Nowelizacje nadchodzą w ciszy – ZBIGNIEW BRZEZIŃSKI o regulacji rynku mediów

Czy cała dyskusja na temat rynku mediów przeniosła się do Internetu społecznościowego? Czy dla stanowienia nowoczesnego prawa wystarczy implementować dyrektywy unijne? Czy ten temat w ogóle jeszcze interesuje społeczeństwo?

 

Dyskusja na temat regulacji rynku mediów, zwłaszcza w obrębie mediów publicznych, przeniosła się omalże w całości do internetowych społeczności. Można tu liczyć na memy, złośliwe komentarze i załamywanie rąk. Niestety merytoryczna debata przy okazji prawie całkowicie zanikła. W przypadku trwających prac nad projektem ustawy o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy o kinematografii na portalu Wirtualnemedia.pl pojawiły się dwa teksty opisujące tę propozycję, w zasadzie bez prezentacji punktów widzenia[1]. Ogień wygasł. Wydaje się, że do świata polemik i śmiałych wizji z lat 2005 – 2010 chwilowo wrócić się nie da. Przypomnijmy przez chwilę tamten klimat.

 

Na mocy ustawy Sejmu RP z 29 grudnia 2005 roku o przekształceniach i zmianach w podziale zadań i kompetencji organów państwowych w sprawach łączności, radiofonii i telewizji z 30 grudnia 2005 roku (Dz. U. z 2005 roku Nr 267 poz. 2258) przerwano kadencję Krajowej Rady, Radiofonii i Telewizji. Zlikwidowało to dotychczasową rotacyjność składu Rady uznawaną dość powszechnie na początku XX wieku za rozwiązanie nowoczesne, chroniące pluralizm w regulatorze rynku mediów i zabezpieczające interes publiczny. Ten temat oczywiście zelektryzował tylko specjalistów, ale zagadnienie zmian w mediach zainteresowało też szerokie rzesze społeczeństwa, gdy okazało się, jak słabe kadry ma do zaoferowania jeden z trójki ówczesnych koalicjantów – Samoobrona RP (pozostali to oczywiście Prawo i Sprawiedliwość oraz Liga Polskich Rodzin). Na wiceprezesa Polskiego Radia Kielce partia Andrzeja Leppera wskazała przewodniczącego swoich struktur w województwie świętokrzyskim Norberta Grossa, który dotychczas prowadził sklep z akcesoriami metalowymi w Starachowicach i był kandydatem tej partii na prezydenta tego miasta w nadchodzących wyborach[2]. Przeciwko temu stanowi rzeczy zaprotestowali dziennikarze, członkowie rady programowej, ludzie kultury. Sprawa zakończyła się ostatecznie odwołaniem wiceprezesa z funkcji.

 

Dyskutowaliśmy

 

Wywołało to szerokie zaciekawienie kwestią mediów publicznych i regulacji tego sektora rynku. Tematem żywo interesowały się środowiska naukowe i twórcze. Dyskusje odbywały się na uczelniach, m.in. Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie Jana Kochanowskiego. Dużą aktywnością na tym polu odznaczała się powołana przez dr. Lecha Jaworskiego, byłego członka KRRiT odwołanego właśnie w grudniu 2005 roku, Fundacja Media Pro Bono. Środowiska artystyczne i twórcze przygotowały swój projekt ustawy medialnej, a na czele licznego komitetu poparcia stanęli Jan Dworak i Maciej Strzembosz. Przez kolejne lata środowisko to należało do głównych komentatorów proponowanych zmian w obrębie mediów. Doprowadzając m.in. do zawetowania przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego projektów ustaw medialnych, przygotowanych przez Platformę Obywatelską a firmowanych przez poseł Iwonę Śledzińską-Katarasińską. Po tragicznej śmierci Prezydenta RP po raz kolejny okazało się, że do zmian w mediach nie są potrzebne politykom dyskusje i opinie zainteresowanych środowisk, a większość parlamentarna. Nie wrócono już do przerwanej w grudniu 2005 roku rotacyjności składu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Dziś nawet debatę na ten temat można uznać za wygaszoną, skoro ostatni news zawarty na stronie Obywatelskiego Paktu Na Rzecz Mediów Publicznych zamieszczono w grudniu 2016 roku. Zresztą, czy ktoś o tym pakcie słyszał?[3]

 

W okręcie dyskusji wygaszono kotły i zakotwiczono go w porcie. Co gorsza, można ten hulk zwiedzać tylko w niewielkim stopniu, bo szereg materiałów nie zostało wydanych. Cały zapis debaty ukazał się tylko jeden: „Media publiczne w Polsce. Teraźniejszość i przyszłość”, pod redakcją prof. Janusza W. Adamowskiego i dr. Lecha Jaworskiego (Warszawa 2007)[4]. We wstępie napisano m.in. na temat zaproponowanych przez ówczesną koalicję PO-PSL „cząstkowych zmian” w prawie:

 

„Jednakże cel zasadniczy, jakim jest stworzenie nowego ustawodawstwa medialnego , w pełni odpowiadającego wyzwaniom epoki globalizacji i cyfryzacji, nie został zakreślony. A szkoda, bo używając pewnej metafory (nawiązującej do słów obecnego szefa rządu – Donald Tusk przyp. Autora) Polska i Polacy na cud nowych unormowań prawnych w tym zakresie w pełni sobie zasłużyli”[5].

 

Potrzeba solidnej nowelizacji po 28 latach

 

Coraz trudniej uwierzyć, że dostaniemy nową ustawę (lub kilka ustaw, bo uczestnicy dyskusji sprzed kilkunastu lat i takie rozwiązanie brali pod uwagę), która będzie odzwierciedlała zarówno dynamiczne zmiany zachodzące na rynku mediów, jak i faktyczne potrzeby odbiorców i środowisk reprezentowanych przez ludzi kultury, sztuki i nauki. Działający z ogromnym zaangażowaniem dekadę temu jeden z liderów projektu ustawy medialnej środowisk twórczych – Maciej Strzembosz – poproszony o komentarz w sprawie finansowania mediów publicznych (wbrew zapowiedziom wszystkich istotnych sił politycznych wciąż mamy abonament RTV) stwierdził, że już się tym tematem nie zajmuje, a szkoda, bo przedstawił autorski pomysł w tym zakresie. Dyskusja akademicka też oderwała się od stanu obecnego i ewentualnych kierunków jego poprawy, a na programy partii politycznych w Polsce od dawna nie ma co liczyć. Zupełnie jakby kluczową kwestią stała się już tylko sprawa obsadzania stanowisk i wpływu na programy informacyjne oraz publicystykę polityczną.

 

Obecna implementacja

 

Projekt ustawy o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy o kinematografii jest przygotowaną przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego implementacją dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1808 z dnia 14 listopada 2018 r. zmieniającej dyrektywę 2010/13/UE w sprawie koordynacji niektórych przepisów ustawowych, wykonawczych i administracyjnych państw członkowskich dotyczących świadczenia audiowizualnych usług medialnych ze względu na zmianę sytuacji na rynku. Jak czytamy w skróconym opisie druku sejmowego przekazanego do dyskusji publicznej:

 

„Celem projektu jest w szczególności rozwiązanie następujących kwestii:

 

  • wprowadzenie regulacji dotyczących prowadzenia działalności w zakresie dostarczania platform udostępniania wideo,
  • modyfikacja reguł umieszczania przekazów handlowych w usługach medialnych,
  • modyfikacja regulacji dotyczących ochrony konsumentów, a w szczególności małoletnich,
  • modyfikacja zasad promowania i wspierania twórczości europejskiej przez dostawców usług medialnych,
  • modyfikacja reguł dotyczących stosowania udogodnień dla niepełnosprawnych w audiowizualnych usługach medialnych na żądanie,
  • modyfikacja obowiązków informacyjnych dostawców usług medialnych,
  • modyfikacja zasad ustalania jurysdykcji względem dostawców usług medialnych oraz wprowadzenie wykazu audiowizualnych usług medialnych na żądanie, służącego ustalaniu podmiotów podlegających polskiej jurysdykcji,
  • modyfikacja przepisów dotyczących kompetencji i funkcjonowania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji”.

 

Na przykład w obrębie polskiego regulatora rynku – Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w projekcie stwierdzono, że w dziedzinie odwoływania członków tego gremium potrzebne jest obecnie odrzucenie sprawozdania KRRiT przez Sejm i Senat Rzeczypospolitej Polskiej i potwierdzenie wygaśnięcia przez Prezydenta RP. Obecnie akty te nie wymagają uzasadnienia. Po nowelizacji takie uzasadnienie będzie konieczne. Trzeba przyznać, że to zmiana kosmetyczna.

 

Czy implementowanie wystarczy?

 

Czy stanowienie prawa w obszarze rynku mediów może być oparte tylko o implementację przepisów unijnych? Pytamy o to dr. Tomasza Chrząstka z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego:

 

Oczywiście implementacja prawa unijnego jest potrzebna, ale nie powinniśmy tego robić bezrefleksyjnie. Trzeba wziąć pod uwagę specyfikę polskiego systemu medialnego. Ustawa o KRRiT (choć nowelizowana) jest już mocno archaiczna. Należałoby przedefiniować rolę i zadania KRRiT i ją odpolitycznić. Choć wiem, że to drugie jest niemożliwe. Niestety obawiam się, że prace nad nowelizacją ustawy obecna ekipa rządząca wykorzysta, by spacyfikować wszystkie nieprzychylne jej media. Dlatego w tej sytuacji uważam (choć zadaję sobie sprawę, że to półśrodek), że prace nad ustawą należy ograniczyć tylko do niezbędnych implementacji zapisów prawa unijnego.

 

W tym miejscu warto zauważyć, że oczekiwanie na zmianę u źródeł władzy parlamentarnej mogą się okazać złudne, tak jak to miało miejsce po 2007 roku.

 

Zachęcamy do zapoznania się z całym projektem nowelizacji[6].

 

[1] https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/ustawa-o-radiofonii-i-telewizji-w-konsultacjach-publicznych-oto-najwazniejsze-proponowane-zmiany# – dostęp 30.09.2020 r.

[2] Sprawa szeroko w 2006 roku komentowana, na przykład tu: https://www.press.pl/tresc/5879,wiceprezes-radia-kielce-kandyduje-na-prezydenta-starachowic – dostęp 30.09.2020 r. W innym głośnym wypadku z 2006 roku kandydata na członka rady nadzorczej rozgłośni regionalnej skutecznie rekomendowała Fundacja wspierania upraw soi metodą Jana Nitka z Kępna.

[3] http://www.mediapubliczne.org.pl/ – dostęp 30.09.2020 r.

[4] Media publiczne w Polsce. Teraźniejszość i przyszłość, pod red. J. W. Adamskiego i L. Jaworskiego, Oficyna wydawnicza Aspra-JR, Warszawa 2007.

[5] Ibidem, s. 7-8.

[6] https://legislacja.gov.pl/projekt/12337952/katalog/12716725#12716725 – dostęp 30.09.2020 r.

ZBIGNIEW BRZEZIŃSKI: Media kontra social media

Czy redakcje nauczyły się wykorzystywać potencjał, jaki dają media społecznościowe? Jak dziennikarze funkcjonują w social mediach? Jaka będzie przyszłość: zaciekła rywalizacja, czy współdziałanie?

 

Refleksja nad twittem miesiąca

 

Zgodnie z danymi gromadzonymi przez Socialbakers i zebranymi w opracowanie lokalne: „July 2020 Social Marketing Report Poland”[1] najpopularniejszy w Polsce twitt zamieścił Netflix. Treść opublikowana 14.07.2020 r. brzmiała: „Jeśli uważacie, że rok 2020 jest pechowy, to cieszcie się, że przynajmniej miłość waszego życia nie okazała się być waszą ciocią”. Treści Netfliksa zajęły w tym miesiącu całe podium. Sama marka w zestawieniach statystycznych dla Twittera zajmuje pierwsze miejsce prawie we wszystkich kategoriach (liczby followersów, interakcji, tempa wzrostu społeczności). Pod względem rozmiaru wyrażonego liczbą osób, które „podążają za treściami” na Twitterze drugie miejsce zajmuje Samsung Polska, za nim znalazły się: StayPoland.com, Tymbark i Orange Polska. Redakcji na szczycie brak. Podobnie sytuacja wygląda na YouTube (Media Expert, Reserved, Xbox Polska, Tyskie, Play) i Facebook’u (Netflix, Iwette Fashion, OLX Polska, RTV Euro AGD, Morele.net).

 

Według serwisu Social Sharks „Profile Netfliksa w social mediach to marketingowe złoto”. Dlaczego? Rekiny wskazały na trzy istotne elementy stanowiące podstawę popularności Netfliksa:

  • Odpowiednio dobrany do grupy docelowej ton komunikacji (żartobliwy i swobodny),
  • Zaangażowanie w kontakt z fanami z wykorzystaniem najnowszych rozwiązań (np. bot, który pomaga użytkownikom dobrać serial na podstawie jego nastroju lub wysłanej przez niego emotikonki),
  • Pomysłowy content (wysokiej jakości zapowiedzi video nowych produkcji)[2].

 

Autorzy obszernego „Przewodnika po social mediach w Polsce 2019/2020” przygotowanego dla Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska podkreślają znaczenia właściwego doboru platformy do działań. Słowem, nie zawsze Facebook to rozwiązanie najlepsze, może się okazać, że skuteczniejszy będzie np. o wiele mniejszy LinkedIn. W podsumowaniu zachęcają do szczegółowego poznania swojego odbiorcy, zbudowania jego idealnego wierunku (tzw. „Persona”), dobraniu kanału komunikacji, wytyczeniu celów i określeniu mierników sukcesu[3]. W materiale wzięto pod uwagę: Facebook, Instagram, YouTube, LinkedIn, Twitter, Pinterest, Snapchat i TikTok. Poza tym funkcjonują oczywiście małe społeczności, które z jakichś przyczyn mogą okazać się dla nadawcy komunikatu interesujący, na przykład polski portal miłośników fantasy i science fiction: Fantastyka.PL, który prowadzi „Nowa Fantastyka”. Co ciekawe i warte podkreślenia, zgodnie ze wstępem do „Przewodnika”, który napisali Monika TurekAdam Kręglelewski, dziennikarze nie stanowią jakiejś szczególnej grupy docelowej dla tego materiału. Wyróżniono za to: marketerów, właścicieli firm, pracowników agencji reklamowych i domów mediowych. Nie uznano więc redaktorów za istotną dla zagadnienia grupę i o tym punkcie widzenia warto pamiętać, bo nadaje dobry kontekst ocenie aktywności dziennikarzy w internetowych społecznościach.

 

Czy redakcje i dziennikarze potrafią (i mogą) odnaleźć się w świecie, w którym specjaliści od Public Relations, lub marketingu rywalizują o jak największe zaangażowanie w marki w celu zwiększenia słupków sprzedaży? O tym dalszej części.

 

Okiem eksperta

 

Autor portalu SDP.PL ceniony ekspert w dziedzinie mediów społecznościowych Mirosław Usidus zapytany o to, czy dla tradycyjnych mediów social media to przede wszystkim konkurencja (w walce o uwagę odbiorców i budżety reklamowe), czy sojusznik (gdyż pozwalają dotrzeć do szerokiego grona odbiorców i zaangażować ich w markę)?, odpowiedział:

 

Teoretycznie sojusznik, w praktyce konkurencja, zwłaszcza jeśli chodzi o przychody reklamowe. Pisałem o tym ostatnio sporo na portalu SDP (na przykład tu[4]).

 

Czy dziennikarze sami sobie zrobią dobre social media, czy jednak redakcje powinny zatrudniać specjalistów z tej właśnie dziedziny?

 

Cóż, zależy co media chcą osiągnąć. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś lepiej niż dziennikarze rozmawiali o ich własnych tematach, publikacjach. Z drugiej strony przedsiębiorstwa medialne mają również potrzeby marketingowe, sprzedażowe, i tu dziennikarze niekoniecznie najlepiej się sprawdzają.

 

W świecie zasad

 

Redakcje żyją z tego, że publikują treści, które trafiają do ich odbiorców, utrzymują ich uwagę i przy okazji pozwalają na sprzedaż powierzchni reklamowej lub czasu antenowego. Dziennikarze otrzymują wynagrodzenie za profesjonalnie przygotowane materiały. Social media żyją z tego samego, przy czym treści otrzymują za darmo (przede wszystkim zresztą amatorskie i na trywialnym poziomie). Bez wątpienia stanowi to dylemat dla samych dziennikarzy: napisać coś za darmo, czy też jednak za wierszówkę? Bywa, że ich aktywność regulują też same redakcje. W 2019 roku o nowych zasadach obowiązujących dziennikarzy TVN poinformowały WirtualneMedia. Mają oni wykazywać szczególną ostrożność w publikowaniu materiałów z życia prywatnego. Wykluczone jest na przykład przypadkowe lokowanie jakiegokolwiek produktu lub recenzja, co zmusza dziennikarza, do sprawdzenia każdego zdjęcia, przed jego zamieszczeniem. Dalej mowa jest o interesie redakcji, czyli niepublikowaniu niczego, co jeszcze nie trafiło na antenę. Zakazane są polemiki z politykami. Jeśli dziennikarz koniecznie chce się wypowiedzieć na jakiś temat, który nie trafi na wizję, powinien uzyskać akceptację redakcji[5].

 

Trudno w takim świecie poczuć się swobodnie. Już dekadę temu raporty „Dziennikarze i social media”, przygotowywane przez Multi Communications (obecnie One Multi), pokazywały, że dziennikarze głównie szukają inspiracji do nowych tematów (58%), a nieczęsto coś zamieszczają (w ciągu miesiąca 52,3 badanych zamieściło na swoich kontach od 2 do 5 postów). Kolejne badania tylko to potwierdzały[6]. Jak podczas pierwszego Blog Forum Gdańsk (2010 r.) mówił znawca tematu Brian Solis, dobry twitt „żyje” półtorej godziny. Dwa posty w miesiącu to stanowczo za mało, żeby zaistnieć. Wobec takich wytycznych i wspomnianego wcześniej dylematu trudno się jednak temu dziwić. Dziennikarze głównie udostępniają efekty swojej pracy, czasem zapowiadają własny program, z życia prywatnego publikują treści bezpieczne, na przykład o podróżach.

 

Media w social mediach (przykład Facebook.com)

 

Patrząc przez pryzmat największego ciągle serwisu i liczby fanów poszczególnych stron, należy stwierdzić, że najpopularniejszą ma Robert Lewandowski (9 462 593). Resztę podium również zajęli piłkarze: Wojciech SzczęsnyKuba Błaszczykowski. Z mediów najwyższą, siódmą pozycję w zestawieniu Socialbakers zajmuje Radio ESKA (1 929 511). Na 18 pozycji uplasował się TVN24 (1 485 924 fanów)[7]. Może warto wspomnieć, że miejsce 10 zajmują Serce i Rozum, czyli bohaterowie, którzy ponad trzy lata temu zniknęli z telewizyjnych reklam[8]. Znaleźli jednak swoje miejsce w social mediach i to z dużą publicznością. Zauważmy również, że Radio ESKA dobrze radziło sobie od początku obecności na Facebook’u. W 2012 roku Andrzej Jaszczyszyn stwierdził, że podstawą sukcesu jest dopasowanie aktywności na fanpage’u z ustalonym czasem obecności fanów. Dlatego też radio najmocniej angażowało się w komunikację w weekendy[9].

 

Czy social media potrzebują mediów a media social mediów?

 

Media społecznościowe karmią się treściami, które angażują uczestników i skłaniają do spędzania w nich czasu. Trwa rywalizacja o uwagę z mediami tradycyjnymi i grami sieciowymi. Interesem serwisów jest więc stworzenie klimatu, w którym ten samonapędzający się instrument działa, bo treści dostarczane są za darmo. Media stoją ciągle przed pomysłem na znalezienie sposobu na efektywne wykorzystanie social mediów, z którymi jednocześnie rywalizują o budżety reklamowe i czas poświęcany przez odbiorców. To takie bycie jednocześnie w środku i na zewnątrz. Można obserwować rozpaczliwe nieraz próby wyciągania fanów na swoją stronę WWW za pomocą tytułów i sensacyjnych zapowiedzi, tzw. cilckbite’ów[10]. Użytkownik serwisu społecznościowego przy tym zapewne znajdzie rozwiązanie zagadki typu: „Sprawdź, czy Lewandowski strzelił gola w finale”, na fanpage’u innej redakcji, która napisze: „Tym razem Lewandowski nie strzelił[11]. Który z serwisów polubi bardziej? Nietrudno się domyślić, że ten, który dostarczy mu informacji, bez zmuszania do jakiejkolwiek reakcji.

