Odszedł redaktor Krzysztof Sapała

Zmarł Krzysztof Sapała, dziennikarz, członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, autor portalu sdp.pl. Miał 49 lat.

Krzysztof Sapała ukończył Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Politechniki Koszalińskiej oraz Instytut Historii Akademii Pomorskiej w Słupsku. Był dziennikarzem, reporterem, fotoreporterem, dziennikarzem śledczym. Związany z Pomorzem, publikował w mediach regionalnych i ogólnopolskich. Pisał również dla portalu sdp.pl (jego teksty dostępne są TUTAJ).

Rodzinie i bliskim Krzysztofa Sapały redakcja portalu sdp.pl składa wyrazy głębokiego współczucia.

 

HUBERT BEKRYCHT: Komu przeszkadza SDP i czego nie zauważa Press?

Przestały mnie bawić manipulacje Press, bo są szkodliwe nie tylko dla dziennikarzy i pracowników mediów, do których – teoretycznie – adresowane są treści popularnego niegdyś miesięcznika. Likwidacja prestiżowych, także dawno temu, nagród i mnożące się w portalu jak króliki wiadomości o niczym, to przyczyna frustracji autorów i kierownictwa. Ale znaleźli sobie już wroga – Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i portal sdp.pl Według dawnych spiskowych teorii najlepiej znaleźć winnego i atakować go jak 6 marca br. policja rolników – z tej metody eskalacji konfliktu korzysta Press wobec SDP. Ostatnio znowu napisano, że jesteśmy janczarami PiS i maszerujemy w takt eurosceptycznych bębnów. Nieprawda to określenie nie oddające stopnia manipulacji Press w tej sprawie, zatem po kolei:

Wiceprezes SDP i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Mediów dr Jolanta Hajdasz wzięła udział w spotkaniu z przedstawicielami Komisji Europejskiej, jakie odbywa w ramach corocznego przeglądu stanu praworządności we wszystkich państwach członkowskich UE. SDP uczestniczyło w konsultacjach po raz trzeci.

Spotkanie prowadzili dr Bartosz Marciniak i Maciej Styczeń z wydziału DG ds. Sprawiedliwości i Konsumentów (Jednostka C1 – Praworządność) Komisji Europejskiej. Stronę polską oprócz Jolanty Hajdasz z SDP reprezentował red. Krzysztof Bobiński z Towarzystwa Dziennikarskiego i Jacek Wojtaś z Izby Wydawców Prasy.

Spotkanie 

Hajdasz zapytana przez KE o opinię w sprawie wolności mediów powiedziała:

Reprezentuję Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, największą, najstarszą i najaktywniejszą organizację dziennikarzy w Polsce. Nasza ocena tego, co wprowadza w mediach publicznych obecny rząd Donalda Tuska jest wyjątkowo negatywna. Jest to bezwzględne naruszenie zasady wolności słowa i wolności prasy. Niszczenie mediów publicznych trwa już od dwóch miesięcy” – podkreśliła szefowa CMWP SDP.

Hajdasz pytano także o opinię wobec Krajowej Rady Radiofonii. „Obecnie to KRRiT stoi na straży prawa dotyczącego systemu radiowo-telewizyjnego, ponieważ władza brutalnie niszczy ten system i łamie prawo medialne” – mówiła.

W notatce CMWP znalazło się również zdanie: Krzysztof Bobiński i Jacek Wojtaś przedstawili odmienne od SDP stanowisko .

Szczegóły stanowiska SDP opisano na stronie CMWP SDP oraz na sdp.pl – tekst poniżej

CMWP SDP na spotkaniu z przedstawicielami Komisji Europejskiej o wolności mediów w Polsce

Nie pisząc o tym, co takiego powiedzieli o stanie mediów w Polsce Bobiński i Wojtaś podczas spotkania, Press wystrzelił z kapiszona i napisał piórem Mariusza Kowalczyka:

W Polsce nowy rząd niszczy media, bezwzględne i brutalnie naruszając zasady wolności słowa i prasy – poinformowała przedstawicieli Komisji Europejskiej Jolanta Hajdasz, wiceprezeska Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Kreśląc zafałszowany obraz sytuacji po zmianie władzy w Polsce, dodała, że prorządowe media zastraszają reklamodawców, którzy chcą się reklamować w ‘mediach opozycyjnych’. – To kuriozum. Odwracanie kota ogonem w partyjnym interesie – ocenia Mariusz Kowalczyk z „Presserwisu”. Tak orzeczono w Press.

Tak, bo tak

Nie przedstawiono żadnych argumentów na podważenie przytoczonych przez Hajdasz przykładów medialnego zamachu stanu, ale już zarzucono jej „zafałszowanie obrazu mediów”.

Chyba ani Press ani, co gorsza, Komisja Europejska i jej eksperci nie sprawdzili, że niszczenie i likwidacja mediów publicznych w Polsce zostały kilkakrotnie skrytykowane przez międzynarodowe organizacje dziennikarskie, m.in. European Federation of JournalistsInternational Federation of Journalists, do których należy SDP. O tym powinien zresztą wiedzieć uczestnik spotkania, apolityczny działacz liczącego niecałe 100 osób (dane EFJ – 2023) Towarzystwa Dziennikarskiego Krzysztof Bobiński. Jeździ on często na zjazdy EFJ, niekiedy z żoną, byłą eurodeputowaną PO i z kolegą noszącym nawet na lotnisku kurtkę z logo EPL (EPP), frakcji PE do której należy PO, co oczywiście – zdaniem członków TD – nie świadczy o upolitycznieniu ich Towarzystwa, najwyżej o ich wyższości nad dziennikarzami, którzy mają wątpliwości co do sprawiedliwego traktowania Polski w Brukseli.

Dalej w relacji Press o stanowisku SDP jest już tylko bardziej groteskowo.

„Gdyby Jolanta Hajdasz chciała uczciwie opowiedzieć przedstawicielom KE o sytuacji mediów w naszym kraju, powinna zacząć od tego, że reprezentuje skrajnie upartyjnioną organizację, która podszywa się pod cieszące się niegdyś jakim takim zaufaniem stowarzyszenie dziennikarzy” – oznajmiono w Press, w którym to mediów ze świecą można szukać złych opinii o mediach broniących jak socjalizmu partii, które składają się na obecną koalicję rządzącą, co za przypadek, od 13 grudnia.

Zarzuty, że coś jest nieuczciwe, że SDP jest upartyjnione są oczywiście rzucane bez chociażby próby poznania racji drugiej strony, co w medium piszącym często o warsztacie dziennikarskim jest dosyć dziwne, ale przewidywalne.

