie, politycznie i moralnie, obywatelska, edukacyjna, odważna, konkretna, poszukująca prawdy, stawiająca pytania o losy narodu i jego miejsca w świecie.

Bryll jest znany głównie jako poeta, ale był on twórcą niezwykle wszechstronnym. Lubił próbować różnych odmian literatury, którą uważał za rzemiosło jak każde inne.

– W Polsce kod narodowy jest dziś niezbędny. O dziwo, nie uczy tego już polska szkoła, nie dba o to rząd, nawet w teatrach nie można obejrzeć Dziadów, Beniowskiego, ani innych podstawowych dzieł naszych romantyków. Mimo iż  naród tego pragnie, nikt go jednak nie słucha. Ze społeczeństwem nie ma dyskusji, która była nawet w PRL-u – mówił Bryll, podkreślając, że Polacy zaczynają się wreszcie budzić, o czym świadczy rosnąca pamięć historyczna, czy choćby spontaniczne śpiewanie pieśni z czasów Powstania Warszawskiego. Nie wolno bowiem gubić ani przeszłości, ani teraźniejszości, gdyż obie silnie są z sobą splątane i wzajemnie się oświetlają. Historia jest częścią naszego „teraz” i naród musi o niej pamiętać, bo na równi ze współczesnością tworzy ona tożsamość narodową”.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

1 maja w Łodzi zmarł Waldemar Wiśniewski, od  35 lat dziennikarz, publicysta Telewizji Polskiej, przez wiele lat zasiadał w Zarządzie Głównym SDP i Głównej Komisji Rewizyjnej, był I wiceprezesem łódzkiego oddziału SDP.

Waldemar Wiśniewski urodził się 24 kwietnia 1955 roku. Był absolwentem podagogiki Uniwersytetu Łódzkiego uczniem legendarnego profesora Aleksandra Kamińskiego, współtwórcy Szarych Szeregów, który proponował mu pracę asystenta.

„Waldek wybrał  jednak dziennikarstwo. Praca w TVP Łódź to wiele programów i cykli m.  on. Świadkowie Nieznanych Historii, gdzie przypomniał ludzi  i wydarzenia o  których nie chciano pamiętać lub celowo pomijano Dotyczyło to pokolenia II wojny światowej  walki z komunizmem czy pokolenia Solidarności” – tak wspomina zmarłego Kolegę dziennikarz, prezes łódzkiego oddziałau Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Zbigniew Natkański, współpracownik zmarłego z TVP Łódź.

„To był dziennikarz twardy, dążący do celu. Konsekwentny do bólu. Miał wyczucie, umiał rozmawiać z ludźmi i –  jak to się mówi – tematy go się trzymały. Był reportażystą z krwi i kości” – powiedział sekretarz generalny SDP Hubert Bekrycht pracujący niegdyś ze zmarłym w TVP Łódź.

W dorobku Waldemara Wiśniewskiego jest m.in. napisana przez kilkunastu najlepszych polskich reportażystów książka „Filmówka” pod redakcją Marka Millera o słynnej łódzkiej szkole artystycznej oraz publikacja „Kto tu wpuścił dziennikarzy” o strajku w stoczni gdańskiej wydana w podziemnym wydawnictwie NOWA w 1983 r. i 1985 r.

W latach 70. i 80. pracował w prasie branżowej, m.in. w tygodnikach zajmujących się gospodarką i przemysłem włókienniczym. Od 1989 r. pracował w TVP Łódź. Był reporterem, publicystą, twórcą reportaży, autorem wielu programów, m.in. o tematyce historycznej. Współpracował z Ekspresem Reporterów TVP.

Jednym z programów, który współtworzył z Romanem Graczykiem (przy współpracy ze Zbigniewem Natkańskim), był często nagradzany cykl dla TV Polonia „Świadkowie Nieznanych Historii”. W TVP był autorem setek reportaży, w tym kilkudziesięciu prezentowanych na antenie ogólnopolskiej. Wielokrotnie wyróżniany nagrodami dziennikarskimi.

W 2022 r. wręczono mu Srebrny Krzyż Zasługi przyznany przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Waldemar Wiśniewski miał 69 lat.

(sdp.pl/hb)

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

10 maja  wieku 72 lat zmarła Maria (Majka) Dłużewska – dziennikarka, publicystka, scenarzystka, wybitna dokumentalistka, związana z opozycją niepodległościową. Autorka wielu filmów dokumentalnych i książek poświęconych tragedii smoleńskiej.

Maria Dłużewska urodziła się 26 września 1951 roku w Kielcach. Ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie. Jako aktorka grała w teatrach w Koszalinie, Gdyni i Warszawie.

Działała w NSZZ „Solidarność”. Współorganizowała Msze za Ojczyznę i Tygodnie Kultury Chrześcijańskiej. Prowadziła Teatr Poniedziałkowy w Ursusie. Kolportowała podziemne wydawnictwa. Była redaktorem i autorką tekstów Radia Solidarność. Od 1984 do 1988 działała w Solidarności Walczącej.

Po 1989 roku pracowała jako dziennikarka w tygodniku „Spotkania” i „Tygodniku Solidarność”. Od 1993 roku zajęła się tworzeniem filmów dokumentalnych.

Po tragedii w Smoleńsku w 2010 roku zaczęła realizować filmy i pisać książki dotyczące tego wydarzenia. W „Mgle” (film i książka) skupiła się na pokazaniu samej katastrofy, w „Pogardzie” pokazała tragedię przeżywaną przez rodziny ofiar. „Córka” poświęcona była córce pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich, Marcie, „Testament”  opowiadał o dzieciach pięciu ofiar katastrofy. Bohaterami filmu i książki „Polacy” byli czterej naukowcy badający przyczyny katastrofy. Film i książka „Dama” upamiętniały postać Pierwszej Damy, Mari Kaczyńskiej..

(sdp.pl)

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

19 czerwca 2024 r.  w wieku 92 lat odeszła publicystka i współzałożycielka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka Halina Bortnowska.

Była m.in. sekretarzem redakcji miesięcznika „Znak” i korespondentką przy Soborze Watykańskim II. Związana także z „Gazetą Wyborczą” i „Tygodnikiem Powszechnym”.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

27 marca 2024 r. w wieku 82 lat zmarła Stanisława Ryster.

Od 1975 r. do 2006 r. prowadziła teleturniej „Wielka gra” w Telewizji Polskiej.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

29 czerwca w wieku 78 lat odeszła Barbara Trzeciak-Pietkiewicz, dziennikarka radiowa i telewizyjna, działaczka opozycji w PRL.

Barbara Pietkiewicz-Trzeciak pracowała we wrocławskiej Telewizji Polskiej. 13 grudnia 1981 roku tak jak setki innych dziennikarzy została brutalnie wyrzucona z pracy – napisał Stefan Truszczyński we wspomnieniu pośmiertnym. „Grzechem była przynależność do „Solidarności”. Ludzie telewizji, radia, prasy poszli na bruk. Po prostu won! Junta przejęła władzę. Opowiadali się za nią wpatrzeni w Jaruzelskiego koniunkturaliści.

Naród przeżył szok. Ale to było dawno i wspomnienia o tamtych latach zacierają się. Warto jednak  jeszcze raz przypomnieć takich dziennikarzy jak Barbara. Bardzo zdolna, ambitna i popularna na Dolnym Śląsku. Ta popularność wzrosła jeszcze gdy ludzie dowiedzieli się, że redaktorka z telewizji nie załamała się.  Przeciwnie, nadal działa w „Solidarności i podziemnych mediach. Naprawdę wielki szacunek wywołała jej decyzja by zarabiać na życie jako lodziarka na terenie wrocławskiego ZOO. Ktoś się nie przestraszył i umożliwił jej pracę zarobkową. Ludzie walili do ZOO i kupowali lody od Basi. Tak było.

Ludzie uczciwi po 13 grudnia lekko nie mieli, ale przetrwali aż do czerwca 89 roku. Zahartowani i optymistyczni ruszyli do pracy w swoich zawodach po ośmiu latach przerwy.

Barbara Trzeciak szła jak burza – była redaktorką w telewizji, autorką programów, robiła wywiady z najważniejszymi ludźmi w kraju. Wróciła do swojej ukochanej Telewizji Polskiej i pełniła tam ważne funkcje. Potem budowała informacyjny Polsat. (Teraz zarządza tym działem red. Dorota Gawryluk). Ta wspaniała kobieta była bardzo dzielna i wytrwała. Niestety w życiu prywatnym walczyła nie do końca z sukcesem. Boleśnie przeżyła śmierć syna, o życie którego walczyła przez kilka lat. Potem doznała wylewu i już nie mogła wrócić do pracy. Zmarła w domu opieki kilka dni temu.

Współpracowałem z Barbarą w „Studio Solidarność”, które obejmowało ok. stu dziennikarzy w całej Polsce. To byli ludzie którzy doczekali roku 89 i w miarę uczciwych wyborów oraz rządów prawa. Zrobiliśmy setki programów co miało znaczenie dla wyborczego wyniku 4 czerwca.