 

Skuteczna obecność w mediach społecznościowych wymaga od redakcji zatrudnienia specjalistów z tej właśnie dziedziny. Prasa, radio, czy telewizja, które przez długie lata były nośnikami reklamy, obecnie same jej potrzebują. Dla dziennikarzy efektywna i do tego wręcz sprzedażowa komunikacja w social mediach nie jest głównym celem działania. Czas profesjonalistów trzeba szanować. Albo będą pracować nad kolejnym materiałem dziennikarskim, albo dyskutować do późnej nocy o już zamieszczonym. Niezbędne jest więc zacieśnianie współpracy między działami redakcyjnym i marketingu i taki obieg komunikacji wewnętrznej, żeby osoby odpowiedzialne za konta w social mediach, były w stanie udźwignąć ciężar dyskusji. Pamiętajmy, że przez lata dla mediów komunikacja była jednostronna, czyli wystarczyło coś nadać i poczekać na ewentualne listy do redakcji. Dziś wszystko dziać się może w czasie rzeczywistym.

 

Zmieni się funkcjonowanie redakcji?

 

Otwarte pozostaje pytanie, jakie dochody powinna mieć redakcja, żeby utrzymywać dodatkowy dział odpowiedzialny za profesjonalną obsługę w mediach społecznościowych, bo ani sami dziennikarze, ani sam marketing rozumiany jako grono sprzedawców powierzchni reklamowych, czy czasu antenowego, tego nie zrobią.

 

Mariusz Pleban, prezes One Multi (dawniej Multi Communictaions), czyli firmy, na zlecenie której powstawały raporty „Dziennikarze i social media”, stwierdził w komentarzu do badania z 2014 roku, że szalenie ważne jest prowadzenie w mediach społecznościowych komunikacji zgodnej ze strategią PR firmy[12]. Zdaje się, że redakcje w Polsce wciąż uważają się za inny typ organizacji i specjalistów ds. Public Relations w nich w ogóle nie ma.

 

Być może stoimy właśnie na progu zmian tak daleko idących, że po nich komunikacja redakcji stanie się spójna we wszystkich jej aspektach: dzieła dziennikarskiego, komunikacji marketingowej samego medium, które też musi się sprzedać, upublicznianej reklamy i aktywności w internetowych społecznościach ze stałą pogonią za nowinkami w tym zakresie? Oznacza to jednak konieczność zbudowania nowego typu organizacji, która będzie skupiać specjalistów z bardzo różnych dziedzin, pracujących na rzecz wspólnego celu. Tylko wówczas informowanie najprawdopodobniej będzie równorzędne z angażowaniem i sprzedawaniem.

 

Social media bez mediów

 

W szczegółowej analizie „Socjalistyczny monopol internetowych gigantów”[13], którą opublikował na SDP.PL Mirosław Usidus, zwrócił on uwagę, do jakiego stopnia potentaci wirtualnych treści są nie fair w stosunku do mediów tradycyjnych. Idąc tą analogią, warto podkreślić, że bez wątpienia wielu z nas zaangażowało się w publikowanie dobrych treści w mediach społecznościowych z przekonaniem budowania jakiegoś gigantycznego, wspólnego dobra. Początki komunizmu były podobne patrząc chociażby przez pryzmat losów naszych literackich noblistów – Czesława MiłoszaWisławy Szymborskiej[14]. Dziś widać wyraźnie, że budujemy to „wspólne dobro” za darmo, a zyski czerpie zupełnie ktoś inny. Czy media tradycyjne stoją w tym starciu na przegranej pozycji? Mirosław Usidus podkreśla w swoim artykule, że internetowi giganci omalże nie mają swoich treści. Ten świat redakcji jest przy tym światem miałkim: sprzedaży, politycznej kłótni, trywialnej rozrywki i plotek. Być może jest to ostatni moment, w którym media w skali globalnej zaczną wspólnie domagać się swoich praw do udziału w zyskach z tytułu upubliczniania treści, za których powstanie zapłaciły dziennikarzom? Tylko czy taki światowy kongres i jednoznaczne stanowisko w tej sprawie jest w ogóle możliwe?

 

Zbigniew Brzeziński

 

[1] https://www.socialbakers.com/resources/reports/poland/2020/july – dostęp 28.08.2020 r.

[2] https://socialsharks.pl/netflix-w-social-mediach-3-lekcje-dla-marketerow/ – dostęp 28.08.2020 r.

[3] Dokument do pobrania ze strony WWW IAB: https://www.iab.org.pl/baza-wiedzy/przewodnik-po-social-media-w-polsce/ – dostęp 28.08.2020 r.

[4] https://sdp.pl/ostatnia-dekada-prasy-miroslaw-usidus-podaje-date-konca-prasy-papierowej/ – dostęp 02.09.2020 r.

[5] https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvn-zasady-aktywnosci-dziennikarzy-w-social-media-regulamin-nie-polemizowac-z-politykami – dostęp 20.08.2020 r.

[6] http://blog.wirtualnemedia.pl/zbigniew-brzezinski/post/o-wplywie-blogosfery-na-media-na-marginesie-raportu-%E2%80%9Edziennikarze-i-social-media-2011-multi-communications – dostęp 20.08.2020 r.

[7] Zestawienie pierwszej dziesiątki mediów na Facebook’u w Polsce według liczby fanów: Radio ESKA, TVN24, ESKA TV, ONET, Fakt24.PL, TVN, Sport.PL, Radio ZET, RMF FM, MTV Polska: https://www.socialbakers.com/statistics/facebook/pages/total/poland/media – dostęp 28.08.2020 r.

[8] https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/koniec-reklama-serce-i-rozum-reklama-orange-love – dostęp 28.08.2020 r.

[9] https://www.slideshare.net/oskarberezowski/raport-o-aktywnosci-na-facebooku – dostęp 28.08.2020 r.

[10] https://spidersweb.pl/2017/03/clickbait-co-to.html – dostęp 28.08.2020 r.

[11] https://sdp.pl/kliknij-bo-sie-nie-dowiesz-zbigniew-brzezinski-o-wyscigu-redakcji-na-odslony/ – dostęp 28.08.2020 r.

[12] http://www.proto.pl/aktualnosci/raport-dziennikarze-i-social-media-2014 – dostęp 28.08.2020 r.

[13] https://sdp.pl/13113-2/ – dostęp 02.09.2020 r.

[14] S. Żak, Polscy pisarze nobliści, Oficyna Wydawnicza STON-2, Kielce 1998 r.

Pandemiczny kryzys w mediach – analiza ZBIGNIEWA BRZEZIŃSKIEGO

Czy nieodpowiedzialne artykuły mogły mieć wpływ na zwolnienia dziennikarzy? Czy media wolą ekspertów, którzy straszą? Czy profesjonalne redakcje przegrają walkę o uwagę odbiorców w starciu z amatorami?

 

Obraz rynku pracy

 

Według dokumentu „Sytuacja społeczno-gopospodarcza kraju w I półroczu 2020 roku”, który opublikował Główny Urząd Statystyczny[1], rodzimy rynek pracy – w tym rynek mediów –  wytrzymał pandemię, kwarantannę narodową i lockdown w dobrej kondycji. Na koniec czerwca bezrobocie w Polsce wyniosło 6,1%. Oznacza to, że wzrosło w porównaniu ze stanem z początku pandemii o 0,7%. Należy jednak podkreślić, że było takie samo jak w styczniu i lutym 2019 roku, kiedy powszechnie uważaliśmy, że sytuacja na rynku zatrudnienia przynajmniej pod tym względem jest bardzo dobra. Tymczasem artykuły wieszczące jakieś gigantyczne tąpnięcie pojawiły się już w marcu. Byliśmy wówczas pod względem poziomu bezrobocia na drugim-trzecim miejscu w Unii Europejskiej, koniunktura gospodarcza była oceniana jako dobra, a perspektywy korzystne (łącznie z prognozami Komisji Europejskiej). Nic nie wróżyło rychłego zawalenia się rynku zatrudnienia w Polsce, część redakcji zaczęła jednak kreować inną rzeczywistość. Pisaliśmy o tym na SDP.PL w maju bieżącego roku, analizując złowróżbne treści i ich niekorzystny wpływ na rynek mediów. Bo ten, jak się okazuje, jest wyraźny.

 

Działanie i skutek

 

Business Insider Polska napisał: W kwietniu czeka nas fala zwolnień. Tysiące ludzi zostaną bez pracy. W środku materiału mogliśmy wyczytać m. in., że: Z informacji, jakie wpłynęły do urzędu w Kielcach, pięć tamtejszych zakładów chce zwolnić w sumie 695 osób. Zweryfikowaliśmy tę treść i okazała się wyssana z palca[2]. Być może z tego powodu artykuł został usunięty z należącego do Ringier Axel Springer serwisu. Tego typu nieodpowiedzialne publikacje potęgowały atmosferę grozy, gdyby już sama pandemia nie była zjawiskiem wystarczająco przykrym. Powracał klimat z końca pierwszej dekady XXI wieku, w którym słowo „kryzys” uzasadniało wszystko: likwidacje, cięcia etatów, zwolnienia etc. Głosy rozsądku przebijały się z trudem. Czy media budując taką atmosferę nastawione były tylko na zwiększenie słupków poprzez straszenie odbiorców, jak to zauważył Mirosław Usidus, stwierdzając, że frymarczenie lękami uważają za doskonały wehikuł sprzedażowy [3]? A może było w tym coś jeszcze? Pod koniec kwietnia Ringier Axel Springer zapowiedział zwolnienie 6% pracowników. W tym też okresie Wydawnictwo Bauer zapowiedziało zamnkięcie34 tytułów prasowych[4]. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wbrew faktom najpierw zbudowano klimat zawalającego się rynku, a potem go wykorzystano do kolejnej „optymalizacji kosztów”. Rzecz oczywiście wymaga pogłębionej analizy, ale postawienie takiego pytania jest dziś uprawnione.

 

Straszący eksperci sprzedają (się) lepiej?

 

W klimacie narastającej grozy odnalazła się niestety i część ekspertów. Łatwo zauważając, że taki nurt jest przez część redakcji preferowany, więc jeśli chcą bywać na łamach i na antenie, to muszą się w niego włączyć. Doszło nawet do przeprowadzenia kuriozalnych badań uzasadniających, że jest bardzo źle. Zachęta do firmowanego przez GRAPE (Group for Research In APlied Economics), CASE (Central for Social and Economics Research) i, co może budzić największe zaskoczenie: Uniwersytet Warszawski wyglądała tak: sfrustrowani brakiem dobrych danych z rynku pracy, spróbowaliśmy cos z tym zrobić. Wspólnie z CASE i innymi NGOs, podobnie jak w innych krajach, robimy przyzwoity i na dużej próbie eBAEL (cytat z oficjalnej korespondencji). W opisie skierowanym do potencjalnych uczestników napisano: pandemia spowodowała dwa kryzysy: zdrowotny i ekonomiczny. Mimo że wymiar ekonomiczny obejmie znakomitą większość z nas, nie ma rzetelnych danych o skutkach pandemii dla rynku pracy w Polsce. Wystarczy, że opowiesz w tym badaniu, co Ci się przytrafiło na rynku pracy — a realizujący to badanie przekują te odpowiedzi na wiarygodną analizę (…). Dla uczestników badania przewidziano nagrody! Wspomniana nagroda to 50 zł dla co pięćdziesiątego uczestnika. Wygląda to tak, jakby badanie miało tezę („kryzys ekonomiczny obejmie większość z nas”) i dopasowaną do jej uzasadnienia grupę docelową („(…) opowiesz w tym badaniu, co Ci się przytrafiło na rynku pracy”). Wiarygodność przy takim podejściu była adekwatna, czyli żadna[5]. W raporcie stwierdzono na przykład, że bezrobocie wzrosło „trzykrotnie” i sięgnęło poziomu 1,5 miliona. Cóż, gdyby wzrosło trzykrotnie mówilibyśmy o trzech milionach a nie półtora, ale to „drobne” niedociągnięcie nie przeszkadzało ani „sfrustrowanym” autorom raportu, ani dziennikarzom, którzy bezkrytycznie go udostępniali[6]. Rodzi to oczywiście pytanie o poziom przygotowania merytorycznego redakcji do zajmowania się tak wrażliwym organizmem, jakim jest rynek pracy.

 

Dziś media informują o „zaskakująco dobrej” sytuacji na rynku zatrudnienia[7]. Ministerstwo Rozwoju podało, że w czerwcu i lipcu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło, a sytuacja zdaje się stabilizować[8]. We wspomnianych już Kielcach bezrobocie zwiększyło się w lipcu w porównaniu z czerwcem bieżącego roku o 2 osoby. Daleko nie tylko do dramatu, ale nawet do prognozowanych dla Polski przez Komisję Europejską 7,5% na koniec 2020 roku.

 

Praca zdalna

 

Drugim wątkiem, poza runięciem w czeluści piekielne rynku pracy, który pojawiał się (i pojawia nadal) od początku pandemii jest praca zdalna. Już w marcu (sic!) media powołując się na badania firmy analitycznej Gartner podały, że 1/3 pracowników już nie wróci z pracy zdalnej do biur[9]. Wątek „miłości” do tej formy wykonywania zawodowych zadań powracał zresztą w kolejnych miesiącach[10]. Badania dr Anny Dolot z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie nie potwierdziły jednak tego optymistycznego obrazu, a w ich konkluzji autorka stwierdziła, że po pandemii tylko zdalnie pracować chce 17,7% badanych. Pozostali albo chcą tak pracować sporadycznie (76,8% – najwyżej jeden dzień w miesiącui), albo wcale (5,5%)[11].

 

Sergiusz Roszczyk ekspert w dziedzinie IT napisał w mediach społecznościowych, odnosząc się do pochwał pracy zdalnej, że z tego obrazu wynika, iż w Polsce:

  • każdy członek rodziny ma swój komputer z kamerą i słuchawkami,
  • Internet działa niezawodnie,
  • pakiety danych od operatorów komórkowych nie mają limitów,
  • zasięg LTE wszędzie jest idealny,
  • dzieci są samoobsługowe, a nauczyciele mogą i prowadzą lekcje tak, że dzieci przez 8 godzin nie wymagają żadnej atencji rodziców,
  • każdy członek rodziny ma swój pokój i swoje biurko,
  • jedzenie w domu gotuje się samo,
  • przynajmniej jedna osoba w domu jest biegłym informatykiem i rozwiązuje wszystkie problemy pozostałych, oczywiście nie odrywając się przy tym od swoich obowiązków służbowych.

 

Zastosowanie pracy zdalnej oczywiście dotyczy również rynku mediów. W czerwcu bieżącego roku dowiedzieliśmy się, że część lokalnych redakcji „Gazety Wyborczej” pozostanie bez biur[12]. Wczoraj upłynął termin, w który dziennikarze centrali „Wyborczej” mieli zabrać swoje rzeczy z szafek, w związku ze zmniejszeniem powierzchni redakcji o 40%[13].

 

Nieodwracalne skutki

 

W czwartek 20 sierpnia m.in. Gazeta.PL poinformowała o świetnych wynikach polskiej gospodarki i szybkim odbiciu po zamrożeniu szeregu branż wynikającym z pandemii[14]. Na portalu SDP.PL stawialiśmy wiosną pytanie: co będzie, jeśli wbrew medialnemu wieszczeniu z fusów rynek pracy się nie zawali i najbardziej pokrzywdzonym środowiskiem okażą się dziennikarze? Zaznaczaliśmy niejednokrotnie, że potrzebne są wiarygodne źródła informacji, że bez profesjonalistów świat komunikacji straci rację bytu, że zawodowe media mają gigantyczny potencjał tak misyjny jak i biznesowy. Wszystkie niekorzystne zmiany (zwolnienia, likwidacja tytułów etc.) następowały przecież w okresie, w którym odnotowano znaczny wzrost zainteresowania mediami, co podkreśliły bania przeprowadzone na zlecenie LoveBrands Relations[15]. Jak poinformowała nas prezes Dorota Bieniek-Kaska wzrost dla kanałów informacyjnych przekroczył (w porównaniu z marcem 2019 roku) 169%! Badania pokazały też, że respondenci oczekiwali od mediów również innych treści, niż te związane z koronawirusem[16], co raczej pokazuje istniejące zapotrzebowanie na produkty dostarczane przez redakcje i potencjał, niż gwałtowny regres. Wydaje się, że ta szansa nie została wystarczająco wykorzystana, a wręcz zmarnotrawiona.

 

Podsumowując pierwsze półrocze 2020 roku warto postawić pytanie, a może my po prostu nie umiemy zrobić z mediów biznesu? W walce o uwagę zawodowcy przegrywają z użytkownikiem smartfona, który ma dostęp do Internetu, konta w mediach społecznościowych i pisze o tym, ze zjadł śniadanie, biegał, był w ulubionej knajpie, grał w grę i wieczorem wypił drinka do ulubionego serialu?

 

Jedno jest pewne – to co publikujemy w mediach, czasem zupełnie nieodpowiedzialnie lub bezkrytycznie, ma wpływ też na losy redakcji i dziennikarzy. W tym wypadku odpowiedzialność za słowo powinna być więc szczególna. Na zwolnionych czeka dziś w całym kraju i za granicą zaledwie 20 ofert pracy (dane portalu Pracuj.PL[17]). Nawet taka gwiazda jak Marek Niedźwiecki nie otrzymała po odejściu z Trójki lawiny propozycji[18]. Uważajmy więc z wieszczeniem katastrofy, bo któregoś dnia tak wykreowana wizja teraźniejszości może mieć wpływ i na nasze zatrudnienie.

 

Zbigniew Brzeziński

 

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/informacje-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej/sytuacja-spoleczno-gospodarcza-kraju-w-i-polroczu-2020-r-,1,98.html – dostęp 21.08.2020 r.

[2] https://sdp.pl/rynek-pracy-epidemia-i-media-analiza-zbigniewa-brzezinskiego/ – dostęp 21.08.2020 r.

[3] https://sdp.pl/fakehunter-czyli-jak-zostalem-lowca-fejkow-wyjatkowo-wazna-analiza-miroslawa-usidusa/ – dostęp 21.08.2020 r.

[4] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Kolejne-ciecia-w-mediach-Zwolnienia-w-RASP-i-Wydawnictwie-Bauer-7873232.html – dostęp 21.08.2020 r.

[5] https://diagnoza.plus/ – dostęp 21.08.2020 r.

[6] Na przykład: https://oko.press/bezrobocie-jest-wyzsze-niz-w-oficjalnych-statystykach/ – dostęp 21.08.2020 r.

[7] Na przykład: https://www.rp.pl/Rynek-pracy/308199926-Chwilowa-poprawa-czy-trwaly-powrot-do-normalnosci.html –  dostęp 21.08.2020 r.

[8] http://centrumprasowe.pap.pl/cp/pl/news/info/164433,,newsletter – dostęp 21.08.2020 r.

[9] Na przykład: https://www.pulshr.pl/employer-branding/po-ustaniu-pandemii-nawet-1-3-pracownikow-nie-wroci-do-pracy-biurowej,72349.html – dostęp 21.08.2020 r.

[10] https://strefabiznesu.pl/pracownicy-umyslowi-pokochali-prace-zdalna-a-co-z-pracodawcami/ar/c10-15064440 – dostęp 21.08.2020 r.

[11] A. Dolot, Raport z badania dotyczącego pracy zdalnej w czasie pandemii COVID-19, Kraków 2020, s. 9.

[12] https://antyweb.pl/agora-gazeta-wyborcza-praca-zdalna/ – dostęp 21.08.2020 r.

[13] https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/gazeta-wyborcza-zmniejsza-przestrzen-redakcyjna-o-40-proc-wspolne-stoly-opinie-gazeta-pl-opracowuje-nowy-model-pracy – dostęp 21.08.2020 r.

[14] https://next.gazeta.pl/next/7,151003,26225411,swietne-wiadomosci-z-polskiej-gospodarki-przemysl-blyskawicznie.html#s=BoxOpImg1 – dostęp 21.08.2020 r.

[15] https://www.pracuj.pl/praca/dziennikarz;kw?rd=30 – dostęp 21.08.2020 r.

[16] https://sdp.pl/media-przed-w-trakcie-i-po-pandemii-analiza-zbigniewa-brzezinskiego/ – dostęp 21.08.2020 r.

[17] https://lbrelations.pl/pl/news/480,potrzeby-informacyjne-polakow-w-dobie-koronawirusa – dostęp 21.08.2020 r.

[18] https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/marek-niedzwiecki-nie-bylo-lawiny-ofert-byc-moze-uruchomie-podcast – dostęp 21.08.2020 r.

Likwidacja kontra repolonizacja – z punktu widzenia ZBIGNIEWA BRZEZIŃSKIEGO

Czy repolonizacja to tylko element bieżącej gry politycznej? Jak przedstawia się bilans potencjalnych zysków i strat? Czy regulacje prawne to jedyna droga do dekoncentracji i zachowania pluralizmu?