Miazga

Nie wiem pod kogo podszywa się redakcja Press, ale ten przykład dowodzi, że ów portal i periodyk udają medium specjalistyczne adresowane do dziennikarzy i pracowników mediów. Bo pomijanie racji drugiej strony wobec poważnych oskarżeń jest tylko medialną miazgą, nie dziennikarstwem – to tak jakby minister chyba kultury Bartłomiej Sienkiewicz – powołując się na swojego Wielkiego Przodka, Pisarza i Noblisty Henryka Sienkiewicza – został doradcą prezydenta Turcji w sprawach Królestwa Szwecji przed przyjęciem naszych północnych sąsiadów do NATO. Chociaż Turkom mógłby nasz minister chyba kultury doradzać, ale w innych sprawach. Chyba.

Press w kolejnej części „artykułu” kpi ze słów Jolanty Hajdasz, która opowiadała o szantażowaniu firm reklamujących się w mediach opozycyjnych. Dalej Press podaje jeden przykład z anteny TV Republika. „Prawie każdy, działając w interesie swojej firmy, wycofałaby reklamy, żeby jego marka nie kojarzyła się z takim plugastwem” – pisze Press na klawiaturze Mariusza Kowalczyka.

Ów cyngiel Press jest chyba zresztą zadowolony, że praktycznie powtarza to, co pisała jego redakcja przez ostatnie lata. Ale mógł nie wiedzieć, że to powtórzenia, w końcu za kadencji PiS był też w Newsweeku, który to tygodnik, co za przypadek, również pisał źle o rządzie, tylko wyrażał to innymi, mocniejszymi słowami. Zatem znowu Press i Kowalczyk po raz 238. sklonowali jakże „apolityczną” opinię o szefie KRRiT. „Z licznych działań Macieja Świrskiego wynika jasno, że głównym jego zadaniem jest nękanie i karanie mediów, które zakłócają partyjny przekaz PiS. Po zmianie władzy Krajowa Rada nadal jest młotem na tych, którzy nie podobają się Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego partii” – tak napisano w Press. Chyba ludzie z redakcji zapomnieli z czego jeszcze słynie przewodniczący Świrski. Podpowiem, nie lubi kłamstw na swój temat często wykorzystując wówczas instrumenty prawne.

W związku z tym, co powiedziała o KRRiT, na koniec steku bzdur zwanych „artykułem” wystrzelił w kierunku Jolanty Hajdasz pistolecik z Press podpisany jako Mariusz Kowalczyk. Właściwie wypalił cichutko, bo zamiast huku pojawił się smrodek i to nie dydaktyczny. „Tego wszystkiego jednak Jolanta Hajdasz nie powie. Bo SDP wiernie służy politykom” – zaznaczył w „artykule” Press Kowalczyk.

Presserwilizm

Skoro tak mocno biją szefową CMWP SDP pomagającą od lat wszystkim bez wyjątku dziennikarzom, to komu służą członkowie redakcji Press? Ja wiem. Służą głupocie. Głupocie, która opłaca się po 19 grudnia 2023 r. wszystkim mediom głównego nurtu, które, nie przejmując się zasadami etyki, opluskwiają nie tylko dziennikarzy konserwatywnych, ale i każdego ośmielającego się mieć inne zdanie o rządzie 13 grudnia.

Nikt z nas we władzach SDP nie ma legitymacji żadnej partii, ale są – ufam, że poza SDP – dziennikarze, który zapisali się do koalicji 13 grudnia. Nie są oni oczywiście na listach członków ugrupowań tworzących gabinet premiera Donalda Tuska, ale w stłuczonym lustrze swoich wyrzutów sumienia, będą jeszcze nie raz oglądali zniekształconą kłamstwami twarz.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pisane w świetle latarki – SZÓSTY fragment książki SERHIJA KULIDY „Bucza. Wiosenny strzał. Krótka kronika okupacji”

Średniowiecze przyszło do piwnicy. Oleksandr przytwierdza świece do betonowych ścian. Sąsiedzi używają telefonów zamiast latarek. Od czasu do czasu wpadają na siebie w ciemności… – publikujemy kolejny fragment książki Serhija Kulidy „Bucza. Wiosenny strzał. Krótka kronika okupacji”.

„Bucza. Wiosenny strzał. Krótka kronika okupacji” to książka pisarza i dziennikarza Serhija Kulidy (napisana przy współpracy z Ihorem Bartkivem), poświęcona wydarzeniom na przedmieściach stolicy Ukrainy w pierwszych dniach rosyjskiej agresji. Jest to kronika wydarzeń (dzień po dniu), których świadkami są mieszkańcy Buczy, a także – pamiętnik autora, który trzy tygodnie spędził w piwnicy swojego domu chroniąc się przed ostrzałem. Wstęp i pierwszy fragment można przeczytać TUTAJ, drugi TUTAJ, trzeci TUTAJ, czwarty TUTAJ, piąty TUTAJ.  Tytuły fragmentów od redakcji portalu sdp.pl.

3 marca 2022, czwartek

Godz. 8.00, Bucza, Bulwar Bohdana Chmielnickiego nr N, piwnica. Z pamiętnika Serhija Kulidy

Rano coś już bardzo grzmi. Nauczyliśmy się już odróżniać „wyjazd” od „przyjazd”. Teraz mogę usłyszeć, co słychać z zachodu. To znaczy, oczywiście, są to Rosjanie, którzy zajęli już Borodiankę, Niemiszajewo oraz inne wsie i weszli do Worzela. Stamtąd strzelają.

Chłopcy z sąsiedztwa, którym udało się już przeprowadzić rekonesans, mówią, że w Buczy słychać strzały z broni automatycznej. Barbarzyńcy próbują więc zdobyć miasto…

Godz. 10.13, Bucza, ul. Energetyków 12, Urząd Miasta Bucha. Z pamiętnika Serhija Kulidy

W tajemnicy przed Tamarą postanowiłem dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja w Urzędzie Miasta. Udałem się tam ostrożnie, kryjąc się w cieniu okolicznych domów. Ani jednej żywej duszy na ulicy. Jakoś mroźno i wilgotno. Przelatuje mały, mokry płatek śniegu. I niespodziewana cisza… No, prawie…

Zerkam ostrożnie zza rogu Urzędu Miejskiego i widzę przy wejściu pięciu mężczyzn ubranych w ukraińskie mundury. Obserwuję, jak mówią do swojego smartfona, że ​​„nad miastem Bucza wisi ukraińska flaga” i podnoszą ją na maszt.

Z radości pobiegłem, kulejąc, do domu, aby przekazać dobrą nowinę – nasze miasto zostało wyzwolone. Ale nie zdążyłem się podzielić się „dobrymi wiadomościami”, ponieważ rakiety zaczęły gorączkowo latać nad domem.