Basiu, żegnamy Cię serdecznie już w coraz mniejszym gronie” – napisał Stefan Truszczyński w sdp.pl

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

29 czerwca 2024 r. odeszła Kaja Bogomilska, zasłużona dziennikarka, reprezentująca  oddział warszawski SDP. Od 1981 roku z zaangażowaniem uczestniczyła w życiu stołecznego środowiska skupionego w SDP.

Od 1973 roku współpracowała z PAP, potem pisała do „Na Przełaj”. W stanie wojennym została odsunięta od zawodu. W 1984 roku rozpoczęła współpracę z miesięcznikiem „Cepelia”. Była również nauczycielką w szkołach społecznych.

Od 1992 roku współpracowała m.in. z „Gazetą Polską Codziennie”, „Tygodnikiem Centrum”, „Nowym Światem”, „Expressem Wieczornym”, „Światem Kobiety”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Sołecką”. Od 1999 roku pisała głównie do Tygodnika „Nasza Polska”.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

W czerwcu 2024 r. w wieku 51 lat po ciężkiej chorobie zmarł Łukasz Lipiński, dziennikarz, szef serwisu Polityka.pl, zastępca redaktora naczelnego „Polityki”.

Przez 15 lat swojej kariery zawodowej dziennikarz związany był z „Gazetą Wyborczą”. Zaczynał w oddziale w Gdańsku, potem w warszawskiej redakcji pracował w dziale gospodarczym, następnie był szefem działów zagranicznego i krajowego.

Po odejściu z „Wyborczej” Łukasz Lipiński tworzył serwis analityczny Polityka Insight. W 2018 r. został redaktorem naczelnym Polityka.pl, serwisu internetowego tygodnika „Polityka”, pełnił także funkcję zastępcy redaktora naczelnego „Polityki” do spraw wydań cyfrowych.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

W lipcu 2024 r. zmarł Zygmunt Gutowski, wieloletni członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, inicjator powstania i honorowy prezes Katolickiego Stowarzyszenia Filmowego. Był organizatorem Międzynarodowych Katolickich Festiwali Filmów i Multimediów „Niepokalana” oraz polonijnych Festiwali „Losy Polaków”. Miał 85 lat.

Zygmunt Gutowski był dziennikarzem radiowym i telewizyjnym, filmowcem, wykładowcą akademickim, pracownikiem administracji publicznej. Po ukończeniu studiów na Wydziale Łączności Politechniki Warszawskiej w latach 60. ubiegłego wieku, pracował jako inżynier w stacjach radiowych i telewizyjnych.

Był członkiem Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Polskiego Radia i Telewizji. Po 13 grudnia 1981 roku internowany i usunięty z pracy. W latach 80. ubiegłego wieku pracował jako producent filmów video, operator kamery. Realizował i reżyserował też własne filmy.

W 1989 roku współorganizator, dziennikarz i kierownik techniczny Telewizyjnego Studia Wyborczego „Solidarność”. Później w swojej karierze zawodowej był m.in. dziennikarzem telewizyjnym, komentatorem, realizatorem programów, specjalistą do spraw analiz programowych, wykładowcą akademickim, redaktorem naczelnym portali internetowych.

Zygmunt Gutowski był jednym z inicjatorów powołania Katolickiego Stowarzyszenia Filmowego, pełnił w tej organizacji funkcję prezesa i wiceprezesa, a ostatnio prezesa honorowego.

Przez wiele lat,  jako dyrektor i dyrektor programowy, organizował Międzynarodowy Festiwal Filmów Katolickich w Niepokalanowie, który później przekształcił się w Międzynarodowy Katolicki Festiwal Filmów i Multimediów „Niepokalana”.

Był jednym z pomysłodawców i organizatorów Polonijnego Festiwalu Multimedialnego „Polskie Ojczyzny”, obecnie Festiwalu Polonijnego „Losy Polaków”, którego celem jest promocja polskiej historii, kultury i tradycji w kraju i zagranicą.

Za swoją działalność Zygmunt Gutowski był wielokrotnie nagradzany. Odznaczony został m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (Polonia Restituta), Krzyżem Wolności i Solidarności oraz Krzyżem Zasłużony dla Kultury „Gloria Artis”.

(sdp.pl)

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Także w lipcu 2024 r. zmarła Teresa Wójcik, dziennikarka zajmująca się energetyką i polityką zagraniczną. Przez wiele lat pracowała w „Tygodniku Solidarność”. Miała 91 lat.

Z „Solidarnością” Teresa Wójcik związała się już w 1980 roku. Była m.in. uczestniczką I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „S” w 1981 roku. W latach 90. rozpoczęła współpracę z „Tygodnikiem Solidarność”,  Była ekspertką w zakresie polityki i gospodarki energetycznej, polskiego i międzynarodowego rynku energii elektrycznej, gazu oraz węgla.

W ostatnich latach pisała także do portalu Bizes Alert, a wcześniej przez wiele lat kierowała działem ekonomii w tygodniku „Gazeta Polska”.

„Teresa była przede wszystkim profesjonalistką. Uważała, że dziennikarstwo to powołanie. Miała ogromną wiedzę, ale także niezmienną ciekawość świata i werwę, jakiej wielu młodszych dziennikarzy mogło jej zazdrościć. Dla nas była jednak przede wszystkim po prostu mądrą, ciepłą, wspaniałą osobą. Tereso, będzie nam Cię bardzo brakowało” – wspomina Teresę Wójcik w portalu tysol.pl, redaktor naczelny „Tygodnika Solidarność” Michał Ossowski.

Zmarłą dziennikarkę w serwisie X pożegnał publicysta Piotr Semka.

„Odeszła Teresa Wójcik (1933-2024) Odeszła Wielka Dama dziennikarstwa solidarnościowego. Była delegatką na I zjazd Solidarności jesienią 1981. Wspaniale sprawdziła się w tworzeniu prasy podziemnej , a potem pisywała w Tygodniku Solidarność. Miałem zaszczyt pracować z nią w Tysolu. Takie wspaniałe kobiety nazywano m „chorymi dla Polskę”. To, czy nie zmarnujemy szansy, którą dała nam historia było dla niej osobistym wyzwaniem. Drżała o Wolną Rzeczpospolitą bo dobrze znała i walczyła z zakłamaniem Komuny. I schyłku życia rozpoznawała dawne upiory PRL udające dziś „uśmiechniętą Polskę” R. I. P.” – napisał Semka.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Pod koniec lipca 2024 r.  w wieku 80 lat  zmarła Bogumiła Wander, jedna z najbardziej rozpoznawalnych prezenterek Telewizji Polskiej.

Karierę telewizyjną Bogumiła Wander rozpoczęła w 1965 roku jako spikerka w Łódzkim Ośrodku TVP. Pięć lat później przeprowadziła się do Warszawy i pracowała w stołecznym oddziale Telewizji Polskiej. W latach 70. ubiegłego wieku zapowiadała programy w TVP1 i TVP2. Później zajęła się również produkcją i realizacją programów telewizyjnych. Była autorką dwóch filmów dokumentalnych „Conrad Drzewiecki o sobie. To nie ja, to taniec” i „Andrzej Strumiłło. A-4 dziennik rysowany”.

Pracę w TVP jako prezenterka zakończyła w 2003 roku. Była członkinią Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

16 września 2024 r. w wieku 72 lat zmarł Jacek Barcz – fotoreporter, zastępca przewodniczącego sekcji autorów prac fotograficznych ZAiKS-u.

Jacek Barcz urodził się w 1952 roku. Karierę zaczynał w Centralnej Agencji Fotograficznej. Później pracował m.in. w „Sztandarze Młodych” i „The Warsaw Voice” – napisano na stronie Wirtualne Media.pl

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

26 września 2024 r. zmarł w wieku 78 lat Bogusław Kukuć, sprawozdawca sportowy związany od lat 70. ub. w. z łódzką prasą (Głos Robotniczy, Wiadomości Dnia, Dziennik Łódzki). Dziennikarz zasłabł podczas przedmeczowej konferencji prasowej Widzewa Łódź.

„Zmarł Bogusław Kukuć. Jeden z nestorów wśród łódzkich dziennikarzy sportowych, od zawsze kojarzony z Widzewem Łódź, przy którym spędził większość swojego życia. Najpierw jako kibic, potem jako redaktor” – napisano na stronie Widzewa.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Pod koniec października br. w wieku 59 lat zmarł Grzegorz Maj, dziennikarz, współzałożyciel portalu „W cieniu jupiterów”, współpracownik Radia Maryja i TV Trwam.

Zdjęcia pochodzą ze strony sdp.pl, domen publicznych a także zbiorów prywatnych

 

 

 

 

 

 

 

WALTER ALTERMANN: Nekropolie – hołd Zmarłym, znak historii i świadectwo o nas samych

Spacery po cmentarzach są pouczające – wiele dowiadujemy się oczywiście o zmarłych, ale też o żyjących. Nie mówię, że spaceruję po cmentarzach niejako socjologicznie, nie mniej pewne ogólne, że się tak wyrażę wnioski – same z siebie się nasuwają. Jako łodzianin z urodzenia odwiedzam jedynie łódzkie cmentarze. Poniższa garstka cmentarnych refleksji dotyczy głównie Łodzi, ale nie tylko.