 

Kampania wyborcza i po kampanii

 

W czasie tegorocznej kampanii wyborczej kandydat na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Rafał Trzaskowski zapowiedział po wygranej podjęcie działań na rzecz reformy telewizji publicznej, która miałaby polegać na likwidacji TVP INFO, „Wiadomości” i publicystyki politycznej. Trudno ocenić, co reprezentant Koalicji Obywatelskiej chciał w ten sposób osiągnąć. Jeśli była to próba wpłynięcia na politykę redakcyjną drogą zastraszenia, to nie przyniosła pożądanych rezultatów. Z obserwacji dyskusji w mediach zdawać by się mogło, że w odpowiedzi sztab Andrzeja Dudy wyciągnął kartę z repolonizacją, ale w wypowiedziach urzędującego prezydenta tego wątku nie znajdziemy. Zdaje się przy tym, że tematem najbardziej zainteresowana była (i jest) „Gazeta Wyborcza”[1], należąca do polskiej Spółki Akcyjnej Agora, wąskie grono polityków Zjednoczonej Prawicy i jeszcze węższe specjalistów z zakresu rynku medialnego.

 

Dyskusja, której nie ma

 

Debata na temat mediów w Polsce znacznie przycichła. Nie ma już w niej ognia z pierwszej dekady XXI wieku, gdy działo się dużo rzeczy, które elektryzowały opinię publiczną: Afera Rywina, projekt ustawy medialnej przygotowany przez niezależne środowiska twórcze, veta prezydenta Lecha Kaczyńskiego do ustaw medialnych przygotowywanych przez środowisko Iwony Śledzińskiej-Katarsińskiej z PO. Obecnie obserwujemy zniechęcenie tematem, a sami politycy odłożyli zajmowanie się nim na bok. W efekcie tego wciąż mamy archaiczne prawo Prasowe z 1984 roku i zmurszałą ustawę o radiofonii i telewizji z 1992. Żaden z tych dokumentów nie odpowiada ani współczesnym wymogom, ani realiom. Do tego w Kodeksie Karnym wciąż widnieje art. 212 grożący dziennikarzom karą wiezienia za zniesławienie. W tym wypadku, jak się okazało w 2008 roku, nie ma sił politycznych, które byłyby zainteresowane jego zniesieniem. Projekt PiS w tej sprawie został odrzucony głosami PO, PSL i Lewicy. Zjednoczona Prawica po wygraniu wyborów w 2015 i 2019 roku już do tego tematu na polu legislacyjnym nie wróciła[2].

 

W debacie parlamentarnej nie istnieje też temat repolonizacji mediów, czy też zmian na polu dotyczącym ich koncentracji. Nie ma żadnego projektu, nie ma dyskusji. Ostatnia wypowiedź posła Roberta Kwiatkowskiego z 23 lipca br. (15 posiedzenie Sejmu RP) zawiera stwierdzenie: „zdaje się, za chwilę czeka nas batalia o tzw. repolonizację mediów”. I kto wie, czy słowa „zdaje się”, nie są kluczem do zrozumienia całej sytuacji. Ze względu na brak, chociażby podwalin pod projekt ustawy niespecjalnie jest dziś o czym rozmawiać. Tym bardziej że wątek ten – znów w mediach, a nie w parlamencie – pojawiał się w poprzedniej kadencji rządu Zjednoczonej Prawicy i nie zaowocował żadną konkretną propozycją. Andrzej Arendarski na łamach „Rzeczypospolitej pisał w 2017 toku: „Ciężko ustosunkować się do rządowego projektu skoro nie wiemy, na czym konkretnie miałaby polegać. Czy byłby to wykup mediów od zagranicznych właścicieli przez prywatnych przedsiębiorców? A może przez państwowe spółki, co automatycznie uruchomiłoby sprzeciw Komisji Europejskiej. Jeśli Skarb Państwa posiadałby większością prasy w Polsce, kłóciłoby się to z prawem europejskim i zasadą swobodnego przepływu usług, ludzi i kapitału oraz budziłoby wątpliwości co do zachowania wolności słowa w debacie publicznej”. Łukasz Wilkowicz na łamach Forsal.PL zwrócił uwagę, że najwięcej udziału w polskich mediach patrząc przez pryzmat kapitału zagranicznego, mają Amerykanie, za nimi plasują się Francuzi i dopiero potem Niemcy, których koncert Axel Springer budzi w debacie medialnej najwięcej emocji[3].

 

„Podstawowe problemy radiofonii i telewizji”

 

W dorocznym dokumencie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zatytułowanym: „Podstawowe problemy radiofonii i telewizji w Polsce w 2019 roku” (maj 2020) słowo „repolonizacja” nie pada. We wstępie podpisanym przez przewodniczącego KRRiT Witolda Kołodziejskiego znajdziemy za to słowo „koncentracja”. Pojawiło się ono w następującym kontekście: „W Polsce nie istnieje system ochrony rynku audiowizualnego przed nadmierną koncentracją, mimo iż jest to powszechne w większości krajów europejskich”. Co oznacza, że dotyczy w takim samym stopniu wydawców polskich, jak i zagranicznych. W samej treści dokumentu termin ten pada jeszcze tylko raz: „wysokie koszty produkcji telewizyjnej oraz wysokie koszty wejścia na rynek w połączeniu z faktem, że sektor znajduje się w fazie dojrzałej (utrwalona pozycja i znaczące zasoby czołowych firm) skutkuje silną koncentracją[4].

 

Rodzą się pytania o potencjalne zyski, o sens takich działań i znalezienie podstaw prawnych. O tych zagadnieniach rozmawiamy z politologiem i cenionym komentatorem polityki europejskiej Bartłomiejem Zapałą.

 

Czy wierzy pan w zapowiadaną m.in. przez Jarosława Kaczyńskiego[5] repolonizację mediów?

 

– Nie, zwłaszcza po poprzedniej kadencji, w której wbrew deklaracjom nie powstał żaden projekt regulacji prawnych w tym zakresie. Takie działanie wywołałoby zbyt wiele konfliktów międzynarodowych. Nie tylko zresztą w obrębie Unii Europejskiej. Administracja amerykańska już pokazała, że sobie takich działań nie życzy. Wystarczy wspomnieć wystąpienie Ambasador Gorgette Mosbacher w obronie TVN, należącej do korporacji medialnej Scripps Networks Interactive z USA – mówi dr Zapała.

 

Czy to też wywołałoby konflikt na linii rząd polski – Komisja Europejska?

 

– Nie wyobrażam sobie, żeby taka legalizacja była zgodna z prawem unijnym. Bo jak zapisać na przykład, że na rynku nie mogą być aktywne firmy z Francji czy Niemiec? To wzbudzi oczywisty sprzeciw w świecie wolnego rynku i wspólnoty europejskiej. Jak to zresztą ująć? Na przykład, że właścicielami mogą być podmioty zarejestrowane na terenie Rzeczypospolitej? Przecież mogą takie założyć i cudzoziemcy. Jak więc mielibyśmy to sprawdzać? Po strukturze właścicielskiej, paszportach? Do tego polscy przedsiębiorcy o dużych portfelach nie garną się do rynku mediów.

 

Dlaczego?

 

– W części dla świętego spokoju. Nie chcą być postrzegani jako strona sporu politycznego, co może przynosić realne straty finansowe, jeśli nie za jednej władzy to za innej. Czasy, kiedy w tworzenie mediów inwestowali Witold Zaraska czy Michał Sołowow bardzo dawno odeszły. Obecnie warto zwrócić uwagę na przykład na to, że Polsat zdecydował się na pokazanie debaty prezydenckiej z Końskich z udziałem Andrzeja Dudy, a nie konferencji Rafała Trzaskowskiego. Stacja ewidentnie unikała konfliktu. Trudno też sobie wyobrazić, że ktoś zdecyduje się dziś w Polsce w trakcie pandemii i po związanym z nim lockdown’em zainwestować gigantyczne środki w ewentualne wykupienie mediów. Koszt tej operacji jest na tyle ogromny, a rola mediów na tyle słabnąca, że nie ma ona z ekonomicznego punktu widzenia żadnego uzasadnienia. Zresztą, kto ma zainwestować? Znowu PKN Orlen? Też ponosił straty w związku z obecną sytuacją. To nie jest worek bez dna, a na pójście wariantem węgierskim jesteśmy zbyt dużym rynkiem.

 

No tak, wpisy prezydenta USA Donalda Trumpa były blokowane przez Facebook’a i Twitter’a i wspominał o tym cały świat, mimo że nie są to tradycyjne media…

 

– …a internetowe Radio Nowy Świat nie musiało występować o koncesję.

 

Właśnie! Właścicielami wspomnianego radia, które powstało w kontrze do Radiowej Trójki, są Polacy, podobnie jak silnie zaangażowanej politycznie „Gazety Wyborczej”, a Twitter’a i Facebook’a, które nieraz już popadły w konflikt Trumpem, Amerykanie. Może więc problemy rynku mediów i social mediów wcale nie leżą po stronie kapitału?

 

– Zastanawiając się nad niesprecyzowanym zamysłem repolonizacji, stawiam sobie pytania: co jest ewentualnie do wzięcia, przez kogo i jaki ma być zysk? Wyobraźmy sobie na przykład, że polscy inwestorzy przychylni rządowi, czego oczywiście w żaden sposób nie da się zapisać, więc równie dobrze mogą wygrać radykalnie nieprzychylni, przejmują „Newsweek”. I co dalej? Kto to czyta? Ludzie nie kupią tygodnika, nie wiedząc, co jest w środku. Dalej: skąd wziąć kadry, do obsadzenia redakcji? Przywołując raz jeszcze Radio Nowy Świat, łatwo można przewidzieć, że dziennikarze przeniosą się do Internetu, lub założą nowy tytuł, albo skupią się na aktywności w mediach społecznościowych. W dobie powszechnego dostępu do sieci monopol państwa w tym obszarze po prostu nie ma szans zaistnieć w demokratycznym kraju. Pozycja mediów tradycyjnych stale słabnie, wydaje się więc, że nie ma sensu inwestować środków (zwłaszcza publicznych) w rozwiązania, które nie mają możliwości przynieść pozytywnych rezultatów. Zastanówmy się, co jest do przejęcia? Gazety lokalne, „Fakt”, ONET? TVN jest nie do ruszenia ze względu na relacje polsko-amerykańskie, a jeśli wybory w USA wygra Joe Biden, postawa naszego sojusznika będzie na tym polu jeszcze bardziej radykalna.

 

Jaki jest więc cel tych wypowiedzi medialnych?

 

– Składa się na to z politologicznego punktu widzenia kilka czynników. PiS odpowiada w ten sposób na zarzut, że Andrzej Duda wygrał wybory dzięki przychylności mediów, stawiając tezę, że wygrał właśnie mimo jej. To z kolei ma uzasadniać działania zmierzające do „odbudowania równowagi w mediach”, budowania alternatywy. Uzasadnia transfer znacznych środków do mediów publicznych – choćby ostatnie 2 miliardy złotych, również wobec Komisji Europejskiej. Gdyby ta naciskała w tym zakresie, domagając się wyjaśnień, to jest to wygodne hasło o charakterze obronnym, usprawiedliwienie. W polskiej polityce silnie gra się na emocjach. Często wskazywany jest ktoś czemuś „winny”; wróg. Komisja Europejska i mające największe zagraniczne udziały w polskich mediach USA się do tego nie nadają, ale Niemcy już tak. Jest to też działanie skierowane do elektoratu, który jest rozczarowany brakiem radykalności PiS-u, efekt napięć wewnętrznych w łonie Zjednoczonej Prawicy.

 

Czyli nie wierzy pan w repolonizację?

 

– Sądzę, że usłyszymy o niej przy okazji kolejnych wyborów.

 

„Monopol – Pluralizm – Koncentracja”

 

Tak zatytułował swoją obszerną pracę prof. Tomasz Mielczarek, dodając podtytuł: „środki komunikowania masowego w Polsce w latach 1989-2006”. Znajdziemy tu zarówno historię upadku monopolu władzy na rynku medialnym wyniesionego z PRL, czas powstania setek nowych podmiotów i ich usieciowienie lub koncentrację. W tym kontekście warto na przykład przypomnieć, jak gigantyczne znaczenie dla mediów lokalnych miała reforma administracyjna. W konkluzji swojej pracy Mielczarek napisał: „Polski system medialny – mimo, że jest heterogeniczny, ma zróżnicowaną strukturę własności i cechuje go ideowy pluralizm – zmierz ku koncentracji”. W dalszej części dodał: „Nie było moim celem krytykowanie koncentracji mediów. Jest to obiektywne zjawisko, któremu można przeciwdziałać chociażby poprzez rozwiązania prawne wzorowane na europejskich, dotowanie prasy opinii, oraz dbałość o realizowanie „misyjnych” zadań przez nadawców publicznych. Istotnym czynnikiem utrudniającym koncentrację może się ponadto okazać postęp technologiczny. Upowszechnienie w Polsce Internetu, cyfryzacja naziemnych programów telewizyjnych oraz pojawienie się multipleksów może doprowadzić do zwielokrotnienia oferty i dekoncentracji, a zarazem zainicjować nowe zjawiska w sferze mediów, których dzisiaj się nie spodziewamy[6]. Ta zmiana technologiczna ma miejsce, już teraz a wydarza się wprost na naszych oczach. Działający tylko na Facebook.com lokalny serwis „Scyzoryk się otwiera – satyryczna strona Kielc” opublikował ostatnio statystyki za okres od 8 lipca do 4 sierpnia. To medium obserwuje ponad 56.000 osób. Liczba odbiorców przekroczyła we wspomnianym okresie 1 417 000, a aktywność dotycząca postów wyniosła ponad 670 000[7]. Kapitał oczywiście lokalny.

 

Słowo komentarza

 

Jeżeli chcemy budować alternatywę i wspierać pluralizm na krajowym rynku, z którym zresztą nie jest tak źle[8], może powinniśmy spojrzeć na rynek mediów szerzej, niż przez pryzmat regulacji prawnych z minionego stulecia? Dostrzec możliwości, jakie daje współczesny świat i je wykorzystać, zamiast pakować się w międzynarodowe spory i koszty, których, zwłaszcza w przypadku prasy, której znaczenie od lat konsekwentnie maleje, najprawdopodobniej nie uda się odzyskać. Do znowelizowania mamy podstawowe akty prawne i warto dziś nad nimi rozpocząć szeroką debatę. Na koniec przywołajmy słowa prof. Janusza Adamowskiego: „Media publiczne są probierzem demokracji w państwie. Jeśli my pozbędziemy się tych mediów, to uczynimy bardzo poważny krok do tyłu. Uważam, że można dyskutować (…). Nie mniej jednak moim zdaniem, sprowadzenie mediów publicznych wyłącznie do roli ozdobnika rynku będzie bardzo poważnym błędem, i wkrótce okaże się, że nikt nie będzie miał do zrealizowania ważnych zadań publicznych[9]. Pod rozwagę dla wszystkich kandydatów i we wszystkich wyborach.

 

Zbigniew Brzeziński

 

[1] https://wyborcza.pl/1,75398,20065402,repolonizacja-mediow-krok-po-kroku-co-planuje-pis.html – dostęp 10.05.2020 r.

[2] https://konkret24.tvn24.pl/polska,108/ziobro-mowil-o-mozliwosci-likwidacji-artykulu-212-wlasnie-go-zaostrzono,936422.html – dostęp 10.08.2020 r.

[3] https://forsal.pl/artykuly/1420651,sciagawka-do-repolonizacji-do-kogo-naleza-media-w-polsce-mapa.html – dostęp 10.08.2020 r.

[4] Podstawowe problemy radiofonii i telewizji w Polsce, Krajkowa Rada Radiofonii i Telewizji, Warszawa maj 2020.

[5] https://sdp.pl/prezes-pis-repolonizacja-mediow-jeszcze-w-tej-kadencji-sejmu/ – dostęp 10.08.2020.

[6] T. Mielczarek, Monopol- pluralizm – koncentracja. Środki komunikowania masowego w Polsce w latach 1989-2006, Wydawnictwo Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2007, s. 367.

[7] https://www.facebook.com/ScyzorykSieOtwiera – dostęp 10.08.2020 r.

[8] https://sdp.pl/monitor-pluralizmu-mediow-2020/ – dostęp 10.08.2020 r.

[9] Media publiczne w Polsce, pod red. J. Adamowskiego i L. jaworskiego, Uniwersytet Warszawski, Warszawa 2007, s. 121-122.

Sławni, bogaci i piękni – ZBIGNIEW BRZEZIŃSKI o postrzeganiu zawodu dziennikarza

Jaki wizerunek ma zawód dziennikarza? Czy redakcje mają wizję, kogo chcą zatrudniać? Czy branża dba o przyciąganie najlepszych i pożądanych kandydatów?

 

Coroczne młodzieży wybory

 

Przełom czerwca i lipca to w Polsce czas wyjątkowy. Absolwenci szkół średnich podejmują decyzje o dalszej edukacji, a studenci ostatnich lat zaczynają poważniej myśleć o pracy. Część z nich decyduje się wówczas na karierę dziennikarską. Katarzyna Siezieniewska w swojej rozprawie doktorskiej „Zawód dziennikarza w obliczu konwergencji mediów” napisanej pod kierunkiem prof. Tadeusza Kowalskiego zauważyła, że połowa badanych nie kończyła studiów dziennikarskich (2014 r.)[1], więc bez wątpienia znaczne grono kandydatów nie pozna zawodu w toku edukacji akademickiej. Co więcej, jak zauważył prodziekan Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach dr Tomasz Chrząstek, widać wyraźne przesuwanie się zainteresowań żaków z dziennikarstwa w stronę public relations.

 

Wydaje się, że pracę dziennikarzy i ich samych po prostu widać (lub słychać). Ekipy telewizyjne i reporterów spotkamy na ulicach miast. Zadają pytania podczas konferencji prasowych. Prowadzą programy w telewizji. Według badań opracowanych przez Wavemaker 18% młodych ludzi (18-24 lata) ogląda jednak TV tylko „dla beki”, żeby się ponabijać z programów[2]. Tradycyjna telewizja od lat traci odbiorców w wieku od 13 do 29 lat. Przechodzą w stronę VOD, podcastów, social mediów[3]. Skąd więc czerpią wiedzę o zawodzie?

 

Co o dziennikarzach wiedzą doradcy zawodowi?

 

O ile młodzi ludzie nie mają kontaktu z dziennikarzami, mogą czerpać wiedzę od szkolnych doradców zawodowych lub specjalistów ds. kariery skupionych w akademickich biurach. Skąd informacje o zawodach biorą ci eksperci? Tomasz Magnowski prezes Stowarzyszenia Doradców Szkolnych i Zawodowych Rzeczypospolitej Polskiej informuje: najczęściej z oficjalnych źródeł, czyli opisów zawartych na przykład na stronie InfoDoradca+[4]. Pytany o świadomość uczniów dodaje: skupiają się na „obserwacji sławy”, czyli postrzegają cały zawód przez pryzmat dziennikarskich celebrytów.

 

Doradcy mogą korzystać z różnych materiałów pomocniczych. Można przypuszczać, że młodych ludzi bardziej niż wspomniane opisy zainteresują multimedia. O zawarte w nich zawody medialne pytamy Renatę Dankowską prezes firmy PROGRA produkującej programy i filmy m.in. dla szkół: wśród naszych materiałów można znaleźć m.in. takie, z których zapoznamy się z zawodami medialnymi. Na przykład w serii multimedialnych prezentacji „Spacery po zawodach” w cz. 4 „Rozrywka, rekreacja, turystyka” znajdziemy prezentacje zawodów spiker radiowy oraz realizator programów telewizyjnych. Z kolei w programie komputerowym „Indywidualny Planer Kariery” zawierającym 630 opisów, znajdują się szczegółowe informacje o takich zawodach, jak: dziennikarz, fotoreporter, prezenter telewizyjny, konferansjer, spiker radiowy, kierownik produkcji filmowej/telewizyjnej/radiowej, montażysta obrazu, operator dźwięku, operator kamery, asystent operatora obrazu, operator obrazu, realizator dźwięku, realizator programu telewizyjnego/radiowego, realizator światła, reżyser dźwięku, reżyser filmowy, reżyser telewizyjny/radiowy. Na pytanie o to, kto odpowiadał za merytoryczną stronę tych opisów, informuje: doradcy zawodowi zajmujący się od lat tworzeniem informacji zawodowej i bazujących na informacjach z rynku pracy.

 

W tym miejscu warto przywołać badania przeprowadzone wśród firm aktywnych w Pomorskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Zapytano pracodawców o to, jakich chcieliby doradców, pośredniczących między nimi a uczniami, studentami i bezrobotnymi. Zgodnie odpowiedzieli: „takich, którzy rozumieją nasze potrzeby”. Poszukano więc pomysłu na to, by doradcy mogli lepiej poznać firmy i wykonywane w nich prace. Dobrym rozwiązaniem okazały się wizyty studyjne i job shadowing (staże towarzyszące, podczas których uczestnicy mogą obserwować pracę na różnych stanowiskach). Czy dziennikarstwo czasem nie potrzebuje takich rozwiązań? Wrócimy do tej kwestii w dalszej części.