Nieco później Roma przeczytała na portalach społecznościowych wiadomość, że hordy wkraczają do Buczy z różnych stron. Mam pytanie: co to było z tym podniesieniem flagi? Czyżby Bucza została „wyzwolona” tylko na dziesięć, piętnaście minut, a potem dostała się ręce kacapów? Co to jest? Głupi pijar? Próbowali podnieść morale? Jak mawiała Ninusia, gdy była nastolatką: „Jesteś dziwny!”

Godz. 19.32, Bucza, Bulwar Bohdana Chmielnickiego nr N, piwnica. Z pamiętnika Serhija Kulidy

Nastrój wszystkich jest, delikatnie mówiąc, zły. Sąsiedzi, podobnie jak my, weszli do swoich podziemnych „kabin” i niemal szeptem omawiają sytuację. Jasne, że można się spodziewać nieproszonych gości…

Doświadczona Tatiana, o której już wspomniałam, spaceruje wśród ludzi i radzi, aby w miarę możliwości chować zagraniczne paszporty i kosztowności w jakiejś kryjówce. Może ona ma rację.

Nagle to przerażające oczekiwanie zostało przerwane przez zięcia.

– Chodźcie, mama Toma i tata Seryoza, napijmy się! – Denis pocieszał się. – Zabrałem kolekcję z baru. Tak, na wszelki wypadek… Proszę… Kto ma ochotę na whisky, a może koniak, wino… Nie wstydzić się…

Co zaskakujące, propozycja zięcia zadziałała. Ludzie wyraźnie się ożywili. Tamara zaczęła szukać słodyczy, a ja „szczerze zazdrosny” (od dziesięciu lat nie piję alkoholu) zaczęłam parzyć kawę. Jak to mówią, na bezrybiu i rak ryba…

I tak dzień minął aż do wieczora. Nie bez powodu średniowieczni Europejczycy nazywali wódkę aqua vitae – „wodą życia”. A Maksym Rylski, który lubił „używać”, napisał kiedyś wiersz o następującej treści:

Nasz Kijów jest sławny

Najdroższe nam:

Jest też aqua vita,

Znajduje się tu także świątynia nauki.

4 marca 2022, piątek

Godz. 9.20, Bucza, Bulwar Bohdana Chmielnickiego nr N, lokal nr NN. Z pamiętnika Serhija Kulidy

Wszystko więc wskazuje na to, że Bucza jest okupowana. Nie mogę uwierzyć, że to napisałem. Jakie skur…

Dawno, dawno temu moja babcia Hanna, jeśli pojawiały się jakieś kłopoty życiowe, powtarzała: „Aby tylko wojny nie było”. Ja, nastolatek, nie zwracałam zbytniej uwagi na jej wypowiedzi. I teraz zrozumiałem, co moja babcia miała na myśli. To upokarzający stan, kiedy zostaje się pozbawionym możliwości wpływania na otaczające nas wydarzenia, kiedy życie nasze i bliskich zależy od okoliczności, nastroju czy „dobrej woli” jakiegoś rosyjskiego kretyna, który potrafi zastrzelić człowieka dla zabawy lub tortury…

Z krążących po mieście informacji o barbarzyńskim charakterze Rosjan już wiadomo, że ich jednostki przypominają Sonderkommando, a Ukraińcy w ich rozumieniu (Putin wielokrotnie to podkreślał w zawoalowany sposób)  to podludzie. Gorsza rasa. A teraz Rosja przystąpiła do „ostatecznego rozwiązania kwestii ukraińskiej”. Podobnie jak naziści eksterminowali Żydów podczas II wojny światowej.

Mam przeczucie, że może nas czekać coś na wzór Holokaustu. Przypomnijcie sobie choćby Baturyn z listopada 1708 roku, gdzie Rosjanie na rozkaz Piotra I bezlitośnie wymordowali ponad 10 tysięcy Kozaków i mieszczan.

Pogrzebałem w swoich notatkach i znalazłem wymowny cytat Mykoły Markewicza o „Rzezi Baturyna”. Historyk napisał, że osobista straż kozacka hetmana, serdiukowie, zostali częściowo wycięci, częściowo związani linami w jeden tłum… Mieńszykow polecił katom rozstrzelać; wojsko, wszędzie i zawsze gotowe do grabieży, rozproszyło się po domach zwykłych ludzi i nie odróżniając niewinnych od winnych, eksterminowało spokojnych obywateli, nie oszczędzając ani kobiet, ani dzieci. Zwykła śmierć sama w sobie polegała na ćwiartowaniu żywych, obracaniu ich i przebijaniu, a następnie wymyślono nowe rodzaje męki, których wyobrażenie budzi przerażenie.

I czy tylko w Baturynie „wielcy Rosjanie” dopuścili się nieludzkich zbrodni?…

Jestem pewien, że nietrudno zdać sobie sprawę, że kacapy pokażą na Ukrainie swoją prawdziwą naturę i w pełni zamanifestują bestialską istotę „ruskiego miru”.

I wtedy przypomniały mi się słowa wiersza, w którym jego autor Jewhen Jewtuszenko pytał: „Czy Rosjanie chcą wojen?” Dziś odpowiedź brzmi: tak.

Godz.13.00, Bucza, Bulwar Bohdana Chmielnickiego nr N, piwnica. Z pamiętnika Serhija Kulidy

– Na podwórko – ani kroku – rozkazuje mi Tamara. – Ludzie mówią, że Rosjanie szaleją. Potrafią strzelać za nic…

Obiecuję, że będę posłuszny. Ale bądź mądry, mój zawód pozostawia ślad w charakterze. Zawsze muszę być „wtajemniczony”…

W domu zabrakło prądu, ogrzewania i gazu.

Średniowiecze przyszło do piwnicy. Oleksandr przytwierdza świece do betonowych ścian. Sąsiedzi używają telefonów zamiast latarek. Od czasu do czasu wpadają na siebie w ciemności.

Posiadamy również mały zapas świec. Ponadto Tamara zorganizowała kuchenkę na naftę. Siedzimy w półmroku pod stłumionymi eksplozjami, pogrążeni w myślach. Czasem pod wpływem chwili rozmawiamy o błahych rzeczach.

Żona ubolewa, że można było wyjechać. Milczę, bo czuję się winny…

Ledwo widzę, co przed chwilą napisałam w notesie. Jest za ciemno…

Godz.18.30, Bucza, bulwar Leonida Biriukowa nr 2, supermarket „Silpo”. Z pamiętnika Serhija Kulidy

Poszła plotka, że ​​„Silpo” zostało otwarte. To tylko trzysta metrów od naszego domu, postanowiłem więc udać się do supermarketu. Tamara kategorycznie się temu sprzeciwiała, ja jednak uparłem się przy swoim zdaniu – rezerwy nie pozwolą nam długo wytrzymać. Choć w lodówce, która już nie działa, zostało jeszcze trochę mięsa, ryb i kiełbasy przechowywanych na „czarną godzinę”. Żona narzeka, ale zgadza się:

– Tylko bądź ostrożny. Błagam cię…

Wziąłem torbę i wprost wzbiłem się w powietrze. Ostrożnie przeszedłem przez łuk łączący nasze podwórko z bulwarem Chmielnickiego. Rozglądając się, przebiegłem przez ulicę i na skrzyżowaniu z autostradą skręciłem w lewo, w kierunku „Grand Bourget”, gdzie znajduje się „Silpo”. Po drodze dogoniłem grupę ludzi, którzy również wybierali się na zakupy.

