Zjawiska atmosferyczno-polityczne opisuje STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Hybryda ukąsi

Jeśli wilk zagryzie kozę hodowca dostanie odszkodowanie. Ale jeśli szkodę wyrządziła hybryda, czyli krzyżówka wilka z psem – nic nie dostanie. Taką mamy ustawę. Uchwalona została, gdy „wilko-psów” mało samopas biegało. Namnożyło się jednak wilków i hybryd zwierzęcych. Teraz hodowcy mają problem. Podobnie jest w polityce. Jak odróżnić patriotę od wroga. Też biegają luzem i mnożą się. Zakaz aborcji będzie wkrótce sprawa prywatną. Ale jak będzie z rozmnażaniem – nie wiadomo. Hybrydy na jezdni, hybrydy w lesie. Teraz zaczną również szczerzyć zęby w urzędach – od dołu do góry. Może się zakotłować.

 Wydawało się że od sołeckiego skryby po belweder droga długa i do przebycia czasochłonna. Ale skądże. Minęło dzionków niewiele od wyborów a tu sięga się już po głowę głowy państwa. Odwołać – krzyczą! Odwołać i już.  Nawet hunwejbini nie szli tak ostro.  Obeszli w końcu cały duży chiński kraj zanim wyciągnęli noże po  wydumaną „bandę czworga”.

Stoi marszałek Piłsudski przed wielkim dworem w Alejach Ujazdowskich. Stoi na pomniku oparty na szabli. Śpi zaklęty góral na Giewontu grani. Ostra kosa Helu wbija się w bałtyckie morze. I cisza. Sztil na fali, śnieżek w górach. A parlamencie zgiełk – ktoś szparko przebierają nogami. Czy syberyjskie mrozy zetną to wszystko lodem albo huraganowe nawałnice prącej na Europę tłuszczy mas z zachodu – nas zadepczą?

Chyba już żadne apele nie pomogą. Autorytety rozmienione na drobne. Niespodziewanie zaskakuje pomysłami Rzym nowymi kanonami wiary. Pan Orwell straszył, ale podawał inną datę. A tu za pasem rok 2024 i światowe mordowanie już nie w tysiącach a w milionach istnień ludzkich, migracje i podziały społeczeństw. Zdumiewające tempo i niebezpieczeństwa. Ludzie atakują się i przetrwa tylko ten, kto potrafi się obronić a nie dzielić i kłócić. Nagłe pojawienie się hybryd wszelkiego rodzaju jest niebezpieczne. Gdzie są ci porządni bogobojni i patriotyczni obywatele. Siedzą cicho w domach. Otworzyli gęby ze zdziwienia i biernie czekają. Zastygli w chocholim tańcu.

A tu dzieci zaczną coraz głośniej wołać.  Zarzynane krowy – zaryczą, świnie zaś zakwiczą, ukraińskie zboże nas zasypie. Profesor Pniewski przewróci się w grobie tyłem do gmachu przy ul. Wiejskiej, który tak pięknie zaprojektował.

Quo vadis – Tusku, Hołownio i Kamyszu oraz Czarzasty? Czy z remisu wyborczej walki chcecie uczynić pogrom przeciwnika? Zemsta! Chęć rewanżu nie wiadomo za jakie krzywdy odbiera rozum, szacunek dla wspólnie ustanowionego prawa, prowokuje.

Krowa – Europa, którą obrazem rubasznym namalował Franciszek Starowieyski rozpędza się tratuje. Mleka ona nie da, bo to nie krowa a chyba byk rozjuszony. Ma rogi i pysk rozwarty nie merda a biczuje ogonem. A tu matadora nie ma. Obrońcy przed atakiem zachodu i przed czerwoną zarazą pochowali się w pałacykach i domkach. Zerkają na konta w rajach podatkowych. Jeżdżą przez centra miast wypasionymi pojazdami a plebs ma rowery i hulajnogi. W radiu z lufcikiem, jak określał media pan Wiech (teraz pasuje to do telewizji) Holecką zastąpi Olejnik, Lewandowską Kublik Za Adamczyka ustanowiony zostanie Lis, który stoi już w blokach startowych. Zamiast krzyża w Sejmie – portret gen. Jaruzelskiego. Płotu dookoła sejmu nie będzie, bo kto by się tam teraz pchał. Przywiozą workami kasę z Brukseli. Rozdawać będzie minister Rostowski. Oszczędzimy na budowie gigantycznego portu lotniczego, nie dopuścimy do zagrożenia atomowego poprzez elektrownie. Powieją z zachodu ożywcze wiatry i napędzą śmigła niemieckich elektrowni wiatrowych. Zafurkoczą na wielkich słupach, które już od dawna czekają na przyjazd do Polski z landów naszych prawdziwych przyjaciół zza Odry. Malować ich nie będziemy ani konserwować, bo całe to ustrojstwo obsrają mewy i zabezpieczą antykorozyjnie.

W miejsce pomnika  Lecha Kaczyńskiego odsłonięta zostanie statua pana Tuska – w peruwiańskiej czapeczce. A na górze smoleńskiego abstrakcyjnego monumentu usiądzie na tronie pan Putin.

Hybrydowi zleją się w jedno. Psy przy budach trzymane będą na  długich 10-metrowych łańcuchach, ale za to feministyczna władza skróci smycze domowe. Oczywiście będzie w tej sprawie referendum, nawet dwa. Oddzielne dla pań i panów. Kłopotów pan marszałek będzie miał co nie miara.

W pierwszomajowym pochodzie, który poprowadzi pan Czarzasty i pani Żukowska czołowy transparent głosić będzie: pokój i tolerancja. Wieczorem nad Wisłą odbędzie się pożegnanie władz gdańskich, które tratwami własnej roboty spłyną do miasta o podwójnej nazwie – niemieckiej i polskiej. W ramach rozwoju sztuk plastycznych graficiarze wymalują gmach parlamentu. Nudno nie będzie. Nocami grać będzie heavy-metal i sataniści.

Dobranoc Państwu, w końcu nie wiadomo, kiedy to opublikują i kiedy będziecie czytać…

 

HUBERT BEKRYCHT: „Agent” – bohater „demokracji” i artykułu GW. Służby: jego historia oparta jest na kłamstwach

Jak bardzo Gazeta Wyborcza musi chcieć odbudować swój dawny nakład świadczą elukubracje przesłuchiwanego przez redakcję z Czerskiej „agenta?. Tomasz K. „zaczął sypać” – tako rzecze GW. I całkiem przypadkowo, zanim dostał status świadka koronnego, obrzucił oskarżeniami dziennikarze, którzy nie boją się tropić afery ekipy Tuska. Zanim powiedział coś prokuraturze powiedział GW o jego, jako agenta, związkach służbowych, m.in. z Kanią, Gmyzem, Pereirą i Sakiewiczem, Gargas, Hejke. Co za koincydencja, prawda? Rzucić kamień w piszących krytycznie o rządach PO i PSL dziennikarzy i prosić prokuraturę o ochronę. Za pośrednictwem Gazety Wyborczej.

To naprawdę byłoby śmieszne, że dziennikarzom „zarzuca” się kontakty ze służbami specjalnymi w celu wykonywania obowiązków, ale jest patologiczne. Pomijam, co napisała GW, bo nie jest wiarygodna, skoro redakcja za nic ma procedurę prawną zdradzając szczegóły postępowania. Niewiarygodna jest zreszta nie tylko dlatego….

Jak mają się bronić opluskwione przez Tomasza K. osoby, skoro jeszcze nie dostały nawet wezwania z prokuratury.?Nie wolno wpływać na postępowanie, ale co tam, Gazecie Wyborczej wolno. Bo przecież nie powinno być wszystko jedno, czy ktoś ujawnia dziennikarskiej źródła, zanim sąd o te źródła zapyta.

No i wreszcie najważniejsze, czy wymienieni przez agenta dziennikarze rzeczywiście się z nim kontaktowali w sprawach tak gorliwie opisywanych przez dziennik Michnika?  Zwłaszcza – jak pisze na portalu X Cezary Gmyz – Samuel Pereira, który, w czasie aktywności agenta Tomka jako pracownika służb specjalnych, „nie był jeszcze dziennikarzem”. Z metryki sądzę, że Pereira mógł być jeszcze wtedy w liceum. Ale co tam, pasuje do paszkwilu, bo jest ważnym dziennikarzem sprzeciwiającym się – jak m.in. Gmyz, Kania, Sakiewicz, Gargas, Hejke i wielu innych – patologiom ugrupowań politycznych, których głównym programem w latach 2015 – 2023 było „niszczenie PiS”.

Może tak być, że istotnie agent Tomek podrzucał też mediom informacje, ale nie wiadomo z czyjego polecenia, nie wiadomo też, którym mediom. Agenci bywają przecież podwójni. Czy tylko w powieściach sensacyjnych?

Zastanawiam się, czy wzmożone, szczególnie młodsze osoby związane z GW w ogóle zdają sobie sprawę z tego, co to jest dziennikarstwo? Na pewno nie.