 

Wizerunek dziennikarzy w kulturze popularnej

 

Skoro młodzi ludzie coraz rzadziej korzystają z mediów, a wsparcie doradcze może okazać się w tym zakresie niewystarczające, może decydujący wpływ ma wizerunek zawodu w kulturze? Gdy myślimy o obrazie dziennikarzy w filmach, co pojawia się przed naszymi oczami: „Wszyscy ludzie prezydenta”[5], „Zawód reporter”[6], „Stan gry”[7], a może Super Soul z „Znikającego punktu”[8] i Chris z „Przystanku Alaska”[9]? A jeśli te produkcje nie trafiły do młodego pokolenia? To jakich dziennikarzy widzą w swoim świecie?

 

W cyklu powieści i ich filmowych adaptacji o Harrym Potterze – młodym czarodzieju, którego postać wymyśliła pisarka J. K. Rowling główną postacią dziennikarską jest Rita Skeeter. Pisze ona dla „Proroka Codziennego” („Daily Prophet”). Za swoją działalność byłaby w świecie mugoli (nie-czarodziei) murowaną kandydatką do „Hieny Roku”, gdyż „jej artykuły przesiąknięte są jadem[10]. Kolejna postać to Ksenofilius Lovegood. Wydaje on brukowiec zatytułowany: „Żongler” („The Quibbler”) i nie płaci autorom za nadesłane teksty[11]. Kanał telewizyjny został zlikwidowany przez Ministra Magii, bo miał łamać samym swoim istnieniem „Międzynarodowy Kodeks Tajności Czarów”[12]. Dochodzi jeszcze radio, w którym można było posłuchać dobrej muzyki i informacji sportowych, ale po przewrocie politycznym (dojściu do władzy śmierciożerców ze straszliwym Lordem Voldemortem na czele) nadawało ono już tylko propagandę[13]. Powstała więc nielegalna radiostacja: Potterwarta, w której przekazywano z narażeniem życia rzetelne informacje[14]. Trzeba przyznać, że nie jest to zachęcający obraz. A jak dziennikarstwo prezentuje się w popularnych grach?

 

Kariera samotniczki

 

W The Sims 4 zawód dziennikarza stanowi element ścieżki kariery autora – informuje Julia Brzezińska, miłośniczka The Sims. Żeby moja Simka (postać stworzona w grze) szybciej odniosła sukces, ma ustawiony tryb: „samotniczka”. Pracuje głównie z domu. Ze światem zewnętrznym kontaktuje się za pośrednictwem komputera. Z kim więc rozmawia? Do konwersacji ma zainstalowaną gadającą toaletę… Ciekawostką w The Sims jest to, że łatwiej jest napisać książkę (dowolną) niż artykuł. Od czego zaczyna się ta ścieżka kariery? Od pełnienia roli asystentki pisarza.

 

Czy warto rozmawiać o wizerunku zawodu?

 

Zgodnie z prognozą demograficzną „Polska 2050” najgłębsza zapaść, pod względem liczby dostępnych kandydatów, nastąpi na rodzimym rynku już za dziesięć lat. Nie tylko pojedyncze firmy, ale całe branże myślą dziś o tym, jak wygrać wyścig o najlepszych absolwentów. Media wydają się pozostawać w tej dziedzinie mocno w tyle. Przeświadczenie, że zawód dziennikarza przecież widać, więc nie wymaga on poważniejszej promocji, może okazać się bardzo mylące. Oczywiście niektóre redakcje młodzi ludzie mogą zwiedzić (np. Polskie Radio Kielce[15]), ale od oglądania do poznania i decyzji o wyborze daleka droga. O ściślejszej współpracy mediów ze szkołami niewiele słychać, a projekt Akademii TVP z 2017 roku nie odniósł dotąd spektakularnego sukcesu[16].

 

Na koniec przywołajmy historię opowiedzianą przez Tomasza Magnowskiego – doradcę zawodowego, ale i byłego dziennikarza radiowego: – Kilka lat temu pracując już jako doradca (chwilę potem jak zrezygnowałem z dziennikarki) zaprosiłem uczniów do odbycia jednodniowej praktyki, obserwacji w jednej (mojej) z radomskich rozgłośni radiowych. Wszystko odbyło się w ramach Dnia Przedsiębiorczości. Założenia uczniów przed wizytą: sławni, medialni, bogaci, rozpoznawani, piękni, wypoczęci; praca: ekscytująca, łatwa, przyjemna, kulturalna, spokojna. Efekt obserwacji: całkiem przeciwnie. Skutek: nikt już potem nie chciał pracować jako dziennikarz radiowy.

 

Wyścig o najlepszych kandydatów już dawno się rozpoczął. Media chcące utrzymać jakość, powinny mocno włączyć się do gonitwy za czołówką.

 

Zbigniew Brzeziński

 

[1] https://depotuw.ceon.pl/bitstream/handle/item/892/K.%20SIEZIENIEWSKA%20-%20PRACA%20DOKTORSKA.pdf – dostęp 17.07.2020 r.

[2] https://antyweb.pl/tak-zle-jeszcze-nie-bylo-prawie-10-polakow-oglada-telewizje-dla-beki/ – dostęp 17.07.2020 r.

[3] https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/ile-minut-oglada-sie-telewizje# – dostęp 17.07.2020 r.

[4] http://www.infodoradca.edu.pl/ – dostęp 17.07.2020 r.

[5] https://www.filmweb.pl/film/Wszyscy+ludzie+prezydenta-1976-11794 – dostęp 17.07.2020 r.

[6] https://www.filmweb.pl/film/Zaw%C3%B3d%3A+Reporter-1975-11956 – dostęp 17.07.2020 r.

[7] https://www.filmweb.pl/film/Stan+gry-2009-339949 – dostęp 1707.2020 r.

[8] https://www.filmweb.pl/film/Znikaj%C4%85cy+punkt-1971-30719 – dostęp 17.07.2020 r.

[9] https://www.filmweb.pl/serial/Przystanek+Alaska-1990-37531 – dostęp 17.07.2020 r.

[10] https://harrypotter.fandom.com/wiki/Rita_Skeeter – dostęp 17.07.2020 r.

[11] https://harrypotter.fandom.com/wiki/Xenophilius_Lovegood – dostęp 17.07.2020 r.

[12] https://harrypotter.fandom.com/pl/wiki/British_Wizarding_Broadcasting_Corporation – dostęp 17.07.2020 r

[13] https://harrypotter.fandom.com/pl/wiki/Czarodziejska_Rozg%C5%82o%C5%9Bnia_Radiowa – dostęp 17.07.2020 r.

[14] https://harrypotter.fandom.com/wiki/Potterwatch – dostęp 17.07.2020 r.

[15] M. Grabowska, Zawodowa kapsuła czasu Klasy 3B, „Doradca Zawodowy”, 2015, Nr 2 s. 50-51.

[16] https://www.kuratorium.lodz.pl/akademia-tvp-klasy-patronackie-tvp-w-liceach-i-technikach/ – dostęp 17.07.2020 r.

Pytanie o trwałość zmian – ZBIGNIEW BRZEZIŃSKI analizuje raport PAP

Na ile zmiany w pracy dziennikarzy okażą się trwałe? Czy media wykorzystały szansę na potwierdzenie swojej wartości, jako źródeł wiarygodnej informacji? Jakie wnioski płyną z raportu „Praca dziennikarza w czasie koronawirusa i lockdown”?

 

Dziennikarstwo w czasie epidemii

 

Zagadnienia dotyczące funkcjonowania świata mediów w dobie pandemii zostały poruszone na portalu SDP.PL nim premier Mateusz Morawiecki z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim poinformowali, że rozpoczynamy narodową kwarantannę. Wiele branż musiało wówczas omalże z dnia na dzień zmienić tryb pracy. Reporterzy znaleźli się na pierwszej linii frontu realizując najważniejszą misję mediów, czyli przekazywanie informacji, a tych o charakterze pilnym i ważnym było po prostu mnóstwo: od danych na temat rozprzestrzenianiu się epidemii i metod jej zapobiegania, po zmieniające się zasady funkcjonowania firm i instytucji. Dziennikarze byli też traktowani jako grupa potencjalnych nosicieli zarazy. Ekipy telewizyjne narzekały, że nie chcą ich wpuszczać do budynków, a nawet są tacy, którzy oczekują, że będą mogli potwierdzić, że nie są chorzy. Tymczasem, na szczęście, dotychczas zakażeń wśród dziennikarzy nie było wiele. Na przykład w świętokrzyskim odnotowano jeden przypadek, a informacja o tym, że chory relacjonował dwa dni wcześniej wiec wyborczy zelektryzowała region[1]. W okresie pandemii z rynku zniknęła część gazet. Spora grupa postanowiła błyskawicznie przenieść swoje treści (i czytelników) do Internetu. Do tego dołączyły: reżim sanitarny, praca zdalna i dodatkowa dawka stresu wynikająca z dużo częstszych połączeń online na żywo z ekspertami i zaproszonymi gośćmi. Zmian było wiele, a pytanie o to na ile będą trwałe?, zapewne długo pozostanie aktualne. Z tym większym zainteresowaniem przyjęliśmy raport „Praca dziennikarza w czasie korona wirusa i lockdown” przygotowany przez Polską Agencję Prasową we współpracy z Instytutem Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, który niedawno ujrzał światło dzienne[2].

 

O raporcie „Praca dziennikarza w czasie korona wirusa i lockdown”

 

Raport PAP i IRSI jest pierwszym tak obszernym materiałem, który analizuje sytuację mediów i dziennikarzy w dobie pandemii. Autorzy opracowania liczą, że będzie on stanowił podstawę do  wyciągania wniosków na przyszłość i prognozowania. W dokumencie znajdziemy odpowiedzi na trzy zasadnicze kwestie – zmiany w funkcjonowaniu mediów w związku z pandemią, współpracy z branżą Public Relations i skutki fali fake news’ów. Podkreśla to zdanie, które Łukasz Świerżewski członek zarządu PAP, zawarł we wstępie: Celem badania było stwierdzenie, jak zmieniają się sposoby pozyskiwania i weryfikacji informacji przez dziennikarzy, zwłaszcza wobec powszechności fake news. Profesor Dariusz Tworzydło z Uniwersytetu Warszawskiego dodał: Badania dowodzą, że w wielu obszarach narzędziowych będą to zmiany trwałe.

 

Uwaga na temat trwałości jest dziś szczególnie interesująca, ponieważ dotyczy szeregu sektorów gospodarki. Z jednej strony pandemia wzmocniła np. rynek sprzedaży online i spopularyzowała tę formę handlu. Z drugiej natomiast przed pandemią „shopping” z jego rytuałami (mierzeniem ubrań, rozmowami z personelem, przerwami na kawę etc.) stanowił hobby dla tysięcy ludzi, a dla pytania: „hobby shopping” Google daje dziś prawie miliard odpowiedzi. Czy zatem obecny trend jest sytuacją wymuszoną i czasową, czy też miłośnicy shopping’u porzucą swoje zadeklarowane hobby? Czas pokaże.

 

Media dały radę!

 

W świetle przywołanego raportu w opinii większości badanych media dały sobie radę w czasie pandemii i lockdown’u. Odpowiedzi „raczej tak” i „zdecydowanie tak” stanowią aż 74% wszystkich. Negatywne oceny wyniosły tylko 13%. W tym miejscu należy zauważyć, że w grupie docelowej dominowali dziennikarze portali Internetowych, które stanowiły główne miejsce pracy dla 43,7% badanych. Dla portali w ogóle (uwzględniają osoby pracujące w jednej niż jedna redakcji) pracowało 73,7% ankietowanych. Warto spojrzeć na średni wynik odpowiedzi udzielonych dla kwestii: „Branża dziennikarska dobrze dopasowała się do sytuacji pandemii”, który wyniósł 3,79. Najwyższy był w przypadku pracowników radia 3,9%, co zaskakujące wobec stwierdzenia w innej części dokumentu, że dokuczliwie odczuli oni ograniczenia w kontakcie bezpośrednim z rozmówcami (tak samo jak przedstawiciele redakcji mediów lokalnych i regionalnych). Średnia odpowiedzi pracowników portali internetowych wyniosła 3,81. Poniżej przeciętnej oceny wystawili dziennikarze reprezentujący prasę drukowaną 3,76%, a najgorzej ocenili dopasowanie do nowej sytuacji pracownicy telewizji – 3,58.

 

Wśród badanych dziennikarze prasy drukowanej stanowili drugą pod względem liczebności grupę (parząc przez pryzmat głównego miejsca zatrudnienia) stanowiącą 31% wszystkich. Radiowców było 18,4%, przedstawicieli telewizji i telewizji internetowej 6,9%, a reprezentantów internetowego radia nie było w ogóle.

 

Zdolnie i zdalnie

 

Raport potwierdza znaczenie pracy zdalnej. Istotna grupa (65%) badanych zgodziła się ze stwierdzeniem: „w czasie pandemii obserwuję większą dostępność rozmówców poprzez zdalne formy komunikacji”. Ponad połowa respondentów (59%) potwierdziła, że stan epidemii wymusza szybsze niż dotychczas przekazywanie komunikatów. W kontekście pracy zdalnej 58% dziennikarzy stwierdziło, że „wymuszone przez pandemię przestawienie na zdalne formy komunikacji w pracy” nie odbiło się negatywnie na ich pracy. Jednocześnie 57% podało, że pracuje teraz więcej niż dotychczas.

 

W tym miejscu warto przywołać opinię dr Anny Dolot z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, autorki „Raportu z badania dotyczącego pracy zdalnej w czasie pandemii COVID-19”[3]. Brzmi ona tak:

 

WAŻNE: Powyższy wykres pokazuje natężenie niebezpiecznych zmiennych, które sprzyjają wypaleniu zawodowemu. Jeszcze nie wiemy, kiedy wrócimy do normalności, ale wygląda na to, że te osoby, które teraz pracują z domu będą potrzebowały solidnego urlopu. Od wszystkiego! (s. 5). Do tych negatywnych czynników autorka zaliczyła przede wszystkim: brak bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami (prawie 70% badanych), zacieranie się granicy między pracą a życiem osobistym (54%), poczucie bycia cały czas w pracy (41%), trudność skupienia ze względu na obecność innych domowników (35%) i rezygnacja z przerw podczas pracy (30%). Warto zwrócić uwagę na tę drugą stronę zjawiska, zwłaszcza po pierwszych hurraoptymistycznych opiniach skoncentrowanych na korzyściach, opartych o badania przeprowadzone w pierwszym tygodniu po lock down’ie[4].

 

Trudności i radości

 

Uczestnicy badania „Praca dziennikarza w czasie koronawirusa i lockdown” zapytani zostali o dodatkowe spostrzeżenia na temat wpływu pandemii na świat mediów. Poza związanymi z nim kłopotami finansowymi, redukcjami zatrudnienia i problemami wydawnictw i prasy tradycyjnej, badani zwrócili uwagę na chaos i trudności w komunikacji. Uwaga ta zajęła wysoką drugą pozycję. Chyba można się w niej domyślać wspomnianej na wstępie niniejszego artykułu nieufności czy nawet strachu wobec dziennikarzy, traktowanych jako potencjalnych roznosicieli wirusa. Co z kolei wynikało z przeświadczenia, że reprezentanci świata mediów spotykają się w ciągu dnia pracy z bardzo różnymi ludźmi, robią również materiały spod ognisk pandemii, czy szpitali jednoimiennych. Niestety wprost o tę kwestię pomysłodawcy raportu nie zapytali.

 

Dziennikarze stwierdzili również, że zaufanie społeczne do ich pracy w dobie pandemii wzrosło – tak uważało 31% respondentów, lub pozostało przynajmniej bez zmian (43%). Zgodzili się też ze stwierdzeniem, że czas epidemii wywołał niespotykaną falę fake newsów i, że w związku z tym dokładniej weryfikują otrzymywane informacje.

 

Zmiany

 

Konieczność funkcjonowania w wymuszonych warunkach wprowadziło w funkcjonowaniu redakcji liczne zmiany, co raport „Praca dziennikarza w czasie koronawirusa i lockdown” potwierdza. Na ile okażą się one trwałe, to kwestia otwarta. W marcu ceniony bloger i ekspert w dziedzinie mediów Maciej Budzich na swoim profilu na LinkedIn odnotował pozytywne przeobrażenia zachodzące w mediach, a właściwie w ich ofercie, takie jak programy poradnikowe z udziałem ekspertów, informujące o dbaniu o swoje zdrowie w czasie pandemii. Po raz pierwszy od lat dyskusja na temat oferty Telewizji Polskiej tocząca się stale na ulicach i w mediach społecznościowych  nie dotyczyła tylko sposobu prezentowania polityki, ale programów edukacyjnych. Zgodnie z raportem „Jakich informacji szukają Polacy w dobie koronawirusa?” przygotowanym na zlecenie LoveBrands Relations aż 60% badanych przyznało, że zwiększyło częstotliwość korzystania z mediów[5], oczekując przy tym też innych treści niż związane z COVID-19. W tym kontekście TVP udowodniła, że ma bogate archiwa, a kibice mogli raz jeszcze przeżyć triumfy polskich reprezentacji w piłce nożnej, czy siatkówce, w czasie, gdy żadna liga nie grała. Niestety jednocześnie z rynku zniknęła istotna grupa tytułów wydawanych drukiem. Sam upadek tradycyjnej prasy ogłoszono przy tym po raz kolejny. Niestety w ofercie mediów nie zabrakło też materiałów, które miast uspokajać i informować potęgowały, poczucie niepewności i strachu.

 

Co z tych zmian zostało? Kanały ogólnoinformacyjne już w maju skoncentrowały się na polityce krajowej i wróciły do dawnego rytmu. Coraz częściej zaczęły pojawiać się sygnały o znużeniu pracą zdalną w opcji pełnoetatowej. „2 Tygodnik Kielecki”[6] 12 czerwca po kwartale dostępności tylko w sieci wrócił do wydania papierowego. Redaktor naczelna Agnieszka Rogalska uzasadniła to w następujący sposób: takie były oczekiwania odbiorców w tym subskrybentów. Zgodnie z założeniami sprzed dwóch lat jesteśmy gazetą bezpłatną. W związku z lockdown’em przetrwaliśmy w Internecie, ale teraz wracamy do realizacji złożonego planu dystrybucji.

 

Raz jeszcze warto postawić pytanie o trwałość następujących zmian. Zachęcamy do lektury całego raportu dostępnego na stronie Polskiej Agencji Prasowej[7]. Wszyscy, którzy chcą wyrobić sobie opinię na temat tego z czym mieliśmy i w pewnym stopniu wciąż mamy, do czynienia powinni też sięgnąć po artykuły publikowane na bieżąco na portalu SDP.PL[8]. Dopiero to da pełny obraz zmieniającej się sytuacji i nowych wyzwań, od ostrzeżeń „jak nie być hieną w czasach koronawirusa”, po rewolucyjne zmiany w świecie reportażu.

 

Zbigniew Brzeziński

 

[1] http://www.naszekielce.com/?q=pracownik_kieleckiej_redakcji_z_covid – dostęp 10.07.2020 r.

[2] https://sdp.pl/znamy-wyniki-badania-pap-na-temat-zmian-w-pracy-dziennikarzy-w-czasie-pandemii-koronawirusa/ – dostęp 10.07.2020 r.

[3] A. Dolot, Raportu z badania dotyczącego pracy zdalnej w czasie pandemii COVID-19, Kraków 2020.

[4] Np. https://www.rp.pl/Praca/200329622-Co-trzeci-zdalny-pracownik-nie-wroci-juz-do-biura.html – dostęp 10.07.2020 r.

[5] http://centrumprasowe.pap.pl/cp/pl/news/info/156978,,badanie-lovebrands-relations-jakich-informacji-w-dobie-koronawirusa-szukaja-polacy- – dostęp 10.07.2020 r.

[6] https://2tk.pl/ – dostęp 10.07.2020 r.

[7] https://centrumprasowe.pap.pl/raporty/# – dostęp 10.07.2020

[8] Między innymi (kolejność chronologiczna):

https://sdp.pl/jak-nie-byc-hiena-w-czasach-koronawirusa-opinia-magdaleny-kawalec-segond/

https://sdp.pl/dziennikarstwo-w-czasach-zarazy-felieton-wojciecha-pokory/

https://sdp.pl/msza-w-czasie-epidemii-ks-artur-stopka-o-tym-jak-dziennikarze-przelewaja-na-odbiorcow-zle-emocje/

https://sdp.pl/dziennikarstwo-przez-skypea-komentarz-lukasza-warzechy/

https://sdp.pl/prasa-drukowana-moze-umrzec-na-koronawirusa-prognozuje-miroslaw-usidus/

https://sdp.pl/potrzebny-jest-program-pomocy-mediom-uwaza-lukasz-warzecha/

https://sdp.pl/przezyja-ale-nie-wszyscy-pawel-bobolowicz-o-ukrainskich-media-w-czasie-epidemii/

https://sdp.pl/poradnictwo-w-czasie-zarazy-magdalena-kawalec-segond-o-tym-co-media-pisza-o-koronawirusie/

https://sdp.pl/fakehunter-czyli-jak-zostalem-lowca-fejkow-wyjatkowo-wazna-analiza-miroslawa-usidusa/

https://sdp.pl/media-przed-w-trakcie-i-po-pandemii-analiza-zbigniewa-brzezinskiego/

https://sdp.pl/zdalna-praca-nie-zastapi-goscia-w-studiu-rozwazania-lukasza-warzechy/

https://sdp.pl/dziennikarze-i-epidemia-jak-zyc-analiza-piotra-koscinskiego/

https://sdp.pl/rynek-pracy-epidemia-i-media-analiza-zbigniewa-brzezinskiego/

https://sdp.pl/pandemia-i-cyfrowy-kontynent-ks-artur-stopka-o-kosciele-w-sieci/

https://sdp.pl/jak-covid-19-wyskakiwal-z-lodowki-magdalena-kawalec-segond-o-mediach-w-czasie-pandemii/

https://sdp.pl/ks-artur-stopka-pandemia-i-zapominana-misja-mediow/

https://sdp.pl/rewolucja-olga-mickiewicz-adamowicz-o-reportazu-w-czasach-pandemii/

Wysoko zawieszona poprzeczka – ZBIGNIEW BRZEZIŃSKI o Głównej Nagrodzie Wolności Słowa SDP

Czy Główna Nagroda Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich to istotny element w rozwoju dziennikarskiej kariery? Jakie doświadczenie zawodowe mieli dotychczasowi laureaci? Co zmieniło się u ubiegłorocznego zwycięzcy – Wojciecha Biedronia?