W pobliżu „Grand Bourget” leżał niewybuch z „Gradu”, dalej – nasz pojazd bojowy. Jakiś starzec w pobliżu „Silpo” opowiadał, że rosyjscy żołnierze wyważyli drzwi do marketu i na jego oczach weszli do środka…

Wewnątrz „Silpo” był tłum ludzi, którzy w ciemnościach zamiatali z półek wszystko, co wpadło im w ręce. Czułem się jakoś nieswojo, że tak naprawdę muszę rabować… „Teraz nie chodzi o sentymenty” – uspokoiłem swoje nadszarpnięte sumienie. Musisz przetrwać…

Do torby wrzucam kawę, herbatę, kilka opakowań różnego rodzaju płatków… Ktoś krzyknął w ciemności: „Tutaj konserwy!” Ale kiedy poszedłem w stronę skąd dochodził głos, mądrzejszych buczan było już tam pełno. Podniosłem kilka puszek „byczków w pomidorach”, które leżały na podłodze i bardzo mnie to ucieszyło. W pobliżu działu z chlebem znalazłem dwa bochenki. Zostały oczywiście zdeptane, ale były w celofanie, więc zmieniły jedynie kształt, stając się czymś w rodzaju lawaszu. I nagle – cud! Wpadam na stojak z krakersami, ciasteczkami i goframi, który nie został jeszcze splądrowany. To szczęście!

Na zewnątrz jest zimno i pada deszcz. Robi się ciemno.

Starsza kobieta po osiemdziesiątce ledwo wyciąga rower z pobliskiego „Epicentrum”.

– Babciu, po co ci on? – pyta mężczyzna. – Zaraz upadniesz gdzieś razem z nim.

– Dla wnuka – świszczy głośno staruszka, jedną ręką trzymając się za serce, a drugą mocno ściskając kierownicę jednośladu. – Na urodziny będzie…

Ale co tam babcia.. Inni z „Epicentrum” na wózkach ciągną „plazmy”, lodówki, pralki, fotele, pościel, cały asortyment… A także – co mnie po raz kolejny dziwi – zabawki. Wózki są pełne dziecięcych zabawek. Na twarzach rabusiów widać radość, a jednocześnie skupienie: „Musimy jeszcze wykonać kilka ruchów… Taki gratisik, do cholery”…

Zapaliłem i wróciłem do domu. Po drodze coś koło mnie kliknęło. Przyszło mi nawet do głowy, że trochę jakby cykada. Naprawdę to były… rykoszety od kul. Strzelali gdzieś od strony Worzela, ze znacznej odległości, więc nie trafili.

A ja, wyobraziłem sobie ten obrazek, niczym bajkowy Mikołaj z torbą prezentów i papierosem w zębach, rzuciłem się do najbliższego rowu biegnącego wzdłuż toru. Odpocząwszy chwilę, wkradłem się do domu w złowieszczym mroku. Szczęśliwy, że nie było ofiar.

W piwnicy niecierpliwie czekała jego żona.

– Już się o ciebie bałam – Toma mnie przytuliła. – Jesteś naszym żywicielem rodziny!

Pisane w świetle latarki w piwnicy.

Godz. 20.10, Bucza, Bulwar Bohdana Chmielnickiego nr N, piwnica. Z pamiętnika Serhija Kulidy

Wieczorem „bankietowaliśmy”. W oczach moich bliskich byłem bohaterem! Właściwie to czułem się upokorzona faktem, że muszę zdobywać pożywienie w tak niegodny sposób. Ale co tu można zrobić… A la guerre comme a la guerre, jak mówią Francuzi…

Jedność to jedność, ale jak pisze STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Solidarność nie jedno ma imię

Przed 4 czerwca ’89 roku oprócz wielkiej, bo dziesięciomilionowej, Solidarności była i Solidarność Rolników Indywidualnych z centralą w Małopolsce i przewodniczącym Józefem Śliszem na czele. Pamiętam taki epizod, jak w holu gmachu przy ul. Fredry koło Teatru Wielkiego w Warszawie stoi i czeka wielki chłop trochę stylizowany na Witosa – w białej koszuli pod marynarką ale bez krawata, w bryczesach i oficerkach.

Obok ktoś jeszcze – może był to Balazs, Janowski, Szymanderski albo Rayzacher. Szefostwo. Tam i z powrotem przemierzają przez hol niewysocy ale bardzo szybcy i okrutnie zaabsorbowani czołowi działacze panny „S”. Ale nie witają przybyszów z południowej Polski. Nikt się nie zatrzymuje przed nimi. Oni stoją, czekają. Mija kilkadziesiąt minut. Przyjechali do stolicy z Dębicy – o matko – pomyślałem sobie. Byłem tam jako reporter Studia Solidarność, przecież oni za chwilę zrobią w tył zwrot i odjadą. Solidarność rolników indywidualnych pójdzie swoją drogą. Co za organizacyjny bajzel.

Patrzę a tu idzie prof. Geremek, jeden z liderów. Podbiegam: – profesorze przecież to szefowie bratniego związku – wypaliłem. Pan Bronisław aż się żachnął. No oczywiście poszedł, a właściwie pobiegł do gabinetu i przyprowadził wszystkich ważnych kolegów. Sojusz robotniczo-chłopski został uratowany.

Teraz mamy dość podobną sytuację.  Tysiące kosynierów już drugi raz wybiera się do stolicy Polski a Piotr Duda mówi: „Jeśli Solidarność zostanie zmuszona do wyjścia na ulicę to pokażemy…”.

Popierają, ale to za mało. Idzie o przyszłość Polski, o sprawy nas wszystkich. Solidarność powinna być już jedna, jednolita w obronie tego co najważniejsze – tożsamość kraju. Niestety nawet w rolniczym łonie jest podzielona. Nie ma jednego kierownictwa na czele buntu.

Ambicje, przedwczesne bonzowskie obyczaje już dają o sobie znać. Ale przybywa ruchów oddolnych, stają na drogach zapory spontaniczne. Jak to było? „Gdy wieje wiatr historii… trzęsą się portki pętakom”. Zbuntowany powiew już idzie. Władza już wstała z foteli i wychodzi z gabinetów. Ale to wszystko spóźnione obiecanki, cacanki. Są najważniejsze dwie sprawy. I dobrze znane – zielony ład do kosza i zabójczy dla gospodarki import płodów rolnych. Tylko tyle i aż tyle.