Po pierwsze w ciągu ostatnich 70 lat nasze polskie cmentarze niebywale się zmieniły. Najpierw, w latach 50-tych na cmentarzach były głównie groby ziemne, takie kopczyki. Wiosną, latem i jesienią wyglądały naprawdę pięknie, bo obsadzano je najczęściej – bo bokach – zimozielonym bluszczem. A na środku, na głównej płaszczyźnie grobu sadzono bratki. Te groby miały jedna wadę, trzeba było o nie dbać, a głównie regularnie podlewać. Co bywało dla rodzin zmarłych uciążliwe.

Nasze bogacące się cmentarze

Pod koniec lat sześćdziesiątych pojawiły pierwsze nagrobki z lastryko. Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że lastryko to rodzaj sztucznego kamienia, wykonanego z twardego grysu kamiennego i białego cementu. Można powiedzieć, że rodziny odetchnęły, bo nie trzeba było ciągle grobów podlewać. Jednak lastryko po latach zmieniało swą urodę, beton wypłukiwały deszcze i nagrobki zaczęły straszyć.

Potem, pod koniec lat 70-tych, zaczęły się pojawiać nagrobki z granitu, które, przy minimalnej pielęgnacji, wyglądają porządnie. Tu trzeba powiedzieć, że dzisiaj granitowe nagrobki nie są bardzo drogie i stać na nie bardzo wielu.

Jest jednak faktem, że droga od kopczyków ziemnych do granitowych nagrobków była drogą, ukazującą, że społeczeństwo nasze z wolna, ale stawało się z każdym dziesięcioleciem coraz bardziej zamożne.

Pomniki

Z grobów XIX wiecznych zachowało się na łódzkich cmentarzach kilkadziesiąt pięknych, pełnych poważnego uroku nagrobnych pomników. Najczęściej są to kamienne obeliski, zwieńczone krzyżem. Ale nie brak też kamiennych monumentów w formie nagrobnych sześcianów. I wszystkie one są kamienne.

Jest też wiele nagrobków (już od początków XX wieku), których centralne miejsce zajmują rzeźbione postacie. Niektóre z nich są dłuta przednich mistrzów rzeźbiarstwa. Mają doskonałe proporce, są wykonane z doskonałego kamienia, a przede wszystkim mają „poetyczne dusze”. Zmuszają do oddania się nastrojowi powagi i przemijania.

Z początkiem lat 90-tych minionego wieku pojawiły się też na łódzkich cmentarzach współczesne rzeźby. Kilka jest wielce udanych – te są nagrobkami artystów rzeźby i malarstwa. Niestety jednak, pojawiają się też coraz częściej wielkie monumenty, które ze sztuką nie mają nic wspólnego.

Mijając je, zastanawiam się niekiedy, dlaczego fundatorzy tych wielkich, ale nieudanych rzeźb nie wysupłali jeszcze kilku tysięcy złotych na zawodowego rzeźbiarza, który z pewnością stworzyłby dzieło z sensem artystycznym. Ceniąc cech kamieniarzy, uważam jednak, że artysta zawsze się przy rzeźbach przyda.

Popisy cmentarne

Oczywiście, również na naszych cmentarzach króluje staropolskie: „Zastaw się, a postaw się”. Bo o co chodzi w końcu z grobami naszych przodków? Teoretycznie chcemy upamiętnić ich życie, przywołać z pamięci jacy byli dla nas, a my dla nich. Tyle doktryna Kościoła.

Ale w praktyce chodzi też o to, żebyśmy się popisali, żebyśmy pokazali światu, że stać nas, że nie jesteśmy biedakami, jak reszta naszej rodziny, nasi znajomi i sąsiedzi. I tym sposobem również na cmentarzach można widzieć wyścig i popis bogatszych. Dzisiaj ważny jest ten, kto wystawi jak najbardziej okazały pomnik. Pomnik! Nie żaden tam nagrobek.

Sztuka chodnikowa i gust podmiejski

Na cmentarzach można też spotkać niezwykłe monstra nagrobkowe. Nie powiem, żeby cokolwiek na cmentarzach mnie śmieszyło, bo życie i śmierć traktuję bardzo poważnie. Sa jednak – postawione niedawno – nagrobki, które wywołują u mnie szok.

Jeden z takich dziwacznych nagrobków ma upamiętnić młodego człowieka. Nagrobek wygląda tak: dół stanowi wielka granitowa płyta, a u jej końca – patrząc od oglądającego grób – wznosi się wielka szklana i gruba płyta, na której środku jest zdjęcie roześmianego zmarłego. Ta szklana płyta jest podświetlana (prawdopodobnie żarówkami led) i mieni się wieloma kolorami. Czasami też słychać płynącą z tego grobu piosenką. Zapewne był to ulubiony utwór tego, który spoczywa w grobie.

Chwilami zdaje mi się, że forma na cmentarzach przerasta treść. Treścią jest to, że w grobie spoczywa ktoś nam bliski, kochany. Bywa, że jego śmierć była dla rodziny ogromnym wstrząsem, a nawet tragedią. I w tym momencie pojawia się forma, która ma uczcić pamięć zmarłego i oddać nas ból po jego stracie. Być może stąd biorą się takie dziwaczne pomysły, jak ten z podświetlanym i grającym grobem.

Czy zwykły człowiek jest w stanie stworzyć nagrobek, rzeźbę nagrobną, których tematem będzie strata i ból? Myślę, że nie. Oczywiście Jan Kochanowski w swych „Trenach” umiał opisać swą stratę, ból i rozpacz. Michał Anioł stworzył „Pietę”, w której matka trzyma w ramionach zmarłego Chrystusa. Jednak obaj wymienieni artyści byli geniuszami. A przeciętni ludzie nie powinni przecież silić się na formy, które są im obce i nieznane. Skromności na naszych cmentarza nie ma za wiele.

Groby poległych  

Narzekam tu trochę na obyczaje cmentarne, ale jestem jednak pełen uznania dla stowarzyszeń, które rokrocznie ozdabiają groby poległych w obronie ojczyzny, To piękny i szlachetny gest. Dzięki tym oznaczeniom zatrzymuję się przy grobie z biało-czerwoną szarfą i czytam, co głosi epitafium. Okazuje się, że na łódzkich cmentarzach spoczywa bardzo wielu żołnierzy wojny 1920 roku, i wojny, która zaczęła się 1 września 1939 roku. Odnajdujemy, dzięki tym szarfom, groby walczących w Powstaniu Warszawskim z 1944 roku. Są też groby poległych w walce i pomordowanych przez Rosjan uczestników rewolucji 1905 roku.

Warto, także na cmentarzach, dowiedzieć się, że żyli wśród nas ludzie, którzy tworzyli historię. Wtedy opada z nas bieżący egoizm i choćby na minutę dociera do nas myśl, że jesteśmy tylko częścią czegoś większego.

 

WALTER ALTERMANN: Doktorów Judymów chwilowo brak

Co najmniej dwa pokolenia międzywojenne wychowały się na Prusie i Żeromskim. To dzięki ich pisarstwu bowiem docierało do społeczeństwa polskiego, że bogatsi muszą pomagać biedniejszym, lepiej wykształceni – analfabetom. Znałem takich ludzi. A żeby nie było niejasności, nie byli w PZPR. Byli jednak z ducha socjalistami, a może nawet byli niezorientowanymi politycznie, ale dobrze wychowanymi ludźmi.

Służenie innym – to był międzywojenny obowiązek patrioty. Nie obnosili się z tym, ale młodzi nauczyciele jeździli do głuchych wsi na rubieżach ówczesnej Polski, by uczyć, dobrze uczyć – za bardzo małe pieniądze. A młodzi lekarze, pół darmo leczyli biedaków w robotniczych dzielnicach.

Oczywiście nie wszyscy tacy byli, ale bardzo duża część społeczeństwa wcielała w życie wielkie idee społecznikowskie. To było wspaniałe społeczeństwo obywatelskie. I takich ludzi wychowywali Żeromski i Prus.

Dwoistość bytu profesorów

Ostatnio udało mi się wzbudzić zainteresowanie moją przypadłością pewnego profesora medycyny. Za jedyne 600 zł, podczas prywatnej wizyty. W szpitalu natomiast profesor jest niedostępny, wyniosły i nie zniża się do poziomu chorych. Być może ma coś z dyskiem i nie może się schylać, bo chorzy jednak leżą na łóżkach. Nadto każdy chory jest męczący, bo wydaje mu się, że jest najważniejszy na świecie i oczekuje Bóg wie czego.

Śladem profesorów idą doktorzy, specjaliści I i II stopnia a nawet stażyści. Od lekarzy nauczyły się tego sposobu bycia pielęgniarki, salowe i oczywiście recepcjonistki. Taki dziś mamy styl w służbie zdrowia.

Na tym tle wyjątkowo dobrze wypadają Ukrainki, które są po prostu miłe i uczynne. Może akurat im zależy na swojej pracy? A może nie mają innych możliwości? A może Ukraińcy, mieszkający obecnie w Polsce zachowują się tak jak u siebie, w swoim kraju?

Cele służby zdrowia

Celem dzisiejszej służby zdrowia są dobre, coraz większe zarobki lekarzy. Oczywiście nie da się wiele zarobić bez chorych, zatem istnieje mentalne przyzwolenie na pacjentów, ale przecież w umiarkowanych ilościach.