Myślę, że pomówieni dziennikarze obalą absurdalne zarzuty umieszczone w GW. Będzie to jednak długi proces, bo obrzuceni błotem będą musieli udowadniać, że nie są wielbłądami kiedy Tomasz K. będzie pod ochroną prokuratury.

A status świadka koronnego polskie prawo przewidziało dla przestępców.

***************************************************************************************

Oświadczenie

Obecna aktywność Tomasza Kaczmarka jest kolejną próbą uzyskania przez niego bezkarności. Jego historia oparta jest na kłamstwach.

W listopadzie 2019 roku Tomasz Kaczmarek usłyszał szereg zarzutów karnych dotyczących wielomilionowych oszustw finansowych w tzw. aferze stowarzyszenia Helper.

W związku z zarzutami, a także wobec braku zgody Ministra Koordynatora na zapewnienie mu bezkarności, Kaczmarek w kolejnych miesiącach rozpoczął szerzenie insynuacji przeciwko Ministrowi Mariuszowi Kamińskiemu i Maciejowi Wąsikowi – zarówno w mediach jak i prokuraturze.

W związku z kolportowaniem tych fałszywych oskarżeń Tomasz Kaczmarek usłyszał zarzuty dot. składania fałszywych zeznań. W tej sprawie akt oskarżenia przeciwko Kaczmarkowi wpłynął do sądu w sierpniu 2021 roku.

Obecna aktywność Kaczmarka jest kolejną próbą uzyskania przez niego bezkarności. Jego historia oparta jest na kłamstwach.

Biuro Prasowe Ministra Koordynatora Służb Specjalnych

 

 

 

Błędy nasze powszechne – WALTER ALTERMANN: Patynacja progresywnego draftu

Transmisja meczu piłki nożnej w Canal+, widzimy, jak zawodnik odbiera piłkę i szybko rusza z nią na bramkę przeciwnika. Kibice lubią takie momenty. Niestety nastrój psuje sprawozdawca, który mówi: „On ma w genach progresywne prowadzenie piłki”. Pomijam już geny, ale czy można „progresywnie prowadzić piłkę”?   

Gdyby sprawozdawca powiedział, że napastnik gra szybko, aktywnie, agresywnie – byłoby normalnie. Ale nie ma tak dobrze, bo sprawozdawca musi się pochwalić, że zna obce słówka. Panowie sprawozdawcy: piłka kopana jest prosta, nie nadawajcie temu sportowi jakichś niesamowitych znaczeń! Dajcie kibicom cieszyć się grą piłkarzy.

A „progresja” według słownika PWN to: 1. osiągnięcie kolejnego stadium rozwoju, 2. ekon. stopniowe wzrastanie; 3. muz. powtarzanie motywu, zwrotu melodycznego na stopniowo zmieniającej się wysokości; 4. podatek porgresywny, dla którego charakterystyczny jest wzrost stawki podatkowej w miarę wzrostu podstawy wymiaru podatku.

W sumie progresja to postęp i wzrost. I tyle.

Mamy ten draft

„Śniadanie Rymanowskiego” w Polsacie, 5 pażdziernika 2023 r.  Audycja toczy się żywo i miło, gdy nagle poseł Dariusz Wieczorek z Lewicy mówi:

– Mamy już draft umowy koalicyjnej.

– A kiedy zobaczymy ten draft? – pyta posła prowadzący audycję Bogdan Rymanowski.

Poseł powiedział, aby i panom w studio było jeszcze bardziej kulturalnie. Mnie jednak znowu trafił szlag. Bo czym jest ów „draft”, który stał się tak modny wśród dziennikarzy? Otóż – „draft” to angielskie słowo, które oznacza projekt, wstępne założenia.

Winę za taką sytuację ponosi p. Rymanowski, bo oczywiście goście mogą pleść co im do głowy przyjdzie i nie wypada ich poprawiać. Ale przecież – na „draft” gościa, pan Rymanowski mógł powiedzieć:

– A kiedy zobaczymy ten projekt?

Ale nie, bo p. Rymanowski też chce być nowoczesny i znający. Sytuacja jest identyczna z tą z „Nie ma róży bez ognia” Stanisława Barei. Tamże między Bohdanem Łazuką a Stanisławą Celińską toczy się dialog, w którym Łazuka wrzuca obce zwroty, na co Celińska mówi:

– Ja pracuję w telewizji, to ja pana rozumiem.

Mogę nawet przyjąć i wybaczyć, że w harmidrze, bałaganie i napięciach panujących w pokojach dziennikarskich ten „draft” ułatwia komunikację „wewnątrz dziennikarską”. Ale co to  obchodzi widza i słuchacza? W końcu jesteśmy w Polsce, w której obowiązuje nasz język narodowy. A media mają obowiązek mówić po polsku! I oczywiście mówić w tym języku zrozumiale i jasno!

 Patyna

„Łowcy staroci” to brytyjski bardzo dobrze zrobiony program o handlarzach starociami i antykami.  Niestety w Polsce informacje i dialogi czytają polscy lektorzy. I tu mamy już ostry zjazd z jakością. A odpowiada za tę „obsuwę” Discovery Historia.

W odcinku 17 widzimy, jak renowator przystępuje do patynowania nowych elementów starego mosiężnego żyrandola. Idzie mu dobrze, ale niestety odzywa się lektor: „ A teraz zajmie się patynacją”. Otóż nie ma takiego słowa jak „patynacja”. Znamy natomiast działanie, czynność patynowania, czyli postarzania.

Kto co gra

„Ile w sumie zagrał pan ról aktorskich” – pyta dziennikarz telewizyjny znanego aktora. Aktor odpowiada, że nie liczył, a ja mam wątpliwości, co do pracy dziennikarza. Chodzi mi o logikę pytania. Bo jakie w końcu mógł jeszcze grać role ów aktor? Przecież aktor zawsze gra role i nie trzeba już mówić o „rolach aktorskich”. To tak jakby pytać lekarza” „Ilu porad lekarskich pan udzielił?”

Oczywiście aktor mógł być jeszcze – dla przykładu –  rodzicem, mężem, radnym i posłem, ale tych ról nie grał. Każda rola – jeżeli grana – jest przypisana aktorstwu, więc nie wolno pytać „Ile ról aktorski pan zagrał”. Wystarczy powiedzieć: „Ile ról pan zagrał”. Mogą być role filmowe, teatralne, kabaretowe, ale wszystkie one zawsze są grane. I są aktorskie.

Czy pan outsurcinguje?

Prezes jednej z większych organizacji gospodarczych mówi w TVP: „Większość z naszych nowych przedsiębiorców outsorcinguje”.

Co znaczy przywołany outsourcing? Słownik informuje, że Outsourcing (ang. outside-resource-using) – inaczej: „obsługa zewnętrzna” to jedna z najefektywniejszych strategii zarządzania, oznaczająca korzystanie ze źródeł (zasobów) zewnętrznych poprzez wydzielenie ze struktury organizacyjnej przedsiębiorstwa niektórych, realizowanych przez nie funkcji i przekazanie ich do wykonania usługodawcy zewnętrznemu, który jest w stanie wykonywać dane procesy skuteczniej. Outsourcing polega zatem na przekazywaniu m.in. zadań, funkcji, projektów i procesów do realizacji innym podmiotom.

Ja rozumiem, że termin „outsorcing” zagościł i przyjął się u nas. Ale o tym, że ktoś  outsorcinguje – pierwsze słyszę. To duża niezręczność i kłopot jezykowy. Oczywiście wiem, że bardzo wiele polskich czasowników zostało utworzonych od rzeczowników. Mamy „handel” i nie dziwi nas, że ktoś „handluje”. Jednak mamy też „sklep”, ale nie mamy na szczęście słowa „sklepuje”. Mamy „zlecenie”, ale nie mamy „zleceniuje”. A żołnierz kierujący czołgiem na szczęście nie czołguje, bo jest kierowcą czołgu.

Jak zatem miał poprawnie powiedzieć ów prezes Specjalnej Strefy Ekonomicznej? Ano tak: „Większość z naszych nowych przedsiębiorców działa w systemie outsorcingu.” Jedno słowo więcej – owo „działa” – i jesteśmy u siebie w domu, a nie szwędamy się po obcych językach i krajach.

 

Rubryka zabawna i przez to smutna bardzo – HUBERT BEKRYCHT: Neo-dziennikarstwo

Nigdy nie zastanawiałem się, kto przez ostatnie osiem lat był neo-dziennikarzem i dla kogo.  Pewne jest jednak, że sam termin wyszedł już mody jak buty zimowe Relax, bo wszystko, co „za ponurych rządów PiS” było „neo” teraz w obliczu „światłości” staje się normalne. I przez myśl „normalnym” nie przejdzie, że dawni „neo” mogą – teraz ich – też nazywać „neo”. Czy neo-dziennikarstwo to zemsta ambicji nad prawdą? Chyba tak. Jak nabzdyczony marszałek Hołownia, który gniewa się, że niektórzy dziennikarze nazywają go, z sympatią przecież, laleczką Chucky. No, to coś innego…

 

Postanowiłem od czasu do czasu zaprezentować przegląd postów na portalach społecznościowych rozmaitych dziennikarzy z wielu redakcji. Oczywiście będzie to przegląd mój, czyli stronniczy, konserwatywny w najgorszym dla progresistów wydaniu. Czyli, uwaga, „neo” – przegląd zatytułowany „Ogłoszenia najdrobniejsze”.