Solidarność z przewodniczącym Piotem Dudą to 600-700 tysięcy członków. Bo tyle aktualnie płaci składki. Wielka siła. To nie miliony jak w 1980 roku, ale wystarczy aby powstrzymać działania szaleńców, którzy niszczą to co osiągnęliśmy w ostatnich dziesięcioleciach. Wszyscy razem. Właśnie ludzie pracy z legitymacjami lub bez. Trzeba jednak zatrzymać bieg do niszczenia dorobku a rolnicy nie mogą być samotni.

Ci u góry są z nadania tych z dołu. Tak przynajmniej być powinno. Rządzenie winno być uczciwe. Relacje o tym rządzeniu transparentne do dziesiątego miejsca po przecinku. Afery muszą być nagłaśniane. Media wolne. Era ogłupiania się skończyła. Nowi sprytnie przejmują wszystkie patriotyczne hasła. Modlą się jeszcze gorliwiej i niczego tutaj nie zmienią. Tak będzie. No i oczywiście są sprytni. Płacz i lament, że oni tego robić nie mogą, bo to zdrajcy i sprzedawczycy nic nie pomoże. Życie się toczy. Przekręty muszą być wyjaśnione. Utrzymywanie ich w tajemnicy to kwestia dni a nawet godzin.

Ludzie wybiorą uczciwych polityków, uczciwych niezależnych dziennikarzy. Co prawda nie wiem kiedy to wreszcie nastąpi ale oszustwo nie będzie chronione choć oczywiście trudno to doprowadzić do końca. Minister rolnictwa zapowiadał że wyjaśni sprawę 500 podmiotów gospodarczych zamieszanych w ukraińską aferę zbożową. Nie wyjaśnił, ale i jego już nie ma.

Teraz dowiadujemy się o dyplomach uczelnianych za kilka tysięcy złotych kupowanych korupcyjnie. Było tanio – jak za zboże. Wprawdzie rektor aferzysta ponoć bardzo popularny w warszawskim środowisku siedzi już w pierdlu a jego nazwiska nie można podawać. Nadal jednak cała sieć przestępcza i beneficjenci na wolności, a nawet w sejmie. Obdarowywano się na krzyż stanowiskami i pieniędzmi – ty pójdziesz do rady nadzorczej mojego komunalnego przedsiębiorstwa a ja do twojego. Posiedzenia rad nadzorczych dla tych cwaniaczków to za każdym razem 5 lub 10 tysięcy złotych. Niech sobie wyrobnicy pracują. My jesteśmy lepsza kasta. Teraz prosimy o nazwiska, na cito, bo inaczej mafijnego kręgu się nie przebije, nastąpi blokada informacji i nie dowiemy się kto handlował i jaki był cennik.

 

 

Radiowa Trójka kończy współpracę z Beatą Michniewicz. Zastąpi ją Renata Grochal

Beata Michniewicz nie będzie już prowadziła w Trójce, z którą związana była od 41 lat, rozmów politycznych. Zastąpi ją dziennikarka „Newsweeka” Renata Grochal.

O tym, że Beata Michniewicz dostała wypowiedzenie umowy z Polskim Radiem, poinformował portal Wirtualnemedia.pl.. Dziennikarka prowadziła emitowany od poniedziałku do piątku „Salon polityczny Trójki” oraz sobotnie „Śniadanie w Trójce” .  Michniewicz pracę w Trójce zaczęła w 1983 roku.

W poniedziałek Polskie Radio podało, że od 1 kwietnia rozmowy z politykami od poniedziałku do piątku oraz sobotnie „Śniadanie w Trójce” prowadzić będzie Renata Grochal, dziennikarka „Newsweeka”.

opr. jka, źródła: wirtualnemedia.pl, Polskie Radio

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Kim są Żołnierze Wyklęci?

1 marca 1951 roku w katowni bezpieki przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie komuniści zamordowali siedmiu wspaniałych Polaków. Razem z prezesem IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość ppłk Łukaszem Cieplińskim od strzału w tył głowy z rąk pijanego kata Mokotowa Aleksandra Dreja zginęli: mjr Adam Lazarowicz, mjr Mieczysław Kawalec, kpt. Franciszek Błażej, kpt. Józef Rzepka, por Karol Chmiel, por Józef Batory. To symboliczny, tragiczny koniec największej polskiej organizacji zbrojnej XX w., fenomenu ukrytego pod nazwami: Służba Zwycięstwu Polski, Związek Walki Zbrojnej, Armia Krajowa i Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość.

Kim są Żołnierze Wyklęci? To niejednolita formacja działająca w Polsce po 1944 roku na praktycznie wszystkich ziemiach polskich, także tych „odzyskanych”, jak również za tzw. kordonem, czyli na zrabowanych nam przez Związek Sowiecki Kresach Wschodnich II Rzeczpospolitej. Z rąk sowieckich służb specjalnych – NKWD ginęli kolejni komendanci kresowi. Najpierw 3 grudnia 1944 roku w okolicy wsi Jeremicze dowódca oddziałów na Nowogródczyźnie – podporucznik Armii Krajowej Czesław Zajączkowski, ps. Ragner. Kolejny cios przyszedł 21 stycznia 1945 roku, kiedy w sowieckiej zasadzce los „Ragnera” podzielił jego następca – kapitan AK Jan Borysewicz, ps. Krysia, Mściciel. To dwa wielkie ciosy zadane polskiej, kresowej partyzantce.

12 maja 1949 roku niedaleko Szczuczyna w obławie NKWD poległ ppor. Anatol Radziwonik „Olech” – ostatni polski komendant kresowy. Ta data to kres zorganizowanej walki i działalności antysowieckiej na Nowogródczyźnie. Przez kilka lat walczyli jeszcze i ukrywali się tam pojedynczy polscy żołnierze, ale byli niszczeni i mordowani przez aparat sowiecki. „Nic dla siebie, wszystko dla Ojczyzny” – było hasłem „Olecha”.

Ale Żołnierze Wyklęci to nie tylko partyzanci leśni, żołnierze walczący z bronią w ręku. To również np. oficerowie wywiadu. Bo Żołnierz Wyklęty to wybór drogi życiowej, postawa. Postawa oporu, nieugiętości, niezłomności wobec drugiego sowieckiego okupanta i narzuconej przezeń komunistycznej władzy. Stąd czasem wymiennie wobec Żołnierzy Wyklętych używa się terminu Żołnierze Niezłomni. Mnie najbardziej odpowiada określenie: Wyklęci przez komunistów Żołnierze Niezłomni. Bo pamiętajmy, że Polacy ich nie wyklęli, tylko komuniści, którzy byli zdrajcami Polski.