Najpierw – na początku nowej rzeczywistości – całkiem konkretną wizją, było sprywatyzowanie usług medycznych, leczenia i opieki nad chorymi. Ówczesna prasa podawała nam (obywatelom) jako przykład USA i Niemcy, gdzie prywatna praktyka lekarska ma się dobrze i gwarantuje przyzwoity poziom medyczny. Pisano też, że owszem, że tam też istnieją państwowe szpitale, ale celem dla Polaków miały być prywatne szpitale i prywatni lekarze. Oczywiście nikt nie pisał, że Polska jest za biedna, że naprawdę jedynie garstka obywateli będzie się mogła leczyć prywatnie.

Oczywiście są obecnie prywatne kliniki, ale zajmują się głównie świadczeniem usług medycznych z zakresu medycyny estetycznej, zatem zabiegami bardzo drogimi. Całkiem dobrze mają się też lekarze prowadzący prywatną praktykę. Ludzie przestali wierzyć w państwową służbę zdrowia. Może z autopsji, z przykrego doświadczenia?

Sprywatyzowane zęby

W nowych czasach (po 1989 roku) jako pierwsze sprywatyzowano nasze zęby. I to bardzo sprytnym sposobem. Uznano, że każdy obywatel ma prawo do leczenie ośmiu przednich zębów w górnej szczęce i ośmiu w dolnej. Piątki, szóstki siódemki oraz ósemki uznano za zupełnie prywatną sprawę obywatela. Ponieważ starsi ludzie mają u nas spore braki, zgodzono się, żeby raz na 5 lat, każdy społecznie ubezpieczony, mógł też ubiegać się o sztuczną szczękę.

Dentyści – z związku taką reformą – mają się już u nas dobrze, szczególnie ci, którzy są otwarci na nowe techniki i wynalazki. Ciż są już książętami wśród medyków. Jedynie co smuci, to fakt, że na ulicach widać ogromne rzesze bezzębnych i „bezszczękowych” starców. Kobiety bowiem, jako rozsądniejsza część populacji, bardziej dbają o siebie.

Patenty na godziwe zarobki lekarzy

Pierwszym sposobem na zostanie bogatym lekarzem jest zdobycie, przez absolwenta akademii medycznych, specjalizacji, a następnie zrobienie doktoratu. Lekarz z tytułem doktora nauk medycznych ma wtedy wielkie szanse na zatrudnienie się w placówkach szpitalnych. To jest początek kariery, bo wtedy może zrobić nawet habilitację, a na koniec zostać profesorem.

Co może profesor? Profesor  może wszystko. Jako ordynator szpitalnego oddziału może w każdej chwili przyjąć na swój oddział każdego, z pominięciem jakichś tam kolejek, swoich chorych. Skąd profesor bierze swoich chorych? Ano z prywatnej praktyki, którą ma obok pracy w państwowej służbie zdrowia.

Oczywiście wizyta u profesora sporo kosztuje, ale w zamian pacjent ma gwarancję, że w przypadku konieczności położenia się do szpitalnego łóżka, miejsce będzie na pewno. A jako pacjent profesora z pewnością będzie traktowany mniej brutalnie niż pacjent z ulicy, albo od jakiegoś nieszpitalnego doktora.

Jeżeli zajdzie konieczność operacji, pacjent profesora musi być też przygotowany na okazanie profesorowi wdzięczności. Ile wynosi dzisiaj wdzięczność? To zależy od rodzaju przypadłości. Neurochirurgia, choroby serca są najdroższe, ale nawet chirurg, operujący złamaną nogę oczekuje, że nasza wdzięczność nie ograniczy się do kwiatów. Krótko mówiąc – pacjent musi być przygotowany na wdzięczność „pooperacyjną” w granicach od 10 do 20 tysięcy złotych.

Ludzie o tym mówią między sobą, ale nie spieszą się z zawiadamianiem prokuratury, bo są przekonani, że po czymś takim w żadnym szpitalu w Polsce nie znajdą już pomocy.

Wielbiciel szybkich samochodów

Były marszałek Senatu profesor Tomasz Grodzki ma postawione zarzuty korupcyjne, ale skutecznie unika spotkań z prokuratorem, bo ciągle chroni go immunitet senacki. Warto przypomnieć tę postać, szczególnie teraz, gdy nowy rząd ściga różnych znaczących polityków poprzedniego rządu.

Mnie utkwił w pamięci wywiad p. Grodzkiego sprzed kilku lat, gdy w telewizyjnym wywiadzie, zdradził, że ma słabość do szybkich samochodów. Co to znaczy szybki samochód? To znaczy że jest on drogi, bardzo drogi.

Może dla przykładu profesor-senator Grodzki powinien jednak poddać się procedurom organów państwa? Wypadałoby, naprawdę.

Co robić z naszą medycyną

Każda kolejna ekipa rządowa obiecuje przed wyborami, że zrobi porządek. Że bez kolejek będziemy mogli się dostać do każdego lekarza. I co z tymi obietnicami dzieje się po wyborach? Nic istotnego. Państwowa służba zdrowia domaga się jedynie pieniędzy. I jest w tym dużo prawdy, bo Polska wydaje z budżetu na nasze zdrowie najmniej z wszystkich państw Unii Europejskiej. Wszystkie kolejne rządy mówią, że dały bardzo dużo. I co? Nic. Gdzieś, jakoś te pieniądze wyciekają, a szalupa nabiera coraz więcej wody.

Gdzie się podziewają, na co idą nasze pieniądze (bo płacimy przecież niemałe ubezpieczenia zdrowotne), tego jakoś nikt nie mówi?

Może trochę światła na tę gospodarkę w publicznej służbie zdrowia rzuciła pani minister Izabela Leszczyna, która (29.10.2024) potwierdziła prasowe doniesienia, że mamy w systemie bardzo wielu lekarzy zarabiających od 80 do100 tysięcy złotych miesięcznie. Dodała także, że jeden z lekarzy złożył fakturę za wrzesień na 299.000 zł. Czyli prawie 300 tysięcy zapłaci w październiku owemu lekarzowi państwo, za jego pracę na rzecz publicznej służby zdrowia.

Może tu jest pies pogrzebany? Może coraz większe wydatki państwa powodują jedynie coraz większe zarobki lekarzy, który są gotowi z poświęceniem „przyjąć na klatę” każdą, nawet najwyższą podwyżkę swoich zarobków? Bo nasi dzisiejsi lekarze są gotowi do dużych poświęceń.

 

HUBERT BEKRYCHT: Sejm otwarty nie dla dziennikarzy. Marszałek Sejmu cenzorem!

Co więcej, szef izby niższej polskiego parlamentu Szymon Hołownia nie jest już dla mnie ani dziennikarzem ani nawet politykiem. Ograniczając w parlamencie pracę dziennikarzy zrobił to nie tylko wobec ludzi mediów, których nie lubi.

Hołownia wyrządził krzywdę wszystkim dziennikarzom. Pod tym względem stał się pierwszym na świecie „demokratycznym” cenzorem. Wzywam wszystkich, aby nie nazywać Pana Marszałka „pajacem”.

Nie zasłużył

Szymon Hołownia miał zadatki na prawdziwego medialnego guru, ale spalił się w blokach. Udawał człowieka ogarniętego filozofią chrześcijańską, nawiedzonego „dziennikarza” a potem „pisarza” podążającego pod religijny prąd. Okazał się jednak politykiem bez gustu, bez zaplecza. Politykiem wynajętym przez Donalda Tuska, który – zdaje się – od początku spisał pana Szymona na straty.

Ograniczając pracę dziennikarzy w polskim parlamencie obecny marszałek udowodnił, że nie nadaje się także na scenę polityczną. Bo tu i ówdzie mówiono nie tylko o tlącym się w Hołowni żarze duchowym, ale także aktorskich ambicjach. Nie zasłużył. Tak jak w dowcipie o śnie dyrektora jednego z warszawskich teatrów:

Szefowi sławnej sceny śniły się dwie legendarne aktorki, które źli ludzi wbili przed teatrem na pal. Jedna z nich nieco się kręciła – raz w lewo, raz w prawo –  na co zareagowała druga:

– A koleżanka, jak zwykle, źle obsadzona – zwróciła uwagę artystka.

Tak jest w przypadku obecnego marszałka Sejmu. Rotacja szkodzi. Nie tylko w polityce.

Wodzirej na balu spółdzielczym?

Próba wpływania na pracę – jak to określał Hołownia mając nadzieję, że nadal pracuje w mediach– „swoich koleżanek i kolegów dziennikarzy” zakończy się dla obecnego marszałka Sejmu źle. Nie będzie ani showmanem pokrzykując z miejsca prowadzącego obrady ani nawet wodzirejem na balu spółdzielców w PRL (podobno tam imprezę prowadzili lepsi od Hołowni). Będzie raczej karykaturą hybrydy polityka, który chciał być jeszcze dziennikarzem i człowieka mediów, który nigdy nie został politykiem.