 

Wolność słowa

 

W 1990 roku polski parlament przyjął ustawę o uchylaniu ustawy o kontroli publikacji i widowisk, zniesieniu organów tej kontroli oraz o zmianie ustawy prawo prasowe[1] Na jej mocy przestał istnieć Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk. Trzydzieści lat przyzwyczaiło odbiorców do niezależności mediów. Choć środowiska postkomunistyczne dość szybko zaczęły głosić, że cenzura w PRL wcale nie ograniczała prawa do wypowiedzi, a jedynie dbała o artystyczną jakość i nie pozwalała na funkcjonowanie szmiry w przestrzeni publicznej… Na szczęście takie prace jak: „Wielka księga cenzury PRL w dokumentach” Tomasza Strzyżewskiego (2015 r.), „Knebel. Cenzura w PRL-u” Błażeja Torańskiego (2016 r.), czy ze starszych pozycji „Cenzura wobec humanistyki” Stanisława Żaka (1996 r.) przypominają, jak było naprawdę. W społeczeństwach demokratycznych media mają możliwość, z której nie zawsze korzystają, pełnienia roli czwartej władzy. Ciąży też na nich wielka odpowiedzialność za to, co z ową wolnością robią. Pytania o autocenzurę, o wpływ linii redakcyjnych na podejmowanie określonych tematów, czy znaczenie słupków sprzedaży dla poruszanych wątków, to wyzwania nie tylko dla obecnego i kolejnych pokoleń dziennikarzy. Główna Nagroda Wolności Słowa przyznawana od 1999 roku przez Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, która „dotyczy publikacji w obronie demokracji i praworządności, demaskujących nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich, praw człowieka[2] przypomina o odpowiedzialności ludzi mediów za każdy z tych aspektów. Pokazuje dobre wzorce. Wyróżnia odważne postawy i konsekwentne dążenie do „odkrywanie tego, co ukryte”, jeśli odwołać się do etymologii terminu aletheia oznaczającego prawdę w starożytnej grece. Czy jest też silnym elementem w rozwoju kariery dziennikarskiej? Bardziej ugruntowuje pozycję, czy stanowi trampolinę do zawodowego sukcesu?

 

Znaczenie nagród w wizerunku zawodowym

 

Zgodnie z obszernym Raportem „CV okiem rekruterów”, który w 2015 roku przygotował Pracuj.PL, osoby odpowiedzialne za zatrudnianie nowych pracowników zaczynają analizę dokumentów od doświadczenia zawodowego, a największe znaczenie mają w tym wypadku trzy ostatnie miejsca zatrudnienia. W dalszej kolejności patrzą na dane osobowe, wykształcenie, znajomość języków obcych, deklarowane umiejętności, ukończone kursy i szkolenia[3]. Analiza dotycząca coraz popularniejszej rekrutacji na portalach społecznościowych, którą w skali globalnej przygotowało Adecco wskazuje jednak, że informacje o zdobytych nagrodach zajmują w środowisku specjalistów od zatrudnienia drugie miejsce, tuż po doświadczeniu, a zwraca na nie uwagę 45% rekruterów[4]. Na popularnym portalu dla profesjonalistów – LinkedIn – nagrody znajdują się dopiero w piątej części profilu zawodowego, w sekcji: osiągnięcia, czyli w tym samym miejscu, w którym wpisujemy ukończone kursy. Z perspektywy tego medium społecznościowego pierwsze miejsca zajmują: doświadczenie, wykształcenie, licencje i certyfikaty oraz umiejętności potwierdzone przez innych użytkowników. Specjalistka w zakresie rekrutacji Agata Gołąb zauważyła jednak, że dla fachowców w dziedzinie pozyskiwania kadr istotna jest „zgodność elementów kluczowych dla danego stanowiska z danymi zawartymi w dokumentach aplikacyjnych[5]. Nagrody, zwłaszcza te przyznawane przez środowisko branżowe, czyli takie, które potrafi w sposób wiarygodny ocenić czyjąś pracę, należą do elementów wzmacniających pozytywny wizerunek zawodowy.

 

Ugruntowanie pozycji i misja

 

Nagroda Główna Wolności Słowa przyznawane jest od końca XX wieku. Analizując grono osób, którym przyznano te prestiżowe laury, łatwo zauważyć, że otrzymują je dziennikarze doświadczeni. Pierwsza z wyróżnionych – Irena Piłatowska za materiał Prawda odwrócona wykonany dla Polskiego Radia, była w zawodzie od 17 lat. Krzysztof Gottesman (jeden z nagrodzonych w 2000 r. za Raport o telewizji dla dziennika „Rzeczpospolita”) karierę zaczynał jeszcze w „Tygodniku Solidarność”. Również reprezentujący młodsze od poprzedników pokolenie Michał MajewskiPaweł Reszka nie należeli do grona redakcyjnych nowicjuszy (nagroda w 2001 r. za materiał: Skandal gazowy dla „Rzeczpospolitej”). Podobnym doświadczeniem legitymował się Bertold Kittel, pierwszy raz nagrodzony w 2004 roku, za materiały dla „Rzeczypospolitej”: Towarzystwo wzajemnych inwestycji oraz Tajne konta Jamrożego i Wieczerzaka. Bogate doświadczenie zawodowe w momencie otrzymania Nagrody Głównej Wolności Słowa miały też laureatki – Anita Gargas (2011 rok za materiał Katastrofa Smoleńska dla TVP) i Joanna Lichocka, dziś poseł na Sejm RP, nagrodzona po raz pierwszy w 2012 roku za publikację Pogarda w „Gazecie Polskiej”. O to, jaką rolę w karierze dziennikarza odgrywa dziś ten laur, pytamy ubiegłorocznego laureata Wojciecha Biedronia, który uzyskał ją za tekst Jak mafia rządziła Warszawą” opublikowany w tygodniku „Sieci”.

 

Rok po nagrodzie

 

Przede wszystkim nigdy nie myślałem o dziennikarstwie w kategoriach kariery. Dla mnie to wciąż najpiękniejsza przygoda życia. Cały czas uważam się przede wszystkim za reportera, a najbardziej zależy mi, żeby moje materiały wzbudzały dyskusję nie tylko w mediach, czy debatę polityczną, ale tę najważniejszą – społeczną – mówi Wojciech Biedroń.

 

W ubiegłym roku po otrzymaniu Nagrody Głównej Wolności Słowa mówił pan, że ten laur jest dla pana: „Wielką radością i wielkim wyróżnieniem przypadającym w dość symbolicznym dla mnie momencie dwudziestolecia pracy dziennikarskiej”[6]. Jak pan ocenia to wydarzenie z rocznej perspektywy?

 

Szczerze? Nigdy nie liczyłem na tę nagrodę. To dla mnie największa niespodzianka ubiegłego roku. Faktycznie 2018 rok obfitował w głośne materiały mojego autorstwa, ale gdyby nie znajomy, który namówił mnie do przesłania swoich tekstów, nigdy bym tego nie zrobił. Złożyłem je zresztą w ostatnim dniu. To jest wielki zaszczyt, wielki laur. Uważam, że to największe co osiągnąłem w tym zawodzie. Jestem bardzo krytycznie nastawiony do efektów swoich prac. Teraz patrzę na dotychczasowe dokonania spokojniejszym okiem.

 

Nie spodziewał się pan laurów?

 

Nie. Gdyby dwadzieścia lat temu, na początku mojej dziennikarskiej kariery, ktoś powiedział, że otrzymam tak prestiżowe wyróżnienie, a laudacje odczyta sam Jerzy Jachowicz, to bym go po prostu wyśmiał. Tę chwilę będę pamiętał do końca życia.

 

Jaką rolę odgrywa w pana ocenie Główna Nagroda Wolności Słowa w rozwoju zawodowym?

 

Ujmę to tak – zawodowo nigdy nie czułem się lepiej. To jest wielkie dowartościowanie. Bardzo mocno mobilizuje do pracy. Czuję, że wysoko zawiesiłem sobie poprzeczkę, ale też, że zapisałem się w dziejach polskiego dziennikarstwa. Nawet jakby miał o tym świadczyć jedynie protokół jury. Nie każdy ma zaszczyt usłyszeć od przedstawicieli swojego środowiska: widzimy, że „gryziesz ziemię”, że frustrujesz się tym zawodem, tę twoją pełnię zaangażowania.

 

Co zmieniło się przez ten rok?

 

Byłem częściej i mocniej atakowany niż dotychczas (śmiech).

 

Czy Nagroda Wolności Słowa to bardziej ugruntowanie pozycji zawodowej, czy może pozytywny kop w górę?

 

Potwierdzenie przez środowisko rezultatów swojej pracy. W mojej ocenie, żeby otrzymać taki zaszczyt trzeba być przynajmniej od dziesięciu lat w zawodzie. Wrócę na chwilę do mojego postrzegania kariery w dziennikarstwie. Nie wyobrażam sobie, żeby analizować własne dokonania w kategoriach: w tym roku osiągnąłem to, a w tamtym mniej, a w przyszłym zdobyto to i tak dalej. Ten zawód jest pomysłem na życie a nie pracą w korporacyjnym stylu.

 

Korzystanie z prawa do wolności

 

Wojciech Biedroń, który, przypomnijmy, Główną Nagrodę Wolności Słowa otrzymał na dwudziestolecie swojej kariery zawodowej, zwraca uwagę na tak istotne elementy tego wyróżnienia, jak: mobilizacja, świadomość wysoko zawieszonej poprzeczki, docenienie dokonań i ugruntowanie pozycji w środowisku. Z analizy grona wcześniejszych laureatów wynika, że trzeba mieć bogate doświadczenie, by na ten zaszczyt zasłużyć. I niech tak zostanie, bo każda dziedzina potrzebuje mieć swoje „wzorce miary”, a te przychodzą z konsekwentnym rozwojem.

 

Zbigniew Brzeziński

 

[1] Dziennik Ustaw z 1990 r. Nr 29 poz. 173.

[2] https://sdp.pl/rusza-27-edycja-konkursu-o-nagrody-sdp-2019/ – dostęp 19/.06.2020 r.

[3] Raport Pracuj.PL CV okiem rektutera 15 maja 2015 r.

[4] Raport Adecco Rekrutacja na portalach społecznościowych 2014 r.

[5] A. Gołąb, Rekrutacja w pigułce – na co rekruter zwraca uwagę, „Doradca Zawodowy”, 2014, Nr 3, s. 42.

[6] https://sdp.pl/motywuje-mnie-chec-dotarcia-do-prawdy-rozmowa-z-wojciechem-biedroniem-laureatem-glownej-nagrody-wolnosci-slowa-w-2019-r/ – dostęp 23.06.2020 r.

Zawód najwyższego ryzyka – ZBIGNIEW BRZEZIŃSKI o stresie i wypoczynku dziennikarzy

Czy zawody medialne wciąż należą do najbardziej stresujących na świecie? Jak wpływa na nasze zdrowie ma długotrwały stres? Czy potrafimy naprawdę wypocząć?

 

Dziennikarze w czołówce najbardziej stresujących zawodów

 

Latem ubiegłego roku na wirtualnych łamach portalu SDP.PL ukazał się artykuł zatytułowany „Presja newsa”[1] poświęcony stresowi wśród dziennikarzy. Ostatnio tematem tym zajął się również Press[2], w kontekście zdrowia pracowników mediów. Czy problem ten dotyka środowisko dziennikarskie w sposób wyjątkowy na tle innych zawodów? Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która obserwuje i analizuje to zjawisko od lat, stres w pracy ma na nas zdecydowanie niekorzystny wpływ. Wywołuje m.in. szereg chorób sercowo-naczyniowych, z których każda może prowadzić do przedwczesnej śmierci[3], ale również choroby dermatologiczne. Tymczasem zawody medialne wciąż należą do pierwszej dziesiątki najbardziej stresujących na świecie.

 

Co nas stresuje?

 

Serwis Salary.com na podstawie badań i analiz ofert pracy zestawił własną pierwszą dziesiątkę najbardziej stresujących zawodów w Ameryce. Na ósmej pozycji znalazł się dziennikarz prasowy. W grupie stresorów (czynników wywołujących stres) wymieniono: presję czasu, nieprzewidywalne godziny pracy (łącznie z nocą), wprowadzanie poprawek na życzenie redaktorów już po oddaniu materiału oraz relatywnie niskie wynagrodzenia. Ponieważ omawiano grupę dziennikarzy mediów drukowanych, zwrócono też uwagę na niepewność związaną z przyszłością całej tej części branży, a co za tym idzie i samych zatrudnionych w niej żurnalistów. Dodano też istotną dla zjawiska uwagę, że dobry reporter jest zawsze w pracy[4].

 

CBS, powołując się na badania CareerCast, umieściła w pierwszej dziesiątce najbardziej stresujących prac dwa zawody medialne. Na pozycji siódmej znalazł się dziennikarz odpowiedzialny za newsy. Podkreślono, że niezbyt wysokie bezpieczeństwo zatrudnienia i przeciętne zarobki potęgują dodatkowo stres wynikający już z samego faktu, że „newsy nigdy nie przestają napływać”. Co warte podkreślenia według przywołanych badań stres wynikający z konieczności dotrzymywania terminów znalazł się w ocenie ekspertów tuż za będącym efektem narażania własnego życia. Jeszcze wyżej, bo na piątej pozycji ulokowany został dziennikarz występujący na żywo. Oprócz wspominanej już gonitwy z czasem dodano jeszcze konieczność dobrego wypadania na wizji lub w eterze bez względu na okoliczności[5].

 

Całodobowy maraton stresu

 

Psycholog biznesu Wacław Kisiel-Dorohinicki z Wyższej Szkoły Europejskiej im. Ks. Tischnera w Krakowie dodaje do grona czynników wywołujących stres w środowisku medialnym następującą myśl: zmiana, jaka zaszła w obrębie zawodu dziennikarza, powszechność dojścia do niego, jaką niewątpliwie daje obecna technologia, widoczna jest gołym okiem. Zwraca w tym miejscu uwagę na nowe oczekiwania wobec reporterów, chociażby w kontekście zmian technologicznych, takich jak dostarczanie materiału online bezpośrednio z miejsca zdarzenia i jego wcześniejszą, przynajmniej wstępną obróbkę. Dziennikarz nie może się nie rozwijać i pod tym względem, jeśli chce zachować swoją pozycję w redakcji i dostarczać oczekiwanej jakości dzieło. Dochodzi do tego, wspomniana przez Kisiel-Dorohinickiego rywalizacja o etat czy zlecenia ze strony innych kandydatów.

 

Zgadza się z tym psycholog i doradca zawodowy Wojciech Kreft z warszawskiej NeoKariery. Wskazuje ponadto wymóg: dużo większej od przeciętnej odporności na bezpośrednią ekspozycję społeczną, ciągłe bycie on-line i podążanie za zmieniającymi się gustami różnych grup odbiorców. Dziennikarz to przecież też osoba działająca w przestrzeni publicznej, która nie zawsze jest przychylnie nastawiona do danej redakcji lub nawet do mediów w ogóle.

 

Wypoczynek w świecie komunikacji

 

W 2015 roku na blogu Związku Firm Public Relations w Polsce Joanna Delbar napisała, że specjaliści ds. komunikacji mają problem z odreagowywaniem i wypoczynkiem po pracy. Umiejętności te uznawane zaś są za jedne z najistotniejszych miękkich kompetencji przyszłości. Firmy chcą pracownika, który na stanowisku stawi się w pełni sił witalnych i z pozytywnym nastawieniem do czekających go wyzwań. Długotrwały stres i brak możliwości lub umiejętności odreagowania należą do istotnych czynników wypalenia zawodowego, które WHO uznała za kolejną chorobę zawodową XXI wieku. W tym miejscu należy zauważyć, że specjalista ds. Public Relations i organizator wydarzeń (Event Coordinator) to również zawody, które należą do pierwszej dziesiątki światowych zestawień najbardziej stresujących profesji. A czy dziennikarze potrafią wypoczywać? Czy też faktycznie są zawsze w pracy, bo, jak to ujął Jakub Porada w jednym ze swoich podróżniczych programów: „tematy leżą na ulicy”?

 

Stres wypoczynku

 

Na pytanie o to: kto jest zawsze w pracy? Zapewne odpowiemy – pracoholik. Do charakterystycznych postaw osoby „uzależnionej od pracy” należy m.in. brak umiejętności wykorzystywania wolnego czasu. Co gorsza, wyjazd na wakacje również należy do grona stresorów[6]. Bo stresor wcale nie musi być jednoznacznie negatywny. Duże znaczenie ma intensywność tego czynnika. Dziennikarz może uwielbiać redakcyjne tempo pracy, presję czasu, konieczność opanowania emocji w czasie wejść na żywo i związaną z tym samokontrolę – panowanie nie tylko nad głosem, ale też mową ciała od mimiki po gesty. Zgodnie z teorią stresu Hansa Seyle znaczenie w tym wypadku ma wspomniana intensywność doznania, długotrwały wymóg dostosowywania się do sytuacji, która dla ludzkiego organizmu nie jest komfortowa. Pamiętajmy, że według przywołanych analiz CareerCast presja czasu znajduje się pod tym względem tuż za narażaniem życia.

 

Co stresuje podczas wypoczynku? Różne elementy: konieczność znalezienia się w nowych sytuacjach, atawistyczny lęk przed nieznanym, ale również brak wpływu na to, co się dzieje w redakcji podczas naszego urlopu i wynikający zeń strach przed utratą pozycji. W przywołanych poradach dla specjalistów ds. PR pojawiają się kluczowe zasady: znajdź przestrzeń, miejsce, sposób spędzania wolnego czasu, w którym faktycznie wypoczywasz. Do tego dochodzi rzecz istotna – poinformuj klientów, że w określonych dniach cię po prostu nie ma; jesteś nieosiągalny jak horyzont. Czy to możliwe w świecie, w którym „tematy leżą na ulicy” i „zawsze jest się w pracy”? To ostatnie skojarzenie podkreślają też specjaliści z zakresu współpracy z mediami, np. Adam Łaszyn w poradniku „Media i Ty”. Czy to więc tylko wizerunek zawodu i branży? Czy też tak jest naprawdę, że czujemy imperatyw podjęcia tropu, gromadzenia informacji, kolekcjonowania tematów na zapas?

 

Czy radzenia sobie ze stresem powinni uczyć na studiach?

 

Skoro stres jest tak silnie i w udokumentowany sposób związany z zawodem dziennikarza to może powinien stanowić element profesjonalnych przygotowań do pracy? Czy na studiach dziennikarskich uczy się radzenia sobie ze stresem? U nas tak – informuje dr Tomasz Chrząstek, prodziekan Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Jana Kochanowskiego. – Mamy w programie zajęcia fakultatywne, na które uczęszcza liczna grupa studentów. Poznają na nich różne metody radzenia sobie ze stresem – od najprostszych technik oddechowych, po różne nowatorskie formy odreagowania. Prowadzą je pracownicy Wydziału Pedagogiki i Psychologii UJK. Wygląda więc na to, że problem został dostrzeżony, a środowisko akademickie zareagowało na niego, wykorzystując potencjał uczelni. Rzecz w tym, że nie wszyscy dziennikarze to absolwenci dziennikarstwa, a takie rozwiązania to rzeczy stosunkowo nowe.