Klasycznym reprezentantem Żołnierza Wyklętego – wywiadowcy jest rtm. Witold Pilecki. Ułan II RP, jedyny na świecie ochotnik do niemieckiego Auschwitz, Powstaniec Warszawski, po 1945 roku założył podlegającą II Korpusowi Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie gen. Władysława Andersa grupę wywiadowczą.

Za Żołnierza Wyklętego należy uznać także np. majora Bolesława Kontryma „Żmudzina”, oficera Policji Państwowej w II RP, cichociemnego, Powstańca Warszawskiego, kawalera Orderu Virtuti Militari, trzykrotnie odznaczonego Krzyżem Walecznych. Do kraju wrócił w czerwcu 1947 roku, zostając szefem działu administracyjno-gospodarczego w Centralnym Zarządzie Państwowego Przemysłu Fermentacyjnego. Po wieloletnim brutalnym śledztwie komuniści powiesili go 2 stycznia 1953 roku w katowni przy ul. Rakowieckiej w Warszawie wyklinając przez kolejne lata PRL.

Żołnierzem Wyklętym był inny powieszony (24 lutego 1953 roku) gen. August Emil Fieldorf „Nil” – żołnierz trzech wojen: I wojny światowej, wojny polsko-bolszewickiej, II wojny światowej, twórca i dowódca Kierownictwa Dywersji Armii Krajowej. 7 marca 1945 roku aresztowany przez NKWD, zesłany pod fałszywym nazwiskiem Walentego Gdanickiego do sowieckich łagrów. Po ponad dwóch latach wrócił do Polski, ale nie kontynuował działalności konspiracyjnej, ujawniając się przed komunistycznymi władzami. 10 listopada 1950 roku aresztowany przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP).

Obaj – „Żmudzin” i „Nil” zginęli, bo nie zgodzili się na współpracę z komunistami.

Żołnierzy Wyklętych – polskich antykomunistów (tych walczących z bronią w ręku, wywiadowców, czy żołnierzy zachowujących patriotyczną postawę) – oceniamy nawet na 200 tys. osób. W tej licznie mieści się też młodzieżowa konspiracja antykomunistyczna.

O co walczyli? Najważniejszym, długofalowym celem było odzyskanie przez Polskę wolności, niepodległości. Wielu z nich wierzyło w wybuch III wojny światowej, kiedy będą mogli kontynuować walkę u boku Anglosasów przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Celem bieżącym, ale jakże istotnym była ochrona ludności polskich wsi i miast przed okupantem. W pierwszym okresie chronili Polaków przed Amią Czerwoną i NKWD, a kiedy te wycofały się z naszego kraju – chronili przez sowietyzacją, dokonywaną przez instalowaną w Polsce władzę komunistyczną i jej represyjne struktury, takie jak Urząd Bezpieczeństwa (UB), Milicja Obywatelska (MO), czy KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego). Polacy odwdzięczali się tym samym.

Dlatego, aż do 21 października 1963 roku (kiedy został zamordowany w obławie w Majdanie Kozic Górnych na Lubelszczyźnie) mógł się ukrywać sierżant Józef Franczak „Laluś” − ostatni Żołnierz Wyklęty, który zginął w walce z SB i ZOMO.

I jeszcze przyczynek do trudnej historii rodzin Wyklętych. Syn Marek Franczak, urodzony w 1958 roku, o tym, czyim jest synem, dowiedział się dopiero po 1989 roku. Wtedy formalnie powrócił do nazwiska ojca. Dopiero w 2015 roku odzyskał czaszkę taty, którą komuniści oddzielili od tułowia po zamordowaniu „Lalusia”. Czaszka przez lata służyła do eksperymentów studentom Akademii Medycznej w Lublinie, a potem była tam ukrywana. Większość rodzin Żołnierzy Wyklętych padła ofiarą komunistycznych represji.

Nie bez znaczenia było rzecz jasna poszukiwanie ratunku dla siebie – bo często ujawnienie się, próba powrotu do tzw. normalnego życia kończyły się aresztowaniem, torturami, a nawet śmiercią. Ujawnianiu się Żołnierzy Wyklętych miały służyć tzw. amnestie (2 sierpnia 1945 roku i 22 lutego 1947 roku), ale ich celem było nie tylko rozbrojenie i rozbicie podziemia, ale – docelowo – aresztowanie jak największej ilości antykomunistów. „Amnestia to jest dla złodziei, a my jesteśmy Wojsko Polskie” – mówił mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”.

 

W radiowej Jedynce nie będzie już „Historii żywej” z prof. Andrzejem Nowakiem

Program 1 Polskiego Radia rezygnuje z cotygodniowej audycji „Historia żywa”, w której redaktor Dorota Truszczak rozmawiała z historykiem prof. Andrzejem Nowakiem.

O tym, że na antenie radiowej Jedynka nie będzie już programu „Historia żywa”, prof. Andrzej Nowak poinformował we wpisie na Facebooku.

„Nareszcie koniec z ‘Historią żywą’! Ostatnia audycja w tym cyklu nosi symboliczny tytuł: ‘Rok 1918, czyli wolność odzyskana’. Nagrywany przeze mnie we współpracy z nieocenioną panią redaktor Dorotą Truszczak w Programie 1 Polskiego Radia i nadawany co tydzień od ponad ośmiu lat cykl już ponad 340 audycji został właśnie przerwany. Jego ideą było ‘pokazywanie historii nie jako wiedzy zamkniętej w podręcznikach, ale elementu naszej tożsamości narodowej, który stale wpływa na dokonywane przez nas wybory życiowe i całą naszą teraźniejszość’. Nowa pani dyrektor Programu 1 podjęła w poniedziałek decyzję, by zakazać dalszej emisji. O ile mi wiadomo ‘Historia żywa’ miała sporą grupę zainteresowanych słuchaczy. Cóż – bardzo mi przykro, że nie będą już mogli swojej audycji posłuchać.

Żadne merytoryczne (ani jakiekolwiek inne) powody decyzji o raptownej likwidacji 'Historii żywej’ nie zostały przedstawione. Taka nowa kultura. A może nie całkiem nowa” – napisał historyk.

Audycja „Historia żywa” nadawana była w Programie 1 Polskiego Radia od 2016 roku. W połowie lutego bieżącego roku zmieniło się kierownictwo radiowej Jedynki, dyrektorką anteny została Paulina Stolarek, która zastąpiła Marcina Kusego.

opr. jka, źródło: Facebook

 

Woda jednak mętna. Raport Stowarzyszenia Demagog o programie „19.30” w TVP

Flagowy program informacyjny Telewizji Polskiej „19.30” daleki jest od bezstronności – wynika z raportu Stowarzyszenia Demagog. Jego autorzy przeanalizowali w styczniu tę audycję i odnotowali m.in. pomijanie informacji niekorzystnych dla rządu Donalda Tuska oraz silną krytykę prezydenta Andrzeja Dudy.  