Cenzura to wpływanie lub próba wpływania na zachowanie dziennikarzy w korzystny dla cenzora sposób. Zatem, gdyby ktoś chciał udowodnić, że Hołownia nie został jednak cenzorem, polecam rozmaite lektury o tym, że cenzura jest właśnie chęcią oddziaływania na efekt pracy dziennikarzy. Jeśli miejsce pracy dziennikarzy jest ograniczone, nawet w ciasnym parlamencie, to efekt ich pracy jest mizerny. Albo żaden. Może o to Panu Marszałkowi Hołowni chodzi?

Prezydent Lwowa i Polski – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI o Stanisławie Ostrowskim

29 października 1892 r. we Lwowie urodził się Stanisław Ostrowski, prezydent Lwowa (1936–1939), więziony w Związku Sowieckim (1939–1941); w latach 1972–1979 prezydent RP na uchodźstwie.

Przyszedł na świat w patriotycznym domu Michała Ostrowskiego, powstańca styczniowego, Sybiraka. Po wybuchu I wojny światowej walczył w Legionach Polskich, a w listopadzie 1918 r. w obronie Lwowa, pomagając rannym w szpitalu na Politechnice. Podczas wojny z bolszewikami był naczelnym lekarzem w Dywizji Litewsko-Białoruskiej oraz w 24 pułku piechoty Armii Ochotniczej.

W 1919 r. Stanisław Ostrowski uzyskał tytuł naukowy doktora medycyny. Pracował w klinice dermatologii na Uniwersytecie Warszawskim, a następnie m.in. na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, w 1930 r. uzyskując habilitację.
Do Sejmu RP III, IV i V kadencji (lata 1930-1939) wybierany z list sanacyjnego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, zajmował się sprawami zdrowotnymi, ale też bronił praw mniejszości narodowych.

Był ostatnim polskim prezydentem Lwowa (w latach 1936-1939). Mimo, iż należał do grona piłsudczyków, przeprowadził zmianę części ul. Zielonej na ul. gen. Tadeusza Rozwadowskiego, zdaniem części zwolenników Marszałka kandydata do roli autora zwycięstwa w bitwie warszawskiej.

13 września 1939 r. w przemówieniu radiowym Stanisław Ostrowski stwierdził: „Zostaję z wami na dolę i niedolę”. Jakże przypomina to postawę prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego i jego legendarne dziś słowa wypowiedziane 10 dni później (23 września 1939 r.) w komunikacie radiowym do mieszkańców ukochanej przez siebie stolicy: „I choć tam, gdzie miały być wspaniałe sierocińce – gruzy leżą, choć tam, gdzie miały być parki – dziś są barykady gęsto trupami pokryte, choć płoną nasze biblioteki, choć palą się szpitale – nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto, lecz dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i chwały”.

22 lub 23 września – wbrew warunkom kapitulacji – Stanisław Ostrowski został aresztowany przez NKWD w swoim gabinecie. Więziony i przesłuchiwany (ok. 80 razy) na Łubiance i Butyrkach (wszyscy trzej wiceprezydenci Lwowa zostali ofiarami zbrodni katyńskiej), a po skazaniu na osiem lat „jako społecznie niebezpieczny element” trafił do łagrów wschodniej Syberii.

Wolność odzyskał w wyniku układu Sikorski-Majski i jako oficer 2 Korpusu PSZ gen. Władysława Andersa brał udział w kampanii włoskiej. Pozostając na emigracji w Wielkiej Brytanii pracował jako lekarz i działacz polonijny (m.in. dożywotni prezes honorowy Koła Lwowian w Londynie).

Stanisław Ostrowski był prezydentem Rzeczypospolitej na uchodźstwie w latach 1972-1979. Zmarł w Londynie 22 listopada 1982 r. – w rocznicę oswobodzenia Lwowa przez Polaków w 1918 r.

 

WALTER ALTERMANN: Sztuczna inteligencja kontra żywa głupota

Być może sztuczna inteligencja jest u nas bardziej rozpowszechniona niż sądzimy. I nie mam na myśli naszych prominentnych polityków, bo w ich przypadku wchodziłaby jedynie wersja mocno uproszczona.

Taki algorytm, który sprowadzałby się do umożliwienia kopania i moralnego unicestwiania przeciwników – z pominięciem „realnych faktów”, a z zastosowaniem „faktów fikcyjnych”. Oczywiście wiem, że każdy fakt jest prawdziwy i realny, ale napisałem tak, żeby oddać ducha kierującego naszymi politykami.

Sztuczna inteligencja w Krakowie

Najczęściej widać i słychać sztuczną inteligencję w radiach i telewizjach. Najgłośniejszym jest przypadek Off Radia Kraków, która to stacja zrealizowała (przy użyciu sztucznej inteligencji) audycję z udziałem nieżyjącej już od 12 lat naszej noblistki, Wisławy Szymborskiej. Skandal polega na tym, że autorzy i stacja nie zaznaczyli wystarczająco czytelnie, że wypowiedzi poetki nie są archiwalne, ale pochodzą z montażu tekstów prasowych i książkowych, a głos Szymborskiej jest tworem AI. To znaczy, z zachowanych materiałów archiwalnych, w których poetka mówiła, wypreparowano jej głos, poddano go cyfrowej obróbce i przy pomocy algorytmów AI stworzono jej nowe wypowiedzi.

Tym sposobem można teraz użyć każdego głosu, do każdego tekstu. I można stworzyć audycję, w której tow. Gomułka chwali Adama Michnika, Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego. A nawet stworzyć audycję, w której ta czwórka dyskutuje i obsypuje się komplementami.

Prawdopodobnie i niestety sztuczna inteligencja objawia się także w programach polskich stacji telewizyjnych. Piszę „prawdopodobnie”, bo nie sądzą, żeby żywy człowiek mógłby być tak głupi, jak sztuczni lektorzy, co stacje udowadniają seryjnie choćby przy podkładaniu polskiego tekstu pod programy zagraniczne.

Operacja Bagrejszyn

Ostatni przykład działania AI znalazłem w programie historycznym kanału Viasat History Polsat, który nosił tytuł „II wojna światowa. Cena imperium. Odc. 11”. Audycja jest brytyjska i opisuje dzieje II wojny światowej. Jest interesująca, bo przedstawia tę wojnę z brytyjskiego punktu widzenia. Czyli nie ma w nim  mowy o błędach i złych decyzjach Brytyjczyków.

Przedstawiając zmagania Niemców z ZSRR na froncie wschodnim lektor czyta, że jedną z największych operacji na froncie wschodnim była operacja Bagrejszyn. Być może tak było w wersji brytyjskiej, ale czy Polak musi powtarzać błędy poddanych Jego Królewskiej Mości? Operacja ta nazywała się „Bagration” i była nazwą dla rosyjskich zamierzeń i działań. Żaden tam „bagrejszyn”, ale „bagration”!

Wstyd, że nikt w Polsacie, tak wielkiej firmie, o czymś takim nie słyszał. A wystarczyło, żeby redaktor programu w polskiej wersji językowej wszedłby na stronę Wikipedii, gdzie znalazłby poniższą informację: „Operacja „Bagration” (ros. Операция Багратион), również Białoruska Strategiczna Operacja Ofensywna – ofensywa strategiczna Armii Czerwonej, przeprowadzona w dniach 22 czerwca–31 sierpnia 1944. Doprowadziła do prawie całkowitego zniszczenia wojsk niemieckich Grupy Armii Środek na terenie Litwy, Białorusi i wschodniej Polski. Była to prawdopodobnie największa klęska Wermachtu a podczas II wojny światowej. Operacja została nazwana na cześć gruzińskiego księcia i rosyjskiego generała Piotra Iwanowicza Bagrationa poległego w bitwie pod Borodino.”

Od siebie dodam, że bitwa pod Borodino miała miejsce podczas wojny francusko-rosyjskiej w 1812 roku. I że Bagration żył w latach 1765-1812. Oraz i to, że dla Rosjan Bagration jest bohaterem narodowym.

Czekam na moment, w którym któryś z ludzi Polsatu powie, że naczelnym wodzem wojska polskiego w kampanii wrześniowej 1939 roku był Eduard Rajdz Smigły. Dla słabo wtajemniczonych w historię powiem, że ów marszałek nazywał się Edward Rydz-Śmigły.

Czego nie wylewać razem

Polsat, audycja „Punkt widzenia”. Będący rozmówcą dziennikarza, ekspert profesor Stanisław Ossowski naraz rzuca w przestrzeń stare porzekadło, ale z lekka i bez sensu przerobione: „Nie wylewajmy mleka z kąpielą”.

Zabawne, bo kto się ostatnio kąpał w mleku? Ostatnio Kleopatra, która regularnie kąpała się w mleku z dodatkiem miodu i płatków róż, by jej skóra była gładka. Podobno na jedną kąpiel potrzebowano mleka 700 oślic. Natomiast stare porzekadło brzmi: „Nie wylewajmy dziecka z kąpielą”. Naprawdę nie warto kombinować przy starociach, zostawmy je takimi, jakie są.