 

Drogi do wypoczynku

 

Zgodnie z zaleceniami dla specjalistów z zakresu PR, żeby wypocząć, należy znaleźć pomysł na siebie. Każdy potrzebuje miejsca, wyzwania, wydarzenia czy aktywności, które sprawią, że faktycznie „naładujemy akumulatory”. W 2020 roku w związku z pandemią mamy ograniczone możliwości do podróży. Czy zestresowany człowiek w Polsce ma szansę na to, żeby w pełni wypocząć? – Zdecydowanie tak! – odpowiada Jacek Kowalczyk, ekspert w dziedzinie turystyki, dawny członek Rady Polskiej Organizacji Turystycznej obecnie szefujący Ostrowieckiemu Browarowi Kultury. – Tylko warto poszukać swojego miejsca poza głównym nurtem (wielkimi sieciami, wydarzeniami i kurortami) w turystyce alternatywnej. Na przykład współczesna agroturystyka to już nie tylko po prostu kwatera. To coraz częściej szansa na spotkanie z ciekawymi ludźmi, którzy porzucili miasto, wybierając inne życie. Jesteśmy jednostkami społecznymi, a takie miejsca pozwalają wypocząć, ale i zwyczajnie pogadać. To wszystko: przestrzeń, czas i ludzie zapewniają dobry reset. Od czego zacząć poszukiwania? – Na przykład od poczty pantoflowej, od doświadczeń naszych znajomych. Warto zwrócić uwagę na ośrodki, które nie do końca się reklamują – dodaje Kowalczyk. – W mojej opinii interesująca jest w tym kontekście mniej zurbanizowana Polska wschodnia. Szukajmy miejsca, które będzie odpowiadało preferowanej przez nas formie aktywności. Ja resetuję się w trakcie jazdy na rowerze, która zapewnia dwa istotne czynniki: wysiłek fizyczny i uspokaja. Może oczywiście dać też solidny „kop adrenaliny”, jeśli komuś tego akurat potrzeba. Z innych pomysłów obserwuję wzmożone zainteresowanie plenerami fotograficznymi Ponidzia, gdzie przyjeżdżają już nie tylko zawodowcy ale również amatorzy, by robić zdjęcia, doskonalić warsztat i spędzać czas z dala od zgiełku. Zapytany o to, czy poszukiwanie pomysłu na swój relaks można zacząć w mieście, stwierdza: – Tak, ale do miasta warto podejść tematycznie, czyli poznawać je pod jakimś interesującym nas kątem. Do tego na przykład w Kielcach znajdziemy hoteliki na obrzeżach, już w strefie lasu, blisko szlaków turystycznych, czy rowerowych, a w razie takiej ochoty w parę minut bez trudu przemieścimy się do centrum, żeby czerpać z jego atrakcji.

 

Jak rodzić sobie z codziennym stresem?

 

Radzenie sobie ze stresem jest na poziomie zasad proste. Powinniśmy skupić myśli na czymś innym niż stresor i oddychać. Na treningach z tego zakresu dostaniemy nieskomplikowane i praktyczne rady, typu: zamknij oczy i wyobraź sobie, że z każdym wydechem pozbywasz się negatywnej energii (nadaj jej w myślach kolor: np. czarny) a wdychasz czyste dobro i pozytywne moce. W redakcyjnym zgiełku może być o to trudno, ale przestrzeń na chwilę oddechu musimy sobie zapewnić. Drugą sprawą jest szybkie odreagowanie i zrzucenie z siebie napięć pod koniec dnia. Marek Kacprzak (obecnie Wirtualna Polska) podczas spotkania ze studentami dziennikarstwa mówił, że on po prostu biega. To jest ten czas, w którym nie czyta spływających non stop aktualnych komunikatów, nie odpowiada na wiadomości. Koncentruje się na drodze, tempie, oddechu. Jak nie stracić motywacji? Można wyznaczyć sobie cel. Na przykład Kacprzak jest uczestnikiem zawodów triathlonowych.

 

Każdy jednak musi znaleźć sam odpowiadającą mu formę aktywności, kiedy skoncentrowany jest na czymś innym. Istotne są zajęcia wymagające skupienia się na nich np. modelarstwo. To powinno być coś, co nas w pełni pochłonie. Przeniesie gdzie indziej. Skoncentruje myśli na innych wyzwaniach.

 

Co z misją?

 

Czy dziennikarz może „nie być stale w pracy”, skoro wykonuje zawód misyjny? To trudna kwestia, ale łatwo zauważyć, że wszystkie najbardziej stresujące zawody świata są misyjne: żołnierz, strażak, lekarz, policjant, czy nie zawsze obecny w rankingach nauczyciel. Tu miejsce na istotną uwagę – w mediach pojawiają się często komunikaty o tym, że pomocy udzielił np. strażak, który akurat nie był na służbie. Ten zwrot to chyba słowo klucz do znalezienia równowagi życiowej. Dziennikarz odpowiada za informowanie, relacjonowanie, opowiadanie zajmujących historii, które poruszą odbiorców, realizuje swoją misję, ale nie zawsze musi być „na służbie”. WHO zwraca ponadto uwagę, że na zmniejszenie poziomu stresu w miejscu pracy duży wpływ ma świadome przywództwo, ale to już zupełnie inny temat[7].

 

Zbigniew Brzeziński

 

[1] https://sdp.pl/presja-newsa-zbigniew-brzezinski-o-stresie-wsrod-dziennikarzy/ – dostęp 03.06.2020 r.

[2] https://www.press.pl/magazyn-press/artykul/61438,az-sie-zepsujesz – dostęp 03.06.2020 r.

[3] https://www.who.int/publications/cra/chapters/volume2/1651-1802.pdf – dostęp 03.06.2020 r.

[4] https://www.salary.com/articles/the-top-10-most-stressful-jobs/ – dostęp 03.06.2020 r.

[5] https://www.cbsnews.com/news/10-most-and-least-stressful-jobs-in-america/ – dostęp 03.06.2020 r.

[6] http://www.psychologia.edu.pl/slownik/id.stresor/i.html – dostęp 03.06.2020 r.

[7] https://www.who.int/occupational_health/topics/stressatwp/en/ – dostęp 04.06.2020 r.

Dziennikarz poza zawodem – analiza ZBIGNIEWA BRZEZIŃSKIEGO

Jak radzą sobie byli dziennikarze na rynku pracy? Jakie branże poszukują kandydatów biegle władających piórem? Jaka strategia poruszania się na rynku pracy najlepiej pasują do przedstawicieli mediów?

 

Zwolnienia w dobie pandemii

 

Redukcje etatów w redakcjach, lub zniknięcie całych tytułów to w polskiej rzeczywistości medialnej rzecz nierzadka. Obecne są wyjątkowe przede wszystkim ze względu na okoliczności, czyli uzasadnianie ich kryzysem wywołanym pandemią. Warto przy tym pamiętać, że na gruzach zlikwidowanych zespołów często powstają nowe projekty. Są i tacy, którzy do branży wracają po latach realizowania się na innej płaszczyźnie. Prof. Tomasz Mielczarek zatytułował swoją książkę o rynkowej rzeczywistości doby po przemianach ustrojowych: „Monopol – pluralizm – koncentracja”[1], pokazując przy tym, że zawodowy horyzont w III RP mocno się do 2007 roku zawęził. Wydaje się, że dziś, po kilkunastu latach dynamicznego rozwoju mediów społecznościowych i redakcji działających tylko online możliwości powinny być większe niż w analizowanym przez Mielczarka okresie.

 

Nie tylko rzecznicy prasowi

 

Dziennikarz i rzecznik to dwa różne zawody. Panuje jednak przekonanie – i wśród samych dziennikarzy i szefów instytucji (zwłaszcza publicznych) – że redaktorzy idealnie odnajdą się w tej roli. W samych tylko Kielcach byli dziennikarze (głównie prasowi) są rzecznikami Wojewody Świętokrzyskiego, Prezydenta Miasta, Wodociągów Kieleckich, Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej i tak dalej. Wiele osób trafiło również do marketingu, czy świata Public Relations. Pokazuje to zapotrzebowanie innych branż na osoby, które zawodowo zajmowały się pozyskiwaniem i gromadzeniem informacji, ich analizą, budowały i podtrzymywały kontakty z ludźmi i to bardzo różnymi (od pana spod budki z piwem po polityków z pierwszych stron gazet) i do tego potrafią o tym w sposób zrozumiały opowiedzieć lub napisać.

 

Dziennikarz jako (prawie) idealny kandydat

 

Zgodnie z badaniami Bilansu Kapitału Ludzkiego polscy pracodawcy poszukują kandydata, który oprócz spełnienia wymogów formalnych, ma następujące kompetencje: samoorganizacja i talenty interpersonalne. Kilka lat temu negatywnie wobec świata zachodniego wyróżniało nas to, że w pierwszej piątce oczekiwań znajdowało się też dobre wychowanie. Odpowiadający za te badania prof. Jarosław Górniak z Uniwersytetu Jagiellońskiego mówił swoim studentom, że jeśli będą mieć pomysł na siebie w danej organizacji, zawsze znajdzie się ktoś, kto ich zatrudni. Uwaga profesora ma przy tym znaczenie kluczowe: pomysł na siebie. Przy czym ten powinien wynikać z dobrego poznania branży, w której chcemy się realizować.

 

Przyjrzyjmy się bliżej innej części profesjonalnej komunikacji międzyludzkiej, czyli marketingowi. Według opublikowanej w kwietniu przez Radę Sektorową ds. Kompetencji Sektora Komunikacji Marketingowej analizy: „Monitoring rynku pracy, edukacji i komunikacji marketingowej”[2] najbardziej pożądanym zestawem umiejętności będzie połączenie kompetencji cyfrowych z pozapoznawczymi. Dokument podkreśla też istotną rolę zmian technologicznych w realizacji działań marketingowych. Specjalista w tym zakresie powinien przynajmniej rozumieć te przeobrażenia i to jakie dają możliwości dla skutecznego dotarcia z komunikatem. W analizie czytamy: „Obie te grupy czynników (technologiczne i biznesowe; rynkowe – przyp. Autora) sprawiają, że kompetencje przyszłości marketerów będą związane z jednej strony z tymi, które wiążą się z nowymi narzędziami, rozwiązaniami czy technologiami. Dotyczy to analityki biznesowej, zdolności programowania albo lepszego rozumienia programowania (systemy pewnie w większości będą same programować wiele rozwiązań), czyli krótko mówiąc kompetencje z popularnego dzisiaj STEM (science, technology, engineering, math). Z drugiej strony wciąż istotne będą kompetencje miękkie – współpraca w zespole, przywództwo, kreatywność, negocjacje, krytyczne myślenie[3]. Te informacje mogą się okazać przydatne w kontekście planowania strategii poruszania się po rynku pracy.

 

„Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie”

 

Autorem powyższych słów jest Paul Arden. Jego książka o tym samym tytule skierowana jest do młodych ludzi, którzy zaczynają rozwijać swoją karierę i w związku z tym mnóstwa rzeczy się boją – np. zwolnienia. Były redaktor kreatywny globalnego giganta reklamy czyli agencji Saatchi & Saatchi napisał wprost: „Zwolnili cię? To najlepsze co mogło cię spotkać”. Dalej dodał: „Nie masz wyboru – musisz się z tym pogodzić, więc spróbuj dostrzec zalety tej sytuacji. (…) Dostałeś od losu wspaniałą szansę[4]. U Ardena wszystko otwiera nowe możliwości. Warto mieć te słowa na uwadze. Bo może zwolnienie to jest moment na zbudowania takiego życia, jakie chcemy żeby było (przynajmniej w jego sensie zawodowym). Być może jest to odpowiednia chwila na stworzenie takiego medium, w którym zawsze chcieliśmy pracować? Nikt nam nie zabroni utworzyć nowy tytuł. Warto o tym pomyśleć w kategoriach projektu do zrealizowania, a być może będzie to przedsięwzięcie życiowe.

 

Zawodowiec najlepiej ukryje się wśród amatorów

 

Myśl taką wyraził Heinrich Böll, noblista w dziedzinie literatury, w „Zwierzeniach Clowna”. Najnowsze badania przeprowadzone przez SW Research dla LoveBrand Relations pokazują wzrost zainteresowania treściami dostarczanymi przez influancerów, który nastąpił w czasie pandemii[5]. Ten kierunek w sposób oczywisty może być atrakcyjny dla dziennikarzy, ponieważ już na starcie mają na wysokim poziomie niezbędne kompetencje. Co więcej swój kanał mogą dopasować do ulubionej formy komunikacji – od video, poprzez podcast, aż po blog. Tylko w takim wypadku projekt od razu musi być też formatem biznesowym, czyli znalezieniem odpowiedzi na pytanie: jak mój kanał będzie zarabiał?

 

Strategie na rynku pracy

 

A jeśli nie własny projekt, tylko nowy etat? O strategie poszukiwania i zdobywania pracy pytamy psychologa biznesu Wacława Kisiel-Dorohinickiego z Wyższej Szkoły Europejskiej im. Ks. Prof. Tischnera w Krakowie, autora poświęconej temu zagadnieniu pracy: „Fundamenty Kariery”[6].

 

Okazuje się, że jest ich dziewięć i posługujemy się nimi wszyscy w sposób świadomy lub nieświadomy:

  • Strategia płacy minimalnej – dobra do wykorzystania, gdy staramy się o posadę na stanowisku, na którym nie mamy doświadczenia. Deklarujemy, że jesteśmy skłonni podczas umowy na czas próbny pracować za stawkę minimalną i podnosić w tym czasie swoje zawodowe umiejętności, ale też wyraźnie dajemy do zrozumienia, że potem siadamy do negocjacji.
  • Strategia wysokiego C – to inaczej strategia „pozycjonowania się na produkt premium”. Przedstawienie oferty, w której się cenimy, co ma podkreślać, że nasze kompetencje znajdują się na bardzo wysokim poziomie.
  • Strategia pierwszego wrażenia – doskonalenie sztuki i technik autoprezentacji. Tu istotna uwaga – dziś pierwsze wrażenie zaczyna się w Internecie, więc należy zadbać o profesjonalny wizerunek w mediach społecznościowych.
  • Strategia każda praca – bynajmniej nie oznacza ona, że podejmiemy dowolny zawód i w dowolnym miejscu. Jej celem jest znalezienie się wewnątrz organizacji, gdy ta nie prowadzi rekrutacji na pożądane przez nas stanowisko i szukanie od pierwszego dnia możliwości przejścia w interesujące nas sektory.
  • Strategia poszerzania oferowanych usług – świat mediów zna ją dobrze. Dziś dziennikarz, który oprócz tekstu przygotuje też i zmontuje materiał video i doda zdjęcia na WWW nie należy do rzadkości. Co jeszcze? Profesjonalna obsługa drona, a może coś całkiem w dziennikarstwie niespotykanego, do czego przydatności da się potencjalnego pracodawcę przekonać?
  • Strategia wąskiej specjalizacji – krakowski reporter Radia Zet Marcin Kubat mówił na spotkaniu ze studentami dziennikarstwa, żeby nie ograniczali się tylko do nauki zawodu, ale też od początku mieli jakąś specjalizację: sport, ekonomię, politykę, wówczas będą atrakcyjniejsi na rynku. Strategia wąskiej specjalizacji jest dobra dla eksperta.
  • Strategia bycia krok przed – ta metoda wymaga dobrej znajomości rynku. Przygotowywania się do możliwości, które dopiero się otworzą. Ktoś planuje nowy dział, ktoś chce zainwestować w nowy kanał telewizyjny, radio zmienia format. Stosujący tę metodę powinni należeć do grona stałych odbiorców WirtualnychMediów, Press i SDP.PL.
  • Strategia budowania relacji – Woody Allen, gdy zapytano go o sekrety sukcesu, odparł: „kręć się w pobliżu”. Metodę tę polecił również Paul Arden: „Jeśli chcesz  pracować w firmie, która nie chce cię przyjąć, kręć się w pobliżu tej firmy (…) pokaż, że się nadajesz. Poznaj się z ludźmi. Może to trochę potrwać, na przykład rok, ale w końcu ci się uda[7]. Do poszukiwania pracy zawsze możemy wykorzystać naszą sieć kontaktów. Tylko warto pamiętać o jednej zasadzie – zawsze mówimy, czego konkretnie szukamy. Inaczej z łatwością o nas zapomną.

 

Na czym polega strategia wykorzystania znajomości swojego zawodu, której autorem jest sam Kisiel-Dorohinicki? Nazywam ją też strategią jajka sadzonego, ponieważ łatwo ją w ten sposób zobrazować. Żółtko to kluczowe kompetencje naszego zawodu, np. dziennikarza. Białko dzielimy na ćwiartki. Pierwsza to kompetencje typowe dla profesji, które mamy i my i nasi konkurenci (np. kontrkandydaci do tego samego stanowiska), druga to nasze unikatowe kompetencje, trzecie to te, które mają rywale, a my nie i czwarta –  nieznajdujące się jeszcze ani w naszych zasobach, ani ich (np. wynikające z globalnych trendów). Polega ona na możliwie szerokim poznaniu swojego zawodu wraz z cechami wynikającymi z ofert pracy (jedne elementy w nich z czasem znikają jako już nieistotne, a inne nabierają znaczenia). Konfrontacja formalnych propozycji zatrudnienia z pełnią wymagań zawodu, pozwala nam konkurować z innymi na polach, które nie znajdują się w samej ofercie.

 

Zapytany o strategie najbardziej pasujące do dziennikarzy, których zwolnienie uzasadniano ostatnio kryzysem związanym z pandemią, odparł: wąska specjalizacja, w przypadku tych osób, które mają wyrobiona markę ekspertów, krok przed dla osób śledzących nowości wewnątrz branży medialnej, w przypadku mniej doświadczonych każda praca i strategia płacy minimalnej, ale, pamiętajmy o tym, w tym ostatnim przypadku jak najszybciej siadamy do finansowych negocjacji.

 

Powrót do pierwotnego zawodu?

 

Ilu dziennikarzy ukończyło dziennikarstwo? Nieco ponad jedna trzecia[8]? To oznacza, że bardzo znaczne grono miało pierwotnie inny zawód. Oznacza to też, że ma w tej profesji kontakty, znajomych, którzy być może wspięli się już wysoko na drabiny kariery. Może potrzebują profesjonalnego wsparcia w świecie komunikacji ze strony kogoś, kto w sposób rzeczywisty rozumie potrzeby branży? Andrzej Sapkowski w „Narrenturm” podkreślał, że już w średniowieczu koledzy ze studiów stanowili realną sieć wsparcia.

 

Zawodowe wybory absolwentów dziennikarstwa

 

O inne zawody, niż dziennikarstwo, w których realizują się absolwenci tego kierunku, zapytaliśmy dr Tomasza Chrząstka z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, który w latach 2016-2019 był dyrektorem Instytutu Dziennikarstwa i Informacji UJK:

 

– Oczywiście znaczna grupa absolwentów nigdy do mediów nie trafia. Ci, którzy trafili ciągle krążą wokół nich. Najczęstsze przykłady migracji z mediów to przejście do PR-u, albo czasem do działów marketingowych. Stają się rzecznikami prasowymi. Są też przejścia do innego typy mediów np. z prasy do radia, tv albo odwrotnie. Nierzadkim przykładem jest budowanie własnego medium internetowego. Czasem trafiają do wydawnictw. Patrząc na zagadnienie szerzej obserwuję też u dziennikarzy trend by stać się trenerem, coachem – zwykle zostają „specjalistami” od wizerunku, komunikacji ale też rozwoju osobistego.

 

Bez względu na decyzje jakie dziennikarze będą podejmować na rynku pracy, warto zakończyć ten tekst aktualnym hashtagiem: #BędzieDobrze!

 

Zbigniew Brzeziński

 

[1] T. Mielczarek, Monopol-Pluralizm-Koncentracja. Środki komunikowania masowego w Polsce w latach 1989-2006, Wydawnictwa Profesjonalne i Akademickie, Warszawa 2007.

[2] https://radasektorowa-komunikacja.pl/2020/04/17/monitoring-rynku-pracy-edukacji-i-komunikacji-marketingowej-edycja-i/ – dostęp 20.05.2020 r.

[3] Ibidem, s. 15-16.

[4] P. Arden, Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie, Insignis Media, Kraków 2013, s. 105.

[5] https://lbrelations.pl/pl/news/489,influencerzy-w-dobie-pandemii-czego-od-internetowych-liderow-opinii-oczekuja-polacy – dostęp 20.052020 r.

[6] W. Kisiel-Dorohinicki, Fundamenty Kariery. Strategiczne poszukiwanie i zdobywanie pracy, ONE Press, Gliwice 2014. https://onepress.pl/ksiazki/fundamenty-kariery-strategiczne-poszukiwanie-i-zdobywanie-pracy-waclaw-kisiel-dorohinicki,funkar.htm# – dostęp 20.50.2020 r.

[7] P. Arden , op. cit., s. 118.

[8] https://www.tvp.info/9334867/dziennikarzy-w-polsce-ubywa – dostęp 20.05.2020 r.

Rynek pracy, epidemia i media – analiza ZBIGNIEWA BRZEZIŃSKIEGO

Czy media, wieszcząc katastrofę na rynku pracy, działają na korzyść odbiorców? Jakie były najczęstsze błędy w prognozach? Jak wygląda rynek pracy dziennikarzy na tle innych branż komunikacyjnych? Czy apel zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich był konieczny?