Na początku swojego raportu analitycy Demagoga przytoczyli komunikat Marka Czyża z 20 grudnia, który miał zapowiadać zmiany w mediach publicznych.

„Każdy polski obywatel, który finansuje media publiczne, ma prawo żądać od nich rzetelnej, profesjonalnej i uczciwej informacji” – mówił wówczas Czyż.

„Zamiast propagandowej zupy, chcemy państwu zaproponować czystą wodę. Nie dlatego, że jest szlachetna, ale dlatego, że nie niesie żadnych nachalnych smaków. I obiecuję państwu, że to się właśnie od teraz zaczyna” – zapewniał dalej nowy prowadzący flagowy program TVP.

Z raportu Demagoga wynika, że obietnica ta nie została spełniona. Analitycy stowarzyszenia przez cały styczeń oglądali program „19.30” i porównywali go z najpopularniejszymi konkurencyjnymi programami informacyjnymi stacji prywatnych, takimi jak „Wydarzenia” Polsatu oraz „Fakty” TVN. Jak podkreślają autorzy raportu, zwracano uwagę na: „pozytywne dla nowego rządu Donalda Tuska informacje publikowane w ‘19.30’, których nie dostrzegła konkurencja, informacje negatywne wobec rządu Tuska wyemitowane przez konkurencję (‘Fakty’, ‘Wydarzenia’), których nie poznali widzowie nowych ‘Wiadomości’, wiadomości na temat prezydenta i partii opozycji parlamentarnej (Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja) emitowane w programie ‘19.30’, zwłaszcza kiedy ich obraz różnił się od tego, który mogli zobaczyć widzowie konkurencji”.

Autorzy raportu zwrócili uwagę na pomijanie niekorzystnych dla rządu informacji, np. 8 stycznia wszystkie analizowane programy informacyjne jako najważniejszą informację podały, że sąd nakazał aresztowanie Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. „Wydarzenia” i „Fakty” przytoczyły stanowiska PiS i Kancelarii Prezydenta. Nie zrobił tego program „19.30”. 10 stycznia program TVP przy wiadomości o zatrzymaniu Kamińskiego i Wąsika w Pałacu Prezydenckim jako jedyny nie poinformował o zepsutym autobusie warszawskiej komunikacji miejskiej, który zatrzymał się tuż przed bramą Belwederu, czym utrudnił kolumnie prezydenckiej sprawny wyjazd.

Analitycy Demagoga zauważyli, że informacjom o Mariuszu Kamińskim i Macieju Wąsiku towarzyszyły niekiedy krytyczne doniesienia na temat prezydenta Andrzeja Dudy. Na przykład: 25 stycznia serwis informacyjny „19.30” jako jedyny przedstawił niepotwierdzoną informację, że Kamiński i Wąsik mieli wejść do sejmu nocą wprowadzeni przez prezydenta Andrzeja Dudę.

Analizując informacje o wszczęciu przez Andrzeja Dudę postępowania ułaskawieniowego wobec Kamińskiego i Wąsika zwrócono uwagę, że „materiał ‘19.30’ miał silny charakter antyprezydencki. Eksperci nazwali Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika ‘kolesiami’ prezydenta Dudy, a samą decyzję – ‘zagrywką polityczną’”. Nie przedstawiono żadnej opinii polityka opozycji popierającego decyzję prezydenta.

W raporcie zwrócono również uwagę na materiał „19.30” z 15 stycznia, kiedy to pokazano internetowe memy, w których internauci wyśmiewają się z mimiki Andrzeja Dudy. Zdjęciom prezydenta towarzyszyły ironiczne podpisy.

Analitycy Demagoga dużo piszą o pomijaniu w „19.30” informacji niekorzystnych dla nowej władzy. Na przykład 19 stycznia nie podano, że opozycja złożyła wniosek w sprawie odwołania ministra sprawiedliwości Adama Bodnara. 9 stycznia przy okazji informacji o komisji śledczej badającej sprawę wyborów kopertowych program „19.30” jako jedyny nie wspomniał, że byli rządzący wskazują wybory kopertowe w Bawarii jako dowód na to, że takie głosowanie było możliwe do przeprowadzenia. 20 stycznia przy informacji o likwidacji prac domowych dla uczniów w „19.30” nie przedstawiono żadnego głosu krytycznego w sprawie proponowanych zmian.

W raporcie zwrócono także uwagę, że Polsat i TVN pokazały jak podczas jednego z posiedzeń Sejmu wszyscy posłowie z wyjątkiem ministra kultury Bartłomieja Sienkiewicza na stojąco odśpiewali hymn, w „19.30” tak jednak wykadrowano obraz, by widzowie nie zobaczyli siedzącego szefa resortu kultury.

Analitycy przytaczają przykład materiału z 7 stycznia o wejściu w życie ustawy o konsumenckiej pożyczce lombardowej, w którym nie zostało wspomniane, że przepisy te przygotował poprzedni rząd i uchwalono je jeszcze w minionej kadencji Sejmu. Widzowie „19.30” mogli odnieść wrażenie, że to zasługa rządu Donalda Tuska.

Autorzy raportu zwracają jeszcze uwagę m.in. na  pomijanie danych o frekwencji podczas Protestów Wolnych Polaków, zorganizowanych przez PiS, wykorzystywaniu materiału o WOŚP do promocji prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego z PO, czy wyemitowanie w „19.30”  jednoznacznie krytycznego materiału o Centralnym Porcie Komunikacyjnym.

„Opisywane przez nas zjawiska dają podstawę do podania w wątpliwość deklarację Marka Czyża, który w miejsce ‘propagandowej zupy’ obiecał ‘czystą wodę’  – stwierdzili analitycy Stowarzyszenia Demagog.

opr. jka, źródło: demagog.org.pl

 

CEZARY KRYSZTOPA: Kogo słucha Donald Tusk?

Mówi się, że Donald Tusk zatracił słuch społeczny. Oczywiście nie wiem jak jest w istocie, ale wydaje mi się, że nie tyle zatracił, co słucha innego społeczeństwa niż się z pozoru wydaje.