Oto, tuż po „wzięciu Sejmu” – zdaniem niektórych dziennikarzy postępu i powracającej wolności – należy koncertowo przykładać PiS, bo przedtem były tylko spontaniczne ataki przeciwko prawicy „pragnącej przywrócić cenzurę”.

 

Przypadek pierwszy: Konrad Piasecki  

(metryczka na X /d. Twitter/)

 

O czymże pisze i kogo zaszczyca uwagą najsławniejszy poszukiwacz rtęci w Wiśle? A pisze, nieoczekiwani zupełnie, o tym, że nie lubi ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

„Podłość” powiada Piasecki  wypominając Glińskiemu, że przychodził do jego programów. A jednak minister nie napisał o stacji redaktora „komunistyczna”. A mógł.

 

Przypadek drugi: Cezary „Trotyl” Gmyz

 (metryczka na X /d. Twitter/)

 

Rozbawił mnie, jak zwykle, Gmyz, bo jest niepowtarzalny. Nawet jeśli prezentuje nie swoją twórczość.

 

Szczególnie podoba mi się to, że Gmyz podaje dalej mem, w którym marszałek Hołownia jest przedstawiony w inny sposób niż jako laleczka Chucky… Gmyz, jak my wszyscy, będzie siedział za powielanie propagandy PiS.

 

Przypadek trzeci: Kamil Dziubka

(metryczka na X /d. Twitter/)

Boże jak ja lubię te bezstronne, obiektywne relacje – te perełki redaktora Dziubki… 🙂

„Dojmujące” – pisze redaktor. Tak jak pozostałe jego doniesienia? To chyba u KD z O a dawniej z TVP  jest niemożliwe…

 

Do zobaczenia w lepszym neo-świecie

 

HB

 

KRZYSZTOF M. ZAŁUSKI: Teorie spiskowe, czyli prawda najprawdziwsza

W świecie, gdzie fakty i fikcja przeplatają się wzajemnie, tworząc coraz mniej zrozumiały zlepek rzeczywistości medialnej, chyba jedynym elementem, który je spaja są tzw. „teorie spiskowe”. I to nie jakieś wytwory wyznawców „tajnej wiedzy”, wykwity sztucznej inteligencji albo rojenia schizofreników. Nie. Raczej domysły i hipotezy, które po latach wyszydzania znajdują potwierdzenie w najtwardszych dowodach.

Historie, w których jakieś enigmatyczne „stowarzyszenia cieni” manipulują informacjami na skalę wykraczającą daleko poza percepcję przeciętnego człowieka, są w większości przypadków nonsensem lub manipulacją. To nie ulega kwestii… Ale co, jeśli „siły ciemności” istnieją i rzeczywiście coś przed nami ukrywają? Co, jeśli w teoriach spiskowych kryje się choćby ziarno prawdy?

Rzeczywistość za zamkniętymi drzwiami

Teorie spiskowe, im bardziej upiorne, tym większy wywołują niepokój. Im mniej prawdopodobne, tym więcej rodzą pytań – o to, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami władzy, mediów, laboratoriów… I to jest właśnie ich geneza.

Konspiracjonizm, czyli tendencja do postrzegania spisków i tajnych działań we wszystkich aspektach życia publicznego i prywatnego rodzi się z wiary, że istnieją alternatywne wytłumaczenia mechanizmów rządzących rzeczywistością. Teorie spiskowe dezawuują informacje rozpowszechniane przez główne media. Wszelkie oficjalne, naukowe lub powszechnie akceptowane wyjaśnienia otaczającego nas świata, postrzegane są przez wyznawców teorii spiskowych, jako fałszywe lub mające tzw. „zwykłych ludzi” wprowadzać w błąd. Przy czym, jakiekolwiek próby zaprzeczania istnienia spisku są przez tychże konspiracjonistów interpretowane jako kolejny element zmowy elit.

Propagowanie teorii spiskowych może mieć przeróżne skutki – poczynając od wzmacniania poczucia wspólnoty wśród wierzących w nie osób, po sianie lęków, dezinformacji i podziałów w społeczeństwie. Często teorie te są wykorzystywane do celów politycznych, społecznych i religijnych, mających wpłynąć na określone zachowania obywateli. Teorie spiskowe są więc „antyreligią” opierającą się na przekonaniu o istnieniu ukrytych, tajnych sił kształtujących świat. Ta „świecka wiara” oferuje ludziom sens i porządek rzeczywistości – tak jak każda inna religia.

W świecie, w którym każdy jest zarówno nadawcą jak i odbiorcą informacji, teorie spiskowe stały się też swoistą globalną walutą. Takim bitcoinem kopanym w różnych częściach świata, przez różnych ludzi, z różnych powodów – poczynając od samozwańczych proroków, którzy przekonani są o odkryciu „prawdy prawdziwej”, po „niedocenianych znawców”, dostrzegających w spisku sposób na zwrócenie na siebie uwagi.

Jednak nie tylko wariaci widzą metodę w tym szaleństwie. Również politycy i ideolodzy nie stronią od spiskowych narracji. Wykorzystują je do mobilizowania swoich zwolenników lub dyskredytowania oponentów. Tak samo jak „celebryci” szukający poklasku. Albo zawodowi „trolle”, którzy rzucają w przestrzeń medialną „fakty” mające wywołać zamieszanie i odwrócić uwagę od istotnych problemów. Również media, w pogoni za sensacją i „klikalnością”, dodatkowo podsycają te emocje.

 

Kiedy spiski wychodzą z cienia

 

A jednak niektóre teorie spiskowe okazują się być prawdziwe, choć zdarza się to niezwykle rzadko. Prawda wychodzi na powierzchnię zazwyczaj wtedy, gdy pojawiają się nowe, niepodważalne dowody. Albo gdy utrzymywanie sekretu przestaje być już konieczne. Jednym z przykładów takiej upadłej teorii jest Operacja Northwoods.

 

W 1962 roku agenci CIA wpadli na pomysł, którego nie powstydziłby się sam Ian Fleming, który pisała o przygodach Jamesa Bonda, czyli agenta 007 Jej Królewskiej Mości (wówczas). Aby skłonić amerykańską opinię publiczną do poparcia wojny przeciwko Fidelowi Castro, postanowili przeprowadzić serię ataków terrorystycznych na Florydzie i w Waszyngtonie – oczywiście pod fałszywą flagą. Operacja przewidywała porwania amerykańskich samolotów, zamachy bombowe i preparowanie dowodów.

Northwoods było częścią większego projektu o nazwie Mongoose, mającego na celu odzyskanie kontroli nad Kubą. Plan ten został opracowany przez Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA. Zatwierdził go przewodniczący Kolegium, gen. Lyman Lemnitzer, który po odwołaniu operacji przez prezydenta Johna Kennedy’ego został mianowany naczelnym dowódcą Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie a następnie Naczelnym Dowódcą NATO. Amerykańskie władze długo zaprzeczały istnieniu planów Operacji Northwoods. Wszystkich, którzy sugerowali, że „coś jest na rzeczy”, wykpiwano. Po latach okazało się, że głupia teoria spiskowa, w rzeczywistości jest prawdą.

Nie była to oczywiście jedyna w historii USA koncepcja, mogąca nawet najbardziej wytrawnego sceptyka przyprawić o zawrót głowy. Weźmy na przykład Tuskegee Syphilis Experiment… Te eksperymenty na ludziach jako żywo przypominały koszmary z powieści Stephena Kinga. Ale niestety były rzeczywistością.

Rząd USA i naukowcy z Uniwersytetu Tuskegee, przez cztery dekady – poczynając od roku 1932 – prowadzili badania na czarnoskórych mężczyznach chorych na kiłę, nie oferując im leczenia, mimo że było dostępne… I również w tym przypadku to, co przez lata wydawało się tylko plotką, okazało się faktem nie do podważenia.

Podobnie było ze szpiegowskim programem PRISM, koordynowanym przez National Security Agency – Amerykańską Wewnętrzną Agencją Wywiadowczą. Program NSA od 2007 służył wywiadowi Stanów Zjednoczonych do gromadzenia danych największych przedsiębiorstw IT na świecie, bez powiadamiania ich o tym fakcie. Przez lata wszyscy mówili, że „wielki brat patrzy”, aż w 2013 roku Edward Snowden udowodnił, że to nie fantazje szaleńców, lecz rzeczywistość.

 

Uwaga, czarna wołga!