Łapówki na boiskach

Alvares przyjął piłkę dość przychylnie” – mówi sprawozdawca meczu piłki nożnej, 15.10.2024 roku, w Canal +. Z całym szacunkiem dla mówiącego, dość to pokraczne zdanie. Tym bardziej, że przychylność oznacza w języku polskim skłonność do udzielenia komuś pomocy, ułatwienie komuś załatwienie jakiejś sprawy,

Przychylność jest też eleganckim synonimem łapówkarstwa, bo dzięki łapówce wręczonej urzędnikowi można uzyskać to, co bez „przychylności” byłoby nie do załatwienia.

Orientuje się czy wie?

W czasie posiedzenia komisji ds. Pegasusa jeden z członków komisji pyta Krzysztofa Brejzę: „Czy orientuje się pan o innych osobach, które były podsłuchiwane?”

Recz w tym, że orientować się nie jest tożsame z wiedzą. Poprawnie poseł powinien zapytać: „Czy zna pan nazwiska innych podsłuchiwanych osób?” Nadto zauważę, że orientować się można w czymś, że wspomnę o kierunkach świata, orientowaniu map na kierunek północny.

Wektory

W czasie tego samego posiedzenia Komisji przewodniczący zapytał także Krzysztofa Brejzę tak:

Jakie były powody takich nieprzyjemnych dla pana działań?

Były dwa wektory…  –  odpowiada zupełnie niezrozumiale p. Brejza.

Po czym wyjaśnia, że były dwa cele podsłuchujących, w związku z czym podsłuchujący mieli dwa kierunki działań.

Dlaczego zatem p. Brejza zupełnie bez sensu mówił o wektorach? A, bo to jest elegancko, modnie i z klasą – według niego. Ale czym są te cholerne wektory? Wektor to obiekt matematyczny opisywany za pomocą wielkości: modułu lub wartością, kierunku wraz ze zwrotem (określającym orientację wzdłuż danego kierunku); istotny przede wszystkim w matematyce elementarnej, inżynierii i fizyce

Dlaczego p. Brejza nie powiedział od razu o celach? Myślę, że choć jest z wykształcenia prawnikiem to jego domową pasją są: wyższa matematyka stosowana, fizyka molekularna i inżynieria mostów, które łączą dwa brzegi – sensu i bezsensu.

Zauważmy też, że po chwili p. Brejza dodał, gdyby ktoś miał trudności zrozumienia kwestii z wektorami:

To była akcja open spejs.

Komisja zrozumiała, bo jednocześnie wszyscy jej członkowie pokiwali głową, na znak że zrozumieli. A ja nie zrozumiałem, bo komisja była polska i świadek komisji też był Polakiem. I nie mam zamiaru rozumieć świadków komisji, mówiących jakimś politycznym slangiem. Istnieje też możliwość, że p. Brejza, nauczony przykrymi doświadczeniami, celowo mówił w dwóch językach naraz, żeby zmylić kolejnych podsłuchujących.

A „open spice” to we współczesnym żargonie politycznym przestrzeń otwarta, przestrzeń publiczna, miejsce dla wszystkich, także przestrzeń wymiany idei i poglądów, oraz oczywiście plotek.

 

WALTER ALTERMANN: Nasz głęboko skrywany wstyd

Oglądając nasze telewizje musimy bardzo uważać. Szczególnie jeżeli jesteśmy już ludźmi starszymi. Bo oto w eleganckiej, czasem nawet miłej formie telewizje mogą wciskać nam kit.

Niby mówią do nas językiem polskim, niby rozumiemy co mówią, ale przecież nie do końca. Bowiem słowa, w ciągu ostatnich lat, zmieniły swoje podstawowe znaczenia, bardzo wiele przykrych słów po prostu zniknęło z obiegu, zastąpiono je określeniami tak ogólnymi, że nie znaczą już tego, co oznaczały jeszcze 25 lat temu.

Tak stało się m.in. z bezdomnością, człowiekiem bezdomnym i problemem bezdomności. Ot, opakowano problem tak, że ni za cholerę nie wiadomo dziś o co chodzi. Czy o konkretnego, żywego człowieka, czy też o jakiś bliżej nieokreślony dylemat socjologiczny. A pomiędzy człowiekiem a problemem naukowym jest zasadnicza różnica.

Powie ktoś, że współczesność wymaga od nas nienazywania rzeczy po imieniu i dlatego mówimy o ludziach niepełnosprawnych (a nie o kalekach), o niskorosłych (a nie o karłach) i ludziach z deficytem intelektualnym. Myślę, że takie łaskawe, subtelne i delikatne traktowanie bezdomnych to zbytek elegancji. Im potrzeba pomocy materialnej, a nie kulturalnych słówek.

Osoby w kryzysie bezdomności

21 października 2024 roku, na antenie TVP, młoda dziennikarka ze Szczecina przedstawiła osiągnięcia tamtejszych władz miejskich. Okazało się, że miasto będzie miało dla osób w kryzysie bezdomności ogromna ofertę zimową: ogrzewalnie, ciepłe posiłki, możliwość wyprania ubrania oraz nowe, czyste ubrania. A tych osób jest w mieście około 850.

Napisałem, że dziennikarka była młoda, bo młodzi promienieją na świat urodą, zdrowiem i życiową energią. I tak było w tym przypadku. Niestety owa dziennikarka (jak większość młodych ludzi) nie była skłonna do jakieś najmniejszej refleksji. Ona była nastawiona na triumfalne obwieszczenie światu, że władze Szczecina są bardzo dobre dla „osób w kryzysie bezdomności”.

Najpierw zastanówmy się kim są te osoby. To są ludzie bezdomni, czyli tacy, którzy nie mają gdzie spać i żyć. I taki stan dla większości z nas jest przerażający. Ale najbardziej okrutny jest dla samych   bezdomnych.

Bezdomni?

Widujemy ich często w większych miastach, jak włóczą się bez celu, smutni z martwymi oczami, jakby niczego dobrego już się nie spodziewali. Czasem nawet cuchną. I nie pasują do współczesnych miejskich pejzaży. Wokół nowe domy, reklamy dóbr wszelakiego użytku, drogie, błyszczące samochody – a tu oni. Ukuto nawet bardzo pogardliwą nazwę dla tych ludzi – menele.

Czasami bywają obiektami żartów i dowcipów sytych mieszczan. A niekiedy jakaś zdziczała młodzież zakatuje takiego człowieka na śmierć, czasami nawet podpali. Summa summarum – nie lubimy tych ludzi, bo są dla nas wyrzutem sumienia, że nic dla nich nie robimy. Co do tych wyrzutów sumienia, to chyba trochę przesadziłem. Dla większości z nas są po prostu obojętni. Bezdomni dla sporej grupy „mieszkających” są też zagrożeniem, bo mogą podpalić strych ich domu, zanieczyścić piwnicę lub schody – jeśli zdołają się tam wedrzeć. No i ten niechlujny, brudny wygląd, te zapachy, jakie rozsiewają…

I dlatego nie mówimy „bezdomni” ale „osoby w kryzysie bezdomności”. Jakbyśmy chcieli oszukać samych siebie, że nawet przy naszej bierności, ci „kryzysowicze” jakoś tam staną na nogi i jakoś tam zdobędą swój kąt do życia. Jest to rodzaj współczucia, który nic nie kosztuje, a pozwala nam wierzyć, że jednak jesteśmy humanitarni i dobrzy, bo jednak poświęcamy tym biedakom ulotną chwilę w naszych mózgach.

Jak pomagać i komu?

Z bezdomnymi jest problem i to bardzo duży. Musimy przyjąć do wiadomości, że nie wszystkim z nas życie musi się udać, że nie wszyscy jesteśmy skazani na życiowy sukces. Musimy otworzyć się na naszych biednych, także bezdomnych rodaków. I musimy postarać się im pomagać, żeby mogli godnie żyć.

Żaden polski rząd niczego w tej sprawie naprawdę nie zrobi, bo zaraz podniesie się krzyk, że oto wszyscy żyjemy biednie, więc dlaczego pomagać akurat najbiedniejszym. Przecież oni są sami sobie winni, bo mogli żyć inaczej! Nie wierzą Państwo – to skąd biorą się głosy potępienia rządów (obu ostatnich) za pomoc, którą Polska otoczyła Ukraińców? Tych, co uciekli przed wojną.

Zanim zaczniemy poważnie rozmawiać o tym jak nieść pomoc „odrzuconym” musimy mocno uderzyć się w piersi i wyznać, że obecne polskie społeczeństw jest niezwykle egoistyczne. Potrzebny byłby powszechny rachunek sumienia z miłości do bliźniego, którego mamy kochać jak siebie samego.

Rachunki sumień naszych

Jedynym znanym mi autorytetem, w sprawie powszechnego przyznania się nas wszystkich do egoizmu, jest Kościół. Najpierw jednak nasz Kościół i kler powinny przyznać się, że sami żyją nad stan społeczeństwa. A potem brać się do wzruszenia sumieniami wszystkich.

Cnota życia w ubóstwie towarzyszyła Kościołowi u jego zarania. Głosił je, sam żyjąc w ubóstwie święty Benedykt. Ale już w  środkowym Średniowieczu ta cnota została zapomniana. A jest ona fundamentem religii chrześcijańskiej. Ale, że Kościół tworzą ludzie, niewolni od pychy i zarozumialstwa – jest jak jest. Przy czym powtórzę, że przez Kościół rozumiem ewangelicznie nas wszystkich.