No bo i rzeczywiście. Gdzie ucha nie przyłożyć, tam rządowa rzeczywistość skrzeczy. Koalicja 13 grudnia pod wodzą Donalda Tuska prawie od chwili kiedy przejęła stery, brutalnie przeczy wszystkim rzekomym ideałom, z którymi szła do władzy. W jej ramach ideały demokracji reprezentują łyse pały, które na rozkaz ministra ppłk Rympałka napadły na media publiczne, a ideały demokracji włamanie do gabinetu Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego. W kolejce stoją zapowiedzi napaści na Trybunał Konstytucyjny i Narodowy Bank Polski. Trudno nie zauważyć, że co bardziej przytomni dotychczasowi stronnicy „demokratów”, znajdują się co najmniej w pewnej konfuzji.

Życie jest gdzie indziej

To samo w kwestii inwestycji strategicznych, których symbolem jest CPK. Liczne sondaże wskazują na to, że większość Polaków popiera ich realizację, nawet. w ostatnim sondażu dla sorosowskiej Rzeczpospolitej na pytanie „Czy rząd Donalda Tuska powinien kontynuować zapoczątkowaną przez PiS budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego?” – 36,1% respondentów odpowiedziało „zdecydowanie tak”, 22,1 „raczej tak”, 15,2% „zdecydowanie nie”, 8,0% „raczej nie”, a 18,6% „nie wiem”. Mało tego, w badaniu poparcia dla CPK w poszczególnych elektoratach, wcale nie przoduje elektorat PiS, który owszem wynik ma tu wysoki – 76%, ale najwyższym wynikiem może się tu „pochwalić” elektorat Trzeciej Drogi – 85%. W tym samym czasie Tusk z koleżkami, bawią się w prymitywne i oznaczone na „X” specjalnymi „notkami społeczności” kłamstwa i obrażanie i imputowanie „brania pieniędzy” przez najbardziej aktywnych, jakby celowo zamykali się w wizerunkowej, coraz bardziej ciasnej, pułapce.

A cała ta historia z „rozliczeniami”? Świeżo wyleczony immunitetem z omdlenia Giertych, szalejący w mediach społecznościowych i polskojęzycznych, grozi wszystkim dookoła. Trzydzieści osiem sejmowych komisji ds. „rozliczenia pisowców” przekrzykuje się nawzajem walcząc o uwagę, podczas gdy, odnoszę wrażenie, że coraz mniej kogokolwiek obchodzą. Owszem, obsługują najbardziej tępy, krwiożerczy elektorat spod znaku ośmiu gwiazdek, ale życie w co raz większym stopniu jest tak naprawdę zupełnie gdzie indziej, gdzie indziej są nawet niektórzy ośmiogwiazdkowcy.

Zasada Popiołka

Tak mi się wydaje, że najlepszym kluczem do zrozumienia dlaczego Tusk robi to co robi, może być bodaj najbardziej znana wypowiedź znanego z „ośmiogwiazdkowych fascynacji” prawnika z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, prof. Wojciecha Popiołka, którego Koalicja 13 grudnia zrobiła szefem Rady Nadzorczej Orlenu, który na jednym z konwentykli, raczył by stwierdzić, że to nie wyborcy są suwerenem. Ja tam może prawnikiem nie jestem, ale z Konstytucji zdaje się wynika co innego. Popiołek, typowy przedstawiciel prawniczej, przekonanej o swoich nadprzyrodzonych właściwościach, kasty, miał na myśli to, że „suwerenem są wartości znajdujące się w prawie”, których ucieleśnianiem są oczywiście Popiołek z kolegami prawnikami, ale ja tak sobie myślę, że dla Tuska wyborcy mogą być suwerenem, ale musi tu chodzić o wyborców zupełnie innego państwa niż Polska. Bo rzeczywiście, polscy wyborcy jakby interesowali go coraz mniej.

Dlaczego? Nie wiem, ale przychodzą mi do głowy dwie odpowiedzi. Jedna trochę bardziej optymistyczna, w ramach której Tusk już szykuje sobie jakieś ciepłe gniazdko w Brukseli i poparcie Polaków do niczego mu niepotrzebne. Ot, zostawi znowu swoich wyznawców jak ostatnich frajerów, na przykład z Hennig-Kloską i Hołownią, tak jak kiedyś zostawił ich z Kopacz i Komorowskim. Jest to wersja bardziej optymistyczna, ponieważ oznacza, że pomimo strat będzie co odbudowywać.

Druga jest mniej optymistyczna. Być może Tusk ukrywa coś jeszcze lepiej niż ukrywał, że zgodził się na przymusową relokację imigrantów i nowe europejskie podatki i zgodził się, lub ma zamiar się zgodzić na takie rozwiązania w nowym Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, w których opinia Polaków nie ma już znaczenia, ponieważ niewiele od niech zależy. W takim wypadku, może już nie być czego odbudowywać, a przynajmniej, biorąc pod uwagę, że historia nigdy się nie kończy, przez jakiś, być może dłuższy, czas.

Kto rozbije bank?

Pozostaje pytanie – Dlaczego, skoro nie dba o poparcie Polaków, to sondaże wskazują wzrost poparcia dla Tuska i jego kamaryli? Zakładając, że wyniki sondaży w ogóle są cokolwiek warte, myślę, ze dzieje się tak dlatego, że wyborcy nie mają żadnej alternatywy, bo dla ewentualnych sierot, np. z Trzeciej Drogi, myślę, że alternatywą nie jest „spotkajmy się na ulicy”, potrzeba pozytywnej spójnej i wiarygodnej oferty na zasadzie „tamci to chaos, a my to ład”. Problem w tym, że obie główne partie na scenie politycznej, sprawiają wrażenie zamkniętych w paradygmacie „polaryzacji”, co determinuje ich działania i w jakimś sensie upodabnia.

Nie wiem jak będzie jutro, ale na dziś wydaje mi się, że polityczny bank rozbije ten, kto pierwszy znajdzie klucz do wyjścia z tego zaklętego kręgu.

Poparcie Rady Konsultacyjnej CMWP SDP dla uchwały KRRiT w sprawie wykorzystania wpływów z opłat abonamentowych

Rada Konsultacyjna CMWP SDP popiera uchwałę KRRiT z 7.02.2024 w sprawie wykorzystania wpływów z opłat abonamentowych na realizację misji publicznej w roku 2024 i uznaje to za prawidłowe działanie organu konstytucyjnego, który dba o właściwe wykorzystanie wpływów  z tych opłat. Rada podziela stanowisko wyrażone w w/w uchwale, iż decyzje Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z 27 grudnia 2023 i 29  grudnia 2023 r. zostały podjęte z rażącym naruszeniem prawa.

Jolanta Hajdasz – przewodnicząca Rady Konsultacyjnej CMWP SDP

Michał Karnowski

Janusz Kawecki

Paweł Lisicki

Tomasz Sakiewicz

Krzysztof Skowroński

Leszek Sosnowski

Wojciech Surmacz

Warszawa , 13 lutego 2024 r.

O uchwale KRRiT pisaliśmy TUTAJ.