 

Skłonności do konspiracjonizmu to oczywiście nie tylko amerykańska przywara. Również u nas teorie spiskowe mają się wyśmienicie. Ich historia sięga średniowiecza. To właśnie w wiekach średnich powstał jeden z najbardziej absurdalnych mitów – tzw. „krwawy mord rytualny”, który zakładał, że Żydzi mordują chrześcijańskie dzieci w ramach religijnego kultu. Według tego przekazu, wyznawcy judaizmu mieli wykorzystywać krew składanych w ofierze dzieci do produkcji macy… Przypadki tego rodzaju oskarżeń pojawiały się wówczas w całej Europie, zwłaszcza w okresach wzrostu antysemickich nastrojów. W ich efekcie doszło w wielu krajach do tragedii – do pogromów, wypędzeń i innych form przemocy wobec Żydów.

Kolejnym mitem, który cieszył się wyjątkową popularnością czasach tzw. Polski Ludowej, była opowieść o „czarnej wołdze”. Legenda przyjęła się zwłaszcza dużych miastach. Według tej narracji, czarna wołga – luksusowy samochód dostępny tylko dla nielicznych – miał być używany przez tajne służby lub nieznane, złowrogie siły do porywania ludzi, najczęściej dzieci. Legenda o „czarnej wołdze” wywoływała powszechny lęk, chociaż nigdy nie potwierdzono istnienia ludzi używających tego demonicznego auta. Również autor tej historii, na zawsze pozostał anonimowy.

Opowieść o Iluminatach i Nowym Porządku Świata popularna jest na całym świecie, również w Polsce. Historycznie rzecz biorąc grupa taka istniała rzeczywiście. Zakon Iluminatów, czyli Oświeconych powstał w Bawarii w roku 1776. Wkrótce został jednak zdelegalizowany i wraz z masonerią i innymi tajnymi stowarzyszeniami, oskarżony o wywołanie rewolucji francuskiej… Według współczesnej teorii spiskowej Iluminaci to tajna, elitarna grupa, która manipuluje wydarzeniami globalnymi. Jej celem jest dominacja nad światem. Z kolei idea Nowego Porządku Świata zakłada, że istnieje grupa ludzi, która dąży do stworzenia jednolitego, autorytarnego rządu światowego.

„Dowody” na istnienie Iluminatów i ich wpływ na światową politykę, gospodarkę i media są więc połączeniem historycznych faktów, domysłów i niepotwierdzonych informacji. Znawcy przedmiotu wymieniają różne wydarzenia, które są domniemanym dziełem „Oświeconych” – od globalnych kryzysów finansowych, po międzynarodowe konflikty. Wszystkie mają być „świadectwem” na ich zbrodnicze manipulacje.

W Polsce, teorie te są najczęściej powiązane z obawami o utratę suwerenności narodowej w obliczu wzrostu znaczenia międzynarodowych instytucji, takich jak Unia Europejska. Teoria spisku Iluminatów i masonów nie ma podobno żadnego potwierdzenia – ani naukowego, ani historycznego. Ma być natomiast przykładem przesądu, który kościół katolicki rzekomo wykorzystuje do manipulowania ludzką naiwnością.

 

Zamach i egzekucja

 

Osobny rozdział w teoriach spiskowych stanowią historie dotyczące tajemniczych śmierci znanych osób – na przykład generała Władysława Sikorskiego, nadinspektora Marka Papały czy szefa Samoobrony Andrzeja Leppera.

Pierwszy z nich zginął nocą z 4 na 5 lipca 1943 r. w wyniku katastrofy lotniczej u wybrzeży Gibraltaru. Dwa tygodnie po tragedii, brytyjska komisja ogłosiła, że jej przyczyną był zablokowany ster. Już wtedy zaczęto zadawać sobie pytanie, dlaczego ster wznoszącego się samolotu uległ „zacięciu” w pozycji wymuszającej lot nurkowy? Zastanawiające jest również i to, czemu nikt – poza niemiecką propagandą – od początku dochodzenia nie rozważał hipotezy o sabotażu. Jedynie gubernator Gibraltaru, Noel Mason-Macfarlane, w rozmowie z wdową po generale, wyraził swoje wątpliwości, mówiąc: „nie wierzę w przypadki…”.

Najpopularniejszym wyjaśnieniem śmierci Naczelnego Wodza jest teoria zamachu zorganizowanego przez aliantów lub inne siły polityczne. Wśród podejrzanych znalazły się tajne służby Związku Sowieckiego, Wielkiej Brytanii a nawet niektóre polskie kręgi polityczne zainteresowane usunięciem Sikorskiego z powodu jego nieprzejednanej postawy wobec zbrodni katyńskiej.

Tak jak w przypadku gen. Sikorskiego, również sprawa komendanta głównego Policji Marka Papały – mimo upływu ćwierćwiecza od jego śmierci – nadal nie doczekała się rozwiązania. Kluczowe dowody w tej sprawie często uważane są za niewystarczające, aby komukolwiek postawić zarzut zabójstwa. Najbardziej prawdopodobne teorie, mówią o zemście członków zorganizowanej grupy przestępczej. Nie wyklucza się jednak także faktu, że szef Policji mógł paść ofiarą rozgrywek toczonych w łonie służb specjalnych. Jeszcze inna hipoteza zakłada, że w egzekucję Papały zaangażowani byli wysoko postawieni politycy. Niejasności potęguje fakt, że przez wiele lat śledztwo stało w zasadzie w miejscu, co może nasuwać przypuszczenia, że komuś zależy na zamieceniu sprawy pod dywan.

 

Najsłynniejszy seryjny samobójca

 

Przedmiotem kontrowersji jest również tragiczna śmierć Andrzeja Leppera, jednej z najbardziej charakterystycznych postaci polskiej sceny politycznej początku XXI wieku… Lepper znany był z szeregu kontrowersyjnych wypowiedzi i zachowań – w 2001 roku oskarżył o korupcję Pawła Piskorskiego, Jerzego Szmajdzińskiego, Donalda Tuska, Andrzeja Olechowskiego i Włodzimierza Cimoszewicza. W tym samym roku stwierdził, że w mazurskiej wsi Klewki wylądowali talibowie… Szef Samoobrony sam stał się też bohaterem skandalu obyczajowego – miał rzekomo oferować kobietom pracę w biurze poselskim w zamian za seks.

5 sierpnia 2011 roku Lepper odebrał sobie życie w swoim biurze w Warszawie. Jednak oficjalna wersja wydarzeń została zakwestionowana przez osoby z jego najbliższego otoczenia. Sławomir Izdebski, współpracownik polityka, wyraził przekonanie, że powodem śmierci było zabójstwo. Podkreślał ponadto, że jego przyjaciel posiadał ważne informacje, które mogłyby zdestabilizować wymiar sprawiedliwości. Zgłaszał również wątpliwości co do przebiegu śledztwa, wskazując na opóźnienia w przeprowadzeniu sekcji zwłok. Z kolei Piotr Tymochowicz, doradca medialny szefa Samoobrony, podkreślał publicznie, że Lepper tuż przed śmiercią wyrażał obawy o swoje życie. Konsultant medialny sugerował, że jego klient został zamordowany. Pomimo tylu wątpliwości, śledztwo w sprawie śmierci Leppera zostało ostatecznie umorzone. Opinie biegłych wykluczyły udział osób trzecich, a prokuratura wskazała jako motyw samobójstwa depresję spowodowaną problemami osobistymi i finansowymi.

Takich i podobnych historii są tysiące… Od ludowych guseł na temat duchów, czarów i demonów, poprzez paranaukowe fantazje na temat UFO, płaskiej ziemi, fikcyjnego lądowanie na Księżycu, chemtrails, tajnych baz nazistów na Antarktydzie, czy incydentu w Roswell, po zupełnie poważne sprawy takie, jak atak pod fałszywą flagą na Word Trade Center, zabójstwa Johna Kennedy’ego i księżnej Diany, kryzys w Zatoce Perskiej jako intryga naftowa, szczepionki jako narzędzie do kontroli populacji, Protokoły Mędrców Syjonu, nieformalny rząd światowy Bilderberg Group czy QAnon i Pizzagate…

I właśnie dzięki takim narracjom kontury pomiędzy teoriami konspiracjonistów a faktami coraz bardziej się zacierają… A to dopiero początek. Bo do gry weszła właśnie sztuczna inteligencja. Z całym spektrum deepfakeów i pospolitych kłamstw, które być może sprawią, że bałagan informacyjny stanie się jeszcze większy. Nie zmieni to jednak faktu, że żadne siły nadprzyrodzone nie istnieją. Tak samo jak nie ma demonicznych lalkarzy, pociągających za sznurki naszego przeznaczenia… Są tylko zupełnie realni ludzie.

 

Kolejne błędy tropione przez WALTERA ALETRMANA: „Czy ukaracie tego, co depta?”