Wspaniali, czy tacy sobie?

Polacy są zdolni do nagłych bohaterskich zrywów, do chwilowego poświęcenia, ale mozolna, uciążliwa i wieloletnia praca nas męczy. Potrafiliśmy pomóc Ukraińcom, uciekającym spod bomb Putina. Ale już po dwóch latach mamy pretensje, że ich utrzymanie kosztuje. Choć ekonomiści twierdzą, że ci z Ukraińców., którzy u nas zostali ciężko pracują na swoje utrzymanie, przysparzając też korzyści państwu i budżetowi.

Potrafiliśmy przejąć się i pomóc ofiarom powodzi na Dolnym Śląsku. Tak, to potrafimy doskonale. Ale są w Polsce problemy, które wymagają wieloletnie wysiłku, poważnego skupienia się i pracy od podstaw. Poczynając od kontaktu z biednymi i bezdomnymi. I tego właśnie nie potrafimy, bo jesteśmy niestali i cechuje nas szlachetna, ale jednak płochość i krótkotrwałość zainteresowań.

Nie ma ludzi lepszych i gorszych. Nie ma także narodów lepszych i gorszych. Nikt nie jest lepszy od bezdomnego. Na tym polega humanizm. A jeśli nie ma humanizmu, pojawia się zezwierzęcenie. Uważajmy na siebie, bo złą kroczymy drogą.

 

HUBERT BEKRYCHT: Newsshit, czyli zaoczny wyrok na księdza i urzędniczki

Kloaczne wpisy zawodowych hejterów nie są tak dotkliwe dla uwolnionych z aresztu księdza Michała Olszewskiego i dwóch urzędniczek jak skandaliczne tytuły w mediach rządowych. Są one specjalnie eksponowane, aby upokorzyć więźniów politycznych Donalda Tuska i Adama Bodnara.

Mediami rządowymi nazywam nie tylko nielegalnie przejęte przez rząd media publiczne w grudniu 2023 r., kiedy to bezprawnie wprowadzono marionetkowe władze w TVP, PR i PAP, ale i media przychylne od lat obecnej koalicji liberałów, ludowców i lewicy. To one w czasie 7-miesięcznego aresztu księdza i urzędniczek już ich osądziły. Do upokorzeń i tortur, które zastosowali bodnarowcy doszły jeszcze razy rozdawane przez rozgrzanych „dziennikarzy” wychwalających rząd 13 grudnia i nowego ministra resortu „sprawiedliwości”. Przyjęto za pewnik, że ksiądz i dwie urzędniczki są przestępcami. Jakie przestępstwo im się zarzuca? Nie do końca wiadomo, bo prokuratorzy, tuż przed końcem terminu tymczasowego aresztowania dodawali jeszcze kolejne zarzuty… Aż do 25 października 2024 roku.

Newsshit

Pewne jest jedno, w prawie polskim, nazywanym nawet teraz cywilizowanym, obowiązuje zasada, że to sąd orzeka o ewentualnej winie. Nie prokuratorzy. Nie usłużne obecnej władzy media. Nie ludzie na forach internetowych wspomaganych przez niektórych koalicyjnych polityków. Prawdziwą jednak porażką demokracji jest to, że argumenty obrony w mediach prorządowych nie istnieją.

Skandalem absolutnym – pominę emocjonalne określenia cisnące się na usta – są ataki na aresztowanych i kpiny z księdza oraz dwóch kobiet. Nie ma takiego systemu etycznego usprawiedliwiającego to, co napisał na platformie X tygodnik Newsweek, który na internetowym profilu poprzedził swój artykuł o wyjściu z aresztu księdza określeniem: „Ks. Olszewski opuścił areszt. Na głowie brak śladów po cierniowej koronie”. I tak to tu zostawię prosząc wszystkich o zapamiętanie tego wpisu, być może kiedyś odważnie ujawni się autor schowany za logo tygodnika.

…i inni

W Polskim Radiu 24 europoseł Michał Szczerba z KO powiedział, że ciekaw jest, skąd wpłacający kaucję mają tyle pieniędzy. „Może jest to łapówka za milczenie tego księdza” – błysnął Szczerba. Oczywiście dziennikarka prowadząca rozmowę nie zapytała skąd takie sugestie naczelnego śledczego formacji rządzącej.

Lewicowy portal Oko press nie bawi się w „subtelności” cytatów politycznych. Umieszcza grafikę z paskiem na oczach księdza Olszewskiego i obok niego publikuje zdjęcie Zbigniewa Ziobro. Myślimy teraz obrazkiem, zatem Oko press – zdaniem wielu odbiorców – chce przekazać, że obaj są przestępcami.

Rzeczpospolita ma najwięcej błota na rękach, bo jej redaktorzy sugerują, że kaucja za księdza i urzędniczki przepadnie…Znowu sugestia winy. Szanowany niegdyś tytuł sięga dna. I to nie tylko dziennikarskiego dna, ale Atradycyjnie ktoś puka od spodu. To Gazeta Wyborcza. W „artykule” o wyjściu na wolność księdza Michała Olszewskiego, Urszuli Dobejko i Karoliny Kucharskiej, GW napisała, że duchowny był witany „grupę osób wspierających go mimo zarzutów, które na nim ciążą”.

Zapamiętajmy te tytuły i te słowa.

 

Wcześniej, 13 października 2024 r. podczas Zjazdu delegatów Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, przyjęto uchwałę ws. księdza Olszewskiego i dwóch urzędniczek a nowa prezes SDP dr Jolanta Hajdasz napisała do więzionego jeszcze wówczas duchownego list z poparciem naszego środowiska.

List Jolanty Hajdasz prezes SDP do księdza Michała Olszewskiego

 

WALTER ALTERMANN: Promenada szoferek

Coraz częściej dziennikarze zanurzają się w oceanie mętnych skojarzeń. Coraz częściej też posługują się językiem przenośni, metafor, paraboli, epitetów, porównań, oksymoronów, hiperbol i innych środków wyrazu poetyckiego.

Skutek „poetyzacji” języka, tak prostych zajęć jak bieganie, skakanie, rzucanie, kopanie piłki i odbijanie piłeczek jest taki, że odbiorca się gubi i nie wie, czy ogląda dyskusję literacką, czy też tylko transmisję sportową. Przy czy akurat ja lubię obie, choć jestem przeciwnikiem mieszania kultury z kulturą fizyczną.

Oczywiście dziennikarzom, zajmującym się sportem nudzi się w kółko i ciągle opowiadać o plasowanym podaniu, udanym smeczu i genialnym wyjściu z dołków. I dlatego odlatują wysoko, aż nikną w chmurach poezji.

Nieszczęsna promenada

„Mieliśmy na boisku całą promenadę gwiazd” – mówi dziennikarz sportowy TVP 24. 10. 2024 roku. Zapewne chciał powiedzieć „plejadę gwiazd”, ale powiedział jak powiedział. Wyjaśnijmy zatem te dwa zawroty, ku przestrodze innych poetów mikrofonu i kamery.

Promenada gwiazd to bardzo nieudana próba poetyckiego nawiązania do zwyczaju, zaistniałego w Hollywood, a skopiowanego (jak zawsze) w niektórych polskich miastach. Zwyczaj ten polega na tym, że wielkie gwiazdy (głównie filmu) mają na deptakach, na promenadach swoje mosiężne tablice z nazwiskami. W ten sposób władze miast chcą uczcić wielkich rodaków, a swoim mieszkańcom dać do zrozumienia, że są oni mieszkańcami ważnych metropolii lub znanych miejsc wypoczynku, jak ma to miejsce w Międzyzdrojach.

Plejady gwiazd to stały zwrot języka polskiego, odnoszący się do mitologii greckiej, w której Plejady to nimfy , siedem sióstr; Alkione, Kelajno, Maja, Merope, Sterope i Tajgete.  Były córkami tytana Atlasa i okeanidy Plejone (lub okeanidy Ajtry). Plejady (jako towarzyszki bogini Artemidy) wraz z Plejone były ścigane przez Oriona którego spotkały w Beocji. Na koniec Zeus przemienił je w gwiazdy. Inna wersja mitu mówi, że razem ze swymi siostrami, Hiadami, zostały przemienione w gwiazdy z żalu, po śmierci ich brata Hyasa, ukąszonego przez węża. Wschód Plejad (w pierwszych dniach maja) zwiastował początek pomyślnego okresu dla żeglugi, a zachód (w pierwszych dniach listopada) – okres burz. Mityczne Plejady są identyfikowane z Plejadami w gwiazdozbiorze Byka. Na niebie sąsiadują z Hiadami (gromadą otwartą gwiazd w gwiazdozbiorze Byka) i konstelacją Oriona, które są z nimi mitologicznie powiązane.

I ot, czasem człowiek (dziennikarz) coś palnie, a jego błędy przerzucają nas aż do antyku. W każdym razie na boisku sportowy mogliśmy podziwiać wielkie gwiazdy sportu. Ale literacka twórczość dziennikarza była tam zupełnie zbędna. Bo promenada to miejsce do spacerów, a boisko jest do biegania.