 

Czekając z utęsknieniem na katastrofę

 

Mirosław Usidus napisał ostatnio na portalu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, odnosząc się do natłoku komunikatów o pandemii i znajdujących się wśród nich kaczek dziennikarskich, że: „Niestety media niewiele uczą się z epidemii na epidemię, frymarczenie lękami uważając wciąż za doskonały wehikuł sprzedażowy[1]. Odpowiedzialność za słowo nadbiera w okresach tak szczególnych, jak obecny, wyjątkowego znaczenia. Poza wspomnianymi słupkami wyświetleń znajduje się odbiorca komunikatu, jego poczucie bezpieczeństwa, troska o zdrowie, czy pracę. W tym ostatnim kontekście Anthony Giddens w swojej fundamentalnej „Socjologii” napisał: „niepewność zatrudnienia bywa równie dotkliwa jak brak pracy[2]. W części poświęconej mediom dodał: „Takie środki przekazu, jak telewizja i prasa, wywierają szeroki wpływ na nasze doświadczenie i na kształtowanie opinii publicznej. (…) w określony sposób kształtują one nasze postawy[3]. Łącząc jedno z drugim można stwierdzić, że media mają wpływ na postrzeganie rzeczywistości i w tym zakresie. Być może tym większy, im więcej prognozują, a nie opisują. Bezpodstawne budowanie poczucia zagrożenia nie jest działaniem na korzyść odbiorcy, a przecież dobro czytelnika redakcje powinny mieć zawsze na pierwszym miejscu.

 

Podcinanie gałęzi, na której się siedzi

 

Na początku kwietnia BusinessInsider opublikował artykuł zatytułowany: „W kwietniu czeka nas fala zwolnień. Tysiące ludzi zostaną bez pracy”. W środku możemy wyczytać m. in., że „Z informacji, jakie wpłynęły do urzędu w Kielcach, pięć tamtejszych zakładów chce zwolnić w sumie 695 osób[4]. Sprawdziliśmy to, do żadnego z trzech urzędów pracy działających na terenie stolicy województwa świętokrzyskiego (powiatowy, miejski i wojewódzki) nie wpłynęły wspomniane powyżej wnioski. Jeden z pracowników Publicznych Służb Zatrudnienia w Kielcach (poprosił o anonimowość) stwierdził, że są to „komunikaty wyssane z wiadomej części ciała”. Pewnie warto przypomnieć, że zmyślone wiadomości wysysa się z palca.

 

To rodzi pytanie, o rzetelność pozostałych danych zawartych w tekście. W podobnym tonie wypowiedział się nie tylko BusinessInsider, ale i inne redakcje. W urzędach pracy odpowiadanie na pytania dziennikarzy o to, czy bezrobocie już drastycznie wzrosło, albo czy są nowe informacje o zwolnieniach grupowych zaczęło należeć do zwykłego elementu komunikacji zewnętrznej. W zasadzie Publiczne Służby Zatrudnienia powinny zamieszczać codzienne komunikaty, jak o stanie wód, albo liczbie zarażonych koronawirusem. Niektóre media z utęsknieniem czekają na katastrofę. Tworząc przy tym wrażenie, że ta jest nieuchronna.

 

W marcu bezrobocie spadło…

 

Ten sam BusinessInsider napisał 24 kwietnia „Zupełne zaskoczenie. Znamy stopę bezrobocia za marzec[5]. „Rzeczpospolita” zdążyła dodać, że skok dopiero nastąpi[6]. To tylko przykłady, ale przekonanie o marcowym skoku rejestrowanego bezrobocia pojawiało się dość często, a nie było ku temu żadnych przesłanek. Wręcz przeciwnie, szereg czynników wskazywało, że to niemożliwe. Jakie komunikaty za tym przemawiały? W styczniu 2020 roku pierwszy raz od trzydziestu lat w urzędach pracy zarejestrowanych było mniej niż milion osób[7]. Według danych Eurostatu bezrobocie w Polsce było jeszcze niższe od rejestrowanego, co plasowało Polskę na drugim-trzecim miejscu w Europie. Gospodarka była w niezłej kondycji i nic nie wskazywało na to, że zawali się w dwa tygodnie, jak francuska obrona w 1940 roku. Z dostępnych analiz GUS wynika, że firmy w 2019 roku zgłaszały brak wykwalifikowanych kadr jako istotną przeszkodę w rozwoju biznesu. Nikt poważnie myślący o swojej firmie, komu trudno było zebrać kadrę, nie pozbędzie się jej w sposób bezrefleksyjny.

 

Opinię tę potwierdza Michał Cielibała prezes zarządu Biura Rachunkowego Biurex z Kielc (spółka istnieje od 1991 roku):

Obsługujemy kilkaset podmiotów. Z naszych obserwacji wynika, że kłopoty mają te firmy, których branże „zamrożono” i nie miały pomysłu lub możliwości na inne wykorzystanie swojego potencjału. Zdecydowana większość bardzo dobrze sobie radzi w obecnej sytuacji, a kilkadziesiąt podmiotów odnotowało wzrost obrotów.

 

Cielibała zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt:

Na początku pandemii pewnym problemem było to, że część firm w nieznanej i nowej sytuacji na wszelki wypadek „zamknęła portfele”, ale to już minęło. Biznes oswoił nowe reguły funkcjonowania. Na przykład to, że nie musimy się spotkać, wystarczy kontakt telefoniczny lub online.

 

Warto też zwrócić uwagę na aktywne od początku kwietnia elementy Tarczy Antykryzysowej 1.0. Na przykład w przypadku pożyczki dla mikroprzedsiębiorstw warunkiem jej bezzwrotności było według obowiązującego wówczas stanu prawnego utrzymanie poziomu zatrudnienia. O wsparcie nie wnioskowały więc firmy, które planowały zwalniać pracowników.

 

Cudzoziemcy ratujący rynek

 

Początek 2020 roku przyniósł kolejny wzrost zainteresowania firm zatrudnianiem cudzoziemców. Jednak od momentu zamknięcia granic pracę mogą uzyskać tylko osoby, które już w Polsce są. Pracując u tego samego pracodawcy obcokrajowcy będą mogli zostać nawet do trzydziestu dni po zakończeniu stanu epidemii. Świeże kadry tą drogą nie nadpływają i nie wiadomo, kiedy taka możliwość się otworzy, a mamy na rynku pracy pogłębiający się dół demograficzny, który swoja kulminację osiągnie dopiero za dekadę[8]. W ubiegłym roku tylko samych oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcowi polskie urzędy pracy zarejestrowały 1 722 977. A to tylko jedna z dostępnych form zatrudniania obcokrajowców[9].

 

Co z rynkiem specjalistów?

 

W takiej sytuacji przekonanie, że rynek specjalistów radykalnie zmieni się po pandemii może być złudne. Fachowców przecież nie przybędzie. Utrata zespołu, który budowano nieraz całe lata może mieć katastroficzne skutki dla biznesu i utrzymania przewagi konkurencyjnej. Do, jak to określił w latach dziewięćdziesiątych Jan Rokita, „faktów medialnych” należy też przekonanie, że świat po pandemii, będzie diametralnie inny od tego, który znaliśmy przed 12 marca 2020 roku. Jakie są ku temu faktyczne przesłanki? Popularne w oficjalnych komunikatach określenie „nowa normalność” ma przecież charakter czasowy. Przekonanie, że np. jedna trzecia pracowników pozostanie na pracy zdalnej tez może okazać się złudne, bo działanie na odległość tworzy tyle samo problemów, ile rozwiązuje[10].

 

Według Komisji Europejskiej na tle reszty państw wspólnoty polska gospodarka zniesie stan zamrożenia stosunkowo nieźle[11]. Prognozy nie są więc katastrofalne. W tym kontekście warto zacytować słowa Andrzeja Kubisiaka, które opublikowała „Rzeczpospolita”: „Skalę bezrobocia i perturbacji na rynku pracy w pełni i rzetelnie będziemy mogli diagnozować najwcześniej po odczytach majowych. Do tego czasu warto zachować sporą powściągliwość i analizować zmienność warunków zewnętrznych, które bezpośrednio na zatrudnienie będą wpływać[12]. Przy czym należy zauważyć, że katastrofa na rynku pracy została już przesunięta przez media dwukrotnie, a nie nastąpiła ani w marcu, ani w kwietniu. A co, jeśli nie nastąpi wcale?

 

Kryzys uzasadnia wszystko

 

Przeżywaliśmy to nie tak znów dawno temu. Począwszy od 2008 roku słowo „kryzys” stanowiło uzasadnienie dla szeregu działań na rynku zatrudnienia. Pewnie też wszyscy mieliśmy przeświadczenie, że to zrozumiałe. A jeśli… A jeśli w części sami nakręciliśmy tę sprężynę? Jeśli zwolnienia w wydawnictwie Bauer, o których napisały WirtualneMedia[13] są nie tyle skutkiem epidemii i ekonomii, co zbudowanej atmosfery i przeświadczenia, że rynek pracy za chwilę się zawali i tzw. optymalizacji działań, jest uzasadniona przez powszechny krach, który dotąd nie nastapił?

 

Apele żywych

 

Zarząd Związku Firm Public Relations 29 kwietnia opublikował stanowisko, w którym czytamy m.in.: „W opinii Zarządu Związku, powyższa zasada (adekwatny zakres świadczeń do wynagrodzeń – przyp. Autora) ma zastosowanie w każdych okolicznościach. Również obecnie, kiedy branża PR i jej klienci mogą doświadczać trudności. Biznes PR oparty jest na pracy ludzi – konsultantów, dlatego w zakresie kosztów opiera się głównie na składnikach osobowych. Zasady relacji pomiędzy agencją i jej pracownikami są ściśle określone i kontrolowane przez prawo. Stąd nie jest możliwe utrzymanie takiego samego poziomu obsługi przy równoczesnym zmniejszeniu wynagrodzenia agencji. Jako odpowiedzialny pracodawca agencja nie może sobie pozwolić na zmniejszenie poziomu wynagrodzeń pracowników i jednoczesne egzekwowanie od nich takiego samego zakresu pracy”.

 

ZFPR podkreślił znaczenie kadr dla skuteczności działań PR. A czy media mogą funkcjonować bez profesjonalistów?

 

Badania LoveBrands Relations pokazały, że 60% Polaków w dobie pandemii zwiększyło częstotliwość korzystania z mediów[14]. Wszystkie programy newsowe zyskiwały w ostatnim okresie na popularności[15]. Według przywołanego badania aż 77% badanych chce otrzymywać treści inne, niż te związane z epidemią. Pokazuje to, że rynek wciąż ma potencjał, nie tylko jako misja, ale również jako biznes.

 

Początek pandemii przyniósł utrudnienia w sprzedaży prasy drukowanej[16], a w związku ze wspomnianym przez Michała Cielibałę początkowym „zamknięciem portfeli” również spadki w nakładach na reklamę w mediach[17], na czym traciły nie tylko redakcje, ale też branża komunikacji marketingowej. Początek maja przyniósł pierwszy etap „odmrażania” gospodarki. Nim ten zacznie przynosić pozytywne poruszenie na rynku, apel Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich o Tarczę Antykryzysową należy uznać za słuszny. Miałaby ona obejmować:

  1. Subsydiowanie papierowych wydań dzienników i tygodników,
  2. Specjalne wsparcie dla mediów regionalnych i lokalnych oraz dla dziennikarzy freelancerów,
  3. Ulgę podatkową na prenumeratę prasy (wersji papierowych lub e-wydań),
  4. Finansowe wsparcie niekomercyjnych portali i projektów medialnych w Internecie,
  5. Utworzenie przez Skarb Państwa Fundacji Dziennikarskiej, która zajmowałaby się koordynacją działań związanych ze wsparciem środowiska dziennikarskiego[18].

 

Oczywiście pamiętając, że w obecnej postaci Tarcza Antykryzysowa już pozwala na wsparcie freelancerów, np. dzięki otwarciu w wersji 2.0 możliwości ubiegania się o pożyczki dla mikroprzedsiębiorców przez osoby samozatrudnione i dofinansowanie części kosztów prowadzenia działalności gospodarczej w przypadku spadku obrotów o minimum 30%, ale to nie rozwiązuje problemu.

 

Opublikowany w marcu apel Branży Komunikacji Marketingowej i MICE, oprócz uwag na temat rozwiązań w powstającej wówczas Tarczy Antykryzysowej, odnosił się również do wywiązywania się przez kontrahentów ze zobowiązań, niewycofywania się z już zawartych umów oraz urealnienia terminów płatności za działania już zrealizowane[19]. W znacznym stopniu te uwagi dotyczą też ekonomicznych podstaw funkcjonowanie redakcji. Tego odwołania się do reklamodawców w apelu SDP zabrakło, a trudno sobie wyobrazić, że firmy dotrą skutecznie do swoich odbiorców bez zasięgów, które zapewniają ich komunikatom media.

 

Media jako element kultury narodowej

 

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w przywołanym powyżej apelu zadeklarował ponadto „gotowość do włączenia się do prac Zespołu Antykryzysowego, działającego przy Ministrze Kultury i Dziedzictwa Narodowego, by wspólnie wypracować sposoby pomocy środowisku dziennikarskiemu i medialnemu w czasie kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa”. To ważne przypomnienie, że media stanowią istotny element naszej kultury i tożsamości. Ten fakt przeważnie ucieka w bieżącej debacie, a przecież troska o kulturę to też troska o media. Paweł Chmielewski redaktor naczelny Kieleckiego Magazynu Kulturalnego „Projektor” podkreślał, że działania artystyczne bez mediów, które je relacjonują, czy recenzują, dużo tracą, gdyż stają się ulotne. To dziennikarze utrwalają chwile, to często w oparciu o archiwalne materiały redakcyjne odtwarza się obraz epoki i jej życie codzienne.

 

Świat po pandemii

 

Profesor Henry Jenkins z MIT zainicjował akcję „2060: Reflections from the future”. Jej celem jest wywołanie światowej burzy mózgów. Przedmiotowe pytanie brzmi: „jest 2060 rok i świat jest taki, jaki chcesz żeby był. Co musi się zmienić przez najbliższych czterdzieści lat, żeby ten stan osiągnąć?”. Chyba nikt nie wyobraża sobie świata bez dobrego dziennikarstwa i profesjonalnych mediów[1].

 

Zbigniew Brzeziński

 

[1] https://sdp.pl/fakehunter-czyli-jak-zostalem-lowca-fejkow-wyjatkowo-wazna-analiza-miroslawa-usidusa/ – dostęp 29.04.2020 r.

[2] A. Giddens, Socjologia, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006, s. 440 i wcześniej.

[3] Ibidem, s. 475.

[4] https://businessinsider.com.pl/firmy/zwolnienia-z-powodu-koronawirusa-w-kwietniu-jakie-firmy-i-gdzie-beda-zwalniac/s18zq6h – dostęp 29.04.2020 r. Por. https://kielce.wyborcza.pl/kielce/7,47262,25868905,firmy-chca-zwalniac-grupowo-wnioski-kasyna-i-firmy-z-branzy.html – dostęp 29.04.2020 r.

[5] https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/praca/bezrobocie-w-polsce-w-marcu-2020-r-dane-gus-podczas-koronawirusa/4bbq0ht – dostęp 29.04.2020 r.

[6] https://www.rp.pl/Rynek-pracy/304249945-Koronawirus-Skok-bezrobocia-dopiero-przed-nami.html – dostęp 29.04.2020 r.

[7] https://www.pb.pl/pierwszy-raz-od-30-lat-mniej-niz-milion-bezrobotnych-981751 – dostęp 06.05.2020 r.

[8] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/prognoza-ludnosci/prognoza-ludnosci-na-lata-2014-2050-opracowana-2014-r-,1,5.html – dostęp 07.05.2020 r.

[9] https://psz.praca.gov.pl/web/urzad-pracy/-/8180211-oswiadczenia-o-powierzeniu-wykonywania-pracy-cudzoziemcowi-wpisane-do-ewidencji-oswiadczen-obowiazujace-od-2018-r- – dostęp 06.05.2020 r.

[10] https://www.rp.pl/Praca/200329622-Co-trzeci-zdalny-pracownik-nie-wroci-juz-do-biura.html – dostęp 30.04.2020 r.

[11] https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-05-06/co-z-polska-gospodarka-dzis-pierwsze-prognozy-ke-od-wybuchu-pandemii/?ref=aside_najnowsze – dostęp 06.05.2020 r.

[12] https://www.rp.pl/Opinie/304309958-Bezrobocie-straszy-ale-jeszcze-nie-teraz.html – dostęp 06.05.2020 r.

[13] https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/bauer-zamyka-tytuly-i-zwalnia-koronawirus-staje-sie-pretekstem-wymowka-dla-wydawcow – dostęp 29.04.2020 r.

[14] http://centrumprasowe.pap.pl/cp/pl/news/info/156978,,badanie-lovebrands-relations-jakich-informacji-w-dobie-koronawirusa-szukaja-polacy- – dostęp 04.05.2020 r.

[15] https://www.press.pl/tresc/61562,wszystkie-programy-informacyjne-w-kwietniu-ze-wzrostem-ogladalnosci – dostęp 06.05.2020 r.

[16] https://www.press.pl/tresc/61577,sprzedaz-dziennikow-ogolnopolskich-w-marcu-spadla-o-15-proc_ – dostęp 07.05.2020 r.

[17] https://www.press.pl/tresc/61579,w-kwietniu-o-1-4-mniej-reklam-w-telewizji-niz-rok-temu – dostęp 07.05.2020 r.

[18] https://sdp.pl/apel-zarzadu-glownego-stowarzyszenia-dziennikarzy-polskich-o-pomoc-dla-dziennikarzy-i-mediow/ – dostęp 05.05.2020 r.

[19] https://www.petycjeonline.com/apel_polskiej_branzy_komunikacji_marketingowej_i_mice – dostęp 07.05.2020 r.

profesjonalnych mediów[1].

[1] https://www.ciatlas.org/prompt – dostęp 01.05.2020 r.

Media przed, w trakcie i po pandemii – analiza ZBIGNIEWA BRZEZIŃSKIEGO

Jakie zmiany na rynku mediów wywołała pandemia? Czy były one do przewidzenia? Jak przenosić aktywność do Internetu? Czy druk będzie miał jeszcze szansę po pokonaniu zarazy?

 

Spadki i skoki

 

Okres pandemii i związane z nim problemy z dystrybucją wersji drukowanych wywołały szereg zmian na polskim rynku prasy. Wydawanie w tradycyjnej formie zakończyły lub zapowiedziały zaprzestanie tej formy publikacji „Wprost”, „Podróże”, „Żagle”, „Przewodnik Katolicki”… Tymczasem w tym samym okresie zainteresowanie Polaków treściami dostarczanymi przez media znacznie wzrosło. Przyjrzyjmy się bliżej temu zjawisku.

 

Schyłkowy biznes

 

W porównaniu z mediami audiowizualnymi i nowymi mediami tygodniki opinii są schyłkowym biznesem” napisał dwa lata temu prof. Tomasz Mielczarek w obszernej analizie: „Tygodniki opinii w zmieniającej się rzeczywistości”[1]. W dalszej części pracy dodał: „ich ekonomiczna kondycja wyprzedzająco informuje o koniunkturze rynku medialnego”, a ich „los (…) uzależniony jest od umiejętności szybkiego i wprawnego odczytywania sygnałów płynących z systemu medialnego i systemu społeczno-politycznego”. Mielczarek podtrzymał przy tym zdanie, wyrażone już w „Raporcie o śmierci polskich gazet drukowanych” z 2012 roku (sic!)[2], że media drukowane ciągle źle sobie radzą w sieci. Według danych zgromadzonych przez profesora w pierwszym półroczu 2017 roku zaledwie 5% nakładu wszystkich tygodników opinii sprzedawało się w formie dosłownych elektronicznych kopii, co, jak stwierdził, nie miało istotnego wpływu na dystrybucję.

 

Zwiększone zainteresowanie mediami ale nie drukowanymi

 

W kwietniu ukazał się raport przygotowany na zlecenie LoveBrands Relations „Jakich informacji w dobie koronawirusa szukają Polacy?”. Prawie 60% badanych przyznało, że zwiększyło częstotliwość korzystania z mediów. Zainteresowanie wzrosło przy tym w bardzo atrakcyjnych marketingowo grupach, a zatem wśród kobiet i osób w wieku 35-49 lat. Większość tego tortu skonsumował Internet, stanowiący źródło informacji dla 86% badanych, na drugim miejscu znalazła się telewizja z rezultatem 76%[3]. Widać, że odbiorcy potrzebują informacji dostarczanych szybko, omalże w czasie rzeczywistym. Oprócz tych o samej pandemii, szukają też treści ekonomicznych, w związku z wprowadzanymi rozwiązaniami Tarczy Antykryzysowej i prognozami dla biznesu i rynku pracy. Ludzie „uziemieni” w domach oczekują też dostarczenia im przez media rozrywki. Czy wobec takich potrzeb prasa drukowana ma w ogóle szanse? O jej obecność w badaniach pytamy prezes LoveBrands Relations Dorotę Bieniek-Kaska.