Ciągle słyszę jak w różnych stacjach telewizyjnych dziennikarze mówią: „Czy ukaracie sprawców tego czynu?”  Wiem dobrze, że taka właśnie jest ludowa wersja odmiany „ukarać”. I wiem, że wszyscyśmy z ludu, ale na litość Boga, od chronienia sztuki i kultury ludowej są: Cepelia, ludowe zespoły pieśni i tańca, ludowe zespoły obrzędowe i muzea regionalne. A we współczesnych mediach musimy mówić polszczyzną literacką. I dlatego poprawnie zadane pytanie powinno brzmieć: „Czy ukarzecie sprawców, tego czynu?”    

 

Dla ułatwienia nauki naszego języka, wszystkim chętnym, przytaczam prawidłowe formy odmiany:

  • ja. ukarzę
  • ty. ukarzesz.
  • on/ona/ono. ukarze.
  • my. ukarzemy.
  • wy. ukarzecie.
  • oni/one. ukarzą

 Deptanie

„I tu widzimy człowieka, który depta flagę” – słyszymy w telewizji, jako komentarz do przykrego obrazu z manifestacji 11 listopada. Deptanie flagi jest oczywiście poważnym wykroczeniem, ale mówienie „depta” zamiast „depcze” też nie powinno ujść na sucho.

O funkcji i roli Chochoła w „Weselu” Wyspiańskiego napisano już opasłe tomy. Jednakże wszyscy badacze literatury są zgodni co do jednego – chochoł jest słomianym okryciem, na zimę, pięknego krzaku róży. Otulenie krzaczka słomą ma pomóc róży przetrwać i ponownie rozkwitnąć. U Wyspiańskiego ta róża oznacza serce, ducha polskości, które odżyją.

Chochoły

Mamy też finałowy obraz dramatu, w którym Chochoł wkracza na scenę a pod melodię jego śpiewu, i gry na skrzypcach wszyscy weselnicy tańczą „jak zaśnięci”. To z kolei oznacza, według Wyspiańskiego, że naród nasz nie dorósł jeszcze do przebudzenia, że w naszych sercach i głowach panuje ciągle zima, żeśmy puści, słabi i nierozumni. Że zaprzepaścimy każdą szansę, gubiąc złoty róg.

Jakże więc zaskoczyła mnie telewizyjna – w TVP Info – interpretacja problemu Chochoła. Pewien dyskutant powiedział bowiem tak: „Walczycie teraz z chochołami, które się samemu stworzyło”. Poczułem się jakbym żył w latach 40-tych, bo to wtedy ortodoksyjni komuniści nawoływali do „walki z chochołami”. Co oznaczać miało, że pora już porzucić marzenia o wolnej Polsce i pra – patrząc realnie – jak naj ściślej współpracować z Ojczyną Światowego Komunizmu.

Radziłbym staranniej dobierać dyskutantów. I szukać takich, którzy będą mniej skłonni do publicznego szastania metaforami, cytatami, których nie rozumieją. No i będą mniej uduchowieni. Bo to jednak wstyd.

Bezwstyd

Słyszę ciągłe powoływanie się na prawo. Przy czym jest to branie na świadka prawa w sensie negatywnym. Szelmowsko uśmiechnięci parlamentarzyści twierdzą wtedy, że prawo o czymś tam nie mówi, że czegoś im nie zabrania. Ich oponenci twierdzą wtedy, że ważny jest również duch prawa, konstytucji.

Opadają mi w takich razach z bezsiły ręce, bo to co wszyscy rozumieją jako oczywiste naciąganie, naginanie prawa, zwyczajne łajdactwo, to to wszystko macherzy parlamentarni z zadowoleniem wykorzystują dla korzyści własnych partii.

Nie pozostaje mi więc nic innego, jak przywołanie starej, bo rzymskiej sentencji: Quod non vetat lex, hoc vetat fieri pudor. Co cię tłumaczy na polski tak: Czego nie zabrania prawo, tego zabrania wstyd. Autorem tego powiedzenia jest Lucius Annaeus Seneca, starożytny pisarz i mędrzec, który widział, co robią z prawem jego współcześni.

A bezwstyd u nas rośnie, grubieje i rozpycha się bezczelnie. Bezwstyd – tak, to byłaby najkrótsza i najbardziej celna definicja obecnego stanu rzeczy.

Poza marginesem

Dziennikarz sportowy canal+ mówi o powrocie do tenisowej czołówki zawodnika, który całkiem niedawno w ogóle się nie liczył: „On był poza marginesem…” I znowu mamy kłopot z polską frazeologią. Mamy zwrot: „on jest na marginesie”, ale nie mamy zwrotu mówiącego, że ktoś jest „poza marginesem”.

Wyjaśnijmy kłopot. W dawnych czasach karty zeszytu, książki miały z prawej strony marginesy, które służyły do nanoszenia poprawek, uwag, odnośników lub informacji pomniejszych. Stąd teksty na kartach dzieliły się na główne i marginalne. Te na marginesach były istotne, ale nie tak jak teksty główne. Zatem powiedzenie, że coś jest na marginesie oznacza, że nie ma ono takiego znaczenia jak tekst główny.

Natomiast stwierdzenie dziennikarza, że ktoś jest „poza marginesem” świadczy o głębokim niezrozumienie klasycznego powiedzenia. Nawet gdyby ktoś się uparł i na siłę próbował nadać dziennikarskiej poetyce sens, to znaczyłoby ono, że ktoś „spoza marginesu” w ogóle nie istnieje.

Niestety bardzo wielu dziennikarzy ciągle próbuje zmieniać klasyczne zwroty i frazy, z czego rodzą się stylistyczne potworki.

 

 

ALEKSANDRA KUCZYŃSKA-ZONIK: Chińskie działania dezinformacyjne wobec państw bałtyckich

Podobnie jak w przypadku Rosji, ważnym narzędziem oddziaływania Chin w państwach bałtyckich jest sfera informacyjna. Jednakże, o ile rosyjskie kampanie dezinformacyjne prowadzone była przez lata, chińskie działania tego typu są zjawiskiem stosunkowo nowym.

Kluczową rolę pełnią tu ambasady Chin oraz Instytuty Konfucjusza zlokalizowane zwykle przy uniwersytetach, których zadaniem jest zbieranie informacji i nawiązanie kontaktów z elitą polityczną i gospodarczą oraz rozpoznawanie rynku, w tym możliwości inwestycyjnych. Ponadto ambasady inicjują współpracę w  środowisku akademickim i w sferze kulturalnej. Celem jest przede wszystkim tworzenie pozytywnego wizerunku Chin lub neutralizacja informacji krytycznych wobec Chin. W pewnym sensie chińskie strategie komunikacyjne, mające na celu dyskredytację NATO i UE pokrywają się z rosyjskimi strategiami informacyjnymi.

Przykładem tego typu podejścia była szeroko komentowana wypowiedź ambasadora Chin we Francji Lu Shaye w kwietniu 2023 r., który zakwestionował suwerenność państw bałtyckich i przynależność Krymu do Ukrainy. Według Ambasadora „w prawie międzynarodowym nie ma normy ani porozumienia, które określałyby status państw byłego Związku Radzieckiego”. Ostatecznie Ambasador wycofał się ze swoich słów, stwierdzając, że jest to jego osobista opinia, niemniej mógł powtarzać linię partii komunistycznej, której jest członkiem. Co ciekawe, Ambasador Lu Shaye jest uważany za jednego z aktywniejszych chińskich dyplomatów, i znany z szerzenia dezinformacji podczas pandemii Covid-19. Oficjalnie chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło, że Pekin „szanuje suwerenność, niezależność i integralność terytorialną wszystkich krajów oraz przestrzega celów i zasad Karty Narodów Zjednoczonych”. Co ciekawe, w czerwcu 2022 r. jeden z posłów rosyjskiej Dumy Państwowej poddał pod rozwagę możliwość unieważnienia uznania niepodległości Litwy. Stwierdził, że oświadczenie o niepodległości Litwy jest niezgodne z Konstytucją ZSRR. Teoretycznie unieważnienie uznania suwerenności państw bałtyckich dałoby Rosji pretekst podważania ich podmiotowości na arenie międzynarodowej i wysunięcie wobec nich roszczeń terytorialnych. Ministrowie spraw zagranicznych trzech państw bałtyckich potępili oświadczenie ambasadora Francji w Chinach. Była to dla nich okazja do wyrażenia swoich obaw w stosunku do Chin. Najbardziej krytyczna była Litwa i jej minister spraw zagranicznych Gabrielius Landsbergis.

Komentarze przedstawiciela Chin jest przykładem szczerzenia dezinformacji i błędnej interpretacji faktów historycznych. Zgodnie z prawem międzynarodowym państwa bałtyckie są suwerenne od 1918 r., ale były okupowane przez 50 lat przez ZSRR. Co istotne, w 1967 r. ChRL oświadczyła, że nie uznaje aneksji państw bałtyckich. Stosunki dyplomatyczne między Chinami a państwami bałtyckimi nawiązano na początku lat 90. XX wieku. Chińscy urzędnicy i dyplomaci wielokrotnie potwierdzali, że Chiny szanują wybory polityczne na Litwie, Łotwie i w Estonii, a także zmiany demokratyczne w tych państwach. Z kolei państwa bałtyckie uznały Tajwan za integralną część ChRL.