Nowe słówko – szoferka

TVN poinformowała, że Kingę Dudę, córkę prezydenta RP odwiozła do pracy „szoferka”. Dotychczas w języku polskim szoferka była miejscem w ciężarówce, w którym siedzi i kieruje pojazdem kierowca. Za nim znajdowała się „paka”, czyli część załadunkowa pojazdu.

Ale wszystko musi się zmieniać, szybko i skutecznie – według TVN. Świat musi „kobiecieć” . I dlatego kobieta, która odwiozła samochodem osobowym panią Kingę do pracy to szoferka.

Toż to, mosterdzieju, paranoja!

Stan medyczny

W toczącej się coraz żwawiej dyskusji o legalizacji związków jednopłciowych pojawia się nowy argument. A jest nim sprawa uznania, że „współpłciowy” partner związku będzie miał stałe prawo do informacji o stanie zdrowia partnera/partnerki. Jeden z dziennikarzy TVN zapędził się w swej nowoczesności tak daleko, że mówił o prawie do „informacji medycznych”.

Być może „informacja medyczna” jest pojęciem medycznym, ale normalni ludzie chcą się dowiedzieć o „stanie zdrowia bliskiej” osoby. Nie poddawajmy się językom fachowym. Mówmy językiem, jakim mówi przeciętny Polak. Nie mówmy o „poborze wody” w gospodarstwach domowych, mówmy o zużyciu wody.

Dwie matki pospołu

W dyskusji w „Kropce nad i” również toczyła się dyskusja o związkach jednopłciowych. Naprzeciw wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka stanęły (zasiadły) dwie mocne i bardzo agresywne kobiety: prowadząca pani Monika Olejnik oraz pani Katarzyna Lubnauer, poseł, wiceminister (według Moniki Olejnik wiceministra) edukacji w randze sekretarza stanu.

Kto tej rozmowy nie widział, niech żałuje. Oto bowiem doszło do totalnej konfrontacji racji i uczuć. Pan Bosak bronił zdrowego rozsądku, obie damy walczyły o nieograniczone prawo do uczuć. Były też momenty ucieszne. Szczególnie rozbawiła mnie sprawa dwóch matek. Według p. Lubnauer w sytuacji, gdy dwie kobiety, pozostające w związku, mają dziecko, to obie są matkami. Pan Bosak argumentował, że dwie kobiety nie mogą wspólnie urodzić dziecka, ale to nijak nie trafiało do rozentuzjazmowanych „wolnością” pań. I nie reagowały na prosty biologiczny fakt.

Warto ten sposób dyskusji zapamiętać. Bo już nie tylko mamy osoby niebinarne i tym podobne. Teraz mamy już teorię, która zakłada, że matki mogą być dwie i więcej.

Powiem też wprost, że zaimponował mi p. Bosak – odwagą i spokojem. Ja w takiej sytuacji na pewno bym nie wytrzymał, bo jestem nerwowy i na hucpę reaguję w sposób bardzo ludowy, a la manier rus, co się tłumaczy w manierze wiejskiej.

Katastrofy…

W „Dzienniku Łódzkim” roku można było przeczytać artykuł o historii katastrof kolejowych w Łodzi. Katastrofy mają swoich wielbicieli i dlatego pełno ich w telewizjach i prasie. Nie należę do tej grupy, ale lubię historię, nawet tragiczną, więc przeczytałem. Artykuł nie urzekał rzetelnością, ani językiem, ale jedno zdanie przykuło moją uwagę.

Otóż autor, między innymi, opisuje katastrofę z 14 sierpnia 1929, gdy doszło, w pobliżu stacji Łódź Kaliska do zderzenia pociągu osobowego z pociągiem towarowym wiozącym żołnierzy 28 Pułku Piechoty Strzelców Kaniowskich, z poligonu do stałej siedziby w Łodzi. Zginęło wtedy pięciu żołnierzy i trzech kolejarzy, a ponadto 19 żołnierzy i 8 kolejarzy zostało rannych.

Fakty się zgadzają ale uderzyło mnie zdanie, że „Żołnierze podróżowali pociągiem towarowym”.

Otóż… Podróżować można dla wypoczynku w góry lub nad morze, w interesach do Lwowa, lub Wrocławia, ale żołnierze jechali. Normalnie jechali pociągiem towarowym. Jak to w wojsku bywa.

A ów nieszczęsny pociąg był po prostu eszelonem, bo w polskiej nomenklaturze wojskowe jednostki transportowe, jak kolumna wozów, samochodów lub wagonów kolejowych z ludźmi, bądź z zaopatrzeniem jest eszelonem.

Powie ktoś, że czepiam się drobiazgów. Więc zwrócę uwagę, że wszystkie katastrofy, także kulturowe, zaczynają się zawsze od drobiazgów – od dwóch matek, podróżowania z poligonu i od tej nieszczęsnej szoferki.

 

WIKTOR ŚWIETLIK: Alibi Intryganta (AI)

Uwzględniając poziom, do jakiego stoczyło się zarówno branżowe medium „Press”, jak i organizowany przez nie konkurs, chciałbym zaproponować wysokiemu jury nową kategorię, tym razem przyznawaną za dorobek menedżerski.

Nagroda dotyczyłaby mistrzowskiego przykrycia, ściemy, zasłony dymnej dla zwalniania ludzi z przyczyn politycznych z rozmaitych redakcji. Mam wrażenie, że to w ogóle dopiero rozwijająca się dyscyplina, a w prace nad jej rozwojem wkładane są większe środki i kreatywność niż w rozwój szczepionek mRNA za oceanem albo wygaszanie krajowego programu atomistyki u nas.
W ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy mieliśmy więc do czynienia z przekształcaniem spółek, potem ich likwidacją. Owe likwidowane, więc zwalniające spółki zgłaszają plany wieloletnie i podpisują umowy biznesowe, co gdzie indziej jest przestępstwem i oszustwem, a u nas nie, bo kto rządzącemu zabroni. Mieliśmy zwolnienie dyscyplinarne za aktywność w organizacjach branżowych, które naszemu koledze Hubertowi ufundował, a jakże, były szef związków w PAP, a dziś prezes, czyli likwidator agencji. Szefową Biełsatu z zapałem godnym ruskiej agentury oskarżono o jakieś straszne malwersacje. Co ciekawe, wcześniej proponowano jej porozumienie rozwiązujące umowę, i gdyby je podpisała, to malwersacji by nie było. Ale, że stanęła okoniem, bo nie chciała pozwolić na destrukcję ważnej dla Polski telewizji, więc okazała się Arsenem Lupinem telewizji publicznej. Zwalnia się za kłopoty emocjonalne. Tomasza Budzyńskiego na przykład, legendę polskiego punka, zwolniono z Radia Poznań, bo za bardzo pokochał Pana Jezusa. Beatę Michniewicz, pracującą od lat w Trójce, zwolniono, bo pracowała za PiS. Co prawda pracowała za wszystkich innych ekip, ale w końcu nawet Marka Sierockiego próbowano wywalić z TVP, bo jak w „Teleexpressie” puszczają U2 albo Metallicę, to pobierający 800 plus ludzie z “Polski be” myślą, że Bono i Hetfield kochają Kaczyńskiego. Jednym słowem, konkurencja w pełni. Ale w tym tygodniu mieliśmy zawyżenie jej, postpeerelowskiego jednak dotychczas, poziomu. Do gry weszła AI.

Niejaki pan Marcin Pulit, nominat Bartłomieja Sienkiewicza i formalny „likwidator” OFF Radia Kraków, ogłosił, że od teraz dziennikarzy u niego, szczególnie tych kilku, których przy okazji zwalnia, zastąpi sztuczna inteligencja. Boty będą programy w radiu prowadzić. A to wszystko dlatego, że pan Pulit się „bardzo boi AI”, więc musi zgłębić jej zakres, zbadać granice i tym podobne pierdoły. I zaczęła się dysputa o tym, czy to dobrze, że AI teraz będzie prowadzić program. Czy cybernetyczne umysły zastąpią zwykłe, granice etyczne odpowiedzialności algorytmu, co na to by powiedział Einstein, a co papież, a co Steven Spielberg. I nawet ja tekst w ten deseń napisałem dla Interii, bo mnie poniosła wena. Były też – a jakże – memy. Ale śmieszne! Roboty będą prowadzić program w radiu. Transformersy rozkopią Kopiec Kościuszki, jaja jak arbuzy.

A w tle kilka kolejnych niewygodnych, nie dość dyspozycyjnych osób straciło robotę. Na ich miejsce przyjdą znajomi, działacze partyjni, może koledzy lub koleżanki pana likwidatora, który zajmował się między innymi kręceniem filmów kulinarnych z Robertem Makłowiczem dla polityków PO w 2019 roku. W jednym z nich Paweł Kowal namawia widzów, by przyzwyczajali dzieci do świąt bez tradycyjnych potraw w imię nadchodzącej inkluzywności. I myślę, że spora to pociecha dla zwolnionych, że oni przynajmniej normalnie obchodzą święta, choćby i w tym czasie w wyłączonym telewizorze za grube pieniądze redaktor Sznepfowa przeprowadzała demaskatorski, niesymetryczny wywiad z samym Pawłem Rubcowem vel Pablo Gonzalesem lub innym Moralesem.