 

„To nie jest czas dla drukowanych mediów”

 

– Pandemia koronawirusa silnie podziałała na nas wszystkich. Z jednej strony zwiększyła się nasza konsumpcja mediów, z drugiej strony jesteśmy namawiani do pozostawania w domach oraz czujemy obawę (uzasadnioną lub nie) przed dotykaniem przedmiotów, które ktoś wcześniej miał w swoich rękach – a tak jest w przypadku prasy drukowanej. Z tego powodu staramy się konsumować media w sposób dla nas bezpieczny. Według badania LoveBrands Relations Internet jest podstawowym źródłem informacji w czasie pandemii koronawirusa. Kolejne źródła informacji: media społecznościowe (39%) oraz radio (34%) nie zyskały aż tak dużo popularności. W tym pytaniu nie widać znaczących różnić wynikających z płci odbiorców. Warto zauważyć, że w miastach do 200 tys. ponad 90% respondentów deklaruje, że informacje zdobywa za pośrednictwem Internetu – przybliża rezultaty badania Bieniek-Kaska.

 

Inną sprawą jest aktualność informacji. W związku z koronawirusem większość (73%) Polaków szuka informacji bieżących, związanych ze statystykami zachorowalności i zgonów (K: 69%, M:55%), wiadomości ze świata (K: 60%, M: 56%) oraz prognoz dotyczących czasu trwania pandemii (K: 60%, M: 51%). Tu znowu wygrywają Internet i telewizja. Według badań Nielsena w marcu średni dobowy udział TVP Info wyniósł 6,50%, po wzroście względem analogicznego miesiąca w 2019 o 109,47%. Średni miesięczny wynik TVN24 w marcu wyniósł 5,85%, po wzroście o 40,34%. Stacja ta zanotowała najwyższy miesięczny udział w historii. Polsat News w ubiegłym miesiącu miał 2,47% udziału (również historyczny rekord), po największym wzroście kanałów informacyjnych względem marca 2019 roku – o 169,73% – dodaje prezes LoveBrands Relations.

 

Dobrze i niedobrze zarazem

 

W języku chińskim istnieje zwrot, który oznacza, że coś jest dobre i niedobre jednocześnie. Rezultaty przywołanego badania pokazują rosnące zapotrzebowanie na informacje przygotowane przez dziennikarzy, które są traktowane jako wiarygodne, bo gwarantowane przez redakcje. Radio traci wobec Internetu i telewizji ponieważ od dawna jest medium towarzyszącym, którego odbiorcy słuchają audycji w samochodach. Przy ograniczeniu przemieszczania się związanych z obowiązkiem pozostawania w domu, zyskują media, które angażują też wzrok. Wydaje się przy tym, że mniejsze zaufanie do treści pojawiających się w mediach społecznościwych może wyjść nie tylko rynkowi szeroko rozumianej prasy, ale też i wszystkim konsumentom na dobre. Oczekiwania odbiorców zmieniały się przy tym od dawna, a nie w ostatnich tygodniach. W cytowanych badaniach poświęconych tygodnikom, prof. Tomasz Mielczarek zwrócił uwagę, że nie zaglądało do nich w ogóle 65% studentów, a 60% wcale nie korzystało z treści dostarczanych przez prasę. Jak obecną sytuację oceniają naukowcy?

 

„Po pandemii nic już nie będzie takie samo”

 

Po pandemii nic już nie będzie takie samo. Obecna sytuacji przyspieszyła trwający od dawna proces odpływu czytelników od prasy w jej tradycyjnej, drukowanej formie. – mówi dr Tomasz Chrząstek z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego. – Wadliwie zinterpretowane rozporządzenie zaowocowało masowym zamykaniem punktów kolportażu prasy w centrach handlowych, co niemal natychmiast odczuli wydawcy. Decyzja o wydaniu „Wprost” i „Do Rzeczy” wyłącznie w wersji cyfrowej to w mojej opinii akt desperacji by minimalizować straty. O ile w przypadku „Do Rzeczy” słyszymy że jeszcze nie jest gotowe by przejść wyłącznie na e-wydania, to „Wprost” swój ostatni numer drukiem wydało 30.03.2020 i już do printu nie wróci. Nie umiem znaleźć przykładu potwierdzającego udane przejście czasopisma do sieci bez kontynuacji wersji drukowanej, to było raczej przedłużenie agonii. Z moich obserwacji wynika, że w znakomitej części przypadków migracja prasy do cyberprzestrzeni była podyktowana przede wszystkim… umocnieniem wydania drukowanego jako głównego kanału dystrybucji treści. Niestety, ale nie widzę świetlanej przyszłości przed „Wprost”. Mówię to z żalem, bo z każdym znikającym tytułem odchodzi kawałek naszego świata. Nie idealnego może, ale naszego.

 

„Nie słuchamy naukowców”

 

To zdanie słyszymy ostatnio często, głównie w kontekście walki z epidemią i ekonomii, a skierowane jest oczywiście do polityków. Co prawda warto przy tym pamiętać, że znany historyk prof. Norman Davies w swojej autobiografii napisał, że przeświadczenie, iż w środowisku akademickim znajduje się tylko mądrość, a każda wypowiedź warta jest zastanowienia, to absurd[4]. Świat uczony też ma swoje przywary, sympatie i antypatie polityczne i raczej nie utrzymuje postawy bezstronnego arbitra w wypowiedziach medialnych. Wróćmy jednak do opublikowanej dwa lata temu pracy prof. Tomasza Mielczarka: „los (tygodników opinii) uzależniony jest od umiejętności szybkiego i wprawnego odczytywania sygnałów”. Oczywiście pandemia i związane z nią perturbacje były nie do przewidzenia, ale konieczność zmiany formy aktywności już tak.

 

Do sieci przechodzi się z czytelnikami albo wcale

 

Branżowy kwartalnik „Doradca Kariery” 11 grudnia 2019 roku powiadomił swoich czytelników: „Tylko do 10 stycznia 2020 r. będzie można zamówić ostatni rok papierowej prenumeraty kwartalnika. Powód? Ogólnoświatowy trend w przechodzeniu do wersji elektronicznych. Okazuje się że >>wolimy<< wersje na tablety i komórki niż papier w ręce. Jest to tańsze, wygodniejsze i ekologiczne. Będzie więcej, konkretniej i bardziej szczegółowo. Internet też dodatkowo nie ogranicza nas powierzchnią kartek. Zrobimy dla Was przestrzeń ze wszystkimi potrzebnymi informacjami”. Dlaczego pismo założyło, że potrzebuje roku na wdrożenie nowych rozwiązań?

 

Decyzję podjąć łatwo – mówi redaktor naczelna Agnieszka CiereszkoDaliśmy sobie jednak ten rok po to, by wspólnie z czytelnikami i reklamodawcami wypracować najbardziej dla nich i dla nas atrakcyjny format udostępniania treści. To wymaga czasu. Konieczne jest przebudowanie witryny, zwłaszcza tej części, która stanowi e-sklep. Zbudowania systemu mikrosubskrypcji. Chcieliśmy przy tym uprzedzić naszych odbiorców, że to jest plan, a nie chaotyczne działanie, po którym albo się wynurzmy, albo nie. Ważne jest też pozostawanie z nimi w dialogu, żeby wprowadzone rozwiązania potraktowali na końcu jako „swoje”, a nie narzucone i trudno przez to akceptowalne.

 

Czy pandemia cokolwiek zmieniła w tych planach?

 

Nic – dodaje Ciereszko. – Nasza dystrybucja oparta jest o prenumeratę trafiającą do skrzynek. Dopóki działa poczta i firmy kurierskie, nie dzieje się nic, co by zmuszało nas do przyspieszenia realizacji planu.

 

W obronie druku

 

W dobie pandemii druk wydaje się być bardziej archaiczny niż kiedykolwiek. Nawet w przypadku dzienników informacje na papierze dostarczane są z opóźnieniem, a odbiorcy, co potwierdza badanie LoveBrands Relations, chcą dostać wszystko w czasie omalże rzeczywistym. W „Raporcie o śmierci polskich gazet” prof. Mielczarek przywołał badania, z których wynika, że z wydrukowanym medium obcujemy kilkakrotnie dłużej niż z portalem ogólnoinformacyjnym, najczęściej po prostu przewijanym. Stan epidemiczny to zmienia, bo nie dość, że mamy więcej czasu na media, to jeszcze chcemy mieć pełnię wiedzy, bo ta może zapewnić nam bezpieczeństwo (zdrowotne i ekonomiczne).

 

Całkowita rezygnacja z druku po okresie pandemii wymaga dziś pogłębionej analizy potrzeb konsumenckich. Stan obecny nie jest czasem zwyczajnym. Radio bez wątpienia ruszy stromo w górę, gdy wsiądziemy z powrotem masowo do samochodów. Nikt też nie myśli poważnie o całkowitej rezygnacji z rozgrywek sportowych, konferencji, czy koncertów, bo teraz ich zrealizowanie jest niemożliwe. Warunek powrotu do wersji papierowych jest dziś jeden – utrzymanie kadry, o której Mielczarek napisał tak: „zatrudnieni w tygodnikach dziennikarze stanowią elitę swego zawodu. (…) Stanowią wzór, do którego dążą lub z którym porównują się adepci tego zawodu”. Tylko tym razem druk będzie zapewne stanowił dodatek do rozwiązań odpowiadających na inne potrzeby konsumenckie, bynajmniej niezwiązane z padmemią.

 

Zbigniew Brzeziński

[1] T. Mielczarek, Tygodniki opinii w zmieniającej się rzeczywistości, Universitas, Kraków 2018, s. 219.

[2] Idem, Raport o śmierci polskich gazet drukowanych, Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2012.

[3] Dane dostępne na stronie PAP: http://centrumprasowe.pap.pl/cp/pl/news/info/156978,,badanie-lovebrands-relations-jakich-informacji-w-dobie-koronawirusa-szukaja-polacy- – dostęp 07.04.2020 r.

[4] Norman Davies, Sam o sobie, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2019.

Polowanie na czarownice – ZBIGNIEW BRZEZIŃSKI o kryzysie medialnym na przykładzie „Zdrowia Bez Leków”

Czy mediów może dotyczyć kryzys medialny? Jak sobie z nim radzić? Czego uczy nas przypadek „Zdrowia Bez Leków”?

 

Czy można wycofać ze sprzedaży miesięcznik ze względu na kontrowersyjną wypowiedź felietonisty, która nie ukazała się na łamach pisma? Brzmi to zaskakująco, ale jak pokazują ostatnie wydarzenia można. Los taki spotkał miesięcznik „Zdrowie Bez Leków”, wydawany przez łódzki Mediacom Press, mający jak na polskie realia całkiem niezłą sprzedaż, przekraczającą 40 000 egzemplarzy. Zgodnie z deklaracją pismo powstało „z myślą o osobach świadomych tego, że nasze własne zdrowie i uroda w dużej mierze zależą od nas samych”. Do osiągnięcia celu, jakim jest zdrowe życie, prowadzić ma m.in.„profilaktyka zdrowotna, świadomość i wiedza z zakresu podstaw medycyny (…)”[1]. Pismo propaguje: „zdrowy styl życia, odpowiednie diety i aktywność”. Ukazały się w nim artykuły traktujące na przykład o ziołach ojca Klimuszki, apteczce naszych babć, sposobach, z jakich korzystają gwiazdy ekranu, by zachować młodość, domowej uprawie kiełków, czy pozytywnym wpływie promieni słonecznych. W czerwcu 2018 roku na okładce pojawiła się pierwszy raz zapowiedź felietonu Jerzego Zięby, która odtąd regularnie gościła w tym miejscu aż do marca 2020 roku. On sam pojawił się też na okładce numeru z czerwca ubiegłego roku, pokazany w oku celownika. Widniejący obok napis brzmiał: „Sezon polowań na Ziębę[2].

 

„Kowal zawinił a Cygana powiesili”?

 

Dyskusje na temat poglądów Jerzego Zięby nieraz elektryzowały polskie media społecznościowe. Na swoim facebookowym profilu (obserwowanym przez ponad 75 000 osób, prowadzony przez Ziębę fanpage UkryteTerapie polubiło ponad 300.000 użytkowników tego serwisu[3]) zauważył m.in., że połączenie dużych dawek witaminy C z perhydrolem (silny środek utleniający stosowany w przemyśle chemicznym) może być skutecznym lekiem na COVID-19. W sprawie tych opinii oficjalne oświadczenie wydali 14 lutego 2020 r. Główny Inspektor Sanitarny i Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Czytamy w nim m.in.: „oświadczamy, że informacje upowszechniane na ww. stronach internetowych w związku z zagrożeniem ze strony nowego koronawirusa stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Stanowczo podkreślamy, iż informacje te nie są poparte badaniami naukowymi i uznaną wiedzą medyczną[4]. Spowodowało to zintensyfikowanie działań, zmierzających do usunięcia publikacji Zięby z rynku. W pierwszej kolejności zablokowana została sprzedaż książek na Allegro, o czym informowały m.in. Wirtualnemedia[5].

 

„Kolejny cios w Jerzego Ziębę”

 

Tak zaczyna się tytuł artykułu portalu Wirtualna Polska (WP Tech) informujący o tym, że Carrefour, Biedronka i Empik wycofały ze sprzedaży miesięcznik „Zdrowie Bez Leków”[6]. Chwilę później podobnie postąpiła Poczta Polska. EMPIK powiadomił przy tym, że wstrzymuje sprzedaż do czasu wyjaśnienia, czy na łamach pisma dochodziło do łamania prawa, a Poczta Polska dodała, że za treści kolportowanych pism nie odpowiada[7]. Tymczasem:

 

Jerzy Zięba nie jest ani udziałowcem wydawnictwa, ani członkiem redakcji – informuje nas Grzegorz Tamecki prezes zarządu spółki wydającej miesięcznik „Zdrowie Bez Leków”. – To jeden z grona kilkudziesięciu autorów, którzy publikują w naszym miesięczniku. Co istotne pisał u nas felietony, a nie artykuły zawierające przepisy medyczne, promocję produktów leczniczych, czy konkretne porady zdrowotne.

 

Jak więc doszło do wycofania ze sprzedaży pisma u kilku dystrybutorów?

 

Oberwaliśmy rykoszetem – dodaje ze smutkiem Grzegorz Tamecki. – Opinie, w których efekcie „Zdrowie Bez Leków” zostało wycofane z oferty części sprzedawców, nie pojawiły się na naszych łamach. Sytuacja jest dla nas trudna do zrozumienia. Aczkolwiek należy pamiętać, że zajmujemy się ludzkim zdrowiem, wspieramy postawy prozdrowotne, aktywny tryb życia. To są kwestie, w których sprzedawcy woleli zablokować sprzedaż i rozpoznać sprawę, niż narazić swoich klientów na szwank. Chodzi nam jednak dokładnie o to samo – o zdrowie Polaków – co, jestem o tym głęboko przekonany, szybko zdołamy udowodnić.

 

Jak poradzić sobie z kryzysem

 

Czy kryzys medialny może dotyczyć mediów? Oczywiście, tak samo jak wszystkich innych organizacji. Jak redakcje radzą sobie w sytuacjach kryzysowych? Z reguły w sposób odległy od wypracowanych przez branżę Public Relations standardów. Uznany ekspert z tego zakresu Adam Łaszyn właściciel AlertMedia stworzył wiele lat temu schemat postępowania, znany jako 5P. Warto przytoczyć tę metodę w tym miejscu:

 

  • Przykrość wyraź – w pierwszej fazie kryzysu warto wyrazić żal, że doszło do niekorzystnych zdarzeń,
  • Przyznaj się – do błędów lub niekorzystnych okoliczności jeśli takowe istnieją,
  • Przeciwdziałaj – zapobiegaj rozprzestrzenianiu się kryzysu,
  • Popraw się – popraw siebie (i organizację) – zreformuj się tak, by podobne zdarzenia się nie powtórzyły,
  • Powetuj straty – wynagródź szkody… bo ludzie lubią prezenty[8].

 

Jak to wyglądało w przypadku „Zdrowia Bez Leków”? Duże znaczenie ma aktywność na początku kryzysu. Tymczasem Wirtualnemedia w pierwszym artykule na ten temat poinformowały: „Redakcja nie odpowiedziała na nasze pytanie (…)”[9]. To błąd, ponieważ zrezygnowano na przedstawienie na samym początku własnego punktu widzenia, czy zwrócenia uwagi, że opublikowany w marcu (ten numer wycofywano ze sprzedaży) felieton Zięby, jest czymś zupełnie innym, niż jego aktywność na Facebooku i głoszone tam poglądy. Zabrakło również początkowo kontaktu ze strony wydawcy. Takie sytuacje zawsze irytują dziennikarzy, przeciągając ich przychylność na drugą stronę, a w czytelnikach wywołują wizję sceny z filmu „Psy” z paleniem akt Służby Bezpieczeństwa PRL. Słowem: milczą, więc mataczą! Warto zauważyć, że w momencie pierwszej publikacji Wirtualnychmediów decyzji o wstrzymaniu sprzedaży nie podjęły jeszcze Poczta Polska i EMPIK.

 

Kryzys znaczy konflikt

 

Adam Łaszyn zwraca uwagę, że kryzys medialny to konflikt, który odgrywa się na oczach widzów, słuchaczy lub czytelników. W tym wypadku trudno jednak wskazać „Zdrowie Bez Leków” jako stronę potencjalnego sporu. Zapytany o zdanie wyraził następującą opinię:

 

– Historia wielokrotnie udowodniła, że w okresie zarazy i pomorów (nawet jeśli odbywają się głównie w sferze percepcyjnej a nie rzeczywistej) szczególnie często dochodzi do polowań na czarownice. I na pewno ten mechanizm wciąż ma się dobrze w czasach współczesnych. A taki wynalazek jak media społecznościowe tryby tego odwiecznego mechanizmu ostatnio bardzo silnie naoliwiły – młyny hejtu mielą teraz szczególnie silnie i szybko. Jerzy Zięba, z podobnymi sobie apostołami alternatywnego podejścia do medycznego rozsądku, zapewne jest ofiarą takiej nagonki – odpowiada, odnosząc się do wątku głównego, czyli wypowiedzi Jerzego Zięby zawartej w jego kanałach społecznościowych i jej konsekwencji (zablokowanie sprzedaży książek na Allegro etc.). – Jeżeli nawet Główny Inspektor Sanitarny wydał odrębne oświadczenie obnażające „niekompetencje” Zięby jak i zagrożenie jego „cudownej wiedzy”, to dziwna byłaby inna reakcja Biedronki, Carrefoura, czy Allegro.

 

„Popraw siebie i organizację; powetuj straty”

 

Nietrudno zauważyć, że „Zdrowie Bez Leków” nie straciło zaufania czytelników, ale części dystrybutorów. Jak zamierzają naprawić te relacje i przekonać firmy, z którymi współpracowali do tej pory?

 

Postanowiliśmy powołać Radę Naukową – informuje Tamecki. – Dotychczas wydawało nam się, że skoro publikują u nas dyplomowani lekarze, to wystarczy do tego, żeby mieć zaufanie do treści, które rozpowszechniamy. Ostatnie wydarzenia pokazują, że to za mało. Od dawna współpracujemy z przedstawicielami środowiska naukowego. Liczmy, że powołanie Rady i przedstawienie jej składu pozwoli nam szybko odzyskać zablokowane kanały dystrybucji. Zawiesiliśmy też współpracę z Jerzym Ziębą[10].To była obustronna decyzja – dodaje.

 


[1]https://www.zdrowiebezlekow.pl/o_nas/ – dostęp 30.03.2020 r.

[2]https://www.zdrowiebezlekow.pl/archiwalne-numery/ – dostęp 30.03.2020 r.

[3]https://www.facebook.com/ukryteterapie – dostęp 30.03.2020 r.

[4]https://gis.gov.pl/aktualnosci/oswiadczenie-glownego-inspektora-sanitarnego-i-prezesa-naczelnej-rady-lekarskiej/ – dostęp 30.03.2020 r.

[5]https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/zdrowie-bez-lekow-wycofane-z-biedronki-i-carrefoura-allegro-usuwa-oferty-z-ksiazkami-jerzego-zieby – dostęp 30.03.2020 r.

[6]https://tech.wp.pl/kolejny-cios-w-jerzego-ziebe-empik-wstrzymuje-sprzedaz-miesiecznika-zdrowie-bez-lekow-6492383974709377a – dostęp 30.03.2020 r.

[7]

[8]https://www.facebook.com/alertmedia/photos/a.110792315613260/2370637522962050/?type=3&theater – dostęp 30.03.2020 r.

[9]https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/zdrowie-bez-lekow-wycofane-z-biedronki-i-carrefoura-allegro-usuwa-oferty-z-ksiazkami-jerzego-zieby – dostęp 30.03.2020.

[10]https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jerzy-zieba-zawiesil-wspolprace-ze-zdrowiem-bez-lekow-wydawca-pisma-rezygnacja-ze-sprzedazy-jest-bezprawna – dostęp 30.03.2020 r.