Chiny wykorzystują także różne organizacje pozarządowe do zwiększania swoich wpływów i budowania relacji ze stowarzyszeniami reprezentującymi inne państwa. Jednym z celów takiej współpracy jest pozyskiwanie informacji z danego kraju, które mogą być istotne dla realizacji interesów Chin. Podobne funkcje w tym kontekście pełnią biura ekonomiczno-handlowe ulokowane w państwach bałtyckich, które zajmują się promocją handlu i nawiązywaniem relacji z elitą polityczną i biznesową.

W corocznych raportach bezpieczeństwa wskazuje się, że w państwach bałtyckich chińskie służby wywiadowcze i bezpieczeństwa są coraz bardziej aktywne, głównie w obszarze gospodarczym. W zasadzie jednak ich działalność nie stwarzała do tej pory poważnych zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego Litwy, Łotwy i Estonii, ani nie była widoczna dla mieszkańców tych państw. Na Łotwie zauważono, że podczas gdy działalność rosyjskich agentów wpływu w ostatnich latach malała, w tym samym czasie wzrosła aktywność chińskich grup interesu. Szczególną rolę pełnili tu przedstawiciele ośrodków akademickich i badawczych organizując konferencje i prowadząc projekty promujące kulturę Chin. W Estonii pojawiły się obawy o możliwość tzw. szpiegostwa naukowego. W szczególności zarzuty kierowano do Instytutów Konfucjusza w związku z włączaniem się chińskich władz w dyskurs akademicki. Na Litwie rosnącą rolę chińskich GONGO (government-organized NGO) oraz ryzyko dezinformacji w przestrzeni publicznej zauważano w szczególności w czasie organizowanych społecznych akcji pomocy dla Hongkongu i Tajwanu. Jednocześnie w raportach wyjaśniano, że mniejszości narodowe i etniczne mogą być bardziej narażone na kampanie dezinformacyjne prowadzone przez Chiny w mediach rosyjskich i/lub polskich, gdyż uwarunkowania kulturowe, społeczne i ekonomiczne mogą stwarzać dodatkowe zagrożenia i podatność na manipulację w przestrzeni informacyjnej.

Poza przestrzenią informacyjną, coraz częściej wskazuje się na inne wyzwania związane z rosnącymi globalnymi ambicjami Chin. Wybrany w październiku 2022 r. na trzecią kadencję jako sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin Xi Jinping, wyeliminowawszy przeciwników politycznych pojął kolejne wysiłki w kierunku centralizacji władzy i ograniczenia autonomii społeczeństwa. Nowo sformułowane cele jasno pokazują, że w nadchodzących latach Chiny będą starały się budować wspólnotę państw o podobnych poglądach, takich jak BRICS i Szanghajska Organizacja Współpracy. Wskutek tego przewiduje się, że stosunki Chin z Zachodem będą się pogarszać. Chińska retoryka wyraźnie się jednak zmieniła. Podczas gdy Chiny wcześniej prezentowały się jako mocarstwo regionalne, zaprzeczając zachodnim zarzutom dotyczącym własnych ambicji globalnych, obecnie nie ukrywają już planów w kierunku budowania supermocarstwa. Chiny forsują także własną wizję uniwersalnych praw człowieka będącą nową, rzekomo bardziej sprawiedliwą i praktyczną koncepcją humanizmu. Z perspektywy państw bałtyckich najbardziej niepokojąca jest współpraca Chin i Rosji. Do tej pory Pekin bowiem wspierał Moskwę dyplomatycznie i informacyjnie oraz pomagał łagodzić skutki sankcji nałożonych na Rosję po pełnoskalowym ataku na Ukrainę w 2022 r. Chiny akcentowały także konieczność przekształcenia europejskiej architektury bezpieczeństwa z uwzględnieniem interesów Rosji. Podczas gdy w perspektywie krótko- i średnioterminowej ich relacje będą się zacieśniać, dominacja Chin względem Rosji będzie się jednak powiększać.

Mimo wzrostu świadomości znaczenia Chińskiej Republiki Ludowej, w państwach bałtyckich kwestie związane z ChRL nie należą do najważniejszych priorytetów polityki zagranicznej. W zasadzie jedynie na Litwie kontynuowana jest debata na temat roli i miejsca Chin w polityce międzynarodowej, a w szczególności ich wpływu na bezpieczeństwo na Litwie. Z kolei na Łotwie, Chiny rozpatrywane są głównie przez pryzmat roli USA i NATO. USA są głównym gwarantem bezpieczeństwa narodowego, dlatego uznanie ChRL przez USA za rywala czy też zagrożenie, wpływa także na perspektywę bezpieczeństwa nie tylko na Łotwie, ale także w pozostałych państwach bałtyckich. Oprócz kwestii bezpieczeństwa, Litwa, Łotwa i Estonia kształtują relacje z ChRL w oparciu o normy i wartości.

W szczególności krytyczna ocena rosnącej globalnej potęgi gospodarczej i militarnej Chin ugruntowana jest w litewskiej polityce zagranicznej „opartej na wartościach”. Litwa uważa, że  Chiny prowadzą coraz bardziej ekspansywną politykę zagraniczną mającą na celu projekcję swojej potęgi. Chińskie lekceważenie praw człowieka, porządku międzynarodowego i reguł kształtowanych przez organizacje międzynarodowe, w oczach Litwy, stanowi istotne wyzwanie dla społeczeństw demokratycznych. Ponadto, ocieplenie stosunków między Pekinem a Moskwą, ilustruje stanowisko Chin wobec agresji Rosji na Ukrainę. Tym samym celem Litwy w obszarze bezpieczeństwa i ochrony jest zwiększenie współpracy z państwami demokratycznymi oraz budowanie odporności na zagrożenia hybrydowe, w tym informacyjne.

Wnioski

Agresja Rosji na Ukrainę dominuje obecnie w dyskursie politycznym państw bałtyckich. Oficjalne wsparcie militarne Chińskiej Republiki Ludowej dla Rosji niewątpliwie wpłynęłoby na pozycję Rosji nie tylko na Ukrainie, ale także w regionie Morza Bałtyckiego. Jednakże kolejne kroki Chin i ich przyszłe zaangażowanie w wojnie jest trudne do przewidzenia. O ile ChRL wspiera Rosję militarnie, finansowo i ekonomicznie, w przyszłości będą starały się zdominować pozostałych aktorów w regionie, w tym Rosję, i narzucić własny dyskurs.

W przeciwieństwie do Litwy, podejście rządu łotewskiego do ChRL jest ambiwalentne. Z jednej strony taką postawę kształtuje konfrontacja Rosji z Ukrainą i współpraca z USA i w ramach NATO. Z drugiej strony, część łotewskiej elity politycznej nie wyklucza dalszej współpracy z Chinami, głównie w obszarze transportu i logistyki. Jeżeli stanowisko to będzie kontynuowane, dyskusja na temat przyszłej współpracy z Chinami zostanie wznowiona. Taka sytuacja znajduje odzwierciedlenie w kontencie medialnym: informacje na Łotwie (zarówno w języku łotewskim i rosyjskim) dotyczące stanu gospodarki Chin są zbieżne z oficjalną narracją Chin.  Jednocześnie badania ujawniają, że zbieżność łotewskiego dyskursu medialnego z ramami chińskimi nie jest powiązana z lokalnymi działaniami Chin w regionie. Jest to w dużej mierze efekt globalnej strategii Chin i komunikacji międzynarodowej, w tym informacyjnej.

Obecnie chiński wpływ informacyjny w państwach bałtyckich jest niewielki. Jednakże, wraz z popularnością zagranicznych platform medialnych i mediów społecznościowych, a co za tym idzie – ograniczonymi możliwościami regulowania treści, rozpowszechnianie dezinformacji staje się bardziej problematyczne. Fałszywe i zmanipulowane treści mogą być bowiem powielane niezauważenie przez dłuższy czas, unikając bezpośredniej konfrontacji lub konfliktu. Podczas gdy zróżnicowanie między grupami etnicznymi w państwach bałtyckich powoli się zaciera, wzrasta polaryzacja i radykalizacja wokół wartości konserwatywnych, zwłaszcza ze względu na obecność tzw. mediów alternatywnych. Nowe wyzwania – agresywni aktorzy szerzący dezinformację, transpozycja narracji oraz brak świadomości społecznej istniejących zagrożeń – uzasadniają potrzebę systematycznej analizy przestrzeni informacyjnej i zapobieganie szkodliwym działaniom w infosferze.

Dane pochodzące z badań opinii publicznej dotyczące postrzegania Chin przez mieszkańców państw bałtyckich pokazują wspólny neutralny wizerunek Chin w całym regionie. Pod koniec 2022 r. ponad 40% respondentów w państwach bałtyckich stwierdziło, że ma neutralną opinię o tym kraju. Odsetek mieszkańców opowiadających się za tym stwierdzeniem był najwyższy na Łotwie – 55%. Litwini i Estończycy byli bardziej negatywnie nastawieni do Chin. Prawie połowa litewskich respondentów postrzegała Chiny jako zagrożenie, co było znacznie częstszym przypadkiem niż na Łotwie i w Estonii. Tylko około jedna czwarta respondentów we wszystkich państwach bałtyckich uznała Chiny za „państwo szerzące autorytaryzm”, a w przeważającej mierze wskazano, że Chiny są „potęgę gospodarczą i technologiczną” oraz „kultura starożytną”. Oznacza to, że za społecznym postrzeganiem Chin w regionie nadal stoją względy gospodarcze i kulturowe, a nie bezpieczeństwo czy wartości. ChRL jest nadal czymś „egzotycznym” dla bałtyckich odbiorców, co w zasadzie decyduje o „neutralnym” postrzeganiu Chin. Jest to raczej efekt braku strategicznej komunikacji pomiędzy władzą a społeczeństwem, a nie celowego działania Chin w tych państwach. Co więcej, ludność rosyjskojęzyczna jest bardziej przychylna ChRL niż etniczni Litwini, Łotysze i Estończycy. Osoby, których językiem ojczystym był litewski, łotewski czy estońsku częściej kojarzyli Chiny z komunizmem i autorytaryzmem, łamaniem praw człowieka i zagrożeniami dla innych państw.

Aleksandra Kuczyńska-Zonik

Artykuł powstał w ramach projektu StopFake PL. Więcej TUTAJ.

 

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Niszczenie Polski pod sztandarem demokracji

16 listopada 1944 r. komunistyczny Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego wydał dekret „O przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa”. Jego kontynuacją był tzw. Mały Kodeks Karny (MKK). Dzięki tym i innym wprowadzonym przez siebie bezprawnie przepisom komuniści realizowali politykę nie odbudowy, ale zniszczenia Polski, a głównie rozprawy z polskimi niepodległościowcami. A wszystko pod sztandarem demokracji.

MKK przewidywał karę śmierci za 13 rodzajów „przestępstw”, m.in. udział w organizacji lub grupie o charakterze zbrojnym, posiadanie broni i amunicji, sabotaż gospodarczy, „sprzedajność obcym”, szpiegostwo. Ale wyeliminowanym ze społeczeństwa można było zostać np. za opowiadanie dowcipów o tematyce politycznej – pozwalał na to artykuł mówiący o „rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji”.

Do realizacji polityki represji komuniści powołali – jak zwykle bezprawnie – specjalne sądy: Wojskowe Sądy Rejonowe (WSR). Wedle wciąż niepełnych danych, w latach 1946-1955 przed sądami wojskowymi skazano ponad 80 tys. osób z czego na karę śmierci około 4 – 4,5 tys. Prawdopodobnie około 3 tys. wyroków zostało wykonanych.

Jednym z sędziów, a potem szefem stołecznego WSR – chyba najbardziej krwawego trybunału śmieci w powojennej Polsce – był Mieczysław Widaj. Sam AK-owiec skazał na śmierć ponad 100 polskich niepodległościowców. W 1956 r. wyjaśniał: „W maju [1949 r.] byłem w Warszawie, by znów zacząć od braku mieszkania, od kwaterowania na sali sądowej, tuż obok celi, do której wprowadzano więźniów aresztantów. A rozprawy odbywały się i po nocach. (…) Mnie i żonę będącą w ciąży budził gwar i tupot dochodzący z zadymionego korytarza, na który prowadziły mieszkalne drzwi. To były warunki pracy i warunki życia, jakie były mi postawione do dyspozycji. (…) mieszkałem w tak ciężkich warunkach w budynku, w którym szczury wyprawiały harce pod podłogą i po podłodze, gdy groziło, że po przyjściu na świat dziecka pieluszki będą musiały być suszone na sali rozpraw. (…) Gdy inni „po praktyce” w Wojskowym Sądzie Rejonowym odchodzili na szefów innych sądów, ja pozostawałem na czarnej robocie, nie byłem przesuwany do klasy menedżerów. (…) Mnie – a zresztą w ogóle nami – przesuwano jak pionkami po szachownicy, nie pytając nas o zdanie”.
„Wojskowe Sądy Rejonowe zostały zlikwidowane wiosną 1955 r. Faktycznie zbiegło się to z zawieszeniem stosowania stalinowskich dekretów” – pisze historyk IPN dr Rafał Leśkiewicz. – „Nie były już potrzebne, bowiem komunistom udało się skutecznie wyeliminować ‘wrogów władzy ludowej’”. Ich ofiary – wielu bohaterów oraz rodziny skazanych wówczas na śmierć lub długoletnie więzienie – żyły natomiast jeszcze przez wiele lat z piętnem bandytów.

Mały Kodeks Karny obowiązywał aż do 1969 r., kiedy komuniści wprowadzili „duży” kodeks karny. Niestety niektóre przepisy tego zbrodniczego „prawa” – zachowane w kodeksie karnym z 1997 r. – dotrwały do dziś. Np. art. 256: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa albo nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowych, etnicznych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość; podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Mimo tych wątpliwych, prawnych zapożyczeń tzw. III RP od PRL-u, coś się jednak zmieniło. Dziś szczęśliwie pod pojęciem „faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa” nie rozumie się już ustroju Polski przedwrześniowej – jak tego chcieli komuniści. Wciąż pamiętamy (mam nadzieję), jak polskiego generała Augusta Emila Fieldorfa skazywali na śmierć na szubienicy – jako „faszystę”.
Dziś – przynajmniej teoretycznie – polskie prawo szanuje dorobek wolnej, niepodległej II Rzeczpospolitej. A za państwa totalitarne uznaje się nie tylko nazistowskie Niemcy, ale także sowiecką Rosję i jej satelity, w tym komunistyczną Polskę. Piszę jednak teoretycznie, bo „nadzwyczajna kasta” sędziowska, rodem z PRL, przy pomocy Brukseli, czuwa nad właściwą wykładnią.

 

Politycy konserwatywni, nie słuchaliście, to teraz macie/mamy! CEZARY KRYSZTOPA przepowiada: Budowanie, nie szczekanie

Bardzo się cieszę, że coraz więcej ośrodków politycznych i komentatorów mówi o suwerenności, o której pisałem w poprzednim tekście na stronie SDP, jako o absolutnie kluczowym wyzwaniu jakie obecnie przed Polską stoją. Trochę szkoda, że nie wcześniej, polityka „kompromisu z Brukselą” pozostawiła niestety spore i trwałe szkody, ale lepiej późno niż wcale.

W tym kontekście zgadzam się z tezami przemówienia Jarosława Kaczyńskiego, który mówił, że „Polska może zamienić się w kraj zamieszkany przez Polaków, ale rządzony z zewnątrz”, a jako jedno z najpoważniejszych zagrożeń wymienił Niemcy. W obecnej sytuacji, fakt, że w zagrożonej, choć w różny sposób, i ze wschodu, i z zachodu Polsce, władze przejmuje „partia niemiecka” jest paskudnym zrządzeniem wyborców. Ale jest nim. I jeśli chcemy sobie w tej sytuacji poradzić, trzeba odpowiednio odczytać znaki, wyciągnąć wnioski i podjąć działania oparte nie na emocjach, ale na zimnej kalkulacji.

Dość polaryzacji

Dlaczego PiS wygrał wybory, ale najprawdopodobniej przegrał władzę, prawie dokładnie według scenariusza, który opisałem ponad rok temu na tym portalu, w artykule pt. „Powiem, jak będzie i to się Wam nie spodoba”?

KRYSZTOPA: Powiem, jak będzie i to się Wam nie spodoba

Ano dlatego, że zaskakującym symbolicznym zwycięzcą i beneficjentem wysokiej frekwencji okazała się tzw. „Trzecia Droga”. Czy ze względu na jakieś tajemnicze punkty jej programu, czy może charyzmę liderów? No zapewne nie. Słusznym wydaje mi się założenie, że tę polityczną enigmę zagłosowali ci, którzy mieli dosyć politycznej polaryzacji i poszukali dla niej alternatywy. W tym kontekście, PiS mógł zrobić chyba niewiele rzeczy głupszych niż „tuskowanie” na ostatniej prostej kampanii. A jeśli ktoś to tłumaczy „ukłonem w stronę twardego elektoratu”, to chyba go nie zna, ja znam kilku przedstawicieli i wszyscy pukali się w głowę.

 

Okres po wyborach i inauguracji nowego Sejmu, wydaje się być przedłużeniem kampanii wyborczej. Z tym samym, a może i wyższym poziomem zacietrzewienia po obu spolaryzowanych stronach, choć z kilkoma modyfikacjami. Szeroko pojęta frakcja Tuska najwyraźniej odrzuciła z ulgą biało-czerwone sztandary, którymi spowijała się w ostatnich miesiącach. Zapowiadana jest likwidacja wszystkiego co mogłoby Polsce służyć w rozwoju i bezpieczeństwie. Jednocześnie jednak warto zauważyć, że gromko wyrażane groźby i wymachiwanie pięściami, zdają się skrywać poczucie słabości. Wbrew temu co prawdopodobnie wydaje się najbardziej zapalczywym, nie wróciły czasy „wszechwładzy” jak przed 2014 rokiem (tak – 2014 – przed pozostawieniem przez Tuska Kopacz i Komorowskiego jak dzieci we mgle). Rząd Tuska, który prawdopodobnie powstanie będzie rządem słabym i targanym wewnętrznymi sprzecznościami, mającym przeciwko sobie istotne i umocowane konstytucyjnie instytucje z Prezydentem RP na czele. Więc jednocześnie prawdopodobnie niezdolnym do spełnienia większości, choćby i najgłośniej wyrażanych przez swoje części składowe obietnic. Nie dziwi mnie więc ani trochę, że zamiast chleba, oferuje swojemu elektoratowi igrzyska prowokując groźbami „rozliczeń” czy „odstrzeleniem” pisowskich wicemarszałków Sejmu i Senatu.

PiS nadal „tuskuje”

Za to zupełnie dziwi mnie fakt, że PiS tę grę podejmuje, w ten czy w inny sposób wtórując zawodzeniu „demokratycznych” zapiewajłów i usiłując odpowiedzieć im na tym samym poziomie. Tak jakby zupełnie nie odczytał przesłania wyniku ostatnich wyborów. Jakby nadal, kompletnie bez sensu „tuskował” i z jakichś tajemniczych powodów przyjmował wyznaczoną mu przez Tuska rolę.

A po co? PiS nie utworzy rządu, ale ciągle ma na czym budować, ma ogromne potencjały. Będzie tworzył największy opozycyjny klub sejmowy w historii III RP. Ma, no bo w jakimś stopniu ma, swojego Prezydenta. Liczne instytucje. Przez jakiś czas jeszcze media publiczne. W ostatnich wyborach głosowało na PiS 7,5 miliona osób, to jest potęga. W dziwnie „zapomnianym” już referendum, mniej więcej po ok. 11 milionów osób odpowiedziało na pytania zgodnie z rekomendacją PiS. To jest potencjał do zagospodarowania, tylko trzeba poszukać klucza. W sondażu Dziennika Gazety Prawnej miażdżąca większość Polaków opowiedziała się za pozostawieniem głównych projektów PiS. To większość daleko wykraczająca poza elektorat Prawa i Sprawiedliwości. Bo i Polacy są już inni niż w 2015 roku. Jeszcze można ich, czego dowodem wyniki wyborów, zmanipulować, ale są już daleko bardziej świadomi swoich interesów i mają ambicje daleko wykraczające poza posiadanie starego Volkswagena i dobrej stawki za zbiór szparagów u bauera za Tuska. Mało tego! Z badań niemieckiej Fundacji Adenauera, która finansowała Campus Trzaskowskiego, wynika, że choć to złożona sprawa, jak to sprawy młodzieży, to w wielu kwestiach polska młodzież, wbrew wrażeniom jakie usiłuje wywołać czasem agresywna mniejszość na ulicy, jest nastawiona konserwatywnie w kwestiach takich jak aborcja, suwerenność czy bezpieczeństwo. Tylko trzeba poszukać odpowiedniego języka i do nich mówić. Jest na czym budować! Tylko jak?

Błąd „opozycji totalnej”

Moim zdaniem z całą pewnością nie powtarzając błądu „opozycji totalnej”, której koncepcja zabetonowała przegrywów z Platformy na dwie kadencje. Na ten moment to tylko pomaga Tuskowi i jego giermkom odciągnąć uwagę od ich słabości, a być może od tego co będzie próbował zrobić z CPK, elektrowniami jądrowymi, terminalem kontenerowym w Świnoujściu, czy zbrojeniami.

Ja rozumiem, że jest stres. Strach o to, że Tusk zdąży dokonać nieodwracalnych destrukcji. Ja ten strach podzielam. Rozumiem, że są emocje, które podpowiadają by szczującym odpowiedzieć jeszcze mocniej. Ale moim zdaniem nie tędy droga. I nie droga w obwarkiwaniu każdego „kto nie jest PiSem” (efekty widać w postaci braku zdolności koalicyjnej). Takie metody przydają się może na Twitterze, czy przy robieniu memów. W moim najgłębszym przekonaniu drogą PiS nie jest podejmowanie gry Tuska, ale unoszenie się metr nad nią. Przekonanie tych, którzy uważają, że wielkie projekty PiS powinny być kontynuowane, że PiS jest jedyną gwarancją ich kontynuowania. Zbieranie wściekłych po możliwej likwidacji programów socjalnych. Tusk tu na pewno bardzo pomoże. Przekonywanie bardziej świadomych swojego interesu Polaków, że jedyną drogą realizacji ich interesu jest suwerenność (tu uwaga, twarze „kompromisu z Brukselą”, pisząc bardzo oględnie, niespecjalnie się przydadzą). Być może próba stworzenia szerszego bloku ugrupowań gotowych do jej obrony. Budowanie, nie szczekanie.

Tyle, że oczywiście, to wymaga większej cierpliwości, mniej więcej takiej, jaka jest potrzebna przy oczekiwaniu w dole rzeki, aż spłyną nią „trupy wrogów”.

Felieton zaangażowany STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO: Zdziwolągi

PiS-owcy bardzo się zdenerwowani zaskoczeni szybkością chamskiego ataku PO-wców. Nastąpił natychmiast po objęciu władzy w sejmie. Mówią: tak być nie może, tak nigdy nie było, to skandal! Owszem. I co z tego? Panie, panowie, czy nadal myślicie, macie nadzieję, że ktoś, kto chce sprzedać, unicestwić Polskę będzie się liczył z papierkowymi przepisami. A nawet z Konstytucją?

 Tusk się jeszcze miło uśmiecha. Wystawił na pierwszy ogień Hołownię. Ale Pan Budka już nic nie ukrywa. To widać gołym okiem. Jest nerwowy i przez to transparentny. Nie ma odporności Schetyny. Nic to. Wesoło to dopiero się zacznie gdy do akcji włączy się Nitras. Ten zawodnik długo w odwodzie nie wytrzyma. A do tego są jeszcze – Pomaska, Wielgus. Będzie się działo.

Do 21 listopada będzie spokój. Jest jeszcze trochę czasu. Dlatego trzeba coś postanowić, działać. Czy władze prawicy nie widzą niebezpieczeństwa? Monopol na telewizję publiczną, który oczywiście jeszcze mają nie jest wykorzystywany. Karnowscy – Sakiewicz nawet w najbardziej elokwentny i przekonywujący sposób już nic nie załatwią.  Gadka, szmatka, mowa, trawa. Wielu mówi – niewielu słucha.

Rządzący, niestety, zdaje się uważają, że mają jeszcze czas. A to nieprawda. Czy wyjdzie ktoś na ulicę w obronie PiS-u? Chyba nie. Więc co robić? PiS-owcy wszelkich podziałów – łączcie się. Czas zakończyć swary głupie. Trzeba wyznaczyć jednoznacznie wodzów, wodza. I słuchać potem. Nie – Kaczyński i Ziobro. Tylko jeden. Kaczyński. Nie – Morawiecki i Sasin. Tylko – Morawiecki, bo to w końcu nadal premier.

Przestańcie się dziwować nadchodzącym wypadkom. Czas minął. Dostaliście głosów najwięcej. Ale tamci potem się skrzyknęli i w tym zakłamanym, niespójnym zjednoczeniu trwają bo wróg dla nich jest jeden. Co będzie później, dla nich nieważne. Liczenie na to że się rozlecą, pokłócą jest oczywiście zasadne, ale i złudne, bo to oczekiwanie na ruch przeciwnika i zdanie się na jego łaskę.

A tu rozmawia się o ograniczeniu ruchu samochodowego w śródmieściu Warszawy, o prezydenturze … Trzaskowskiego. A tu Hołownia marszałkiem sejmu, Kosiniak-Kamysz – ministrem obrony. Co będzie dalej?

Szwajcarzy, po prostu zwykli obywatele, trzymają flinty pod łóżkiem. My będziemy zarzynać własne krowy i prosiaki, bo tak nam nakażą bauerzy ze Szwabii. Czy dopiero wtedy – przynajmniej właściciele wielkich gospodarstw przypomną sobie że kiedyś mieli do obrony kosy? Czy szewc Kiliński zejdzie z pomnika i zwoła dziś naiwnych i wystraszonych by nie byli bierni i bezwolni?

Polska została w dużej mierze odbudowana choć straciła wiele. Trzeba odbudować a nie niszczyć własność jej obywateli. Oczywiście, że bielmo z oczu spadnie, ale im później, tym straty będą większe. Po co czekać? Ci wybrańcy narodu, którzy dziś usiedli w ławach poselskich jeszcze nie rozumieją, jaką wzięli na siebie odpowiedzialność. Na razie się cieszą z immunitetów, samochodzików, tablecików i darmowych prezentów.